Archiwum kategorii: depeche MODE w Polsce

20 lat ewolucji koncertowej na wybranym przykładzie (cz.1)

Temat rozprawki: Opisz, jak zmieniała się historia koncertowa w Polsce na przestrzeni 20 lat na przykładzie wybranego zespołu. Uzasadnij swój wybór. O napisaniu tego tekstu myślałem już od jakiegoś czasu, chciałem na przykładzie naszego ulubionego zespołu pokazać, jak zmieniła się (poprawiła się) sytuacja, jak daleką drogę przebyliśmy, ale też pokusić się dokąd zmierzamy, jak będzie kształtował się rynek koncertowy w przeszłości. Tekst jest trochę luźniej związany z motywem przewodnim tego bloga, ale to celowy zabieg.

Przed upadkiem komuny wszyscy wiem, jak wyglądało życie koncertowe w naszym kraju. Kółeczko wzajemnej celebracji, a na koncerty do Polski przyjeżdżały tylko gwiazdeczki dopiero co zaczynające swoją drogę artystyczną, lub artyści, którzy w danym momencie mieli sporą zniżkę formy i kręcili się gdzieś w okolicach 3 ligi koncertowej np. Tina Turner.

Koncerty w 1985 odbył się w Warszawie właściwie przez przypadek. depeche MODE planowało pierwotnie po koncercie w Atenach 1985.07.26 lecieć do Moskwy. Tymczasem z powodów polityczno-biurokratycznych nie dostali na to zgody. Stąd zespół musiał zadowolić się koncertem w Polsce i na „zaproszenie” Pagartu (ówczesna, monopolistyczna, państwowa agencja koncertowa) zagrali koncert w Warszawie 1985.07.30.

Sam koncert odbył się w parszywie nagłośnionej hali Torwar i właściwie, gdyby nie to, że był to pierwszy koncert w Polsce i to na tym koncercie narodziła się subkultura polskich fanów depeche MODE w Polsce, to z każdego innego powodu można by spuścić zasłonę milczenia. Nie mam tu na myśli zespołu, ale dziś taki koncert, tak zrobiony skończyłby się masą flame’ów na forach, FB, o masakrujących recenzjach nie wspomnę. Zresztą po koncercie w 1985 roku jednym z głównych zarzutów było fatalne nagłośnienie.

Kiedyś w Rzepie – w 1997r. – był bardzo fajny artykuł, w którym opowiadano, że na początku l. 90. w jednym miejscu pojawiło się kilkoro ważnych w ówczesnym showbiznesie i ustalili, że nie organizują w koncertów dalej niż do Odry, bo te kraje nie są na to gotowe lub nie udźwigną (czyt. nie sfinansują) takiego przedsięwzięcia. Na tym spotkaniu był m.in. Paul McGuinness (były menago U2). Niestety nie mogę znaleźć linku do tego artykułu, a szkoda, bo warty jest przytoczenia. Wiele wyjaśnia. Byliśmy za biedni dla nich, siła nabywcza społeczeństwa sprawiała, że sfinansowanie takiego koncertu tylko ze sprzedaży biletowej nie była możliwa. Ta ewolucja dobitnie pokazuje, jak społeczeństwo bogaci się i jest w stanie udźwignąć nie tylko jeden koncert, ale i całą trasę koncertową po kraju. Do tego wszystkiego należy dodać jeszcze masę festiwali, jakie Polsce obecnie się odbywają oraz zmiany na rynku fonograficznym. Myślę, że to częściowo wyjaśnia, dlaczego przez tyle lat płakaliśmy, że do Polski nikt nie przyjeżdża, a jak już odwiedza, to robi się z tego cyrk lub są to przebrzmiałe gwiazdy, które mają za sobą najlepsze lata już. Takie kapele jak depeche MODE jeździły głównie do Czech, bo tam był oddział Mute i miał im kto zrobić koncert, oraz na Węgry, gdzie kraj ten był uznawany za jeden z najbogatszych do upadku komuny.

Plakat The Singles 86>98 Tour
Plakat The Singles 86>98 Tour

W 1998 trasa depeche MODE była bardzo budżetowa i zespół nie był zainteresowany rozszerzaniem trasy o więcej niż 64 koncertów, po 32 na kontynent. Panowie z depeche MODE sami mieli masę problemów ze sobą, żeby zmagać się z problemami innych. Jak spojrzeć na tę trasę, to zestaw miast / krajów jest bardzo przypadkowy. Mam wrażenie, że działała zasada: kto pierwszy dopnie szczegóły techniczne i zapewni finansowanie, ten wygrywa. Dlatego próby spełzły na niczym. Przyjazd depeche MODE w 1998 byłby wydarzeniem ogólnonarodowym podobnie, jak to było w 1997 z U2, czy też Rolling Stones i Eltonem Johnem, o Michaelu Jacksonie z 1996 roku nie wspomnę, ale to inna liga. Właściwie do Polski przyjeżdżały tylko gwiazdy z 1 ligi, które dawały podstawy do zapełnienia stadionu, Służewca, czy Bemowa. Cały środek mijał nas szeroko. Inna sprawa, że nie było też gdzie grać, a przynajmniej nie było gdzie w innych miesiącach, niż letnie.

Warto jednak sobie przypomnieć jak wyglądał pobyt MJ w 1996. Politycy na baczność, a aby sfinansować koncert wyłączność wykupiły RMF, Polsat, kasę dołożył producent kawy i jeszcze parę innych firm. Inaczej szans żadnych na sfinansowanie koncertu, bo ludzie by tego nie pokryli tylko z biletów. Było to bardziej wydarzenie lanserskie niż koncertowe jako takie.

Z resztą czasy były wtedy takie, że ludziom, wydawało się, iż koncerty są za darmo, czytaj oni nie muszą płacić, bo przyjedzie RMF z Inwazją Mocy, Radio Zet z majówką, czy 1 z Latem z Radiem zrobią darmoszkę do taniego piwa i karka. Bardzo to popsuło rynek i co najmniej o kilka lat odsunęło moment, kiedy zespoły maści wszelkiej mogli uznać Polskę za kraj godny odwiedzenia, czytaj zarobienia pieniędzy. A nam fanom pozostało jedynie złorzeczenie, że do Czech to depeche MODE przyjeżdża, a do takiego, czytaj większego kraju, jak Polska nie. Czesi, czy Niemcy od początku byli uczeni płacenia za koncerty.

Plakat Koncertu w Warszawie 2001.09.02
Plakat Koncertu w Warszawie 2001.09.02

Rok 2001 – koncert depeche MODE właściwie też był półpartyzancki. Żeby doszedł do skutku, to na sfinansowanie tego koncertu kasę musiała sypnąć TPSA i TVN jako patron medialny + kilka innych firm. Koncert doszedł do skutku m.in. dlatego, że podciągnięto ten koncert pod festiwal. Gdyby ktoś się nie zorientował, to depeche MODE w 2001 roku grało na TPSA Music & Film Festival. Mały dysonans wynikły z faktu, że festiwal był w maju, a depeche MODE przyjechało we wrześniu, nie zaburza tu nic… 😉

Rokiem przełomowym był wg mnie 2004/05, czy też szerzej efekt wejścia do Unii, oraz przejęcie przez Live Nation firmy Odyssey – prowadzonej przez pewnego Anglika, który w niesławie uciekł do Polski. Zmiana powoli następuje, gdy Odyssey wyrasta na dużego konkurenta i zajmuje miejsce VivaArtMusic. Natomiast LN to korporacja, która na świecie rozdaje karty w temacie organizacji koncertów, zarządzania obiektami koncertowymi, kreowaniem gustów muzycznych i promocji tychże. LN, to koncertowe ramię koncernu Clear Channel, która na świecie jest właścicielem masy stacji radiowych, zarządza halami i stadionami, posiada outdoor oraz sprzedaje bilety -> TicketMaster (zwany w USA przekornie TicketBastard). W Polsce istnieją dwie firmy tego koncernu koncertowe Live Nation Polska i outdoor Clear Channel Polska.

Śmierć darmowych koncertów i wejście takiego gracza sprawiło, że rynek zaczął się cywilizować. Jeszcze w 2001r. gdyby nie kasa z TePsy (obecnie Orange), to depeche MODE i tym razem by nas ominęło. Zauważcie, że 5 lat później już nie był potrzebny żaden sponsor tytularny, a koncert został sfinansowany głównie ze sprzedaży biletów i były dwa koncerty. W 2001 roku takie coś nie było jeszcze możliwe.

LN jest w stanie wypromować, albo zabić każdy zespół. Ponieważ firma jest tak wielka, więc bez tej firmy na świecie żaden zespół nie jest w stanie zrobić żadnej światowej trasy, a przynajmniej w tej części świata uznawanej za cywilizowaną. Po za tym często patrząc, gdzie ta firma ma swoje oddziały można zrozumieć dlaczego, w jakiś krajach dany zespół gra lub nie.

060314_Katowice_16Najbardziej dobitną zmianą z punktu widzenia fanów depeche MODE był rok 2006, kiedy depeche MODE przyjechało do Polski dwa razy. Kiedyś nie do pomyślenia, obecnie przestaje być to czymś nadzwyczajnym wśród gwiazd. Wystarczy tylko zauważyć, że niejaki Mike Patton jednego roku przyjechał do Polski 3 razy, za każdym razem z innym projektem.

Rok 2009/2010 był okresem specyficznym dla depeche MODE i mało reprezentatywnym dla rynku koncertowego, nie mniej nadal w Polsce nie jest czymś spotykanym granie dwie noce z rzędu w jednym mieście.

O współczesności tym, co nas może czekać w przyszłości w następnym poście. Będzie to spojrzenie trochę od innej strony na kwestię koncertowania i wydawania płyt, niż to tutaj zostało opisane.

Koncert w Warszawie 2001.09.02 – logistyka i parę ciekawostek.

Obok koncertu w Warszawie w 1985, druga wizyta depeche MODE w Polsce była najważniejszym wydarzeniem dla naszej społeczności. Każda późniejsza wizyta zespołu w naszym kraju była, już tylko kolejnym koncertem do odnotowania…

Czytaj dalej Koncert w Warszawie 2001.09.02 – logistyka i parę ciekawostek.

Warszawa 1985 – koncert, miasto, miejsca

Miało być wczoraj, ale emocje związane z Łodzią 2010.02.10 przeważyły, dlatego dziś kilka wspomnień i luźno powiązanych myśli z koncertem depeche MODE w Warszawie w 1985 roku.

Jaka była Warszawa lipcu 1985 roku, którą zobaczyła ekipa depeche MODE, gdy zjawili się na pierwszy i jedyny (do 2001 roku) koncert? Członkowie, byli i obecni, przepytywani na okoliczność pierwszego pobytu w Polsce z reguły załatwiają temat kilkoma okrągłymi słówkami o tym, jak to pojechali za żelazną kurtynę, jak to były tu trudne czasy i że Warszawa była szara i ponura. Te grzecznościowe słowa równie dobrze można przypiąć do każdego wywiadu udzielanego dziennikarzowi z Europy Wschodniej.

Bilet na koncert w Warszawie 1985.07.30
Bilet na koncert w Warszawie 1985.07.30

Wyjaśnienie jest proste. depeche MODE, po tylu latach grania, bycia w trasie po prostu nie pamiętają wielu wydarzeń. Koncerty, jakkolwiek istotne dla różnych ludzi, dla dM zlewają się w jeden ciąg. Nie oszukujmy się też, wiele koncertów to takie z cyklu zagrać i zapomnieć. Właściwie jeżeli chcielibyśmy się czegoś więcej dowiedzieć o pobycie dM w Warszawie w 1985, to trzeba pytać wszystkich innych zaangażowanych w różny sposób w ten koncert, a nie zespół i menedżment.

Kiedy depeche MODE zjawiło się w Warszawie w 2001 roku i spali w Bristolu. W wieczór po koncercie w Wilnie 2001.08.31 zespół wypoczywał w barze hotelowym warszawskiego hotelu. Kilku fanów miało okazję się spotkać m.in. z Martinem, Andym, Kesslerem, Eignerem. Zostali zaproszeni na browara. Jedną z pierwszych kwestii było ustalenie faktu, kiedy dM ostatni raz było. Baron Kessler stwierdził, że w Polsce ostatni raz byli w 1983, na co szybko jeden z fanów zaprotestował, że było to w 1985 roku. Na co Martin stwierdził pokazując na fanów – „Słuchaj ich oni wiedzą najlepiej„. Ta scena obrazuje najlepiej sens zadawania pytań z cyklu – „Co pamiętasz z pierwszego pobytu w Warszawie?” Dobrym przykładem jest tu wywiad z Alan’em dla jednej z polskich stron:

Nie sposób nie poprosić Cię o odpowiedź na pytania dotyczące Depeche Mode. Wiemy, że to było bardzo dawno temu ale może pamiętasz… 30 lipca, 1985 rok. Ostatni koncert podczas Some Great Reward Tour i jednocześnie pierwszy w komunistycznej Polsce. Co pamiętasz z tego koncertu? W nawiązaniu do koncertu, jakie były Twoje odczucia i opinie o tym co zobaczyłeś za żelazną kurtyną? Jakie miałeś wyobrażenie o fanach Depeche Mode z „bloku wschodniego”?

Szczerze mówiąc nie pamiętam zbyt wiele z tamtego koncertu. Przyznam, że Warszawa wydała mi się być bardzo ponurym miastem, a sam hotel pozostawiał wiele do życzenia. Pamiętam, że w restauracji grał stylizowany na lata siedemdziesiąte zespół, a w barze sprzedawali tylko whisky. Wspomnienie koncertu jest również rozmazane, jednak jestem pewien, że publiczność była nastawiona bardzo entuzjastycznie. Jak zawsze w Wschodniej Europie. źródło: Devotees

Podobnie kurtuazyjnie wypowiadał się Andy po koncercie w Warszawie w 2001 roku.

Zastanówmy się w takim razie co depeche MODE mogło by pamiętać z tamtych czasów, jak wyglądała Warszawa w lipcu 1985 roku?

Zdjęcie ekipy koncertowej na Torwarze 30.07.1985
Zdjęcie ekipy koncertowej na Torwarze 30.07.1985

Bezpośrednio z depeche MODE w Warszawie wiążą się cztery miejsca:

  • Hotel Victoria – ówcześnie największy wypas w mieście, oaza zachodu w stolicy kraju za żelazną kurtyną. Zespół zatrzymał się tam 27 lub 28 lipca przed koncertem. Poprzedni koncert w Atenach 1985.07.26 odbył się na festiwalu, w czasie którego wybuchły zamieszki, po za tym podróż z Aten do Warszawy najeżona granicami, kontrolami itp sprawami była dosyć uciążliwa. Po za tym musieli wydać wszystkie drachmy :-). A wracając do Victorii, podobno jeszcze do połowy lat 90. można było za niewielką podziękowanio-opłatą wejść w posiadanie kopii wpisów do księgi gości, jakie pozostawili po sobie członkowie zespołu. Skończyło się to wraz ze zminą właściciela hotelu i odejściem na emeryturę zaprzyjaźnionego pracownika.
  • Drugim miejscem jest Torwar, stary Torwar oczywiście. O tyle istotny, że tam odbył się koncert, choć niczym charakterystycznym się nie zapisał. Ot jedno z niewielu miejsc w stolicy, gdzie można było zagrać koncert w owym czasie, po za Kongresową. Prawdę powiedziawszy do tej pory nie ma takich miejsc za wiele w tym mieście. Torwar to było miejsce z odpadającym parkietem i fatalną akustyką. Świadek pałowania wielu fanów, którzy przybyli na ten koncert bez biletów, a jak nawet mieli, to ZOMO i ochrona miała poligon doświadczalny przed demonstracjami opozycji w następnych latach.
  • Kolejnym miejscem gdzie zjawili się członkowie depeche MODE, była DESA.  Miejsce, gdzie można było nabyć dzieła sztuki i kultury polskiej, często jedynie za dolary. Polska po zakończeniu stanu wojennego, to kraj permanentnego kryzysu gospodarczego. Sankcje gospodarcze administracji Ronalda Regana dały się Polsce mocno we znaki. Zadłużony kraj potrzebował dewiz, albo inaczej pozbywał się ich baaardzo niechętnie. Zespoły grające w Polsce Ludowej przyjmowały zapłatę jedynie w twardej walucie. Pagart oczywiście sumiennie ją im wypłacał, jednak chwilę później jakby od niechcenia nadmieniał, że polskie regulacje dewizowe zabraniają wywożenia walut z pierwszego obszaru płatniczego po za granice kraju.

Zmuszało to zespoły to wydawania wszystkiego, co zarobili tu na miejscu w Polsce. Legendarna jest już historia Roling Stones, którzy za zarobione dewizy kupili wagon wódki, który został i tak w Polsce, a kolejarze z bocznicy, gdzie stał ten wagon mieli używania jeszcze przez dłuuuuuugie lata. Martin nie był tak hojny. Zakupił jedynie kilka pamiątek, które udało mu się zabrać do Anglii.

A tak w 1985 roku Alan i Martin opowiadali o wizycie za żelazną kurtyną, w tym o koncercie w Warszawie:

Live In Łódź 2010.02.10 [MultiCam] – beta.

Dziś miałem okazję obejrzeć multicam z lutowego koncertu w Łodzi, z pierwszej nocy. Nie będę się rozwodził nad tym jak zespół dawał na scenie, bo to każdy widział na koncercie, albo sobie przypomni ponownie oglądając to wideo. Choć pewnie może być i też tak, że pewnych ujęć nie zobaczy, bo kamera nie widziała, albo jakość ujęć była taka, że nie mogły wejść do tego multicamu. I ja właśnie o tych kamerach i o tej jakości…

Nie ma co ukrywać Krzychal się spisał, montaż miejscami przypominał rzeźbę w gównie, a jednak tego nie widać. Materiał źródłowy, przekazany do montażu, pochodził każdy z innej parafii. Mamy tu i kasety, i flashe i dyski twarde. Kamery są SD i HD. Jakość i umiejętności kręcących również miały pełną rozpiętość skali. Wielokrotnie rozmawiając z Krzychalem podkreślał, że podstawowym problemem jest tzw. galareta, czyli kręcenie z ręki lub brak stabilizacji obrazu podczas kręcenia. To dyskwalifikowało wiele świetnych ujęć i momentów na scenie.

Tyle tylko, że na wideo z Łodzi nie widać tego wcale lub prawie nie widać. I myślę, że właśnie za to czego nie widać należą się największe brawa Krzychalowi. Za to, że potrafił sprawić iż materiały z różnych źródeł nie rażą swoją nieporadnością, amatorszczyzną lub brakiem znajomości sprzętu. Bo nie oszukujmy się, wszyscy, którzy kręciliśmy w czasie tego koncertu jesteśmy amatorami, kręcimy od wielkiego dzwonu lub to, co nam uchodzi w nagraniu u cioci na imieninach na potrzeby tego nagrania już nie może mieć racji bytu. Na koncertach kręci się inaczej.

Tu, na tym dvd mimo, że wielu się „starało”, dzięki montażowi Krzychala sytuacje takie właściwie nie mają miejsca.

Bardzo dużym plusem tego DVD jest również audio. Dźwięk, w stosunku do oryginalnego zapisu jest właściwie nie skompresowany. Jeżeli ktoś chce zrobić sobie boota do posłuchania w autku, czy innym przenośnym odtwarzaczu, to radzę przyszykować się właśnie na zapis z tego DVD. Szczerze polecam. Audio to sprawia, że przy braku LHNu z Łodzi przestaję „cierpieć” na myśl o jego braku. I nawet gadanie ludzi w czasie utworów, potrącenia mikrofonu nie przeszkadzają mi wcale. Na tym audio słychać publikę, a nie ludzi. Na tym audio słychać halę i zespół, a nie walkę o przetrwanie bootlegera, który poświecił się by nagrać audio, zamiast bawić się na koncercie. Audio było nagrywane niezależnie od obrazów, a potem montowane z obrazem. Dzięki temu uniknęliśmy wyboru pomiędzy lepszym lub gorszym płaskim zapisem dźwięku z jednego z fabrycznych mikrofonów któreś z kamer. Jeden jedyny feler to końcówka, gdzie z niezrozumiałych dla mnie powodów nagrywający chyba podbił czułość nagrania, co sprawia wrażenie przesterów np w czasie Personal Jesus [104].

A wracając do obrazu. Najlepsze wrażenie robią dalekie plany całej hali i ujęcia jednego z nagrywających, który kręcił z tłumu, w pewnym oddaleniu po prawej stronie sceny. Fajnie też sprawdzają się ujęcia, gdy kamera odwraca się od sceny i pokazuje to, co dzieje się z publicznością lub pełnię gry świateł, które w wielu utworach zaczynają swój bieg daleko od sceny.

Nagranie może cieszyć, ale myślę, że jeżeli dojdzie do wydania kolejnej płyty i zespół zawita z koncertami do Polski, to warto będzie pomyśleć nad przygotowaniem takiego multicamu od samego początku, zanim kupimy bilety. Żeby koncert nie wyglądał, jak zbiór ujęć i efekt pracy samotnych kowbojów. Kiedyś może o tym więcej, dziś nie czas i pora. Dziś szykujcie się na ucztę i wspomnienia z pierwszej nocy w Łódzkiej Arenie. Było na co czekać i jest nadal, bo gdy nasycimy się pierwszą Łodzią z pewnością padnie pytanie od drugą noc. I uwierzcie mi, że to pytanie nie pozostanie bez odpowiedzi… 🙂

10.02 było dobrze, 11.02 jeszcze lepiej…

Pierwszej nocy dostaliśmy mały standard zimowej części trasy, drugiej nocy było Devotional Tour 1.5.

Nie będę się rozwodził ile to gardła zdarłem, albo jak się bawił mój sektor, a kto śpiewał, a kto lepiej dmuchał banana. Wystarczy stwierdzić, że tak entuzjastycznych relacji z koncertów na oficjalnym blogu trasy jeszcze nie był. Zespół zagrał jak na starych wyjadaczy przystało, a publika dała z siebie wszystko. Szkoda, że zespół nie podjął wyzwania i nie zagrał drugiej nocy Master And Servant, ale cóż nikt nie jest doskonały.

2010.02.10

Pierwsza noc to był standard, który nie miał prawa nikogo zaskoczyć, a jednak działo się wiele. Paradoksalnie do hajlajtów nie należą wcale wybrane utwory, ale to co działo sie pomiędzy nimi:

Dopraszanie się Fanów o Master And Servant przed i po Dressed In Black [23],

oraz swego rodzaju Interludium koncertowe przed Miles Away:

2010.02.11

Drugiej nocy było jeszcze bardziej miodnie. Jak na razie setlista z drugiej nocy jest jedyną w swoim rodzaju. Na żadnym innym koncercie zespół nie zagrał tylu numerów z Songs Of Faith And Devotion, co 11.02.

Dzięki czemu struktura albumowa koncertu wyglądała tak:

Łódź 11.02.2010

Sounds Of The Universe – 4
Playing The Angel – 1
Ultra – 2
Songs Of Faith And Devotion – 5!
Violator – 4
Music For The Masses – 2
Black Celebartion – 2

A ten utwór dedykuję pewnej osobie, która w tych dniach będzie przechodzić ciężkie chwile. Trzymamy za Ciebie kciuki!!!!

Łódź już za chwilę…

Nigdy nie jechałem na koncerty depeche MODE, które byłby dla mnie tak oczywiste, jak dziś. Przez te lata byłem wielokrotnie na koncertach depeche MODE, po kilka na trasie. Tym razem bardziej czekam na ostatnie dwa w Dusseldorfie, niż na Łódź.

Ten wpis mógłby równie dobrze być wpisem podsumowującym całą trasę.

depeche MODE od początku miało pod górę z tą trasą, choroba Dave’a rozwaliła cały misterny plan trasy. Pierwotnie trasa koncertowa miała skończyć się w styczniu tego roku. Mówiło się o drugim koncercie w Polsce na połowę tego miesiąca. Początkowo był plan, że będą to Katowice. Pewnie i tak na końcu skończyło by się w Łodzi, z racji pojemności obiektu. W daleko idącym uproszczeniu Pierwszy koncert koncert w Łodzi jest za Warszawę, a drugi za Katowice ;-).

Niestety słaba wydolność zdrowotna determinowała również dobór utworów do setlisty, a raczej usuwanie z tejże wielu cennych numerów. Niestety tak się złożyło, że usuwane utwory świadczyły od inności tej trasy w porównaniu do poprzednich tras. Tak, jak w 2005/2006 pamiętamy za Just Can’t Get Eenough, Everything Counts, Photographic i (pewien paradx, za Nothing’s Impossible) i że były grane. Tak, ta trasa zapamiętana zostanie, za perełki typu Fly On The Windscreen [65], Strangelove [30] i Master & Servant [25], których już nie ma, nie doczekawszy nawet połowy ze 102 koncertów jakie do końca lutego zespół wykona.

090610_Berlin_19

Zapamiętamy też tę trasę, za kilka perełek w wykonaniu Martin’a, które jednak nie ratują usunięcia powyższych. Do tego wszystkiego aranżacje znane od lat sprawiają, że właściwie po 3 koncertach, jakie w Niemczech miałem okazję obejrzeć na wiosnę resztę energii poświęciłem na inne sprawy niż ekscytowanie się koncertami.

Oczywiście idąc na koncert, będę się bawił jak szalony, a gardło po tych dwóch nocach będzie dalekie od ideału, a po ostatnim koncercie będę się cieszył, że za 2 tygodnie czekają mnie jeszcze 2 noce w Dusseldorfie, nie mniej pamięć o tym, co niedobrego wydarzyło się podczas tej trasy pozostanie. Nie mniej życzę wszystkim miłej zabawy, bo widowisko jest smakowite.

Dla tych co nie wybierają się jednak na depeche MODE do Łodzi mogę zdradzić setlisty obu nocy:

I noc
Insight / Miles Away / Dressed In Black

II noc
Freelove / Come Back / One Caress

Nitzer Ebb jako support depeche MODE!!!

Lepszej wiadomości być nie mogło. W końcu support na miarę zespołu! Tak na prawdę to już nie jest trasa depeche MODE, to jest trasa depeche MODE i Nitzer Ebb!

depeche MODE będą supportowani przez Nitzer Ebb od stycznia 2010 do końca trasy, czyli do koncertu w Dusseldorfie 2010.02.27. Po wielu latach suportowych pomyłek, po raz pierwszy od 1990 roku Nitzer Ebb zagra z depeche MODE na jednej scenie.

W czerwcu byłem na zlocie depeche MODE i koncercie Nitzer Ebb w Berlinie, który poprzedzał koncert depeche MODE dnia następnego. Było ogniście i miodnie, już wtedy wzdychałem, że pięknie byłoby ich zobaczyć znowu na scenie u boku depeche MODE. Marzenia się spełniły.

Oznacza to również, że panów z Nitzer Ebb zobaczymy również na żywo w Łodzi w Arenie. I to jest doskonała wiadomość również.

Od czasów Fad Gadget i s.p. Franka Tovey’a depeche MODE nie miało supportu takiej klasy. Szkoda, że tak późno, szkoda, że do tego czasu trzeba było przezywać wypadki jak Polarszajs 18 itp. Do tej pory wybierałem się na 5 koncertów depeche MODE, teraz wybieram się na 5 koncertów Nitzer Ebb i depeche MODE.

Ta zima będzie gruba!