Archiwum kategorii: Dyskografia

Koncert z Barcelony – wideo czasów You Tube

Nie wiem, czy jest potrzebny wstęp, ale napiszę w kwestii wyjaśnienia, że nie jest to typowa, klasyczna recenzja, a raczej zapis myśli jakie mnie nachodziły, gdy oglądałem ten koncert.

In Chains

091107_Mannheim_00Właściwie jedyny moment, gdzie w 100% uzasadnione są wszelkie rozmycia, zasłaniające zespół ręce, dalekie plany. Ten moment wypada właśnie na początku koncertu. Tu rozmycia i ręce tworzą idealną kurtynę zasłaniającą zespół. Całe In Chains [102] jest dla mnie idealnie sfilmowane. Publiczność i kamera tworzą idealną kurtynę dla tego utworu.

Wrong

091107_Mannheim_01Całkowicie stracony numer. Obraz ciągnie i spowalnia i tak wolno zagrany numer. Szybszy montaż po 100kroć uratował by ten numer.

Hole To Feed

090612_Frankfurt_03Ludzie wychowani ma współczesnym szybkim montażu, skrótowości, będą zawiedzeni. Ten numer nijak nie jest podobny do tego, co można było zobaczyć na trasie. Zupełnie inne spojrzenie na ten utwór.

Walking In My Shoes
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Pierwszy stary numer tej trasy. Patrząc na niego powoli dochodzę do przekonania, że już wiem co boli ten koncert. To scena, jej małość. To nie koncert daje ciała, a scena. w 17:10, kiedy kamera robi najazd na scenę z lewego, dolnego rogu aż prosi się, żeby po bokach sceny stały dodatkowe, boczne ekrany. Przy takim kadrowaniu obrazu, gdzie publika sprawia wrażenie rozlewającej się na boki, tylko jeden środkowy ekran z morzu czerni wygląda biednie.

Dave jest notorycznie kadrowany w planie amerykańskim, chyba po to, żeby nie pokazywać monitorów i promptera.

It’s No Good

091107_Mannheim_10To jest wideo, gdzie obraz nie jest niewolnikiem muzyki. Nie ma montażu pod stopę, czy bas. Tu obraz opowiada własną historię, w którym muzyka jest dopełnieniem, a nie fetyszem wg którego łamie się i dekonstruuje oglądany świat.

Obraz snuje się, leniwie zmienia kąty patrzenia. Tu obraz ma na wszystko czas. Jakby wbrew krótkości, przyziemności, wbrew połamaności współczesnego świata. To jest wideo 50-latków, ludzi którzy już nie muszą się nigdzie śpieszyć, oni już nic nie muszą. Oni już zrobili swoje w historii muzyki. It’s No Good [102] jest najwolniejszym  montażem w całej produkcji.

A Question Of Time

090610_Berlin_06Ujęcia zza sceny są świetne, ale bęcki należą się reżyserowi za ucięcie świateł pełzających po publice. Tu aż się prosiło o przytrzymanie tego efektu dłużej. Te pełzające światła są doskonałym intrem do startu takich numerów jak Never Let Me Down Again [104], A Question Of Time [102] itp. O ile przy innych numerach można mieć pretensje za rozlazłość  w przypadku tych fragmentów koncertu brak pociągnięcia obrazu długim pędzlem białych świateł jest aż nadto widoczny.

Czasami mam wrażenie, że reżyser zobaczył koncert po raz pierwszy dopiero po wstępnym montażu. Zbyt wiele miejsc jest za wcześnie uciętych, a w innych momentach ujęcia prowadzone są tak jakby czas się nie liczył.

Precious

090610_Berlin_07Słuchając tego numeru aż złapałem się za głowę, ale tak to jest, gdy publika jest doklejana do reszty utworu z finezją godną słonia. W momencie, gdy publika dośpiewuje swoje aż nadto słychać, że jest nienaturalnie za głośna w stosunku do reszty utworu. Na tym utworze jest najwięcej, jak dotąd, zbliżeń Dave’a na tym koncercie.

Fly On The Windscreen
Fly On The Windscreen 2009.09.12 Frankfurt
Fly On The Windscreen 2009.09.12 Frankfurt

Na CD niestety słychać to samo, drażniący, wyseparowany wokal Martina. Nie brzmi on, jak dopełnienie wokalu Dave’a, ale jest miejscami w dużej kontrze do niego. Miejscami głos Marta przekrzykuje główny wokal, co znowu brzmi bardzo nienaturalnie w stosunku do reszty muzyki. Po raz kolejny drażni zbyt duże echo tego koncertu. Na CD da się to wyczuć właściwie od Walking In My Shoes [104] do końca koncertu. Znowu wrażenie bycia w hali zostało przedobrzone. Dla mnie jest to taki hangarowy pogłos, który można dodać w ustawieniach wielu tanich wieżyczek, aby sprawić wrażenie pseudo przestrzeni. Nie tędy droga.

Home

090610_Berlin_10Im dłużej oglądam ten koncert, tym bardziej dochodzę do przekonania, że za reżyserkę wziął się kolejny fotograf z silnymi manierami bycia oryginalnym. Każdy fotograf szuka niesztampowego kadru, który pozwoli mu się wyrwać z zalewu małpofotografii. Ten koncert posiada wiele ujęć, które zatrzymane na chwilę stają się świetnymi fotografiami. Kiedy, na chwilę zatrzymamy się na klatce w której Peter Gordeno jest ujęty jedynie od kolan do pasa i widać tylko jego grające ręce na parapecie, a Martin na drugim planie, lekko rozmyty też w 3/4 kamery dyryguje publiką, to mamy interesująco skomponowaną fotografię. Ten koncert pełen jest ujęć postaci na przestrzał przez instrumenty, statywy, pełno zabawy głębia ostrości w fotografii takie kadry były by uznane za co najmniej interesujące. Na filmie nie wygląda już tak dobrze za 30-którymś razem.

Policy Of Truth
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Jakby na obronę kręconego obrazu nie można nie wspomnieć o pewnym istotnym fakcie. Mam na myśli ekran. Do filmowania to jest koszmar. Tysiące ledów skutecznie zniszczyły niejednemu fanowi zdjęcie podczas tej trasy. Złapanie ostrości na tle tej konstrukcji w takich warunkach, jak koncert graniczyło wiele razy z cudem. Nie dziwię się, że kamery unikały filmowania na wprost. Dlatego wiele mamy ujęć z boku, z dołu sceny, zza pleców itp. spraw. Policy Of Truth [100] jest książkowym przykładem walki z kamery z ekranem.

I Feel You

091107_Mannheim_12Częste filmowanie z boku i z tyłu sceny sprawia, że kamery nie przeszkadzają w oglądaniu koncertu zgromadzonej publice. Nie ma tu statywów z kamerami filmujących na Dave’a wysokości zasłaniających Dave’a. Nie ma kamerzystów nachalnie biegających po scenie, wałczących o dobre ujęcie. Nagrywając ten koncert pamiętano, że jest to przede wszystkim występ dla tych, co zapłacili i przyszli na koncert. Tu nie rządzi TV pod prawa której cały szoł jest ustawiony. Tu kamera jest gościem filmując z tyłu, z tłumu, jakby ukradkiem.

Behind The Wheel

091107_Mannheim_16Nie ma co się oszukiwać, ani Paryż, ani Milan, ani Frankfurt / Barcelona / Lievin z 1993 nie wyglądały jak zwykłe koncerty. W każdym z nich napakowano ekstra oświetlenie, nagłośnienie itp sprawy. Tym razem koncert z Barcelony mamy nagrany tak, jakby depeche MODE grało tak co noc. To równie dobrze mógłby być zapis każdego innego miasta. Fani dostali koncert z perspektywy ludzi na płycie i ukradkiem chwycone ujęcia gdzie wśród trybun. Często tak, jak fani widzą występy gwiazd na koncertach walcząc między sobą o wycinek widoku na scenę…

Tu należy szukać odpowiedzi dlaczego ten koncert jest, jaki jest. To nie jest koncert dla pikników, oni będą zawiedzeni… i dobrze. To jest koncert skupienia na detalu. To jest koncert, jaki w urywkach wielu może zobaczyć po powrocie z koncertu w swoich telefonach i komputerach na You Tube.

Koncert ery You Tube, koncert z ujęciami, jakich tysiące można zobaczyć na necie – filmowanie przez las rąk (to ci co na płycie stoją). Dalekie plany – takie filmiki kręcą fani stojący gdzieś na dalekich trybunach, kto odwiedził na tej trasie Monachium 2009.06.13, albo Berlin 2009.06.10, ten wie o czym mówię. Sporo nieostrości, znają to wszyscy walczący na tej trasie z ledowym ekranem, słabością optyki swoich idioto-odpornych aparatów. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze galarety na ekranie i szukania sceny przez wyciągniętą i drżącą rękę już z włączonym nagrywaniem. Znamy to wszystko bardzo dobrze. Tu dostaliśmy to wszystko za jednym zamachem tyle, że kręcone sprzętem za miliony baksów. Na siłę starano się ominąć ograniczenia sceny i jednocześnie przekuć je na atuty. Chciano pokazać koncert z pozycji fanów tak, jak oni to oglądają przez wizjery swoich aparatów, kamer i telefonów. Chciano pozwolić zespołowi obronić się na scenie, a nie szprycować koncert botoksem w postaci szybkich i przekombinowanych montaży rodem z poprzedniego DVD. Czy się to udało? Tego jeszcze nie umiem powiedzieć. Wiem jedno do ukochanego Devotionala Barcelonie daleko.

Bo tak jest modnie…

Wygląda na to, że fani psioczący na małą pojawialność się depeche MODE w teledyskach, to zaścianek i brak rozeznania się w obecnie panujących tryndach w sztuce tworzenia wideoklipów. Teraz, aby być na fali trzeba być na koszulce, mijać po drodze plakat z podobizną zespołu, lub dać się minąć w pędzącym samochodzie głównemu bohaterowi.

Peace
Peace

depeche MODE spełnia wszystkie te oczekiwania i jest trendy. Obecnie nastał czas klipów fabularnych, ale takich, gdzie zespół wykonujący dany utwór spełnia się w roli muzyki filmowej, gdzie muzyka ma współgrać z filmem, który opowiada fabułę związaną z treścią piosenki lub nie bardzo. Tym razem to obraz jest ważniejszy, niż muzyka i to mimo tego, że clip ma promować utwór wykorzystany do zilustrowania jego.

Korespondencja obrazu z dźwiękiem.

Osobny temat to teledysk do instrumentalnego kawałka „Mono No Aware”, gdzie David Altobelli, reżyser i jeden z dwójki operatorów, stworzył wideoklip, który wychodzi poza ramy gatunku i śmiało aspiruje do miana etiudy filmowej. Obserwujemy historię samotnej dziewczyny, wszystko rozgrywa się w chłodnych barwach, obraz i dźwięk wędrują tutaj ramię w ramię i do samego końca pozostają w idealnej symbiozie. Tego rodzaju połączenie stanowi mniejszość, zauważalna gołym okiem jest tendencja do rozchodzenia się tych dwóch elementów. Historia w klipie Coldplay, biegnie zupełnie obok muzyki, która stanowi w zasadzie jedynie podkład, pozwalając odgrywać pierwsze skrzypce opowieści. Ta tendencja mniej rzuca się w oczy w przypadku teledysków do utworów o tanecznej proweniencji, gdzie twórcy nadal stawiają na zespolenie obrazu z dźwiękiem. „Warriors Dance”, czy „The Messages” Filthy Dukes wykorzystują tempo muzyki do nadania rytmu opowieści filmowej. Podobnie jest w przypadku „Wrong” zespołu Depeche Mode, ale – generalnie – nie można powiedzieć, by było to zjawisko dominujące.

Dalej dowiadujemy się, że muzyka jest tylko po to, aby dopełniała obraz i to jedyne czego od niej się oczekuje.

Artyści w defensywie

Zauważalnym kierunkiem jest odejście od opierania opowieści w teledyskach na wizerunkach wykonawców. Ze schematu wyłamuje się Eminem, ale muzyka hip-hopowa podszyta jest dążeniem do zaspokojenia rozbuchanych ego raperów, a Marshall Mathers dodatkowo wykazywał się od lat pociągiem do aktorstwa (patrz: „8.mila”). Jednak i jego wideoklipy są próbą znalezienia interesującego sposobu opowiedzenia historii, co odróżnia Eminema od klipów pełnych lansu, baunsu i bujających pośladków skąpo odzianych kobiet. „3am” zawiera echa „Blair Witch Project”, „Piły”, ale nawiązania do współczesnego horroru są przeprowadzone sprawnie i, w gruncie rzeczy, widz bawi się wynajdywaniem inspiracji. Eminem to gwiazda światowego formatu, podobnie jak Depeche Mode, którzy migają w tle klipu „Wrong”, co ma raczej wymiar cameo.

Teledyski w których zespół występuje z gitarą i nie daj Boże jeszcze śpiewa w nim, to wynik zacofania i byciem w tyle w stosunku do tego, co wielcy tego świata robią, to przykład taśmowej produkcji klipów. Przy czym odejście od tego służyć ma zepchnięciu do defensywy klipów, w których największą atrakcję stanowi pojawienie się na ekranie przez 5 minut wokalisty z zespołem. Oczywiście, nadal pokaźna grupa to teledyski gwiazdeczek popowych, skręcane taśmowo i eksponujące wdzięki urodziwych wykonawczyń lub modelek wytrząsających się nad muzykami. Pełna wersja artykułu TUTAJ.

Na szczęście mody mają to do siebie, że przemijają, a czasami potem wstyd do nich wracać, bo są już nie modne.

Czy okładka do SOTU to plagiat?

A może po prostu jest wtórna. Długo się zastanawiałem czy ruszyć ten temat i nadal nie wiem czy jest to dobra decyzja. Tekst powstawał przez 3 miesiące, to kasowałem go, to znowu pisałem. Jednak postanowiłem o tym napisać i podzielić się z Wami wątpliwościami. Co jakiś czas pojawiają się kolejne wątpliwości nt oryginalności okładki do Sounds Of The Universe. Zebrałem je razem w poniższym tekście.

Pierwsza informacja o braku oryginalności okładki pojawiła się szybko po premierze okładki. Fani szybko wyszukali plan moskiewskiego metra, który mocno przypominał samą okładkę, oraz różne grafiki około okładkowe towarzyszące wydawnictwu. Nawiązanie było aż nad to czytelne.

russia01.JPG

SOTU box deluxe
SOTU box deluxe

Szczególnie zastanawiającą jest „autorska” grafika w trzecim rzędzie od lewej stronie. Dla porządku należy dodać, że nie jest to grafika autorstwa Antona, o czym świadczy stosowna informacja na kopercie.

Powyższe analogie są jakby jeszcze do łyknięcia, choć są bardzo zastanawiające. Dużo do myślenia dała mi jednak wizyta na stronie pewnej agencji reklamowej z Hiszpanii. Klikając na adres: guiacreativity.com wejdziemy na stronę hiszpańskiej agencji, która w 2005 roku przygotowała dla władz regionu Galicia koncepcję znaku graficznego promującego ten region.

Na stronie można przeczytać następującą informację o całym koncepcie:

Bajo el título de “Galicia, camiños de concordia”, la Xunta de Galicia desarrollará durante el año 2005 un ambicioso programa cultural que mantenga y consolide el interés suscitado por Galicia gracias al Xacobeo 2004. El símbolo representa los ocho caminos de Santiago en Galicia, ocho trazos dispuestos geométricamente como una estrella. Los ocho trazos rectilíneos, organizados a pares, expresan el cruce de caminos. Por una parte, es una red por la que se propagan y comparten libremente culturas, opiniones o pensamientos. Por otra parte, representa una encrucijada: la de la sociedad contemporánea que reflexiona sobre la fortaleza de sus valores fundamentales (la tolerancia, la libertad, la solidaridad…) para afrontar los retos o dificultades de un mundo cada vez más complejo.

Kto chce sobie przetłumaczyć ten tekst zapraszam. W skrócie tekst traktuje o tym, jakie były drogi dojścia do koncepcji znaku graficznego. Czym są poszczególne linie, jakie maja one przełożenie geograficzne i kulturowe regionu Galicja.

Kolejny przykład znajdziemy na stronie Permuy Asociados, a następnie wybrać „Caminos de Concordia” w menu Identidade Corporativa.

Galicia, Camiños de Concordia
Galicia, Camiños de Concordia

Analiza plików w programach graficznych pokazują, że aktualizacje nt tego projektu pochodzą z… 2008 roku, a nie z 2005. Pewien amerykański fan na liście BONG, tak tłumaczy temat wieku plików na powyższej stronie:

I downloaded the pictures, opened them in Photoshop, viewed File Info, and apparently they were made „07.03.2008 13:56:15” / „20.06.2008 10:32:18” with „Adobe Photoshop CS2 Macintosh”… not 2005

No właśnie można to rozumieć na wiele sposobów, również tak, że te wersje plików powstały w 2008 na potrzeby strony z innych wcześniejszych oryginałów. W każdym razie na pewno wcześniej lub równolegle z pracami nad oprawą graficzną do Sounds Of The Universe i wszelkimi pochodnymi.

Konkludując, można w złej wierze upierać się, że okładka Sounds Of The Universe  to plagiat. Ja jednak tak nie uważam. Mamy tu raczej sporo cytatów z różnych prac i motywów powstałych wcześniej. Oczywiście nie świadczy to najlepiej o samym koncepcie powstania  okładek do Sounds Of The Universe, nie mniej chyba jeszcze jednak nie przekracza cienkiej linii za którą jest już tylko słowo plagiat, czy kradzież własności intelektualnej.

Można dyskutować o jakości i poziomie ostatnich okładek Holendra, ale paradoksalnie właśnie taka okładka pełna cytatów i zapożyczeń jest dla mnie idealnym dopełnieniem samego albumu, który jest zbiorem cytatów i odnośników na wielu poziomach zgłębiania tej płyty do tego co już było w muzyce. Zarówno pod względem brzmień, doboru instrumentów. Taka wtórność „dzieła może świadczyć o tym, że Anton się „kończy”, a może był to celowy zabieg wkomponowania się w zawartość płyty. Do końca tego nie zgadniemy, ale o tym kiedyś jeszcze napiszę więcej…

Na deser proponuję obejrzeć filmik, na którym Anton w holenderskiej TV opowiada o tworzeniu okładek do Sounds Of The Universe i innych aspektach kolaboracji z depeche MODE.

Fragmenty preshotów do DVD już na sieci.

Podobno fragmenty materiałów jakości PRO, które zostały nakręcone na początku trasy na potrzeby przygotowań do produkcji DVD, oraz jako mediapaki dla TV można znaleźć już na sieci. Tak twierdzi webmaster depechemode.com.

Do tej pory krążyły plotki, o dvd kręconym w Meksyku, czy też informacje, że jakoby przyszłe dvd ma być zbitką występów z różnych miast kręconych przy pomocy kamer używanych na trasie, a jedynie na jednym, czy dwóch koncertach ma ją być użyte kamery, które do sfilmowania szerokiego planu publiki itp ujęć nie osiągalnych przy użyciu standardowego zestawu koncertowego. Takie informacje docierały z kręgów zbliżonych do strony/forum Home.

Wczoraj Daniel Barassi odsłonił jednak kilka ciekawostek, dotyczących nowego wideo koncertowego depeche MODE:

  1. Żadne materiały, w rozumieniu kręcenia dvd, nie były poczynione do tej pory. Jedyne co zostało nakręcone, to kilka testowych ujęć, które służą do prepodukcji dvd, po to aby lepiej przygotować się do głównej rejestracji wybranych koncertów ->  Barcelona.
  2. Materiały te zostały wykorzystane również jako część pakietów promocyjnych dla mediów informujących o koncertach depeche MODE. Barassi stwierdził również, że materiały te wyciekły już na sieć i można je spokojnie znaleźć na YT.com. Nie sprecyzował, czy był to wyciek surowych materiałów, czy też jako część programów TV.

A mi się urodziło pytanie jeszcze jedno, kto jest reżyserem dvd. Po tym co napisał Daniel zastanawia mnie czy to będzie Corbijn, jak spekuluje się obecnie. A zresztą przeczytajcie sami, pełna wypowiedź poniżej:

I know the guy who is the video director. He said that unless otherwise asked, he has recorded none of the shows. Only bits from one or two shows was recorded for a bit of a sizzle reel that was sent to media (and has found its way onto YouTube, if you look hard enough).

Jak dla mnie cholernie zastanawiający jest ten korowód z nagraniem dvd. Na szczęście koncert w Barcelonie już blisko i wyjaśnienie zagadki też. A poniżej wyszukane preshoty o kórych mówił Barassi:

 

DVD depeche MODE w Barcelonie*

Mogę sobie pogratulować, tak nieśmiało, bo jednak wyszło, w tym przypadku na moje. Dobrze przewidywałem, że nagranie dvd będzie w Hiszpanii, tym razem doczeka się Barcelona na swoje 5 minut.

Oczywiście pytaniem otwartym pozostaje sprawa, co zagrają. Czy usłyszymy przekładkę setu amerykańskiego, czy też usłyszymy coś nowego. Powszechne oczekiwanie jest aby depeche MODE zagrało coś nowego, bo Wszyscy pokazują tu jako analogię zmianę set na wiosnę 2006. Ja też uważałem, że set powinien być zmieniony, ale powinien być zmieniony już przed Ameryką Południową. A jeżeli nie został zmieniony, to uważam, że również tej zmiany nie doczekamy się przed Europą, z racji o wiele krótszego czasu między 3 i 4 nogą.

Uważam, też, że jeżeli depeche MODE ma coś zmienić to wiedzą o tym już od kwietnia, kiedy robione były próby i decydowali jak ułożyć set. Nie chce być złym prorokiem, ale na prawdę może się okazać, że zmiana setu już była i było to w czasie trasy po USA.