Wszystkie wpisy, których autorem jest Martini

Swój pierwszy raz przeżył w Pradze w 1998, a poprawił w Monachium tego samego roku... potem poszło już z górki... Fanziny, Strony, Zloty, koncerty. Gdyby tego nie robił musiałby sobie znaleźć inne hobby, bo w domu by z nim nie wytrzymali. Prywatnie blokers miastowy, ciągle w trasie... 50 koncertów na liczniku.

Koncerty i Setlista Spirit Tour – analiza

Podobnie jak to było 4 lata temu po zobaczeniu dwóch koncertów przygotowałem dla Was moją autorską analizę setu. Miałem okazję już zobaczyć zespół na żywo i ponieważ dostawałem pytania jak się ma ta setlista na żywo, niniejszym śpieszę donieść, że ma się dobrze… ale czekają ją zmiany.

Zacznijmy od ogólnych wrażeń – zespół ambitnie wyznacza sobie ponownie 22-kawałkowy set. To dobrze. Nie mniej, doświadczenie podpowiada, że na koniec tej trasy skończymy z 21 lub 20 kawałkami. Trudno nie odnieść wrażenia, że set stanowi wyzwanie dla zespołu i dla publiki.

Na scenie jest dosyć ciemno. Nie wiem czemu, ale przez sporą część koncertu zespół przebywa w takim mroku, że zastanawiam się, czy czasami gdzieś po drodze nie zgubili jednej ciężarówki ze sprzętem oświetleniowym.

Muzyka jest za cicho, zdecydowanie za cicho. Poza tym zaburzone są proporcje między instrumentami, przy niektórych kawałkach słychać to bardzo wyraźnie.

Intro – a właściwie dwa intra. Zespół zaczyna koncert od kawałka Revolution z repertuaru The Beatles z białego albumu, a potem przechodzi w bliżej nieokreślone dźwięki intra na których pojawiają się doskonale znany motyw nóg z płyty. W miarę narastania napięcia nogi przybliżają się na ekranie. Intro jak intro. Właściwie po pierwszych dźwiękach Going Backwards nikt nie pamięta, że coś wcześniej było.

Going Backwards – otwieracz koncertu. Z jednej strony naturalne, że ten numer otwiera koncert, skoro jest numerem jeden na płycie. Nie mniej w mojej ocenie ustępuje on temu, jak brzmi na albumie. Za wolno się toczy. Fajna wizualka rozświetla scenę i mroki panujące w koło.

Szkoda tylko, że w okresie Promo spalili ten otwieracz grając go na początku setu. Mogli powtórzyć patent z Delta Machine Tour, gdzie otwieraczem na promo był Angel, a dopiero potem Welcome To My World.

Amsterdam 2017.05.07
Amsterdam 2017.05.07

So Much Love – pierwszy szybki numer w secie i przyznam się, że bardzo mi przypadł do gustu. Do tego rewelacyjna wizualizacja zsynchronizowana z kawałkiem. Prosty patent, a jak działa – zespół śpiewający pod płotem, gdzieś na jakimś boisku, a wszystko w czerni i bieli. Szkoda, że większość publiki nie reaguje, nie zna i po prostu stoi. Dla mnie bomba.

Amsterdam 2017.05.07
Amsterdam 2017.05.07

Barrel Of A GunDave bardzo dobrze się bawi przy tym numerze wplatając cytat z hip-hop’owej klasyki lat 80. The Message – Grandmaster Flash & The Furious Five – Don’t push me, ’cause I’m close to the edge I’m trying not to lose my head (niestety). A publika nadal stoi. Poza tym fatalne światło i wykorzystanie ekranu mocno dyskwalifikują ten numer w secie i w tym miejscu. Gdyby to ode mnie zależało wywaliłbym go z setu, albo przesunął w inne miejsce poniżej Gore’a.

A Pain That I’m Used To – numer powinien pozostać tam gdzie był stworzony, czyli pod potrzeby setu do Delta Machine Tour. Drugi raz to samo w tym samym aranżu pachnie odgrzewanym kotletem. W zamyśle miał to być numer, który miał podnieść tempo po wolnym i walcowatym Barrel Of A Gun. Chyba jednak tego zadania nie spełnia, bo publika nadal stoi.

Corrupt – jeden z lepszych numerów z Sounds Of The Universe. Problem polega na tym, że znowu jest zjazd tempem w dół, a chyba spora część publiki postrzega go jako kolejny mało znany numer. W każdym razie ludzie nadal stoją.

In Your Room – Bardzo wielu ostrzyło sobie na ten kawałek zęby, bo podobno w końcu grają wersję albumową. Bogowie! Oto modły zostały wysłuchane! W 2009-2010 narobili ludziom smaka grając intro z albumu, a potem pojechali znowu Zefirem. Tym razem nie było już ściemy i chłopaki pojechali po całości albumem… no prawie. Bo tak naprawdę jest to miks wersji z singla, albumu i JeepRockMix. Im dłużej numer trwa, tym JeepRock przebija się co raz mocniej, by właściwie stać się głównym motywem kawałka. Jeżeli ktoś czeka na to, że zespół przywrócił w 2017 wersję koncertową z 1993, to niech porzuci nadzieje. Patent był następujący – szkielet wersji granej od 1998 roku został obłożony barwami z 1993, Martin porzucił gitarę na rzecz klawiszy, a pomiędzy to włożono charakterystyczne motywy z JeepRockMix. Alan nie zmartwychwstał do tego kawałka. Publika nadal stoi, tym razem jakby w transie posikana ze szczęścia, że ten numer grany jest w wersji bliskiej oryginału.

