Czekają nas nowe wydawnictwa, czyli co?

Ostatnie dni są bogate we wrażenia i tak będzie już co najmniej do początków 2018. Chciałbym Wam zaproponować jednak porzucenie tej ekscytacji na chwilę i sięgnięcie myślami trochę obok i trochę dalej od ogólnej ekscytacji nowym singlem, nową płytą i nową trasą. Tego będzie jeszcze po kokardę w najbliższych miesiącach.

Najpierw cytat z niedawnej informacji prasowej:

Video Singles Collection jest pierwszym z serii retrospektywnych projektów zatwierdzonych przez zespół  dokumentujących niezwykłą karierę Depeche Mode.

W oryginale:

Video Singles Collection is the first in a series of band-approved retrospective projects examining Depeche Mode’s extraordinary career

Wszyscy się z tego bardzo ucieszyli, ale tak na prawdę, to nikt nie ma pojęcia czego się spodziewać. Nie sądzę, żebym tym wpisem ujawnił listę planowanych tytułów. Nie mniej jest kilka ciekawostek, które działy się i przeszły bez echa.

Jak wiemy już depeche MODE odzyskały prawa do swojego katalogu w lipcu 2015. Następstwem tego był wyjazd Daniela Barassiego (webmaster dM.com) do Londynu w grudniu 2015 roku. Co 13.09 tak skomentował:

Tak, teraz już wiecie dlaczego pojechałem do Wielkiej Brytanii w grudniu ubiegłego roku. Inne niż brak Blu-ray przemyślenia? (Ujawniam: Zrobiłem WIELE przy tym wydawnictwie)

W oryginale:

Kolejnego wydawnictwa należy się spodziewać w przyszłym roku i również będzie to wydawnictwo wideo. I zapewniam Was, że jest na co czekać. Ślinka cieknie na widok takich zdjęć…

Wizyta w archiwum #depechemode
Wizyta w archiwum #depechemode

Wczoraj (28.09) powyższa fota ukazała się na Twitterze Daniela i nie będzie to ostatnie „szczucie” w jego wykonaniu. Wydawnictwa mają się pojawiać na rynku co roku niezależnie od wydawnictw związanych z nową płytą. Nie wiem, czy będzie to zawsze okolica wydania pierwszej kompilacji, bo w 2019 zapewne czeka nas koncertowe wideo z nadchodzącej trasy, ale to już ból głowy tych, co planują kalendarz wydawniczy.

To co widzicie na tym zdjęciu, to stanowiska do przeglądu nagrań zarejestrowanych na telewizyjnym standardzie Betacam (od Sony), wraz z cyfrowymi mikserami do przechwytu i cyfrowego montażu obrazu. Jest to o tyle ważne, że o ile format VHS na przestrzeni lat degradował się co raz bardziej. W pogoni za przypochlebianiem się konsumentom sprzęt tracił na jakości. Co raz tańsze komponenty, a szczególnie głowice sprawiały, że ostatnie produkowane modele wołały o pomstę do nieba pod względem jakości.

Inaczej było z systemem Beta, który trzymany w ręku przez praktycznie jedną firmę, czyli Sony trzymał względną jakość do swojej śmierci. Rok temu Sony ogłosiło, że przestaje produkować kasety w formacie Beta, ponieważ kasety te zostały zastąpione przez formaty cyfrowe.

Jakie to ma znaczenie dla nas? Materiały z tego zdjęcia to głównie mamuśki – czyt. oryginały lub pierwsze kopie z mamusiek do archiwum. Ktoś nawet policzył, że jest ich ponad 70. Jest to na pewno więcej materiału, niż tylko 59 klipów na zapowiedzianym DVD. Oczywiście kluczem do zagadki jest długość kaset i nagrań na nich, ale już samo to o czymś świadczy.

Dla mnie podstawowym pytaniem przy transferowaniu tego typu materiałów jest pytanie jak sobie poradzili z formatem 4:3. Osobiście nie mam problemu, aby w takim formacie wydać materiał współcześnie, niż ciąć na górze i na dole, aby dostosować obraz do formatu 16:9. Dla mnie jest to to samo, jakby ktoś poszedł do galerii i uciął kawałek Bitwy pod Grunwaldem, aby dostosować dzieło Matejki do współczesnych standardów oglądania obrazów. Jeżeli znajdą sposób na godną oprawę archiwów i poprawią ubytki i niedobory kolorów, to Herzlich Willkommen!

_
Anton Corbijn ostatnio wspominał, że również ma w planach reedycję Strange i Strange Too. Nie zakładam, że wszystko pojawi się na raz i raczej po trasie, ale pomimo tego, że są to wydawnictwa dotyczące depeche MODE, to nie są to jednak w 100% wydawnictwa tego zespołu, jak albumy, czy single.

O ile teledyski zespół może wydawać jak chce, to już wideo Strange jest tym czym obecna wystawa Antona w Sztokholmie – zbiorem prac autorstwa Holendra dla którego pozowali różni ludzie. Czasem na zlecenie, czasem nie. Album Strangers jest książką Antona ze zdjęciami depeche MODE, a nie albumem depeche MODE.

To tak, jak dla wielu odkrywczym jest stwierdzenie, że 101 to nie koncert tylko dokument autorstwa dokumentalisty D.A. Pennebaker’a o depeche MODE i fanach. Dopiero płyta 101 jest koncertem. To są niuanse, ale te niuanse decydują kto przewodzi jakiemuś projektowi, czyja czcionka jest większa w napisach i w jakim miejscu. To ma potem wymierne korzyści na koncie.

Po co te wywody? Ponieważ chcę uświadomić Wam, że czekają nas na prawdę ciekawe i dobre czasy. Dobre dla nas, choć nie koniecznie dla naszych portfeli. Samo depeche MODE, podobnie jak i ludzie którzy żyli z pracy artystycznej dla i z depeche MODE zaczynają wyciągać swoje polisy na życie i wydawać archiwa, które pozwolą się im godnie utrzymać u schyłku ich kariery i na emeryturze. Dlatego te projekty reedycyjne będą się pojawiać równolegle lub w niewielkich odstępach czasu (miesiącach / kwartałach). Warto przyjrzeć się temu, jak tyle lat po śmierci zarabia się na legendzie Elvisa, Queen itp. Wcześniej, czy później też nas to czeka, nawet jak członkowie depeche MODE nadal będą na tym świecie.

Nawet, jak skończy się cyrk z trasą i odbędzie się ostatni akt w postaci wydania koncertowego wideo w 2019, to i tak będziemy raczeni kolejnymi tytułami. Nowymi, a jednocześnie wyciągającymi na wierzch archiwami.

Mam wrażenie, że projekt TVA robiony przez fanów był dla paru osób dobrą nauczką i jakimś drogowskazem czego spora grupa fanów oczekuje. Daniel Barassi, mimo jego dosyć opryskliwego charakteru, dobrze wie gdzie trzeba sięgnąć, aby wyciągnąć kartofle z ogniska… Teraz dostał cały worek i nie zawaha się ugotować z tego czegoś, co dla wielu było jedynie marzeniem zasmarkanego nastolatka wpatrzonego w ponętną sąsiadkę… jeśli wiecie co mam na myśli 😉

Kolekcja Wideo… prawie cała

No i stało się, zespół/wytwórnia wydawniczo dali o sobie znać. Po raz pierwszy od 2014 mamy coś nowego spod szyldu depeche MODE. Najnowsza kompilacja ma być nowym otwarciem w historii wydawniczej zespołu. To nowe otwarcie stanie się ciałem 11 listopada, tym czasem mamy jedynie informację prasową opublikowaną na oficjalnej stronie depeche MODE i rozesłaną do mediów. Warto zagłębić się w ten tekst, bo przekaz sięga trochę dalej i głębiej niż do 11 listopada.

Formaty i jakość

Nie wiem czy to będzie zaskoczenie, czy nie, ale zapowiedź dotyczy tylko 3 placków DVD. Nie ma mowy o żadnych BR, ani innych formatów ściągalnych, czy do streamingu. To zastanawia, oby Sony Music nie popełniło tych samych błędów, co przy Live In Berlin z jakością materiału na nośnikach fizycznych.

The set includes 55 newly restored versions of the essential video singles in the DM canon

Kompilacja zawiera 55 zremasterowanych clipów z kanonu depeche MODE – czytamy w informacji. Jestem bardzo ciekawy co to oznacza. Czy tylko poprawienie obrazu, czy też przeformatowanie do obecnego standardu 16:9. Przypomnę, że większość klipów z lat 80. i 90. była kręcona w formacie 4:3, co przy obecnych standardach telewizorów i monitorów komputerów oznacza pasy po obu stronach klipów lub sztuczne rozciągnięcie zaburzające proporcje oryginałów.

Moje obawy budzi jednak fakt, że podana lista klipów, zwielokrotniona przez liczbę komentarzy członków zespołu to zbyt duża masa materiału nawet na dwuwarstwowe DVD i możemy się doczekać znowu wersji NTSC dla zaoszczędzenia miejsca na plackach. To tylko pokazuje jak przy obecnej technice format DVD jest już archaiczny i nieekonomiczny, choć tani sposób na wydawanie materiału.

Daniel Barassi tak to tłumaczy:

Po co wydawać taką kompilację?

Takie stwierdzenie pojawia się co jakiś czas w Waszych komentarzach w kołchozach społecznościowych. Zaraz potem wspierane jest komentarzami z cyklu „skok na kasę” łamane na „dojenie fanów„. Bo tak jest, to jest. Składanka obliczona jest na ponowne zarobienie na fanach depeche MODE. To tylko część tej prawdy, choć chyba najbardziej oczywista.

Kiedy zespół wydał w 1985 Some Great Videos, w kompilacji celowo zostały pominięte klipy, których już w tamtych czasach zespół się wstydził. Na dobrą sprawę aż do dziś komercyjnie nie ukazała się znakomita większość teledysków. Część została wydana jedynie jako promo, albo po prostu poszła na technicznych nośnikach do telewizorów. Dla takiego The Meaning Of Love, czy Get The Balance Right jest to wydawnicza premiera 30+ lat od ukazania się singla. Lepiej było już w naszym stuleciu, gdy wytwórnia dokładała klipy jako zapchajdziury do singli DVD.

Patrząc jednak na jakość tamtych wydawnictw nawet dobrze, że ukażą się one w odnowionej wersji na w miarę współczesnych nośnikach.

…Ale ja widziałem te klipy na YouTube… szanuję to… Ja też. Nie zmienia to jednak faktu, że nie można było nabyć za jednostki takich klipów solo, ani w postaci kompilacji. Nie było możliwe takie coś ze względu na rozproszenie praw wydawniczych katalogu lub archaiczność nośników na których kiedyś wydawano.

55 to nie wszystko.

No właśnie wytwórnia chwali się, że dostaniem antologię 55 klipów z całej historii zespołu. Tylko, że analizując załączoną listę w oczy rzuca się kilka niekonsekwencji. W większości są to klipy do singlowych wydawnictw. Skoro tak, to co w tym zbiorze robi One Caress? A jeżeli jest One Caress, to gdzie jest Halo, Clean, Pimpf?

I znowu The Brat:

Barassi twierdzi, że skoro One Caress było singlem (bez nośnika CD i vinyl) tylko jako wideo i tylko na rynku amerykańskim to już się liczy. W przeciwnym wypadku należałoby z kompilacji wywalić również But Not Tonight również wydane na rynku amerykańskim tylko, oraz Little 15, które też ukazało się tylko na rynku francuskim.

Halo i Clean, nie są singlami, nawet promo, jedynie klipami nakręconymi pod planowane wydanie podwójnego singla po World In My Eyes. Plany te jednak zarzucono. Z Pimpf jest jeszcze inaczej. Ten klip został nakręcony jako szalona wizja do Strange i to tyle.

Jeżeli zgodzić się z tą argumentacją, to znaczy, że The Singles 86>98 było nie pełne, bo brakowało właśnie One Caress i But Not Tonight. W takim razie na kolejnych składankach retrospektywnych powinny znaleść się takie kawałki jak Told You So (wydane tylko w Hiszpanii na singlu), The Darkest Star i Perfect, które było wydane jako vinyl only lub promo only.

Kolejna sprawa, to to że warto pamiętać, iż nie jest to zwykła kompilacja jak ta z 1998 czy z 2002. Tu nie chodzi o to, żeby puścić ciurkiem wszystkie klipy. Klipy będzie można obejrzeć z komentarzem Dave’a, Martina i Andy’iego. A Alan?, a Vince?, a reżyserzy? na me usta ciśnie się myśl kołatająca się po głowach milionów fanów na tym świecie. Zespół ewidentnie zadbał tu o swoje interesy, pomijając byłych członków zespołu.

Bonusy

Dostajemy na plackach również bonusy:

People Are People (12″ version)
But Not Tonight (Pool Version)
Soothe My Soul (Extended)
Stripped (Unreleased Alternate Cut)

Z tej czwórki najbardziej interesująca jest chyba tylko alternatywna wersja Stripped. Choć nie spodziewałbym się za wiele. People Are People w wersji 12″ znane jest od czasów Some Great Videos, But Not Tonight gości na oficjalnej stronie dM, a Soothe My Soul… no cóż zobaczymy czy extended oznacza dorobienie brakujących marginesów do kwadratowego wideo.

Ty wiesz, co my robimy tą kompilacją? My otwieramy oczy niedowiarkom i to nie jest nasze ostatnie słowo.

