RECENZJA LIVE SPIRITS

Różne są perspektywy pisania recenzji o koncercie z Berlina. Wszystko zależy czy miało się okazję uczestniczyć w wydarzeniu, czy wszelkie doświadczenia pochodzą jedynie z przetworzonego obrazu i dźwięku.

W moim przypadku z LiVE SPiRiTS grana jest ta pierwsza opcja, dlatego przepraszam na wstępie, jeżeli jakieś kwestie będą nieistotne, widocznie dla mnie były, bo widziałem przedstawienie na żywca. Trochę tak jakbym rozważał, czy książka była lepsza, czy ekranizacja.

Modne stało się ostatnio wydawanie ścieżek dźwiękowych do koncertów wideo. Dla mnie to po prostu jest płyta koncertowa. 101 na płycie CD to przecież też regularna koncertówka, a nie soundtrack, ale może ja jestem człowiek starej daty już. Dlatego będąc w 100% precyzyjnym koncert na wideo widziałem na YT, a audio katuję codziennie, więc więcej będzie o LiVE SPiRiTS Soundtrack, niż SPiRiTS iN THE FOREST i tego będę się trzymał. O Duchu w lesie już pisałem po wizycie w kinie. Zresztą czytelnicy 101dM mieli okazję niedawno oglądać 1:30 h montaż live streamu, który szedł na żywca z Waldbuhne w lipcu 2018 roku, więc mam porównanie względnie na świeżo oryginalnego przekazu i efektu końcowego autorstwa szalonego Holendra.

Porozmawiajmy w takim razie o obrazie. Wokół tego wydawnictwa powstało już trochę kontrowersji, więc może warto na wstępie wyjaśnić je. Dlaczego na LiVE SPiRiTS nie ma numerów typu In Your Room, Barrel Of A Gun, Corrupt?

Sprawa jest tyleż prosta do wyjaśnienia, co niezrozumiała i trudna do zaakceptowania. To był celowy zabieg ze strony Corbijna. On zawsze chce kręcić 2 noce i na każdej ma inne ustawienia kamer. Pierwsza noc służy do filmowania zza placów, zbliżeń na instrumenty, zbliżeń na twarze i detale kręcone na scenie ze sceny, filmowanie publiczności ze sceny, Panów na wybiegu kręconych zza pleców itp.

Druga noc służy do kręcenia szerokich planów, ujęć na scenę z publiki, przez publikę, najazdów, zbliżeń na twarze. Jeżeli jest kamera na kablach, to ujęć dronowych całego obiektu w kierunku sceny, zbliżeń na Panów jak są na wybiegu z pozycji fanów itp. Można by jeszcze długo wymieniać.

W każdym razie dzięki temu w montażu scena jest bez kamerzystów i mamy czysty plan, a kiedy trzeba, możemy robić detale, jakby kamera była cały czas na scenie. Dlatego w czasie Everything Counts mimo, że Dave zaprasza kamerzystę ze sobą na wybieg (podobne bliźniacze ujęcie mamy na 101), ten zostaje na scenie i robi zbliżenie (ujęcia z pierwszej nocy). Drugiej nocy te ujęcia są powtarzane, ale do tego mamy jeszcze ujęcia z tłumu pod wybiegiem. Kamerzyści słuchają się reżysera, a nie DG. Chodziło o zostawienie czystego planu na wybiegu. Dzięki temu Antek miał więcej Dave’a na czystej pozycji bez kamerzysty na ujęciach.

Tak naprawdę wina z tym zamieszaniem nie leży po stronie Corbijna tylko zespołu. To oni chcieli zrobić dobrze 20. tysiącom fanów przybyłych do Berlina i zagrali takie, a nie inne dwa sety. Dla Corbijna to było nawet gorzej, bo przez to miał mniej materiału do montażu obrazu. Gdyby zespół zagrał, jak to ma w zwyczaju, dwie noce i ten sam set, to byłby spokój, a tak jest zawód dla tych, co nie byli na koncercie 23 i 25.07 i nie rozumieją o co chodzi. Podstawą do montażu jest przede wszystkim dobre audio. Do niego montuje się obraz. Ponieważ zapadła decyzja, że audio idzie z 25.07, to wszystko zostało postawione na ten fakt. Również kosztem numerów zagranych tylko 23.07. Gdyby ktoś logicznie pomyślał, to spokojnie można było dodać brakujące numery jako bonus do ściągnięcia z serwerów dla jakiejś wersji pseudo delux. Można było dodać jakieś wizualizacje i w bonusie na Blu-ray też pewnie by się zmieściło. Niestety jest tu zlewka i brak pomysłu jak wykorzystać co się ma w ręku. Potencjał był.

Zdaję sobie sprawę, że przez to powstało wideo, które nie jest reprezentatywne dla tej trasy, ale na dobrą sprawę to samo można powiedzieć o 101. Setlista z tego koncertu nie była grania nigdzie poza Pasadeną, nawet na ostatnich koncertach w USA i Kanadzie w maju i czerwcu 1988. Dlatego ja bym się nie czepiał setlisty, a bardziej tego, jak został zmontowany i zmiksowany ten koncert. Największe zarzuty mam właśnie do tego aspektu na LiVE SPiRiTS.

O tym jak może wyglądać ten koncert mogliśmy przekonać się przy okazji pokazów kinowych. Swoje ówczesne rozważania zakończyłem stwierdzeniem, że kolejne wideo koncertowe powierzyłbym już komuś innemu. Anton niech zajmie się już na dobre kręceniem fabuły. Koncert ma wiele dłużyzn brakuje kilku szybszych cięć, tam gdzie jest to potrzebne do muzyki. Najgorsze niestety są ewidentne problemy z synchronizacją. Co innego obraz, co innego muzyka, co innego na jednym, co innego na drugim ujęciu. Na prawdę problemy tego obrazu to nie różne kamizelki, spodnie i buty Dave’a. To jest akurat zaleta dla kogoś kto był na obu nocach. Świetnie też widać dzięki temu co pochodzi z której nocy. Dla przykładu cała druga część koncertu do bisów, gdy Dave ma na obu nocach kamizelkę z czarnymi plecami koncerty rozróżnialne są jedynie dzięki czerwonym lub złotym butom, no i lampasom. Dla mnie różne kolory kamizelek to jest feature not a bug, jak mawiają programiści.

Obraz jest generalnie w porządku jeżeli nie widzi się lub nie chce się widzieć niekonsekwencji w montażu. Stwierdzenie, że obraz jest poprawny jest tu bardzo prawdziwe i właściwie na tym można zakończyć wywody o stronie wizualnej. Nie ma niczego, czego nie widzielibyśmy w Warszawie 2017.07.21 i na którymś z lutowych koncertów w Polsce.

2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena
2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena

Bólu egzystencjalnego zębów dostaję na myśl o ścieżce dźwiękowej. Tak fatalnie zmiksowanego audio dawno nie słyszałem. O tym elemencie koncertu mógłby powstać oddzielny tekst. Ale po kolei…

Przez lata my fani wywalczyliśmy sobie na koncertach swoje miejsce i czas w setliście. Wystarczy posłuchać jak ścigał nas Martin na koncertach w czasie Exciter Tour, ze słynnym Ruhe bitte na niemieckiej części tej trasy. Obecnie niedość, że możemy pośpiewać sobie do woli, to jeszcze Dave odwalał małe podlizywanko krzycząc, że jesteśmy The Best każdej koncertowej nocy. Na LiVE SPiRiTS fanservice przeszedł szczyty nawilżania. Nie wiem komu przyszło do głowy, żeby sztucznie zmiksować i podbić śpiewy publiczności. No sorry, ale na koncercie to nie tak brzmiało. Momentami słychać taką hamówę w montażu, że aż zęby bolą. Najtragiczniej brzmią tu śpiewy na początku Walking In My Shoes. Numer niedość, że został wykastrowany muzycznie na te trasę, to publiczność brzmi jakby ktoś wyciął fragment śpiewów, zapętlił, a następnie pogłośnił i puścił równolegle do muzyki. Zawsze śpiewy mają swoją dramaturgię. Gdzieś rodzi się krzyk, inni to podejmują, a za chwilę cały stadion równo drze japę. Nikt nie robi tego od linijki i na znak.

Na poprzedniej koncertówce z 2013 roku dowiedzieliśmy się, że na trasie były dźwięki, których nikt w czasie koncertów nie słyszał, tym razem muzycznie audio jest w miarę realne. To dowalili publiką. Brzmi to sztucznie i nieprawdzie. Człowiek trochę gardła pozdzierał na tym Global Spirit Tour, to wie gdzie robił Tut, Tut, a gdzie OoooooOOOoooo! No amatorka…

Nie można też nie wspomnieć, jeszcze jednego faktu. Posiadanie dobrego sprzętu grającego w domu ma wiele zalet, ale też jest obarczone kilkoma wadami. Świetnie zmiksowany z szeroką selektywną sceną dźwięk daje wiele radości i doznań estetycznych. Niestety wady i braki w jakości dźwięku wychodzą natychmiast. Tych problemów nie mają posiadacze niewymagających sprzętów, słuchający na telefonach, czy z laptopa spiętego z gamingowymi głośnikami nawet nie zauważą problemu. Całe audio zostało zmiksowane środkiem, ewidentnie pod gusta i potrzeby muzyki generowanej w mp3 i reprodukowanego na fabrycznych słuchawkach dodawanych do smartfonów. Wydanie LiVE SPiRiTS na winylu wymusiłoby inne zmiksowanie audio. Większą dynamikę i rozpiętość tonalną dźwięku. Wrażenia mogłby być dużo lepsze, choć pewnie amatorzy kompresji w stylu mp3 czegoś by nie usłyszeli. Takie czasy.

Żeby była jasność tragedii nie ma i słucha się zapisu całkiem przyjemnie, ale osobiście większą przyjemność miałem odpalając dźwięki z Berlina w samochodzie, niż słuchając w studio odsłuchowym nieopodal mojego domu.

Pisząc relację z pierwszego koncertu w Berlinie napisałem, że przeszedłem małą kurację odmładzającą. Teraz po przesłuchaniu tego nagrania miałem nadzieję przeżyć ten czas jeszcze raz. No niebo na głowę mi się nie zwaliło. Coś przy World In My Eyes, Cover Me, The Things You Said i Heroes na serduchu było jakby cieplej. Szczególnie tam, gdzie zamiast garnków Eignera szedł podkład perkusyjny z taśmy.

Koncertu na wideo pewnie przez długi czas nie obejrzę, ale do audio powrócę raz na jakiś czas.

Rating: 2.5 out of 5.

P.S. 23 lipca zapraszam na 101dMpl @ FB na pokaz tego co Was ominęło na oficjalnym wydawnictwie. Zapraszam na pierwszą noc z Berlina, coby poświętować urodziny Martina. Poniżej 1:30 h tego jak było na prawdę na drugiej nocy w Berlinie. Czerwona kamizelka nie będzie nikomu przeszkadzać.

KoronaMODE

Na początku pomysł był prosty, żeby zrobić coś dla innych. Bez zadęcia i napinania się, na chwilę. Przejrzałem swoją biblioteczkę z koncertami. Wyszło, że mam 14 dobrych koncertów, które mogę odpalić co wieczór, aby Wam umilić czas kwarantanny. Trochę poprzeplatać trasy, miasta i będzie dobrze.

Już po tygodniu było wiadomo, że na 2 tygodniach się nie skończy. Wtedy zaczęły się poszukiwania, dyskusje, odkopywanie zakurzonych placków DVD, czytników płyt, zapytania po znajomych. Ruszyła manufaktura z konwertowaniem i montowaniem surowego materiału po nocach. Z pomysłu zrobiło się małe studio TV.

Nie byłem w tym sam, co prawda to ja dawałem tzw. ryja, ale warto, żebyście wiedzieli, że cowieczorne oglądanie koncertów na zapleczu miało charakter zespołowy. Chcę przede wszystkim podziękować Jackowi, który zarywał noce jak ja. Często proces wyglądał tak: Jack zgrywa (pod warunkiem, że czytnik płyt chce pracować), ja montuję, żeby na następny wieczór był kolejny koncert z naszych lub dostarczonych przez DeMeyera placków i plików. Niekończące się dyskusje, co dać i w jakiej kolejności. Od początku wiedziałem, że to jest moment, w którym warto uwypuklić polskie koncerty zespołu. Skoro widownia międzynarodowa. Dlatego każda niedziela to był dzień polski. Reszta to już wynik ścierania się pomysłów i dyskusji z Jackiem. Czasami był spontan, czasami sztywne trzymanie się założeń. Jak dobrać miks profesjonalnych nagrań vs. amatorskie rejestracje i multicamy? Sporo nas nauczyły te wieczory.

No dobrze, to jak wyglądała całość w liczbach. Wyszło nam łącznie 61 godzin emisji koncertów i dokumentów. Odwiedziliśmy łącznie 13 krajów. Najwięcej koncertów zaprezentowaliśmy z Niemiec – 9, USA – 7, UK – 6, Polska – 5, Francja – 4. Wszystkich koncertów zobaczyliście 39 w 35 dni.

Jeżeli chodzi o trasy, to jedynie See You Tour nie miało swojej reprezentacji, ponieważ z tej mini trasy nie ma żadnego zapisu wideo. Z pozostałych tras przynajmniej jeden koncert został wyemitowany. Najwięcej koncertów pochodziło z Global Spirit Tour i Delta Machine Tour – 6 koncertów, Devotional Tour i Tour Of The Universe – 4 koncerty. Z niektórych tras wyświetlone zostały wszystko, co jest publicznie dostępne.

Był plan, żeby puścić kilka miodnych koncertów, ale jakość nie pozwalała nawet o myśleniu o tym. Mam tu na myśli Pragę 1998.09.15 i Londyn 1993.07.31. Miło, że kilka koncertów było dla Was zaskoczeniem i odkryciem. Choć zdarzyło się też kilka przewidzianych i nieprzewidzianych wpadek np. dzięki Facebook’owi — Frankfurt 1993.07.21, czy koncert Martina z jego solo trasy.

Wyświetlenia koncertów w czasie.

Średnio na koncert uczestniczyło w szczytowych momentach – 152 osoby. Najwięcej fanów, w jednym momencie, obserwowało koncert z Lizbony 2017.07.08 – 281, a najmniej koncert Martina z LA 2003.05.07 – 58. W szczegółach top 10 najlepiej oglądanych koncertów (łącznie w minutach) wygląda następująco:

  1. 2017.07.08 Lizbona – 281 / 26.5 tys minut
  2. 2017.07.21 Warszawa – 194 / 23.5 tys minut
  3. 2018.06.26 Sopron – 156 / 17.7 tys minut
  4. 2006.03.14 Katowice – 148 / 15.5 tys minut
  5. 2006.06.09 Warszawa – 171 / 13.1 tys minut
  6. 2013.05.04 Nicea – 120 / 12.6 tys minut
  7. 2009.06.10 Berlin – 105 / 11.2 tys minut
  8. 1994.06.05 Biloxi – 121 / 10.7 tys minut
  9. 2013.10.11 Austin – 140 / 10.6 tys minut
  10. 2001.09.06 Berlin – 130 / 10.6 tys minut

Zestawienie w czasie może się zmieniać. Widzę, że wielu z Was często wraca długo po premierze, do wyświetlanych już koncertów. Plus pojawiać się będą kolejne produkcje, które mogą namieszać w statystykach.

2017.07.08 Lisbon
2006.06.09 Warsaw
2013.05.04 Nice

Podsumowania zwykle robi się na końcu, bo faktycznie koncert z Legii był ostatnim wyświetlanym w takiej formie jak do tej pory. Materiału do wyświetleń o 21:00 na kolejne tygodnie jest jeszcze trochę, a myślę, że wielu z Was nie zawiodłoby sugestiami, linkami i podpowiedziami. Niestety muszę skupić się teraz na innych sprawach, a emisja koncertów to była czasami praca na pół etatu lub w niektóre dni nawet na cały etat. Wyświetlone koncerty zostają. Przygotowałem dla Was playlisty wszystkich koncertów i dokumentów, jakie przez miniony miesiąc pojawiły się na Facebookowej stronie 101dM.pl. Możecie wracać w każdej chwili do każdego z koncertów z osobna lub wszystkich razem.

Ale, aaallleeee, aaaaallleeee co z nami? Jak to tak porzucasz nas? Tych co to z oddaniem wieczór w wieczór śledzili każdy zapodawany przez Ciebie koncert?

<długi dźwięk smarkania malinowego noska w chustkę>

No cóż… uspokój latająca brodę i otrzyj sznurówy z twarzy, bo nowa świecka tradycja nie zaniknie. Nie będzie już codziennych pokazów koncertów. Będą za to weekendowe pokazy na 101dM. Czasami w sobotę, czasami w niedzielę. Na pewno w piątek będziesz o tym wiedziała droga fanko / drogi fanie. I co? Lepiej już? <podaje drugą chusteczkę>

Obiecuję również, że przy okazji rocznic do wielu z tych koncertów będę powracać dzięki trybowi wspólnego oglądania.


Aaaa i mam bonus na koniec. W poniedziałek pojawi się mały suplement do kończącego się miesięcznego serialu KoronaMODE.

14 wieczorów z koncertami depeche MODE

W tych nienormalnych czasach każdy coś daje od siebie, każdy jakoś sobie pomaga przetrwać. Każdy próbuje żyć normalnie w nienormalnych czasach. Co by łatwiej było nam przetrwać zapraszam na 14 wieczorów z koncertami depeche MODE na 101dM.

