Koncerty niedokończone…

Wzorem kultowej audycji w jednej ze stacji radiowych, postanowiłem zająć się tematem niedokończonym. Jako, że rozmowy, to temat rzeka i jak widać zagospodarowany, dlatego pomyślałem, że warto skupić się na niedokończonych… ale koncertach 🙂

depeche MODE w swojej historii miało koncerty, które były przewidziane, jako normalne występy. Miały się po prostu odbyć, zespół miał przytulić kiesz, publika miał się wyszaleć, a potem opowiadać na jakim to zajewistym koncercie była. Zrządzenia losu sprawiły, że działo się jednak inaczej i o tym jest ten wpis…

No dobra najpierw krótko o kryteriach wg których dobierałem koncerty. Koncert nie mógł być odwołany przed wpuszczeniem ludzi na obiekt, więc wszelkie koncerty oznaczone, jako odwołane na MODEontheROAD.com nie mogły się znaleźć w tym zestawieniu. Również nie miało znaczenia w którym momencie koncert został przerwany. Mógł być to tylko, jeden wykonany utwór, ale też mógł pozostać tylko jeden utwór do końca koncertu. Przyczyna zmiany lub skrócenia koncertu nie mogła być wcześniej zaplanowana. Zdarzenie musiało być losowe i nie przewidziane. No i musiała być wpuszczona publiczność na obiekt z myślą o uczestnictwie w koncercie.

Przerwanych koncertów w całej historii koncertowej zespołu nie ma wiele. Większość występów, dochodzi do skutku ze szczęśliwym finałem. Oczywiście jest kilka koncertów, które zostały skrócone, ale było to z góry zaplanowane, choć publika akurat nie musiała o tym wiedzieć. Mam tu na myśli np skrócony celowo koncert w Lipsku 2001.09.09. Lista przerwanych koncertów jest dosyć krótka i zaczyna się w 1984 od koncertu w…

Böblingen (Niemcy) 1984.12.11

Koncert sprawnie zbliżał się do finału, gdy zebrana publiczność poczuła nagłe wzruszenie po wykonaniu See You [79]. Nie, to nie głęboki i zaangażowany tekst See You [79] tak podziałał na pobratymców Dietera Bohlena, to któryś z uczestników koncertu zaaplikował pozostałym fanom dodatkowe wrażenia w postaci gazu łzawiącego.

Dave krzyknął do tłumu: There is a BOMB in this place, so you’d better get out! Musiało być gorąco wtedy w hali. Przed koncertami wtedy działy się duże ekscesy do tego stopnia, że gdy depeche MODE przybyło ponownie w 1986 do Niemiec, to Czerwony Krzyż odmówił zabezpieczenia medycznego koncertów. Koncerty depeche MODE postrzegano jako występy podwyższonego ryzyka.

Setlista:

Intro [excerpt from Master And Servant (voxless)]
Something To Do
Two Minute Warning
Puppests
If You Want
People Are People
Leave In Silence
New Life
Shame
Somebody
Ice Machine
Lie To Me
Blasphemous Rumours
Told You So
Master And Servant
Photographic
Everything Counts
See You

Montreal (Kanada) 1993.09.08

Prawie 10 lat trzeba było czekać do następnego przerwanego występu. Po stosunkowo „łagodnym i łatwym przejściu” przez Europę, w Ameryce Północnej zaczęły się schody. Życie w trybie upojenia narkotykami wszelkiej maści – od fajek, aż po ciężkie dragi dawało swoje efekty. Tak też stało się właśnie owej nocy. Zespół przybył do Montrealu, ledwo drugi koncert na trasie po Ameryce Północnej, gdy Dave doznaje utraty głosu. Od początku koncertu Dave śpiewa bardzo słabo i nie równo. W miarę, jak koncert postępuje, postępuje też zanik głosu. Z numeru na numer jest co raz gorzej. Ledwo dociąga do setu Martina, w czasie którego zapada decyzja, że Dave nie wyjdzie już na scenę. Martin dostaje zadanie dokończenia koncertu przy pomocy swojego podwójnego setu.

Na tę noc setlista miała wyglądać tak: A Question of Lust / Death’s Door / prawdopodobnie Mercy In You. Gdyby tak było, to byłby to jeden z 5 wykonów tej wersji setu na trasie. Gdyby natomiast w secie pojawił się Get Right With Me, to był by to jeden z 7 wykonów na tej trasie. Z tym, że w Ameryce Północnej set z Get Right With Me [18] wykonano jedynie raz w Houston 1993.10.10.

Martin jako dodatkowy bonus wykonał Judas [40], oraz One Caress [31]. Ciekawy jestem jak wyglądała kwestia wizualizacji podczas tego koncertu ponieważ jak pamiętacie obrazy świecone do Judas [40] i A Question Of Lust [39] to jedno i to samo. Być może był to jedyny koncert, gdzie Judas [40] było bez wizualizacji, albo był to jedyny koncert na świecie, gdzie świeczki płonęły od końca dwa razy.

Druga ciekawostka tego koncertu to fakt, że właśnie z tego feralnego koncertu pochodzi zapis  One Caress [31] (bez kwartetu smyczkowego), ze smykami z klawisza, opublikowany potem na Songs Of Faith And Devotion – Live. Wbrew powszechnej opinii One Caress na SoFaD-Live to nie wynik dogrania partii klawiszowych smyków w studio, a świadomy wybór tej właśnie wersji z racji słabości wykonań kwartetów. W końcu nie ma jak to ręka Mistrza na żywo i do tego w stresie i napięciu w związku z zaistniałą sytuacją.

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
Death’s Door
Judas
One Caress

Nowy Orlean (USA) 1993.10.08

Kolejny raz koncert został przerwany w Nowym Orleanie 1993.10.08, miesiąc po feralnej utracie głosu w Montrealu 1993.09.08. Tym razem nie były to przejściowe trudności wynikające ze zbyt długiego picia i imprezowania. Tej nocy zespół nie był nigdy tak blisko przerwania całej trasy w swojej dotychczasowej historii. Koncert dotarł w swoje głównej części do bisów, niestety tym razem nie było dane Dave’owi wyjść na Personal Jesus [96], którym zaczynali ostatnią część koncertu. Trzeba tu dodać, że podobnie, jak to było w 2009 w USA, również i na tej trasie koncerty były obcinane o dwa ostatnie bisy, tj Fly On The Windscreen [79] i Everything Counts [88]. Powody nie był zawsze te same. Raz mogło to wynikać, ze słabej kondycji Dave’a innym razem główną przyczyną były regulacje lokalne o ciszy nocnej, wymuszające zakończenie koncertu o określonej godzinie.

W czasie koncertu Dave doznaje lekkiego ataku serca. Prowadzony przez Gahana styl życia zaczynał odbijać mu się na zdrowiu. Organizm nie wyrabiał już. Za komentarz do całej sytuacji niech będzie wybór przez Martina utworu, który śpiewa na bis. Pewnie ze względu na krótkość utworu, ale również jako najtrafniejszy opis sytuacji Martin zaśpiewał Death’s Door [49], po czym zniknął z Alanem ze sceny kończąc tym koncert.

Wszystko to działo się w czasie, gdy Dave był wieziony do szpitala karetką na sygnale. Dave zmierzał do …Drzwi Śmierci….

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
One Caress
Mercy In You
I Feel You
Never Let Me Down Again
Rush
In Your Room
Death’s Door

Kansass City (USA) 2006.05.10

Na kolejny niedokończony koncert „musieliśmy” czekać do maja 2006. Koncert okrzyknięty, jako zemsta Montezumy odbył się tuż po powrocie zespołu z trzy-koncertowej wycieczki do Meksyku. Ponownie przyczyną przerwania koncertu jest utrata głosu. Dave również przez całą pierwszą część koncertu śpiewał z utworu na utwór co raz słabiej, by w momencie wyjścia na scenę na pierwszy utwór drugiej części setu utracić głos dokumentnie. In Your Room [97] nie zostaje ukończone i po kolejnej próbie wykonania zespół podejmuje decyzje o zejściu Dave’a ze sceny. Fletch robi podkład pod zaistniałą sytuację i informuje publikę o kłopotach Dave’a. Rolę głównego wokalisty przejmuje Martin i rozpoczyna swój nieplanowany recital w kolejności Leave In Silence [26], A Question Of Lust [14], Somebody [34] i Damaged People [54].

W przypadku tego ostatniego utworu warto zaznaczyć, że kawałek ten po zakończeniu zimowej trasy nie był już w planach do grania. Jest to jedyne wykonanie tego kawałka na wiosenno-letniej strasie przez Martina.

Koncert był rejestrowany przez ekipę LHN z myślą o późniejszym wydaniu w ramach serii Recording The Angel. Jednak z powodu zejścia głosowego Dave’a koncert nigdy nie został upubliczniony, a nagranie powędrowało do archeo zespołu. Do tej pory była znana jedynie setlista koncertu, oraz przyczyny przerwania koncertu. Natomiast nikt nie upublicznił nagrania w postaci bootlegu. Aż do teraz… Podobnie, jak to było w przypadku koncertu z Canning Town 1982.02.27, również i tym razem powodem powstania tego tekstu jest wypłynięcie bootlegu z Kansas City.

Niestety bootleg nie jest pełny, gdyż nagrywający miał problem… z nadmiernym parciem na ścianki pęcherza moczowego, wywołane nadmiernym spożyciem sikaczy, o niskiej zawartości alkoholu, który w Europie nawet obok picolo bym nie postawił. Dobra problemy ornitologiczne jakiegoś taper’a to niby nie moja sprawa, ale miały wpływ na zapis jedynego opublikowanego bootlegu z tego koncertu. Taper nie dotrwał do refrenu Damaged People [54]  i ostatnie wykonanie tego numeru pozostaje nieudokumentowane. Początek też nie wystawia najlepszego świadectwa. Z całego koncertu ostał się jedynie zapis:

Leave In Silence
Fletch Speaks
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Setlista:

Intro [excerpt from I Want It All]
A Pain That I’m Used To
A Question Of Time
Suffer Well
Precious
Walking In My Shoes
Stripped
Home
It Doesn’t Matter Two
In Your Room
Leave In Silence
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Ateny (Grecja) 2009.05.12

Ten koncert wywołać może największe zdziwienie i polemikę, ale myślę, że kryteria jakie przyjąłem do przygotowania tego opracowania w pełni uprawniają ten koncert do znalezienia się w tym zestawieniu.

Publika „rozgrzana” występem Motor, a raczej temperaturą i zbliżającym się występem, nie była kompletnie gotowa na to, co usłyszą. Koncert właściwie się już zaczynał. Opływająca kulę DM, to było takie swoiste odliczanie do pierwszych dźwięków. Tym święcąca kula była na Tour Of The Universe, czym burza i błyski na Devotional Tour.

Zamiast jednak słyszeć pierwsze dźwięki In Chains [102] publika usłyszała informację o odwołaniu koncertu z powodu „niedyspozycji” Dave’a. W czasie gdy padały poniższe słowa, Dave jechał już na sygnale do szpitala.

Post factum już wiemy, że koncert zapowiadał zmiany, które fani zobaczyli dopiero w Lipsku 2009.06.08. Otóż znana jest pełna setlista tego niedokończonego koncertu. Miał być to pierwszy koncert na tej trasie, na którym zespół miał wykonać Policy Of Truth [100], po ledwo dwóch koncertach. Dave nie był zadowolony z In Sympathy [2] jako numeru na żywo. Nie wiele brakowało, aby ten sam los podzielił Peace i Come Back [35], jednak upór Dave’a zrobił swoje. Tu przeciwnikami byli Martin i Andy. Oczywiście nie twierdzę, że to miało się stać na koncercie w Atenach 2009.05.12. W każdym razie In Sympathy [2] było jeszcze próbowane przed koncertami w Nowym Jorku 2009.08.03-04, by potem zaniechać nierównej walki.

_

Miejmy nadzieję, że na najbliższej trasie nie doświadczymy taki koncertów. W końcu nikomu nie zależy, aby koncerty przerywane były w najmniej oczekiwanych momentach. Nawet jeżeli fajnie to potem wygląda w opracowaniach, a pewien blogger dzięki temu może strzelić kolejny sensacyjny tekst i popisać się powszechnie (???) znaną wiedzą.

Daliśmy się zrobić…

Teraz, to każdy mądry, jak już tak wiele wiadomo… z jednej strony słychać dźwięk tłuczonego szkła, jęk zawodu i chrzest zdzieranych plakatów ze ścian. Z drugiej strony jest spora grupa sympatyków depeche MODE, która jest bardzo zadowolona. Trwa teraz jedno wielkie przekonywanie się na wzajem która prawda jest najprawdziwsza. A mówiłem, że będzie grubo i wielu się zawiedzie. Ale to już przerabialiśmy w czasach premiery Sounds Of The Universe i Excitera. Zacznie się mówienie o tym, jak to płyta jest słaba lub dobra i że ostania nadzieją jest trasa. Jedni pojadą dla starych numerów, inni aby sprawdzić, czy przypadkiem nowe numery udało się uratować… ale ja nie o tym chciałem dziś…

Mam wrażenie, że wielu z nas, w tym i ja daliśmy się zwieść sztuce dezinformacji zespołu, jaka została zaaplikowana nam w czasie konferencji, oraz po opublikowaniu montażu obrazków ze studia okraszonych, co prawda skończoną, ale pozbawioną właściwego mixu i masteringu Angel.

Dziś, gdy oglądam ponownie konferencję prasową, oraz przeglądam ponownie wywiady z zespołem, ciężko nie odnieść wrażenia, że zespół rzucił nam wyzwanie, którego nie podjęliśmy. W zamian za to rękawica nie dość, że nie została podjęta, to jeszcze odrzucona przez fanów przy pomocy parodii Upadku z Hitlerem. Wtedy bawił mnie, dziś mam poczucie lekkiego zażenowania.

Również kamyk można wsadzić do ogródka niektórym zagranicznym dziennikarzom, którzy dostali szansę zrobienia wywiadu 1 na 1 i tak gładko łykali cały kit, jaki zespół im sadził do kamery. No bo jak można w jednym wywiadzie przyjąć odpowiedź, że zespół ledwo co umył ręce po kielni i farbie a jeszcze kit w oknach nie zasechł, więc nic jeszcze nie jest ustalone, nie mają bladego pojęcia o trasie, tytule płyty, grafice i paru innych detalach. Tym czasem jako odpowiedź na kolejne pytanie pada informacja, że klucz do rozwikłania tytułu płyty zaszyty jest w plakacie trasy.

Już zmilczę głupie i banalne pytania o to, czy przygotowali coś specjalnego dla fanów z Mozambiku, albo co wiedzą o Gwinei Równikowej. Z tych pytań już łacha ciągnęliśmy jakiś czas temu. Dlatego, jakby już daruję i nie będę się pastwił.

Jednak ciężko mi teraz pozbyć się wrażenia, że ze strony fanów nie padło – challenge accepted, w momencie, gdy zespół wiele razy puszczał do nas oko.

Ok, szukaliśmy tytułów piosenek, nawet powstała jakaś lista, gdy po opublikowaniu informacji o Delta Machine okazało się, że ta lista w filmie już była podana… w całości.

Delta Machine - Spis kawałków
Delta Machine – Spis kawałków

Zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać okładka, a wystarczyło spojrzeć za okno. Kto wie, jakie rodzynki zespół ukrył jeszcze w tym cieście. Ciekawe na ile ta zabawa przekazem, to tylko zatrzymana w kadrze nie planowana zabawa ekipy nagrywającej względem siebie, a ile z tego, to celowa zabawa w kalambury z fanami.

Delta Machine - Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine – Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine - Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine – Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine - Widok z okna
Delta Machine – Widok z okna

Ile jeszcze wyjdzie z tego nowych spraw, gdy ukarze się album, single, a ile poznamy dopiero na trasie. Jeszcze tak wiele niewiadomych, że chyba praktycznie do końca okresu promocji projektu Delta Machine, będziemy wracać do zakodowanej wiadomości, przybijać twarzo-palmę i krzyczeć nooo jacha…

Tekst do jednego z numerów z płyty. Ciekawe, czy te podkreślenia, to któryś tytuł tego kawałka? Może Falling? Może Broken?

Delta Machine - Tekst do Broken
Delta Machine – Tekst do Broken

Zespół mówił co innego, a tak na prawdę chłopaki mieli wszystko zaplanowane w każdym detalu. Niczego nie zostawili przypadkowi. Każdy gest, każdy element, jaki zadział się na konferencji miał swój pomysł i był przemyślany. Skoro mieli tak dopracowaną typografię, a Dave powiedział, że w stojącym za plecami dziennikarki Roll-up’ie zakodowany jest tytuł płyty, to bajką jest zmęczenie i przyjście z marszu ze studia na konferencję. Każdy aspekt został zaplanowany, do tego stopnia, że poza niewiedzenia niczego, przyjęta na konferencji też była zaplanowana. Wystarczyło patrzeć…

Delta Machine - Barrel Of A Gun
Delta Machine – Barrel Of A Gun

Pytanie jaki kawałek zespół planuje na najbliższej trasie grać?

Nawet wybór miejsca kręcenie filmów na trasę / teledysk był podpowiedzią w temacie płyty. Wygląda na to, że depeche MODE tym razem… albo nie… jak nigdy chcieli pokazać, że nie pozostawili żadnej sprawy przypadkowi. Przypomnę, że do Touring The Angel byli tak nie gotowi, że logo na biletach i plakatach było z 2001. Stało się tak, że nic nie mówiąc na konferencji powiedzieli równolegle przy pomocy obrazu i niedomówień dużo więcej niż byliśmy gotowi wtedy przyjąć. Czasem jak widać powiedzenie – Mniej słów, mniej błędów – ma nie tylko zastosowanie w relacjach z kobietami i służbami specjalnymi, ale również w stosunku do fanów. Fani chcieli wszystko na tacy, a oni postawili pudełko, a szyfr był na pudełku wyryty… wystarczyło umieć patrzeć.

No i nie zabrakło też żartów… erotycznych i nie tylko…

Delta Machine - Anal
Delta Machine – Anal System

P.S. parę osób pytało mnie o zdanie nt singla, o płytę i o recenzję. Myślałem o tym, ale chyba jednak nie sądzę, żeby na tym blogu pojawiła się obecnie recenzja Delta Machine. Staram się unikać bierżączki, z resztą do tej pory nie napisałem jeszcze tekstu o Sounds Of The Universe, który miał być moja recką tego albumu… może koło 2015 się wyrobię, więc na 2017 znajdę czas aby napisać coś więcej o Delta Machine.

aaaa i teledysk jest już…

A tym czasem zabieram się do grzebania w historii…

Kit mu w ucho…

Jakiś rok temu napisałem tekst o tym, czemu nie ma  z koncertów depeche MODE nagrań, których źródłem są IEMy, czyli In-Ear Monitoring. Po naszemu odsłuchy douszne. To ważne, ponieważ dziś będę kontynuował ten temat. Myślę, że wtedy dosyć dokładnie opisałem podstawy, dlatego nie będę się zagłębiał w detale. Kto nie czytał, sugeruje nagrobić zaległości. A powód ku temu jest ważny, gdyż ostatnio pojawiły się przesłanki, które w zasadniczych kwestiach będą przeczyć temu, co napisałem wtedy. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

W ubiegłym tygodniu pojawiło się na sieci takie zdjęcie z takim oto podpisem:

Dave Gahan from Depeche Mode came by the office for a pair of T1 Lives! Cool guy.

68490abe61a411e2815722000a1fa518_7

Oczywiście najważniejszymi komentami na Instagramie (gdzie umieszczono, tę fotkę), były określenia jak to 'awesome’ i 'nice’ jest Dave. Zmilczę. Ważniejsze dla mnie jest, gdzie i po co się pojawił.

Firma, w której się Dave zjawił – ACS, to zakład produkujący wkładki i systemy douszne dla profesjonalistów, kto miał kiedykolwiek coś do czynienia z aparatami słuchowymi i całym procesem przygotowania ich, ten będzie wiedział o co chodzi. Analogia jest tu bardzo bliska. Jako, że nie ma dwóch par identycznych uszu, a nawet w parze uszy się różnią, wiec wymaga to indywidualnego dopasowania wkładek IEMów. Szczególnie ma to istotne znaczenie przy odsłuchach tak dynamicznych ludzi, jak Dave. Ale również pozwala na izloację zewnętrznych dzięków tak, aby nie zaburzały selektywnego słyszenia tylko tego, co dociera do muzyka przez słuchawki. Kto słuchał muzyki w komunikacji miejskiej, ten wie o czym mowa. Działa to niczym dobry kit, czy silikon izolujący od reszty świata. Jest to pierwszy raz dla Dave’a, a wcześniejsze próby były wiele razy porzucane. Prawdopodobnie wynikało to z faktu, że zespół aplikował sobie standardowe odsłuchy Sennheiser’a. Z resztą sama firma chwaliła się tym od 2006 roku, a prawdopodobnie były to standardowe odsłuchy od 1998-2001 roku Martina i reszty teamu.

Z odsłuchów firmy ACS korzystają tacy muzycy jak Bono/U2, Muse, Prodigy, a nawet tacy giganci sceny, jak PSY, więcej na „polskiej” stronie tej firmy -> http://www.acscustom.com/pl/

Dave bronił się przed odsłuchami, ponieważ jak twierdził przeszkadza mu to w śpiewie i sprawnym poruszaniu się po scenie, po za tym twierdził, że jest ze starej szkoły koncertowej, gdzie wokalista kontroluje show zbierając, to co dzieje się dookoła niego, w tym publikę. M.in. dlatego nadal nagrywa wokale w studio, tak samo, jak śpiewa się na koncercie w mikrofonem w ręku, a nie w wyizolowanej klatce, choć i takie obrazy można znaleźć. Przypomnę choćby sceny z nagrywania Only When I Lose Myself.

Zmiana, jaką zaskoczył nas Dave w ub tygodniu, może oznaczać (choć nie musi), wielkie zmiany. Ten ruch rodzi wiele ciekawych pytań, ale też wiele obaw. Do tej pory nie znamy prawdziwych przyczyn tak dużego rozstrzału w datach koncertów. W ubiegłym roku głośno się zastanawiałem nad takim, a nie innym ułożeniem trasy, gdzie z wyjątkiem Londynów, żaden koncert nie jest grany dzień po dniu, co wygląda szczególnie dziwnie w przypadku Dusseldorfów. Postawiłem wtedy tezę, że być może oznacza to zastosowanie rozbudowanej sceny, która uniemożliwia transport między lokalizacjami w ciągu jednej nocy. Marzenia.

Zaopatrzenie się przez Dave’a w odsłuchy douszne jakby potwierdzało tę tezę. Choć nie musi. Dave będzie musiał przemierzać spore odległości po scenie i wyposażenie wszystkich członków zespołu w IEMy jest po prostu tańsze, niż zamówienie paru ton paczek rozstawionych po całej scenie. Prawdopodobieństwo błędu, niełączenia, znacząco wzrasta. Czas potrzebny na zmontowanie wszystkiego się wydłuża, albo trzeba zainwestować w znakomicie większą liczbę ludzi po stronie obsługi technicznej. Pamiętajmy, że te koszty przenoszą się potem bezpośrednio na ceny biletów. Dlatego, choćby z tego względu jest to ruch logiczny i ekonomiczny, skoro i tak już fani narzekają na ceny biletów. Najprościej mówiąc w całym tym zamieszaniu chodzi po pozbycie się tego stada paczek, które stoją przy Dave’ie na poniższej fotce.

andyyyhw8

Oczywiście jest to wytłumaczenie na naszą korzyść. Oto zespół w końcu zainwestował w dużą scenę, bo planują spektakularną trasę stadionową i chcą uniknąć błędów z poprzedniej trasy, gdzie scena na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, czy na San Siro w Mediolanie wyglądała jak stragan w czasie przedświątecznego jarmarku. Wiele zespołów korzysta pełnymi garściami z faktu pozbycia się okablowania na scenie i bezprzewodowej łączności w czasie koncertów, a firmy budujące sceny mogą potem wpisać to do swojego CV i być dumne i blade z faktu obsługi tak potężnej trasy koncertowej z piękną pod względem wizualnym sceną.

Są również inne względy, które mogą wymuszać na Dave’ie taki ruch. W zależności od punktu widzenia decyzja o użyciu IEM’ów jest zarówno pozytywna, jak i negatywna.

Jednym z zarzutów tuż po zakończeniu Tour Of The Universe był fakt, że Dave śpiewał sobie, a muzyka sobie. Nie wchodził we frazy, fałszował, bardzo niewyraźnie wyśpiewywał końcówki słów, lub poszczególnych linijek. Ta niechlujność mogła być tłumaczona chorobą, zmęczeniem trasą, ale również faktem, że siebie nie słyszy biegając po scenie. IEM pozwolą mu lepiej kontrolować siebie w czasie trasy. Do standardu koncertów depeche MODE przeszedł gest dwóch palców wskazujących robiących kółko, rowerek, różnie to nazywano, który był znakiem dla akustyków z boku sceny do podniesienia głośności odsłuchów, no bo Dave się nie słyszał. Z profesjonalnego punktu widzenia inwestycja w odsłuchy pozwala na ograniczenie pewnej nieprzewidywalności i zmienności koncertu, pozwalając na większe kontrolowanie się zespołu w czasie gry. Wystarczy posłuchać Wrong z początku trasy, jak i z końca, aby zrozumieć jaka różnica na niekorzyść tego numery powstała z faktu niedbałego śpiewania.

DSC08052

Dla mnie jako fana i miłośnika koncertów inwestycja w odsłuchy jest jednak negatywnym posunięciem. Narzekamy na bardzo dużą powtarzalność depeche MODE na koncertach, niestety IEM u Dave’a sprawią, że ta powtarzalność stanie się jeszcze większa. Jaki będzie sens jechać na kolejne koncerty, skoro prawdopodobieństwo niepopełnienia błędu jeszcze bardziej się zwiększy. Potencjalnie kolekcje z cyklu „Something went wrong.” staną się jeszcze uboższe. Ale to jeszcze można uznać za czepianie się. Większym dla mnie problemem, jest potencjalna utrata kontaktu Dave’a z publiką. Zawsze ceniłem interakcję Dave’a z publiką w czasie koncertu i sposób w jaki prowadzi ją. Było to możliwe właśnie dlatego, że nie miał tego kitu w uchu. Oglądając koncerty wielu innych zespołów częstą sytuacją był fakt, gdy wokalista chcąc usłyszeć, co śpiewa publika musiał zatrzymać się na chwilę i wyjąć odsłuchy z uszu. Inaczej nie był w stanie nic usłyszeć. Pół biedy, gdy wokalista ma tylko jeden odsłuch w uchu, gorzej gdy oba uszy są zatkane kitem. Wokalista staje się głuchy na zagrania publiki, do momentu, aż mu ktoś nie powie o tym przez IEMy lub sam nie zobaczy, że coś się dzieje na obiekcie Wówczas sztampa, nawet jeżeli była stałym elementem koncertów, teraz staje się wręcz wymagana. Smutne to niestety.

A już tak na marginesie, jak Dave pozbędzie się odsłuchów ze sceny, to gdzie ukryją mu techniczni monitor z tekstami piosenek, bez tego czasami kolega ginie. 😛 Oby nie wyposażył się na tę okazję w iPada, w okolicach statywu, jak to zrobił na ostatnich koncertach symfonicznym Ronan Hariss z VNV Nation, albo Peter Heppner, który bez ceregieli trzyma na scenie nutownik z tekstami na kartkach i przewraca kolejne karteczki w miarę jak śpiewa kolejne kawałki. 🙂

Podchodzę do tej decyzji z umiarkowanym optymizmem. Dla mnie koncerty to autentyczność spontan i nieprzewidywalność zespołu na scenie. Tego nie da się zrobić, gdy wszystko jest wyreżyserowane do ostatniego punktu, łącznie z tym, że to gość na konsolecie mówi poszczególnym członkom zespołu kiedy mają zacząć grać, jak mają grać i ile razy wolno im powiedzieć You are the best audience in the world czy Mejk some motafokin nojz!!!!! Nie mniej zdaję sobie sprawę, że wiek już nie ten, a i produkcja spektaklu ma pewne wymagania. A możliwość powstania licznych bootlegów zgrywanych z IEM, w pewnym stopniu łagodzi moje obawy…

MODEPECHE

Jest rok 1982, zespół postanawia zawalczyć o swoją pozycję, mimo prób ustawiania depeche MODE, przez media, na kursie kolizyjnym z nowymi projektami Vince’a Clarke’a. Po udanej trasie promocyjnej swojego pierwszego albumu i świadomości, że nie mogą liczyć na media (szczególnie radio), postanawiają wykorzystać swój największy atut, czyli koncerty. Jeden z tych koncertów był również próbą ratowania przyjaciela…

Początek 1982. W szeregach zespołu, jako muzyk sesyjny pojawia się Alan Wilder, czyli jedyny człowiek, który w owym czasie potrafił grać obiema rękami bez patrzenia na klawisze :-). Tak zasileni, jeszcze jako trio nagrywają singiel See You [39] z Now, This Is Fun [36], oraz kawałek The Meaning Of Love [38]. Zespół dokłada te numery do setu, plus nieużywany na poprzedniej trasie numer Shout! [38] i wyrusza ponownie w trasę. Panowie chcieli sobie, prasie i fanom udowodnić, że potrafią. Z przekazów wiadomo, że set był przez całą trasę ten sam, właściwie największym problemem był nieustannie padający sprzęt.

W części drugiej historii relacji depeche MODE i klubu Bridgehouse chciałbym opowiedzieć, o na prawdę ostatnim występie, jaki zespół dał w tym klubie. Co prawda w poprzednim tekście napisałem, że depeche MODE dało swój ostatni występ jako support 26 lutego 1981, a jako gwiazda pojawiła się tam później tylko raz 1 czerwca 1981. Jeżeli jednak dokładniej przejrzycie MODEontheROAD.com w części poświęconej See You Tour to znajdziecie umieszczony pod datą 27 lutego 1982 występ zespołu w Bridgehouse.

Jednak gdyby być super skrupulatnym, to należało by ten występ wywalić z tej rozpiski i wszystkie statystyki utworów o ten koncert pomniejszyć. Skąd ta rozbieżność?

Otóż 27 lutego nie wystąpiło depeche MODE, tylko zespół MODEPECHE. Ale po kolei… kończąc pierwszą część tej historii napisałem:

Dla zespołu rozpoczął się co raz bardziej szalony czas. Zespół koncertował już nie tylko w Anglii, ale też zaczął występować na Kontynencie zapełniając co raz większe obiekty. Tym czasem dla Terry’iego i jego Bridgehouse zaczyna się bardzo ciężki okres.

Zespół będąc w trasie zostaje poproszony o pomoc w ratowaniu właśnie – Terry’iego Murphy, któremu w dużej części zawdzięcza pozycję jaką osiągnęli w lutym 1982. Jego pub zaczął popadać w finansowe problemy, a sam Terry nie mogąc zdecydować się na czym skupić swoją energię, na wytwórni czy klubie, próbował ciągnąć obydwa projekty na raz. Nie był to jedyny powód jego kłopotów, nie mniej na potrzeby tego teksu wystarczy to jako przykład. Nie sądzę, żeby jednym z powodów było niepodpisanie kontraktu z depeche MODE, ale odpłynięcie występów zespołu z tego klubu do większych sal mogło mieć wpływ na obroty Bridgehouse.

The Bridge HousePada pomysł, aby podratować sytuację klubu koncertem, ale bez nagłaśniania tego faktu publicznie. Zespół chciał zagrać tylko dla tych, co faktycznie do klubu przychodzili bez względu na koniunkturę. Zapada decyzja o zmianie nazwy na czas koncertu na MODEPECHE i wraz supportem Thin Men zespół miał dać biletowany koncert w klubie. Na oficjalnej stronie The Bridgehouse jest napisane, że zespół nazywał się MODEPECHE THIN MEN, ale później Terry potwierdził, że było to dM i support. Warto zauważyć też, jako ciekawostkę, że był to również pierwszy i ostatni występ Alana w tym klubie.

Koncert MODEPECHE był planowany na godzinę 24.00. Jednak, gdy zespół zjawił się w klubie ok 17.00 na próbę wieść rozniosła się błyskawicznie i okolica klubu zapełniła się doszczętnie. Po zakończeniu próby wszyscy przybyli musieli wyjść z klubu, aby ponownie wejść i zapłacić za bilet. Finał był taki, że Terry sprzedał wszystkie bilety i niemogąc wpuścić do klubu więcej chętnych zdecydował o otwarciu wszystkich okien i wejść, aby ci co zostali na zewnątrz też mogli usłyszeć występ. Koncert okazał się ogromnym sukcesem, obroty na barze biły życiowe rekordy. Kiedy Terry przyszedł do garderoby, aby dać chłopakom ich dolę zespół zdecydował, że nie przyjmie gaży.

Niestety nie zdało się to na wiele. Parę miesięcy później klub zamknął swoje drzwi. Później w tym lokalu był klub nocny, a potem hotel. W 2002 roku klub został zburzony, żeby zrobić miejsce pod wiadukt.

Następnego dnia (28.02) po koncercie zespół dał, kończący trasę po Wielkiej Brytanii, koncert w Londynie w Hammersmith Odeon. Co ciekawe koncertem w Hemmersmith Odeon zespół zaczął trasę i ją skończył. Wcześniej chłopaki co prawda zagrali koncert w Top Rank w Cardiff, ale był to właściwie koncert rozgrzewkowy przed startem trasy na dużym obiekcie w Londynie. Potem już była reszta Europy i Ameryka Północna… a reszta to już historia

* * *

W poprzednim wpisie wspomniałem, że impulsem do powstania tego (2-częściowego) tekstu było wypłynięcie na światło dzienne bootlegu z oryginalnym zapisem koncertu. W 2010 zapis tego występu pojawił się na ebay’u. Sprzedawał go człowiek kompletnie nieobeznany w faktycznej wartości tego nagrania. Nabyli go fani skupieni wokół grupy traderskiej restaurującej stare koncerty depeche MODE. Przez prawie dwa lata koncert leżał w archiwach i był poddawany konserwacji, ponieważ oryginalne nagranie zostało zarejestrowane na kasecie magnetofonowej, najprawdopodobniej 90 min., mono i miało kilka ubytków. Koncert został uzupełniony o brakujące fragmenty. Dawcą był występ depeche MODE w Hannoverze w Ballroom Blitz (1982.03.25).

Koncert został upubliczniony pomiędzy traderami 1 stycznia 2013, jako prezent z okazji Nowego Roku. Z pewnością nie długo pojawi się na sieci, jak to było z Brighton 1981.08.02. Dla uściślenia nagranie zostało udostępnione w dwóch formatach:

  • transkrypcja oryginalna z ubytkami (to dla hardkorów)
  • wersja uzupełniona dla reszty zbieraczy.

Opisaną powyżej historię sekretnego koncertu znałem wcześniej dosyć pobieżnie, jako efekt studiowania strony thebridgehousee16.com, ale ponieważ nic poza tym co przeczytałem na stronie nie znalazłem, o całej historii zapomniałem. Dziś wiedząc więcej postanowiłem przybliżyć tę historię uzupełniając ją o wspomienie  o właścicielu the Bridgehouse i Composition Of Sound sięgającej roku 1980.

P.S.
Tekst powstał dzięki współpracy z Więcorem (po raz drugi dzięki), stronie: thebridgehousee16.com, stronie Home, której w 2006 roku Terry udzielił wywiadu (polecam szczególnie ten wywiad, ponieważ opowiada on jeszcze bardziej szczegółowo o znajomości T. Murphy i depeche MODE), książkach Stripped i Black Celebartion, oraz na opracowaniach własnych z MODEontheROAD.com. Porównując informacje zawarte we wszystkich powyższych publikacjach z okresu 1980-1982, są pewne rozbieżności i nieścisłości, które pisząc ten tekst starałem się ułożyć chronologicznie. Punktem odniesienia były dla mnie rozpiski koncertów, dlatego niektóre zdarzenia mogą nieco odbiegać od tego co podaje Terry.

Od kasety do singla – trochę inna wersja odkrycia depeche MODE

Oficjalna hagiografia podaje, że Daniel Miller dał drugą szansę depeche MODE, po czym Panowie po koncercie podali sobie dłonie i od tego momentu wszystko potoczyło się niczym kula śniegowa. Od koncertów dla 20 osób do stadionów na 100 000 widzów. Zanim to wszystko się zadziało zespół musiał spotkać jednak na swojej drodze człowieka, bez którego Daniel Miller nie podałby ręki pieczętującej zawarcie umowy. Dziś historia człowieka, który pomógł, by potem samemu dostać pomoc od depeche MODE. Zapraszam do lektury cz.1.

Ostatnio na blogu opisywałem mało znaną historię japońskiej części trasy World Violation, dziś opiszę mało znane fakty, z wczesnej historii zespołu. Bazą do powstania tego i kolejnego tekstu było wypłynięcie bardzo interesującego bootlegu, oraz pewne sprzeczności w dostępnych na rynku biografiach zespołu i relacji człowieka, którego fragment życia poniżej opisałem. Nie wszędzie moja wersja jest zbieżna z tym co można oficjalnie wyczytać, ale zrobiłem to po to, aby w możliwie logiczny sposób opisać ciąg wydarzeń, bez których kolejne zwroty akcji nie nastąpiłyby. Życiem rządzi przypadek i w jakiejś mierze jest to historia o tym właśnie. Tekst podzieliłem na dwie części. Dziś odcinek pierwszy.

Canning Town 1980.09.24

Historia zaczyna się w 1980 roku, gdy zespół bez dorobku, bez kontraktu, z nieopierzonym wokalistą, z niewielką liczbą koncertów na koncie wysyła, do właściciela popularnego klubu na przedmieściach Londynu, kasetę z wersjami demo swoich nagrań. Klub był znany z tego, że gra się tam szybko, ostro i na rockowo. Po odsłuchaniu kasety demo właściciel klubu pomyślał, że chłopaki muszą mieć niezłe jaja, skoro wysłali kasetę do lokalu, gdzie publika zjadłaby ich po pierwszym kawałku. Oni chcieli grać. Poza tym właścicielowi klubu podobała się nazwa zespołu – Composition Of Sound, w przeciwieństwie do późniejszej nazwy.

Tym gościem był Terry Murphy, a zespołem wspomniane już – Composition Of Sound. Dziś to żaden szczyt odwagi, bo zespoły o różnych stylistykach muzycznych grają w tych samych klubach, kiedyś takie historie były nie do pomyślenia.

Zespół zjawił się w Canning Town 24 września 1980 i dał koncert dla garstki – 20 osób. Sam klub miał pojemność 1000 gości. Ten klub to Bridgehouse. Kiedy Terry Murphy wręczył chłopakom 15 Funtów za występ zawstydzony Dave powiedział, że następnym razem z pewnością ściągną do klubu dużo więcej ludzi, jeżeli Terry da im jeszcze jedną szansę. Chłopaki oznajmili Terremu, że mają rezydenturę w klubie The CrocsRayleigh i są w stanie rozpromować swoje występy w Bridgehouse ogłaszając je w Basildon i w Rayleigh. Ponieważ zespół spodobał się Terremu ten stwierdził, że jako gwiazda wieczoru, to szanse żadne, ale jako support wystąpią u niego na pewno. Terry wychodził z założenia, że skoro Basildon i Canning Town położone są przy tej samej drodze A13, to jeżeli tak jest, jak oni mówią, to zespół ściągnie trochę dzieciaków, w końcu droga z miasteczka na przedmieścia Londynu jest łatwa i prosta i jest blisko.

Powszechnie się uważa, że depeche MODE odkrył Daniel Miller, który po pierwszym niemiłym wrażeniu dał szansę zespołowi po raz drugi, co skończyło się dżentelmeńskim uściskiem ręki i karierą o 30 letniej historii i tonie zarobionej na tym kasy dla Mute. To jest prawda, ale tylko częściowa. Bez pewnej sekwencji wydarzeń nie doszło by do tego, a osoby, które pojawią się za chwilę mają taki sam udział w początkowym sukcesie, jak Daniel Miller. Niestety powierzchowne opracowania oraz skrótowość artykułów prasowych i dobry PR wersji oficjalnej historii zespołu zrobiły swoje.

Przede wszystkim należy pamiętać, że wszystkie znane i nieznane fakty dotyczące przypieczętowania umowy z Mute, oraz cała sekwencja relacji z Danielem Millerem wydarzyła się w the Bridgehouse. Bez tego klubu i właściciela nigdy by się nie wydarzyła… ale po kolei…

Cofnąć się musimy o kilka dni przed 24 września 1980. Dave Gahan – świeżo upieczony wokalista Composition Of Sound – pakuje taśmę demo swojego nowego zespołu i wysyła do Bridgehouse. Dodam tylko, że Dave jest w zespole od koncertu nr 4, a koncert w Bridgehouse to koncert nr 10. Powodem wysłania kasety właśnie do Bridgehouse był fakt, iż Dave był stałym bywalcem tegoż. Co ważniejsze Dave był wielkim fanem kapeli Wasted Youth, której basista, jak się okazało później, jest synem Terry’iego Murphy, mowa tu o Darrenie Murphy. Terry Murphy doprowadził do spotkania obu Panów celem wymiany doświadczeń z działalności projektu pt. zespół. A wszystko odbyło się przy barze klubu. Darrenowi bardzo podobał się występ zespołu oraz osoba Dave’a i zasugerował ojcu umieszczenie chłopaków jako supportu. Powiedział również, że zespół ma potencjał i ojciec powinien pomyśleć o wciągnięciu Composition Of Sound do Bridgehouse Records, a sam szepnie tu i tam dobre słowo celem pomocy w rozwoju kariery. Jedno z ciepłych słów usłyszał Frank Tovey – wokalista Fad Gadget, który okazał się być synem bliskiego kumpla Terry’iego Murphy, również… Franka Tovey’a (seniora). Frank Tovey stał się wielkim fanem depeche MODE, oglądając ich występy przed swoimi koncertami. Na oczach Terry’iego i Franka rodziła się właśnie nowa gwiazda. Klub ledwo mieścił wszystkich chętnych na wspólnych występach Fad Gadget i depeche MODE. Pojemność klubu była szacowana na 1000 osób. Był to czas żniw na barze dla Bridgehouse. Terry twierdzi, że występy depeche MODE tak się podobały, że zespół musiał bisować, czasami więcej, niż jeden raz. Jak wiemy przeważnie support nie ma takiego prawa, ponieważ jest to przynależne gwieździe i bez zgody Franka Tovey’a taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Frank jako coraz większy fan depeche MODE nie mógł sobie darować obejrzenia młodej gwiazdy ponownie. Finał był taki, że klub był zamykany częściej po zwyczajowej godzinie zamknięcia lokali w Anglii, bo publika chciała się się bawić.

Bez zrozumienia relacji jakie łączyły depeche MODE i Fad Gadget na początku lat 80. trudno zrozumieć i pojąć decyzję o wspólnej trasie koncertowej obu zespołów w 2001 roku. Proste uogólnienie – depeche MODE łaskawie zgodzili się na występy upadłej gwiazdy, są bardzo powierzchowne. W świetle powyższych historii trasa z 2001 roku była bardziej spłatą długu, jaki depeche MODE miało wobec Fad Gadget.

Canning Towon 1980.10.30

Nagłośnieniowcem, managerem i wydawcą Fad Gadget był młody muzyk i producent – Daniel Miller. Kiedy Composition Of Sound dostało slot na 3. październikowe występy jako support przed Fad Gadget, Daniel Miller był wtedy w klubie i jak wiemy Composition Of Sound nie zyskało aprobaty w jego oczach. Podczas ostatniego występu 30 października 1980 zespół oznajmia Murphiemu, że zmieniają nazwę z Composition Of Sound na depeche MODE. Co ciekawe, plakaty rozwieszone w całej okolicy informowały o występie Composition Of Sound. Terry nie był zachwycony zmianą nazwy na francuską i nawet „życzył im dalszych sukcesów” na nowej drodze życia. Nie mniej ostatni październikowy występ tak się spodobał Darrenowi Murphy, że oznajmił ojcu, iż chce, aby depeche MODE poprzedzało występ Wasted Youth w Bridgehouse następnym razem, gdy będą grać tu. Co więcej Darren zaproponował, że rozda darmowe bilety fanom Wasted Youth, aby ci mogli przyjść na występ depeche MODE i posłuchać ich.

Terry Murphy widział ogromny potencjał w depeche MODE, zaczął inwestować w nich swoje pieniądze z myślą o podpisaniu kontraktu z zespołem dla Bridgehouse Records. Od 14 września, przez ponad pół roku zespół stał się również rezydentem The Bridgehouse Club w Canning Town pełniąc rolę stałego supportu każdej gwiazdy, jaka występowała w tym klubie. Między końcem września 1980, a końcem lutego 1981 zespół zagrał 11 koncertów, głównie przed Fad Gadget.

Canning Town 1980.11.12

Wieczór w którym wszystko się zmieniło, był występ 12 listopada, kiedy to dochodzi do zawarcia owej słynnej umowy między zespołem, a Millerem. Prawda jest taka, że Miller wiedział, o zawartej umowie między Bridgehouse Records, a depeche MODE i pamiętny uścisk nie mógłby się odbyć, gdyby nie przyzwolenie Terry’iego. To on zgodził się, ponieważ zdawał sobie sprawę, że stojąc na rozdrożu pomiędzy prowadzeniem kultowego pubu i wytwórni płytowej musi coś wybrać. Jednym z powodów, który sprawił, że Daniel Miller stał się wydawcą depeche MODE, był fakt nieczystych podchodów pod młody zespół właściciela wytwórni Some Bizzare – Stevo Pearcea. Człowiek ten doprowadził do zawarcia umowy z zespołem dzięki czemu ich pierwszy singiel – Photographic – pojawił się na składance. Motywacją Terry’iego była chęć uchronienia zespołu przed tym człowiekiem, a ponieważ był za słaby ze swoją wytwórnią Bridgehouse Records przyzwolił na nagranie debiutanckiego materiału, a co za tym idzie i wydanie właśnie w Mute.

20111001-171051-452292

Na przeszkodzie stała jedynie trasa koncertowa, jaką zespół musiał odbyć w ramach „promocji” składanki Some Bizzare. Historię tych zmagań opisałem w 2010 roku w tekście: Television Set – czyli rozważania o początku… Rozpoczęcie prac nad płytą i rozluźnienie relacji z Terrym sprawiło, że depeche MODE po raz ostatni występuje w Bridgehouse Club 26 lutego 1981, jako support. Dla mnie jest to również data zakończenia tzw okresu Early Days. Tuż przed tym koncertem – 20 lutego – ukazuje się pierwszy singiel nagrany dla Mute. Później zespół zwita jeszcze do klubu w charakterze gwiazdy prosto ze studia nagraniowego, gdzie pracowali nad singlem New Life. Przed wydaniem płyty będzie to ich ostatnia wizyta.

Dla zespołu rozpoczął się co raz bardziej szalony czas. Zespół koncertował już nie tylko w Anglii, ale też zaczął występować na kontynencie zapełniając co raz większe obiekty. Tym czasem dla Terry’iego i jego Bridgehouse zaczyna się bardzo ciężki okres. W drugiej części o tym, jak to depeche MODE spłaciło dług tym razem wobec Terry’iego.

Część druga historii Terry’iego i depeche MODE >>

P.S. Źródła poszerzające powyższy tekst podam na końcu drugiego tekstu, aby nie spalić historii. 🙂

Przeprowadzka

Może kogoś zaskoczę, a może nie, ale z Nowym Rokiem blog MODE2Joy zyskał nowe szaty, nowy blogsystem, nowe możliwości… tylko ja piszący te słowa pozostałem ten sam … stary.

W ramach systemu blox.pl, nie pojawią się już żadne nowe wpisy. Jednocześnie wszystkie dotychczasowe wpisy pozostaną tam gdzie są. Pracuję jednak nad tym, aby najlepsze wpisy z 3 lat działalności bloga pojawiły się, po dopracowaniu, aktualizacji w ramach nowej odsłony MODE2Joy.pl

Na razie pod adresem http://modeontheroad.blogspot.com, natomiast docelowy adres to MODE2joy.pl, ruszy na dniach. W tej chwili jeszcze widać na nowym blogu, resztki farby, nie wszystko działa, ekipa budowlana pozostawiła jakieś pędzle i tasmy maskujące, w paru rogach trzeba pojeździć na mopie, ale od dziś to będzie mój nowy dom i mam nadzieję, że dla wielu również. Zapraszam.

Na Blox.pl to już koniec. Pora zgasić światło. <gasi>

LHN z 2006 i 2009/2010

We wrześniu ub roku pisałem o wyprzedających się LHN’ach (tych na CD), oraz o rosnącej cenie niektórych tytułów na rynku wtórnym. Proces się będzie pogłębiał, w miarę jak stan magazynowe studia AbbeyRoad będą się upłynniać.

Informacje, jakie Wam podwałem Wam pochodziły z korespondencji z ludźmi z AbbeyRoad, oraz z rozmów z fanami, którzy nie mogli nabyć określonych tytułów w sklepie. Po jakimś czasie informacje uległy weryfikacji. W czasie moich dyskusji ekipa z AbbeyRoad nie mogła pochwalić się szczegółowymi statystykami stanów magazynowych.

Domena depechemodelive.com jest już właściwie martwa i nie można przez nią już nic zrobić. Dziś to jest już możliwe….

Po wejściu na stronę AbbeyRoadlive, można prześledzić wszystko, co jest dostępne jako LHN na stocku, zarówno 2006, jak i 2009/2010.

Z tego zestawienia wychodzi na to, że w 2006 roku nie kupimy już: 12 koncertów, a z 2009/2010 – 4 koncertów.

Brzmienie nowej płyty

Zespół nie mając prawie nic do powiedzenia w czasie październikowej konferencji, po za ogłoszeniem trasy koncertowej (z setlistą dziwnie znaną z poprzednich tras), wypuścił teaser w postaci Angel Of Love, czy też Angel (różne nazwy chodzą po sieci). Zespół zapewnia, że numer jest jeszcze nie skończony, że nie będzie to singiel, że być może wcale nie znajdzie się na płycie. Pewnie paru osobom przyjdzie do głowy myśl, że nie wiele można powiedzieć, o nowej płycie słuchając jedynie jednego kawałka, w dodatku w skompresowanej wersji na You Tube. W sumie czy to ważne? Jednym się podoba innym nie. Kwestia gustu. Ja jednak nie o tym…

Przeglądając reakcje na temat Angel można przeczytać wiele prób zrozumienia, rozkminienia tego utworu, jest jednak jeden aspekt nowego brzmienia depeche MODE, który został chyba pominięty. Albo inaczej, został wrzucony do wora pt „Martin kupuje stare klawisze i kolejna płyta będzie znowu na kopyto Sounds Of The Universe”, bo ten sam producent, bo Martin jest współproducentem, bo coś się jeszcze znajdzie…

Właściwie niezauważone przeszły słowa Martina i Dave’a którzy w wywiadach opowiadali o sprzęcie i wynikającym z tego procesie produkcji płyty. Być może nie jest to na tyle ważne, żeby sobie zaprzątać tym głowę. W końcu stary sprzęt to stary sprzęt. Być może jest to tylko dla mnie ważne i w związku z tym zawracam wam głowę pierdołami. No ale nic zaryzykuję, choć temat być może jest mało sexy ;-P .

Martin stwierdził, że nadal kupuje stare sprzęty na ebay’u, co zamknęło dyskusję nad instrumentarium. Pewnie też tak jest, że dla wielu sprzęt użyty na Sounds Of The Universe, a ten który można obejrzeć na konferencyjnym filmie, to jedno i to samo i mogę to zrozumieć. Po to jest jednak ten blog, żeby pokazać, że to nie jedno i to samo 😉 no prawie…

W czasie wywiadów po konferencyjnych padało co jakiś czas stwierdzenie, że zespół licznie wykorzystywał pewien rodzaj instrumentów elektronicznych, który dominuje brzmieniowo w utworze Angel Of Love, ale podobno dominuje również na całej płycie. Wielu z nas próbując opisać nowy album cytowało, stwierdzenia o bluesie, tym, że płyta plasuje się gdzieś pomiędzy Violatorem, a Songs Of Faith And Devotion. Tak na marginesie, jeżeli nowa płyta tak nawiązuje to powyższych arcydzieł, jak Exciter do Black Celebration (Andy Fletcher w 2001 roku), to ja mam problemy z opanowaniem szyderczego śmiechu.

Dwa słowa pozostawały w interpretacjach fanów kompletnie niezauważone. W wywiadach pada jeszcze jedno nowe dla wielu z fanów depeche MODE pojęcie, któremu poświęcę resztę tego wpisu.

Modular Synthesizer
(Syntezatory Modularny)

Warto wpisać sobie to pojęcie w wyszukiwarce, warto też zapamiętać to pojęcie zabierając się do przesłuchiwania nowej płyty. Dla jednych może to się stać nowy epitet w opisywaniu płyty, albo nowe pojęcie, które pozwoli odkryć historię muzyki elektronicznej na nowo. Ale do rzeczy…

Przykład nr 1:

Tak od 2:00 minuty pojawia się ta kwestia. Jak prześledzicie inne wywiady, to zauważycie, że u Dave’a i Martina ta kwestia pojawia się jako odpowiedź na przynajmniej jedno pytanie w wywiadzie.

Przykład nr 2:

Wywiad dla PURE FM

Kwestia ta pojawia się koło 80 sekundy.

Jak na razie zapowiada się, że depeche MODE najnowszą płytą zabiorą nas w kolejną podróż w historię muzyki elektronicznej, wyrażonej poznawaniem co raz bardziej wiekowego sprzętu do kreacji muzyki. O ile Sounds Of The Universe, to taka specyficzna dla depeche MODE, odpowiedź na modę na lata 80. XX w., jaką mieliśmy kilka lat temu, to najnowsza płyta w jakimś zakresie zabierze nas w podróż w zakamarki lat 70. i wczesnych lat 80., gdzie muzyka tworzona była w sposób bardziej ulotny i nieprzewidywalny. (za chwilę wyjaśnię co miałem na myśli).

depeche MODE w Studio (2012)
depeche MODE w Studio (2012)

Można nie lubić Sounds Of The Universe, ale ciężko nie zgodzić się, że z jednej strony jest to płyta bardzo retro, z garścią cytatów muzycznych w każdym utworze, gdzie nawet hałas, przestery i ściana dźwięku na początku In Chains mają swoje znaczenie.

Od strony sprzętowej urządzenia użyte w procesie tworzenia albumu z 2009 roku miały to do siebie, że każde z tych urządzeń można było samoistnie wykorzystać do tworzenia muzyki. Oczywiście nie wszystkie, ale większość klawiszy użytych do tworzenia Sounds Of The Universe miało swoje banki instrumentów, brzmień, można było je programować, przetwarzać, nie zawsze grać, ale przeważnie mogły służyć do tworzenia muzyki samodzielnie, potocznie rozumiane jako klawisze, parapety. Traktujcie to jako skrót myślowy oczywiście :-).

Z brzmieniem najnowszej płyty będzie inaczej. Na filmie zaprezentowanym 23.10.2012. Widać ściany skrzynek, wręcz szaf z setkami kabli pokręteł i przełączników. Wygląda to miejscami, jak konsola w jakiejś elektrowni, czy innym ważnym miejscu z urządzeniami do robienia bip-bip-bip i buuu-buuuu-biiii-buuuu.

Na powyższej rycinie widać doskonale proporcje między klasycznymi klawiszami, a syntezatorami modularnymi.

Czytając kiedyś wspomnienia byłych i obecnych członków Kraftwerk z pierwszych lat istnienia grupy, Panowie opowiadali, że urządzenia elektroniczne, które oni używali do tworzenia muzyki musiały nagrzewać się cały dzień, aby móc potem generować na niech dźwięki przez 1-1,5h, a następnie należało je wyłączyć, bo albo groziły uszkodzeniem, albo po prostu rozstrajały się i nie dało się na nich pracować. Uspokajam nie takie urządzenia Panowie z dM używali, ale sporo z tego co zobaczycie jeszcze na filmach dokumentujących pracę nad najnowszym albumem, Kraftwerk posiadało w swoim arsenale nagrywając takie dzieła, jak Autobahn i wcześniejsze, a to był rok 1974.

1210_mastering

O co chodzi z tymi syntezatorami modularnymi i dlaczego to nie to samo, co sprzęty używane na Sounds Of The Universe. Wyobraźcie sobie, że macie kilka takich urządzeń, które gabarytami przypominają meblościankę na wysoki połysk, z których, żeby zrobić użytek należy podpiąć źródło dźwięku, bo sam sytnezator mógł nie mieć takiej możliwości, a na wyjściu należało podpiąć urządzenie, które zarejestruje wynik pracy.

Sygnał przepuszczany przez takie urządzenie może zostać poddana licznym odkształceniom, zapętleniom, przypominające zabawę oscylatorem, a dźwięki często są bliższe temu co możemy usłyszeć na stacji Trafo. Jest to de facto zabawa prądem elektrycznym w najczystszej formie, gdzie bazą do zabawy jest natężenie, napięcie, moc i inne parametry przynależne energii elektrycznej. Zabawa polifonią itp podobnymi pojęciami wiąże się ściśle z tą generacją instrumentów. Urządzenia takie można łączyć ze sobą przy pomocy krosownic, kabli. Dźwięk odkształcało się spinając gniazda wtykami, kablami (patch’ami) , przełączając pokrętła i suwaki.

Cały myk polegał na tym, że dźwięki generowane w ten sposób uzyskiwało się często na drodze eksperymentu, metodą prób i błędów. Czasami przypadek sprawiał, że urządzenie dawało pożądany dźwięk po wielu godzinach zabawy z nim. Jednocześnie istniało duże ryzyko, że jeden skok napięcia, czasem zmiana temperatury, poziomu wilgotności w pomieszczeniu, mógł zniweczyć wiele godzin pracy, bo uzyskany dźwięk nie dawał się już powtórzyć. Dlatego urządzenia te przeżywają obecnie mały renesans, gdyż dają dużą możliwość kreowania unikalnych brzmień, oraz są znakomitymi bazami do samplowania tychże dźwięków.

Napisałem na początku, że tak mało znane powszechnie instrumentarium może być zarówno epitetem, jak i szansą. Nie znamy jeszcze finalnego efektu prac, ale ciężko nie zgodzić się z twierdzeniem, że zespół poszukuje, że Panowie nie zadowalają się prostym papkowatym popem z radia. Sounds Of The Universe, była trudna w odbiorze, również przez sposób wykorzystania instrumentów elektronicznych z lat 80. Ich swoisty głos w dyskusji o modzie na tę dekadę, który nie zawsze został zrozumiany i przyswojony. Dla mnie też ta płyta d.py nie urywa, ale przynajmniej staram się zrozumieć ich podejście.

Obawiam się, że Nowy Album, może być jeszcze trudniejszy w przyswojeniu, właśnie przez dobór jeszcze bardziej niszowych instrumentów. Również doborem takiego instrumentarium chyba należy tłumaczyć zaangażowanie ponowne Bena Hilliera, tym też należy tłumaczyć zatrudnienie się na stanowisku współproducenta przez Martina (bo tylko on być może ogarniał te maszyny). Stąd też tak liczne odniesienia muzyczne do czasów Roda Stewarda, Davida Bowie i motywów z lat 70. Choć słynny hit Donny Summer I Feel Love – też był generowany na takich instrumentach, co pokazuje, że te instrumenty można użyć z pomysłem i z jajem.

Panowie są na takim etapie życia, że mogą mieć kompletnie w d.pie zdanie fanów, bo i tak trasa się wyprzeda, a na płycie mogą zrobić sobie co chcą. W końcu robią to za swoje pieniądze, kto bogatemu zabroni….

A na deser kilka filmów z dźwiękami generowanymi przed syntezatory modularne. Warto tego posłuchać…

1. Historia muzyki elektronicznej z czasów wczesnego Kraftwerka:

2.

3.

Oczywiście na YouTube można znaleźć setki innych przykładów użycia syntezatorów modularnych, ale te kilka przykładów wystarczą.

…A teraz na koniec proponuję posłuchać jeszcze raz Angel.

Najlepszego w 2013… Bójcie się 😉

Japanese Violation

Są takie dni, kiedy przekopywanie się przez dokumenty, albo jeden telefon przynosi nową informację tam, gdzie się jej nie spodziewa. Ten tekst jest właśnie o takiej sytuacji. Znany i nieskazitelny obraz trochę się porysował… World Violation Tour, nie przebiegało tak gładko…

Do tej pory postrzegałem trasę World Violation jako jedną z najbardziej przewidywalnych tras w historii koncertowania depeche MODE. Nie ma to nic wspólnego z komercyjnym sukcesem płyty i trasy. Właściwie nic tam się nie działo, co mogłoby zaskoczyć. Sprzęt padł tylko raz i to dopiero w Europie – Stuttgart 1990.10.15 😉 Setlista również nie rozpieszczała, choć sama dobór utworów sprawił, że przez długie lata była to dla mnie kwintesencja zespołu i lubiłem sobie ustawić w tej kolejności utwory w wersjach studyjnych do słuchania w domu. Właściwie, gdyby nie sporadyczne zmiany dokonywane wg schematu: 2 noc z rzędu lecimy z Here Is the House / Sweetest Perfection [20], a jak gramy 3 noc z rzędu, to zapodam łaskawie Little 15 / Blue Dress [2], to człowiek miałby problemy z ogarnięciem który koncert jest który. Ten problem czasami jest widoczny przy bootlegach w poprzednich tras i stąd masa fake’ów.

Tak na prawdę jedynie postęp zarastającej fryzury Dave’a świadczył o sprawnie poruszającej się do przodu machinie promującej największy komercyjny sukces zespołu w historii…. Nie tylko Exciter Tour można mierzyć stopniem bujności piór Dave’a okazuje się, że World Violation Tour też.

Tak niesprawiedliwie myślałem do niedawna…. 😉 Ta rysa na nieskazitelnym obrazie trasy pojawiła się u mnie całkiem niedawno…. O tym, że World Violation Tour, szczególnie w drugiej, europejskiej, części trasy to było takie małe Devotional Tour, głośniej lub ciszej mówiło się od lat. Mam tu na myśli oczywiście, co raz odważniejsze eksperymenty Dave’a z dragami. Być może tym właśnie trzeba tłumaczyć wręcz maszynową powtarzalność setu przez całą trasę, jako wyraz bezpieczeństwa, samozachowawczości w momencie, gdy wokalista był naspidowanym. Nie mniej to wszystko było czymś, co się działo zanim kurtyna poszła w górę i po jej opadnięciu. Sam show pozostawał nieskazitelny… no prawie.

Oczywiście jest trochę niewiadomych z tej trasy – np. dlaczego w Nowym Jorku 1990.06.18 Martin zaśpiewał tak dziwny set? Dlaczego zespół tłukł beznamiętnie tylko jedną setlisę? Dlaczego wszystkie bootlegi brzmią tak, a nie inaczej na tej trasie? Ale ja nie o tym…

W tym momencie mała przerwa i robimy dygresję. Od jakiegoś czasu pojawiają się na sieci naprawdę godnej jakości nagrania, znanych już koncertów prosto od ludzi, którzy nagrywali te koncerty. Bardzo często okazuje się, że materiał wcześniej przez dekady zarzynany po przez przegrywanie z kasety na kasetę, zgrywany z VHS do audio, masakrowany kompresją do *.mp3 itd, itd, obecnie wypływa dając nowy pogląd na obsłuchany już dawno bootleg.

Nagrania te wypływają głównie na zamkniętych forach taperów lub mało dostępnych torrentach dla nagrywających koncerty, gdzie ludzie w wąskich gronach wymieniają się “1 kopiami z mamuśki”. Odpryski takich zdarzeń widzimy publicznie w postaci wypływu niskiej jakości plików w *.mp3 i z wielomiesięcznym opóźnieniem. Ostatni taki przykład to – Brighton 1981.08.02.

Przy tej okazji można dowiedzieć się wielu ciekawostek prosto ze źródła, od ludzi, którzy przez lata trzymali taśmy DAT lub dyski MD na swoich półkach i dopiero nie dawno znaleźli czas aby zrobić transkrypcję do *.wav lub *.flac….

To „odkrycie” jest właśnie efektem takiej rozmowy (dzięki Więcor 🙂 ). No ale wracamy do  World Violation Tour. Wydawało się, że depeche MODE grało trasę bez większych zawirowań i tylko wpadka ze sprzętem w Stuttgart 1990.10.15 na chwile zatrzęsła karawaną. Tym czasem zanim zespół zajechał do Europy już zaczęły pojawiać się problemy z kondycją Dave’a wspominane już wcześniej pogłębiające się uzależnienie oraz trudy trasy sprawiły, że Dave w okolicach koncertów na antypodach zaczął tracić głos. Skutkiem tego było odwołanie koncertu w Meldburne 1990.09.01. Fakt przemęczenia miał jeszcze jedno znaczenie dla trasy.

Na bootlegach z Japonii dziwną prawidłowością jest fakt, że praktycznie wszystkie koncerty mają pocięte bisy. Raz jest to tylko Black Celebration + A Question Of Time, a innym razem tylko Behind The Wheel + Route 66. Pewnie niektórzy z Was sięgną teraz pod swoje bootlegi na półce, czy dysku, aby to sprawdzić. Pojawiają się różne wersje tych koncertów, o różnej długości, ale na pewno brakuje tam czegoś w bisach. No właśnie, to nie był przypadek. Tych bisów po prostu na koncertach nie było. Nawet jeżeli na jakimś bootlegu są te numery, to są to fake’i. Ktoś celowo dosztukował brakujące numery. Jedynym koncertem z Japonii jaki mógł mieć pełną setlistę jest pierwszy koncert z Tokyo 1990.09.11. Co ciekawe drugi koncert z 12 września znowu ma brak pierwszych bisów. Czemu tak? Jako powód przypisuje się problemy z gardłem i chęć oszczędzania się przed kolejną częścią trasy w Europie. Zespół traktował Japonię lekką zlewką i jedynie jako szansę do zarobienia pieniędzy. Być może dlatego obecnie zespół w te rejony nie jeździ, bo nikt ich nie zasponsorował.

Z japońskiej trasy znane są wszystkie koncerty (w postaci bootlegów) z wyjątkiem Fukuoki 1990.09.04, ale naoczni świadkowie relacjonują, że tam też nie było  Black Celebration i A Question Of Time.

Jak do tej pory największym znakiem zapytania jest dla mnie koncert w Kobe 1990.09.06, gdzie zamiast bisu składającego się z Behind The Wheel + Route 66 jest bis Black Celebration + A Question Of Time. Nie potrafiłem nigdzie zweryfikować tego, czy jest to wyjątek od wyjątku, czy też efekt kreatywnej twórczości jakiegoś fana. Znawcy tematu twierdzą, że tam zostały zagrane Behind The Wheel + Route 66, a nie Black Celebration + A Question Of Time.

Jak widać nawet tak idealna trasa ma rysy… ludzie to wszystko wywleką nie ma świętości 🙂

Taśmy w produkcji

Zacznę od tego, że nie chcę nikomu zepsuć niespodzianki, radości czekania w błogiej nieświadomości. Dlatego lojalnie uprzedzam, że to spoiler dotyczący nowej trasy. Pierwszy taki poważny. Każdy, kto nie chce poznać tytułów numerów wybranych z poprzednich płyt ma szansę jeszcze się wycofać, po skończeniu tego zdania i następnego i dotarciu do kropki nie będzie już takiej możliwości. Wtedy zacznie się już właściwy tekst i pretensje będzie można mieć tylko do siebie… ostrzegałem 🙂

No dobra jeszcze chwila, bo widzę jak parę osób walczy wewnętrznie nie wie co zrobić… To ja poczekam jeszcze chwilę, skoczę po coś dobrego do barku i za chwilę jestem. Może w tym czasie zostaną tylko Ci z najsłabszą silną wolą…

No dobra to jestem. Ciut się przerzedziło, no to zaczynamy…

Jak wiecie zespół zakończył fazę pracy w studio. Teraz tematem zajmują się fachowcy od mixowania: Flood, Daniel Miller, Denjamin Hillier. Pacz fotka umieszczona przez Bena na sieci. Potem jeszcze tylko mastering i płyta gotowa jest do tłoczenia… ale to temat na po Nowym Roku już. Dla ułatwienia dodam, że Hillier to ten co robi zdjęcie 😛

Jak wiecie w tym czasie zespół nie leży pod palmami, tylko tyra, że pot zalewa im kubki ze starbucksa i ich fajfony gdzieś w klimatycznych miejscach Nowego Orleanu i okolic. Zapowiadali to już Panowie w październiku, że następny punkt programu w ich kalendarzu to wycieczka do Luizjany na tereny Forfitera z Antonem, co by nakręcić wizuale na trasę i podobno coś była mowa i o teledysku singlowym. Tak na marginesie ciekawe jak po holendersku jest Pacz szwagier jaka franca… No nic zajmę się tym tematem później…

Tym czasem fani wypisują na forach co by chcieli, a szpiedzy notują i donoszą zespołowi. Chłopaki podobno pracują zażarcie nad podkładami, po naszemu nazwanymi backingtape’ami, które potem będą wykorzystane na trasie. Podkłady są już w produkcji, a od ludzi zaangażowanych w prace nad nimi można się dowiedzieć, że dostali do opracowania takie oto utwory: Wrong, Come Back, John the Revelator, The Sinner In Me, Dream On, Walking In My Shoes, Barrel Of A Gun, Strangelove, Black Celebration, The Things You Said.

144

Co ciekawe na potrzeby jednych opracowane są pełne podkłady koncertowe, niektóre numery są tylko aranżowane na nowo, a do niektórych przygotowywane są tylko sample do grania na żywo ze starymi podkładami i liniami melodycznymi.

Martin nie zaskoczy nas chyba faktem, że przygotowuje aranżacje na gitarę i klawisz grający difoltową barwę fortepianu w wykonaniu Gordeno. Natomiast szpiedzy donoszą, że Martin przetrenował i nagrał w studio bardzo wiele piosenek z minionego 10-lecia, cześć pewnie znajdzie się na dodatkach do wersji deluxe, a część była trenowana z myślą o trasie.

Jeżeli ktoś z Was się już zagotował z radość na wieść o powrocie do setlisty Dream On lub też Black Celebration (ostatni raz w na Exciter Tour w 2001), to śpieszę ze szklanką wody. Robienie podkładów na trasę koncertową nie równa się setlista koncertowa. Więcej… te utwory mogą nigdy nie zostać zagrane na najbliższej trasie. Dlaczego? Pomocą niech będzie tekst o niezagranych utworach na Devotional Tour. Zespół zawsze szykuje więcej numerów, żeby mieć z czego wybierać, a potem układa dopiero finalną setlistę na koncert wyjściowy, oraz w trakcie trasy decyduje o wstawianiu zamienników. Czasami zamienniki użyją, a czasami nie. Dobrym przykładem niech będzie tu Policy Of Truth, które po trasie w 1998 roku zostało przywrócone do łask ledwie na pół trasy w 2005 i 2006, by potem wylecieć na dobre z setlisty do końca Touring The Angel, na kolejnej trasie – Tour Of The Universe miało być jedynie zamiennikiem, lub bisem drugonocnych setlist, tym czasem po 2 koncertach trasy zastąpiło utwór, który Dave’owi po prostu nie leżał. Dzięki temu Policy Of Truth było tłuczone do końca trasy.

Moje (nasze) źródła z HQ potwierdzają, że numery takie jak: Personal Jesus, Enjoy The Silence, Never Let Me Down Again, I Feel You i co ciekawe Behind The Wheel są pewniakami do setu, ale za to w przypadku A Question Of Time zapadła decyzja o niegraniu na najbliższej trasie.

Ach czemu tak późno z troską się zapytam <sarkazm>. Jeszcze chciałbym podobnego newsa usłyszeć w temacie In Your Room i mogę przestać wybrzydzać na resztę numerów.

Tyle źródła, ja osobiście nie przywiązywałbym się do faktu, że coś zostało zakwalifikowane lub wypadło z listy i nie będzie grane. Dziś nie jest, a za tydzień chłopakom się coś przyśni i wcześniej wywalony numer wróci do łask. Słowa takie, jak „nigdy”, „definitywnie”, „na pewno”, „każdy” mają to do siebie, że zawierają w sobie spory ładunek nie prawdy, czy też kłamstwa. Traktujcie to jako raport sytuacyjny z pola walki.

W każdym razie tego się nie spodziewajcie 🙂

61260_499907323375297_1691333234_n

Kryzys, kryzysem, a tu żre…

Wroga propaganda trąbi, że kryzys, że ludzi zwalniają, przez co nie mają na najbardziej podstawowe potrzeby, np kupno biletów na koncert, czy zakup nowego samochodu. Gdy tym czasem, żre aż chrupie i to tak, że branża koncertowa zapowiada bardzo dobry rok, a i Das Auto pieje z zachwytu nad zamówieniami na Der Golf.

Jednym z pierwszych zaskoczeń, gdy ruszyła sprzedaż biletów, był fakt, iż po wielu latach znowu pojawiły się bilety z grafiką lepszą niż odcisk pieczątki umazanej w czarnym tuszu. Ostatni raz mieliśmy okazję podziwiać specjalnie drukowane (w pionie) bilety ze zdjęciem depeche MODE na trasę w 1993 roku. O naszych biletach na koncert w Warszawie w 2001 zmilczę, bo to jeden z niewielu przykładów na robienie oszczędności nie tak, jak trzeba.

Nie dawno donosiłem, że eksperyment z fanowskimi biletami się powiódł i eventim jest bardzo zadowolony z „wynalezienia” nowego typu biletu. Tym razem możemy poprzeć te dane liczbami. Jako, że spółka eventim jest to Aktiengesellschaft (AG) i jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, to musi się spowiadać akcjonariuszom. Wychodzi na to, że firma kosi, aż miło firma zanotowała przychód większy o prawie 5% i za pierwsze 9 miesięcy może pochwalić się przychodem na poziomie 362,7 mln Euro, a EBIT wzrósł o 39,5% do poziomu 54.5 mln.

Jak bym miał wolną gotówkę, to być może bym pomyślał o zainwestowaniu w tę firmę. Eventim donosi, że pomimo słabego roku, z powodu EURO i Olimpiady, firma zamknie ten rok na poważnym plusie, a i kolejne dwa lata prognozowane są jako nieustające pasmo sukcesów.

depeche MODE, a raczej fani mają w tym fakcie poważny udział, w końcu firma jest obecna na prawie wszystkich rynkach Europy i kosi nas fanów grubo przed terminem za co najmniej 100 EUR za kwit.

Fani depeche MODE byli tymi pierwszymi (królikami?), którzy dostąpili zaszczytu otrzymywania biletów określonych mianem – Eventim FanTicket.

Przedsprzedaże biletów w kryzysie idą na tyle dobrze, że firma prognozuje dalsze wzrosty. Forecast jest obiecujący, zważywszy, że ważną częścią dwóch kolejnych lat będzie trasa depeche MODE, która ma się skończyć w 2014 roku. Kolejną ciekawą tendencją jest fakt, iż organizacje typu eventim przejmują obsługę biletową co raz mniejszych imprez. Jeżeli wpiszemy hasło „depeche MODE” w eventim.de, wypadnie nam obok listy koncertów depeche MODE również trasa koncertowa tribiute-bandu ReMODE, ale i aftershow party w Dusseldorfie. Zauważę, że nie są to sprawy odosobnione i również w Polsce organizatorzy imprez (nie tylko depeche MODE), prowadzą dystrybucję przez evetim.

Jak ktoś ma zacięcie finansowe, to więcej na ten temat pod TYM LINKIEM.

Również Das Auto, czyli VW, chwali się, że nowy Der Golf, jeszcze nie wyjechał na drogi, a już zebrał 40000 w zamówieniach, ciekawe jaki wpływ na to miała reklama z Dave’em i ilu z zamawiających to fani depeche MODE, którzy poproszą o dokładnie taki model i specyfikację, jaka była w reklamie z People Are People w roli głównej.

To gdzie ten kryzys, bo chyba coś mi umknęło

CAA traci WME zyskuje

Zmiany, jakie zachodzą na rynku muzycznym w temacie przyszłej płyty i trasy depeche MODE wprowadzały dużą dozę niepewności i frustracji ze strony fanów…. aż do teraz.

Jesteśmy w takim dziwnym czasie, że wiele spraw dzieje się na naszych oczach, nawet jeżeli tego nie widzimy. depeche MODE, firma depeche MODE układa sobie biznesy ze swoimi partnerami na nowo. Od jakiegoś czasu krąży pogłoska o tym, że zespół zwiąże się z nową wytwórnią płytową. EMI wypięło się na depeche MODE argumentując, że zespół miał za niską sprzedaż swojego ostatniego albumu. Nie precyzując, czy chodzi o Sounds Of The Universe, czy też o Remixes 2 81-11. EMI miało/ma tak dużo problemów ze sobą, że pozostawanie na okręcie, z którego nawet szczury uciekają było cokolwiek ryzykowne.

Pół oficjalnie media branżowe donoszą, że nowy album zespół wyda w Columbii, czyli Sony. Już w czasie konferencji prasowej w Paryżu ludzie bliscy zespołowi potwierdzali ten fakt, choć oficjalnie nic takiego nie zostało jeszcze powiedziane.

Jednak to nie koniec zmian i tu wyjaśniam znaczenie tytułu dzisiejszego wpisu. Jak napisałem zespół na nowo układa sobie swój biznes wiążąc się na nowych warunkach z organizacjami, które pozwolą im dalej rozwijać przedsięwzięcie biznesowe pod szyldem depeche MODE. Jednym z takich posunięć było również wypowiedzenie umowy na obsługę artystyczną przez agencję CAA – Creative Artist Agency, po kliknięciu na linka zobaczycie jedynie lokacje biur tej firmy na świecie, ale jeżeli wejdziecie na stronę CAAtouring.com i poszperacie trochę, to znajdziecie w szeregach tej firmy również depeche MODE… jeszcze. Dziś wypłynęła wiadomość, że już nie długo, ponieważ zespół podpisał nowy kontrakt z WME czyli William Morris Endeavor. Jest to agencja, która ma swoją siedzibę m.in. w NY i która zajmuje się dbaniem o prawa autorskie, wszelkiej maści zespołu na terenie Stanów Zjednoczonych. Obie te agencje to są również agencje bookingowe, czyli możesz się zgłosić do takiej firmy i powiedzieć, że chciałbyś wynająć depeche MODE, na swoje urodziny na koncert. Jeżeli zespół będzie zainteresowany, to usłyszysz cenę, oraz warunki po spełnieniu których zespół uświetni Twoje urodziny. Możesz też usłyszeć, że zespół ma w tym czasie i każdym innym do końca świata zajęte terminy i nie widzi możliwości przyjazdu.

Podpisanie tej umowy dopiero otwiera drzwi do organizacji trasy koncertowej zespołu w USA, Kanadzie i przyległościach. No dobrze, a zapytacie się, to gdzie jest J. Kessler w tym wszystkim? Otóż jest to człowiek, który pilnuje spraw zespołu po stronie zespołu, jego zadaniem jest bieżące kontaktowanie się własnie z WME, wytwórnią, czy też nawet Live Nation po za trasą koncertową i uzgadnianie wszystkiego w imieniu zespołu, aby 3. z Basildon mogła się skupić na sprawach artystycznych.

To od tego typu agencji otrzymamy fakturę za wynajem depeche MODE, to oni będą się również starali zaproponować innego artystę ze swojej stajni, gdy depeche MODE wypnie się na sowitą ofertę uświetnienia dorocznych dożynek gminnych na stadionie Huraganu Falencice z supportem lokalnej nadziei – zespołu pieśni i tańca Falencice Dance Fury.

Jestem przekonany, że po dzisiejszym ogłoszeniu informacji nt kontraktu WME i depeche MODE całkiem sprawnie dowiemy się o nadchodzącej trasie koncertowej zespołu po drugiej stronie Atlantyku.

Ściąga z Popkultury – zapis audycji.

Po problemach jakie stawiał wujek Gugiel na ścieżce publikacji zapisu z audycji – Ściąga z Popkultury w Pr 4. Polskiego Radia dawno już ślad zaginął. Dlatego mogę w końcu zapodać zapis audycji, której byłem gościem w listopadzie 2012 przededniu trasy koncertowej.

Producent: Czwórka – Program 4 Polskiego Radia.
Program: Ściąga z Popkultury prowadzony przez Ewelinę Grygiel – audycja w Czwórce, emisja 4 listopada 2012, godz. 14.00 – 15.00. Gościnnie wystąpili fani: ShamRock, Serek i Martini.

W audycji wykorzystano utwory m.in. depeche MODENever Let Me Down Again, Suffer Well, Enjoy The Silence, Personal Jesus; Tears For FearsShout.

Live Here Never?

Nagrania koncertowe z cyklu LHN, zwane przez niektórych oficjalnymi bootlegami, dawały nam od 2006 roku wiele radości i dzięki nim możemy wielokrotnie wracać do koncertów, których byliśmy świadkami lub też znalazły się na naszej półce ze względu na unikatową setlistę, urodziny jednego z członków zespołu lub też tysiące innych powodów. Tak było do tej pory, czy będzie tak ponownie wcale nie jestem tego taki pewien.

Nie tak dawno pisałem o tym, że warto się spieszyć z zakupem archiwalnych LHN’ów, bo tak szybko odchodzą… i nie będzie 2 tłoczenia. Co prawda kiedyś zrobiono wyjątek, ale to wyjątek potwierdzający regułę.

LHNy dały nam wiele radości, szczególnie podczas trasy 2006 za ich wyśmienite wydanie i dbałość o detale, takie jak specjalna poligrafia i opakowania. LHNy dały nam również wiele nerwów, szczególnie w 2009 roku, gdy zostały zamienione ze sobą ścieżki na nagraniach z Monachium i Frankfurtu, a fani zamawiający koncert z Pragi 2009.06.25 dostali de faco pół koncertu z Pragi i drugie pół koncertu z Mediolanu 2009.06.18.

Pomylone setlisty, literówki, błędy w opisach koncertów były na porządku dziennym w 2006 roku. W 2009 za to ukrywano fakt wywalenia z setlisty Strangelove po przez usunięcie zdjęć z tego utworu, gdzie standardem był fakt, iż na całą trasę była jedna wkładka, różniąca się opisami.

R-710537-1259026420.jpegDało się odczuć cięcie kosztów, po przez użycie mniej rozbudowanej poligrafii i tańszych plastików. Ważne jednak, żeby te minusy nie przysłoniły nam plusów, parafrazując pewien film. Może się okazać, że jeszcze zatęsknimy, za tymi wpadkami, gdy okaże się, że LHNów na nowej trasie nie będzie wcale i jedyne co nam pozostanie znowu, to własne rękodzieło.

Rok temu pisałem o kłopotach EMI i sprzedaniu się Universalowi. Do tego mówi się co raz głośniej, że nową płytę zespół wyda w Sony Music. A co to ma wspólnego z LHN? Otóż LHN to był projekt Mute i jako taki pozostawał w strukturach tej firmy. Jak wiemy przez 10 lat Mute było własnością EMI. Fakt ten sprawił, że Mute przechodząc różne restrukturyzacje i przemiany własnościowe wyzbyło się ze swoich struktur ten projekt. Właścicielem katalogu i praw stało się studio Abbey Road (EMI), które w tej chwili nie ma już z Mute za wiele wspólnego.

Na konferencji Dave odpowiedział na pytanie fana o nagrywanie kolejnej trasy w ten sposób, że nie podjęli jeszcze decyzji. Wiadomo, że w czasach, gdy projekt LHN był w gestii Mute inne były koszty i inne rozliczenia. Teraz chcąc zatrudnić tą samą ekipę zespół musi liczyć się ze zwyżką kosztów, wynikających z wynajmu firmy zewnętrznej, która oprócz sfinansowania swoich kosztów musi jeszcze zarobić coś dla siebie. Jeżeli decyzja o nagrywaniu komercyjnym koncertów dostanie zielone światło, to raczej powinniśmy się liczyć ze zwyżką kosztów.

Może się jednak też tak stać, że pozostaną nam już tylko wspomnienia.

Najdłuższa trasa, być może nie tylko to…

Różne rzeczy mogą do głowy przyjść, gdy dłużej człowiek skupi wzrok na rozpisce koncertów. Czasami ciekawe wnioski mogą się nasunąć.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale trasa w standardzie jest ustawiona tak: dzień koncertowy, dzień wolny. Są dłuższe przerwy 2-3 dniowe na odległe transfery, ale z wyjątkiem 2 Londynów zespół praktycznie nie gra noc w noc. Zastanawiające. Oznaczać to może po prostu, że zespół się starzeje i Panowie potrzebują więcej czasu dla siebie na odreagowanie.

depechemodeJednak gdy zestawimy to z innymi zapowiedziami dosyć buńczucznymi ze strony zespołu, że będzie to najdłuższa trasa ever. Fani z Ameryki Południowej donoszą, że na ich kontynent zespół przyjedzie dopiero w 2014 roku, to może to oznaczać coś zupełnie innego.

Jeżeli postawi się pytanie: Po co robi się długie trasy koncertowe? To jedną z odpowiedzi jest, aby odzyskać włożoną kasę w budowę sceny. Być może zespół popatrzył, co robi „konkurencja”, popatrzył, jakie są tendencje na rynku i wyciągnął wnioski z poprzedniej trasy.

Do tej pory było tak, scenę dostarczał lokalny podwykonawca, w z góry określonym standardzie. Ekipa koncertowa składała scenę po koncercie i jeszcze tej samej nocy ciężarówki wiozły nadbudowę sceny, instrumenty, oświetlanie, ekrany do nowego miasta. Do 17.00 przeważnie wszystko było już rozłożone. W poprzednich latach zespół grywał w schemacie na 4. 2 dni grania, 1 dzień przerwy, 1 dzień grania i prawie nigdy w poniedziałki.

Analizując jednak ogłoszoną rozpiskę koncertową mam wrażenie, że powód jest inny. Wydaje mi się, że techniczni potrzebują o wiele więcej czasu na zbudowanie sceny, stąd minimum dodatkowy 1 dzień przerwy na transfer i montaż. Ciekawe czy to oznacza, że cała scena będzie wożona przez zespół, czy po prostu poziom skomplikowania będzie taki, że wymagać to będzie dłuższego montażu. Myślę, że gdy zespół ruszy promować nowy album wyjają się z większą ilością szczegółów. Póki co są to domysły…

090610_Berlin_09Naszły mnie jeszcze dwa spostrzeżenia. Zanim depeche MODE zawita do nas na koncert do Warszawy 2013.07.25, przynajmniej dwa razy sprzęt koncertowy przemierzy Polskę w drodze na inne koncerty. Pierwszy raz sytuacja będzie mieć miejsce po koncercie w Hamburgu 2013.06.17, gdy Stage Trucki wyruszą w drogę do Moskwy na koncert 2013.06.22. Jeżeli ktoś 18.06 będzie jechał A2/2 może mieć trochę szczęścia i wpaść na srebrne ciężarówki z czarną strzałą na naczepach.

Druga taka sytuacja może mieć miejsce, gdy ciężarówki ze sprzętem będą wracać z koncertu w Kijowie 2013.06.29 na miejsce koncertu w Dusseldorfie 2013.07.03. Tym razem raczej fani z południa Polski przemierzający 4/A4 mogą mieć trochę szczęścia.

Plotki o nowej płycie i trasie

Weszliśmy w bardzo ciekawy i bardzo zawirowany okres. Potrwa on pewnie ze 2 lata szczególnie, że Panowie odgrażają się i to bardzo. Dziś kilka plotek, pomysłów jakie docierają do teamu pracującego na 101dMpl na FB, ale też kilka spostrzeżeń mniej oczywistych.

Fani się wściekli i jako kolejna grupa „sympatyków” filmu Upadek sparodiowali jedną z najbardziej znanych scen z tego filmu. Poszło o brak tytułu trasy, brak tytułu płyty, singla, granie tych samych numerów co trasę, brak dat na Amerykę Północną, a tekst: if you have not been a fan for more than ten years, please leave to mistrzostwo!!!!

Z graniem tej samej setlisty od 1993 roku, chyba już nie poradzimy nic, czeka nas 7 trasa Greatest Hits z rzędu. Nie jest też pierwszy raz, gdy zespół, ogłosił amerykańskie daty z opóźnieniem, tak samo było w 2009 roku. Co do tytułu, to podobno faktycznie go jeszcze nie ma, choć robocza nazwa płyty, to „Negative”. Zastrzegam, że nazwa ukuta jest na potrzeby pracy w studio i pochodzi o ludzi kręcących się przy produkcji albumu. Podobnie było w 2005, gdy roboczą nazwą Playing The Angel była – Angel. Dave zdradził również w jednym z wywiadów znaczenie nowej wersji logo depeche MODE. Otóż „D” można odczytywać również, jako „Play”, a „M” jako „Pause”.

To ciekawe, że zespół mówi, że nie myśleli o wielu sprawach jeszcze, że jest za wcześnie. Jednocześnie Dave w czasie wywiadu twierdzi, że nazwa płyty jest zakodowana w nowym logo?

Tymczasem depeche MODE przebywają obecnie z Antonem w Louisianie, gdzie kręcą materiały do projekcji, które potem będą wyświetlane w czasie trasy na ekranach / ekranie. Oznacza, to równocześnie, że zespół ma już zarys setlisty, a przynajmniej numerów, które zostaną oprawione obrazem i raczej nie wylecą z setu przez całą trasę. Choć to może być dyskusyjne mając w pamięci wylot Peace z setu.

W każdym razie jest szansa, że zespół nie popełni błędu z 2009 roku, gdy projekcje przygotowane przez Antona Corbijna, po raz pierwszy zobaczyli w czasie koncertu w Luxemburgu. Finał był taki, że jedynie na 3 koncertach pojawiła się wersja nieocenzurowana Strangelove, a po 30 koncertach numer wyleciał z setu. Napisałem, że nie popełni tego samego błędu, ponieważ pomysł na warm-up gig może być dla wielu zaskakujący. Zastrzegam, że nie wiem, czy tak będzie na prawdę, a pomysł na rozgrzewkowy koncert jest jedynie… pomysłem w sztabie wokół zespołu.

Otóż koncert ma się podobno odbyć w Anglii, a dokładnie w Basildon. Ma być to naprawdę wyjątkowy i elitarny występ. Wyjątkowy, ponieważ bilety będzie można zdobyć dzięki konkursowi, a elitarny, bo liczba zwycięzców będzie liczona w setkach i to raczej bliżej tych z 2 z przodu. Koncert miałby się odbyć pod koniec kwietnia 2013.

Ponieważ, jest to tylko pomysł i żadne decyzje nie zapadły, więc radziłby się nie przywiązywać do tego pomysłu. Po smaku, jaki wielu narobił występ w Luxemburgu, tym razem mógłby być spory zawód i w temacie warm-upów cofnęlibyśmy się do czasów rozgrzewki z The Roxy w 2001 roku. Nota bene jest to jeden z 2 koncertów od 1987 roku, kiedy to nie zostało zagrane Naver Let Me Down Again. Od koncertu w Madrycie 1987.10.22 numer ten był grany nieprzerwanie (z powyższym wyjątkiem) już 723 razy. Tak samo będzie i tym razem i pewnie też pod koniec koncertu albo na bis.

Skoro już jesteśmy w Anglii to Live Nation w ub. tygodniu ogłosił drugi koncert w Londynie. Dzięki czemu na wyspach będą dwa pełne koncerty. Do czasu ogłoszenia 2go Londynu zapowiadało się też, że trasa po Europie, mogłaby być trasą jednej setlisty. Na pewno w przypadku Dave’a, a tak jest szansa, że przynajmniej w Londynie zespół w części Dave’a zmieni choć jeden utwór. Na razie szykują nam 34 koncerty z jedną setlistą i jeden koncert ekstra. Po koncercie rozgrzewkowym na początku trasy może to być drugi najważniejszy występ przyszłego lata w Europie.

Tymczasem trwa szaleństwo zakupowe biletów. Natychmiast pojawiły się na ebay bilety od koni na FOS – Front Of The Stage w cenach x2 lub więcej za sztukę. Niemieckie miasta sprzedają się na prawdę dobrze i może za chwilę okazać się, że pozostałe kategorie też będą na wagę złota. Po pierwszym weekendzie i najdroższe bilety w Warszawie na trybuny i płytę również sprawnie się wyprzedały i są już tylko wspomnieniem…. dla tych, co się nie załapali.

W każdym razie przygotowania do koncertu i wszystkiego, co się wokół tego wydarzy ruszyły pełną parą, więc trudno nie zauważyć poruszenia na forach, FB i na mieście. Ruszyły przygotowania do organizacji After Show Party, media więcej interesują się fanami i depeche MODE.

MODEontheROAD się zmienia na czas trasy

Przyszła pora, aby ujawnić pomysł jaki chodził w naszych głowach od kilkunastu miesięcy. Zarówno strona MODEontheROAD.com, jak fanpage na Facebooku zmienią swój sposób działania w czasie trasy. Poniżej odkrywamy wszelkie szczegóły.

Na początku krótkie info dla nowych fanów MODEontheROAD. Od 2009 roku prowadzę (prowadzimy) stronę poświęconą koncertowej aktywności depeche MODE na przestrzeni lat – MODEontheROAD.com. Strona jest kontynuacją projektu, który pod właściwie tą samą nazwą istniał od 2001 roku, a który był na początku serwisem dla bootlegerów (zbieraczy i wymieniaczy koncertów depeche MODE). W 2005 roku zawiesiłem działalność, by od 2009 reaktywować projekt. Od 2011 roku prowadzę również Fanpage na FB – MODEontheROAD, oraz bliźnieczy +MODEontheROAD , oba wspierają stronę www. Strony tej nie było by, gdyby nie zaangażowanie wielu fanów, którzy podsyłają informacje, wspomnienia, zdjęcia, setlisty starych tras i koncertów. Dzięki za to, co do tej pory!

W poprzednim wpisie poinformowałem Was o poszerzeniu składu adminów fanpage na FB o dwie nowe osoby, które wesprą mnie w czasie trasy. Mam jednak świadomość, że nawet i takie wzmocnienie może nie wystarczyć, gdy wcielimy w życie nasz pomysł na nadchodzącą trasę. Dlatego już na początku tego wpisu proszę wszystkich o pomoc, dobrą zabawę i współpracę.

Wymyśliliśmy, że każdy koncert jaki odbędzie się na tej trasie będzie miał założone w ramach FP na FB wydarzenie. W tej chwili założyliśmy wydarzenia dla wszystkich ogłoszonych koncertów z niemieckiej części trasy i koncertu w Warszawie. W każdym wydarzeniu będziemy umieszczać wszelkie informacje dotyczące koncertu tak, aby na koniec powstał z tego możliwie pełny opis. Znajdą się tam skany biletów, plakatów, zdjęcia z koncertu, adresy stadionu, być może klubów afterowych, ceny biletów, setlista i wszystko, co można uznać za istotne dla koncertu. Na wydarzeniu dotyczącym koncertu w Polsce obowiązującym językiem jest j. polski. Natomiast na wydarzeniach z innych krajów obowiązuje j. angielski. W takim języku będziemy umieszczać wszelkie newsy. Projekt MODEontheROAD jest projektem międzynarodowym i zależy nam, aby dotarł do jak największej liczby fanów depeche MODE.

Po ustabilizowaniu się listy koncertów powstanie specjalna strona spinająca wszystkie koncerty w taki sposób, aby w każdej chwil można było wrócić do poszukiwanego koncertu 2-3 kliknięciami 🙂

Chcemy, aby na końcu powstał pełen obraz trasy, ze wszystkimi koncertami. Tak, tak wszystkimi. Jeżeli depeche MODE zagra 102 koncerty, jak to było w 2009/2010, to tyle wydarzeń powstanie. Jeżeli depeche MODE zagra 124 koncerty, jak to było w 2005/2006, to tyle założymy wydarzeń. Dzięki temu będziecie mogli śledzić po kolei koncert po koncercie. Będziecie mogli zamieszczać linki do filmów, chwalić się swoimi zdjeciami zrobionymi na koncertach, podpiąć swoje relacje z koncertów itp.

Ponieważ wybieramy się na koncerty na tej trasie możemy Wam obiecać, że na FP MODEontheROAD, oraz na naszym profilu na Twitterze – pojawiać się będą relacje pisane na żywo z koncertów przez członków teamu oraz ludzi, którzy będą na koncercie nam udostępniać swoje relacje. Oczywiście my też musimy spać i pracować, więc nie będzie to standardem, ale o każdej relacji na żywo będziemy Was informować.

Na końcu, będziemy w miarę na bierząco opracowywać wszelkie informacja i zamieszczać na stronie MODEontheROAD.com, aby na końcu każdy koncert z nowej trasy był opisany, jak Exciter Tour z 2001, czy przeszło 300 koncertów udokumentowanych do tej pory.

Życzymy Wam i sobie udanej trasy i dwóch lat z depeche MODE i MODEontheROAD 🙂

Martini, Jari i Frame_101.

MODEontheROAD się zmienia…

… na czas trasy koncertowej powiększamy skład wspierający ten FP.

Niezależnie, czy publikowane ostatnio daty okazały się prawdziwe, czy nie wchodzimy w specyficzny okres, który przez najbliższe dwa lata będzie układał wielu z Was plan dnia… i nocy, czas spędzony w drodze, czy przed komputerem. Przypomnijcie sobie jak wielu z was siedziało przed kompem uczestnicząc wirtualnie w koncertach. Ten czas właśnie wraca :-). Oczywiście nie wszyscy są takimi freakami jak jak my… aaaaa nie będę tu nikogo obrażał ;-P ale wiemy o co chodzi.

Ten post, to część pierwsza, część druga pojawi się zaraz po ogłoszeniu szczegółów trasy. Czas nadchodzącej trasy wymusza pewne zmiany w funkcjonowaniu strony MODEontheROAD.com, o raz fanpagów na FB i G+, które od jakiegoś czasu już mocno ewoluowały z pasów transmisyjnych MotR, gdzie jedynie prezentowaliśmy postępy prac nad depechowymi wykopaliskami. Od jakiegoś czasu częściej pojawiają się newsy, niż zajawki długich elaboratów. Strona przechodzi pewne zmiany, o które pytałem się Was jakiś czas temu. Strona MotR stopniowo zmienia się i przekształca na angielskojęzyczną. Również profil MotR na FB i G+ będzie stopniowo angielskojęzyczny. Również profil na Twitterze zmieni swój charakter i będzie platformą do relacji z koncertów i wszelkich wydarzeń związanych z depeche MODE w czasie tej trasy w czasie rzeczywistym i na żywo. Kto pamięta relacje z meczu finałowego, ten wie o czym mowa 🙂

Profil na FB zmieni swój charakter również w inny sposób, zwiększy swój osobowy stan posiadania. Miło mi powitać dwóch moderatorów Frame_101 i Jariego, którzy będą używać swoich źródeł oraz zasobów sieci, aby na tym profilu zamieszczać tak szybko, jak się da gorące newsy z trasy. Będziemy się nawzajem wspierać w czasie podróży na koncerty z poziomu FB. Gromadzone dane z przebiegu trasy, obok maksymalnie pełnego informowania fanów o trasie, posłuży do sprawnego powiększania zasobów strony MotR.com, tak aby na stronie właściwie w czasie rzeczywistym pojawiały się setlisty i opisy koncertów.

Zapraszam również wszystkich chętnych do współtworzenia FP na FB i G+, oraz/lub podysłania informacji na nasze emile. Będziemy z dumą publikować informacje przez Was nadsyłane (pod warunkiem, że będą prawdziwe)

Chwilka o języku na FB. Zgodnie z sugestiami serwis przeszedł na j. angielski i jest to obowiązujący język wszystkich publikacji na tym FP. Komentarze można udzielać w dowolnym języku. Nie ma żadnych ograniczeń.

To jeszcze nie koniec zmian. Najpierw niech dM odkryje swoje karty, wówczas my również odkryjemy nasze :-). Oczywiście nie zapominamy o tym co do tej pory pojawiało się na FP MotR, a co w czasie trasy zostanie twórczo rozwinięte.

Jedynie Mode2Joy nie zmieni się i nadal będzie po polsku i nadal będzie zajmować się tym czym zajmuje się do tej pory. Poszerzoną analizą zjawisk z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości z obozu dM.

LHN się wyprzedają

Jeżeli planowaliście zakupić któryś z koncertów depeche MODE na stronie depechemodelive.com, czyli popularne LHN’y, to radzę się śpieszyć. Nie długo będzie z tym na prawdę słabo.

Pewnie wielu z Was znalazło pliki z rejestracjami koncertów autorstwa Live Here Now w sieci, jednak jeżeli są tacy z Was, którym zależy na posiadaniu fizycznego nośnika, poligrafii i nie bawi ich kompresja obniżająca jakość muzyki, ten musi się śpieszyć. Szczególnie to dotyczy koncertów z trasy Touring The Angel z 2006. Co raz większej liczby pozycji już nie można kupić inaczej, niż w drugim obiegu np. na Allegro, czy Ebay lub po prostu nie można tych koncertów kupić wcale.

Ponieważ świadomość o tym, że nakłady koncertów się wyczerpują i raczej już nie dojdzie do sytuacji, jak przed rozpoczęciem trasy z 2009 roku, gdy ekipa LHN podjęła decyzję o dotłoczeniu koncertów z Berlina 2006.07.12/13, to na rynku wtórnym obserwuje się stopniową zwyżkę cen nawet tych koncertów, których nakład jest jeszcze dostępny na stronach LHN.

Z moich informacji wynika, że nie ma w sklepie LHN następujących pozycji:

  • Monterrey 2006.05.07
  • Mexico City 2006.05.05
  • Mexico City 2006.05.04

Również bliskie wyczerpania są nakład:

  • Berlin 2006.07.12
  • Berlin 2006.07.13
  • Berlin 2006.06.28
  • Warszawa 2006.06.09

Jak jest z innymi koncertami z tej trasy, oraz Tour Of The Universe 2009/2010, tego niestety już nie wiem, ponieważ obsługa LHN nie zawsze jest chętna do współpracy, choć powyższe informacje pochodzą właśnie od ludzi z tego sklepu.

Również interesująca jest inna sprawa. Otóż strona depechemodelive.com, która jest właściwie nakładką na właściwy serwis firmy Live Here Now, ma problemy ze składaniem zamówień na koncerty depeche MODE z trasy z 2006 roku. Zamówienia na koncerty z 2009 i 2010 normalnie są realizowane. Natomiast przy zamówieniach z 2006 są poważne problemy.

Z moich informacji wynika, że ekipa opiekująca się serwisem z domeny depechemodelive.com nie inwestuje w ten serwis nic. Przy reklamacjach zgłaszanych na problemy z zamówieniem odsyła na strony swojego własnego serwisu – abbeyroadlive.sandbag.uk.com, gdzie można zamówić nie tylko nagrania depeche MODE, ale i innych zespołów. Dobrze, że taka możliwość w ogóle istnieje. Co nie zmienia faktu, że do zamówienia jest co raz mniej, a będzie jeszcze mniej.

Podobna sytuacja ma się z limitowaną serią remasterów wydanych w kartonie w wersji SACD+DVD. Czas od wydania pierwszej serii biegnie, a ceny na ebay’u rosną… W tym przypadku MUTE na pewno nie zrobi dodruku. Format SACD jest już martwy.

Song Index

Jest taka strona na MODEontheROAD – nazywa się Song Index. Od początku istnienia serwisu prowadziłem tam zestawienie, które jakiś czas temu ukończyłem… chyba.

Co jakiś czas publikuje różne zestawienia, a to Top20 zagranych utworów. Nota bene takie zestawienie permanentnie jest na stronie powiększone o kolejne 20 utworów w dziale Top Index. Potem, przy okazji 11 urodzin, pochwaliłem się liczbą opracowanych setlist z koncertów naszych ulubieńców.

Dziś miło mi poinformować, że od tamtego czasu strona wzbogaciła się o kolejne 70 setlist i opisów koncertów i obecnie na stronie jest 310 setlist z całej historii koncertowej depeche MODE. Ale ja nie o tym tak na prawdę…

Właściwie od początku 4 edycji MODEontheROAD (czyli od 2009 roku) rozwijałem dział pt Song Index, który jest zestawieniem wszystkich utworów (znanych mi) i zagranych kiedykolwiek na żywo. Dodatkowo zamieściłem miasto i datę pierwszego i ostatniego wykonania danego utworu ever.

Każdy nowy koncert opisany na stronie pojawia się na stronie głównej. Wystarczy zajrzeć na stronę główną i w prawym dolnym rogu znajdziesz chronologiczne zestawienie 10 ostatnio dodanych koncertów na MODEontheROAD.

Obecnie sytuacja wygląda tak:

  • Pierwsze występy (1980-1981) – 12/39 koncertów – póki co wszystkie opisy
  • Speak & Spell Tour (1981-1982) – 35/108 koncertów – póki co wszystkie opisy
  • See You Tour (1982) – 10/40 występów
  • A Broken Frame Tour (1982/1983) – 9/51 występy
  • Construction Tour (1983/1984) – 15/49 występów
  • Some Great Reward Tour (1984/1985) – 6/84 koncerty
  • Black Celebration Tour (1986) – 5/76 występów
  • Music For The Masses Tour (1987/1988) – 17/101 koncertów
  • World Violation Tour (1990) – 18/88 koncertów
  • Devotional Tour (1993) – 14/98 koncertów
  • Exotic/US Summer Tour – 1/64 koncerty
  • Ultra Press Show – 7/7 koncertów – wszystkie opisy
  • The Singles 86>98 Tour – 13/66 występów
  • Exciter Tour – 87/87 koncertów – 100% wszystkich opisów
  • Touring The Angel – 28/126 koncerty
  • Tour Of The Universe – 32/104 występy

Razem 310 koncertów

Jeżeli zsumujemy wszystkie znane występy, to otrzymamy wynik 1188 występów od początku świata :-), co teoretycznie daje różnicę 878 koncertów, które jeszcze mam opisać. Prawda jest jednak taka, że z tych 878 koncertów do opisania jest m/w połowa, może 2/3. Ponieważ tyle istnieje w miarę udokumentowanych setlist w postaci relacji fanów, bootlegów itp.

Oczywiście za chwilę całość się zmieni, jak tylko ruszy trasa koncertowa i statystyki oraz daty i miejsca się zmienią. Przecież, nam fanom, w końcu o to chodzi, żeby działo się jak najwięcej. Pytanie pozostaje otwartym, czy depeche MODE pobiją rekord z ostatniej trasy i zagrają na całej trasie więcej niż 39 utworów… oby.

W każdym razie przyszły rok zapowiada się baaaardzo owocnie jeżeli chodzi o przyrost setlist na stronie 🙂

Blog o depeche MODE, ich muzyce, koncertach, subkulturze, a wszystko subiektywnie i po mojemu.

%d bloggers like this: