Swój pierwszy raz przeżył w Pradze w 1998, a poprawił w Monachium tego samego roku... potem poszło już z górki... Fanziny, Strony, Zloty, koncerty. Gdyby tego nie robił musiałby sobie znaleźć inne hobby, bo w domu by z nim nie wytrzymali. Prywatnie blokers miastowy, ciągle w trasie... 50 koncertów na liczniku.
Minęło, parę dni od szaleństwa, jakie wywołało ogłoszenie informacji o nowej trasie… i przy okazji nowej płycie (celowo piszę w tej kolejności). Relacjonowaliśmy dla Was konferencję prasową, nie mniej chwilę po zakończeniu czuć było spory niedosyt, a im dalej od zakończenia wydarzenia, tym co raz trudniej obronić się przed stwierdzeniem, że była to najsłabsza konfa ze wszystkich.
Kiedy niedawno opracowywałem Wam poprzednią konferencję z 2012 to liczba tematów poruszonych podczas tamtej konferencji biła na głowę, to co wydarzyło się 11 października. Konferencja z 2012 miała jedynie 40 min (wyłączając z tego projekcję Angel).
Film z konferencji 2016 ma 53 minuty (w tym urywki z 4 numerów), ale faktyczny start następuje dopiero po 11,5 min. Jeżeli odejmiemy od tego jeszcze klip z miksem 4 numerów, to robi nam się czas poniżej 40 minut. Do tego znaczącą część konfy zespół przeznaczył na odczytywanie z kartek wcześniej przygotowanych przekazów dla mediów dostarczonych przez dział PR. Chłopaki musieli się wywiązać z umów sponsorskich. Po mojemu nie ma nic w tym złego, nie mniej szkoda, że zrobiono to tak nachalnie i kosztem merytorycznej części. Prowadzę i uczestniczę w konferencjach prasowych od lat i kultura nakazuje zakończyć konferencję dopiero, gdy nie ma pytań z sali. Jestem dziwnie spokojny, że kolejne pytania znalazły by się nawet przez kolejne 40 minut.
Niedosyt po konferencji wynika również z tego, że pytania jakie padły były na wskroś standardowe i przewidywalne, a nawet rzekłbym infantylne. No i było ich mniej. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że publiczne przesłuchanie było celowo spłycone, że zespół zachował więcej gorących newsów na potrzeby wywiadów 1:1, które odbyły się tuż po konferencji i w następnym dniu. Mamy tego wysyp już w tej chwili.
Mgmt i zespół potrzebowali tego występu, żeby powiedzieć co chcieli/musieli i to na dobrą sprawę tyle. Każdy inny element był raczej ponad standard i był redukowany do niezbędnego minimum. Tylko tyle żeby zachować pozory.
Zastanawiam się po co to wszystko. Czy nie lepiej zrobić sesję na ściance, rozesłać/rozdać materiały prasowe z kontrolowanym przekazem, a na końcu zrobić serię wywiadów 1:1. Koszty wynajmu sali, transmisji itp spadną, ludzie nie będą się zabijać o wejściówki, a i media będą zadowolone (oczywiście te, co dostaną wywiady), bo czytelnictwo i klikalność wzrośnie, a wszystko w otoczce wyjątkowości i unikalności przekazywanych treści, bo ludzie będą czekać na każdą informację o nowej płycie, przemyśleniach zespołu i planowanej trasie na 2017 i 2018.
Poprzednia konferencja zaskakiwała swoim konceptem i był niedosyt z gatunku tych co to człowiek chciałby jeszcze i nie widzi, że widzi, a i nie wie na co patrzeć. Tym razem zastanawiałem się, czy Panowie chcą powtórzyć ten sam fortel, czy jednak chcą podejść do tematu inaczej. Nawet jeżeli był taki zamysł, to PRowe sztuczki i zobowiązania sponsorskie sprawiły, że zostało to skutecznie popsute. Brakowało tylko Marka Leiberberga kłócącego się z jakimś fanem o ceny biletów na trasie.
A tak dostajemy co raz płytszą papkę, co raz bardziej przyswajalną i lekko strawną. Dobrze, że odsłuch płyty to nadal intymne i wielowymiarowe doznanie, czego i Wam życzę.
Rozpoczynam nowy cykl na stronach MODE2Joy.pl w którym zajmiemy się tym wszystkim dookoła koncertów, co może Wam pomóc i przeszkodzić w bezproblemowym dotarciu, oczekiwaniu i… przetrwaniu, a czasami dotrwaniu. Opowiemy Wam o naszych doświadczeniach z koncertami dM. Pojawi się wiele nowych osób, na M2J, które opiszą Wam ze swojej perspektywy jak wyglądają koncerty. Jak koncert widzi fotograf, ochroniarz, jak przygotować się do wyjazdów, co warto zabrać, a co trzeba zostawić w domu.
Od razu na początku chciałbym podkreślić, że nie są to teksty dla starych wyjadaczy koncertowych, z którymi pewnie się spotkam gdzieś na trasie pod Dusseldorfem, albo Madrytem. To raczej zbiór porad dla tych, którzy wybierając się na koncerty zadają różne pytania na forach, FB, czy innych miejscach. Tym razem postaramy się na te pytania odpowiedzieć zanim padną.
Jeżeli ktoś z czytających chciałby się podzielić swoimi life-hackami, albo ma sprawdzone patenty, które pomogą innym – zapraszam. MODE2Joy i 101dM jest otwarte dla każdego, kto chce coś napisać.
Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02
Spróbujemy w tym cyklu przejść cały proces od ogłoszenia rozpiski z koncertami, aż do pierwszych dźwięków intra na najnowszej trasie. Z zakupem biletów już nie zdążymy, ale w tekstach z tego cyklu pojawią się kwestie bezpieczeństwa, aparatów, podróży, noclegów, co trzeba kupić przed wyjazdem w trasę. Sporo czasu poświęcimy również kwestii – czego nie brać, bo to tylko strata miejsca, czasu i źle wygląda i po co wyjść na janusza koncertowania. Teksty już się piszą, a cykl jest otwarty dla wszystkich z Was.
Depeche MODE // Irvine Meadows 1986
Podpowiemy kilka life-hacków koncertowych i czego się nie możecie robić na koncertach w USA (jeśli tam jedziecie), oraz na koncertach w Europie. Opowiemy co możecie robić, a za co ochrona Was ukarze. Cykl jest perespektywiczny, bo przed nami koncertowa zima 2017/2018. Koncertowo-depechowe szafiarki na pewno znajdą coś dla siebie, fani survivalu również. Ale najpierw zaczniemy dosyć egzotycznie od Ameryki Północnej, jej specyfiki koncertowej i czym się różni od tego jak my Europejczycy bawimy się na koncertach. Miłej lektury…
Parę dni temu środowisko fanowskie przeszyła elektryzująca wiadomość o tym, że pewien fryzjer znalazł w pudle na buty… boota. Tylko mnie ta łamiąca wiadomość jakoś nie spięła pośladów, a i migotanie przedsionków mam na stałym poziomie. Ale dosyć tych wynurzeń kardiologiczno-proktologicznych przed nami oferta na stole…
Po przeczytaniu tego tekstu zostałem z uczuciem, że oto jesteśmy przedmiotem dobrze zaplanowanej lanserki na garbie bardziej znanych kolegów z osiedla. Cały tekst jest tak napisany, że wszystko się skupia wokół historii życia mistrza włosa, a nie nagrania. Użyte zwroty w prawie każdym akapicie zaczynają się zawsze od podkreślenia fryzjerskości znalazcy. A największym kwiatkiem jest tu drugi akapit:
Robin Neale – director of Russell Robin Hair Studio in River Street
Brakuje jeszcze tylko podania godzin otwarcia i informacji, że depilacje pleców w czwartki robimy za 50% ceny.
Żeby nie było, że się pastwię, to szacun dla Robina za zdolności marketingowe. Chłop wie, jak się wypromować, w tych czasach to bardzo ważne. A tekst który czytasz jest tylko potwierdzeniem tej tezy, że lanserka Robina się udała. No dobrze, ale co z tym nagraniem?
Composition Of Sound/depeche MODE w pierwszych 2 latach istnienia mieli coś na kształt rezydentury w The Crocs. Tzn. grali tam zawsze kiedy tylko była taka potrzeba ze strony klubu, a byli na miejscu. Chłopaki byli zakontraktowani na regularne granie w tym klubie.
Composition Of Sound / depeche MODE 1980-1981 (c) Deb Danahay
Takie częste granie powinno skutkować tym, że nagrań z The Crocs powinno być jak wszów. Podobnie zresztą jeżeli chodzi o występy w The Bridgehouse – drugi kultowy klub w którym czwórka z Basildon była regularnym otwierającym koncerty większych ówcześnie gwiazd.
Tym czasem nagrań jest na prawdę nie wiele. Z The Crocs istnieją jedynie 2 zapisy:
Ten ostatni to był sekretny koncert zagrany pod zmienioną nazwą – MODEPECHE – dla ratowania przyjaciela – Terry’iego Murphy – którego klub popadał w tarapaty. Prawie 4 lata temu opisałem tę historię na stronach MODE2Joy.pl. Takich występów zespół miał wiele pod zmienioną nazwą. W 1980 i 1981 roku grali ich kilka. Zachował się jeden i można go znaleźć na sieci.
Jeżeli to cudem odnalezione nagranie na szpuli jest zapisem jednego z powyższych koncertów, to Robin-the-Fryzjer nie wzbogaci wylansuje się za bardzo na tym interesie.
Zespół w latach 1980-1982 wystąpił w The Crocs na pewno 13 razy. Być może były inne występy, ale nie ma po tym śladu.
Speak & Spell Tour
Każdy z 11 brakujących koncertów w The Crocs byłby powodem do zachwytu, ale dla mnie osobiście tym świętym Graalem byłby ten ostatni z 24 stycznia 1982. Rozwiałby kilka niewiadomych, np czy depeche MODE jeszcze w 1982 grało setlistę ze Speak & Spell Tour, czy już nową pod promocję singla See You. Wg mnie 3 pierwsze koncerty z 1982 są mylnie przypisywane do trasy promującej ten singiel. Więcej o tych rozterkach piszę w tekście o początkach koncertowych zespołu.
Ostatni koncert w The Crocs jest ważniejszy dla mnie z innego powodu – był to pierwszy koncert z Alanem za sterami. Z tego względu jest to historyczny występ i jeżeli Robin-the-Fryzjer miałby go w swoich zbiorach to ukłonię się nisko i pokornym wzrokiem ukorzonego fana poproszę o kopię. Na to, że jest to jednak nieznane nagranie może świadczyć to zdanie:
Robin added: „This is a must for any true fan of the band and there is no copy of this original.
Potencjalna unikatowość tego nagrania jest jeszcze z jednego względu:
One evening during the band’s performance the DJ at Crocs recorded the band’s performance through a mixing desk and gave the reels to me.
Oznaczałoby to, że jest to najstarszy soundboard depeche MODE ever.
Nie mniej ten tekst (po za lanserką) wygląda dla mnie na zaproszenie do ofertowania. Jeżeli tak jest, to może to oznaczać, że kilku fanów przy kasie udało się już do niego z walizką pieniędzy i nagranie zniknie w gronie zaufanego kręgu. Możliwe jest też, że zjawią się za jakiś czas smutni Panowie z Legacy Records z kwitami do podpisu i czekiem, a wyjdą ze skrzynią nagrań depeche MODE pod pachą. W kwitach będzie napisane, że jak Robinowi przyjedzie do głowy jeszcze raz taki numer, to oni mu pokażą jak wygląda teksańskie majtkowanie…
depeche MODE 1980-1981 (c) Deb Danahay
Jeżeli to on jest autorem fryzury Dave’a z tamtych czasów, to i ja się dołączę do tego. Jedyne co może go ratować, to potencjalny fakt wynalezienia tzw. lotniska, które w tamtym czasie jako pierwszy w zespole nosił Andy 😉
Jeżeli nabędą to nagranie Panowie z Legacy Records, to za jakiś czas możemy usłyszeć, po zremasterowaniu i dograniu publiki, o kolejnym wydawnictwie z zapowiadanego cyklu pereł z lamusa. Czas pokaże… Oby nagranie wypłynęło jak najszybciej…
Tak, tak, ale nie jest to powód do kręcenia afery, tylko wynik polityki Sony Music, jaką prowadzi ta wytwórnia wobec archiwów. Możecie też zapomnieć o formatach innych niż DVD.