Video Singles Collection is the first official Depeche Mode archival title to be released under the SONY imprimatur since SME acquired rights to the DM catalog in July 2015

Parafrazując klasyka nadchodzi nowe. Pisałem Wam o tym ostatnio. Dziś słowa z mojego wpisu uzyskały potwierdzenie. Kluczem jest tu słowo „imprimatur„, które znaczy tyle co udzielenie zgody/licencji (w domniemaniu przez zespół) na archiwalny katalog i ponowne wykorzystanie go przez Sony Music Entertainment. Jestem dziwnie spokojny, że na nowych wydawnictwach depeche MODE będzie formułka znana choćby z wydawnictw z ExciteraUnder exclusive licence to. Zgoda taka została udzielona przez zespół w lipcu 2015 roku. Ale najciekawsze jest dalej…

…dalej w informacji prasowej czytamy:

Video Singles Collection is the first in a series of band-approved retrospective projects examining Depeche Mode’s extraordinary career

Zespół i wytwórnia planują wydanie kolejnych retrospektywnych materiałów z kariery depeche MODE. Mam nadzieję, że w końcu się doczekamy wydania Hamburga 84 na plackach. Mam nadzieję, że nie skończy się na ponownym wydaniu Devotional, 101, One Night in Paris, Live In Milan, tylko po to, aby ukazały się pod szyldem Sony, ale materiały te doczekają się nowych formatów i nowej zawartości. Będzie trudno, ale obym się mylił.

Mam też nadzieję, że jeżeli zespół przestał się wstydzić starych teledysków, to Panowie sięgną w końcu po Londyn 82 i wydadzą pierwsze wideo nakręcone w USA z Irvine Meadows w 1986. Mam też nadzieję, że również sięgną po rejestracje o których nie wiemy, że są, albo zostały nakręcone przez stacje TV w latach 80. Patrz BBC lub inni narodowi nadawcy.

Dziwne zdjęcie z sierpnia.

Pamiętacie zastanawiające zdjęcie Martina w otoczeniu ekranów z początku sierpnia? Z podpisem:

’On set with Depeche Mode’

cpaisd8viaahdnr-jpg-large

Myślę, że chyba zagadka się rozwiązała. To mógł być plan zdjęciowy do kompilacji, na którym zespół komentował i opowiadał o swoich wspomnieniach związanych z klipami.

Ikony

Okładka kompilacji opatrzona jest na nowo stworzonymi klasycznymi ikonami z całej dyskografii depeche MODE. Nie wiem czy jest to ręka Antona Corbijna, choć być może…. No chyba, że to w tej sprawie Anton odwiedził depeche MODE, podczas ich pracy w Nowym Jorku.

Icons - Video Singles Collection
Icons – Video Singles Collection

Nie mniej pojawia się na okładce kilka nowych ikon za którymi zaszyte są teledyski. Z nowych ikon widać BMW Isetta, jako wizualizacja teledysku Never Let Me Down Again lub Behind The Wheel, oraz Stodoła(?), którą poprzednio można było zobaczyć na okładce Soothe My Soul.

aaaa i jeszcze jedno…

W kodzie strony z informacją prasową zaszyty jest taki adres:

http://smarturl.it/DepecheModeVSC

który po wklejeniu do przeglądarki przenosi nas na stronę empiku. Jeżeli ktoś wklei ten adres w Niemczech, to przeniesie go na stronę amazonu albo media marktu, a w USA może to być jeszcze inny sprzedawca. Co to oznacza? Że za jakiś czas pojawi się przycisk do złożenia preorderu i dla Polski tym sklepem będzie empik. Najprawdopodobniej ta sieć w Polsce ma wyłączność na preordery.

Na koniec pełna lista klipów, jakie zobaczymy w listopadzie na plackach:

Just Can’t Get Enough (directed by Clive Richardson)
See You (directed by Julien Temple)
The Meaning Of Love (directed by Julien Temple)
Leave In Silence (directed by Julien Temple)
Get The Balance Right (directed by Kevin Hewitt)
Everything Counts (directed by Clive Richardson)
Love, In Itself (directed by Clive Richardson)
People Are People (directed by Clive Richardson)
Master And Servant (directed by Clive Richardson)
Blasphemous Rumours (directed by Clive Richardson)
Somebody (directed by Clive Richardson)
Shake The Disease (directed by Peter Care)
It’s Called A Heart (directed by Peter Care)
Stripped (directed by Peter Care)
But Not Tonight (directed by Tamra Davis)
A Question Of Lust (directed by Clive Richardson)
A Question Of Time (directed by Anton Corbijn)
Strangelove (directed by Anton Corbijn)
Never Let Me Down Again (directed by Anton Corbijn)
Behind The Wheel (directed by Anton Corbijn)
Little 15 (directed by Martyn Atkins)
Strangelove ’88 (directed by Martyn Atkins)
Everything Counts (Live – from “101”) (directed by D.A. Pennebaker)
Personal Jesus (directed by Anton Corbijn)
Enjoy The Silence (directed by Anton Corbijn)
Policy Of Truth (directed by Anton Corbijn)
World In My Eyes (directed by Anton Corbijn)
I Feel You (directed by Anton Corbijn)
Walking In My Shoes (directed by Anton Corbijn)
Condemnation (Paris Mix) (directed by Anton Corbijn)
One Caress (directed by Kevin Kerslake)
In Your Room (directed by Anton Corbijn)
Barrel Of A Gun (directed by Anton Corbijn)
It’s No Good (directed by Anton Corbijn)
Home (directed by Steven Green)
Useless (directed by Anton Corbijn)
Only When I Lose Myself (directed by Brian Griffin)
Dream On (directed by Stephane Sednaoui)
I Feel Loved (directed by John Hillcoat)
Freelove (directed by John Hillcoat)
Goodnight Lovers (directed by John Hillcoat)
Enjoy The Silence ’04 (directed by Uwe Flade)
Precious (directed by Uwe Flade)
A Pain That I’m Used To (directed by Uwe Flade)
Suffer Well (directed by Anton Corbijn)
John The Revelator (directed by Blue Leach)
Martyr (directed by Robert Chandler)
Wrong (directed by Patrick Daughters)
Peace (directed by Jonas and François)
Hole To Feed (directed by Eric Wareheim)
Fragile Tension (directed by Rob Chandler and Barney Steel)
Personal Jesus 2011 (directed by Patrick Daughters)
Heaven (directed by Timothy Saccenti)
Soothe My Soul (directed by Warren Fu)
Should Be Higher (directed by Anton Corbijn)

Unfinished business…

Tym określeniem Dave opisał swoje podejście do pracy nad Sounds Of The Universe, gdy startowali z tym albumem w studio. Dla mnie taką niezakończoną sprawą jest temat konferencji prasowej w Paryżu w 2012. Ujął bym to nawet szerzej… całego wprowadzenia do Delta Machine, ściemy związanej z brakiem tytułu, singla, i wielu wielu innych spraw, o których wtedy celowo nie chcieli mówić. Po za tym w tamtym czasie pojawiło się kilka kwestii, które finał swój miały po trasie, a na które mało kto zwracał uwagę.

Obejrzałem ponownie konferencję prasową i myślę, że kilka spraw może być nadal ciekawych… szczególnie kiedy jesteśmy mądrzejsi o 4 lata.

23 października 2012 zespół zaprosił nas na konferencję prasową w sprawie ogłoszenia terminów nowej trasy koncertowej. Tak tak, nie płyty, a trasy 😉

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23

Przebieg konferencji można podzielić na kilka części. Choć mam wrażenie, że sama konferencja była zorganizowana głównie dla tych co się nie dostali na wywiad 1:1, oraz dla gawiedzi fanów. Pytania były momentami zdawkowe, albo zlewające, ale po kolei:

Album o nieznanym tytule – to był główny lejtmotyw tej konferencji – jesteśmy zarobieni, nie mam nic ustalone, nie mamy za wiele do powiedzenia, po za tym co puściliśmy Wam na ekranie. Jak wielka to była wtedy ściema szybko się przekonaliśmy, a fani albo grzebali w klipie, albo załamywali ręce. Angel nie był dla wielu spełnieniem marzeń o pierwszym doświadczeniu z nową płytą. Nie był faworytem jako takim na płycie. Ja należałem do tych pierwszych… mówiąc eufemistycznie.

Dave napisał 5.5 kawałka na nową płytę, a Fletch twierdził, że nadal są bogami syntezatorów.

Martin: Nigdy nie pasowaliśmy do biznesu. Na szczęście mamy lojalnych fanów, więc nie musimy schlebiać (pasować) do przemysłu muzycznego.

W tym kontekście padło pytanie o Ultimate Song, czyli najlepszą nagrany / skomponowany kawałek ever. Oczywiście takiego nie ma, ale na tym albumie jest kilka, które się ocierają o to (ryli?) stwierdził Martin.

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23

Zespół nagrał 20 kawałków…. podobno. 17 razem z dodatkami ukazało się na płytach. Na singlach nie wyszedł żaden b-side, którego potem nie było by na płycie. To, co stało się z 3 numerami? Może to mnie pamięć zawodzi, ale nie pamiętam, żeby ktoś dopytywał się gdzie reszta? Warto o to może zapytać zespół przy okazji najbliższego spotkania z nimi.

I to by było na tyle w temacie płyty. Ani zespół nie był rozmowny, ani zainteresowanie tematem pobocznym też nie było za wielkie. Skupmy się w takim razie na temacie głównym konfy w Paryżu.

Nowa trasa koncertowa

Wiele było spekulacji. Na pewno dowiedzieliśmy się, że – będzie rozgrzewkowy koncert (gdzie? nie było wiadomo jeszcze). Konferencja w Paryżu… hmm ciekawe dlaczego?

Konferencja, a sprawa polska

To było jedno z moich większych zdziwień tej konferencji. Tyle akcentów, jakie poszły w kierunku naszej części Europy, oraz Polski nie było dawno. Oczywiście sami o to zadbaliśmy będąc tam. Nie ma co ukrywać, że po tym, jak wiele padło pytań i jak wielkie zainteresowanie było mediów z Europy Środkowo-Wschodniej, to trudno nie dojść do przekonania, że umysły których fanów, z której części Europy zajmuje ten zespół najmocniej. Francuskich mediów też była spora reprezentacja, ale to jest naturalne. Byli gospodarzami. Tak samo by było, gdyby konfa była w Niemczech, czy we Włoszech. Jakie kwestie dotyczyły Europy Środkowo-Wschodniej i Polski?

  • Grali u nas mimo, że wiedzieli, że stracą kasę
  • Grali bo wiedzieli, że mają tu fanów i jest to inwestycja na przyszłość
  • Teraz to procentuje (co napisałem powyżej)
  • Nie mieli złotej kuli i nie wiedzieli, że sytuacja polityczna się zmieni, a mimo to grali w Europie Wsch.
  • Po prostu chcieli grać koncerty dla ludzi.
  • Mimo wiedzy byli zszokowani reakcją fanów. Fani z bloku wschodniego znali muzykę, teksty. Wszystko to mimo braku dostępu do normalnego rynku muzycznego.
  • Podziemie działało, mixtape’y i listening party miały miejsce.
  • Doskonale pamiętają DM Lipdub For The Masses / Shadow for the Masses (Martin).
  • Nasze szafiarki (Natasza i Agata) nie zawiodły i zapytały się o ciuchy Martina na trasę. Pozostali chłopacy stwierdzili, że na pewno będą „Glittery

Ufff sporo tego. Ale warto pójść dalej.

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23
Nagrywanie koncertów (potocznie nazywane LHN)

To jest kolejna niedokończona sprawa z konferencji. Miałem wrażenie, że zespół nie był przygotowany, albo był zaskoczony, że ludzie to będą pamiętać i będą chcieli. Oni po prostu o ten aspekt nie zadbali zmieniając EMI na Sony Music. Być może Sony nie miało zaplecza, być może nie chcieli płacić firmie powiązanej z konkurencją. Dobrze by było, aby ten temat wrócił na kolejnej konferencji. I mam nadzieję, że wrócić w postaci ogłoszenia zespołu, że na najbliższej trasie pojawią się nagrania z każdego koncertu, niż kolejnych zdziwionych i wymijających wypowiedzi.

  • Andy: Być może.
  • Dave: Czy lubiliście / chcielibyście mieć takie nagrania?
Różne inne ciekawe wątki z konfy.

Ktoś zapytał czy możliwy jest koncert z orkiestrą symfoniczną, jak to kiedyś zrobiła Metallica?

Martin: Oczywiście, że możliwy, ale my pewnie tego nie zrobimy…

Zespół słyszał i docenia akcję niemieckich fanów z powrotem Dreaming Of Me na listę przebojów z okazji 30-lecia wydania singla.

Dla Martina różnica w koncertowaniu dziś i teraz jest taka, że kiedyś był nonstop nawalon, a dziś (podobno) czerpie więcej radości z bycia na scenie. Resztę możecie odświeżyć sobie poniżej:

Ten wpis właściwie mógłby być relacją pisaną zaraz po zakończeniu konferencji w 2012, gdyby nie jeszcze jedna kwestia.

Po konferencji zespół udzieli wywiadów mediom ze świata i okolic i takie niewinne stwierdzenie przykuło na onczas moją uwagę. W oryginale cytuję słowa Dave’a we wpisie depeche MODE sp. z o.o., a tłumaczenie poniżej:

Daniel na pewno był bardzo zaangażowany w tworzenie tej płyty – z procesem nagrywania włącznie, po drodze pomagając w podjęciu wielu decyzji. To, co wydarzyło się miało miejsce w okresie poprzedzającym wydanie Exciter. Daniel, z naszym błogosławieństwem, sprzedał katalog Mute do EMI. W jego rękach pozostała kontrola artystyczna. Tuż przed startem nagrań do Delta Machine, chodziły słuchy że EMI się zwija Nie chcieliśmy tkwić w stanie zawieszenia i ciągać się przez lata po sądach, bo nie zrobiliśmy nic, po za słyszeniem. Obecnie Daniel posiada firmę Mute Artists, ale nie Mute Records (wytwórnię), którą chciał odkupić od EMI po tym jak sprzedał ją parę lat wcześniej, ale bez sukcesów. Został przelicytowany i był bardzo zdenerwowany, o czym ja dowiedziałem się całkiem nie dawno (rok 2012). Chciał to wszystko odzyskać z powrotem, ale w zasadzie powiedzieliśmy mu: „Dan, musimy iść dalej.” My nie chcieliśmy być zapchaj dziurą na której wszystko się trzyma. Musieliśmy zadać sobie pytanie: „Gdzie jest Mute? Czym jest Mute? Kto dystrybuuje? „Więc zdecydowaliśmy się rozejrzeć i Sony dało najlepszą ofertę, z zabezpieczeniem że Daniel będzie z nami nadal. Dzięki temu umowa daje nam pewność, że będziemy mieć kontrolę nad tym, co robimy. Co najważniejsze, w 2015 roku, będziemy w stanie uzyskać kontrolę nad całym naszym katalogiem. Będzie ponownie naszą własnością. Nie będzie w stanie zawieszenia. Po Delta Machine, będziemy mieć pełną kontrolę. Dla nas Daniel jest jednym z najważniejszych elementów części tego, co robimy. On jest od zawsze i chcemy aby tak było dalej.

