Archiwum kategorii: Exciter Tour 2001

KoronaMODE

Na początku pomysł był prosty, żeby zrobić coś dla innych. Bez zadęcia i napinania się, na chwilę. Przejrzałem swoją biblioteczkę z koncertami. Wyszło, że mam 14 dobrych koncertów, które mogę odpalić co wieczór, aby Wam umilić czas kwarantanny. Trochę poprzeplatać trasy, miasta i będzie dobrze.

Już po tygodniu było wiadomo, że na 2 tygodniach się nie skończy. Wtedy zaczęły się poszukiwania, dyskusje, odkopywanie zakurzonych placków DVD, czytników płyt, zapytania po znajomych. Ruszyła manufaktura z konwertowaniem i montowaniem surowego materiału po nocach. Z pomysłu zrobiło się małe studio TV.

Nie byłem w tym sam, co prawda to ja dawałem tzw. ryja, ale warto, żebyście wiedzieli, że cowieczorne oglądanie koncertów na zapleczu miało charakter zespołowy. Chcę przede wszystkim podziękować Jackowi, który zarywał noce jak ja. Często proces wyglądał tak: Jack zgrywa (pod warunkiem, że czytnik płyt chce pracować), ja montuję, żeby na następny wieczór był kolejny koncert z naszych lub dostarczonych przez DeMeyera placków i plików. Niekończące się dyskusje, co dać i w jakiej kolejności. Od początku wiedziałem, że to jest moment, w którym warto uwypuklić polskie koncerty zespołu. Skoro widownia międzynarodowa. Dlatego każda niedziela to był dzień polski. Reszta to już wynik ścierania się pomysłów i dyskusji z Jackiem. Czasami był spontan, czasami sztywne trzymanie się założeń. Jak dobrać miks profesjonalnych nagrań vs. amatorskie rejestracje i multicamy? Sporo nas nauczyły te wieczory.

No dobrze, to jak wyglądała całość w liczbach. Wyszło nam łącznie 61 godzin emisji koncertów i dokumentów. Odwiedziliśmy łącznie 13 krajów. Najwięcej koncertów zaprezentowaliśmy z Niemiec – 9, USA – 7, UK – 6, Polska – 5, Francja – 4. Wszystkich koncertów zobaczyliście 39 w 35 dni.

Jeżeli chodzi o trasy, to jedynie See You Tour nie miało swojej reprezentacji, ponieważ z tej mini trasy nie ma żadnego zapisu wideo. Z pozostałych tras przynajmniej jeden koncert został wyemitowany. Najwięcej koncertów pochodziło z Global Spirit Tour i Delta Machine Tour – 6 koncertów, Devotional Tour i Tour Of The Universe – 4 koncerty. Z niektórych tras wyświetlone zostały wszystko, co jest publicznie dostępne.

Był plan, żeby puścić kilka miodnych koncertów, ale jakość nie pozwalała nawet o myśleniu o tym. Mam tu na myśli Pragę 1998.09.15 i Londyn 1993.07.31. Miło, że kilka koncertów było dla Was zaskoczeniem i odkryciem. Choć zdarzyło się też kilka przewidzianych i nieprzewidzianych wpadek np. dzięki Facebook’owi — Frankfurt 1993.07.21, czy koncert Martina z jego solo trasy.

Wyświetlenia koncertów w czasie.

Średnio na koncert uczestniczyło w szczytowych momentach – 152 osoby. Najwięcej fanów, w jednym momencie, obserwowało koncert z Lizbony 2017.07.08 – 281, a najmniej koncert Martina z LA 2003.05.07 – 58. W szczegółach top 10 najlepiej oglądanych koncertów (łącznie w minutach) wygląda następująco:

  1. 2017.07.08 Lizbona – 281 / 26.5 tys minut
  2. 2017.07.21 Warszawa – 194 / 23.5 tys minut
  3. 2018.06.26 Sopron – 156 / 17.7 tys minut
  4. 2006.03.14 Katowice – 148 / 15.5 tys minut
  5. 2006.06.09 Warszawa – 171 / 13.1 tys minut
  6. 2013.05.04 Nicea – 120 / 12.6 tys minut
  7. 2009.06.10 Berlin – 105 / 11.2 tys minut
  8. 1994.06.05 Biloxi – 121 / 10.7 tys minut
  9. 2013.10.11 Austin – 140 / 10.6 tys minut
  10. 2001.09.06 Berlin – 130 / 10.6 tys minut

Zestawienie w czasie może się zmieniać. Widzę, że wielu z Was często wraca długo po premierze, do wyświetlanych już koncertów. Plus pojawiać się będą kolejne produkcje, które mogą namieszać w statystykach.

2017.07.08 Lisbon
2006.06.09 Warsaw
2013.05.04 Nice

Podsumowania zwykle robi się na końcu, bo faktycznie koncert z Legii był ostatnim wyświetlanym w takiej formie jak do tej pory. Materiału do wyświetleń o 21:00 na kolejne tygodnie jest jeszcze trochę, a myślę, że wielu z Was nie zawiodłoby sugestiami, linkami i podpowiedziami. Niestety muszę skupić się teraz na innych sprawach, a emisja koncertów to była czasami praca na pół etatu lub w niektóre dni nawet na cały etat. Wyświetlone koncerty zostają. Przygotowałem dla Was playlisty wszystkich koncertów i dokumentów, jakie przez miniony miesiąc pojawiły się na Facebookowej stronie 101dM.pl. Możecie wracać w każdej chwili do każdego z koncertów z osobna lub wszystkich razem.

Ale, aaallleeee, aaaaallleeee co z nami? Jak to tak porzucasz nas? Tych co to z oddaniem wieczór w wieczór śledzili każdy zapodawany przez Ciebie koncert?

<długi dźwięk smarkania malinowego noska w chustkę>

No cóż… uspokój latająca brodę i otrzyj sznurówy z twarzy, bo nowa świecka tradycja nie zaniknie. Nie będzie już codziennych pokazów koncertów. Będą za to weekendowe pokazy na 101dM. Czasami w sobotę, czasami w niedzielę. Na pewno w piątek będziesz o tym wiedziała droga fanko / drogi fanie. I co? Lepiej już? <podaje drugą chusteczkę>

Obiecuję również, że przy okazji rocznic do wielu z tych koncertów będę powracać dzięki trybowi wspólnego oglądania.


Aaaa i mam bonus na koniec. W poniedziałek pojawi się mały suplement do kończącego się miesięcznego serialu KoronaMODE.

Darrell Ives (1957-2007) – wspomnienie

Chciałbym dziś wspomnieć człowieka, przez którego nigdy się tak nie bałem, jak z jego powodu w całym swoim fanowskim życiu. Człowieka, który zapewniał spokój ducha i nietykalność osobistą zespołowi, a gdy trzeba było wkraczał tam, gdzie zespół miał poczucie zagrożenia… również ze strony fanów.

Darrell po raz pierwszy został odnotowany w świadomości fanów w 1990 roku, gdy rozpoczął pracę u boku zespołu na trasie World Violation, w 1993 jego osoba pojawiła się w tourbooku z trasy Devotional.

Na wizji po raz pierwszy Darrella można zobaczyć w reportażu z przygotowań do koncertu w Nancy – 1993.06.10. Tak od 2 minuty… miał jeszcze wtedy włosy. Później jego łysina była charakterystycznym znakiem rozpoznawczym.

Były żołnierz sił specjalnych był idealnym kandydatem na głównego ochroniarza depeche MODE. Swoją postawą i zachowaniem od początku budził respekt. Jego spojrzenie nie pozostawiało pola do interpretacji. Potem okazywał się świetnym kompanem rozmów przedkoncertowych, podhotelowych i podscenicznych, a przede wszystkim bardzo ciepłym i serdecznym człowiekiem, który zmieniał się w maszynę do ochraniania dosłownie w mgnieniu oka.

Pierwszy raz z Darrellem zetknąłem się w 2001 przed koncertem w Warszawie. Razem z kolegami udało nam się zatrudnić przy koncercie na Służewcu i cały dzień w ukropie pomagaliśmy, aby koncert się odbył. Karaś to nawet faktycznie uratował koncert w Warszawie, bo gdyby nie jego papiery elektryka, to organizator byłby w ciemnej dupie… wiecie niedziela, wakacje… ale ja nie o tym.

Pozwólcie, że zacytuję siebie z moich wspomnień – Exciter Tour In Our Eyes* – z 2001 roku:

Zbliżało się popołudnie i stwierdziliśmy, że pora przebrać się z roboczych ciuchów, bo i tak właściwie wszystko zostało już zrobione i pora wskoczyć w ubrania koncertowe. Pogoda nadal była OKi, choć wiatr się zaczynał wzmagać. Już przebrani wróciliśmy na teren koncertu. Po za tym wiedzieliśmy już, że za chwile nadejdzie pora prób nagłośnienia z zespołem, a potem wbiegną fani i trzeba być gotowym na ten moment. Chwilę później pojawił się Darrell Ives, który zaczął swoją inspekcję. Finałem tego było wymuszenie na organizatorach przesunięcia przednich barierek bliżej sceny, ponieważ wg niego odstęp był za duży i Dave nie miałby wystarczająco dobrego kontaktu z publiką. Chwilę później dostaliśmy esa, że zespół wyjechał z hotelu. Oznaczało to dla nas, iż za chwile zacznie się soundcheck. Nie w głowie było nam szarpanie się z płotem przed sceną, gdy na scenie miał pojawił się zespół. Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki In Your Room [84]. Niestety nie dane nam było w spokoju wysłuchać próby. Darrell podleciał do nas i w krótkich żołnierskich słowach dał nam do zrozumienia, że mamy się nie opierdalać, tylko wziąć się do roboty. Było srogo, kolo mógł samym spojrzeniem złamać człowieka w pół. Chwilę temu przebraliśmy się w czyste ciuchy, a już byliśmy mokrzy. Szarpanina trwała m/w tyle, co próbne In Your Room [84]. […]

Jak to kumpel finezyjnie ujął moszny nam się ze strachu podniosły, a trawa na plecach stanęła na sztorc. Jeżeli dobrze wsłuchacie się w soundcheck z In Your Room, to usłyszycie między słowami nasze przerażone huje-muje i darcie się Darrella. Ale wróćmy do mojej opowieści sprzed lat:

Niechybnie wystawiliśmy się na odstrzał. Darrell Ives podleciał do nas, z pytaniem co my tu w ogóle robimy? Kto nas tu wpuścił? Zerwał nasze wszystkie plakietki trasowe i kazał nam się wynosić ze terenu koncertu. Nie pomogły tłumaczenia, że mamy bilety, że pracowaliśmy tu przez cały dzień itp. Po raz kolejny było bardzo niebezpiecznie, a przed nami całkiem wyraźnie jawiła się wizja nie-obejrzenia koncertu. Darrell poszedł pod scenę i coś zaczął pokazywać lokalnym ludziom z VAM na nas. Właściwie to powoli, ociągając się przemieszczaliśmy się w kierunku z którego mieli za chwilę nadejść posiadacze biletów „VIP”. Skończyło się na tym, że najważniejszy techniczny po stronie polskiej przyszedł do nas za chwilę i przyniósł nam znowu identyfikatory AAA, oraz te wydawane przez zespół. Kazał nam iść na swoje miejsca na krzesełkach i nie wychylać się już, bo i tak mamy już przejebane ;-). Potulnie to uczyniliśmy i do pojawienia się fanów w sektorze VIP nie ruszaliśmy się praktycznie z miejsca.

Najważniejsze, że mieliśmy soundcheck nagrany. Jak ilustrację wklejam zapis z soundchecku i kopię mojej wpleki, która tego dnia uprawniała mnie do wchodzenia na scenę przed koncertem.

Ludzką stronę Darrella moi kumple mieli okazję poznać tej samej nocy w hotelu Bristol. Z relacji wiem, że Darrell podszedł do kumpli w barze hotelowym i przeprosił nas za swoje zachowanie, ale jak to okreslił „był w pracy i sami wiecie… obowiązki„. W ramach przeprosin zaprosił ich spędzenia reszty wieczoru z zespołem, oczywiście pod warunkiem nienarzucania się chłopakom. Skończyło się na łojeniu, Piano Session i przelotnej znajomości z Davem zawartej w hotelowej toalecie… Z resztą tzw Bristolskie Noce czekają jeszcze na swoje spisanie dla potomności.

Zawarta w ten sposób znajomość sprawiła, że potem o dziwo stał się naszym najlepszym kompanem do końca Exciter Tour i w czasie Touring The Angel. Zawsze gdy staliśmy pod sceną lub pod wybiegiem mogliśmy liczyć na chwilę rozmowy z nim. Każda wizyta pod hotelem to było w najgorszym przypadku skinienie powitalne głową z jego strony, a często przybicie piątki. Kilka kurtuazyjnych słów lub nawet pomoc w lepszym ustawieniu się, gdy Dave będzie wychodził z hotelu.

Behind The Wheel - London 2006.04.03
Behind The Wheel – London 2006.04.03

W 2006 roku Dave miał manierę, że w czasie Behind The Wheel, kucał i śpiewał prosto w oczy upatrzonej laski trzymając ją za rękę. W Londynie Darrell stanął tak, że Dave miał okazję odśpiewać wersy Behind The Wheel prosto w oczy piękniejszej części naszej ekipy koncertowej. Dla odmiany poniżej zdjęcia z Berlina na których to się… nie udało 😉

2006.07.13 Berlin (001)
2006.07.13 Berlin (001)

Te drobne gesty sprawiały, że mimo, iż zawsze był w pracy skutecznie ocieplał często aroganckie zachowanie Dave’a do fanów. Czasami przepraszającym spojrzeniem, czasami drobnym gestem ułatwiającym zbliżenie się do idoli. Zawsze jednak pełna profeska. My też wiedzieliśmy, że zachowując się jak nie-fani, nie robiąc głupot, możemy liczyć na więcej, niż rzucające się pod koła i na maskę samochodu kopie Gahana, czy zdesperowanych fanek.

13.07.2006 był ostatnim razem, kiedy widzieliśmy, go osobiście. W sierpniu 2006 zakończyła się trasa promująca album Playing The Angel. Pół roku później, gdy Darrell był na trasie koncertowej w Pink Floyd w Hong Kongu – 16 lutego – dowiedzieliśmy się, że nie żyje.

Nagrobek Darrell’a Ives'a
Nagrobek Darrell’a Ives’a

Był to dla nas szok. Zdrowy wysportowany facet, który spojrzeniem zakrzywiał rzeczywistość i łamał w pół nagle odszedł z tego świata. depeche MODE ustanowiło fundusz powierniczy na rzecz żony i dwójki dzieci.

Dziś mija 10 lat od tego tragicznego dnia.

Darrell Ives
Darrell Ives 1957-2007

* Teksty po raz pierwszy ukazały się w fanzinie [SHAME] w 2001.

Więcej wspomnień o Darrellu możecie znaleźć po TYM adresem. Wspomnienia są po angielsku.

Ciężko być ochroniarzem, kiedy jest się fanem :-)

Ochraniałem depeche MODE. Tak, miałem tę przyjemność być na Tour Of The Universe w Łodzi podczas obydwu koncertów i to bez biletu he he, i jeszcze dostałem za to kilka groszy – Wspomina Tomek. Zapraszamy do przeczytania tekstu o tym jak ktoś kto ma dbać o nasze bezpieczeństwo na koncercie widzi nas i sam koncert. Trudno być jednak ochroniarzem, gdy się jest jednocześnie fanem depeche MODE.

Gdy dowiedziałem się, że będzie podwójna noc w Atlas Arenie – od razu dzwoniłem do mojego znajomego, że mogę jechać tam nawet za darmo – nie muszę dostać wynagrodzenia za te 2 dni pracy przy ochronie – aby tylko tam być NA OBIEKCIE, a nie gdzieś pod płotem czy bramie. Powiedziałem, że nie mam zamiaru robić żadnych zdjęć, czy filmować, chcę tylko patrzeć i obserwować… no i udało się.

090613_Frankfurt_11

Na halę wszedłem ok. 15:00 godziny w dniu pierwszego koncertu również z nadzieją, że zobaczę i usłyszę zespół na próbie… lipa… Próbę mieli wcześniej i udało mi się tylko obejrzeć próbę świateł i projekcji na telebimie. No ale nic, przyszło do ustalania miejsc – gdzie kto będzie stał podczas koncertu. Myślę sobie – jeśli pójdę pod scenę – OK. Będzie czad, ale jak ja wytrzymam plecami do zespołu, więc mówię do lokalnego dowódcy – Szefie! Ja i dwóch kolegów jesteśmy wyznaczeni przez Pana Maćka do zabezpieczenia loży VIP bo znamy angielski i niemiecki.  – no i uwierzył. Takim oto sposobem oglądałem koncercik z b. dobrego miejsca…

100210_Lodz_05

Za drzwiami zimnica, powoli nadszedł czas…   Bramy otwarto, a czarny rój ruszył na halę i bardzo szybko płyta zapełniła się fanami. Nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie wymyślił… Ja na schodach przy sektorze VIP, a w drzwiach pomiędzy korytarzem hali, a halą  na ochronie ze mną jacyś dwaj chłopcy wystraszeni, którzy chyba pierwszy raz byli na takiego formatu imprezie. W mojej szalonej głowie świta myśl, po co moi ziomale mają się cisnąć na płycie daleko od sceny, jak może uda ich się wpuścić i posadzić na porządnych miejscówkach. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, kilka szybko wykonanych telefonów. Potem od kolegi który miał miejsca i bilety w sektorze siedzącym „pożyczyłem” bilet i na korytarzu oddałem kilku znajomym żeby sobie „legalnie” przeszli przez bramkę prowadzącą do sektora VIP – który jak podejrzewałem tej nocy będzie w większości pusty. Tym sposobem przez obie noce VIP-ami byli fani którym pomogłem. Jeden z kolegów wygodnie sfilmował nawet którąś noc. Chłopaki zostali odpowiednio poinformowani, jak się zachować jeśli ktoś przyjdzie z biletem na jego miejsce. Tylko raz przez obie noce jeden fałszywy VIP musiał udać głupiego i przepraszając zmienić miejsce na to obok, oczywiście dowódca chodził i obczajał, czy wszyscy swoje obowiązki wykonują jak należy. Widząc go głośno zacząłem rozmawiać po angielsku, niby sprawdzając bilet ze swoim podstawionym znajomym 😉 Sam natomiast podczas koncertu pilnowałem mojego tajnego nagrywającego z kamerą żeby go nikt nie przyuważył.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Koncerty w Łodzi większość z Was doskonale pamięta. Balony, chóralne ”masterowanie” przed bisami  –  ja na sektorze niby w pracy bawiłem się przednio i w towarzystwie znajomych.

Kiedy zespół grał już ostatni bis zszedłem na dół i usiłowałem dostać się za kulisy. Przecież przydałoby się chociaż przybić piątkę z kimś z naszej trójcy, a poza tym w kieszeni moich bojówek miałem płytkę (singiel) i pisaka bo może akurat któryś mi zrobi maziaja. Niestety lipa. Przecież zespół też ma swoją ochronę i przy kulisach duży pan ze stanowczą miną powiedział mi, że dalej już nie ma przejścia nawet dla nas. Potem uśmiechnął się i powiedział, że oni i tak od razu ze sceny wsiadają do busów i jazda na hotel. Chyba po moich sterczących włosach i wzroku kota ze Shreka domyślił się jakie mam zamiary. Zgodził się jedynie, żebym grzecznie tutaj postał i tylko w oddali widziałem jak zespół zapakował się do aut i odjechali podczas, gdy publika jeszcze skandowała depeche MODE, depeche MODE i rozcierała zmęczone łapki od neverowego machania na finał.

Praca ochroniarza to z jednej strony dużo pracy z ludźmi czasami ślepo zapatrzonymi w swoich idoli, ale też wiele śmiesznych sytuacji. Teraz opowiem Wam czemu ochrona wymaga różnych spraw i co się dzieje, gdy ktoś nie słucha się poleceń – mówi Tomek.

Polecenia ochrony to nie prośba tylko rozkaz.

Koncert J.M Jarre – jakiś upierdliwy typ nie chciał zając swojego miejsca, tylko pchał się pod scenę koniecznie chcąc zrobić zdjęcia, a że nie było na tym koncercie typowych miejsc stojących, tylko krzesełka, więc oczywiście jego zachowanie przeszkadzało innym widzom którzy spokojnie chcieli podziwiać show. Osobnik nie chciał zrozumieć wydawanych poleceń, więc któryś z kolegów zameldował dowódcy, że koleś ma chyba w plecaku alkohol i jakby urządzenie nagrywające. No i pomogło. Kolo miał darmowe zwiedzanie zaplecza podobnie, jak Martini w 2013 podczas koncertu dM w Berlinie.

Golden Circle

Metallica’s SnakePit
Metallica’s SnakePit

Po co jest Golden Circle? Powody są dwa. Pierwszy, aby rozdzielić gdzieś po drodze ludzi. Aby Ci, co są pod sceną nie zostali zduszeniu przez tych co są dalej. Ten sektor nazywa się różnie. Właśnie Golden Circle (GC), choć ta nazwa jest nieprecyzyjna, bardziej precyzyjne jest określenie Front Of Stage (FOS). Golden Circle to raczej miejsca wewnątrz sceny, albo wewnątrz zamkniętego wybiegu. Dla uproszczenia GC jest wewnątrz FOS. Takie GC już w latach 90. miała Metallica promująca np. swój Czarny Album, albo U2 podczas trasy w 2009 i wcześniejszych. U Mety nazywa się to Snake Pit (gniazdo węży), a powszechnie mówi się na to również Inner Circle.

Początkowo FOS był określeniem czysto technicznym, każdy kto miał bilet na podłogę mógł się tam dostać do określonego limitu uczestników koncertu. Z czasem zauważono, że parcie na FOS jest na tyle duże, że może warto na tym zarobić i zaczęto różnicować ceny biletów w zależności, czy ktoś chce stać bliżej czy dalej na płycie. Tak pojawiły się płatne FOSy, czy GC (sic!). Ostatnim wynaturzeniem tego procederu jest płacenie za prawo do wcześniejszego wejścia przed wszystkimi – tzw. Early Entrance i  tak pojawiły się te nieszczęsne GCEE, czy FOS EE.

Dalej Tomek opowiada – Ochraniałem kiedyś koncert Metalliki w Chorzowie. Doczekaliśmy się otwarcia bram i pierwsze czarne postacie wbiegły na murawę z biletami w łapce marząc o przyklejeniu się do barierek – ha ha – rozumiałem ich doskonale, w końcu sam kilka razy tak biegłem starając się jak najszybciej zerknąć na bilet wpuszczałem ich szybko życząc dobrej zabawy. Najśmieszniejsze było to, że dostałem specjalne liczydełko i z mojej strony do FOSu mieliśmy limit wpuszczenia iluś tam osób. Nie pamiętam ilu i nie chce strzelać jakiejś głupiej cyfry… ja  to miałem w dupie – wpuszczałem wszystkich który mieli bilet do tego sektora i oczywiście to liczenie stało się bez sensu…

Zdesperowani fani, albo fani, to już inna grupa ludzi. To do czego są zdolni to temat na inny wpis. Koncert Madonny – wpuszczamy na sektor GC – posiadającym bilety zakładamy te posrane opaski i młode dziewczę ze wzrokiem błagalnym mówi – wpuści mnie pan? – a ja na to – nawet jeśli Cię przepuszczę to tam dalej jest druga bramka i stamtąd Cię pogonią jeśli nie masz biletu, ale po chwili… moment! Biorę od kumpla kilka opasek i mówię – pomogę Ci. Jedną opaskę włożyłem do plastikowego kubeczka na napój i podając tej młodej dziewczynie mówię – teraz weź ten kubek i idź do kibelka TOI TOI, załóż ją i przejdź przez bramę jakby nigdy nic pokazując nadgarstek. Udało się <lol>. Zawsze był ze mnie ochroniarz, jak z koziej dupy trąbka… Mojemu koledze inna lala podobno proponowała żeby się z nią udał do tejże TOI TOJki. Może chciała się mu odwdzięczyć za wstęp… nie skorzystał.

_

Poniżej kilka rad, które warto sobie przyswoić, zanim stanie się pod bramą stadionu. Nie są to wszystkie sugestie, jedynie wybrane spostrzeżenia, na które zwraca uwagę ochrona lub lepiej się do nich stosować, aby nie obejrzeć hali z drugiej strony drzwi.

Przed wejściem do hali

131207_Amsterdam_00Stojąc już w kolejce przy bramce bądźcie cierpliwi – mówi dalej Tomek – ludzie którzy stoją po drugiej stronie i będą sprawdzać potem bilety nie decydują o tym, czy bramki mają być otwarte zgodnie z wyznaczoną godziną… to idzie wszystko od szefa wszystkich szefów, czyli głównego menedżera OCHRONY ZESPOŁU. Ci ludzie w żółtych przeważnie ubrankach to OCHRONA OBIEKTU i to oni dostają wytyczne dotyczące organizacji bezpiecznej imprezy od załogi związanej już z ekipą dM – o tym Ty miałbyś więcej do powiedzenia – zresztą pisałeś o tym w wątku ze swoimi przeżyciami na Służewcu 😉

BILETY

Berlin 2006.07.13
Berlin 2006.07.13

Bilety podczas podróży na koncert, jak i oczekując pod stadionem/bramą przechowujcie ze starannością. Dodam od siebie, że szczególnie należy uważać na wydruki z domowej drukarki. Tego typu bilety najlepiej wyjąć dopiero przed kontrolą. Dalej Tomek nadmienia – trzymajcie je w koszulce foliowej lub w jakiejś tekturowej teczce, którą potem można nawet wywalić, albo napisać na niej jak to kochacie depeche MODE i pokazać w kierunku sceny szanujcie kwity, żeby nie zamokły. Potem nie będzie nieszczęścia, że nie wejdziecie na imprezę, bo bilet będzie nieczytelny / rozmazany / zamoknięty. Ochroniarz w pełni rozumie Wasze intencje i zapewnianiam, że wszystko jest jak najbardziej w porządku, ale sorry nikt nie będzie przecież własną dupą ryzykował dla utraty pracy.

Częstym sposobem na przyśpieszenie odprawy jest takie naddarcie, złamanie perforacji, żeby wystarczył podmuch wiatru, aby oderwać część kontrolną od głównej części biletu. Jedni robią, to bo nie chcą mieć potem porwanego biletu na pamiątkę / na handel. Inni właśnie po to, aby przyśpieszyć przejście przez bramki. Parę razy spotkałem się z sytuacją, kiedy zamotany ochroniarz walczył z perforacją, a w tym czasie najlepsze barierki odlatywały.

Fight Fire with Fire

W obiektach obowiązuje zakaz używania otwartego ognia oraz palenia wszelkich rzeczy które się pali… (tytoń i inne liście), więc akcja z zapalniczkami na balladzie to nie jest dobry pomysł. Większość z nas ma przecież smartfony, a jeśli nie  – to malutka kieszonkowa latarka, czy lampeczka rowerowa da i lepszy efekt i chyba będzie łatwiej ją przemycić i potem odpalić 😉 Inhalacja też jest zabroniona od niedawna, więc e-papierosy też są na cenzurowanym, warto o tym pamiętać również.

130725_Warsaw_05

Picie

Na większości obiektów jest zakaz wnoszenia wszelkich butelek szklanych (napoje, perfumy, itp.), także napojów w puszcze. Jeśli już napój, to bezalkoholowy do 0.5 litra w plastikowej butelce, a i tak na bramce zabiera się zakrętkę.

Takie działanie ma kilka celów:

  • Stadion, czy hala mają swoje interesy – umowy sponsorskie, ajentów, którzy chcą zarobić na napojach i podłej jakości jedzeniu (przeważnie nie dogotowanym, ze względu na słabe moce przerobowe urządzeń gastro). Kanapki czy owoca także nie wniesiecie – polecą do kubła nazywanego „depozyt”…  wiec najeść się przed koncertem stosując oczywiście odpowiednią dietę – po co latać po tojtojkach i walić w muszlę w rytm ukochanej muzyki ;)…
  • (1) Bezpieczeństwo – plastikowy kubek nie doleci do sceny, a otwarta butelka wypróżni się w czasie lotu i też spadnie przez sceną.
  • (2) Bezpieczeństwo – z otwartą butelką w ręce biegnie się pod scenę dużo dłużej, wolniej i po drodze się rozlewa sporą część, więc… biznes się kręci.

Tomek radzi otwarcie: jeśli już wnosicie picie, to… ukryjcie gdzieś dodatkową zakrętkę. Przyda się na pewno.

Co do samego picia, to odradzam piwko czy kawę bezpośrednio przed wbiegnięciem pod barierki, dla tych co chcą zachować swoje dobre miejsce pod sceną przez cały koncert. Słyszałem o przypadkach lania po nogach i walenia w majty. Będziecie mistrzami, jeżeli doniesiecie do kibla i wrócicie w czasie jednego numeru pod scenę. Inaczej sprawa się ma gdy ogląda się show na trybunach. Posiadacze FOS powinni pić tylko tyle żeby nie zasychało w gardle, a nadmiar wody lepiej wydalić przez skórę, niż jako 1. Gdy w grę zaczyna wchodzić 2 lub 3 wtedy pora zastanowić się nad przyjęciem pomocy medycznej. W letnie dni to prosta droga do odwodnienia.  Uwierzcie mi –  idzie wytrzymać z półlitrowym napojem przez cały okres kilku godzin wyczekiwania pod sceną, a potem do ostatniego „Thank you! – We see You next time!”

Dobrym pomysłem jest zabranie soków w małych kartonikach, albo w foliowych woreczkach z zakrętką. Za naszą zachodnią granicą takie napoje są bardzo popularne na koncertach. Ochrona przepuszcza z nimi, a i łatwo opakowanie zutylizować pod nogami potem.

FLAGI, BANERY

Nigdy nie robiliśmy problemów z wnoszeniem flag czy bannerów. Przy bramce zgłaszane to było i oczywiście pokazane. Inaczej z możliwością ich montażu na barierkach czy trybunach. Zwróćcie uwagę, czy rozkładając flagę nie zasłonicie przypadkiem logo jakiegoś ze sponsorów imprezy, wtedy może być problem proponuję po raz kolejny kulturalnie pogadać z ochron.

depeche MODE w Mexico City
depeche MODE w Mexico City

Ochrona może mieć za to uwagi do wnoszenia masztów, drzewców i długich parasoli. Flagi tak pod warunkiem, że potem je przyczepicie do barierek, albo będziecie machać nimi w ręku. Parasol, czy długi drzewiec od flagi traktowane jest jako potencjalna rzecz podwójnego przeznaczenia. Tzn może służyć do machania, ochrony przed deszczem lub słońcem, ale może też służyć do zadawania obrażeń, a z tym już żartów nie ma.

Pieniądze, wartościowe rzeczy.

Dla Pań – żadnych kosmetyków w torebkach, tylko niezbędne rzeczy, jeżeli pieniądze, to chowajcie dobrze (w tłumie przebywają nie tylko fani, którzy przyszli się bawić na koncercie ) – w przypadku kradzieży  ochrona nie będzie mogła zbyt wiele pomóc. Torebki tylko zasuwane na zamek, a nie na jakiś szybki zatrzask. Generalnie bagaż jak najmniejszy, żeby było wygodnie nie tylko Wam, ale i innym ludziom dookoła. Drogie Panie torebkę trzymajcie przed sobą, a nie z boku czy na pośladkach. Licho nie śpi, a i dostęp lepszy, o zabieraniu nadmiarowej przestrzeni wokół siebie nie wspomnę 😉

090613_Munich_02

Relacje, jeszcze raz relacje.

Powiem jedno – ochroniarz to nie Twój wróg. Przykleiłeś się do barierki, to fajnie. Zamiast krzyczeń jakieś Aviva, czy inne Warta coś tam, coś tam! Spróbujcie już po wejściu na obiekt zyskać sobie przychylność ludzi z ochrony – zagadajcie, nawiążcie jakąś przyjazną relacje – czas zleci szybciej w oczekiwaniu na koncert przy rozmowie, a jeśli koleś jest przyjaźnie nastawiony możecie liczyć na jego pomoc nawet już w trakcie show (np. dostarczenie jakiegoś picia) lub pomoc w drapaniu się na scenę, gdy Dave będzie chciał z Tobą odśpiewać Somebody do perkusji Christiana.

060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)

Warto także zwracać uwagę na zachowanie ludzi obok, bo nie każdy może czyta 101dM.pl (Nie? przypis nadredaktora) i jest na koncercie pierwszy raz i nie będzie wiedział, że np. rzucanie flagi czy elementów bielizny na scenę jest zabronione .. (czy kapelusza 😉  hihi –  w Pradze 2006 kapelusz rzuciłem – Gah podniósł i mi odrzucił…  i ja durny zamiast zostawić sobie pamiątkę – to w Spodku powtórzyłem ten wyczyn… kapelingo poleciało dalej i tyle go widziałem …   

_
131123_Hannover_01
Nie jest to koniec rad przedkoncertowych. W trakcie pisania jest już kolejny art o bardzo wielu innych elementach obozowania przedkoncertowego, przeżycia pod sceną, czy utrzymywania swojego organizmu we względnej wytrzymałości. Niedługo ciąg dalszy, a ja dziękuję Tomkowi za współpracę i jego cennych uwagach. Tekst został w dużej mierze napisany przez Tomka, mnie (Martini) zostało w zlepienie go w całość lub dopisanie kilku uwag, czy też podklejenie zdjęć i linków.

Tour Itinerary

Poprzedni tekst można traktować jako wstęp do tego wpisu. Postanowiłem jednak rozdzielić tworzywo od twórcy, ponieważ Tour Itinerary [TI] jest pozycją interesującą samą w sobie. Po za tym wiąże się z nią wiele ciekawych historii trasowych.

Book Of Lies 2001 // US
Book Of Lies 2001 // US

Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu Tour Itinerary [TI] w 2001 roku, wtedy nie wiedziałem, że taka mała książeczka, w której były zapisane najważniejsze informacje logistyczne tak się nazywa. Przez wiele lat była to dla mnie pozycja pt ‚Book Of Lies‚ (‚Księga Kłamstw‚). To jest tytuł lub podtytuł, którym SmartArt określa swoje produkcje i takie motto można znaleźć również na stronach tej firmy.

Book Of Lies 2001 // EU
Book Of Lies 2001 // EU

Było to dzień lub dwa po koncercie depeche MODE w Warszawie 2001.09.02, gdy przyleciał do nas kumpel i z trzęsącymi rękoma wyjął tę pozycję. Nikt z nas nie wiedział co to jest, ale nagle w jednej chwili dostaliśmy dostęp do wszystkich hoteli i okolic na właśnie dziejącej się trasie. Byliśmy przestraszeni faktem posiadania tak gorącego znaleziska, że właściwie na spokojnie byliśmy w stanie do niego wrócić dopiero po zakończeniu trasy. Szybkość wydarzeń i fakt, że po koncercie w Warszawie musieliśmy już jechać na koncerty do Berlina i dalej sprawiło, że nie mieliśmy okazji nawet porządnie skopiować tej publikacji na potrzeby wyjazdu. Po trasie znalezisko to miało już tylko znaczenie archiwalne i przydało mi się potem do prowadzenia MODEontheROAD, czy pisania takich tekstów jak ten o Exciter Tour w Warszawie.

BC TourNajstarsze znany mi egzemplarz pochodzi z 1986 roku. Wcześniejszych produkcji tego typu nie znam, choć specyfikacje pojedynczych koncertów mam w swoim posiadaniu, czego fragmenty pisałem w odcinkach o wyżywieniu na trasie. Przewodniki Tour Itinerary wielokrotnie pojawiały się w moich wpisach, jako baza, czy też cichy bohater moich tekstów.

TI mają również swoje życie po zakończeniu tras, być może nawet wtedy staje się jeszcze większym obiektem pożądania, niż w trakcie trasy. Jako, że nakład na każdą trasę jest liczony w liczbach bliskich 100 egzemplarzy, a po drodze coś się wykrusza, to bardzo szybko ceny za pojedyncze egzemplarze osiągają kwoty w okolicach 1000 PLN, choć i za 300-400 PLN da się wyciągnąć takie pozycje. Wszystko zależy ile egzemplarzy zmieniło właścicieli w kierunku do fanów, czyli jak bardzo nasycony jest rynek. W tej chwili najtańsze pozycje są z Devotional Tour. Bardzo dużo egzemplarzy jest w posiadaniu fanów, więc ceny nie osiągają zawrotnych pozycji. Bardzo pożądane są egzemplarze z ostatniej trasy i właściwie wszystko od Violator w dół.

Głównymi autorami upubliczniania tego typu pozycji od lat są byli członkowie ekip koncertowych. depeche MODE nie jest tu wyjątkiem, choć TI od dM wcale nie jest częstą pozycją na ebay’u. Przez co pojedyncze egzemplarze należą do stosunkowo drogich pozycji. Z ostatniej trasy taka pozycja pojawiła się tylko raz i dotyczyła 2 nogi po USA i Kanadzie.

IMG_0463Z TI związana jest jeszcze inna ciekawostka. Na wielu trasach poszczególne nogi trasy mają swoją nazwę kodową. We wszelkich materiałach skierowanych do prasy, czy fanów poszczególne części określa się np jako European Leg, North American Leg, European Winter Leg… tak w przypadku wewnętrznej komunikacji wygląda to już inaczej. Przykładem niech tu będzie trasa z 2005/2006. Touring The Angel liczyła 4 odsłony oznaczane kolejno jako: pain and suffering in various cities in the USA (29.10.2005 – 09.12.2005), Dresden and beyoned….. (12.01.2006 – 03.04.2006), California thru’ DC (24.04.2006 – 21.05.2006), the Final Frontier…….. (02.06.2006 – 03.08.2006).

IMG_0464Warto też zwrócić uwagę, że TI mają różne wielkości. Kwestia poręczności była tu istotna, nie mniej nie wiem jakie było przyporządkowanie. Kto z członków ekipy koncertowej dostawał jaki format.

Oprócz tego każde TI ma zamieszczone dodatki charakterystyczne tylko dla danej trasy. Oprócz wspomnianych wyżej nazw poszczególnych legów, trasa z 1994 miała rozpiskę meczy podczas mistrzostw świata w USA, a trasa z 2001 roku miała również szczegółową rozpiskę lotów prywatnego samolotu zespołu, co nie było już tak eksponowane w 2009/2010. Niektóre TI maja również wpisane motto na dany dzień np przy koncercie w Warszawe 2001.09.02 jest motto – Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you.

313-20121113163559_originalDla odmiany TI z Devotional Tour posiadało aż 5 odcinków mimo, że sama trasa z 1993 roku miała jedynie 3 części. Do tego podziały na odcinki przebiegał inaczej niż faktyczny przebieg trasy. Noga w Europie miała 2 odcinki, a Północna Ameryka 3, przy czym ostatni odcinek był połączony z 3 nogą po Europie z grudnia 1993. Każda część miała swój kolor. Ale to jeszcze nic…

Dla wybrańców Tour Itinerary przybierało bardzo wyrafinowane postacie. Pamiętacie aukcję Alana z 2011 roku? Rok później podobną aukcję zrobił Andy Franks przytulając również konkretny grosz. Pośród dziesiątek pamiątek pojawiła się i taka pozycja. Oprawiona w skórę wersja Tour Itinerary. Na bogato…., ale co będę chłopkom zazdrościł nieswoich pieniędzy…

TI są opracowaniami ze swojej natury bardzo ramowym i dosyć płytko wchodzą w to, co faktycznie dzieje się technicznego na zapleczu koncertów. Raczej dotyczą wszystkiego dookoła, tylko nie koncertów. Ta bardziej szczegółowa dokumentacja powstaje na styku managemant zespołu i organizatorzy koncertów.

Do każdego koncertu musi powstać dokumentacja, która jest wypadkową wymagań zespołu. technologicznych sceny / show, wymogów agencji koncertowej, wymogów gospodarza obiektu, lokalnych regulacji prawnych. Jest to dokumentacja, która powstaje w ślad za umową i riderem technicznym. Czym jest rider techniczny pisałem w ubiegłym roku o tym. Do każdego koncertu powstaje dokumentacja określająca drogi dojazdu ciężarówek, drogi komunikacji ludzi, wózków widłowych wraz z wymiarami tych dróg. Specyfikacje instalacji elektrycznej obiektu, podłączeń i wymogów pożarowych. Niedługo przybliżę Wam jak to wygląda na jednej z największych aren w Polsce.$_12_10 $_12_6 $_12_5

Specyfikacja San Jose Arena.
Specyfikacja San Jose Arena.

Specyfikacja hali.
Specyfikacja hali.

_

Na koniec mała prywata. Posiadam w swoich zbiorach całkiem sporo opisanych powyżej pozycji, nie miej jeżeli ktoś chciałby się wymienić, to chętnie, porównamy co kto ma… Lista moich TI na prv.

Podyskutuj o tym na Forum MODEontheROAD.

Koncertowe wideo depeche MODE, a sprawa Polska

Nie wiem, czy to nie będzie ważniejsze, niż samo wydanie najnowszego wideo depeche MODE. Wycieczka do Berlina z Polski była nad wyraz okazała. Ilu planowało i wymiękło… nie zliczę. W każdym razie zanosi się, że Berlin będzie najbardziej polskim wydawnictwem z koncertowej dyskografii depeche MODE.

Co prawda nic nie pobije flagi machanej przez Dave’a na One Night In Paris, kto nie pamięta polecam lekturę wspomnień Miniosa z wyprawy do Paryża. Opisał tam historię naszej flagi, która wylądowała na statywie wprowadzając konsternację u Dave’a, ochrony, a najbardziej u rzucającego. Jednak w przypadku Berlina możemy wręcz mówić o zawłaszczeniu przez naszych rodaków sporej części barierek pod sceną. Nie zostało to oczywiście niezauważone. Sam wręcz to odczułem po wielogodzinnym oczekiwaniu w tłumie przed halą i już po wejściu na płytę w postaci niechętnych spojrzeń i komentarzy fanów z Niemiec.

 

Jestem bardzo ciekaw i pod tym względem tego obrazu. Zajawka już wzbudziła uśmiech na mej twarzy, a i niektóre wspomnienia powróciły z szalonej wyprawy do Berlina. Ostatnio jak byłem w Berlinie, to przemierzałem te same ścieżki wokół O2, co w listopadzie 2013.

Berlin
Berlin

Kiedyś rzut flagą na scenę był naszym narodowym sportem, ale obecnie to się już trochę uspokoiło (na szczęście). Inna sprawa, że jeszcze na The Singles Tour 86>98 i później na Exciter Tour Niemcy nie rozumieli tego swoiście okazywanego patriotyzmu, dopiero World Cup 2006 zmienił nastawienie sąsiadów zza Odry do tego sportu. Obecnie równie często na koncertach widuję nasze flagi, co i niemieckie. Pewnie wielu naszych fanów byłoby wniebowziętych, gdyby Dave owinął się naszą flagą, podobnie jak to zrobił z Meksykańską w 2009. O Niemcach zmilczę już…

Jestem bardzo ciekawy, jak Anton pokaże publikę i jak zostanie zmontowany obraz z dźwiękiem. Paryża 2001 bardzo ciężko mi się słucha i ogląda. Dla mnie jest to soundboard z doklejonym obrazem. W 2001 bardzo wyciągnięty wokal Dave’a. Publiczności właściwie nie słychać. Mediolan 2006 i Barcelona 2009, to zupełnie inna już bajka.

2013.11.27 Berlin (003)
2013.11.27 Berlin (003)

Wyprawa do kina na seans może być dla wielu podwójnie bardzo miłym wieczorem, w końcu zobaczyć siebie na wielkim ekranie, na wideo swoich idoli, ulubieńców, czy jak ich tam zwał to wzrost szacunu na dzielni i +10 do atrakcyjności u płci przeciwnej. Można to chyba tylko porównać do uczucia, jakie mają fanki, gdy Dave im śpiewa w twarz, albo do wspólnego śpiewania fana i idola z jednego mikrofonu…

2006.07.13 Berlin (001)
2006.07.13 Berlin (001)

Dla mnie też to będzie ciekawy wieczór w kinie. Ja mam jednak trochę inne wspomnienia, niż spora grupa rodaków pod sceną…. ale o tym w następnym odcinku.

I Want You Now

[Aktualizacja 2014.01.26]

Co jakiś czas odkrywamy różne smaczki z minionych tras dopełniających naszą wiedzę o koncertowej historii depeche MODE. Jedną z największych niewiadomych są faktyczne liczby utworów przygotowanych na każdą z tras. Setlisty grane na trasach, to jedynie wypadkowa pewnych wyborów i upodobań kiedyś czwórki, a potem trójki Panów z depeche MODE.

Dożyliśmy takich czasów, że obecnie wiele spraw wypływa jeszcze w czasie trwania tras. Dawniej dopiero po latach dowiadywaliśmy się o niezagranych utworach na Devotional Tour, a o niezagranym utworze w czasie US Summer Tour dowiedzieliśmy się przez przypadek w czasie aukcji na której Alan wyzbywał się klejnotów rodowych. Póki trasa trwa jest jeszcze nadzieja na Nothing, czy na pojawienie się innych perełek. Tym czasem zespół uraczył nas Stripped, który pojawił się na koncertach po raz pierwszy od koncertu w Dusseldorfie 2010.02.27.

W 1983 roku depeche MODE próbowało przed trasą Work Hard. Były różne spekulacje, że był grany, że nie był grany. Dziś, po przeszło trzydziestu latach można by już stwierdzić, że ten kawałek nie był grany nigdy na żywo. Zespół próbował go na próbach w Hitchin, ale nigdy nie zdecydował się na włączenie tego numeru do setu koncertowego.

Są też utwory, które próbowane są na trasie, ale finalnie nie wchodzą do setu, bo nie leżą jednak Dave’owi. Pół biedy, gdy kawałek dostaje szansę pojawienia się na trasie na jednym, czy dwóch koncertach. Tak było z Here Is The House, Fragile Tension, czy In Sympathy. Dziś wiemy, że In Sympathy było reanimowane jeszcze na próbach przed koncertami w Nowym Jorku w 2009 jako zamiennik na drugą noc, ale ostatecznie poległ w starciu z dwójką Miles Away / Come Back.

Czasami zdarza się, że info o planach zagrania jakiegoś kawałka wypływa zanim numer został zagrany na żywo, bo jacyś fani przypadkowo mieli włączony sprzęt i nagrali całą próbę 😉 Tak się zdarzyło z Condemnation przed koncertem w Warszawie 2001.09.01, który pojawił się na żywo jako zamiennik na drugiej nocy w Berlinie 2001.09.06. Kto nie słuchał ten może teraz:

Historię tego nagrania opisałem onegdaj we wspomnieniach – Exciter Tour In My Eyes.

I tu dochodzimy do tytułowego I Want You Now. Wiemy, że numer był grany w 1990 jako podstawowy numer z solowego setu Martina. Wiemy, że numer zrobił furorę w triphopowym remixie na trasie w 1994. To jest elementarz tych tras. Ostatnio historia dopisała może nie kolejny rozdział, ale raczej prolog do koncertowej historii I Want You Now.

depeche MODE, Berlin Wsch. 1988.03.07
depeche MODE, Berlin Wsch. 1988.03.07

W 1988 roku podstawowym numerem granym przez Gore’a w swojej części setu było Pipeline. Grane od października 1987 aż do końca drugiej trasy po Europie w marcu 1988. Martin jednak kombinował, co by tu zmienić, aby nie grać tego samego (swojego) setu na dwóch europejskich nogach Music For The Masses Tour. Wybór padł na I Want You Now. Numer był przygotowywany do grania w czasie brytyjskich prób przed koncertami w styczniu 1988. Było to na krótko przed powrotem na kontynentalną Europę, na której spędzili już wcześniej przeszło miesiąc zlewając wcześniej kompletnie Wielką Brytanię.

Stało się jednak inaczej i numer nigdy nie wszedł do setu, a zespół po za kilkoma podwójnymi występami tłukł ten sam set przez obie nogi Music For The Masses Tour w Europie. Wg dzisiejszych standardów zespół naraziłby się na gromy ze strony fanów za oklepaną i monotonną setlistę, oraz brak zmian z syndromem WTF włącznie.

Martin. L. Gore, Sheffield 1988
Martin. L. Gore, Sheffield 1988

Czemu Gore nie włączył tego kawałka do setu? Tego nie wiem. Wiem jednak jak brzmiał ten numer. Zanim o brzmieniu I Want You Now cofnijmy się do roku 1985. W owym roku zespół gościł, po za pierwszą ever wyprawą za żelazną kurtyną, również w Japonii. Jednym z punktów programu były trzy koncerty w Tokio, które, aby trochę urozmaicić monotonię występów doczekały się aż 1 zmiany. Zamiast Somebody fani usłyszeli It Doesn’t Matter. Patent na zagranie tego numeru wyglądał prosto. Do podkładu z Somebody Alan dogrywał akordy z It Doesn’t Matter, a Gore dośpiewywał swoje.

Dokładnie ten sam patent chciano powtórzyć z I Want You Now. Na próbach zespół użył podkładów z Pipeline, cała reszta był dogrywana przez Alana na klawiszach i Martina na gitarze.

Skąd o tym wiem? Otóż niedawno wypłynęła paczka mniej lub bardziej znanych prób z całego przekroju historii zespołu. Głównie z lat 80. Właściwie znałem większość z tego, co zostało udostępnione. Z wyjątkiem jednej perełki – próby zarejestrowanej przed koncertem w Manchesterze 1988.01.19, która służyła nie tylko ustawieniu sprzętu przed koncertem, ale również testom kandydatów na wejście do setu koncertowego. Martin próbował, próbował i nic… Ech skąd my to znamy…

AKTUALIZACJA:

Nie przypuszczałem, że powyższy tekst ma charakter rozwojowy. Wczoraj [2014.01.26] dane mi było przesłuchać jeszcze jedną próbę z I Want You Now na pokładzie. Tym razem jest to zapis próby z Hamburga 1988.02.06-07. Nie wiem dokładnie kiedy miała miejsce ta próba, ale na pewno przed pierwszym koncertem. Martin zawzięcie próbuje ten kawałek. Mam wrażenie, że plany były na wymianę 2 numerów z setu Gore’a, ale finał był inny. Co ciekawe istnieje zapis z prób przed koncertami w Londynie 1988.01.11-12 i tam po za katowaniem Behind The Wheel zespół odświeża sobie jeszcze Just Can’t Get Enough, które zastępowało na drugiej nocy Plesure, Little Treasure. Jak widać zespół miał świadomość, że wraca na odwiedzane już terytoria i brał pod uwagę zmiany w setliście, aby na stałe wymienić Pipeline, albo jedynie na koncertach drugonocnych. Ciekawe, co pozytywna decyzja na tak dla I Want You Now oznaczałaby np dla Never Turn Your Back On Mother Earth? I czy na 101 dalej słyszelibyśmy Somebody?

Można dodać jeszcze jeden punkt do spisu ciekawostek, jakie napisałem na 25-lecie 101.

P.S. Uprzedzając pytania, nie podam linku do miejsca skąd można pobrać pliki, ale radzę dobrze poszukać na sieci. Kawałki już są do zdobycia, a za chwilę będą dla wszystkich.

10 lat od śmierci Franka Toveya

To już 10 lat od kiedy Franka Toveya nie ma na tym świecie. Rok 2002 miał być wielkim powrotem jego i jego grupy. Po latach chudych i pobocznych projektach zespół zapowiadał nową płytę. W 2002 mieli wejść do studia i nagrać nowy materiał. Wiele zespołów krążyło i splatało swoje ścieżki z depeche MODE, ale chyba tylko Nitzer Ebb przeplatał swoje losy tak blisko z depeche MODE, jak to robiło Fad Gadget. 3 kwietnia 2002 roku dotknęła wszystkich, którzy interesowali się muzyką z wytwórni MUTE informacja, że Frank Tovey zmarł na atak serca. Miał 45 lat.

Niektórych zastanawia, co takiego jest w tym człowieku, że poświęcam mu jeden ze swoich wpisów na blogu poświęconym depeche MODE i do tego w aspekcie koncertowym. Przyczyn jest wiele. Niektóre błahe  niektóre sentymentalne, przede wszystkim jest to wyraz szacunku dla człowieka, dzięki któremu mój ulubiony zespół mógł również przebić się do grona najjaśniejszych na firmamencie muzyki. Ktoś powie, że to przecież Daniel Miller pomógł depeche MODE, podał rękę itp, a nie mało znany zespolik, o którym wielu nie słyszało, albo przeczytało, że w 2001 roku grali jako support przed depeche MODE na Exciter Tour.

No tak tylko, że historia depeche MODE sięga trochę dalej niż do pamiętnego koncertu, po którym zawarcie kontraktu zostało przypieczętowane uściskiem ręki. Nie wiele brakowało, żeby zespół, jeszcze jako Composition Of Sound, stało się częścią inne wytwórni, w której miało być również Fad Gadget. Fad Gadget był wtedy już sporą gwiazdą w Anglii i Composition Of Sound/depeche MODE otwierało koncerty przed nimi. Na takim właśnie koncercie pojawił się Daniel Miller (drugi już raz) i zaproponował depeche MODE przystąpienie do Mute. Problemem była jednak wytwórnia Some Bizzare. Nie dość, że proponowała więcej, to zarówno Fad Gadget, jak i depeche MODE mieli już nagrane i przygotowane do wydania swoje utwory na składankę Some Bizzare. Fad Gadget umieścili na niej swój jeden z najlepszych numerów Back To Nature, a depeche MODE – Photographic. Jak się historia potoczyła wiemy. Najpierw Fad Gadget, a potem depeche MODE przeszli do Mute. Wcześniej musieli tylko wypełnić zobowiązanie wobec Bizzare Records i pojechać w trasę koncertową.

Trasa koncertowa Some Bizzare zakontraktowane miała pięć koncertów m.in. w takich miastach, jak Leeds 1981.02.02, czy Shefield 1981.02.03. Trasa była ciężka, ale depeche MODE wspomina, że dzięki tej trasie i podpatrywaniu Fad Gadget nauczyli się wiele, nabrali oklepania koncertowego. To była ostatnia wspólna trasa, aż do jesieni 2001 roku, kiedy oba zespoły się spotkały na trasie znowu. O tym jednak za chwilę.

Po zakończeniu trasy koncertowej oba zespoły pojawiły się jeszcze raz wspólnie na płycie. Tym razem tylko one dwa. Wiele razy przytaczano fakt wydania utworu – I Sometimes Wish I Was Dead na parszywej jakości płytce w magazynie Flexi Pop. Mało jednak ludzi pamięta, że na stronie ‚A’ pojawił się utwór Fad Gadget – King Of The Files. To Fad Gadget było gwiazdą tej „płyty”, a depeche MODE zajmowało miejsce właściwie dla siebie w owym czasie, czyli stronę B.

Po przejściu Fad Gadget do Mute zespół podążył śladem depeche MODE i pojawił się w Hansa Studio. Fad Gadget od 1983 roku pojawiał się regularnie nagrywając swój ostatni studyjny krążek Gag. Wielokrotnie spotykali się z depeche MODE w Berlinie, które Frank również upodobał sobie jak Martin.

W latach 1983-1984 zespół współpracował z takimi tuzami elektroniki i industrialu, jak Einstürzende Neubauten, z którymi nagrali Collapsing New People na Gag właśnie. Była to ostatnia płyta studyjna wydana jako Fad Gadget, później Frank już pod własnym nazwiskiem udzielał się w wielu projektach pobocznych. Do najbardziej znaczących i kategorii ‚must’ należy koncept album – Easy Listening for the Hard of Hearing. Album nagrany wraz Boyd Rice w 1981 roku, ale wydany dopiero w 1984 nakładem Mute Album ciężki, ale dla tych co lubią pierwsze płyty Recoil i twórczość Einstürzende Neubauten – ważny.

Wracamy w tym momencie do porzuconego przeze mnie wątku koncertowego. Jest rok 2001 wytwórnia Mute postanawia przypomnieć o istnieniu Fad Gadget, która z gwiazdy przeistoczyła się w zapomnianą alternatywną kapelę początku lat 80. Wychodzi składanka The Best of Fad Gadget. Wyjście albumu ma być poparte trasą koncertową, której częścią będą również wspólne koncerty z depeche MODE. Przyznam się, że do 2001 roku nie znałem Fad Gadget. Po raz pierwszy zobaczyłem go na koncercie w Berlinie 2001.09.05. Stałem w tłumie i widziałem, jak fani depeche MODE (jak zwykle z resztą) powiewali biletami pokazując Frankowi, że tam nie ma napisane nic o Fad Gadget. Były gwizdy i odwracanie się od sceny. Jednak stopniowo strzelanie focha zamieniło się w co raz większą ciekawość, albo przynajmniej w obojętność.

Stopniowo z koncertu na koncert widziałem, jak fani patrzyli na tego freak’a, jakim dla wielu był Tovey z co raz większym zainteresowaniem. Zabawy z wiertarką, sztuczną ręką wyrywanie sobie włosów z pod pachy i zjadanie ich, wdrapywanie się po konstrukcji sceny. To wszystko dopełniało i teatralizowało występy Fad Gadget.

Historia odwróciła się depeche MODE z supportu stała się gwiazdą pierwszej klasy, a Fad Gadget powracał po 17 latach zapomnienia. depeche MODE pokazywało co noc swoją koncertową klasę, tym czasem Fad Gadget musiało udowodnić, że ten powrót znikąd nie był na wyrost. Również dla mnie był to okres szybkiej edukacji o tym zespole. Jeszcze w Berlinie 2001.09.05 śmiałem się z zażenowaniem oglądając koncert Fad Gadget, ale jeszcze tego samego miesiąca w Monachium 2001.09.23 nagrywałem ich koncert tak samo jak depeche MODE. Wtedy już wiedziałem, że przybywałem na koncerty dwóch gwiazd, a nie jednej.

Po zakończeniu trasy koncertowej Fad Gadget grało dalej. Pierwszy kwartał 2002 zespół spędził grając po klubach Europy. Jednak najważniejszym wydarzeniem tego roku miało być właśnie wejście do studia i nagranie nowego albumu. Pierwszego od 1984 roku. Niestety zawał serca przekreślił te plany.

Dla mnie Fad Gadget, obok depeche MODE, Nick Cave i Nitzer Ebb pozostaną najważniejszymi projektami MUTE. Mogę tylko żałować, że tak późno poznałem ten zespół, ale jednocześnie z satysfakcją mogę powiedzieć, że było mi dane zobaczyć ten zespół na żywo u boku swoich uczniów na ostatniej wspólnej trasie.

[*]

PS Jako uzupełnienie tego wpisu, podpinam jeszcze link do moich wspomnień z Exciter Tour, które w jakiejś części wiążą się z Fad Gadget również.

12 ciekawostek, których możesz nie wiedzieć o koncercie w Warszawie i Exciter Tour.

Pewnie drugie tyle rzeczy nie wiem i ja, jeżeli nie więcej. Pewnie po przeczytaniu tego tekstu jakiś mądrala powie, że przecież to wszystko od dawna jest znane (czyżby?). Może kogoś zaskoczę. Ale napisałem ten tekst ponieważ, wiele z tych punktów gdzieś zanikło lub nie istnieją w świadomości ludzi. Dlatego postanowiłem je przypomnieć.

Zaczynamy od końca…

  1. Exciter Tour miała być kontynuowana w 2002 roku. Trasa zakończyła się późną jesienią 2001 roku, choć były plany na kontynuację trasy, lub koncertów pod nowym szyldem w 2002 roku. Dave bardzo chciał zagrać serię koncertów w czasie letnich festiwali. Głównym oponentem był tu Martin, któremu urodził się syn, oraz chciał zająć się pracą nad solowym projektem. Swoje plany Dave zrealizował rok później promując płytę Paper Monsters. To pozwala zrozumieć również dlaczego depeche MODE pojawiło się ponownie, po wielu latach na festiwalach w 2006 roku i w 2009.
  2. depeche MODE w Europie podróżowało prywatnym samolotem – Zespół w tym czasie poruszał się wynajętym samolotem Boeing 737-200 o numerze bocznym , lot ten miał numer EAF 2354.

    Samolot depeche MODE podczas Exciter Tour
    Samolot depeche MODE podczas Exciter Tour
  3. Na każdej trasie, a nawet części trasy zespół posiada specjalną książkę tzw TOUR ITINERARY. W 2001 roku książka nazywała się Book Of Lies. Motto na dzień 02.09.2001 brzmiało – Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you. Po tym co działo się w czasie pobytu w Warszawie, zdanie pasuje jak ulał.
  4. Kessler podczas nieoficjalnego spotkania w hotelu Bristol z fanami twierdził, że depeche MODE odwiedziło Polskę w 1983 roku. Po nieśmiałych protestach ze strony naszych fanów, Martin skomentował to jednoznacznie: Słuchaj ich oni wszystko wiedzą.
  5. Martin wylądował w szpitalu z powodu problemów z niewydolnością śledziony – alkohol, a Dave był na spotkaniu AA.
  6. Tylko dwa koncerty z tej trasy nie mają nagranych bootlegów. Nagrania z tych występów nie wypłynęły na światło dzienne – nie ma koncertu z Los Angeles 2001.06.04 i Las Cruses 2001.07.19. Wszystkie inne koncerty zostały przez fanów zarejestrowane i udostępnione.
  7. Zespół Technique to duet który później w 1/2 stał się podstawą dla zespołu Client. Zespół Technique tworzyły Kate Holmes i Xan Tyler. Natomiast Client narodził się po odejściu tej drugiej. Tym samym duet przekształcił się w „Client A” Kate Holmes i „Client B” Sarah Blackwood. Managerem tego zespołu był Client F, czyli Andy Fletcher, który założył na ten cel swoją wytwórnię Toast Hawaii. Reszta to już historia…
  8. Występ depeche MODE w Warszawie 2001.09.02 odbył się w ramach festiwalu – TP SA Music & Film Festival. Sam festiwal zaczął się w maju, a skończył właśnie we wrześniu. Oto twórcza metoda na pozyskanie bogatego sponsora i rozciąganie definicji festiwalu. Więcej w archiwalnym wpisie TUTAJ.W czasie soundchecku Peter Gordeno prawdopodobnie zagrał fragment Walca cis-moll op. 64 nr 2 Fryderyka Chopina, a następnie Dave w towarzystwie Peter’a zaśpiewał po raz pierwszy na tej trasie Condemnation [9], które potem oficjalnie zaprezentował na 2 nocy w Berlinie 2001.09.06. Sam utwór przeszedł gładko w utwór Elvisa – Loveletters również zaśpiewany przez Dave’a z klawiszami Gordeno.

  9. Podobno Dave się przeziębił w Warszawie. Dave nie zważając na warunki pogodowe bardzo mocno obnażył się w Warszawie. Już na koncercie podczas drugiej nocy w Berlinie 2001.09.06 Dave śpiewał przez nos, natomiast koncert w Lipsku 2001.09.09 3 dni później został skrócony. Dave był w słabej kondycji.
  10. A skoro już mówimy o obnażaniu się Dave’a w czasie koncertu w Warszawie 2001.09.02, to czasami pojawiają się głosy kwestionujące autentyczność jakiegoś zdjęcia, czy filmu z Warszawy. Punktem sporu jest ubiór Dave’a na koncercie. Rzeczywiście Dave trochę zamieszał w tym temacie i stąd brak zrozumienia dla autentyczności jakiś materiałów.
    Dla wyjaśnienia:

    • Do Dream On [85] Dave występował w marynarce.
    • Następnie po zdjęciu marynarki występował w czarnej koszulce na ramiączka.
    • Od I Feel You [84] Dave śpiewał z nagim torsem, aż do Personal Jesus [84].
    • Od Clean [75] Dave śpiewał w białej koszulce na ramiączka do końca koncertu.
  11. Dlaczego I Feel Loved [50] wypadło z setu? depeche MODE grało ten utwór przez całą część po Ameryce Północnej. W Europie poleciał ten utwór jedynie na 8 koncertach. Dało to łącznie 50 wykonań, w tym na koncercie w Warszawie 2001.09.02. Główną przyczyną usunięcia tego utworu były problemy kondycyjno-wokalne Dave’a. Setlista została tak ułożona, że pod koniec koncertu, gdy doskwiera zmęczenie, była seria 3 szybkich numerów – It’s No Good [83], I Feel Loved [50], Personal Jesus [84]. Po za tym samo I Feel Loved [50] jest trudnym, bo szybkim numerem do zaśpiewania, miejscami jest mało miejsca na złapania oddechu. Stąd decyzja o usunięciu tego utworu z setlisty i do tego braku zmiennika.

Jest jeszcze parę ciekawostek, ale to może już na inną okazję 🙂 Jeżeli macie pytania lub inne informacje, z którymi chcielibyście podzielić się z innymi fanami, piszcie je w komentarzach lub na FanPage’u MODEontheROAD na FB lub na profilu MODEontheROAD na Goolge+.

Edit: Kolejna część wspomnień z 2001 roku jest już na MODEontheROAD.pl -> Exciter Tour In My Eyes: Budowa sceny.

Exciter Tour in My Eyes – Prolog

Płyta Exciter wywoływała u mnie i nadal wywołuje mieszane uczucia. Wiele lat po wydaniu tej płyty nadal budzi ona kontrowersje. Być może jest to właśnie jej siła, że nie pozostawia ludzi obojętnymi. Również trasa koncertowa wywoływała ówcześnie żywe dyskusje i mieszane uczucia. Jednak dla mnie ta trasa były pod wieloma względami jedyna i naj… i taka pozostanie na zawsze. Nie przebiła jej żadna późniejsza trasa również dlatego, że historie, które były moim udziałem w 2001 nie wydarzą się już nigdy potem.

Zanim wyruszyliśmy w trasę już m/w od marca planowaliśmy wyjazd. W miarę, jak na sieci pojawiały się przecieki, a management dM odsłaniał plan przyszłej trasy, nasza lista pęczniała, a my szykowaliśmy się finansowo i logistycznie, aby przeżyć łącznie miesiąc w podróży z i za depeche MODE.

Nigdy wcześniej i nigdy później nie miałem okazji być tak blisko depeche MODE i wraz z moimi kumplami tworzyć lub towarzyszyć wydarzeniom, które miały wpływ na bieg wydarzeń wielu fanów depeche MODE w Polsce, a nawet Europie. Wiedza i doświadczenie nabyte podczas tej trasy pozwoliły nam w przyszłości lepiej planować i organizować wiele przedsięwzięć trasowych i około trasowych przy okazji koncertów depeche MODE w kolejnych latach. Nie będę ukrywał, że również dzięki temu, iż miałem okazję doświadczyć wielu historii, przeżyć na tej trasie, to na kolejnych trasach odpuściłem sobie masę akcji, po prostu nie musiałem już. Nie czułem większej potrzeby wystawania pod hotelami, wbijania się na imprezy z ekipą depeche MODE, czy wielu innych fanowskich akcji. Zostawiłem to już innym, którym do tej pory nie było to dane.

Bilety na trasę Exciter
Bilety na trasę Exciter

Plany na początku były ambitne: Tallin, Ryga, Wilno, Warszawa, Praga, Berlin, Berlin, Hamburg, Lipsk, Monachium, Monachium, Oberhausen, a później doszło jeszcze Mannheim. Ostatecznie wygrał wariant niemiecki, co i tak było sporym przedsięwzięciem zważywszy, że poprzednie wyprawy na koncerty depeche MODE ograniczały się do wersji najłatwiejszych, czyli wyjazd na jeden koncert, przeważnie tam i z powrotem. Tym razem o wszystkim musieliśmy myśleć sami. Jak to nam wyszło, oraz gdzie warto się zatrzymać będąc w danym mieście przeczytacie na następnych stronach. Patrząc z perspektywy roku 2011 wiele z tego, co wtedy się działo i jak to robiliśmy wygląda dziś co najmniej dziwnie. Jest to o tyle istotne, że wtedy nie istniały tanie linie, bilety za 1 PLN, net tylko przez modem o prędkości 56k, a bilety często zamówić można było jedynie faxem. Jako biedni studenci możliwości mobilne mieliśmy dosyć ograniczone, więc zostawały właściwie dwie opcje, albo naście godzin autokarem, albo na bogato intercity i dalej ICE. Wyszło na to, że całą drogę na koncerty przemierzyliśmy kolejami polskimi i niemieckimi. Z pełnych kosztów, jakie ponieśliśmy to właśnie bilety kolejowe były tymi najbardziej kosztownymi elementami budżetu. Pewnie, że chcieliśmy zapłacić jak najmniej, ale problem był jeden – czas – właściwie nie było alternatywy dla szybkiego przemieszczania się za zespołem, szczególnie, jeżeli chcieliśmy zregenerować siły, szybko dojechać i być na stadionie, czy pod halą o czasie pozwalającym być blisko sceny. Dla zobrazowania skali finansowej problemu wystarczy, że powiem, iż trasa w 2006 roku na osobę kosztowała mnie ¼ tego, co w 2001 roku, a miałem okazję również odwiedzić m.in. Londyn. Wróćmy jednak do 2001 roku…

Z planów wyjazdu na wschód wyszło nie wiele i finalnie Warszawa okazała się pierwszym miastem na naszej trasie. Z jednej strony żałowaliśmy, że nie możemy uczestniczyć w powitaniu depeche MODE w Europie oraz w koncertach w Tallinie, czy Wilnie, z drugiej strony pocieszaliśmy się, że skoro depeche MODE przyjeżdża po tylu latach do Polski, to jako Polacy powinniśmy rozpocząć podróż z depeche MODE od naszego kraju. Pomysł wyjazdu na wschód zrealizowaliśmy w 2006 roku w szczątkowej w postaci wyjazdu do Wilna… i do tej pory żałuję tego wyjazdu.

Aby zacząć od początku trzeba się cofnąć do maja 2001 gdy trasa została oficjalnie ogłoszona. Oczywiście pomiędzy osobami najbardziej zaangażowanymi informacja ta krążyła już od jakiegoś czasu. Wszystkim zainteresowanym wieści o zbliżającej się trasie przybliżały ówcześnie Insight Site i ModernMode (przypis: obecnie ModernMode to depechemode.pl, a Insight Site nie istnieje). W tym czasie MODEontheROAD dopiero raczkowała, ale nie to było istotne. Najważniejsze, że depeche MODE po 16 latach znowu zawitało do naszego kraju.

Do koncertu przygotowywaliśmy się długo, oj długo. Wiele piwa i wódki upłynęło na rozmowach o tym jak się ubrać, gdzie najlepiej stanąć, jak przemycić sprzęt foto i audio itp., a i tak wiele z tego co przeczytacie później było czystą improwizacją.

Dla mnie był to o tyle szczególny czas, że przygotowania do wydarzenia, jakim był koncert depeche MODE w PL, oznaczały masakryczna pęd i często robienie wielu rzeczy na raz. To były takie czasy, że człowiek udzielał się na wielu polach równolegle angażując się często ad hoc, nie zdając sobie sprawy ile tak naprawdę to pochłonie i ile kosztuje. Dobrze, że przygotowania do koncertu były w czasie wakacji, dzięki temu było i ciepło, i jakby czasu więcej, no i szkoła była jeszcze przede mną i nie zajmowała mi głowy. Finał był taki, że w okresie poprzedzającym koncert równolegle zajmowałem się przygotowaniami do zlotu (aftera) w Hybrydach, finalizowaliśmy i drukowaliśmy 5 numer fan-zine [SHAME], który miał wyjść właśnie na koncert w Wawie, na MotR i SHAMESite działał wspólny serwis poświęcony nadchodzącemu wydarzeniu (czyli jak bez problemu dotrzeć i przeżyć dzień w Warszawie i zobaczyć koncert), który był non-stop aktualizowany, szykowaliśmy naszą trasę po Niemczech (hotele, przejazdy itp), pomagaliśmy zdobyć wielu fanom bilety na koncert do niesławnego sektora VIP, a do tego normalna praca na 8h od poniedziałku do piątku. Każde z tych przedsięwzięć robiłem z trochę inną ekipą ludzi. Telefon się grzał, a czasu było ciągle tyle samo.

Fanzine [SHAME]
Fanzine [SHAME]

Czym był i co to był za zlot w Hybrydach, czy fan-zin [SHAME] nie muszę raczej opowiadać, bo to można w miarę łatwo sobie wyszukać, o trasie za depeche MODE będzie dużo w kolejnych odcinkach tych wspomnień. Na chwilę chciałbym się zatrzymać nad tymi biletami do sektora VIP. Był to czas, że biletu nie można było kupić on-line, a raczkujące bileterie, empiki i inne tego typu przybytki zaskakująco szybko wypsztykiwały się z dobrych biletów, oczywiście masa była tych stojących w odległych sektorach. Osobą, która wiedziała, jak dotrzeć do źródła z dobrymi miejscówkami był Jack. Człowiek, który z racji swoich prac wiedział, gdzie się zakręcić, aby nabyć bilety możliwie blisko sceny. Tak się dziwnie złożyło, że aby być możliwie blisko sceny należało być w sektorze VIP, który był utkwiony przed sceną. Jako, że najlepsze są najprostsze sposoby, dlatego wybraliśmy się po prostu do centrali VIVA Art Music. Tam okazało się, że dystrybucja biletów dopiero startowała, lub miała wystartować. To w centrali tej agencji leżały bilety na najlepsze miejsca. Niewiele myśląc szybko obdzwoniliśmy bliskich znajomych i zebraliśmy zamówienia na jakieś 20 biletów. Z takim zamówieniem wybraliśmy się do agencji koncertowej. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że pracownicy agencji wyrażali obawy o sprzedanie się koncertu. W każdym razie to, albo od nich, albo my zaproponowaliśmy, że popytamy wśród znajomych, czy nie są chętni na kupno biletów VIP. Okazało się, że znajomi, którym za pierwszym razem pomogliśmy nabyć bilety też mają znajomych (???), a ci znajomi mają podobne potrzeby jak my (???)… dziwne 😉 Nasze drugie „zdziwienie” powstało, gdy zanim zdążyliśmy się obejrzeć, a dziesiątki ludzi dzwoniło do nas, czy nie możemy im pomóc zdobyć jakiekolwiek bilety na koncert, a jak się okazywało, że my możemy ale tylko załatwiamy te najlepsze, to często klękali z wrażenia.

Początkowo w robocie kryłem się jak dzwonił tel, w sprawie biletów, bo to nie wypada, ale potem to już nawet nie wychodziłem z pokoju, bo tyle tego było, że nie wyrabiałem. Jack miał podobnie. Nagle się okazywało, że długie chwile spędzałem na tym, aby przekonać do siebie mamę jakiejś młodej fanki, iż nie jest to żaden wałek i może zawierzyć obcemu człowiekowi wysyłając w nieznane pieniądze, albo czekałem na osobę, której nigdy na oczy nie widziałem pod SGH lub Rotundą, żeby wziąć kasę. A przecież bilety mogłem dopiero przywieźć na następny dzień. Listonosz bywał u mnie po 3 razy dziennie z plikami kasy i przekazów, a bilety potem zwykłą pocztą szły do ludzi w Polskę i za granicę. Jeszcze w dniu koncertu umawiałem się z ludźmi na obiór biletów, pracując jednocześnie na Służewcu przy budowie sceny.

Niedoczas był permanentny, siły nie wiem skąd braliśmy, a jeszcze bieganie do radia, aby promować zlot, albo występować w charakterze tzw przeciętnego fana, na których było w tym czasie zapotrzebowanie w mediach. Gdzieś tam po drodze trzeba było rozkręcać szybko rozwijającą się stronę MODEontheROAD, której dni chwały miały dopiero nadejść 😛

CDN…

To jest zajawka całego cyklu tekstów, które traktują o wspomnieniach moich i moich znajomych w czasie Exciter Tour. Cykl będzie miał swoją kontynuację na stronie MODEontheROAD

10 lat na półce – Warszawa 02.09.2001 – ciąg dalszy…

Niespełna dwa tygodnie temu opublikowałem tekst nt odnalezionego zapisu z powstawania sceny przed koncertem depeche MODE w Warszawie 02.09.2001, oraz fragmentów samego koncertu. Dziś chciałbym przybliżyć Wam, kilka szczegółów, które są efektem bliższego zapoznania się z tym materiałem.

Przeczytaj cz.1 o nieznanym zapisie koncertu z Warszawy.

Jestem już po pierwszym kilku sesjach z tym materiałem. Nie są to długie sesje, bo łączny zapis tego co działo się przed koncertem, jak w czasie samego koncertu ma ok. 25 min. Po wyczyszczeniu materiału do postaci pokazowej nagranie może nieznacznie jeszcze się skrócić, ale to będzie kosmetyka.

Większą część stanowi sam koncerty, którego zapis zaczyna się w okolicach Dream On [85], a kończy się podczas Never Let Me Down Again [84].

Jak już wspominałem w poprzednim tekście koncert został zarejestrowany z dosyć niecodziennej pozycji, bo nagrywany był na stanowisku akustyków, którzy swoje miejsce pracy mają na przeciwko sceny, m/w po środku widowni. Stąd niecodzienne ujęcia zarówno sceny, jak i zabezpieczonej przed deszczem konsolety dźwiękowców.

IMAG0059

Dla kronikarskiej obowiązku trzeba też dodać, że zarówno film z budowy sceny, jak i materiał z koncertu nie były nagrywane przez fana, który skupiałby się na jak najwierniejszym zapisie występu depeche MODE, a raczej koncert był pretekstem do zarejestrowania osprzętu koncertowego, jakim w owym czasie dysponowało depeche MODE. Stąd liczne wycieczki kamery na migające światełka na konsolecie, filmowanie okablowania, czy innego muzycznego sprzętu koncertowego. Dla tych, co zainteresowani są tym aspektem działalności depeche MODE, będą mieli kilka miłych momentów do obcowania.

Reszta znajdzie również wiele smakowitych obrazów dla siebie. Ponieważ członek ekipy technicznej skupiał się wielokrotnie na filmowaniu jedynie telebimów podwieszonych po bokach sceny, dzięki czemu momentami powstaje taki swoisty mulitcam z koncertu w Warszawie.

Dla przypomnienia w czasie koncertu pracowały 3 kamery: dwie umieszczone na scenie na jej bokach, które filmowały odpowiednio Andy’iego i Martina, oraz jedna kamera u podnóża sceny, która skupiała się głównie na filmowaniu Dave’a. Oczywiście wszystkie trzy kamery filmowały również innych członków koncertowego teamu.

To nie jest ostatni wpis dotyczący tego video-bootlegu, tuż przed zlotem pojawi się jeszcze jeden tekst nawiązujący do opisywanego dziś nagrania. Natomiast dziś na Fan Page’u – MySecretGardenPartyPL prezentujemy pierwszą zajawkę z tego materiału. Od tego piątku oraz przez 3 kolejne piątki będziemy prezentować kolejne krótkie filmiki zaostrzające Wam apetyt przed nadchodzącym zlotem. Po za kończeniu zloty planujemy umieścić, finalną, zmontowaną wersję tego zapisu dostępną wszystkim…

10 lat na półce – nieznane nagranie dM z koncertu w Warszawie 2001

Dzisiejszy wpis powinien zawierać treść odnoszącą się do koncertu depeche MODE z 1985 roku. W końcu dziś mija 26 lat od tego dnia. Niestety, tak po prawdzie dwa teksty które na tym blogu powstały nt tego koncertu póki co wyczerpują ten temat, choć zapewne jest wiele jeszcze do opowiedzenia. Dzisiejszy tekst jest zapowiedzią tego, co się wydarzy we wrześniu. W 10 rocznicę 2 koncertu depeche MODE w Warszawie.

Mniej, lub bardziej zorientowani wiedzą, że fani z różnych miast szykują imprezy rocznicowe z okazji 10-lecia koncertu depeche MODE w Warszawie. Np. w klubie Proxima odbędzie się zlot ogólnopolski – Masters of Secret Garden Party, który obok innych powodów rocznicowych jest również przygotowywany z myślą o tym co wydarzyło się na Służewcu w 2001 roku.

Przygotowywane jest również rocznicowe DVD z koncertem ze Służewca w wersji multicam i multiaudio. Zostały zebrane najlepsze wersje wszystkich dostępnych nagrań wideo i audio, oraz pisane są obecnie wspomnienia fanów z pobytu depeche MODE w Warszawie, ale tylko te dotyczące wydarzeń przed i po koncercie zespołu. To wszystko posłuży do stworzenia tego unikatowego wydawnictwa.

Również ja przygotowując się do tej rocznicy przygotowuję specjalne materiały na MODEontheROAD.pl. Są to zdjęcia i teksty powstałe w tamtym czasie, a które albo zniknęły z Internetu, albo nigdy nie były publikowane. Część tekstów już się pojawiła na stronie, ale jest to tylko zajafka tego, co można będzie się spodziewać od drugiej połowy sierpnia.

No dobrze, ale co z tym nigdy nie widzianym filmem, do którego zmierzam w tak nieumiejętny sposób. Otóż przy okazji odzyskiwania dla przyszłych pokoleń klisz i tekstów z otchłani zapomnienia w zbiorach kumpla znalazła się kaseta, w której posiadanie wszedł ok. 10 lat temu.

Jest to kasetka formatu miniDV. Ma 120 min. i była użyta tylko dwa razy, ogląda może ze 3. Na kasecie jest nagrany m.in. występ depeche MODE ze Służewca. No i co jest takiego unikatowego w tym?

Najpierw mała dygresja. depeche MODE nigdy nie wożą ze sobą całego potrzebnego sprzętu. Spora część jest brana od lokalnych poddostawców. Tak jest taniej. Nie zmienia to faktu, że w raiderze technicznym jest szczegółowa specyfikacja tego, co organizator koncertu musi zapewnić zespołowi, aby koncert był na odpowiednim poziomie.

Przeczytaj o innych szczegółach technicznych pobytu depeche MODE w 2001.

W przypadku Służewca m.in. lokalna była scena, oraz dodatkowe nagłośnienie, które pozwalało obsłużyć cały teren koncertu. Zespół w tamtym czasie używał nagłośnienia angielskiej firmy Britannia Row. W owym czasie takie nagłośnienie w Polsce posiadała tylko jedna firma. Nagłośnienie, jakie depeche MODE miało ze sobą pozwalało jedynie obsłużyć występ halowy, a nie outdoor, jakim był tor wyścigów konnych. Dlatego, aby nagłośnić kolejną część za tzw. „sektorem VIP” polskie paczki Britannia Row zostały dostarczone na miejsce koncertu. Właściciel, czy też obsługa tej firmy postanowiła nagrać dla celów testowych obszerne fragmenty koncertu dM na Służewcu, aby mieć dokumentacje wykorzystania ich sprzętu, oraz w ten sposób zarejestrować sprzęt jakim dysponował zespół na trasie.

Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02
Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02

Zarejestrowany materiał jest o tyle unikatowy, że był nagrywany z poziomu konsolety ustawionej na środku publiki ponad głowami fanów, m/w na równi z zespołem. W fanowskich bootlegach z koncertu jest to niespotykana perspektywa, ponieważ żaden fan nie ryzykowałby utraty sprzętu i pewnie nie miałby takich technicznych możliwości. Jeżeli takie nagrania wypływają, to są efekty rejestracji przez członków osobistej obsługi koncertu lub też przez takich ludzi jak w/w wymienieni.

Jak widać na załączonym obrazku na kasecie jest również zarejestrowany, w jakiejś części, koncert Tangerine Dream z 2001.08.31, który miał miejsce u podnóża mostu Świętokrzyskiego, który rok wcześniej został otwarty. Dlatego nie jest mi znana długość faktycznego zapisu występu depeche MODE. Kaseta dziś idzie do przekonwertowania na format z naszych czasów, bym mógł powiedzieć coś więcej nt tego wykopaliska.

Planujemy, iż przekonwertowany zapis będzie miał swoją premierą właśnie 3 września na zlocie fanów depeche MODE w Warszawie [FB], niezależnie od długości zapisu. Chcemy, w ten sposób, podzielić się tym zapisem ze wszystkimi przybyłymi fanami.

Być może wcześniej umieszczę jakąś zajafkę koncertu na YouTube w celach poglądowych. Na prawdę świetny prezent urodzinowy się zdarzył 😛

A żeby nie było, że tak nic w temacie dzisiejszej rocznicy, to zapraszam do lektury wspomnień fana o nicku daRek, który miał tę niepowtarzalną okazję być w 1985 roku na Torwarze. Tekst pierwotnie ukazał się na stronach Polskiego Forum Depeche Mode.

Koncert w Warszawie 2001.09.02 – logistyka i parę ciekawostek.

Obok koncertu w Warszawie w 1985, druga wizyta depeche MODE w Polsce była najważniejszym wydarzeniem dla naszej społeczności. Każda późniejsza wizyta zespołu w naszym kraju była, już tylko kolejnym koncertem do odnotowania…

Oczywiście, mogę się założyć, że każdy, kto widział depeche MODE w akcji z łatwością wskaże jakikolwiek inny występ, czy wydarzenie, które było ważne. Ważne… dla tej osoby. Jednak z punktu widzenia społeczności fanów depeche MODE w Polsce przyjazd do Polski po 16 latach był drugim najważniejszym wydarzeniem w historii. W 1985 roku narodziła się subkultura (więcej czytaj we wpisach TUTAJ i TUTAJ), rok 2001 sprawił, że depeche MODE ponownie zagrało koncert w Polsce. Przestaliśmy być pomijani przez zespół. Dobrze pamiętam frustracje po trasie w 1998 roku, gdy zostaliśmy pominięci podczas wyjątkowo krótkiej i oszczędnej trasy The Singles 86>98.

Dla wielu była to pierwsza możliwość obcowania z zespołem na taką skalę i przez tak długi czas. Również dla mnie nigdy wcześniej i nigdy później na tej trasie nie mogłem przebywać w okolicy zespołu w taki sposób, jak w okresie od końca sierpnia do początku listopada 2001. To był swoisty rodzaj karnawału, choć zespół nie był aż tak szczęśliwy, wielu było przerażonych. Do tej pory pamiętam esa od kumpla, gdy ja czekałem z niewielką (jeszcze wtedy) grupą fanów pod Bristolem. W esie przeczytałem:

depeche MODE przyleciało!!!. Przywitaliśmy ich, krzyczeliśmy, wskakiwaliśmy na maski samochodów. Jest zajebiście!!!!

Przytaczam z pamięci. Niektórzy członkowie zespołu przypłacili ten pobyt zdrowotnie, a niektórzy mieli wielkie problemy z wytrzeźwieniem nie tylko alkoholowym.

Przerwijmy na chwilę wspomnienia, na pikantne szczegóły przyjdzie jeszcze czas. Dziś chciałbym przybliżyć parę logistycznych szczegółów pobytu depeche MODE w Polsce, w pierwszych dniach września 2001.

Zespół w tym czasie poruszał się wynajętym samolotem Boeing 737-200 o numerze bocznym G-CEAJ, lot ten miał numer EAF 2354. Wszyscy z wyjątkiem kierowców z firmy STAGE(piorun)TRUCK latali tym samolotem.

2001.08.31

Zespół przyleciał tym samolotem, po koncercie z Wilna 2001.08.31. Do Wilna zespół przyleciał prosto z Rygi 2001.08.29. Swój pobyt na litewskiej ziemi depeche MODE ograniczyło do kilku godzin. Ten krótki pobyt nie zapisał się najmilej we wspomnieniach zespołu. Dość wspomnieć, że Dave potrącił stojak z parapetem Andy’iego, co skończyło się lekkim dymem. Temat na inną okazję.

Samolot wystartował z lotniska w Wilnie (VNO) o godzinie 22:50, po ok 20 min lotu był już nad Polską. Równo 1h po starcie zespół był już na Okęciu (WAW).

Stage(piorun)Trucks miały po załadowaniu konstrukcji sceny ruszyć w drogę do Warszawy, dystans był określony na 300 mil, ok 483 km. Wg wyliczeń ok 8h jazdy. Wtedy to chyba na papierze. Dobrze, że było tyle dni wolnego, to wszystkie ciężarówki zdążyły, nawet te spóźnione 😉

Zespół zamieszkał w hotelu Le Royal Meridien Bristol (ówcześnie nie było lepszego hotelu w Wawie). Wszystkie inne były albo w budowie, albo w planach. Wg wewnętrznego planu logistycznego przejazd z lotniska do hotelu powinien zająć 30-60 min w zależności od ruchu na ulicach. Gorące powitanie na lotnisku przez fanów lekko wypełniło, aż do górnej granicy ten plan.

Inną ważną dla ekipy trasowej informacją była ta o serwisie (24h) i o barze. W Bristolu bar był otwarty do 2 w nocy. Zarówno zespół, jak i niektórzy fani sprawdzili to z nawiązką 😛

Tak kończy się rozpiska na ten dzień. Jeszcze tylko myśl na dzień 31.08, która była mottem tego dnia: If a thing is worth doing, it is worth doing badly.

2001.09.01

Pierwszy dzień września został zaplanowany jako dzień wolny. Jak już wspomniałem zespół wraz z całą obstawą nietechniczną  zamieszkał w Bristolu. Tym czasem obsługa techniczna mieszkała w Marriott. Wg logistycznych informacji zespołu z hotelu na lotnisko było 10-15 min. Co też uważam, za pobożne życzenie. W pierwszy dzień szkoły. Dobre sobie…

Pamiętam, jak podczas wywiadu radiowego z szefem Viva Art Music (VAM był organizatorem koncertu w Polsce) wszyscy fani dM byli usilnie zapraszani pod Marriott w celu oczekiwania na zespół. Zapewniano nas wtedy, że członkowie zespołu na pewno wyjdą do fanów.

Myśl przewodnia na ten dzień brzmiała: „If a young writer can refrain from writing, he shouldn’t hesitate to do so.”

2001.09.02

Drugi dzień pobytu zespołu w Warszawie był bardzo napięty. Budowa sceny weszła w kluczową fazę. Nie brakowało nerwów i zmian pogody. Przez cały dzień świeciło piękne słońce, by pod koniec dnia przed zapadnięciem zmroku rozpadać się na dobre. Ubrania wszystkich były nasiąknięte i ciężkie.

Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02
Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02

Oczywiście kluczowym elementem był koncert zespołu na Służewcu. Opracowaniach wewnętrznych zespołu pojemność obiektu została określona na 35000. Dziś wiemy, że na koncert przyszło ok 30-31000 tys.

Plakat Koncertu w Warszawie 2001.09.02
Plakat Koncertu w Warszawie 2001.09.02

A tak na marginesie, nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta, że depeche MODE w Polsce wystąpiło na festiwalu… Noooo tak festiwal nazywał się TP SA Music & Film Festival. Jednym z patronów medialnych był TVN. Co prawda festiwal zakończył się parę tygodni wcześniej, ale kto by sobie zawracał głowę jakimiś detalami. Dzień w prawo, czy tydzień w lewo. TVN miało, jako patron medialny do prawo do emisji występów gwiazd „festiwalu”, co robiło dosyć skrupulatnie. Tym czasem, mimo zapowiedzi w programach TV, jakoś dziwnie i bez rozgłosu „zapomniało” wyemitować występ depeche MODE. Teorii na ten temat było wiele. Znowu temat na inną okazję.

Rozpiska popołudniowa na ten dzień wyglądała następująco:

  • 17:00 – otwarcie bram
  • 19:30 – Technique
  • 20:10 – 20:45 – zmiana sprzętu, zapięcie na ostatni guzik
  • 20:45 – 10:50 – dM na scenie
  • 11:00 – zespół w drodze do hotelu.

Ten ostatni punkt to prawie prawda, bo Fletch został po koncercie na Służewcu i udzielił „wywiadu” (1-2 pytania) dla TVP.

Ekipa techniczna (kierowcy) po demontażu sceny i załadunku na ciężarówki miała udać się w całości do Pragi. Wg rozpiski ok 390 mil, czyli ok 628 km, czyli 11h jazdy.

Myśl przewodnia na ten dzień brzmiała: Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you.

2001.09.03

Trzeci września zespół praktycznie spędził w Warszawie. Pogoda już tak nie rozpieszczała. Podobno przeziębienie, które było widoczne u Dave na koncercie w Lipsku 2001.09.09 zostało „złapane” w Warszawie. Ostatnie kilka godzin pobytu depeche MODE w Warszawie sprowadziło się do wymeldowania zespołu z hotelu i transferze na lotnisko. Cały sprzęt już był w Pradze, lub właśnie dojeżdżał.

Zespół dosyć późno wyjechał z Warszawy. Hotel został opuszczony ok 14.30 – 14:45. Odlot nastąpił o godzinie 15:45. depeche MODE leciało tym samym samolotem, co do Polski. Czyli Boeing 737-200 o numerze bocznym G-CEAJ. Lot do Pragi trwał 1,15h. O 17 lądowali na lotnisku w Pradze (PRG).

Myśl przewodnia na ten dzień brzmiała: You never realize how short a month is until you pay alimony.

Jak ten czas leci, to już dziewięć lat od tego koncertu. Kiedyś świętowaliśmy „One Year Later”, „Two Years Later”, potem przyszedł rok 2003, 2005, 2006, 2009, 2010. Nie obejrzeliśmy się, a tu trzeba się szykować na 10-lecie.

Do tego, czasu mam nadzieję, że MODEontheROAD.pl nabierze już na tyle rumieńców, że będę mógł opisać, ze wszystkimi szczegółami, jak wyglądał pobyt depeche MODE w Warszawie. Działo się masakryczne dużo. Ten tekst niech będzie wstępem….

Wszystkie dane logistyczne pochodzą z planera trasowego zespołu na europejską część trasy – „Book Of Lies”