Archiwa tagu: Berlin

Spirits In The Forest – film dla Twojej cioci…

Spore poruszenie wywarł dokument Antona Corbijna w społeczności. Nie zawsze w takim kierunku, jak tego by autor chciał. Jesteśmy już po seansie 21.11 i kolejnych w kinach na całym świecie. Za dni parę na Netflixie. Spokojny jestem, że finansowo dystrybutor może zaliczyć te pokazy do sukcesów, publiczność nie zawiodła. Dokładane są jeszcze kolejne pokazy na całym świecie.

Pomysł Jonathana Kesslera na dokument nie był odkrywczy — w końcu parę lat temu powstał dokument „Our Hobby is depeche MODE” (Posters came from the wall). Oba dokumenty dotyczą fanów, ich fascynacji zespołem. Oba dokumenty próbują uchwycić to niezrozumienie mainstreamu dla zespołu, który z rzadka gości na łamach prasy plotkarskiej, utożsamiany jest z tymi, co w mojej klasie uchodzili za freaków ubranych na czarno.

To, co różni oba dokumenty, to oczywiście wsparcie i błogosławieństwo odpowiednich ludzi, machina promocyjna, czas, ale również jakość doboru bohaterów dokumentu. W przypadku dokumentu z 2008 roku muzycznie depeche MODE nie było, bo nikt nie chciał udzielić zgodny i podpisać się pod filmem. W tamtym czasie niektórzy fani z zażenowaniem patrzyli na to, co dzieje się na ekranie. Daniel Barassi — webmaster oficjalnej strony, zerwał ze zderzaka swojej fury naklejkę informującą, że jest fanem, jako wyraz protestu po tym, co zobaczył. Tak po prawdzie tamten dokument zrobił wiele złego w temacie.

Tym razem twórcy postanowili się bardziej przyłożyć w doborze bohaterów filmu. Z jednej strony jest mało kontrowersyjne, jest śmiesznie, jest do popłakania, jest interesująco. Chyba najlepiej ujął to mój znajomy Witek:

[…] Dla mnie mega coś nowego o nas, nie dla nas. Mój syn dopiero po filmie zrozumiał co tata ma w głowie.

Witek

No właśnie, jest to chyba jeden z niewielu hołdów złożonych przez artystów swoim fanom. Na projekcję do kina wybraliśmy się MY — FANI, żeby zobaczyć swoje odbicie w dokumencie. Czytając Was na różnych platformach, często pojawiał się fragment, że w każdym z fanów z dokumentu znaleźliście cząstkę swojej historii bycia fanem. Z drugiej strony często pojawiały się głosy, z kategorii — co mnie interesują inni fani, historia fanów jest o tyle interesująca, o ile to jest moja historia opowiadana mediom. W innym przypadku interesuje mnie tylko zespół… i ja.

Uważam, że bardziej, niż dla nas ten dokument powstał, aby pokazać go naszym wujkom, ciociom, mamom i innych randomom, którzy na rodzinnych uroczystościach, spotkaniach ze znajomymi jadą po depeche MODE, nie rozumieją fascynacji zespołem, albo nie znają zespołu. Dokument jest idealnym filmem na platformę streamingową do pokazania każdemu, kto wykaże minimum wysiłku poznania naszej subkultury. Taki pomocnik fana. Zamiast strzępić sobie język, wystarczy odpalić film. Przez co w Antonowym dokumencie właściwie muzyka zespołu nie byłaby potrzebna. Część dokumentalna mogłaby być samoistnym materiałem emitowanym na platformach albo jako bonus koncertu, na który wciąż czekamy.

Na koniec trochę o tym, co mi się nie podobało w tym dokumencie. Właściwie niewiele mam uwag do części dokumentalnej — fanowskiej. Chyba jedna uwaga to rozłażenie się historii Dickena (DMK). Niby historia jest facecie po rozwodzie, którego dzieci mieszkają w innym kraju, a widuje ich raz w roku — stworzył specyficzny projekt muzyczny i stał się sensacją wiralową na YT. Tymczasem gdzieś w środku jego historii jego postać się urywa i dalej mamy już historię córki Dickena. To ona przejmuje całą opowieść z praktycznie niemym udziałem jej brata. Tu mi się te szwy rozlazły.

Z propsów nie sposób nie wspomnieć o fanach wyrosłych w bloku komunistycznym. Chyba każdemu podobała się historia fana z Rumunii. Gość nie dał się nie lubić. Do tego dodałbym jeszcze historię fanki z USA, która przekazała uwielbienie do zespołu również swoim dzieciom. Uśmiech miałem oglądając ich.

To teraz, co mi się nie podobało. Właściwie wszystkie moje uwagi dotyczą części niedokumentalnej. Osobiście uważam, że ta część była najsłabsza. Nie mam tu jednak na myśli wykonu koncertowego. Byłem na obu nocach. Doskonale pamiętam, co się działo i do tej pory jest to jeden z lepszych koncertów depeche MODE na jakich byłem. Bardziej mierzi mnie jakość montażu obrazu i dźwięku.

Obraz – z przekazów przedprojekcyjnych wielu zachwycało się tym, jak to Anton podszedł w sposób niespotykany dla niego do realizacji obrazu. Jak to filmowanie było innowacyjne i dalekie od tego do czego nas przyzwyczaił. Niestety… Nic takiego nie zobaczyłem. Za to zobaczyłem amatorski montaż koncertu człowieka, który lepiej już się czuje w formach fabularnych i dokumentalnych, niż w materiałach koncertowych. Brakowało mi dynamiki obrazu, podążania za muzyką. Gdzie trzeba szybkiego montażu, a tam gdzie jest to potrzebne długich, płynących ujęć. Do tego numery były mocno cięte, jak np. World In My Eyes z którego środka sporo wyleciało.

Do tego dźwięk numerów był momentami mocno spowolniony. Na trasie koncertowej aranż Walking In My Shoes był prze słaby, a do tego w dokumencie jeszcze celowo został zwolniony. Podobny los spotkał Never Let Me Down Again. Czemu? Takich perełek było kilka, chyba podobne nieszczęście dotknęło w filmie również Personal Jesus. O takich drobiazgach, jak przytłaczająca wszystko uwypuklona perkusja przykrywająca i tak ubogie miejscami aranże już nie wspomnę.

Należy jeszcze dodać różnice w jakości części dokumentalnej i muzycznej. Dokument był w 2.0, tymczasem materiał koncertowy był przestrzenny. Powodowało to dysonans i skoki głośności części koncertowej i dokumentalnej. Czasami miałem wrażenie, że cały dokument był zrobiony na szybko, bo Anton śpieszył się na trasę U2 po Australii i Azji, przez co nie zadbano o właściwy montaż części koncertowej, dobry balans i dynamikę instrumentów. Mam tylko nadzieję, że wersja koncertu, którą finalnie dostaniemy w przyszłym roku będzie wolna od tego typy wtop.

Czy wizytę 21.11 w kinie uważam za stratę? Zdecydowanie nie. Miło spędziłem czas wspominając lipcowy tydzień w Berlinie na obu koncertach, pośmiałem się tam, gdzie był na to czas, łezka również zakręciła się gdzie miała zakręcić. Te, w sumie, drobne błędy, nawet jeżeli nie zostaną już wyeliminowane nie przysłonią mi idei Spirits In The Forest. Ludzie spoza subkultury nie zwrócą na to uwagi, bo dla nich najważniejsza będzie część dokumentalna. To oni będą przybiegać do nas ze stwierdzeniem, że w końcu zrozumieli co Ciebie, czy mnie kręci w tym całym depeche MODE.

Mam jednak poczucie, że Anton jest w zupełnie innym miejscu, niż wspominamy go przy arcydziele, jakim jest Devotional. Ten człowiek dobrze czuje się w materiale dokumentalnym, fabularnym i tam, gdzie musi obrazem opowiedzieć swoją wizję na sprawy polityczne i społeczne. Mieliśmy tego sporą dawkę w teledysku do Where’s The Revolution, wizualizacji do Walking In My Shoes, czy Enjoy The Silence. Temat koncertu z Waldbuhne jest już zamknięty, ale myślę, że kolejny film koncertowy z kolejnej trasy powinien zostać powierzony innemu reżyserowi.

O dokumencie SPIRITS in the FOREST

30 października odbył się przedpremierowy pokaz dokumentu Antona Corbijna z udziałem reżysera. Po pokazie Anton odpowiadał na pytania publiczności i mediów. Zebrałem dla Was to, co mówił Anton, oraz jak relacjonowali ten pokaz i sam dokument fani w swoich wpisach.

Kilka miesięcy temu napisałem na 101dM.pl, że film, na który się wybieramy się do kin, to będzie dokument, nie koncert. 21 listopada idziemy na film dokumentalny o grupce fanów z całego świata, którzy opowiadają o swoim życiu, tym jak muzyka depeche MODE miała wpływ na nich, ich wybory życiowe, sposób postrzegania świata. Wszyscy opowiadają o sobie, zostało to jednak ujęte w bardzo filmowy sposób. Nie popełniono tego błędu z dokumentu Our hobby is depeche MODE (Posters came from the wall), w którym po prostu odwrócono kamerę w stronę fanów i pozwolono im mówić, co tylko chcieli. Wg relacji uczestniczących fanów całość jest bardzo mocno przepracowana. Zanim odpalono kamery, fani spędzili długie sesje, opowiadając o sobie, dokumentując (przez Skype i na wideo) miejsca, w których żyją. Wszystko to zostało sprawdzone, a następnie w dokumencie zostało wykorzystane wszystko to, co dobrze wychodzi w obrazku i tworzy rytm dokumentu. Bardzo głęboka praca dokumentalistyczna i przedprodukcyjna.

Pomysł na nakręcenie SITF pochodzi od Kesslera i Pollocka, to oni zaproponowali reżyserię holendrowi. Co ciekawe za preselekcję bohaterów odpowiadają również wyżej wymienieni Panowie. Nie będę się rozwijał dlaczego konkretni fani zostali wybrani do filmu, nie chcę Wam psuć seansu.

Jeżeli nastawiacie się, że za trzy tygodnie idziecie na film o depeche MODE, że idziecie na koncert, jak to było w minionych latach, to warto się zastanowić, czy dobre bilety kupiliście. To jest dokument o FANACH słuchających depeche MODE, nie o zespole. depeche MODE pełni w tym filmie dokumentalnym rolę drugorzędną, dopełniającą. Jedni uczestnicy pokazu relacjonują, że udział dokumentu do koncertu (zespołu) jest 50:50, a są tacy, co twierdzą, że 30:70 na korzyść dokumentu to i tak sporo. Muzyka w SITF ma tylko takie znaczenie jak kawałki zamówione u kompozytora do pocięcia i wykorzystania w ścieżce dźwiękowej. Utwory zostały dobrane, aby w warstwie lirycznej i klimatycznej dopełniać wątki narracyjne poszczególnych składowych dokumentu. Ogranie, oklepanie koncertowe wybranych kawałków nie miało tu wielkiego znaczenia. Na potrzeby dokumentu wykorzystano łącznie 10 kawałków do umajenia dokumentu:

Precious
A Pain That I’m Used to
Cover Me
Enjoy The Silence
Personal Jesus
Never Let Me Down Again
Everything Counts
Just Can’t Get Enough
Where’s The Revolution
Heroes

Kawałki w SITF są jak rodzynki w cieście i to niecałe. Znamy to z dokumentu 101. Jeżeli wytwórnia zadecydowałaby się na wydanie soundtracku z tego dokumentu, to wyglądałby on jak powyżej. Do ścieżki dźwiękowej jeszcze wrócę…

Wrong - Hannover 2017.06.12 - photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)
Wrong – Hannover 2017.06.12 – photo by Martini (101dM.pl / MODE2Joy.pl)

Jaka jest w takim razie różnica między dokumentem 101 a dokumentem SITF? Wg słów Antona, który udzielił krótkiego wywiadu dla BBC6, 101 był o zespole i grupce ludzi – tzw randomów – nie koniecznie fanów – wybranych w castingu w klubie. Taki protoplasta realityshow. Tym razem otrzymujemy dokument eksplorujący życie ludzi, dla których muzyka depeche MODE jest soundtrackiem ich życia. Całości możecie posłuchać na stronie BBC6 od 1:37’30 – 1:44’00. Nie mniej trzeba podkreślić, że SITF nie jest remejkiem 101, ale zupełnie czymś innym, od tego, co zostało stworzone dla zespołu na przestrzeni lat. Najlepiej to określił współautor książki HALOKevin May w swoim wpisie na Twitterze:

If you want the film to have lots of Depeche Mode footage from the brilliant gigs in Berlin, you’ll be about 30% satisfied. It’s not a gig film.— HALO Book (@HALOBook) 31 października 2019

Skoro co do dokumentu SITF mamy już jasność, to co dalej? 21 listopada, to nie jest data wydania tego dokumentu, to jest jedynie data projekcji w kinach, kropka. Tak na dobrą sprawę to ciągle nie wiemy, kiedy będzie wydany koncert z Berlina i w jakiej postaci. Nie będzie to na pewno w 2019, żeby nie kanibalizować wydania MODE BOX. Wg relacji fanów uczestniczących w pokazie dokument SITF zostanie wydany w 2020 roku, obok tego będzie wydany koncert, czyli to na co wielu czeka. Pomiędzy tym będzie można wielokrotnie obejrzeć dokument na Netflix. Czyli będzie zachowany tu klasyczny schemat znany z filmów fabularnych — Film w kinach, Film na festiwalach, Film w TV (na platformie VOD), Film na nośnikach domowych (BR/DVD).

Nadal nie wiemy nic o zawartości koncertu Berlina na wideo i ewentualnej zawartości koncertu w formie audio. Nie wiemy nadal nic o tym, czy kinowy dokument będzie wydany razem z koncertem w wersjach wideo i audio, czy też obecnie poznaliśmy jedynie tytuł dokumentu, a koncert na wideo i audio będzie wydany jako oddzielna pozycja, z własnymi numerami, tytułem itp. Tak na dobrą sprawę hasło depeche MODE jest tu jedynie lewarem. Jak widać, sporo jeszcze nie wiadomo i wcale nie jesteśmy bliżej finału. Scenariusz na wydanie materiału z Berlina został rozpisany na długie miesiące i będziemy uczestnikiem tego serialu jeszcze długo.

2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena
Heroes – 2019.07.25 Berlin, Waldbuhne Arena

W to wszystko należy wpisać jeszcze jedną rzecz. Anton zapowiadał już jakiś czas temu, że pracuje nad wydaniem książki o depeche MODE. W plotkach mówi się, że Anton planuje też wydać razem z książką również reedycje Strange i Strange Too.

Na potrzeby wszystkich wydawnictw związanych z ostatnimi koncertami na Global Spirit Tour w Berlinie tak na prawdę nakręcono jedynie druga noc. Pierwsza noc posłużyła Antonowi jedynie do zbliżeń – gitary, klawisze, twarze, ręce, perkusja i inne detale na scenie i w publice. Również audio będzie pochodzić z drugiej nocy. Pisałem o tym więcej tuż po koncertach w Berlinie podsumowując ostatnia odsłonę trasy.

To tyle w temacie dokumentu…


Lektura do poczytania: The Guardian, Gigwise.

Trzy ciekawostki o których mogliście nie wiedzieć o Global Spirit Tour

Chciałbym się z Wami podzielić trzema ciekawostkami na temat Global Spirit Tour, które nie były szerzej znane.

1. Odwołany koncert w Sztokholmie… nie był taki odwołany.

Zanim właściwa trasa koncertowa wystartowała w Sztokholmie 2017.05.05 zespół planował rodzaj próby kostiumowej z pełną oprawą na scenie w Sztokholmie 2017.05.03 dla wybranej grupy fanów-subskrybentów serwisu Spotify. Poniżej zaproszenie, jakie otrzymywali subskrybenci.

Fani już pastowali glany, a fryzjerzy z portowej części Sztokholmu mieli pełne ręce roboty, gdy tymczasem okazało się, że menedżment zespołu wysłał info cokolwiek enigmatyczne o problemach technicznych. Występ odwołano, a fanów zaproszonych na 03.05 zaproszono na 05.05 jako specjalnych gości zespołu.

Zaraz po pierwszym koncercie inaugurującym trasę pojawiły się różne teorie oparte na zachowaniu członków zespołu w Sztokholmie.

Zaskoczę niektórych, ale koncert 2017.05.03 miał miejsce. Odbył się bez publiki i z identyczną setlistą, co późniejsze koncerty na trasie. Jedynymi uczestnikami po stronie publiczności byli: Anton Corbijn i członkowie ekipy koncertowej – kierowcy, techniczni itp.

Jak już wspomniałem, setlista była identyczna, nie mniej było kilka ciekawostek, które warto opisać:

  • Home  („free style” piano solo przez Petera)
  • A Question Of Lust (Peter zapomina słów w refrenie)
  • Where’s The Revolution (Dave żartuje i próbuje wciągnąć Antona, aby zaśpiewał z nim końcówkę kawałka + Martin śpiewa „We will rock you” Queen jako żart)
  • Everything Counts (Wspólne śpiewanie „The Grabbing hands grab all they can…” szybko się kończy, Dave próbuje zmusić Martina i Petera do dłuższego śpiewania, co prowadzi do wygłupów obydwu Panów)
  • Enjoy The Silence (Dave przedstawia Martina mówiąc „Ladies & gentleman, boys and girls, the kings and queens of Holland”)

Takie próby odbywają się przed każdym startem trasy, kolejnej nogi, gdzie zespół się wygłupia. To nie jest zaskoczenie. Pytaniem numero uno tej części wpisu jest, co takiego się stało, że odwołali publiczny występ, a jednocześnie zagrali zamknięty koncert. Podobnie wyglądało to w Nicei w 2013 (wizualki, wygłupy, Anton na widowni), tylko wtedy nie robili zamieszania z zapraszaniem publiczności.

2. Był plan zorganizowania koncertu w Pasadenie.

Spekulacje fanów były trafne. Zespół również rozważał opcję wynajęcia Pasadeny i zagrania koncertu uświetniającego rocznicę zagrania 101-ego koncertu na trasie w 1988. Za wiele o tym pomyśle nie wiadomo. Czy miał to być koncert na pierwszej amerykańskiej trasie zastępujący 4 koncerty w Hollywood Bowl, czy raczej miał to być występ w maju/czerwcu 2018? Tego nie wiadomo. Jeżeli opcja pierwsza, to dziwię się, że się na to nie zdecydowali. Pasadena spokojnie wypełniłaby się fanami. Natomiast, jeżeli miał to być koncert na trasie w 2018 roku, to doskonale rozumiem tę decyzję. Piąta noga sprzedała się tak sobie. Prawdopodobieństwo niewyprzedania koncertu było spore. Dlatego skłaniam się do tej opcji.

Z drugiej strony ranga i siła wydarzenia mogłaby stworzyć większe ssanie, nawet dla fanów z innych kontynentów i sprawić, że stadion jednak by się wypełnił. Tyle tylko, że pomysł musiałby być wcielony w życie dużo wcześniej i reklama tego koncertu również musiałaby być mocniejsza. W 1988 roku, gdyby nie promocja KROQ, event urodzinowy i pożegnania Dave’a w stylu „See You in Pasadena na koniec prawie każdego koncertu w USA, też mogłoby być różnie.

Z tego, co mi wiadomo, największym antagonistą wynajęcia Pasadeny był Jonathan Kessler. No cóż, za pięć lat nawet nie mają co marzyć o podobnym świętowaniu.

3. Finałowe koncerty w Berlinie planowano z większym rozmachem.

Z historii (już) wiem, że koncerty w Berlinie były dwa, nakręcono na nich materiał do wideo koncertowego, wszyscy bawili się świetnie, a śpiewów i radości nie było końca. Tyle historia. Plan był trochę inny.

Początkowo padł pomysł, aby depeche MODE zagrali 5 nocy na Waldbuhne. Zespół chciał pobić rekord czterech występów w Hollywood Bowl i najpewniej taki materiał wykorzystać w produkcji wideo zamykającego trasę. Stało się inaczej…

W sprzedaży biletów na koncerty istotnym elementem jest nie tylko fakt, czy dany obiekt się wyprzeda, ale również jak szybko. Jeżeli koncert wyprzedaje się na pniu, to wiadomo, że jest zapotrzebowanie na kolejne noce. Oczywiście, jeżeli dany obiekt jest w kolejnych datach wolny.

Przez wiele tygodni Waldbuhne uchodziło za wyprzedane, ceny biletów na rynku wtórnym szybowały mocno. Skończyło się na tym, że organizator w ostatnich dniach przed koncertami wpuścił do obiegu całkiem sporo świeżych biletów (zwroty, spady rezerwacji, ustawienie barierek na płycie). Taki obrót sprawy raczej nie był argumentem przekonującym do tego, aby ogłaszać trzy kolejne koncerty.

Uważam, że zespół z trudem, ale mógłby ogłosić trzeci koncert na Walbuhne i na tym koniec. Może wtedy usłyszelibyśmy kilka nieobecnych kawałków podczas koncertów finałowych lub być może coś nowego.

Ponownie tym, który nie chciał zwiększyć liczby koncertów w Berlinie był Kessler. W końcu on od tego jest, żeby chronić kasę zespołu… i swoją.

Podsumowanie festiwalowej trasy po Europie.

Specyficzna to była odsłona Global Spirit Tour. Właściwie tylko dwa pełnowymiarowe koncerty i cała masa ogryzków zwanych koncertami festiwalowymi. Niby wszystko jasne, ale tak na prawdę bardziej będzie to opis koncertów w Berlinie, niż szóstej części trasy.

1. Kalendarium i setlista

Trasa wystartowała 23 czerwca od festiwalowego występu w Wielkiej Brytanii na Ise Of Wight nieopodal Newport. Był to jeden z dwóch koncertów zagranych w dłuższej – składającej się z 18 kawałków – setlisty.

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
It’s No Good
A Pain That I’m Used To
Precious
Policy Of Truth / Useless
World In My Eyes
Cover Me
The Things You Said
In Your Room
Everything Counts
Stripped
Personal Jesus
Never Let Me Down Again
Somebody
Walking In My Shoes
Just Can’t Get Enough / Enjoy The Silence
Enjoy The Silence / Just Can’t Get Enough

Przed koncertem na Węgrzech zespół dokonał zmiany Policy Of Truth na Useless, oraz przerotował Enjoy The Silence z Just Can’t Get Enough. Ten ostatni, na tej nodze zaliczył swój koncertowy debiut na Global Spirit/Ultra Tour. Policy Of Truth nie miało coś szczęścia na tej trasie, jedynie 9 wykonań na 14 miesięcy grania, to nie jest powód do dumy.

Również Useless nie zagrzało miejsca i razem z The Things You Said wyleciało z setu. W miejsce tego ostatniego pojawiło się Somebody, które przywędrowało z bisów. Pozostałe 11 koncertów, przy ogólnym smutku i zawodzie fanów, wyglądało jak poniżej:

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
It’s No Good
A Pain That I’m Used To
Precious
World In My Eyes
Cover Me
Somebody
In Your Room
Everything Counts
Stripped
Personal Jesus
Never Let Me Down Again
Walking In My Shoes
Enjoy The Silence
Just Can’t Get Enough

Tym samym dochodzimy do truskawek na torcie, czyli dwóch nocy na Walbuhne. O tym, że to właśnie tam będzie kręcone wideo zwieńczające trasę mówiło się od dawna. Nie mniej nie padło nigdy nic konkretnego, same spekulacje.

O koncercie z pierwszej nocy w Berlinie pisałem już na gorąco wcześniej, więc tu będzie trochę inaczej. Poniżej skumulowana setlista z dwóch nocy. Zespół zagrał łącznie 31 kawałków. Jedynie 6 pozycji było zagranych na obu nocach i w tym samym miejscu setu – Intro / Going Backwards / World In My Eyes / Cover Me / Where’s The Revolution / Walking In My Shoes. Łącznie 11 pozycji było wspólnych dla obu koncertów. Oprócz wymienionych wcześniej, również: A Pain That I’m Used To / Everything Counts / Enjoy The Silence / Never Let Me Down Again / Personal Jesus.

Intro (Cover Me [Alt Out]
Going Backwards
So Much Love / It’s No Good
Barrel Of A Gun / A Pain That I’m Used To
A Pain That I’m Used To / Useless
Corrupt / Precious
World In My Eyes
Cover Me
Somebody / The Things You Said
Home / Insight
In Your Room / Poison Heart
Where’s The Revolution
Wrong / Everything Counts
I Feel You / Stripped
Everything Counts / Enjoy The Silence
Enjoy The Silence / Never Let Me Down Again
Never Let Me Down Again / I Want You Now
Strangelove / Heroes
Walking In My Shoes
A Question Of Time / Personal Jesus
Personal Jesus / Just Can’t Get Enough

Co ciekawe zespół zastosował pewien trick. Podczas drugiej nocy główny set został skrócony o jeden kawałek, za to na bis chłopaki przyaktorzyli, że mają coś ekstra dla nas w postaci Just Can’t Get Enough. Ta sama długość setu, ale na wideo koncertowym zobaczymy jakoby zespół specjalnie na tę okazję wydłużył koncert…. ściemniacze ;-). Finalnie na obu koncertach zobaczyliśmy po 10 różnych kawałków.

Nigdy w całej historii koncertowania zespołu nie doczekaliśmy się tylu rotacji kawałków z nocy na noc. Jeżeli wspomnimy nagranie wideo koncertowego z 2013, to tam słyszeliśmy tłumaczenie, że zespół nie zmienił praktycznie nic właśnie ze względu na kręcenie Alive/Live In Berlin. Jak sobie z tym Anton poradzi teraz w montażu nie wiem, ma chłop wyzwanie.

A skoro już mówimy o filmowaniu koncertów z Berlina AD 2018, (i tu moje spekulacje), to uważam, że bazą do finalnego wydania będzie zapis audio i wideo z drugiej nocy. Dlaczego?

Bo tak było w 2013. Poza tym pierwszej nocy koncert był filmowany głównie ze sceny na zbliżeniach, aby mieć przebitki na twarz, ręce, perkusję, klawisze, gitary itp. W ten sposób mamy zbliżenia i jednocześnie czystą scenę od kamerzystów, gdy kręcone są szerokie plany, takie jak wizualizacje i cała scena. Drugiej nocy pracowało łącznie 9 stanowisk – 2x trybuna, 5x fosa, 1x zza placów Christiana i 1x filmowana była zabawa Kolumbijczyków z DMK. Do tego 2-3 stanowiska, z których kręcono zbliżenia na scenie pierwszej nocy i mamy m/w pełny obraz, jak został sfilmowany zespół na koncercie. Nie można też nie wspomnieć o filmowanych fanach przed pierwszym koncertem pod Waldbuhne i pod hotelem.

Co w takim razie z kawałkami, które były zagrane tylko pierwszej nocy? Uważam, że depeche MODE wykorzysta na pewno So Much Love i In Your Room ze względu na wizualizacje. Reszta ukaże się albo jako dodatki, albo jako samo audio, albo pójdzie po prostu do archiwum (oby nie).

Przez myśl przeszła mi również taka opcja, że mogą powstać dwie wersje koncertu z różnymi setlistami, jedna na potrzeby video koncertowego – DVD/BD, a druga na potrzeby TV.  Podobny zabieg przecież był z Berlinem 2013. W kinach i TV królowała wersja Alive In Berlin, czyli dokument koncertowy, a na plackach i w dystrybucji cyfrowej początkowo mieliśmy tylko i wyłącznie Live in Berlin, czyli koncert. Taki drobiazg.

Poza tym w czasie koncertu ekipa filmowa towarzyszyła rodzinnemu projektowi DMK, filmując ich zabawę na koncercie. Materiał ten może potem posłużyć do dodatków albo być wpleciony w dokument koncertowy, coś jak aktorka z wizualizacji do Halo z Delta Machine Tour.

Jak już napisałem, są to jedynie moje spekulacje i raczej nie będę zawiedziony, gdy się nie spełnią.

2. Po albumach

Na 6 nodze zagrano łącznie 32 kawałki:

Speak & Spell – 1
Construction Time Again – 1
Some Great Reward – 1
Black Celebration – 2
Music For The Masses – 4
Violator – 4
Songs Of Faith And Devotion – 3
Ultra – 5
Playing The Angel – 2
Sounds Of The Universe – 2
Spirit – 7

3. Po krajach

Geograficznie tę część trasy wygrała Francja – 5 koncertów. Dwie noce w Niemczech. Pozostałe 8 nocy przypadło na koncerty w pojedynczych krajach Europy. Dla nas oczywiście, najważniejszym punktem tej części trasy, była 3 wizyta i 5 koncert depeche MODE w Polsce. Niestety mieliśmy ten niefart znaleźć się w gronie 11 krajów, którym przypadła w udziale najbardziej okrojona setlista.

_

W kolejnych podsumowaniach przyjrzymy się wariantom setlist, statysykom wykonań oraz podsumujemy najbardziej oblegane państwa i miasta Global Spirit Tour.

Kuracja odmładzająca.

Trochę przemyśleń po wczorajszym koncercie. Powrót po 12 latach na Waldbuhne ze wszech miar był udany. To właśnie na występach na tym obiekcie zespół zbudował swoją legendę, że jeżeli jedzie się do Niemiec na koncert, to koniecznie Berlin i Waldbuhne.

Setlista bardzo mnie ucieszyła, powrót do setu z lata z lekkim mixem zimy był bardzo dobrym pomysłem. Brakowało mi przez ostatnie miesiące Corrupt, Wrong. Nie było Precious, czy o zgrozo bałem się, że zechcą zagrać Just Can’t Get Enough. Miałem przekonanie graniczące z pewnością, że So Much Love się pojawi. Jak kręcili poprzednie wideo, to Anton wymusił na zespole zagranie Goodbye właśnie ze względu na wizualizację. Tym razem przeczuwałem to sam. Właściwie do pełni szczęścia brakowało mi tej nocy tylko The Things You Said, Heroes. Nie do końca szczęśliwym wypadkiem było przywrócenie I Feel You, ale po kilku miesiącach spokoju od tego numeru jakoś nie czułem zbytniej awersji, choć w tym miejscu mógł spokojnie wrócić Poison Heart, czy ze względu na wizualkę Useless.

Kwestią otwartą zostaje pytanie, czy 25.07 zagrają numery serwowane nam zimą, czy też raczej pojadą z tym samym setem co wczoraj, z jedną zmianą u Martina. W każdym razie słuchanie i oglądanie numerów, które słyszeliśmy na koncercie w Warszawie było jak spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi.

Nie można oczywiście nie wspomnieć o tym, że bycie na koncercie w dniu urodzin jednego z członków zespołu dodaje potężną dawkę emocji porównywalną jedynie z pierwszym koncertem z życiu lub ostatnim na trasie.

W czasie koncertu miałem taką myśl, że ten zespół powinien grać tylko takie koncerty. Pełny występ, w miejscu dedykowanym tylko dla depeche MODE, nie żadne tam festiwale i tego typu spędy. Dla mnie trasa festiwalowa to była pomyłka. Byłem na Openerze i nawet się bawiłem (głownie dzięki znajomym i innym kapelom), ale z wizją ogryzka setlistowego, z publiką lekko przypadkową i brakiem tego, dlaczego jechałem na festiwal – The Things You Said. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że depeche MODE, to nie jest zespół festiwalowy, a granie po festiwalach było jedynie motywowane możliwością ograniczenia kosztów i przytulenia kilku jednostek więcej.

Wczoraj w Berlinie, czy zimą na polskiej trasie koncertowej wszystko grało. Publika zajebista, zespół w pełnej krasie, z pełną oprawą dający z siebie maxa, bo ludzie, którzy przyjechali ich obejrzeć cisnęli ich od samego początku, więc zespół dawał z siebie jeszcze więcej.

Jeżeli możesz jeszcze kupić kwit na 25.07, to zrób to. Nie zawiedziesz się, w ciemno mogę się założyć, że koncert finałowy będzie równie miodny, co wczorajsza noc. Nie dawno wspominałem ostatni koncert swój i depeche MODE na Waldbuhne sprzed 12 lat. Wszystko wróciło. Wczoraj byłem młodszy o 12 lat. To działa!!!

I Want You Now to nie wszystko…

Martin podczas pobytu w Berlinie ostro trenował nowy repertuar na swoją cześć występów. Wg ludzi z otoczenia zespołu I Want You Now to dopiero pierwszy z kilku staroci odkurzonych na potrzeby dalszych części trasy.

Depeche Mode - live in Berlin 2017.03.17
Depeche Mode – live in Berlin 2017.03.17

Nie znamy repertuaru, jaki trenował, ale to dobrze wróży przed koncertami w Polsce. Home jak zwykle jest nie do ruszenia, ale pozostałe dwie miejscówki stoją otworem przed zmianami. Może obawy o zagranie trzech identycznych koncertów w naszym kraju będą nieuzasadnione.

W jakiejś części Martin zaczyna powtarzać swoje patenty z dwóch poprzednich tras. Żeby pokazać kontekst w jakim się obracamy warto przywołać kilka danych z przeszłości:

  • Tour Of The UniverseMartin 13 kawałków z czego 8 plumkanych
  • Delta Machinę TourMartin 14 kawałków z czego 12 pianinkowych + duet z Davem
  • Global Spirit Tour – Martin 11 kawałków z czego 1 w pełnej elektronice

Jak widać trasa jeszcze się nie skończyła i Martin ma spory potencjał do zagrania kolejnych rarytasów ze swojego repertuaru. O ile cieszy fakt, że Martin działa w tym kierunku i próbuje odkurzać rarytasy – wyszscy czekamy na Things You Said – to niestety takie wieści nie docierają do nas z obozu Dave’a. Czekamy z niecierpliwością co przyniosą kolejne koncerty.

P.S. Daniel Barassi (webmaster dM) opublikował taki tweet jako komentarz do wydarzeń w Norymberdze:

Inaczej

Oprócz tego, że jestem fanem depeche MODE od lat, to również bardzo lubię chodzić na koncerty jako takie. Lubię uczestniczyć w koncertach, zaglądać za kurtynę i podglądać pracę ludzi bez których koncerty nigdy by się nie odbyły, czyli ekipy technicznej.

Również przez lata jeżdżenia na koncerty depeche MODE obok tego, że uczestniczę w wydarzeniu artystycznym, to wyjazdy stały się też okazją do wspólnego spędzenia czasu z wieloma znajomymi ludźmi z Polski i innych krajów. Muszę się przyznać, że czasami koncert stawał się jednie pretekstem do kolejnej, wspólnej, męskiej wyprawy, albo wybór na konkretną lokalizację padał tylko dlatego, że w tym mieście nie byliśmy jeszcze i nie zwiedziliśmy go.

Rytuały, sposoby współpracy, relacje między fanami depeche MODE są mi na tyle już znane, że przyjmuję je jako oczywistość i czasami zapominam, że na koncertach innych zespołów może być trochę inaczej, niż przed i na koncercie mojej ulubionej kapeli. Lubię też podglądać jak zachowują się fani i ekipy koncertowe innych zespołów. Ostatnio ciekawą obserwacją jest też podglądanie pracy firm organizujących koncerty i jak różnie potrafią traktować ludzi, mieć inną politykę sprzedaży biletów w zależności od kraju, zespołu dla którego robią koncert. Dziś częściowo właśnie będzie o tym.

Parę dni temu mój wpis na FB, jako zapowiedź tego tekstu narobił trochę zamieszania, ale to był taki celowy kijek w małe mrowisko. Myślę, że z tekstu wyjdzie, że nie chciałem nikogo urazić, ani wywyższyć. Po prostu chciałem Wam pokazać, że czasami można inaczej…

Berlin 2017.07.11 | Koncert U2

Do Berlina przyjechaliśmy 11 lipca wieczorem. W hotelu stwierdziliśmy, że zamiast patrzeć się na siebie, może warto ruszyć w miasto. Tak się złożyło, że wyprawa na mieście skończyła się pod Stadionem Olimpijskim w okolicach 23:00.

Obiekt był już szczelnie pilnowany przez ochronę wynajętą przez Live Nation, a na płycie przed głównym wejściem piknikowała całkiem spora grupa fanów. Było to do przewidzenia, że tak będzie skoro mijając parking przed stadionem było widać całkiem sporą liczbę kamperów i zwykłych osobówek z całej Europy.

General Admission U2 Line
U2 // General Admission U2 Line

Po wykonaniu kilku standardowych samojebek podeszliśmy do ekipy z pytaniem „a za czym ta kolejka?” Jak usłyszeliśmy od fana po angielsku z wyraźnym włoskim akcentem jest to komitet kolejkowy i oni mają listę. Jeżeli jesteśmy zainteresowani możemy się na nią wpisać. W zamian otrzymamy numerek kolejkowy i musimy przestrzegać kilku reguł.

Nagrodą ma być wejście grupy fanów wcześniej na stadion. Usłyszeliśmy ze wszystko jest uzgodnione z ochroną. Reguły wyglądały następująco:

1. Otrzymany numerek uprawnia do przebywania w kolejce. Tylko osoby z numerkami mają prawo przebywać w tej kolejce. Kombinujesz, wciągasz swoich znajomych, nie pilnujesz porządku wypadasz. Jeżeli tego nie rozumiesz ochrona wytłumaczy Ci to w drodze do ogólnej kolejki.

2. Możesz w każdej chwili opuścić kolejkę, ale musisz zjawić się pod stadionem jutro o godzinie 7:00 i ustawić się wg numeracji w kolejce. Tam nastąpi pierwsze tego dnia sprawdzenie listy kolejkowej. Jeżeli nie zjawisz się o podanej godzinie zostaniesz skreśleni z listy.

Berlin 2017.07.12 | Dzień koncertu U2.

Kolejka oczekująca przy bocznym wejściu na stadion.
U2 // Kolejka oczekująca przy bocznym wejściu na stadion.

Zgodnie z ustaleniami byliśmy pod stadionem o uzgodnionej godzinie. Oczom naszym ukazała się długa na 200+ osób kolejka. Po sprawdzeniu i potwierdzeniu każdej z osób. Zostaliśmy zaprowadzeni przez komitet kolejkowy i ochronę Live Nation do bocznego wejścia Stadionu, gdzie kazano nam się ustawić we wcześniej przygotowanym korytarzu. Obsługa przekazała nam kolejną regułę:

3. Każdy fan otrzyma opaskę od ochrony Live Nation, która będzie poświadczała, że ma prawo być wpuszczony na stadion na 30 min przez otwarciem bram głównych. Opaska i numerek poświadczają o prawie do przebywania w tej kolejce. Kombinujesz, wciągasz swoich znajomych, nie pilnujesz porządku wypadasz. Jeżeli tego nie rozumiesz ochrona wytłumaczy Ci to w drodze do kolejki ogólnej.

Między godziną 8 a 9 miała być ponownie sprawdzona lista obecności przez komitet kolejkowy, wsparty przez ochronę koncertu. W czasie tego sprawdzania otrzymaliśmy opaski od Live Nation, wraz z kolejnym potwierdzeniem naszego prawa do przebywania w grupie 300 osób.

Usłyszeliśmy, że po otrzymaniu opasek i sprawdzeniu listy jesteśmy wolni. Ten czas jest dla nas i nie musimy stać w kolejce. Jeżeli potrzebujemy, to możemy jechać do hotelu, domu, zjeść, albo cokolwiek innego. Najważniejsze, żebyśmy byli o 14:00 pod stadionem.

O 14:00 miała być sprawdzona po raz ostatni lista, ale ze względu na deszcz ten pomysł zaniechano. Nie mniej ludzie znali się już z widzenia na tyle (a nawet zawiązały się liczne znajomości), że ludzie bardzo dobrze wiedzieli kto, gdzie stał. Gdyby były jakieś problemy, to ochrona wiedziała co robić.

Ok 16:00 zostaliśmy wpuszczeni na teren stadionu. Oczywiście wcześniej nas gruntownie sprawdzono. Wszyscy karnie przewędrowaliśmy do podcieni stadionu z boku głównego wyjścia. Nadal każdy pilnował i honorował numeracji. Zdarzyło się tak, że fanka z Japonii została zawrócona z powodu zbyt dużej torby i musiała oddać ją do depozytu. Gdy staliśmy już w podcieniu stadionu sprawnie została przepuszczona i doprowadzona do swojego miejsca w kolejce.

U bramy stadionu staliśmy jakieś 30 minut odgrodzeni jedynie cienką taśmą foliową. W oddali było widać moknących fanów czekających przed bramą główną. W pewnym momencie Szef ochrony wyjaśnił nam sprawę jasno:

4. To, czy zostaniemy wpuszczeni do środka zależy od naszej kooperacji. Nie naciskamy na taśmę, nie przerywamy jej. Nie robimy głupich akcji. Jeżeli ktoś z fanów zacznie fikać cała umowa na wcześniejsze wejście traci rację bytu i wszyscy wracamy do ogólnej kolejki, która mokła w najlepsze przed olimpijskimi kołami.

 

Nim wybiła 17:00 byliśmy już pod barierkami otaczającymi scenę i drzewo Jozuego, które było wybiegiem dla zespołu. Ochrona podeszła do każdej osoby stojącej przy barierkach oklejając ją dodatkową zieloną opaską. Chyba otrzymali ją też inni przebywający w FOS, ale tego nie jestem pewien.

Teraz czekaliśmy już tylko na resztę fanów, którzy ruszyli spod olimpijskich kół, a potem tylko kilka godzin w deszczu i koncert…


Na tym właściwie mógłbym skończyć tę historię, gdyby nie to, że ona doskonale pokazuje, że można traktować siebie na wzajem z szacunkiem, można nie traktować czekających ludzi jak stado bezrozumnych gnomów. Można się po prostu chcieć i umieć się dogadać.

Po za tym, jak widać nie wszędzie trzeba doić ludzi za prawo do wcześniejszego wejścia. U2 jest jednym z niewielu zespołów, który nie pozwala na istnienie takiej kuriozalnej formy, jak bilety Early Entrance. Co prawda istnieje coś takiego jak Red Zone i ktoś kto, płacąc więcej, kupuje bilety w tej kategorii dostaje się do wydzielonego sektora przy barierkach (wybiegu). Nie mniej nie oznacza to, że Ci ludzie wchodzą szybciej, albo mają jakieś przywileje. Za to dostają eskortę stewardów, są traktowani z szacunkiem, ponieważ płacąc więcej, część pieniędzy przekazują na walkę z AIDS. Cały Red Zone został wprowadzony zwartą grupą długo po tym, jak my staliśmy już przy naszych barierkach.

Po za tym fascynujące było obserwowania ludzi w kolejce pod stadionem, jak współpracują ze sobą i szanują siebie i reguły. Nie było wciągania znajomków, blokowania miejsc pod wirtualnych kolegów, którzy na pewno przyjdą za 3 godziny. Nikt na nikogo nie warczał, że wyszedł z kolejki i wrócił za godzinę. Ponieważ nikt nikogo nie trzyma na siłę, więc można spokojnie iść i załatwić swoje sprawy, po to są w końcu numerki. Ochrona honorowała uzgodnienia i jedynie asystowała przy samoorganizacji fanów.

Czy coś takiego mogło by być w Polsce np na koncercie depeche MODE? Śmiem wątpić. Tak długo jak jest kategoria EE na pewno nie (a i w ramach kategorii EE nie jestem takim optymistą). Oczywiście elementy z powyższej historii można by zastosować, pod warunkiem, że fani między sobą będą się również traktować partnersko.

A już tak na marginesie wyobrażacie sobie, że pod halą przed koncertem depeche MODE np w Łodzi Czech z Niemcem organizują i pilnują kolejki z numerkami ponieważ mają umowę z polskim oddziałem Live Nation?… no właśnie…

Bilety to jedno i ich sprzedaż, ale kultura i komunikacja organizatora koncertu z fanami i fanów ze sobą, to zupełnie inna część tej samej układanki. Czasami wystarczy nie mieć siebie w d…pie i nie traktować jak potencjalnych wrogów.

Po koncercie w Berlinie + [Spoilery]

[Spoiler] Poprzednim razem zastanawiałem się, czy nie za wcześnie. Tym razem myślę, że już można zadać takie pytania – Co wiemy po koncercie w Berlinie?, Gdzie jest zespół z przygotowaniami do trasy? Dostaliśmy (w końcu) większą próbkę tego, co zespół planuje na najbliższej trasie, choć nadal jest kilka „ale”…

Napiszę od razu swoje osobiste zdanie – Koncert nie zachwycał, ale i po prawdzie nie musiał. Nie o to tu chodziło. W tym miejscu koncertowego grania zespół nie powinien jeszcze zachwycać. Za wcześnie. To, co zobaczyliśmy w piątkowy wieczór nawet nie jest pełnoprawną próbą z udziałem publiczności.

depeche MODE jest znane z tego, że z koncertu na koncert rozkręca się i wchodzi na obroty. Pierwsze koncerty są zawsze najsłabsze, ale też o tyle ciekawe, że zespół nie mając koncertowej rutyny szuka swojego miejsca. Dopiero, jak wejdą na pewien poziom zostają na nim i jadą tak do końca trasy – te same gesty, okrzyki, patenty na garkach, tańce, ruchy, klaski. Dlatego, jeżeli brakowało Wam tego typu zachowań, to spokojnie w Warszawie dostaniecie pełen zestaw koncertowych gestów w wykonaniu depeche MODE. Szczególnie, że pod koniec każdej nogi Panowie są już raczej myślami na plaży i nie silą się na odkrywanie nowych pokładów siebie.

Depeche Mode - live in Berlin 2017.03.17
Depeche Mode – live in Berlin 2017.03.17

To, co już teraz zachwyca:

  • to Corrupt (że jest, ale skoro na koncertach jest Corrupt 2, czyli Where Is The Revolution, to dziwne, żeby nie było oryginału)
  • World In My Eyes z nowym intro i ciekawymi aranżacjami w środku kawałka. Dla mnie jest to jeden z numerów, które muszą być w setliście szczególnie, że na ostatniej trasie było go baaardzo niewielie. Właściwie to na dobrą sprawę wcale. Podobnie jak Stripped.
  • So Much Love z fragmentem kawałka – No Tears For The Creatures of The Night zespołu Tuxedomoon.
  • Cover Me – zachwyca tak po prostu.
  • Walking In My Shoes- za nowe intro z elementami remixu – Random Carpet.
  • Personal Jesus, za powrót do zwięzłości. Zespół zastosował tu ten sam patent, jaki zastosowali w przypadku I Feel You na Tour Of The Universe. Został obcięty cały początek rozbiegowy i od razu jest wejście do konkretów.

Niestety jest też kilka spraw, które mnie niepokoją:

  • Where’s The Revolution – kawałek nadal bez pierdolnięcia, jakie bym oczekiwał po wersji studyjnej. Dave ściąga numer do poziomu, w którym jest w stanie śpiewać go na żywo- czyli nisko i w miarę jednostajnie.
  • Going Backwards – j.w.
  • A Pain That I’m Used To – czy zespół chce, żeby kawałek w oczach fanów podzielił los Precious? Z lubianego kawałka numer stał się tym znienawidzonym. Może nie tak, jak Home, ale zawsze. Raczej nie sądzę, żeby Precious pojawiło się ponownie w secie. Martin przecierpiał już rozwód i spłodził dwie córki, więc teraz nie cierpi, a świętuje Little Soul… Sam A Pain That I’m Used To w tej samej wersji grany chyba jest dlatego, że Panom spodobało się, jak Peter wychodzi na scenę i przez parę minut wymiata na wieśle zostawiając na chwilę rolę pierwszego klawiszowca zespołu Andiemy F.
  • Barrel Of A Gun – aranż bliski temu z ostatniej trasy, ciekawe jak szybko Dave się zmęczy tym numerem i poszuka sobie czegoś nowego.

Poniżej lista kawałków w porządku w jakim zagrali numery w Berlinie:

  • Going Backwards
  • So Much Love
  • Corrupt
  • A Pain That I’m Used To
  • World In My Eyes
  • Cover Me
  • Little Soul
  • Where’s The Revolution
  • Barrel Of A Gun
  • Walking In My Shoes
  • Personal Jesus

Znane, ale jeszcze nie zagrane:

  • Scum
  • In Your Room (devo version)
  • Everything Counts
  • Enjoy The Silence
  • It’s No Good
  • And Then…
  • Heroes

Łącznie mamy 17 kawałków, które wiemy, że były próbowane. W tym momencie pozostaje kwestią otwartą długość setu. Jeżeli przyjąć standardy z minionej trasy wiosennej, to brakuje jeszcze 2 numerów Martina (jeden na środek i jeden na bis). Na poprzedniej trasie startowali z 22 kawałkami w secie, więc brakuje jeszcze trzech numerów od Dave’a. Przyznam się, że ja średnio wierzę w to Heroes już (ale kto wie). Nic nie słychać o I Feel YouNever Let Me Down Again, ale znając Dave’a byłbym spokojny o oba.

Depeche Mode - live in Berlin 2017.03.17
Depeche Mode – live in Berlin 2017.03.17

Oczywiście to tylko spekulacje, bo musimy pamiętać, że nie wszystkie numery muszą być grane z części promocyjnej potem na trasie. Tak było z Soft Touch/Raw Nerve, które gościło potem tylko jako zamiennik na drugich nocach. But Not Tonight miało swoją premierę dopiero we Frankfurcie 2013.06.05 mimo, że właściwie od momentu prób było wiadome iż zespół planuje to grać. Za to When The Body Speaks po szybkim zabłyśnięciu właściwie na początku lipca 2013 znikło. U Martina nie ma reguły w tym przypadku.

W końcu pobicie rekordu, czyli 40 numerów zagranych na trasie, czeka na swój moment. Jeżeli spełnią groźby i zagrają tak długa trasę, to kto wie – tylko oby nie kosztem kawałków śpiewanych przez Dave’a.

Na koniec mała ciekawostka – Daniel Barassi (Webmaster depechemode.com) pochwalił się, że za fakt grania Corrupt powinniście dziękować właśnie jemu. Na pytanie za jakie jeszcze nigdy nie grane numery powinniśmy dziękować posypała się lista.

  • Ghost
  • Lilian
  • Dangerous
  • Sea Of Sin
  • Happiest Girl
  • I Am You
  • Shine

Jest tu jedno ale. Gdyby lista była prawdziwa, to admin serwisu nigdy by nie pochwalił się nią publicznie, albo już wie, że ten numery nie będą grane. Nie jest to pierwszy raz, gdy Sea Of Sin pojawiło się na liście do prób (wczesne spoilery z Delta Machine Tour) przed trasą, a że się nigdy nie pojawiło… no cóż. Trzeba mieć jakąś nadzieję. Jutro koncert w Paryżu, ciekawe, czy coś zmienią.

Halo – wizualizacja [edit]

Po pierwszych reakcjach na Halo w wersji 2013 było od ściany do ściany, jednym się podobało bardzo innym mniej. Z czasem większe dyskusje ucichły i wszyscy przeszli nad tym numerem do porządku dziennego, bo nawet jak się nie podoba, to nie drażni. Oczywiście są tacy, którym tęskni się klasyka w wersji 2001, albo jeszcze starsza.

W jednej sprawie chyba wszyscy są zgodni. Wizualizacja do Halo, to jedna z najlepszych autorstwa Corbijna na tej trasie. A ja zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jedna z lepszych od kilku tras. Żadne pieski i kotki nawet nie stały przy symbolicznej, retrospektywnej wizualizacji do jakby nie było kultowego utworu.

Początkowo, tak jak wielu myślałem, że jest to montaż archiwalnych filmów z przebitkami na których pomyka pewna dziewoja. Wszystko ładnie zmiksowane, aby wyglądało na zgrabną całość i jedność. I materiał archiwalny.

Nawet na bazie takich przemyśleń wysunąłem hipotezę, że wizualizacja ta, a co za tym idzie utwór, może podzielić los Peace na poprzedniej trasie. Przyglądając się jednak samym wizualizacjom na koncertach moje wątpliwości zostały w 100% rozwiane. Nic nie grozi ani Halo, ani wizualizacji <kamień z serca :-P>

Wszystkie ujęcia wykorzystane w tym klipie są współczesne i były kręcone tej zimy… (w każdym razie na początku tego roku) w Berlinie.

Ujęcia zostały zrobione m.in w miejscach:

  • Przed budynkiem Parlamentu
  • Bernauerstrasse
  • Alexanderplatz
  • Haus der Kulturen der Welt

Cały film został tak zmontowany, aby wydawało się, że jest to stary czarno-biały film z okresu, kiedy Berlin był podzielony. Nawet zachwycałem się tym pisząc swoją recenzję z Nicei.

_

Tym czasem dokładniejsze przyjrzenie się ujęciom ładnie pokazuje, że są to świeże zdjęcia. Ujęcia pod Murem Berlińskim były kręcone przy ocalałym, oryginalnym fragmencie tej budowli przy Bernauer Strasse (Mitte), a cały kompleks nazywa się Mauerpark. Prawdopodobnie ujęcia były robione od wewnętrznej strony muru, który stoi przy samej ulicy w kilku sporych odcinkach. Od strony ulicy byłoby to nie możliwe, gdyż za dużo tam jest samochodów i turystów, oraz za mało miejsca. Podobny fragment muru stoi tuż przy O2 Arena, gdzie w listopadzie zagra depeche MODE dwie noce. Potocznie to miejsce nazywane jest East Side Gallery.

Mur berliński
Mur berliński

Wyświetl większą mapę

_

Druga scena pochodzi z Reichstagu, z placu na którym kiedyś pasły się króliki, a ludzie uprawiali warzywa, a dziś nazywa się Plac Republiki (Platz der Republik). Dziś jest to miejsce wycieczek, stanowienia prawa, koncertów i pikników. Jeżeli przyjrzeć się poniższej rycinie z koncertu, to widać tam obecną flagę Niemiec, oraz w tle żurawie na jednej z budów tego miasta.

Berlin_parlament

Wyświetl większą mapę

_

Trzecia scena powstała opodal Alexanderplatz, co ciekawe nie w miejscu najbardziej znanym, czyli od strony zegara słonecznego, Alexy lub u podnóża wierzy telewizyjnej, czy paru innych charakterystycznych dla dawnego centrum Berlina Wschodniego miejsc. Ujęcie było kręcone od strony fontanny Neptuna na Spandauer Strasse. W tle widać podstawę wieży TV.

Alexander Platz
Alexander Platz

Wyświetl większą mapę

_

Ostatnie miejsce to Haus der Kulturen der Welt, Miejsce znajdujące się nieopodal Bundestagu.

Haus der Kultur der Welt
Haus der Kultur der Welt

Wyświetl większą mapę

_
Przy Bernauer Strasse ale w dzielnicy Tegel znajdują się parki i jeziora, które były prawdopodobnym miejscem kręcenia scen w tzw dziczy 🙂