Wygląda na to, że tak się stało. depeche MODE odzyskało kontrolę nad swoim katalogiem w 2015, pierwsze efekty zaczynamy w jakimś sensie widzieć teraz. Zapowiedź (z przygodami) wydania kolejnej kompilacji może być następstwem tego faktu. Szczególnie, że dla bardzo wielu klipów będzie to pierwsze komercyjne wydanie, a nie jedynie w charakterze promo, jak to do tej pory funkcjonowały.

comping soon... depeche MODE
comping soon… depeche MODE

Problem z katalogiem depeche MODE był (jest?) taki, że Mute będąc małą alternatywną wytwórnią musiało przez lata wspomagać się siłą większych i silniejszych. Na dobrą sprawę co płyta, co rynek, to kto inny był dystrybutorem, zarządzał prawami na różnych rynkach. Prawa do katalogu depeche MODE przechodziły z rąk do rąk. Ten sam tytuł można było zobaczyć z czołówką BMG, EMI, Warner, Virgin, Gefen, Sire i kto tam jeszcze miał siłę i moc wszelaką na lokalnych rynkach.

To powodowało, że zespół przez wiele lat był zblokowany ze swoim katalogiem. Bieda wydawnicza i brak możliwości zażądania twórczością. Pomimo pojawiających się co jakiś czas zapowiedzi a to, że EMI podpisało z BBC porozumienie o dostępie do katalogu nagrań BBC, a to jakieś inne plotki, to nadal nie było widomego śladu.

Wydane parę lat temu remastery uderzały biedną zawartością i poza poprawieniem jakości dźwięku nie miały realnej wartości dodanej jakiej fani oczekiwaliby od zespołu, albo znali z innych wydawnictw, innych zespołów. Jest nadzieja, że zapowiedzi z okresu poprzedniej konferencji prasowej po 4 latach w końcu zaczną przybierać realny kształt. To wszystko w oczekiwaniu na nową konfę…

THE VIDEO SINGLES COLLECTION – jest afera

Wczoraj informowałem Was na 101dM.pl o niespodziewanym wydawnictwie – kompilacji wideoklipów z całej historii depeche MODE od Just Can’t Get Enough do Should Be Higher. Kto z Was miał okazję wejść na stronę i przeczytać pełną rozpiskę, ten… już się nacieszył. Strona z informacją o wydawnictwie zniknęła z sieci do 4 listopada.

Tak szybko jak informacja wyciekła, tak szybko okazało się, że była komuś nie w smak w wytwórni, albo w zespole. Zdecydowanie był to niekontrolowany wyciek i pokrzyżował trochę planów.

(Zbliżające się) Wydanie nowej płyty to bardzo dobry powód na sprzedanie fanom starego materiału raz jeszcze. Można to robić na wiele sposobów. W 2013 EMI pozbywające się katalogu depeche MODE wspólnie z sieciami robiła wyspy, aby w otoczeniu Delta Machine próbować upłynnić stary towar, którego za chwilę nie będzie mogło sprzedawać. Tym razem nowa wytwórnia chce być mądrzejsza i próbuje pod nowym szyldem z ekstrasami w postaci komentarzy obecnych członków depeche MODE sprzedać stare teledyski oraz nowe, które w takiej formie jeszcze nigdy nie było oferowane konsumentom.

Wyciek informacji jak się okazało był przedwczesny i informacja o projekcie zniknęła ze strony Brytyjskiej Rady Klasyfikacji Filmów. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie chciał upublicznionej wczoraj informacji zachować dla potomnych. Poniżej lista klipów jaka była podana na stronach BBFC

Dysk 1

0:04:38 Just Can’t Get Enough (Dave Commentary)
0:03:41 Just Can’t Get Enough (Fletch Commentary)
0:03:44 Just Can’t Get Enough (Martin Commentary)
0:04:11 See You (Fletch Commentary)
0:03:56 See You (Martin Commentary)
0:03:46 The Meaning Of Love (Martin Commentary)
0:03:13 Get The Balance Right (Dave Commentary)
0:03:47 Master And Servant (Fletch Commentary)
0:04:43 Shake The Disease (Fletch Commentary)
0:03:51 It’s Called Heart (Martin Commentary)
0:03:49 Stripped (Dave Commentary)
0:03:49 Stripped (Martin Commentary)
0:04:05 A Question Of Time (Martin Commentary)
0:03:46 Strangelove (Dave Commentary)
0:03:46 Strangelove (Fletch Commentary)
0:04:30 Never Let Me Down Again (Dave Commentary)
0:04:30 Never Let Me Down Again (Fletch Commentary)
0:04:23 Behind The Wheel (Dave Commentary)
0:04:10 Behind The Wheel (Fletch Commentary)

Dysk 2

0:03:50 Personal Jesus (Fletch Commentary)
0:04:32 Enjoy The Silence (Dave Commentary)
0:04:32 Enjoy The Silence (Martin Commentary)
0:04:33 I Feel You (Dave Commentary)
0:05:01 Walking In My Shoes (Martin Commentary)
0:04:50 In Your Room (Martin Commentary)
0:05:27 Barrel Of A Gun (Martin Commentary)
0:04:28 It’s No Good (Dave Commentary)
0:04:18 It’s No Good (Fletch Commentary)

Dysk 3

0:04:09 Freelove
0:03:49 Goodnight Lovers
0:03:31 Enjoy The Silence 04
0:04:10 Precious
0:03:53 A Pain That I’m Used To
0:04:21 Suffer Well
0:03:42 John The Revelator
0:03:23 Martyr
0:03:54 Wrong
0:03:44 Peace
0:04:11 Hole To Feel
0:03:36 Fragile Tension
0:04:05 Personal Jesus 2011
0:04:03 Heaven
0:04:02 Soothe My Soul
0:05:56 Should Be Higher
0:07:13 People Are People (12″ Version)
0:03:48 Stripped (Unreleased Alternate Cut)
0:04:07 But Not Tonight (Pool Version)
0:05:19 Soothe My Soul (Extended)
0:04:08 Freelove (Martin Commentary)
0:04:21 Suffer Well (Dave Commentary)
0:03:54 Wrong (Dave Commentary)
0:03:54 Wrong (Fletch Commentary)

Nie przytaczam tej listy bez kozery. Stały czytelnik M2J i 101dM – ToM policzył to i owo i wychodzi, że brakuje…. i to dużo.

Czasy
Dysk 1 – 1:16:18
Dysk 2 – 0:41:31
Dysk 3 – 1:41:13

Po zliczeniu tych czasów daje to łącznie 4:26:23. Standardowe dyski DVD jednowarstwowe mają czasy na poziomie 2 godzin. Oznacza to, że brakuje łącznie jakiś 2 godzin. Do tego ewidentnie widać, że dysk numer dwa zawiera trochę wolnej przestrzeni. Albo to oznacza, że ten dysk będzie zapełniony brakami, albo pojawi się jakiś dodatkowy materiał, albo porządek płyt nie jest jeszcze dogadany.

Jak by to nie było Barassi miał rację pisząc, że:

Premiera została spalona i wydaje się, że jest niekompletna. Dlatego ja również zalecam spokój i bez gotowania się. Taka kompilacja wbrew pozorom ma sens, szczególnie, że od ostatniej produkcji z teledyskami mija już 18 lat. To szmat czasu i tamto wydawnictwo jest przede wszystkim ze stajni EMI/BMG, więc Sony musi postarać się o własne, autorskie kompilacje. Po za tym daje to szansę posiadania wszystkich klipów jednym miejscu. Po latach umieszczania klipów gdzie popadnie, np: ogony singli, na dodatkowych płytach do albumów, na płytach dodawanych do koncertów video. Wszystko w jednym miejscu porządkuje kolekcje wielu fanów.

Nie znamy jeszcze pozostałych formatów na których wydana ma być ta kompilacja. Uważam, że kolekcja pojawi się w wersji do pobrania ze sklepów i jako możliwość odtwarzania w kołchozach typu Spotify i Apple Music. Czy się doczekamy BluRay szczerze wątpię. Dla wielu jest już to martwy format mimo ciągłych aktualizacji formatu..

Wydanie takiej kompilacji może też oznaczać, że np w kolejnych latach dostaniemy kolejne Best Of tym razem jako audio np The Singles 01-18. Szczerze? Nie wyobrażam sobie, że depeche MODE pojedzie w trasę promującą taki album, gdzie jedynymi kawałkami przebojowymi są Enjoy The Silence 2004 i Personal Jesus 2011. Reszta to kawałki grane raz lub dwa na trasach, a spora część nie była grana na żywo.

Za mało ikonicznych hitów, za dużo numerów, które w latach 00.  nie znaczyły już tyle, co Never Let Me Down Again / Just Can’t Get Enough w latach 80.

Nadchodząca jesień będzie bardzo ciekawa, dla wszystkich fanów depeche MODE, a kolejne lata nie będą dłużne. Będzie się działo.

Warszawa 1985 – Some Great Reward Tour

Kolejna, okrągła, bo 31. rocznica pierwszego koncertu w Warszawie za nami. Co roku staram się poruszać jakiś wątek powiązany z historią koncertu. Te związki są mniej lub bardziej luźne. Dziś będzie to takim trochę luźniejszym związku, ale myślę, że nie mniej interesującym w kontekście pierwszego koncertu depeche MODE w Warszawie.

Koncert w Warszawie zakończył trasę trwającą 7 miesięcy trasę rozbitą na dwa lata. Była to w owym czasie dla depeche MODE najdłuższa trasa koncertowa ever. Najwiecej kontynentów, najdłuższa setlista. Choć tak na dobrą sprawę, to przyjęty model promocji sprawił, że zespół był w permanentnej trasie od 1980 roku, z przerwami na pracę w studio. Dopiero powrót do domu po koncercie w Warszawie sprawił, że zespół mógł zatrzymać się na chwilę i pomyśleć nad przyszłością.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Trasa Some Great Reward unaoczniła, że jeżeli zespół chce grać dłuższe koncerty, być gwiazdą koncertującą na 5 kontynentach i liczyć się gdzieś dalej, niż tylko na alternatywnych listach przebojów, to musi wydłużyć proces produkcji płyt, koncertów, a przede wszystkim mieć więcej czasu na odpoczynek.

Zmęczenie tą trasą było widoczne choćby w tym, że o ile w poprzednich latach chłopaki trzymali się raczej sztywno wymyślonego przed trasą aranżu, to na tej trasie m/w od Japonii zaczęły chłopakom puszczać hamulce. W granych utworach było co raz więcej improwizacji, a z relacji wiadomo, że Martin potrafił nawet szaleć z parapetem niczym z gitarą, przy Somebody końcówka kompletnie nie przypominała tego, co znamy choćby z wideo z Hamburga. Wszystkie części improwizowane, a szczególnie końcówka koncertu bywała spontanicznie modyfikowana.

Może ze zmęczenia, może z radości, że to koniec trasy, może pod wpływem środków mocno dystansujących, aby tylko dociągnąć do końca trasy… nie ważne Porównując koncerty z początku trasy i z końca czasami trudno nie zdziwić się, że to ta sama trasa.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Również Dave słynący z małomówności, którego listy dialogowe na koncertach mogły być spisane na jednej stronie, im bliżej końca, tym co raz mocniej folgował i pozwalał na co raz dłuższe zapowiedzi (jak na niego oczywiście). Warszawa nie była wyjątkiem i Dave co rusz zagadywał do publiczności, czasami ciągnąc łacha.

Tak było również w Warszawie 1985.07.30. Polscy fani niedość, że mieli okazję usłyszeć jedno z pierwszych koncertowych wykonań Shake The Disease, to zobaczyli zespół, który normalnie tak nie gra 😉

Jest jedna rzecz, która wyróżnia koncert w Warszawie na tle innych występów z tej trasy. Polscy Fani mieli okazję nie tylko wysłuchać jako jedni z pierwszych Shake The Disease, ale niestety mieli również okazję jako ostatni na świecie po raz ostani usłyszeć kilka utworów. Po Warszawie zespół już nigdy nie zagrał – Lie To Me, If You Want, Puppets, New Life, Shout!, See You, Two Minute Warning, Shame, Told You So.

Warszawa 1985.07.30
Warszawa 1985.07.30

Nie umniejsza to faktu, że aranże przygotowane przez zespół (czytaj Alana), były tymi najlepszymi, ta setlista była kompletna i nie miała słabych punktów. Czy dodałbym jakiś inny numer? Pewnie można by się na to silić, ale czytając zestaw utworów mam poczucie, że zespół dał co najlepsze w secie, przygotowaniu utworów i dramaturgii koncertu. Nie boję się tu użyć stwierdzenia, że trasa ta to było Devotional Tour lat 80.

Poczytaj rocznicowe wpisy z minionych lat:

Brian Griffin o fotografii i o depeche MODE

Kiedy dwa lata temu Brian Griffin przyjechał do Polski pokazać retrospektywę swoich prac i… sprzedać kilka z nich, rozpływałem się z zachwytu i na podstawie jego opowieści próbowałem odtworzyć historię powstania trzech okładek albumów depeche MODE. Dla mnie te trzy prace są równie ikoniczne jak późniejsze okładki spod ręki Antona Corbijna.

Całkiem niedawno Brian gościł ponownie w Polsce, aby pokazać efekt swojej pracy, która została zainspirowana poprzednim pobytem w naszym kraju, oraz historią Polski i Europy XX w. Krwawą historią.

Co prawda wystawa już się zakończyła, ale z tej okazji pojawił się w Gazecie Wyborczej wywiad z mistrzem. Całkiem spory fragment dotyczył depeche MODE oraz historycznych wydarzeń z depeche MODE w tle.

Pozwoliłem sobie zacytować cały fragment dotyczący depeche MODE z racji tego, że nie wszystko da się przeczytać tam-tamuj:

Podobno zdjęcie łabędzia z okładki albumu „Speak & Spell” Depeche Mode też zrobiłeś na złość.

– Nie lubiłem muzyki Depeche Mode. Lubiłem członków zespołu jako ludzi, no i Daniela Millera, ich menedżera i właściciela wytwórni Mute, to mój dobry znajomy. Jestem fanem muzyki elektronicznej, ale Depeche Mode uznawałem za plumkanie. Postanowiłem sobie z nich zakpić. A teraz wszyscy uwielbiają tę okładkę!

A później zrobiłeś ikoniczne zdjęcie wieśniaczki z sierpem w polu zboża na okładkę ich następnej płyty – „A Broken Frame”.

– Wydaje mi się, że to jedno z dwóch najsłynniejszych kolorowych zdjęć na świecie. Jednym jest słynny portret Afganki autorstwa Steve’a McCurry’ego, a drugim moja fotografia wieśniaczki.

Starałem się zrobić genialne zdjęcie. Nie musiałem fotografować zespołu, czego nienawidziłem. Pojedynczych artystów fotografowało się fajnie, ale czterech gości razem było nie do zniesienia. Być może nie miałem jeszcze wtedy wystarczająco dużo wprawy, żeby robić grupom dobre zdjęcia. Dziś jestem dużo lepszym fotografem. […]

Pamiętam, jak usłyszałem w radiu, że upadnie mur berliński. Zapakowałem rodzinę do samochodu i pojechaliśmy z Londynu do Berlina. Zatrzymaliśmy się przy granicy między wschodnim i zachodnim. Dużo paliłem i chciałem kupić fajki. Wszedłem do kawiarni, w której stała maszyna z papierosami. Obok leżała sterta magazynów „Life”, moje zdjęcie było na okładce. „Najlepsze światowe fotografie lat 80.” – taki był tytuł. Tu walił się mur, a na okładce była radziecka wieśniaczka w polu zboża..

Broken Frame 2
Broken Frame 2

Resztę doczytacie sobie na stronie GW. Warto.

Gdzie jest Alan?

Alan kończy 57 lat… Z tej okazji napiłem się browara i właściwie na tym można by skończyć wpis o Alanie. Można, gdyby nie to…

W styczniu tego roku na blogu MODE2Joy zajmowałem się kwestią relacji między Alanem, a pozostałą trójką – Alan nie jest już w depeche MODE…. Czytaj dalej Gdzie jest Alan?

15 lat i starczy…

Parę dni temu stuknęło 15 lat jak wystartowała pierwsza wersja MODEontheROAD. Dziś strona wyje o zmianę, rozbudowę, odświeżenie i co tam jeszcze. pomyślałem, że już starczy…

Czytaj dalej 15 lat i starczy…

Black Celebration Tour

W marcu nie można było się zająć innym tematem, niż 30 rocznicą Black Celeberation i rocznicą trasy koncertowej, która wystartowała dziś 30. lat temu.

Jako, że specyfiką tego bloga są głównie tematy koncertowe, to wybaczcie, że o samej płycie będzie niewiele. Za recenzję musi wystarczyć stwierdzenie, że Black Celebration, to zajebista płyta, a kto uważa inaczej dostanie ode mnie z haluksa. Za to o trasie będzie po kokardę…

Z tą trasą koncertową jest pewien problem. O ile album studyjny jest dla wielu co najmniej w pierwszej trójce, zespół również najchętniej chciałby swoją dyskografię zaczynać dopiero od tego albumu, do czasu wydania Black Celebration zespół był raczej znany z tego, jak nie dbał o swój wizerunek stając się pośmiewiskiem brytyjskich mediów. Z trasą koncertową jest inaczej. Myślę, że nie za wiele się pomylę, jeżeli powiem, że jest to, obok Construction Tour, najbardziej zapomniana trasa lat 80. w karierze zespołu. W porównaniu do każdej z wcześniejszych i późniejszych tras w tzw powszechnej świadomości fanów ta trasa praktycznie nie istnieje. Przyczyn jest kilka, ale zanim o nich trochę suchych faktów…

Trasa trwała od 29 marca 1986 do 16 sierpnia 1986. Jest to druga/trzecia trasa w historii, która zamknęła się w obrębie jednego roku (Speak & Spell Tour / See You Tour). Zespół rozjeździł się po całym świecie zaliczając trzy kontynenty.

Kopenhaga_1986.08.1676 koncertów zaplanowanych, z czego nie poszedł tylko 1 w Royan we Francji – 1986.08.11, czyli właściwie na finiszu trasy. Setlista jest jedną z najbardziej zwartych w historii. Przez co setowo trasa praktycznie nie posiada prawie żadnych zwrotów akcji. Najbardziej znany, to wywalenie Here Is The House [2] po koncercie w Brighton 1986.03.31. Powód był prozaiczny. Dave’owi (zespołowi) nie leżał ten numer do grania, więc set się skurczył. Coś jak później doświadczyliśmy w przypadku In Sympathy [2] w 2009. Drugim „zwrotem akcji” był drugi (a zarazem ostatni) koncert na trasie w Kopenhadze 1986.08.16 na którym It Doesn’t Matter Two [74] zastąpione zostało przez Somebody [1]. Kawałek naprędce dorobiony, żeby nie było, że grają drugi raz w tym samym roku i tłuką ten sam set. Początkowo 22 kawałki w secie, a później 21, z czego 18 zaśpiewanych przez Dave’a, a 3 przez Martina i 1 instrumental.

Jest to ostatnia trasa na której zespół występował bez gitary. Jedynie klasyka – 3 parapety i wokal. Jest to również ostatnia trasa na której były zagrane przynajmniej po jednym numerze z każdej z wydanych ówczesne płyt. Później taki fakt miał dopiero miejsce w 2006 roku podczas Touring The Angel, a dokładnie do trzeciego koncertu w Paryżu 2006.02.23.

Setlista koncertowa w pełnej krasie wyglądała następująco:

Christmas Island
Black Celebration
A Question Of Time
Fly On The Windscreen
Shake The Disease
Leave In Silence
It’s Called A Heart
Everything Counts
It Doesn’t Matter Two / Somebody
A Question Of Lust
Here Is The House /
Blasphemous Rumours
New Dress
Stripped
Something To Do
Master And Servant
Photographic
People Are People
Boys Say Go!
Just Can’t Get Enough
More Than A Party

Co przekładało się na poniższy miks wg albumów:

Black Celebration – 9
The Singles 81>85 – 2
Some Great Reward – 5
Construction Time Again – 2
A Broken Frame – 1
Speak & Spell – 3

Setlista, w porównaniu do poprzedniej trasy przeszła bardzo znaczące przeobrażenie. Z zestawu koncertowego wyleciały na zawsze już następujące utwory: Two Minute Warning / Puppets / If You Want / New Life / Shame / Lie To Me / Told You So / See You / Shout! / Ice Machine – zagrane w większości po raz ostatni w Warszawie 1985.07.30. Jednak najciekawsze są tu dwa powroty po kilku latach niegrania. Mam tu na myśli Boys Say Go! [75] i More Than A Party [75] oba utwory ostatni raz gościły w setliście z trasy Construction Tour, odpowiednio w Madrycie 1984.03.10, a More Than A Party [75] w czasie koncertu w Ludwigshafen 1984.06.02.

Shoreline_1986.07.06Znaczący jest spadek liczby koncertów na rodzimym terytorium, będzie to tendencja bardzo widoczna na kolejnych trasach koncertowych. W drugą stronę – zespół stawał się już zauważalnym fenomenem w USA. Szaleństwo na punkcie depeche MODE stawało się odczuwalne. Początkowo w Nowym Jorku planowany był jeden koncert, góra dwa. Skończyło się na trzech nocach pod rząd, a jeżeli doliczyć do tego jeszcze noc w Wantagh 1986.06.13, to możemy mówić o 4 nocach w Nowym Jorku. Podobnie rzecz się miała w Niemczech, gdzie zespół był również gwiazdą światowego formatu. Szaleństwo było na tyle duże, że Niemiecki Czerwony Krzyż (DRK) odmówił obsługi koncertów z obawy, że nie dadzą rady. Zwieńczeniem sukcesu miało być nawiązanie współpracy z Antonem Corbijnem, który bardzo chciał pracować w USA. depeche MODE umożliwili mu to zatrudniając do współpracy jako fotografa i reżysera. Efektem czego miała być rejestracja 2 nocy w Laguna Hills 1986.07.14-15. Koncert nigdy nie został wydany, jedynie urywki posłużyły do stworzenia wideo promującego A Question Of Time. Obecnie jest to polisa emerytalna na czasy po zakończeniu działalności zespołu.

Oprócz tego istnieją jeszcze 3 inne profesjonalne zapisy z tej trasy. Wiadomo, że BBC rejestrowało drugi koncert w Londonie 1986.04.17, ale też niemieckie stacje nie pozostały dłużne i zostały zarejestrowane koncerty w Stuttgarcie 1986.05.02, oraz w Hamburgu 1986.05.16.

To chyba właściwie tyle, jeżeli chodzi statystyczne podsumowanie trasy z 1986. Trasa bardzo zwarta i jednorodna w swoim przekazie. Pora w takim razie wrócić do myśli, którą porzuciłem na początku rocznicowego wpisu o tej trasie.

A-Question-of-Time-depeche-mode-14657614-720-540.jTo nawet nie jest wina samej trasy, a otoczenia w jakim jej przyszło żyć. W latach 1984-85 zespół zagrał świetną trasę koncertową po świecie. Efektem tego było wydanie w 1985 video zarejestrowanego w Hamburgu 1984.12.14. Nagranie to przez długie lata było wykładnią depechowego koncertu. Znałem nawet takich, którzy cenili ten koncert wyżej, niż późniejsze wydawnictwa (np. 101). Obok koncertowego wideo ukazała się spora dawka nagrań koncertowych – koncert z Liverpool 1984.09.29 na singlu Blasphemous Rumours/Somebody, koncert z Basel 1984.11.30 na singlch Shake The Disease i A Question Of Lust (???!!!).

Z drugiej strony trasa z 1987/88, która sprawiła, że w USA byli właściwie numerem 1. Plus wydarzenie, które sprawiło, że o depeche MODE się mówiło, albo z uznaniem, albo z niedowierzaniem, że to właśnie oni są tym numerem 1. Wystarczy, że temat zakończę wspomnieniem o albumie koncertowym i dokumencie 101. Nagrania z obu tras na długo ukształtowały koncertowy obraz depeche MODE w oczach fanów. Jak się poruszać, jak skakać, jak trzymać mikrofon, jak się ubierać, to wszystko fani znajdowali w obu zapisach koncertów.

Gdzie w tym wszystkim jest Black Celebration Tour? No właśnie nigdzie… Jeżeli mamy pretensje o World Violation Tour, że nic nie wydano, że zmarnowano potencjał trasy na stanie się co najmniej tym, czym w komercyjnej świadomości było/jest ZooTV Tour, to co trzeba by napisać o Black Celebration Tour?

Właściwie z Black Celebration Tour mamy wideo do A Question Of Time i to by było na tyle. Pierwsza duża produkcja z Antonem poszła na półkę w oczekiwaniu na czasy, gdy jedyny występ będzie można zrobić w domu spokojnej starości.

Wtem z tyłu sali rozległ się głos: Ale przecież są na singlu A Question Of Time koncertowe kawałki z Black Celebration Tour!

Zadam w takim razie takie pytanie. Ile razy słyszeliście którykolwiek kawałek koncertowy z tego singla na zlocie. Który z dji puścił Wam koncertową wersję More Than A Party w czasie którejkolwiek imprezy depeche MODE? O Black Celebration, A Question Of Time i Something To Do z koncertów z 1986 roku nie wspomnę (tu przeważnie pojawia się wymówka, bo jest na 101).

No właśnie… problem z tymi nagraniami jest taki, że są po prostu średniej jakości. Puszczenie czegokolwiek innego w towarzystwie z którymś z powyższych nagrań sprawia, że dj szykuje sobie prostą receptę na przewietrzenie parkietu. Jedyna w miarę sensowna wersja, a i tak skopane nagranie.

98eaa0b8886097d6950e841fe63a26adPamięć zbiorowa o tej trasie w latach 90. i 00. kończyła się na poszatkowanym bootlegu z Kopenhagi 1986.04.28 – A Matter Of Taste, który w postaci kasetowej rządził przez długie lata, jako jedyny przedstawiciel tej trasy. To właśnie ten bootleg na długie lata ukształtował moją wizję tej trasy. O ile w przypadku płyty była to miłość odwzajemniona, to w przypadku trasy już tak nie było. Człowiek słuchał bootlegów i płyt z innych okresów i łykał praktycznie wszystko. Tym czasem w tej trasie było coś co mnie odstraszało. Coś zimnego, motorycznego… dziś powiedziałbym industrialnego. No właśnie, to co w czasach kiedy kształtowałem swoją wizję świata z/przez/o depeche MODE było wadą i mnie odstraszało, dziś jest największą zaletą tej trasy.

Black Celebration Tour, to najmocniejsza trasa w historii zespołu. Na żadnej trasie depeche MODE nie grało tak industrialnie i z finezją kafara. Największe hity pokroju Photographic, czy People Are People zostały przerobione i zaaranżowane, aby pasowały klimatami do New Dress i Stripped (coś podobnego mieliśmy zaaplikowane w 2009 z Enjoy The Silence na przykład). To wtedy i na kolejnych trasach kręcić się zaczęły wokół dM industrialne/EBM zespoły pokroju Front 242 i Nitzer EBB. Co prawda późniejsze trasy były już bardziej popowe, to jednak trasa z 1986 narobiła swojego zamieszania. Praktycznie cała druga część koncertu od New Dress do końca, to pokaz tego jak depeche MODE mogłoby brzmieć, gdyby poszło w klimaty industrialne, a nie wybrało na producenta  kolejnego albumu – Davida Bascombe’a i złagodziło swoje brzmienie, oraz dodało gitarę.

Te czasy już za nami, choć myślę, że niewielu z Was ma w swojej pamięci tę trasę. Jeżeli, jednak, czytasz ten blog, to znaczy, że wyrażasz co najmniej zainteresowanie koncertami depeche MODE wybiegającymi po za Hamburg z 1984, czy z Pasadeny 1988 w latach 80.

Nie mniej decyzje (błędy) popełnione w latach 80. sprawiają, że zarówno Black Celebation Tour, jak i Construction Tour pozostają dwiema najbardziej zapomnianymi trasami w świadomości przeciętnego fana. Dlatego szczerze zachęcam do odsłuchania nagrań koncertowych z singla A Question Of Time, ale tylko jako wprawkę do przesłuchania kilku bootlegów:

  • Brighton 1986.03.31
  • Birmingham 1986.04.10
  • Londyn 1986.04.16/17
  • Kopenhaga 1986.04.28
  • Stuttgart 1986.06.02
  • St. Paul 1986.06.24

A jak za jakiś czas wypłynie Laguna Hills – 1986.07.14-15 w postaci soundboardu, to sugeruję bez wachania się udać, po to nagranie… Na prawdę warto i trzeba. Trochę metalu, stali i uderzeń młota przyda się w morzu słodkości i cieszenia się ciszą od obecnego depeche MODE. Trasa Black Celebration na to zdecydowanie zasługuje.

Podyskutuj o tej trasie na forum MODEontheROAD.

Wywiad z… Jonasem Öbergiem z zespołu Michigan

Ich produkcja zrobiła sporo szumu pomiędzy fanami depeche MODE w ostatnim czasie. Wszystko za sprawą banku brzmień Alana Wildera wykorzystywanego na trasach w latach 80-tych i 90-tych, plus ogromna dawka talentu i poświęcenia.

Pomyślałem, że warto będzie porozmawiać z kimś z ekipy Michigan na temat tego, co ich skłoniło, aby poświęcić swój czas i talent, aby wrócić do życia najlepsze aranże koncertowe z czasów świetności depeche MODE. Dlaczego? Jaki był powód, oraz czego możecie się jeszcze spodziewać. To wszystko i wiele więcej w moim wywiadzie z Jonasem Öbergiem

Pojawiłeś się w umysłach ludzi niedawno za sprawą Twojej aktywności w serwisie SoundCloud i umieszczania tam (prawie) oryginalnych utworów z tras koncertowych zespołu w czasach, gdy Alan był w depeche MODE. Nie przychodzisz jednak z nikąd proszę przedstaw się.

Haha, tak, to jest zabawne, jak ludzie postrzegają moją twórczość. Cóż, nazywam się Jonas Öberg i mam 40+ lat. Jestem muzykiem, kompozytorem, wokalistą, producentem i czym tam jeszcze jest mi potrzebne dla mnie i mojego projektu muzycznego Michigan. Z Michigan nagrałem kilka płyt i kilka singli w przeszłości. Gramy muzykę elektroniczną i jest to naszą pasją. Minęło już co prawda parę lat od czasu jak wydaliśmy ostatni materiał, ale mam nadzieję, że nagramy kolejny materiał jeszcze w tym roku.

To nie jest pierwszy raz kiedy krążysz wokół twórczości depeche MODE odtwarzając i reinterpretując ją.

Nie, nie jest. Graliśmy już niektóre kawałki depeche MODE w przeszłości.

Muzyka jest bardzo żywą częścią Twojego życia. Masz muzyczne wykształcenie, czy jesteś samorodnym talentem muzycznym?

Jestem samorodkiem. Fakt muzyka była zawsze ważna dla mnie.

dm_sounds_4No dobrze, skupmy się na historii z brzmieniami z banku pamięci e-max’a. Jak znalazł się w Twoich rękach ten materiał? Po co Ci były one?

Cóż, znam się z kilkoma gośćmi w sieci, zdecydowaliśmy, że powinniśmy spróbować i kupić te banki na aukcji którą Alan zorganizował. No i tak, nabyliśmy jeden z dysków. Powodem, przynajmniej dla mnie, było to, że chciałem usłyszeć konkretne części / składowe każdego z kawałków, bez reszty materiału.

Kiedy narodził się pomysł, aby poskładać to wszystko razem?

Kiedy dostałem pliki.

Jak udało ci się z partiami gitary Martina Gore’a?

Nie ma ich wiele w utworach z lat 80. Kilka zsamplowałem, kilka stworzyłem samodzielnie.

Jak duży fragment jest Twoją kreacją w tych kawałkach? Samplowałeś studyjne nagrania, czy tworzyłeś na nowo brakujące brzmienia wykorzystując oryginalne ustawienia?

To jest mieszanka wszystkiego w zasadzie.

Jak wygląda Twój warsztat pracy – sprzęt i oprogramowanie?

Pracuję w Cubase 8, a przede wszystkim oprogramowanie Native Instruments, nawet kupiłem ich Komplete Kontrol. NI’s przejął kontrolę nad moim życiem, taki jest dobry…. hahaha. Po za tym używam masy innych rzeczy, Mam całą Arturia Library / Setup, oraz całą masę różnych wirtualnych instrumentów.

Zanim doszło do wywiadu wymieniliśmy się kilkoma emailami, gdzie napisałeś, że materiał nie jest kompletny. Czego brakowało, których partii? Jak wiele z tego co słyszymy w tych nagraniach to Twoja twórczość? Jaki jest stosunek oryginalnego i stworzonego przez Ciebie materiału (uśredniając)?

Większość ze słyszanych dźwięków pochodzi z katalogu depeche MODE, Musiałem poukładać wszystko jednak w taki sposób, który wcześniej wydawał mi się niemożliwy. Jest tam masę rzeczy dziejących się w tle w kawałkach depeche MODE. Każdy kawałek wymagał od 30 do 60 godzin nakładu pracy, aby tylko poukładać wszystko na właściwe miejsca, we właściwy sposób.

Czy używałeś podkładów (backingtapes) z World Violation Tour, które od lat krążą w świecie fanów depeche MODE?

Nie, nie używałem.

Zaskoczyło Cię coś podczas prac nad tym projektem?

Tak. Zauważyłem, jak mądrymi ludźmi są goście (Alan) pracujący nad produkcją. Szczególnie, jeżeli mówimy o ponownym wykorzystaniu brzmień od czasu do czasu. Dlatego myślę, a przynajmniej tak czuję, że każdy album ma swego rodzaju połączenie (łączność).

Czy skończyłeś wszystkie produkcje z plików Alana? Ile łącznie kawałków zrobiłeś lub masz zamiar zrobić?

Pliki Alana pomogły, ale tak po za tym było masę samplowania i pracy. Tak na prawdę to nie wiem. Chyba wyszło jakieś 75-80 kawałków.

Istnieje kilka kawałków depeche MODE, które depeche MODE grało na wielu trasach. Na każdej trasie te utwory były aranżowane inaczej np New Life na Construction Tour oraz Some Great Reward Tour, czy Everything Counts, które miały różne wersje w 87, 90 i 93. Czy możemy spodziewać się tych wersji od Ciebie?

haha …. Nie, nie możecie spodziewać się ich ode mnie. Mam inne projekty nad którymi pracuję, takie jak praca nad materiałem dla Michigan.

Podczas wielu tras depeche MODE przygotowywało kawałki do grania, których potem jednak nie grało jak I Want You Now w 87/88 lub Leave In Silence w 1993. Czy znalazłeś / pracowałeś nad którymś z nich?

Zrobiłem obydwa, zarówno I Want You Now i Leave in Silence. Nie słyszałem wersji z lat o których mówisz, pewnie nie wielu słyszało. Dlatego postanowiłem zrobić co mogłem z dźwiękami które miałem jako baza kawałków. Wyszły z tego wersje z 1994 i 1986 roku.

Znalazłem na Twoim profilu na SoundCloud kilka kawałków takich jak To Have To Hold, czy But Not Tonight, które nie były grane na żywo. Czy to są kawałki odzwierciedlające moje poprzednie pytanie, czy też to jest Twoja kreatywność i inicjatywa?

Byłem ciekawy w jaki sposób zespół tworzył główne partie dźwięków w But Not Tonight, do tego miałem swój pomysł jak powinny brzmieć dźwięki oryginału. But Not Tonight to jest mieszanka dźwięków z innych kawałków, głównie Black Celebration, później zmiksowana i przepuszczona przez kilka efektów.

Grałeś ze swoim projektem na żywo jako support oraz jako główna gwiazda, powiesz nam coś na ten temat.

Tak. To było kilka lat temu, zagraliśmy wiele koncertów w Niemczech w tamtym czasie. Byliśmy supportem De/Vision w czasie ich „Noob Tour”. Zagraliśmy kilka festiwali i kilka innych koncertów…

I podczas tej trasy byłeś również w Polsce. Jakieś wspomnienia, retrospekcje?

To było dziewięć lat temu… Czas leci… Nie mam jakiś szczególnych wspomnień, po za tym, że mieliśmy dużo świetnej zabawy.

Dziękuję za miłą rozmowę i dziękuję za Wasz wysiłek.

Interview with… Jonas Öberg from electronic act Michigan

Theirs productions has done some buzz among fans of depeche MODE recently. All thanks to Alan’s bank of sounds used on tours by depeche MODE in 80’s and 90’s, plus huge dose of talent and dedication.

I found interesting to give some questions to man who spent his talent and time to bring back to life masterpiece of the band at it’s best times. Why, what was the reason and what can you expect next. All of this and more…

You have appeared in People’s minds recently because of your activity on SoundCloud and uploading (almost) original live tracks from tours when Alan was in the depeche MODE. But you did a lot in the past. Please introduce yourself.

Haha, yes, it’s funny how people are noticing the work I’ve done. Well, my name’s Jonas Öberg and I’m in my 40’s. Im a musician, songwriter, singer, producer whatever for myself and the electronic act Michigan. With Michigan I’ve record some albums and a couple of singles in the past. We play electronic music and are devoted to it. It’s been many years since we released a record, but hopefully we will record another one later this year.

It’s not your first activity around depeche mode revisiting, reinterpreting music of this band?

No it’s not. We’ve performed some DM tracks in the past.

Music is very vivid in your life did you get the directional education or you are self-made man?

I’m a self-made man. Music’s always been a big part of my life.

dm_sounds_4OK, let’s focus now on synths from max bank. How did you get this synths? What was the reason to get them?

Well, I got in contact with a couple of guys in the Internet, and we decided that we should try and buy the sounds from the actual auction that Alan hosted. And yes, we got one of the discs. The reason, at least for me, was that I wanted to hear the specific parts/sounds he used for his setup, without the rest of the track.

When the idea born in you to put together all bits and pieces?

When I got a hold of the samples I guess.

How did you managed with Martin Gore’s guitar parts?

There’s not a lot of them in the tracks from the 80’s, I’ve sampled some, and I’ve created some.

How big is your input in the tracks. Did you sampled the studio tracks, or created tunes using original setups?

It’s a mix between everything basically.

What is your hardware and software workshop?

I’m working in Cubase 8, with mainly Native Instruments softwares, even bought their Komplete Control. NI’s has taken control of my life, it’s so good….hahaha. Then I use a lot of other stuff, I’ve got the whole Arturia library/setup, and a bunch of other software synths.

Before we start this interview we exchanged few emails and you said that songs weren’t complete. What was missing, which parts? How much of you is in these tracks? What is the ratio of original and created by you (average)?

Most of the actual sounds are of course directly from DM’s catalogue. But, I’ve put them together in a way that I never thought was possible at first. There are a lot of things going on in the background in a DM track. So, every track has got some 30-60 hours of work, just to put the right sound in the right place.

Did you use World Violation Tour backing tapes which are circulating around the depeche universe since years?

No, I didn’t.

Did something amazed you during your work on this project?

Yes it did. I noticed how clever the guys (Alan) were in terms of how to reuse a sound from time to time. That´s why I guess, that at least I, felt that every album has some kind of connection to each other.

Did you finished all productions from Alan’s files? How many in total tracks did you made or going to make?

Alan’s files did help, then again a lot of sampling and some own creativity. Don’t know really, I’ve made some 75-80 tracks during the years.

There are some songs which depeche MODE played in several tours. On every tour these songs were played differently like New Life on Construction Tour and on Some Great Reward Tour, or Everything Counts which had different arrangements in 87, 90 and 93. Can we expect all of them from you?

haha…. No, you can’t expect that from me. I have other projects that I’m working on, such as writing new material for Michigan.

During several tours depeche MODE prepared some songs to play live but then didn’t play them like I Want You Now in 87/88 or Leave In Silence in 1993. Did you found/perpared any of them?

I’ve done both I Want You Now, and Leave in Silence. But I haven’t heard the version of the years you mentioned, guess not many have. So I decided to do whatever I could with the sounds I have for the tracks and it turned out to be versions from 1994 and 1986.

I found on your profile songs like To Have To Hold or But Not Tonight, which weren’t played live. Are these songs reflects to my previous question or is it only your creativity and initiative to prepare these songs?

I got curious on how they created the „lead sound” for But Not Tonight, and I had my idea on how to actually make it sound like the original. It’s a mix between already existing sounds from other tracks on mostly Black Celebration, then mixed down and put thru some effects.

You are playing with your project live as support and as headliner tell us something about it.

Yes I did. It was a couple of years ago now, but we toured a lot in Germany back then. We were support act for De/Vision on their „Noob-tour”, we´ve played some festivals and some other gigs.

And during this tour you did visit Poland. Any memories, flashbacks?

It was nine years ago…Time flies…… No, memories really, besides that we had a lot of fun.

Thank you for the nice interview and thank you for your effort.

