Archiwa tagu: koncert depeche mode

KoronaMODE

Na początku pomysł był prosty, żeby zrobić coś dla innych. Bez zadęcia i napinania się, na chwilę. Przejrzałem swoją biblioteczkę z koncertami. Wyszło, że mam 14 dobrych koncertów, które mogę odpalić co wieczór, aby Wam umilić czas kwarantanny. Trochę poprzeplatać trasy, miasta i będzie dobrze.

Już po tygodniu było wiadomo, że na 2 tygodniach się nie skończy. Wtedy zaczęły się poszukiwania, dyskusje, odkopywanie zakurzonych placków DVD, czytników płyt, zapytania po znajomych. Ruszyła manufaktura z konwertowaniem i montowaniem surowego materiału po nocach. Z pomysłu zrobiło się małe studio TV.

Nie byłem w tym sam, co prawda to ja dawałem tzw. ryja, ale warto, żebyście wiedzieli, że cowieczorne oglądanie koncertów na zapleczu miało charakter zespołowy. Chcę przede wszystkim podziękować Jackowi, który zarywał noce jak ja. Często proces wyglądał tak: Jack zgrywa (pod warunkiem, że czytnik płyt chce pracować), ja montuję, żeby na następny wieczór był kolejny koncert z naszych lub dostarczonych przez DeMeyera placków i plików. Niekończące się dyskusje, co dać i w jakiej kolejności. Od początku wiedziałem, że to jest moment, w którym warto uwypuklić polskie koncerty zespołu. Skoro widownia międzynarodowa. Dlatego każda niedziela to był dzień polski. Reszta to już wynik ścierania się pomysłów i dyskusji z Jackiem. Czasami był spontan, czasami sztywne trzymanie się założeń. Jak dobrać miks profesjonalnych nagrań vs. amatorskie rejestracje i multicamy? Sporo nas nauczyły te wieczory.

No dobrze, to jak wyglądała całość w liczbach. Wyszło nam łącznie 61 godzin emisji koncertów i dokumentów. Odwiedziliśmy łącznie 13 krajów. Najwięcej koncertów zaprezentowaliśmy z Niemiec – 9, USA – 7, UK – 6, Polska – 5, Francja – 4. Wszystkich koncertów zobaczyliście 39 w 35 dni.

Jeżeli chodzi o trasy, to jedynie See You Tour nie miało swojej reprezentacji, ponieważ z tej mini trasy nie ma żadnego zapisu wideo. Z pozostałych tras przynajmniej jeden koncert został wyemitowany. Najwięcej koncertów pochodziło z Global Spirit Tour i Delta Machine Tour – 6 koncertów, Devotional Tour i Tour Of The Universe – 4 koncerty. Z niektórych tras wyświetlone zostały wszystko, co jest publicznie dostępne.

Był plan, żeby puścić kilka miodnych koncertów, ale jakość nie pozwalała nawet o myśleniu o tym. Mam tu na myśli Pragę 1998.09.15 i Londyn 1993.07.31. Miło, że kilka koncertów było dla Was zaskoczeniem i odkryciem. Choć zdarzyło się też kilka przewidzianych i nieprzewidzianych wpadek np. dzięki Facebook’owi — Frankfurt 1993.07.21, czy koncert Martina z jego solo trasy.

Wyświetlenia koncertów w czasie.

Średnio na koncert uczestniczyło w szczytowych momentach – 152 osoby. Najwięcej fanów, w jednym momencie, obserwowało koncert z Lizbony 2017.07.08 – 281, a najmniej koncert Martina z LA 2003.05.07 – 58. W szczegółach top 10 najlepiej oglądanych koncertów (łącznie w minutach) wygląda następująco:

  1. 2017.07.08 Lizbona – 281 / 26.5 tys minut
  2. 2017.07.21 Warszawa – 194 / 23.5 tys minut
  3. 2018.06.26 Sopron – 156 / 17.7 tys minut
  4. 2006.03.14 Katowice – 148 / 15.5 tys minut
  5. 2006.06.09 Warszawa – 171 / 13.1 tys minut
  6. 2013.05.04 Nicea – 120 / 12.6 tys minut
  7. 2009.06.10 Berlin – 105 / 11.2 tys minut
  8. 1994.06.05 Biloxi – 121 / 10.7 tys minut
  9. 2013.10.11 Austin – 140 / 10.6 tys minut
  10. 2001.09.06 Berlin – 130 / 10.6 tys minut

Zestawienie w czasie może się zmieniać. Widzę, że wielu z Was często wraca długo po premierze, do wyświetlanych już koncertów. Plus pojawiać się będą kolejne produkcje, które mogą namieszać w statystykach.

2017.07.08 Lisbon
2006.06.09 Warsaw
2013.05.04 Nice

Podsumowania zwykle robi się na końcu, bo faktycznie koncert z Legii był ostatnim wyświetlanym w takiej formie jak do tej pory. Materiału do wyświetleń o 21:00 na kolejne tygodnie jest jeszcze trochę, a myślę, że wielu z Was nie zawiodłoby sugestiami, linkami i podpowiedziami. Niestety muszę skupić się teraz na innych sprawach, a emisja koncertów to była czasami praca na pół etatu lub w niektóre dni nawet na cały etat. Wyświetlone koncerty zostają. Przygotowałem dla Was playlisty wszystkich koncertów i dokumentów, jakie przez miniony miesiąc pojawiły się na Facebookowej stronie 101dM.pl. Możecie wracać w każdej chwili do każdego z koncertów z osobna lub wszystkich razem.

Ale, aaallleeee, aaaaallleeee co z nami? Jak to tak porzucasz nas? Tych co to z oddaniem wieczór w wieczór śledzili każdy zapodawany przez Ciebie koncert?

<długi dźwięk smarkania malinowego noska w chustkę>

No cóż… uspokój latająca brodę i otrzyj sznurówy z twarzy, bo nowa świecka tradycja nie zaniknie. Nie będzie już codziennych pokazów koncertów. Będą za to weekendowe pokazy na 101dM. Czasami w sobotę, czasami w niedzielę. Na pewno w piątek będziesz o tym wiedziała droga fanko / drogi fanie. I co? Lepiej już? <podaje drugą chusteczkę>

Obiecuję również, że przy okazji rocznic do wielu z tych koncertów będę powracać dzięki trybowi wspólnego oglądania.


Aaaa i mam bonus na koniec. W poniedziałek pojawi się mały suplement do kończącego się miesięcznego serialu KoronaMODE.

Warszawa 1985 – dlaczego Warszawa była tylko jedna?

Od 2009 staram się publikować raz w roku tekst o koncercie w Warszawie z 1985 i okolicach. Do tej pory skupiałem się na śladach koncertu, tych materialnych i tych mniej. Dziś chciałbym się opisać przemyślenia nad tym, dlaczego koncert w Warszawie był tylko jeden i dlaczego po koncercie w Warszawie zespół przyjechał do Polski dopiero w 2001 roku.

Zanim ruszymy dalej, zapraszam do lektury poprzednich tekstów. Poniżej spis 7 tekstów, jakie w ciągu 10 lat popełniłem:

Temat niekoncertowania depeche MODE rozpalał kiedyś rzesze fanów. Zawód rozgoryczenie, złość wiadrami wylewała się w dyskusjach na zlotach, liście dyskusyjnej dmpl, #irc, czy potem na forach. Ostatnią taką zażartą dyskusję pamiętam na forum z kreską gdzieś w 2003 roku, kiedy okazało się, że wiosną Dave Gahan ze swoją solową trasą zawita do Pragi, a Polska zostanie znowu pominięta. Temat miguniem poszedł w zapomnienie, jak się okazało, że na trasie pocieszenia (czyli tej jesiennej jednak zawita do Katowic). Potem Polska stała się regularnym punktem koncertów do dziś. O czasach po 89 roku pisałem parę lat temu w dwuczęściowym eseju o rynku koncertowym oraz o przeszłości i przyszłości po 2011 koncertowania depeche MODE. Teraz pewnie ująłbym kilka tez inaczej, ale w paru miejscach drugi tekst ocierał się o proroczy 😉 (taki żarcik). Wróćmy jednak do roku 1985…

Od września 1984 roku depeche MODE byli w nieustannej trasie koncertowej. Po raz pierwszy koncerty za oceanem były względnym komercyjnym sukcesem. Pierwsze miesiące 1985 zespół spędził na nagrywaniu materiału na kompilację podsumowującą pierwsze pięć lat kariery zespołu. Wykorzystując przerwę na pracę w studio management zespołu, podjął pierwszą próbę wyjazdu za Żelazną Kurtynę. Członkom zespołu zależało, aby odwiedzić Moskwę, Pragę, Warszawę, Budapeszt i Berlin Wschodni. Pierwotnie to właśnie te pięć miast było celem wyjazdu na wschód od Odry, niestety nie było to w pełni możliwe. Postępowe i lewicujące teksty zawarte w płytach A Broken Frame, Contstruction Time Again i Some Great Reward nie były w stanie skompensować ekstrawaganckiego wyglądu głównego tekściarza zespołu – Martina Gore’a, jak również fakt mieszkania w Berlinie Zachodnim nie pomagały w uzyskaniu zaproszenia wjazdowego do krajów „demokracji ludowej”. Nie pomagał również swobodny tryb życia członków depeche MODE. W 2016 roku Andrzej Marzec – promotor pracujący dla państwowej agencji koncertowej PAGART udzielił wywiadu Dziennikowi Gazecie Prawnej, w którym wyjaśnia, dlaczego grupa nie zagrała w Moskwie: „Z mojej strony to było stałe poszukiwanie ciekawego zespołu, popularnego w kraju i na świecie, który byłby finansowo i logistycznie do opanowania. To nie był pierwszy zespół z pierwszej ligi, z którym negocjowałem. Występ za tzw. żelazną kurtyną, dla takiego zespołu był sprawą interesującą, ale najważniejsze, by był organizator, który sprostałby finansowo i organizacyjnie takiemu przedsięwzięciu. Ja miałem za sobą przetarty szlak występami pomniejszych wykonawców i tych większych. A co do Moskwy to prawie każdy „duży” zespół chciał wystąpić w Moskwie i do tego najlepiej na placu Czerwonym, ale państwowy promotor, to zurzędniczała instytucja, mająca pieniądze, ale nie chciała ponosić ryzyka i finansowego, bo dochodziły jeszcze koszty sprzętu na taką mega imprezę) i „kłopotu” organizacyjnego. Mnie się chciało, a Dyrekcja PAA Pagart mnie wspierała. Inna sprawa to pośrednicy w negocjacjach z Goskoncertem (odpowiednik PAA Pagart w ZSRR). To oni opowiadali agentom i managementom „bajki” jakie to oni mają możliwości „wjazdu” do ZSRR, co pozwalało negocjować im niższe stawki na „swoje” koncerty, a jak przyszło co do czego, to zwalali winę za niedoszłe do skutku występy na „białego niedźwiedzia”, którego nikt nie zapytał „jak to było naprawdę”.” Czeska służba bezpieczeństwa od samego początku artykułowała zdecydowany sprzeciw: „Nie, nie, nie, żadnego depeche MODE! To wykluczone! Macie negatywny wpływ na naszą młodzież!”[1] W przypadku występu w Berlinie Wschodnim sytuacja była dosyć kuriozalna. Enerdowscy towarzysze rzuceni na odcinek kultury, po wstępnej aprobacie zażyczyli sobie zobaczyć występ depeche MODE w RFN. Niestety przeciągające się procedury paszportowe sprawiły, że nie dane im było zobaczyć zespół, gdy koncertował w Niemczech Zachodnich w 1984 roku. Tak oto Berlin Wschodni wypadł z rozpiski trasowej na rok 1985. „W Niemczech Wschodnich było inaczej, rozumiano tam przesłanie depeche MODE, oglądano zachodnią telewizję, słuchano zachodnich stacji radiowych.”[2] – wspomina Laszlo Hegedus – węgierski promotor i wydawca, który w 1985 roku odpowiadał za sprowadzenie depeche MODE na Węgry oraz uczestniczył w rozmowach na temat sprowadzenia zespołu do NRD i Czech… i Polski. W ten oto sposób z pięciu miast zostały jedynie dwa. Zespół dostał możliwość występu w Budapeszcie – 23 lipca 1985 i w Warszawie – 30 lipca 1985.

Z punktu widzenia obydwu krajów socjalistycznych powody występu w Budapeszcie i w Warszawie były zgoła inne. Węgry w latach 80. cieszyły się sporo wyższym standardem życia, były częstym kierunkiem wyjazdów turystycznych obywateli bloku wschodniego, ale też Niemiec i Austrii. Duża swoboda kulturowa w ramach bloku wschodniego również nie były bez znaczenia. Zapraszanie w latach 80. Takich gwiazd jak Queen było naturalną strategią otwarcia kulturalnego na zachód i turystów przybywających do tego kraju.

W przypadku Polski władze miały inne motywacje, choć w zamierzeniach efekt miał być ten sam. Zakończony w 1983 roku Stan Wojenny, sankcje gospodarcze nałożone przez administrację Prezydenta Ronalda Regana, niski stan gospodarki i ogólny marazm po zdławieniu karnawału Solidarności sprawił, że ówczesne władze postanowiły sprowadzać do Polski trzeciorzędne lub upadłe, a przede wszystkim będące w zasięgu finansowym, gwiazdy pop i rock w celu zmiany wizerunku i poprawy nastrojów w kraju. Agencja koncertowa Pagart sprowadzając takie gwiazdy jak Elton John, Leonard Cohen, Iron Maiden, Tina Turner, Pat Metheny Group, Marillion czy Metallica miała za zadanie uwiarygodnić tzw. „postępującą normalizację” – częsty zwrot używany przez władze PRL od momentu ogłoszenia stanu wojennego. Przyjeżdżając do Europy Wschodniej, zespół był karmiony przekazem – „Słyszeliśmy te wszystkie historie o naszej popularności w tej części świata i w całej Wschodniej Europie.” – wspomina Alan Wilder, klawiszowiec zespołu – „Mówiono: jesteście tam wprost uwielbiani, musicie tam kiedyś pojechać. Ale niewiele zespołów jeździło wówczas w tamte strony, bo było zbyt wiele przeszkód: brakowało porządnego sprzętu, płacono w dziwnej walucie, napotykano niekończące się logistyczne koszmary, problemy z wizą, stres z urzędnikami więc większość zespołów z Zachodu mówiła: Nie!”.[3] Przypuszczam również, że koncert w Polsce mógł dojść do skutku, ponieważ zespół był kuszony dodatkowym zarobkiem w postaci udzielenia licencji na wydanie płyt zespołu w Polsce przez Tonpress.

Od początku w menedżmencie zespołu była świadomość, że koncerty w Europie Wschodniej mogą nie przynieść żadnego zysku, a wręcz będą kosztem. Zespół nie mógł wywieźć z Polski dewiz, a ówczesne złotówki czy forinty nie były walutą wymienialną. Wobec czego zespół cały swój zarobek wydał w Polsce i do kraju wrócił z materialnymi pamiątkami. Do historii przeszła wizyta Martina w DESIE, gdzie zakupił kilka drobnych dzieł sztuki jako pamiątki. Te drobiazgi mógł już wywieźć samolotem do Berlina Zachodniego, gdzie mieszkał od jakiegoś czasu ze swoja niemiecką dziewczyną. Po powrocie do Anglii zespół zyskał spore zainteresowanie mediów, gdzie jednymi z najczęściej zadawanych pytań były te o Europę Wschodnią, jak tam jest i jak wyglądały koncerty.

W późniejszych latach depeche MODE podejmowali kolejne próby zagrania we Wschodniej Europie. W latach 1987 – 1988 trwała trasa promująca album Music For The Masses. Podczas marcowych koncertów w 1988 zespół chciał ponownie zagrać w Moskwie, Pradze i Berlinie Wschodnim. Moskwa nadal pozostawała poza zasięgiem zespołu. Udało się depeche MODE wystąpić w Berlinie Wschodnim 7 marca, dwa koncerty w Budapeszcie 9-10 marca oraz w Pradze 11 marca. Co ciekawe, koncert w Berlinie Wschodnim był tak naprawdę występem na urodzinach FDJ – Freie Deutsche Jugend – młodzieżowej przybudówki Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności, a dystrybucja biletów miała formę zaproszeń rozsyłanych wewnątrz organizacji.

Z wewnętrznej agendy koncertowej zespołu – Tour Itinerary – wynika, że plany były inne. Zespół prowadził rozmowy o koncertach w bloku komunistycznym na terenie byłej Jugosławii i NRD. W 1988 roku depeche MODE chcieli zagrać 7 marca w Berlinie Wschodnim, 8 marca w Pradze, 10 marca w Zagrzebiu, 11 marca w Ljubljanie. Tylko część koncertów doszła do skutku. Na pierwszy występ na Bałkanach fani musieli poczekać do początku XXI w., kiedy to zespół zagrał w Zagrzebiu w listopadzie 2001 roku.

Kolejne lata to już upadek komunizmu i wkroczenie zasad rynkowych w biznesie koncertowym Centralnej i Wschodniej Europy. Ostatecznie Święty Graal depeche MODE w postać koncertu w ZSRR/Rosji spełnił się po raz pierwszy 13 lat później. Zespół dał występ w Moskwie i St. Petersburgu w 1998 roku podczas The Singles Tour 86>98, natomiast do Polski zespół zawitał ponownie po 16 latach od pierwszego koncertu – 2 września 2001 w Warszawie występując na Torze Służewieckim.

Żeby jednak zrozumieć, czemu depeche MODE nigdy nie wystąpiło w Polsce po 1985 roku. Trzeba brać pod uwagę dwa ważne faktory.

Jedyna potencjalna szansa na ponowny koncert w Polsce była w 1988 roku. Ani w czasie Black Celebration Tour, ani w czasie World Violation Tour zespół nie brał pod uwagę koncertów w Europie Wschodniej. Na temat 1986 nic więcej nie mogę powiedzieć. Natomiast w przypadku 1990 rozpierducha w naszej części Europy zwana Wiosną Ludów trwająca od 1989 do 1991 sprawiła, że w tamtym czasie wielu nas mijało łukiem przez Skandynawię, albo jeszcze głębiej przez południe. Do tego wojna w b. Jugosławii w późniejszych latach również nam nie pomagała. Do tego niezrozumiała do dziś wyjątkowo krótka trasa i niewykorzystanie komercyjnego sukcesu albumu Violator zrobiły swoje.

W przypadku 1988 roku istotny jest ten drugi faktor. Do tanga trzeba dwojga (trojga). Żeby depeche MODE wystąpili w 1988 roku Polsce musiała być chęć zorganizowania takiego koncertu w Polsce. Miałem okazję porozmawiać z kilkoma ludźmi z tamtego okresu i każdy jasno mówił. Po co zapraszać zespół, który już był w Polsce, kiedy kasy mało, a tak trudno zaprosić kogoś innego istotnego dla muzycznej sceny. Andrzej Marzec z Pagartu tak to mi opisał: „Było i jest wiele zespołów, które nie wystąpiły jeszcze w Polsce. Był stały brak dewiz, były różne potrzeby nie tak jak teraz. A po 1987, ostatnia trasa, to był Marillion, którą organizowałem przed koncertem AC/DC i Metallica, który był jednym z pierwszych w nowych realiach ekonomicznych, inflacja była tak duża, że trudno było „skalkulować imprezę” nawet z trzy miesięcznym minimalnym wyprzedzeniem.”

I wreszcie ten trzeci element do pełnego obrazu. Jest nim mało znana u nas postać Laszlo Hegedusa – węgierskiego promotora, działającego do tej pory na rynku, mieszkający w latach 80. w Berlinie Zachodnim. To jego kontakty i dojścia sprawiły, że depeche MODE wystąpili trzykrotnie w Budapeszcie, w końcu w Pradze i w końcu w NRD. Ponownie zacytuję Andrzeja Marca„Hegedus był czasami pośrednikiem w sprowadzaniu artystów do demoludów, czasami łącznikiem między zespołem, managementem czy agentem, a agencją w NRD, Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech, Bułgarii czy Rumunii. Z racji wielokrotnych przyjazdów, jako kierownik zespołów węgierskich do tych krajów, miał świetną orientację w stosunkach tu panujących. Kiedy wyemigrował do Berlina Zachodniego, miał ułatwione zadanie w działaniu. Stąd jego inicjatywy i nasze korzystanie z jego kontaktów.” Obok ekipy z Pagartu to właśnie Laszlo Hegedusowi należy dziękować za koncert w Warszawie 30 lipca 1985. Jeżeli kiedykolwiek się zastanawialiście, jak to było że na 6 koncertów w Europie Wschodniej, za komuny na Węgrzech depeche MODE zagrało 3 koncerty, gdzie w innych demoludach ledwo jeden albo wcale… no to jest w znakomitej części wyjaśnienie. Przypadek… 🙂

Na koniec trochę prywaty… Tekst, który powyżej przeczytaliście, jest jedynie częścią większej całości, pewnego projektu, o którym w następnym wpisie więcej…

[1] [2] D. Burmeister, S. Lange, Behind the Wall Depeche Mode – Fankultur in der DDR, Mainz, Ventil Verlag UG & Co., marzec 2018, s. 50.
[3] D. Burmeister, S. Lange, Depeche Mode Monument, Warszawa, Anakonda, listopad 2013, s. 113.

Dach zamknięty, dach otwarty – czyli właściwie co?

Ten tekst to taki suplement do wpisu, jaki pojawił się ostatnio na blogu MODE2Joy. Często się pytacie o to, czy dach będzie zamknięty, czy otwarty w czasie koncertu i co to właściwie znaczy. Tak się składa, że w przypadku tej konstrukcji na PGE Narodowym pewne pojęcia należy rozumieć odwrotnie, niż potocznie się ich używa.

Dach na stadionie, a raczej część ruchoma dachu (bo przecież trybuny są zadaszone i to permanentnie) ma konstrukcję parasola i opisując stan w jakim się znajduje ruchoma część dachu należy używać pojęć jakich używam przy opisywaniu funkcji parasola.

Jeżeli mówimy, że parasol jest otwarty (czytaj rozłożony), to mamy na myśli poniższy obrazek po prawej. Podobnie należy rozumieć otwartość dachu.

Jeżeli mówimy, że parasol jest złożony (czytaj zamknięty), to mamy na myśli jego stan jak na poniższym lewym obrazku. Podobnie mówimy o dachu na PGE Narodowym.

Warto sobie przyswoić te pojęcia w takiej postaci, żeby potem być precyzyjnym i nie rozczarować się w oczekiwaniu na złożony lub rozłożony dach.

Najprawdopodobniej organizatorzy w ten sposób  nie chcą powtórki z Berlina, gdzie dwa duże koncerty – depeche MODE i U2 były właściwie na basenie. Stadion ten nie ma dachu i ludzie przemoczeni wychodzili z koncertu wcześniej, bo nie byli w stanie wytrzymać.

Po co ten dach?

No właśnie. Po co? Zacznijmy od początku. Obiekt, który powstał na gruzach Stadionu 10-lecia ma tyle wspólnego ze stadionem, że jeszcze do niedawna miał w nazwie to słowo do czasu, aż sprzedał prawa do nazwy jednej firmie energetycznej.

Tak na prawdę jest to kompleks biurowo-usługowo-rozrywkowy z funkcją stadionu, potocznie zwanym „Narodowym”. Mecze piłkarskie, to ułamek wszystkich wydarzeń, które dzieją się na tym obiekcie. Obiekt zbudowano godząc się na pewne kompromisy, aby po zakończeniu EURO2012 mógł na siebie zarobić. Jednym z kompromisów jest kwestia odwonienia płyty na której będzie stać scena na piątkowym koncercie i będą skakać fani.

Pamiętny przykład z „Basenem Narodowym” podczas meczu z Anglią był tego koronnym dowodem. Wystarczy, że więcej popada i dreny zamontowane w płycie PGE Narodowego przestają być wydolne. Dzieje się tak ponieważ cała infrastruktura obsługująca wydarzenia całostadionowe znajduje się pod płytą „stadionu”. Pod tą płytą znajdują się również parkingi.

Stadion Narodowy - przekrój.
Stadion Narodowy – przekrój.

 Jak działa składanie dachu?

Konstrukcja parasola nad Narodowym jest taka, że dach można użytkować pod warunkiem, że w momencie składania i rozkładania nie będzie na płycie ludzi lub kosztownych konstrukcji. Proces składania i rozkładania trwa na tyle długo, że przy agendach wydarzeń rozpisanych minutowo nie można pozwolić sobie na przestoje nawet 20-30 minutowe. Po za tym przy sprzęcie wartym grubą kasę nikt nie zaryzykuje zabaw z dachem. Lejącą się wodą ze składanego dachu, czy dopuszczenie do zamoknięcia sprzętu podczas rozkładania nie wchodzą w grę. Dach rozkłada się z prędkością m/w 4 metrów na minutę. Dlatego po wydarzeniach z 2012 dmucha się na zimne i z dużo większym wyprzedzeniem rozkłada się dach już na całą imprezę wraz z procesem montażu i demontażu sceny.