2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena

RECENZJA LIVE SPIRITS

Różne są perspektywy pisania recenzji o koncercie z Berlina. Wszystko zależy czy miało się okazję uczestniczyć w wydarzeniu, czy wszelkie doświadczenia pochodzą jedynie z przetworzonego obrazu i dźwięku.

W moim przypadku z LiVE SPiRiTS grana jest ta pierwsza opcja, dlatego przepraszam na wstępie, jeżeli jakieś kwestie będą nieistotne, widocznie dla mnie były, bo widziałem przedstawienie na żywca. Trochę tak jakbym rozważał, czy książka była lepsza, czy ekranizacja.

Modne stało się ostatnio wydawanie ścieżek dźwiękowych do koncertów wideo. Dla mnie to po prostu jest płyta koncertowa. 101 na płycie CD to przecież też regularna koncertówka, a nie soundtrack, ale może ja jestem człowiek starej daty już. Dlatego będąc w 100% precyzyjnym koncert na wideo widziałem na YT, a audio katuję codziennie, więc więcej będzie o LiVE SPiRiTS Soundtrack, niż SPiRiTS iN THE FOREST i tego będę się trzymał. O Duchu w lesie już pisałem po wizycie w kinie. Zresztą czytelnicy 101dM mieli okazję niedawno oglądać 1:30 h montaż live streamu, który szedł na żywca z Waldbuhne w lipcu 2018 roku, więc mam porównanie względnie na świeżo oryginalnego przekazu i efektu końcowego autorstwa szalonego Holendra.

Porozmawiajmy w takim razie o obrazie. Wokół tego wydawnictwa powstało już trochę kontrowersji, więc może warto na wstępie wyjaśnić je. Dlaczego na LiVE SPiRiTS nie ma numerów typu In Your Room, Barrel Of A Gun, Corrupt?

Sprawa jest tyleż prosta do wyjaśnienia, co niezrozumiała i trudna do zaakceptowania. To był celowy zabieg ze strony Corbijna. On zawsze chce kręcić 2 noce i na każdej ma inne ustawienia kamer. Pierwsza noc służy do filmowania zza placów, zbliżeń na instrumenty, zbliżeń na twarze i detale kręcone na scenie ze sceny, filmowanie publiczności ze sceny, Panów na wybiegu kręconych zza pleców itp.

Druga noc służy do kręcenia szerokich planów, ujęć na scenę z publiki, przez publikę, najazdów, zbliżeń na twarze. Jeżeli jest kamera na kablach, to ujęć dronowych całego obiektu w kierunku sceny, zbliżeń na Panów jak są na wybiegu z pozycji fanów itp. Można by jeszcze długo wymieniać.

W każdym razie dzięki temu w montażu scena jest bez kamerzystów i mamy czysty plan, a kiedy trzeba, możemy robić detale, jakby kamera była cały czas na scenie. Dlatego w czasie Everything Counts mimo, że Dave zaprasza kamerzystę ze sobą na wybieg (podobne bliźniacze ujęcie mamy na 101), ten zostaje na scenie i robi zbliżenie (ujęcia z pierwszej nocy). Drugiej nocy te ujęcia są powtarzane, ale do tego mamy jeszcze ujęcia z tłumu pod wybiegiem. Kamerzyści słuchają się reżysera, a nie DG. Chodziło o zostawienie czystego planu na wybiegu. Dzięki temu Antek miał więcej Dave’a na czystej pozycji bez kamerzysty na ujęciach.

Tak naprawdę wina z tym zamieszaniem nie leży po stronie Corbijna tylko zespołu. To oni chcieli zrobić dobrze 20. tysiącom fanów przybyłych do Berlina i zagrali takie, a nie inne dwa sety. Dla Corbijna to było nawet gorzej, bo przez to miał mniej materiału do montażu obrazu. Gdyby zespół zagrał, jak to ma w zwyczaju, dwie noce i ten sam set, to byłby spokój, a tak jest zawód dla tych, co nie byli na koncercie 23 i 25.07 i nie rozumieją o co chodzi. Podstawą do montażu jest przede wszystkim dobre audio. Do niego montuje się obraz. Ponieważ zapadła decyzja, że audio idzie z 25.07, to wszystko zostało postawione na ten fakt. Również kosztem numerów zagranych tylko 23.07. Gdyby ktoś logicznie pomyślał, to spokojnie można było dodać brakujące numery jako bonus do ściągnięcia z serwerów dla jakiejś wersji pseudo delux. Można było dodać jakieś wizualizacje i w bonusie na Blu-ray też pewnie by się zmieściło. Niestety jest tu zlewka i brak pomysłu jak wykorzystać co się ma w ręku. Potencjał był.

Zdaję sobie sprawę, że przez to powstało wideo, które nie jest reprezentatywne dla tej trasy, ale na dobrą sprawę to samo można powiedzieć o 101. Setlista z tego koncertu nie była grania nigdzie poza Pasadeną, nawet na ostatnich koncertach w USA i Kanadzie w maju i czerwcu 1988. Dlatego ja bym się nie czepiał setlisty, a bardziej tego, jak został zmontowany i zmiksowany ten koncert. Największe zarzuty mam właśnie do tego aspektu na LiVE SPiRiTS.

O tym jak może wyglądać ten koncert mogliśmy przekonać się przy okazji pokazów kinowych. Swoje ówczesne rozważania zakończyłem stwierdzeniem, że kolejne wideo koncertowe powierzyłbym już komuś innemu. Anton niech zajmie się już na dobre kręceniem fabuły. Koncert ma wiele dłużyzn brakuje kilku szybszych cięć, tam gdzie jest to potrzebne do muzyki. Najgorsze niestety są ewidentne problemy z synchronizacją. Co innego obraz, co innego muzyka, co innego na jednym, co innego na drugim ujęciu. Na prawdę problemy tego obrazu to nie różne kamizelki, spodnie i buty Dave’a. To jest akurat zaleta dla kogoś kto był na obu nocach. Świetnie też widać dzięki temu co pochodzi z której nocy. Dla przykładu cała druga część koncertu do bisów, gdy Dave ma na obu nocach kamizelkę z czarnymi plecami koncerty rozróżnialne są jedynie dzięki czerwonym lub złotym butom, no i lampasom. Dla mnie różne kolory kamizelek to jest feature not a bug, jak mawiają programiści.

Obraz jest generalnie w porządku jeżeli nie widzi się lub nie chce się widzieć niekonsekwencji w montażu. Stwierdzenie, że obraz jest poprawny jest tu bardzo prawdziwe i właściwie na tym można zakończyć wywody o stronie wizualnej. Nie ma niczego, czego nie widzielibyśmy w Warszawie 2017.07.21 i na którymś z lutowych koncertów w Polsce.

2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena
2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena

Bólu egzystencjalnego zębów dostaję na myśl o ścieżce dźwiękowej. Tak fatalnie zmiksowanego audio dawno nie słyszałem. O tym elemencie koncertu mógłby powstać oddzielny tekst. Ale po kolei…

Przez lata my fani wywalczyliśmy sobie na koncertach swoje miejsce i czas w setliście. Wystarczy posłuchać jak ścigał nas Martin na koncertach w czasie Exciter Tour, ze słynnym Ruhe bitte na niemieckiej części tej trasy. Obecnie niedość, że możemy pośpiewać sobie do woli, to jeszcze Dave odwalał małe podlizywanko krzycząc, że jesteśmy The Best każdej koncertowej nocy. Na LiVE SPiRiTS fanservice przeszedł szczyty nawilżania. Nie wiem komu przyszło do głowy, żeby sztucznie zmiksować i podbić śpiewy publiczności. No sorry, ale na koncercie to nie tak brzmiało. Momentami słychać taką hamówę w montażu, że aż zęby bolą. Najtragiczniej brzmią tu śpiewy na początku Walking In My Shoes. Numer niedość, że został wykastrowany muzycznie na te trasę, to publiczność brzmi jakby ktoś wyciął fragment śpiewów, zapętlił, a następnie pogłośnił i puścił równolegle do muzyki. Zawsze śpiewy mają swoją dramaturgię. Gdzieś rodzi się krzyk, inni to podejmują, a za chwilę cały stadion równo drze japę. Nikt nie robi tego od linijki i na znak.

Na poprzedniej koncertówce z 2013 roku dowiedzieliśmy się, że na trasie były dźwięki, których nikt w czasie koncertów nie słyszał, tym razem muzycznie audio jest w miarę realne. To dowalili publiką. Brzmi to sztucznie i nieprawdzie. Człowiek trochę gardła pozdzierał na tym Global Spirit Tour, to wie gdzie robił Tut, Tut, a gdzie OoooooOOOoooo! No amatorka…

Nie można też nie wspomnieć, jeszcze jednego faktu. Posiadanie dobrego sprzętu grającego w domu ma wiele zalet, ale też jest obarczone kilkoma wadami. Świetnie zmiksowany z szeroką selektywną sceną dźwięk daje wiele radości i doznań estetycznych. Niestety wady i braki w jakości dźwięku wychodzą natychmiast. Tych problemów nie mają posiadacze niewymagających sprzętów, słuchający na telefonach, czy z laptopa spiętego z gamingowymi głośnikami nawet nie zauważą problemu. Całe audio zostało zmiksowane środkiem, ewidentnie pod gusta i potrzeby muzyki generowanej w mp3 i reprodukowanego na fabrycznych słuchawkach dodawanych do smartfonów. Wydanie LiVE SPiRiTS na winylu wymusiłoby inne zmiksowanie audio. Większą dynamikę i rozpiętość tonalną dźwięku. Wrażenia mogłby być dużo lepsze, choć pewnie amatorzy kompresji w stylu mp3 czegoś by nie usłyszeli. Takie czasy.

Żeby była jasność tragedii nie ma i słucha się zapisu całkiem przyjemnie, ale osobiście większą przyjemność miałem odpalając dźwięki z Berlina w samochodzie, niż słuchając w studio odsłuchowym nieopodal mojego domu.

Pisząc relację z pierwszego koncertu w Berlinie napisałem, że przeszedłem małą kurację odmładzającą. Teraz po przesłuchaniu tego nagrania miałem nadzieję przeżyć ten czas jeszcze raz. No niebo na głowę mi się nie zwaliło. Coś przy World In My Eyes, Cover Me, The Things You Said i Heroes na serduchu było jakby cieplej. Szczególnie tam, gdzie zamiast garnków Eignera szedł podkład perkusyjny z taśmy.

Koncertu na wideo pewnie przez długi czas nie obejrzę, ale do audio powrócę raz na jakiś czas.

Rating: 2.5 out of 5.

P.S. 23 lipca zapraszam na 101dMpl @ FB na pokaz tego co Was ominęło na oficjalnym wydawnictwie. Zapraszam na pierwszą noc z Berlina, coby poświętować urodziny Martina. Poniżej 1:30 h tego jak było na prawdę na drugiej nocy w Berlinie. Czerwona kamizelka nie będzie nikomu przeszkadzać.

Jedna myśl w temacie “RECENZJA LIVE SPIRITS”

  1. Odnośnie ustawienia kamer to są tam ujęcia, na których widać! wzajemnie filmujących się operatorów i wygląda to słabo. Nie ma też znaczenia, ze Anton miał dwie noce do nagrania video. Zazwyczaj jest tak ze koncerty filmuje się większą ilością kamer. To był tani projekt co widać i słuchać . Przykładowo koncert Rammsteina z Paryża to 10 kamer + 2 kamery na linach nad publicznością 3 kamery na górze ,2 na bokach z publiki i 10 kamer Gopro + dwie noce różne ustawienia. W Berlinie nawet ujęcia „z ręki” są mało stabilne. Swoją drogo zapytałem kiedyś na insta Linde Strawberry czy nie chciałaby zrobić „czegoś” dla DM stwierdziła ze to jej marzenie… zobaczymy chociaż wątpię, ze bedą chcieli angażować nowych ludzi i robić duże projekty …

Leave a Reply