Brakujący element

Jeżeli sięgniecie pamięcią lub na półkę po wydanie DVD z Devotional Tour i zastanowicie się czy jest to kompletne wydawnictwo, to po chwili zastanowienia stwierdzicie, że na dobrą sprawę jest. O ile wersja VHS posiadała braki, a szczególnie wersja wydana na Amerykę Północną, to w obiegowej opinii fanów wydanie DVD stanowczo nadrobiło te braki.

Koncert jest, dodano brakujące i wypłakiwane Policy Of Truth i Halo, a do tego pojawiły się uwielbiane przez wielu projekcje z tej trasy. Czegóż chcieć więcej? No właśnie, a jednak tak jest, że w wydawnictwie tym brakuje jednego elementu, który właściwie jest, a jakoby by go nie było.

Ale po kolei… jakiś czas temu (2009) wypłynęły podkłady (czyli backing tape’y do kilku utworów z Devotional Tour):

  • Condemnation
  • I Feel You
  • Enjoy The Silence
  • In Your Room
  • Walking In My Shoes
  • Stripped

Właściwie do pełni szczęścia brakowało tylko dwóch numerów – Never Let Me Down Again i Judas, aby lista backing tape’ów pokryła się idealnie z wizualizacjami, jakie pojawiły się w postaci bonusu do Devotional w 2004.

Być może nie widzicie w tym związku, ale już wyjaśniam.

Devotional
Devotional

W 2004 roku obok komercyjnej wersji Devotional powstała również kaseta VHS określana mianem Devotional Sampler, albo Devotional Promo. Była to stworzona na potrzeby promocji kaseta, która krążyła w Mute. Wydawnictwo to zawierało m.in. fragment komercyjnego Devotional w postaci Enjoy The Silence (z audio w wersji soundboard), oraz Condemnation,Enjoy the Silence,Walking In My Shoes,Judas (bez audio),Stripped, In Your Room,I Feel You.

Wideo zawierało te same wizualizacje, jakie potem się znalazły na komercyjnej wersji wideo, natomiast audio to właśnie backing tape’y wypłynięte w 2009. Jedynie Judas to był sam obraz. Podkłady nie są pełne i ich długość była różna.

Jednak największą ciekawostką jest ostatni kawałek, którym jest Death’s Door. Numer jest tym samym kawałkiem, który w pełnej wersji na każdym wydawnictwie Devotional zamyka koncert pod postacią tyłówki.

Devotional - Walking In My Shoes
Devotional – Walking In My Shoes

Jakoś nigdy nie spotkałem się z jękiem zawodu, że nie ma go w głównym koncercie i co faktycznie się zadziało, że pojawił się tylko w takiej postaci na koncercie. Jego brak nigdy nie był zasadniczo odczuwalny. Być może właśnie dlatego, że był, a jakoby by go nie było.

Tym czasem właśnie na przytaczanym samplerze jest w pełnej formie. z całym obrazem i muzyką. Wewnętrzne wydawnictwo Mute krąży już między fanami i powoli wypływa na światło dzienne. Miałem okazję zobaczyć ten sampler i trzeba przyznać, że dopiero po uświadomieniu sobie tego faktu braku Death’s Door człowiek zaczyna zastanawiać się co się stało, że wywalili ten numer i kawałek nie poszedł na finalnej wersji. Przecież to tylko 2,5 minuty. Niby nic a jednak.

Dlatego nadal dla mnie video do Death’s Door jest brakującym elementem Devotional. Do póki ten kawałek nie znajdzie swojego miejsca w dodatkach obok Halo i Policy Of Truth tak długo Devotional będzie dla mnie nie pełny.

Poniżej zamieszczam kilka screenów z oglądanej wersji Death’s Door. Co prawda print screeny pochodzą z YT, ale klip znalazł się tam tylko po to, aby móc zrobić właśnie te screen’y.

Zrzut ekranu 2016-02-11 o 01.48.29 Zrzut ekranu 2016-02-11 o 01.49.13 Zrzut ekranu 2016-02-11 o 01.52.50 Zrzut ekranu 2016-02-11 o 01.53.24Ale żeby nie było tak, że daje Wam cukierek do lizania przez papierek i w dodatku za szybką, to jeszcze coś mam na osłodę. Na sieci znajdziecie pewne nagranie opublikowane 11 miesięcy temu. Aż dziwne, że nie wzbudziło zainteresowania. Ledwie 400 wyświetleń jak je obejrzałem po raz pierwszy. Jeszcze dwa dni temu (jak zaczynałem pisać ten tekst) był opisany jako depeche MODE Death’s Door Paris Pro-Shot. Teraz obejrzycie go już pod innym tytułem – Depeche Mode Devotional Death’s Door pro shot i jest to inna wersja, urywa się po minucie. Ktoś domontował końcówkę z Judas i sprzątanie ręczników przez Martina.

Smacznego. Wiele jest jeszcze do odkrycia…

Nowa płyta

Tak na dobrą sprawę to pierwsze spekulacje ruszyły już jakiś czas temu, ale dopiero początek nowego roku można z całą świadomością oznaczyć, jako początek prawdziwego szumu wokół nowej płyty depeche MODE. Chłopaki w kwietniu wchodzą do studia w poszerzonym składzie… o najemników.

Proces nagrywania kolejnych albumów stał się już tak przewidywalny, że można z prawie zamkniętymi oczami powiedzieć, co kiedy się wydarzy. Poprzednią pytę Panowie zaczęli nagrywać w marcu, Playing The Angel w styczniu. Teraz mają zacząć w kwietniu. Skończy się na tym, że jeszcze tej jesieni będziemy, albo się wybierać, albo oglądać konfe w jakimś europejskim mieście. Nawet już nie rozważam, czy pojadą do USA. Tam nie mają już czego szukać, ale to nic odkrywczego. Pisałem o tym podsumowując poprzednią trasę.

Oznacza to tylko tyle, że następnego dnia po konfie ruszy sprzedaż kwitów. Mam swoje przemyślenia w tym temacie i pewnie się z Wami tym podzielę (nie macie innego wyjścia). Zostawiam, to jednak na cieplejsze dni, kiedy zaczną pojawiać się niepotwierdzone informacje i plotki o kolejnej trasie.

Side-line doprowadził znęcanie się nad kolejnymi muzycznymi projektami depeche MODE do poziomu seksualnej rozkoszy. Nawet jeżeli wiele z tego co poruszają nt depeche MODE w swoich tekstach jest bliskie temu co ja sądzę, to staje się już nudne czytanie w koło tych samych zarzutów – Alan wróć, Flood wróć, a ten czy inny wypad. Właściwie, co recenzja płyty to ta sama bajka o tym, że się skończyli. Może i tak, ale nie mnie o tym decydować…

Alan nie wróci nigdy do zespołu, bo to by była porażka każdej ze stron… nie ważne ile tych stron jest. Każdy mógłby zapisać sobie taki ruch jako przegrana. Flood nie wróci do produkowania dM, bo zespół zakończył współpracę z jego team’em kończąc pracę z Benem. Flood i Ben to ten sam team producencki, więc nie ma co marzyć, bo marzenia o Floodzie, to oznacza cień Bena wiszący nad takim projektem.

398850_467827313271068_320927446_nJestem bardzo ciekaw jak będzie brzmiał efekt współpracy Dave’a i Martina z Christianem i Peter’em. Przyszło mi do głowy, że jeżeli obaj Panowie zostali zaproszeni do projektu z inicjatywy Dave’a, to jest to poważne zwycięstwo tego ostatniego i narzucenie jego stylu pracy w zespole. Jeżeli popatrzy się jak wyglądała praca nad poprzednimi albumami, to pamiętacie dobrze, że Dave przychodził z pre-produkowanymi kawałkami wokół których kręcił się Eigner i Phillpot. Tak było przy Playing The Angel i Sounds Of The Universe. Przy Delta Machnie wsparciem był Kurt Uenala.

O ile w przypadku Phillpot’a nie umiem nic powiedzieć, to w przypadku Kurta Ueneli i Christoffera Berga mówiło się w owym czasie, że zostali zatrudnieni do sesji Delta Machine, aby poznać zwyczaje i styl pracy Martin’a i Dave’a. Niewprost dawano do zrozumienia, że może to być team producencko-realizatorski kolejnej płyty, plus Eigner, który i tak się kręcił przy nagrywaniu, plus Gordeno i trzódka w komplecie. Jak będzie tak będzie, za dwa miesiące najpewniej poznamy pierwszą odsłonę nowego spektaklu.

Dusseldorf 2013.07.03
Dusseldorf 2013.07.03

Dla nas fanów oznacza to tylko jedno. Pora zacząć odkładać jednostki na bilety. Mężowi można powiedzieć, że to na nową pralkę z wejściem do internetu i 8 zmysłem. Żonie, że sprzęgło dwumasowe już powoli zaczyna hałasować i pewnie tak koło października-listopada przyjedzie pora na wymianę, a dzieci niech się oswajają, że w tym i przyszłym roku Dzień Dziecka i Mikołaj będą skromniejsze, a wodzenie po mapie i szukanie najtańszych lotów, to nie na wakacje, tylko po to, aby stać od rana pod bramkami hali, potem od 17 już w hali, by na końcu wyjść bez głosu i upocony tak koło 23.

05.07.2013 - 1Tym co planują potomstwo radzę się uwijać, bo inaczej zobaczą trasę na YT, albo na wideo po zakończeniu trasy. Teściów pora przyzwyczajać, że w przyszłym roku będą widzieć wnuki o wiele częściej, niż tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc… Raz na cztery lata mogą się przemęczyć…

Reszta wie co ma robić 😉

Gościnnie w czwórce

Niedawno miałem okazję dołożyć swoją cegiełkę do opowiadania o fanowaniu maści różnej. Robiłem za dyżurnego depesza. W audycji „Piątek, piąteczek, piątunio” 15.01 pojawiłem się w drugiej godzinie programu.

Nie będę Was zamęczał słuchaniem całej audycji, choć Ci z Was, co chcą mogą jak najbardziej… Tu i Tu. Mniej wytrwałych i o słabszych nerach zapraszam na profil MODE2Joy na YouTube, gdzie zamieściłem obszerne fragmenty w kwestii najbardziej palącej fanów z miast i miasteczek. Całość okrasiłem zdjęciami z licznych imprez depeche MODE na przestrzeni lat.

Audycja z 15.01, a wywiadowała Magłosia Smoczyńska.

Nie jest to pierwsza moja wizyta w Czwórce, czy w mediach w charakterze dyżurnego fana. W 2013 bywało się również:

Alan nie jest już w depeche MODE…

…a dokładnie od prawie 2 lat. Tak nie przywidziało Wam się. Pisząc te słowa mam pełną świadomość tego co napisałem i co wydarzyło się w 1995. Każdy kto chce może sobie wyszukać oficjalne oświadczenie twórcy Recoil z tamtego czasu… Tyle tylko, że to tylko część prawdy.

Kto czyta mojego bloga, ten wie, że kiedyś napisałem zdanie o tym, że tak na prawdę Alan nigdy nie odszedł z depeche MODE, jedynie zaprzestał działalności koncertowej i nagrywania w studio z pozostałą trójką.

Mając na myśli, to co napisałem powyżej oczywiście miałem na myśli firmę depeche MODE ltd, która była zinstytucjonalizowaną formą działalności w zespole o tej samej nazwie. Po odejściu Alana, reszta zespołu założyła nową firmę – Venusnote ltd, przez którą zespół pilnuje swoich spraw dla twórczości po roku 1996.

Alan Wilder, Recoil // Łódź 2010.04.20
Alan Wilder, Recoil // Łódź 2010.04.20

Alan nadal figurował w papierach spółki depeche MODE ltd jako jeden z 4 dyrektorów posiadając 25% udziałów w przedsiębiorstwie. I tu się nóż otwiera na myśl, że on i Obszerny mają takie same udziały… Każdy z nich ma takie samo prawo głosu, każdy otrzymuje tyle samo kasy. Za co, ja się pytam?…

Do 2010 roku panowie praktycznie ze sobą nie gadali. Wszystko zmieniło się po występie w RAH. Nagle Alan zaczął być cieplej wspominany, jego remix pojawił się na składance w 2011, a drugi był w drodze. Wszystko się ponownie popsuło pod koniec 2011 roku, kiedy to Alan, aby zaspokoić pazerność potrzeby swojej Ex musiał się wyprzedać ogłaszając aukcję pamiątek i rzeczy zbędnych z czasów swojej bytności w zespole. Panowie mieli mu to bardzo za złe, że to zrobił, a nie zgłosił się ze swoim majdanem w pierwszej kolejności do nich. Podobno największe pretensje miał Martin. Tylko, że jak Andy Franks zrobił podobną wyprzedaż rok później, to nie było nawet mruknięcia. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to pogodzenie się w 2010 nie było wszystkim na rękę i Alan robiąc aukcję dał świetny pretekst do powrotu do starego układu sił i interesów.

Historia z rozwodem i jego następstwami miała jeszcze jeden przykry efekt. Stopniowe wycofywanie się Alana z życia muzycznego jako takiego. W 2009 roku pozamykał wszystkie biznesy, jakie prowadził z Hepizbah. Po zakończonej trasie podsumowującej dotychczasową karierę wszyscy mieli nadzieje, że to tylko wydawnictwo jakich wiele na półkach sklepowych. Tym czasem trudno nie odnieść wrażenia, że Alan wydając Selected po prostu odwiesił na kołek projekt Recoil i sprawy muzyczne.

Alan Wilder
Alan Wilder

Moja osobista teoria jest taka, że to milczenie może potrwać do czasu usamodzielnienia się ostatniego narybku Alana, albo i na zawsze. Ale to tylko takie moje gdybanie.

Nie wiem jak wielu z Was przeczytało wpisy Alana na jego nowym blogu. Są aż dwa i wszystkie dotyczą jego ulubionego zespołu Queens Park Renegers (QPR). Pierwszy powstał 17 kwietnia 2014. Nie jest to data przypadkowa. Do tej pory nie miałem namacalnych dowodów. Alan też nie był skory do wylewności i od pewnego czasu zaczął się co raz bardziej odcinać od udzielania wywiadów fanom oraz aktywności medialnej. Próby nakłonienia do rozmowy kończyły się stanowczym „Nie jestem zainteresowany.”

