Archiwa tagu: Fani

Dokumenty o Warszawie z 1985

W 2020 roku przypada 35 rocznica koncertu w Warszawie. Rocznica dobra jak każda inna. 5 lat temu też była rocznica i też był pomysł, aby fanowskim sumptem wydać na nowo audio i wideo z tego koncertu na fizycznych nośnikach. Jeżeli zastanawiacie się, co poszło nie tak, to śpieszę donieść, że nie wiem. Może kiedyś tak się stanie. Ale do brzegu…

W ubiegłym roku celowo nie opublikowałem żadnego wpisu, mimo że materiału na kolejne wpisy jest jeszcze sporo. Przez ostatnie lata uzbierałem tematów na kolejne kilka lat pisania. Pytań, na które staram się odpowiedzieć sobie w temacie pierwszego koncertu depeche MODE w Polsce, jest również sporo. Dlatego, zamiast opisywać kolejne historie z przeszłości i pokazywać Wam jedynie okruchy, chciałbym przedstawić nieco większy obraz. Ten tekst zamiast o przeszłości będzie o przyszłości. Zanim jednak będzie o mnie, to najpierw o innym projekcie, który się dzieje.

Tym razem jest coś więcej na rzeczy. Od początku roku trwają prace nad serialem dokumentalnym – W Rytmie Wolności – realizowanym na zlecenie Canal+. Jeden odcinek ma być poświęcony w całości depeche MODE i ich wizycie w 1985 roku. Jest to część większego projektu dokumentującego najważniejsze koncerty zachodnich gwiazd okresu PRL.  Czy zdążą na rocznicę? Tego nie wiem. Jaki jest stan zaawansowania projektu, również nie wiem. Niektórzy z Was jakiś czas temu dostali mejle z prośbą o wsparcie lub przekazanie swoich wspomnień o koncercie. A teraz do moich spraw…

Gdzieś tak w okolicach 2011-2012 naszła mnie myśl, że wszystko, co opisuję na blogu, a dotyczy pierwszej wizyty depeche MODE w Polsce, warto by zebrać, pokopać głębiej może coś się z tego uzbiera więcej, niż jedynie na kolejny rocznicowy wpis. Od zawsze miałem poczucie, że pierwsza wizyta depeche MODE w Polsce, to było coś więcej, niż tylko koncert w kraju trzeciego wyboru w tamtym czasie. Co roku wspomina się rocznicę koncertu Rolling Stones z 1967. Uważam, że koncert depeche MODE z 1985 miał dużo większy wpływ na kilka generacji ludzi w tym kraju i ukształtował drogę życiową bardzo wielu z nich bezpośrednio lub pośrednio, również poprzez narodziny subkultury fanów w Polsce.

Tak też się stało, a właściwie dzieje. Teraz gdy pewien etap w moim życiu jest już zamknięty, mogę się skupić na projekcie, który siedzi mi w głowie od lat.

Chciałbym w przyszłym roku oddać w Wasze ręce… zbiór tekstów, broszurę, a może nawet książkę poświęconą pierwszej wizycie depeche MODE w Polsce. Mam już napisaną znaczną część tekstu. Bardzo dużo materiału jest w notatkach. Przede mną kilka wywiadów, być może nawet wjazd do bratnich krajów byłego bloku. Już mogę Wam zdradzić, że dowiecie się, jak bezpieka podchodziła do koncertów dM za Żelazną Kurtyną. Co znalazłem w IPN? Relacje, opisy, wertowanie, nieznane wycinki prasowe. Na pewno jeszcze wiele kopania w bibliotekach przede mną. Wczorajszy tekst to była tylko zajawka.

Na pewno sporą motywacją było wydanie w ub. roku książki dokumentującej pierwszy koncert depeche MODE w NRD w 1988 – Behind The Wall. Po lekturze fragmentów dotyczących Polski pojawiło się sporo ciekawych informacji, ale też znaków zapytania i nieścisłości w tej książce i w relacjach. To również wymaga wyjaśnienia. Z autorami książki miałem okazje rozmawiać w 2013 roku przy okazji wydania Monumentu.

Czy będzie to możliwe wydanie w formie książkowej, czy jako PDF? Tego nie wiem. Na pewno w kwestii praw autorskich będzie łatwiej po prostu wpuścić materiał do sieci. Czas pokaże.

Przede wszystkim mam prośbę do uczestników koncertu lub wiecie, że ktoś z Waszych znajomych lub bliskich był na koncercie, słyszeliście relacje. Chciałbym poprosić Was o podzielenie się wspomnieniami. Forma dowolna — spisany dokument, plik audio, nagranie kamerą, czy komórką. To nie ma znaczenia, ważny jest sam fakt. Może macie jakieś pamiątki, które można fotografować i wykorzystać w tekście. Prośba o kontakt przez Facebooka, Twittera, gołębiem lub w każdą inną formą komunikacji. Przekażcie link do tego tekstu komuś, kto był i chciałby o tym opowiedzieć.

To nie koniec zmian i nowości. Dziś jednak poprzestanę na kwestiach dotyczących koncertu depeche MODE w 1985 roku. W kolejnym wpisie odkryję kolejne karty.

Kuracja odmładzająca.

Trochę przemyśleń po wczorajszym koncercie. Powrót po 12 latach na Waldbuhne ze wszech miar był udany. To właśnie na występach na tym obiekcie zespół zbudował swoją legendę, że jeżeli jedzie się do Niemiec na koncert, to koniecznie Berlin i Waldbuhne.

Setlista bardzo mnie ucieszyła, powrót do setu z lata z lekkim mixem zimy był bardzo dobrym pomysłem. Brakowało mi przez ostatnie miesiące Corrupt, Wrong. Nie było Precious, czy o zgrozo bałem się, że zechcą zagrać Just Can’t Get Enough. Miałem przekonanie graniczące z pewnością, że So Much Love się pojawi. Jak kręcili poprzednie wideo, to Anton wymusił na zespole zagranie Goodbye właśnie ze względu na wizualizację. Tym razem przeczuwałem to sam. Właściwie do pełni szczęścia brakowało mi tej nocy tylko The Things You Said, Heroes. Nie do końca szczęśliwym wypadkiem było przywrócenie I Feel You, ale po kilku miesiącach spokoju od tego numeru jakoś nie czułem zbytniej awersji, choć w tym miejscu mógł spokojnie wrócić Poison Heart, czy ze względu na wizualkę Useless.

Kwestią otwartą zostaje pytanie, czy 25.07 zagrają numery serwowane nam zimą, czy też raczej pojadą z tym samym setem co wczoraj, z jedną zmianą u Martina. W każdym razie słuchanie i oglądanie numerów, które słyszeliśmy na koncercie w Warszawie było jak spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi.

Nie można oczywiście nie wspomnieć o tym, że bycie na koncercie w dniu urodzin jednego z członków zespołu dodaje potężną dawkę emocji porównywalną jedynie z pierwszym koncertem z życiu lub ostatnim na trasie.

W czasie koncertu miałem taką myśl, że ten zespół powinien grać tylko takie koncerty. Pełny występ, w miejscu dedykowanym tylko dla depeche MODE, nie żadne tam festiwale i tego typu spędy. Dla mnie trasa festiwalowa to była pomyłka. Byłem na Openerze i nawet się bawiłem (głownie dzięki znajomym i innym kapelom), ale z wizją ogryzka setlistowego, z publiką lekko przypadkową i brakiem tego, dlaczego jechałem na festiwal – The Things You Said. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że depeche MODE, to nie jest zespół festiwalowy, a granie po festiwalach było jedynie motywowane możliwością ograniczenia kosztów i przytulenia kilku jednostek więcej.

Wczoraj w Berlinie, czy zimą na polskiej trasie koncertowej wszystko grało. Publika zajebista, zespół w pełnej krasie, z pełną oprawą dający z siebie maxa, bo ludzie, którzy przyjechali ich obejrzeć cisnęli ich od samego początku, więc zespół dawał z siebie jeszcze więcej.

Jeżeli możesz jeszcze kupić kwit na 25.07, to zrób to. Nie zawiedziesz się, w ciemno mogę się założyć, że koncert finałowy będzie równie miodny, co wczorajsza noc. Nie dawno wspominałem ostatni koncert swój i depeche MODE na Waldbuhne sprzed 12 lat. Wszystko wróciło. Wczoraj byłem młodszy o 12 lat. To działa!!!

Inaczej

Oprócz tego, że jestem fanem depeche MODE od lat, to również bardzo lubię chodzić na koncerty jako takie. Lubię uczestniczyć w koncertach, zaglądać za kurtynę i podglądać pracę ludzi bez których koncerty nigdy by się nie odbyły, czyli ekipy technicznej.

Również przez lata jeżdżenia na koncerty depeche MODE obok tego, że uczestniczę w wydarzeniu artystycznym, to wyjazdy stały się też okazją do wspólnego spędzenia czasu z wieloma znajomymi ludźmi z Polski i innych krajów. Muszę się przyznać, że czasami koncert stawał się jednie pretekstem do kolejnej, wspólnej, męskiej wyprawy, albo wybór na konkretną lokalizację padał tylko dlatego, że w tym mieście nie byliśmy jeszcze i nie zwiedziliśmy go.

Rytuały, sposoby współpracy, relacje między fanami depeche MODE są mi na tyle już znane, że przyjmuję je jako oczywistość i czasami zapominam, że na koncertach innych zespołów może być trochę inaczej, niż przed i na koncercie mojej ulubionej kapeli. Lubię też podglądać jak zachowują się fani i ekipy koncertowe innych zespołów. Ostatnio ciekawą obserwacją jest też podglądanie pracy firm organizujących koncerty i jak różnie potrafią traktować ludzi, mieć inną politykę sprzedaży biletów w zależności od kraju, zespołu dla którego robią koncert. Dziś częściowo właśnie będzie o tym.

Parę dni temu mój wpis na FB, jako zapowiedź tego tekstu narobił trochę zamieszania, ale to był taki celowy kijek w małe mrowisko. Myślę, że z tekstu wyjdzie, że nie chciałem nikogo urazić, ani wywyższyć. Po prostu chciałem Wam pokazać, że czasami można inaczej…

Berlin 2017.07.11 | Koncert U2

Do Berlina przyjechaliśmy 11 lipca wieczorem. W hotelu stwierdziliśmy, że zamiast patrzeć się na siebie, może warto ruszyć w miasto. Tak się złożyło, że wyprawa na mieście skończyła się pod Stadionem Olimpijskim w okolicach 23:00.

Obiekt był już szczelnie pilnowany przez ochronę wynajętą przez Live Nation, a na płycie przed głównym wejściem piknikowała całkiem spora grupa fanów. Było to do przewidzenia, że tak będzie skoro mijając parking przed stadionem było widać całkiem sporą liczbę kamperów i zwykłych osobówek z całej Europy.

General Admission U2 Line
U2 // General Admission U2 Line

Po wykonaniu kilku standardowych samojebek podeszliśmy do ekipy z pytaniem „a za czym ta kolejka?” Jak usłyszeliśmy od fana po angielsku z wyraźnym włoskim akcentem jest to komitet kolejkowy i oni mają listę. Jeżeli jesteśmy zainteresowani możemy się na nią wpisać. W zamian otrzymamy numerek kolejkowy i musimy przestrzegać kilku reguł.

Nagrodą ma być wejście grupy fanów wcześniej na stadion. Usłyszeliśmy ze wszystko jest uzgodnione z ochroną. Reguły wyglądały następująco:

1. Otrzymany numerek uprawnia do przebywania w kolejce. Tylko osoby z numerkami mają prawo przebywać w tej kolejce. Kombinujesz, wciągasz swoich znajomych, nie pilnujesz porządku wypadasz. Jeżeli tego nie rozumiesz ochrona wytłumaczy Ci to w drodze do ogólnej kolejki.

2. Możesz w każdej chwili opuścić kolejkę, ale musisz zjawić się pod stadionem jutro o godzinie 7:00 i ustawić się wg numeracji w kolejce. Tam nastąpi pierwsze tego dnia sprawdzenie listy kolejkowej. Jeżeli nie zjawisz się o podanej godzinie zostaniesz skreśleni z listy.

Berlin 2017.07.12 | Dzień koncertu U2.
Kolejka oczekująca przy bocznym wejściu na stadion.
U2 // Kolejka oczekująca przy bocznym wejściu na stadion.

Zgodnie z ustaleniami byliśmy pod stadionem o uzgodnionej godzinie. Oczom naszym ukazała się długa na 200+ osób kolejka. Po sprawdzeniu i potwierdzeniu każdej z osób. Zostaliśmy zaprowadzeni przez komitet kolejkowy i ochronę Live Nation do bocznego wejścia Stadionu, gdzie kazano nam się ustawić we wcześniej przygotowanym korytarzu. Obsługa przekazała nam kolejną regułę:

3. Każdy fan otrzyma opaskę od ochrony Live Nation, która będzie poświadczała, że ma prawo być wpuszczony na stadion na 30 min przez otwarciem bram głównych. Opaska i numerek poświadczają o prawie do przebywania w tej kolejce. Kombinujesz, wciągasz swoich znajomych, nie pilnujesz porządku wypadasz. Jeżeli tego nie rozumiesz ochrona wytłumaczy Ci to w drodze do kolejki ogólnej.

Między godziną 8 a 9 miała być ponownie sprawdzona lista obecności przez komitet kolejkowy, wsparty przez ochronę koncertu. W czasie tego sprawdzania otrzymaliśmy opaski od Live Nation, wraz z kolejnym potwierdzeniem naszego prawa do przebywania w grupie 300 osób.

Usłyszeliśmy, że po otrzymaniu opasek i sprawdzeniu listy jesteśmy wolni. Ten czas jest dla nas i nie musimy stać w kolejce. Jeżeli potrzebujemy, to możemy jechać do hotelu, domu, zjeść, albo cokolwiek innego. Najważniejsze, żebyśmy byli o 14:00 pod stadionem.

O 14:00 miała być sprawdzona po raz ostatni lista, ale ze względu na deszcz ten pomysł zaniechano. Nie mniej ludzie znali się już z widzenia na tyle (a nawet zawiązały się liczne znajomości), że ludzie bardzo dobrze wiedzieli kto, gdzie stał. Gdyby były jakieś problemy, to ochrona wiedziała co robić.

Ok 16:00 zostaliśmy wpuszczeni na teren stadionu. Oczywiście wcześniej nas gruntownie sprawdzono. Wszyscy karnie przewędrowaliśmy do podcieni stadionu z boku głównego wyjścia. Nadal każdy pilnował i honorował numeracji. Zdarzyło się tak, że fanka z Japonii została zawrócona z powodu zbyt dużej torby i musiała oddać ją do depozytu. Gdy staliśmy już w podcieniu stadionu sprawnie została przepuszczona i doprowadzona do swojego miejsca w kolejce.

U bramy stadionu staliśmy jakieś 30 minut odgrodzeni jedynie cienką taśmą foliową. W oddali było widać moknących fanów czekających przed bramą główną. W pewnym momencie Szef ochrony wyjaśnił nam sprawę jasno:

4. To, czy zostaniemy wpuszczeni do środka zależy od naszej kooperacji. Nie naciskamy na taśmę, nie przerywamy jej. Nie robimy głupich akcji. Jeżeli ktoś z fanów zacznie fikać cała umowa na wcześniejsze wejście traci rację bytu i wszyscy wracamy do ogólnej kolejki, która mokła w najlepsze przed olimpijskimi kołami.

 

Nim wybiła 17:00 byliśmy już pod barierkami otaczającymi scenę i drzewo Jozuego, które było wybiegiem dla zespołu. Ochrona podeszła do każdej osoby stojącej przy barierkach oklejając ją dodatkową zieloną opaską. Chyba otrzymali ją też inni przebywający w FOS, ale tego nie jestem pewien.

Teraz czekaliśmy już tylko na resztę fanów, którzy ruszyli spod olimpijskich kół, a potem tylko kilka godzin w deszczu i koncert…


Na tym właściwie mógłbym skończyć tę historię, gdyby nie to, że ona doskonale pokazuje, że można traktować siebie na wzajem z szacunkiem, można nie traktować czekających ludzi jak stado bezrozumnych gnomów. Można się po prostu chcieć i umieć się dogadać.

Po za tym, jak widać nie wszędzie trzeba doić ludzi za prawo do wcześniejszego wejścia. U2 jest jednym z niewielu zespołów, który nie pozwala na istnienie takiej kuriozalnej formy, jak bilety Early Entrance. Co prawda istnieje coś takiego jak Red Zone i ktoś kto, płacąc więcej, kupuje bilety w tej kategorii dostaje się do wydzielonego sektora przy barierkach (wybiegu). Nie mniej nie oznacza to, że Ci ludzie wchodzą szybciej, albo mają jakieś przywileje. Za to dostają eskortę stewardów, są traktowani z szacunkiem, ponieważ płacąc więcej, część pieniędzy przekazują na walkę z AIDS. Cały Red Zone został wprowadzony zwartą grupą długo po tym, jak my staliśmy już przy naszych barierkach.

Po za tym fascynujące było obserwowania ludzi w kolejce pod stadionem, jak współpracują ze sobą i szanują siebie i reguły. Nie było wciągania znajomków, blokowania miejsc pod wirtualnych kolegów, którzy na pewno przyjdą za 3 godziny. Nikt na nikogo nie warczał, że wyszedł z kolejki i wrócił za godzinę. Ponieważ nikt nikogo nie trzyma na siłę, więc można spokojnie iść i załatwić swoje sprawy, po to są w końcu numerki. Ochrona honorowała uzgodnienia i jedynie asystowała przy samoorganizacji fanów.

Czy coś takiego mogło by być w Polsce np na koncercie depeche MODE? Śmiem wątpić. Tak długo jak jest kategoria EE na pewno nie (a i w ramach kategorii EE nie jestem takim optymistą). Oczywiście elementy z powyższej historii można by zastosować, pod warunkiem, że fani między sobą będą się również traktować partnersko.

A już tak na marginesie wyobrażacie sobie, że pod halą przed koncertem depeche MODE np w Łodzi Czech z Niemcem organizują i pilnują kolejki z numerkami ponieważ mają umowę z polskim oddziałem Live Nation?… no właśnie…

Bilety to jedno i ich sprzedaż, ale kultura i komunikacja organizatora koncertu z fanami i fanów ze sobą, to zupełnie inna część tej samej układanki. Czasami wystarczy nie mieć siebie w d…pie i nie traktować jak potencjalnych wrogów.

Warszawa 1985 – początek i koniec*

Czasami człowiek nie zdaje sobie sprawy, że jedno drobne wydarzenie, jednego wieczoru może mieć takie wielki wpływ na życie wielu ludzi. Dopiero po latach odkrywamy, że dany dzień, wieczór, koncert był tym przełomowym. Niby tylko 2 godziny zabawy, a jednak…

Mam tu na myśli pierwszy koncert depeche MODE w Polsce. Kiedyś w prywatnych rozmowach ukułem stwierdzenie, że data 30.07.1985 jest dniem narodzin subkultury depeche MODE w Polsce. Oczywiście wcześniej ludzie słuchali dM w naszym kraju, ale ten koncert pozwolił zobaczyć, jak wielu nas było, a raczej ich, bo fani, którzy wtedy się spotkali to nie Ci sami, którzy dołączyli do subkultury w czasie eksplozji popularności Violator’a w 1990.

Koncert w Warszawie to wydarzenie, które pozwoliło nam fanom zacząć się organizować w fankluby. W każdym z miast fani zaczęli spotykać się, a później organizować pierwsze depoteki, zloty… życie fanowskie nabrało rozpędu.

Ale ja chciałbym wspomnieć jeszcze od jednym fakcie. jakby o czym innym, trochę na innym poziomie. Analizując, przeglądając trasy koncertowe w poprzednich lat, zatrzymałem się chwilę nad jedną sprawą. Koncert w Warszawie jest ostatnim koncertem, na którym wykonano wiele utworów, do których dM już potem nigdy nie wracało. Trasa roku 1985 zamykała, wraz z wydaniem składanki The Singles 81>85 pewien okres w historii zespołu. Okres, z którego z jednej strony zespół nie jest do końca „dumny”, z drugiej strony zakończył „młodzieńczą” część historii. Po koncercie w Warszawie nastąpiła znacząca zmiana w brzmieniu, wyglądzie i postrzeganiu muzyki jako takiej. To, co nastąpiło po tym czasie, po 15 latach zostało zamknięte później w składance The Singles 86>98, która stanowi trzon koncertowy wszystkich tras po 1990 roku.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Wracając do ostatnich wykonań na trasie. Koncert w Warszawie był dla nas pierwszym w życiu, jednocześnie był ostatnim dla zespołu na trasie promującej płytę Some Great Reward. Jak już napisałem, zespół tym koncertem zamykał pewien okres, również w koncertowej historii dM. Po tym koncercie nie zostały już zagrane takie utwory jak:

Lie To Me
If You Want
Puppets
New Life
Shout!
See You
Two Minute Warning
Shame
The Landscape Is Changing
Told You So

Niby bzdet i pewnie można by wymienić wiele koncertów w historii dM, po których jakiś utwór nie był już nigdy grany. Jednak uważam, że akurat ten koncert ma pewne znaczenie symboliczne.