Wszystkie wpisy, których autorem jest Martini

Swój pierwszy raz przeżył w Pradze w 1998, a poprawił w Monachium tego samego roku... potem poszło już z górki... Fanziny, Strony, Zloty, koncerty. Gdyby tego nie robił musiałby sobie znaleźć inne hobby, bo w domu by z nim nie wytrzymali. Prywatnie blokers miastowy, ciągle w trasie... 50 koncertów na liczniku.

Setlista na koncert – co wiemy cz2 (spoiler)

Kolejna porcja przecieków na temat setlisty koncertowej na nowej trasie. Nie mam zamiaru ujawniać wielkich tajemnic, bo sporo już napisałem poprzednim razem. Nie mniej jeżeli nie będziecie zadowoleni z nowego setu to powiem Wam kogo winić 😉

W wywiadzie dla Programu III Polskiego Radia Andy Fletcher opisał pracę nad setem koncertowym mniej więcej tak – Cały zespół, z wyjątkiem Dave’a, pracował nad setlistą w Santa Barbara. Stąd zdjęcia zespołu z prób, na których widać wszystkich z wyjątkiem Dave’a. Bo go tam nie było. Dave w tym czasie siedział w Nowym Jorku. Podczas jednej z wymian zdań na temat setu padło sakramentalne – to skoro jesteś taki mądry to podeślij swoją wersję setlisty – i przysłał. Finał tego był taki, że prawdopodobnie to wersja Dave’a będzie tą, którą usłyszymy na trasie.

Wszystko to działo się gdzieś w lutym br. Zespół zanim wyruszył promować album po miastach i wsiach Ameryki i Europy zamknął temat setu i w tej chwili już inni się nad nim pastwią.

Od 3:55

Mogę zdradzić tajemnicę, że jednym z próbowanych przez Martina i spółkę numerem było Sea Of Sin w wersji bare, ale podobno nie przeszedł ten patent. Czyżby numer słabo wychodził bez otoczki elektroniki? Z dwojga złego chyba jednak wolę, żeby nigdy nie został zagrany, niż miałby być potraktowany pianinkiem Gordeno lub pałkami Eignera. To jest jeden z tych klasyków na których depeche MODE = 3 parapety i wokalista. Gdzie 5 występuje zamiast 4, bo 3 nie daje rady, więc 2 musi zastąpić 1.

Tymczasem Andy zapowiada, że będzie kilka perełek, moje przecieki coś mówią o dawno nie granym kawałku z Music For The Masses, ale jak zwykle brałbym poprawkę. Szczypałem się z Sea Of Sin i dobrze, bo temat się po drodze zdezaktualizował… ale za to Higher Love Martin ma przywrócić do łask. Oby nie było to w wersji bare.. brrry

Do pierwszego koncertu jeszcze miesiąc 🙂

Delta Nicości…

Słuchając w pierwszych dniach po wydaniu Sounds Of The Universe bardzo szybko doszedłem do takiego momentu, że byłem w miarę w stanie precyzyjnie określić z którymi numerami pozostanę na dłużej, a które kawałki nigdy już nie znajdą u mnie zrozumienia. Dzięki temu w miarę szybko powstała moja wersja Sounds Of The Universe, która posiadała Come Back w wersji studio-live, oraz nie uwzględniała Fragile Tension wcale.

Od początku wiedziałem, że Fragile Tension w tej słodko-pierdzącej wersji budził u mnie negatywne emocje, być może gdyby zespół dał temu kawałkowi szansę na trasie, to kawałek zyskałby u mnie. Bo na żywo miał, to czego nigdy nie dostał w studio – prawdziwą perkusję, która jako jedyna ratowała ten numer.

Od początku wiedziałem, że Peace kończy się po pierwszej zwrotce, do momentu, gdy Gahan nie zacznie wyć i wchodzić na rejestry obce dla niego. Gdy przesłuchałem jeszcze demo, byłem już pewien, że Gahan był w tym utworze wokalną marionetką w rękach Gore’a, który „zmusił” go do zaśpiewania utworu toczka w toczkę tak, jak na demo.

Jeżeli drogi czytelniku masz podobne wspomnienia z 2009 roku lub też kompletnie się ze mną nie zgadzasz, to dobrze. Właśnie o to chodzi, bo to oznacza, że muzyka ta nie jest Ci obojętna i pozwala wyrazić swoje emocje nawet, gdy są to emocje negatywne lub przeciwne do moich. Muzyka ma budzić emocje, muzyka nie powinna pozostawiać obojętnym, ponieważ mimo swojej policzalności i systematyki rodem z nauk matematycznych pochodzi jednocześnie ze sfery duchowości, pewnego mistycyzmu i tego co ulotne i po za poznaniem szkiełkiem i okiem.

Jest jednak i trzeci stan, stan który jest najgorszy dla muzyki, stan w który w mentalności wielu ludzi może być niezrozumiałym, a wręcz niepojętym…. w tym stanie po wciśnięciu play słuchasz nagrania i jesteś zaskoczony, że płyta nagle się skończyła, więc wciskasz znowu i płyta dociera do swojego końca, a Ty wciskasz kolejny i kolejny i kolejny i…. NIC kompletnie nic muzyka w Tobie nie zostawia. Nie masz ochoty skakać pod niebiosa, adrenalina nie działa w Tobie, a z drugiej strony nie masz sytuacji, gdy chcesz zwrócić po przesłuchaniu jakiegoś utworu i zmuszasz się słuchając ten utwór n-ty raz, bo chcesz dać szansę muzyce ulubionego zespołu. By w końcu, zacząć przeskakiwać ten utwór, bo już wiesz, że nic z tego nie będzie. Tego w tym stanie nie ma

W tym stanie czujesz, że muzyka którą słuchasz przepływa przez Ciebie i nic w Tobie nie zostawia….

Jestem po blisko 30 przesłuchaniach Delta Machine i nie umiem o tej płycie powiedzieć nic. Nie potrafię znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Żaden numer nie sprawił, że miałem ciary na rękach takie, jak przy słuchaniu po raz pierwszy Songs Of Faith And Devotion. Nie cofało mnie, gdy Gahan zawodził przy Should Be Higher, czerpiąc z najgorszych wzorów Peace. Kompletnie nic. Ta pustka i bez-emocjonalność sprawiała, że odrywałem się od fotela tylko po to, żeby ponownie nacisnąć play i zapaść się znowu na 74 minuty (total time wersji delux). Oczywiście wsłuchując się w poszczególne elementy, pracę elektroniki mogłem się na chwile zachwycić się podziałami, pracą sekwensera, ale to było tylko na chwilę i tylko chwilowe skupienie na detalu, tzw smaczkach, gdy w momencie powrotu do pełnego spektrum utworu zawisałem w próżni.

Nawet teraz jak piszę te słowa, to leci Delta Machine, bo lubię pisać i mieć coś w tle…. ale to tylko tyle…. Oczywiście mógłbym powiedzieć, że to jest ok, bo nie ma w tym negatywnych emocji, ale to nie po mojemu, to nie tak… muzyka musi budzić emocje i nie pozwalać przejść obok niej obojętnie… nawet jak to są emocje negatywne. Muzyka która nie budzi emocji i pozostawia po przesłuchaniu pustkę… umiera…

Ostatnia nadzieja w trasie koncertowej i koncertowych aranżach tych numerów…

Kurcze, a obiecywałem sobie, że na tym blogu nie pojawi się tak dosłowna recenzja żadnego albumu…

_

P.S Jeżeli ktoś mi przyjdzie i powie, że podobno mi się płyta nie podoba, to dostanie w ucho, bo to nie prawda. Jeżeli ktoś przyjdzie i powie, że podobno płyta mi się podoba, to również dostanie w ucho, bo to również nie prawda.

Setlista na koncert – co wiemy (spoiler) [aktualizacja]

Ci co czekają na pierwszy występ w Nicei 2013.05.04 niech sobie odpuszczą ten wpis. Ci z Was, który jednak popsuli sobie już humory występem depeche MODE w Nowym Jorku 2013.03.11, i zamierzają już dalej śledzić na spokojnie kolejne występy w Austin 2013.03.15 i Wiedniu 2013.03.24 mogą również na spokojnie czytać dalej.

Dziś wypłynęła wiadomość od południowo-kalifornijskiego radia +KCRW, że na kwiecień również należy się szykować. Na razie jest jeden występ, ale ja bym się nie obawiał, że temat zostanie niezagospodarowany 🙂

Przejrzałem swoje notatki, poprzednie wpisy i postanowiłem zebrać do kupy wszystko, co wiem o nowej setliście. Kolejność utworów przypadkowa.

Utwory z Delta Machine:

Angel
Should Be Higher
Heaven
Soft Touch/Raw Nerve
Soothe My Soul

Starsze utwory zagrane już:

Walking In My Shoes
Barrel Of A Gun
Personal Jesus
Enjoy The Silence
Only When I Lose Myself *(!)

Niezagrane jeszcze, a podobno pewne utwory do setu:

Never Let Me Down Again
I Feel You
Behind The Wheel
Policy Of Truth

Jak dotąd wychodzi mi 13 numerów i nie mamy jeszcze w tej wyliczance 2-3 kawałków Gore’a. Niestety wiem, że możemy… (znowu) liczyć na Home (sic!) No i pewnie coś z pary The Child Inside / Always. Może będą wymiennie, a może oba, a Home będzie na bis hgw…

Zostaje jeszcze przestrzeń na 7 do 9 kawałków z brakującymi Gore’a włącznie. Wszystko zależy od tego w jakim składzie wyjdą na pierwszy mecz 🙂 Czy to będą 22 kawałki, jak to było w 2009, czy może 20 / 21 jak później w 2010 grali na koncertach na Tour Of The Universe?

1304_proby_01

Zajmijmy się w takim razie numerami nieznanymi. W ub. roku pisałem o numerach do których robione były podkłady i podobno były trenowane na próbach. Na jednej z rycin załączonych do tego wpisu widać Gore’a z błękitną gitarą, taką samą, jaka była używana na Tour Of The Universe podczas Wrong.

091107_Mannheim_01

Na liście mamy więc Wrong. Pozostałe numery wspominane wcześniej to:

Come Back
John the Revelator
The Sinner In Me
Dream On
Strangelove
Black Celebration
The Things You Said (wersja bare)
+
Wrong
Home
The Child Inside
Always

Po szybkim zliczeniu mamy 3 numery Gore’a, oraz 7 kawałków Dave’a. Wychodzą łącznie 22-23 numery. Proszę pamiętać tylko, że mówimy o potencjalnym secie wyjściowym, a nie o całej trasie, która ma potrwać do lata 2014 i przez ten czas kolejne utwory powinny pojawić się w setliście. Także z nowej płyty, nie wymienione jeszcze w tym wpisie. W końcu płyta w wersji delux ma 14 utworów. Nie zająknąłem się też słowem o ew. intro/instrumentalu, który może zabrać miejscówkę dla jednego z numerów w setliście.Czy to już wszystko? Otóż nie… jest coś jeszcze, perełka z historii zespołu, ale niech to jeszcze zostanie tajemnicą. Może nie zagrają, więc jak napiszę to wyjdę na fantastę i będę żył w morzu grzechu. Dlatego w tym momencie przerwę snucie swojej opowieści… a po rozpoczęciu trasy, albo powiem „a nie mówiłem?”, albo posypię głowę popiołem i niczym mały piętnastolatek przyznam się do małego kłamstwa i stanę w koncie.

* Dopisałem po koncercie w Austin 2013.03.15 – Only When I Lose Myself, którego nie miałem w przeciekach. Kawałek ten i dla mnie jest małym zaskoczeniem.

Subiektywnie po koncercie w Nowym Jorku

Przyznam się, że czuję lekki zawód po występie naszych ulubieńców. Nie dla tego, że polecieli po schemacie, bo byłbym bardzo zdziwiony, gdyby nie zagrali Enjoy The Silence, czy Personal Jesus. Aż ciśnie się na usta pytanie gdzie jest Never Let Me Down Again? Tu zespół mnie nie zawiódł schemat i standard aż miło.

To co mnie zawiodło, to liczba utworów (aż 9) oraz tak duża liczba nowych utworów w setliście. W sumie nie, nie powinno mnie to zaskakiwać. Nie mniej uważam, że grając taką setlistę zespół popsuł wielu fanom niespodziankę. 9 utworów to właściwie połowa setlisty koncertowej. 5 numerów z nowej płyty, to praktycznie docelowa liczba kawałków zaplanowanych do śpiewania na letniej trasie. Brakuje już tylko solowego kawałka Gore’a i promocję nowej płyty na letniej trasie koncertowej mamy już właściwie załatwioną.

Cały urok i misterny plan wyprawy do Nicei 2013.05.04 powoli pryska. No oki, są jeszcze światła, wizualizacje, scena, kolejność utworów w secie. No i te rarytasy, które mają być na koniec. Nie zmienia to faktu, że byłem nastawiony na góra 7 kawałków, jak to było w 2009 roku, albo mniej. zakładałem, że będzie schemat do bólu i nawet, jeżeli ze stronowo/blogowego obowiązku będę musiał odnotować wszystko na stronie, to nie będzie bólu, że wklepując to tracę urok świeżości.

Mogli spokojnie walnąć jedynie Angel i Heaven, bo już znane i Soothe My Soul, jako zapowiadany nowy singiel. Do tego jeszcze 4 hiciory typu Enjoy The Silence, Personal Jesus, Never Let Me Down Again lub Behind The Wheel, czy nawet ten Walking In My Shoes i mamy pozamiatany temat. A tak zaczyna się znowu wkurw.

Jedyną pociechą jest Barrel Of A Gun, który po 15 latach wraca do setu. Mimo, że pisałem o tym już parę miesięcy temu i ze swoich źródeł wiem o kolejnych utworach, których się nigdy w życiu byście nie spodziewali, że mogą być próbowane, to jednak po cichu liczyłem, że zespół zostawi rarytasy na główną trasę. Znowu przypomina mi się wyskok Dave’a, który gdzieś o tej porze w 2009 roku wyskoczył z tekstem, że planują grać Strangelove i Master & Servant… wtedy też miałem podobne uczucie jak dziś… więc dlaczego to mnie jeszcze dziwi.

Co widzisz, gdy patrzysz na okładkę płyty?

Różnie można patrzeć na nową okładkę, brak lub wyraz artyzmu nadwornego fotografa wielu artystów, a w szczególności depeche MODE. Dyskutując o płycie, a w tym i o okładce fani próbowali opisać co tak na prawdę widać na tej okładce, ale chyba w taki sposób w jaki zaprezentujemy to poniżej nikt jeszcze nie zrobił tego. Ten wpis jest efektem pracy dwóch osób – poznańskiego fana o nicku TomDM, który przetrząsnął Google Maps i odwzorował obrazy widoczne na okładce i mojej skromnej osoby, która zebrała to do kupy, opracowała i udostępniła dla strony bloga MODE2Joy. Znowu z bloga zrobił nam się kącik technologiczny i Internet w służbie depesza może dać ciekawe rezultaty i tym razem.

O ile w przypadku okładki Sounds Of The Universe zastanawiałem się kiedyś, na ile to plagiat, a na ile zamierzona lub nie inspiracja. Tak w przypadku okładki Delta Machine tego kłopotu nie ma. Nie zmienia to faktu, że obrazy uwiecznione na okładce nie są czymś unikatowym i grzebiąc w zasobach Internetu można dojść do przekonania, że to gdzieś już było.

Ale do rzeczy. Wielu fanów starało się pokazać co widać za oknem i co widać na filmie promującym przyszły album, który zespół nam pokazał w Paryżu. Już dwukrotnie opisywałem ten film podchodząc do niego od strony przyszłego brzmienia płyty, oraz od strony wiadomości, jaką zespół starał się nam przekazać. Dzięki wsparciu TomDM’a będziemy mogli teraz wyjrzeć za okno.

ru-0-r-640,0-n-7828886Xve

Okładka, jaka jest każdy widzi i co na niej widać. Najwięcej zestawień pojawiało się z poniższymi screenami, które pochodzą ze wspomnianego filmu.

okladka

Zbiorniki+Flech+Sancetti - lustro

Na zdjęciu widać dachy Nowego Jorku, a na tych dachach są ogromne zbiorniki na wodę (często deszczową), których zadaniem jest wspomaganie służb wodociągowych w gaszeniu pragnień potrzebujących niujorkerów mieszkających na wysokich levelach. Choć spotkać też można takie zbiorniki i na budynkach 3-4 piętrowych.

Delta 01

Na trzeciej rycinie widzimy człowieka. Najprawdopodobniej Fletcha, który tleni rurkę na balkonie. Kamerzysta uchwycił go w momencie kiedy w myślach opracowywał kolejne przejście (z jednego palca na drugi) basowe w jeszcze nie nazwanym utworze, spoglądając na opisywany powyżej zbiornik.

Ok, to wyjdźmy z budynku i ułóżmy całość na planie sytuacyjnym. Jungle City Studios mieści się przy 520 W 27th ulicy. Studio jest na ostatnim piętrze budynku.

Corbijn robiąc zdjęcie (zdjęcia) uchwycił dachy budynków znajdujących się po przeciwnej stronie ulicy kierując swój obiektyw na zachód. Pole rażenia zaznaczyliśmy gustownym różowym trójkącikiem. Dodatkowo kluczowe punkty zaznaczone są żółtymi kółkami. Na niektórych ujęciach filmu promocyjnego widać również dachowy taras, który lepiej pokazaliśmy na montażach na końcu tekstu. To ta nie równa pętla na czerwono.

Delta 02

Na przedostatniej rycinie zestawiliśmy okładkę z ujęciami tego samego planu z 4 stron świata. Myślę, że ciekawie to pokazuje, co tak na prawdę Corbijn ujął na okładce najnowszej płyty.

Delta 03

Na koniec rycina ze screenem tarasu na którym został wyeksponowany Mr Gore. Na tej kompozycji również widać niektóre elementy charakterystyczne dla promocyjnego filmu i okładki.

Angel (1min.33 sek.) Mart na tarasie

Angel (0 min.17 sek.) lustrzane odbicie

Wspomniałem, że oglądając okładkę trudno nie odnies wrażenia, że to już było, gdzieś to widziałem. I faktycznie… krótkie pogrzebanie w archiwum dało ciekawe wyniki. Alan tam był zanim to się stało modne…

Alan_mem

Rok 1997 Unsound Methods.

depeche MODE sp. z o.o. [akualizacja]

To że depeche MODE to produkt firmy (firm) to nic odkrywczego. Nie dostrzegać tego faktu może jedynie ślepy fanboy. Za tym zespołem stała zawsze chorda firm powiązanych kapitałowo z członkami zespołu. Nie jest to żadna odkrywcza konstatacja, tak działają wszystkie zespoły i artyści. Jak wynajmowaliście zespół na wesele, studniówkę, czy inna uroczystość, to przeważnie też płaciliście firmie, której produktem był zespół i muzyka grana przez nich. depeche MODE nie odbiega od tego schematu. Co może być zaskoczeniem dla Was, to stopień skomplikowania tego, co jest w tzw tle.

Wszystkie firmy, jakie członkowie zespołu i ludzie pracujący dla zespołu powstawały przede wszystkim po to, aby chronić swoje interesy jako autorów tekstów i muzyki. depeche MODE jest nielicznym przykładem posiadania praw do swoich utworów, co w przypadku nawet tak wielkich gwiazd, jak Rolling Stones, czy The Beatles nie jest wcale takie oczywiste. A drugi cel, jaki mieli członkowie zespołu, a w szczególności ludzie pracujący dla zespołu, to tzw optymalizacja podatkowa.

To co przeczytacie poniżej, nie jest do końca mojego autorstwa, a przynajmniej podstawowe opracowanie nie zostało zrobione przeze mnie. Tekst został zaczerpnięty od kogoś, kto rozgryzł ten temat na potrzeby fanów i opublikował swój wpis na forum Home jakiś czas temu. Temat zaplecza biznesowego został rozgryziony do czasów Sounds Of The Universe i nie obejmuje czasów Delta Machine. Wynika to również tego, że wiele z tego, co tu przeczytacie znajduje się po prostu w książeczkach i tourbookach, a gdy powstaje ten tekst nowego albumu jeszcze nie ma na półkach sklepowych. Wystarczy potem doczytać ze zrozumieniem książeczkę i będzie errata. No nic miłej lektury wpisu fana o nicku devotional83. Po drodze i na końcu dołożyłem kilka groszy od siebie, jako dopełnienie i efekt grzebania poniżej tego, co devotional83 opracował. Tłumaczenie jest fontem regularnym, moje dopiski kursywą. Zorientujecie się…

_

Prawny status zespołu w zakresie praw autorskich może wydawać się nieco skomplikowany, jednak wszelkie zmiany i przekształcenia własnościowe prowadziły do tego, że depeche MODE (a tak na prawdę Martin Gore / Alan Wilder / Dave Gahan & Co. jako autorzy tekstów i muzyki) są nadal właścicielami swoich utworów. Większość z tego, co przeczytacie jest znana, ale zebrałem to dla tych, dla których może to być nowe (myślę, że dla tych, co znają temat zebranie w takiej formie, jak poniżej też będzie to pewną nowością). depeche MODE, zasadniczo samodzielnie zarządzają swoimi prawami autorskimi i zachowali pełną kontrolę nad prawami do swojej muzyki. W 1984 zespół założył firmę Greataim Ltd. (Wielki cel), której zakres działalności, to: „Przedstawienia sceniczne i inne artystyczne i literackie dzieła” (Live Theatrical Presentations & Other Artistic & Literary Works – wyciąg z brytyjskiego KRS). Wszystkie przepływy w zakresie pracy w studio i na scenie przechodziły właśnie przez tą firmę. Niedługo potem, w tym samym roku, firma zgrabnie zmieniła nazwę na Demilune Ltd, a następnie w 1992 na Depeche Mode Ltd.

W 1988 zespół założył również firmę Rapid 5592, która w tym samym roku zmieniła nazwę na Masses Managment, jej zadaniem było zarządzanie bieżącymi sprawami zespołu – (tzw own management). To właśnie tu możecie znaleźć takie nazwiska jak: Jonathan Kessler, Daryl BamonteJohn Joseph Fanger (JD Fanger) (To właśnie z tych czasów pochodzi rola przypisana Andiemu, jako człowiekowi ogarniającemu sprawy finansowe w zespole.). JD Fanger pojawia się również w dokumentach Depeche Mode Ltd., oraz w kolejnej firmie – założonej przez Martina Gore’a – Grabbing Hands Music Ltd., jak osobisty asystent. Grabbing Hands powstaje w 1983 i ma zarządzać prawami Martina, jako muzyka i tekściarza. Dla was praca Johna jest głównie widoczna w postaci linijki tekstu – JD Fanger of the DM office.

W 1992, po prawie roku funkcjonowania, Depeche Mode Limited zostało przekazane w zarządzanie firmom zewnętrznym CCS Directors Limited/CCS Secretaries Limited, których to głównym zadaniem było zrobienie porządku w księgach. Już w 1993 (9 kwietnia 1993 – taka data figuruje w dokumentach firmy. Od tego czasu aż do dziś wszyscy członkowie zespołu są we władzach tej spółki. Więcej o tym niżej będzie.) zespół przejął stery firmy ponownie i powierzył John’owi prowadzenie księgowości. Zadaniem większości firm zewnętrznych zaangażowanych w prowadzenie biznesu depeche MODE było zatrudnione jako pomoc / doradztwo w rozkręceniu biznesu, zanim zespół przejął pełną kontrolę na firmą.

Venusnote Ltd. zostało założone w 1995, a powód był prosty: odejście Alana. Depeche Mode Ltd. nadal istniało, ale działalność operacyjna została przeniesiona ponownie do Demilune Ltd. Demilune krótko, w latach 1994-1995, posiadało „egzotyczną” filię prowadzoną przez firmę Waterlow Nominees/Waterlow Secretaries.

Masses Management również zaprzestało działalności po odejściu Alana i prawdopodobnie rozwiązało się w 1998. Co ciekawe Jonathan Kessler był wymieniony, jako formalny manager po przez swoją firmę Baron Inc. Kessler również posiada firmę publishingową, której dyrektorem był Dave od początku działalności w 1992 (ciekawe, czy to wiązało się już wtedy z solowymi planami Dave’a. Przypomnę, że w czasach, gdy Dave mieszkał w Los Angeles pracował nad swoimi autorskimi kawałkami, które zostały skradzione przez ówczesnych „przyjaciół” od dragów. Jedynym śladem tamtych czasów jest utwór z repertuaru Roxy Music – Song For Europe), ale nie są znane, żadne utwory Dave publikowane przez tą firmę. Jak wynika z lektury „remasterów” wszystko opublikowane przed rokiem 1995 należy do Demilune, a po 1995 do Venusnote. Te dwie firmy posiadały (posiadają?) wszystkie prawa do utworów (wersji źródłowych) wszystkiego, co wyszło w latach 1981-2006, włączając w to dema, outtake’i, (nieopublikowane wersje utworów np remixy). Co jest ciekawe, to fakt iż Demilune zostało rozwiązane w 2009 roku, tak więc Venusnote jest najdłużej działającą firmą z obozu depeche MODE i Alan nie jest zaangażowany już w nią. (To był/jest(?) ostatni punkt łączący trójkę z Basildon z Alanem. Wygląda na to, że w pewnym sensie, w niektórych sprawach, np. z prawnego punktu widzenia Alan był współudziałowcem (właścicielem) firmy depeche MODE aż do 2009 (a ja myślę, że jest nadal), ze znanych mi dokumentów wiadomo, że nastąpiły pewne ruchy kadrowe w strukturze firmy w 1995, ale może też tak być, że faktycznie to Alan zaprzestał tylko nagrywania i występowania na scenie, bo w depeche MODE faktycznie był/jest… depeche MODE sp. z o.o.. Nie mniej kontakty na podłożu finansowym nadal istniały. Nie mam tu na myśli tantiem, bo to jest coś oczywistego, nadal odprowadzane są na rzecz Alana. Tu chodzi o kwestie zarządzania prawami i reprezentowania części interesów Alana, które nadal ulokowane są w depeche MODE. Czemu tak długo to się ciągnęło? Myślę, że wynikało to z faktu, iż Panowie przez lata nie rozmawiali ze sobą, a wpadki typu pominięcie Alana na filmie do składanki The Videos 86>98 skutecznie ochłodziły relacje. Dopiero przekształcenia na linii Mute – EMI (2002), a później EMI – Mute (2008), prace nad remsterami, rozwód Alana i Martina, zmusiły całą czwórkę do podjęcia wysiłku wyjaśnienia tych spraw wspólnie. Warto skojarzyć fakty, że do wspólnego występu dochodzi w lutym 2010, po wyjaśnieniu i wyczyszczeniu wszelkich kwestii prawnych i finansowych w 2009. Również w tym czasie (17.02.2010) dochodzi do owej niesławnej sceny kłótni Andiego z resztą zespołu, której Alan był świadkiem w Londynie. Jako powód podawane jest właśnie tło finansowe i dysproporcja w zarobkach jego i reszty. Analizując dokumenty Venusnote Ltd, znaleźć można i takie, gdzie pewne ważne decyzje zapadły właśnie podczas tej wizyty w Londynie i właśnie datą 17.02.2010 są opatrzone. Trudno nie mieć przypuszczeń, że tak późne pojawienie się Alana na scenie (od odejścia w 1995) nie miało li tylko muzycznego charakteru. A jak pamiętamy głównym powodem odejścia było niedocenienie, również finansowe.)

Te zmiany prowadzą jednak do pytania o mastery z przed 1995 roku. Odpowiedzią będzie stwierdzenie, że nie ma czego się obawiać, ponieważ odpowiedzią na to jest depeche MODE ltd. Firma co prawda nie prowadzi działalności operacyjnej, to formalnie jednak istnieje i jest w posiadaniu masterów i praw. (W dokumentach firmy można wyczytać, że stanowiska dyrektorskie (właścicielskie) posiada tam cała czwórka z Alanem włącznie do czasów obecnych, a JD Fanger zajmuje się prowadzeniem biznesu w ich imieniu.)

Martin posiada prawa autorskie (kompozytorskie) do swoich utworów przez Grabbing Hands Music – nawet do utworów z lat 1981-1983, do których wcześniej prawa autorskie posiadało Sonet – Martin zatrudniał Sonet jako zarządce praw aż do 1992, kiedy to zarządzanie prawami zostało przeniesione do EMI. To właśnie dlatego EMI Music Publishing Ltd. widnieje nieraz równolegle do Publishingu Sonet. To wszystko odbywa się na zasadach licencjonowania praw i oznacza to tyle, że teraz EMI pobiera tantiemy w imieniu Martina. Przy niektórych utworach pojawia się jeszcze inna nazwa firmy Grabbing Hands – a dokładnie Grabbing Hands Overseas, był to zagraniczny oddział angielskiego Grabbing Hands Ltd, który działał w latach  1992-2009.

Prawa autorskie w imieniu Dave’a pobiera firma JJSR, która jest jego publishingiem od 2003. (JJSR to pierwsze litery imion dzieci Dave’a – Jack, Jimmy, Stella-Rose) Egzekucja praw autorskich jest licencjonowana do Universal, ale nadal Dave posiada wszelkie prawa do swojej muzyki.

Dodatkowo przy okazji każdej płyty od 2005 Dave, Martin i Andy zawiązują spółkę komandytową (LLP – limited liability partnerships) W czasach Playing The Angel była to firma Black Swarm LLP, w czasach Sounds Of The Universe spółka ta nazywała się Disbursements LLP. Obecnie na potrzeby Delta Machine powstała spółka komandytowa – Fruity Generation LLP. (Nie znam faktycznego przeznaczenia tych firm, ani dlaczego akurat taka forma prawna spółki. Mogę tylko przypuszczać, że o ile takie firmy, jak depeche MODE ltd są po to, aby pilnować spraw związanych z prawami autorskimi i pokrewnymi, żadna z wcześniej omawianych firm nie jest angażowana do bieżącej działalności operacyjnej. Tak w przypadku Black Swarm, czy Fruity Generation chodzić by mogło o rozliczenie bieżących spraw związanych z produkcją płyty, trasy, kosztami promocji i pozyskiwania sponsorów. W momencie zakończenia projektu Delta Machine wraz z trasą, wszelkie koszty będą rozliczone, przelewy dokonywane, a spółka idzie do piachu. I jeszcze jedna ciekawostka. Wszystkie spółki komandytowe depeche MODE rejestrowane są pod jednym adresem, stąd miałem łatwość w namierzeniu pozostałych spółek. Nie mniej radzę opanować emocje, ponieważ jest to tylko adres i nic więcej. Na ten adres przychodzi jedynie korespondencja, która później jest dystrybuowana do zainteresowanych. Na ten sam adres zarejestrowane jest przeszło 170 innych spółek.)

Nic mi nie wiadomo na temat umowy z Sony/Columbia, czy też niedawnego przejęcia praw do zarządzanych przez BMG od Universal Publishing katalogu wytwórni MUTE. Osobną i bardzo interesującą częścią była historia podpisania umowy między EMI, a depeche MODE w 2008. Miało to potem kluczowe znacznie przy doprowadzeniu, ponownie do usamodzielnienia się Daniela Millera / Mute (od upadającego na twarz trupa) dwa lata później. EMI powiedziało Danielowi, że jedynym zespołem, którym są zainteresowani pozostawieniem, to depeche MODE. (…) Zespół zgodził się pozostać w EMI pod warunkiem zgody EMI na opuszczenie przez Mute. (Wygląda na to, że depeche MODE spełniło rolę okupu/zakładnika w 2008, konsekwencją pozostawania w EMI było również wydanie składanki Remixes 1981-2011, która jak wiemy była nikomu nie potrzebna i wynikała jedynie z zapisów umowy z wytwórnią. Zespół tego nigdy nie ukrywał.) Warto przypomnieć też fakt, że 1997 depeche MODE nagrało i wydało płytę tylko i wyłącznie dzięki prywatnym pieniądzom Daniela. Mute było w tym czasie bankrutem. (Sytuacja finansowa depeche MODE była również nie lepsza. Dezintegracja zespołu i życie ponad stan właściwie od 1990 doprowadziły zespół do bardzo trudnej sytuacji finansowej. Był to jeden z faktycznych powodów, dlaczego depeche MODE nie pojechało w 1997 roku promować Ultra na trasie koncertowej. Zespołu po prostu nie było stać na zorganizowanie trasy koncertowej, a kolejna w 1998 była tak uboga wizualnie, zasięgowo i kosztowo. Między bajki należy włożyć historię o braku gotowości zespołu, czy obawach przed ruszeniem w ponowną trasę. Nie twierdzę, że to nie był jeden z czynników w 1997, ale na pewno nie najważniejszy i nie decydujący. Mogę podać jeszcze jeden powód, ale zostawię go sobie na kolejny wpis, tym razem to promocji i trasie z lat 1997/98.)

_

No i to tyle, jeżeli chodzi o przeszłość, tą dalszą i całkiem bliską. Z ostatnich wydarzeń warto jeszcze przypomnieć odejście zespołu z agencji artystycznej CAA i przejście do WME. Dzięki czemu mogły ruszyć prace nad północnoamerykańską częścią Delta Machine Tour.

Więcej o obecnym statusie prawnym zespołu można będzie powiedzieć, jak dostaniemy w łapki najnowszy album. Zarówno książeczka płyty, jak i tourbook są potężną kopalnią wiedzy. Tam każde słowo coś znaczy. Mam na dzieję, że podobał wam się ten wpis i sprawi Wam tyle przyjemności w kopaniu po sieci, jak i mi.

Jeżeli w trakcie czytania aż prosiło się, żeby gdzieś kliknąć i przenieść się na strony których dotyczył dany fragment, a linka tam nie było, to nie był to przypadek. Zrobiłem to celowo. Komu nie będzie wystarczać historia biznesowa depeche MODE spisana przez devotional83, z moimi komentarzami, to śpieszę donieść, że skoro mi się udało, to i Wam również. To wszystko jest w sieci, więc wystarczy poszukać. Nie jest to trudne, dacie radę…

[aktualizacja]:

2013.03.12 ukazał się wywiad dla portalu electronicbeats.net, w którym pada takie stwierdzenie:

Daniel’s certainly been very involved in the making of this record—with the process of recording and lots of the choices made throughout the whole journey. What happened was around the time of Exciter, Daniel, with our blessing, signed Mute to EMI. And he gave over a lot of control to them. He retained complete artistic control, but right before we were set to record Delta Machine, there were rumors about EMI folding. We didn’t want to be stuck in limbo and have this thing stuck in the courts, because you hear about this stuff happening. Now Daniel still owns Mute Artists, but not Mute Records, which he tried to buy back after he sold it, without success. He got outbid and was very upset, which I only found out recently. He wanted to take it all back, but we basically told him, “Dan, we’ve got to move on.” And we don’t want to be the lynchpin that holds it all together. We had to ask ourselves, “Where is Mute? What is Mute? Who’s distributing it?” So we decided to shop around and Sony came up with the best offer to make sure Daniel is still around for us, and to make sure we were able to gain control of what we’re doing. Most importantly, in 2015, we’ll be able to get control of our entire catalogue. We’ll own it. It won’t be in limbo. After Delta Machine, we’ll be in real control. For us, Daniel’s one of the most important parts of what we do. He’s a constant and we want to keep it that way.

Pełen wywiad można przeczytać klikając na ten link. Bardzo ciekawy wywiad pokazujący różne sprawy dziejące się w tle Delta Machine.

Oryginalny wpis devotional83 znajduje się tu.

Koncerty niedokończone…

Wzorem kultowej audycji w jednej ze stacji radiowych, postanowiłem zająć się tematem niedokończonym. Jako, że rozmowy, to temat rzeka i jak widać zagospodarowany, dlatego pomyślałem, że warto skupić się na niedokończonych… ale koncertach 🙂

depeche MODE w swojej historii miało koncerty, które były przewidziane, jako normalne występy. Miały się po prostu odbyć, zespół miał przytulić kiesz, publika miał się wyszaleć, a potem opowiadać na jakim to zajewistym koncercie była. Zrządzenia losu sprawiły, że działo się jednak inaczej i o tym jest ten wpis…

No dobra najpierw krótko o kryteriach wg których dobierałem koncerty. Koncert nie mógł być odwołany przed wpuszczeniem ludzi na obiekt, więc wszelkie koncerty oznaczone, jako odwołane na MODEontheROAD.com nie mogły się znaleźć w tym zestawieniu. Również nie miało znaczenia w którym momencie koncert został przerwany. Mógł być to tylko, jeden wykonany utwór, ale też mógł pozostać tylko jeden utwór do końca koncertu. Przyczyna zmiany lub skrócenia koncertu nie mogła być wcześniej zaplanowana. Zdarzenie musiało być losowe i nie przewidziane. No i musiała być wpuszczona publiczność na obiekt z myślą o uczestnictwie w koncercie.

Przerwanych koncertów w całej historii koncertowej zespołu nie ma wiele. Większość występów, dochodzi do skutku ze szczęśliwym finałem. Oczywiście jest kilka koncertów, które zostały skrócone, ale było to z góry zaplanowane, choć publika akurat nie musiała o tym wiedzieć. Mam tu na myśli np skrócony celowo koncert w Lipsku 2001.09.09. Lista przerwanych koncertów jest dosyć krótka i zaczyna się w 1984 od koncertu w…

Böblingen (Niemcy) 1984.12.11

Koncert sprawnie zbliżał się do finału, gdy zebrana publiczność poczuła nagłe wzruszenie po wykonaniu See You [79]. Nie, to nie głęboki i zaangażowany tekst See You [79] tak podziałał na pobratymców Dietera Bohlena, to któryś z uczestników koncertu zaaplikował pozostałym fanom dodatkowe wrażenia w postaci gazu łzawiącego.

Dave krzyknął do tłumu: There is a BOMB in this place, so you’d better get out! Musiało być gorąco wtedy w hali. Przed koncertami wtedy działy się duże ekscesy do tego stopnia, że gdy depeche MODE przybyło ponownie w 1986 do Niemiec, to Czerwony Krzyż odmówił zabezpieczenia medycznego koncertów. Koncerty depeche MODE postrzegano jako występy podwyższonego ryzyka.

Setlista:

Intro [excerpt from Master And Servant (voxless)]
Something To Do
Two Minute Warning
Puppests
If You Want
People Are People
Leave In Silence
New Life
Shame
Somebody
Ice Machine
Lie To Me
Blasphemous Rumours
Told You So
Master And Servant
Photographic
Everything Counts
See You

Montreal (Kanada) 1993.09.08

Prawie 10 lat trzeba było czekać do następnego przerwanego występu. Po stosunkowo „łagodnym i łatwym przejściu” przez Europę, w Ameryce Północnej zaczęły się schody. Życie w trybie upojenia narkotykami wszelkiej maści – od fajek, aż po ciężkie dragi dawało swoje efekty. Tak też stało się właśnie owej nocy. Zespół przybył do Montrealu, ledwo drugi koncert na trasie po Ameryce Północnej, gdy Dave doznaje utraty głosu. Od początku koncertu Dave śpiewa bardzo słabo i nie równo. W miarę, jak koncert postępuje, postępuje też zanik głosu. Z numeru na numer jest co raz gorzej. Ledwo dociąga do setu Martina, w czasie którego zapada decyzja, że Dave nie wyjdzie już na scenę. Martin dostaje zadanie dokończenia koncertu przy pomocy swojego podwójnego setu.

Na tę noc setlista miała wyglądać tak: A Question of Lust / Death’s Door / prawdopodobnie Mercy In You. Gdyby tak było, to byłby to jeden z 5 wykonów tej wersji setu na trasie. Gdyby natomiast w secie pojawił się Get Right With Me, to był by to jeden z 7 wykonów na tej trasie. Z tym, że w Ameryce Północnej set z Get Right With Me [18] wykonano jedynie raz w Houston 1993.10.10.

Martin jako dodatkowy bonus wykonał Judas [40], oraz One Caress [31]. Ciekawy jestem jak wyglądała kwestia wizualizacji podczas tego koncertu ponieważ jak pamiętacie obrazy świecone do Judas [40] i A Question Of Lust [39] to jedno i to samo. Być może był to jedyny koncert, gdzie Judas [40] było bez wizualizacji, albo był to jedyny koncert na świecie, gdzie świeczki płonęły od końca dwa razy.

Druga ciekawostka tego koncertu to fakt, że właśnie z tego feralnego koncertu pochodzi zapis  One Caress [31] (bez kwartetu smyczkowego), ze smykami z klawisza, opublikowany potem na Songs Of Faith And Devotion – Live. Wbrew powszechnej opinii One Caress na SoFaD-Live to nie wynik dogrania partii klawiszowych smyków w studio, a świadomy wybór tej właśnie wersji z racji słabości wykonań kwartetów. W końcu nie ma jak to ręka Mistrza na żywo i do tego w stresie i napięciu w związku z zaistniałą sytuacją.

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
Death’s Door
Judas
One Caress

Nowy Orlean (USA) 1993.10.08

Kolejny raz koncert został przerwany w Nowym Orleanie 1993.10.08, miesiąc po feralnej utracie głosu w Montrealu 1993.09.08. Tym razem nie były to przejściowe trudności wynikające ze zbyt długiego picia i imprezowania. Tej nocy zespół nie był nigdy tak blisko przerwania całej trasy w swojej dotychczasowej historii. Koncert dotarł w swoje głównej części do bisów, niestety tym razem nie było dane Dave’owi wyjść na Personal Jesus [96], którym zaczynali ostatnią część koncertu. Trzeba tu dodać, że podobnie, jak to było w 2009 w USA, również i na tej trasie koncerty były obcinane o dwa ostatnie bisy, tj Fly On The Windscreen [79] i Everything Counts [88]. Powody nie był zawsze te same. Raz mogło to wynikać, ze słabej kondycji Dave’a innym razem główną przyczyną były regulacje lokalne o ciszy nocnej, wymuszające zakończenie koncertu o określonej godzinie.

W czasie koncertu Dave doznaje lekkiego ataku serca. Prowadzony przez Gahana styl życia zaczynał odbijać mu się na zdrowiu. Organizm nie wyrabiał już. Za komentarz do całej sytuacji niech będzie wybór przez Martina utworu, który śpiewa na bis. Pewnie ze względu na krótkość utworu, ale również jako najtrafniejszy opis sytuacji Martin zaśpiewał Death’s Door [49], po czym zniknął z Alanem ze sceny kończąc tym koncert.

Wszystko to działo się w czasie, gdy Dave był wieziony do szpitala karetką na sygnale. Dave zmierzał do …Drzwi Śmierci….

Setlista:

Higher Love
Policy Of Truth
World In My Eyes
Walking In My Shoes
Behind The Wheel
Halo
Stripped
Condemnation
A Question Of Lust
One Caress
Mercy In You
I Feel You
Never Let Me Down Again
Rush
In Your Room
Death’s Door

Kansass City (USA) 2006.05.10

Na kolejny niedokończony koncert „musieliśmy” czekać do maja 2006. Koncert okrzyknięty, jako zemsta Montezumy odbył się tuż po powrocie zespołu z trzy-koncertowej wycieczki do Meksyku. Ponownie przyczyną przerwania koncertu jest utrata głosu. Dave również przez całą pierwszą część koncertu śpiewał z utworu na utwór co raz słabiej, by w momencie wyjścia na scenę na pierwszy utwór drugiej części setu utracić głos dokumentnie. In Your Room [97] nie zostaje ukończone i po kolejnej próbie wykonania zespół podejmuje decyzje o zejściu Dave’a ze sceny. Fletch robi podkład pod zaistniałą sytuację i informuje publikę o kłopotach Dave’a. Rolę głównego wokalisty przejmuje Martin i rozpoczyna swój nieplanowany recital w kolejności Leave In Silence [26], A Question Of Lust [14], Somebody [34] i Damaged People [54].

W przypadku tego ostatniego utworu warto zaznaczyć, że kawałek ten po zakończeniu zimowej trasy nie był już w planach do grania. Jest to jedyne wykonanie tego kawałka na wiosenno-letniej strasie przez Martina.

Koncert był rejestrowany przez ekipę LHN z myślą o późniejszym wydaniu w ramach serii Recording The Angel. Jednak z powodu zejścia głosowego Dave’a koncert nigdy nie został upubliczniony, a nagranie powędrowało do archeo zespołu. Do tej pory była znana jedynie setlista koncertu, oraz przyczyny przerwania koncertu. Natomiast nikt nie upublicznił nagrania w postaci bootlegu. Aż do teraz… Podobnie, jak to było w przypadku koncertu z Canning Town 1982.02.27, również i tym razem powodem powstania tego tekstu jest wypłynięcie bootlegu z Kansas City.