W kwietniu 2014, oprócz startu bloga Alana wydarzyło się coś jeszcze. Z początkiem kwietnia 2014 Alan faktycznie przestał być jednym ze współzarządzających spółką depeche MODE ltd. W dokumentach firmy do tego momentu figurowało 4 dyrektorów zarządzających spółką z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie – depeche MODE. Fakt ten usankcjonowano 9 lipca 2014. Od tej daty zarządzających spółką jest już tylko 3. Natomiast Alan jest nadal jednym z akcjonariuszy. Przypadek? Nie sądzę…

Alan_NYJak jest różnica? Pokrótce można powiedzieć, że przestał On się zajmować (został pozbawiony wypływu) sprawami operacyjnymi spółki. Np. nie podejmuje już decyzji o losach katalogu muzycznego z czasów swojej bytności w zespole. Stał się jedynie pasywnym akcjonariuszem z 25% udziałów dzięki którym dostaje co roku dywidendę bez prawa głosu w spółce. Żeby to zrozumieć, to gdyby dziś zapadła decyzja o wydaniu zremasterowanych wersji płyt, to Alan decyzyjnie nie miałby nic do powiedzenia w tym temacie. Mógłby co najwyżej wypowiedzieć się na filmie dokumentalnym (jeśli zostałby zaproszony) i to tyle w tym temacie. Aaaaa no i na koniec przytulić monetę oczywiście. Cała decyzyjność jest w rękach pozostałej trójki. To oni mogą zrobić z katalogiem z lat 1983 – 1993 co chcą.

Z punktu nas fanów Alanowi pozostał już tylko jedna, ostatnia baza. Sprzedaż praw do swojej części. Może go do tego zmusić albo życie, albo tak się wk..wi na pozostałą trójkę, że nie będzie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Póki co uważam, że do tego nie dojdzie. Pisząc artykuł o niewydanym koncercie z 1986 dostałem od Alana komentarz, że tego typu rejestracje są polisą emerytalną dla niego, reszty zespołu i rodziny. Póki fani kupują nagrania, firmy chcą wykorzystywać kawałki w grach, reklamach itp, to nie ma tematu. Nie mniej tak po ludzku smutno, że człowiek, który ma złote uszy i odpowiada za brzmienie najważniejszej części katalogu depeche MODE jeszcze nigdy nie był tak daleko od swojego najważniejszego zespołu w historii.

Pamiętam tylko, z relacji ludzi związanych z nim, że w tamtym czasie nastrój Alana był fatalny. Dziś po części wiadomo już dlaczego. Spółka nadal przynosi dochód wystarczający na spokojne życie w Anglii, choć nie takie, jak osiągają jego byli koledzy z zespołu. Za dobry piniądz z tego jest nadal, żeby zwinąć interes i przestać nagrywać i koncertować. Niedługo napiszę o tym więcej, bo każda trasa, to konkretne pieniądze i mam bardzo ciekawe opracowania w tym temacie.

depeche MODE = 5?

Jakiś czas temu Dave pociągnął łacha o rozpadzie zespołu. Chwilę potem fanów zelektryzowała inna wiadomość. Oto wieloletni sidemani mają dołączyć do zespołu już na etapie nagrywania płyty. Pojawiły się nawet spekulacje, że mieliby się stać pełnoprawnymi członkami zespołu.

Tak na dobrą sprawę co Petera i Christiana różni od pozostałych Panów z zespołu. Biorą udział w sesjach nagraniowych, występują w teledyskach, grają koncerty. Co prawda nie przypominam sobie, żeby występowali w sesjach zdjęciowych, albo udzielali wywiadów w imieniu depeche MODE, ale to może ja coś przeoczyłem. Przez te 19 lat wspólnego grania właściwie zrobili wszystko, żeby zastąpić Alana.


Znajoma kiedyś napisała pewną myśl, która ciągnie się za mną przez wiele lat (przytaczam z pamięci). Jak to jest, że jeden został zastąpiony przez dwóch, aby trzech mogło grać jak czterech w piątkę. Zapewne  spekulacje będą trwać aż do momentu, kiedy książeczka od nowej płyty wpadnie w ręce fanów. Dlaczego książeczka?

Bo tam od 1997 roku napisana jest pewna sentencja: „Venusnote Ltd, under exclusive licence to [nazwa_wytwórni]” To zdanie wyjaśni, czy depeche MODE to jeszcze trójka, czy już piątka. Jeżeli w tym zdaniu pojawi się nowa nikomu nieznana firma, to możemy być pewni, że stało się.

Back_DeMaW 2013 napisałem tekst pt. „depeche MODE sp. z o.o.”, w którym wyłuszczałem (nie sam), jak wygląda zaplecze biznesowe 3 Panów z Basildon. Zapewniam Was, że sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana i liczba firm jakie mają lub mieli Andy, Dave i Martin jest powalająca. Jeżeli dodamy do tego jeszcze firmy w których Panowie zasiadają, a ich właścicielami są współpracownicy depeche MODE – np J. Kessler, to sytuacja wygląda na jeszcze bardziej zamotaną. Odsyłam do tamtego tekstu, bo pomoże Wam zrozumieć co napisałem poniżej.

Firmy, jakie prowadzą członkowie depeche MODE (byli i obecni) oparte są na prawie brytyjskim, choć Dave i Martin posiadają również firmy w USA odnoszące się do ich indywidualnych biznesów, jako kompozytorów i właścicieli praw autorskich do solowych utworów. Od czasu odejścia Alana z depeche MODE wszelkie przepływy finansowe odbywają się poprzez firmy dwojakiego rodzaju. Od 1996 jest Venusnote ltd, gdzie wpływa cała kasa po opłaceniu wszelkich kosztów na czysto i tym dzielą się Panowie miedzy sobą. Na czas nagrywania i tras koncertowych powstają spółki komandytowe, w ramach których rozliczane są wszelkie koszty i dochody z tytułu koncertów, koszulek, sponsoringu, technicznych na trasach, kosztów studia itp. Po zakończeniu trasy następuje rozliczenie i przelew na konto macierzystej firmy. Następnie spółka zostaje zamknięta. Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się kiedy zaczęła się i skończyła np. era Playing The Angel, czy Delta Machine, to w pewnym sensie można to bardzo łatwo określić. To jest data założenia i zamknięcia spółki komandytowej (Limited Liability Partnership – LLP). Np spółka powołana do obsłużenia Delta MachineFruity Generation LLP jest zgłoszona do zamknięcia i pewnie 31.03.2016 zostanie zamknięta. W wielu krajach jest to data zamknięcia roku fiskalnego dla firm.

090610_Berlin_13Po tej dacie może zostać zawiązana nowa spółka, która zacznie obsługiwać projekt nowej płyty i trasy. Moment zawiązania takiej spółki będzie oficjalnym momentem startu projektu nowej płyty i trasy. Jeżeli tylko to uda mi się ustalić, to szybko się o tym dowiecie.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale ostatnie projekty płytowo – koncertowe kończą się zawsze przed 31.03. Nie wiem, czy to ma coś do rzeczy, ale nie zdziwiło by mnie za bardzo, gdyby się okazało, że i w przypadku koncertowania więcej do powiedzenia ma księgowy, niż ktokolwiek inny… niestety.

2010.04 Alan Wilder w Łodzi (C) Martini
2010.04 Alan Wilder w Łodzi (C) Martini

Piszę to wszystko, aby Wam uzmysłowić, że dopóki Peter i Christian nie wejdą do spółki z pozostałą trójką, to między bajki można włożyć wszelkie historie o tym, czy są członkami depeche MODE. Do czasu jak był Alan w zespole wszelkie rozliczenia między czwórką odbywały się przez spółkę depeche MODE ltd. Po jego odejściu została zawiązana nowa – czyli Venusnote ltd. Tak samo będzie w tym przypadku. Mogą robić wszystkie cuda świata, grać w teledyskach, nagrywać w studio, występować w TV, a nawet udzielać wywiadów, to i tak bez stania się członkami jakiejś spółki z LTD na końcu nie ma mowy o takim fakcie. Panowie byli, są i będą jedynie najemnikami.

To tyle, jeżeli chodzi o formalne kwestie i rozważanie, czy dM to jeszcze trójka, czy już piątka. O wiele gorzej dzieje się na linii Alan i pozostali członkowie zespołu. O tym w kolejnych tekstach.

Po mojemu – podsumowanie 2015

Na bezrybiu i rak ryba… tak pokrótce można opisać podsumowanie roku 2015. Co prawda coś się dzieje, coś się dzieje… 😉 ale o tym albo jeszcze nie wiemy, albo nie znamy doniosłości tych faktów. Póki co wybór z tego, co było w depeszowskim świecie jest taki sobie.

Zastanawiając się co wybrać z Depeche Extended Universe ciężko jest wybrać coś, co pozwoliło by powiedzieć, że to jest ten walec, który rozwalił system w naszym świecie. Każdy z poniższych wyborów ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.

Na pewno nie wybrałem pseudo trasy Andy Fletchera, który kolejnym wyjazdem zjada już własny ogon, a znając przebieg poprzednich występów od zaplecza można je przyrównać jedynie do stania za sterami niektórych miszczów laptopa na zlotach.

Nie wybrałem również 25 rocznicy Violatora, głównie z powodu tego, że wytwórnia zawiodła. Nie zespół, a wytwórnia. Takie akcje, jak wydawanie kolejnych odświeżonych, wzbogaconych i rozbudowanych edycji z okazji kolejnej rocznicy to domena speców od marketingu i sprzedaży.

W myśl zasady „Shout up and take my money” oczekiwałem, że pojawi się okolicznościowy film, nowa wersja płyty, specjalne obchody, promocje, akcje w mediach. Niestety… Gdyby nie fani i ich liczne projekty, to temat jednej z najważniejszych płyt zamykających lata 80. i wyznaczających wejście na salony kluby muzyczne muzyki elektronicznej w latach 90. zostałby praktycznie nie zauważony. Gdyby nie dziennikarze siedzący głęboko w temacie również nie było by po tym śladu w mediach.

W tym roku mamy kolejne rocznice – 35 lat Speak & Spell, 30 lat Black Celebration, 15 lat Exciter i jestem dziwnie spokojny, że nie zobaczymy nic, kompletnie nic w tym temacie… no chyba, że fani się znowu zbiorą w sobie… Wybrałem trzy inne pozycje.

Miejsce 3.

Debiutancka płyta projektu MG

Przyznam się, że jest to kompletnie nie moja zatoka fascynacji elektroniką Martina i zdecydowanie wolę jego zamiłowanie do zabaw starą elektroniką uzewnętrznioną na 3 ostatnich płytach depeche MODE, niż to, co prezentuje na tej płycie.

Nie mniej należy docenić to, że się chłopakowi chce… nadal. Mogę tego nie lubić, ale mimo wszystko doceniam zaangażowanie i potrzebę tworzenia, bo to oznacza, że ma coś jeszcze światu do powiedzenia. Pytanie tylko, czy świat na to czeka…

Miejsce 2.

Marsheaux

Znowu nie do końca moje tematy muzycznie (choć bardziej, niż projekt MG), nie mniej jeżeli podchodzimy do tego tematu bez żyły na czole i napięcia rodem z toalety, to cały pomysł ma swoją urodę i nieznośną lekkość bytu.

Rozmawiając z dziewczynami przed ich koncertem w Warszawie dało się odczuć, że nie jest to coś na serio, ale rodzaj odskoczni od regularnej twórczości obu Pań. Patrząc na ten album, jak na wykwit twórczości coverbandu otrzymujemy efekt więcej niż zadawalający. Duży szacun za to, że Paniom się chciało spędzić czas i wydać pieniądze na pracę w studio.

Pojawiły się gdzieś określenia pokroju, że to najlepsze covery depeche MODE ever. Pewnie dyskutowałbym w jednym, czy w drugim przypadku, ale jako całość – pomysł na muzykę, pomysł na oprawę graficzną, sesję okładkową i zaangażowanie – projekt ten dostaje wysokie noty nie tylko za technikę ale i za styl. Nie jestem zwolennikiem nagrywania całych albumów na nowo, jak to robią zespoły którym nie podoba się własna twórczość z przed lat, ale muzycznie nowe podejście Marsheaux sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy gdyby depeche MODE wydało w 1982 ten album właśnie w takim brzmieniu, to czy nadal byłby to najgorszy album depeche MODE w historii. Aż boję się zastanawiać, co by było gdyby Marsheaux wzięło się za Some Great Reward, jak to rozważały na starcie.

Mnie osobiście urzekło wydanie wersji extended – formatu zapomnianego w naszych czasach – który w latach 80. był znakiem rozpoznawczym takich zespołów, jak depeche MODE. Szczerze polecam słuchanie tego projektu właśnie w tej wersji… jest wiele do odkrycia.

Właściwie tylko jedna sprawa jest rysą na szkle – czerwcowy koncert w Progresji. Jeden z niewielu występów promujących ten album przez Marsheaux, niestety z taśmy, niestety udawane grania przed ludźmi, którzy przyszli usłyszeć The Sun & The Rainfall na żywo (i to dwa razy), dostali i muzykę i wokal odpalany z laptopa… Ja osobiście czekam nadal na The Sun & The Rainfall na żywo, tak jak nadal czekam na Things You Said live… może przed 50. się doczekam 😉

Miejsce 1.

Dave Gahan & Soulsavers.

Przed wydaniem płyty i trasą zastanawiałem się, czy jest to 3. solowa płyta Dave’a, kolejny album Soulsavers, czy może debiutancki album nowego projektu powstałego na gruzach dwóch pierwszych. Dziś wiem, że dla mnie była to 3. solowa płyta Dave’a.

Wywiady, artykuły, a przede wszystkim koncerty. Wszędzie istniał tylko Dave. Właściwie tylko oglądając EPK kurtuazyjnie pojawia się reszta projektu i zamienia kilka słów z wywiadującym.

Nie mogło być inaczej, jeżeli oficjalna strona Dave’a została w całości przerobiona na potrzeby promocji, a oficjalna strona Soulsavers pamięta nadal promocję poprzedniej wspólnej płyty i do tego, jeszcze coś się na niej posypało ostatnio.

Na koncertach właściwie istniał tylko Dave, to on kreował całe widowisko, to on był tym, który skupiał uwagę publiczności. Pomogli w tym fani, którzy przyszli właściwie dla niego, a nie Soulsavers. Jestem ciekaw jak wielu fanów Soulsavers było na koncercie, którzy przyszli dla tego projektu, a nie dla Dave’a, jak wielu z was zna poprzednie płyty z przed The Light The Dead Sea. Ciekaw jestem, jak wielu z was słuchało najnowszej płyty Soulsavers – Kubrick, która wyszła już po wydaniu Angels & Ghosts. Ci co lubią pierwszą produkcję Dave’a i Rich’a to znajdą wiele wspólnych i ciekawych klimatów. Ci co nie lubią, albo są nie są fanami Soulsavers, a są fanami Dave’a, niech nie sięgają, bo nie znajdą tam nic.

Nawet jeżeli intencja była inna, to cały projekt Angels & Ghosts zaistniał, wypromował się tylko dzięki Dave’owi. W wywiadach istniał tylko temat Dave’a jego osobowości i… depeche MODE.

Muzycznie mam mieszane uczucia, bo muzyka nie do końca jest tym, co mnie kręci. Wolę twórczość Dave’a z drugiej płyty. Koncert muzycznie również nie był zachwycający, bardzo niezgrany zespół był jedynie dopełnieniem, a nie pełnoprawnym uczestnikiem wydarzenia. Każdy muzyk skupiony na tym, aby słyszeć tylko siebie robił wszystko jedynie, aby zagrać swoje.

Do tego zmasakrowane bisy dopełniły reszty. Właściwie osłodą dla fana depeche MODE może być jedynie Condemnation (oczywiście jeżeli lubisz ten numer). Sam nie jestem fanem tego kawałka, ale jeżeli już bym miał wybierać, to chciałbym go słyszeć na koncertach w takiej właśnie wersji. Na pewno nie chciałbym usłyszeć Walking in My Shoes. Jedna wielka pomyłka od początku.

Kończąc już moje wywody dlaczego jest to dla mnie numer 1. 2015 roku musiał bym jeszcze napisać dokładnie to samo, co w przypadku Martina. Cały ostatni akapit.

To nie był łatwy wybór. Jest jednak nadzieja, że 2016 i 2017 przyniosą więcej. Podobno jest na co czekać. Podobno się w zespole pozmieniało, podobno ma być na nowo… (będzie o tym w kolejnym wpisie). W każdym razie mniej wypadków pokroju pseudo djskiej trasy Fletch’a, więcej radości z nowego depeche MODE i niech MODE on the ROAD będzie z Wami… bo wiedzcie, że coś się dzieje, coś się dzieje…

Koncertowe wersje w studyjnej jakości

Nie wiem jak wielu z Was od paru dni zasłuchuje się nagraniach umieszczonych na profilu Michigan na SoundCloud, w każdym razie uszu nie mogę oderwać. To jest ten typ nagrań który mimo swojej niedoskonałości pokazuje, gdzie tli się ta boska cząstka dla której przeszło ćwierć wieku temu oddałem ciało i umysł tej muzyce. Członkowie tego tria pokusili się o złożenie do kupy banków dźwięków, które swego czasu Alan wyprzedał poszukując gotówki za zaspokojenie roszczeń swojej ex.

Przesłuchując te 5 nagrań, które do tej pory wypłynęły chyba najbardziej otwiera oczy opublikowana wersja Blasphemous Rumours, która jest tak bogata w brzmienia, które do tej pory słychać było w wersjach na stronach b singli lub remixach odgrywanych z dopiskiem (live).

Z każdym przesłuchaniem uśmiech co raz bardziej się poszerza, ale też pojawia się pytanie na ile to wszystko jest prawdziwe. Czy te dźwięki faktycznie pochodzą od depeche MODE i ile z tego, co słyszymy jest faktycznie autorstwa zespołu, ale ile z tego to tak na prawdę świetna praca członków zespołu Michigan. Chwilę to zajęło, ale nie było to trudne. Zanim przejdę do szczegółów najpierw fragment dla mniej zaawansowanych w depeszologii antycznej. Mocarze mogą przejść od razu do kolejnego śródtytułu.

Podział na role.

al_clothes

Alan pełnił w zespole specyficzną rolę w czasie koncertów. Nie tylko grał swoją partię na żywo, ale też odpowiadał za sterowanie tym, co odpalane jest jako podkład (tzw backig tape’y). Miał również władzę i moc wszelaką, aby przesłać do pozostałych panów ich partie lub nawet przejąć ich część gdyby coś się posypało, np. Martin był niedopity po poprzedniej nocy i czuł słabość lub Andy nie wziął właściwych okularów.

Każdy z Panów miał w swoich sprzętach tylko swoje brzmienia, a na rackach za sceną stały instrumenty, którymi sterował Alan. W bankach pamięci był backup, jeżeli nagle okazałoby się, że obie pary klawiszy, którymi zarządzał każdy z Panów padł był.

Prawdopodobieństwo takie było bardzo małe, bo najczęściej padało wszystko na raz, w końcu były to naczynia połączone.

Alan to nie wszystko.

Alan Wilder live. USA 1986
Alan Wilder live. USA 1986

Być może niektórym z Was zrobiło się już jaśniej, po poprzednim fragmencie. Banki brzmień które sprzedał Alan na swoich Emax’ach, to było tylko, to czym dysponował on osobiście na koncertach. Nie było tam partii pozostałej dwójki. Dlatego próba odtworzenia koncertowego brzmienia kawałków dM z 1987/88 roku przez szwedzki projekt jest tylko połowicznym sukcesem, bardzo udanym, ale jednak tylko częściowym sukcesem.

Na profilu Michigan można posłuchać wielu coverów depeche MODE, które powstały na podstawie odtworzenia brzmień z oryginalnych kawałków studyjnych lub zabaw brzmieniami instrumentów, które mieli do swojej dyspozycji. Coś co można określić jako reverse engineering.

Te 5 kawałków, w których zasłuchujemy się od paru dni nie są efektem tego procesu. Niestety jednak są nie są też pełne. Brakuje tam, albo partii klawiszowych Martina (ew gitary) i Andy’iego, albo zostały odtworzone z oryginalnych remixów.

144Stąd być może pewne zdziwienie niektórych z Was, że czegoś nie słychać lub też słychać jakieś dźwięki, które zna bardzo dobrze, ale tylko z singlowych remixów zespołu. Te nagrania mają jeszcze jedną wadę, otóż jest tam problem ze sceną (nieaudiofile się już wzdrygają). Instrumenty grające na scenie ustawia się nie tylko prawo-lewo, ale też w głąb, po za tym jedne dźwięki/instrumenty grają głośniej, inne ciszej. Jedne tylko dopełniają inne stanowią trzon brzmieniowy utworu. W tej próbie odtworzenia koncertowych wersji wszystko jest na kupie, a przez to dosyć płaskie. Do tego każdy dźwięk ma swoją długość trwania i wybrzmiewania na końcu, tego wszystkiego tam nie ma.

Ma to jednak swoją pozytywną stronę, bo pokazuje (nawet z brakami) jak złożone i bogate brzmieniowo były koncertowe wersje depeche MODE. Słuchanie na słabym sprzęcie, słuchanie bootlegów, słuchanie na skompresowanych plikach sprawia, że wiele z tego bogactwa się traci, również na koncertach nie wszystko jest słyszalne jak trzeba, bo się stoi za blisko, za daleko, za wysoko, albo obiekt był słaby. Te studyjne wersje koncertowych kawałków to również doskonała możliwość na usłyszenie tego co w produkcji utworów na płytach zostało ukryte lub zostało jedynie wykorzystane jako brzmienia do remiksów. Kiedyś depeche MODE robiąc własne remiksy pokazywało fanom czego można się spodziewać na koncertach. Za równo na poziomie całych wersji utworów, jak i poszczególnych dźwięków. Dziś tego typu propozycje słyszymy jedynie na koncertach, bo dM nie robi już swoich remixów. Świetnym przykładem jest tu choćby odtworzenie koncertowej wersji Something To Do, w której na plan pierwszy bardzo mocno wybijają się dźwięki z wersji MetalMix.

Z tego, co się dowiedziałem od Panów, to zostały użyte nie tylko brzmienia z banków Emax’ów, oraz  ich jest inwencja twórcza tego, jak im się wydawało, że powinno być wszystko ułożone względem siebie. Chłopaki zapowiadają kolejne publikacje tak aby na końcu opublikować możliwie pełny set z Music For The Masses Tour.

New Born, Life Again

Raz na jakiś czas wracam do tematu okładek płyt depeche MODE. Tak się jakoś składa, że swoją historię opowiadają głównie stare okładki, a najlepsze wspomnienia dotyczą pierwszych okładek depeche MODE. Nie inaczej będzie i tym razem.

Przytaczałem Wam historię okładek, które wyszły spod ręki Briana Griffina, stanowiące kanon światowego projektowania okładek i to, co najlepsze z wydawniczej historii depeche MODE przed nastaniem Antona Corbijna.

Czytaj dalej New Born, Life Again

Dave Gahan & Soulsavers – czyli właściwie co?

Panowie z depeche MODE lubią mieszać w temacie swojej twórczości solowej. I Gore i Gahan mogą się pochwalić w swoim dorobku licznymi jedno-płytowymi projektami. Wcześniej nie zajmowało mnie to zbytnio, ale przy najnowszej produkcji pobocznej Dave’a dostałem lekkiej konfuzji.

Tak na prawdę nie wiem, czy jest to 3 solowy album Dave’a Gahan’a, czy 5 album Soulsavers, a może żadne z powyższych, tylko pierwszy album zespołu Dave Gahan & Soulsavers. Co takiego się stało, że tym razem Dave Gahan jest jako pierwszy na okładce? Może jest to czepianie, ale po prostu chciałbym wiedzieć z czym mam do czynienia.

Niby to tylko etykietki, ale w branży w brew pozorom takie rzeczy są dosyć ważne i kolejność w napisach, książeczce, czy na okładce wyraża się liczbą zer w honorarium. W ten sposób docenia się tych, którzy mieli większy wkład, niż reszta udziałowców w projekcie. Jeżeli udział Dave’a wykracza po za pisanie tekstów i udzielanie się wokalnie i miał również wkład w tworzenie muzyki, to nie miałbym skrupułów w nazwaniu najnowszego wydawnictwa 3. solowym albumem Dave’a. Jeżeli jednak wkład Dave’a w powstanie tej płyty był na poziomie poprzedniego albumu Soulsavers, to po co jest to zamieszanie w nazwie projektu (bo to nie jest zespół)?

Jak się sięgnie pamięcią do historii powstania poprzedniego albumu, to wiemy, że pomysł współpracy narodził się w czasie Tour Of The Universe w 2009 roku, a Dave wszedł w projekt, który już się dział, Dave’owi pozostało jedynie dopisać tekst do już istniejącej muzyki. Tym razem twórcy pracowali od o wiele wcześniejszego etapu. W sumie to jest jakieś wytłumaczenie, ale jeżeli tak jest, to musiałbym się powtórzyć z przepisaniem tu ostatniego zdania z akapitu półkę wyżej.

Soulsavers
Soulsavers

Ktoś powie, że to nagranie brzmi jak poprzednie twórczości Soulsavers z Dave’m na wokalu, a nawet są tam klimaty z Broken. Tylko jakie to ma znaczenie. Usuwając na chwilę wokal z Paper Monsters i Hourglass otrzymujemy muzycznie zupełnie różnie albumy. Pierwsza płyta, to zabawa z rockiem i bluesem (czy udana, to już inna sprawa), a z drugiej płyty numery swobodnie mogłyby się znaleźć na Playing The Angel. Z Paper Monsters żaden. Nie wiedzę więc problemu, żeby kolejną płytę Dave nagrał stylistycznie nawiązującą do jeszcze innej galaktyki muzycznej.

Co więcej za muzyczną stronę Paper Monsters odpowiadał Knox Chandler, a kompozycje na Hourglass, to zespołowa praca Dave’a, Christiana Eignera i Andrew Phillpotta, więc jak widać na żadnej płycie Dave nie może sobie przypisać 100% praw autorskich. Skoro tak, to czym różni się najnowszy album z 2015 od solowych produkcji z 2003 i 2007? Za każdym razem inna ekipa i wszędzie na okładce Dave Gahan, tyle tylko, że na ostatniej ma za współpracowników Soulsevers.

Wiem, że snując takie teorie wywracam całość do góry nogami i pewnie słusznie (lub nie) umniejszam wkład Rich’a, ale robię to celowo, bo nie lubię takiego niedookreślenia i niedopowiedzenia. Ot takie rozterki człowieka, który zwraca w uwagę w muzyce na każdy element, a nie tylko na to czy jest bicik. 🙂

Dla mnie jako fana depeche MODE dziwnie będzie zobaczyć na scenie Dave’a, który nie śpiewa ani repertuaru depeche MODE, ani twórczości z Paper Monsters i Hourglass. Ciekawe czy ekipa ograniczy się tylko do materiału z tej i poprzedniej płyty, czy pojawi się coś z Broken i wcześniejszych produkcji Soulsavers. No nic pożyjemy zobaczymy. Póki co szykuje się morderczy wyścig po bilety.

A już tak na marginesie jeżeli miałaby się powtórzyć ta sama prawidłowość co z Markiem Laneganem, to Angels & Ghosts powinno być ostatnim wspólnym projektem Panów. 😉

Blog o depeche MODE, ich muzyce, koncertach, subkulturze, a wszystko subiektywnie i po mojemu.

%d bloggers like this: