Archiwum kategorii: dMUniverse

Jeszcze raz o reedycji katalogu depeche MODE

Kończąc mój lutowy wpis o reedycji podstawowego katalogu depeche MODE kończyłem konkluzją: „Z mojego punktu widzenia cała reedycja nie ma kompletnie znaczenia i nie wprowadza mnie stanu wilgoci i drżenia rąk. […] więc drogie Sony jeżeli chcielibyście moich pieniędzy to proszę się na prawdę postarać.” Chwilę potem pojawiły się informacje o wydaniu kolejnych tytułów na winylach oraz w formacie dla wymagających słuchaczy – Blu-spec i zacząłem nawet żałować, że napisałem, co napisałem. Niestety nie na długo…

Dla tych, co po raz pierwszy spotykają się z pojęciem Blu-spec wyjaśniam, że jest to sposób zapisu przewyższający jakością tłoczenia tradycyjne wydania na CD. W uproszczeniu zamiast czerwonego lasera, w procesie tłoczenia, używany jest laser niebieski (ten sam, co w przypadku Blu-ray’a), dzięki czemu jakość reprodukowanego dźwięku podlega mniejszym zniekształceniom w procesie odsłuchu. Dyski Blu-spec można odtwarzać na standardowym odtwarzaczu CD. Sam format jest uznawany za następcę znanego Wam pewnie formatu Super Audio CD.

Sam nie wszedłem w posiadanie, ani winyli, ani Blu-spec’ów, nie mniej im więcej czytam recenzji z odsłuchów i relacji tych, co nabyli rzeczone krążki, tym mam co raz większą (niestety) satysfakcję, że cel przedsięwzięcia był jeden i łatwy do przewidzenia – wpuszczenie we wszelkie kanały dystrybucji wydań sygnowanych logiem Columbia/Sony i nic po za tym.

BC_1_zpsf5e1af99Do tłoczenia nowych reedycji winyli użyto tych samych matryc, które zostały wykorzystane przy remasterach z 2006 roku. Świadczą o tym dokładnie te same sygnatury matryc. Jedyną różnicą jest sygnatura  tłoczni, którą tym razem była – Music on Vinyl. Widać, że bardzo wytwórnia się spieszyła, bo w 9 miesięcy od przejęcia katalogu zdołał wypuścić albumy sygnowane swoim znaczkiem. Mam tu na myśli również wydania Blu-Spec. Dlatego mimo najszczerszych chęci i przy dużej dawce dobrej woli, jeżeli ktokolwiek jeszcze się wahał, to teraz może sobie darować. Lepiej odłożyć trochę więcej i poszukać pierwszych remasterów z 2006 w formacie SACD lub pierwszych wydań winyli lub CD. Może drożej, ale na pewno pieniądze lepiej ulokowane i mądrzej.

Oczywiście sugestia ta jest kierowana do tych, co kupują płyty, bo jeżeli czytając powyższe słowa mierzysz swoją dyskografię w gigabajtach, to cały ten wpis jest raczej z gruntu abstrakcyjny.

Na koniec dwie stare ale zawsze warte poczytania recenzje z odsłuchów katalogu depeche MODE w formatach SACD i tej samej reedycji na winylach. Teksty wklejam na serwisem High Fidelity.

Ten wpis powstał na bazie wpisu z serwisu High Fidelity, przy wsparciu ze strony ToM’a.

13 wiosen

Będzie krótko, 13 lat temu MODEontheROAD zaistniało w sieci. Jeszcze parę lat i będę mógł dodawać dopisek „najstarszy serwis o depeche MODE w Polsce„. 😉

13 lat temu świat fanowski był papierowy w kolorze czarno-białym, potem przyszły strony WWW, a obecnie i one powoli zamierają. Kiedyś był fanzine [SHAME], teraz jest MODE2Joy. Kiedyś był inny adres, inny powód istnienia… Nawyki i kanały komunikacji się zmieniają.

MOTR_01Faktycznie MOTR istniało od marca 2001, ale tak na prawdę od maja dopiero mogę powiedzieć, że przypominało to stronę WWW, wcześniej ścieżkę do serwisu znało tylko kilka osób.

Wersja nr 1.00 – 1.xx istniała w 2001-2002. Wersja 2.00 – 2.xx do końca 2002. Nie byłem zadowolony z wyglądu i postanowiłem wtedy zbudować na nowo serwis. Wersja 3.00 – 3.xx pojawiła się z początkiem 2003 i istniała do czasu zamknięcia strony w 2005 roku. Od 2009 do dziś istnieje wersja 4 z kolejnymi numerkami po kropce. Pewnie przyszedł już czas na odświeżenie, ale brak czasu i siły skutecznie hamuje chęci.

Jak wyglądały poprzednie wersje MOTR możecie zobaczyć klikając na TEN LINK.

Z robotem nie wygrasz?… rzecz o kupowaniu biletów

Robiłem ostatnio porządki w linkach, które zapisuje sobie na później do wykorzystania przy pisaniu kolejnych tekstów i odkopałem trochę starszy tekst z technologie.gazeta.pl. Tekst powstał w środku zawieruchy, jaką była Delta Machine Tour i wtedy nie miałem głowy do zajmowania się tą materią, choć paradoksalnie to właśnie wtedy był najlepszy moment na ten tekst. W końcu kupowaliśmy bilety Warszawę 2014.07.25.

W żartach stojąc pod halą często pada taki tekst (tuż przed otwarciem bramek), że kolegami to my będziemy pod sceną teraz jest wyścig ;-). Podobnie ma się często sytuacja przy starcie zakupów biletów. Wszyscy złorzeczą, że setki razy wywala ze strony operatora biletów, że serwery przeciążone, ale wszyscy wiemy, że w tym czasie Ty i Twoi znajomi z kraju i ze świata powodujemy właśnie ten tłok. Nie mniej nikt nie odpuszcza i każdy twardo siedzi :-).

Takie myślenie jest najpowszechniejsze. Tym czasem to może być błędne myślenie. Oczywiście ludzie powodują przeciążenie serwerów (tzw DDoS), ale co raz częściej swoje 50 groszy dokładają boty pracujące na potrzeby redystrybutorów biletów. W Polsce taki proceder jest zakazany, ale już za zachodnią granicą, a szczególnie w USA, jest to najnormalniejszy w świecie biznes i często jedyna możliwość nabycia biletów na koncert gwiazd sceny.

PTL931108-T9Efektem tego są upierdliwe systemy utrudniające życie przy zakupie biletów na koncerty. Nie jest to tylko amerykańska przypadłość. W Europie tam, gdzie działa, pieszczotliwie nazywany przez amerykanów ticketbastard, takie właśnie systemy zabezpieczeń się pojawiają. Mowa tu np o – Completely Automated Public Turing test to tell Computers and Humans Apart – czyli potocznie nazywane CAPTCHA.

Ten system blokowania dostępu przed botami jest jednocześnie znienawidzonym systemem przez ludzi, o czym przekonali się ostatnio użytkownicy dostawcy internetu od Areo.

Bot jest niezmiernie szybki. Jak wynika z badań Carnahana najbardziej zaawansowane systemy próbują kupić bilet na impresy sześćset razy częściej niż ludzie.

Można przeczytać w tekście na gazeta.pl. Prawda jest taka, że autoryzowani dystrybutorzy biletów w ten sposób chcą walczyć z drugim obiegiem, który jest nie po myśli tychże. W Polsce udało się to zrobić po przez wprowadzenie do polskiego prawa zakazu redystrybucji i odsprzedaży biletów, o czym boleśnie przekonali się wszyscy, którzy wystawiali bilety na systemach aukcyjnych, a potem dowiadywali się sami, albo Ci, co kupili od nich, że bilet został anulowany przez dystrybutora. Wszystko przez niezakrycie numerów seryjnych biletu.

Dystrybutorzy bardzo nie lubią jak robi im się konkurencję, a drugi obieg jest tego przykładem. O godzeniu w swobodę działalności (wolności) gospodarczej nie będę tu już wchodził, nie mniej sposób regulacji tego procederu z której strony by nie patrzeć jest dyskusyjny. W krajach, gdzie takiej praktyki nie ma lub traktuje się to jako normalną część biznesu wprowadza się ograniczenia na poziomie systemów zakupu biletów.

Efektem tego jest utrudnianie zakupu normalnym nabywcom. Kto miał okazję kupować bilety na koncerty np na francuskie koncerty depeche MODE, ten wie o czym mowa. Liczba wpisanych kodów „kapcia” szła w dziesiątki. Nie dość, że wyścig z czasem, innymi fanami, to jeszcze sam operator robił wszystko, aby utrudnić te zakupy.

Cały tekst: Brakuje biletów na koncert? Powodem wcale nie muszą być fani.

Powrót na utarty szlak

Po wysypce epistolografii potrasowej zamykającej zakończoną w lutym trasę musiałem dać sobie chwilę oddechu i odstawić na bok bloga. Nie oznacza, że poszedłem na odwyk czy coś, nic z tego… wszystko to po to, aby teraz powrócić na utarty szlak z przed października 2013. Ogłosiłem wtedy, że blog, strona i fanpejdże przechodzą w stan ciągłej obsługi trasy. Z tą ciągłością różnie bywało, ale obecnie powracam do statusu z przed okresu trasy Delta Machine, gdy było cicho, spokojnie, a teksty powstawały bez pośpiechu i biegunki newsowej.

Z resztą pewną senność widać w całym świecie depeche MODE, wszędzie na forach spadło natężenie ruchu, zespół spędza czas na wydawaniu zarobionej kasy w restauracjach i pewnie, gdyby nie zloty i zapowiedziane na jesień wydanie koncertowego wideo, to właściwie do czasu objawienia projektów solowych można by o Trójce z Basildon zapomnieć.

No dobra, a co to będzie oznaczać dla czytających bloga? Przede wszystkim powrót do archeologi koncertowej depeche MODE, tej bliższej i tej dalszej. Może w końcu doczekacie się opublikowania tekstu o bootlegach. Parę lat temu opublikowałem dwa teksty na temat SoundBoardów i IEM’ów, ale o klasycznych bootach tekst się nie pojawił do tej pory. Ten tekst to locha i sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to tak rozległy temat.

tumblr_m208vgzlgS1qi7k1fo1_500.jpgNa pewno pojawią się kolejne teksty o logistyce trasowej polskich koncertów depeche MODE oraz kolejne teksty o firmach pracujących dla depeche MODE sp. z o.o. na potrzeby tras koncertowych. Pierwsze takie teksty powstały o StageCo i o bufetowych.

Szykuję również tekst z cyklu Internet w służbie depesza i spróbuję pokazać jak fani depeche MODE korzystają z netu na świecie, w Polsce, w Łodzi, Małkini i okolicach. Parę ciekawych wniosków będzie można wyciągnąć (nie to, że jest w depeszach w Internecie coś specjalnego).

Żeby nie było, że tak tylko odpoczywałem od depeche MODE, czy też jeździłem na koncerty innych kapel, to powiem, że na MODEontheROAD pojawiły się wszystkie znane i udokumentowane setlisty z Devotional Tour. O problemach z opisem tej trasy wspominałem na końcu zestawienia TOP20, więc nie będę się teraz rozwodził. Dodam tylko, że oprócz setlist pojawiły się w opracowaniach opisy i lokalizacje hal, a w części amerykańskiej dokładne godziny startu każdego koncertu na Devotional Tour. Przykład tak opisanego koncertu.

Ponieważ posiadam już spore zbiory różnych opracowań oficjalnych, więc możecie się spodziewać, że MODEontheROAD będzie co raz bogatsze w specyfikacje obiektów i koncertów oraz hotele, gdzie zespół stacjonował.

World-in-My-Eyes-depeche-mode-14990439-500-375Tradycyjnie z okazji różnych rocznic będę popełniał kolejne teksty. Trasa ma to do siebie, że zawiesza wiele projektów, które gdzieś tam się działy. Trasa to taki rodzaj karnawału między okresami postu, który to znowu fani starają się wypełnić własną twórczością. Z pewnością wróci temat wydania odświeżonej wersji koncertu depeche MODE z Warszawy we wrześniu 2001. Trwają walki (bo o pracy to tu jeszcze trudno mówić) o zapis koncertu z Warszawy z lipca 1985. Mam tu na myśli zarówno format audio, jak i wideo.

No i wywiady… to jest temat, który w tym roku chcę również pociągnąć dalej… zobaczymy co z tego wyjdzie, jest kilka na tapecie.

A maj to taki szczególny miesiąc, gdy MotR świętuje urodziny…

Pożegnanie z Delta Machine.

O Benie Hillierze, zakończonej trasie, bo mnie naszło coś jeszcze i wróżby z gwiazd na temat przyszłości. To będzie….

Zakończyła się era Bena Hilliera. Kolo nie będzie już produkował kolejnych albumów depeche MODE. Wszystko na razie wskazuje, że producentem lub inżynierem dźwięku kolejnej płyty (płyt) będzie Christoffer Berg. Zakończenie współpracy z Benem oznacza również zakończenie współpracy z 140dB, co jest o tyle istotne, że w tej samej stajni co Ben Hillier jest również Flood i marzenia o kolejnej płycie wyprodukowanej przez niego, jako częściowej recepty na powrót do tzw. starego depeche MODE należy schować na razie do głębokiej szuflady. Oczywiście pewnie znowu może się pojawić jakieś zleconko na wykonanie remixu (jak to było w 2001), ale na więcej nie liczyłbym. Z resztą remix Flooda w 2001 był pierwszym zwiastunem przyszłej współpracy z 140dB. To bym postrzegał jako początek.

1210_mastering

Każdy ma swoją ocenę trylogii Hilliera i każdy będzie po swojemu tasował Plaing The Angel, Sounds Of The Universe i Delta Machine. Mamy w historii depeche MODE trylogię Gareth’a Jones’aContruction Time Again, Some Great Reward, Black Celebration (tak, pamiętam też o jego wkładzie do Ultra i Exciter) Szkoda, że nie doczekamy się trylogii Flooda. Może w przyszłości. Ja w każdym razie, do póki Gore and Co. grają, nie tracę nadziei.

Po wyprodukowaniu lochy, jaką był poprzedni tekst przyszło mi do głowy, że nie napisałem za wiele o Ameryce Północnej i jej rynku muzycznym. Dlatego wracając myślami do zakończonej trasy ciężko się nie oprzeć wrażeniu, że w Ameryce Północnej zespół ma co raz mniej do szukania. Z trasy na trasę gra co raz mniej i mimo lamentu tych nielicznych fanów z miast gdzie nie dotarli, fanbase zespołu będzie się kurczyć. Nie inwestują, bo za mało chętnych, za mało chętnych bo nie inwestują. W przyszłości czekać będą Północnych-Amerykańskich fanów wybrane koncerty w NY, Kalifornii i coś w Kanadzie. To właściwie tyle. Dlatego tym bardziej dziwi takie traktowanie Ameryki Południowej. Być może w Europie aspirują do bycia w pierwszej lidze, ale w USA dawno już nie są i stoją w rzędzie z tymi, co to mówi się o nich z estyma szacunkiem, ale niczego nowego nie wnoszą.

Mimo szumnych zapowiedzi zespół zlał fanów z Południowej Ameryki i nie dotarł do właściwej Azji. Patrząc na kurczące się rynki i zlewanie regionów świata, gdzie są chciani jedynym pewnym miejscem, gdzie zawsze zagrają jest Europa. Szczęściarze 🙂

Nie wiem co planuje Martin, bo od Dave’a słychać pomruki o kolejnych przedsięwzięciach wydawniczo-koncertowych pod szyldem Soulsavers. Ciekawe to będzie przeżycie być na koncertach z Dave’em na wokalu, gdzie nie poleci żaden numer depeche MODE. 🙂 Czas pokaże.

Andy być może pojedzie zarobić parę dołków na djowaniu, no chyba, że poznali się na nim już wszyscy i ze swoim show nie ma się gdzie pojawiać. Zauważyliście, że jego druga „solowa trasa djska” była właściwie tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie nie grał wczesniej? Praktycznie nie pojawił się w krajach z trasy 2004.

Wydawniczo myślę, że końcówka 2015 i 2016, to będzie czas, gdy powinny się pojawić reedycje koncertowych wydawnictw wideo w starych/nowych formatach pod szyldem Sony. Nie to, że coś wiem, ale tego bym oczekiwał. Mam nadzieję, że wytwórnia sypnie dodatkami, a i zespół udzieli na tę okoliczność kilku słów. Poczekamy zobaczymy…

Reedycja katalogu depeche MODE.

Nie wiem ilu z Was po przeczytaniu news’a na temat reedycji winylowych albumów depeche MODE wzruszyło ramionami lub najzwyczajniej w świecie zadało sobie krótkie pytanie „ale po co?” W sumie można by przejść do porządku dziennego nad tym faktem, w końcu to nie pierwszy raz, gdy płyty depeche MODE są wydawane po raz kolejny i po raz kolejny. Zmienia się tylko wydawca, albo posiadacz praw.


To teraz mały test na spostrzegawczość i zrozumienie. Przyjrzyjcie się tym zdjęciom (można klikać):

PIC000031

To są fotki strzelone tzw wyspom w dniu premiery Delta Machine. Co widzi Fan? Fan zobaczy na tej wystawce albumy, koncerty na video i książki o swoim ulubionym zespole. A co widzi pracownik wytwórni? Ktoś pracujący w wytwórni zobaczy na tej wystawce tony materiału wydanego przez EMI i jeden tytuł wydany przez Sony… aaaa i trochę książek od Anakondy i pierdoły od Live Nation. Prawda jest taka, że największym beneficjentem premiery Delta Machine było… EMI, które mogło dzięki temu upłynnić sporo starego towaru.

Właśnie dlatego Columbia/Sony wznowiło albumową dyskografię. Celowo podkreślam, że albumowa, bo na single Sony od dawna kładzie laskę. Aż dziwne, że w Polsce wydane były single z ostatniej płyty. Pierwsze pytanie o singiel Heaven spotkało się z głębokim niezrozumieniem ze strony przedstawiciela Sony. Dopiero wytłumaczenie, że to dla fanów bardzo ważne pozwoliło postawić na półce ten i kolejne placki. Inaczej trzeba by było ciągnąć z towar z Niemiec lub Anglii i paść statystyki tamtych krajów, a nie swojego.

BC_1_zpsf5e1af99Sony już od ubiegłego roku wymienia katalog albumów. Również w Polsce. Kto nie widział reedycji by Sony nie musi gnać do sklepu niczym pensjonariusz przychodni proktologicznej rozchadzający hemoroidy. Uspokajam nie ma tam nic ponad to, co zostało wydane w ramach podobnego projektu pod skrzydłami EMI, czyli tzw remasterów. Podstawowe CD oraz delux DVD+CD. Już nawet nie SACD (notabene autorstwa Sony), które od jakiegoś czasu jest już martwe. Tak na marginesie poszukajcie sobie na aukcjach pozycji z pierwszej serii remasterów, tych z SACD. Niektórzy z Was się zdziwią, jakie ceny osiągają te pozycje i jaki pieniądz trzymacie na półce, a będzie tylko drożej.

i5d7Ale, dla tych, co lubią mieć w kolekcji ciekawostki z dyskografii depeche MODE też coś się znajdzie. Zbieracze powinni raczej zainteresować się wydawnictwami z brazylijskiego oddziału Sony. Jako, że duże Sony jest sponsorem FIFA 2014, to Sony Music z Brazylii umieściło logo FIFA 2014 na płytach depeche MODE. Takie logo umieszcza się na produktach szykowanych do sprzedaży w latach poprzedzających i w roku mistrzostw. W kolejnych latach tak już nie będzie, więc albumy depeche MODE (jak i innych zespołów) sygnowane tym logiem za jakiś czas mogą być poszukiwaną ciekawostką na rynku kolekcjonerskim.

jt9aZ mojego punktu widzenia cała reedycja nie ma kompletnie znaczenia i nie wprowadza mnie stanu wilgoci i drżenia rąk. W 2006 zainwestowałem w komplet płyt SACD, mam zdublowaną dyskografię sygnowaną przez Intercord, czyli pierwsze wydania, więc drogie Sony jeżeli chcielibyście moich pieniędzy to proszę się na prawdę postarać. Jako podpowiedź proponuję doczytać czym jest projekt dMTVArchives, czy Monument. Fani nie mogą dostać wysokiej jakości od oficjalnych wydawców, to biorą sprawy w swoje ręce. Nie wspomnę już o tym, że ani wytwórnia, ani organizator koncertów, ani zespół chyba nie chcą pieniędzy fanów, skoro wolą zostawić fanom nagrywanie koncertów, niż samemu to robić, a potem sprzedawać nam.

Tylko wtedy setlista musiała by być bardziej urozmaicona, a tak można paść lenia w najlepsze.

Zdjęcia reedycji albumów pochodzą z forum depmod.com.

Zmiany, zmiany na Jutjubach

Człowiek się przyzwyczai, poustawia, narobi się, a tu dostaje na emila info, że jak nie ponazywam, nie zdecyduję się, to mi pozamykają to i owo. Wujek Gugiel lubi zmieniać co jakiś czas niektóre elementy swojego ekosystemu. Czując kojący chłód stali na skroni musiałem dokonać kilku istotnych zmian na profilach YouTube. Od dziś nic już nie będzie takie samo, więc śpieszcie się dać suba, bo warto…

Jeżeli poniższe profile są dla Was nowością, to tym bardziej nalegam i mam nadzieję, że dzięki temu będzie Wam lepiej obserwować wiele tematów. Jeżeli znacie te profile, to trzeba się przyzwyczaić, że niektóre z nich są już nie o tym… ale po kolei:

MODEontheROAD:

WWW: MODEontheROAD.pl
FB: facebook.com/MODEontheROAD
G+ google.com/+MODEontheROADcom
YouTube: youtube.com/user/MODEontheROAD
Twitter: twitter.com/MODEontheROAD
SoundCloud: soundcloud.com/MODEontheROAD

Tu jest sprawa prosta i zero zaskoczeń.

_

MODE2Joy:

Blog: MODE2Joy.pl – do tej pory znaliście blog, który czytacie pod trochę dłuższym adresem. Od początku traktowałem go, jako tymczasowy. Oczywiście mając zapisane stare ścieżki nadal traficie na MODE2Joy, ale od teraz sugeruję używać MODE2Joy.pl. I krócej i prościej.

YouTube: MODEToJoy – z tym profilem będzie pewne zamieszanie. Wielu z Was może znać ten profil z czasów, gdy było na nim wiele filmów np z Re-Construction Party, czy też zlotów, imprez, które członkowie RCP organizowali, współorganizowali lub też po prostu się bawili. Teraz ten profil nazywa się MODEToJoy i prawie nie ma na nim filmów. One pojawią się, ale w swoim czasie. Podstawowym zadaniem tego profilu od teraz jest wspieranie bloga MODE2Joy.pl. Więcej szczegółów poniżej…

_

Re-Construction Party:

FB: facebook.com/ReConstructionParty
G+: Re-Construction Party

YouTube: Re-Construction Party – pewnie niektórzy z Was mieli zasubskrybowany adres: https://www.youtube.com/user/OWION, jako ten prowadzący do filmów z RCP i wcześniejszych. Tak już nie jest. Wszystkie klipy z minionych imprez znajdują się obecnie na nowym profilu Re-Construction Party na You Tube. Uporządkowane. Parę jest kompletnie nowych. Np. pojawiły się filmy z pierwszego występu DJ5, oraz kilka filmów jeszcze starszych. W przypadku niektórych nie byłem w stanie ustalić ojcostwa, więc jeżeli ktoś rozpoznaje tam rękę, która kręciła, to poproszę o takowe info. Zamieszczę.

Powstała również specjalna Playlista o nazwie Told By Others, w której zamieściłem wiele znalezionych na YT filmów z minionych imprez. Jeżeli jakieś filmy zostały pominięte, a mogłyby się tam znaleźć, proszę podesłać linka na jeden z profili. Z pewnością dodamy ten klip.

Zapraszam do subskrybowania, lajkowania, plusowania i co tam jeszcze. Tak już zostanie na dłużej. chyba, że google znowu coś nawywija. Zmiany, zmiany, zmiany…

Hanging On Your Words – wywiad

To zadziwiające jak przypadki chodzą po ludziach. Moje drogi z Lilian skrzyżowały się, gdy wspólnie dołączyliśmy do fanowskiego projektu zainicjowanego na Home Forum – przekazywania relacji na żywo z koncertów. Wspólnie zrobiliśmy relacje z Berlina, obu Dusseldorfów i Warszawy. Wtedy nie wiedziałem, że Lilian, to TA Lilian od biografii depeche MODE online na depechemodebiographie.de. Przekonałem się o tym dosyć szybko i potem sprawy potoczyły się już szybko. Początkowo byłem zaskoczony, że wysiłek i książka Lilian praktycznie nie są znane szerzej. Sam od lat korzystam z fragmentów biografii online przy pisaniu niektórych tekstów na blogu. Bardzo szybko postanowiłem wysłać kilka pytań, potem, potem jeszcze klika, potem osobista rozmowa i tak przez przypadek stała się historia. Pierwszy wywiad na blogu MODE2Joy. Zaiste przypadki się zdarzają…

[MODE2Joy]: Zanim zaczniemy rozmawiać o książce, najpierw opowiedz coś o sobie. Jak zaczęła się Twoja przygoda z depeche MODE? Jak stałaś się fanką?

[Lilian]: dM poznałam kiedy byłam dzieckiem. Dostałam wtedy kasetę ze Speak & Spell jako prezent urodzinowy lub na Gwiazdkę w 1981. (Moje urodziny są w listopadzie, dlatego nie pamiętam, które to było ze świąt). Bardzo lubiłam ten zespół, być może dlatego, że moi rodzice ich nie słuchali. 😉 (Dorastałam  w otoczeniu rocka i blues’a lat 70. Leonard Cohen, Donovan, Manfred Mann, ELO…) Potem dotarły do mnie dźwięki Everything Counts, People Are People, ale zainteresowanie zespołem było raczej poniżej średniej. Prawdziwym fanem stałam się z nadejściem Black Celebration i Music for the Masses, choć muszę stwierdzić, że taki Music for the Masses dotarł do mnie znacznie lepiej, gdy po latach na nowo odkrywała depeche MODE. Później śledziłam ich każdy ruch aż do czasów Devotional. Opuściłam zespół wraz z odejściem Alan’a, po prostu uważałam, że to koniec zespołu i wydawało mi się, że nie przetrwają. Również w moim prywatnym życiu wydarzyły się sprawy, które były ważniejsze, niż zespół. Nie byłam zainteresowana poczynaniami zespołu od czasu odejścia Alan’a.

[M2J]: Co było dla Ciebie tym momentem decydującym o staniu się fanem? Koncert, teledysk, piosenka?

[L]: Nadal czuję więź z Music for the Masses, to jest wciąż mój ulubiony album, jak również z Devotional (autorce chodziło o Songs Of Faith And Devotion – przypis M2J). Najwspanialszy koncert, na którym byłam osobiście, to był Manchester w grudniu 1993. To był wspaniały koncert, ale kumpel, który był ze mną na tym koncercie był zszokowany wyglądem Dave’a. W koło tylko powtarzał:  ’On jest na prochach, prawda? On umrze, prawda?’

Oczywiście bardzo ważnym dla mnie momentem było pojawienie się Alana w RAH. Niestety nie było mnie tam wtedy, ale właściwie nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę ich na scenie ponownie.

[M2J]: Czemu zaczęłaś prowadzić stronę WWW na której piszesz biografię zespołu?

[L]: „Powróciłam” do depeche MODE, kiedy zespół wydał utwór Lilian na płycie Playing the Angel w 2005. Nie to, że nie nie lubię tę piosenkę, (podwójne przeczenie ma tu znaczenie), ale byłam ciekawa, co skłoniło zespół, który kiedyś lubiłam, by wydać piosenkę z moim imieniem w tytule.

Odkryłam, że jedną z ciekawszych stron – sacredDM.net*, która oferowała bogaty zbiór artykułów  i informacji prasowych na przestrzeni lat. Zaczęłam ją czytać, jednocześnie chciałam odpowiedzieć sobie na kilka ważnych dla mnie pytań, takich jak: 'Dlaczego Alan na prawdę opuścił zespół?’, ’Dlaczego ten zespół jest tak popularny na świecie, ale jednocześnie jest nie rozumiany, źle interpretowany, a nawet ignorowany przez znakomitą grupę biznesu i prasy muzycznej?’ i ’Jak i dlaczego zespół się zmienił startując z punktu w którym był uznawany przez fanów za kanon, ale nie zważając na krytykę doszedł do punktu w którym jest teraz, gdy wielu fanów nie akceptuje wszystkiego, co obecnie robią i wydają?’…
*link odnosi do archiwum stron WWW, a nie do faktycznej strony.

[M2J]: To ciekawe, że rok 2005 była dla mnie również punktem zwrotnym, w roku tym zamknąłem poprzednią wersję MODEontheROAD website. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem stronę sacredDM.net* pomyślałem sobie, że jest zbyt dobra i może kiedyś zniknąć szczególnie, że nie była za często aktualizowana. Moja pierwsza reakcja była taka, że muszę ją pobrać w całości do mojego archiwum, ponieważ bałem się, że strona za jakiś czas po prostu znikanie. I miałem rację… po paru latach.

[L]: …To, co notowałam najpierw na moje potrzeby wkrótce przekształciło się w długą i bardzo szczegółową biografię depeche MODE. Opowiedziałam o tym znajomym i wielu chciało przeczytać ją. Na początku wysyłałam plik w pdf w email’ach. Z czasem, gdy dostawałam co raz więcej próśb zdecydowałam się stworzyć wersję online.

Personal Jesus
Personal Jesus
[M2J]: Powiedziałaś chwilę temu, że jednym z powodów napisania biografii była próba odpowiedzi na pytanie: 'Czemu Alan odszedł z zespołu?’ Zdaję sobie sprawę, że odpowiedź nie była łatwa, ale z drugiej strony oficjalne stanowisko było również wyrażone całkiem jasno. Tak myślę…

[L]: Moim głównym celem przy pisaniu tej biografii, była odpowiedź na pytanie ’Dlaczego Alan opuścił zespół?’  Alan odpowiadał na to pytanie setki razy, ale zawsze jakoś inaczej. To sprawia, że praktycznie każdy fan ma swoją teorię w tym temacie. Kiedy stworzyłam ankietę, którą umieściłem na depechemodebiographie.de otrzymałam 26 różnych wersji! Niektóre z nich były zorientowane na Alana, niektóre opierały się na domysłach i spekulacjach pochodzących od pozostałych członków zespołu, trzecia grupa to zupełnie inne teorie, przeważnie własne. Nawet ludzie, którzy są blisko zespołu nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Np. Steve Lyon powiedział, że kompletnie nie rozumiał tej decyzji mimo, że Alan powiedział mu o tym dużo wcześniej.

Poskładałam odpowiedzi Alana i sugestie, spekulacje pozostałych członków zespołu, otoczenia i fanów razem próbując dojść do wspólnego mianownika.

Ponieważ odejście Alana było miejscami motywem przewodnim biografii, dlatego cytaty z jego wypowiedzi są obszernie przytaczane. Nie mniej nie jest to książka o odejściu Alana Wildera. Nie jest to też książka o problemach i ’ciemnych stronach’ zespołu. Jestem już zmęczona historiami o problemach narkotykowych, śmierci i tym podobnych historiach. Oczywiście piszę o tym, ale główną kanwą były relacje i ’chemia w zespole’ sama w sobie ze wszystkimi odcieniami.

[M2J]: Po tylu latach z tym zespołem nauczyłem się, że ten zespół ma dwie twarze. Z jednej strony istnieje wersja oficjalna, a nawet pół oficjalna ’ujawniana sekretnie’ publice. Niektóre biografie, które czytałem ’dotarły’ nawet na ten poziom wtajemniczenia. Te historie, to prochy, oficjalna wersja odejścia Alana, alkoholizm, relacje w zespole, ale tylko do pewnego poziomu. Z drugiej strony jest pewnie masa spraw o których nawet Alan nie powie po 18 latach od odejścia. Czasami czytając biografie masz uczucie, że tam mogło być coś więcej, że to nie wszystko, co się oficjalnie mówi, ale nad Tobą jest już tylko szklany sufit. W pewnym sensie Alan nigdy nie opuścił zespołu, on jedynie zaprzestał działalności studyjnej, koncertowej i promocyjnej, choć i tu nie do końca, ale nadal czerpie korzyści… mając udziały w projekcie depeche MODE jako takim.

[M2J]: OK! Teraz masz zamiar wydać biografię w druku. Jak to się stało?

[L]: Byłam o to proszona przez lata. Biografia ta powstała przy współpracy i uwagach ludzi, którzy mieli okazję ja przeczytać wcześniej. Ludzie przysyłali mi wiele uwag i wskazówek od samego początku. Otrzymywałam wsparcie (i nadal otrzymuję) oraz pytań, pomysłów, krytyki, próśb dotyczących biografii i samej strony.

Wielu z nich prosi i prosiło o wersję drukowaną lub e-book – głównie dlatego, że nie lubią czytać tekstu z ekranu komputera.

Wzbraniałam się przed tym przez długi czas. Prowadzić niekomercyjną stronę to jedno, przenieść to do druku i sprzedawać, jest czymś kompletnie innym. Nigdy nie chciałam być jedną z tych osób, które koszą kasę na depeche MODE. Inny powód mojego sprzeciwu, to fakt, że od początku głównym założeniem było prowadzenie strony, którą mogę w każdej chwili zaktualizować.

Z drugiej strony pomysł napisania biografii dorastał we mnie wraz ze wzrostem zainteresowania ze strony czytelników, którzy prosili o wersję drukowaną.

Obecnie jest dużo więcej możliwości publikacji, niż jeszcze parę lat temu. Można wydać książkę, można znacząco ograniczyć koszty, które trzeba ponieść z góry, przez co koszty wejścia z publikacją są o wiele niższe. Dlatego też zdecydowałam się spełnić życzenie o wydaniu biografii drukiem.

Teraz każdy może zdecydować: czy, gdzie i jak czytać biografię – na ekranie komputera, jako e-book, lub jako drukowaną książkę leżąc na sofie.

[M2J]: Nie wydaje Ci się dziwnym, że fani depeche MODE robią tak dużo rzeczy, które normalnie powinny być wydawane przez zespół? Mam tu na myśli projekty typu TV Archives, np. Twoja biografia, ale również mniejsze projekty, jak mulitycamy, katalogowanie i szczegółowe opisywanie wszelkich wydawnictw muzycznych patrz – depmod.com, czy koncertów. Obecnie nawet Alan i webmaster oficjalnej strony korzystają z efektów ich pracy.

[L]: To trudne pytanie. Myślę, że to zależy od stopnia poświęcenia się fanów dla zespołu. Fani robią rzeczy, które sami by chcieliby mieć.

Myślę, że to kwestia stopnia i chęci zaangażowania w sprawy inne niż muzyka. Zespół jest raczej staroświecki w tej materii. Kiedy patrzysz na inne zespoły, to widać o wiele więcej komunikacji z fanami. Ale oni tacy są i być może to jest jeden z powodów, że ich tak lubimy. 😉 Nigdy nie zostaliśmy dopuszczeni do pewnych spraw.

Stripped
Stripped

Zespołowi prawdopodobnie wydaje się, że wydają wystarczająco wiele. Myślę, że to jest kwestia komunikacji. W czym nie są najlepsi. Zamiast reagować na zapotrzebowanie, oni wolą milczeć.

Pewne oczekiwania są zgłaszane przez fanów dosyć regularnie, jak ten dotyczący wideo z World Violation Tour. Czemu po prostu nie powiedzą: ’Nie mamy wystarczająco materiału.’, albo jeśli jest dobrej jakości materiał można pracować na nim z zapowiedzią, ’Kiedyś wydamy ten koncert.’

Próbowałam doprowadzić do uzyskania wywiadów z członkami zespołu… bez reakcji. Nie wydaje mi się, żeby to było wielce trudne, żeby napisać krótką notkę, że zespół nie jest zainteresowany, czy coś w tym stylu. Kiedy rozmawiałam z kimś z wytwórni lub managemantu, na początku wszyscy wyrażali entuzjazm i chęć pomocy, ale potem po rozmowie z zespołem moi rozmówcy nabierali wody w usta, jakby mieli rozkaz nie rozmawiać ze mną. Czemu nie powiedzą, od razu ’Nie lubimy Twojego projektu. Powiedz jej, że nie jesteśmy zainteresowanie’? Oszczędziłoby mi to sporo czasu ponieważ brak odpowiedzi jest wieloznaczny, podczas gdy proste ’no, thanks’ mówi Ci tylko tyle ile potrzebujesz wiedzieć.

Dlatego będą tylko wywiady z Alanem, Garethem Jonesem i Stevem Lyonem.

[M2J]: Trzymając w ręku wersję testową, ciężko nie ustrzec się uczucia, że ksiażka jest napakowana detalami i widać w niej Twoje zaangażowanie. Miałaś jakieś inne problemy przy pisaniu książki, po za dotarciem do członków zespołu? Która część historii zespołu była dla Ciebie najtrudniejsza?

Cały projekt przeszedł przez wiele faz, w przeciągu 8 lat. Niektóre z nich były bardzo intensywne i wyczerpujące. Pierwszy szkic biografii, każda radykalna zmiana struktury, wersja angielska, ale również budowanie strony, itd. Stworzenie wersji drukowanej to zupełnie coś innego inny etap. To był bardzo wyczerpujący proces. Stawiałam sobie terminy ostateczne. Trzeba tak robić, bo inaczej nigdy nie skończysz tak wielkiego i rozbudowanego projektu kiedy wydaje Ci się, że masz nieskończenie dużo czasu na to. Głównym problemem byli angielscy redaktorzy książki, którzy pojawiali się i odchodzili w otchłani, problemy techniczne, trzymanie samodyscypliny (choć myślę, że jestem zdyscyplinowaną osobą) i nie bycie perfekcjonistką i ’control freak’ (jaką mam tendencje do bycia). ;))

Mając na uwadze cały projekt ciężko jest powiedzieć, jaki był ten najbardziej wymagał poświęcenia, najbardziej denerwujący lub też coś nie grało. Mój fotograf okładki i ilustracji mówi, że najbardziej zniecierpliwiona byłam przy układaniu spisu treści i przy ciągłym ładowaniu treści w CreateSpace* po odkryciu kolejnego błędu lub technicznego problemu. ;))
* platforma do samodzielnego tworzenia i wydawania książek.

Picture 9 - The graph on the wall tells the story_
Picture 9 – The graph on the wall tells the story.
[M2J]: Wielu fanów tworzy swoje biografie depeche MODE na użytek własny. Co zadziało się takiego, że Twoja akurat ujrzy światło dzienne?

[L]: To była ’krótka piłka’, nigdy nie zabiegałam o popularność, bycie drukowaną, czy co tam jeszcze. To narastało i narastało, głównie za sprawą ludzi, którzy prosili i prosili, ale kiedy zdecydowałam się to poszło wszystko bardzo sprawnie, aby udostępnić projekt jak najszerszej grupie ludzi w możliwie wielu formatach.

[M2J]: W jak wielu językach zostanie wydana książka?

[L]: Wersja oryginalna będzie po niemiecku. I znowu na życzenie zagranicznych czytelników pojawi się wersja angielska. Strona po angielsku również była stworzona dopiero po wielu latach. Inne języki nie są planowane, ale kto wie. 😉

[M2J]: Nie jesteś rodowitą angielką. Czy miałaś jakieś problemy, jakieś wsparcie pisząc angielską wersję?

[L]: Było zadziwiająco trudno znaleźć kogoś, kto pomoże redagować angielską wersję. Chciałam zatrudnić brytyjskiego tubylca, ponieważ najważniejsza sprawa, aby książka po angielsku była tak samo autentyczna, jak po niemiecku. Mój angielski nie jest zły, żeby nie napisać poprawnie zdań, ale ten tekst nie będzie autentyczny, a przynajmniej nie jak ’native speaker’ by to napisał. Zajęło mi to chwilę, by znaleźć kogoś takiego. Niestety nie mógł edytować całego tekstu, ale zajął się przynajmniej najważniejszymi częściami książki. Dlatego prawdopodobnie znajdą się jakieś dziwnie zbudowane zdania, to tu, to tam, ale jak już powiedziała nie chciałam wyjść na kogoś, kto przekontrolowuje wszystko. 😉

[M2J]: Gdyby ktoś przyszedł i zapytał Ciebie – 'Hey chiałabym/chciałbym wydać biografię Twojego autora w moim języku, w twardej oprawie.’ Co byś powiedziała?

[L]: Jeśli on, czy ona podejmie się tłumaczenia i weźmie na siebie wysiłek i koszty przedsięwzięcia, to możemy o tym porozmawiać. 😉

[M2J]: Twoja biografia depeche MODE jest jedną z wielu biografii, jakie ukazały się ostatnio na rynku. NIE OBAWIASZ SIĘ, ŻE WCZEŚNIEJ, DOJDZIEMY DO SYTUACJI, JAKA MIAŁA MIEJSCE PARĘ LAT TEMU Z TRIBUTE ALBUMAMI. Biegunka tego formatu sprawiła, że obecnie nikt już nie zwraca uwagi na kolejne pozycje nagrywane nawet przez najbardziej oddanych fanów.

[L]: Tak, obawiam się tego, jest wiele pozycji na rynku. Nie mniej moje stanowisko było zawsze jasne – nigdy nie robiłam tego dla pieniędzy, ani dla popularności.

Wybrałam Amazon, aby opublikować książkę ponieważ nie żądają żadnych płatności z góry. Również dlatego, że proces zamawiania, płatności, wysyłki w każdej części świata jest bardzo prosty. Nie ma żadnego ryzyka. Jestem w stanie zaoferować ludziom to, o co prosili bez bycia na musiku, wypełniania targetów i stawiania się w roli komiwojażera.

[M2J]: Jak podoba Ci się Delta Machine Tour?

[L]: Nie byłam jeszcze na żadnym koncercie osobiście, ale publikując SMS od fanów, którzy byli na koncertach, oglądając klipy na sieci i przekazy na żywo, muszę przyznać, ze trasa jest dużo lepsza od poprzednich. Być może najlepsza od czasu Devotional!

Death's Door
Death’s Door
[M2J]: Jesteś bardziej fanką studyjnej twórczości depeche MODE, czy koncertowej?

[L]: Wiesz… Jestem zdecydowanie jedną z tych fanek ze ’starej szkoły, która chce powrotu Alana do zespołu’. 😀 Lubię większość z tego, co robili w okresie od 1983 do 1993, włączając w to fantastyczne wersje koncertowe z Exotic Tour (i żałuję, że nie wydano do tej pory wideo z World Violation Tour). Mam natomiast sporo problemów z materiałem wydanym po odejściu Alana. Nie powalają mnie niektóre nowe aranżacje starych klasyków. Dlatego bardziej jestem słuchaczką płyt i nadal bardziej preferuję Black Celebration, Music for the Masses, Violator oraz SOFAD, nad inne tytuły od depeche MODE.

[M2J]: No dobra powoli kończymy. Na koniec przypomnij czytelnikom MODE2Joy gdzie i jak wejść w posiadanie Twojej biografii depeche MODE, pomijając oczywiście stronę WWW?

[L]: W tej chwili wersja drukowana + E-book są dostępne jedynie przez Amazon. Wersja angielska na Amazon.com. Można oczywiście zamówić w Europie po angielsku i niemiecku z każdego europejskiego sklepu Amazonu i.e. Amazon.de.

Gdyby się zdarzyło tak, że pojawiły by się zapytania od fanów z konkretnego kraju o stworzenie wersji lokalnej, w której np Amazon nie jest popularny możemy pomyśleć o dodatkowej dystrybucji. Ten projekt nabierał kształtów z czytelnikami i poprzez czytelników. Dlatego wszystko jest możliwe – aktualizacje, specjalne edycje, wersje w kolejnych językach, kalendarze ze zdjęciami z książek… albo nic z tych rzeczy. Wszystko zależy od zainteresowania. Być może to czyni całe to przedsięwzięcie specjalnym, że nic nie było zaplanowane. Wszystko opierało się na zasadzie ’Chciałabym…’ 😉

[M2J]: Dziękuję Ci Lilian za rozmowę i powodzenia z Twoją biografią depeche MODE.

_

[M2J]: P.S. Na koniec należy Wam się jedno wyjaśnienie. Jak to możliwe, że ktoś, kto prowadzi bloga, stronę www, swój pamiętnik, czy coś jeszcze innego wydaje książkę bez potrzeby pośredników typu wydawnictwa, księgarnie itp. Wszystko zasadza się na modnym od lat skrócie DIY – Do It Yourself (Zrób To Sam).

Tak, jak od lat muzycy aby nagrać demo, a nawet płytę nie potrzebują studia nagraniowego, tylko robią to we własnym domu, a potem zakładają własne wytwórnie (fizycznie) lub netlabele i dystrybuują muzykę tylko po sieci pojawiając się w Amazonie, iTunes lub sprzedając z własnej strony WWW, tak też od jakiego czasu dzieje się z pisarzami. Self publishing rośnie w siłę, a serwisy pokroju Amazon umożliwiają to. Dzięki temu można wydać swoją twórczość, po spełnieniu kilku warunków, za stosunkowo niewielkie pieniądze. Dużo mniejsze, niż koszty wydawnicze, jakie ponosi wydawnictwo, które miałoby wydać tę samą książkę drukiem. Cyfrowa dystrybucja jest osiągalna 24h na dobę. Zadziwiające jest, że wersje drukowane też drukowane są na życzenie, zgodnie z zapotrzebowaniem kupujących. Książki nie zalegają w magazynach. Piszący będąc jednocześnie twórcą i tworzywem może dystrybuować swój tytuł lokalnie ze strony WWW lub przez sklep za rogiem. Ciekawych czasów dożyliśmy, a Amazon niedługo wchodzi do Polski.

Przeczytajcie również wywiad, jaki udzielili mi autorzy książki MONUMENT.

Hanging on Your Words – the interview

It’s amazing, how the accident rules the world. My paths crossed with Lilian, when we joined the 'Setlist Relay Project’ at Home Forum. We did common relays in Berlin, both Dusseldorf’s and Warsaw. At that time I still didn’t know that Lilian is that Lilian who writes the depeche MODE’s online biography at depechemodebiographie.de. I have learnt this very fast and then the story went quite fast. I was surpirsed, that nobody heart about Lilians’ effort and book. Very quickly I’ve decided to send her few questions… oh btw and we’ve made a history by accident. First ever interview at MODE2Joy blog. Accidents happen…

[MODE2Joy]: How did everything start? How did you become the depeche MODE fan?

[Lilian]: I got to know dM when I was a child and was given a cassette of Speak & Spell as a birthday or Christmas present in 1981. (My birthday is in November, so I can’t remember whether it was birthday or Christmas.) I liked them a while because it was music my parents weren’t listen to. 😉 (I grew up with 1970s Rock, Blues and stuff like that, Leonard Cohen, Donovan, Manfred Mann, ELO…) I noticed what they were doing afterwards, Everything Counts, People Are People, but the interest was low in the average. I became a real fan with Black Celebration and Music for the Masses, although I’ve to say that I understood Music for the Masses much better when re-discovering them later. And I followed them along until Devotional. I left them with Alan, didn’t think they would “survive”, and there were many essential things in my personal life at the time that were more important than a band. I was completely away from them for a long time, didn’t notice what they were doing after Alan had left the band.

[M2J]: What was your depeche MODE moment? Song, clip, concert?

[L]: I still feel connected with Music for the Masses, its still my favorite album of theirs, and with Devotional as well. The most impressive concert I’d been to myself was in Manchester, England, in December 1993. It was a great concert, but the lad who was with me was shocked by Dave’s appearance. When we went home he kept saying, ’He’s on drugs, isn’t he? He’s gonna die, isn’t he?

A great moment, of course, was Alan’s appearance at the RAH. Unfortunately, I wasn’t there personally, but I never thought it would happen to see them together on a stage again.

[M2J]: What pushed you to start the website and to run the online biography?

[L]: I ’came back’ to them when they released the song Lilian on their album Playing the Angel in 2005. Not that I liked the song that much, (the opposite is the case), but I had got curious about what had happened to this band I used to like, who had now released a song with my name as the title.

I discovered the now no longer functional website sacredDM.net* that offered a large collection of articles about the band through the years. I started to read them and tried to find answers to questions like, ’Why did Alan really leave the band?’, ’Why is this band popular with a large group of people, but is nevertheless misinterpreted, misunderstood or even ignored by large sections of the general music business?’, and ’How and why did the band change from a certain point onwards, without being bothered by the fact that some of their more critical fans don’t like everything they are doing and releasing today?’…

[M2J]: That’s funny, but same year as you started I closed my first MODEontheROAD website and quit trading concerts. When I first saw sacredDM.net* it was obvious for me, that this website was fully loaded  of plenty of depeche MODE goodies. My first impression was to download whole website to my archives, because I was afraid, that sacredDM.net* will disappear. I was right… after few years.
*(links are not to the live working website but to the 'waybackmachine’ museum)

[L]: …What I had noted down for my own interest soon developed into a very long, detailed biography. I told some people about it, and they wanted to read it. At first, I sent the file, attached to E-mails. But when I got more and more requests I decided to publish it on a website, so I wouldn’t be bothered by requests about sending the file.

Personal Jesus
Personal Jesus
[M2J]: You said few minutes ago, that one of your main factors to write the biography was to answer the question: 'Why Alan did left the band?’ I know that the answer wasn’t easy but official statement was quite clear. I think…

[L]: My main interest to write the biography was to find an answer to the question why Alan had left the band. Alan answered the question hundreds of times but always a bit different. That seems to lead to that almost every dM-fan has its own theory about it. When I asked this question in the fan survey that I carried out for depechemodebiographie.de I got 26 different answers! Some of them were orientated by things Alan said, some were orientated by rumours or suggestions by the remaining band members, some were own theories. Not even people who are close to him are sure about. So Steve Lyon said that he didn’t understand why Alan left although Alan told him much earlier.

I put Alan’s answers, suggestions of the remaining band members, and theories of fans together, trying to draw a conclusion.

As Alan’s leaving was a kind of leitmotif for this biography he is prominently mentioned, but it’s not a Alan Wilder biography, and it’s not all about problems, or the „dark sides” of the band. I’m tired of the drug stories. They are mentioned of course, but my main interest was the „band chemistry” itself with all their different facets.

[M2J]: After so many years I have learnt that this band has 2 faces, on one hand official versions or even some semi official versions and I think some biographies, which I did read in the past, reached that level. There are stories like drug addiction, official version of Alan leaving, alcoholism, relations between the members, but only on some certain level. On the other hand plenty of things which even Alan won’t tell you even after 18 years. Sometimes you have a feeling that there were something more or different but you are not able to find out what it is… in some cases Alan never left the band he only stopped studio, live and commercial activity, but he is still… benefits, shareholding depeche MODE project in general.

[M2J]: OK! Now you are about to release the biography in print. How did it happen?

[L]: I was asked about it several times. This biography is strongly influenced by the people who read it. People sent in a lot of feedback right from the start. I received (and still receive) many e-mails with questions, ideas, criticisms, requests – concerning the biography itself and regarding the layout of the website.

And there were many people asking for a print edition or an E-book edition because they didn’t like reading so much text on a computer screen.

I had refused to do so for a long time. To run a non-commercial website is one thing, to have it in print and sell it is something completely different. I didn’t want to be one of those people who make money with the name depeche MODE. Another reason for being against it was that the concept had always been to run a website you could update every day if necessary.

On the other hand, this biography has grown by the interest and suggestions of the readers, and they had asked for a print edition.

Nowadays there are a lot more possibilities to publish something than a few years back. It’s possible to publish a book without lots of payments in advance, so I decided to fulfil this wish.

Now everyone can decide if, where and how to read it – on a computer screen, on an E-book reader or as a printed book on their sofa.

[M2J]: Do you think odd that, fans of depeche MODE are doing a lot of things which should come from the band. I’m talking about TV Archives project? Your biography? But also many small projects like mulitcams from almost every concert, cataloging every record vide depmod.com. Now even Alan and webmaster of the official site is using theirs output.

[L]: This is a difficult question. I think it depends a lot on the devotion of the fans. They are doing stuff they would like to have, they are interested in.

I think it’s a question of being connected. The band is quite old-fashioned at that point. When you look at other bands, there’s much more communication with the fans. But that’s how they are, and maybe it’s a reason why we like them so much. 😉 You never get closer to some certain points.

Stripped
Stripped

The band probably also thinks that they are releasing enough. I think it’s a question of communication. They are quite bad at that point. Instead of reacting on requests they prefer to say nothing.

There are requests which repeat regularly, like the one for a DVD of Worldviolation. Why not saying, ’There isn’t any good material’., or if there’s material you can work with saying, ’There will be a release some day?

I tried to get interviews with the band. They didn’t react on any requests. I don’t think it would have been difficult to ask someone of the record company to write a short notice that they aren’t interested in. Whoever I talked to from record company or management was excited first and willing to help but then, after they had talked to the band, turned silent, as if they were told not to communicate with me. Why not saying, ’We don’t like that project. Tell her, we are not interested.’? It would have saved a lot of time because no answer can mean a lot while a ’no, thanks’ tells you everything you need to know.

So there are only interviews with Alan, Gareth Jones and Steve Lyon.

[M2J]: Holding the test print book in my hands it’s hard to pass away the feeling that this is very intensive and full of information and effort book. Did you have any other problems apart no answers from band members or some band crew? Which part was the most difficult to you?

The whole project went through many different phases over the years. And some of them were quite extensive and exhausting. The basic biography itself, and every radical change of it, the English version, but also creating the website, etc. The print edition was another phase. It was an exhausting project in itself. I set myself a deadline. You have to because you will never get ready with such a big project when you think you have all the time in the world. The main problems were English editors, who disappeared out the blue, technical issues, keeping self-discipline (although I think I’m quite disciplined), and not being a total perfectionist and control freak (which I tend to be. ;))

Considering the whole project it’s difficult to say which were the moments of most effort or most anger at something which didn’t work. The photographer of the cover photos and pictures for the interior says I was most impatient at the subject index, and at uploading the interior hundreds of times at CreateSpace after discovering another mistake, or a technical issue. ;))

Picture 9 - The graph on the wall tells the story_
Picture 9 – The graph on the wall tells the story_
[M2J]: Many fans are doing bio’s of depeche MODE for theirs internal needs. What happened that your one will see the light of the day?

[L]: It was a “fast-selling item”, never meant to be popular, printed or whatever. It has just become bigger and bigger because people kept asking about topics, ways to read and other stuff.

[M2J]: How many language versions will you issue?

[L]: The original version is in German. Again, on requests of readers the international version in English was done after some years. Other languages aren’t planned yet, but you never know. 😉

[M2J]: You are not native speaker of English. Did you have any support in English during writing process?

[L]: It was astonishingly difficult to find an English editor. I wanted a British native speaker because the main point was to get it authentic. My English is not so bad that I wouldn’t be able to get a text right (after reading it a hundreds of times), but it won’t be authentic, not like a native speaker would write it. But it took a while to find someone. Unfortunately, he couldn’t edit the whole text but the most important passages at least. So probably there will be a few odd sentences here and there, but that’s what I meant with – don’t be such a control freak. 😉

[M2J]: If somebody would come and say. Hey I’d like issue your bio as hardcover book in my language? What would you say?

[L]: If she/he translates it and takes the costs and efforts of doing it, we can talk about it. 😉

[M2J]: Your bio of depeche MODE is one of many biographies released recently. Don’t you afraid that sooner or later we will come to the same situation like with tribute albums in the past. Over production of this format was that big, that now nobody cares about next tribute projects.

[L]: I’m aware of that there are many other biographies on the market. But my point was never to make money with it or to get popular or whatever.

I chose Amazon to publish the service editions because there aren’t any payments in advance and because the ordering, payment and shipping process in all parts of the world are easy to deal with. So there aren’t any risks. I’m able to offer what people asked for without being in a position to HAVE to sell something.

[M2J]: How do you find The Delta Machine Tour?

[L]: I haven’t been to a concert of this tour myself, but when doing relays for Home forum and talking to other fans and watching some videos and livestreams, I have to notice that this tour is much better than the last ones. Maybe their best since Devotional!

Death's Door
Death’s Door
[M2J]: Are you the fan of studio or live aspect of depeche MODE activity?

[L]: Well, I’m definitely one of the ’old timers who want Alan back.’ 😀 I like most of what they did between 1983 and 1993, including the fantastic live versions of the Exotic Tour (and I wish there would be a good release of World Violation Video), but I’ve some difficulties with some stuff they did and released after Alan’s leaving. I’m not very keen on some of the new live versions of old songs. So I’m more an album listener, and I still prefer Black Celebration, Music for the Masses, Violator and SOFAD, ahead of any other albums.

[M2J]: Please tell the readers of MODE2Joy blog, how they can grab your biography of depeche MODE, and where, apart from your website?

[L]: At the moment print and E-book editions are only available via Amazon. International version in English at Amazon.com. It’s also possible to order in Euro from every Amazon European shop. i.e. Amazon.de.

If there were lots of requests from readers from certain countries in which Amazon isn’t popular, we might think about an expanded distribution. This project has grown with and through its readers. So anything could happen – updates, special editions, editions in further languages, a calendar with pictures from the book … or nothing at all. It’s just a question of interest. Maybe this is the most special about this project – nothing was ever planned. It’s a „I would like to …”-project. 😉

[M2J]: Thank you Lilian and good luck with your biography of depeche MODE.

Please read my another interview with authors of MONUMENT bio.

depeche MODE sp. z o.o. [akualizacja]

To że depeche MODE to produkt firmy (firm) to nic odkrywczego. Nie dostrzegać tego faktu może jedynie ślepy fanboy. Za tym zespołem stała zawsze chorda firm powiązanych kapitałowo z członkami zespołu. Nie jest to żadna odkrywcza konstatacja, tak działają wszystkie zespoły i artyści. Jak wynajmowaliście zespół na wesele, studniówkę, czy inna uroczystość, to przeważnie też płaciliście firmie, której produktem był zespół i muzyka grana przez nich. depeche MODE nie odbiega od tego schematu. Co może być zaskoczeniem dla Was, to stopień skomplikowania tego, co jest w tzw tle.

Wszystkie firmy, jakie członkowie zespołu i ludzie pracujący dla zespołu powstawały przede wszystkim po to, aby chronić swoje interesy jako autorów tekstów i muzyki. depeche MODE jest nielicznym przykładem posiadania praw do swoich utworów, co w przypadku nawet tak wielkich gwiazd, jak Rolling Stones, czy The Beatles nie jest wcale takie oczywiste. A drugi cel, jaki mieli członkowie zespołu, a w szczególności ludzie pracujący dla zespołu, to tzw optymalizacja podatkowa.

To co przeczytacie poniżej, nie jest do końca mojego autorstwa, a przynajmniej podstawowe opracowanie nie zostało zrobione przeze mnie. Tekst został zaczerpnięty od kogoś, kto rozgryzł ten temat na potrzeby fanów i opublikował swój wpis na forum Home jakiś czas temu. Temat zaplecza biznesowego został rozgryziony do czasów Sounds Of The Universe i nie obejmuje czasów Delta Machine. Wynika to również tego, że wiele z tego, co tu przeczytacie znajduje się po prostu w książeczkach i tourbookach, a gdy powstaje ten tekst nowego albumu jeszcze nie ma na półkach sklepowych. Wystarczy potem doczytać ze zrozumieniem książeczkę i będzie errata. No nic miłej lektury wpisu fana o nicku devotional83. Po drodze i na końcu dołożyłem kilka groszy od siebie, jako dopełnienie i efekt grzebania poniżej tego, co devotional83 opracował. Tłumaczenie jest fontem regularnym, moje dopiski kursywą. Zorientujecie się…

_

Prawny status zespołu w zakresie praw autorskich może wydawać się nieco skomplikowany, jednak wszelkie zmiany i przekształcenia własnościowe prowadziły do tego, że depeche MODE (a tak na prawdę Martin Gore / Alan Wilder / Dave Gahan & Co. jako autorzy tekstów i muzyki) są nadal właścicielami swoich utworów. Większość z tego, co przeczytacie jest znana, ale zebrałem to dla tych, dla których może to być nowe (myślę, że dla tych, co znają temat zebranie w takiej formie, jak poniżej też będzie to pewną nowością). depeche MODE, zasadniczo samodzielnie zarządzają swoimi prawami autorskimi i zachowali pełną kontrolę nad prawami do swojej muzyki. W 1984 zespół założył firmę Greataim Ltd. (Wielki cel), której zakres działalności, to: „Przedstawienia sceniczne i inne artystyczne i literackie dzieła” (Live Theatrical Presentations & Other Artistic & Literary Works – wyciąg z brytyjskiego KRS). Wszystkie przepływy w zakresie pracy w studio i na scenie przechodziły właśnie przez tą firmę. Niedługo potem, w tym samym roku, firma zgrabnie zmieniła nazwę na Demilune Ltd, a następnie w 1992 na Depeche Mode Ltd.

W 1988 zespół założył również firmę Rapid 5592, która w tym samym roku zmieniła nazwę na Masses Managment, jej zadaniem było zarządzanie bieżącymi sprawami zespołu – (tzw own management). To właśnie tu możecie znaleźć takie nazwiska jak: Jonathan Kessler, Daryl BamonteJohn Joseph Fanger (JD Fanger) (To właśnie z tych czasów pochodzi rola przypisana Andiemu, jako człowiekowi ogarniającemu sprawy finansowe w zespole.). JD Fanger pojawia się również w dokumentach Depeche Mode Ltd., oraz w kolejnej firmie – założonej przez Martina Gore’a – Grabbing Hands Music Ltd., jak osobisty asystent. Grabbing Hands powstaje w 1983 i ma zarządzać prawami Martina, jako muzyka i tekściarza. Dla was praca Johna jest głównie widoczna w postaci linijki tekstu – JD Fanger of the DM office.

W 1992, po prawie roku funkcjonowania, Depeche Mode Limited zostało przekazane w zarządzanie firmom zewnętrznym CCS Directors Limited/CCS Secretaries Limited, których to głównym zadaniem było zrobienie porządku w księgach. Już w 1993 (9 kwietnia 1993 – taka data figuruje w dokumentach firmy. Od tego czasu aż do dziś wszyscy członkowie zespołu są we władzach tej spółki. Więcej o tym niżej będzie.) zespół przejął stery firmy ponownie i powierzył John’owi prowadzenie księgowości. Zadaniem większości firm zewnętrznych zaangażowanych w prowadzenie biznesu depeche MODE było zatrudnione jako pomoc / doradztwo w rozkręceniu biznesu, zanim zespół przejął pełną kontrolę na firmą.

Venusnote Ltd. zostało założone w 1995, a powód był prosty: odejście Alana. Depeche Mode Ltd. nadal istniało, ale działalność operacyjna została przeniesiona ponownie do Demilune Ltd. Demilune krótko, w latach 1994-1995, posiadało „egzotyczną” filię prowadzoną przez firmę Waterlow Nominees/Waterlow Secretaries.

Masses Management również zaprzestało działalności po odejściu Alana i prawdopodobnie rozwiązało się w 1998. Co ciekawe Jonathan Kessler był wymieniony, jako formalny manager po przez swoją firmę Baron Inc. Kessler również posiada firmę publishingową, której dyrektorem był Dave od początku działalności w 1992 (ciekawe, czy to wiązało się już wtedy z solowymi planami Dave’a. Przypomnę, że w czasach, gdy Dave mieszkał w Los Angeles pracował nad swoimi autorskimi kawałkami, które zostały skradzione przez ówczesnych „przyjaciół” od dragów. Jedynym śladem tamtych czasów jest utwór z repertuaru Roxy Music – Song For Europe), ale nie są znane, żadne utwory Dave publikowane przez tą firmę. Jak wynika z lektury „remasterów” wszystko opublikowane przed rokiem 1995 należy do Demilune, a po 1995 do Venusnote. Te dwie firmy posiadały (posiadają?) wszystkie prawa do utworów (wersji źródłowych) wszystkiego, co wyszło w latach 1981-2006, włączając w to dema, outtake’i, (nieopublikowane wersje utworów np remixy). Co jest ciekawe, to fakt iż Demilune zostało rozwiązane w 2009 roku, tak więc Venusnote jest najdłużej działającą firmą z obozu depeche MODE i Alan nie jest zaangażowany już w nią. (To był/jest(?) ostatni punkt łączący trójkę z Basildon z Alanem. Wygląda na to, że w pewnym sensie, w niektórych sprawach, np. z prawnego punktu widzenia Alan był współudziałowcem (właścicielem) firmy depeche MODE aż do 2009 (a ja myślę, że jest nadal), ze znanych mi dokumentów wiadomo, że nastąpiły pewne ruchy kadrowe w strukturze firmy w 1995, ale może też tak być, że faktycznie to Alan zaprzestał tylko nagrywania i występowania na scenie, bo w depeche MODE faktycznie był/jest… depeche MODE sp. z o.o.. Nie mniej kontakty na podłożu finansowym nadal istniały. Nie mam tu na myśli tantiem, bo to jest coś oczywistego, nadal odprowadzane są na rzecz Alana. Tu chodzi o kwestie zarządzania prawami i reprezentowania części interesów Alana, które nadal ulokowane są w depeche MODE. Czemu tak długo to się ciągnęło? Myślę, że wynikało to z faktu, iż Panowie przez lata nie rozmawiali ze sobą, a wpadki typu pominięcie Alana na filmie do składanki The Videos 86>98 skutecznie ochłodziły relacje. Dopiero przekształcenia na linii Mute – EMI (2002), a później EMI – Mute (2008), prace nad remsterami, rozwód Alana i Martina, zmusiły całą czwórkę do podjęcia wysiłku wyjaśnienia tych spraw wspólnie. Warto skojarzyć fakty, że do wspólnego występu dochodzi w lutym 2010, po wyjaśnieniu i wyczyszczeniu wszelkich kwestii prawnych i finansowych w 2009. Również w tym czasie (17.02.2010) dochodzi do owej niesławnej sceny kłótni Andiego z resztą zespołu, której Alan był świadkiem w Londynie. Jako powód podawane jest właśnie tło finansowe i dysproporcja w zarobkach jego i reszty. Analizując dokumenty Venusnote Ltd, znaleźć można i takie, gdzie pewne ważne decyzje zapadły właśnie podczas tej wizyty w Londynie i właśnie datą 17.02.2010 są opatrzone. Trudno nie mieć przypuszczeń, że tak późne pojawienie się Alana na scenie (od odejścia w 1995) nie miało li tylko muzycznego charakteru. A jak pamiętamy głównym powodem odejścia było niedocenienie, również finansowe.)

Te zmiany prowadzą jednak do pytania o mastery z przed 1995 roku. Odpowiedzią będzie stwierdzenie, że nie ma czego się obawiać, ponieważ odpowiedzią na to jest depeche MODE ltd. Firma co prawda nie prowadzi działalności operacyjnej, to formalnie jednak istnieje i jest w posiadaniu masterów i praw. (W dokumentach firmy można wyczytać, że stanowiska dyrektorskie (właścicielskie) posiada tam cała czwórka z Alanem włącznie do czasów obecnych, a JD Fanger zajmuje się prowadzeniem biznesu w ich imieniu.)

Martin posiada prawa autorskie (kompozytorskie) do swoich utworów przez Grabbing Hands Music – nawet do utworów z lat 1981-1983, do których wcześniej prawa autorskie posiadało Sonet – Martin zatrudniał Sonet jako zarządce praw aż do 1992, kiedy to zarządzanie prawami zostało przeniesione do EMI. To właśnie dlatego EMI Music Publishing Ltd. widnieje nieraz równolegle do Publishingu Sonet. To wszystko odbywa się na zasadach licencjonowania praw i oznacza to tyle, że teraz EMI pobiera tantiemy w imieniu Martina. Przy niektórych utworach pojawia się jeszcze inna nazwa firmy Grabbing Hands – a dokładnie Grabbing Hands Overseas, był to zagraniczny oddział angielskiego Grabbing Hands Ltd, który działał w latach  1992-2009.

Prawa autorskie w imieniu Dave’a pobiera firma JJSR, która jest jego publishingiem od 2003. (JJSR to pierwsze litery imion dzieci Dave’a – Jack, Jimmy, Stella-Rose) Egzekucja praw autorskich jest licencjonowana do Universal, ale nadal Dave posiada wszelkie prawa do swojej muzyki.

Dodatkowo przy okazji każdej płyty od 2005 Dave, Martin i Andy zawiązują spółkę komandytową (LLP – limited liability partnerships) W czasach Playing The Angel była to firma Black Swarm LLP, w czasach Sounds Of The Universe spółka ta nazywała się Disbursements LLP. Obecnie na potrzeby Delta Machine powstała spółka komandytowa – Fruity Generation LLP. (Nie znam faktycznego przeznaczenia tych firm, ani dlaczego akurat taka forma prawna spółki. Mogę tylko przypuszczać, że o ile takie firmy, jak depeche MODE ltd są po to, aby pilnować spraw związanych z prawami autorskimi i pokrewnymi, żadna z wcześniej omawianych firm nie jest angażowana do bieżącej działalności operacyjnej. Tak w przypadku Black Swarm, czy Fruity Generation chodzić by mogło o rozliczenie bieżących spraw związanych z produkcją płyty, trasy, kosztami promocji i pozyskiwania sponsorów. W momencie zakończenia projektu Delta Machine wraz z trasą, wszelkie koszty będą rozliczone, przelewy dokonywane, a spółka idzie do piachu. I jeszcze jedna ciekawostka. Wszystkie spółki komandytowe depeche MODE rejestrowane są pod jednym adresem, stąd miałem łatwość w namierzeniu pozostałych spółek. Nie mniej radzę opanować emocje, ponieważ jest to tylko adres i nic więcej. Na ten adres przychodzi jedynie korespondencja, która później jest dystrybuowana do zainteresowanych. Na ten sam adres zarejestrowane jest przeszło 170 innych spółek.)

Nic mi nie wiadomo na temat umowy z Sony/Columbia, czy też niedawnego przejęcia praw do zarządzanych przez BMG od Universal Publishing katalogu wytwórni MUTE. Osobną i bardzo interesującą częścią była historia podpisania umowy między EMI, a depeche MODE w 2008. Miało to potem kluczowe znacznie przy doprowadzeniu, ponownie do usamodzielnienia się Daniela Millera / Mute (od upadającego na twarz trupa) dwa lata później. EMI powiedziało Danielowi, że jedynym zespołem, którym są zainteresowani pozostawieniem, to depeche MODE. (…) Zespół zgodził się pozostać w EMI pod warunkiem zgody EMI na opuszczenie przez Mute. (Wygląda na to, że depeche MODE spełniło rolę okupu/zakładnika w 2008, konsekwencją pozostawania w EMI było również wydanie składanki Remixes 1981-2011, która jak wiemy była nikomu nie potrzebna i wynikała jedynie z zapisów umowy z wytwórnią. Zespół tego nigdy nie ukrywał.) Warto przypomnieć też fakt, że 1997 depeche MODE nagrało i wydało płytę tylko i wyłącznie dzięki prywatnym pieniądzom Daniela. Mute było w tym czasie bankrutem. (Sytuacja finansowa depeche MODE była również nie lepsza. Dezintegracja zespołu i życie ponad stan właściwie od 1990 doprowadziły zespół do bardzo trudnej sytuacji finansowej. Był to jeden z faktycznych powodów, dlaczego depeche MODE nie pojechało w 1997 roku promować Ultra na trasie koncertowej. Zespołu po prostu nie było stać na zorganizowanie trasy koncertowej, a kolejna w 1998 była tak uboga wizualnie, zasięgowo i kosztowo. Między bajki należy włożyć historię o braku gotowości zespołu, czy obawach przed ruszeniem w ponowną trasę. Nie twierdzę, że to nie był jeden z czynników w 1997, ale na pewno nie najważniejszy i nie decydujący. Mogę podać jeszcze jeden powód, ale zostawię go sobie na kolejny wpis, tym razem to promocji i trasie z lat 1997/98.)

_

No i to tyle, jeżeli chodzi o przeszłość, tą dalszą i całkiem bliską. Z ostatnich wydarzeń warto jeszcze przypomnieć odejście zespołu z agencji artystycznej CAA i przejście do WME. Dzięki czemu mogły ruszyć prace nad północnoamerykańską częścią Delta Machine Tour.

Więcej o obecnym statusie prawnym zespołu można będzie powiedzieć, jak dostaniemy w łapki najnowszy album. Zarówno książeczka płyty, jak i tourbook są potężną kopalnią wiedzy. Tam każde słowo coś znaczy. Mam na dzieję, że podobał wam się ten wpis i sprawi Wam tyle przyjemności w kopaniu po sieci, jak i mi.

Jeżeli w trakcie czytania aż prosiło się, żeby gdzieś kliknąć i przenieść się na strony których dotyczył dany fragment, a linka tam nie było, to nie był to przypadek. Zrobiłem to celowo. Komu nie będzie wystarczać historia biznesowa depeche MODE spisana przez devotional83, z moimi komentarzami, to śpieszę donieść, że skoro mi się udało, to i Wam również. To wszystko jest w sieci, więc wystarczy poszukać. Nie jest to trudne, dacie radę…

[aktualizacja]:

2013.03.12 ukazał się wywiad dla portalu electronicbeats.net, w którym pada takie stwierdzenie:

Daniel’s certainly been very involved in the making of this record—with the process of recording and lots of the choices made throughout the whole journey. What happened was around the time of Exciter, Daniel, with our blessing, signed Mute to EMI. And he gave over a lot of control to them. He retained complete artistic control, but right before we were set to record Delta Machine, there were rumors about EMI folding. We didn’t want to be stuck in limbo and have this thing stuck in the courts, because you hear about this stuff happening. Now Daniel still owns Mute Artists, but not Mute Records, which he tried to buy back after he sold it, without success. He got outbid and was very upset, which I only found out recently. He wanted to take it all back, but we basically told him, “Dan, we’ve got to move on.” And we don’t want to be the lynchpin that holds it all together. We had to ask ourselves, “Where is Mute? What is Mute? Who’s distributing it?” So we decided to shop around and Sony came up with the best offer to make sure Daniel is still around for us, and to make sure we were able to gain control of what we’re doing. Most importantly, in 2015, we’ll be able to get control of our entire catalogue. We’ll own it. It won’t be in limbo. After Delta Machine, we’ll be in real control. For us, Daniel’s one of the most important parts of what we do. He’s a constant and we want to keep it that way.

Pełen wywiad można przeczytać klikając na ten link. Bardzo ciekawy wywiad pokazujący różne sprawy dziejące się w tle Delta Machine.

Oryginalny wpis devotional83 znajduje się tu.

Daliśmy się zrobić…

Teraz, to każdy mądry, jak już tak wiele wiadomo… z jednej strony słychać dźwięk tłuczonego szkła, jęk zawodu i chrzest zdzieranych plakatów ze ścian. Z drugiej strony jest spora grupa sympatyków depeche MODE, która jest bardzo zadowolona. Trwa teraz jedno wielkie przekonywanie się na wzajem która prawda jest najprawdziwsza. A mówiłem, że będzie grubo i wielu się zawiedzie. Ale to już przerabialiśmy w czasach premiery Sounds Of The Universe i Excitera. Zacznie się mówienie o tym, jak to płyta jest słaba lub dobra i że ostania nadzieją jest trasa. Jedni pojadą dla starych numerów, inni aby sprawdzić, czy przypadkiem nowe numery udało się uratować… ale ja nie o tym chciałem dziś…

Mam wrażenie, że wielu z nas, w tym i ja daliśmy się zwieść sztuce dezinformacji zespołu, jaka została zaaplikowana nam w czasie konferencji, oraz po opublikowaniu montażu obrazków ze studia okraszonych, co prawda skończoną, ale pozbawioną właściwego mixu i masteringu Angel.

Dziś, gdy oglądam ponownie konferencję prasową, oraz przeglądam ponownie wywiady z zespołem, ciężko nie odnieść wrażenia, że zespół rzucił nam wyzwanie, którego nie podjęliśmy. W zamian za to rękawica nie dość, że nie została podjęta, to jeszcze odrzucona przez fanów przy pomocy parodii Upadku z Hitlerem. Wtedy bawił mnie, dziś mam poczucie lekkiego zażenowania.

Również kamyk można wsadzić do ogródka niektórym zagranicznym dziennikarzom, którzy dostali szansę zrobienia wywiadu 1 na 1 i tak gładko łykali cały kit, jaki zespół im sadził do kamery. No bo jak można w jednym wywiadzie przyjąć odpowiedź, że zespół ledwo co umył ręce po kielni i farbie a jeszcze kit w oknach nie zasechł, więc nic jeszcze nie jest ustalone, nie mają bladego pojęcia o trasie, tytule płyty, grafice i paru innych detalach. Tym czasem jako odpowiedź na kolejne pytanie pada informacja, że klucz do rozwikłania tytułu płyty zaszyty jest w plakacie trasy.

Już zmilczę głupie i banalne pytania o to, czy przygotowali coś specjalnego dla fanów z Mozambiku, albo co wiedzą o Gwinei Równikowej. Z tych pytań już łacha ciągnęliśmy jakiś czas temu. Dlatego, jakby już daruję i nie będę się pastwił.

Jednak ciężko mi teraz pozbyć się wrażenia, że ze strony fanów nie padło – challenge accepted, w momencie, gdy zespół wiele razy puszczał do nas oko.

Ok, szukaliśmy tytułów piosenek, nawet powstała jakaś lista, gdy po opublikowaniu informacji o Delta Machine okazało się, że ta lista w filmie już była podana… w całości.

Delta Machine - Spis kawałków
Delta Machine – Spis kawałków

Zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać okładka, a wystarczyło spojrzeć za okno. Kto wie, jakie rodzynki zespół ukrył jeszcze w tym cieście. Ciekawe na ile ta zabawa przekazem, to tylko zatrzymana w kadrze nie planowana zabawa ekipy nagrywającej względem siebie, a ile z tego, to celowa zabawa w kalambury z fanami.

Delta Machine - Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine – Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine - Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine – Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine - Widok z okna
Delta Machine – Widok z okna

Ile jeszcze wyjdzie z tego nowych spraw, gdy ukarze się album, single, a ile poznamy dopiero na trasie. Jeszcze tak wiele niewiadomych, że chyba praktycznie do końca okresu promocji projektu Delta Machine, będziemy wracać do zakodowanej wiadomości, przybijać twarzo-palmę i krzyczeć nooo jacha…

Tekst do jednego z numerów z płyty. Ciekawe, czy te podkreślenia, to któryś tytuł tego kawałka? Może Falling? Może Broken?

Delta Machine - Tekst do Broken
Delta Machine – Tekst do Broken

Zespół mówił co innego, a tak na prawdę chłopaki mieli wszystko zaplanowane w każdym detalu. Niczego nie zostawili przypadkowi. Każdy gest, każdy element, jaki zadział się na konferencji miał swój pomysł i był przemyślany. Skoro mieli tak dopracowaną typografię, a Dave powiedział, że w stojącym za plecami dziennikarki Roll-up’ie zakodowany jest tytuł płyty, to bajką jest zmęczenie i przyjście z marszu ze studia na konferencję. Każdy aspekt został zaplanowany, do tego stopnia, że poza niewiedzenia niczego, przyjęta na konferencji też była zaplanowana. Wystarczyło patrzeć…

Delta Machine - Barrel Of A Gun
Delta Machine – Barrel Of A Gun

Pytanie jaki kawałek zespół planuje na najbliższej trasie grać?

Nawet wybór miejsca kręcenie filmów na trasę / teledysk był podpowiedzią w temacie płyty. Wygląda na to, że depeche MODE tym razem… albo nie… jak nigdy chcieli pokazać, że nie pozostawili żadnej sprawy przypadkowi. Przypomnę, że do Touring The Angel byli tak nie gotowi, że logo na biletach i plakatach było z 2001. Stało się tak, że nic nie mówiąc na konferencji powiedzieli równolegle przy pomocy obrazu i niedomówień dużo więcej niż byliśmy gotowi wtedy przyjąć. Czasem jak widać powiedzenie – Mniej słów, mniej błędów – ma nie tylko zastosowanie w relacjach z kobietami i służbami specjalnymi, ale również w stosunku do fanów. Fani chcieli wszystko na tacy, a oni postawili pudełko, a szyfr był na pudełku wyryty… wystarczyło umieć patrzeć.

No i nie zabrakło też żartów… erotycznych i nie tylko…

Delta Machine - Anal
Delta Machine – Anal System

P.S. parę osób pytało mnie o zdanie nt singla, o płytę i o recenzję. Myślałem o tym, ale chyba jednak nie sądzę, żeby na tym blogu pojawiła się obecnie recenzja Delta Machine. Staram się unikać bierżączki, z resztą do tej pory nie napisałem jeszcze tekstu o Sounds Of The Universe, który miał być moja recką tego albumu… może koło 2015 się wyrobię, więc na 2017 znajdę czas aby napisać coś więcej o Delta Machine.

aaaa i teledysk jest już…

A tym czasem zabieram się do grzebania w historii…

Brzmienie nowej płyty

Zespół nie mając prawie nic do powiedzenia w czasie październikowej konferencji, po za ogłoszeniem trasy koncertowej (z setlistą dziwnie znaną z poprzednich tras), wypuścił teaser w postaci Angel Of Love, czy też Angel (różne nazwy chodzą po sieci). Zespół zapewnia, że numer jest jeszcze nie skończony, że nie będzie to singiel, że być może wcale nie znajdzie się na płycie. Pewnie paru osobom przyjdzie do głowy myśl, że nie wiele można powiedzieć, o nowej płycie słuchając jedynie jednego kawałka, w dodatku w skompresowanej wersji na You Tube. W sumie czy to ważne? Jednym się podoba innym nie. Kwestia gustu. Ja jednak nie o tym…

Przeglądając reakcje na temat Angel można przeczytać wiele prób zrozumienia, rozkminienia tego utworu, jest jednak jeden aspekt nowego brzmienia depeche MODE, który został chyba pominięty. Albo inaczej, został wrzucony do wora pt „Martin kupuje stare klawisze i kolejna płyta będzie znowu na kopyto Sounds Of The Universe”, bo ten sam producent, bo Martin jest współproducentem, bo coś się jeszcze znajdzie…

Właściwie niezauważone przeszły słowa Martina i Dave’a którzy w wywiadach opowiadali o sprzęcie i wynikającym z tego procesie produkcji płyty. Być może nie jest to na tyle ważne, żeby sobie zaprzątać tym głowę. W końcu stary sprzęt to stary sprzęt. Być może jest to tylko dla mnie ważne i w związku z tym zawracam wam głowę pierdołami. No ale nic zaryzykuję, choć temat być może jest mało sexy ;-P .

Martin stwierdził, że nadal kupuje stare sprzęty na ebay’u, co zamknęło dyskusję nad instrumentarium. Pewnie też tak jest, że dla wielu sprzęt użyty na Sounds Of The Universe, a ten który można obejrzeć na konferencyjnym filmie, to jedno i to samo i mogę to zrozumieć. Po to jest jednak ten blog, żeby pokazać, że to nie jedno i to samo 😉 no prawie…

W czasie wywiadów po konferencyjnych padało co jakiś czas stwierdzenie, że zespół licznie wykorzystywał pewien rodzaj instrumentów elektronicznych, który dominuje brzmieniowo w utworze Angel Of Love, ale podobno dominuje również na całej płycie. Wielu z nas próbując opisać nowy album cytowało, stwierdzenia o bluesie, tym, że płyta plasuje się gdzieś pomiędzy Violatorem, a Songs Of Faith And Devotion. Tak na marginesie, jeżeli nowa płyta tak nawiązuje to powyższych arcydzieł, jak Exciter do Black Celebration (Andy Fletcher w 2001 roku), to ja mam problemy z opanowaniem szyderczego śmiechu.

Dwa słowa pozostawały w interpretacjach fanów kompletnie niezauważone. W wywiadach pada jeszcze jedno nowe dla wielu z fanów depeche MODE pojęcie, któremu poświęcę resztę tego wpisu.

Modular Synthesizer
(Syntezatory Modularny)

Warto wpisać sobie to pojęcie w wyszukiwarce, warto też zapamiętać to pojęcie zabierając się do przesłuchiwania nowej płyty. Dla jednych może to się stać nowy epitet w opisywaniu płyty, albo nowe pojęcie, które pozwoli odkryć historię muzyki elektronicznej na nowo. Ale do rzeczy…

Przykład nr 1:

Tak od 2:00 minuty pojawia się ta kwestia. Jak prześledzicie inne wywiady, to zauważycie, że u Dave’a i Martina ta kwestia pojawia się jako odpowiedź na przynajmniej jedno pytanie w wywiadzie.

Przykład nr 2:

Wywiad dla PURE FM

Kwestia ta pojawia się koło 80 sekundy.

Jak na razie zapowiada się, że depeche MODE najnowszą płytą zabiorą nas w kolejną podróż w historię muzyki elektronicznej, wyrażonej poznawaniem co raz bardziej wiekowego sprzętu do kreacji muzyki. O ile Sounds Of The Universe, to taka specyficzna dla depeche MODE, odpowiedź na modę na lata 80. XX w., jaką mieliśmy kilka lat temu, to najnowsza płyta w jakimś zakresie zabierze nas w podróż w zakamarki lat 70. i wczesnych lat 80., gdzie muzyka tworzona była w sposób bardziej ulotny i nieprzewidywalny. (za chwilę wyjaśnię co miałem na myśli).

depeche MODE w Studio (2012)
depeche MODE w Studio (2012)

Można nie lubić Sounds Of The Universe, ale ciężko nie zgodzić się, że z jednej strony jest to płyta bardzo retro, z garścią cytatów muzycznych w każdym utworze, gdzie nawet hałas, przestery i ściana dźwięku na początku In Chains mają swoje znaczenie.

Od strony sprzętowej urządzenia użyte w procesie tworzenia albumu z 2009 roku miały to do siebie, że każde z tych urządzeń można było samoistnie wykorzystać do tworzenia muzyki. Oczywiście nie wszystkie, ale większość klawiszy użytych do tworzenia Sounds Of The Universe miało swoje banki instrumentów, brzmień, można było je programować, przetwarzać, nie zawsze grać, ale przeważnie mogły służyć do tworzenia muzyki samodzielnie, potocznie rozumiane jako klawisze, parapety. Traktujcie to jako skrót myślowy oczywiście :-).

Z brzmieniem najnowszej płyty będzie inaczej. Na filmie zaprezentowanym 23.10.2012. Widać ściany skrzynek, wręcz szaf z setkami kabli pokręteł i przełączników. Wygląda to miejscami, jak konsola w jakiejś elektrowni, czy innym ważnym miejscu z urządzeniami do robienia bip-bip-bip i buuu-buuuu-biiii-buuuu.

Na powyższej rycinie widać doskonale proporcje między klasycznymi klawiszami, a syntezatorami modularnymi.

Czytając kiedyś wspomnienia byłych i obecnych członków Kraftwerk z pierwszych lat istnienia grupy, Panowie opowiadali, że urządzenia elektroniczne, które oni używali do tworzenia muzyki musiały nagrzewać się cały dzień, aby móc potem generować na niech dźwięki przez 1-1,5h, a następnie należało je wyłączyć, bo albo groziły uszkodzeniem, albo po prostu rozstrajały się i nie dało się na nich pracować. Uspokajam nie takie urządzenia Panowie z dM używali, ale sporo z tego co zobaczycie jeszcze na filmach dokumentujących pracę nad najnowszym albumem, Kraftwerk posiadało w swoim arsenale nagrywając takie dzieła, jak Autobahn i wcześniejsze, a to był rok 1974.

1210_mastering

O co chodzi z tymi syntezatorami modularnymi i dlaczego to nie to samo, co sprzęty używane na Sounds Of The Universe. Wyobraźcie sobie, że macie kilka takich urządzeń, które gabarytami przypominają meblościankę na wysoki połysk, z których, żeby zrobić użytek należy podpiąć źródło dźwięku, bo sam sytnezator mógł nie mieć takiej możliwości, a na wyjściu należało podpiąć urządzenie, które zarejestruje wynik pracy.

Sygnał przepuszczany przez takie urządzenie może zostać poddana licznym odkształceniom, zapętleniom, przypominające zabawę oscylatorem, a dźwięki często są bliższe temu co możemy usłyszeć na stacji Trafo. Jest to de facto zabawa prądem elektrycznym w najczystszej formie, gdzie bazą do zabawy jest natężenie, napięcie, moc i inne parametry przynależne energii elektrycznej. Zabawa polifonią itp podobnymi pojęciami wiąże się ściśle z tą generacją instrumentów. Urządzenia takie można łączyć ze sobą przy pomocy krosownic, kabli. Dźwięk odkształcało się spinając gniazda wtykami, kablami (patch’ami) , przełączając pokrętła i suwaki.

Cały myk polegał na tym, że dźwięki generowane w ten sposób uzyskiwało się często na drodze eksperymentu, metodą prób i błędów. Czasami przypadek sprawiał, że urządzenie dawało pożądany dźwięk po wielu godzinach zabawy z nim. Jednocześnie istniało duże ryzyko, że jeden skok napięcia, czasem zmiana temperatury, poziomu wilgotności w pomieszczeniu, mógł zniweczyć wiele godzin pracy, bo uzyskany dźwięk nie dawał się już powtórzyć. Dlatego urządzenia te przeżywają obecnie mały renesans, gdyż dają dużą możliwość kreowania unikalnych brzmień, oraz są znakomitymi bazami do samplowania tychże dźwięków.

Napisałem na początku, że tak mało znane powszechnie instrumentarium może być zarówno epitetem, jak i szansą. Nie znamy jeszcze finalnego efektu prac, ale ciężko nie zgodzić się z twierdzeniem, że zespół poszukuje, że Panowie nie zadowalają się prostym papkowatym popem z radia. Sounds Of The Universe, była trudna w odbiorze, również przez sposób wykorzystania instrumentów elektronicznych z lat 80. Ich swoisty głos w dyskusji o modzie na tę dekadę, który nie zawsze został zrozumiany i przyswojony. Dla mnie też ta płyta d.py nie urywa, ale przynajmniej staram się zrozumieć ich podejście.

Obawiam się, że Nowy Album, może być jeszcze trudniejszy w przyswojeniu, właśnie przez dobór jeszcze bardziej niszowych instrumentów. Również doborem takiego instrumentarium chyba należy tłumaczyć zaangażowanie ponowne Bena Hilliera, tym też należy tłumaczyć zatrudnienie się na stanowisku współproducenta przez Martina (bo tylko on być może ogarniał te maszyny). Stąd też tak liczne odniesienia muzyczne do czasów Roda Stewarda, Davida Bowie i motywów z lat 70. Choć słynny hit Donny Summer I Feel Love – też był generowany na takich instrumentach, co pokazuje, że te instrumenty można użyć z pomysłem i z jajem.

Panowie są na takim etapie życia, że mogą mieć kompletnie w d.pie zdanie fanów, bo i tak trasa się wyprzeda, a na płycie mogą zrobić sobie co chcą. W końcu robią to za swoje pieniądze, kto bogatemu zabroni….

A na deser kilka filmów z dźwiękami generowanymi przed syntezatory modularne. Warto tego posłuchać…

1. Historia muzyki elektronicznej z czasów wczesnego Kraftwerka:

2.

3.

Oczywiście na YouTube można znaleźć setki innych przykładów użycia syntezatorów modularnych, ale te kilka przykładów wystarczą.

…A teraz na koniec proponuję posłuchać jeszcze raz Angel.

Najlepszego w 2013… Bójcie się 😉

Kryzys, kryzysem, a tu żre…

Wroga propaganda trąbi, że kryzys, że ludzi zwalniają, przez co nie mają na najbardziej podstawowe potrzeby, np kupno biletów na koncert, czy zakup nowego samochodu. Gdy tym czasem, żre aż chrupie i to tak, że branża koncertowa zapowiada bardzo dobry rok, a i Das Auto pieje z zachwytu nad zamówieniami na Der Golf.

Jednym z pierwszych zaskoczeń, gdy ruszyła sprzedaż biletów, był fakt, iż po wielu latach znowu pojawiły się bilety z grafiką lepszą niż odcisk pieczątki umazanej w czarnym tuszu. Ostatni raz mieliśmy okazję podziwiać specjalnie drukowane (w pionie) bilety ze zdjęciem depeche MODE na trasę w 1993 roku. O naszych biletach na koncert w Warszawie w 2001 zmilczę, bo to jeden z niewielu przykładów na robienie oszczędności nie tak, jak trzeba.

Nie dawno donosiłem, że eksperyment z fanowskimi biletami się powiódł i eventim jest bardzo zadowolony z „wynalezienia” nowego typu biletu. Tym razem możemy poprzeć te dane liczbami. Jako, że spółka eventim jest to Aktiengesellschaft (AG) i jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, to musi się spowiadać akcjonariuszom. Wychodzi na to, że firma kosi, aż miło firma zanotowała przychód większy o prawie 5% i za pierwsze 9 miesięcy może pochwalić się przychodem na poziomie 362,7 mln Euro, a EBIT wzrósł o 39,5% do poziomu 54.5 mln.

Jak bym miał wolną gotówkę, to być może bym pomyślał o zainwestowaniu w tę firmę. Eventim donosi, że pomimo słabego roku, z powodu EURO i Olimpiady, firma zamknie ten rok na poważnym plusie, a i kolejne dwa lata prognozowane są jako nieustające pasmo sukcesów.

depeche MODE, a raczej fani mają w tym fakcie poważny udział, w końcu firma jest obecna na prawie wszystkich rynkach Europy i kosi nas fanów grubo przed terminem za co najmniej 100 EUR za kwit.

Fani depeche MODE byli tymi pierwszymi (królikami?), którzy dostąpili zaszczytu otrzymywania biletów określonych mianem – Eventim FanTicket.

Przedsprzedaże biletów w kryzysie idą na tyle dobrze, że firma prognozuje dalsze wzrosty. Forecast jest obiecujący, zważywszy, że ważną częścią dwóch kolejnych lat będzie trasa depeche MODE, która ma się skończyć w 2014 roku. Kolejną ciekawą tendencją jest fakt, iż organizacje typu eventim przejmują obsługę biletową co raz mniejszych imprez. Jeżeli wpiszemy hasło „depeche MODE” w eventim.de, wypadnie nam obok listy koncertów depeche MODE również trasa koncertowa tribiute-bandu ReMODE, ale i aftershow party w Dusseldorfie. Zauważę, że nie są to sprawy odosobnione i również w Polsce organizatorzy imprez (nie tylko depeche MODE), prowadzą dystrybucję przez evetim.

Jak ktoś ma zacięcie finansowe, to więcej na ten temat pod TYM LINKIEM.

Również Das Auto, czyli VW, chwali się, że nowy Der Golf, jeszcze nie wyjechał na drogi, a już zebrał 40000 w zamówieniach, ciekawe jaki wpływ na to miała reklama z Dave’em i ilu z zamawiających to fani depeche MODE, którzy poproszą o dokładnie taki model i specyfikację, jaka była w reklamie z People Are People w roli głównej.

To gdzie ten kryzys, bo chyba coś mi umknęło

Ściąga z Popkultury – zapis audycji.

Po problemach jakie stawiał wujek Gugiel na ścieżce publikacji zapisu z audycji – Ściąga z Popkultury w Pr 4. Polskiego Radia dawno już ślad zaginął. Dlatego mogę w końcu zapodać zapis audycji, której byłem gościem w listopadzie 2012 przededniu trasy koncertowej.

Producent: Czwórka – Program 4 Polskiego Radia.
Program: Ściąga z Popkultury prowadzony przez Ewelinę Grygiel – audycja w Czwórce, emisja 4 listopada 2012, godz. 14.00 – 15.00. Gościnnie wystąpili fani: ShamRock, Serek i Martini.

W audycji wykorzystano utwory m.in. depeche MODENever Let Me Down Again, Suffer Well, Enjoy The Silence, Personal Jesus; Tears For FearsShout.

Plotki o nowej płycie i trasie

Weszliśmy w bardzo ciekawy i bardzo zawirowany okres. Potrwa on pewnie ze 2 lata szczególnie, że Panowie odgrażają się i to bardzo. Dziś kilka plotek, pomysłów jakie docierają do teamu pracującego na 101dMpl na FB, ale też kilka spostrzeżeń mniej oczywistych.

Fani się wściekli i jako kolejna grupa „sympatyków” filmu Upadek sparodiowali jedną z najbardziej znanych scen z tego filmu. Poszło o brak tytułu trasy, brak tytułu płyty, singla, granie tych samych numerów co trasę, brak dat na Amerykę Północną, a tekst: if you have not been a fan for more than ten years, please leave to mistrzostwo!!!!

Z graniem tej samej setlisty od 1993 roku, chyba już nie poradzimy nic, czeka nas 7 trasa Greatest Hits z rzędu. Nie jest też pierwszy raz, gdy zespół, ogłosił amerykańskie daty z opóźnieniem, tak samo było w 2009 roku. Co do tytułu, to podobno faktycznie go jeszcze nie ma, choć robocza nazwa płyty, to „Negative”. Zastrzegam, że nazwa ukuta jest na potrzeby pracy w studio i pochodzi o ludzi kręcących się przy produkcji albumu. Podobnie było w 2005, gdy roboczą nazwą Playing The Angel była – Angel. Dave zdradził również w jednym z wywiadów znaczenie nowej wersji logo depeche MODE. Otóż „D” można odczytywać również, jako „Play”, a „M” jako „Pause”.

To ciekawe, że zespół mówi, że nie myśleli o wielu sprawach jeszcze, że jest za wcześnie. Jednocześnie Dave w czasie wywiadu twierdzi, że nazwa płyty jest zakodowana w nowym logo?

Tymczasem depeche MODE przebywają obecnie z Antonem w Louisianie, gdzie kręcą materiały do projekcji, które potem będą wyświetlane w czasie trasy na ekranach / ekranie. Oznacza, to równocześnie, że zespół ma już zarys setlisty, a przynajmniej numerów, które zostaną oprawione obrazem i raczej nie wylecą z setu przez całą trasę. Choć to może być dyskusyjne mając w pamięci wylot Peace z setu.

W każdym razie jest szansa, że zespół nie popełni błędu z 2009 roku, gdy projekcje przygotowane przez Antona Corbijna, po raz pierwszy zobaczyli w czasie koncertu w Luxemburgu. Finał był taki, że jedynie na 3 koncertach pojawiła się wersja nieocenzurowana Strangelove, a po 30 koncertach numer wyleciał z setu. Napisałem, że nie popełni tego samego błędu, ponieważ pomysł na warm-up gig może być dla wielu zaskakujący. Zastrzegam, że nie wiem, czy tak będzie na prawdę, a pomysł na rozgrzewkowy koncert jest jedynie… pomysłem w sztabie wokół zespołu.

Otóż koncert ma się podobno odbyć w Anglii, a dokładnie w Basildon. Ma być to naprawdę wyjątkowy i elitarny występ. Wyjątkowy, ponieważ bilety będzie można zdobyć dzięki konkursowi, a elitarny, bo liczba zwycięzców będzie liczona w setkach i to raczej bliżej tych z 2 z przodu. Koncert miałby się odbyć pod koniec kwietnia 2013.

Ponieważ, jest to tylko pomysł i żadne decyzje nie zapadły, więc radziłby się nie przywiązywać do tego pomysłu. Po smaku, jaki wielu narobił występ w Luxemburgu, tym razem mógłby być spory zawód i w temacie warm-upów cofnęlibyśmy się do czasów rozgrzewki z The Roxy w 2001 roku. Nota bene jest to jeden z 2 koncertów od 1987 roku, kiedy to nie zostało zagrane Naver Let Me Down Again. Od koncertu w Madrycie 1987.10.22 numer ten był grany nieprzerwanie (z powyższym wyjątkiem) już 723 razy. Tak samo będzie i tym razem i pewnie też pod koniec koncertu albo na bis.

Skoro już jesteśmy w Anglii to Live Nation w ub. tygodniu ogłosił drugi koncert w Londynie. Dzięki czemu na wyspach będą dwa pełne koncerty. Do czasu ogłoszenia 2go Londynu zapowiadało się też, że trasa po Europie, mogłaby być trasą jednej setlisty. Na pewno w przypadku Dave’a, a tak jest szansa, że przynajmniej w Londynie zespół w części Dave’a zmieni choć jeden utwór. Na razie szykują nam 34 koncerty z jedną setlistą i jeden koncert ekstra. Po koncercie rozgrzewkowym na początku trasy może to być drugi najważniejszy występ przyszłego lata w Europie.

Tymczasem trwa szaleństwo zakupowe biletów. Natychmiast pojawiły się na ebay bilety od koni na FOS – Front Of The Stage w cenach x2 lub więcej za sztukę. Niemieckie miasta sprzedają się na prawdę dobrze i może za chwilę okazać się, że pozostałe kategorie też będą na wagę złota. Po pierwszym weekendzie i najdroższe bilety w Warszawie na trybuny i płytę również sprawnie się wyprzedały i są już tylko wspomnieniem…. dla tych, co się nie załapali.

W każdym razie przygotowania do koncertu i wszystkiego, co się wokół tego wydarzy ruszyły pełną parą, więc trudno nie zauważyć poruszenia na forach, FB i na mieście. Ruszyły przygotowania do organizacji After Show Party, media więcej interesują się fanami i depeche MODE.

Lista Dyskusyjna DMPL odchodzi do przeszłości.

Takie dni jak ten zawsze przywodzą różne myśli, a to jaki człowiek jest już stary, a to dają chwilową radość z faktu odnalezienia dawno nie widzianej zabawki, która przez wiele lat leżała pod szafą… Dziś jest właśnie taki dzień.

Na moją skrzynkę pocztową dostałem dziś emila o następującej treści:

Dear User,
Unfortunately, the time has come to say goodbye to Yahoo! Groups Labs Applications (beta) and Groups Chat. We thank all the users that were a part of this program. We intend to use this learning to enhance Yahoo! Groups further with new features. On July 04, 2012, we will shut down the Yahoo! Groups Labs Applications (beta) and Groups Chat. We request you to backup any data that you might have created using the applications. This closure will not affect your other services on Yahoo! Groups. We look forward to continue having you as our customer.

Best,
The Yahoo! Groups Team

Dla młodych użytkowników Internetu napiszę, że były takie czasy… kiedyś, gdy Facebooka nie było. Nie było nawet For Internetowych, ludzie spotykali się na listach dyskusyjnych i irc’ach. Nie było nawet Google 🙂 Przez wiele lat istniała taka platforma spotykania się fanów depeche MODE – 'dMpl’ na Yahoo.com.

To były czasy, gdy najważniejszą wyszukiwarką było właśnie Yahoo, a ludzie używali jeszcze AltaVisty i NetSprint. Właściwe, to one istnieją do dziś i nadal są alternatywą dla Google. Ale ja nie o tym… 🙂

Na Listę Dyskusyjną DMPL trafiłem na jesieni 1998 roku dzięki stronie pewnego lubelskiego fana – Insight. Pod tą nazwą funkcjonował kiedyś adres depechemode.pl. Lista Dyskusyjna DMPL miała nawet swoją stronę www – lista-dmpl.prv.pl Lista działała bardzo prężnie aż do 2003 roku, kiedy to powstało depechemode-forum.pl.

Właściwie cały ruch społeczności depeszowskiej przeniósł się na to forum. Potem powstały kolejne fora, gdzies tam Grono, NK, FB, Google+ i co tam jeszcze. Lista wegetowała gdzieś w rowie Internetu, bo już nawet nie na poboczu. W końcu Yahoo postanowiło dobić konającego i zamknąć cały serwis listowy.

Właściwie można zaryzykować teorię, że Lista Dyskusyjna na Yahoo, to była taki rodzaj ówczesnego Facebooka. Na nim poznałem właściwe wszystkich, których znam do tej pory, choć nie utrzymuję już kontaktu, ale spotykam się na zlotach, koncertach itp. Na tej liście poznałem ludzi z którymi przez lata współorganizowałem imprezy, wymieniałem się bootlegami, współtworzyłem strony www, czy też tworzyłem subkulturę fanów depeche MODE w tym kraju. 4 lipca część mojej historii Internetowo-depeszowskiej odejdzie do… historii na dobre.

MODEontheROAD to już nastolatka

W myśl zasady, że nikt Cię tak dobrze nie pochwali, jak Ty sam, postanowiłem popaść swoje ego i trochę się podsumować. Przyczyną tej jakże lanserskiej decyzji jest fakt, iż 17 maja (chyba… historycy do tej pory się spierają), odnotowano pierwszy fakt onlajnowej egzystencji tworu wyznania handlowego metodą pierwszych mieszkańców tych ziem, potocznie zwaną tradingiem – czyli mowa tu o spisie bootlegów szumnie nazywanym MODEontheROAD. Później strona powoli ewoluowała i przeradzała się w permanentny zalew myśli epistolarnej. Tak jest do dziś. Z nieopierzonego dziecięcia strona MotR staje się powoli nastolatką…

Tym czasem jedenaście lat minęło, a dwa lata od reaktywacji MODEontheROAD i pora pochwalić się co się udało do tej pory zrobić. Po za kilkoma sprawami MotR właściwie prowadzone jest przez jedną osobę. Choć wiele spraw powstało dzięki inspiracji, podpowiedziom, tłumaczeniom i ścisłej współpracy osób trzecich. Za co wielkie dzięki. Z czego się strona składa to użytkownicy m/w wiedzą. Ponieważ modne jest teraz raportowanie na kilka dni przed EURO o postępie prac i % ułożenia warstwy ścieralnej, o ułożeniu nasypów nie wspomnę. Wobec czego i ja postanowiłem zdać raport jak wyglądają poszczególne działy strony. Oszczędzę % chyba, że tych pędzonych w księżycową jasną noc i od razu zamelduję, że na erło mam kompletnie wyjechane i nie planuję zdążyć z niczym. No dobra lecimy z wyliczanką.

1. Trasy. Opisane już wszystkie, choć brakuje pewnych elementów opisu trasy, takich jak np sprzęt na trasie, ochrona, pamiętniki. Te elementy, albo zostały celowo pominięte, bo wymagają na prawdę dobrego opracowania, albo sukcesywnie, choć pewnie za wolno, się pojawiają na stronie. Przyjąłem jednak zasadę, że głębsze opracowania drążące temat trasowy będą pojawiać się na blogu, a nie na stronie, stąd powstanie poddziałów na MODE2Joy dedykowanych każdej trasie (to te po prawej stronie z tytułem TEMATY). Parę dni temu dodałem np na stronie pamiętniki z The Singles 86>98 Tour. Dziękuję za pomoc w odpaleniu pamiętników osobie o nicku MaaN. Część trasowa będzie nadal obrastać tego typu materiałami, choć same trasy pozostaną już w niezmienionej formie.

MotR 4.5
MotR 4.5

2. Koncerty. Wszystko właściwie na tej stronie opiera się na koncertach. To jest podstawa tej strony. W tej chwili na stronie jest opisanych 241 występów na żywo. Czy to dużo, czy mało oceńcie sami. Wystarczy powiedzieć, że samego Never Let Me Down Again było zagranych przeszło 720 razy. A zważywszy, że czeka nas w 2013 roku trasa jestem dziwnie spokojny, że okolice 850+ wcale nie są na wyrost.

W szczegółach wygląda to tak:

  • Pierwsze występy (1980-1981) – 12/39 koncertów – póki co wszystkie opisy
  • Speak & Spell Tour (1981-1982) – 35/108 koncertów – póki co wszystkie opisy
  • See You Tour (1982) – 2/40 występów
  • A Broken Frame Tour (1982/1983) – 1/51 występy
  • Construction Tour (1983/1984) – 14/49 występów
  • Some Great Reward Tour (1984/1985) – 1/84 koncerty
  • Black Celebration Tour (1986) – 5/76 występów
  • Music For The Masses Tour (1987/1988) – 9/101 koncertów
  • World Violation Tour (1990) – 7/88 koncertów
  • Devotional Tour (1993) – 4/98 koncertów
  • Exotic/US Summer Tour – 0/64 koncerty
  • Ultra Press Show – 7/7 koncertów – wszystkie opisy
  • The Singles 86>98 Tour – 7/66 występów
  • Exciter Tour – 87/87 koncertów – wszystkie opisy
  • Touring The Angel – 18/126 koncerty
  • Tour Of The Universe – 32/104 występy

Razem 241.

Jak pisałem ocenę zostawiam Wam. Dla mnie ciut mało, ale czasu na tyle mi wystarczyło czasu. Póki co jak na koniec roku będzie 300 to będzie na prawdę dobrze. W ramach występów zaliczam też telewizyjne występy na żywo. Obiecuję natomiast, że jak ruszy trasa, to koncerty będą na stronie pojawiać się w czasie prawie rzeczywistym 🙂

3. Zestawienia utworów. Na ten moment są wszystkie i zgodnie z wiedzą jaką mam, wszystko do czego do tej pory dotarłem. Największa niewiadoma to nadal początki depeche MODE i czas do lipca 1994. Od 1998 roku nie ma żadnych niewiadomych i nie może być. Wszystko przed lipcem 1994 jest obarczone mniejszą lub większą dozą błędu. Im bliżej początku, tym ten błąd jest co raz większy, lub też niewiadoma jedna, czy druga co raz większa. Work Hard, czy wczesne utwory i setlisty nadal kryją swoje tajemnice mimo, że sporo udało się wyjaśnić.

Tak oto wygląda MODEontheROAD po 2 latach działalności w tej formie i 11 od momentu zaistnienia w 2001 roku. Serwis wchodzi w okres dorastania, burz i naporów, trądziku i nowych włosów tu i tam. Zobaczymy co się z tego wykluje….

Internet w służbie depesza

Są tacy, którzy często, aby dowiedzieć się coś na temat jakiegoś pojęcia, zjawiska, osoby, odpalają wyszukiwarkę wpisują poszukiwaną frazę i przeglądają strona, po stronie z linkami, aby dowiedzieć się co jest nowego na temat poszukiwanej frazy. Oczywiście nie mam na myśli tych, co odpalają googla, aby w oknie wyszukiwarki wpisać np. www.depechemode.com 🙂

Zdaję sobie sprawę, że wielu nie rozróżnia przeglądarki od wyszukiwarki, w takim razie ten tekst będzie dla nich kursem dla zaawansowanych i to mocno. Chciałbym podzielić się z Wami rodzajem tipa, który mi pomaga śledzić informacje na temat m.in. depeche MODE w codziennym życiu. Gdzie zamiast codziennie wyszukiwać, przeszukiwać informacje i śledzić je, to one przychodzą do mnie same i zapoznaję się z nimi zawsze wtedy, gdy mam na to czas i ochotę.

Ponieważ 90-kilka procent utożsamia wyszukiwarkę z Googlem, a Binga „musi” się używać tylko na pejsbooku, o Yahoo, czy Volfram Alfa, Yandex, czy polskiej wyszukiwarce NetSprint nie wspomnę już, dlatego główny przykład będzie właśnie na tej pierwszej.

* * *

Jeżeli często, a nawet codziennie zdarza Ci się, że wyszukujesz tę samą frazę np. „depeche MODE mp3„, „depeche MODE forum„, „depeche mode zdjęcia„, „depeche mode koncerty” itp, warto pomyśleć o zautomatyzowaniu tej czynności.

Internet
Internet

Od pewnego czasu tak właśnie robię wykorzystując jedną z funkcjonalności Googla, który nazywa się Alerts. Wpisując odpowiednią frazę i parametryzując pozostałe zmienne możemy otrzymać informacje z:

  1. najświeższymi publikacjami z blogów, for internetowych, stron www, portali, w których pojawiła się poszukiwana fraza;
  2. w miarę jak napływają lub raz dziennie lub raz w tygodniu;
  3. tylko rezultaty najlepiej dopasowane lub wszystkie;
  4. na swojego emila (nie musi to być koniecznie gmail) lub jako rss.

W przypadku posiadania konta na gmailu, łatwiej jest potem zadanymi frazami zażądać, ale zasada działania pozostaje taka sama niezależnie od posiadanego emila.

W moim przypadku efektem są przychodzące raz dzienne emile na moje konto, w których zebrane są wszelkie informacje jakie w ciągu ostatnich 24h pojawiły się na temat np. depeche MODE. Są tam oczywiście śmieci, jak i informacje wartościowe, ale to, co dla mnie jest informacją śmieciową, dla innych może być wartościowe i na odwrót. Cały czas też pamiętam, że są inne drogi docierania do ważnych dla mnie informacji, jak np specjalistyczne serwisy (blogi, strony), czy fanpejdże w serwisach społecznościowych.

Żeby nie było tak na jedną nóżkę, to warto zainteresować się również podobnym narzędziem w polskiej wyszukiwarce NetSprint – NetSprint Donosiciel.

Przez wiele lat była to dla mnie najlepsza wyszukiwarka indeksująca polski Internet i chyba tak jest nawet do tej pory. Nie wszystko jest dobrze widoczne za oceanem ze stołka w Mountain View. Po wpisaniu poszukiwanej frazy i swojego emila również codziennie możemy otrzymywać raporty na temat potencjalnie interesujących nas pojęć pojawiających się w polskim Internecie. Zasada działania jest taka sama, jak w przypadku Google Alerts. Co godzinę, raz na dobę lub raz na tydzień.

Za kilka miesięcy rozkręci się ponownie cyrk płytowy, ruszy trasa i będziemy śledzić dzień po dniu wydarzenia naszych ulubieńców. Ten tekst to taka podpowiedź jak spróbować ogarnąć i nie zgubić się w zalewie informacji.

The Landscape Is Changing, czyli o tym jak zmienia się rynek muzyczny

W branży muzycznej (przyznam spodziewaną) informacją dnia jest sprzedaż labelu EMI do Universal, a publishingu do Sony. Tak o to po kilku latach rewolucji cyfrowej w branży z wielkiej piątki mejdżorsów została tylko trójka. Dzisiejszy dzień był też interesujący z innego powodu, ale o tym w drugiej części tego wpisu.

O tym, że EMI jest zagrożone sprzedażą mówiło się właściwie od czasów wybuchu kryzysu w 2007 roku. Wtedy to za pieniądze banków jeden funduszy inwestycyjnych przejął własność EMI. Finał był taki, że w momencie, gdy wybuchł kryzys fundusz popłynął, a faktyczne właścicielstwo nad EMI przejęła grupa CITI.

Kwestią czasu była już tylko informacja o tym, że papiery EMI zostaną sprzedane komuś kto pozwoli grupie CITI odzyskać umoczoną kasę. Wszyscy wiemy, jak banki w naszych czasach poszukują kasy.
Co to dla nas depeszy może oznaczać? Ano i nie wiele i dużo, zależy jak się na to patrzy. Spora część starego katalogu leży  w rękach EMI, choć wszystko wydane, wznowione lub reedytowane po 2001 roku jest już opatrzone klauzulą: „under exclusive licence of Venusnote Ltd„, przez co depeche MODE jedynie łaskawie „pozwalało” wydawać swoją twórczość przez podmioty trzecie.
Obecna sytuacja jest taka, że Venusnote = depeche MODE i po wydaniu Sounds Of The Universe pozostaje bez wytwórni. Jest trochę jak panna na wydaniu (ponownym) z bogatym posagiem do przejęcia. Może łapy położyć na tym nadal Universal (EMI) lub zupełnie ktoś inny. Może też depeche MODE wydać się samo i Venusnote może stać się w końcu wydawcą, a nie tylko formą zarządzania i ładu prawnego dla projektu o nazwie depeche MODE.
Zanim jednak dotarła do mnie informacja o sprzedaniu EMI. Treść tego wpisu na blogu miała wyglądać trochę inaczej. Też miało być o zmieniającym się rynku muzycznym, ale trochę z innej strony…
W 2010 roku przy okazji rozważań nad Video z Barcelony (2009), na tym blogu, ale też na PFDM, prowadziłem rozważania i dyskusje nt wydanego dvd/br. Jedną z moich konkluzji była myśl o tym, że to jest jedno z ostatni wydawnictw depeche MODE w postaci fizycznej. Spotkało się to z głębokim nie zrozumieniem, bo przecież płyty (niektóre się kupuje), a tylko frajer płaci za pliki, które można ściągnąć z zaprzyjaźnionych serwisów.
Moje argumenty (sprzed roku) o tym, że gry i oprogramowanie właściwie w większości podbiera się z sieci w postaci aplikacji dedykowanych dla danego środowiska. Kto ma telefon pędzony na Androidzie lub iOS ten wie o czym mowa. Właściwie już nikt nie kupuje pudełkowych wersji, chyba że częścią instalacji jest opasła literatura i program kosztuje „many milion dollars„. Dzieje się tak, bo jest to na rękę producentom i dystrybutorom aplikacji, dzięki temu w pewnym sensie odzyskują kontrolę nad sprzedażą i dystrybucją oprogramowania.
Film w wypożyczalni fizycznie wypożyczyłem baaaardzo dawno temu, za to wiele tytułów zobaczyłem w postaci VOD lub na serwisach typu FilmWeb. Nie wspomnę bijącym rekordy popularności formacie mkv ;-), ale to inna historia. Dystrybucja na fizycznych nośnikach dla tzw szarej masy lub ciemnego ludu przestaje istnieć.
To samo czeka nas i to bardzo szybko w temacie muzyki. Na Spiders Web znalazłem dziś bardzo pouczający artykuł. Jako, że ten serwis należy do bardzo dobrze poinformowanych uznałem, że trzeba wrócić do tematu z przed roku. Komu nie chce się czytać napiszę w skrócie, że w przyszłym roku możemy zostać zmuszeni do przejścia na zakupy cyfrowe muzyki. Ponieważ wydawcy chcą uchronić się przed sytuacją, gdy wydając albumy na fizycznych nośnikach przestaną na tym zarabiać. Chcą zrobić uderzenie uprzedzające i póki jest to jeszcze rynek dochodowy (z tendencją spadkową), to chcą przestać wydawać tytuły na płytach CD. To wszystko ma się stać w przyszłym roku. Na CD mają być wydawane jedynie wersje kolekcjonerskie.
Tłumacząc to z polskiego na depeszowe. Następna płyta depeche MODE jako podstawowa wersja wydana będzie jedynie w formacie cyfrowym. Natomiast na CD/DVD wydany zostanie jedynie box typu Super DeLux lub Uber Super Delux. A jeszcze inaczej mówiąc karton zostanie, a plastik i wydawnictwa typu „Polska Cena” zamienią się w ciąg bitów. Zdecydowanie na pewno ten los czeka single. Być może co jakiś czas po prostu będziemy otrzymywać box ze zbiorem singli z danej dekady lub na zakończenie okresu promocji danego albumu. To samo czeka również koncerty video, choć w naszym kraju potrzeba trochę bardziej stabilnych i szybszych łączy.
Z jednym nie mogę się zgodzić w przytaczanym tekście ze Spiders Web:
Zresztą i to nie na zawsze – nawet najwięksi audiofile w końcu przekonają się do bezstratnych formatów cyfrowych.
Otóż prawdziwi audiofile słuchają z winyli, a CD uznawane jest za coś gorszego.
No nic czas pokaże czy i jak szybko te czasy nadejdą. Renesans winyli pokazuje, że niektóre pogłoski o śmierci mogą być mocno przesadzone.

Ten zespół skończył się po…

Trochę z przymrożeniem, trochę na serio, zebrałem wszystkie zarzuty, jakie pojawiał się pod adresem depeche MODE na przestrzeni lat. Dla jasności nie interesowało mnie zupełnie obecne postrzeganie płyt zespołu z przed lat, ale to, jak ewolucja zespołu i ich muzyka była postrzegana przez ludzi w tamtym czasie. No to zaczynamy. depeche MODE skończyło się po…

…Speak & Spell…

Ja wiem, że to brzmi kuriozalnie dla ludzi, którzy zakochiwali się w tym zespole długie lata po wydaniu debiutu. Tekst: depeche MODE skończyło się po Speak & Spell jest przytaczany raczej, jako żart jest na równi ze słynnym powiedzeniem, że Metallica skończyła się po Kill’em All. Właściwie tak należałoby ten pierwszy przykład traktować, gdyby nie to, że rzeczywistość czasami jest śmieszniejsza od fikcji.

W każdym razie czytając i przeglądając prasę anglosaską, a szczególnie tę z wysp trudno nie odnieść wrażenia, że dla brytyjskich mediów depeche MODE skończyło się właśnie po Speak & Spell.

W 1981 roku Vince Clarke był podporą muzyczną dla młodego zespołu z ledwo jednym albumem wydanym w niszowej wytwórni. Po odejściu z zespołu prasa wieszczyła rychły koniec depeche MODE.  Nie dawano im zbyt wiele szans. Po ukazaniu się pierwszych nagrań pod szyldem Yazoo i nowych nagrań zapowiadających A Broken Frame próbowano antagonizować oba zespoły, przeciwstawiając i porównując ich twórczość. Kto pamięta wojny wszczynane przez prasę brytyjską – The Beatles vs. The Rolling Stones, czy Oasis vs. Blur, ten zrozumie, co próbowano zrobić z depeche MODE i Yazoo. To był jeden z powodów późniejszej niechęci Vince’a do zespołu aż do 1995 roku, kiedy to próbował powrócić do zespołu po odejściu Alana. Oczywiście muzyka w wykonaniu Yazoo była stawiana wyżej od tego, co ówczesne trio z Basildon chciało pokazać światu. Zespół sam się podkładał występują w masie gównianych programików typu Jim’ll Fix It, czy śpiewając z kurami.

Niestety prasa brytyjska miała rację, syndrom drugiego albumu spełnił się na prawie całym albumie i do tego bez głównego filara muzycznego. Do tego próba udowodnienia na siłę swoich możliwości muzycznych jako tiro, bez angażowania w proces twórczy nowego muzyka – Alana Wildera dało wszystkim znany efekt.

Był to czas, gdy zespół przebywał w permanentnej trasie koncertowej z przerwą na sesję nagraniową A Broken Frame, bo wiedzieli, że na listach przebojów nie mają szans. Musieli być TAM w terenie, aby przyszli fani mogli ich poznać. Tak jest właściwie do dziś. Wersje koncertowe nawet średnich płyt brzmią lepiej na żywo, niż studio. To właśnie koncertami depeche MODE utorowało sobie drogę do dusz fanów, a nie byciem na listach przebojów, czy po przez uznanie mediów.

Po średniej drugiej płycie dla anglosaskiej prasy muzycznej depeche MODE przestało istnieć właśnie po Speak & Spell. Kolejne próby przebicia się na brytyjskim rynku sprawiały co najwyżej obojętne przyglądanie się tym poczynaniom. I tak jest do dziś… z niewielkimi wyjątkami.

Inna sprawa, że dla wielu fanów również dopiero płyta Construction Time Again to ponowny debiut depeche MODE pod względem artystycznym i w najlepszym składzie.

…po Black Celebration…

Tu już będzie poważnie. Wiele razy przy okazji dyskusji o depeche MODE przytaczałem poniższe opowieści jako przykłady obrazujące moje wywody. Zanim przejdę do meridium 😉 sprawy krótki rys historyczny. Lata 80. to był taki dziwny(?) czas, gdzie ważna była pewna czystość formy. Pod każdym względem…

Metal to był metal i widząc kolesia z długimi piórami w rurkach i na czarno wiadomo było kto on. Depesz jak szedł ulicą, to też bez dwóch zdań można było z daleka powiedzieć, że to nasz. Dlatego na ulicach depesze witali się jak bracia i siostry, przybijali piątki, gawędzili z totalnie nieznajomi ludźmi, potem czasy się zmieniły i podobno teraz ważne jest to, co ma się w głowie, a nie na głowie. Wtedy było nie do pomyślenia, żeby Skin lubił muzykę depeche MODE, a hip-hopowieć powoływał się na kształtowanie swojego gustu i korzeni również na depeche MODE.  Inna sprawa, że nawet będąc depeszem można było od depesza w Polsce obskoczyć łomot tylko za to, że było się z niewłaściwego miasta, np. za Warszawę, albo w Toruniu za Bydgoszcz, czy w Radomiu za Kielce. Ale to była taka nasza głupia, lokalna specyfika.

Ten rodzaj czystej formy był, w owym czasie ważny również w muzyce. „Szanujące się” zespoły metalowe nie mogły nagrywać teledysków, bo fani pluli im w twarz – pamiętna scena z Jamesem Hetfieldem który został opluty przez fana za to, że nakręcili w 1987 roku teledysk do One – ze słowami o sprzedaniu się. Teledyski były dobrze dla kapel spod znaku pudel rocka, a nie wymiataczy ciężko grających. Zespoły rockowe nie mogły używać elektroniki jako, że ta była uznawana wśród „szanującego się”, szeroko pojętego środowiska rockowego za coś gorszego. Potem chyłkiem weszły tła odpalane ze stop umieszczonych przed gitarzystą. Ale zespoły zasłaniały się, że nie jest to elektronika, tylko sample, ale furtka powoli się otwierała. W muzyce elektronicznej było, podobnie, choć może mniej ortodoksyjnie.

Music For The Masses zwiastowało nadchodzącą zmianę. Na 4 lata przed nastaniem nowej dekady płyta była zapowiedzią zmiany podejścia do muzyki i w muzyce na świecie. Rzeczy, które stały się kwintesencją lat 90. w poprzedniej dekadzie działy się podskórnie w klubach Detroit, Machasteru, Bristolu, czy Berlina. Właściwie cała scena muzyczna, która znaczyła coś potem w latach 90. na europejskim i amerykańskim rynku muzycznym, jako swoje korzenie wymienia właśnie depeche MODE.

W USA zespół z płytą Music For The Masses odniósł co prawda spory sukces, który był fundamentem pod przyszłe sukcesy Violatora na całym świecie. W owym czasie były dwa zespoły, które mając swoje korzenie na wyspach, w swoich ligach namieszały w USA, w sposób masakryczny. Było to U2 i depeche MODE właśnie. Jednak to depeche MODE było w awangardzie zmian i trendów, na które U2 musieli dopiero zdążyć wydając w późniejszym czasie Achtung Baby i pozostałe płyty z elektronicznej trylogii. Po drodze zaliczyli jednak sporego klapsa w tyłek, jakim było wydanie Rattle & Hum. Kowbojskie granie z  Joshua Tree (objawienie w 1987) dwa lata później prawie nie wywróciła U2 do góry wozem. Zespół musiał zniknąć, żeby powrócić na rynek z nowym brzmieniem, całkowicie innym od tego co robili do 1998. Wydając Achtung Baby w 1991 ścieli drzewo Josuego.

Wróćmy jednak do depeche MODE. W Europie płyta była przyjęta bardzo ciepło, choć nie obyło się bez kontrowersji. Wspomniana wcześniej czystość formy lat 80. sprawiała, że pojawienie się zespołu stricte elektronicznego z gitarą na scenie wzbudziło liczne kontrowersje wśród zagorzałych fanów muzyki elektronicznej.

Wśród niemieckich fanów płyta Music For The Masses została przyjęta, jako „zdrada”. Szczególnie zapamiętałem historię jednej z fanek, która opowiadała, o tym jak to na koncercie w Essen zobaczyli Martina z gitarą, to najdelikatniejszy komentarz z grona fanów był z półki: Co to kurwa jest?!!! Zmiana w zespole z 3 parapetów na 2 + gitara była uznana, za niegodną „szanującego się” zespołu elektronicznego.

Dla mnie osobiście wydanie Music For The Masses to rozpoczęcie swoistego czasu przemiany, podczas którego zespół ze stricte elektronicznego zaczyna ewoluować i staje się, tym czym jest obecnie. Wszystko działo się krok po kroku. Dla kronikarskiej dokładności nie ma co demonizować użycia gitary na tej płycie, właściwie służyła ona w większości jako generator efektów elektronicznych/gitarowych. Dopiero kolejna płyta przyniosła postawienie gitary jako głównego instrumentu, na którym oparty był głównu riff numeru. Takich numerów, jak Behind The Wheel na Music For The Masses (jest tylko właściwie jeden), na Violatorze było tego znakomicie więcej z Enjoy The Silence, jako sztandarowym przykładem na czele.

Jeden powie staczanie się po równi pochyłej, ktoś inny „naturalna ewolucja”. Kwestia gustu i preferencji. Nie zmienia to jednak faktu ze Black Celebration jest ostatnią w 100% elektroniczną płyta w historii zespołu. Był przez chwilę taki moment, że dla niektórych fanów depeche MODE dyskografia kończyła się na Black Celebartion.

…po Music For The Masses…

Wydanie płyty Violator było szokiem dla wielu fanów. Po przełknięciu ’Musica’ zespół zaserwował fanom ‘komerchę’. Bo takim mianem określano tę płytę. Każdy młody fan, który zaczął słuchać depeche MODE od albumu z 1990 roku nie był godzien miana prawdziwego fana. Pewnie zobaczył zespół w Bravo, powiedzieli mu w MTV, że to jest cool i że inne dzieciaki tego słuchają. No i faktycznie tzw. ‘endżojów’ pojawiło się masa, szybko jednak wyparowali. Równie szybko, jak depeche MODE było trendy, tak szybko stało się obciachem i czasami trzeba było mieć dużo odwagi cywilnej, żeby przyznać się do faktu słuchania depeche MODE. Dzięki temu młodzi fani mieli podwójnie pod górkę. Z jednej strony od tych, co im przeszła moda na 4 Anglików i od tzw starych fanów, dla których Violator był głębokim ukłonem w stronę komercji, a więc nie godnym ‘klasyki’ z przed paru lat. Byłem świadkiem jak tzw stary fan wyjmuje na imprezie kasetę z Violatorem, po krótkiej lekcji latania kaseta ląduje na bruku, a w sprzęcie pojawia się (już nie pamiętam), czy Black Celebration, czy Some Great Reward, bo to było ‘prawdziwe’ depeche MODE.

Violator przyniósł jeszcze coś innego wprowadzenie perkusji (elektronicznej). Czym Music For The Masses było dla gitary, tym Violator był dla instrumentów perkusyjnych. Fakt na niektórych występach dla TV zespół już promując singiel Never Let Me Down Again „używa” zestawu perkusyjnego, ale dopiero singiel Personal Jesus przyniósł zasadniczą zmianę i użycie jej na żywo. Na koncertach również Clean otrzymał podkład perkusyjny grany live na padach. Była to jednak zajawka przed tym co miała przynieść kolejna płyta. Songs Of Faith And Devotion to twórcze tego rozwinięcie, a kolejne trasy pokazały, że perkusję można wsadzić właściwie do każdego numeru granego na żywo. Lata po odejściu Alana, to już czas obdzierania piosenek depeche MODE z elektroniki i wykony z towarzyszeniem akompaniamentu Gordeno.

Dziś Violator to klasyka, a ciężkie czasy Endżojów skończył się w raz z nastaniem kolejnej płyty. Szok był tak wielki, że nikt nie zajmował już się tym, czy Violek to komercha czy też nie… fanów głowa bolała już z innego powodu.

…po Violator…

Fani oswajali się, przyzwyczajali i kiedy myśleli, że nic już „gorszego” niż Violator ich nie spotka. Okazało się, że był to dopiero 1 rozdział. Koniec trasy World Violation, to już stałe szprycowanie się przez Dave’a ciężkimi narkotykami. Następnie rozwód i wyprowadzka do Kalifornii sprawiły, że jeden z filarów zespołu zaczął przechodzić na tyle drastyczną przemianę, że miała ona zasadniczy wpływ na dalszy rozwój zespołu. Chyba jeszcze nigdy tak wielu fanów brzmienia zespołu z lat 80. nie mogło powiedzieć, że depeche MODE skończyło się właśnie po Violatorze. Myślę, że era Songs Of Faith And Devotion jest fanom bardzo dobrze znana i nie będę się rozwodził nad tym zagadnieniem szerzej. Nie mniej nie można nie zauważyć, że zmiana brzmienia w 1993 była sporym zaskoczeniem, wielu przepowiadało przemianę. Wielu obstawiało, że depeche MODE pójdzie w kierunku tego, co modne było ówcześnie na starym kontynencie, a pierwsza płyta lat 90. będzie depeszowską, mroczną wersją muzyki tanecznej z klubów Niemiec lub Anglii. Jednak to co zaproponowali panowie z depeche MODE, było próbą ułożenia się względem tego, co działo się w USA w pierwszej połowie lat 90. z jednej strony, z drugiej była to również próba zagospodarowania zmasowanego postępu technologicznego w tworzeniu muzyki i zmianie sposobu słuchania jej. Tak, jak depeche MODE flirtowało wtedy z rockiem, tak U2 flirtowało wtedy z elektroniką. Nikt jednak nie przewidział, że depeche MODE może zrobić coś, co Flood określił ówcześnie jako nagrywanie Achtung Baby 2.

Ostatnio, przy okazji nagrywania coveru So Cruel Martin został zacytowany na tę okoliczność:

We first heard Achtung Baby working on Songs Of Faith And Devotion with Flood. It was the closest our bands ever got: U2 had become more electronic while depeche MODE were working on a new rock vision. But there was never a rivalry. (…)

Okres Songs Of Faith And Devotion to też pierwsze, jawne wystąpienie fanów przeciw depeche MODE. O ile zaskoczenie z okazji użycia gitar, czy wydanie Violator’a to były raczej spory akademickie, wewnątrz subkultury, to wydanie Songs Of Faith And Devotion jest tym momentem, kiedy fani głośno powiedzieli nie podoba na się kierunek jaki obiera depeche MODE. Wydanie płyty przez projekt Disel Christ jest tego najgłośniejszym przejawem.

…po Songs Of Faith And Devotion…

Odejście Alana, jest dla wielu cenzurą, granicą między którą jest rezerwat starego depeche MODE i otwarta przestrzeń na której rozpościera się nowe , inne, gorsze(?) depeche MODE. Dla wielu po Songs Of Faith And Devotion skończyło się to mroczne depeche MODE. Nastąpiła zmiana brzmienia zespołu – Martin Gore zajął miejsce Alana w studio. O Songs Of Faith And Devotion mówi się, że była to najbardziej rockowa płyta w historii zespołu. Nie jest do końca tak. Gitary i perkusja są mocno przetworzone i ich brzmienia były generowane przez instrumenty elektroniczne schowane gdzieś daleko za sceną. W przypadku Ultry pojawiło się właściwie wszystko z gitarą akustyczną, bassową i tzw Pedal Steel znanym z muzyki country włącznie. Pojawiły się instrumenty akustyczne użyte właściwie bez przetworzenia, w postaci generycznej. Do powstania Ultry był potrzebny za to sztab ludzi, który musiał zastąpić jednego człowieka…

I znowu dla jednych depeche MODE skończyło się na Songs Of Faith And Devotion, a Ultra była początkiem tego, choć wielu dopiero po Ultrze określa wszystko pozostałe jako nowe depeche MODE, a do Ultry jako stare. Nie można jednak nie zauważyć, że wielu młodszych fanów i krytyka muzyczna przyjęła Ultrę bardzo ciepło, jako na prawdę depeszowski i po prostu dobry album. Być może wynikało, to z tego, że producentem tego albumu był właściwie fan depeche MODE – Tim Simenon, a jego remixy pojawiały się na singlach depeche MODE od 1989 roku. Na bazie remixu Everything Counts z 1989 roku powstała potem wersja koncertowa na trasę World Violation.

Ten sukces Ultry mógł wynikać również z innej rzeczy – oczekiwanie na nowy album depeche MODE po przejściach z pierwszej połowy lat 90. sprawił, że właściwie wszystko, co wyszło spod szyldu depeche MODE miało wartość emocjonalną większą, niż fakt, że muzycznie było to dosyć drastyczne odejście od tego, co zespół prezentował w pierwszej połowie ostatniej dekady XXw.

Ultra została bardzo dobrze przyjęta również przez nie fanów. W pewnym momencie miałem wrażenie  że tzw nie-fani mają lepsze zdanie o tej płycie, niż fani będący z tym zespołem od lat. Dla nich depeche MODE skończyło się na płycie z 1993 roku.

…po wszystkiemu pozostałemu…

Od Ultry dla wielu słuchaczy depeche MODE kończy się już permanentnie. Raz lepiej raz gorzej, ale proces jest stały. Nie ma sensnu się rozwijać po której płycie od 1993 bardziej, bo sami fani nie doszliby do ładu z tym. To już kwestia ich indywidualnych preferencji czy Exciter to już wcielone zło, czy dopiero Sounds Of The Universe.

Trudno nie zgodzić się jednak ze słowami Dave’a który już w 2003 stwierdził w jednym z wywiadów, że od momentu odejścia Alana zespół stracił swoją wyrazistość i płyty są nie równe i za każdym razem brzmią inaczej. Alan był tym, który sprawiał, że jeżeli nawet zespół się zmieniał, to z płyty na płytę zachowywał swój charakter. Słowa Dave’a wynikają być może z tego, że raz producenci mieli zbyt duży wpływ na brzmienie albumów, raz zbyt dużo swobody dostał Martin, innym razem producenci mieli zbyt mało do powiedzenia, a jeszcze mniej Dave. Finał jest taki, że od 1997 roku każda płyta to zamknięty, niespójny rozdział, pod każdym względem.

_

Podobnie można podchodzić do powyższych wiadomości o śmierci depeche MODE, wiele z nich było przedwczesne. Wiele z tych opowieści budzi dziś uśmiech na twarzy, a nawet politowanie. Pamiętać należy jednak o kontekście historycznym, czy też sytuacyjnym. Wtedy kiedy rozmawiano o tym, nikt nie mógł być wróżką i wiedzieć, co stanie się na następnej płycie. Czasy się zmieniają i to, co kiedyś było powodem do drastycznych i zasadniczych sądów dziś wydaje się blade, a nawet żenujące. Jak widać czas leczy rany i tępi nawet najostrzejsze noże.

Tekst się zbliża już do swojego szczęśliwego końca, a pewnie niektórzy nie dowiedzieli się kiedy depeche MODE się skończyło… No cóż o tym zdecydują już sami zainteresowani i na pewno nie nam o tym decydować…