Niestety bootleg nie jest pełny, gdyż nagrywający miał problem… z nadmiernym parciem na ścianki pęcherza moczowego, wywołane nadmiernym spożyciem sikaczy, o niskiej zawartości alkoholu, który w Europie nawet obok picolo bym nie postawił. Dobra problemy ornitologiczne jakiegoś taper’a to niby nie moja sprawa, ale miały wpływ na zapis jedynego opublikowanego bootlegu z tego koncertu. Taper nie dotrwał do refrenu Damaged People [54]  i ostatnie wykonanie tego numeru pozostaje nieudokumentowane. Początek też nie wystawia najlepszego świadectwa. Z całego koncertu ostał się jedynie zapis:

Leave In Silence
Fletch Speaks
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Setlista:

Intro [excerpt from I Want It All]
A Pain That I’m Used To
A Question Of Time
Suffer Well
Precious
Walking In My Shoes
Stripped
Home
It Doesn’t Matter Two
In Your Room
Leave In Silence
A Question Of Lust
Somebody
Damaged People

Ateny (Grecja) 2009.05.12

Ten koncert wywołać może największe zdziwienie i polemikę, ale myślę, że kryteria jakie przyjąłem do przygotowania tego opracowania w pełni uprawniają ten koncert do znalezienia się w tym zestawieniu.

Publika „rozgrzana” występem Motor, a raczej temperaturą i zbliżającym się występem, nie była kompletnie gotowa na to, co usłyszą. Koncert właściwie się już zaczynał. Opływająca kulę DM, to było takie swoiste odliczanie do pierwszych dźwięków. Tym święcąca kula była na Tour Of The Universe, czym burza i błyski na Devotional Tour.

Zamiast jednak słyszeć pierwsze dźwięki In Chains [102] publika usłyszała informację o odwołaniu koncertu z powodu „niedyspozycji” Dave’a. W czasie gdy padały poniższe słowa, Dave jechał już na sygnale do szpitala.

Post factum już wiemy, że koncert zapowiadał zmiany, które fani zobaczyli dopiero w Lipsku 2009.06.08. Otóż znana jest pełna setlista tego niedokończonego koncertu. Miał być to pierwszy koncert na tej trasie, na którym zespół miał wykonać Policy Of Truth [100], po ledwo dwóch koncertach. Dave nie był zadowolony z In Sympathy [2] jako numeru na żywo. Nie wiele brakowało, aby ten sam los podzielił Peace i Come Back [35], jednak upór Dave’a zrobił swoje. Tu przeciwnikami byli Martin i Andy. Oczywiście nie twierdzę, że to miało się stać na koncercie w Atenach 2009.05.12. W każdym razie In Sympathy [2] było jeszcze próbowane przed koncertami w Nowym Jorku 2009.08.03-04, by potem zaniechać nierównej walki.

_

Miejmy nadzieję, że na najbliższej trasie nie doświadczymy taki koncertów. W końcu nikomu nie zależy, aby koncerty przerywane były w najmniej oczekiwanych momentach. Nawet jeżeli fajnie to potem wygląda w opracowaniach, a pewien blogger dzięki temu może strzelić kolejny sensacyjny tekst i popisać się powszechnie (???) znaną wiedzą.

Daliśmy się zrobić…

Teraz, to każdy mądry, jak już tak wiele wiadomo… z jednej strony słychać dźwięk tłuczonego szkła, jęk zawodu i chrzest zdzieranych plakatów ze ścian. Z drugiej strony jest spora grupa sympatyków depeche MODE, która jest bardzo zadowolona. Trwa teraz jedno wielkie przekonywanie się na wzajem która prawda jest najprawdziwsza. A mówiłem, że będzie grubo i wielu się zawiedzie. Ale to już przerabialiśmy w czasach premiery Sounds Of The Universe i Excitera. Zacznie się mówienie o tym, jak to płyta jest słaba lub dobra i że ostania nadzieją jest trasa. Jedni pojadą dla starych numerów, inni aby sprawdzić, czy przypadkiem nowe numery udało się uratować… ale ja nie o tym chciałem dziś…

Mam wrażenie, że wielu z nas, w tym i ja daliśmy się zwieść sztuce dezinformacji zespołu, jaka została zaaplikowana nam w czasie konferencji, oraz po opublikowaniu montażu obrazków ze studia okraszonych, co prawda skończoną, ale pozbawioną właściwego mixu i masteringu Angel.

Dziś, gdy oglądam ponownie konferencję prasową, oraz przeglądam ponownie wywiady z zespołem, ciężko nie odnieść wrażenia, że zespół rzucił nam wyzwanie, którego nie podjęliśmy. W zamian za to rękawica nie dość, że nie została podjęta, to jeszcze odrzucona przez fanów przy pomocy parodii Upadku z Hitlerem. Wtedy bawił mnie, dziś mam poczucie lekkiego zażenowania.

Również kamyk można wsadzić do ogródka niektórym zagranicznym dziennikarzom, którzy dostali szansę zrobienia wywiadu 1 na 1 i tak gładko łykali cały kit, jaki zespół im sadził do kamery. No bo jak można w jednym wywiadzie przyjąć odpowiedź, że zespół ledwo co umył ręce po kielni i farbie a jeszcze kit w oknach nie zasechł, więc nic jeszcze nie jest ustalone, nie mają bladego pojęcia o trasie, tytule płyty, grafice i paru innych detalach. Tym czasem jako odpowiedź na kolejne pytanie pada informacja, że klucz do rozwikłania tytułu płyty zaszyty jest w plakacie trasy.

Już zmilczę głupie i banalne pytania o to, czy przygotowali coś specjalnego dla fanów z Mozambiku, albo co wiedzą o Gwinei Równikowej. Z tych pytań już łacha ciągnęliśmy jakiś czas temu. Dlatego, jakby już daruję i nie będę się pastwił.

Jednak ciężko mi teraz pozbyć się wrażenia, że ze strony fanów nie padło – challenge accepted, w momencie, gdy zespół wiele razy puszczał do nas oko.

Ok, szukaliśmy tytułów piosenek, nawet powstała jakaś lista, gdy po opublikowaniu informacji o Delta Machine okazało się, że ta lista w filmie już była podana… w całości.

Delta Machine - Spis kawałków
Delta Machine – Spis kawałków

Zastanawialiśmy się jak będzie wyglądać okładka, a wystarczyło spojrzeć za okno. Kto wie, jakie rodzynki zespół ukrył jeszcze w tym cieście. Ciekawe na ile ta zabawa przekazem, to tylko zatrzymana w kadrze nie planowana zabawa ekipy nagrywającej względem siebie, a ile z tego, to celowa zabawa w kalambury z fanami.

Delta Machine - Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine – Martin z widokiem na zbiornik z okładki
Delta Machine - Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine – Dave z widokiem na High Lane
Delta Machine - Widok z okna
Delta Machine – Widok z okna

Ile jeszcze wyjdzie z tego nowych spraw, gdy ukarze się album, single, a ile poznamy dopiero na trasie. Jeszcze tak wiele niewiadomych, że chyba praktycznie do końca okresu promocji projektu Delta Machine, będziemy wracać do zakodowanej wiadomości, przybijać twarzo-palmę i krzyczeć nooo jacha…

Tekst do jednego z numerów z płyty. Ciekawe, czy te podkreślenia, to któryś tytuł tego kawałka? Może Falling? Może Broken?

Delta Machine - Tekst do Broken
Delta Machine – Tekst do Broken

Zespół mówił co innego, a tak na prawdę chłopaki mieli wszystko zaplanowane w każdym detalu. Niczego nie zostawili przypadkowi. Każdy gest, każdy element, jaki zadział się na konferencji miał swój pomysł i był przemyślany. Skoro mieli tak dopracowaną typografię, a Dave powiedział, że w stojącym za plecami dziennikarki Roll-up’ie zakodowany jest tytuł płyty, to bajką jest zmęczenie i przyjście z marszu ze studia na konferencję. Każdy aspekt został zaplanowany, do tego stopnia, że poza niewiedzenia niczego, przyjęta na konferencji też była zaplanowana. Wystarczyło patrzeć…

Delta Machine - Barrel Of A Gun
Delta Machine – Barrel Of A Gun

Pytanie jaki kawałek zespół planuje na najbliższej trasie grać?

Nawet wybór miejsca kręcenie filmów na trasę / teledysk był podpowiedzią w temacie płyty. Wygląda na to, że depeche MODE tym razem… albo nie… jak nigdy chcieli pokazać, że nie pozostawili żadnej sprawy przypadkowi. Przypomnę, że do Touring The Angel byli tak nie gotowi, że logo na biletach i plakatach było z 2001. Stało się tak, że nic nie mówiąc na konferencji powiedzieli równolegle przy pomocy obrazu i niedomówień dużo więcej niż byliśmy gotowi wtedy przyjąć. Czasem jak widać powiedzenie – Mniej słów, mniej błędów – ma nie tylko zastosowanie w relacjach z kobietami i służbami specjalnymi, ale również w stosunku do fanów. Fani chcieli wszystko na tacy, a oni postawili pudełko, a szyfr był na pudełku wyryty… wystarczyło umieć patrzeć.

No i nie zabrakło też żartów… erotycznych i nie tylko…

Delta Machine - Anal
Delta Machine – Anal System

P.S. parę osób pytało mnie o zdanie nt singla, o płytę i o recenzję. Myślałem o tym, ale chyba jednak nie sądzę, żeby na tym blogu pojawiła się obecnie recenzja Delta Machine. Staram się unikać bierżączki, z resztą do tej pory nie napisałem jeszcze tekstu o Sounds Of The Universe, który miał być moja recką tego albumu… może koło 2015 się wyrobię, więc na 2017 znajdę czas aby napisać coś więcej o Delta Machine.

aaaa i teledysk jest już…

A tym czasem zabieram się do grzebania w historii…

Kit mu w ucho…

Jakiś rok temu napisałem tekst o tym, czemu nie ma  z koncertów depeche MODE nagrań, których źródłem są IEMy, czyli In-Ear Monitoring. Po naszemu odsłuchy douszne. To ważne, ponieważ dziś będę kontynuował ten temat. Myślę, że wtedy dosyć dokładnie opisałem podstawy, dlatego nie będę się zagłębiał w detale. Kto nie czytał, sugeruje nagrobić zaległości. A powód ku temu jest ważny, gdyż ostatnio pojawiły się przesłanki, które w zasadniczych kwestiach będą przeczyć temu, co napisałem wtedy. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

W ubiegłym tygodniu pojawiło się na sieci takie zdjęcie z takim oto podpisem:

Dave Gahan from Depeche Mode came by the office for a pair of T1 Lives! Cool guy.

68490abe61a411e2815722000a1fa518_7

Oczywiście najważniejszymi komentami na Instagramie (gdzie umieszczono, tę fotkę), były określenia jak to 'awesome’ i 'nice’ jest Dave. Zmilczę. Ważniejsze dla mnie jest, gdzie i po co się pojawił.

Firma, w której się Dave zjawił – ACS, to zakład produkujący wkładki i systemy douszne dla profesjonalistów, kto miał kiedykolwiek coś do czynienia z aparatami słuchowymi i całym procesem przygotowania ich, ten będzie wiedział o co chodzi. Analogia jest tu bardzo bliska. Jako, że nie ma dwóch par identycznych uszu, a nawet w parze uszy się różnią, wiec wymaga to indywidualnego dopasowania wkładek IEMów. Szczególnie ma to istotne znaczenie przy odsłuchach tak dynamicznych ludzi, jak Dave. Ale również pozwala na izloację zewnętrznych dzięków tak, aby nie zaburzały selektywnego słyszenia tylko tego, co dociera do muzyka przez słuchawki. Kto słuchał muzyki w komunikacji miejskiej, ten wie o czym mowa. Działa to niczym dobry kit, czy silikon izolujący od reszty świata. Jest to pierwszy raz dla Dave’a, a wcześniejsze próby były wiele razy porzucane. Prawdopodobnie wynikało to z faktu, że zespół aplikował sobie standardowe odsłuchy Sennheiser’a. Z resztą sama firma chwaliła się tym od 2006 roku, a prawdopodobnie były to standardowe odsłuchy od 1998-2001 roku Martina i reszty teamu.

Z odsłuchów firmy ACS korzystają tacy muzycy jak Bono/U2, Muse, Prodigy, a nawet tacy giganci sceny, jak PSY, więcej na „polskiej” stronie tej firmy -> http://www.acscustom.com/pl/

Dave bronił się przed odsłuchami, ponieważ jak twierdził przeszkadza mu to w śpiewie i sprawnym poruszaniu się po scenie, po za tym twierdził, że jest ze starej szkoły koncertowej, gdzie wokalista kontroluje show zbierając, to co dzieje się dookoła niego, w tym publikę. M.in. dlatego nadal nagrywa wokale w studio, tak samo, jak śpiewa się na koncercie w mikrofonem w ręku, a nie w wyizolowanej klatce, choć i takie obrazy można znaleźć. Przypomnę choćby sceny z nagrywania Only When I Lose Myself.

Zmiana, jaką zaskoczył nas Dave w ub tygodniu, może oznaczać (choć nie musi), wielkie zmiany. Ten ruch rodzi wiele ciekawych pytań, ale też wiele obaw. Do tej pory nie znamy prawdziwych przyczyn tak dużego rozstrzału w datach koncertów. W ubiegłym roku głośno się zastanawiałem nad takim, a nie innym ułożeniem trasy, gdzie z wyjątkiem Londynów, żaden koncert nie jest grany dzień po dniu, co wygląda szczególnie dziwnie w przypadku Dusseldorfów. Postawiłem wtedy tezę, że być może oznacza to zastosowanie rozbudowanej sceny, która uniemożliwia transport między lokalizacjami w ciągu jednej nocy. Marzenia.

Zaopatrzenie się przez Dave’a w odsłuchy douszne jakby potwierdzało tę tezę. Choć nie musi. Dave będzie musiał przemierzać spore odległości po scenie i wyposażenie wszystkich członków zespołu w IEMy jest po prostu tańsze, niż zamówienie paru ton paczek rozstawionych po całej scenie. Prawdopodobieństwo błędu, niełączenia, znacząco wzrasta. Czas potrzebny na zmontowanie wszystkiego się wydłuża, albo trzeba zainwestować w znakomicie większą liczbę ludzi po stronie obsługi technicznej. Pamiętajmy, że te koszty przenoszą się potem bezpośrednio na ceny biletów. Dlatego, choćby z tego względu jest to ruch logiczny i ekonomiczny, skoro i tak już fani narzekają na ceny biletów. Najprościej mówiąc w całym tym zamieszaniu chodzi po pozbycie się tego stada paczek, które stoją przy Dave’ie na poniższej fotce.

andyyyhw8

Oczywiście jest to wytłumaczenie na naszą korzyść. Oto zespół w końcu zainwestował w dużą scenę, bo planują spektakularną trasę stadionową i chcą uniknąć błędów z poprzedniej trasy, gdzie scena na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, czy na San Siro w Mediolanie wyglądała jak stragan w czasie przedświątecznego jarmarku. Wiele zespołów korzysta pełnymi garściami z faktu pozbycia się okablowania na scenie i bezprzewodowej łączności w czasie koncertów, a firmy budujące sceny mogą potem wpisać to do swojego CV i być dumne i blade z faktu obsługi tak potężnej trasy koncertowej z piękną pod względem wizualnym sceną.

Są również inne względy, które mogą wymuszać na Dave’ie taki ruch. W zależności od punktu widzenia decyzja o użyciu IEM’ów jest zarówno pozytywna, jak i negatywna.

Jednym z zarzutów tuż po zakończeniu Tour Of The Universe był fakt, że Dave śpiewał sobie, a muzyka sobie. Nie wchodził we frazy, fałszował, bardzo niewyraźnie wyśpiewywał końcówki słów, lub poszczególnych linijek. Ta niechlujność mogła być tłumaczona chorobą, zmęczeniem trasą, ale również faktem, że siebie nie słyszy biegając po scenie. IEM pozwolą mu lepiej kontrolować siebie w czasie trasy. Do standardu koncertów depeche MODE przeszedł gest dwóch palców wskazujących robiących kółko, rowerek, różnie to nazywano, który był znakiem dla akustyków z boku sceny do podniesienia głośności odsłuchów, no bo Dave się nie słyszał. Z profesjonalnego punktu widzenia inwestycja w odsłuchy pozwala na ograniczenie pewnej nieprzewidywalności i zmienności koncertu, pozwalając na większe kontrolowanie się zespołu w czasie gry. Wystarczy posłuchać Wrong z początku trasy, jak i z końca, aby zrozumieć jaka różnica na niekorzyść tego numery powstała z faktu niedbałego śpiewania.

DSC08052

Dla mnie jako fana i miłośnika koncertów inwestycja w odsłuchy jest jednak negatywnym posunięciem. Narzekamy na bardzo dużą powtarzalność depeche MODE na koncertach, niestety IEM u Dave’a sprawią, że ta powtarzalność stanie się jeszcze większa. Jaki będzie sens jechać na kolejne koncerty, skoro prawdopodobieństwo niepopełnienia błędu jeszcze bardziej się zwiększy. Potencjalnie kolekcje z cyklu „Something went wrong.” staną się jeszcze uboższe. Ale to jeszcze można uznać za czepianie się. Większym dla mnie problemem, jest potencjalna utrata kontaktu Dave’a z publiką. Zawsze ceniłem interakcję Dave’a z publiką w czasie koncertu i sposób w jaki prowadzi ją. Było to możliwe właśnie dlatego, że nie miał tego kitu w uchu. Oglądając koncerty wielu innych zespołów częstą sytuacją był fakt, gdy wokalista chcąc usłyszeć, co śpiewa publika musiał zatrzymać się na chwilę i wyjąć odsłuchy z uszu. Inaczej nie był w stanie nic usłyszeć. Pół biedy, gdy wokalista ma tylko jeden odsłuch w uchu, gorzej gdy oba uszy są zatkane kitem. Wokalista staje się głuchy na zagrania publiki, do momentu, aż mu ktoś nie powie o tym przez IEMy lub sam nie zobaczy, że coś się dzieje na obiekcie Wówczas sztampa, nawet jeżeli była stałym elementem koncertów, teraz staje się wręcz wymagana. Smutne to niestety.

A już tak na marginesie, jak Dave pozbędzie się odsłuchów ze sceny, to gdzie ukryją mu techniczni monitor z tekstami piosenek, bez tego czasami kolega ginie. 😛 Oby nie wyposażył się na tę okazję w iPada, w okolicach statywu, jak to zrobił na ostatnich koncertach symfonicznym Ronan Hariss z VNV Nation, albo Peter Heppner, który bez ceregieli trzyma na scenie nutownik z tekstami na kartkach i przewraca kolejne karteczki w miarę jak śpiewa kolejne kawałki. 🙂

Podchodzę do tej decyzji z umiarkowanym optymizmem. Dla mnie koncerty to autentyczność spontan i nieprzewidywalność zespołu na scenie. Tego nie da się zrobić, gdy wszystko jest wyreżyserowane do ostatniego punktu, łącznie z tym, że to gość na konsolecie mówi poszczególnym członkom zespołu kiedy mają zacząć grać, jak mają grać i ile razy wolno im powiedzieć You are the best audience in the world czy Mejk some motafokin nojz!!!!! Nie mniej zdaję sobie sprawę, że wiek już nie ten, a i produkcja spektaklu ma pewne wymagania. A możliwość powstania licznych bootlegów zgrywanych z IEM, w pewnym stopniu łagodzi moje obawy…

MODEPECHE

Jest rok 1982, zespół postanawia zawalczyć o swoją pozycję, mimo prób ustawiania depeche MODE, przez media, na kursie kolizyjnym z nowymi projektami Vince’a Clarke’a. Po udanej trasie promocyjnej swojego pierwszego albumu i świadomości, że nie mogą liczyć na media (szczególnie radio), postanawiają wykorzystać swój największy atut, czyli koncerty. Jeden z tych koncertów był również próbą ratowania przyjaciela…

Początek 1982. W szeregach zespołu, jako muzyk sesyjny pojawia się Alan Wilder, czyli jedyny człowiek, który w owym czasie potrafił grać obiema rękami bez patrzenia na klawisze :-). Tak zasileni, jeszcze jako trio nagrywają singiel See You [39] z Now, This Is Fun [36], oraz kawałek The Meaning Of Love [38]. Zespół dokłada te numery do setu, plus nieużywany na poprzedniej trasie numer Shout! [38] i wyrusza ponownie w trasę. Panowie chcieli sobie, prasie i fanom udowodnić, że potrafią. Z przekazów wiadomo, że set był przez całą trasę ten sam, właściwie największym problemem był nieustannie padający sprzęt.

W części drugiej historii relacji depeche MODE i klubu Bridgehouse chciałbym opowiedzieć, o na prawdę ostatnim występie, jaki zespół dał w tym klubie. Co prawda w poprzednim tekście napisałem, że depeche MODE dało swój ostatni występ jako support 26 lutego 1981, a jako gwiazda pojawiła się tam później tylko raz 1 czerwca 1981. Jeżeli jednak dokładniej przejrzycie MODEontheROAD.com w części poświęconej See You Tour to znajdziecie umieszczony pod datą 27 lutego 1982 występ zespołu w Bridgehouse.

Jednak gdyby być super skrupulatnym, to należało by ten występ wywalić z tej rozpiski i wszystkie statystyki utworów o ten koncert pomniejszyć. Skąd ta rozbieżność?

Otóż 27 lutego nie wystąpiło depeche MODE, tylko zespół MODEPECHE. Ale po kolei… kończąc pierwszą część tej historii napisałem:

Dla zespołu rozpoczął się co raz bardziej szalony czas. Zespół koncertował już nie tylko w Anglii, ale też zaczął występować na Kontynencie zapełniając co raz większe obiekty. Tym czasem dla Terry’iego i jego Bridgehouse zaczyna się bardzo ciężki okres.

Zespół będąc w trasie zostaje poproszony o pomoc w ratowaniu właśnie – Terry’iego Murphy, któremu w dużej części zawdzięcza pozycję jaką osiągnęli w lutym 1982. Jego pub zaczął popadać w finansowe problemy, a sam Terry nie mogąc zdecydować się na czym skupić swoją energię, na wytwórni czy klubie, próbował ciągnąć obydwa projekty na raz. Nie był to jedyny powód jego kłopotów, nie mniej na potrzeby tego teksu wystarczy to jako przykład. Nie sądzę, żeby jednym z powodów było niepodpisanie kontraktu z depeche MODE, ale odpłynięcie występów zespołu z tego klubu do większych sal mogło mieć wpływ na obroty Bridgehouse.

The Bridge HousePada pomysł, aby podratować sytuację klubu koncertem, ale bez nagłaśniania tego faktu publicznie. Zespół chciał zagrać tylko dla tych, co faktycznie do klubu przychodzili bez względu na koniunkturę. Zapada decyzja o zmianie nazwy na czas koncertu na MODEPECHE i wraz supportem Thin Men zespół miał dać biletowany koncert w klubie. Na oficjalnej stronie The Bridgehouse jest napisane, że zespół nazywał się MODEPECHE THIN MEN, ale później Terry potwierdził, że było to dM i support. Warto zauważyć też, jako ciekawostkę, że był to również pierwszy i ostatni występ Alana w tym klubie.

Koncert MODEPECHE był planowany na godzinę 24.00. Jednak, gdy zespół zjawił się w klubie ok 17.00 na próbę wieść rozniosła się błyskawicznie i okolica klubu zapełniła się doszczętnie. Po zakończeniu próby wszyscy przybyli musieli wyjść z klubu, aby ponownie wejść i zapłacić za bilet. Finał był taki, że Terry sprzedał wszystkie bilety i niemogąc wpuścić do klubu więcej chętnych zdecydował o otwarciu wszystkich okien i wejść, aby ci co zostali na zewnątrz też mogli usłyszeć występ. Koncert okazał się ogromnym sukcesem, obroty na barze biły życiowe rekordy. Kiedy Terry przyszedł do garderoby, aby dać chłopakom ich dolę zespół zdecydował, że nie przyjmie gaży.

Niestety nie zdało się to na wiele. Parę miesięcy później klub zamknął swoje drzwi. Później w tym lokalu był klub nocny, a potem hotel. W 2002 roku klub został zburzony, żeby zrobić miejsce pod wiadukt.

Następnego dnia (28.02) po koncercie zespół dał, kończący trasę po Wielkiej Brytanii, koncert w Londynie w Hammersmith Odeon. Co ciekawe koncertem w Hemmersmith Odeon zespół zaczął trasę i ją skończył. Wcześniej chłopaki co prawda zagrali koncert w Top Rank w Cardiff, ale był to właściwie koncert rozgrzewkowy przed startem trasy na dużym obiekcie w Londynie. Potem już była reszta Europy i Ameryka Północna… a reszta to już historia

* * *

W poprzednim wpisie wspomniałem, że impulsem do powstania tego (2-częściowego) tekstu było wypłynięcie na światło dzienne bootlegu z oryginalnym zapisem koncertu. W 2010 zapis tego występu pojawił się na ebay’u. Sprzedawał go człowiek kompletnie nieobeznany w faktycznej wartości tego nagrania. Nabyli go fani skupieni wokół grupy traderskiej restaurującej stare koncerty depeche MODE. Przez prawie dwa lata koncert leżał w archiwach i był poddawany konserwacji, ponieważ oryginalne nagranie zostało zarejestrowane na kasecie magnetofonowej, najprawdopodobniej 90 min., mono i miało kilka ubytków. Koncert został uzupełniony o brakujące fragmenty. Dawcą był występ depeche MODE w Hannoverze w Ballroom Blitz (1982.03.25).

Koncert został upubliczniony pomiędzy traderami 1 stycznia 2013, jako prezent z okazji Nowego Roku. Z pewnością nie długo pojawi się na sieci, jak to było z Brighton 1981.08.02. Dla uściślenia nagranie zostało udostępnione w dwóch formatach:

  • transkrypcja oryginalna z ubytkami (to dla hardkorów)
  • wersja uzupełniona dla reszty zbieraczy.

Opisaną powyżej historię sekretnego koncertu znałem wcześniej dosyć pobieżnie, jako efekt studiowania strony thebridgehousee16.com, ale ponieważ nic poza tym co przeczytałem na stronie nie znalazłem, o całej historii zapomniałem. Dziś wiedząc więcej postanowiłem przybliżyć tę historię uzupełniając ją o wspomienie  o właścicielu the Bridgehouse i Composition Of Sound sięgającej roku 1980.

P.S.
Tekst powstał dzięki współpracy z Więcorem (po raz drugi dzięki), stronie: thebridgehousee16.com, stronie Home, której w 2006 roku Terry udzielił wywiadu (polecam szczególnie ten wywiad, ponieważ opowiada on jeszcze bardziej szczegółowo o znajomości T. Murphy i depeche MODE), książkach Stripped i Black Celebartion, oraz na opracowaniach własnych z MODEontheROAD.com. Porównując informacje zawarte we wszystkich powyższych publikacjach z okresu 1980-1982, są pewne rozbieżności i nieścisłości, które pisząc ten tekst starałem się ułożyć chronologicznie. Punktem odniesienia były dla mnie rozpiski koncertów, dlatego niektóre zdarzenia mogą nieco odbiegać od tego co podaje Terry.

Od kasety do singla – trochę inna wersja odkrycia depeche MODE

Oficjalna hagiografia podaje, że Daniel Miller dał drugą szansę depeche MODE, po czym Panowie po koncercie podali sobie dłonie i od tego momentu wszystko potoczyło się niczym kula śniegowa. Od koncertów dla 20 osób do stadionów na 100 000 widzów. Zanim to wszystko się zadziało zespół musiał spotkać jednak na swojej drodze człowieka, bez którego Daniel Miller nie podałby ręki pieczętującej zawarcie umowy. Dziś historia człowieka, który pomógł, by potem samemu dostać pomoc od depeche MODE. Zapraszam do lektury cz.1.

Ostatnio na blogu opisywałem mało znaną historię japońskiej części trasy World Violation, dziś opiszę mało znane fakty, z wczesnej historii zespołu. Bazą do powstania tego i kolejnego tekstu było wypłynięcie bardzo interesującego bootlegu, oraz pewne sprzeczności w dostępnych na rynku biografiach zespołu i relacji człowieka, którego fragment życia poniżej opisałem. Nie wszędzie moja wersja jest zbieżna z tym co można oficjalnie wyczytać, ale zrobiłem to po to, aby w możliwie logiczny sposób opisać ciąg wydarzeń, bez których kolejne zwroty akcji nie nastąpiłyby. Życiem rządzi przypadek i w jakiejś mierze jest to historia o tym właśnie. Tekst podzieliłem na dwie części. Dziś odcinek pierwszy.

Canning Town 1980.09.24

Historia zaczyna się w 1980 roku, gdy zespół bez dorobku, bez kontraktu, z nieopierzonym wokalistą, z niewielką liczbą koncertów na koncie wysyła, do właściciela popularnego klubu na przedmieściach Londynu, kasetę z wersjami demo swoich nagrań. Klub był znany z tego, że gra się tam szybko, ostro i na rockowo. Po odsłuchaniu kasety demo właściciel klubu pomyślał, że chłopaki muszą mieć niezłe jaja, skoro wysłali kasetę do lokalu, gdzie publika zjadłaby ich po pierwszym kawałku. Oni chcieli grać. Poza tym właścicielowi klubu podobała się nazwa zespołu – Composition Of Sound, w przeciwieństwie do późniejszej nazwy.

Tym gościem był Terry Murphy, a zespołem wspomniane już – Composition Of Sound. Dziś to żaden szczyt odwagi, bo zespoły o różnych stylistykach muzycznych grają w tych samych klubach, kiedyś takie historie były nie do pomyślenia.

Zespół zjawił się w Canning Town 24 września 1980 i dał koncert dla garstki – 20 osób. Sam klub miał pojemność 1000 gości. Ten klub to Bridgehouse. Kiedy Terry Murphy wręczył chłopakom 15 Funtów za występ zawstydzony Dave powiedział, że następnym razem z pewnością ściągną do klubu dużo więcej ludzi, jeżeli Terry da im jeszcze jedną szansę. Chłopaki oznajmili Terremu, że mają rezydenturę w klubie The CrocsRayleigh i są w stanie rozpromować swoje występy w Bridgehouse ogłaszając je w Basildon i w Rayleigh. Ponieważ zespół spodobał się Terremu ten stwierdził, że jako gwiazda wieczoru, to szanse żadne, ale jako support wystąpią u niego na pewno. Terry wychodził z założenia, że skoro Basildon i Canning Town położone są przy tej samej drodze A13, to jeżeli tak jest, jak oni mówią, to zespół ściągnie trochę dzieciaków, w końcu droga z miasteczka na przedmieścia Londynu jest łatwa i prosta i jest blisko.

Powszechnie się uważa, że depeche MODE odkrył Daniel Miller, który po pierwszym niemiłym wrażeniu dał szansę zespołowi po raz drugi, co skończyło się dżentelmeńskim uściskiem ręki i karierą o 30 letniej historii i tonie zarobionej na tym kasy dla Mute. To jest prawda, ale tylko częściowa. Bez pewnej sekwencji wydarzeń nie doszło by do tego, a osoby, które pojawią się za chwilę mają taki sam udział w początkowym sukcesie, jak Daniel Miller. Niestety powierzchowne opracowania oraz skrótowość artykułów prasowych i dobry PR wersji oficjalnej historii zespołu zrobiły swoje.

Przede wszystkim należy pamiętać, że wszystkie znane i nieznane fakty dotyczące przypieczętowania umowy z Mute, oraz cała sekwencja relacji z Danielem Millerem wydarzyła się w the Bridgehouse. Bez tego klubu i właściciela nigdy by się nie wydarzyła… ale po kolei…

Cofnąć się musimy o kilka dni przed 24 września 1980. Dave Gahan – świeżo upieczony wokalista Composition Of Sound – pakuje taśmę demo swojego nowego zespołu i wysyła do Bridgehouse. Dodam tylko, że Dave jest w zespole od koncertu nr 4, a koncert w Bridgehouse to koncert nr 10. Powodem wysłania kasety właśnie do Bridgehouse był fakt, iż Dave był stałym bywalcem tegoż. Co ważniejsze Dave był wielkim fanem kapeli Wasted Youth, której basista, jak się okazało później, jest synem Terry’iego Murphy, mowa tu o Darrenie Murphy. Terry Murphy doprowadził do spotkania obu Panów celem wymiany doświadczeń z działalności projektu pt. zespół. A wszystko odbyło się przy barze klubu. Darrenowi bardzo podobał się występ zespołu oraz osoba Dave’a i zasugerował ojcu umieszczenie chłopaków jako supportu. Powiedział również, że zespół ma potencjał i ojciec powinien pomyśleć o wciągnięciu Composition Of Sound do Bridgehouse Records, a sam szepnie tu i tam dobre słowo celem pomocy w rozwoju kariery. Jedno z ciepłych słów usłyszał Frank Tovey – wokalista Fad Gadget, który okazał się być synem bliskiego kumpla Terry’iego Murphy, również… Franka Tovey’a (seniora). Frank Tovey stał się wielkim fanem depeche MODE, oglądając ich występy przed swoimi koncertami. Na oczach Terry’iego i Franka rodziła się właśnie nowa gwiazda. Klub ledwo mieścił wszystkich chętnych na wspólnych występach Fad Gadget i depeche MODE. Pojemność klubu była szacowana na 1000 osób. Był to czas żniw na barze dla Bridgehouse. Terry twierdzi, że występy depeche MODE tak się podobały, że zespół musiał bisować, czasami więcej, niż jeden raz. Jak wiemy przeważnie support nie ma takiego prawa, ponieważ jest to przynależne gwieździe i bez zgody Franka Tovey’a taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Frank jako coraz większy fan depeche MODE nie mógł sobie darować obejrzenia młodej gwiazdy ponownie. Finał był taki, że klub był zamykany częściej po zwyczajowej godzinie zamknięcia lokali w Anglii, bo publika chciała się się bawić.

Bez zrozumienia relacji jakie łączyły depeche MODE i Fad Gadget na początku lat 80. trudno zrozumieć i pojąć decyzję o wspólnej trasie koncertowej obu zespołów w 2001 roku. Proste uogólnienie – depeche MODE łaskawie zgodzili się na występy upadłej gwiazdy, są bardzo powierzchowne. W świetle powyższych historii trasa z 2001 roku była bardziej spłatą długu, jaki depeche MODE miało wobec Fad Gadget.

Canning Towon 1980.10.30

Nagłośnieniowcem, managerem i wydawcą Fad Gadget był młody muzyk i producent – Daniel Miller. Kiedy Composition Of Sound dostało slot na 3. październikowe występy jako support przed Fad Gadget, Daniel Miller był wtedy w klubie i jak wiemy Composition Of Sound nie zyskało aprobaty w jego oczach. Podczas ostatniego występu 30 października 1980 zespół oznajmia Murphiemu, że zmieniają nazwę z Composition Of Sound na depeche MODE. Co ciekawe, plakaty rozwieszone w całej okolicy informowały o występie Composition Of Sound. Terry nie był zachwycony zmianą nazwy na francuską i nawet „życzył im dalszych sukcesów” na nowej drodze życia. Nie mniej ostatni październikowy występ tak się spodobał Darrenowi Murphy, że oznajmił ojcu, iż chce, aby depeche MODE poprzedzało występ Wasted Youth w Bridgehouse następnym razem, gdy będą grać tu. Co więcej Darren zaproponował, że rozda darmowe bilety fanom Wasted Youth, aby ci mogli przyjść na występ depeche MODE i posłuchać ich.

Terry Murphy widział ogromny potencjał w depeche MODE, zaczął inwestować w nich swoje pieniądze z myślą o podpisaniu kontraktu z zespołem dla Bridgehouse Records. Od 14 września, przez ponad pół roku zespół stał się również rezydentem The Bridgehouse Club w Canning Town pełniąc rolę stałego supportu każdej gwiazdy, jaka występowała w tym klubie. Między końcem września 1980, a końcem lutego 1981 zespół zagrał 11 koncertów, głównie przed Fad Gadget.

Canning Town 1980.11.12

Wieczór w którym wszystko się zmieniło, był występ 12 listopada, kiedy to dochodzi do zawarcia owej słynnej umowy między zespołem, a Millerem. Prawda jest taka, że Miller wiedział, o zawartej umowie między Bridgehouse Records, a depeche MODE i pamiętny uścisk nie mógłby się odbyć, gdyby nie przyzwolenie Terry’iego. To on zgodził się, ponieważ zdawał sobie sprawę, że stojąc na rozdrożu pomiędzy prowadzeniem kultowego pubu i wytwórni płytowej musi coś wybrać. Jednym z powodów, który sprawił, że Daniel Miller stał się wydawcą depeche MODE, był fakt nieczystych podchodów pod młody zespół właściciela wytwórni Some Bizzare – Stevo Pearcea. Człowiek ten doprowadził do zawarcia umowy z zespołem dzięki czemu ich pierwszy singiel – Photographic – pojawił się na składance. Motywacją Terry’iego była chęć uchronienia zespołu przed tym człowiekiem, a ponieważ był za słaby ze swoją wytwórnią Bridgehouse Records przyzwolił na nagranie debiutanckiego materiału, a co za tym idzie i wydanie właśnie w Mute.

20111001-171051-452292

Na przeszkodzie stała jedynie trasa koncertowa, jaką zespół musiał odbyć w ramach „promocji” składanki Some Bizzare. Historię tych zmagań opisałem w 2010 roku w tekście: Television Set – czyli rozważania o początku… Rozpoczęcie prac nad płytą i rozluźnienie relacji z Terrym sprawiło, że depeche MODE po raz ostatni występuje w Bridgehouse Club 26 lutego 1981, jako support. Dla mnie jest to również data zakończenia tzw okresu Early Days. Tuż przed tym koncertem – 20 lutego – ukazuje się pierwszy singiel nagrany dla Mute. Później zespół zwita jeszcze do klubu w charakterze gwiazdy prosto ze studia nagraniowego, gdzie pracowali nad singlem New Life. Przed wydaniem płyty będzie to ich ostatnia wizyta.

Dla zespołu rozpoczął się co raz bardziej szalony czas. Zespół koncertował już nie tylko w Anglii, ale też zaczął występować na kontynencie zapełniając co raz większe obiekty. Tym czasem dla Terry’iego i jego Bridgehouse zaczyna się bardzo ciężki okres. W drugiej części o tym, jak to depeche MODE spłaciło dług tym razem wobec Terry’iego.

Część druga historii Terry’iego i depeche MODE >>

P.S. Źródła poszerzające powyższy tekst podam na końcu drugiego tekstu, aby nie spalić historii. 🙂

Przeprowadzka

Może kogoś zaskoczę, a może nie, ale z Nowym Rokiem blog MODE2Joy zyskał nowe szaty, nowy blogsystem, nowe możliwości… tylko ja piszący te słowa pozostałem ten sam … stary.

W ramach systemu blox.pl, nie pojawią się już żadne nowe wpisy. Jednocześnie wszystkie dotychczasowe wpisy pozostaną tam gdzie są. Pracuję jednak nad tym, aby najlepsze wpisy z 3 lat działalności bloga pojawiły się, po dopracowaniu, aktualizacji w ramach nowej odsłony MODE2Joy.pl

Na razie pod adresem http://modeontheroad.blogspot.com, natomiast docelowy adres to MODE2joy.pl, ruszy na dniach. W tej chwili jeszcze widać na nowym blogu, resztki farby, nie wszystko działa, ekipa budowlana pozostawiła jakieś pędzle i tasmy maskujące, w paru rogach trzeba pojeździć na mopie, ale od dziś to będzie mój nowy dom i mam nadzieję, że dla wielu również. Zapraszam.

Na Blox.pl to już koniec. Pora zgasić światło. <gasi>

LHN z 2006 i 2009/2010

We wrześniu ub roku pisałem o wyprzedających się LHN’ach (tych na CD), oraz o rosnącej cenie niektórych tytułów na rynku wtórnym. Proces się będzie pogłębiał, w miarę jak stan magazynowe studia AbbeyRoad będą się upłynniać.

Informacje, jakie Wam podwałem Wam pochodziły z korespondencji z ludźmi z AbbeyRoad, oraz z rozmów z fanami, którzy nie mogli nabyć określonych tytułów w sklepie. Po jakimś czasie informacje uległy weryfikacji. W czasie moich dyskusji ekipa z AbbeyRoad nie mogła pochwalić się szczegółowymi statystykami stanów magazynowych.

Domena depechemodelive.com jest już właściwie martwa i nie można przez nią już nic zrobić. Dziś to jest już możliwe….

Po wejściu na stronę AbbeyRoadlive, można prześledzić wszystko, co jest dostępne jako LHN na stocku, zarówno 2006, jak i 2009/2010.

Z tego zestawienia wychodzi na to, że w 2006 roku nie kupimy już: 12 koncertów, a z 2009/2010 – 4 koncertów.

Brzmienie nowej płyty

Zespół nie mając prawie nic do powiedzenia w czasie październikowej konferencji, po za ogłoszeniem trasy koncertowej (z setlistą dziwnie znaną z poprzednich tras), wypuścił teaser w postaci Angel Of Love, czy też Angel (różne nazwy chodzą po sieci). Zespół zapewnia, że numer jest jeszcze nie skończony, że nie będzie to singiel, że być może wcale nie znajdzie się na płycie. Pewnie paru osobom przyjdzie do głowy myśl, że nie wiele można powiedzieć, o nowej płycie słuchając jedynie jednego kawałka, w dodatku w skompresowanej wersji na You Tube. W sumie czy to ważne? Jednym się podoba innym nie. Kwestia gustu. Ja jednak nie o tym…

Przeglądając reakcje na temat Angel można przeczytać wiele prób zrozumienia, rozkminienia tego utworu, jest jednak jeden aspekt nowego brzmienia depeche MODE, który został chyba pominięty. Albo inaczej, został wrzucony do wora pt „Martin kupuje stare klawisze i kolejna płyta będzie znowu na kopyto Sounds Of The Universe”, bo ten sam producent, bo Martin jest współproducentem, bo coś się jeszcze znajdzie…

Właściwie niezauważone przeszły słowa Martina i Dave’a którzy w wywiadach opowiadali o sprzęcie i wynikającym z tego procesie produkcji płyty. Być może nie jest to na tyle ważne, żeby sobie zaprzątać tym głowę. W końcu stary sprzęt to stary sprzęt. Być może jest to tylko dla mnie ważne i w związku z tym zawracam wam głowę pierdołami. No ale nic zaryzykuję, choć temat być może jest mało sexy ;-P .

Martin stwierdził, że nadal kupuje stare sprzęty na ebay’u, co zamknęło dyskusję nad instrumentarium. Pewnie też tak jest, że dla wielu sprzęt użyty na Sounds Of The Universe, a ten który można obejrzeć na konferencyjnym filmie, to jedno i to samo i mogę to zrozumieć. Po to jest jednak ten blog, żeby pokazać, że to nie jedno i to samo 😉 no prawie…

W czasie wywiadów po konferencyjnych padało co jakiś czas stwierdzenie, że zespół licznie wykorzystywał pewien rodzaj instrumentów elektronicznych, który dominuje brzmieniowo w utworze Angel Of Love, ale podobno dominuje również na całej płycie. Wielu z nas próbując opisać nowy album cytowało, stwierdzenia o bluesie, tym, że płyta plasuje się gdzieś pomiędzy Violatorem, a Songs Of Faith And Devotion. Tak na marginesie, jeżeli nowa płyta tak nawiązuje to powyższych arcydzieł, jak Exciter do Black Celebration (Andy Fletcher w 2001 roku), to ja mam problemy z opanowaniem szyderczego śmiechu.

Dwa słowa pozostawały w interpretacjach fanów kompletnie niezauważone. W wywiadach pada jeszcze jedno nowe dla wielu z fanów depeche MODE pojęcie, któremu poświęcę resztę tego wpisu.

Modular Synthesizer
(Syntezatory Modularny)

Warto wpisać sobie to pojęcie w wyszukiwarce, warto też zapamiętać to pojęcie zabierając się do przesłuchiwania nowej płyty. Dla jednych może to się stać nowy epitet w opisywaniu płyty, albo nowe pojęcie, które pozwoli odkryć historię muzyki elektronicznej na nowo. Ale do rzeczy…

Przykład nr 1:

Tak od 2:00 minuty pojawia się ta kwestia. Jak prześledzicie inne wywiady, to zauważycie, że u Dave’a i Martina ta kwestia pojawia się jako odpowiedź na przynajmniej jedno pytanie w wywiadzie.

Przykład nr 2:

Wywiad dla PURE FM

Kwestia ta pojawia się koło 80 sekundy.

Jak na razie zapowiada się, że depeche MODE najnowszą płytą zabiorą nas w kolejną podróż w historię muzyki elektronicznej, wyrażonej poznawaniem co raz bardziej wiekowego sprzętu do kreacji muzyki. O ile Sounds Of The Universe, to taka specyficzna dla depeche MODE, odpowiedź na modę na lata 80. XX w., jaką mieliśmy kilka lat temu, to najnowsza płyta w jakimś zakresie zabierze nas w podróż w zakamarki lat 70. i wczesnych lat 80., gdzie muzyka tworzona była w sposób bardziej ulotny i nieprzewidywalny. (za chwilę wyjaśnię co miałem na myśli).

depeche MODE w Studio (2012)
depeche MODE w Studio (2012)

Można nie lubić Sounds Of The Universe, ale ciężko nie zgodzić się, że z jednej strony jest to płyta bardzo retro, z garścią cytatów muzycznych w każdym utworze, gdzie nawet hałas, przestery i ściana dźwięku na początku In Chains mają swoje znaczenie.

Od strony sprzętowej urządzenia użyte w procesie tworzenia albumu z 2009 roku miały to do siebie, że każde z tych urządzeń można było samoistnie wykorzystać do tworzenia muzyki. Oczywiście nie wszystkie, ale większość klawiszy użytych do tworzenia Sounds Of The Universe miało swoje banki instrumentów, brzmień, można było je programować, przetwarzać, nie zawsze grać, ale przeważnie mogły służyć do tworzenia muzyki samodzielnie, potocznie rozumiane jako klawisze, parapety. Traktujcie to jako skrót myślowy oczywiście :-).

Z brzmieniem najnowszej płyty będzie inaczej. Na filmie zaprezentowanym 23.10.2012. Widać ściany skrzynek, wręcz szaf z setkami kabli pokręteł i przełączników. Wygląda to miejscami, jak konsola w jakiejś elektrowni, czy innym ważnym miejscu z urządzeniami do robienia bip-bip-bip i buuu-buuuu-biiii-buuuu.

Na powyższej rycinie widać doskonale proporcje między klasycznymi klawiszami, a syntezatorami modularnymi.

Czytając kiedyś wspomnienia byłych i obecnych członków Kraftwerk z pierwszych lat istnienia grupy, Panowie opowiadali, że urządzenia elektroniczne, które oni używali do tworzenia muzyki musiały nagrzewać się cały dzień, aby móc potem generować na niech dźwięki przez 1-1,5h, a następnie należało je wyłączyć, bo albo groziły uszkodzeniem, albo po prostu rozstrajały się i nie dało się na nich pracować. Uspokajam nie takie urządzenia Panowie z dM używali, ale sporo z tego co zobaczycie jeszcze na filmach dokumentujących pracę nad najnowszym albumem, Kraftwerk posiadało w swoim arsenale nagrywając takie dzieła, jak Autobahn i wcześniejsze, a to był rok 1974.

1210_mastering

O co chodzi z tymi syntezatorami modularnymi i dlaczego to nie to samo, co sprzęty używane na Sounds Of The Universe. Wyobraźcie sobie, że macie kilka takich urządzeń, które gabarytami przypominają meblościankę na wysoki połysk, z których, żeby zrobić użytek należy podpiąć źródło dźwięku, bo sam sytnezator mógł nie mieć takiej możliwości, a na wyjściu należało podpiąć urządzenie, które zarejestruje wynik pracy.

Sygnał przepuszczany przez takie urządzenie może zostać poddana licznym odkształceniom, zapętleniom, przypominające zabawę oscylatorem, a dźwięki często są bliższe temu co możemy usłyszeć na stacji Trafo. Jest to de facto zabawa prądem elektrycznym w najczystszej formie, gdzie bazą do zabawy jest natężenie, napięcie, moc i inne parametry przynależne energii elektrycznej. Zabawa polifonią itp podobnymi pojęciami wiąże się ściśle z tą generacją instrumentów. Urządzenia takie można łączyć ze sobą przy pomocy krosownic, kabli. Dźwięk odkształcało się spinając gniazda wtykami, kablami (patch’ami) , przełączając pokrętła i suwaki.

Cały myk polegał na tym, że dźwięki generowane w ten sposób uzyskiwało się często na drodze eksperymentu, metodą prób i błędów. Czasami przypadek sprawiał, że urządzenie dawało pożądany dźwięk po wielu godzinach zabawy z nim. Jednocześnie istniało duże ryzyko, że jeden skok napięcia, czasem zmiana temperatury, poziomu wilgotności w pomieszczeniu, mógł zniweczyć wiele godzin pracy, bo uzyskany dźwięk nie dawał się już powtórzyć. Dlatego urządzenia te przeżywają obecnie mały renesans, gdyż dają dużą możliwość kreowania unikalnych brzmień, oraz są znakomitymi bazami do samplowania tychże dźwięków.

Napisałem na początku, że tak mało znane powszechnie instrumentarium może być zarówno epitetem, jak i szansą. Nie znamy jeszcze finalnego efektu prac, ale ciężko nie zgodzić się z twierdzeniem, że zespół poszukuje, że Panowie nie zadowalają się prostym papkowatym popem z radia. Sounds Of The Universe, była trudna w odbiorze, również przez sposób wykorzystania instrumentów elektronicznych z lat 80. Ich swoisty głos w dyskusji o modzie na tę dekadę, który nie zawsze został zrozumiany i przyswojony. Dla mnie też ta płyta d.py nie urywa, ale przynajmniej staram się zrozumieć ich podejście.

Obawiam się, że Nowy Album, może być jeszcze trudniejszy w przyswojeniu, właśnie przez dobór jeszcze bardziej niszowych instrumentów. Również doborem takiego instrumentarium chyba należy tłumaczyć zaangażowanie ponowne Bena Hilliera, tym też należy tłumaczyć zatrudnienie się na stanowisku współproducenta przez Martina (bo tylko on być może ogarniał te maszyny). Stąd też tak liczne odniesienia muzyczne do czasów Roda Stewarda, Davida Bowie i motywów z lat 70. Choć słynny hit Donny Summer I Feel Love – też był generowany na takich instrumentach, co pokazuje, że te instrumenty można użyć z pomysłem i z jajem.

Panowie są na takim etapie życia, że mogą mieć kompletnie w d.pie zdanie fanów, bo i tak trasa się wyprzeda, a na płycie mogą zrobić sobie co chcą. W końcu robią to za swoje pieniądze, kto bogatemu zabroni….

A na deser kilka filmów z dźwiękami generowanymi przed syntezatory modularne. Warto tego posłuchać…

1. Historia muzyki elektronicznej z czasów wczesnego Kraftwerka:

2.

3.

Oczywiście na YouTube można znaleźć setki innych przykładów użycia syntezatorów modularnych, ale te kilka przykładów wystarczą.

…A teraz na koniec proponuję posłuchać jeszcze raz Angel.

Najlepszego w 2013… Bójcie się 😉

Japanese Violation

Są takie dni, kiedy przekopywanie się przez dokumenty, albo jeden telefon przynosi nową informację tam, gdzie się jej nie spodziewa. Ten tekst jest właśnie o takiej sytuacji. Znany i nieskazitelny obraz trochę się porysował… World Violation Tour, nie przebiegało tak gładko…

Do tej pory postrzegałem trasę World Violation jako jedną z najbardziej przewidywalnych tras w historii koncertowania depeche MODE. Nie ma to nic wspólnego z komercyjnym sukcesem płyty i trasy. Właściwie nic tam się nie działo, co mogłoby zaskoczyć. Sprzęt padł tylko raz i to dopiero w Europie – Stuttgart 1990.10.15 😉 Setlista również nie rozpieszczała, choć sama dobór utworów sprawił, że przez długie lata była to dla mnie kwintesencja zespołu i lubiłem sobie ustawić w tej kolejności utwory w wersjach studyjnych do słuchania w domu. Właściwie, gdyby nie sporadyczne zmiany dokonywane wg schematu: 2 noc z rzędu lecimy z Here Is the House / Sweetest Perfection [20], a jak gramy 3 noc z rzędu, to zapodam łaskawie Little 15 / Blue Dress [2], to człowiek miałby problemy z ogarnięciem który koncert jest który. Ten problem czasami jest widoczny przy bootlegach w poprzednich tras i stąd masa fake’ów.

Tak na prawdę jedynie postęp zarastającej fryzury Dave’a świadczył o sprawnie poruszającej się do przodu machinie promującej największy komercyjny sukces zespołu w historii…. Nie tylko Exciter Tour można mierzyć stopniem bujności piór Dave’a okazuje się, że World Violation Tour też.

Tak niesprawiedliwie myślałem do niedawna…. 😉 Ta rysa na nieskazitelnym obrazie trasy pojawiła się u mnie całkiem niedawno…. O tym, że World Violation Tour, szczególnie w drugiej, europejskiej, części trasy to było takie małe Devotional Tour, głośniej lub ciszej mówiło się od lat. Mam tu na myśli oczywiście, co raz odważniejsze eksperymenty Dave’a z dragami. Być może tym właśnie trzeba tłumaczyć wręcz maszynową powtarzalność setu przez całą trasę, jako wyraz bezpieczeństwa, samozachowawczości w momencie, gdy wokalista był naspidowanym. Nie mniej to wszystko było czymś, co się działo zanim kurtyna poszła w górę i po jej opadnięciu. Sam show pozostawał nieskazitelny… no prawie.

Oczywiście jest trochę niewiadomych z tej trasy – np. dlaczego w Nowym Jorku 1990.06.18 Martin zaśpiewał tak dziwny set? Dlaczego zespół tłukł beznamiętnie tylko jedną setlisę? Dlaczego wszystkie bootlegi brzmią tak, a nie inaczej na tej trasie? Ale ja nie o tym…

W tym momencie mała przerwa i robimy dygresję. Od jakiegoś czasu pojawiają się na sieci naprawdę godnej jakości nagrania, znanych już koncertów prosto od ludzi, którzy nagrywali te koncerty. Bardzo często okazuje się, że materiał wcześniej przez dekady zarzynany po przez przegrywanie z kasety na kasetę, zgrywany z VHS do audio, masakrowany kompresją do *.mp3 itd, itd, obecnie wypływa dając nowy pogląd na obsłuchany już dawno bootleg.

Nagrania te wypływają głównie na zamkniętych forach taperów lub mało dostępnych torrentach dla nagrywających koncerty, gdzie ludzie w wąskich gronach wymieniają się “1 kopiami z mamuśki”. Odpryski takich zdarzeń widzimy publicznie w postaci wypływu niskiej jakości plików w *.mp3 i z wielomiesięcznym opóźnieniem. Ostatni taki przykład to – Brighton 1981.08.02.

Przy tej okazji można dowiedzieć się wielu ciekawostek prosto ze źródła, od ludzi, którzy przez lata trzymali taśmy DAT lub dyski MD na swoich półkach i dopiero nie dawno znaleźli czas aby zrobić transkrypcję do *.wav lub *.flac….

To „odkrycie” jest właśnie efektem takiej rozmowy (dzięki Więcor 🙂 ). No ale wracamy do  World Violation Tour. Wydawało się, że depeche MODE grało trasę bez większych zawirowań i tylko wpadka ze sprzętem w Stuttgart 1990.10.15 na chwile zatrzęsła karawaną. Tym czasem zanim zespół zajechał do Europy już zaczęły pojawiać się problemy z kondycją Dave’a wspominane już wcześniej pogłębiające się uzależnienie oraz trudy trasy sprawiły, że Dave w okolicach koncertów na antypodach zaczął tracić głos. Skutkiem tego było odwołanie koncertu w Meldburne 1990.09.01. Fakt przemęczenia miał jeszcze jedno znaczenie dla trasy.

Na bootlegach z Japonii dziwną prawidłowością jest fakt, że praktycznie wszystkie koncerty mają pocięte bisy. Raz jest to tylko Black Celebration + A Question Of Time, a innym razem tylko Behind The Wheel + Route 66. Pewnie niektórzy z Was sięgną teraz pod swoje bootlegi na półce, czy dysku, aby to sprawdzić. Pojawiają się różne wersje tych koncertów, o różnej długości, ale na pewno brakuje tam czegoś w bisach. No właśnie, to nie był przypadek. Tych bisów po prostu na koncertach nie było. Nawet jeżeli na jakimś bootlegu są te numery, to są to fake’i. Ktoś celowo dosztukował brakujące numery. Jedynym koncertem z Japonii jaki mógł mieć pełną setlistę jest pierwszy koncert z Tokyo 1990.09.11. Co ciekawe drugi koncert z 12 września znowu ma brak pierwszych bisów. Czemu tak? Jako powód przypisuje się problemy z gardłem i chęć oszczędzania się przed kolejną częścią trasy w Europie. Zespół traktował Japonię lekką zlewką i jedynie jako szansę do zarobienia pieniędzy. Być może dlatego obecnie zespół w te rejony nie jeździ, bo nikt ich nie zasponsorował.

Z japońskiej trasy znane są wszystkie koncerty (w postaci bootlegów) z wyjątkiem Fukuoki 1990.09.04, ale naoczni świadkowie relacjonują, że tam też nie było  Black Celebration i A Question Of Time.

Jak do tej pory największym znakiem zapytania jest dla mnie koncert w Kobe 1990.09.06, gdzie zamiast bisu składającego się z Behind The Wheel + Route 66 jest bis Black Celebration + A Question Of Time. Nie potrafiłem nigdzie zweryfikować tego, czy jest to wyjątek od wyjątku, czy też efekt kreatywnej twórczości jakiegoś fana. Znawcy tematu twierdzą, że tam zostały zagrane Behind The Wheel + Route 66, a nie Black Celebration + A Question Of Time.

Jak widać nawet tak idealna trasa ma rysy… ludzie to wszystko wywleką nie ma świętości 🙂

Taśmy w produkcji

Zacznę od tego, że nie chcę nikomu zepsuć niespodzianki, radości czekania w błogiej nieświadomości. Dlatego lojalnie uprzedzam, że to spoiler dotyczący nowej trasy. Pierwszy taki poważny. Każdy, kto nie chce poznać tytułów numerów wybranych z poprzednich płyt ma szansę jeszcze się wycofać, po skończeniu tego zdania i następnego i dotarciu do kropki nie będzie już takiej możliwości. Wtedy zacznie się już właściwy tekst i pretensje będzie można mieć tylko do siebie… ostrzegałem 🙂

No dobra jeszcze chwila, bo widzę jak parę osób walczy wewnętrznie nie wie co zrobić… To ja poczekam jeszcze chwilę, skoczę po coś dobrego do barku i za chwilę jestem. Może w tym czasie zostaną tylko Ci z najsłabszą silną wolą…

No dobra to jestem. Ciut się przerzedziło, no to zaczynamy…

Jak wiecie zespół zakończył fazę pracy w studio. Teraz tematem zajmują się fachowcy od mixowania: Flood, Daniel Miller, Denjamin Hillier. Pacz fotka umieszczona przez Bena na sieci. Potem jeszcze tylko mastering i płyta gotowa jest do tłoczenia… ale to temat na po Nowym Roku już. Dla ułatwienia dodam, że Hillier to ten co robi zdjęcie 😛

Jak wiecie w tym czasie zespół nie leży pod palmami, tylko tyra, że pot zalewa im kubki ze starbucksa i ich fajfony gdzieś w klimatycznych miejscach Nowego Orleanu i okolic. Zapowiadali to już Panowie w październiku, że następny punkt programu w ich kalendarzu to wycieczka do Luizjany na tereny Forfitera z Antonem, co by nakręcić wizuale na trasę i podobno coś była mowa i o teledysku singlowym. Tak na marginesie ciekawe jak po holendersku jest Pacz szwagier jaka franca… No nic zajmę się tym tematem później…

Tym czasem fani wypisują na forach co by chcieli, a szpiedzy notują i donoszą zespołowi. Chłopaki podobno pracują zażarcie nad podkładami, po naszemu nazwanymi backingtape’ami, które potem będą wykorzystane na trasie. Podkłady są już w produkcji, a od ludzi zaangażowanych w prace nad nimi można się dowiedzieć, że dostali do opracowania takie oto utwory: Wrong, Come Back, John the Revelator, The Sinner In Me, Dream On, Walking In My Shoes, Barrel Of A Gun, Strangelove, Black Celebration, The Things You Said.

144

Co ciekawe na potrzeby jednych opracowane są pełne podkłady koncertowe, niektóre numery są tylko aranżowane na nowo, a do niektórych przygotowywane są tylko sample do grania na żywo ze starymi podkładami i liniami melodycznymi.

Martin nie zaskoczy nas chyba faktem, że przygotowuje aranżacje na gitarę i klawisz grający difoltową barwę fortepianu w wykonaniu Gordeno. Natomiast szpiedzy donoszą, że Martin przetrenował i nagrał w studio bardzo wiele piosenek z minionego 10-lecia, cześć pewnie znajdzie się na dodatkach do wersji deluxe, a część była trenowana z myślą o trasie.

Jeżeli ktoś z Was się już zagotował z radość na wieść o powrocie do setlisty Dream On lub też Black Celebration (ostatni raz w na Exciter Tour w 2001), to śpieszę ze szklanką wody. Robienie podkładów na trasę koncertową nie równa się setlista koncertowa. Więcej… te utwory mogą nigdy nie zostać zagrane na najbliższej trasie. Dlaczego? Pomocą niech będzie tekst o niezagranych utworach na Devotional Tour. Zespół zawsze szykuje więcej numerów, żeby mieć z czego wybierać, a potem układa dopiero finalną setlistę na koncert wyjściowy, oraz w trakcie trasy decyduje o wstawianiu zamienników. Czasami zamienniki użyją, a czasami nie. Dobrym przykładem niech będzie tu Policy Of Truth, które po trasie w 1998 roku zostało przywrócone do łask ledwie na pół trasy w 2005 i 2006, by potem wylecieć na dobre z setlisty do końca Touring The Angel, na kolejnej trasie – Tour Of The Universe miało być jedynie zamiennikiem, lub bisem drugonocnych setlist, tym czasem po 2 koncertach trasy zastąpiło utwór, który Dave’owi po prostu nie leżał. Dzięki temu Policy Of Truth było tłuczone do końca trasy.

Moje (nasze) źródła z HQ potwierdzają, że numery takie jak: Personal Jesus, Enjoy The Silence, Never Let Me Down Again, I Feel You i co ciekawe Behind The Wheel są pewniakami do setu, ale za to w przypadku A Question Of Time zapadła decyzja o niegraniu na najbliższej trasie.

Ach czemu tak późno z troską się zapytam <sarkazm>. Jeszcze chciałbym podobnego newsa usłyszeć w temacie In Your Room i mogę przestać wybrzydzać na resztę numerów.

Tyle źródła, ja osobiście nie przywiązywałbym się do faktu, że coś zostało zakwalifikowane lub wypadło z listy i nie będzie grane. Dziś nie jest, a za tydzień chłopakom się coś przyśni i wcześniej wywalony numer wróci do łask. Słowa takie, jak „nigdy”, „definitywnie”, „na pewno”, „każdy” mają to do siebie, że zawierają w sobie spory ładunek nie prawdy, czy też kłamstwa. Traktujcie to jako raport sytuacyjny z pola walki.

W każdym razie tego się nie spodziewajcie 🙂

61260_499907323375297_1691333234_n

Kryzys, kryzysem, a tu żre…

Wroga propaganda trąbi, że kryzys, że ludzi zwalniają, przez co nie mają na najbardziej podstawowe potrzeby, np kupno biletów na koncert, czy zakup nowego samochodu. Gdy tym czasem, żre aż chrupie i to tak, że branża koncertowa zapowiada bardzo dobry rok, a i Das Auto pieje z zachwytu nad zamówieniami na Der Golf.

Jednym z pierwszych zaskoczeń, gdy ruszyła sprzedaż biletów, był fakt, iż po wielu latach znowu pojawiły się bilety z grafiką lepszą niż odcisk pieczątki umazanej w czarnym tuszu. Ostatni raz mieliśmy okazję podziwiać specjalnie drukowane (w pionie) bilety ze zdjęciem depeche MODE na trasę w 1993 roku. O naszych biletach na koncert w Warszawie w 2001 zmilczę, bo to jeden z niewielu przykładów na robienie oszczędności nie tak, jak trzeba.

Nie dawno donosiłem, że eksperyment z fanowskimi biletami się powiódł i eventim jest bardzo zadowolony z „wynalezienia” nowego typu biletu. Tym razem możemy poprzeć te dane liczbami. Jako, że spółka eventim jest to Aktiengesellschaft (AG) i jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, to musi się spowiadać akcjonariuszom. Wychodzi na to, że firma kosi, aż miło firma zanotowała przychód większy o prawie 5% i za pierwsze 9 miesięcy może pochwalić się przychodem na poziomie 362,7 mln Euro, a EBIT wzrósł o 39,5% do poziomu 54.5 mln.

Jak bym miał wolną gotówkę, to być może bym pomyślał o zainwestowaniu w tę firmę. Eventim donosi, że pomimo słabego roku, z powodu EURO i Olimpiady, firma zamknie ten rok na poważnym plusie, a i kolejne dwa lata prognozowane są jako nieustające pasmo sukcesów.

depeche MODE, a raczej fani mają w tym fakcie poważny udział, w końcu firma jest obecna na prawie wszystkich rynkach Europy i kosi nas fanów grubo przed terminem za co najmniej 100 EUR za kwit.

Fani depeche MODE byli tymi pierwszymi (królikami?), którzy dostąpili zaszczytu otrzymywania biletów określonych mianem – Eventim FanTicket.

Przedsprzedaże biletów w kryzysie idą na tyle dobrze, że firma prognozuje dalsze wzrosty. Forecast jest obiecujący, zważywszy, że ważną częścią dwóch kolejnych lat będzie trasa depeche MODE, która ma się skończyć w 2014 roku. Kolejną ciekawą tendencją jest fakt, iż organizacje typu eventim przejmują obsługę biletową co raz mniejszych imprez. Jeżeli wpiszemy hasło „depeche MODE” w eventim.de, wypadnie nam obok listy koncertów depeche MODE również trasa koncertowa tribiute-bandu ReMODE, ale i aftershow party w Dusseldorfie. Zauważę, że nie są to sprawy odosobnione i również w Polsce organizatorzy imprez (nie tylko depeche MODE), prowadzą dystrybucję przez evetim.

Jak ktoś ma zacięcie finansowe, to więcej na ten temat pod TYM LINKIEM.

Również Das Auto, czyli VW, chwali się, że nowy Der Golf, jeszcze nie wyjechał na drogi, a już zebrał 40000 w zamówieniach, ciekawe jaki wpływ na to miała reklama z Dave’em i ilu z zamawiających to fani depeche MODE, którzy poproszą o dokładnie taki model i specyfikację, jaka była w reklamie z People Are People w roli głównej.

To gdzie ten kryzys, bo chyba coś mi umknęło

CAA traci WME zyskuje

Zmiany, jakie zachodzą na rynku muzycznym w temacie przyszłej płyty i trasy depeche MODE wprowadzały dużą dozę niepewności i frustracji ze strony fanów…. aż do teraz.

Jesteśmy w takim dziwnym czasie, że wiele spraw dzieje się na naszych oczach, nawet jeżeli tego nie widzimy. depeche MODE, firma depeche MODE układa sobie biznesy ze swoimi partnerami na nowo. Od jakiegoś czasu krąży pogłoska o tym, że zespół zwiąże się z nową wytwórnią płytową. EMI wypięło się na depeche MODE argumentując, że zespół miał za niską sprzedaż swojego ostatniego albumu. Nie precyzując, czy chodzi o Sounds Of The Universe, czy też o Remixes 2 81-11. EMI miało/ma tak dużo problemów ze sobą, że pozostawanie na okręcie, z którego nawet szczury uciekają było cokolwiek ryzykowne.

Pół oficjalnie media branżowe donoszą, że nowy album zespół wyda w Columbii, czyli Sony. Już w czasie konferencji prasowej w Paryżu ludzie bliscy zespołowi potwierdzali ten fakt, choć oficjalnie nic takiego nie zostało jeszcze powiedziane.

Jednak to nie koniec zmian i tu wyjaśniam znaczenie tytułu dzisiejszego wpisu. Jak napisałem zespół na nowo układa sobie swój biznes wiążąc się na nowych warunkach z organizacjami, które pozwolą im dalej rozwijać przedsięwzięcie biznesowe pod szyldem depeche MODE. Jednym z takich posunięć było również wypowiedzenie umowy na obsługę artystyczną przez agencję CAA – Creative Artist Agency, po kliknięciu na linka zobaczycie jedynie lokacje biur tej firmy na świecie, ale jeżeli wejdziecie na stronę CAAtouring.com i poszperacie trochę, to znajdziecie w szeregach tej firmy również depeche MODE… jeszcze. Dziś wypłynęła wiadomość, że już nie długo, ponieważ zespół podpisał nowy kontrakt z WME czyli William Morris Endeavor. Jest to agencja, która ma swoją siedzibę m.in. w NY i która zajmuje się dbaniem o prawa autorskie, wszelkiej maści zespołu na terenie Stanów Zjednoczonych. Obie te agencje to są również agencje bookingowe, czyli możesz się zgłosić do takiej firmy i powiedzieć, że chciałbyś wynająć depeche MODE, na swoje urodziny na koncert. Jeżeli zespół będzie zainteresowany, to usłyszysz cenę, oraz warunki po spełnieniu których zespół uświetni Twoje urodziny. Możesz też usłyszeć, że zespół ma w tym czasie i każdym innym do końca świata zajęte terminy i nie widzi możliwości przyjazdu.

Podpisanie tej umowy dopiero otwiera drzwi do organizacji trasy koncertowej zespołu w USA, Kanadzie i przyległościach. No dobrze, a zapytacie się, to gdzie jest J. Kessler w tym wszystkim? Otóż jest to człowiek, który pilnuje spraw zespołu po stronie zespołu, jego zadaniem jest bieżące kontaktowanie się własnie z WME, wytwórnią, czy też nawet Live Nation po za trasą koncertową i uzgadnianie wszystkiego w imieniu zespołu, aby 3. z Basildon mogła się skupić na sprawach artystycznych.

To od tego typu agencji otrzymamy fakturę za wynajem depeche MODE, to oni będą się również starali zaproponować innego artystę ze swojej stajni, gdy depeche MODE wypnie się na sowitą ofertę uświetnienia dorocznych dożynek gminnych na stadionie Huraganu Falencice z supportem lokalnej nadziei – zespołu pieśni i tańca Falencice Dance Fury.

Jestem przekonany, że po dzisiejszym ogłoszeniu informacji nt kontraktu WME i depeche MODE całkiem sprawnie dowiemy się o nadchodzącej trasie koncertowej zespołu po drugiej stronie Atlantyku.

Ściąga z Popkultury – zapis audycji.

Po problemach jakie stawiał wujek Gugiel na ścieżce publikacji zapisu z audycji – Ściąga z Popkultury w Pr 4. Polskiego Radia dawno już ślad zaginął. Dlatego mogę w końcu zapodać zapis audycji, której byłem gościem w listopadzie 2012 przededniu trasy koncertowej.

Producent: Czwórka – Program 4 Polskiego Radia.
Program: Ściąga z Popkultury prowadzony przez Ewelinę Grygiel – audycja w Czwórce, emisja 4 listopada 2012, godz. 14.00 – 15.00. Gościnnie wystąpili fani: ShamRock, Serek i Martini.

W audycji wykorzystano utwory m.in. depeche MODENever Let Me Down Again, Suffer Well, Enjoy The Silence, Personal Jesus; Tears For FearsShout.

Live Here Never?

Nagrania koncertowe z cyklu LHN, zwane przez niektórych oficjalnymi bootlegami, dawały nam od 2006 roku wiele radości i dzięki nim możemy wielokrotnie wracać do koncertów, których byliśmy świadkami lub też znalazły się na naszej półce ze względu na unikatową setlistę, urodziny jednego z członków zespołu lub też tysiące innych powodów. Tak było do tej pory, czy będzie tak ponownie wcale nie jestem tego taki pewien.

Nie tak dawno pisałem o tym, że warto się spieszyć z zakupem archiwalnych LHN’ów, bo tak szybko odchodzą… i nie będzie 2 tłoczenia. Co prawda kiedyś zrobiono wyjątek, ale to wyjątek potwierdzający regułę.

LHNy dały nam wiele radości, szczególnie podczas trasy 2006 za ich wyśmienite wydanie i dbałość o detale, takie jak specjalna poligrafia i opakowania. LHNy dały nam również wiele nerwów, szczególnie w 2009 roku, gdy zostały zamienione ze sobą ścieżki na nagraniach z Monachium i Frankfurtu, a fani zamawiający koncert z Pragi 2009.06.25 dostali de faco pół koncertu z Pragi i drugie pół koncertu z Mediolanu 2009.06.18.

Pomylone setlisty, literówki, błędy w opisach koncertów były na porządku dziennym w 2006 roku. W 2009 za to ukrywano fakt wywalenia z setlisty Strangelove po przez usunięcie zdjęć z tego utworu, gdzie standardem był fakt, iż na całą trasę była jedna wkładka, różniąca się opisami.

R-710537-1259026420.jpegDało się odczuć cięcie kosztów, po przez użycie mniej rozbudowanej poligrafii i tańszych plastików. Ważne jednak, żeby te minusy nie przysłoniły nam plusów, parafrazując pewien film. Może się okazać, że jeszcze zatęsknimy, za tymi wpadkami, gdy okaże się, że LHNów na nowej trasie nie będzie wcale i jedyne co nam pozostanie znowu, to własne rękodzieło.

Rok temu pisałem o kłopotach EMI i sprzedaniu się Universalowi. Do tego mówi się co raz głośniej, że nową płytę zespół wyda w Sony Music. A co to ma wspólnego z LHN? Otóż LHN to był projekt Mute i jako taki pozostawał w strukturach tej firmy. Jak wiemy przez 10 lat Mute było własnością EMI. Fakt ten sprawił, że Mute przechodząc różne restrukturyzacje i przemiany własnościowe wyzbyło się ze swoich struktur ten projekt. Właścicielem katalogu i praw stało się studio Abbey Road (EMI), które w tej chwili nie ma już z Mute za wiele wspólnego.

Na konferencji Dave odpowiedział na pytanie fana o nagrywanie kolejnej trasy w ten sposób, że nie podjęli jeszcze decyzji. Wiadomo, że w czasach, gdy projekt LHN był w gestii Mute inne były koszty i inne rozliczenia. Teraz chcąc zatrudnić tą samą ekipę zespół musi liczyć się ze zwyżką kosztów, wynikających z wynajmu firmy zewnętrznej, która oprócz sfinansowania swoich kosztów musi jeszcze zarobić coś dla siebie. Jeżeli decyzja o nagrywaniu komercyjnym koncertów dostanie zielone światło, to raczej powinniśmy się liczyć ze zwyżką kosztów.

Może się jednak też tak stać, że pozostaną nam już tylko wspomnienia.