Już wyjaśniam. W 1990 Sony Music założyło wytwórnię Legacy Recordings, której zadaniem jest wydawanie tzw back catalogu wielkich tego świata, których czas powoli przemija lub już przeminął. Do tej wytwórni trafiają również materiały artystów, które już nie są promowane, a nadal obsługiwane przez główny label czyli Sony Music.
Artysta 1358
Ostatnia twórczość depeche MODE, czyli wydawnictwa z Delta Machine era już tam trafiły. I można je przez tą stronę nabyć w postaci cyfrowej lub kieruje do sklepów online, gdzie można nabyć fizyczne nośniki. To w tej wytwórni wydawane są pośmiertne nagrania i koncerty Elvisa, czy innych żyjących jeszcze schodzących gwiazd.
Również w branżowych serwisach najnowsza składanka jest opisywana jako właśnie wydawnictwo Legacy Records.
Żeby była jasność to nie jest źle i potwierdza się w trochę inny sposób, to co napisałem ostatnio o planowanych wydawnictwach depeche MODE. Ludzie w wytwórni Legacy robią znakomitą robotę, przekopują tysiące archiwów dzięki temu fani Elvisa dostają co jakiś czas odnowione zapisy konkretnych koncertów rejestrowane kiedyś przez członków ekipy, fanów, wytwórnie itp, a potem po renowacji dostają nowe życie. To z tej wytwórni można dostać całe kolekcje nagrań studyjnych Elvisa inaczej nagrywanych, miksowanych, wydawanych na Europę Stany, Australię, czy Japonię.
Wizyta w archiwum #depechemode
Katalog depeche MODE na Europę, czy USA różni się, ale przy tym, jak kiedyś wydawano The Beatles, czy Elvisa, to szczyt porządku i poukładania. Choć gdyby być skrupulatnym, to powinny być wydane dwie różne wersje THE VIDEO SINGLES COLLECTION. Inna na Europę, a inna na Stany. Choć pewnie fani z Francji / Hiszpanii też mieli by tu swoje uwagi co do zawartości takiej składanki. W końcu Little 15 oficjalnie wydano tylko we Francji, One Caress to singiel promo z USA, a Told You So to singiel promo z Hiszpanii itd.
Pierwszą płytą wydaną w USA było People Are People – jako kompilacja trzech poprzednich + tytułowy kawałek. Speak & Spell wyszło dużo później, wcześniej funkcjonowało jako tzw „Import”.
Z resztą etykietka „Import” w USA to był przez wiele lat synonim czegoś mało dostępnego, niszowego, elitarnego i bardzo poszukiwanego i właściwie to temat tekst na oddzielny wpis. Ale wracając do głównego tematu….
Produkcje wydawane w tym katalogu, to coś jak parę lat temu projekt Live Here Now. Niby oficjalne wydawnictwo sygnowane logiem depeche MODE, ale nikt nie powie, że depeche MODE w 2006 roku wydało koncertową płytę z Warszawy… oraz z 42 innych koncertów. Skoro nie są to oficjalne płyty koncertowe, to może bootlegi, które są przeciwieństwem oficjalnych wydawnictw. No też nie. Wyszło z tego pojęcie „oficjalnego boolegu”, które mimo, że jest wewnętrznie sprzeczne oddaje najbardziej to z czym mieliśmy do czynienia.
Wydawnictwa z katalogu Legacy Recordings, to coś pomiędzy oficjalnym katalogiem, a tym czym są wydawnictwa z Live Here Now. W świecie filmu funkcjonuje takie pojęcie jak – spin-off – czyli film nakręcony z bohaterami głównego filmu lub osadzony w tym samym uniwersum, ale opowiadający o pobocznych wątkach głównej historii. Taki przykład to choćby wchodzące w tym roku do kin Rogue One: A Star Wars Story poboczna historia Gwiezdnych Wojen.
A o co chodzi z Artystą 1358 – to jest numer depeche MODE w Legacy Records.
Tylko DVD i CD
Na koniec jeszcze o formatach. Wytwórnia ta wydaje swoje tytuły tylko na CD i DVD. Jeżeli znajdują się w katalogu inne formaty, to dlatego że pochodzą z oryginalnego katalogu Sony Music.
Nieszczęsny Blu-Ray znajdziecie u depeche MODE, ale tylko jako pomyłkę w postaci Blu-Ray Audio wydane do DVD z Berlina z 2013.
_ Dzięki ToM za podesłanie namiarów na Legacy Rec.
Zespół zaprasza do Mediolanu, no grzech się nie wybrać… 11 października o godzinie 13:00 startuje transmisja. Niestety tylko wybrani mogą być tam osobiście.
Dla reszty przewidziano tylko transmisję w sieci na oficjalnej stronie (najpewniej przy użyciu narzędzi z YT) lub przez oficjalnego FB. Co jeżeli nie będziesz mogła / mógł nawet obejrzeć tego wydarzenia na żywo? Wszystkie wiedzo dookoła, a ja nie…
No cóż mamy propozycję. Niezależnie, czy będziesz oglądać transmisję na żywo, czy szukać wieści w sieci, zapraszamy na 101dM.pl. Ustaw sobie podgląd w swoim telefonie na naszą stronę. Podziel ekran komputera na dwie części – na jednym ustaw transmisję, na drugim 101dM.pl. Przeprowadzimy dla Was relację z konferencji prasowej w postaci LIVE BLOG’a. Komentarze na żywo, zdjęcia i relacje uczestników konferencji. Wszytko po polsku, na żywo i w kolorze.
comping soon… depeche MODE
Nie trzeba się logować, wystarczy wejść na naszą stronę do tematu o konferencji prasowej, który nie długo powstanie. Zapraszamy do komentowania również przez Was tego, co się dzieje na konferencji w komentarzach na stronie.
Jeżeli kiedykolwiek czytaliście relacje na żywo z wydarzeń sportowych, politycznych, czy o premierach nowych produktów w serwisach WWW, to wiecie czego się spodziewać. Tak właśnie będziemy chcieli zrobić.
Jeżeli ten format się sprawdzi, to możecie liczyć na to, że gdy wystartuje trasa koncertowa kilka koncertów w ten sposób zrelacjonujemy dla Was również. Pomysłów jest wiele i niektóre zostawiamy sobie na „po trasie”, a inne zobaczycie już podczas najbliższej trasy.
Zapraszamy 11 pażdziernika już od godziny 12:00 na 101dM.pl
Ostatnie dni są bogate we wrażenia i tak będzie już co najmniej do początków 2018. Chciałbym Wam zaproponować jednak porzucenie tej ekscytacji na chwilę i sięgnięcie myślami trochę obok i trochę dalej od ogólnej ekscytacji nowym singlem, nową płytą i nową trasą. Tego będzie jeszcze po kokardę w najbliższych miesiącach.
Najpierw cytat z niedawnej informacji prasowej:
Video Singles Collection jest pierwszym z serii retrospektywnych projektów zatwierdzonych przez zespół dokumentujących niezwykłą karierę Depeche Mode.
W oryginale:
Video Singles Collection is the first in a series of band-approved retrospective projects examining Depeche Mode’s extraordinary career
Wszyscy się z tego bardzo ucieszyli, ale tak na prawdę, to nikt nie ma pojęcia czego się spodziewać. Nie sądzę, żebym tym wpisem ujawnił listę planowanych tytułów. Nie mniej jest kilka ciekawostek, które działy się i przeszły bez echa.
Tak, teraz już wiecie dlaczego pojechałem do Wielkiej Brytanii w grudniu ubiegłego roku. Inne niż brak Blu-ray przemyślenia? (Ujawniam: Zrobiłem WIELE przy tym wydawnictwie)
W oryginale:
So, now you all know why I went to the UK last December. Other than no blu-ray, thoughts? (Disclosure: I did a LOT on this release)
Kolejnego wydawnictwa należy się spodziewać w przyszłym roku i również będzie to wydawnictwo wideo. I zapewniam Was, że jest na co czekać. Ślinka cieknie na widok takich zdjęć…
Wizyta w archiwum #depechemode
Wczoraj (28.09) powyższa fota ukazała się na Twitterze Daniela i nie będzie to ostatnie „szczucie” w jego wykonaniu. Wydawnictwa mają się pojawiać na rynku co roku niezależnie od wydawnictw związanych z nową płytą. Nie wiem, czy będzie to zawsze okolica wydania pierwszej kompilacji, bo w 2019 zapewne czeka nas koncertowe wideo z nadchodzącej trasy, ale to już ból głowy tych, co planują kalendarz wydawniczy.
To co widzicie na tym zdjęciu, to stanowiska do przeglądu nagrań zarejestrowanych na telewizyjnym standardzie Betacam (od Sony), wraz z cyfrowymi mikserami do przechwytu i cyfrowego montażu obrazu. Jest to o tyle ważne, że o ile format VHS na przestrzeni lat degradował się co raz bardziej. W pogoni za przypochlebianiem się konsumentom sprzęt tracił na jakości. Co raz tańsze komponenty, a szczególnie głowice sprawiały, że ostatnie produkowane modele wołały o pomstę do nieba pod względem jakości.
Inaczej było z systemem Beta, który trzymany w ręku przez praktycznie jedną firmę, czyli Sony trzymał względną jakość do swojej śmierci. Rok temu Sony ogłosiło, że przestaje produkować kasety w formacie Beta, ponieważ kasety te zostały zastąpione przez formaty cyfrowe.
Jakie to ma znaczenie dla nas? Materiały z tego zdjęcia to głównie mamuśki – czyt. oryginały lub pierwsze kopie z mamusiek do archiwum. Ktoś nawet policzył, że jest ich ponad 70. Jest to na pewno więcej materiału, niż tylko 59 klipów na zapowiedzianym DVD. Oczywiście kluczem do zagadki jest długość kaset i nagrań na nich, ale już samo to o czymś świadczy.
Dla mnie podstawowym pytaniem przy transferowaniu tego typu materiałów jest pytanie jak sobie poradzili z formatem 4:3. Osobiście nie mam problemu, aby w takim formacie wydać materiał współcześnie, niż ciąć na górze i na dole, aby dostosować obraz do formatu 16:9. Dla mnie jest to to samo, jakby ktoś poszedł do galerii i uciął kawałek Bitwy pod Grunwaldem, aby dostosować dzieło Matejki do współczesnych standardów oglądania obrazów. Jeżeli znajdą sposób na godną oprawę archiwów i poprawią ubytki i niedobory kolorów, to Herzlich Willkommen!
_ Anton Corbijn ostatnio wspominał, że również ma w planach reedycję Strange i Strange Too. Nie zakładam, że wszystko pojawi się na raz i raczej po trasie, ale pomimo tego, że są to wydawnictwa dotyczące depeche MODE, to nie są to jednak w 100% wydawnictwa tego zespołu, jak albumy, czy single.
O ile teledyski zespół może wydawać jak chce, to już wideo Strange jest tym czym obecna wystawa Antona w Sztokholmie – zbiorem prac autorstwa Holendra dla którego pozowali różni ludzie. Czasem na zlecenie, czasem nie. Album Strangers jest książką Antona ze zdjęciami depeche MODE, a nie albumem depeche MODE.
To tak, jak dla wielu odkrywczym jest stwierdzenie, że 101 to nie koncert tylko dokument autorstwa dokumentalisty D.A. Pennebaker’a o depeche MODE i fanach. Dopiero płyta 101 jest koncertem. To są niuanse, ale te niuanse decydują kto przewodzi jakiemuś projektowi, czyja czcionka jest większa w napisach i w jakim miejscu. To ma potem wymierne korzyści na koncie.
Po co te wywody? Ponieważ chcę uświadomić Wam, że czekają nas na prawdę ciekawe i dobre czasy. Dobre dla nas, choć nie koniecznie dla naszych portfeli. Samo depeche MODE, podobnie jak i ludzie którzy żyli z pracy artystycznej dla i z depeche MODE zaczynają wyciągać swoje polisy na życie i wydawać archiwa, które pozwolą się im godnie utrzymać u schyłku ich kariery i na emeryturze. Dlatego te projekty reedycyjne będą się pojawiać równolegle lub w niewielkich odstępach czasu (miesiącach / kwartałach). Warto przyjrzeć się temu, jak tyle lat po śmierci zarabia się na legendzie Elvisa, Queen itp. Wcześniej, czy później też nas to czeka, nawet jak członkowie depeche MODE nadal będą na tym świecie.
Nawet, jak skończy się cyrk z trasą i odbędzie się ostatni akt w postaci wydania koncertowego wideo w 2019, to i tak będziemy raczeni kolejnymi tytułami. Nowymi, a jednocześnie wyciągającymi na wierzch archiwami.