Może nie dam rady wszystkim zrobić zakupów, albo pójść do apteki. Do tego zespół przesunął nam premierę koncertu z Berlina. No same plagi… Co zrobić?

depeche MODE zaczynają koncert około 21:00, więc jest to idealna godzina, aby spotkać się przed TV, ekranami, odpalić 101dM na Facebooku i wspólnie pobyć razem. Może ta kwarantanna będzie dzięki temu znośniejsza.

depeche MODE cinema
depeche MODE cinema

Pierwszy koncert już za nami – Promocyjny występ z Global Spirit Tour z 2017.03.21 (tak wiem powinienem dać ten koncert w pierwszy dzień wiosny… no nie wyszło). Kolejne koncerty będę ogłaszał wieczór przed. Na pewno zobaczycie multicam z Warszawy 2017.07.21, w rocznicę wydania Violator poleci bardzo dobry koncert z World Violation Tour, coś z Devotional Tour i jeszcze parę smakowitości. O ile Facebook mi tego nie zablokuje. Jak będą problemy poszukamy innej platformy.

A jak nam przedłużą kwarantannę, to coś jeszcze się znajdzie. Udanego odbioru.

depeche MODE wejdą do Rock And Roll Hall Of Fame.

Oficjalnie wszędzie dominuje służbowy optymizm i radość z faktu, że pierwsza w historii elektroniczna kapela wejdzie do świata zdominowanego przez muzykę rockową.

Jeżeli popatrzy się szerzej, to w tym roku jest silna reprezentacja szeroko pojętej muzyki nierockowej.

Ja chciałbym się skupić na trochę innym aspekcie tego wydarzenia… bardziej społecznym i relacyjnym.

Tradycją tego typu wydarzeń jest, że zespoły dla uświetnienia wejścia do RNR HOF grają specjalne koncerty dla zgromadzonej publiczności i fanów przed ekranami. Zaproszenia do wejścia do RNR HOF wysyłane są do wszystkich członków, także tych byłych. Tradycją jest, że również oni grają z obecnym składem zespołu na scenie. Oznacza to, że dla depeche MODE będzie to baaaaardzo historyczne wydarzenie. Po raz pierwszy od grudnia 1981 roku Panowie wystąpią na scenie z Vincem w jednym numerze. Będziemy mieli również okazję zobaczyć Alana na żywo po raz pierwszy od koncertu w Londynie 2010.02.17 i po raz pierwszy od zakończenia jego trasy – Selected w 2010-2011.

Jestem również bardzo ciekawy kto wprowadzi depeche MODE do RNR HOF – Metallicę wprowadzał Flea z RHCP. Tradycją jest również, że wspólnie na scenie występują inni artyści, którzy grają i śpiewają numery wprowadzanej gwiazdy.

Kolejny element, który może być bardzo interesujący to fakt, że każdy – były i obecny członek zespołu ma prawo do wygłoszenia przemowy i może powiedzieć co chce. Ten moment może być bardzo interesujący i chyba najbardziej czekam na przemówienie Alana. Czy zachowa powściągliwość, czy też powie coś więcej…

Dobrze, abyście obejrzeli jak wyglądały wejścia innych gwiazd w przeszłości. Poniżej Metallica (2011), U2 (2005), Nirvanna (2014).

Występów innych gwiazd możecie poszukać sobie do woli. Wszystkie są w podobnym schemacie. Polecam jeszcze The Beatles czy Rolling Stones z 1988.

Ja bardzo czekam na majowy występ depeche MODE, szczególnie mając w pamięci ostatni wywiad Dave’a z New Musical Express, gdzie właściwie dał do zrozumienia, że nie planują się spotykać jeszcze przez jakiś czas, a tu nie dość ze będą musieli, to jeszcze będzie to z przytupem i „zmusi” ich do spotkania, próbowania i wspólnego występu z ex-składem oraz oddanie sterów na scenie innym ludziom niż oni sami.

“I can’t honestly answer that question. Depeche have made so many records together and after a tour Martin and I are like, ‘See you then!’ There will more than likely will be another record, but we really don’t make plans beyond what we’ve just done. To be honest, it’s always been like that. In the first 10 years we could keep up with the pace of boshing out a record then a tour, record, tour, record, tour. As you get older you start to get a little more selective about what you want to do. I know Martin is taking a bit of a break at the moment. We’ll see.”

Dave Gahan dla nme.com

Co nam przyniesie rok 2020? Co już wiemy?

Wkraczamy w ostatni rok drugiej dekady XXI wieku* oraz kolejnej przerwy między płytą i koncertami. Oczywiście nie wiadomo wszystkiego, ale jak na rok zastoju i spokoju to dzieje się naprawdę wiele.

Jeszcze w styczniu czekają nas dwa wydarzenia:

Shock Collar — utwór projektu Humanist w którym tekstowo i wokalnie pojawia się Dave Gahan. O projekcie szerzej pisałem Wam w czerwcu ubr., a we wrześniu powstał klip obrazujący ten kawałek.

Humanist & Dave Gahan
Humanist & Dave Gahan

Kolejnym styczniowym wydarzeniem będzie wydanie 24 stycznia — MODE BOX — po tym, jak premiera została przesunięta z końcówki listopada na styczeń, data ta już nie powinna się zmienić.

MODE BOX
MODE BOX

Wideo podsumowujące Global Spirit Tour — zapis ostatniej nocy w Berlinie 2018.07.25 z dodatkami z Berlina 2018.07.23.

W 2020 Soulsavers obchodzi 20-lecie istnienia z tej okazji Dave Gahan, Mark Lanegan zostali zaproszeni do uświetnienia tego wydarzenia. Mówi się o wydawnictwie okolicznościowym oraz o kilku koncertach z tej okazji. Pod koniec listopada klawiszowiec Soulsavers – opublikował zdjęcia z sesji nagraniowej. Czyżby czas okurzyć karty kredytowe i trasowe ciuchy… Czekamy na efekty.

W okolicach 19 marca na rynku angielskim ukaże się książka — Halo – The Story behind Depeche Mode’s classic album Violator. Książka powstaje jako współpraca dwóch dziennikarzy-fanów – Kevin’a May’a i Davida McElory’a.

Halo book
Halo book

Nie wiem, jak u Was, ale na mojej zabawie sylwestrowej temat box’a z singlami z Violator i Songs Of Faith And Devotion pojawił się parę razy. To będą mocne pozycje na listach zakupowych tego roku. Zdecydowanie należy oczekiwać obu pozycji w pierwszej połowie 2020, a nawet spodziewałbym się nagrań w pierwszym kwartale. Idealnie by było, gdyby oba boxy ukazały się między 19, a 22 marca, czyli w rocznicę wydań obu albumów. To takie moje ciche chciejstwo.

Black Celebration 12" Singles Box Set
Black Celebration 12″ Singles Box Set

Patrząc na regularność wychodzenia 12″ Singles Box Set w tym roku spodziewałbym się jeszcze singli do Ultra i Exciter. Boxy od Speak & Spell po Music For The Masses już cieszą oko i ucho od jakiegoś czasu.

Ostatnią zapowiedzianą nowością na 2020 rok jest kolejna książka. Anton Corbijn jeszcze w 2018 roku zapowiedział, że pracuje nad książką (albumem fotograficznym) o depeche MODE. Nic oprócz tej zapowiedzi nie wiadomo. Czekamy na dalsze wieści…


Na koniec chciałbym napisać coś, co się w tym roku nie wydarzy. Otóż pod koniec lipca napisałem, że pracuję nad tekstem, który miałby się stać książką o pierwszym koncercie depeche MODE w Polsce w lipcu 1985 roku. Powstało ok połowę tekstu i posiadam nadal sporo dokumentacji faktograficznej na druga połowę. Niestety brak czasu i zaangażowanie w inne sprawy w życiu prywatnym sprawiają, że muszę zawiesić cały projekt. Do tego przedsięwzięcia będę w stanie wrócić dopiero w drugiej połowie 2021 roku z opcją publikacji efektów mojej pracy na połowę 2022 roku.


*Jestem z tych, co twierdzą, że dekada zaczęła się 01.01.2011, a skończy 31.12.2020. Dlatego, że liczymy od 1 do 10, a nie od 0 do 9. Rok 2020 należy traktować tak samo, jak 10 w odliczaniu od 1 do 10. Rok 2000 to był ostatni rok XX w., a 1990 to ostatni rok lat 80. Niestety obecnie trwa dziwna moda na podsumowania dekady, która jeszcze się nie skończyła, a wszystko przez jakiś dziwny wymysł sprzed paru lat, że rok 2000 był początkiem XXI w.

Po mojemu – Podsumowanie roku 2019.

Skończył się pierwszy pełny rok, kiedy nie było trasy koncertowej. Mimo że teoretycznie powinien być to rok relaksu i snu zimowego, to tak nie było. Głównie za sprawą wytwórni, która mocno monetyzuje przejęcie depeche MODE pod swoje skrzydła.

Oprócz tego nie da się nie zauważyć, że depeche MODE jest po prostu więcej w social mediach. Jak widać, nawet na nich przychodzi ten czas. Choć częściej dzieje się to mimowolnie i jakby obok nich. Oczywiście silnej są obecni w porównaniu do tego, jak byli obecni kilka lat temu.

Do tej pory pytałem Was, co dla Was było najważniejszym wydarzeniem depechowym roku. Tym razem nie zapytałem, bo czasu zabrakło… Za to wybrałem najciekawsze wydarzenia miesiąc po miesiącu z moim komentarzem. Poniżej moje podsumowanie 2019 roku.


W styczniu dowiedzieliśmy się, że zespół pomimo przerwy w aktywności, jednak nagrywa nowy materiał. Miał być to cover utworu John’a Cage’a i ukazać się w maju. Ostatecznie ukazał się w październiku.

Ticketmaster wręczył nagrodę depeche MODE za rok 2018, bo byli 4. pod względem wielkości ekipą w 2018, na której przytulili grubą kasę. Tak naprawdę nagroda powinna być wręczona fanom, a nie zespołowi, bo to na nas ukulali swoją prowizję.

Jeszcze w tym samym miesiącu dowiedzieliśmy się, że po 4 latach przestoju prace nad książką Halo jednak zostaną dokończone i na 30. rocznicę wydania albumu Violator chłopaki dadzą radę. Tak skończył się marzec.

Za to w kwietniu Martin Gore wystąpił na MOOGFest opowiadając o wczesnym instrumentarium i relacjach z Danielem Millerem, a Das Moon nagrał cover Fools na swoją nową płytę. Potem jeszcze Martin wziął udział w dokumencie o niezależnym sklepie Other Music z Nowego Jorku.

Wytwórnia uraczyła nas kolejnymi winylowymi boxami, ale my i tak czekaliśmy na wideo z Berlina. Zapowiedzi były na kwiecień. Rok minął, a my dalej czekamy na kwiecień. Międzyczasie dostaliśmy dokument nakręcony dla naszej cioci o nas. Ostatecznie w październiku poszliśmy do kina na SPIRITS In The Forest.

W kwietniu dowiedzieliśmy się również, że naczelny archiwizator zespołu obok projektu 12″ Singli pracuje również nad odświeżeniem wszystkich teledysków. Każdy odświeżony teledysk lądował ponownie na YouTube, choć ostatnio jakaś zadyszka go złapała, tylko dlaczego w tak podłej jakości?. Za to PRowcy nie mieli zadyszki i nagrodzili agencję BBH, która odpowiadała za osłonę PRową albumu Spirit, tytułem najlepszej w 2018 w oczach ludzi, czyli nas. Wyszło na to, że sami się nagrodziliśmy 😉

Peugeot zatrudnił Personal Jesusa do swojej reklamy, a Apple wykorzystało Black Celebration do promocji swojego ciemnego motywu — The dark MODE w czasie czerwcowej konferencji WWDC.

W czerwcu dowiedzieliśmy się o tym, że Dave, nie tylko pracuje w rodzinnym gronie jako producent i kompozytor, ale też zaangażował się w nowy projekt muzyczny – Humanist.

Tak skończyła się pierwsza połowa roku. Druga wcale nie była spokojniejsza. Wprost przeciwnie. Wydarzeń tyle co na trasie koncertowej. Lipiec zaczął się od wiadomości, że angielski dziennikarz i pisarz Ian Gittings napisał biografię depeche MODE. Książka finalnie ukazała się w październiku, a moją reckę możecie przeczytać tutaj.

Również wydawnictwo od Classic Pop przygotowało okolicznościowy numer z dwoma okładkami — „Ze starym dM” i „Obecnym dM” do wyboru. Zgadnijcie której już nie można kupić 😉

Sierpień przyniósł niepowetowaną stratę. Odszedł z tego świata D.A. Pennebaker. Jako swoiste postscriptum dla jego relacji z depeche MODE dowiedzieliśmy się, że jeszcze przed śmiercią dokumentalisty, autorzy złożyli zespołowi propozycję wydania dokumentu 101 w 4K wraz z niewydanymi fragmentami koncertu z Pasadeny.

Matilda gotowa i rozpoczęła podróż po festiwalach świata. Za to wrzesień przyniósł nam wieści, że Dave nakręcił teledysk do wspomnianego projektu Humanist. W styczniu usłyszymy i zobaczymy efekty.

Humanist & Dave Gahan
Humanist & Dave Gahan

Również w obozie Soulsavers rozpoczął się ruch. 2020 przyniesie tego owoce.

Październik przyniósł również wieść o nowym wydawnictwie – MODE BOX, który okazał się niewypałem. Wytwórnia przed świętami chciała nam sprzedać rozklejający się box z całą albumową dyskografią zespołu, a nowości jest tam tyle, że mieszczą się na jednym placku. Co więcej sam pomysł formy wydania to kopia wydawnictw innych projektów muzycznych w ramach wytwórni Legacy. No coż sztanca musi się zamortyzować…

Na koniec depeche MODE zostali nominowani do Rock & Roll Hallo of Fame. Który to już raz… Niby należy się im to jak psu kość, a jednocześnie trudno nie mieć zlewki na tego typu kółka wzajemnej adoracji. Choć trudno nie zauważyć, że w tym przypadku głównymi winowajcami jesteśmy my — fani, bo za słabo głosujemy. Brakuje jakieś 10000 głosów, aby wejść do finału.


Tak skończył się 2019 rok. Które z tych wydarzeń były dla Ciebie najważniejsze? A może było to coś co pominąłem? W kolejnym wpisie wszystko, co wiemy o tym, co nas czeka w 2020.

Spirits In The Forest – film dla Twojej cioci…

Spore poruszenie wywarł dokument Antona Corbijna w społeczności. Nie zawsze w takim kierunku, jak tego by autor chciał. Jesteśmy już po seansie 21.11 i kolejnych w kinach na całym świecie. Za dni parę na Netflixie. Spokojny jestem, że finansowo dystrybutor może zaliczyć te pokazy do sukcesów, publiczność nie zawiodła. Dokładane są jeszcze kolejne pokazy na całym świecie.

Pomysł Jonathana Kesslera na dokument nie był odkrywczy — w końcu parę lat temu powstał dokument „Our Hobby is depeche MODE” (Posters came from the wall). Oba dokumenty dotyczą fanów, ich fascynacji zespołem. Oba dokumenty próbują uchwycić to niezrozumienie mainstreamu dla zespołu, który z rzadka gości na łamach prasy plotkarskiej, utożsamiany jest z tymi, co w mojej klasie uchodzili za freaków ubranych na czarno.

To, co różni oba dokumenty, to oczywiście wsparcie i błogosławieństwo odpowiednich ludzi, machina promocyjna, czas, ale również jakość doboru bohaterów dokumentu. W przypadku dokumentu z 2008 roku muzycznie depeche MODE nie było, bo nikt nie chciał udzielić zgodny i podpisać się pod filmem. W tamtym czasie niektórzy fani z zażenowaniem patrzyli na to, co dzieje się na ekranie. Daniel Barassi — webmaster oficjalnej strony, zerwał ze zderzaka swojej fury naklejkę informującą, że jest fanem, jako wyraz protestu po tym, co zobaczył. Tak po prawdzie tamten dokument zrobił wiele złego w temacie.

Tym razem twórcy postanowili się bardziej przyłożyć w doborze bohaterów filmu. Z jednej strony jest mało kontrowersyjnie, jest śmiesznie, jest do popłakania, jest interesująco. Chyba najlepiej ujął to mój znajomy Witek:

[…] Dla mnie mega coś nowego o nas, nie dla nas. Mój syn dopiero po filmie zrozumiał co tata ma w głowie.

Witek

No właśnie, jest to chyba jeden z niewielu hołdów złożonych przez artystów swoim fanom. Na projekcję do kina wybraliśmy się MY — FANI, żeby zobaczyć swoje odbicie w dokumencie. Czytając Was na różnych platformach, często pojawiał się fragment, że w każdym z fanów z dokumentu znaleźliście cząstkę swojej historii bycia fanem. Z drugiej strony często pojawiały się głosy, z kategorii — co mnie interesują inni fani, historia fanów jest o tyle interesująca, o ile to jest moja historia opowiadana mediom. W innym przypadku interesuje mnie tylko zespół… i ja.

Uważam, że bardziej, niż dla nas ten dokument powstał, aby pokazać go naszym wujkom, ciociom, mamom i innych randomom, którzy na rodzinnych uroczystościach, spotkaniach ze znajomymi jadą po depeche MODE, nie rozumieją fascynacji zespołem, albo nie znają zespołu. Dokument jest idealnym filmem na platformę streamingową do pokazania każdemu, kto wykaże minimum wysiłku poznania naszej subkultury. Taki pomocnik fana. Zamiast strzępić sobie język, wystarczy odpalić film. Przez co w Antonowym dokumencie właściwie muzyka zespołu nie byłaby potrzebna. Część dokumentalna mogłaby być samoistnym materiałem emitowanym na platformach albo jako bonus koncertu, na który wciąż czekamy.

Na koniec trochę o tym, co mi się nie podobało w tym dokumencie. Właściwie niewiele mam uwag do części dokumentalnej — fanowskiej. Chyba jedyna uwaga to rozłażenie się historii Dickena (DMK). Niby historia jest o facecie po rozwodzie, którego dzieci mieszkają w innym kraju, a widuje ich raz w roku — stworzył specyficzny projekt muzyczny i stał się sensacją wiralową na YT. Tymczasem gdzieś w środku jego historii jego postać się urywa i dalej mamy już historię córki Dickena. To ona przejmuje całą opowieść z praktycznie niemym udziałem jej brata. Tu mi się te szwy rozlazły.

Z propsów nie sposób nie wspomnieć o fanach wyrosłych w bloku komunistycznym. Chyba każdemu podobała się historia fana z Rumunii. Gość nie dał się nie lubić. Do tego dodałbym jeszcze historię fanki z USA, która przekazała uwielbienie do zespołu również swoim dzieciom. Uśmiech miałem oglądając ich.

To teraz, co mi się nie podobało. Właściwie wszystkie moje uwagi dotyczą części niedokumentalnej. Osobiście uważam, że ta część była najsłabsza. Nie mam tu jednak na myśli wykonu koncertowego. Byłem na obu nocach. Doskonale pamiętam, co się działo i do tej pory jest to jeden z lepszych koncertów depeche MODE na jakich byłem. Bardziej mierzi mnie jakość montażu obrazu i dźwięku.

Obraz – z przekazów przedprojekcyjnych wielu zachwycało się tym, jak to Anton podszedł w sposób niespotykany dla niego do realizacji obrazu. Jak to filmowanie było innowacyjne i dalekie od tego do czego nas przyzwyczaił. Niestety… Nic takiego nie zobaczyłem. Za to zobaczyłem amatorski montaż koncertu człowieka, który lepiej już się czuje w formach fabularnych i dokumentalnych, niż w materiałach koncertowych. Brakowało mi dynamiki obrazu, podążania za muzyką. Gdzie trzeba szybkiego montażu, a tam gdzie jest to potrzebne długich, płynących ujęć. Do tego numery były mocno cięte, jak np. World In My Eyes z którego środka sporo wyleciało.

Do tego dźwięk numerów był momentami mocno spowolniony. Na trasie koncertowej aranż Walking In My Shoes był prze słaby, a do tego w dokumencie jeszcze celowo został zwolniony. Podobny los spotkał Never Let Me Down Again. Czemu? Takich perełek było kilka, chyba podobne nieszczęście dotknęło w filmie również Personal Jesus. O takich drobiazgach, jak przytłaczająca wszystko uwypuklona perkusja przykrywająca i tak ubogie miejscami aranże już nie wspomnę.

Należy jeszcze dodać różnice w jakości części dokumentalnej i muzycznej. Dokument był w 2.0, tymczasem materiał koncertowy był przestrzenny. Powodowało to dysonans i skoki głośności części koncertowej i dokumentalnej. Czasami miałem wrażenie, że cały dokument był zrobiony na szybko, bo Anton śpieszył się na trasę U2 po Australii i Azji, przez co nie zadbano o właściwy montaż części koncertowej, dobry balans i dynamikę instrumentów. Mam tylko nadzieję, że wersja koncertu, którą finalnie dostaniemy w przyszłym roku będzie wolna od tego typy wtop.

Czy wizytę 21.11 w kinie uważam za stratę? Zdecydowanie nie. Miło spędziłem czas wspominając lipcowy tydzień w Berlinie na obu koncertach, pośmiałem się tam, gdzie był na to czas, łezka również zakręciła się gdzie miała zakręcić. Te, w sumie, drobne błędy, nawet jeżeli nie zostaną już wyeliminowane nie przysłonią mi idei SPiRiTS iN THE FOREST. Ludzie spoza subkultury nie zwrócą na to uwagi, bo dla nich najważniejsza będzie część dokumentalna. To oni będą przybiegać do nas ze stwierdzeniem, że w końcu zrozumieli co Ciebie, czy mnie kręci w tym całym depeche MODE.

Mam jednak poczucie, że Anton jest w zupełnie innym miejscu, niż wspominamy go przy arcydziele, jakim jest Devotional. Ten człowiek dobrze czuje się w materiale dokumentalnym, fabularnym i tam, gdzie musi obrazem opowiedzieć swoją wizję na sprawy polityczne i społeczne. Mieliśmy tego sporą dawkę w teledysku do Where’s The Revolution, wizualizacji do Walking In My Shoes, czy Enjoy The Silence. Temat koncertu z Waldbuhne jest już zamknięty, ale myślę, że kolejny film koncertowy z kolejnej trasy powinien zostać powierzony innemu reżyserowi.

O dokumencie SPIRITS in the FOREST

30 października odbył się przedpremierowy pokaz dokumentu Antona Corbijna z udziałem reżysera. Po pokazie Anton odpowiadał na pytania publiczności i mediów. Zebrałem dla Was to, co mówił Anton, oraz jak relacjonowali ten pokaz i sam dokument fani w swoich wpisach.

Kilka miesięcy temu napisałem na 101dM.pl, że film, na który się wybieramy się do kin, to będzie dokument, nie koncert. 21 listopada idziemy na film dokumentalny o grupce fanów z całego świata, którzy opowiadają o swoim życiu, tym jak muzyka depeche MODE miała wpływ na nich, ich wybory życiowe, sposób postrzegania świata. Wszyscy opowiadają o sobie, zostało to jednak ujęte w bardzo filmowy sposób. Nie popełniono tego błędu z dokumentu Our hobby is depeche MODE (Posters came from the wall), w którym po prostu odwrócono kamerę w stronę fanów i pozwolono im mówić, co tylko chcieli. Wg relacji uczestniczących fanów całość jest bardzo mocno przepracowana. Zanim odpalono kamery, fani spędzili długie sesje, opowiadając o sobie, dokumentując (przez Skype i na wideo) miejsca, w których żyją. Wszystko to zostało sprawdzone, a następnie w dokumencie zostało wykorzystane wszystko to, co dobrze wychodzi w obrazku i tworzy rytm dokumentu. Bardzo głęboka praca dokumentalistyczna i przedprodukcyjna.

Pomysł na nakręcenie SITF pochodzi od Kesslera i Pollocka, to oni zaproponowali reżyserię holendrowi. Co ciekawe za preselekcję bohaterów odpowiadają również wyżej wymienieni Panowie. Nie będę się rozwijał dlaczego konkretni fani zostali wybrani do filmu, nie chcę Wam psuć seansu.

Jeżeli nastawiacie się, że za trzy tygodnie idziecie na film o depeche MODE, że idziecie na koncert, jak to było w minionych latach, to warto się zastanowić, czy dobre bilety kupiliście. To jest dokument o FANACH słuchających depeche MODE, nie o zespole. depeche MODE pełni w tym filmie dokumentalnym rolę drugorzędną, dopełniającą. Jedni uczestnicy pokazu relacjonują, że udział dokumentu do koncertu (zespołu) jest 50:50, a są tacy, co twierdzą, że 30:70 na korzyść dokumentu to i tak sporo. Muzyka w SITF ma tylko takie znaczenie jak kawałki zamówione u kompozytora do pocięcia i wykorzystania w ścieżce dźwiękowej. Utwory zostały dobrane, aby w warstwie lirycznej i klimatycznej dopełniać wątki narracyjne poszczególnych składowych dokumentu. Ogranie, oklepanie koncertowe wybranych kawałków nie miało tu wielkiego znaczenia. Na potrzeby dokumentu wykorzystano łącznie 10 kawałków do umajenia dokumentu:

Precious
A Pain That I’m Used to
Cover Me
Enjoy The Silence
Personal Jesus
Never Let Me Down Again
Everything Counts
Just Can’t Get Enough
Where’s The Revolution
Heroes

Kawałki w SITF są jak rodzynki w cieście i to niecałe. Znamy to z dokumentu 101. Jeżeli wytwórnia zadecydowałaby się na wydanie soundtracku z tego dokumentu, to wyglądałby on jak powyżej. Do ścieżki dźwiękowej jeszcze wrócę…

Wrong - Hannover 2017.06.12 - photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)
Wrong – Hannover 2017.06.12 – photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)

Jaka jest w takim razie różnica między dokumentem 101 a dokumentem SITF? Wg słów Antona, który udzielił krótkiego wywiadu dla BBC6, 101 był o zespole i grupce ludzi – tzw randomów – nie koniecznie fanów – wybranych w castingu w klubie. Taki protoplasta realityshow. Tym razem otrzymujemy dokument eksplorujący życie ludzi, dla których muzyka depeche MODE jest soundtrackiem ich życia. Całości możecie posłuchać na stronie BBC6 od 1:37’30 – 1:44’00. Nie mniej trzeba podkreślić, że SITF nie jest remejkiem 101, ale zupełnie czymś innym, od tego, co zostało stworzone dla zespołu na przestrzeni lat. Najlepiej to określił współautor książki HALOKevin May w swoim wpisie na Twitterze:

If you want the film to have lots of Depeche Mode footage from the brilliant gigs in Berlin, you’ll be about 30% satisfied. It’s not a gig film.— HALO Book (@HALOBook) 31 października 2019

Skoro co do dokumentu SITF mamy już jasność, to co dalej? 21 listopada, to nie jest data wydania tego dokumentu, to jest jedynie data projekcji w kinach, kropka. Tak na dobrą sprawę to ciągle nie wiemy, kiedy będzie wydany koncert z Berlina i w jakiej postaci. Nie będzie to na pewno w 2019, żeby nie kanibalizować wydania MODE BOX. Wg relacji fanów uczestniczących w pokazie dokument SITF zostanie wydany w 2020 roku, obok tego będzie wydany koncert, czyli to na co wielu czeka. Pomiędzy tym będzie można wielokrotnie obejrzeć dokument na Netflix. Czyli będzie zachowany tu klasyczny schemat znany z filmów fabularnych — Film w kinach, Film na festiwalach, Film w TV (na platformie VOD), Film na nośnikach domowych (BR/DVD).

Nadal nie wiemy nic o zawartości koncertu Berlina na wideo i ewentualnej zawartości koncertu w formie audio. Nie wiemy nadal nic o tym, czy kinowy dokument będzie wydany razem z koncertem w wersjach wideo i audio, czy też obecnie poznaliśmy jedynie tytuł dokumentu, a koncert na wideo i audio będzie wydany jako oddzielna pozycja, z własnymi numerami, tytułem itp. Tak na dobrą sprawę hasło depeche MODE jest tu jedynie lewarem. Jak widać, sporo jeszcze nie wiadomo i wcale nie jesteśmy bliżej finału. Scenariusz na wydanie materiału z Berlina został rozpisany na długie miesiące i będziemy uczestnikiem tego serialu jeszcze długo.

2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena
Heroes – 2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena

W to wszystko należy wpisać jeszcze jedną rzecz. Anton zapowiadał już jakiś czas temu, że pracuje nad wydaniem książki o depeche MODE. W plotkach mówi się, że Anton planuje też wydać razem z książką również reedycje Strange i Strange Too.

Na potrzeby wszystkich wydawnictw związanych z ostatnimi koncertami na Global Spirit Tour w Berlinie tak na prawdę nakręcono jedynie druga noc. Pierwsza noc posłużyła Antonowi jedynie do zbliżeń – gitary, klawisze, twarze, ręce, perkusja i inne detale na scenie i w publice. Również audio będzie pochodzić z drugiej nocy. Pisałem o tym więcej tuż po koncertach w Berlinie podsumowując ostatnia odsłonę trasy.

To tyle w temacie dokumentu…


Lektura do poczytania: The Guardian, Gigwise.

Recenzja biografii – Faith And Devotion

Trochę z zaskoczeniem, trochę ze wzruszeniem ramion spłynęła informacja o kolejnej biografii. Pffff kolejna biografia… co nowego można jeszcze dowiedzieć się i przeczytać w temacie depeche MODE? Szczególnie że trud dokumentowania historii zespołu na różnych odcinkach przejęli w zasadzie już fani i całkiem nieźle robią to też gazety.

depeche MODE przez lata opowiedziało swoją historię na bardzo różne sposoby, bardzo często w sposób mocno kontrolowany i głównie w sposób, jaki oni chcieli. Mimo że w historii zespołu wydarzyło się bardzo wiele, często miałem niedosyt, bo czułem, że za dopieszczonym przekazem kryje się coś więcej.

Wszystkie biografie w większości powstawały na bazie przekazów prasowych, wywiadów z członkami zespołu i ich otoczeniem. Z biegiem lat sztampowe pytania i powtarzalne wywiady, opowiadane ponownie te same historie sprawiają, że biografie dążą do jedności… a właściwie do ujednolicenia. Każda kolejna biografia nie zaskakuje (bo dużo wiesz i dużo przeczytałaś / przeczytałeś), każda biografia powiela właściwie podobne, utarte, wygładzone historie zespołu i zatwierdzone przekazy.

Czasami dopiero porównanie kilku biografii, różnice w przekazie, pewne nieścisłości zaczynają prowadzić to innych wniosków, niż utarte dopuszczone do upublicznienia.

Faith And Devotion – Ian Gittins (str. 228-229)

Dla przykładu historia z promocji ULTRA z 1997 roku, kiedy zespół tłumaczył dlaczego nie jadą w trasę promującą płytę. Usłyszeliśmy przekaz o zagrożeniach, jakie niesie za sobą wyruszenie w trasę koncertową na krótko po zażegnaniu rozpadu zespołu, problemach alkoholowych, narkotykowych i psychologicznych każdego z członków zespołu osobno i razem wziętych. Oczywiście prawdą, że każdy z tych powodów spokojnie miałby miejsce nr 1 na liście powodów, dlaczego nie należy ruszać w trzymiesięczne tourne po dwóch kontynentach. Wszystko pięknie i racjonalnie. Tymczasem prawda była dużo bardziej prozaiczna — Dave Gahan miał dozór sądowy i każdy dłuższy wyjazd Dave’a musiał się odbywać za zgodą sądu. Inaczej brak pojawienia się na komisariacie uznany zostałby za ucieczkę z kraju. Dozór kończył się w okolicach The Singles 86>98 Tour. Przypadek?

Nie trzeba było bardzo się wysilać, żeby przykryć ten problem odpowiednio skonstruowana historią. Wystarczyło inaczej ustawić akcenty, a prasa i fani poszli odpowiednią ścieżką. Trzeba przyznać, że zbudowany przekaz PR na potrzeby promocji Ultry w pewnym momencie wymknął się im spod kontroli. Początkowo zespół bardzo ochoczo opowiadał, jak staczał się w latach 91-96. Media to ochoczo katowały. Jednak już przy okazji kolejnej trasy w 2001 Dave przyznawał, że przegięli z tą opowieścią i zdecydowanie za dużo było tego tematu w ich przekazach przy okazji promowania Ultry. Począwszy od wyboru kawałka na pierwszy singiel, przez EPK, skończywszy na wywiadach. Mógłbym tak ciągnąć tę opowieść długo, doczytacie sobie całość w moim tekście z 2013, jest to jednak przykład, dygresja opisująca jak zespół buduje od lat swój obraz i mówi to co chce, żebyśmy wiedzieli i odpowiednio interpretowali.

Podobnie było z historią wokół koncertu w Pasadenie i jeszcze paru innych wydarzeń w historii zespołu. Ostatnią biografią, która namieszała w obrazie zespołu była książka Jonathana MilleraObnażeni (Stripped). Zespół mocno zirytował się, tą książką, bo pokazywała trochę więcej i wyrywała depeche MODE władzę nad kontrolowanym przekazem, dzięki oddaniu głosu ludzi z dalekiego i bliskiego otoczenia zespołu. Nie bardzo się to podobało Panom z dM. No cóż… niezdementowane informacje nie są wiarygodne… że sparafrazuję pewne powiedzenie…


Jak na tym tle wygląda najnowsza biografia, która wylądowała ostatnio na mojej półce? Jestem po lekturze biografii Iana Gittinsa i można powiedzieć o niej bardzo wiele dobrego — twarda oprawa, praca edytorska na wysokim poziomie, ciekawy dobór zdjęć (czasami bardzo dobrze znane, ale np. inne ujęcia z tych samych sesji). Jest w niej jednak coś innego, co sprawia, że powinna to być bardzo wartościowa pozycja na półce każdego fana.

Jeżeli nie czytałeś poprzednich biografii, to Faith And Devotion jest tą, która może zastąpić wszystkie uprzednio wydane biografie. Autor obficie cytuje najlepsze fragmenty. Miesza je z materiałem, który sam stworzył w postaci artykułów i wywiadów z zespołem na przestrzeni lat. Wykorzystuje w książce fragmenty wywiadów z innymi artystami, które nie ukazały się w druku, a dotyczyły depeche MODE. Powstał z tego bardzo esencjonalny i zwarty dokument, który jest wszystkim, co potrzeba, żeby poznać historię zespołu. Dla świeżaka w temacie i ortodoksa.

Ian Gittins - Faith And Devotion
Ian Gittins – Faith And Devotion (str. 66-67)

Czytając tę książkę, co jakiś czas miałem wrażenie, że czytam te same znane historie, ale opowiedziane pół kroku, krok dalej/obok. Być może autor lepiej połączył kropki, przez lata wiedział więcej i teraz dopiero zebrał się w sobie, aby napisać swoją wersję. Podoba mi się też to, że autor nie jedzie sztampą, tylko spogląda na te same fakty z innej perspektywy. Czasami swojej, czasami innej osoby, ale nie patrzy oczami zespołu i wygładzonym przekazem z wytwórni.

Żeby nie było, że jest tak idealnie, to autor książki momentami jest bardzo nierówny. Raz są zdjęcia bardzo dokładnie opisane, w innym momencie opisy są tak zdawkowe i ogólne, że aż żal bierze. Oczekiwałbym więcej, bo autor wysoko zawiesił poprzeczkę.

Biografia Iana Gittinsa, to pozycja, której nie wstyd postawić na półce. Swobodnie może być źródłem wiedzy, a jeżeli nie znasz na tyle dobrze angielskiego, to może służyć jako świetny album z przekrojowymi zdjęciam z całej kariery. Jest nawet jedno zdjęcie z Warszawy z 1985 roku. Niestety nie opisane jak trzeba.

Warto docenić wysiłek Iana Gittinsa, dziennikarz podjął się wyzwania bardzo odważnego – zyskać pochlebne komentarze pośród fanów depeche MODE. Po mojemu gościowi się udało.

Wydawnictwo na które nikt nie czeka.

Zespół pospołu z wytwórnią postanowili wydać pozycję, która z wyjątkiem niewielkiej grupy zbieraczy plastiku, metalu i papieru z napisem depeche MODE jest nietrafiona niezależnie, do jakiej grupy docelowej nie próbowalibyśmy jej zaadresować. Z twarzy podobna do nikogo cytując klasyka.

Przejrzałem Wasze komentarze, oraz zebrałem trochę informacji, które już wypłynęły o tym wydawnictwie. Chciałbym też spojrzeć na MODE BOX jeszcze z jednej strony, bo częściowo grzech pierworodny tego wydawnictwa jest gdzieś w poprzedniej dekadzie.

To wydawnictwo nie jest:

  • Dla „januszy depeszowania”, którym wystarczy playlista z kawałkami, które zyskały ich uznanie w telefonie. Nikt nie położy tysiąca gnoi na boxa w archaicznym formacie, gdy wiedza o zespole ogranicza się do zestawu utworów długości setlisty na koncercie i to też z uniesieniem brwi zainteresowania jedynie przy Enjoy The Silence i Just Can’t Get Enough. Przecież za te pieniądze to można mieć cały wózek sklepowy Taterki Strong. 😉
  • To wydawnictwo nie jest dla hardkorów, który mają całą dyskografię, ze wszystkimi wersjami singli itp. Za każdy z tych kawałków zapłacili już po kilka lub kilkanaście razy. Takie zadanie — zajrzyj na swoją półkę z dyskografią i zobacz, ile razy w życiu zapłaciłeś lub zapłaciłaś już za Just Can’t Get Enough w postaci płyt, singli, składanek, koncertówek itp. wydawnictw… Zainteresowanie hardkorów zestawem kawałków, który po wyciśnięciu esencji mógłby zmieścić się jedynie na jednym placku będzie naprawdę trudne.
  • To wydawnictwo nie jest na pewno wysoko na liście przeciętnych fanów, którzy podążają za zespołem od płyty do płyty, bo oni 14 placków na 18 pewnie już mają. Wydanie monety na ten zestaw nie jest priorytetem.
  • Za to na pewno ten box jest dla wszystkich, którzy nie słuchają dM, ale mają w najbliższym kręgu fanów dM. Zakup tego boxa załatwia idealnie problem prezentów na święta, urodziny i inne rocznice. Tak tylko podpowiadam 😉

Żeby była jasność nie twierdzę, że ten box to będzie klapa. Z pewnością box kupi sporo ludzi, szczególnie że będzie to box limitowany, choć nie znanam poziomu limitowatość MODE. Pewnie i ja kiedyś kupię ten box, być może z drugiej ręki i jestem dziwnie spokojny, że nakład rozejdzie się bardzo sprawnie na całym świecie. Za jakiś czas może mieć on status równy japońskim X1 i X2, który poza tym, że jest specyficzną kompilacją, to nie wnosi poznawczo za wiele, ale jest unikatowy z powodu upadłej wytwórni, podejścia do wydawania kompilacji i to bije cenę. Albo był jeszcze parę lat temu.

MODE BOX ma jeszcze jeden problem, na który trzeba spojrzeć trochę z wyższej perspektywy. Nie neguję kompletnie sensowności powstania takiego wydawnictwa ale uważam, że powszechny kanał sprzedaży jest kompletnie przestrzelony. Tego typu wydawnictwo nigdy nie powinno trafić do tak szerokiej dystrybucji, zawartość powinna być też inna i powinno być zaoferowane tylko specyficznej grupie ludzi.

Cofnijmy się zatem do roku 2002 — w tym roku w świecie depeche MODE nie wydarzyło się za wiele. Za to coś się skończyło. Wychodzi ostatni BONG — numer 52. Tym samym zespół zamyka fanklubową część swojej działalności i zrywa instytucjonalną relację z wieloma fanami na świecie. Z dawnej świetności zostało już tylko dogorywające forum przy oficjalnej stronie. Zarówno U2, Metallica, Rammstein, jak i parę innych zespołów utrzymują specjalne relacje fanami. Fani przez stronę mogą się zapisać do fanklubu i mogą być członkiem fanklubu bez żadnych kosztów, otrzymując dostęp do podstawowego pakietu, przywilejów i informacji. Można również wykupić dostęp płatny do treści i wydawnictw, do których przeciętni śmiertelnicy nie mają dostępu. Tak właśnie robią wspomniane zespoły.

MODE BOX, to idealne wydawnictwo fanklubowe skierowane do ścisłego grona, które płacąc za członkostwo w fanklubie otrzymują z tego tytułu gratyfikacje w postaci np. wcześniejszego dostępu do biletów na koncerty. Dzięki temu np. na koncertach U2 nie ma plagi naszych czasów, czyli biletów kategorii Early Entrance. Do tego co roku wydawane są w limitowanym nakładzie płyty z koncertami, rarytasami, demami, niepublikowanymi wersjami. Pozycje, które nigdy nie będą w orbicie zainteresowań ludzi, których fascynacja zespołem kończy się na playliście w telefonie. Za to fani zrzeszeni w oficjalnym fanklubie przyjmują vinyle i CD z otwartymi rękami.

Przykłady z obozu U2. Nie musicie lubić tego zespołu, ale warto docenić fakt tego typu specjalnych pozycji dla fanów:

  • U2 Duals z 2011 – kompilacja starych i nowych duetów zespołu z innymi artystami.
  • U2 Medium, Rare & Remastered z 2009 – zbiór niepublikowanych, alternatywnych, odświeżonych, nieznanych wersji. Idealnie pasuje do MODE BOX, całość tylko na dwóch płytach.
  • U2 Live Songs of iNNOCENCE + eXPERIENCE z 2019 – kompilacja kawałków na żywo z dwóch tras koncertowych. Taka koncertówka tylko dla najbardziej zagorzałych fanów.

Napisałem, że MODE BOX to idealne wydawnictwo fanklubowe, ale nie w takiej postaci. Ograniczenie się do 4 płyt z literami M.O.D.E., książki i fikuśnego opakowania załatwiłoby sprawę. Oczywiście mogłaby się pojawić opcja wydania z pełną dyskografią, jako kod do pociągnięcia plików z serwerów Legacy Rec. Zakładając, że MODE BOX to limitowana pozycja, a fanów depeche MODE, zainteresowanych nabyciem na całym świecie może być podobna liczba, albo większa, to mimo moich krytycznych uwag każdy z nich spokojnie znajdzie swoje miejsce na półce z innymi suwenirami pod szyldem depeche MODE.

Nie mniej nie trafi on do całej masy ludzi, którzy kupiliby go będąc członkami oficjalnego fanklubu. Czy to w abonamencie płaconym co roku, czy też potem w fanklubowym sklepie. Największe audytorium będzie mieć użytek z MODE BOX w serwisach streamingowych typu iTunes lub Tidal, o ile się pojawią 4 ostatnie placki. Dobra dosyć tych wywodów, teraz trochę o tym, co faktycznie jest w tym wydawnictwie wartego uwagi.

Czarne pudełko nie zasługuje na całkowite potępienie, ponieważ są tam bardzo ciekawe pozycje, nieosiągalne na współczesnych wydawnictwach. Co więcej, ktoś, kto podjąłby się zakupienia tego wszystkich na rynku wtórnym w oryginalnych wydawnictwach, na których są poszczególne kawałki, żeby mieć wszystkie „rarytasy” lub rarytasy musiałby wydać znakomicie więcej. Wiele pozycji osiąga obecnie konkretne stawki wyrażone w jednostkach na eBay.

14 albumów
  • Płyty od Speak & Spell do Excitera, to są remastery wydane pierwotnie w 2006 roku.
  • Największe zastrzeżenie jest do Playing The Angel, ponieważ jest to tak samo skopana wersja w masteringu, jak ta wydana w 2005 roku. Nie pokuszono się nawet o wydanie na CD wersji z vinyla lub bluspec.
  • Pozostałe placki to są regularne wydawnictwa w wersjach znanych z regularnych wydawnictw z lat 2009-2017.

M.O.D.E.
  • CD1 – 1981 – 1985
    • Sometimes I Wish I Was Dead (Flexi Disc) – po raz pierwszy w historii wydany na CD – kawałek w tej wersji nie trafił na debiut brytyjski, a wersja amerykańska i wersja ze składanek jest nieco inna.
  • CD2 – 1986 – 1990
    • Dressed In Black (Record Mirror Version) – wczesna wersja tego numeru, coś jak Fly On The Windscreen vs Fly On The Windscreen – Final.

  • CD3 – 1993 – 2005
    • Death’s Door (OST Until The End Of The World) – numer w wersji Martina, w tej wersji pojawił się jedynie na soundtracku z 1991 jako część ścieżki dźwiękowej do filmu Wima Wendersa
    • Death’s Door (Jazz Mix) – numer w wersji Alana wydany na singlu Condemantion
    • Easy Tiger (Full Version) – na płycie Exciter jest jedynie ogryzek tego kawałka. Pełna wersja wyszła jedynie na singlu Dream On.

  • CD4 – 2006 – 2017
    • Oh Well (Edit from 7″)  – wersja nie jest jakoś bardzo unikatowa, choć tylko na singlach lub na limitowanych boxach. Dla niektórych może robić za zapychacz.
    • Heroes (Highline Sessions) – numer z sesji zaśpiewany na żywo, choć ja bym oczekiwał wydania oryginalnej, studyjnej wersji zespołu. Cały występ z sesji Highline aż prosi się, żeby był wydany jako oddzielna pozycja z własną okładką, jako dodatek do jakiegoś innego boxa np. wideo z Berlina 2018 lub na fanklubowej kompilacji z innymi numerami nagrywanymi w ten sposób robionymi przez zespół w latach 2005 – 2017.

Należy docenić fakt, że po latach posuchy dzieje się coś na rynku wydawniczym depeche MODE, poza zestawem standardowym w postaci albumów, singli, koncertówki na wideo i okazjonalnej kompilacji co parę lat w klasycznym rozumieniu. Boxy z singlami wydawane na vinylach, omawiana w tym tekście kompilacja, być może musimy przejść i tę fazę, aby w końcu doczekać się wydawnictw naprawdę wyczekiwanych zarówno z oficjalnego katalogu, jak i Hamburg 84, czy upragnione wydanie koncertu z trasy World Violation. Niestety znowu można napisać Sony robisz to źle

Oby się nie okazało, że naprawdę srogie rarytasy pojawią się dopiero jako polisa emerytalna wdów, które będą potrzebowały kolejne jednostki na dostatnie życie w domowym zaciszu z nowym narzeczonym.

Gdańsk 12.01.2010

To już 10 lat jak zespół wystąpił 23 maja 2009 roku na warszawskim stadionie Gwardii. Z perspektywy czasu patrzę na ten koncert z lekkim zażenowaniem. Nie dlatego, że zespół dał ciała, albo fani zawiedli, przede wszystkim z powodu obiektu, na jakim przybyło chłopakom grać podczas letniej części Tour Of The Universe w Polsce.

Mając w pamięci poprzednie koncerty, choćby ten na Stadionie Legii przed remontem, albo nawet w Spodku, koncert na Gwardii wydaje się siermiężny i partyzanacki prawie tak, jak występ depeche MODE na Służewcu w 2001 roku. O późniejszych koncertach z lat 2013-2018 nie wspomnę. Co prawda na afterze w Proximie temat stadionu nie był aż tak żywy, bo fani bardziej skupiali się na setliście. Głównie rozmowy dotyczyły tego, jak zabrzmiały Master & Servant i Strangelove po latach. Zachwyty szły w kierunku Fly On The Windscreen. W rozmowach przewijał się tez zawód, że In Sympathy wyleciało tak wcześnie z setu, niestety już od koncertu w Atenach 2009.05.12 byliśmy ubożsi o ten numer. Całe szczęście, że to była tylko podmiana, a nie skrócenie koncertu o ten numer. Z drugiej strony aranżacja Policy Of Truth na tej trasie nie była najgorsza i mogła się podobać. Tylko gdyby nie ta mało depeszowa wizualizacja z baloniakami… W każdym razie ja cieszyłem się, sącząc drina na afterze, że przede mną latem jeszcze wyjazd na sześć koncertów w dwóch turach w samym czerwcu. Urlop zapowiadał się wyśmienicie 🙂

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Nie mniej z perspektywy czasu nie da się nie zauważyć, że obiektowo koncert w Warszawie A.D. 2009 to był spadek formy, szczególnie jeżeli porówna się do tego, w jakich warunkach chłopaki zagrali swój drugi koncert na tej trasie w Polsce — czyli koncert w nowootwartej w 2008 Ergo Arenie w Gdańsku/Sopocie – 12 stycznia 2010. Było zimno, to fakt, ale warunki koncertu przywodziły na myśl najlepsze obiekty z Zachodniej Europy. No i tak akcja w czasie Policy Of Truth, wspólne śpiewanie Master & Servant, w końcu atmosfera w hali. Byłem zachwycony, że mamy w końcu obiekt, którego nie trzeba się wstydzić. Do tego trzeba jeszcze dodać fakt, że chwilę potem, otwarta została klasowa hala w Łodzi. Pamiętam jak dziś, że Serek na afterze w Gdańsku, pociągając kolejnego Jacka z Colą, miał nadzieję, że jeszcze może będzie kolejna część trasy na wiosnę 2010 i że wtedy muszą zagrać w Łodzi. Marzenia łódzkich fanów spełniły się dopiero podczas Delta Machine Tour, kiedy 24 lutego 2014 depeche MODE zadebiutowali w Atlas Arenie cztery lata po otwarciu hali…


Nie, nie pomieszało mi się nic, nie wprowadziłem się w stan zmieniający świadomość. Nic z tych rzeczy. Tak mogłyby wyglądać wspomnienia z koncertów w 2009 i 2010 roku, gdyby nie choroba Dave’a i zmiany w trasie, jakie pociągnęła za sobą. No i gdyby nie było opóźnień w oddaniu do użytku Ergo Areny. Obiekt faktycznie uruchomiono dopiero w maju 2010. Trochę zaskoczeni? Już wyjaśniam wszystko po kolei. Cofnijmy się do 2008 roku…

Październik 2008 roku zespół ogłasza, że ma zamiar wydać płytę – Sounds Of The Universe i ruszyć w trasę. Na konferencji prasowej ogłoszono jedynie trasę stadionową w Europie. Trasa miała liczyć 38 koncertów, z czego faktycznie zespół zagrał 20. Pełną listę koncertów zagranych, odwołanych i przeniesionych znajdziecie na MODEontheROAD.pl. Statystyki wyglądały następująco:

38 koncertów ogłoszonych, w tym:

  • 20 zagranych,
  • 13 odwołanych,
  • 5 przeniesionych na rok 2010,

Koncert w Hamburgu udało się przenieść w ramach letniej trasy 2009 z 2.06 na 01.07. Sam miałem bilety na koncert w Hamburgu, a dodatkowo na dwie noce w Dusseldorfie. O ile bilety na Hamburg sprzedałem, to Dusseldorf postanowiłem zatrzymać ze względu na przeniesienie terminu na 2010. Tych 5 przeniesionych koncertów to:

  • Czw., 21.05.2009 Zagrzeb – przeniesione na 14.02.2010
  • Sob., 30.05.2009 Londyn – przeniesione na 20.02.2010
  • Czw., 04.06.2009 Dusseldorf – przeniesione na 26.02.2010
  • Pią., 04.06.2009 Dusseldorf – przeniesione na 27.02.2010
  • Czw., 02.06.2009 Bergen – przeniesione na 29.01.2010

Pozostała część trasy w październiku 2008 nie była znana. Tzn. była znana, ale nie była upubliczniona ze względu na braki w finalizacji potwierdzeń wszystkich obiektów przed konferencją. Druga noga po Ameryce Północnej i Południowej została ogłoszona dopiero w lutym 2009. Poniżej chciałbym Wam zaprezentować jak miała wyglądać Tour Of The Universe 2009/2010, gdyby Dave nie zachorował, a wszystkie plany zespołu wypaliłyby.

USA i KANADA

Lip 26 TBA
Lip 28 TBA
Lip 30 TBA
Lip 31 Santa Barbara

Sie 2 LA
Sie 4 LA
Sie 5 LA
Sie 8 San Diego
Sie 9 Las Vegas
Sie 11 Salt Lake
Sie 12 Denver
Sie 14 Dallas
Sie 16 San Antonio
Sie 17 Houston
Sie 19 New Orleans
Sie 21 Tampa
Sie 22 West Palm Beach
Sie 24 Atlanta
Sie 26 Washington DC
Sie 27 Atlantic City
Sie 29 NYC
Sie 30 NYC

Wrz 2 Boston
Wrz 4 Montreal
Wrz 5 Toronto
Wrz 7 Detroit
Wrz 8 Chicago

AMERYKA POŁUDNIOWA

Oct 2 Mexico City
Oct 3 Mexico City
Oct 5 Monterrey
Oct 7 Guadalajara
Oct 10 Colombia
Oct 13 Rio de Janeiro
Oct 15 Sao Paulo
Oct 18 Buenos Aires
Oct 20 Chile

EUROPA

Oct 31 Oberhausen
Nov 1 Oberhausen
Nov 3 Hannover
Nov 5 Nuremberg
Nov 7 Mannheim
Nov 8 Stuttgart
Nov 10 France TBA
Nov 12 Valencia
Nov 14 Lisbon
Nov 16 Madrid
Nov 17 Madrid
Nov 20 Barcelona
Nov 21 Barcelona
Nov 23 Lyon
Nov 25 Bologna
Nov 26 Torino
Nov 28 Erfurt
Nov 30 Rotterdam

Dec 3 Vienna
Dec 4 Graz
Dec 6 Zurich
Dec 7 Zurich
Dec 10 Dublin
Dec 12 Glasgow
Dec 13 Birmingham
Dec 15 London
Dec 16 London
Dec 18 Manchester

Jan 8 Prague
Jan 10 Budapest
Jan 12 Gdansk
Jan 14 Lievin
Jan 16 Strasbourg
Jan 19 Paris
Jan 20 Paris
Jan 22 Antwerp
Jan 24 Horsens
Jan 25 Malmo
Jan 27 Gothenburg
Jan 29 Stockholm
Jan 31 Oslo

Feb 2 Helsinki
Feb 4 St Petersburg
Feb 6 Moscow

Jeżeli chodzi o faktycznie zagrane koncerty w USA i Kanadzie, to oczywiście odsyłam na MODEontheROAD.pl i czem prędzej przeskakuję do Europy z jesieni 2009 i zimy 2010. W stosunku do faktycznej trasy ostał się jedynie jeden koncert w Oberhausen 2009.10.31, zamiast tego fani z Bremy mogli się pobawić 1 listopada. Zamiast jakiegoś koncertu we Francji była Genewa 2009.11.10, a Norymberga z 5 listopada powędrowała na 1 grudnia.

To, co najważniejsze działo się przede wszystkim w styczniu. Początkowo zespół planował wznowić trasę koncertem w Pradze 8 stycznia, potem przeskok do Budapesztu – 10 stycznia, by wylądować w Gdańsku 12 stycznia. Trasa w 2010 miała być krótka. Ledwo miesiąc + 3 noce w lutym z finałem w Moskwie. Tak na marginesie podobny patent zespół zastosował w marcu 2014, kończąc w Rosji. Paradoksalnie, gdyby nie choroba Dave’a prawdopodobnie nie byłoby koncertu w RAH z Alanem. Koncert w Gdańsku nie był możliwy również z innego powodu. Trzeba to jeszcze raz podkreślić, powyższa lista to stan wiedzy na jesień 2008, później życie i tak by zweryfikowało temat. Jak już wspomniałem obiekt ani w 2008, ani w 2009 nie był gotowy. Wobec czego na pewno marzenie fanów z Łodzi ziściłoby się szybciej i 12 stycznia bawilibyśmy się w Atlas Arenie, nie w Ergo Hestii. Choć w takiej kombinacji w 2010 roku byłby tylko jeden koncert w Łodzi, a nie dwa. Można jeszcze długo by wymieniać, czego by nie było — np. 1 koncertu dM w Kijowie… itd.

Was pewnie interesuje skąd te rewelacje i co ja właściwie opisuję. Tak się składa, że zawsze są gdzieś teksty do napisania na później. Takie, które odkłada się na po trasie, albo jak będzie chwila wolnego. Tak też stało się z tą historią. Po raz pierwszy o faktycznych planach depeche MODE na TOTU przeczytałem gdzieś w maju 2016, ale przejęcie 101dM.pl od poprzedniego Admina było istotniejsze, niż ta historia. Potem Global Spirit Tour zrobiła swoje. Ale do brzegu…

Na angielskojezycznym forum Home, jego administrator – PeterToo – opublikował w 2015 rozpiskę trasy, którą podzieliłem się z Wami dziś. Ponieważ kolo ma bardzo bliskie relacje z zespołem i ich manadżmentem, więc uważany jest za wiarygodne źródło informacji. Dlatego uznałem za stosowne, że warto Wam przybliżyć jak faktycznie miała wyglądać trasa w 2009/2010 i co dzięki wypadkom z początku trasy otrzymaliśmy, a co nie. Taka szydera i przwrotność losu…

Dokumenty o Warszawie z 1985

W 2020 roku przypada 35 rocznica koncertu w Warszawie. Rocznica dobra jak każda inna. 5 lat temu też była rocznica i też był pomysł, aby fanowskim sumptem wydać na nowo audio i wideo z tego koncertu na fizycznych nośnikach. Jeżeli zastanawiacie się, co poszło nie tak, to śpieszę donieść, że nie wiem. Może kiedyś tak się stanie. Ale do brzegu…

W ubiegłym roku celowo nie opublikowałem żadnego wpisu, mimo że materiału na kolejne wpisy jest jeszcze sporo. Przez ostatnie lata uzbierałem tematów na kolejne kilka lat pisania. Pytań, na które staram się odpowiedzieć sobie w temacie pierwszego koncertu depeche MODE w Polsce, jest również sporo. Dlatego, zamiast opisywać kolejne historie z przeszłości i pokazywać Wam jedynie okruchy, chciałbym przedstawić nieco większy obraz. Ten tekst zamiast o przeszłości będzie o przyszłości. Zanim jednak będzie o mnie, to najpierw o innym projekcie, który się dzieje.

Tym razem jest coś więcej na rzeczy. Od początku roku trwają prace nad serialem dokumentalnym – W Rytmie Wolności – realizowanym na zlecenie Canal+. Jeden odcinek ma być poświęcony w całości depeche MODE i ich wizycie w 1985 roku. Jest to część większego projektu dokumentującego najważniejsze koncerty zachodnich gwiazd okresu PRL.  Czy zdążą na rocznicę? Tego nie wiem. Jaki jest stan zaawansowania projektu, również nie wiem. Niektórzy z Was jakiś czas temu dostali mejle z prośbą o wsparcie lub przekazanie swoich wspomnień o koncercie. A teraz do moich spraw…

Gdzieś tak w okolicach 2011-2012 naszła mnie myśl, że wszystko, co opisuję na blogu, a dotyczy pierwszej wizyty depeche MODE w Polsce, warto by zebrać, pokopać głębiej może coś się z tego uzbiera więcej, niż jedynie na kolejny rocznicowy wpis. Od zawsze miałem poczucie, że pierwsza wizyta depeche MODE w Polsce, to było coś więcej, niż tylko koncert w kraju trzeciego wyboru w tamtym czasie. Co roku wspomina się rocznicę koncertu Rolling Stones z 1967. Uważam, że koncert depeche MODE z 1985 miał dużo większy wpływ na kilka generacji ludzi w tym kraju i ukształtował drogę życiową bardzo wielu z nich bezpośrednio lub pośrednio, również poprzez narodziny subkultury fanów w Polsce.

Tak też się stało, a właściwie dzieje. Teraz gdy pewien etap w moim życiu jest już zamknięty, mogę się skupić na projekcie, który siedzi mi w głowie od lat.

Chciałbym w przyszłym roku oddać w Wasze ręce… zbiór tekstów, broszurę, a może nawet książkę poświęconą pierwszej wizycie depeche MODE w Polsce. Mam już napisaną znaczną część tekstu. Bardzo dużo materiału jest w notatkach. Przede mną kilka wywiadów, być może nawet wjazd do bratnich krajów byłego bloku. Już mogę Wam zdradzić, że dowiecie się, jak bezpieka podchodziła do koncertów dM za Żelazną Kurtyną. Co znalazłem w IPN? Relacje, opisy, wertowanie, nieznane wycinki prasowe. Na pewno jeszcze wiele kopania w bibliotekach przede mną. Wczorajszy tekst to była tylko zajawka.

Na pewno sporą motywacją było wydanie w ub. roku książki dokumentującej pierwszy koncert depeche MODE w NRD w 1988 – Behind The Wall. Po lekturze fragmentów dotyczących Polski pojawiło się sporo ciekawych informacji, ale też znaków zapytania i nieścisłości w tej książce i w relacjach. To również wymaga wyjaśnienia. Z autorami książki miałem okazje rozmawiać w 2013 roku przy okazji wydania Monumentu.

Czy będzie to możliwe wydanie w formie książkowej, czy jako PDF? Tego nie wiem. Na pewno w kwestii praw autorskich będzie łatwiej po prostu wpuścić materiał do sieci. Czas pokaże.

Przede wszystkim mam prośbę do uczestników koncertu lub wiecie, że ktoś z Waszych znajomych lub bliskich był na koncercie, słyszeliście relacje. Chciałbym poprosić Was o podzielenie się wspomnieniami. Forma dowolna — spisany dokument, plik audio, nagranie kamerą, czy komórką. To nie ma znaczenia, ważny jest sam fakt. Może macie jakieś pamiątki, które można fotografować i wykorzystać w tekście. Prośba o kontakt przez Facebooka, Twittera, gołębiem lub w każdą inną formą komunikacji. Przekażcie link do tego tekstu komuś, kto był i chciałby o tym opowiedzieć.

To nie koniec zmian i nowości. Dziś jednak poprzestanę na kwestiach dotyczących koncertu depeche MODE w 1985 roku. W kolejnym wpisie odkryję kolejne karty.

Warszawa 1985 – dlaczego Warszawa była tylko jedna?

Od 2009 staram się publikować raz w roku tekst o koncercie w Warszawie z 1985 i okolicach. Do tej pory skupiałem się na śladach koncertu, tych materialnych i tych mniej. Dziś chciałbym się opisać przemyślenia nad tym, dlaczego koncert w Warszawie był tylko jeden i dlaczego po koncercie w Warszawie zespół przyjechał do Polski dopiero w 2001 roku.

Zanim ruszymy dalej, zapraszam do lektury poprzednich tekstów. Poniżej spis 7 tekstów, jakie w ciągu 10 lat popełniłem:

Temat niekoncertowania depeche MODE rozpalał kiedyś rzesze fanów. Zawód rozgoryczenie, złość wiadrami wylewała się w dyskusjach na zlotach, liście dyskusyjnej dmpl, #irc, czy potem na forach. Ostatnią taką zażartą dyskusję pamiętam na forum z kreską gdzieś w 2003 roku, kiedy okazało się, że wiosną Dave Gahan ze swoją solową trasą zawita do Pragi, a Polska zostanie znowu pominięta. Temat miguniem poszedł w zapomnienie, jak się okazało, że na trasie pocieszenia (czyli tej jesiennej jednak zawita do Katowic). Potem Polska stała się regularnym punktem koncertów do dziś. O czasach po 89 roku pisałem parę lat temu w dwuczęściowym eseju o rynku koncertowym oraz o przeszłości i przyszłości po 2011 koncertowania depeche MODE. Teraz pewnie ująłbym kilka tez inaczej, ale w paru miejscach drugi tekst ocierał się o proroczy 😉 (taki żarcik). Wróćmy jednak do roku 1985…

Od września 1984 roku depeche MODE byli w nieustannej trasie koncertowej. Po raz pierwszy koncerty za oceanem były względnym komercyjnym sukcesem. Pierwsze miesiące 1985 zespół spędził na nagrywaniu materiału na kompilację podsumowującą pierwsze pięć lat kariery zespołu. Wykorzystując przerwę na pracę w studio management zespołu, podjął pierwszą próbę wyjazdu za Żelazną Kurtynę. Członkom zespołu zależało, aby odwiedzić Moskwę, Pragę, Warszawę, Budapeszt i Berlin Wschodni. Pierwotnie to właśnie te pięć miast było celem wyjazdu na wschód od Odry, niestety nie było to w pełni możliwe. Postępowe i lewicujące teksty zawarte w płytach A Broken Frame, Contstruction Time Again i Some Great Reward nie były w stanie skompensować ekstrawaganckiego wyglądu głównego tekściarza zespołu – Martina Gore’a, jak również fakt mieszkania w Berlinie Zachodnim nie pomagały w uzyskaniu zaproszenia wjazdowego do krajów „demokracji ludowej”. Nie pomagał również swobodny tryb życia członków depeche MODE. W 2016 roku Andrzej Marzec – promotor pracujący dla państwowej agencji koncertowej PAGART udzielił wywiadu Dziennikowi Gazecie Prawnej, w którym wyjaśnia, dlaczego grupa nie zagrała w Moskwie: „Z mojej strony to było stałe poszukiwanie ciekawego zespołu, popularnego w kraju i na świecie, który byłby finansowo i logistycznie do opanowania. To nie był pierwszy zespół z pierwszej ligi, z którym negocjowałem. Występ za tzw. żelazną kurtyną, dla takiego zespołu był sprawą interesującą, ale najważniejsze, by był organizator, który sprostałby finansowo i organizacyjnie takiemu przedsięwzięciu. Ja miałem za sobą przetarty szlak występami pomniejszych wykonawców i tych większych. A co do Moskwy to prawie każdy „duży” zespół chciał wystąpić w Moskwie i do tego najlepiej na placu Czerwonym, ale państwowy promotor, to zurzędniczała instytucja, mająca pieniądze, ale nie chciała ponosić ryzyka i finansowego, bo dochodziły jeszcze koszty sprzętu na taką mega imprezę) i „kłopotu” organizacyjnego. Mnie się chciało, a Dyrekcja PAA Pagart mnie wspierała. Inna sprawa to pośrednicy w negocjacjach z Goskoncertem (odpowiednik PAA Pagart w ZSRR). To oni opowiadali agentom i managementom „bajki” jakie to oni mają możliwości „wjazdu” do ZSRR, co pozwalało negocjować im niższe stawki na „swoje” koncerty, a jak przyszło co do czego, to zwalali winę za niedoszłe do skutku występy na „białego niedźwiedzia”, którego nikt nie zapytał „jak to było naprawdę”.” Czeska służba bezpieczeństwa od samego początku artykułowała zdecydowany sprzeciw: „Nie, nie, nie, żadnego depeche MODE! To wykluczone! Macie negatywny wpływ na naszą młodzież!”[1] W przypadku występu w Berlinie Wschodnim sytuacja była dosyć kuriozalna. Enerdowscy towarzysze rzuceni na odcinek kultury, po wstępnej aprobacie zażyczyli sobie zobaczyć występ depeche MODE w RFN. Niestety przeciągające się procedury paszportowe sprawiły, że nie dane im było zobaczyć zespół, gdy koncertował w Niemczech Zachodnich w 1984 roku. Tak oto Berlin Wschodni wypadł z rozpiski trasowej na rok 1985. „W Niemczech Wschodnich było inaczej, rozumiano tam przesłanie depeche MODE, oglądano zachodnią telewizję, słuchano zachodnich stacji radiowych.”[2] – wspomina Laszlo Hegedus – węgierski promotor i wydawca, który w 1985 roku odpowiadał za sprowadzenie depeche MODE na Węgry oraz uczestniczył w rozmowach na temat sprowadzenia zespołu do NRD i Czech… i Polski. W ten oto sposób z pięciu miast zostały jedynie dwa. Zespół dostał możliwość występu w Budapeszcie – 23 lipca 1985 i w Warszawie – 30 lipca 1985.

Z punktu widzenia obydwu krajów socjalistycznych powody występu w Budapeszcie i w Warszawie były zgoła inne. Węgry w latach 80. cieszyły się sporo wyższym standardem życia, były częstym kierunkiem wyjazdów turystycznych obywateli bloku wschodniego, ale też Niemiec i Austrii. Duża swoboda kulturowa w ramach bloku wschodniego również nie były bez znaczenia. Zapraszanie w latach 80. Takich gwiazd jak Queen było naturalną strategią otwarcia kulturalnego na zachód i turystów przybywających do tego kraju.

W przypadku Polski władze miały inne motywacje, choć w zamierzeniach efekt miał być ten sam. Zakończony w 1983 roku Stan Wojenny, sankcje gospodarcze nałożone przez administrację Prezydenta Ronalda Regana, niski stan gospodarki i ogólny marazm po zdławieniu karnawału Solidarności sprawił, że ówczesne władze postanowiły sprowadzać do Polski trzeciorzędne lub upadłe, a przede wszystkim będące w zasięgu finansowym, gwiazdy pop i rock w celu zmiany wizerunku i poprawy nastrojów w kraju. Agencja koncertowa Pagart sprowadzając takie gwiazdy jak Elton John, Leonard Cohen, Iron Maiden, Tina Turner, Pat Metheny Group, Marillion czy Metallica miała za zadanie uwiarygodnić tzw. „postępującą normalizację” – częsty zwrot używany przez władze PRL od momentu ogłoszenia stanu wojennego. Przyjeżdżając do Europy Wschodniej, zespół był karmiony przekazem – „Słyszeliśmy te wszystkie historie o naszej popularności w tej części świata i w całej Wschodniej Europie.” – wspomina Alan Wilder, klawiszowiec zespołu – „Mówiono: jesteście tam wprost uwielbiani, musicie tam kiedyś pojechać. Ale niewiele zespołów jeździło wówczas w tamte strony, bo było zbyt wiele przeszkód: brakowało porządnego sprzętu, płacono w dziwnej walucie, napotykano niekończące się logistyczne koszmary, problemy z wizą, stres z urzędnikami więc większość zespołów z Zachodu mówiła: Nie!”.[3] Przypuszczam również, że koncert w Polsce mógł dojść do skutku, ponieważ zespół był kuszony dodatkowym zarobkiem w postaci udzielenia licencji na wydanie płyt zespołu w Polsce przez Tonpress.

Od początku w menedżmencie zespołu była świadomość, że koncerty w Europie Wschodniej mogą nie przynieść żadnego zysku, a wręcz będą kosztem. Zespół nie mógł wywieźć z Polski dewiz, a ówczesne złotówki czy forinty nie były walutą wymienialną. Wobec czego zespół cały swój zarobek wydał w Polsce i do kraju wrócił z materialnymi pamiątkami. Do historii przeszła wizyta Martina w DESIE, gdzie zakupił kilka drobnych dzieł sztuki jako pamiątki. Te drobiazgi mógł już wywieźć samolotem do Berlina Zachodniego, gdzie mieszkał od jakiegoś czasu ze swoja niemiecką dziewczyną. Po powrocie do Anglii zespół zyskał spore zainteresowanie mediów, gdzie jednymi z najczęściej zadawanych pytań były te o Europę Wschodnią, jak tam jest i jak wyglądały koncerty.

W późniejszych latach depeche MODE podejmowali kolejne próby zagrania we Wschodniej Europie. W latach 1987 – 1988 trwała trasa promująca album Music For The Masses. Podczas marcowych koncertów w 1988 zespół chciał ponownie zagrać w Moskwie, Pradze i Berlinie Wschodnim. Moskwa nadal pozostawała poza zasięgiem zespołu. Udało się depeche MODE wystąpić w Berlinie Wschodnim 7 marca, dwa koncerty w Budapeszcie 9-10 marca oraz w Pradze 11 marca. Co ciekawe, koncert w Berlinie Wschodnim był tak naprawdę występem na urodzinach FDJ – Freie Deutsche Jugend – młodzieżowej przybudówki Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności, a dystrybucja biletów miała formę zaproszeń rozsyłanych wewnątrz organizacji.

Z wewnętrznej agendy koncertowej zespołu – Tour Itinerary – wynika, że plany były inne. Zespół prowadził rozmowy o koncertach w bloku komunistycznym na terenie byłej Jugosławii i NRD. W 1988 roku depeche MODE chcieli zagrać 7 marca w Berlinie Wschodnim, 8 marca w Pradze, 10 marca w Zagrzebiu, 11 marca w Ljubljanie. Tylko część koncertów doszła do skutku. Na pierwszy występ na Bałkanach fani musieli poczekać do początku XXI w., kiedy to zespół zagrał w Zagrzebiu w listopadzie 2001 roku.

Kolejne lata to już upadek komunizmu i wkroczenie zasad rynkowych w biznesie koncertowym Centralnej i Wschodniej Europy. Ostatecznie Święty Graal depeche MODE w postać koncertu w ZSRR/Rosji spełnił się po raz pierwszy 13 lat później. Zespół dał występ w Moskwie i St. Petersburgu w 1998 roku podczas The Singles Tour 86>98, natomiast do Polski zespół zawitał ponownie po 16 latach od pierwszego koncertu – 2 września 2001 w Warszawie występując na Torze Służewieckim.

Żeby jednak zrozumieć, czemu depeche MODE nigdy nie wystąpiło w Polsce po 1985 roku. Trzeba brać pod uwagę dwa ważne faktory.

Jedyna potencjalna szansa na ponowny koncert w Polsce była w 1988 roku. Ani w czasie Black Celebration Tour, ani w czasie World Violation Tour zespół nie brał pod uwagę koncertów w Europie Wschodniej. Na temat 1986 nic więcej nie mogę powiedzieć. Natomiast w przypadku 1990 rozpierducha w naszej części Europy zwana Wiosną Ludów trwająca od 1989 do 1991 sprawiła, że w tamtym czasie wielu nas mijało łukiem przez Skandynawię, albo jeszcze głębiej przez południe. Do tego wojna w b. Jugosławii w późniejszych latach również nam nie pomagała. Do tego niezrozumiała do dziś wyjątkowo krótka trasa i niewykorzystanie komercyjnego sukcesu albumu Violator zrobiły swoje.

W przypadku 1988 roku istotny jest ten drugi faktor. Do tanga trzeba dwojga (trojga). Żeby depeche MODE wystąpili w 1988 roku Polsce musiała być chęć zorganizowania takiego koncertu w Polsce. Miałem okazję porozmawiać z kilkoma ludźmi z tamtego okresu i każdy jasno mówił. Po co zapraszać zespół, który już był w Polsce, kiedy kasy mało, a tak trudno zaprosić kogoś innego istotnego dla muzycznej sceny. Andrzej Marzec z Pagartu tak to mi opisał: „Było i jest wiele zespołów, które nie wystąpiły jeszcze w Polsce. Był stały brak dewiz, były różne potrzeby nie tak jak teraz. A po 1987, ostatnia trasa, to był Marillion, którą organizowałem przed koncertem AC/DC i Metallica, który był jednym z pierwszych w nowych realiach ekonomicznych, inflacja była tak duża, że trudno było „skalkulować imprezę” nawet z trzy miesięcznym minimalnym wyprzedzeniem.”

I wreszcie ten trzeci element do pełnego obrazu. Jest nim mało znana u nas postać Laszlo Hegedusa – węgierskiego promotora, działającego do tej pory na rynku, mieszkający w latach 80. w Berlinie Zachodnim. To jego kontakty i dojścia sprawiły, że depeche MODE wystąpili trzykrotnie w Budapeszcie, w końcu w Pradze i w końcu w NRD. Ponownie zacytuję Andrzeja Marca„Hegedus był czasami pośrednikiem w sprowadzaniu artystów do demoludów, czasami łącznikiem między zespołem, managementem czy agentem, a agencją w NRD, Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech, Bułgarii czy Rumunii. Z racji wielokrotnych przyjazdów, jako kierownik zespołów węgierskich do tych krajów, miał świetną orientację w stosunkach tu panujących. Kiedy wyemigrował do Berlina Zachodniego, miał ułatwione zadanie w działaniu. Stąd jego inicjatywy i nasze korzystanie z jego kontaktów.” Obok ekipy z Pagartu to właśnie Laszlo Hegedusowi należy dziękować za koncert w Warszawie 30 lipca 1985. Jeżeli kiedykolwiek się zastanawialiście, jak to było że na 6 koncertów w Europie Wschodniej, za komuny na Węgrzech depeche MODE zagrało 3 koncerty, gdzie w innych demoludach ledwo jeden albo wcale… no to jest w znakomitej części wyjaśnienie. Przypadek… 🙂

Na koniec trochę prywaty… Tekst, który powyżej przeczytaliście, jest jedynie częścią większej całości, pewnego projektu, o którym w następnym wpisie więcej…

[1] [2] D. Burmeister, S. Lange, Behind the Wall Depeche Mode – Fankultur in der DDR, Mainz, Ventil Verlag UG & Co., marzec 2018, s. 50.
[3] D. Burmeister, S. Lange, Depeche Mode Monument, Warszawa, Anakonda, listopad 2013, s. 113.

Martin Gore i Daniel Miller na Moogfest 2019 – krótka relacja.

Są pewne instrumenty, które przeszły do historii muzyki elektronicznej – PPG 260, Roland TB808, Yamaha DX7, Korg M1, czy klawisze Mooga. Każdy z tych instrumentów to historia współczesnej muzyki pop, również depeche MODE.

Te instrumenty są niczym dopóki nie trafią we właściwe ręce i we właściwym czasie.

Początkowo rozmowa Daniela Millera i Martina Gore’a kreci się wokół wczesnego instrumentarium zespołu, pracy w studio oraz wczesnych koncertów.

Daniel Miller przytacza historię z koncertu w Bochum 1982.11.28. Poszła plotka, że na koncercie będzie Kraftwerk. Zespół tak się przejął, że emocje przeszły na sprzęt. PPG 260 padł na tyle już w czasie koncertu, że zespół musiał grać bez tego instrumentu. Dla wyjaśnienia było to w czasie A Broken Frame Tour. Bochum leży w zagłębiu Ruhry nieopodal Dusseldorfu. Z tego miasta pochodzi Kraftwerk. Panowie z Kraftwerk najpewniej mieli zaproszenie. Nie wiadomo, czy faktycznie pojawili się na tym koncercie.

Martin Gore na Moog Festiwal 2019.
Martin Gore na Moog Festiwal 2019.

Takich historii w czasie rozmowy jest wiele ze studia i z koncertów. Często bardzo techniczne pojęcia latają w powietrzu. Choćby warto przytoczyć fragment o pracy nad Enjoy The Silence – jak to z ballady numer stał się tanecznym hitem. Dzięki wspomnieniu tej historii Alan Wilder i Flood doczekali się przeprosin na koniec. Dobry początek, można powiedzieć… nie wiem, czy będzie ciąg dalszy i czy przeprosiny będą kiedyś jeszcze wypowiadane w innym kontekście.

Nie można nie wspomnieć, że Martin pokusił się o kilka bon motów, jak ten z historii o koncercie w The Ritz w Nowym Jorku. Dzień wcześniej – 1982.05.06 zespół nagrywał występ dla Top Of The Pops The Meaning Of Love. Żeby zdążyć na koncert w Nowym Jorku, chłopaki polecieli na wypasie Concordem. Po wylądowaniu mieli jet-lag i chodzili na rzęsach. Do tego wspomniany wcześniej PPG 260 raczył paść. Po koncercie jeden z lokalnych technicznych tak skomentował ich koncert:

Co się z Wami stało? Kiedyś byliście dobrzy.

Maj 1982 🙂 Prawie jakby powiedzieć, że skończyli się po Speak & Spell.

Nie byłoby nas tutaj jako zespołu bez Daniela Millera. Mieliśmy oferty od wielkich opiewające na gigantyczne pieniądze, ale wybraliśmy Mute. Bo nasze relacje oparliśmy na zaufaniu. (…) I uwierzcie mi A Broken Frame nie zostałoby wydane przez żadną wielką wytwórnię.

Tak Martin Gore podsumował na koniec relacje zespołu z Danielem Millerem. Na koniec przyszła seria pytań z publiczności.

Cały występ możecie obejrzeć dzięki uprzejmości węgierskich fanów, którzy nagrali dla potomności tę rozmowę. Niestety jakoś audio miejscami mocno się różni.

Dlatego możecie również przeczytać transkrypcję rozmowy opublikowaną na stronie ParklifeDC.com. Niestety transkrypcja nie jest pełna. Obejmuje jedynie wybrane fragmenty.

Na koniec Martin odebrał nagrodę „2019 Moog Innovation Award” z rąk władz Moog Music,

Black Celebration – 33 lata czarnej uroczystości

Rok 1986 roku to nie tylko kropla w morzu historii ludzkości. To nie tylko powoli dogorywający komunizm w Polsce i nie tylko katastrofa elektrowni jądrowej w Czarnobylu. To także punkt zwrotny w muzyce elektronicznej, za sprawą pewnej młodej grupy muzycznej z Wielkiej Brytanii. Oto 17 marca 1986 roku światło dzienne ujrzał piąty, studyjny album grupy depeche MODE. Jest to wyjątkowy moment w karierze tego owianego już legendą zespołu z Basildon, To także album, dzięki któremu dM stali się tak naprawdę grupą kultową. W tym artykule przeteleportuję się razem z wami do Zachodnich Niemiec połowy lat 80, tuż pod mur berliński, gdzie w Hansa Tonstudios trwały nagrania do jednej z najważniejszych płyt w dziejach muzyki elektronicznej. Panie i Panowie… Black Celebration.

Przed nastaniem czerni.

Wiosną i latem 1985 r. depeche MODE byli jeszcze w trasie promującej przełomowy (w owym momencie) album Some Great Reward. Była to kontynuacja trasy rozpoczętej jeszcze we wrześniu 1984 r. Na pierwszy ogień poszła Ameryka Północna (15 koncertów) potem Japonia i od końca lipca Europa. Co ciekawe, „depesze” wyznając zasadę muzyka nie zna granic nie bali się odwiedzić krajów zza żelaznej kurtyny. W lipcu odbyły się koncerty w Budapeszcie 1985.07.23 oraz Warszawie 1985.07.30. Planowano odwiedzić także Berlin Wschodni i Moskwę (tak naprawdę Budapeszt i Warszawa były zamiast Berlina Wschodniego i Moskwy – przypis MODE2Joy.pl). Jednak z powodu opieszałości lub krótko mówiąc — złej woli urzędów odpowiedzialnych za wydawanie wiz wjazdowych na teren Wschodnich Niemiec oraz ZSRR, przygotowania do organizacji obu koncertów zakończyły się fiaskiem. Kończąc trasę koncertową składającą się z ponad 80 występów zagranych w przeciągu 9 miesięcy, depeche MODE byli u szczytu sławy. Jeszcze 5 lat wcześniej szukali wytwórni, która „łaskawie” chciałaby przyjąć ich pod swoje skrzydła, teraz byli w stanie wypełnić cztery razy pod rząd halę Hammersmith Odeon w Londynie pod koniec trasy Some Great Reward Tour w Wielkiej Brytanii. Do tego mieli za sobą bardzo udany album z kilkoma radiowymi hitami, które przetarły szlak do podboju Stanów Zjednoczonych (jaki triumfalnie, będą mogli ogłosić dopiero w 1988 r.). Teraz jednak powstała dziwna, artystyczna próżnia i tak naprawdę nikt w zespole nie miał pomysłu na to, jak powinien wyglądać kolejny album. Powielenie industrialnych klimatów dwóch poprzednich albumów byłoby tak naprawdę krokiem wstecz. Już trochę niefortunny singiel It’s Called A Heart, promujący składankę singli wydaną przez MUTE Records w październiku 1985 r. uwidocznił, że zespół dostał lekkiej zadyszki.

Brodzenie w ciemności

Poważne planowanie nowego albumu rozpoczęło się pod koniec 1985 r. w trakcie miesięcznej nasiadówy w londyńskim Worldwide Studio. Martin Gore (główny autor tekstów i muzyki w szeregach depeche MODE), miał już wtedy do zaprezentowania świeży materiał na taśmach demo. Materiał był bardzo obiecujący i jak wspomina producent i zarazem przyjaciel zespołu — Gareth Jonestaśmy te tworzyły już pewien klimat. Wystarczyło tylko spuścić z kagańca wybitnego producenta — Alana Wildera i zarazem członka depeche MODE — dodać do tego wizjonera muzycznego — Daniela Millera i mógł z tego powstać naprawdę wyjątkowy album. Problemy pojawiły się jednak na zewnątrz. Nagrania demo, w którym wprawne oko producenckie zauważyło niemal nuklearny potencjał, nie spodobały się ludziom z brytyjskiego przemysłu muzycznego, a szczególnie promotorowi depeche MODENeilowi Ferrisowi. Stwierdził on, że wśród kawałków ma żadnego materiału na przebój. Martin Gore wpadł w panikę i aby odreagować, wyjechał na tydzień do znajomych w Szlezwiku-Holsztynie. Nieplanowany „reset” przyniósł pozytywne efekty. Martin wrócił z nowymi siłami do Westside Studio, gdzie wkrótce rozpoczęła się regularna praca nad piątym albumem depeche MODE. Autor muzyki jak zwykle był bardzo skąpy w udzielaniu wskazówek ciału producenckiemu. W jego zamyśle album miał być dużo mocniejszy i cięższy w porównaniu do poprzednich płyt zespołu. To była tak naprawdę jedyna wskazówka, jaką dostał Gareth Jones, Daniel Miller i uwijający się w pocie czoła nad translacją taśm demo do MIDI — Alan Wilder. W ten sposób przez kolejne 120 dni będą poszukiwać sposobu na przetworzenie tego bardzo obiecującego materiału demo w dzieło sztuki.

A brief period of rejoicing

Jako że byli prekursorami samplingu, pierwsze kilka dni w studio spędzili na poszukiwaniu interesujących dźwięków, które potem po przepuszczeniu przez cyfrowy syntezator Synclavier mogłyby znaleźć swoje miejsce na nowym albumie. W ruch poszły piłeczki ping-pongowe (które niedługo będą imitować kastaniety w A Question of Lust) rury od odkurzacza (dostarczą mocne, basowe brzmienie w New Dress) oraz przetworzony głos Daniela Milera cytujący słowa Churchilla: A brief period of rejoicing (tłum. „krótki okres radości”). Będzie to charakterystyczny wstęp do tytułowego utworu na jeszcze nienazwanym, nowym albumie depeche MODE. O ile w proces samplowania zaangażowany był cały zespół, nawet Dave Gahan, który jak dotąd był „tylko” wokalistą, o tyle nad aranżacją i strukturą utworów pracował Alan Wilder i Daniel Miller. I to oni harowali do późnych godzin nocnych w poszukiwaniu odpowiedniego brzmienia dla każdego z nowych utworów, kiedy reszta zespołu grała w bilard albo balowała na mieście. Jeszcze przed rozpoczęciem prac, Miller zaproponował, aby nagrać i zmiksować album na jednej, niczym nieprzerwanej, trwającej 4 miesiące sesji nagraniowej. Jak się szybko okazało, mordercze tempo pracy prowadziło nieuchronnie do szeregu spięć (szczególnie z Alanem Wilderem). Millera prześladowało jeszcze jedno — wizja nadchodzącej klapy nowego albumu, który z braku ewidentnych typów na hit, mógł pogrążyć nie tylko karierę depeche MODE, ale i całą jego wytwórnię. Końcówka 1985 roku to trudny czas w historii Mute Records. W 1983 roku rozpada się Yazoo, a Erasure (które później okaże się znaczącym sukcesem komercyjnym) dopiero raczkuje. Jednak w pewnym momencie Miller zdaje sobie sprawę, że nie zatrzyma pędzącego pociągu i godzi się z faktem, że nowy album depeche MODE może nie powtórzyć sukcesu Some Great Reward. Wtedy głównodowodzącym staje się Alan Wilder, któremu coraz bardziej odpowiadał kierunek, w jakim ewoluował jeszcze niedokończony album. Wilder od początku przejawiał skłonności do ciężkich, mniej popowych brzmień (co później w pełnej krasie objawi jako Recoil). Do tego był bezkompromisowym perfekcjonistą, który potrafił przepracować w studio cały dzień, aby “doszlifować” brzmienie pojedynczej ścieżki. Oto jak wspomina pracę nad It Doesn’t Matter Two: Jest tam wiele sampli chóralnych. Łatwiej byłoby po prostu użyć jednego sampla i odtworzyć go od tyłu polifonicznie. Ale zamiast tego, użyliśmy różnych sampli dla każdej nuty z chóru, tak więc każda z nich jest trochę przesunięta względem reszty. Spędziliśmy sporo czasu, dopracowując to tak, aby brzmiało to po ludzku. Dotyczy to wszystkiego, co robimy, nie tylko tego jednego kawałka.

Alan Wilder, Black Celebration Tour 1986
Alan Wilder, Black Celebration Tour 1986
Pod murem berlińskim

Na początku 1986, ekipa depeche MODE leci do Berlina Zachodniego, aby w Hansa Tonstudios, dokończyć i zmiksować album. depeche MODE wracali tak naprawdę do studia, w którym czuli się, jak ryba w wodzie i w którym nagrali przecież swój poprzedni album. Studio Hansa zlokalizowane w opuszczonej dzielnicy miasta, tuż przy murze berlińskim wytwarzało bardzo specyficzną atmosferę (podsycaną jeszcze przez wschodnioniemieckich strażników zaglądających do okien studia ze swoich wieżyczek obserwacyjnych). depeche MODE świetnie wyczuwali klimat tego miejsca i w pewnym sensie podświadomie przenosili go na ścieżki nowego albumu. W końcu to tutaj powstaje prawdziwy majstersztyk i prawdopodobnie najciekawszy utwór na ich nowej płycie — Stripped. Kawałek rozpoczyna zapętlony dźwięk silnika obniżony o pół oktawy, który przewijać się już będzie przez cały czas trwania utworu. Następnie słychać start Porsche 911 Dave’a Gahana, a potem serię fajerwerków nagranych na parkingu przed studiem Hansa. Jednak Stripped to nie tylko świetnie przetworzone sample, to przede wszystkim niesamowicie bogata struktura brzmieniowa, zapisana na 48 ścieżkach. Zmiksowanie utworu do jego finalnej wersji zajęło zespołowi aż 9 dni!. Do tego, aby podkreślić jedność między tworzoną muzyką, a wizerunkiem zespołu, depeche MODE nalegali, aby teledysk do Stripped nakręcić w okolicach Hansa Tonstudios.

Praca nad albumem trwała nadal, wraz ze wzlotami i upadkami. Jak wspominają członkowie zespołu były dni, kiedy wszyscy siedzieli w studio i w pełnym skupieniu pracowali nad brzmieniem konkretnych kawałków. Były też dni kiedy większą część zespołu ogarniało znużenie, a praca stała w miejscu. Członkowie zespołu znikali, podczas gdy Dan (Miller) spędzał w studiu trzy dni, dopracowując brzmienie basu, które ciągle było gówniane!. Na szczęście, prace nad albumem zbliżały się do końca i wchodziły w etap miksowania. Niestety wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, miksowanie nie szło ani szybko, ani bezproblemowo. Pomijając złożoność procesu miksowania przy tak skomplikowanym materiale, w grę wchodziła kwestia obsesyjnego poszukiwania tego właściwego klimatu dla każdego w utworów jak i całej płyty. O tym jak bardzo napięta była atmosfera opowiada Alan Wilder: Daniel i ja byliśmy opętani miksami — pracowaliśmy nad każdym miksem; wszyscy byli z niego zadowoleni, a potem i tak trafiał do kosza, bo czuliśmy, że nie tak miał wyglądać. Na szczęście udało się w końcu uchwycić ten odpowiedni klimat. Być może pomocna okazała się wyjątkowa akustyka zachodnioniemieckiego studia, a może tony opium wypalanego przez całą ekipę pracującą nad albumem (łącznie z członkami zespołu). Koniec końców, grubo po przekroczeniu wcześniej ustalonego terminu, album był gotowy.

Czarna uroczystość

Nowa płyta depeche MODE ukazuje się 17 marca 1986r i (wbrew obawom Daniela Millera) od razu trafia na 3 miejsce listy najlepiej sprzedających się krążków w Wielkiej Brytanii oraz na 2 w Niemczech. Co ciekawe jeszcze w 1986 r. ukazuję się także w Polsce (na płycie winylowej) nakładem wydawnictwa Tonpress. Jednak prawdziwe szaleństwo miało miejsce za zachodnią częścią barykady. Album pomimo swojego mrocznego i niezbyt popowego charakteru doskonale wstrzelił się w gusta słuchaczy zmęczonych już kiczem połowy lat osiemdziesiątych. Warto przypomnieć, że był to czas świetności zawsze uśmiechniętego Dietera Bohlen’a i Thomasa Anders’a z Modern Talking oraz pudel rockowej grupy Europe. depeche MODE przewracają ten świat do góry nogami. Pokazują, że do muzyki pop można przemycić o wiele ambitniejszy przekaz. Począwszy od tekstów, których wartość artystyczna znacznie przekraczała kanony ówczesnych (i współczesnej) muzyki pop, kończąc na strukturze, brzmieniu utworów i albumu jako całości. depeche MODE zaprezentowali dojrzały, koncepcyjny album, w którym aż 4 z 12 kawałków, to utwory śpiewane przez Martina Gore’a. Nazwa albumu nie była w żaden sposób związana z okultyzmem (jak sugerowała ówczesna prasa). To bardziej afirmacja codzienności, zmagań każdego człowieka z szarą rzeczywistością i świętowaniem końca kolejnego, szarego dnia. Martin Gore tłumaczył to tak: To nie ma nic wspólnego z czarną magią, jak zdaje się myśleć większość ludzi. Tak naprawdę Black Celebration jest o tym, że większość ludzi nie ma w życiu czego świętować. Dzień po dniu chodzą do pracy, a wieczorem idą do pubu i topią smutki w alkoholu.

Black Celebration
Black Celebration 1

Martin Gore, pisząc teksty na Black Celebration, mieszkał już jakiś czas w Berlinie Zachodnim i był pod ogromnym wpływem egzystencjalizmu. Wspominał: Prawdopodobnie Camus, Kafka i Brecht oddziaływują na mnie w takim samym stopniu jak muzyka pop. Puls nocnego życia w Berlinie i pewien rodzaj dekadencji znalazły odzwierciedlenie w jego tekstach. Martin lubił bawić się skrajnościami, łączyć je, potrząsać i obserwować co otrzyma na wyjściu. Widać to było po jego ubiorach (łączenie przeróżnych konwencji, od transseksualnych sukienek po nacjonalistyczne szelki). Podobnie działo się też w tekstach. Na szczęście oprócz odważnych pomysłów, autor utworów depeche MODE miał też bardzo wiele wyczucia i intuicji. Dzięki temu Black Celebration to kolekcja bardzo zróżnicowanych utworów, które dziwnym trafem doskonale do siebie pasują. Naprawdę nie czuć zbyt wielkiego dysonansu między nihilistycznym Fly On The Windscreen, a ciepłą balladą o przywiązaniu, miłości i pożądaniu — A Question of Lust. Tak naprawdę większość tekstów na Black Celebration oscyluje wokół miłości. Od wyuzdanych pragnień w A Quesiton of Time poprzez zachwianie i brak zaufania w It Doesn’t Matter Two, kończąc na poszukiwaniu sensu w zauroczeniu pary młodych kochanków World Full of Nothing. Na płycie znalazł się także jeden, bardzo zaangażowany politycznie utwór — New Dress, którego tekst można porównać do skrótu najważniejszych newsów z telewizyjnego serwisu informacyjnego. Mamy tu szereg coraz bardziej tragicznych informacji (zbrodnia na tle seksualnym, zestrzelenie samolotu pasażerskiego, plaga głodu), które przeplatają się z informacją o księżnej Dianie, która pojawiła się właśnie w nowej sukience. Wtedy i dziś, sprawy naprawdę istotne i beznadziejnie błahe mieszają się w mediach masowego przekazu. Pewną kontynuacją myśli rozpoczętej w New Dress jest tekst do Stripped, który zinterpretować można jako dążenie do wewnętrznej wolności, do możliwości podejmowania suwerennych decyzji bez wpływu telewizji, internetu czy mediów społecznościowych (przekładając to na bardziej współczesne czasy). Jakże inna retoryka dobiegała wtedy z wierzchołków list przebojów, które okupowane były przez takich “artystów” jak Wham!, Samantha Fox czy Bananarama.

Niestety krytycy muzyczni w Wielkiej Brytanii nie pozostawili na grupie z Basildon suchej nitki, zatrzymując się w pozornym poczuciu przygnębienia, jakie może wypływać ze ścieżek nowego albumu depeche MODE. Sean O’Hagan w NME pisał: To przygnębiające, że depeche MODE w swojej batalii o osobistą i artystyczną godność, zdołali jedynie zastąpić jeden zestaw wytartych frazesów innym — czarne zmienić na białe, radość na gorysz, a melodie na chore zawodzenie. Lepszą diagnozę postawił jednak znany, rodzimy dziennikarz z radiowej Trójki — Piotr Stelmach: Ktoś kiedyś powiedział albo napisał, że Black Celebration to najbardziej ponura płyta depeche MODE. No i poszło w świat. Nie zgadzam się z tą opinią. Jeśli już nawet mielibyśmy się bawić w przyklejanie poszczególnym albumom depeche MODE metek z jakimś „naj”, to Black Celebration należałoby chyba uznać za dzieło najpoważniejsze.”. Oryginalność i szczerość nowego albumu docenili też zwykli słuchacze. Dla wielu osób takie utworzy jak Stripped, czy Black Celebration stały się prawdziwym objawieniem. Był to czas, kiedy wielkie wytwórnie muzyczne nie interesowały się tak bardzo muzyką alternatywną, skupiając się raczej na promocji skocznych, wpadających w ucho piosenek pop. depeche MODE podjęli ogromne ryzyko i udowodnili, że grając mrocznie, niestandardowo i wbrew ogólnym konwencjom można osiągnąć komercyjny sukces. To czarne ziarno zasiane w muzyce pop, przyniesie już niedługo owocny plon w postaci artystów, którzy wierni swoim muzycznym ideałom i pozbawieni “pleców” w postaci wielkich wytwórni płytowych będą w stanie osiągnąć komercyjny sukces.

Przenieśmy się teraz o 30 lat w przyszłość, Mamy 2016 (2019 – dopisek bloga MODE2Joy.pl) rok, dekadę społecznościówek, smartfonów i wysychającej studni muzycznych pomysłów. Jak z tej perspektywy prezentuje się dzieło depeche MODE sprzed trzech dziesięcioleci? Obiektywnie, to wciąż wspaniała, neurotyczna płyta. Konsekwentne stosowanie przez depeche MODE“własnych” brzmień tchnęło w album jakiś rodzaj nieśmiertelności. To znacznie wyróżnia Black Celebration na tle krążków nagranych w oparciu o standardowy zestaw brzmień syntezatorów firmy Yamaha (królową brzmienia tego albumu jest kultowy klawisz Yamaha DX7, którego brzmienie to kwintesencja muzyki Pop drugiej połowy lat 80. – przypis bloga MODE2joy.pl). Tak wtedy, jak i teraz, Black Celebration brzmi po prostu niestandardowo, niepokojąco i przede wszystkim mocno. Ta moc której tak usilnie poszukiwał Alan Wilder podczas prac w Hansa Tonstudios, zapewniła albumowi długowieczność.

Patrząc subiektywnie, to wciąż bardzo elektryzujący album, przywołujący wspaniałe wspomnienia z momentu przełączenia się na odbiór autentycznej, doskonale zrealizowanej muzyki elektronicznej. Dla wielu fanów, “przełączenie się na depeche MODE” to prawdopodobnie jedna z najważniejszych chwil w życiu. Chwil które sprawiły, że odbiór nie tylko muzyki ale i całego świata stało się bardziej intensywny i świadomy. Oczywiście to tylko osobiste odczucie wieloletniego fana depeche MODE, jednak abstrahując już od uwielbienia jakim autor tego tekstu darzy depeche MODE, Black Celebration to album obok którego po prostu nie można przejść obojętnie…

Marek Hać (MarX)
[email protected]


W czasie pisania tekstu korzystano z książek:

Jonathan Miller – Obnażeni, str. 208, 210, 213,
Steve Malins – Biografia, str. 109, 111

[artykuł oryginalnie ukazał się na łamach magazynu dyskowego Karmelia#4] (link: http://fatmagnus.ppa.pl/pokaz_maga.php?id=359)

Wiele szumu o nic, czyli co tak na prawdę powiedział Anton.

Końcówka mijającego tygodnia to wieść, jakoby wydanie wideo koncertowego z Berlina z lipca ubiegłego roku miałoby zostać przeniesione na 2020. Niezbite dowody zostały zaprezentowane na załączonym wideo, które jako pierwsze ukazało się na stronie u2tour.de

Całe zamieszanie jakoś idealnie przypomina mi stary kawał czasów z komuny:

* Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają rowery?
* Tak to prawda z tym, że nie rozdają, a kradną, nie na Placu Czerownym, a na Placu Maneżowym. Po za tym wszystko się zgadza.

Tak mniej więcej wyglądają sprawy z tą wiadomością. Ktoś coś niedosłyszał, nie dorozumiał, a potem już kulka poleciała. Dziękuję czujnym fanom, którzy zachowali proletariacką czujność i natychmiast podesłali mi gorącego newsa. Nie mniej, kiedy zacząłem czytać i sprawdzać wiadomość u źródła okazało się, że sprawy mają się zgoła inaczej, niż to przedstawiane jest w nadesłanych linkach i wklejkach.

Zacznijmy jednak od początku. W podsumowaniu roku pisałem, że Anton pracuje nad dokumentem koncertowym, który miałby być wydany na wiosnę tego roku. Napisałem również, że na 2020 planowana jest kolejna książka z fotografiami depeche MODE. Skąd ta informacja się pojawiła? No właśnie z tego spotkania, na którym brał udział również Daniel Miller, jako jeden z panelistów wystawy retrospektywnej Antona w Niemczech.

Na tym spotkaniu Anton został zapytany m.in. o koncertówkę U2 z trasy Joshua Tree 2017. Fani przetłumaczyli tylko odpowiedź Antona i zinterpretowali ją błędnie. Cały problem polega na tym, że kluczem do właściwego zrozumienia odpowiedzi Antona jest przede wszystkim przytoczenie ze zrozumieniem pytania fanki, jakie padło z sali.

W tym pytaniu nie ma śladu o wideo koncertowym depeche MODE. Jest jedynie pytanie o wideo od U2 i książkę o depeche MODE. Zgodnie z prawdą Anton odpowiedział, że wideo U2 będzie w 2019, a książka depeche MODE będzie w 2020. Dodatkowe pytanie dopełniające dotyczy U2, a nie koncertu depeche MODE. Anton precyzuje, że będzie to dokument koncertowy z materiałem z koncertu (w Meksyku — to już mój dopisek) i zza kulis. O wydaniu koncertu depeche MODE pisałem Wam parę miesięcy temu. Poza te wieści niestety nic nie wiadomo.

Póki co puchy na linii depeche MODE / wytwórnia — fani. Dla tych z Was, którzy chcą sobie sprawdzić swój angielski i nie wierzą mi, poniżej wypowiedź w oryginale.

W 2017 miałem okazję zrobić sobie przerwę w Global Spirit Tour i uczestniczyłem w koncercie U2 w ramach trasy Joshua Tree 2017 w Berlinie. O otoczce tego koncertu napisałem specjalny wpis o fanach U2.

Po Waszemu i po mojemu – podsumowanie roku 2018.

Parę tygodni temu zapytałem się Was na FB i Twitterze o to, jaki był dla Was rok 2018 w świecie depeche MODE. Odpowiedzi były raczej znajome i przewidywalne, ale też innych raczej nie oczekiwałem.

2018 był ostatnim z cyklu w czwórpolówce wyczynowej zespołu. Kończy się Spirit Era, a na nową jeszcze poczekamy chwilę.

Cały 2018 upłynął nam pod hasłem Global Spirit Tour. Te trzy słowa były odmieniane przez wszystkie przypadki. Z całej listy Waszych wspomnień wybrałem trzy wątki, które powracały najczęściej, ale też coś od siebie jeszcze dołożyłem.

Miejsce 3.

12″ Single Box — nie skończyła się jeszcze trasa, a przyszła informacja, że naczelny archiwista depeche MODE (nowy tytuł naczelnego webmastera depeche MODE (nowy tytuł…)), szykuje dla nas box winyli z singlami w wersjach 12″. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, a pierwsze zapowiedzi nie napawały optymizmem. Dziś jesteśmy po drugiej rundzie i wiadomo dużo więcej. Uważam, że jest to wydarzenie ostatniego roku, które będzie rzutować jeszcze przez długie lata, nawet jak nie kupujesz winyli, a muzykę słuchasz jedynie z plików mp3.

Miejsce 2.

Wydarzenie, które wybrałem na numer dwa spośród Waszych głosów były koncerty w Berlinie. To były jedyne pełne koncerty na ostatniej części trasy, ale za to jakie. Były to koncerty istotne na wielu płaszczyznach, części jeszcze nie znamy. Podobno w kwietniu doznamy objawienia…


Nigdy depeche MODE nie zagrali serii takich koncertów, nigdy nie rejestrowali dwa razy koncertów w tym samym mieście trasa po trasie. Nigdy nie rejestrowano koncertów, na których jeden z członków zespołu miał urodziny. Nigdy zespół nie przerotował tyle kawałków podczas dwóch koncertów. Nawet Set A i B na Delta Machine Tour nie przynosił tyle zmian, co dwa koncerty na zakończenie Global Spirit Tour. Podobno miało być więcej koncertów na Waldbuhne, skończyło się jedynie na dwóch. Szkoda, bo Waldbuhne to magiczne miejsce. Człowiek młodnieje i wracają wspomnienia do czasów, zanim pojawiła się w zespole gigantomania stadionowa, a scena pasowała do wielkości obiektu.

Miejsce 1.

Trochę w nutę patriotyczną pojadę. Koncerty depeche MODE w Polsce to przede wszystkim święto dla fanów. Z punktu widzenia zespołu koncerty, to kolejne punkty na trasie, które się zlewają w lotniska, garderoby na tyłach hali, kolejne korytarze i pokoje hotelowe.

Coś, co jest dla Niemców, czy Francuzów codziennością dla nas stało się wydarzeniem, a powinno być normalnością od lat. Szczerze, to bardziej propsy za ten fakt należą się agencji @LiveNation, niż zespołowi. Nie zmienia to faktu, że 5 koncertów w czasie jednej trasy w naszym kraju, to sprawa bez precedensu.

Każdy ma swoje wspomnienia i emocje z tym związane, to było widać w Waszych wpisach. Uważam, że to jest najważniejsze w tym wszystkim, pozostałe sprawy to technikalia.

Zamiast bonusu kilka myśli na rok 2019.

depeche MODE czeka w tym roku urlop od przebywania ze sobą. Najnowsze newsy podchodzić będą raczej z okolic wytwórni, solowych twórczości Martin’a i Dave’a. W tym roku możemy spodziewać się co najmniej 3 premier:

  • wiosna 2019 wideo „Global Spirit Film & Fan Documentary”
  • 12″ single box – single z Black Celebration i Music For The Masses być może jeszcze przed wakacjami.
  • single z Violator i Songs Of Faith and Devotion – jesień/przed gwiazdką.

Anton Corbijn zapowiedział na 2020 książkę (album) o depeche MODE.

Ciekawy jestem, czy i w jakiej postaci może zostać wydana ścieżka dźwiękowa z filmu do którego Dave napisał muzykę. Fani chcieliby oczywiście wydania materiału na CD/Winylach, a skończyć się może płonnej nadziei.

Bardzo cicho jest o Martinie, oczywiście poza obecnością na ślubie na Giblartarze i udzielaniu się przez rodzinkę Gore’ów w lokalnych projektach charytatywnych. Fajnie by było, gdyby Martin nas czymś zaskoczył. Nie mam tu na myśli kolejnych projektów typu VCMG itp., raczej coś bardziej konwencjonalnego.

_

Na początku 2017 pisałem, że:

Rok 2016 to była dla fanów depeche MODE taka przejściówka.

Wracamy do trybu przejściówki, choć nie będzie to czas posuchy do jakiego przyzwyczaił nas zespół w poprzednich latach. Wytwórnia i zespół nauczyli się już, że można zarobić na fanach w czasach zastoju albumowo-koncertowego i po powyższych przykładach widać, że są gotowi wydoić od nas kolejne jednostki. Czy się to im uda, to zależy od Was. Będziemy za to wyszukiwać dla siebie rocznic, które można celebrować, powstana fanowskie projekty, wydarzenia około depeche MODE. Wszystko aby jakoś zabić czas do wydania następnej płyty zespołu.

Na koniec chiałbym napisać Wam, że jest to ostatni tekst w którym pada słowa o podsumowaniu czegokolwiek. Serdecznie mam już dosyć tych podsumowań 😉 Pora spojrzeć w przód i zająć się sprawmi które nie dotyczą trasy Global Spirit, ostatniego albumu i zestawień związanych z nimi. Ile można 🙂

depeche MODE w top 20 światowego, koncertowego podsumowania 2018 roku.

Pora w końcu zająć obiecanym jakiś czas temu omówieniem rankingów koncertowych minionego roku. Końcówka roku i początek nowego to wysyp wszelkiej maści podsumowań również pod względem koncertowym. Dlatego z poziomu depeche MODE wznosimy się na poziom biznesu koncertowego.

depeche MODE koncertując przez pół roku 2018, przytuliło całkiem pokaźną sumkę. Na tle „konkurencji” nasi ulubieńcy wypadli całkiem całkiem. Wg Billboard zespół 13 miejsce na 25 artystów branych do zestawienia. Przed depeche MODE byli U2 – 7 pozycja, The Rolling Stones – 8 pozycja. Z kolei za dM uplasowali się np Foo Fighters – 14 pozycja, Billy Joel – 16 pozycja, Elton John – 22 miejsce. Do porównania były brane przychody z okresu od 1 Listopada 2017 do 31 października 2018.

W tym czasie depeche MODE przytulili $78.804.765 grając dla 926.682 widzów, 54 koncertach.

Wrong - Hannover 2017.06.12 - photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)
Wrong – Hannover 2017.06.12 – photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)

Podobne zestawienie przygotował Magazyn Forbes, w którym zebrano dane z okresu czerwiec 2017 – czerwiec 2018. Wg tego zestawienia artystami nr 1 są muzycy z U2, którzy przytulili $118 mln. Na 30 sklasyfikowanych gwiazd sceny depeche MODE znalazło się na 15. miejscu z $53 mln.

Pamiętać musicie, że dane z obydwu zestawień są to przychody artystów. Od tej listy należy odjąć jeszcze koszty produkcji, opodatkowanie, dolę dla agentów, prawników i kto tam jeszcze wisi u klamki artystów.

depeche MODE, to zawsze był koncertowy średniak do czasu, aż nie zdecydowali się na granie na stadionach. Dopiero od tego czasu zespół awansował koncertowo do pierwszej ligi pod względem ściąganej kasy. Gdyby jeszcze szedł za tym odpowiedni standard sceny, to szczęście byłoby już pełne.

Najczęściej grane utwory w historii zespołu (aktualizacja po Global Spirit Tour)

Na zakończenie każdej z tras przygotowuję podsumowanie 20 najczęściej granych kawałków w koncertowej historii depeche MODE. Tak było na zakończenie Delta Machine Tour, tak też było po Tour Of The Universe. Nie ineczej będzie i tym razem.

Zanim przejdę do szczegółów, odkryję coś z kuchni bloga MODE2Joy.pl. Od kilku lat prowadzę specjalny plik, w którym odnotowuję każdą z tras, koncert, datę, frekwencję, miasto i co tam jeszcze Wam się pomyśli, aby nie zginąć w gąszczu setlist i tras.

Plik powstał, aby wspierać mnie przy większym projekcie, o którym napiszę za jakiś czas, choć nie będę też ukrywał, że pozwala od czasu do czasu zgrywać mądralę 😉 Przede wszystkim daje pewność, że to, co napisałem można wysnuć na zasadzie prawidłowości (powtarzalności), nawet jeżeli nie ma empirycznych dowodów. W zależności od kawałka prawdopodobieństwo wyrażone jest inną wielkością w procentach.

Takie zestawienia jak poniżej publikuję jedynie raz na 4 lata. Zestawienie to jest jednak żywym organizmem i ulega ewolucji przez cały czas. Z racji częstych aktualizacji nie ogłaszam tego każdego dnia. Nie mniej wszelkie zmiany będę odnosił do publikacji sprzed 4 lat. Wszystko zostało zrobione w formie notowania à la listy przebojów i taką konwencję przyjąłem. No to co, zaczynamy?

Notowanie trzecie, grudzień 2018. Podobnie jak to było w 2014 najpierw w skrócie poczekalnia. 4 kawałki nie zmieniły swojego miejsca, 12 w górę, 14 zaliczyło spadek. Jak radziły sobie poszczególne kawałki na trasie 2017/2018 możecie przeczytać w moim tekście z sierpnia 2018.

31-21

Skrótowo miejsca od 30 do 21. W nawiasie podaję miejsce z notowania i liczbę wykonań z zestawienia A.D. 2014.

30.237 (27.237) Boys Say Go!
29.247 (26.247) New Life
28.250 (43.129) Barrel Of A Gun – jeden z największych skoków. Całe 15 oczek w górę i największa liczba wykonań na jednej trasie. Prawie dwa razy tyle co na wszystkich poprzednich trasach.
27.251 (33.217) Strangelove – spory awans o 6 miejsc w górę, choć jedynie 30+ wykonań.
26.260 (24.260) Blasphemous Rumours
25.260 (23.260) Something To Do
24.326 (25.257) It’s No Good – 69 wykonań, aby przesunąć się ledwie o jedno miejsce w zestawieniu generalnym.
23.347 (22.278) Somebody –  tyle katowania i nieobronione miejsce 22. Spadek o jedno oczko.
22.366 (29.229) A Pain That I’m Used To – Bardzo duży awans, bo o 7 miejsc w górę. Czy kawałek na to załużył, sami sobie odpowiedzcie. W oczach zespołu zyskał uznanie na pewno.
21.372 (19.372) Master And Servant

20-11

Przechodzimy do szegółowego omówienia TOP 20 Wykonań Wszechczasów kawałków na koncertach depeche MODE.

20.373 (18.373) Photographic – kawałek pauzuje od 2010 roku. Ostatnie wykonanie póki co, to Dusseldorf 2010.02.27. Spadek o dwa miejsca, bo innym kawałkom dobrze szła karta na ostatniej trasie.

19.382 (17.380) Shake The Disease – wydaje się, że numer ma już u Martina najlepsze lata za sobą. Jedynie dwa wykony na Global Spirit Tour. Kawałek swoje najlepsze czasy święcił w latach 1985 – 1990, ale to były inne czasy i inne Shake The Disease. Od wznowienia w 2005 roku kawałek, w wersji plumkanej, dorobił się łącznie 110 wykonanań.

18.387 (21.332) A Question Of Lust – z zaciętością godną lepszej sprawy numer katowany na ostatniej trasie – 55 wykonań. Co ciekawe na Exotic Tour numer wykonany również 50+. Czasy swojej świetności, czyli lata 1986-1994,  ustąpiły akustycznym wykonaniom. Ostatnie dobre wykonanie tego numeru, to Nicea 2013.05.04.

17.401 (20.333) Precious – numer systematycznie pnie się w klasyfikacji generalnej wykonań. Choć wielu ucieszył fakt, że na ostatniej trasie nie był to podstawowy numer, a jedynie wszedł z ławki na drugą połowę.

16.429 (15.428) Halo – to jest śmiech historii! Delta Machine Tour – kawałek katowany w wersji pościelowo-smętnej, a kiedy w końcu zdecydowali się zagrać numer jak trzeba, to skopali temat po całości. Tylko jedno wykonanie w porównaniu do trasy z 2013/14, więc spadek również o jedno oczko. Jak się nauczą grać ten numer na kolejną trasę, to może mu podskoczy… temu ‚Hejlu’ Tymczasem wersja klasyczna jakcza…

15.444 (14.441) Black Celebration – Trzy trasy sławy w latach 80. i potem zapomnienie na przeszło dekadę. W naszym stuleciu również trzy trasy, z czego największa, to Detla Machine Tour. Ostatnia trasa, to jedynie mgnienie w postaci 3 kawałków. Stąd spadek o jedną pozycję w stosunku do poprzedniego notowania.

14.537 (16.418) Home – na plus dla minionej trasy, że w pełnej elektronice miało miejsce 119 wykonań. Więcej wykonań ten kawałek zaliczył jedynie na Touring The Angel – 124. Utwór z trasy na trasę pnie się co raz wyżej. Jestem dziwnie spokojny, że kolejna trasa przyniesie kolejne awanse w rankingu, może nawet do pierwszej 10. Home dla Martina stał się tym samym, co Enjoy The Silence / Walking In My Shoes dla Dave’a. Na zawsze, na każdej trasie, do końca koncertowej historii depeche MODE, choć może nie zawsze przez całą trasę.

13.547 (11.538) Policy Of Truth – Numer właściwie grany na każdej trasie z wyjątkiem Exciter Tour, choć były trasy lepsze i gorsze dla tego kawałka. W 1994 tylko 14 wykonów. Po 2001 kawałek nigdy nie jest grany na 100% koncertów każdej z tras, zawsze brakuje coś, co odejmuje punkty. A to drugonocne występy, a to redukcje setlisty, czy inne wypadki. W połowie Touring The Angel kawałek wypadł na stałe z setu – 77 wykonań na 124. Dopiero jednak ostatnia trasa, to wielkie zaskoczenie. Numer ewidentnie im nie szedł na trasie. Tylko 9 wykonań na 130+ występów skutecznie pomogło spaść o dwa oczka.

12.597 (10.597) Behind The Wheel – W latach 1987-1994 pełnoprawny uczestnik każdego koncertu na trasach. Za to w latach 1998-2014 tylko na jednej trasie kawałek był na stałe w secie przez całą trasę – Touring The Angel. Każda inna trasa, to rola zmiennika i tego drugiego do wejścia z ławki. Na Global Spirit Tour numer nie pojawił się wcale i nawet nie było śladu po próbach. Jestem przekonany, że kolejna trasa będzie dla tego kawałka powrotem. Brak na koncertach w 2017/2018 dał spadek o dwa miejsca w generalce.

11.600 (13.469) In Your Room – Pozostałe numery już wiedzą, dzięki komu zawdzięczają swoje spadki. To właśnie In Your Room. Numer skoczył o dwa miejsca w górę. Oczywiście nie za darmo. 131 wykonań zrobiło swoje na ostatniej trasie. Po raz pierwszy od Devotional Tour chciało mi się słuchać ten numer na koncertach. Co prawda na trasie 2009/10 intro narobiło smaka, ale to było tylko intro. Zasłużony skok do przedsionka Top 10.

10-1

10.621 (12.485) World In My Eyes – To taki blizniak Policy Of Truth i Behind The Wheel. Zaczynali prawie w tym samym czasie. Przez wiele lat nierozłączna trójca. Nawet jak nie przez całą trasę, to spokojnie mógłbym na każdej z tras wybrać po reprezentatywnym przykładzie, gdzie każdy z tych numerów jest obecny.

9.625 (9.611) Just Can’t Get Enough – Pozycja 9. obroniona, choć tak naprawdę kawałek zawdzięcza to miejsce latom 80. Co więcej, numer należy do grupy niedoszacowanych w tym zestawieniu. Obok Photographic. Głównie za sprawą pierwszych koncertów. Brak bootlegów, brak setlist sprawia, że numer faktycznie był częściej grany, niż byłem w stanie zliczyć.

8.697 (6.629) I Feel You – Po raz pierwszy na ostatniej trasie numer wypadł z setu koncertowego. Niebywałe! Do tej pory ani razu, chyba że Dave tracił głos. Jeden z powodów, dlaczego utwór zaliczył 2 klapsy w dół.

7.750 (8.618) Everything Counts – Kawałek zaliczył świetną trasę. U wielu fanów był na liście tych upragnionych do zobaczenia na koncercie przed śmiercią. Zrobione. 130+ wykonów sprawiło, że kawałek awansował o jedno oczko w generlace. Wydaje się, że to szczyt możliwości tego kawałka. Na kolejnej trasie raczej się nie pojawi, a co za tym idzie, będzie to znowu mokry sen wielu fanek i fanów.

6.751 (7.625) Stripped – To jeden z tych kawałków, który pojawia się na każdej trasie od swoich narodzin. Jedynie Exciter Tour był uboższy o ten numer. Awans o jedno oczko po ostatniej trasie dobrze zrobił w porównaniu do Detla Machine Tour, gdzie numer był zagrany tylko raz. To, co boli to jakość aranżacji, choć i tak jest dobrze w porównaniu do Walking In My Shoes.

5.765 (4.715) A Question Of TimeDave nie ma manii wkładania wszędzie cytatów z innych kawałków, a szczególnie nie swoich. Miniona trasa przyniosła nam dwa takie kawałki. Pierwszy to Barrel Of A Gun, a drugi – A Question Of Time plus I’m Bored wg Iggiego Popa. Wejście na drugą część trasy, tylko 50 wykonów dało spadek o jedno miejsce.

4.781 (5.645) Walking In My Shoes – W brzmieniu AD 2017/2018, numer wołał o pomstę do nieba. Z nostalgią wspominałem czasy z trasy 2005/2006 i 2001. Numer notorycznie na trasie, co pozwoliło wskoczyć na pozycję nr 4. Wydaje się, że to jest szczyt dla tego kawałka. Raczej nie widzę możliwości przeskoczenia lidera z miejsca 3…

3.868 (3.733) Enjoy The Silence – Jeżeli przeanalizuje się trasę po trasie, to odstęp od numeru 1 z trasy na trasę się kurczy. Nie są to wielkie redukcje dystansu, ale na koniec każdej z tras numer jest bliżej o te 2-5 wykonań. Ja tu o numerze 1, choć tak naprawdę najcięższa walka dzieje się między Enjoy The Silence a kawałkiem z 2. miejsca. Taka mała wojna domowa…

2.870 (2.733) Personal Jesus – Numer ściga się z Enjoy The Silence o drugie miejsce. Tylko dwa punkty różnicy. Raz jeden zyskuje przewagę na trasie raz drugi. Przyczyną takich niewielkich różnic są głównie przypadki losowe – skrócenie setu, problemy z głosem, czy dobór kawałków w czasie promocji TV. W każdym innym przypadku te dwa kawałki, to takie Violatorowe bliźniaki. Pozycja nr 2 obroniona.

1.960 (1.829) Never Let Me Down Again – Król jest tylko jeden. Od samego początku na szczycie. Kawałek grany nieprzerwanie od 1987 roku. Bardzo dobrze udokumentowane archiwum wykonań koncertowych. W czasie następnej trasy koncertowej kawałkowi strzeli 1000. Będzie to pierwszy kawałek depeche MODE, który osiągnie ten poziom.

I to by było na tyle. Faworyci nie zawiedli. A teraz wyobraźcie sobie, że to jest set koncertowy:

A Question Of Time
Halo
Walking In My Shoes
World In My Eyes
Precious
Black Celebration
A Question Of Lust
Shake The Disease
In Your Room
Policy Of Truth
Behind The Wheel
I Feel You
Everything Counts
Enjoy The Silence
Personal Jesus

Home
Photographic
Just Can’t Get Enough
Stripped
Never Let Me Down Again

Taki przykładowy układ z kawałków Top 20. Bardzo realistyczny i bardzo zachowawczy jednocześnie. Wszystko po schemacie, właściwie tylko Halo i Photographic można traktować jako coś extra w tym zestawieniu.

depeche MODE i top 20 biletowego podsumowania trasy.

Winny jestem Wam dwa teksty podsumowujące Global Spirit Tour. A, że zbliża się koniec roku i publikowane są podsumowania 2018 roku, to nie ma lepszego momentu na domknięcie tematów związanych z zakończoną trasą.

Czytaj dalej depeche MODE i top 20 biletowego podsumowania trasy.

Blog o depeche MODE, ich muzyce, koncertach, subkulturze, a wszystko subiektywnie i po mojemu.

%d bloggers like this: