Kolejna porcja przecieków na temat setlisty koncertowej na nowej trasie. Nie mam zamiaru ujawniać wielkich tajemnic, bo sporo już napisałem poprzednim razem. Nie mniej jeżeli nie będziecie zadowoleni z nowego setu to powiem Wam kogo winić 😉
W wywiadzie dla Programu III Polskiego Radia Andy Fletcher opisał pracę nad setem koncertowym mniej więcej tak – Cały zespół, z wyjątkiem Dave’a, pracował nad setlistą w Santa Barbara. Stąd zdjęcia zespołu z prób, na których widać wszystkich z wyjątkiem Dave’a. Bo go tam nie było. Dave w tym czasie siedział w Nowym Jorku. Podczas jednej z wymian zdań na temat setu padło sakramentalne – to skoro jesteś taki mądry to podeślij swoją wersję setlisty – i przysłał. Finał tego był taki, że prawdopodobnie to wersja Dave’a będzie tą, którą usłyszymy na trasie.
Wszystko to działo się gdzieś w lutym br. Zespół zanim wyruszył promować album po miastach i wsiach Ameryki i Europy zamknął temat setu i w tej chwili już inni się nad nim pastwią.
Od 3:55
Mogę zdradzić tajemnicę, że jednym z próbowanych przez Martina i spółkę numerem było Sea Of Sin w wersji bare, ale podobno nie przeszedł ten patent. Czyżby numer słabo wychodził bez otoczki elektroniki? Z dwojga złego chyba jednak wolę, żeby nigdy nie został zagrany, niż miałby być potraktowany pianinkiem Gordeno lub pałkami Eignera. To jest jeden z tych klasyków na których depeche MODE = 3 parapety i wokalista. Gdzie 5 występuje zamiast 4, bo 3 nie daje rady, więc 2 musi zastąpić 1.
Tymczasem Andy zapowiada, że będzie kilka perełek, moje przecieki coś mówią o dawno nie granym kawałku z Music For The Masses, ale jak zwykle brałbym poprawkę. Szczypałem się z Sea Of Sin i dobrze, bo temat się po drodze zdezaktualizował… ale za to Higher LoveMartin ma przywrócić do łask. Oby nie było to w wersji bare.. brrry
Dziś wypłynęła wiadomość od południowo-kalifornijskiego radia +KCRW, że na kwiecień również należy się szykować. Na razie jest jeden występ, ale ja bym się nie obawiał, że temat zostanie niezagospodarowany 🙂
Przejrzałem swoje notatki, poprzednie wpisy i postanowiłem zebrać do kupy wszystko, co wiem o nowej setliście. Kolejność utworów przypadkowa.
Utwory z Delta Machine:
Angel Should Be Higher Heaven Soft Touch/Raw Nerve Soothe My Soul
Starsze utwory zagrane już:
Walking In My Shoes Barrel Of A Gun Personal Jesus Enjoy The Silence Only When I Lose Myself *(!)
Niezagrane jeszcze, a podobno pewne utwory do setu:
Never Let Me Down Again I Feel You Behind The Wheel Policy Of Truth
Jak dotąd wychodzi mi 13 numerów i nie mamy jeszcze w tej wyliczance 2-3 kawałków Gore’a. Niestety wiem, że możemy… (znowu) liczyć na Home (sic!) No i pewnie coś z pary The Child Inside / Always. Może będą wymiennie, a może oba, a Home będzie na bis hgw…
Na liście mamy więc Wrong. Pozostałe numery wspominane wcześniej to:
Come Back John the Revelator The Sinner In Me Dream On Strangelove Black Celebration The Things You Said (wersja bare) + Wrong Home The Child Inside Always
Po szybkim zliczeniu mamy 3 numery Gore’a, oraz 7 kawałków Dave’a. Wychodzą łącznie 22-23 numery. Proszę pamiętać tylko, że mówimy o potencjalnym secie wyjściowym, a nie o całej trasie, która ma potrwać do lata 2014 i przez ten czas kolejne utwory powinny pojawić się w setliście. Także z nowej płyty, nie wymienione jeszcze w tym wpisie. W końcu płyta w wersji delux ma 14 utworów. Nie zająknąłem się też słowem o ew. intro/instrumentalu, który może zabrać miejscówkę dla jednego z numerów w setliście.Czy to już wszystko? Otóż nie… jest coś jeszcze, perełka z historii zespołu, ale niech to jeszcze zostanie tajemnicą. Może nie zagrają, więc jak napiszę to wyjdę na fantastę i będę żył w morzu grzechu. Dlatego w tym momencie przerwę snucie swojej opowieści… a po rozpoczęciu trasy, albo powiem „a nie mówiłem?”, albo posypię głowę popiołem i niczym mały piętnastolatek przyznam się do małego kłamstwa i stanę w koncie.
Przyznam się, że czuję lekki zawód po występie naszych ulubieńców. Nie dla tego, że polecieli po schemacie, bo byłbym bardzo zdziwiony, gdyby nie zagrali Enjoy The Silence, czy Personal Jesus. Aż ciśnie się na usta pytanie gdzie jest Never Let Me Down Again? Tu zespół mnie nie zawiódł schemat i standard aż miło.
To co mnie zawiodło, to liczba utworów (aż 9) oraz tak duża liczba nowych utworów w setliście. W sumie nie, nie powinno mnie to zaskakiwać. Nie mniej uważam, że grając taką setlistę zespół popsuł wielu fanom niespodziankę. 9 utworów to właściwie połowa setlisty koncertowej. 5 numerów z nowej płyty, to praktycznie docelowa liczba kawałków zaplanowanych do śpiewania na letniej trasie. Brakuje już tylko solowego kawałka Gore’a i promocję nowej płyty na letniej trasie koncertowej mamy już właściwie załatwioną.
Cały urok i misterny plan wyprawy do Nicei 2013.05.04 powoli pryska. No oki, są jeszcze światła, wizualizacje, scena, kolejność utworów w secie. No i te rarytasy, które mają być na koniec. Nie zmienia to faktu, że byłem nastawiony na góra 7 kawałków, jak to było w 2009 roku, albo mniej. zakładałem, że będzie schemat do bólu i nawet, jeżeli ze stronowo/blogowego obowiązku będę musiał odnotować wszystko na stronie, to nie będzie bólu, że wklepując to tracę urok świeżości.
Mogli spokojnie walnąć jedynie Angel i Heaven, bo już znane i Soothe My Soul, jako zapowiadany nowy singiel. Do tego jeszcze 4 hiciory typu Enjoy The Silence, Personal Jesus, Never Let Me Down Again lub Behind The Wheel, czy nawet ten Walking In My Shoes i mamy pozamiatany temat. A tak zaczyna się znowu wkurw.
Jedyną pociechą jest Barrel Of A Gun, który po 15 latach wraca do setu. Mimo, że pisałem o tym już parę miesięcy temu i ze swoich źródeł wiem o kolejnych utworach, których się nigdy w życiu byście nie spodziewali, że mogą być próbowane, to jednak po cichu liczyłem, że zespół zostawi rarytasy na główną trasę. Znowu przypomina mi się wyskok Dave’a, który gdzieś o tej porze w 2009 roku wyskoczył z tekstem, że planują grać Strangelove i Master & Servant… wtedy też miałem podobne uczucie jak dziś… więc dlaczego to mnie jeszcze dziwi.
W ubiegłym tygodniu pojawiło się na sieci takie zdjęcie z takim oto podpisem:
Dave Gahan from Depeche Mode came by the office for a pair of T1 Lives! Cool guy.
Oczywiście najważniejszymi komentami na Instagramie (gdzie umieszczono, tę fotkę), były określenia jak to 'awesome’ i 'nice’ jest Dave. Zmilczę. Ważniejsze dla mnie jest, gdzie i po co się pojawił.
Firma, w której się Dave zjawił – ACS, to zakład produkujący wkładki i systemy douszne dla profesjonalistów, kto miał kiedykolwiek coś do czynienia z aparatami słuchowymi i całym procesem przygotowania ich, ten będzie wiedział o co chodzi. Analogia jest tu bardzo bliska. Jako, że nie ma dwóch par identycznych uszu, a nawet w parze uszy się różnią, wiec wymaga to indywidualnego dopasowania wkładek IEMów. Szczególnie ma to istotne znaczenie przy odsłuchach tak dynamicznych ludzi, jak Dave. Ale również pozwala na izloację zewnętrznych dzięków tak, aby nie zaburzały selektywnego słyszenia tylko tego, co dociera do muzyka przez słuchawki. Kto słuchał muzyki w komunikacji miejskiej, ten wie o czym mowa. Działa to niczym dobry kit, czy silikon izolujący od reszty świata. Jest to pierwszy raz dla Dave’a, a wcześniejsze próby były wiele razy porzucane. Prawdopodobnie wynikało to z faktu, że zespół aplikował sobie standardowe odsłuchy Sennheiser’a. Z resztą sama firma chwaliła się tym od 2006 roku, a prawdopodobnie były to standardowe odsłuchy od 1998-2001 roku Martina i reszty teamu.
Z odsłuchów firmy ACS korzystają tacy muzycy jak Bono/U2, Muse, Prodigy, a nawet tacy giganci sceny, jak PSY, więcej na „polskiej” stronie tej firmy -> http://www.acscustom.com/pl/
Zaopatrzenie się przez Dave’a w odsłuchy douszne jakby potwierdzało tę tezę. Choć nie musi. Dave będzie musiał przemierzać spore odległości po scenie i wyposażenie wszystkich członków zespołu w IEMy jest po prostu tańsze, niż zamówienie paru ton paczek rozstawionych po całej scenie. Prawdopodobieństwo błędu, niełączenia, znacząco wzrasta. Czas potrzebny na zmontowanie wszystkiego się wydłuża, albo trzeba zainwestować w znakomicie większą liczbę ludzi po stronie obsługi technicznej. Pamiętajmy, że te koszty przenoszą się potem bezpośrednio na ceny biletów. Dlatego, choćby z tego względu jest to ruch logiczny i ekonomiczny, skoro i tak już fani narzekają na ceny biletów. Najprościej mówiąc w całym tym zamieszaniu chodzi po pozbycie się tego stada paczek, które stoją przy Dave’ie na poniższej fotce.
Są również inne względy, które mogą wymuszać na Dave’ie taki ruch. W zależności od punktu widzenia decyzja o użyciu IEM’ów jest zarówno pozytywna, jak i negatywna.
Jednym z zarzutów tuż po zakończeniu Tour Of The Universe był fakt, że Dave śpiewał sobie, a muzyka sobie. Nie wchodził we frazy, fałszował, bardzo niewyraźnie wyśpiewywał końcówki słów, lub poszczególnych linijek. Ta niechlujność mogła być tłumaczona chorobą, zmęczeniem trasą, ale również faktem, że siebie nie słyszy biegając po scenie. IEM pozwolą mu lepiej kontrolować siebie w czasie trasy. Do standardu koncertów depeche MODE przeszedł gest dwóch palców wskazujących robiących kółko, rowerek, różnie to nazywano, który był znakiem dla akustyków z boku sceny do podniesienia głośności odsłuchów, no bo Dave się nie słyszał. Z profesjonalnego punktu widzenia inwestycja w odsłuchy pozwala na ograniczenie pewnej nieprzewidywalności i zmienności koncertu, pozwalając na większe kontrolowanie się zespołu w czasie gry. Wystarczy posłuchać Wrong z początku trasy, jak i z końca, aby zrozumieć jaka różnica na niekorzyść tego numery powstała z faktu niedbałego śpiewania.
Dla mnie jako fana i miłośnika koncertów inwestycja w odsłuchy jest jednak negatywnym posunięciem. Narzekamy na bardzo dużą powtarzalność depeche MODE na koncertach, niestety IEM u Dave’a sprawią, że ta powtarzalność stanie się jeszcze większa. Jaki będzie sens jechać na kolejne koncerty, skoro prawdopodobieństwo niepopełnienia błędu jeszcze bardziej się zwiększy. Potencjalnie kolekcje z cyklu „Something went wrong.” staną się jeszcze uboższe. Ale to jeszcze można uznać za czepianie się. Większym dla mnie problemem, jest potencjalna utrata kontaktu Dave’a z publiką. Zawsze ceniłem interakcję Dave’a z publiką w czasie koncertu i sposób w jaki prowadzi ją. Było to możliwe właśnie dlatego, że nie miał tego kitu w uchu. Oglądając koncerty wielu innych zespołów częstą sytuacją był fakt, gdy wokalista chcąc usłyszeć, co śpiewa publika musiał zatrzymać się na chwilę i wyjąć odsłuchy z uszu. Inaczej nie był w stanie nic usłyszeć. Pół biedy, gdy wokalista ma tylko jeden odsłuch w uchu, gorzej gdy oba uszy są zatkane kitem. Wokalista staje się głuchy na zagrania publiki, do momentu, aż mu ktoś nie powie o tym przez IEMy lub sam nie zobaczy, że coś się dzieje na obiekcie Wówczas sztampa, nawet jeżeli była stałym elementem koncertów, teraz staje się wręcz wymagana. Smutne to niestety.
Podchodzę do tej decyzji z umiarkowanym optymizmem. Dla mnie koncerty to autentyczność spontan i nieprzewidywalność zespołu na scenie. Tego nie da się zrobić, gdy wszystko jest wyreżyserowane do ostatniego punktu, łącznie z tym, że to gość na konsolecie mówi poszczególnym członkom zespołu kiedy mają zacząć grać, jak mają grać i ile razy wolno im powiedzieć You are the best audience in the world czy Mejk some motafokin nojz!!!!! Nie mniej zdaję sobie sprawę, że wiek już nie ten, a i produkcja spektaklu ma pewne wymagania. A możliwość powstania licznych bootlegów zgrywanych z IEM, w pewnym stopniu łagodzi moje obawy…
Zacznę od tego, że nie chcę nikomu zepsuć niespodzianki, radości czekania w błogiej nieświadomości. Dlatego lojalnie uprzedzam, że to spoiler dotyczący nowej trasy. Pierwszy taki poważny. Każdy, kto nie chce poznać tytułów numerów wybranych z poprzednich płyt ma szansę jeszcze się wycofać, po skończeniu tego zdania i następnego i dotarciu do kropki nie będzie już takiej możliwości. Wtedy zacznie się już właściwy tekst i pretensje będzie można mieć tylko do siebie… ostrzegałem 🙂
No dobra jeszcze chwila, bo widzę jak parę osób walczy wewnętrznie nie wie co zrobić… To ja poczekam jeszcze chwilę, skoczę po coś dobrego do barku i za chwilę jestem. Może w tym czasie zostaną tylko Ci z najsłabszą silną wolą…
…
No dobra to jestem. Ciut się przerzedziło, no to zaczynamy…
–
Jak wiecie zespół zakończył fazę pracy w studio. Teraz tematem zajmują się fachowcy od mixowania: Flood, Daniel Miller, Denjamin Hillier. Pacz fotka umieszczona przez Bena na sieci. Potem jeszcze tylko mastering i płyta gotowa jest do tłoczenia… ale to temat na po Nowym Roku już. Dla ułatwienia dodam, że Hillier to ten co robi zdjęcie 😛
Jak wiecie w tym czasie zespół nie leży pod palmami, tylko tyra, że pot zalewa im kubki ze starbucksa i ich fajfony gdzieś w klimatycznych miejscach Nowego Orleanu i okolic. Zapowiadali to już Panowie w październiku, że następny punkt programu w ich kalendarzu to wycieczka do Luizjany na tereny Forfitera z Antonem, co by nakręcić wizuale na trasę i podobno coś była mowa i o teledysku singlowym. Tak na marginesie ciekawe jak po holendersku jest Pacz szwagier jaka franca… No nic zajmę się tym tematem później…
Tym czasem fani wypisują na forach co by chcieli, a szpiedzy notują i donoszą zespołowi. Chłopaki podobno pracują zażarcie nad podkładami, po naszemu nazwanymi backingtape’ami, które potem będą wykorzystane na trasie. Podkłady są już w produkcji, a od ludzi zaangażowanych w prace nad nimi można się dowiedzieć, że dostali do opracowania takie oto utwory: Wrong, Come Back, John the Revelator, The Sinner In Me, Dream On, Walking In My Shoes, Barrel Of A Gun, Strangelove, Black Celebration, The Things You Said.
Co ciekawe na potrzeby jednych opracowane są pełne podkłady koncertowe, niektóre numery są tylko aranżowane na nowo, a do niektórych przygotowywane są tylko sample do grania na żywo ze starymi podkładami i liniami melodycznymi.
Martin nie zaskoczy nas chyba faktem, że przygotowuje aranżacje na gitarę i klawisz grający difoltową barwę fortepianu w wykonaniu Gordeno. Natomiast szpiedzy donoszą, że Martin przetrenował i nagrał w studio bardzo wiele piosenek z minionego 10-lecia, cześć pewnie znajdzie się na dodatkach do wersji deluxe, a część była trenowana z myślą o trasie.
Moje (nasze) źródła z HQ potwierdzają, że numery takie jak: Personal Jesus, Enjoy The Silence, Never Let Me Down Again, I Feel You i co ciekawe Behind The Wheel są pewniakami do setu, ale za to w przypadku A Question Of Time zapadła decyzja o niegraniu na najbliższej trasie.
Ach czemu tak późno z troską się zapytam <sarkazm>. Jeszcze chciałbym podobnego newsa usłyszeć w temacie In Your Room i mogę przestać wybrzydzać na resztę numerów.
Tyle źródła, ja osobiście nie przywiązywałbym się do faktu, że coś zostało zakwalifikowane lub wypadło z listy i nie będzie grane. Dziś nie jest, a za tydzień chłopakom się coś przyśni i wcześniej wywalony numer wróci do łask. Słowa takie, jak „nigdy”, „definitywnie”, „na pewno”, „każdy” mają to do siebie, że zawierają w sobie spory ładunek nie prawdy, czy też kłamstwa. Traktujcie to jako raport sytuacyjny z pola walki.
Zmiany, jakie zachodzą na rynku muzycznym w temacie przyszłej płyty i trasy depeche MODE wprowadzały dużą dozę niepewności i frustracji ze strony fanów…. aż do teraz.
Jesteśmy w takim dziwnym czasie, że wiele spraw dzieje się na naszych oczach, nawet jeżeli tego nie widzimy. depeche MODE, firma depeche MODE układa sobie biznesy ze swoimi partnerami na nowo. Od jakiegoś czasu krąży pogłoska o tym, że zespół zwiąże się z nową wytwórnią płytową. EMI wypięło się na depeche MODE argumentując, że zespół miał za niską sprzedaż swojego ostatniego albumu. Nie precyzując, czy chodzi o Sounds Of The Universe, czy też o Remixes 2 81-11. EMI miało/ma tak dużo problemów ze sobą, że pozostawanie na okręcie, z którego nawet szczury uciekają było cokolwiek ryzykowne.
Pół oficjalnie media branżowe donoszą, że nowy album zespół wyda w Columbii, czyli Sony. Już w czasie konferencji prasowej w Paryżu ludzie bliscy zespołowi potwierdzali ten fakt, choć oficjalnie nic takiego nie zostało jeszcze powiedziane.
Jednak to nie koniec zmian i tu wyjaśniam znaczenie tytułu dzisiejszego wpisu. Jak napisałem zespół na nowo układa sobie swój biznes wiążąc się na nowych warunkach z organizacjami, które pozwolą im dalej rozwijać przedsięwzięcie biznesowe pod szyldem depeche MODE. Jednym z takich posunięć było również wypowiedzenie umowy na obsługę artystyczną przez agencję CAA – Creative Artist Agency, po kliknięciu na linka zobaczycie jedynie lokacje biur tej firmy na świecie, ale jeżeli wejdziecie na stronę CAAtouring.com i poszperacie trochę, to znajdziecie w szeregach tej firmy również depeche MODE… jeszcze. Dziś wypłynęła wiadomość, że już nie długo, ponieważ zespół podpisał nowy kontrakt z WME czyli William Morris Endeavor. Jest to agencja, która ma swoją siedzibę m.in. w NY i która zajmuje się dbaniem o prawa autorskie, wszelkiej maści zespołu na terenie Stanów Zjednoczonych. Obie te agencje to są również agencje bookingowe, czyli możesz się zgłosić do takiej firmy i powiedzieć, że chciałbyś wynająć depeche MODE, na swoje urodziny na koncert. Jeżeli zespół będzie zainteresowany, to usłyszysz cenę, oraz warunki po spełnieniu których zespół uświetni Twoje urodziny. Możesz też usłyszeć, że zespół ma w tym czasie i każdym innym do końca świata zajęte terminy i nie widzi możliwości przyjazdu.
Podpisanie tej umowy dopiero otwiera drzwi do organizacji trasy koncertowej zespołu w USA, Kanadzie i przyległościach. No dobrze, a zapytacie się, to gdzie jest J. Kessler w tym wszystkim? Otóż jest to człowiek, który pilnuje spraw zespołu po stronie zespołu, jego zadaniem jest bieżące kontaktowanie się własnie z WME, wytwórnią, czy też nawet Live Nation po za trasą koncertową i uzgadnianie wszystkiego w imieniu zespołu, aby 3. z Basildon mogła się skupić na sprawach artystycznych.
To od tego typu agencji otrzymamy fakturę za wynajem depeche MODE, to oni będą się również starali zaproponować innego artystę ze swojej stajni, gdy depeche MODE wypnie się na sowitą ofertę uświetnienia dorocznych dożynek gminnych na stadionie Huraganu Falencice z supportem lokalnej nadziei – zespołu pieśni i tańca Falencice Dance Fury.
Nagrania koncertowe z cyklu LHN, zwane przez niektórych oficjalnymi bootlegami, dawały nam od 2006 roku wiele radości i dzięki nim możemy wielokrotnie wracać do koncertów, których byliśmy świadkami lub też znalazły się na naszej półce ze względu na unikatową setlistę, urodziny jednego z członków zespołu lub też tysiące innych powodów. Tak było do tej pory, czy będzie tak ponownie wcale nie jestem tego taki pewien.
Nie tak dawno pisałem o tym, że warto się spieszyć z zakupem archiwalnych LHN’ów, bo tak szybko odchodzą… i nie będzie 2 tłoczenia. Co prawda kiedyś zrobiono wyjątek, ale to wyjątek potwierdzający regułę.
Pomylone setlisty, literówki, błędy w opisach koncertów były na porządku dziennym w 2006 roku. W 2009 za to ukrywano fakt wywalenia z setlisty Strangelove po przez usunięcie zdjęć z tego utworu, gdzie standardem był fakt, iż na całą trasę była jedna wkładka, różniąca się opisami.
Dało się odczuć cięcie kosztów, po przez użycie mniej rozbudowanej poligrafii i tańszych plastików. Ważne jednak, żeby te minusy nie przysłoniły nam plusów, parafrazując pewien film. Może się okazać, że jeszcze zatęsknimy, za tymi wpadkami, gdy okaże się, że LHNów na nowej trasie nie będzie wcale i jedyne co nam pozostanie znowu, to własne rękodzieło.
Rok temu pisałem o kłopotach EMI i sprzedaniu się Universalowi. Do tego mówi się co raz głośniej, że nową płytę zespół wyda w Sony Music. A co to ma wspólnego z LHN? Otóż LHN to był projekt Mute i jako taki pozostawał w strukturach tej firmy. Jak wiemy przez 10 lat Mute było własnością EMI. Fakt ten sprawił, że Mute przechodząc różne restrukturyzacje i przemiany własnościowe wyzbyło się ze swoich struktur ten projekt. Właścicielem katalogu i praw stało się studio Abbey Road (EMI), które w tej chwili nie ma już z Mute za wiele wspólnego.
Na konferencji Dave odpowiedział na pytanie fana o nagrywanie kolejnej trasy w ten sposób, że nie podjęli jeszcze decyzji. Wiadomo, że w czasach, gdy projekt LHN był w gestii Mute inne były koszty i inne rozliczenia. Teraz chcąc zatrudnić tą samą ekipę zespół musi liczyć się ze zwyżką kosztów, wynikających z wynajmu firmy zewnętrznej, która oprócz sfinansowania swoich kosztów musi jeszcze zarobić coś dla siebie. Jeżeli decyzja o nagrywaniu komercyjnym koncertów dostanie zielone światło, to raczej powinniśmy się liczyć ze zwyżką kosztów.
Może się jednak też tak stać, że pozostaną nam już tylko wspomnienia.
Różne rzeczy mogą do głowy przyjść, gdy dłużej człowiek skupi wzrok na rozpisce koncertów. Czasami ciekawe wnioski mogą się nasunąć.
Nie wiem, czy zauważyliście, ale trasa w standardzie jest ustawiona tak: dzień koncertowy, dzień wolny. Są dłuższe przerwy 2-3 dniowe na odległe transfery, ale z wyjątkiem 2 Londynów zespół praktycznie nie gra noc w noc. Zastanawiające. Oznaczać to może po prostu, że zespół się starzeje i Panowie potrzebują więcej czasu dla siebie na odreagowanie.
Jednak gdy zestawimy to z innymi zapowiedziami dosyć buńczucznymi ze strony zespołu, że będzie to najdłuższa trasa ever. Fani z Ameryki Południowej donoszą, że na ich kontynent zespół przyjedzie dopiero w 2014 roku, to może to oznaczać coś zupełnie innego.
Do tej pory było tak, scenę dostarczał lokalny podwykonawca, w z góry określonym standardzie. Ekipa koncertowa składała scenę po koncercie i jeszcze tej samej nocy ciężarówki wiozły nadbudowę sceny, instrumenty, oświetlanie, ekrany do nowego miasta. Do 17.00 przeważnie wszystko było już rozłożone. W poprzednich latach zespół grywał w schemacie na 4. 2 dni grania, 1 dzień przerwy, 1 dzień grania i prawie nigdy w poniedziałki.
Analizując jednak ogłoszoną rozpiskę koncertową mam wrażenie, że powód jest inny. Wydaje mi się, że techniczni potrzebują o wiele więcej czasu na zbudowanie sceny, stąd minimum dodatkowy 1 dzień przerwy na transfer i montaż. Ciekawe czy to oznacza, że cała scena będzie wożona przez zespół, czy po prostu poziom skomplikowania będzie taki, że wymagać to będzie dłuższego montażu. Myślę, że gdy zespół ruszy promować nowy album wyjają się z większą ilością szczegółów. Póki co są to domysły…
Naszły mnie jeszcze dwa spostrzeżenia. Zanim depeche MODE zawita do nas na koncert do Warszawy 2013.07.25, przynajmniej dwa razy sprzęt koncertowy przemierzy Polskę w drodze na inne koncerty. Pierwszy raz sytuacja będzie mieć miejsce po koncercie w Hamburgu 2013.06.17, gdy Stage Trucki wyruszą w drogę do Moskwy na koncert 2013.06.22. Jeżeli ktoś 18.06 będzie jechał A2/2 może mieć trochę szczęścia i wpaść na srebrne ciężarówki z czarną strzałą na naczepach.
Druga taka sytuacja może mieć miejsce, gdy ciężarówki ze sprzętem będą wracać z koncertu w Kijowie 2013.06.29 na miejsce koncertu w Dusseldorfie 2013.07.03. Tym razem raczej fani z południa Polski przemierzający 4/A4 mogą mieć trochę szczęścia.
Weszliśmy w bardzo ciekawy i bardzo zawirowany okres. Potrwa on pewnie ze 2 lata szczególnie, że Panowie odgrażają się i to bardzo. Dziś kilka plotek, pomysłów jakie docierają do teamu pracującego na 101dMpl na FB, ale też kilka spostrzeżeń mniej oczywistych.
Z graniem tej samej setlisty od 1993 roku, chyba już nie poradzimy nic, czeka nas 7 trasa Greatest Hits z rzędu. Nie jest też pierwszy raz, gdy zespół, ogłosił amerykańskie daty z opóźnieniem, tak samo było w 2009 roku. Co do tytułu, to podobno faktycznie go jeszcze nie ma, choć robocza nazwa płyty, to „Negative”. Zastrzegam, że nazwa ukuta jest na potrzeby pracy w studio i pochodzi o ludzi kręcących się przy produkcji albumu. Podobnie było w 2005, gdy roboczą nazwą Playing The Angel była – Angel. Dave zdradził również w jednym z wywiadów znaczenie nowej wersji logo depeche MODE. Otóż „D” można odczytywać również, jako „Play”, a „M” jako „Pause”.
To ciekawe, że zespół mówi, że nie myśleli o wielu sprawach jeszcze, że jest za wcześnie. Jednocześnie Dave w czasie wywiadu twierdzi, że nazwa płyty jest zakodowana w nowym logo?
Tymczasem depeche MODE przebywają obecnie z Antonem w Louisianie, gdzie kręcą materiały do projekcji, które potem będą wyświetlane w czasie trasy na ekranach / ekranie. Oznacza, to równocześnie, że zespół ma już zarys setlisty, a przynajmniej numerów, które zostaną oprawione obrazem i raczej nie wylecą z setu przez całą trasę. Choć to może być dyskusyjne mając w pamięci wylot Peace z setu.
W każdym razie jest szansa, że zespół nie popełni błędu z 2009 roku, gdy projekcje przygotowane przez Antona Corbijna, po raz pierwszy zobaczyli w czasie koncertu w Luxemburgu. Finał był taki, że jedynie na 3 koncertach pojawiła się wersja nieocenzurowana Strangelove, a po 30 koncertach numer wyleciał z setu. Napisałem, że nie popełni tego samego błędu, ponieważ pomysł na warm-up gig może być dla wielu zaskakujący. Zastrzegam, że nie wiem, czy tak będzie na prawdę, a pomysł na rozgrzewkowy koncert jest jedynie… pomysłem w sztabie wokół zespołu.
Otóż koncert ma się podobno odbyć w Anglii, a dokładnie w Basildon. Ma być to naprawdę wyjątkowy i elitarny występ. Wyjątkowy, ponieważ bilety będzie można zdobyć dzięki konkursowi, a elitarny, bo liczba zwycięzców będzie liczona w setkach i to raczej bliżej tych z 2 z przodu. Koncert miałby się odbyć pod koniec kwietnia 2013.
Skoro już jesteśmy w Anglii to Live Nation w ub. tygodniu ogłosił drugi koncert w Londynie. Dzięki czemu na wyspach będą dwa pełne koncerty. Do czasu ogłoszenia 2go Londynu zapowiadało się też, że trasa po Europie, mogłaby być trasą jednej setlisty. Na pewno w przypadku Dave’a, a tak jest szansa, że przynajmniej w Londynie zespół w części Dave’a zmieni choć jeden utwór. Na razie szykują nam 34 koncerty z jedną setlistą i jeden koncert ekstra. Po koncercie rozgrzewkowym na początku trasy może to być drugi najważniejszy występ przyszłego lata w Europie.
Tymczasem trwa szaleństwo zakupowe biletów. Natychmiast pojawiły się na ebay bilety od koni na FOS – Front Of The Stage w cenach x2 lub więcej za sztukę. Niemieckie miasta sprzedają się na prawdę dobrze i może za chwilę okazać się, że pozostałe kategorie też będą na wagę złota. Po pierwszym weekendzie i najdroższe bilety w Warszawie na trybuny i płytę również sprawnie się wyprzedały i są już tylko wspomnieniem…. dla tych, co się nie załapali.
W każdym razie przygotowania do koncertu i wszystkiego, co się wokół tego wydarzy ruszyły pełną parą, więc trudno nie zauważyć poruszenia na forach, FB i na mieście. Ruszyły przygotowania do organizacji After Show Party, media więcej interesują się fanami i depeche MODE.
Przyszła pora, aby ujawnić pomysł jaki chodził w naszych głowach od kilkunastu miesięcy. Zarówno strona MODEontheROAD.com, jak fanpage na Facebooku zmienią swój sposób działania w czasie trasy. Poniżej odkrywamy wszelkie szczegóły.
Na początku krótkie info dla nowych fanów MODEontheROAD. Od 2009 roku prowadzę (prowadzimy) stronę poświęconą koncertowej aktywności depeche MODE na przestrzeni lat – MODEontheROAD.com. Strona jest kontynuacją projektu, który pod właściwie tą samą nazwą istniał od 2001 roku, a który był na początku serwisem dla bootlegerów (zbieraczy i wymieniaczy koncertów depeche MODE). W 2005 roku zawiesiłem działalność, by od 2009 reaktywować projekt. Od 2011 roku prowadzę również Fanpage na FB – MODEontheROAD, oraz bliźnieczy +MODEontheROAD , oba wspierają stronę www. Strony tej nie było by, gdyby nie zaangażowanie wielu fanów, którzy podsyłają informacje, wspomnienia, zdjęcia, setlisty starych tras i koncertów. Dzięki za to, co do tej pory!
Wymyśliliśmy, że każdy koncert jaki odbędzie się na tej trasie będzie miał założone w ramach FP na FB wydarzenie. W tej chwili założyliśmy wydarzenia dla wszystkich ogłoszonych koncertów z niemieckiej części trasy i koncertu w Warszawie. W każdym wydarzeniu będziemy umieszczać wszelkie informacje dotyczące koncertu tak, aby na koniec powstał z tego możliwie pełny opis. Znajdą się tam skany biletów, plakatów, zdjęcia z koncertu, adresy stadionu, być może klubów afterowych, ceny biletów, setlista i wszystko, co można uznać za istotne dla koncertu. Na wydarzeniu dotyczącym koncertu w Polsce obowiązującym językiem jest j. polski. Natomiast na wydarzeniach z innych krajów obowiązuje j. angielski. W takim języku będziemy umieszczać wszelkie newsy. Projekt MODEontheROAD jest projektem międzynarodowym i zależy nam, aby dotarł do jak największej liczby fanów depeche MODE.
Po ustabilizowaniu się listy koncertów powstanie specjalna strona spinająca wszystkie koncerty w taki sposób, aby w każdej chwil można było wrócić do poszukiwanego koncertu 2-3 kliknięciami 🙂
Ponieważ wybieramy się na koncerty na tej trasie możemy Wam obiecać, że na FP MODEontheROAD, oraz na naszym profilu na Twitterze – pojawiać się będą relacje pisane na żywo z koncertów przez członków teamu oraz ludzi, którzy będą na koncercie nam udostępniać swoje relacje. Oczywiście my też musimy spać i pracować, więc nie będzie to standardem, ale o każdej relacji na żywo będziemy Was informować.
… na czas trasy koncertowej powiększamy skład wspierający ten FP.
Niezależnie, czy publikowane ostatnio daty okazały się prawdziwe, czy nie wchodzimy w specyficzny okres, który przez najbliższe dwa lata będzie układał wielu z Was plan dnia… i nocy, czas spędzony w drodze, czy przed komputerem. Przypomnijcie sobie jak wielu z was siedziało przed kompem uczestnicząc wirtualnie w koncertach. Ten czas właśnie wraca :-). Oczywiście nie wszyscy są takimi freakami jak jak my… aaaaa nie będę tu nikogo obrażał ;-P ale wiemy o co chodzi.
Ten post, to część pierwsza, część druga pojawi się zaraz po ogłoszeniu szczegółów trasy. Czas nadchodzącej trasy wymusza pewne zmiany w funkcjonowaniu strony MODEontheROAD.com, o raz fanpagów na FB i G+, które od jakiegoś czasu już mocno ewoluowały z pasów transmisyjnych MotR, gdzie jedynie prezentowaliśmy postępy prac nad depechowymi wykopaliskami. Od jakiegoś czasu częściej pojawiają się newsy, niż zajawki długich elaboratów. Strona przechodzi pewne zmiany, o które pytałem się Was jakiś czas temu. Strona MotR stopniowo zmienia się i przekształca na angielskojęzyczną. Również profil MotR na FB i G+ będzie stopniowo angielskojęzyczny. Również profil na Twitterze zmieni swój charakter i będzie platformą do relacji z koncertów i wszelkich wydarzeń związanych z depeche MODE w czasie tej trasy w czasie rzeczywistym i na żywo. Kto pamięta relacje z meczu finałowego, ten wie o czym mowa 🙂
Profil na FB zmieni swój charakter również w inny sposób, zwiększy swój osobowy stan posiadania. Miło mi powitać dwóch moderatorów Frame_101 i Jariego, którzy będą używać swoich źródeł oraz zasobów sieci, aby na tym profilu zamieszczać tak szybko, jak się da gorące newsy z trasy. Będziemy się nawzajem wspierać w czasie podróży na koncerty z poziomu FB. Gromadzone dane z przebiegu trasy, obok maksymalnie pełnego informowania fanów o trasie, posłuży do sprawnego powiększania zasobów strony MotR.com, tak aby na stronie właściwie w czasie rzeczywistym pojawiały się setlisty i opisy koncertów.
Zapraszam również wszystkich chętnych do współtworzenia FP na FB i G+, oraz/lub podysłania informacji na nasze emile. Będziemy z dumą publikować informacje przez Was nadsyłane (pod warunkiem, że będą prawdziwe)
Chwilka o języku na FB. Zgodnie z sugestiami serwis przeszedł na j. angielski i jest to obowiązujący język wszystkich publikacji na tym FP. Komentarze można udzielać w dowolnym języku. Nie ma żadnych ograniczeń.
To jeszcze nie koniec zmian. Najpierw niech dM odkryje swoje karty, wówczas my również odkryjemy nasze :-). Oczywiście nie zapominamy o tym co do tej pory pojawiało się na FP MotR, a co w czasie trasy zostanie twórczo rozwinięte.
Jedynie Mode2Joy nie zmieni się i nadal będzie po polsku i nadal będzie zajmować się tym czym zajmuje się do tej pory. Poszerzoną analizą zjawisk z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości z obozu dM.
Są takie firmy na świecie, których znaczenie jest większe, niż nazwa i potoczna świadomość przeciętnych konsumentów usług. Są takie firmy, bez których wielkie uznane marki nie mogły by być tym kim są. Dziś zaczynam cykl tekstów (a może kontynuuję?) o firmach, bez których depeche MODE nie mogłoby funkcjonować na trasie koncertowej.
Podobnie jak Apple bez Foxconn jest jedynie biurem wzornictwa przemysłowego opakowań do podzespołów Samsunga / LG / Sharpa i paru jeszcze innych dostawców komponentów w świecie emejzingu iPada, czy iPhone’a. Tak również depeche MODE, organizując trasę koncertową zatrudnia pewnych sprawdzonych partnerów biznesowych, którzy są gwarancją standardu i jakości na rynku, na którym firma depeche MODE od lat operuje.
O ile jednak o Foxconnie nie usłyszelibyśmy nigdy, gdyby nie seria samobójstw pracowników fabryk pracujących dla Apple, tak właściwie w świadomości fanów depeche MODE z firm wspierających ulubiony zespół istnieje jedynie firma Stage (piorun) Truck, która wozi dla depeche MODE cały osprzęt sceniczny, instrumenty, garderobę i jeszcze parę innych drobiazgów. Świadomość ta istnieje w umysłach fanów, bo ciężarówki Stage Truck są jak oznaka końca adwentu, niczym ciężarówki pewnej firmy od bąbelków, zbliżające się do miasta z muzyką w tle i podobizną skrzata Clausa z policzkami czerwonymi, jakby grzał od miesiąca siwuchę.
Dziś jednak będzie nie o reniferach i czerwonych lub srebrnych ciężarówkach. Dziś chciałbym zająć się pewną firmą, która wywarła na depeche MODE bardzo duży wpływ i wywiera go nadal. Mam też poczucie, że ten wpis jedynie otrze się o temat. Może to choć w jakiejś części przybliżyć Wam powody pewnych wyborów ekipy z Bassildon. Pisząc o wyżywieniu na trasie właściwie rozpocząłem już cykl opisujący firmy wspierające depeche MODE, w następnych tekstach planuję przybliżenie Wam, czym jest firma Stage Truck, Beat The Street, czy Lite Alternative.
Ten wpis będzie o firmie StageCo. Jest to belgijska firma zajmująca się budową konstrukcji scenicznych. Pierwsze doświadczenia zbierali dostarczając konstrukcje na potrzeby festiwali odbywających się od lat 80 – XX. w krajach beneluxu takich, jak – Torhout, a w szczególności Werchter z którego StageCo pochodzi. Tu zaczynali nawiązując współpracę z wieloma sławami tego świata budując stopniowo potęgę, która obecnie sprawa, że firma ta ma niebagatelny udział przy sukcesach wielu gwiazd muzyki pop. Właściwie dochodzi obecnie do takiej sytuacji, że jeżeli zespół ogłasza trasę koncertową, to w ciemno można wymienić firmy które będą odpowiedzialne za swoją część działalności koncertowej. Na pewno za transport będzie odpowiadać Stage Truck, za autokary Beat The Street, za zarządzanie trasą – Live Nation. W przypadku StageCo ten wpływ jest o wiele większy. Firma ta od lat prowadziła politykę polegającą na oferowaniu swoich usług po baaaardzo przystępnych cenach (ktoś może powiedzieć nawet, że stosują dumping) natomiast, oczywiście, było to w zamian za pewne przywileje wynikające z udziału w trasie koncertowej. Przez wiele lat firma StageCo oferowała pewien, z góry określony, standard konstrukcji scen, dzięki czemu pozwalało to na ustandaryzowanie procesu budowy sceny przez samą firmę. Pozwala to mieć na magazynie ograniczoną liczbę elementów potrzebnych do wybudowania sceny. Ogranicza to koszty logistyczne transportu. Z góry wiadomo ile ciężarówek potrzeba na przewiezienie konkretnej konstrukcji. Z czasem ten standard zaczęły przejmować inne firmy oferujące podobne usługi również na rynkach lokalnych. Doprowadziło to do sytuacji, że kapele takie jak depeche MODE przestały wozić konstrukcje scen. Tym zajmują się lokalni dostawcy, podnajmowani przez lokalnego organizatora koncertu. Pozwala to na ograniczenie kosztów zatrudnienia ekipy, wyżywienia, potencjalnego uszkodzenia takich konstrukcji w transporcie. Odpowiedzialność zostaje przeniesiona na lokalnego organizatora, od którego po prostu się wymaga – “Ma być!”.
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)
Firma StageCo, przez lata współpracy z gwiazdami muzyki dorobiła się takiej renomy, że sposób pracy i oferowane systemy konstrukcji scen stały się standardem w branży i wiele ekip koncertowych zaczęło powoływać się na ten standard konstruując swoje warunki umów koncertowania z innymi firmami w branży w zakresie sceny i scenografii.
Kiedy muzyka na scenie zaczęła się odrywać od kabli i pozwoliło to na budowanie co raz większych i co raz wymyślniejszych konstrukcyjnie scen naturalne było, że zespoły i wykonawcy zwrócą się właśnie do StageCo po robotę.
Nawet jeżeli depeche MODE nie korzysta z usług StageCo zbyt często, to wpisanie do umowy z firmami trzecimi pojęcia Standard StageCo sprawia, że wszyscy wiedzą o co chodzi. Przykład z 2006 roku. StageCo zabezpieczało jedynie kilka wybranych koncertów na letniej trasie po Europie, tym czasem zespół wszędzie miał ten sam standard sceny.
“During the “Touring The Angel” 2005/6 World Tour, Depeche Mode played to more than 2.5 million people in 31 countries at all sizes of venue in support of their latest album ‘Playing the Angel.
The importance of the live show was underlined by the fact that the band recorded and mixed each show to create a unique high-quality CD that captured the Depeche Mode live experience.
StageCo built a three-tower roof stage system for the larger shows at eight of the European venues and some festivals during June and July. Two sets were required to fulfil the touring schedule, with Stageco’s Germany office staff looking after the six trailers’-worth of steelwork per stage.
StageCo supplied stages for eight of the shows. The rest were festivals where staging was already in place.”
Żródło: Newsletter StageCo z 2006 roku.
Z usług StageCo korzystają np organizatorzy Rock Am Ring, dlatego w 2006 zespół miał taką łatwość implementacji wnętrza swojej sceny w konstrukcję festiwalową.
Wielu fanów narzeka, że zespół od lat jeździ właściwie z tą samą sceną, a zamiana materiałowego ekranu na którym wyświetlane są projekcje z 2 projektorów, jak to miało w 2001 roku na rzecz transparentego ekranu led z Tour Of The Universe, to jedynie kosmetyka. Ale dzięki temu zespół może ze sobą wozić jedynie czerwoną podłogę montowaną na konstrukcji sceny oraz ekran + instrumenty i mamy gotowy koncert. Takie dodatki, jak wybieg są jedynie niuansami. Dlatego też m.in. często jednym ze sposobów na rozróżnienie z którego koncertu jest dana fotka jest właśnie kształt wybiegu, który jest zapewniany razem z konstrukcją sceny przez lokalnego dostawcę i często jest wynikiem lokalnych ograniczeń obiektu koncertowego.
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)
No dobrze to jak to jest, że inne zespoły mają takie gigantyczne sceny i jeżdżą z nimi po świecie i żyją. A depeche MODE nie może tak, choć raz… od 1993 roku?
Dla zespołu to same plusy: stosunkowo niskie koszty logistyczne, wysoka powtarzalność koncertów, szybki zwrot z poniesionych kosztów na produkcję sceny i oprawy koncertu. Jakie to ma znaczenie niech świadczy fakt, że U2 w 2009 roku musiało zagrać 42+ koncerty, żeby wyjść na 0 w części koszty produkcji scen(y) i oprawy wizualnej. Dopiero od okolic koncertu w Pasadenie mogli zacząć mówić, że zarabiają na utrzymanie siebie i ekipy zatrudnionej przy obsłudze trasy – hotele, wyżywienie, paliwo, przeloty itp. Tak na marginesie za budowę sceny U2 na ostatniej trasie i poprzedniej również, też odpowiadało StageCo. A nie mówimy tu jeszcze o zysku na czysto dla członków zespołu.
Na koniec taka refleksja. Przeglądając oficjalną stronę firmy StageCo nie znajdziemy nic na temat konstrukcji z jakimi depeche MODE jeździ od lat po świecie. Są za to z dumą prezentowane takie konstrukcje jak U2, Take That czy Rolling Stones. Wszystkie zdjęcia scen są konstrukcjami nieszablonowymi. Z dumą prezentowane są tylko przedsięwzięcia wybiegające po za standard… Standard StageCo. Oficjalna strona www StageCo.
depeche MODE jest w stajni Live Nation, podobnie jak U2. Live Nation sama w Polsce reprezentuje swoje interesy, a nie firma SMG.
Oferty na występy U2, Bon Jovi, Aerosmith, depeche MODE lub Take That, to raczej informacja po potencjalnej możliwości zorganizowania koncertów zespołów, które zapowiadają lub oczekuje się, że będą w 2013/2014 koncertowały.
Jesteśmy za małym krajem jeszcze…, aby udźwignąć dwa koncerty stadionowe w czasie jednego sezonu (letniego). Jeżeli prawdą jest, że ma być koncert depeche MODE na Narodowym (choć są obawy, że tam się koncert nie zapełni), to bez sensu jest robienie drugiego we Wrocku.
Czy wyobrażacie sobie żeby nie było koncertu w Pradze? Ja na pewno nie, a organizując koncert we Wrocławiu staje się nie logiczne organizowanie koncertu w Pradze. Jeżeli podejmiemy ten tok rozumowania i w PL miały by być dwa koncerty, w tym jeden we Wro, to oznacza, że Czesi zostają bez koncertu.
Uważam, po prostu, że jeżeli koncert depeche MODE miałby się odbyć we Wrocławiu, wtedy nie odbędzie się w Wawie. Dwóch nie będzie.
Nie oszukujmy się o ile do Euro2012 miasta / stadiony współpracowały, grały do jednej bramki, tak teraz stały się konkurentami o organizację dużych widowisk. Mecze piłkarskie nie są przedstawieniem najważniejszym, to z czego się będą stadiony utrzymywać nie pochodzi wcale od piłki nożnej.