Mam wrażenie, że projekt TVA robiony przez fanów był dla paru osób dobrą nauczką i jakimś drogowskazem czego spora grupa fanów oczekuje. Daniel Barassi, mimo jego dosyć opryskliwego charakteru, dobrze wie gdzie trzeba sięgnąć, aby wyciągnąć kartofle z ogniska… Teraz dostał cały worek i nie zawaha się ugotować z tego czegoś, co dla wielu było jedynie marzeniem zasmarkanego nastolatka wpatrzonego w ponętną sąsiadkę… jeśli wiecie co mam na myśli 😉
No i stało się, zespół/wytwórnia wydawniczo dali o sobie znać. Po raz pierwszy od 2014 mamy coś nowego spod szyldu depeche MODE. Najnowsza kompilacja ma być nowym otwarciem w historii wydawniczej zespołu. To nowe otwarcie stanie się ciałem 11 listopada, tym czasem mamy jedynie informację prasową opublikowaną na oficjalnej stronie depeche MODE i rozesłaną do mediów. Warto zagłębić się w ten tekst, bo przekaz sięga trochę dalej i głębiej niż do 11 listopada.
The set includes 55 newly restored versions of the essential video singles in the DM canon
Kompilacja zawiera 55 zremasterowanych clipów z kanonu depeche MODE – czytamy w informacji. Jestem bardzo ciekawy co to oznacza. Czy tylko poprawienie obrazu, czy też przeformatowanie do obecnego standardu 16:9. Przypomnę, że większość klipów z lat 80. i 90. była kręcona w formacie 4:3, co przy obecnych standardach telewizorów i monitorów komputerów oznacza pasy po obu stronach klipów lub sztuczne rozciągnięcie zaburzające proporcje oryginałów.
Takie stwierdzenie pojawia się co jakiś czas w Waszych komentarzach w kołchozach społecznościowych. Zaraz potem wspierane jest komentarzami z cyklu „skok na kasę” łamane na „dojenie fanów„. Bo tak jest, to jest. Składanka obliczona jest na ponowne zarobienie na fanach depeche MODE. To tylko część tej prawdy, choć chyba najbardziej oczywista.
Kiedy zespół wydał w 1985 Some Great Videos, w kompilacji celowo zostały pominięte klipy, których już w tamtych czasach zespół się wstydził. Na dobrą sprawę aż do dziś komercyjnie nie ukazała się znakomita większość teledysków. Część została wydana jedynie jako promo, albo po prostu poszła na technicznych nośnikach do telewizorów. Dla takiego The Meaning Of Love, czy Get The Balance Right jest to wydawnicza premiera 30+ lat od ukazania się singla. Lepiej było już w naszym stuleciu, gdy wytwórnia dokładała klipy jako zapchajdziury do singli DVD.
Patrząc jednak na jakość tamtych wydawnictw nawet dobrze, że ukażą się one w odnowionej wersji na w miarę współczesnych nośnikach.
…Ale ja widziałem te klipy na YouTube… szanuję to… Ja też. Nie zmienia to jednak faktu, że nie można było nabyć za jednostki takich klipów solo, ani w postaci kompilacji. Nie było możliwe takie coś ze względu na rozproszenie praw wydawniczych katalogu lub archaiczność nośników na których kiedyś wydawano.
55 to nie wszystko.
No właśnie wytwórnia chwali się, że dostaniem antologię 55 klipów z całej historii zespołu. Tylko, że analizując załączoną listę w oczy rzuca się kilka niekonsekwencji. W większości są to klipy do singlowych wydawnictw. Skoro tak, to co w tym zbiorze robi One Caress? A jeżeli jest One Caress, to gdzie jest Halo, Clean, Pimpf?
I znowu The Brat:
(1) It is a Video SINGLES comp. (2) One Caress and Somebody count. One Caress aired in rotation on MTV. Somebody was a double a-side in UK.
Barassi twierdzi, że skoro One Caress było singlem (bez nośnika CD i vinyl) tylko jako wideo i tylko na rynku amerykańskim to już się liczy. W przeciwnym wypadku należałoby z kompilacji wywalić również But Not Tonight również wydane na rynku amerykańskim tylko, oraz Little 15, które też ukazało się tylko na rynku francuskim.
Halo i Clean, nie są singlami, nawet promo, jedynie klipami nakręconymi pod planowane wydanie podwójnego singla po World In My Eyes. Plany te jednak zarzucono. Z Pimpf jest jeszcze inaczej. Ten klip został nakręcony jako szalona wizja do Strange i to tyle.
Jeżeli zgodzić się z tą argumentacją, to znaczy, że The Singles 86>98 było nie pełne, bo brakowało właśnie One Caress i But Not Tonight. W takim razie na kolejnych składankach retrospektywnych powinny znaleść się takie kawałki jak Told You So (wydane tylko w Hiszpanii na singlu), The Darkest Star i Perfect, które było wydane jako vinyl only lub promo only.
Kolejna sprawa, to to że warto pamiętać, iż nie jest to zwykła kompilacja jak ta z 1998 czy z 2002. Tu nie chodzi o to, żeby puścić ciurkiem wszystkie klipy. Klipy będzie można obejrzeć z komentarzem Dave’a, Martina i Andy’iego. A Alan?, a Vince?, a reżyserzy? na me usta ciśnie się myśl kołatająca się po głowach milionów fanów na tym świecie. Zespół ewidentnie zadbał tu o swoje interesy, pomijając byłych członków zespołu.
Bonusy
Dostajemy na plackach również bonusy:
People Are People (12″ version) But Not Tonight (Pool Version) Soothe My Soul (Extended) Stripped (Unreleased Alternate Cut)
Z tej czwórki najbardziej interesująca jest chyba tylko alternatywna wersja Stripped. Choć nie spodziewałbym się za wiele. People Are People w wersji 12″ znane jest od czasów Some Great Videos, But Not Tonight gości na oficjalnej stronie dM, a Soothe My Soul… no cóż zobaczymy czy extended oznacza dorobienie brakujących marginesów do kwadratowego wideo.
Ty wiesz, co my robimy tą kompilacją? My otwieramy oczy niedowiarkom i to nie jest nasze ostatnie słowo.
Video Singles Collection is the first official Depeche Mode archival title to be released under the SONY imprimatur since SME acquired rights to the DM catalog in July 2015
Parafrazując klasyka nadchodzi nowe. Pisałem Wam o tym ostatnio. Dziś słowa z mojego wpisu uzyskały potwierdzenie. Kluczem jest tu słowo „imprimatur„, które znaczy tyle co udzielenie zgody/licencji (w domniemaniu przez zespół) na archiwalny katalog i ponowne wykorzystanie go przez Sony Music Entertainment. Jestem dziwnie spokojny, że na nowych wydawnictwach depeche MODE będzie formułka znana choćby z wydawnictw z Excitera – Under exclusive licence to. Zgoda taka została udzielona przez zespół w lipcu 2015 roku. Ale najciekawsze jest dalej…
…dalej w informacji prasowej czytamy:
Video Singles Collection is the first in a series of band-approved retrospective projects examining Depeche Mode’s extraordinary career
Zespół i wytwórnia planują wydanie kolejnych retrospektywnych materiałów z kariery depeche MODE. Mam nadzieję, że w końcu się doczekamy wydania Hamburga 84 na plackach. Mam nadzieję, że nie skończy się na ponownym wydaniu Devotional, 101, One Night in Paris, Live In Milan, tylko po to, aby ukazały się pod szyldem Sony, ale materiały te doczekają się nowych formatów i nowej zawartości. Będzie trudno, ale obym się mylił.
Mam też nadzieję, że jeżeli zespół przestał się wstydzić starych teledysków, to Panowie sięgną w końcu po Londyn 82 i wydadzą pierwsze wideo nakręcone w USA z Irvine Meadows w 1986. Mam też nadzieję, że również sięgną po rejestracje o których nie wiemy, że są, albo zostały nakręcone przez stacje TV w latach 80. Patrz BBC lub inni narodowi nadawcy.
Dziwne zdjęcie z sierpnia.
Pamiętacie zastanawiające zdjęcie Martina w otoczeniu ekranów z początku sierpnia? Z podpisem:
’On set with Depeche Mode’
Myślę, że chyba zagadka się rozwiązała. To mógł być plan zdjęciowy do kompilacji, na którym zespół komentował i opowiadał o swoich wspomnieniach związanych z klipami.
Nie mniej pojawia się na okładce kilka nowych ikon za którymi zaszyte są teledyski. Z nowych ikon widać BMW Isetta, jako wizualizacja teledysku Never Let Me Down Again lub Behind The Wheel, oraz Stodoła(?), którą poprzednio można było zobaczyć na okładce Soothe My Soul.
aaaa i jeszcze jedno…
W kodzie strony z informacją prasową zaszyty jest taki adres:
http://smarturl.it/DepecheModeVSC
który po wklejeniu do przeglądarki przenosi nas na stronę empiku. Jeżeli ktoś wklei ten adres w Niemczech, to przeniesie go na stronę amazonu albo media marktu, a w USA może to być jeszcze inny sprzedawca. Co to oznacza? Że za jakiś czas pojawi się przycisk do złożenia preorderu i dla Polski tym sklepem będzie empik. Najprawdopodobniej ta sieć w Polsce ma wyłączność na preordery.
Na koniec pełna lista klipów, jakie zobaczymy w listopadzie na plackach:
Just Can’t Get Enough (directed by Clive Richardson) See You (directed by Julien Temple) The Meaning Of Love (directed by Julien Temple) Leave In Silence (directed by Julien Temple) Get The Balance Right (directed by Kevin Hewitt) Everything Counts (directed by Clive Richardson) Love, In Itself (directed by Clive Richardson) People Are People (directed by Clive Richardson) Master And Servant (directed by Clive Richardson) Blasphemous Rumours (directed by Clive Richardson) Somebody (directed by Clive Richardson) Shake The Disease (directed by Peter Care) It’s Called A Heart (directed by Peter Care) Stripped (directed by Peter Care) But Not Tonight (directed by Tamra Davis) A Question Of Lust (directed by Clive Richardson) A Question Of Time (directed by Anton Corbijn) Strangelove (directed by Anton Corbijn) Never Let Me Down Again (directed by Anton Corbijn) Behind The Wheel (directed by Anton Corbijn) Little 15 (directed by Martyn Atkins) Strangelove ’88 (directed by Martyn Atkins) Everything Counts (Live – from “101”) (directed by D.A. Pennebaker) Personal Jesus (directed by Anton Corbijn) Enjoy The Silence (directed by Anton Corbijn) Policy Of Truth (directed by Anton Corbijn) World In My Eyes (directed by Anton Corbijn) I Feel You (directed by Anton Corbijn) Walking In My Shoes (directed by Anton Corbijn) Condemnation (Paris Mix) (directed by Anton Corbijn) One Caress (directed by Kevin Kerslake) In Your Room (directed by Anton Corbijn) Barrel Of A Gun (directed by Anton Corbijn) It’s No Good (directed by Anton Corbijn) Home (directed by Steven Green) Useless (directed by Anton Corbijn) Only When I Lose Myself (directed by Brian Griffin) Dream On (directed by Stephane Sednaoui) I Feel Loved (directed by John Hillcoat) Freelove (directed by John Hillcoat) Goodnight Lovers (directed by John Hillcoat) Enjoy The Silence ’04 (directed by Uwe Flade) Precious (directed by Uwe Flade) A Pain That I’m Used To (directed by Uwe Flade) Suffer Well (directed by Anton Corbijn) John The Revelator (directed by Blue Leach) Martyr (directed by Robert Chandler) Wrong (directed by Patrick Daughters) Peace (directed by Jonas and François) Hole To Feed (directed by Eric Wareheim) Fragile Tension (directed by Rob Chandler and Barney Steel) Personal Jesus 2011 (directed by Patrick Daughters) Heaven (directed by Timothy Saccenti) Soothe My Soul (directed by Warren Fu) Should Be Higher (directed by Anton Corbijn)
Tym określeniem Dave opisał swoje podejście do pracy nad Sounds Of The Universe, gdy startowali z tym albumem w studio. Dla mnie taką niezakończoną sprawą jest temat konferencji prasowej w Paryżu w 2012. Ujął bym to nawet szerzej… całego wprowadzenia do Delta Machine, ściemy związanej z brakiem tytułu, singla, i wielu wielu innych spraw, o których wtedy celowo nie chcieli mówić. Po za tym w tamtym czasie pojawiło się kilka kwestii, które finał swój miały po trasie, a na które mało kto zwracał uwagę.
Obejrzałem ponownie konferencję prasową i myślę, że kilka spraw może być nadal ciekawych… szczególnie kiedy jesteśmy mądrzejsi o 4 lata.
23 października 2012 zespół zaprosił nas na konferencję prasową w sprawie ogłoszenia terminów nowej trasy koncertowej. Tak tak, nie płyty, a trasy 😉
Konferencja Prasowa 2012.10.23
Przebieg konferencji można podzielić na kilka części. Choć mam wrażenie, że sama konferencja była zorganizowana głównie dla tych co się nie dostali na wywiad 1:1, oraz dla gawiedzi fanów. Pytania były momentami zdawkowe, albo zlewające, ale po kolei:
Album o nieznanym tytule – to był główny lejtmotyw tej konferencji – jesteśmy zarobieni, nie mam nic ustalone, nie mamy za wiele do powiedzenia, po za tym co puściliśmy Wam na ekranie. Jak wielka to była wtedy ściema szybko się przekonaliśmy, a fani albo grzebali w klipie, albo załamywali ręce. Angel nie był dla wielu spełnieniem marzeń o pierwszym doświadczeniu z nową płytą. Nie był faworytem jako takim na płycie. Ja należałem do tych pierwszych… mówiąc eufemistycznie.
Dave napisał 5.5 kawałka na nową płytę, a Fletch twierdził, że nadal są bogami syntezatorów.
Martin: Nigdy nie pasowaliśmy do biznesu. Na szczęście mamy lojalnych fanów, więc nie musimy schlebiać (pasować) do przemysłu muzycznego.
W tym kontekście padło pytanie o Ultimate Song, czyli najlepszą nagrany / skomponowany kawałek ever. Oczywiście takiego nie ma, ale na tym albumie jest kilka, które się ocierają o to (ryli?) stwierdził Martin.
Konferencja Prasowa 2012.10.23
Zespół nagrał 20 kawałków…. podobno. 17 razem z dodatkami ukazało się na płytach. Na singlach nie wyszedł żaden b-side, którego potem nie było by na płycie. To, co stało się z 3 numerami? Może to mnie pamięć zawodzi, ale nie pamiętam, żeby ktoś dopytywał się gdzie reszta? Warto o to może zapytać zespół przy okazji najbliższego spotkania z nimi.
I to by było na tyle w temacie płyty. Ani zespół nie był rozmowny, ani zainteresowanie tematem pobocznym też nie było za wielkie. Skupmy się w takim razie na temacie głównym konfy w Paryżu.
Nowa trasa koncertowa
Wiele było spekulacji. Na pewno dowiedzieliśmy się, że – będzie rozgrzewkowy koncert (gdzie? nie było wiadomo jeszcze). Konferencja w Paryżu… hmm ciekawe dlaczego?
Konferencja, a sprawa polska
To było jedno z moich większych zdziwień tej konferencji. Tyle akcentów, jakie poszły w kierunku naszej części Europy, oraz Polski nie było dawno. Oczywiście sami o to zadbaliśmy będąc tam. Nie ma co ukrywać, że po tym, jak wiele padło pytań i jak wielkie zainteresowanie było mediów z Europy Środkowo-Wschodniej, to trudno nie dojść do przekonania, że umysły których fanów, z której części Europy zajmuje ten zespół najmocniej. Francuskich mediów też była spora reprezentacja, ale to jest naturalne. Byli gospodarzami. Tak samo by było, gdyby konfa była w Niemczech, czy we Włoszech. Jakie kwestie dotyczyły Europy Środkowo-Wschodniej i Polski?
Grali u nas mimo, że wiedzieli, że stracą kasę
Grali bo wiedzieli, że mają tu fanów i jest to inwestycja na przyszłość
Teraz to procentuje (co napisałem powyżej)
Nie mieli złotej kuli i nie wiedzieli, że sytuacja polityczna się zmieni, a mimo to grali w Europie Wsch.
Po prostu chcieli grać koncerty dla ludzi.
Mimo wiedzy byli zszokowani reakcją fanów. Fani z bloku wschodniego znali muzykę, teksty. Wszystko to mimo braku dostępu do normalnego rynku muzycznego.
Podziemie działało, mixtape’y i listening party miały miejsce.
Nasze szafiarki (Natasza i Agata) nie zawiodły i zapytały się o ciuchy Martina na trasę. Pozostali chłopacy stwierdzili, że na pewno będą „Glittery„
Ufff sporo tego. Ale warto pójść dalej.
Konferencja Prasowa 2012.10.23
Nagrywanie koncertów (potocznie nazywane LHN)
To jest kolejna niedokończona sprawa z konferencji. Miałem wrażenie, że zespół nie był przygotowany, albo był zaskoczony, że ludzie to będą pamiętać i będą chcieli. Oni po prostu o ten aspekt nie zadbali zmieniając EMI na Sony Music. Być może Sony nie miało zaplecza, być może nie chcieli płacić firmie powiązanej z konkurencją. Dobrze by było, aby ten temat wrócił na kolejnej konferencji. I mam nadzieję, że wrócić w postaci ogłoszenia zespołu, że na najbliższej trasie pojawią się nagrania z każdego koncertu, niż kolejnych zdziwionych i wymijających wypowiedzi.
Andy: Być może.
Dave: Czy lubiliście / chcielibyście mieć takie nagrania?
Różne inne ciekawe wątki z konfy.
Ktoś zapytał czy możliwy jest koncert z orkiestrą symfoniczną, jak to kiedyś zrobiła Metallica?
Martin: Oczywiście, że możliwy, ale my pewnie tego nie zrobimy…
Zespół słyszał i docenia akcję niemieckich fanów z powrotem Dreaming Of Me na listę przebojów z okazji 30-lecia wydania singla.
Dla Martina różnica w koncertowaniu dziś i teraz jest taka, że kiedyś był nonstop nawalon, a dziś (podobno) czerpie więcej radości z bycia na scenie. Resztę możecie odświeżyć sobie poniżej:
Ten wpis właściwie mógłby być relacją pisaną zaraz po zakończeniu konferencji w 2012, gdyby nie jeszcze jedna kwestia.
Po konferencji zespół udzieli wywiadów mediom ze świata i okolic i takie niewinne stwierdzenie przykuło na onczas moją uwagę. W oryginale cytuję słowa Dave’a we wpisie depeche MODE sp. z o.o., a tłumaczenie poniżej:
Daniel na pewno był bardzo zaangażowany w tworzenie tej płyty – z procesem nagrywania włącznie, po drodze pomagając w podjęciu wielu decyzji. To, co wydarzyło się miało miejsce w okresie poprzedzającym wydanie Exciter. Daniel, z naszym błogosławieństwem, sprzedał katalog Mute do EMI. W jego rękach pozostała kontrola artystyczna. Tuż przed startem nagrań do Delta Machine, chodziły słuchy że EMI się zwija Nie chcieliśmy tkwić w stanie zawieszenia i ciągać się przez lata po sądach, bo nie zrobiliśmy nic, po za słyszeniem. Obecnie Daniel posiada firmę Mute Artists, ale nie Mute Records (wytwórnię), którą chciał odkupić od EMI po tym jak sprzedał ją parę lat wcześniej, ale bez sukcesów. Został przelicytowany i był bardzo zdenerwowany, o czym ja dowiedziałem się całkiem nie dawno (rok 2012). Chciał to wszystko odzyskać z powrotem, ale w zasadzie powiedzieliśmy mu: „Dan, musimy iść dalej.” My nie chcieliśmy być zapchaj dziurą na której wszystko się trzyma. Musieliśmy zadać sobie pytanie: „Gdzie jest Mute? Czym jest Mute? Kto dystrybuuje? „Więc zdecydowaliśmy się rozejrzeć i Sony dało najlepszą ofertę, z zabezpieczeniem że Daniel będzie z nami nadal. Dzięki temu umowa daje nam pewność, że będziemy mieć kontrolę nad tym, co robimy. Co najważniejsze, w 2015 roku, będziemy w stanie uzyskać kontrolę nad całym naszym katalogiem. Będzie ponownie naszą własnością. Nie będzie w stanie zawieszenia. Po Delta Machine, będziemy mieć pełną kontrolę. Dla nas Daniel jest jednym z najważniejszych elementów części tego, co robimy. On jest od zawsze i chcemy aby tak było dalej.
Wygląda na to, że tak się stało. depeche MODE odzyskało kontrolę nad swoim katalogiem w 2015, pierwsze efekty zaczynamy w jakimś sensie widzieć teraz. Zapowiedź (z przygodami) wydania kolejnej kompilacji może być następstwem tego faktu. Szczególnie, że dla bardzo wielu klipów będzie to pierwsze komercyjne wydanie, a nie jedynie w charakterze promo, jak to do tej pory funkcjonowały.
comping soon… depeche MODE
Problem z katalogiem depeche MODE był (jest?) taki, że Mute będąc małą alternatywną wytwórnią musiało przez lata wspomagać się siłą większych i silniejszych. Na dobrą sprawę co płyta, co rynek, to kto inny był dystrybutorem, zarządzał prawami na różnych rynkach. Prawa do katalogu depeche MODE przechodziły z rąk do rąk. Ten sam tytuł można było zobaczyć z czołówką BMG, EMI, Warner, Virgin, Gefen, Sire i kto tam jeszcze miał siłę i moc wszelaką na lokalnych rynkach.
To powodowało, że zespół przez wiele lat był zblokowany ze swoim katalogiem. Bieda wydawnicza i brak możliwości zażądania twórczością. Pomimo pojawiających się co jakiś czas zapowiedzi a to, że EMI podpisało z BBC porozumienie o dostępie do katalogu nagrań BBC, a to jakieś inne plotki, to nadal nie było widomego śladu.
Wydane parę lat temu remastery uderzały biedną zawartością i poza poprawieniem jakości dźwięku nie miały realnej wartości dodanej jakiej fani oczekiwaliby od zespołu, albo znali z innych wydawnictw, innych zespołów. Jest nadzieja, że zapowiedzi z okresu poprzedniej konferencji prasowej po 4 latach w końcu zaczną przybierać realny kształt. To wszystko w oczekiwaniu na nową konfę…
Tak szybko jak informacja wyciekła, tak szybko okazało się, że była komuś nie w smak w wytwórni, albo w zespole. Zdecydowanie był to niekontrolowany wyciek i pokrzyżował trochę planów.
(Zbliżające się) Wydanie nowej płyty to bardzo dobry powód na sprzedanie fanom starego materiału raz jeszcze. Można to robić na wiele sposobów. W 2013 EMI pozbywające się katalogu depeche MODE wspólnie z sieciami robiła wyspy, aby w otoczeniu Delta Machine próbować upłynnić stary towar, którego za chwilę nie będzie mogło sprzedawać. Tym razem nowa wytwórnia chce być mądrzejsza i próbuje pod nowym szyldem z ekstrasami w postaci komentarzy obecnych członków depeche MODE sprzedać stare teledyski oraz nowe, które w takiej formie jeszcze nigdy nie było oferowane konsumentom.
Wyciek informacji jak się okazało był przedwczesny i informacja o projekcie zniknęła ze strony Brytyjskiej Rady Klasyfikacji Filmów. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie chciał upublicznionej wczoraj informacji zachować dla potomnych. Poniżej lista klipów jaka była podana na stronach BBFC
Dysk 1
0:04:38 Just Can’t Get Enough (Dave Commentary) 0:03:41 Just Can’t Get Enough (Fletch Commentary) 0:03:44 Just Can’t Get Enough (Martin Commentary) 0:04:11 See You (Fletch Commentary) 0:03:56 See You (Martin Commentary) 0:03:46 The Meaning Of Love (Martin Commentary) 0:03:13 Get The Balance Right (Dave Commentary) 0:03:47 Master And Servant (Fletch Commentary) 0:04:43 Shake The Disease (Fletch Commentary) 0:03:51 It’s Called Heart (Martin Commentary) 0:03:49 Stripped (Dave Commentary) 0:03:49 Stripped (Martin Commentary) 0:04:05 A Question Of Time (Martin Commentary) 0:03:46 Strangelove (Dave Commentary) 0:03:46 Strangelove (Fletch Commentary) 0:04:30 Never Let Me Down Again (Dave Commentary) 0:04:30 Never Let Me Down Again (Fletch Commentary) 0:04:23 Behind The Wheel (Dave Commentary) 0:04:10 Behind The Wheel (Fletch Commentary)
Dysk 2
0:03:50 Personal Jesus (Fletch Commentary) 0:04:32 Enjoy The Silence (Dave Commentary) 0:04:32 Enjoy The Silence (Martin Commentary) 0:04:33 I Feel You (Dave Commentary) 0:05:01 Walking In My Shoes (Martin Commentary) 0:04:50 In Your Room (Martin Commentary) 0:05:27 Barrel Of A Gun (Martin Commentary) 0:04:28 It’s No Good (Dave Commentary) 0:04:18 It’s No Good (Fletch Commentary)
Dysk 3
0:04:09 Freelove 0:03:49 Goodnight Lovers 0:03:31 Enjoy The Silence 04 0:04:10 Precious 0:03:53 A Pain That I’m Used To 0:04:21 Suffer Well 0:03:42 John The Revelator 0:03:23 Martyr 0:03:54 Wrong 0:03:44 Peace 0:04:11 Hole To Feel 0:03:36 Fragile Tension 0:04:05 Personal Jesus 2011 0:04:03 Heaven 0:04:02 Soothe My Soul 0:05:56 Should Be Higher 0:07:13 People Are People (12″ Version) 0:03:48 Stripped (Unreleased Alternate Cut) 0:04:07 But Not Tonight (Pool Version) 0:05:19 Soothe My Soul (Extended) 0:04:08 Freelove (Martin Commentary) 0:04:21 Suffer Well (Dave Commentary) 0:03:54 Wrong (Dave Commentary) 0:03:54 Wrong (Fletch Commentary)
Nie przytaczam tej listy bez kozery. Stały czytelnik M2J i 101dM – ToM policzył to i owo i wychodzi, że brakuje…. i to dużo.
Po zliczeniu tych czasów daje to łącznie 4:26:23. Standardowe dyski DVD jednowarstwowe mają czasy na poziomie 2 godzin. Oznacza to, że brakuje łącznie jakiś 2 godzin. Do tego ewidentnie widać, że dysk numer dwa zawiera trochę wolnej przestrzeni. Albo to oznacza, że ten dysk będzie zapełniony brakami, albo pojawi się jakiś dodatkowy materiał, albo porządek płyt nie jest jeszcze dogadany.
Jak by to nie było Barassi miał rację pisząc, że:
Always fun to see fan sites post inaccurate details as fact. Patience, people… ?
Premiera została spalona i wydaje się, że jest niekompletna. Dlatego ja również zalecam spokój i bez gotowania się. Taka kompilacja wbrew pozorom ma sens, szczególnie, że od ostatniej produkcji z teledyskami mija już 18 lat. To szmat czasu i tamto wydawnictwo jest przede wszystkim ze stajni EMI/BMG, więc Sony musi postarać się o własne, autorskie kompilacje. Po za tym daje to szansę posiadania wszystkich klipów jednym miejscu. Po latach umieszczania klipów gdzie popadnie, np: ogony singli, na dodatkowych płytach do albumów, na płytach dodawanych do koncertów video. Wszystko w jednym miejscu porządkuje kolekcje wielu fanów.
Nie znamy jeszcze pozostałych formatów na których wydana ma być ta kompilacja. Uważam, że kolekcja pojawi się w wersji do pobrania ze sklepów i jako możliwość odtwarzania w kołchozach typu Spotify i Apple Music. Czy się doczekamy BluRay szczerze wątpię. Dla wielu jest już to martwy format mimo ciągłych aktualizacji formatu..
Wydanie takiej kompilacji może też oznaczać, że np w kolejnych latach dostaniemy kolejne Best Of tym razem jako audio np The Singles 01-18. Szczerze? Nie wyobrażam sobie, że depeche MODE pojedzie w trasę promującą taki album, gdzie jedynymi kawałkami przebojowymi są Enjoy The Silence 2004 i Personal Jesus 2011. Reszta to kawałki grane raz lub dwa na trasach, a spora część nie była grana na żywo.
Za mało ikonicznych hitów, za dużo numerów, które w latach 00. nie znaczyły już tyle, co Never Let Me Down Again / Just Can’t Get Enough w latach 80.
Nadchodząca jesień będzie bardzo ciekawa, dla wszystkich fanów depeche MODE, a kolejne lata nie będą dłużne. Będzie się działo.
Kolejna, okrągła, bo 31. rocznica pierwszego koncertu w Warszawie za nami. Co roku staram się poruszać jakiś wątek powiązany z historią koncertu. Te związki są mniej lub bardziej luźne. Dziś będzie to takim trochę luźniejszym związku, ale myślę, że nie mniej interesującym w kontekście pierwszego koncertu depeche MODE w Warszawie.
Koncert w Warszawie zakończył trasę trwającą 7 miesięcy trasę rozbitą na dwa lata. Była to w owym czasie dla depeche MODE najdłuższa trasa koncertowa ever. Najwiecej kontynentów, najdłuższa setlista. Choć tak na dobrą sprawę, to przyjęty model promocji sprawił, że zespół był w permanentnej trasie od 1980 roku, z przerwami na pracę w studio. Dopiero powrót do domu po koncercie w Warszawie sprawił, że zespół mógł zatrzymać się na chwilę i pomyśleć nad przyszłością.
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Trasa Some Great Reward unaoczniła, że jeżeli zespół chce grać dłuższe koncerty, być gwiazdą koncertującą na 5 kontynentach i liczyć się gdzieś dalej, niż tylko na alternatywnych listach przebojów, to musi wydłużyć proces produkcji płyt, koncertów, a przede wszystkim mieć więcej czasu na odpoczynek.
Zmęczenie tą trasą było widoczne choćby w tym, że o ile w poprzednich latach chłopaki trzymali się raczej sztywno wymyślonego przed trasą aranżu, to na tej trasie m/w od Japonii zaczęły chłopakom puszczać hamulce. W granych utworach było co raz więcej improwizacji, a z relacji wiadomo, że Martin potrafił nawet szaleć z parapetem niczym z gitarą, przy Somebody końcówka kompletnie nie przypominała tego, co znamy choćby z wideo z Hamburga. Wszystkie części improwizowane, a szczególnie końcówka koncertu bywała spontanicznie modyfikowana.
Może ze zmęczenia, może z radości, że to koniec trasy, może pod wpływem środków mocno dystansujących, aby tylko dociągnąć do końca trasy… nie ważne Porównując koncerty z początku trasy i z końca czasami trudno nie zdziwić się, że to ta sama trasa.
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Również Dave słynący z małomówności, którego listy dialogowe na koncertach mogły być spisane na jednej stronie, im bliżej końca, tym co raz mocniej folgował i pozwalał na co raz dłuższe zapowiedzi (jak na niego oczywiście). Warszawa nie była wyjątkiem i Dave co rusz zagadywał do publiczności, czasami ciągnąc łacha.
Tak było również w Warszawie 1985.07.30. Polscy fani niedość, że mieli okazję usłyszeć jedno z pierwszych koncertowych wykonań Shake The Disease, to zobaczyli zespół, który normalnie tak nie gra 😉
Jest jedna rzecz, która wyróżnia koncert w Warszawie na tle innych występów z tej trasy. Polscy Fani mieli okazję nie tylko wysłuchać jako jedni z pierwszych Shake The Disease, ale niestety mieli również okazję jako ostatni na świecie po raz ostani usłyszeć kilka utworów. Po Warszawie zespół już nigdy nie zagrał – Lie To Me, If You Want, Puppets, New Life, Shout!, See You, Two Minute Warning, Shame, Told You So.
Warszawa 1985.07.30
Nie umniejsza to faktu, że aranże przygotowane przez zespół (czytaj Alana), były tymi najlepszymi, ta setlista była kompletna i nie miała słabych punktów. Czy dodałbym jakiś inny numer? Pewnie można by się na to silić, ale czytając zestaw utworów mam poczucie, że zespół dał co najlepsze w secie, przygotowaniu utworów i dramaturgii koncertu. Nie boję się tu użyć stwierdzenia, że trasa ta to było Devotional Tour lat 80.
Całkiem niedawno Brian gościł ponownie w Polsce, aby pokazać efekt swojej pracy, która została zainspirowana poprzednim pobytem w naszym kraju, oraz historią Polski i Europy XX w. Krwawą historią.
Co prawda wystawa już się zakończyła, ale z tej okazji pojawił się w Gazecie Wyborczej wywiad z mistrzem. Całkiem spory fragment dotyczył depeche MODE oraz historycznych wydarzeń z depeche MODE w tle.
Pozwoliłem sobie zacytować cały fragment dotyczący depeche MODE z racji tego, że nie wszystko da się przeczytać tam-tamuj:
Podobno zdjęcie łabędzia z okładki albumu „Speak & Spell” Depeche Mode też zrobiłeś na złość.
– Nie lubiłem muzyki Depeche Mode. Lubiłem członków zespołu jako ludzi, no i Daniela Millera, ich menedżera i właściciela wytwórni Mute, to mój dobry znajomy. Jestem fanem muzyki elektronicznej, ale Depeche Mode uznawałem za plumkanie. Postanowiłem sobie z nich zakpić. A teraz wszyscy uwielbiają tę okładkę!
A później zrobiłeś ikoniczne zdjęcie wieśniaczki z sierpem w polu zboża na okładkę ich następnej płyty – „A Broken Frame”.
– Wydaje mi się, że to jedno z dwóch najsłynniejszych kolorowych zdjęć na świecie. Jednym jest słynny portret Afganki autorstwa Steve’a McCurry’ego, a drugim moja fotografia wieśniaczki.
Starałem się zrobić genialne zdjęcie. Nie musiałem fotografować zespołu, czego nienawidziłem. Pojedynczych artystów fotografowało się fajnie, ale czterech gości razem było nie do zniesienia. Być może nie miałem jeszcze wtedy wystarczająco dużo wprawy, żeby robić grupom dobre zdjęcia. Dziś jestem dużo lepszym fotografem. […]
Pamiętam, jak usłyszałem w radiu, że upadnie mur berliński. Zapakowałem rodzinę do samochodu i pojechaliśmy z Londynu do Berlina. Zatrzymaliśmy się przy granicy między wschodnim i zachodnim. Dużo paliłem i chciałem kupić fajki. Wszedłem do kawiarni, w której stała maszyna z papierosami. Obok leżała sterta magazynów „Life”, moje zdjęcie było na okładce. „Najlepsze światowe fotografie lat 80.” – taki był tytuł. Tu walił się mur, a na okładce była radziecka wieśniaczka w polu zboża..
Parę dni temu stuknęło 15 lat jak wystartowała pierwsza wersja MODEontheROAD. Dziś strona wyje o zmianę, rozbudowę, odświeżenie i co tam jeszcze. pomyślałem, że już starczy…
W marcu nie można było się zająć innym tematem, niż 30 rocznicą Black Celeberation i rocznicą trasy koncertowej, która wystartowała dziś 30. lat temu.
Jako, że specyfiką tego bloga są głównie tematy koncertowe, to wybaczcie, że o samej płycie będzie niewiele. Za recenzję musi wystarczyć stwierdzenie, że Black Celebration, to zajebista płyta, a kto uważa inaczej dostanie ode mnie z haluksa. Za to o trasie będzie po kokardę…
Z tą trasą koncertową jest pewien problem. O ile album studyjny jest dla wielu co najmniej w pierwszej trójce, zespół również najchętniej chciałby swoją dyskografię zaczynać dopiero od tego albumu, do czasu wydania Black Celebration zespół był raczej znany z tego, jak nie dbał o swój wizerunek stając się pośmiewiskiem brytyjskich mediów. Z trasą koncertową jest inaczej. Myślę, że nie za wiele się pomylę, jeżeli powiem, że jest to, obok Construction Tour, najbardziej zapomniana trasa lat 80. w karierze zespołu. W porównaniu do każdej z wcześniejszych i późniejszych tras w tzw powszechnej świadomości fanów ta trasa praktycznie nie istnieje. Przyczyn jest kilka, ale zanim o nich trochę suchych faktów…
Trasa trwała od 29 marca 1986 do 16 sierpnia 1986. Jest to druga/trzecia trasa w historii, która zamknęła się w obrębie jednego roku (Speak & Spell Tour / See You Tour). Zespół rozjeździł się po całym świecie zaliczając trzy kontynenty.
76 koncertów zaplanowanych, z czego nie poszedł tylko 1 w Royan we Francji – 1986.08.11, czyli właściwie na finiszu trasy. Setlista jest jedną z najbardziej zwartych w historii. Przez co setowo trasa praktycznie nie posiada prawie żadnych zwrotów akcji. Najbardziej znany, to wywalenie Here Is The House [2] po koncercie w Brighton 1986.03.31. Powód był prozaiczny. Dave’owi (zespołowi) nie leżał ten numer do grania, więc set się skurczył. Coś jak później doświadczyliśmy w przypadku In Sympathy [2] w 2009. Drugim „zwrotem akcji” był drugi (a zarazem ostatni) koncert na trasie w Kopenhadze 1986.08.16 na którym It Doesn’t Matter Two [74] zastąpione zostało przez Somebody [1]. Kawałek naprędce dorobiony, żeby nie było, że grają drugi raz w tym samym roku i tłuką ten sam set. Początkowo 22 kawałki w secie, a później 21, z czego 18 zaśpiewanych przez Dave’a, a 3 przez Martina i 1 instrumental.
Jest to ostatnia trasa na której zespół występował bez gitary. Jedynie klasyka – 3 parapety i wokal. Jest to również ostatnia trasa na której były zagrane przynajmniej po jednym numerze z każdej z wydanych ówczesne płyt. Później taki fakt miał dopiero miejsce w 2006 roku podczas Touring The Angel, a dokładnie do trzeciego koncertu w Paryżu 2006.02.23.
Setlista koncertowa w pełnej krasie wyglądała następująco:
Christmas Island Black Celebration A Question Of Time Fly On The Windscreen Shake The Disease Leave In Silence It’s Called A Heart Everything Counts It Doesn’t Matter Two / Somebody A Question Of Lust Here Is The House / – Blasphemous Rumours New Dress Stripped Something To Do Master And Servant Photographic People Are People Boys Say Go! Just Can’t Get Enough More Than A Party
Co przekładało się na poniższy miks wg albumów:
Black Celebration – 9 The Singles 81>85 – 2 Some Great Reward – 5 Construction Time Again – 2 A Broken Frame – 1 Speak & Spell – 3
Setlista, w porównaniu do poprzedniej trasy przeszła bardzo znaczące przeobrażenie. Z zestawu koncertowego wyleciały na zawsze już następujące utwory: Two Minute Warning/Puppets/If You Want/New Life/Shame/Lie To Me/Told You So/See You/Shout!/Ice Machine – zagrane w większości po raz ostatni w Warszawie 1985.07.30. Jednak najciekawsze są tu dwa powroty po kilku latach niegrania. Mam tu na myśli Boys Say Go! [75] i More Than A Party [75] oba utwory ostatni raz gościły w setliście z trasy Construction Tour, odpowiednio w Madrycie 1984.03.10, a More Than A Party [75] w czasie koncertu w Ludwigshafen 1984.06.02.
Znaczący jest spadek liczby koncertów na rodzimym terytorium, będzie to tendencja bardzo widoczna na kolejnych trasach koncertowych. W drugą stronę – zespół stawał się już zauważalnym fenomenem w USA. Szaleństwo na punkcie depeche MODE stawało się odczuwalne. Początkowo w Nowym Jorku planowany był jeden koncert, góra dwa. Skończyło się na trzech nocach pod rząd, a jeżeli doliczyć do tego jeszcze noc w Wantagh 1986.06.13, to możemy mówić o 4 nocach w Nowym Jorku. Podobnie rzecz się miała w Niemczech, gdzie zespół był również gwiazdą światowego formatu. Szaleństwo było na tyle duże, że Niemiecki Czerwony Krzyż (DRK) odmówił obsługi koncertów z obawy, że nie dadzą rady. Zwieńczeniem sukcesu miało być nawiązanie współpracy z Antonem Corbijnem, który bardzo chciał pracować w USA. depeche MODE umożliwili mu to zatrudniając do współpracy jako fotografa i reżysera. Efektem czego miała być rejestracja 2 nocy w Laguna Hills 1986.07.14-15. Koncert nigdy nie został wydany, jedynie urywki posłużyły do stworzenia wideo promującego A Question Of Time. Obecnie jest to polisa emerytalna na czasy po zakończeniu działalności zespołu.
Oprócz tego istnieją jeszcze 3 inne profesjonalne zapisy z tej trasy. Wiadomo, że BBC rejestrowało drugi koncert w Londonie 1986.04.17, ale też niemieckie stacje nie pozostały dłużne i zostały zarejestrowane koncerty w Stuttgarcie 1986.05.02, oraz w Hamburgu 1986.05.16.
To chyba właściwie tyle, jeżeli chodzi statystyczne podsumowanie trasy z 1986. Trasa bardzo zwarta i jednorodna w swoim przekazie. Pora w takim razie wrócić do myśli, którą porzuciłem na początku rocznicowego wpisu o tej trasie.
To nawet nie jest wina samej trasy, a otoczenia w jakim jej przyszło żyć. W latach 1984-85 zespół zagrał świetną trasę koncertową po świecie. Efektem tego było wydanie w 1985 video zarejestrowanego w Hamburgu 1984.12.14. Nagranie to przez długie lata było wykładnią depechowego koncertu. Znałem nawet takich, którzy cenili ten koncert wyżej, niż późniejsze wydawnictwa (np. 101). Obok koncertowego wideo ukazała się spora dawka nagrań koncertowych – koncert z Liverpool 1984.09.29 na singlu Blasphemous Rumours/Somebody, koncert z Basel 1984.11.30 na singlch Shake The Disease i A Question Of Lust (???!!!).
Z drugiej strony trasa z 1987/88, która sprawiła, że w USA byli właściwie numerem 1. Plus wydarzenie, które sprawiło, że o depeche MODE się mówiło, albo z uznaniem, albo z niedowierzaniem, że to właśnie oni są tym numerem 1. Wystarczy, że temat zakończę wspomnieniem o albumie koncertowym i dokumencie 101. Nagrania z obu tras na długo ukształtowały koncertowy obraz depeche MODE w oczach fanów. Jak się poruszać, jak skakać, jak trzymać mikrofon, jak się ubierać, to wszystko fani znajdowali w obu zapisach koncertów.
Właściwie z Black Celebration Tour mamy wideo do A Question Of Time i to by było na tyle. Pierwsza duża produkcja z Antonem poszła na półkę w oczekiwaniu na czasy, gdy jedyny występ będzie można zrobić w domu spokojnej starości.
Wtem z tyłu sali rozległ się głos: Ale przecież są na singlu A Question Of Time koncertowe kawałki z Black Celebration Tour!
Zadam w takim razie takie pytanie. Ile razy słyszeliście którykolwiek kawałek koncertowy z tego singla na zlocie. Który z dji puścił Wam koncertową wersję More Than A Party w czasie którejkolwiek imprezy depeche MODE? O Black Celebration, A Question Of Time i Something To Do z koncertów z 1986 roku nie wspomnę (tu przeważnie pojawia się wymówka, bo jest na 101).
No właśnie… problem z tymi nagraniami jest taki, że są po prostu średniej jakości. Puszczenie czegokolwiek innego w towarzystwie z którymś z powyższych nagrań sprawia, że dj szykuje sobie prostą receptę na przewietrzenie parkietu. Jedyna w miarę sensowna wersja, a i tak skopane nagranie.
Pamięć zbiorowa o tej trasie w latach 90. i 00. kończyła się na poszatkowanym bootlegu z Kopenhagi 1986.04.28 – A Matter Of Taste, który w postaci kasetowej rządził przez długie lata, jako jedyny przedstawiciel tej trasy. To właśnie ten bootleg na długie lata ukształtował moją wizję tej trasy. O ile w przypadku płyty była to miłość odwzajemniona, to w przypadku trasy już tak nie było. Człowiek słuchał bootlegów i płyt z innych okresów i łykał praktycznie wszystko. Tym czasem w tej trasie było coś co mnie odstraszało. Coś zimnego, motorycznego… dziś powiedziałbym industrialnego. No właśnie, to co w czasach kiedy kształtowałem swoją wizję świata z/przez/o depeche MODE było wadą i mnie odstraszało, dziś jest największą zaletą tej trasy.
Black Celebration Tour, to najmocniejsza trasa w historii zespołu. Na żadnej trasie depeche MODE nie grało tak industrialnie i z finezją kafara. Największe hity pokroju Photographic, czy People Are People zostały przerobione i zaaranżowane, aby pasowały klimatami do New Dress i Stripped (coś podobnego mieliśmy zaaplikowane w 2009 z Enjoy The Silence na przykład). To wtedy i na kolejnych trasach kręcić się zaczęły wokół dM industrialne/EBM zespoły pokroju Front 242 i Nitzer EBB. Co prawda późniejsze trasy były już bardziej popowe, to jednak trasa z 1986 narobiła swojego zamieszania. Praktycznie cała druga część koncertu od New Dress do końca, to pokaz tego jak depeche MODE mogłoby brzmieć, gdyby poszło w klimaty industrialne, a nie wybrało na producenta kolejnego albumu – Davida Bascombe’a i złagodziło swoje brzmienie, oraz dodało gitarę.
Te czasy już za nami, choć myślę, że niewielu z Was ma w swojej pamięci tę trasę. Jeżeli, jednak, czytasz ten blog, to znaczy, że wyrażasz co najmniej zainteresowanie koncertami depeche MODE wybiegającymi po za Hamburg z 1984, czy z Pasadeny 1988 w latach 80.
Nie mniej decyzje (błędy) popełnione w latach 80. sprawiają, że zarówno Black Celebation Tour, jak i Construction Tour pozostają dwiema najbardziej zapomnianymi trasami w świadomości przeciętnego fana. Dlatego szczerze zachęcam do odsłuchania nagrań koncertowych z singla A Question Of Time, ale tylko jako wprawkę do przesłuchania kilku bootlegów:
Brighton 1986.03.31
Birmingham 1986.04.10
Londyn 1986.04.16/17
Kopenhaga 1986.04.28
Stuttgart 1986.06.02
St. Paul 1986.06.24
A jak za jakiś czas wypłynie Laguna Hills – 1986.07.14-15 w postaci soundboardu, to sugeruję bez wachania się udać, po to nagranie… Na prawdę warto i trzeba. Trochę metalu, stali i uderzeń młota przyda się w morzu słodkości i cieszenia się ciszą od obecnego depeche MODE. Trasa Black Celebration na to zdecydowanie zasługuje.
Ich produkcja zrobiła sporo szumu pomiędzy fanami depeche MODE w ostatnim czasie. Wszystko za sprawą banku brzmień Alana Wildera wykorzystywanego na trasach w latach 80-tych i 90-tych, plus ogromna dawka talentu i poświęcenia.
Pomyślałem, że warto będzie porozmawiać z kimś z ekipy Michigan na temat tego, co ich skłoniło, aby poświęcić swój czas i talent, aby wrócić do życia najlepsze aranże koncertowe z czasów świetności depeche MODE. Dlaczego? Jaki był powód, oraz czego możecie się jeszcze spodziewać. To wszystko i wiele więcej w moim wywiadzie z Jonasem Öbergiem…
Pojawiłeś się w umysłach ludzi niedawno za sprawą Twojej aktywności w serwisie SoundCloud i umieszczania tam (prawie) oryginalnych utworów z tras koncertowych zespołu w czasach, gdy Alan był w depeche MODE. Nie przychodzisz jednak z nikąd proszę przedstaw się.
Haha, tak, to jest zabawne, jak ludzie postrzegają moją twórczość. Cóż, nazywam się Jonas Öberg i mam 40+ lat. Jestem muzykiem, kompozytorem, wokalistą, producentem i czym tam jeszcze jest mi potrzebne dla mnie i mojego projektu muzycznego Michigan. Z Michigan nagrałem kilka płyt i kilka singli w przeszłości. Gramy muzykę elektroniczną i jest to naszą pasją. Minęło już co prawda parę lat od czasu jak wydaliśmy ostatni materiał, ale mam nadzieję, że nagramy kolejny materiał jeszcze w tym roku.
To nie jest pierwszy raz kiedy krążysz wokół twórczości depeche MODE odtwarzając i reinterpretując ją.
Nie, nie jest. Graliśmy już niektóre kawałki depeche MODE w przeszłości.
Muzyka jest bardzo żywą częścią Twojego życia. Masz muzyczne wykształcenie, czy jesteś samorodnym talentem muzycznym?
Jestem samorodkiem. Fakt muzyka była zawsze ważna dla mnie.
No dobrze, skupmy się na historii z brzmieniami z banku pamięci e-max’a. Jak znalazł się w Twoich rękach ten materiał? Po co Ci były one?
Cóż, znam się z kilkoma gośćmi w sieci, zdecydowaliśmy, że powinniśmy spróbować i kupić te banki na aukcji którą Alan zorganizował. No i tak, nabyliśmy jeden z dysków. Powodem, przynajmniej dla mnie, było to, że chciałem usłyszeć konkretne części / składowe każdego z kawałków, bez reszty materiału.
Kiedy narodził się pomysł, aby poskładać to wszystko razem?
Kiedy dostałem pliki.
Jak udało ci się z partiami gitary Martina Gore’a?
Nie ma ich wiele w utworach z lat 80. Kilka zsamplowałem, kilka stworzyłem samodzielnie.
Jak duży fragment jest Twoją kreacją w tych kawałkach? Samplowałeś studyjne nagrania, czy tworzyłeś na nowo brakujące brzmienia wykorzystując oryginalne ustawienia?
To jest mieszanka wszystkiego w zasadzie.
Jak wygląda Twój warsztat pracy – sprzęt i oprogramowanie?
Pracuję w Cubase 8, a przede wszystkim oprogramowanie Native Instruments, nawet kupiłem ich Komplete Kontrol. NI’s przejął kontrolę nad moim życiem, taki jest dobry…. hahaha. Po za tym używam masy innych rzeczy, Mam całą Arturia Library / Setup, oraz całą masę różnych wirtualnych instrumentów.
Zanim doszło do wywiadu wymieniliśmy się kilkoma emailami, gdzie napisałeś, że materiał nie jest kompletny. Czego brakowało, których partii? Jak wiele z tego co słyszymy w tych nagraniach to Twoja twórczość? Jaki jest stosunek oryginalnego i stworzonego przez Ciebie materiału (uśredniając)?
Większość ze słyszanych dźwięków pochodzi z katalogu depeche MODE, Musiałem poukładać wszystko jednak w taki sposób, który wcześniej wydawał mi się niemożliwy. Jest tam masę rzeczy dziejących się w tle w kawałkach depeche MODE. Każdy kawałek wymagał od 30 do 60 godzin nakładu pracy, aby tylko poukładać wszystko na właściwe miejsca, we właściwy sposób.
Czy używałeś podkładów (backingtapes) z World Violation Tour, które od lat krążą w świecie fanów depeche MODE?
Nie, nie używałem.
Zaskoczyło Cię coś podczas prac nad tym projektem?
Tak. Zauważyłem, jak mądrymi ludźmi są goście (Alan) pracujący nad produkcją. Szczególnie, jeżeli mówimy o ponownym wykorzystaniu brzmień od czasu do czasu. Dlatego myślę, a przynajmniej tak czuję, że każdy album ma swego rodzaju połączenie (łączność).
Czy skończyłeś wszystkie produkcje z plików Alana? Ile łącznie kawałków zrobiłeś lub masz zamiar zrobić?
Pliki Alana pomogły, ale tak po za tym było masę samplowania i pracy. Tak na prawdę to nie wiem. Chyba wyszło jakieś 75-80 kawałków.
Istnieje kilka kawałków depeche MODE, które depeche MODE grało na wielu trasach. Na każdej trasie te utwory były aranżowane inaczej np New Life na Construction Tour oraz Some Great Reward Tour, czy Everything Counts, które miały różne wersje w 87, 90 i 93. Czy możemy spodziewać się tych wersji od Ciebie?
haha …. Nie, nie możecie spodziewać się ich ode mnie. Mam inne projekty nad którymi pracuję, takie jak praca nad materiałem dla Michigan.
Podczas wielu tras depeche MODE przygotowywało kawałki do grania, których potem jednak nie grało jak I Want You Now w 87/88 lub Leave In Silence w 1993. Czy znalazłeś / pracowałeś nad którymś z nich?
Zrobiłem obydwa, zarówno I Want You Now i Leave in Silence. Nie słyszałem wersji z lat o których mówisz, pewnie nie wielu słyszało. Dlatego postanowiłem zrobić co mogłem z dźwiękami które miałem jako baza kawałków. Wyszły z tego wersje z 1994 i 1986 roku.
Znalazłem na Twoim profilu na SoundCloud kilka kawałków takich jak To Have To Hold, czy But Not Tonight, które nie były grane na żywo. Czy to są kawałki odzwierciedlające moje poprzednie pytanie, czy też to jest Twoja kreatywność i inicjatywa?
Byłem ciekawy w jaki sposób zespół tworzył główne partie dźwięków w But Not Tonight, do tego miałem swój pomysł jak powinny brzmieć dźwięki oryginału. But Not Tonight to jest mieszanka dźwięków z innych kawałków, głównie Black Celebration, później zmiksowana i przepuszczona przez kilka efektów.
Grałeś ze swoim projektem na żywo jako support oraz jako główna gwiazda, powiesz nam coś na ten temat.
Tak. To było kilka lat temu, zagraliśmy wiele koncertów w Niemczech w tamtym czasie. Byliśmy supportem De/Vision w czasie ich „Noob Tour”. Zagraliśmy kilka festiwali i kilka innych koncertów…
I podczas tej trasy byłeś również w Polsce. Jakieś wspomnienia, retrospekcje?
To było dziewięć lat temu… Czas leci… Nie mam jakiś szczególnych wspomnień, po za tym, że mieliśmy dużo świetnej zabawy.
Dziękuję za miłą rozmowę i dziękuję za Wasz wysiłek.
Theirs productions has done some buzz among fans of depeche MODE recently. All thanks to Alan’s bank of sounds used on tours by depeche MODE in 80’s and 90’s, plus huge dose of talent and dedication.
I found interesting to give some questions to man who spent his talent and time to bring back to life masterpiece of the band at it’s best times. Why, what was the reason and what can you expect next. All of this and more…
You have appeared in People’s minds recently because of your activity on SoundCloud and uploading (almost) original live tracks from tours when Alan was in the depeche MODE. But you did a lot in the past. Please introduce yourself.
Haha, yes, it’s funny how people are noticing the work I’ve done. Well, my name’s Jonas Öberg and I’m in my 40’s. Im a musician, songwriter, singer, producer whatever for myself and the electronic act Michigan. With Michigan I’ve record some albums and a couple of singles in the past. We play electronic music and are devoted to it. It’s been many years since we released a record, but hopefully we will record another one later this year.
It’s not your first activity around depeche mode revisiting, reinterpreting music of this band?
No it’s not. We’ve performed some DM tracks in the past.
Music is very vivid in your life did you get the directional education or you are self-made man?
I’m a self-made man. Music’s always been a big part of my life.
OK, let’s focus now on synths from max bank. How did you get this synths? What was the reason to get them?
Well, I got in contact with a couple of guys in the Internet, and we decided that we should try and buy the sounds from the actual auction that Alan hosted. And yes, we got one of the discs. The reason, at least for me, was that I wanted to hear the specific parts/sounds he used for his setup, without the rest of the track.
When the idea born in you to put together all bits and pieces?
When I got a hold of the samples I guess.
How did you managed with Martin Gore’s guitar parts?
There’s not a lot of them in the tracks from the 80’s, I’ve sampled some, and I’ve created some.
How big is your input in the tracks. Did you sampled the studio tracks, or created tunes using original setups?
It’s a mix between everything basically.
What is your hardware and software workshop?
I’m working in Cubase 8, with mainly Native Instruments softwares, even bought their Komplete Control. NI’s has taken control of my life, it’s so good….hahaha. Then I use a lot of other stuff, I’ve got the whole Arturia library/setup, and a bunch of other software synths.
Before we start this interview we exchanged few emails and you said that songs weren’t complete. What was missing, which parts? How much of you is in these tracks? What is the ratio of original and created by you (average)?
Most of the actual sounds are of course directly from DM’s catalogue. But, I’ve put them together in a way that I never thought was possible at first. There are a lot of things going on in the background in a DM track. So, every track has got some 30-60 hours of work, just to put the right sound in the right place.
Did you use World Violation Tour backing tapes which are circulating around the depeche universe since years?
No, I didn’t.
Did something amazed you during your work on this project?
Yes it did. I noticed how clever the guys (Alan) were in terms of how to reuse a sound from time to time. That´s why I guess, that at least I, felt that every album has some kind of connection to each other.
Did you finished all productions from Alan’s files? How many in total tracks did you made or going to make?
Alan’s files did help, then again a lot of sampling and some own creativity. Don’t know really, I’ve made some 75-80 tracks during the years.
There are some songs which depeche MODE played in several tours. On every tour these songs were played differently like New Life on Construction Tour and on Some Great Reward Tour, or Everything Counts which had different arrangements in 87, 90 and 93. Can we expect all of them from you?
haha…. No, you can’t expect that from me. I have other projects that I’m working on, such as writing new material for Michigan.
I’ve done both I Want You Now, and Leave in Silence. But I haven’t heard the version of the years you mentioned, guess not many have. So I decided to do whatever I could with the sounds I have for the tracks and it turned out to be versions from 1994 and 1986.
I found on your profile songs like To Have To Hold or But Not Tonight, which weren’t played live. Are these songs reflects to my previous question or is it only your creativity and initiative to prepare these songs?
I got curious on how they created the „lead sound” for But Not Tonight, and I had my idea on how to actually make it sound like the original. It’s a mix between already existing sounds from other tracks on mostly Black Celebration, then mixed down and put thru some effects.
You are playing with your project live as support and as headliner tell us something about it.
Yes I did. It was a couple of years ago now, but we toured a lot in Germany back then. We were support act for De/Vision on their „Noob-tour”, we´ve played some festivals and some other gigs.
And during this tour you did visit Poland. Any memories, flashbacks?
It was nine years ago…Time flies…… No, memories really, besides that we had a lot of fun.
Thank you for the nice interview and thank you for your effort.
Jeżeli sięgniecie pamięcią lub na półkę po wydanie DVD z Devotional Tour i zastanowicie się czy jest to kompletne wydawnictwo, to po chwili zastanowienia stwierdzicie, że na dobrą sprawę jest. O ile wersja VHS posiadała braki, a szczególnie wersja wydana na Amerykę Północną, to w obiegowej opinii fanów wydanie DVD stanowczo nadrobiło te braki.
Koncert jest, dodano brakujące i wypłakiwane Policy Of Truth i Halo, a do tego pojawiły się uwielbiane przez wielu projekcje z tej trasy. Czegóż chcieć więcej? No właśnie, a jednak tak jest, że w wydawnictwie tym brakuje jednego elementu, który właściwie jest, a jakoby by go nie było.
Ale po kolei… jakiś czas temu (2009) wypłynęły podkłady (czyli backing tape’y do kilku utworów z Devotional Tour):
Condemnation
I Feel You
Enjoy The Silence
In Your Room
Walking In My Shoes
Stripped
Właściwie do pełni szczęścia brakowało tylko dwóch numerów – Never Let Me Down Again i Judas, aby lista backing tape’ów pokryła się idealnie z wizualizacjami, jakie pojawiły się w postaci bonusu do Devotional w 2004.
Być może nie widzicie w tym związku, ale już wyjaśniam.
Devotional
W 2004 roku obok komercyjnej wersji Devotional powstała również kaseta VHS określana mianem Devotional Sampler, albo Devotional Promo. Była to stworzona na potrzeby promocji kaseta, która krążyła w Mute. Wydawnictwo to zawierało m.in. fragment komercyjnego Devotional w postaci Enjoy The Silence (z audio w wersji soundboard), oraz Condemnation,Enjoy the Silence,Walking In My Shoes,Judas (bez audio),Stripped,In Your Room,I Feel You.
Wideo zawierało te same wizualizacje, jakie potem się znalazły na komercyjnej wersji wideo, natomiast audio to właśnie backing tape’y wypłynięte w 2009. Jedynie Judas to był sam obraz. Podkłady nie są pełne i ich długość była różna.
Jednak największą ciekawostką jest ostatni kawałek, którym jest Death’s Door. Numer jest tym samym kawałkiem, który w pełnej wersji na każdym wydawnictwie Devotional zamyka koncert pod postacią tyłówki.
Devotional – Walking In My Shoes
Jakoś nigdy nie spotkałem się z jękiem zawodu, że nie ma go w głównym koncercie i co faktycznie się zadziało, że pojawił się tylko w takiej postaci na koncercie. Jego brak nigdy nie był zasadniczo odczuwalny. Być może właśnie dlatego, że był, a jakoby by go nie było.
Tym czasem właśnie na przytaczanym samplerze jest w pełnej formie. z całym obrazem i muzyką. Wewnętrzne wydawnictwo Mute krąży już między fanami i powoli wypływa na światło dzienne. Miałem okazję zobaczyć ten sampler i trzeba przyznać, że dopiero po uświadomieniu sobie tego faktu braku Death’s Door człowiek zaczyna zastanawiać się co się stało, że wywalili ten numer i kawałek nie poszedł na finalnej wersji. Przecież to tylko 2,5 minuty. Niby nic a jednak.
Dlatego nadal dla mnie video do Death’s Door jest brakującym elementem Devotional. Do póki ten kawałek nie znajdzie swojego miejsca w dodatkach obok Halo i Policy Of Truth tak długo Devotional będzie dla mnie nie pełny.
Poniżej zamieszczam kilka screenów z oglądanej wersji Death’s Door. Co prawda print screeny pochodzą z YT, ale klip znalazł się tam tylko po to, aby móc zrobić właśnie te screen’y.
Ale żeby nie było tak, że daje Wam cukierek do lizania przez papierek i w dodatku za szybką, to jeszcze coś mam na osłodę. Na sieci znajdziecie pewne nagranie opublikowane 11 miesięcy temu. Aż dziwne, że nie wzbudziło zainteresowania. Ledwie 400 wyświetleń jak je obejrzałem po raz pierwszy. Jeszcze dwa dni temu (jak zaczynałem pisać ten tekst) był opisany jako depeche MODE Death’s Door Paris Pro-Shot. Teraz obejrzycie go już pod innym tytułem – Depeche Mode Devotional Death’s Door pro shot i jest to inna wersja, urywa się po minucie. Ktoś domontował końcówkę z Judas i sprzątanie ręczników przez Martina.
Tak na dobrą sprawę to pierwsze spekulacje ruszyły już jakiś czas temu, ale dopiero początek nowego roku można z całą świadomością oznaczyć, jako początek prawdziwego szumu wokół nowej płyty depeche MODE. Chłopaki w kwietniu wchodzą do studia w poszerzonym składzie… o najemników.
Proces nagrywania kolejnych albumów stał się już tak przewidywalny, że można z prawie zamkniętymi oczami powiedzieć, co kiedy się wydarzy. Poprzednią pytę Panowie zaczęli nagrywać w marcu, Playing The Angel w styczniu. Teraz mają zacząć w kwietniu. Skończy się na tym, że jeszcze tej jesieni będziemy, albo się wybierać, albo oglądać konfe w jakimś europejskim mieście. Nawet już nie rozważam, czy pojadą do USA. Tam nie mają już czego szukać, ale to nic odkrywczego. Pisałem o tym podsumowując poprzednią trasę.
Oznacza to tylko tyle, że następnego dnia po konfie ruszy sprzedaż kwitów. Mam swoje przemyślenia w tym temacie i pewnie się z Wami tym podzielę (nie macie innego wyjścia). Zostawiam, to jednak na cieplejsze dni, kiedy zaczną pojawiać się niepotwierdzone informacje i plotki o kolejnej trasie.
Alan nie wróci nigdy do zespołu, bo to by była porażka każdej ze stron… nie ważne ile tych stron jest. Każdy mógłby zapisać sobie taki ruch jako przegrana. Flood nie wróci do produkowania dM, bo zespół zakończył współpracę z jego team’em kończąc pracę z Benem. Flood i Ben to ten sam team producencki, więc nie ma co marzyć, bo marzenia o Floodzie, to oznacza cień Bena wiszący nad takim projektem.
Jestem bardzo ciekaw jak będzie brzmiał efekt współpracy Dave’a i Martina z Christianem i Peter’em. Przyszło mi do głowy, że jeżeli obaj Panowie zostali zaproszeni do projektu z inicjatywy Dave’a, to jest to poważne zwycięstwo tego ostatniego i narzucenie jego stylu pracy w zespole. Jeżeli popatrzy się jak wyglądała praca nad poprzednimi albumami, to pamiętacie dobrze, że Dave przychodził z pre-produkowanymi kawałkami wokół których kręcił się Eigner i Phillpot. Tak było przy Playing The Angel i Sounds Of The Universe. Przy Delta Machnie wsparciem był Kurt Uenala.
O ile w przypadku Phillpot’a nie umiem nic powiedzieć, to w przypadku Kurta Ueneli i Christoffera Berga mówiło się w owym czasie, że zostali zatrudnieni do sesji Delta Machine, aby poznać zwyczaje i styl pracy Martin’a i Dave’a. Niewprost dawano do zrozumienia, że może to być team producencko-realizatorski kolejnej płyty, plus Eigner, który i tak się kręcił przy nagrywaniu, plus Gordeno i trzódka w komplecie. Jak będzie tak będzie, za dwa miesiące najpewniej poznamy pierwszą odsłonę nowego spektaklu.
Dusseldorf 2013.07.03
Dla nas fanów oznacza to tylko jedno. Pora zacząć odkładać jednostki na bilety. Mężowi można powiedzieć, że to na nową pralkę z wejściem do internetu i 8 zmysłem. Żonie, że sprzęgło dwumasowe już powoli zaczyna hałasować i pewnie tak koło października-listopada przyjedzie pora na wymianę, a dzieci niech się oswajają, że w tym i przyszłym roku Dzień Dziecka i Mikołaj będą skromniejsze, a wodzenie po mapie i szukanie najtańszych lotów, to nie na wakacje, tylko po to, aby stać od rana pod bramkami hali, potem od 17 już w hali, by na końcu wyjść bez głosu i upocony tak koło 23.
Tym co planują potomstwo radzę się uwijać, bo inaczej zobaczą trasę na YT, albo na wideo po zakończeniu trasy. Teściów pora przyzwyczajać, że w przyszłym roku będą widzieć wnuki o wiele częściej, niż tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc… Raz na cztery lata mogą się przemęczyć…
Niedawno miałem okazję dołożyć swoją cegiełkę do opowiadania o fanowaniu maści różnej. Robiłem za dyżurnego depesza. W audycji „Piątek, piąteczek, piątunio” 15.01 pojawiłem się w drugiej godzinie programu.
Nie będę Was zamęczał słuchaniem całej audycji, choć Ci z Was, co chcą mogą jak najbardziej… Tu i Tu. Mniej wytrwałych i o słabszych nerach zapraszam na profil MODE2Joy na YouTube, gdzie zamieściłem obszerne fragmenty w kwestii najbardziej palącej fanów z miast i miasteczek. Całość okrasiłem zdjęciami z licznych imprez depeche MODE na przestrzeni lat.
Audycja z 15.01, a wywiadowała Magłosia Smoczyńska.
Nie jest to pierwsza moja wizyta w Czwórce, czy w mediach w charakterze dyżurnego fana. W 2013 bywało się również:
…a dokładnie od prawie 2 lat. Tak nie przywidziało Wam się. Pisząc te słowa mam pełną świadomość tego co napisałem i co wydarzyło się w 1995. Każdy kto chce może sobie wyszukać oficjalne oświadczenie twórcy Recoil z tamtego czasu… Tyle tylko, że to tylko część prawdy.
Kto czyta mojego bloga, ten wie, że kiedyś napisałem zdanie o tym, że tak na prawdę Alan nigdy nie odszedł z depeche MODE, jedynie zaprzestał działalności koncertowej i nagrywania w studio z pozostałą trójką.
Mając na myśli, to co napisałem powyżej oczywiście miałem na myśli firmę depeche MODE ltd, która była zinstytucjonalizowaną formą działalności w zespole o tej samej nazwie. Po odejściu Alana, reszta zespołu założyła nową firmę – Venusnote ltd, przez którą zespół pilnuje swoich spraw dla twórczości po roku 1996.
Alan Wilder, Recoil // Łódź 2010.04.20
Alan nadal figurował w papierach spółki depeche MODE ltd jako jeden z 4 dyrektorów posiadając 25% udziałów w przedsiębiorstwie. I tu się nóż otwiera na myśl, że on i Obszerny mają takie same udziały… Każdy z nich ma takie samo prawo głosu, każdy otrzymuje tyle samo kasy. Za co, ja się pytam?…
Do 2010 roku panowie praktycznie ze sobą nie gadali. Wszystko zmieniło się po występie w RAH. Nagle Alan zaczął być cieplej wspominany, jego remix pojawił się na składance w 2011, a drugi był w drodze. Wszystko się ponownie popsuło pod koniec 2011 roku, kiedy to Alan, aby zaspokoić pazerność potrzeby swojej Ex musiał się wyprzedać ogłaszając aukcję pamiątek i rzeczy zbędnych z czasów swojej bytności w zespole. Panowie mieli mu to bardzo za złe, że to zrobił, a nie zgłosił się ze swoim majdanem w pierwszej kolejności do nich. Podobno największe pretensje miał Martin. Tylko, że jak Andy Franks zrobił podobną wyprzedaż rok później, to nie było nawet mruknięcia. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to pogodzenie się w 2010 nie było wszystkim na rękę i Alan robiąc aukcję dał świetny pretekst do powrotu do starego układu sił i interesów.
Historia z rozwodem i jego następstwami miała jeszcze jeden przykry efekt. Stopniowe wycofywanie się Alana z życia muzycznego jako takiego. W 2009 roku pozamykał wszystkie biznesy, jakie prowadził z Hepizbah. Po zakończonej trasie podsumowującej dotychczasową karierę wszyscy mieli nadzieje, że to tylko wydawnictwo jakich wiele na półkach sklepowych. Tym czasem trudno nie odnieść wrażenia, że Alan wydając Selected po prostu odwiesił na kołek projekt Recoil i sprawy muzyczne.
Alan Wilder
Moja osobista teoria jest taka, że to milczenie może potrwać do czasu usamodzielnienia się ostatniego narybku Alana, albo i na zawsze. Ale to tylko takie moje gdybanie.
Nie wiem jak wielu z Was przeczytało wpisy Alana na jego nowym blogu. Są aż dwa i wszystkie dotyczą jego ulubionego zespołu Queens Park Renegers (QPR). Pierwszy powstał 17 kwietnia 2014. Nie jest to data przypadkowa. Do tej pory nie miałem namacalnych dowodów. Alan też nie był skory do wylewności i od pewnego czasu zaczął się co raz bardziej odcinać od udzielania wywiadów fanom oraz aktywności medialnej. Próby nakłonienia do rozmowy kończyły się stanowczym „Nie jestem zainteresowany.”
W kwietniu 2014, oprócz startu bloga Alana wydarzyło się coś jeszcze. Z początkiem kwietnia 2014 Alan faktycznie przestał być jednym ze współzarządzających spółką depeche MODE ltd. W dokumentach firmy do tego momentu figurowało 4 dyrektorów zarządzających spółką z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie – depeche MODE. Fakt ten usankcjonowano 9 lipca 2014. Od tej daty zarządzających spółką jest już tylko 3. Natomiast Alan jest nadal jednym z akcjonariuszy. Przypadek? Nie sądzę…
Jak jest różnica? Pokrótce można powiedzieć, że przestał On się zajmować (został pozbawiony wypływu) sprawami operacyjnymi spółki. Np. nie podejmuje już decyzji o losach katalogu muzycznego z czasów swojej bytności w zespole. Stał się jedynie pasywnym akcjonariuszem z 25% udziałów dzięki którym dostaje co roku dywidendę bez prawa głosu w spółce. Żeby to zrozumieć, to gdyby dziś zapadła decyzja o wydaniu zremasterowanych wersji płyt, to Alan decyzyjnie nie miałby nic do powiedzenia w tym temacie. Mógłby co najwyżej wypowiedzieć się na filmie dokumentalnym (jeśli zostałby zaproszony) i to tyle w tym temacie. Aaaaa no i na koniec przytulić monetę oczywiście. Cała decyzyjność jest w rękach pozostałej trójki. To oni mogą zrobić z katalogiem z lat 1983 – 1993 co chcą.
Z punktu nas fanów Alanowi pozostał już tylko jedna, ostatnia baza. Sprzedaż praw do swojej części. Może go do tego zmusić albo życie, albo tak się wk..wi na pozostałą trójkę, że nie będzie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Póki co uważam, że do tego nie dojdzie. Pisząc artykuł o niewydanym koncercie z 1986 dostałem od Alana komentarz, że tego typu rejestracje są polisą emerytalną dla niego, reszty zespołu i rodziny. Póki fani kupują nagrania, firmy chcą wykorzystywać kawałki w grach, reklamach itp, to nie ma tematu. Nie mniej tak po ludzku smutno, że człowiek, który ma złote uszy i odpowiada za brzmienie najważniejszej części katalogu depeche MODE jeszcze nigdy nie był tak daleko od swojego najważniejszego zespołu w historii.
Pamiętam tylko, z relacji ludzi związanych z nim, że w tamtym czasie nastrój Alana był fatalny. Dziś po części wiadomo już dlaczego. Spółka nadal przynosi dochód wystarczający na spokojne życie w Anglii, choć nie takie, jak osiągają jego byli koledzy z zespołu. Za dobry piniądz z tego jest nadal, żeby zwinąć interes i przestać nagrywać i koncertować. Niedługo napiszę o tym więcej, bo każda trasa, to konkretne pieniądze i mam bardzo ciekawe opracowania w tym temacie.