Archiwa tagu: Some Great Reward Tour 1984-1985

Warszawa 1985 – dlaczego Warszawa była tylko jedna?

Od 2009 staram się publikować raz w roku tekst o koncercie w Warszawie z 1985 i okolicach. Do tej pory skupiałem się na śladach koncertu, tych materialnych i tych mniej. Dziś chciałbym się opisać przemyślenia nad tym, dlaczego koncert w Warszawie był tylko jeden i dlaczego po koncercie w Warszawie zespół przyjechał do Polski dopiero w 2001 roku.

Czytaj dalej Warszawa 1985 – dlaczego Warszawa była tylko jedna?

Warszawa 1985 – Prasa o koncercie

Z relacjami w prasie jest pewien problem. Problem wcale nie dotyczy przeszłości, a współczesności. Dwa lata temu, gdy zabierałem się do tego tematu, byłem bardziej optymistycznie nastawiony. Dziś wiem, że oprócz tego, co wcześniej wypłynęło, albo zachowało się w domowych archiwach fanów, ciężko znaleźć coś więcej. Nie znaczy że nie ma, ale nie można do tego dotrzeć.

Problem jest właśnie z dotarciem. Digitalizacja czasopism z roku na rok jest co raz większa, ale jeszcze nie jest wystarczająca, aby móc swobodnie przeglądać zbiory wg odpowiednich słów kluczowych. Prasa codzienna i czasopisma tamtego okresu są bardzo słabo opracowane. Niestety, to jeszcze kilka lat zanim katalogi te pojawią się w domenie publicznej odpowiednio otagowane tak, że wpisując hasło „depeche MODE + Warszawa + 1985” dostaniemy wszystkie teksty drukowane, które dotyczyły tamtego wydarzenia. Nie mniej już teraz można wydzielić kilka typów tekstów prasowych, które traktowały o depeche MODE w tamtym okresie.

Zajawki

Z grubsza teksty można podzielić na trzy grupy. Najliczniejsza grupa, kompletnie nie wnosząca poznawczo, ale z kronikarskiego obowiązku warta odnotowania, to Zajawki. Zapowiedzi koncertu pojawiają się w prasie codziennej. Przykładem niech będzie gazeta codzienna: Życie Warszawy oraz miesięcznik Stolica. Niestety nie mam kopii tych zajawek, nie mniej w rocznikach tych periodyków można znaleźć stosowne informacje. Są to głównie krótkie wzmianki o 2-3 linijkach i tyle w temacie.

Lista Przebojów Programu 3

Druga grupą zapowiedzi koncertu były zapowiedzi „przy okazji”. Takie to były czasy, że Lista Przebojów Programu 3, czy podobne listy były wyroczniami, czego powinno się słuchać. Dziś już tak nie jest. Prezentacja ostatniego notowania była często pretekstem do pisania o innych tematach. Nie inaczej było z Shake The Disease. Debiut utworu na liście przebojów był pretekstem, aby zareklamować koncert na Torwarze. Przykład poniżej:

Co jest grane (1985)
Co jest grane (1985)

Relacje z koncertów

Ostatnia grupa to faktyczne artykuły okolicznościowe i relacje/recenzje z koncertu. Najbardziej znane i spektakularne to te z „Na Przełaj”, „Magazynu Muzycznego”, „Panoramy”.

"Gwiazdy muzycznego lata" Depeche Mode - Panorama nr 25/85 (1985/07/28)
„Gwiazdy muzycznego lata” Depeche Mode – Panorama nr 25/85 (1985/07/28)

 

Magazyn Muzyczny, okładka (1985)
Magazyn Muzyczny, okładka (1985)

 Fotografie z koncertu

Na koniec jeszcze chwila o zdjęciach. Obok tekstów to jedne z najważniejszych świadectw występu zespołu i oddania fanów. Fotografów było wielu ale w publicznej świadomości zachowały się zdjęcia dwóch fotografów: Wojciech Flerek i Andrzej Kiełbowicz.

Warszawa 1985.07.30 (c) Wojciek Frelek
Warszawa 1985.07.30 (c) Wojciek Frelek

O ile Wojciech Flerek niestety już nie żyje, to jego zdjęcia znacie bardzo dobrze. Jego zdjęcia przewijają się do dziś na blogu i we współczesnej prasie. Patrz artykuł z Dziennika Gazety Prawnej z 30 lipca 2016.

Autor był fotografem agencyjnym Polskiej  Agencji Prasowej. Do tej pory zdjęcia te można zobaczyć na stronie PAP. Za niewielką opłatą można nabyć te zdjęcia do domowego archiwum. Z resztą nie tylko z tego pobytu depeche MODE / Dave’a / Fletch’a w Polsce i na świecie można przejrzeć bibliotekę. Wszystkie zdjęcia mają znaki wodne.

Zdjęcia Andrzeja Kiełbowicza pojawiły się w m.in. „Magazynie Muzycznym”. Niestety autor nie mieszka w Polsce, ale w Kanadzie i można znaleźć jego prace choćby w serwisie Flickr, choć nie mają nic wspólnego z depeche MODE. Fotograf prowadzi szkołę fotografii.

Na koniec kilka zdjęć amatorskich autorstwa, które również trafiły jakiś czas temu do Internetów dzięki Więcorowi, który jest posiadaczem oryginałów.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

_

Wcześniejsze artykuły rocznicowe:

O innych pobytach depeche MODE w Polsce możesz poczytać pod tym linkim.

Jeżeli znacie jeszcze jakieś materiały archiwalne artykuły, wzmianki oprócz tych o których wspomniałem, albo opublikowałem to proszę o podzielenie się. Z przyjemnością opublikuję stosowną informację z podaniem źródła oczywiście. Również jeżeli ktoś chciałbym opisać swoje przeżycia związane z pierwszym koncertem depeche MODE w Polsce, oraz każdym późniejszym, to zapraszam i udostępnię strony jednego z serwisów.

Warszawa 1985 – Some Great Reward Tour

Kolejna, okrągła, bo 31. rocznica pierwszego koncertu w Warszawie za nami. Co roku staram się poruszać jakiś wątek powiązany z historią koncertu. Te związki są mniej lub bardziej luźne. Dziś będzie to takim trochę luźniejszym związku, ale myślę, że nie mniej interesującym w kontekście pierwszego koncertu depeche MODE w Warszawie.

Koncert w Warszawie zakończył trasę trwającą 7 miesięcy trasę rozbitą na dwa lata. Była to w owym czasie dla depeche MODE najdłuższa trasa koncertowa ever. Najwiecej kontynentów, najdłuższa setlista. Choć tak na dobrą sprawę, to przyjęty model promocji sprawił, że zespół był w permanentnej trasie od 1980 roku, z przerwami na pracę w studio. Dopiero powrót do domu po koncercie w Warszawie sprawił, że zespół mógł zatrzymać się na chwilę i pomyśleć nad przyszłością.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Trasa Some Great Reward unaoczniła, że jeżeli zespół chce grać dłuższe koncerty, być gwiazdą koncertującą na 5 kontynentach i liczyć się gdzieś dalej, niż tylko na alternatywnych listach przebojów, to musi wydłużyć proces produkcji płyt, koncertów, a przede wszystkim mieć więcej czasu na odpoczynek.

Zmęczenie tą trasą było widoczne choćby w tym, że o ile w poprzednich latach chłopaki trzymali się raczej sztywno wymyślonego przed trasą aranżu, to na tej trasie m/w od Japonii zaczęły chłopakom puszczać hamulce. W granych utworach było co raz więcej improwizacji, a z relacji wiadomo, że Martin potrafił nawet szaleć z parapetem niczym z gitarą, przy Somebody końcówka kompletnie nie przypominała tego, co znamy choćby z wideo z Hamburga. Wszystkie części improwizowane, a szczególnie końcówka koncertu bywała spontanicznie modyfikowana.

Może ze zmęczenia, może z radości, że to koniec trasy, może pod wpływem środków mocno dystansujących, aby tylko dociągnąć do końca trasy… nie ważne Porównując koncerty z początku trasy i z końca czasami trudno nie zdziwić się, że to ta sama trasa.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Również Dave słynący z małomówności, którego listy dialogowe na koncertach mogły być spisane na jednej stronie, im bliżej końca, tym co raz mocniej folgował i pozwalał na co raz dłuższe zapowiedzi (jak na niego oczywiście). Warszawa nie była wyjątkiem i Dave co rusz zagadywał do publiczności, czasami ciągnąc łacha.

Tak było również w Warszawie 1985.07.30. Polscy fani niedość, że mieli okazję usłyszeć jedno z pierwszych koncertowych wykonań Shake The Disease, to zobaczyli zespół, który normalnie tak nie gra 😉

Jest jedna rzecz, która wyróżnia koncert w Warszawie na tle innych występów z tej trasy. Polscy Fani mieli okazję nie tylko wysłuchać jako jedni z pierwszych Shake The Disease, ale niestety mieli również okazję jako ostatni na świecie po raz ostani usłyszeć kilka utworów. Po Warszawie zespół już nigdy nie zagrał – Lie To Me, If You Want, Puppets, New Life, Shout!, See You, Two Minute Warning, Shame, Told You So.

Warszawa 1985.07.30
Warszawa 1985.07.30

Nie umniejsza to faktu, że aranże przygotowane przez zespół (czytaj Alana), były tymi najlepszymi, ta setlista była kompletna i nie miała słabych punktów. Czy dodałbym jakiś inny numer? Pewnie można by się na to silić, ale czytając zestaw utworów mam poczucie, że zespół dał co najlepsze w secie, przygotowaniu utworów i dramaturgii koncertu. Nie boję się tu użyć stwierdzenia, że trasa ta to było Devotional Tour lat 80.

Poczytaj rocznicowe wpisy z minionych lat:

World Violation Tour

World Violation Tour miała być celebracją największego komercyjnego osiągnięcia w historii depeche MODE. Po opus magnum, jakim był koncert na Rose Bowl dwa lata wcześniej wszyscy się spodziewali, że kolejna trasa wyniesie depeche MODE na kolejny szczyt koncertowej hierarchii i wprowadzi zespół do koncertowej pierwszej ligi. Czy tak się stało, czy depeche MODE umiało wykorzystać swoją szanse postaram się pokazać w poniższym tekście.

World Violation Tour
World Violation Tour

Trasa po raz pierwszy w historii koncertów zespołu miała wystartować na innym kontynencie, niż Europa. Wielka Brytania została dawno już zapomniana, ale Europa wydawała się naturalnym terenem koncertowym zespołu. Wybór Ameryki świadczył o statusie jaki zespół w przeciągu 2-3 lat dorobił się w USA. W 1988 roku Martin Gore powiedział, że występ na stadionie (Rose Bowl) to dla depeche MODE jednorazowe wydarzenie, jednak w 1990 booking musiał rezerwować największe obiekty w USA, włączając w to stadiony po kilka nocy z rzędu. W Ameryce stadion stał się naturalnym obiektem koncertowym dla zespołu, choć dwa lata wcześniej był to największe osiągniecie ever. Tak krotki czas, a jaka zmiana optyki.

Na próby została wybrana niewielka miejscowość na zachodnim skraju Florydy. To niespełna 50K (wtedy) miasto stało się ich domem na dłuższy czas. W czasie tych prób zespół układał set i szlifował show. Co ciekawe jako pierwszy koncert na trasie podaje się właśnie Pensacola, ale prawda jest taka, że był to rodzaj próby. W Tour Itinerary z World Violation Tour z USA jest jasno rozpisane, że przed 28.05 i po tej dacie to czas prób. W nomenklaturze koncertowej taki występ oznacza się jako Dress Rehearsal, czyli Próba Generalna.

IMG_0456Faktyczną inauguracją trasy był kolejny występ w Orlando 1990.05.30. Oczywiście z punktu widzenia fana koncert to koncert i nie ma znaczenia jak bardzo zespół był gotowy lub nie.

Scena

World Violation Tour
World Violation Tour

W kategoriach depechowych scena z tej trasy była NAJ, choć kolejna trasa pokazała, że pozwalając szalonemu Holendrowi na nadmiar swobody zespół może otrzymać coś jeszcze bardziej okazałego. No ale mamy rok 1990, a o Devotional nikt jeszcze nie słyszał. W porównaniu do wcześniejszych tras scena z 1990 była tą największą. Najważniejszą zmianą jakościową było wykorzystanie po raz pierwszy w historii ekranów z tylną projekcją zsynchronizowaną z muzyką. Znaczy to tyle, że projektory wyświetlały na ekranach dwa różne filmy, które dawały złudzenie, że postacie przechodzą z ekranu na ekran nadążając za muzyką. Trzeba oddać ekipie, że w tamtym czasie umieli budować klimat. Kurtyny z różą po bokach sceny i kurtyna zasłaniająca główna scenę to widok, który do tej pory łapie za serducho. To jest też element, który obecnie przyczynił się do odebrania z klimatu koncertów zespołu tak o kilka dobrych punktów. O ile kurtyny zasłaniające nagłośnienie były jeszcze w 2001 roku, to kurtyna ze sceny na dobre odeszła po zakończeniu Devo w mroki historii. Wtedy i dziś robi to wrażenie.

Rzut sceny.
Rzut sceny.

O ile na zakończenie lat 80. taka scena wystarczała, to już w rok lub dwa lata później pojawiać się zaczęły sceny z wybiegami i wielopoziomowymi konstrukcjami. Wszystko za sprawą jednej z większych zmian technologicznych w show-biznesie. Muzycy przestali być uwiązani do jednego miejsca na scenie. Pojawienie się odsłuchów dousznych spowodowało, że możliwe stało się budowanie wybiegów wchodzących w publiczność bez utraty kontroli nad tym, co się dzieje z muzyką i na scenie głównej przez wokalistę. Powyżej rzut sceny z World Violation Tour autorstwa Antona Corbijna (plan pochodzi ze zbiorów Andy Franksa).

Oczywiście Dave’a ten problem nie dotyczył, bo aż do 2013 nie używał odsłuchów dousznych, a jedynie korzystał z paczek ustawionych przed nim na scenie. Na wyższych poziomach sceny z 1990 paczki z odsłuchami były ukryte pod podłogą.

Setlista

1990.08.04 Los Angeles
1990.08.04 Los Angeles

Z setem koncertowym jest temat tyleż prosty, co zawiły. Po zakończeniu Music For The Masses Tour wydawało się, że świat nie będzie już nigdy taki sam. Zespół w końcu przestał grać jeden set przez całą trasę i zaczęli miksować utwory i ich kolejność. Istne szaleństwo jak na zespół elektroniczny tamtych czasów.

Gdy tymczasem set zaproponowany na całej trasie w 1990 był powtarzalny jak zwroty akcji w Modzie na Sukces. Nie będę się rozwodził na tym, co było bazą każdego utworu w wersji live, bo o tym pisałem obszerniej jakiś czas temu.

Warto się jednak przyjrzeć temu co nie zagrano. Właściwie skreślono cały dorobek z przed 1983. No dobra na poprzedniej trasie też to uczyniono, ale liczba utworów z przed 1986 zaskakiwała swoją małością. To było nowe, mroczniejsze depeche MODE, w którym nie było miejsca na cukierkowe i skoczne klimaty ze Speak & Spell i A Broken Frame.

Gdybym był świadomym fanem w tamtym okresie i miał w garści bilet na jakiś koncert, to pewnie byłbym zaskoczony brakiem takich hitów Gore’a jak Somebody, czy A Question Of Lust. Nie to, że jestem wielkim fanem tych kawałków (choć na ostatniej trasie żal z powodu braku tego ostatniego był nad wyraz znaczący pośród fanów), ale z komercyjnego punktu widzenia było to zaskoczenie. Do tego na tej trasie zespół (Gore) przekroczył pewną granicę (kolejną) w świadomości fanów, grając swoje numery jedynie na gitarze. Elektroniczny zespół, a tu taki numer. Potem się chłopak opamiętał na jakiś czas. Niestety od jakiegoś od 1998 wróciło mu i nie widać poprawy.

Set składał się z 19 utworów – 2 od Martina i 17 od Dave’a, plus 1 instrumentalny na wejściu. Przez 65 koncertów na 88 zagranych zespół wykonał set z I Want You Now / World Full Of Nothing. 20 razy chłopaki zagrali set Here Is The House / Sweetest Perfection i jedynie 2 razy Little 15 / Blue Dress. Zdarzył się eden jedyny raz wykon setu z Little 15 + Here Is the House, ale o tym więcej opisując przebieg trasy.

Przebieg trasy

Zawirowań było na prawdę nie wiele. Przy World Violation Tour, ostatnie trasy to armagedon odwołań, zmian i swobody podchodzenia do kształtu setlisty.

No i to właściwie tyle… A teraz wyobraźcie sobie, że na onczas istnieje śmigany Internet i fani mogą komentować rozwój trasy, jak to było na Delta Machine Tour, czy Tour Of The Universe. Fala hejtu niesie się po świecie, a depeche MODE przerabia sytuację, jaką miało AC/DC podczas Black Ice Tour. No ale nic, World Violation Tour obrosło swoją legendą, zanim tak na prawdę na to zasłużyło, choć dla mnie była to…

…Niewykorzystana szansa

1990.09.11 Tokio
1990.09.11 Tokio

Do dziś nie mogę zrozumieć, jak płytę o takim potencjale komercyjnym promowała tak krótka trasa koncertowa. Cały koncept promocyjny albumu Violator wyszedł z jednej ręki. Anton Corbijn był odpowiedzialny w 100% za stronę wizualną okładek, teledysków, projekcji i otoczki wokół trasy. Wydano 4 single. Planowany był jeszcze piąty – podwójny, ale skończyło się jedynie na teledyskach zawartych na Strange Too. Ale skupmy się na trasie… Co prawda nad setlistą już się pastwiłem, ale nie zaszkodzi jeszcze.

Mój podstawowy zarzut dotyczy aranży. Po tym, co wyciśnięto z Enjoy The Silence w 1993, czy nawet na kolejnych trasach aranż przygotowany na tej trasie woła o pomstę do nieba. Pozostałe remixy był całkiem niezłe, choć zbyt kurczowe trzymanie się wersji studyjnych nie było zagraniem najwyższego lotu. Jedyne Everything Counts i Never Let Me Down Again zbytniego zamieszania tu nie czynią. Tyle drobiazgów…

1990.11.19 Londyn
1990.11.19 Londyn

Teraz w kwestiach bardziej strategicznych. Zespół w 1990 miał szaloną popularność na całym świecie. Po gigantycznej, jak na depeche MODE trasie koncertowej w 1987 i 1988 redukcja do 88 koncertów w 1990 to jakaś kpina. W samym USA był potencjał na zagranie 2/3 z tych koncertów. depeche MODE mogło swobodnie grać koncerty rozciągnięte w czasie, pomiędzy wydając kolejne single z Clean/Halo włącznie. O powrocie do USA i Europy na 4 i 5 nodze nie wspomnę. Może wtedy zaliczyliby Europę Wschodnią (choć w tamtej sytuacji było to raczej marzenie dla nas). Oczywiście to nie współczesne czasy, ale przy dużo słabszych płytach potrafią 2 razy odwiedzić jeden kontynent, a w czasach gdy im żarło, aż prosiło się zagrać w Ameryce Południowej i kolejny raz w Ameryce Północnej i Europie. Technicznie, to nie był wielki wysiłek wystarczyła wola po stronie zespołu. Rozróby za dM na ulicach i ogólna histeria. Klient był i trzymał kasę w zębach trzeba tylko było po nią sięgnąć. No chyba, że powody były inne…

Aż się prosiło, żeby zwieńczeniem potężnej trasy koncertowej była płyta koncertowa i wideo koncertowe dokumentujące zakończoną trasę. Przez lata chodził przesąd, że brak wideo z World Violation Tour był wynikiem faktu, że było zbyt blisko od wydania 101 (nagranie 88, wydanie 89). Przyznam się, że sam ulegałem temu złudzeniu. Skutecznie podtrzymywałem tę tezę tym, że jedyne nagrania w miarę pro pochodziło z obrazu przekazywanego przez ekipę techniczną hali na ekrany boczne. Oficjalne wyjaśnienie mówiło, że depeche MODE w latach 80-90 wydaje koncert na wideo co druga trasę – Some Great Reward Tour / Music For The Masses Tour / Devotional Tour / Exciter Tour. Od kolejnej trasy lecimy już bez przerw. Tyle oficjalna wersja. Tyle tylko, że jeżeli przyjrzeć się nie deklaracjom i z góry ustalonym wersjom dla prasy, to fakty mówią kompletnie co innego.

1990.11.23 Londyn
1990.11.23 Londyn

Z wyjątkiem Construction Tour na każdej trasie były kręcone profesjonalne materiały z myślą o wydaniu koncertowego wideo. Jakiś czas temu pisałem Wam o tym, jak nie wydano wideo z A Broken Frame. W kolejnym wpisie zajmę się kolejną ciemną kartą niewydanych pozycji w wideografii depeche MODE.

Do tego wszystkiego zerwana została mała, świecka tradycja, że na stronach b singli umieszcza się koncertowe numery z dziejącej się właśnie singli. Od 1982 roku była to stała tradycja (z wyjątkiem Construction Tour).

_

Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jeden, mroczny temat w historii depeche MODE. Powszechnie uważa się, że tą złą i wyniszczającą trasą dla depeche MODE było Devotional Tour z późniejszymi wariacjami. To ta trasa doprowadziła do załamania nerwowego Andiego, na skraj alkoholizm Martina, Alan podjął decyzję o odejściu, a Dave pił każdy muchozol i wstrzykiwał sobie co się dało, a wszyscy bzykali wszystko, co nie chowa się pod ziemią i na drzewo nie ucieka.

1990.11.23 Londyn
1990.11.23 Londyn

W przypadku Dave’a jest to część prawdy. Jego problemy z dragami zaczęły się właściwie ze startem World Violation Tour. Cała trasa, a na pewno europejska noga upłynęła pod szyldem exta.zy i eksperymentów z coraz cięższymi dragami. Dave wychodził na scenę będąc mocno wstawionym i naspidowanym. Skupiał się jedynie na odegraniu tego samego schematycznego show, wg jednej sztancy, Każdy koncert praktycznie wyglądał tak samo, aby nie wprowadzać zbędnego zamieszania w zadżumioną głowę Dave’a.

Doskonale to odpuszczenie sobie trasy widać na przykładzie fryzury, która tylko rosła i o ile kanon depeszowskiego stołka może i był na początku trasy, to z biegiem miesięcy fryzura bardziej przypominała to, co Dave miał w 2001 na głowie. Długie pióra same się nie zapuściły i nie ruszyło to dopiero po zakończeniu trasy.

To również na tej trasie pojawiły się dziary, które do tej pory stanowią wizytówkę Dave’a. Patrz np dziara na lewej ręce przed łokciem z przebitym sercem w koronie cierniowej. Inne z czasem zniknęły, jak tatuaż na lewym przedramieniu.

Romans z Theresą Conroy – osobą odpowiedzialną za kontakty z mediami na trasie, kompanką od strzałów w podświadomość, również wydarzył się na World Violation Tour. Finałem tego był rozwód z Jo i wyprowadzka do Los Angeles.

_

Trasa z 1990, to było wielkie wydarzenie w historii zespołu. Koncerty były szczytem dla zespołu na onczas, nie mniej ciąży nad tą trasą poczucie niedosytu i pewien niesmak, że można było więcej, mocniej, dłużej. Bez tej trasy zespół nie mógłby zrobić kolejnych kroków i być tu gdzie jest obecnie. Nie mniej żeby usłyszeć pełne spektrum tej trasy wystarczą słownie – 3-4 bootlegi, a potencjał był zdecydowanie na więcej.

Za to wszystko należy się Panom szacunek i dziś z przyjemnością odpalę jakiegoś boota, dla uświetnienia 25 rocznicy startu jednej z ważniejszych tras w historii zespołu.

Podyskutuj na Forum MODEontheROAD.

Warszawa 1985 – bootlegi cz.2.

Rok temu popełniłem tekst o tym, co pozostało z koncertu w Warszawie 1985.07.30, czyli o bootlegach. Komentarz-sprostowanie napisał do niego Robert Serafiniak uzupełniając go o swoją część historii. Niby była ona sprzeczna z tym, co napisałem w swoim tekście opierając się na wspomnieniach Wiecora, ale tak się złożyło, że mieliśmy okazję o tej historii porozmawiać…. Zaraz po koncercie depeche MODE w Warszawie 2013.07.25 zadzwoniłem do Serka i właściwie z dnia na dzień umówiliśmy się na spotkanie. Długo rozmawiając ustaliliśmy kilka faktów, choć pewnie i tak historia nie będzie pełna.

Dodam jeszcze dla porządku, że wpis opublikowany rok temu i poniższy nie wykluczają się. Pamiętajcie, że to były czasy komuny i przepływ informacji nie był taki, jak obecnie. Często wiele spraw działo się równolegle bez świadomości bohaterów wydarzeń o istnieniu podobnej historii gdzieś indziej.

Koncert na Torwarze został zarejestrowany przez kogoś, kto w owym czasie miał w swoim posiadaniu półprofesjonalny lub profesjonalny sprzęt. Osoba ta nagrywała praktycznie wszystkie koncerty, jakie w Polsce w owym czasie się działy, jeżeli wierzyć jego słowom, to nie tylko w Polsce (Classix Nouvoux, Clan Of Xymox), ale i na terenie innych demoludów, ale o tym na końcu będzie.

Człowiek ten mieszkający… Powiedzmy w Pabianicach był posiadaczem na tyle dobrego sprzętu, że nagranie przez długie lata krążyło po Polsce w całkiem dobrej jakości, zarówno pokazywane przez samego autora po Polsce – patrz historia z ub roku, jak i już potem po wydobyciu tego nagrania przez fanów.

Resztki plakatu z Warszawy 1985.
Resztki plakatu z Warszawy 1985.

Autor nagrania dysponując właściwie profesjonalnym sprzętem, pod pretekstem, że jest z TVP dostał się na teren Torwaru, wpuszczony przez polską ochronę, co pośrednio potwierdza relacje Więcora, że pierwsze odtworzenia tego video odbywały się na nośniku typu BetaCam, a nie VHS. Przed samym startem koncertu został przyuważony przez angielską obsługę koncertu, co sprawiło, że musiał salwować się ucieczką w publikę i został ukryty przez żołnierzy kompani reprezentacyjnej LWP. Ślad tego faktu mamy na końcu koncertu, gdy zapalają się światła.

Nagrania, jak wiele innych poszło do domowego archiwum i ślad po nim zaginął. Po Polsce chodziła miejska legenda, że nagranie z koncertu istnieje, a podsycane było przez nieliczne prezentacje nagrania przez właściciela. Po paru latach dochodzi do spotkania między autorem nagrania, a znanym i lubianym Robert Serafiniak. Tak o to nagranie video trafia do fanów i zaczyna podróżować już po Polsce. Staje się gorącym towarem wśród zagranicznych fanów ponieważ jest to jedyne nagranie video oprócz Hamburga 84 z Some Great Reward Tour.

Bootleg Audio nr 3

Bootleg nr 3 z Warszawy 1985.07.30
Bootleg nr 3 z Warszawy 1985.07.30

Z czasem wraz kolejnymi kopiami i kasowaniami ja również dostałem masakryczną wersję zaczynającą się już od People Are People i pod koniec lat 90. zrobiłem pierwszy bootleg (krótki bootleg – Some Great Concert in Warsaw), o czym również pisałem rok temu. I tu wracamy ponownie do Serka i bootlegu audio. W latach 90., w czasach, gdy po świecie śmigały całe kartony z kasetami na bootlegi dochodzi do ciekawej wymiany. Pewien Francuz posiadał nagranie z Warszawy 1985.07.30, które, jak twierdził dostał od członka ekipy koncertowej depeche MODE w latach 80. Był to rok 1995, czyli 10 lat po zarejestrowaniu. Nagranie miało jeden defekt… uciętą końcówkę koncertu. Nie mniej było zdecydowanie inne, niż ówcześnie, ale i obecnie istniejące zapisy.

W ubiegłym roku nagranie poszło do zremasterowania i niedługo ujrzy światło dzienne. Na ten moment można powiedzieć, że istnieją dwa nagrania audio oryginalne i trzecie jako transkrypcja zapisu video. Oryginalne wideo jest obecnie nieosiągalne, a przynajmniej do czasu, gdy autor zmieni zdanie, póki co najlepsza kopia to okolice drugiej kopii z matki, która jest w szeroko pojętym kręgu fanów.

Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23
Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23

Na koniec mała ciekawostka z pogranicza konfabulacji i nierealności. Otóż autor wideo z Warszawy 1985.07.30 przechwalając/odgrażając się zasugerował kiedyś, że posiada z wczesnych lat 80. nie tylko warszawskie nagranie depeche MODE. Wg jego relacji ma w swoich zbiorach również zapis urodzinowego koncertu Martina z Budapesztu 1985.07.23. I to już podnosi trochę brew. Niestety póki co, jak wspomniałem, współpraca jest bardzo trudna i szans na potwierdzenie nie ma wiele.

Ile depeche MODE zarobiło kasy od 1985?

Niby takie informacje publikuje Billboard, to musi być prawda. Tym czasem nic się nie zgadza, ale po kolei… Przed rozpoczęciem Delta Machine Tour świat obiegła informacja, że zespół zmienił agencję artystyczną z CAA na WME. Sam o tym pisałem obszernie również. Nie to jest jednak ważne w tym wpisie.

x240-bGXPorządkując stare notatki znalazłem tę samą informację o zmianie jednej agencji na drugą również na stronach Billboard. Jeden drobiazg przykuł na nowo moją uwagę. Przeszło to bez echa, ale skoro takie tematy są ważnym elementem tego bloga, to po prawie 2 latach też nie można do tego nie wrócić i tak zostawić.

Wg publikacji na stronie billboard.com od 1985 roku depeche MODE zarobili na koncertowaniu 154.3 miliony USD podczas 279 koncertów. O super!, dodam do tego kasiorkę jaką zespół przytulił na Delta Machine Tour – o czym pisałem Tu, Tu, Tu i Tu – i będzie piękny wynik. Tak krótki wpis nadaje się na Twittera i pachnie ciekawostką z pogranicza sensacji. Tylko, że w tym zdaniu nic się nie zgadza.

Weźmy te 279 koncertów. Od 1985 roku do końca Tour Of The Universe zespół zagrał dobrze ok. 900 koncertów, więc nie pasuje. No dobrze to może policzmy tylko koncerty w Ameryce Północnej…. nie dokończyłem jeszcze Touring The Angel, gdy zliczanie przebiło 300. Znowu nie pasi.

091107_Mannheim_03A teraz 154.3 mln USD. Informacja podana jest jako zarobek depeche MODE tylko, że dane podawane z tej i poprzedniej trasy przez Billboard mówią jedynie o przychodzie ze sprzedaży biletów z których dopiero część jest zarobkiem zespołu. A gdzie inne przychody? Jak to wygląda na prawdę możecie zorientować się na przykładzie opisanego przeze mnie kontraktu na występ w Sztokholmie 1988.02.12. Wynagrodzenie artysty, to jedynie ułamek kosztów, jakie pokrywają bilety, które kupujemy.

Jak dla mnie to zdanie dotyczy jedynie USA, dlatego jest od 1985 roku. Wcześniejsze występy miały na tyle marginalne znaczenie, że nawet nie były brane pod uwagę, bo nie sądzę, żeby tego typu zestawienia ukazywały się dopiero od 1985 roku. W końcu Billboard istnieje od 1894 roku. Tego mi zabrakło w tym zdaniu. Większej precyzji. Zdanie to jest jednak w żaden sposób nieweryfikowalne i może być jedynie ciekawostką. Nie używałbym tego jako punktu odniesienia bez stosownego komentarza.

I Want You Now

[Aktualizacja 2014.01.26]

Co jakiś czas odkrywamy różne smaczki z minionych tras dopełniających naszą wiedzę o koncertowej historii depeche MODE. Jedną z największych niewiadomych są faktyczne liczby utworów przygotowanych na każdą z tras. Setlisty grane na trasach, to jedynie wypadkowa pewnych wyborów i upodobań kiedyś czwórki, a potem trójki Panów z depeche MODE.

Dożyliśmy takich czasów, że obecnie wiele spraw wypływa jeszcze w czasie trwania tras. Dawniej dopiero po latach dowiadywaliśmy się o niezagranych utworach na Devotional Tour, a o niezagranym utworze w czasie US Summer Tour dowiedzieliśmy się przez przypadek w czasie aukcji na której Alan wyzbywał się klejnotów rodowych. Póki trasa trwa jest jeszcze nadzieja na Nothing, czy na pojawienie się innych perełek. Tym czasem zespół uraczył nas Stripped, który pojawił się na koncertach po raz pierwszy od koncertu w Dusseldorfie 2010.02.27.

W 1983 roku depeche MODE próbowało przed trasą Work Hard. Były różne spekulacje, że był grany, że nie był grany. Dziś, po przeszło trzydziestu latach można by już stwierdzić, że ten kawałek nie był grany nigdy na żywo. Zespół próbował go na próbach w Hitchin, ale nigdy nie zdecydował się na włączenie tego numeru do setu koncertowego.

Są też utwory, które próbowane są na trasie, ale finalnie nie wchodzą do setu, bo nie leżą jednak Dave’owi. Pół biedy, gdy kawałek dostaje szansę pojawienia się na trasie na jednym, czy dwóch koncertach. Tak było z Here Is The House, Fragile Tension, czy In Sympathy. Dziś wiemy, że In Sympathy było reanimowane jeszcze na próbach przed koncertami w Nowym Jorku w 2009 jako zamiennik na drugą noc, ale ostatecznie poległ w starciu z dwójką Miles Away / Come Back.

Czasami zdarza się, że info o planach zagrania jakiegoś kawałka wypływa zanim numer został zagrany na żywo, bo jacyś fani przypadkowo mieli włączony sprzęt i nagrali całą próbę 😉 Tak się zdarzyło z Condemnation przed koncertem w Warszawie 2001.09.01, który pojawił się na żywo jako zamiennik na drugiej nocy w Berlinie 2001.09.06. Kto nie słuchał ten może teraz:

Historię tego nagrania opisałem onegdaj we wspomnieniach – Exciter Tour In My Eyes.

I tu dochodzimy do tytułowego I Want You Now. Wiemy, że numer był grany w 1990 jako podstawowy numer z solowego setu Martina. Wiemy, że numer zrobił furorę w triphopowym remixie na trasie w 1994. To jest elementarz tych tras. Ostatnio historia dopisała może nie kolejny rozdział, ale raczej prolog do koncertowej historii I Want You Now.

depeche MODE, Berlin Wsch. 1988.03.07
depeche MODE, Berlin Wsch. 1988.03.07

W 1988 roku podstawowym numerem granym przez Gore’a w swojej części setu było Pipeline. Grane od października 1987 aż do końca drugiej trasy po Europie w marcu 1988. Martin jednak kombinował, co by tu zmienić, aby nie grać tego samego (swojego) setu na dwóch europejskich nogach Music For The Masses Tour. Wybór padł na I Want You Now. Numer był przygotowywany do grania w czasie brytyjskich prób przed koncertami w styczniu 1988. Było to na krótko przed powrotem na kontynentalną Europę, na której spędzili już wcześniej przeszło miesiąc zlewając wcześniej kompletnie Wielką Brytanię.

Stało się jednak inaczej i numer nigdy nie wszedł do setu, a zespół po za kilkoma podwójnymi występami tłukł ten sam set przez obie nogi Music For The Masses Tour w Europie. Wg dzisiejszych standardów zespół naraziłby się na gromy ze strony fanów za oklepaną i monotonną setlistę, oraz brak zmian z syndromem WTF włącznie.

Martin. L. Gore, Sheffield 1988
Martin. L. Gore, Sheffield 1988

Czemu Gore nie włączył tego kawałka do setu? Tego nie wiem. Wiem jednak jak brzmiał ten numer. Zanim o brzmieniu I Want You Now cofnijmy się do roku 1985. W owym roku zespół gościł, po za pierwszą ever wyprawą za żelazną kurtyną, również w Japonii. Jednym z punktów programu były trzy koncerty w Tokio, które, aby trochę urozmaicić monotonię występów doczekały się aż 1 zmiany. Zamiast Somebody fani usłyszeli It Doesn’t Matter. Patent na zagranie tego numeru wyglądał prosto. Do podkładu z Somebody Alan dogrywał akordy z It Doesn’t Matter, a Gore dośpiewywał swoje.

Dokładnie ten sam patent chciano powtórzyć z I Want You Now. Na próbach zespół użył podkładów z Pipeline, cała reszta był dogrywana przez Alana na klawiszach i Martina na gitarze.

Skąd o tym wiem? Otóż niedawno wypłynęła paczka mniej lub bardziej znanych prób z całego przekroju historii zespołu. Głównie z lat 80. Właściwie znałem większość z tego, co zostało udostępnione. Z wyjątkiem jednej perełki – próby zarejestrowanej przed koncertem w Manchesterze 1988.01.19, która służyła nie tylko ustawieniu sprzętu przed koncertem, ale również testom kandydatów na wejście do setu koncertowego. Martin próbował, próbował i nic… Ech skąd my to znamy…

AKTUALIZACJA:

Nie przypuszczałem, że powyższy tekst ma charakter rozwojowy. Wczoraj [2014.01.26] dane mi było przesłuchać jeszcze jedną próbę z I Want You Now na pokładzie. Tym razem jest to zapis próby z Hamburga 1988.02.06-07. Nie wiem dokładnie kiedy miała miejsce ta próba, ale na pewno przed pierwszym koncertem. Martin zawzięcie próbuje ten kawałek. Mam wrażenie, że plany były na wymianę 2 numerów z setu Gore’a, ale finał był inny. Co ciekawe istnieje zapis z prób przed koncertami w Londynie 1988.01.11-12 i tam po za katowaniem Behind The Wheel zespół odświeża sobie jeszcze Just Can’t Get Enough, które zastępowało na drugiej nocy Plesure, Little Treasure. Jak widać zespół miał świadomość, że wraca na odwiedzane już terytoria i brał pod uwagę zmiany w setliście, aby na stałe wymienić Pipeline, albo jedynie na koncertach drugonocnych. Ciekawe, co pozytywna decyzja na tak dla I Want You Now oznaczałaby np dla Never Turn Your Back On Mother Earth? I czy na 101 dalej słyszelibyśmy Somebody?

Można dodać jeszcze jeden punkt do spisu ciekawostek, jakie napisałem na 25-lecie 101.

P.S. Uprzedzając pytania, nie podam linku do miejsca skąd można pobrać pliki, ale radzę dobrze poszukać na sieci. Kawałki już są do zdobycia, a za chwilę będą dla wszystkich.

Perły wyciągane z niepamięci.

Jakiś czas temu zapowiadałem, że pojawił się w niebywałej jakości (jak na tyle lat) półamatorski zapis koncertu w Schuttorf 1983.05.28. Wcześniej była tylko zajafka na YT, a teraz jest do pociągnięcia z Torrentów dla każdego, kto ma na to ochotę.

O ile na YT jest jedynie New Life [50] i początek Boy Say Go! [50], to do pobrania są jeszcze Shout! [50] i Photographic [50].

Jest na prawdę przednio, ale co ja się będę tam produkował. Więcor Wam powie więcej:

depeche MODE powinno być tam gwiazdą zdecydowanie. Potencjał koncertowy niebywały. To pierwszy ich duży open air i doskonale dali rade. Całe szczęście, że mamy kawałki których nie ma na bootlegu z Londynu 1982.10.25, czyli Shout! i Photographic.
Mega! Shout! zawsze był dla mnie przenumerem, ale po tej projekcji tylko zyskał. Gah taki właśnie jaki powinien być. Bajka. Fajny motyw jak uruchamia szpule przed Shout! i co ciekawe po Shout! się zatrzymuje i parę sekund później na Photographic sama się odpala.

Specyfikacja nagrania z Shuttorf 1982.05.28

Depeche Mode
1983.05.28 Schüttorf, Vechtewiese, Germany Euro Festival

Setlist:
01 New Life
02 Boys say Go!
03 Shout
04 Photographic

DVD
Video Stream: MPEG Video 720×576 (4:3)
Audio Stream: 48,0 KHz,2 Channel, AC-3
Menu: yes
Cover: yes
Ultra Rare Trade via Dropbox->Audio normalized->Audio/Video
synchronized->DVD
No remastered Video or Audio Files!!!
The Videos are taken from a private VHS Live Compilation Schüttorf 83.

Ale to wszystko pikuś. Szczena mi opadła na przebitki z TV, znaczy jest całość bądź obszerne fragmenty. To samo tyczy Werchter 1985.07.07. Oby kiedyś wyszło.

Opisując koncert po koncercie staram się znaleźć do wielu koncertów jakąś ilustrację na YT. Czasami robię to tylko dla przyzwoitości, ponieważ nie liczę na żaden, nawet podły zapis, nie mówiąc już o pro-shotach z TV. Jednak największe zdziwka przychodzą, gdy człowiek kompletnie nie spodziewa się wyniku wyszukiwania. Jak na przykład zapis New Life [38] z któregoś z Kanadyjskich koncertów (były dwa na See You Tour) przez jakąś lokalną stację dla programu MusiMax w maju 1982.

Nie wygląda to na samodzielną rejestrację jednego kawałka, w końcu był to kawałek ze środka setu, ale wycinek pełnej rejestracji dla TV. Są na tym świecie nagrania o których się fizjonomom nie śniło….

Zazdrość

Parę dni temu otrzymaliśmy list duszpasterski do polskich fanów Depeche Mode napisany przez autorów „Monumentu”. Czytałem list i czytałem i na przemian miałem uczucia satysfakcji, czasem zdziwienia, czasem jeszcze czegoś innego, co było nieokreślone, ale fajne. Nie, nie dotyczy to w żadnym wypadku małego święta, jakim jest wydanie tej książki na rynku polskim. Nic z tych rzeczy. Moje uczucia, jakie mną targały miały bardziej charakter ponadczasowy.

Bycie fanem depeche MODE w naszym kraju, to był przez wiele lat czas głodu wieści z obozu dM, nienasycenia, wiecznie na wstrzymaniu, wiecznie z uczuciem, że jesteśmy pomijani przez wszystkich ważnych tego świata, łącznie z depeche MODE. To wreszcie uczucie, że tam gdzieś są fani w Czechach, na Węgrzech, czy też nawet Wschodnich Niemczech, gdzie mają lepiej, mają dostęp, mają to, czego nam przez wiele lat nie było dane.

Bycie fanem dM (w całej zbiorowości) w Polsce to była przez lata miłość do zespołu podszyta zawodem, tęsknotą, oczekiwaniem, ale też zawiścią. To była miłość bez wzajemności i w poczuciu osamotnienia.

Zazdrościliśmy Czeskim i Słowackim fanom, że u nich, a nie u nas jest Mute (Czechoslovakia), że u nich depeche MODE gra w miarę regularnie – koncerty w 1988, 1993, 1998. Sesja do Strangers powstała w Pradze, a nie w Krakowie, czy Gdańsku.

Jeszcze w wiosną 2003 roku na forum z kreską żywo współuczestniczyłem w dyskusji o niegodziwości losu, gdy okazało się, że Dave ze swoją solową trasą jedzie do Pragi, a Katowice (Spodek był wtedy jedyną nadającą się halą w Polsce do koncertów) pomija szerokim łukiem. Ile było żalu, złych myśli pod adresem braci fanów czeskich i losu.

Kiedy jesienią tego samego roku dostaliśmy wizytę Dave’a i zespołu w Katowicach, to już nikt nie pamiętał tamtych żali i tylko nieliczni pamiętali, że tym razem Dave nie przyjechał do Pragi, ale właśnie do nas i do Bratysławy. HA!!! Sprawiedliwość dziejowa się dokonała.

Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23
Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23

Węgrom zazdrościliśmy również regularnych wizyt w ich stolicy. Pierwszy koncert w komunistycznej Europie dM w 1985 w Budapeszcie i do tego jeszcze w urodziny Martina. Nie ważne, że w Warszawie był drugi tydzień później i uj, że przez przypadek. Potem dwie noce pod rząd w Budapeszcie w 1988 (szok!!!) pewnie był tam jakich agent ichniejszej bezpieki, który zmusił ich do tego. Potem 1993 rok, a MTV organizuje konkurs dla fanów właśnie na ten koncert.

A najgorsze było to, że jak w 1998 roku byliśmy już wolni i gotowi przyjąć z radością depeche MODE, to oni zamiast tego pojechali do Rosji i to o zgrozo na dwa koncerty. O małych Estonii i Łotwie zmilczę. Istna maskara.

O Niemcach (Wschodnich) nie wspomnę… Bo Ci to nie dość, że się zjednoczyli, to jeszcze dostawali regularne koncerty naszych ulubieńców i mogli jechać na każdy koncert z kilkunastu, jakie zespół grał w ich kraju..

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moje wywody są podszyte szyderą, ale wszystko właśnie przez ten list do polskich fanów. Dlaczego? Bo oto się dowiedziałem, że to my byliśmy obiektem zazdrości, że to od nas wywożono (z zazdrością) „w sposób rabunkowy” dobra kultury w postaci winyli, przy znaczącym współudziale naszych fanów 😉 Dla przypomnienia w NRD „potęga”, jaką był wschodnioniemiecki przemysł fonograficzny zdobył się jedynie na zakup praw do utworów, dzięki czemu fani dostali składankę z ówcześnie najlepszymi utworami. Podobno jednym z powodów były problemy natury cenzuralnej i brak zgody który album wydać. Skończyło się na składance. Tym czasem my mieliśmy 2 albumy wydane przez Tompress (The Singles 81>85 i Black Celebration) i singiel Stripped. Zgroza!!!

Warszawa 1985.07.30
Warszawa 1985.07.30

To nam zazdroszczono pierwszego koncertu w Polsce z lipca 1985 roku. Bo we Wschodnich Niemczech był to koncert w marcu 1988. Dopiero 3 lata po naszym… Zgroza!!!

To o nasze wycinki i plakaty walczyli fani z innych krajów, gdy my traktując te prasówki z… góry z dumą wieszaliśmy plakaty z zachodnioniemieckiego Bravo, czy Popcornu. Pewnie nie zdając sobie sprawy, że nasze Dzienniki Ludowe, Razem, czy inne Światy Młodych były dla wielu fanów zza zachodniej granicy oknami na świat, gdzie posiadanie wywrotowej prasy z NRF-u, jak kiedyś mawiano na Zachodnie Niemcy, mogło napytać biedy nie tylko złapanemu fanowi, czy fance, ale i rodzinie. Takie to były czasy, że za byle kawałek imperialistycznej prasy można było stracić pracę, być wyrzuconym z uczelni, jeśli nie gorzej…

Tak to właśnie jest, że tęskniliśmy za tym co wydało nam się lepsze, zagraniczne, a nie szanowaliśmy (nie szanujemy?) tego, co było (jest) tu na miejscu. Przeczytałem ten list i uśmiechnąłem się, oto w końcu my byliśmy górą. Prawda, że lepiej? 😉

_

Właśnie o tożsamości fanów ze Wschodniej Europy, ich oddaniu, zbieraniu, zazdraszczaniu, Monumemcie i jeszcze paru innych sprawach będziecie mogli niedługo przeczytać w wywiadzie, jaki udzielił mi Denis Burmeister dla bloga MODE2Joy. Rozmowa ukaże się po polsku i angielsku. Będzie to tak szybko, jak ogarnę się z tłumaczeniem z angielskiego na polski i zadam kilka dodatkowych pytań. Pracuję nad wywiadem od tygodni i wychodzi coś ciekawego z tego.

Zanim jednak to nastąpi opublikuję wywiad z autorką innej biografii, która jest od dawna i jednocześnie dopiero wyjdzie (wszystkie czasy są prawdziwe jednocześnie). Porozmawiałem z autorką o biografii, o której praktycznie nic nie słychać, która przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki, własnym sumptem napisała i wydała książkę wykorzystując zjawisko Self-Publishingu, dzięki temu mogła wydać, na prośbę czytelników, biografię depeche MODE i oddać ją w Wasze ręce. Biografia, która ukarze się tylko po niemiecku i angielsku. Książka niepozorna, autorstwa fanki, ale napisana z poświęceniem, pasją i chęcią udokumentowania każdego możliwego fragmentu z historii depeche MODE. I nie trzeba za nią płacić, no chyba, że się chce mieć ją w wersji drukowanej na półce. Zainteresowani?

Jeszcze chwila… a jako teaser niech będzie ten numer:

Warszawa 1985 – bootlegi

Co roku w okolicach kolejnej rocznicy przybliżam, odkrywam na nowo, przypominam różne mniej lub bardziej istotne fakty z historii depeche MODE, polskiego ruchu fanowskiego. Było już o miejscach związanych z koncertem, było o tym jak zagraniczne media pokazywały wyprawę depeche MODE za żelazną kurtynę, w tym do Polski, było też trochę filozofii.

Powoli kończą mi się tematy związane z rocznicą pierwszego koncertu w Warszawie, ale na ten rok i na kolejny jeszcze mi starczy weny. Będę musiał się bardzo wysilić, żeby coś zrobić ekstra na 30. rocznicę w 2015. Póki co dziś będzie o bootlegu… a właściwie bootlegach z tego koncertu.

Bootleg Wideo.

Jako pierwszy chronologicznie powstał bootleg w postaci wideo, stając się tym samym pierwszym znanym na świecie depeszowskim/fanowskim bootlegiem wideo z koncertu depeche MODE. Do tej pory jeżeli macie w swoich zbiorach jakieś bootlegi wideo z przed lipca 1985, to na pewno są to pro-shot’y zarejestrowane do domowego archiwum, które potem wyruszyły w świat najpierw na kasetach wideo, potem na CDR’ach, a teraz fruwają on-line.

Do tego koncertu żadnemu fanowi nie przyszło do głowy, żeby zabrać kamerę na koncert i zarejestrować cały występ depeche MODE.

Mam oczywiście świadomość, że przy ówczesnym rozwoju techniki i naszej komunistycznej rzeczywistości na tzw. zachodzie taka akcja nie była by możliwa. Tam taki zawodnik szybko zostałby spacyfikowany przez ochronę lub kogoś z ekipy zespołu.

W latach 80. kamery nawet te amatorskie przypominały te profesjonalne tylko w ciut mniejszej skali. Fajnie to widać na zdjęciach z lat 80. gdzie Alan dokumentuje na swoje potrzeby życie w depeche MODE.

Alan 1984-1985
Alan 1984-1985

Nie to co obecnie, smartfonem możesz zarejestrować cały koncert i w HD. Kiedyś kamery trzymało się na ramieniu, a cały koncert oglądało przez czarno-biały wizjer.

Z rejestracją koncertu w Warszawie jest jeszcze inna ciekawostka. Cały koncert został zarejestrowany na kamerze typu Betacam* w towarzystwie żołnierzy, kamerzysta niepokojony przez nikogo dokonał tego czynu. Widać to dobrze po zakończeniu koncertu, gdy zapalają się światła, a pracująca jeszcze kamera rejestruje kompanów nagrywającego. Dlatego uważam właśnie, że jeżeli rejestracji na prywatny użytek nie podjął się nikt z ekipy koncertu, to w normalnych warunkach nagranie koncertu w Warszawie w 1985 roku nie miałoby prawa się zdarzyć.


Remasterowany fragment koncertu z Warszawy.

To właśnie dzięki postępowi w miniaturyzacji sprzętu domowego dopiero dwa lata później podczas Music For The Masses Tour pojawiają się pierwsze fanowskie bootlegi wideo.

Po zarejestrowaniu koncertu kaseta zaczęła żyć własnym życiem i podróżować po świecie. Zanim jednak kaseta wyruszyła w świat prapremierowy pokaz odbył się w jednym z Warszawskich bloków na Chomiczówce w pokoju wielkości większego kojca. Kilkanaście osób zgromadzone na niewielkiej powierzchni  wpatrzeni w telewizor marki Rubin. Kopie koncertu stały się relikwią podróżującą od domu do domu po całej Polsce, a z czasem po świecie.

Bootleg Audio #1.

Z zapisem wideo koncertu w Warszawie zetknąłem się gdzieś w okolicach 1998 roku. Była to tylko część występu – 11 kawałków od People Are People [83] do końca. Samo nagranie w różnych formach krążyło między fanami od samego początku po koncercie. Kolejne kopie nagrania sprawiały, że obraz stawał się co raz bardziej czarno-biały, jak to na VHS.

Some Great Concert In Warsaw
Some Great Concert In Warsaw

Właśnie gdzieś w okolicy 1998 wspólnie z webmasterem strony Insight (kiedyś istniała pod adresem www.depechemode.pl, zupełnie inna strona niż obecnie) stwierdziliśmy, że może warto zrobić transkrypcję tego nagrania do audio, ponieważ do tej pory nie istniała wersja audio (dziś wiem, że istniała, ale o tym będzie później) pierwszego koncertu depeche MODE w Polsce. Tak oto powstał jedno-płytowy bootleg audio – Some Great Concert in Warsaw.

Po jakiś 2-3 latach takiej samej transkrypcji dokonałem dla pełnej wersji koncertu. Obie wersje (1 płytowa i 2 płytowa) brzmiały fatalnie (2-płytowa jednak trochę lepiej, ostatnio nawet w samochodzie słuchałem tego koncertu), ale wtedy to był cud miód i co tam jeszcze. Ile ja bootlegów za to nagranie dostałem, to były czasy… ale ja nie o tym. Pewnie któraś wersja jest u Was pod postacią płyt albo plików.

Bootleg Audio #2.

Bootleg z Warszawy 1985.07.30
Bootleg z Warszawy 1985.07.30

Na poprzednim akapicie mógłbym zakończyć historię bootlegów z tego koncertu, gdyby nie pewien wpis na forum z kreską z kwietnia tego roku. Otóż podobnie jak to było z bootlegiem z Pasadeny, również i tu pewien fan objawił się, że posiada zapis koncertu z Warszawy do Somebody [79]. Różnica między bootlegiem nr 1, a tym jest taka, że transkrypcja z wideo nie posiada zapowiedzi polskiego konferansjera. Natomiast krótka wersja takową zapowiedź ma. Oczywiście nagranie jest już w dobrych rękach i po remasteringu całkiem niedawno ujrzało światło dzienne na torrentach dla taperów.

Jeżeli dodamy do tego, że istnieje zapis występu supportu z tego koncertu, oraz pokaźna liczba fotografii i tekstów prasowych (a tak!), to wychodzi na to, że koncert ten jest na prawdę dobrze udokumentowany i to lepiej, niż niejeden koncert z zachodu, o USA nie wspomnę…

Z resztą z odzyskiwaniem, czy też próbą dotarcia do najlepszych możliwe kopii nagrań też jest osobna historia. Szczególnie dotyczy to nagrania wideo, które w postaci mastera nie przetrwało, ani pierwszej kopii z mamuśki na VHS, od której zaczęło się powielanie między fanami tego koncertu. Na ten moment wiemy, że istnieje tylko nagranie wideo w okolicach 2-3 kopii z matki.

Przez lata były próby masterowania dalszych kopii nagrania, czego przykładem jest powyższy Shake The Disease [8], aby uratować od zapomnienia występ. Niestety najlepsze jakościowo nagranie tego koncertu jest co prawda w polskich rękach, ale nie w Polsce. Być może uda się przywrócić na 30-lecie koncertu najlepszą z możliwych kopii fanom, jednak póki co idzie to opornie.


Pełny zapis koncertu z Warszawy.

Słuchając po latach koncertu z Warszawy, kilka rzeczy mnie zadziwia, jak miejscami inaczej uczestniczyło się w koncertach niż dziś. Na pewno fascynuje mnie Somebody [79], w czasie którego fani przez cały czas klaszczą. Nie zmienne zostało krzyczenie „depeche MODE” przez naszych rodaków, to mamy do dziś 🙂

Trudno też nie zwrócić uwagi na Just Can’t Get Enough [82], gdzie Martin lub Alan grają jakąś wariację na temat tego utworu do głównego podkładu. Zdecydowanie jest to luźna interpretacja. Z resztą takie granie tego kawałka było charakterystyczne dla depeche MODE pod koniec tej trasy, gdy zespół grał koncerty na co raz większym luzie i w pewnym sensie zlewce.

Zaskakiwać może też świetna znajomość Shake The Disease [8], ze śpiewem publiki do samego końca utworu, a nawet dłużej. Z drugiej strony co się dziwić Shake The Disease [8] królowało wtedy na Liście Przebojów Programu 3.

Jestem daleki traktowania tych nagrań jako relikwii, nie mniej będąc częścią subkultury, pewnie tak, jak wielu, chętnie postawiłbym kompletną antologię koncertów depeche MODE w Polsce, z pełną dokumentacją, jaka została wytworzona do tych występów. Może przyjdzie na to czas po zakończeniu trasy, bo póki co obecna trasa zatrzymała wiele toczących się projektów i często słychać, również z moich ust, aaaa to zostawmy na po trasie… oby nie na długo.

_

P.S. Tekst powstał w przy współpracy z Więcorem, który podzielił się wspomnieniami i wnosił uwagi do powstającego tekstu, za co mu wielkie dzięki.

* System Beta był konkurencją dla VHS. Beta przewyższała jakością zapisu VHS, jednak to VHS wygrało ponieważ było tańsze. W myśl zasady gorszy pieniądz wypiera lepszy. Szybciej upowszechnił się VHS. System Beta stał się standardem dla TV. Stąd tym bardziej na podziw, ale i do zastanowienia jest sprawa pojawienia się tego sprzętu na koncercie. Ale to już są teorie spiskowe…

Koncerty niedokończone…

Wzorem kultowej audycji w jednej ze stacji radiowych, postanowiłem zająć się tematem niedokończonym. Jako, że rozmowy, to temat rzeka i jak widać zagospodarowany, dlatego pomyślałem, że warto skupić się na niedokończonych… ale koncertach 🙂

depeche MODE w swojej historii miało koncerty, które były przewidziane, jako normalne występy. Miały się po prostu odbyć, zespół miał przytulić kiesz, publika miał się wyszaleć, a potem opowiadać na jakim to zajewistym koncercie była. Zrządzenia losu sprawiły, że działo się jednak inaczej i o tym jest ten wpis…

No dobra najpierw krótko o kryteriach wg których dobierałem koncerty. Koncert nie mógł być odwołany przed wpuszczeniem ludzi na obiekt, więc wszelkie koncerty oznaczone, jako odwołane na MODEontheROAD.com nie mogły się znaleźć w tym zestawieniu. Również nie miało znaczenia w którym momencie koncert został przerwany. Mógł być to tylko, jeden wykonany utwór, ale też mógł pozostać tylko jeden utwór do końca koncertu. Przyczyna zmiany lub skrócenia koncertu nie mogła być wcześniej zaplanowana. Zdarzenie musiało być losowe i nie przewidziane. No i musiała być wpuszczona publiczność na obiekt z myślą o uczestnictwie w koncercie.

Przerwanych koncertów w całej historii koncertowej zespołu nie ma wiele. Większość występów, dochodzi do skutku ze szczęśliwym finałem. Oczywiście jest kilka koncertów, które zostały skrócone, ale było to z góry zaplanowane, choć publika akurat nie musiała o tym wiedzieć. Mam tu na myśli np skrócony celowo koncert w Lipsku 2001.09.09. Lista przerwanych koncertów jest dosyć krótka i zaczyna się w 1984 od koncertu w…

Böblingen (Niemcy) 1984.12.11

Koncert sprawnie zbliżał się do finału, gdy zebrana publiczność poczuła nagłe wzruszenie po wykonaniu See You [79]. Nie, to nie głęboki i zaangażowany tekst See You [79] tak podziałał na pobratymców Dietera Bohlena, to któryś z uczestników koncertu zaaplikował pozostałym fanom dodatkowe wrażenia w postaci gazu łzawiącego.

Dave krzyknął do tłumu: There is a BOMB in this place, so you’d better get out! Musiało być gorąco wtedy w hali. Przed koncertami wtedy działy się duże ekscesy do tego stopnia, że gdy depeche MODE przybyło ponownie w 1986 do Niemiec, to Czerwony Krzyż odmówił zabezpieczenia medycznego koncertów. Koncerty depeche MODE postrzegano jako występy podwyższonego ryzyka.

Setlista:

Intro [excerpt from Master And Servant (voxless)]
Something To Do
Two Minute Warning
Puppests
If You Want
People Are People
Leave In Silence
New Life
Shame
Somebody
Ice Machine
Lie To Me
Blasphemous Rumours
Told You So
Master And Servant
Photographic
Everything Counts
See You

Montreal (Kanada) 1993.09.08

Prawie 10 lat trzeba było czekać do następnego przerwanego występu. Po stosunkowo „łagodnym i łatwym przejściu” przez Europę, w Ameryce Północnej zaczęły się schody. Życie w trybie upojenia narkotykami wszelkiej maści – od fajek, aż po ciężkie dragi dawało swoje efekty. Tak też stało się właśnie owej nocy. Zespół przybył do Montrealu, ledwo drugi koncert na trasie po Ameryce Północnej, gdy Dave doznaje utraty głosu. Od początku koncertu Dave śpiewa bardzo słabo i nie równo. W miarę, jak koncert postępuje, postępuje też zanik głosu. Z numeru na numer jest co raz gorzej. Ledwo dociąga do setu Martina, w czasie którego zapada decyzja, że Dave nie wyjdzie już na scenę. Martin dostaje zadanie dokończenia koncertu przy pomocy swojego podwójnego setu.

Na tę noc setlista miała wyglądać tak: A Question of Lust / Death’s Door / prawdopodobnie Mercy In You. Gdyby tak było, to byłby to jeden z 5 wykonów tej wersji setu na trasie. Gdyby natomiast w secie pojawił się Get Right With Me, to był by to jeden z 7 wykonów na tej trasie. Z tym, że w Ameryce Północnej set z Get Right With Me [18] wykonano jedynie raz w Houston 1993.10.10.

Martin jako dodatkowy bonus wykonał Judas [40], oraz One Caress [31]. Ciekawy jestem jak wyglądała kwestia wizualizacji podczas tego koncertu ponieważ jak pamiętacie obrazy świecone do Judas [40] i A Question Of Lust [39] to jedno i to samo. Być może był to jedyny koncert, gdzie Judas [40] było bez wizualizacji, albo był to jedyny koncert na świecie, gdzie świeczki płonęły od końca dwa razy.

Druga ciekawostka tego koncertu to fakt, że właśnie z tego feralnego koncertu pochodzi zapis  One Caress [31] (bez kwartetu smyczkowego), ze smykami z klawisza, opublikowany potem na Songs Of Faith And Devotion – Live. Wbrew powszechnej opinii One Caress na SoFaD-Live to nie wynik dogrania partii klawiszowych smyków w studio, a świadomy wybór tej właśnie wersji z racji słabości wykonań kwartetów. W końcu nie ma jak to ręka Mistrza na żywo i do tego w stresie i napięciu w związku z zaistniałą sytuacją.

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
Death’s Door
Judas
One Caress

Nowy Orlean (USA) 1993.10.08

Kolejny raz koncert został przerwany w Nowym Orleanie 1993.10.08, miesiąc po feralnej utracie głosu w Montrealu 1993.09.08. Tym razem nie były to przejściowe trudności wynikające ze zbyt długiego picia i imprezowania. Tej nocy zespół nie był nigdy tak blisko przerwania całej trasy w swojej dotychczasowej historii. Koncert dotarł w swoje głównej części do bisów, niestety tym razem nie było dane Dave’owi wyjść na Personal Jesus [96], którym zaczynali ostatnią część koncertu. Trzeba tu dodać, że podobnie, jak to było w 2009 w USA, również i na tej trasie koncerty były obcinane o dwa ostatnie bisy, tj Fly On The Windscreen [79] i Everything Counts [88]. Powody nie był zawsze te same. Raz mogło to wynikać, ze słabej kondycji Dave’a innym razem główną przyczyną były regulacje lokalne o ciszy nocnej, wymuszające zakończenie koncertu o określonej godzinie.

W czasie koncertu Dave doznaje lekkiego ataku serca. Prowadzony przez Gahana styl życia zaczynał odbijać mu się na zdrowiu. Organizm nie wyrabiał już. Za komentarz do całej sytuacji niech będzie wybór przez Martina utworu, który śpiewa na bis. Pewnie ze względu na krótkość utworu, ale również jako najtrafniejszy opis sytuacji Martin zaśpiewał Death’s Door [49], po czym zniknął z Alanem ze sceny kończąc tym koncert.

Wszystko to działo się w czasie, gdy Dave był wieziony do szpitala karetką na sygnale. Dave zmierzał do …Drzwi Śmierci….

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
One Caress
Mercy In You
I Feel You
Never Let Me Down Again
Rush
In Your Room
Death’s Door

Kansass City (USA) 2006.05.10

Na kolejny niedokończony koncert „musieliśmy” czekać do maja 2006. Koncert okrzyknięty, jako zemsta Montezumy odbył się tuż po powrocie zespołu z trzy-koncertowej wycieczki do Meksyku. Ponownie przyczyną przerwania koncertu jest utrata głosu. Dave również przez całą pierwszą część koncertu śpiewał z utworu na utwór co raz słabiej, by w momencie wyjścia na scenę na pierwszy utwór drugiej części setu utracić głos dokumentnie. In Your Room [97] nie zostaje ukończone i po kolejnej próbie wykonania zespół podejmuje decyzje o zejściu Dave’a ze sceny. Fletch robi podkład pod zaistniałą sytuację i informuje publikę o kłopotach Dave’a. Rolę głównego wokalisty przejmuje Martin i rozpoczyna swój nieplanowany recital w kolejności Leave In Silence [26], A Question Of Lust [14], Somebody [34] i Damaged People [54].

W przypadku tego ostatniego utworu warto zaznaczyć, że kawałek ten po zakończeniu zimowej trasy nie był już w planach do grania. Jest to jedyne wykonanie tego kawałka na wiosenno-letniej strasie przez Martina.

Koncert był rejestrowany przez ekipę LHN z myślą o późniejszym wydaniu w ramach serii Recording The Angel. Jednak z powodu zejścia głosowego Dave’a koncert nigdy nie został upubliczniony, a nagranie powędrowało do archeo zespołu. Do tej pory była znana jedynie setlista koncertu, oraz przyczyny przerwania koncertu. Natomiast nikt nie upublicznił nagrania w postaci bootlegu. Aż do teraz… Podobnie, jak to było w przypadku koncertu z Canning Town 1982.02.27, również i tym razem powodem powstania tego tekstu jest wypłynięcie bootlegu z Kansas City.

Niestety bootleg nie jest pełny, gdyż nagrywający miał problem… z nadmiernym parciem na ścianki pęcherza moczowego, wywołane nadmiernym spożyciem sikaczy, o niskiej zawartości alkoholu, który w Europie nawet obok picolo bym nie postawił. Dobra problemy ornitologiczne jakiegoś taper’a to niby nie moja sprawa, ale miały wpływ na zapis jedynego opublikowanego bootlegu z tego koncertu. Taper nie dotrwał do refrenu Damaged People [54]  i ostatnie wykonanie tego numeru pozostaje nieudokumentowane. Początek też nie wystawia najlepszego świadectwa. Z całego koncertu ostał się jedynie zapis:

Leave In Silence
Fletch Speaks
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Setlista:

Intro [excerpt from I Want It All]
A Pain That I’m Used To
A Question Of Time
Suffer Well
Precious
Walking In My Shoes
Stripped
Home
It Doesn’t Matter Two
In Your Room
Leave In Silence
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Ateny (Grecja) 2009.05.12

Ten koncert wywołać może największe zdziwienie i polemikę, ale myślę, że kryteria jakie przyjąłem do przygotowania tego opracowania w pełni uprawniają ten koncert do znalezienia się w tym zestawieniu.

Publika „rozgrzana” występem Motor, a raczej temperaturą i zbliżającym się występem, nie była kompletnie gotowa na to, co usłyszą. Koncert właściwie się już zaczynał. Opływająca kulę DM, to było takie swoiste odliczanie do pierwszych dźwięków. Tym święcąca kula była na Tour Of The Universe, czym burza i błyski na Devotional Tour.

Zamiast jednak słyszeć pierwsze dźwięki In Chains [102] publika usłyszała informację o odwołaniu koncertu z powodu „niedyspozycji” Dave’a. W czasie gdy padały poniższe słowa, Dave jechał już na sygnale do szpitala.

Post factum już wiemy, że koncert zapowiadał zmiany, które fani zobaczyli dopiero w Lipsku 2009.06.08. Otóż znana jest pełna setlista tego niedokończonego koncertu. Miał być to pierwszy koncert na tej trasie, na którym zespół miał wykonać Policy Of Truth [100], po ledwo dwóch koncertach. Dave nie był zadowolony z In Sympathy [2] jako numeru na żywo. Nie wiele brakowało, aby ten sam los podzielił Peace i Come Back [35], jednak upór Dave’a zrobił swoje. Tu przeciwnikami byli Martin i Andy. Oczywiście nie twierdzę, że to miało się stać na koncercie w Atenach 2009.05.12. W każdym razie In Sympathy [2] było jeszcze próbowane przed koncertami w Nowym Jorku 2009.08.03-04, by potem zaniechać nierównej walki.

_

Miejmy nadzieję, że na najbliższej trasie nie doświadczymy taki koncertów. W końcu nikomu nie zależy, aby koncerty przerywane były w najmniej oczekiwanych momentach. Nawet jeżeli fajnie to potem wygląda w opracowaniach, a pewien blogger dzięki temu może strzelić kolejny sensacyjny tekst i popisać się powszechnie (???) znaną wiedzą.

Warszawa 1985 – trasa, świat, media…

W tekście z przed 2 lat próbowałem przybliżyć lokalną otoczkę pierwszego koncertu w Warszawie z poziomu lokalnego, miasta, hoteli, klubów. Jeszcze wcześniej opowiadałem o tym koncercie jako końcu pewnej epoki w historii depeche MODE. W tegorocznym wpisie przyszła pora na zajęcie się otoczką międzynarodową koncertu, trasy itp.

W 2009 napisałem, że koncert w Warszawie stał się z jednej strony punktem narodzin naszej subkultury, ale jednocześnie była to data (może bardziej okres) zamykający młodzieńcze lata w historii depeche MODE. Stało się to przez przypadek i jakby przy okazji. Nie było to dlatego, że depeche MODE upodobało sobie Polskę, wprost przeciwnie. Patrząc na historię tego okresu trudno nie ustrzec się przemyśleniom, że wizyta w Warszawie w lipcu 1985 roku to był jeden wielki przypadek. Nie zmienia to jednak faktu, że tym koncertem zamykali trasę promującą Some Great Reward, zamykali pewien rozdział, następna była już w kolejce składanka podsumowująca pierwsze 5 lat działalności zespołu.

W samym zespole atmosfera była również niewesoła. Ekipa miała poczucie dojścia do pewnego punktu, który wymagał od nich zmiany brzmienia i podejścia do tworzonej muzyki lub… rozpad. Przełom roku 1985/1986 był pierwszym poważnym kryzysem dla zespołu i chłopaki nigdy nie byli tak blisko wyprowadzenia sztandaru, jak wtedy. Po raz pierwszy w historii, ale nie ostatni. Efektem tego kryzysu był album Black Celebration – jeden z najmroczniejszych albumów w historii zespołu. Co “gorsza” Daniel Miller miał poważne obawy, że po bardzo przebojowym albumie z 1984 roku, kolejny album nie miał potencjału komercyjnego. A kolejny koncert po Warszawie 1985.07.30, to był otwierający Black Celebration Tour występ w Oxford 1986.03.29.

Ale wróćmy do Warszawy i Some Great Reward Tour. Wtedy trasa ta była najdłuższą trasą zespołu w historii obejmowała cały świat, no prawie… Setlista była najdłuższa ever… Powrót po latach do USA i to z sukcesem! Było jedno ale… nie wiem który z Panów (pewnie Martin, jako że mieszkał w Berlinie) miał chęć wybrania się za żelazną kurtynę, a konkretnie do ZSRR. Dla mieszkańców zażelaznokurtynowej krainy wyjazd w nasze rejony był uznawany za szczyt heroizmu i dawał +10 do szacunu na dzielni, a ponieważ wybrać się do ZSRR było szczególnie trudno, bo trzeba było zdać egazmin z czujności i moralności ploretariackiej, co by nie nawywijać jak Rolling Stones w latach 60. w Warszawie, to było tym bardziej trudno i jeszcze większy rispekt na kwadracie. Podobnie, jak Rolling Stones – dM nie mogli wywieźć ani grosza z naszej umęczonej przez Regana Ojczyzny, więc musieli zostawić kasę w Polsce, albo w barze, albo gdzie się dało np w Desie. Wyszła więc z tego wycieczka turystyczna połączona z potańcówką w podrzędnej tancbudzie, a wszystko płatne w Karolach i Ludwikach z których mogli co najwyżej zrobić sobie piekło-niebo, które dla nich miały wartość paciorków za które Holendrzy kupili Manhattan od Indian.

Finał był taki, że pomimo licznych starań zespół nie uzyskał zgody na koncert w Moskwie. Wszystko było właściwie już zaplanowane i po koncercie w Atenach 1985.07.26 zespół miał lecieć do radzieckich towarzyszy z wizytą przyjaźni i pozdrowieniami od uciemiężonej klasy robotniczej Wielkiej Brytanii, z której przecież sam się wywodził. Niestety dla najważniejszego z socjalistycznych krajów miłujących pokój i przyjaźń między narodami depeche MODE nie spełniali wysokich standardów ideologiczno-artystycznych (byli zbyt awangardowi? Martin ubierał się zbyt postępowo?), a jedna Construction Time Again nie była wystarczającą laurką opisującą ciężką dole robotników w UK i aspekty walki o światowy pokój na ziemi.

Koncert nie doszedł do skutku, podobnie jak wizyta w bratnim Berlinie Wschodnim, więc zapadła decyzja, że zespół pojedzie tylko do Budapesztu 1985.07.23 i właśnie Warszawy 1985.07.30. I tak przypadek i wroga postawa radzieckich towarzyszy sprawiła, że PAGART ściągnął do Polski kapitalistyczny zespół, który zawitał na Torwar by zaprezentować swoją twórczość polskim, młodzieżowym przodownikom pracy. Oczywiście na koncert postanowił się wybrać również wywrotowy element, ale bijące serce partii i aktyw dokonały prewencyjnego pałowania na Torwarze, dzięki temu potem prawie nie pojawiły się żadne nieprzychylne komentarze i recenzje jakoby nagłośnienie na koncercie było fatalne i stojąc z tyłu hali praktycznie słychać było tylko dudnienie.

Również w samej Socjalistycznej Polsce istniał sprzyjający klimat by gościły zagraniczne gwiazdy. Po zniesieniu stanu wojennego zachodnie gwiazdy zjawiały się w naszym kraju nie tylko w czasie Festiwalu w Sopocie, szumnie nazywanym międzynarodowym, ale też tak normalnie, jak to w kraju z przejściowymi problemami w zaopatrzeniu. W końcu normalizacja postępowała…

Dla depeche MODE decyzja o tym, aby wybrać się za żelazną kurtynę było przede wszystkim podyktowana tym, że dawało to większy szum i zauważenie w mediach w ich rodzimym kraju. W tamtym czasie zespołowi jeszcze zależało i walczyli o zauważalność medialną w UK, na szczęście potem przestali się już łudzić. Zespół miał zagwarantowane zwrócenie uwagi brytyjskiej prasy nie tylko muzycznej, również w TV członkowie depeche MODE mieli zagwarantowane przynajmniej 1-2 pytania typu: “No i jak i jak tam jest? Widzieliście dużo niedźwiedzi na ulicach?” Choć nie sądzę, żeby na ulicach pokazywano ich i szeptano potem:

  • To Ci co byli w Warszawie Pani kochana.
  • No niech Pani nie mówi i przeżyli???!!!

A i potem dzięki temu nasi, dziennikarze (z bloku wschodniego) mieli łatwiejszą robotę, bo mogli przeprowadzając wywiad spokojnie zapytać o wspomnienia z pobytu w 1985 roku. Zawsze to było miłe i fajnie się, gdy potem czytało, jak mówili ładnie o nas. Bo pytania z cyklu: ‚Czy przygotowaliście coś specjalnego dla polskich fanów?’ od dawna już na nich nie działają i raczej świadczą o niskim przygotowaniu dziennikarza do rozmowy.

PS. Jeżeli są jeszcze jakieś znane materiały z mediów o których tu nie wspomniałem, to prosiłbym napisanie w komentarzach MODE2Joy, lub na profilu na FB.

Work Hard jednak to nie Yetti

Kilka miesięcy temu napisałem, że Work Hard jest jak Yetti – wszyscy wiedzą że istnieje, ale nikt go nie widział na oczy. Dziś dostaliśmy poważny argument za tym, iż ten utwór jednak istniał w wersji koncertowej i być może był grany na wczesnych koncertach Construction Tour. Wyprzedaż Alana będzie mieć wiele zaskakujących zwrotów akcji i zaskoczeń. A to dopiero początek…

Alan Wilder wyprzedaje się, szerzej napisałem o tym wczoraj, fanowskie media trąbią o tym od jakiegoś czasu. Dziś Alan udostępnił zdjęcia rzeczy, które chce wystawić na sprzedaż. Po za tym, że łezka się w oku kręci, jak kawałek historii zostanie rozpuszczony po świecie (ach czemu nie jestem bogaty), to po otarciu łez wzruszenia zacząłem przeglądać rzeczy udostępnione zwiedzającym (bo tak chyba należy traktować te zbiory i tych co na tę stronę zajrzą) to wirtualne muzeum.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przyjrzał się niektórym sprawom pod kątem MODEontheROAD oczywiście :-). O wielu innych sprawach może kiedyś przyjdzie czas. Dziś o ‚odkryciu’ w tytule. Przeglądając stronę aukcji warto zerknąć na sekcję Memorabilia, gdzie Alan wystawił różne mniej lub bardziej ważne rzeczy często o znaczeniu około muzycznym lub około zespołowym. Mnie zaciekawił fragment  pt DM – Set lists, track sheets, drawings & paper trails. Oprócz projektów sceny z Some Great Reward Tour Alan zamieścił również zdjęcie z setlistami. Nie wiem czy to jest pełna kolekcja, czy jedynie fragment, ale wczytując się w to  zdjęcie na pewnym powiększeniu można bardzo wyraźnie przeczytać setlistę trasy Construction, oraz rozpiskę kto, co gra na koncercie, jak była kolejność podpięcia ścieżek? wypuszczanych na koncercie. Na tych rozpiskach widać też wyraźnie, że Work Hard było planowane / grane na tej trasie, jako 3 bis z 4. Dziś wiemy, że na bis szły 3 numery tylko.

item189

Niestety nie wszystko jest czytelne, artystyczny nieład psuje możliwość głębszego studiowania tych notatek.

image001

To jest jednak dla mnie bardzo mocny dowód na fakt istnienia koncertowej wersji tego utworu. Nadal jednak pozostaje otwartym pytanie dlaczego numer ten wyleciał z setu? Kiedy to się stało? Czy koncert w Glasgow 1983.09.20 był ostatnim na którym go zagrano? Czemu zespół umieścił w bisach utwór, który pochodzi z aktualnie promowanych wydawnictw? Przecież nigdy wcześniej, ani później tego nie robił (czasów przed Speak & Spell nie liczę) Czemu właśnie b-side? Pytań jest wiele. Ciekawe co jeszcze wyjdzie po tej aukcji….

Jak nie wydano Live In London 1982

W tym tekście będzie o tym, dlaczego pierwsze wideo z koncertu depeche MODE pojawiło się oficjalnie dopiero w 1985 roku. Być może nie wszyscy wiedzą, ale pierwsze oficjalne video w formacie VHS miało ukazać się w 1983 roku. Miał to być zapis koncertu który zarejestrowano 25.10.1982 roku w Londynie na Hammersmith Odeon. Ten tekst jest próbą opisania tego, dlaczego do tego faktu nie doszło. Nie biorę pod uwagę emisji w TV.

Pierwsza informacja o rejestracji koncertu w Londynie 1982.10.25 pojawia się w grudniu 1982 roku w biuletynie Information Sheet 12/82 (IS). Zespół ogłasza, że zarejestrował koncert, ale nic więcej nie wiadomo jeszcze. Co, Kiedy i jak będzie wydane owiane było tajemnicą. Nie mniej chętni już mogli korespondencyjnie zgłaszać zapotrzebowanie na to wydawnictwo.

W styczniu 1983 w biuletynie prowadzonym przez Jo i Anne znaleźć można przedsmak kłopotów. Wiadomość brzmiała: „Sorry but still no news on the plans for a video but we’ll keep You posted.” Zespół żył jeszcze A Broken Frame Tour ale już wiemy, że Panowie szykowali się do nagrania kolejnego singla, który został również włączony do koncertowej setlisty A Broken Frame Tour. W biuletynie pojawiła się również informacja, że fragment zapisu z tego koncertu pojawi się w postaci utworu Tora! Tora! Tora! [51], jako jedna ze stron B nowego single’a Get The Balance Right.

Kolejna informacja pojawia się miesiąc później w IS No 2/83. Zespół oficjalnie ogłasza, że video zostanie wydane bardzo szybko. Jeżeli dobrze rozumieć przekaz, to koncert miał być kompilacją, a nie zapisem 1:1 występu w Londynie 1982.10.25. Ciekawostką była informacja, że już była ustalona cena tego tytułu – Ł25. W tym samym biuletynie promowano jeszcze Get The Balance Right, a już zapowiadano trasę na jesień, mimo że niektóre utwory nie wyszły z fazy dema, a wiele utworów w ogóle jeszcze nie istniało.

W IS No 3/83 pojawiają się pierwsze informacje o opóźnieniach. Pojawia się info, że video nie jest jeszcze gotowe, ale na pewno datę wydania zespół poda w kwietniu. Jako rekompensatę zbyt długiego oczekiwania zostało zapowiedziane Get The Balance Right w wersji limitowanej, numerowanej wersji 12” z piecioma numerami z koncertu z Londynu 1982.10.25. Wydawnictwo to przeszło do historii jako „niebieski …& Live Tracks”??? z trojaczków (a nawet czworaczków), które finalnie wyszły na vinylu, jak i na CD.

W kwietniu znowu przeproszono za brak daty wydania koncertu z  Londynu 1982.10.25. Jako powód podano informację, że zespół nie widział jeszcze materiału przed finalnym montażem. Z tego powodu prace muszą się opóźnić.

Czerwiec przyniósł najpoważniejsze rozczarowanie. Tłumaczono, że zespół ma napięty program nagrywania nowego materiału, a odłożenie wydania koncertu na kolejne miesiące (mowa była już nawet o sierpniu) sprawiało, że koncert będzie prawie roczny. Dlatego zespół woli wydać (promować) nowy materiał, niż ciągnąć zamknięty, z punktu widzenia zespołu, rozdział.

W kolejnych miesiącach pojawiają się informacje o kolejnych dwóch „…& Live Trucks” czerwonym Everything Counts i zielonym Love In Itself.

Finalnie koncert został przeznaczony do dystrybucji w TV i Radio, dzięki czemu pojawiły się zapisy ze szwedzkimi napisami, oraz różnej długości edycje koncertu emitowane były na całym świecie. Efektem tego był wysyp dziesiątków bootlegów z najróżniejszą setlistą.

depeche MODE// 1982.10.25 Londyn
depeche MODE// 1982.10.25 Londyn

Analizując historię niewydania koncertu z Londynu 1982.10.25 trudno nie oprzeć się wrażeniu, że decyzja ta jest ofiarą własnego sukcesu zespołu. Narzucenie sobie tak napiętego programu, jakim było wydawanie nowych albumów co roku, a do tego trasy koncertowe (czasami po dwie w ciągu roku) sprawiało, że zespół nie miał miejsca na nic więcej ponad wydawanie singli i LP. I stąd też tyle koncertowych nagrań na stronach B singli. Zespół w to wszystko musiał wcisnąć chwilę odpoczynku w postaci wakacji. Jeżeli tylko były jakieś problemy techniczne, a w przypadku nagrań na żywo było to więcej jak pewne, zarówno audio, jak i wideo, trzeba było liczyć się z opóźnieniami. Stąd, być może, w pewnym momencie info o wydaniu jedynie kompilacji.

Nie można pominąć jeszcze jednego elementu (to już moja spekulacja). Myślę, że w pewnym momencie nadszedł moment, gdy zespół chciał jak najszybciej zapomnieć o A Broken Frame. Jeżeli spojrzeć na setlisty z wczesnych lat, to uderza jeden fakt. Do 1985 roku podstawą wszystkich tras koncertowych był album Speak & Spell. Oczywiście jej wpływ z biegiem lat malał. Nie mniej jednak dopiero rok 1987 przyniósł sprowadzenie ostatniego utwory z tego albumu jako zamiennika (bonusu). Mam na myśli Just Can’t Get Enough – jako zamiennik grany w czasie drugiej nocy – a setlista nie sięgała dalej, niż do Construction Time Again. Jednak to, co uderza najbardziej, to fakt, iż szykując trasę promująca Construction Time Again zespół właściwie grał set składający sie z dwóch płyt Speak & Spell i Construction Time Again. Podobnie było w przypadku Some Great Reward Tour. W przypadku obu tras A Broken Frame zostało sprowadzone jedynie do dwóch utworów. Na Construction Time – See You [47] i The Meaning Of Love [47], a na  Some Great Reward Tour – See You [79] i Leave In Silence [83].

Już w trakcie trasy A Broken Frame zespół pozbył się numeru z tej płyty i zamienił to na kawałek z poprzedniej płyty. Było to dosyć niezwykłe posunięcie, jak na koncerty, gdzie promowano konkretny album. W następnych latach zespół raczej prowadził politykę wywalania z setu, niż takiej zamiany jaka miała miejsce w przypadku trasy A Broken Frame. Właściwie między rokiem 1986, a 2006 nie pojawiło się na koncertach nic z tego albumu.

Dlatego w finale z pełnego zapisu w Londynie 1982.10.25 dostaliśmy jedynie płytę koncertową w odcinakach… (trzech) i masę wycieków w postaci bootlegów. Myślę, że zespół chciał odzyskać choć część kosztów poniesionych na rejestrację tego koncertu. Stąd decyzja na limitowanie (numerowanie) 3-kolorowych bliźniaków zarówno na winylu, jaki potem na CD.

depeche MODE// 1982.10.25 Londyn
depeche MODE// 1982.10.25 Londyn

Mówi się, że na wydanie debiutanckiego albumu ma się całe życie, na wydanie drugiej płyty zespół ma jedynie kilka miesięcy. A Broken Frame była w oczach zespołu słabą płytą, szalone tempo wydawania płyt i koncertowanie, oraz decyzja o niezapraszaniu Alana do pracy w studio przy A Broken Frame zemściło się brakami w produkcji i aranżacji utworów.

Myślę jednak, że w owym czasie była to niewielkie poświęcenie za cenę corocznego postępu i rozwoju zespołu na drodze do stania się wielką gwiazdą światowej rangi. Redukując oczekiwania wydawnicze zespół nabywał spore elastyczności w byciu tam, gdzie nie mógł być ze względu na obstrukcję radia, TV oraz prasy muzycznej. Użył patentu na zdobycie sławy wbrew mediom stając się największym towarem eksportowym Brytyjczyków na przekór im samym.

Warszawa 1985 – koncert, miasto, miejsca

Miało być wczoraj, ale emocje związane z Łodzią 2010.02.10 przeważyły, dlatego dziś kilka wspomnień i luźno powiązanych myśli z koncertem depeche MODE w Warszawie w 1985 roku.

Jaka była Warszawa lipcu 1985 roku, którą zobaczyła ekipa depeche MODE, gdy zjawili się na pierwszy i jedyny (do 2001 roku) koncert? Członkowie, byli i obecni, przepytywani na okoliczność pierwszego pobytu w Polsce z reguły załatwiają temat kilkoma okrągłymi słówkami o tym, jak to pojechali za żelazną kurtynę, jak to były tu trudne czasy i że Warszawa była szara i ponura. Te grzecznościowe słowa równie dobrze można przypiąć do każdego wywiadu udzielanego dziennikarzowi z Europy Wschodniej.

Bilet na koncert w Warszawie 1985.07.30
Bilet na koncert w Warszawie 1985.07.30

Wyjaśnienie jest proste. depeche MODE, po tylu latach grania, bycia w trasie po prostu nie pamiętają wielu wydarzeń. Koncerty, jakkolwiek istotne dla różnych ludzi, dla dM zlewają się w jeden ciąg. Nie oszukujmy się też, wiele koncertów to takie z cyklu zagrać i zapomnieć. Właściwie jeżeli chcielibyśmy się czegoś więcej dowiedzieć o pobycie dM w Warszawie w 1985, to trzeba pytać wszystkich innych zaangażowanych w różny sposób w ten koncert, a nie zespół i menedżment.

Kiedy depeche MODE zjawiło się w Warszawie w 2001 roku i spali w Bristolu. W wieczór po koncercie w Wilnie 2001.08.31 zespół wypoczywał w barze hotelowym warszawskiego hotelu. Kilku fanów miało okazję się spotkać m.in. z Martinem, Andym, Kesslerem, Eignerem. Zostali zaproszeni na browara. Jedną z pierwszych kwestii było ustalenie faktu, kiedy dM ostatni raz było. Baron Kessler stwierdził, że w Polsce ostatni raz byli w 1983, na co szybko jeden z fanów zaprotestował, że było to w 1985 roku. Na co Martin stwierdził pokazując na fanów – „Słuchaj ich oni wiedzą najlepiej„. Ta scena obrazuje najlepiej sens zadawania pytań z cyklu – „Co pamiętasz z pierwszego pobytu w Warszawie?” Dobrym przykładem jest tu wywiad z Alan’em dla jednej z polskich stron:

Nie sposób nie poprosić Cię o odpowiedź na pytania dotyczące Depeche Mode. Wiemy, że to było bardzo dawno temu ale może pamiętasz… 30 lipca, 1985 rok. Ostatni koncert podczas Some Great Reward Tour i jednocześnie pierwszy w komunistycznej Polsce. Co pamiętasz z tego koncertu? W nawiązaniu do koncertu, jakie były Twoje odczucia i opinie o tym co zobaczyłeś za żelazną kurtyną? Jakie miałeś wyobrażenie o fanach Depeche Mode z „bloku wschodniego”?

Szczerze mówiąc nie pamiętam zbyt wiele z tamtego koncertu. Przyznam, że Warszawa wydała mi się być bardzo ponurym miastem, a sam hotel pozostawiał wiele do życzenia. Pamiętam, że w restauracji grał stylizowany na lata siedemdziesiąte zespół, a w barze sprzedawali tylko whisky. Wspomnienie koncertu jest również rozmazane, jednak jestem pewien, że publiczność była nastawiona bardzo entuzjastycznie. Jak zawsze w Wschodniej Europie. źródło: Devotees

Podobnie kurtuazyjnie wypowiadał się Andy po koncercie w Warszawie w 2001 roku.

Zastanówmy się w takim razie co depeche MODE mogło by pamiętać z tamtych czasów, jak wyglądała Warszawa w lipcu 1985 roku?

Zdjęcie ekipy koncertowej na Torwarze 30.07.1985
Zdjęcie ekipy koncertowej na Torwarze 30.07.1985

Bezpośrednio z depeche MODE w Warszawie wiążą się cztery miejsca:

  • Hotel Victoria – ówcześnie największy wypas w mieście, oaza zachodu w stolicy kraju za żelazną kurtyną. Zespół zatrzymał się tam 27 lub 28 lipca przed koncertem. Poprzedni koncert w Atenach 1985.07.26 odbył się na festiwalu, w czasie którego wybuchły zamieszki, po za tym podróż z Aten do Warszawy najeżona granicami, kontrolami itp sprawami była dosyć uciążliwa. Po za tym musieli wydać wszystkie drachmy :-). A wracając do Victorii, podobno jeszcze do połowy lat 90. można było za niewielką podziękowanio-opłatą wejść w posiadanie kopii wpisów do księgi gości, jakie pozostawili po sobie członkowie zespołu. Skończyło się to wraz ze zminą właściciela hotelu i odejściem na emeryturę zaprzyjaźnionego pracownika.
  • Drugim miejscem jest Torwar, stary Torwar oczywiście. O tyle istotny, że tam odbył się koncert, choć niczym charakterystycznym się nie zapisał. Ot jedno z niewielu miejsc w stolicy, gdzie można było zagrać koncert w owym czasie, po za Kongresową. Prawdę powiedziawszy do tej pory nie ma takich miejsc za wiele w tym mieście. Torwar to było miejsce z odpadającym parkietem i fatalną akustyką. Świadek pałowania wielu fanów, którzy przybyli na ten koncert bez biletów, a jak nawet mieli, to ZOMO i ochrona miała poligon doświadczalny przed demonstracjami opozycji w następnych latach.
  • Kolejnym miejscem gdzie zjawili się członkowie depeche MODE, była DESA.  Miejsce, gdzie można było nabyć dzieła sztuki i kultury polskiej, często jedynie za dolary. Polska po zakończeniu stanu wojennego, to kraj permanentnego kryzysu gospodarczego. Sankcje gospodarcze administracji Ronalda Regana dały się Polsce mocno we znaki. Zadłużony kraj potrzebował dewiz, albo inaczej pozbywał się ich baaardzo niechętnie. Zespoły grające w Polsce Ludowej przyjmowały zapłatę jedynie w twardej walucie. Pagart oczywiście sumiennie ją im wypłacał, jednak chwilę później jakby od niechcenia nadmieniał, że polskie regulacje dewizowe zabraniają wywożenia walut z pierwszego obszaru płatniczego po za granice kraju.

Zmuszało to zespoły to wydawania wszystkiego, co zarobili tu na miejscu w Polsce. Legendarna jest już historia Roling Stones, którzy za zarobione dewizy kupili wagon wódki, który został i tak w Polsce, a kolejarze z bocznicy, gdzie stał ten wagon mieli używania jeszcze przez dłuuuuuugie lata. Martin nie był tak hojny. Zakupił jedynie kilka pamiątek, które udało mu się zabrać do Anglii.

A tak w 1985 roku Alan i Martin opowiadali o wizycie za żelazną kurtyną, w tym o koncercie w Warszawie:

Televison Set – czyli rozważania o początku…

Pracujemy obecnie nad stronami i koncertami odnoszącymi się do początków działalności zespołu. Poniższy tekst jest próbą zebrania znaków zapytania, ale również prezentacji wniosków jakie powstały w czasie prac nad tym etapem historii zespołu.

Zaczynając pracę nad serwisem chciałem „załatwić” kilka spraw za jednym razem. W tekście inaugurującym powstanie MODEontheROAD.pl napisałem: Serwis ten nie jest jednak efektem spłynięcia naszej jaśnie oświeconej wiedzy na jeden z serwerów, gdzieś na peryferiach cyberprzestrzeni, ale był/jest próbą podzielnia się naszym doświadczeniem oraz, często próbą odpowiedzenia na pytania, które sami sobie stawialiśmy dyskutując o depeche MODE i ich koncertowaniu. Pod wpływem prac nad stroną wiele naszych poglądów zostało zweryfikowanych, ale też pozwoliło precyzyjniej wypowiadać.

Prace nad serwisem urodziły również nowe pytania, albo doprowadziły do wniosków, które stawiają pod znakiem zapytania sposób wg, jakiego były do tej pory pokazywane niektóre sprawy.

Ten pierwszy raz…

Na oficjalnej stronie zespołu, jako datę pierwszego koncertu zespołu podaje się 1980.05.31. Niby wszystko oki, ale mam kilka uwag do tej daty, co nie zmienia w finale, że również i my tworząc MODEontheROAD.pl przyjęliśmy ją jako datę pierwszego razu. Chciałbym tylko, aby brano tę datę umownie, bo równie dobrze, gdyby zespół powiedział, że datą tą jest 1980.06.14 lub 1980.10.29 również wszystko było by w porządku.

No dobrze to, co z tą datą? Oficjalna strona mówi, że 31.05, biografia wg J. Millera mówi, że 30.05, a biografia wg Malinsa… nic nie mówi :-). A oficjalny fan-zin zespołu – Bong podaje sprzeczne ze sobą informacje. Łącznie z tym, że zamiast daty 31.05 mamy czerwiec [patrz BONG 14 vs. BONG 28 z późniejszym przedrukiem w BONG 52]. Komu wierzyć? Biografia Millera uchodzi za super bogatą w fakty, oraz opartą nie na rozmowach z zespołem, ale na analizie źródeł i relacji z uczestnikami wydarzeń. W tym przypadku jednak to ‚Stripped’ mija się z faktami. Na marginesie takich kwiatków w tej biografii znajdzie się jeszcze kilka.

Composition Of Sound 1980
Composition Of Sound 1980

Tak z ciekawości spojrzałem w kalendarz maja 1980. Otóż 30.05 to piątek, a 31.05 to sobota. Odpowiedzcie sobie na pytanie, kiedy łatwiej zorganizować koncert przez 4 chłopaków ledwie po szkole, którzy dopiero, co rozpoczęli pracę, na najniższych, w hierarchii stanowiskach w piątek, czy w sobotę. Ale nawet, jeżeli przyjmiemy, że udałoby się czterem nastolatkom zaraz po pracy przyjechać i rozłożyć cały majdan (przecież wtedy sprzęt wozili albo sami, albo pomagali koledzy lub rodzice), to czy udałoby im się zagrać koncert w szkole? Trzeba nie zapominać, że koncert Composition of Sound odbył się w szkole Martina, Vince’a i Andy’iego. Nie sądzę, aby było możliwe zrobienie koncertu, albo przynajmniej przygotowanie się do niego w czasie trwania zajęć szkolnych. Jedynym sensownym terminem jest weekend – sobota.

Wspomniałem też o dacie 14.06. Ponieważ  Composition of Sound 31.05 wystąpiło w składzie: Vince Martin – syntezator i śpiew, Martin Gore – syntezator i chórki, Andy Fletcher – bas i Rob Andrews (Allen) – automat perkusyjny – przytaczam za biografią ‚Stripped’. Tym czasem Dave Gahan dołącza do  zespołu właśnie 14.06. Choć istnieje duże prawdopodobieństwo, że na wspólnych koncertach The French Look i Composition of Sound był obecny już wcześniej. Przede wszystkim, dlatego, że był dźwiękowcem tych pierwszych, więc może historię koncertową należy liczyć dopiero od momentu, gdy Dave staje się wokalistą  Composition of Sound?

No dobrze, to skoro 14.06, to czemu nie 29.10 tego samego roku? W końcu pierwszy koncert zespołu depeche MODE odbył się właśnie późną jesienią 1980 w Londynie w Jazz Club Ronniego Scotta, a my mówimy przecież o koncertowej historii depeche MODE. No tak, ale przecież Composition of Sound to właściwie depeche MODE, tylko pod inną nazwą. Historię o tym, jak to Dave zaproponował zmianę nazwy jest dobrze znana. Tylko skoro przywołujemy Composition of Sound jako protoplastę depeche MODE, to czemu w takim razie nie przywoływać „koncertowej” historii taki zespołów, jak: Film Noir, French Look, No Romance In China, czy w reszcie The Plan, czy The Blood? Myślę, że z wyjątkiem No Romance In China reszta nazw jest średnio znana, albo wcale. A i tak w przypadku  No Romance In China, znana jest tylko nazwa. Trzeba dodać dla zachowania sprawiedliwości, że część z tych zespołów istniała równolegle lub była kilku miesięcznymi lub nawet tygodniowymi projektami. Wszystkie te zespoły przepływały jeden w drugi lub były kolejnymi wcieleniami tych samych ludzi tylko dlatego, że jeden z nich przyniósł do zespołu np. klawisze i przez to zmieniało się brzmienie zespołu, a co za tymi idzie powstawała paląca potrzeba nowego określenia się, nowego szyldu.

Speak & Spell Tour
Speak & Spell Tour

Przecież w tych wszystkich zespołach grali przyszli członkowie depeche MODE, często ze sobą razem, a składy różniły się jedynie jednym lub dwoma osobami. Również osobą często pomijaną we wszelkich opracowaniach nt depeche MODE jest niejaki Rob Allen aka Rob Marlow. Człowiek, który występuje równie często we wszelkich opracowaniach dotyczących okresu 1979-1981, co pozostali członkowie zespołu w owym czasie. On również współtworzył The French Look – zespół, w którym grali Martin i Vince (równolegle do  Composition of Sound), on również współtworzył Composition of Sound na pewnym etapie.

Historia Roba Allena jest tematem na oddzielny wpis. Dla mnie jego historia, jako człowieka, któremu, wbrew predyspozycjom, zdolnościom muzycznym i wielu próbom zaistnienia na scenie muzycznej nie udało się to, co depeche MODE w składzie z 1981 roku. Paradoksalnie to Allenowi była wróżona kariera, a nie ludziom takim jak Andy, Martin czy Dave. Może nie jest to historia na miarę 5 Beatlesa, ale coś w tym jest.

Koncerty, czyli kiedy tak na prawdę zaczęło się Speak & Spell Tour?

Przejdźmy teraz już do samych koncertów. Co prawda historię Composition of Sound / depeche MODE datuje się od 31.05, ale chcieliśmy być konsekwentni i podaliśmy również terminy (tak blisko jak to możliwe) wcześniejszych prób scenicznych poszczególnych członków zespołu w różnych konfiguracjach. Inaczej niż do tej pory było to robione podzieliśmy koncertowe dokonania zespołu w latach 1980-1981 (1982). Przede wszystkim wcześniej do okresu nazywanego: Early Days, zaliczano okres od 1980.05.31 do czerwca czasem września inni kierując się pewną logiką aż do 1981.10.31. (Dlaczego do tej daty? Wyjdzie to w toku tej części tego artykułu). Na oficjalnej stronie podział pierwszych dwóch lat i częściowo 1982 roku) zrobiony jest kalendarzowo, bez wnikania w szczegóły merytoryczne. Gdyby pójść tym tropem, trzeba by całość koncertowej historii podzielić na lata i dzięki temu np rok 1984 zawierałby zarówno fragment trasy Construction, jak i znaczący fragment trasy Some Great Reward. Co za tym idzie wymagało by to dublowania wiadomości oraz rozbijania pewnej całości, jaką tworzą poszczególne trasy i wszystko co jest z nimi związane np. koncerty rozgrzewkowe, promocje dla TV itp.

Dlatego opracowując lata 1979 – 1982 postanowiłem podejść do nich tak samo jak np. do trasy Exciter. Idąc tym tropem wczesny okres (na stronie opisany, jako Early Days) kończy się na lutym 1981. Natomiast rozdział opatrzony tytułem Speak & Spell Tour zaczyna się wraz z wydaniem pierwszego singla / utworu na płycie. Idąc tą analogią Wydanie Photographic na płcie Some Bizzare, a zaraz po tym Dreaming Of Me jest tym, czym dla Excitera był cały okres od wydania singla Dream On do rozpoczęcia Exciter Tour.

183500_10150137299277526_660982525_8120812_4702459

Zastanawiałem się również czy nie pójść w drugą stronę i rozdział Speak & Spell Tour nie zacząć dopiero od końcówki października 1981, gdy zaczęła się pierwsza, z prawdziwego zdarzenia trasa koncertowa zespołu. Wszystko, co było przecież wcześniej należy traktować jako seria pojedynczych koncertów, czasami po dwa dziennie i niepowiązana w żaden sposób w jakąś logiczną całość pod jednym szyldem. Zespół właściwie w tamtym czasie pracował na etacie, koncertował, w przerwach nagrywał kolejne utwory, a do tego promował je w TV i prasie. Zostaliśmy jednak przy podziale Early Days 1980.05.31-1981.02.26, natomiast rozdział Speak & Spell Tour podzieliśmy na 4 części:

  1. Okres od marca 1981 do połowy maja 1981 – nieregularne koncerty od końca trasy promującej album Some Bizzare;
  2. Okres od końca maja 1981 do przeszło drugiej połowy września 1981 – Dreaming Of Me Tour
  3. Okres od końca września 1981 do połowy listopada 1981 – Speak & Spell Tour
  4. Okres od grudnia 1981 do drugiej połowy stycznia 1982 – 4 koncerty z setlistą ze Speak & Spell Tour poprzedzające bezpośrednio See You Tour (3 koncerty już z Alanem)

Taki podział wynika z kilku czynników. Przede wszystkim był to czas, albo prac w studio, albo też ukazania sie kolejnych singli. Za każdym razem, gdy zespół powracał po przerwie, powracał również z nowymi utworami, a co za tym idzie ze zmienioną setlistą. Często bardziej niż tylko o nowe utwory.

Bootlegów z tego okresu nie ma wiele. W zależności od tego jak się liczy te zapisy jest ich albo 18 albo 19 (nie jest w tej chwili istotne, jakie są oki, a jakie nie). W każdym razie najwięcej jest z jesiennej trasy w 1981 roku. Analizując setlisty widać wyraźnie jak ewoluował set, widać też, że nie zmieniał się on z koncertu na koncert, przynajmniej od momentu, gdy stało się jasne, że zespół ma szansę na więcej, niż jeden singiel.

Tu dochodzimy do kolejnego ciekawego spostrzeżenia, które zainspirowało mnie napisania tego tekstu. Utwór Television Set. Utwór ten jest jednym z lepszych utworów z tego okresu. Zespół praktycznie przez okrągły rok, a na pewno od października 1980 do drugiej połowy września 1981 używał tego utworu, jako openera na wszystkich koncertach. Utwór przed długi czas był przewidziany na płytę, nawet rozpatrywano go w kategorii singla. Utwór ten należał również do ulubionych kawałków członków zespołu, a i na ootlegach z 1982 roku słychać, że kawałek był co najmniej tak popularny jak Enjoy The Silence obecnie (przy zachowaniu wszelkich proporcji oczywiście). Jednak fakt, że żaden z członków zespołu nie był jego autorem, a jedynie aranż na klawisze był autorstwa Martina sprawił, że od trasy promującej Speak & Spell utwór powędrował na koniec setu, jako ówczesny hit zespołu, ale też dlatego, że zespół chciał promować swoje, autorskie utwory. Definitywnie po See You Tour zespół porzucił ten utwór na zawsze.

Na koniec tego tekstu dwa punkty dotyczące koncertów z jesieni 1981 i stycznia 1982. W książce J. Millera jest napisane, że ostatni dzień października 1981 jest początkiem tego, co uznać można za faktyczne Speak & Spell Tour. Czy do końca? Co prawda autor ‚Stripped’ zauważa, że depeche MODE przed tą trasą pojechało na serię koncertów po Europie, dokładnie 4, ale nie zauważa już, że te koncerty miały tę samą set-listę, co późniejsze koncerty po Wielkiej Brytanii. Dlatego ja zaliczam je do trasy promującej pierwszą płytę, a przerwę między częścią kontynentalną, a częścią na wyspach należy traktować, jako przerwę między częściami trasy (leg 1 i leg 2), którą zespół wykorzystuje na promocję w mediach i sprawy związane z pracą każdego z członków zespołu.

Ostatnie zagadnienie dotyczy 4 koncertów po zakończeniu  Speak & Spell Tour. Zespół zagrał z początkiem grudnia 1981 występ rejestrowany przez TV, był to jednocześnie ostatni występ z Vincem Clarke’iem w składzie, oficjalnie już po zakończeniu trasy albumowej. I tu jest pełna zgoda. Natomiast w drugiej połowie stycznia 1982, już z nowym klawiszowcem sesyjnym – Alanem Wilderem zespół zagrał 3 koncerty w tym 2 w USA. Uważam, że te koncerty zostały zagrane z set-listą taką samą jak na jesieni 1981. Był zbyt krótki odstęp na to, aby przygotować nową set-listę znaną z See You Tour w okresie między odejściem Clarke’a, a przyjęciem nowego klawiszowca. Zespół musiał również wygospodarować czas na nagranie i promocję nowego singla See You. Można się zastanawiać, czy podczas tych trzech, styczniowych koncertów zespół grał już See You i Now, This Is Fun, czy jeszcze nie, ale na pewno te koncerty były po to, aby Alan mógł się ograć z nowym dla niego materiałem.

Również Alan wspominał podczas spotkań z fanami, że z niektórymi utworami z pierwszego albumu miał tylko krótką styczność zaraz na początku bytności w depeche MODE, potem już tylko tyle ile grali na koncertach, na kolejnych trasach. Ta styczność mogła być tylko podczas pierwszych koncertów w 1982 roku.

1982: MODEPECHE w Brighouse
1982: MODEPECHE w Brighouse

Tyle uwag w temacie wczesnych koncertów, znaków zapytania jest sporo i cały czas rodzą się kolejne. Brak pełnej wiedzy sprawia, że wiele spraw ustalanych jest na zasadzie analogii, poszlak lub zestawiania ze sobą pozornie odległych faktów. Pracy przed nami co nie miara…

You can see them running through me baby
You can see the lights in their eyes
You can see the masses raising me
And I’m preaching them more lies
I’m just a mass-form communication
I sell what everyone buys
You know my appearance is changing
Changing for modern times
I’m just a television set
I’m just a television set
I’m just a television set

_

Do tej pory, oprócz powyższego, napisałem następujące opisy tras koncertowych:

Devotional Tour – 2011.04.10

Music For The Masses – 2011.04.14

depeche MODE na swoim czyli See You Tour – 2012.04.11

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? #1

Mówi się, że jest kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka. Mówi się też, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W czasie tej trasy zaliczyliśmy z depeche MODE wzloty od zachwytu przez załamki, po znowu wzloty, ale czy koniec trasy to będzie lądowanie z telemarkiem czas pokaże. Dziś depeche MODE zaczyna ostatnią część trasy promującej Sounds Of The Universe.

A łaska fanów na pstrym koniu jeździ można dodać jeszcze. Ale do rzeczy…

Przez lata było tak: depeche MODE jechało w trasę koncertową planowało set i tłukło go przez całą trasę, co najwyżej wywalając jakiś utwór (np. Here Is The House w 1986), a jeżeli już coś dodawali, to z musiku i po najmniejszej linii oporu (Somebody w 1986), albo dlatego, że rozpoczynali promocję singla (np Shake The Disease w 1985), ale tak na prawdę potem już nic nie robili tylko jechali z niezmiennym setem do końca trasy. Często nawet i tego nie robili i grając dwie, a nawet trzy noce z rzędu na tapecie był ten sam set co noc (Londyn, Hamburg 1983, Berlin, Kolonia, Chicago, Nowy Jork 1998) długo by wymieniać.

depeche MODE // Irvine Meadows 1986
depeche MODE // Irvine Meadows 1986

W każdym razie opowieści członków zespołu o tym, że mają kilka taśm oznaczonych kolorami, na różne występy i dostosowują w występy do potrzeb chwili można było między bajki włożyć. Bo, ani nie czuli takich potrzeb (jak widać z historii), a jeżeli już to były to akcje typu It Doesn’t Matter do podkładu z Somebody – Tokyo 1985.04.12, czy niby akustyczne Somebody w Kopenhadze 1986.08.16.

Przez lata największym zarzutem był fakt, że nic nie zmieniają, grają w koło to samo. Potrafią setlistę jedną grać przez całą trasę. Do tego ewolucja samych utworów była nieznaczna. Zbierając bootlegi np. z trasy Construction Tour, jeżeli nie było się zainteresowanym wpadkami ze sprzętem, to właściwie wystarczyły tylko 2 booty jeden z 1983 i drugi z wiosny 1984 + występ przed Eltonem Johnem i gitara. Podobnie miała się sytuacja z trasą z 1986, czy nawet 1990. Pewne zamieszanie wprowadziła tu trasa z lat 1987/1988, ale i tu mając bootleg np z Monachium 1987.10.25, Londyn 1988.01.12, coś z Azji 1988 i 101 mieliśmy temat załatwiony. Najlepiej obrazuje to poniższe zestawienie, gdzie zestawiłem długość setu vs liczba wszystkich utworów granych na trasie.

Długość setlisty vs. Liczba utworów granych w totalu:

  • Speak & Spell Tour: 15/16
  • See You Tour: 17/17
  • A Broken Frame Tour: 18/20
  • Construction Tour: 17/18
  • Some Great Reward Tour: 19/21
  • Black Celebration Tour: 20/22
  • Music For The Masses Tour: 19/23
  • World Violation Tour: 20/24
  • Devotional Tour: 19/24
  • Exotic / US Summer Tour: 17-18/23
  • The Singles 86>98 Tour: 20/22
  • Exciter Tour: 21/29
  • Touring The Angel: 20-22/33
  • Tour Of The Universe: 20-22/38

W niektórych miejscach musiałem uśrednić, bo set był zmienny jeżeli chodzi o długość. Pierwsza liczba/liczby to długość setu, liczba po ukośniku to liczba wszystkich utworów zagranych na trasie.

Również pod względem długości obecna trasa jest jedną z dłuższych:

  • Music For The Masses Tour: 101
  • World Violation Tour: 88
  • Devotional Tour: 96
  • Touring The Angel: 124
  • Tour Of The Universe: 102 (jeżeli wszystko co zaplanowali zagrają, a pamiętać należy, że zagraliby więcej, gdyby nie choroba Dave’a)

depeche MODE zaczynają się zmieniać dopiero w latach 90., ale trudno zaprzeczać faktom, że dopiero ostatnie dwie trasy pod tym względem są rekordowe.

Clean, Warszawa 2001.09.02
Clean, Warszawa 2001.09.02

Podstawowy zarzut w rozmowach z niefanami o tym, że nie warto iść na dwa koncerty upada. Na poprzedniej jak i na tej trasie było bardzo wiele momentów, że ciężko było przewidzieć co zespół zagra z nocy na noc. Nie dość, że setlista miała różną długość, to utwory wskakiwały na jeden, dwa, kilka koncertów, to jeszcze zmieniały miejsce w secie co koncert. Dodatkowo zespół co raz częściej na Touring The Angel i Tour Of The Universe improwizował (jak na zespół elektroniczny).

Jest to też pierwsza trasa w historii zespołu gdzie na bis nie jest grany singiel z poprzedniej płyty, a do tej pory tak było, łącznie z Touring The Angel.

W liczbach wygląda to wszystko imponująco i już w tej chwili jest to trasa rekordowa.

Warszawa 1985 – początek i koniec*

Czasami człowiek nie zdaje sobie sprawy, że jedno drobne wydarzenie, jednego wieczoru może mieć takie wielki wpływ na życie wielu ludzi. Dopiero po latach odkrywamy, że dany dzień, wieczór, koncert był tym przełomowym. Niby tylko 2 godziny zabawy, a jednak…

Mam tu na myśli pierwszy koncert depeche MODE w Polsce. Kiedyś w prywatnych rozmowach ukułem stwierdzenie, że data 30.07.1985 jest dniem narodzin subkultury depeche MODE w Polsce. Oczywiście wcześniej ludzie słuchali dM w naszym kraju, ale ten koncert pozwolił zobaczyć, jak wielu nas było, a raczej ich, bo fani, którzy wtedy się spotkali to nie Ci sami, którzy dołączyli do subkultury w czasie eksplozji popularności Violator’a w 1990.

Koncert w Warszawie to wydarzenie, które pozwoliło nam fanom zacząć się organizować w fankluby. W każdym z miast fani zaczęli spotykać się, a później organizować pierwsze depoteki, zloty… życie fanowskie nabrało rozpędu.

Ale ja chciałbym wspomnieć jeszcze od jednym fakcie. jakby o czym innym, trochę na innym poziomie. Analizując, przeglądając trasy koncertowe w poprzednich lat, zatrzymałem się chwilę nad jedną sprawą. Koncert w Warszawie jest ostatnim koncertem, na którym wykonano wiele utworów, do których dM już potem nigdy nie wracało. Trasa roku 1985 zamykała, wraz z wydaniem składanki The Singles 81>85 pewien okres w historii zespołu. Okres, z którego z jednej strony zespół nie jest do końca „dumny”, z drugiej strony zakończył „młodzieńczą” część historii. Po koncercie w Warszawie nastąpiła znacząca zmiana w brzmieniu, wyglądzie i postrzeganiu muzyki jako takiej. To, co nastąpiło po tym czasie, po 15 latach zostało zamknięte później w składance The Singles 86>98, która stanowi trzon koncertowy wszystkich tras po 1990 roku.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Wracając do ostatnich wykonań na trasie. Koncert w Warszawie był dla nas pierwszym w życiu, jednocześnie był ostatnim dla zespołu na trasie promującej płytę Some Great Reward. Jak już napisałem, zespół tym koncertem zamykał pewien okres, również w koncertowej historii dM. Po tym koncercie nie zostały już zagrane takie utwory jak:

Lie To Me
If You Want
Puppets
New Life
Shout!
See You
Two Minute Warning
Shame
The Landscape Is Changing
Told You So

Niby bzdet i pewnie można by wymienić wiele koncertów w historii dM, po których jakiś utwór nie był już nigdy grany. Jednak uważam, że akurat ten koncert ma pewne znaczenie symboliczne.