Wizualka ciekawa, ale zbyt fabularna – dwoje tancerzy w ciasnym pokoju, który na koniec okazuje się brudną halą produkcyjną.

Antwerpia 2017.05.09
Antwerpia 2017.05.09

World In My Eyes – Nowe intro tego numeru podrywa w końcu publikę do lotu. Na dobrą sprawę 8 kawałek w secie jest tak naprawdę faktycznym początkiem koncertu. Dopiero ten numer sprawia, że ludzie ruszają się z krzesełek, a pod sceną robi się goręcej, a nie jak w kinie. Bardzo fajne intro połączone z wersją singlową sprawia, że kawałek hipnotycznie buja i pobudza swoim tempem fanów do reakcji.

Cover Me – Po poprzednim numerze zespół i fani zgodnie idą za ciosem. Ten numer jest we właściwym miejscu w secie. Świetny numer na zejście Dave’a, kończy pierwszą odsłonę głównego setu. Numer rośnie w moim prywatnym rankingu w miarę trwania trasy. Ten utwór robi i to konkretnie koncert. Do tego genialnie klimatyczny film zazębiający się z numerem potęgują wrażenie. Na poprzedniej trasie był duet 2 wizualizacji – tej z Heaven i z Goodbye. Tu takie duo to właśnie wizka do Cover Me i So Much Love. Anton coś ma na punkcie kosmosu i astronautów. Kolejna trasa i kolejny film o astronaucie. Kto wymieni wszystkie wizuale z astronautą?

Home / A Question Of Lust / Somebody – co ja mogę powiedzieć… jak kolega podziękował Martinowi w Antwerpii za koncert w Amsterdamie, to potem dostał od nas zjebę za to, że podziękował za Home, A Question Of Lust i Somebody. Dobrze, że to początek trasy, a Martin lubi zmiany i niestałość. Dzięki temu, że jest nieprzewidywalny w tym co robi, jest szansa na kolejne kawałki. Na The Things You Said nie macie co liczyć.

Poison Heart – numer na płycie jest jednym z moich ulubionych. Uwielbiam go za klimat, tekst, flow i co tam jeszcze. Świetne połączenie elektroniki z amerykańskimi klimatami. Niestety na koncercie rozczarowuje. Obrany z elektroniki brzmi bardzo barowo. Do tego śpiew Dave’a nie do końca mi tu pasuje. Niestety, ale to jest jedno ze słabszych miejsc w secie.

Where’s The Revolutionnie jest to mój faworyt na płycie, do tego nie mój kandydat na singla. Dostrzegałem w nim potencjał koncertowy i nadzieję, że jak zrobią ten numer w tym samym tempie co na płycie na koncert z zakończeniem godnym trasy koncertowej, to być może numer urośnie we mnie. Niestety od początku jak grają go na żywo kawałek zawodzi. Nawet mostek nie działa. Z całego numeru jedynie zakończenie w czasie którego Dave wciąga publikę do klaskania unosi brew zainteresowania. Jeden z większych zawodów tej trasy. Niestety będziemy musieli się z nim męczyć do końca trasy.

Wrong – Po World In My Eyes kolejny killer tej nocy. Kawałek z tym intrem jest mocarny. Tak depeche MODE powinno aranżować numery na koncerty. To powinien być stały kawałek w secie na trasach. Jeżeli wywalą ten numer na tej trasie, tak jak na poprzednich wywalili Fly On The Windscreen, czy Master And Servant, to ja serdecznie podziękuję za kolejne koncerty. Rewelka i klasyka w jednym!!!!

Everything Counts – Żaden numer w czasie koncertu nie wzbudza takiego entuzjazmu, jak ten numer. Przepiękne intro, które trwa i trwa, i trwa, by stopniowo i bardzo powoli wgryzać się w trzon numeru. To zaskoczenie tych, co nie znali przecieków, ani nie widzieli filmików na YT robi. Bardzo robi… Jak ludzie długo na ten numer czekali. 10 lat to stanowczo za długo. Reakcja na ten utwór powinna dać Panom do myślenia w temacie grania bardzo starych numerów.

Stripped / Enjoy The Silence / Never Let Me Down Again – I tu mam mieszane odczucia. Stripped nie jest tak zmasakrowany, jak w 2009, ale też nie brzmi tak, jak w 2006, czy w 2014. Na koncercie publika reaguje na te numery rewelacyjnie. Jest to przedłużenie pracy publiki z dwóch poprzednich utworów.

Niestety choroba, jaka trawi ten zespół od lat tu też się objawia się w pełnej okazałości. Numery obdarte są ze swojej głębi, jaką daje elektronika. Enjoy The Silence i Never Let Me Down Again odtwarzają patenty znane od lat. O ile Stripped grane jest co którąś trasę, to katowanie na każdej trasie od początku istnienia numerów, dwa pozostałe stają się coraz bardziej karykaturą swojej potęgi z przed lat. No i ta wizualizacja do Enjoy The Silence – normalnie „Milczenie Owiec”

Walking In My Shoes – Ten numer na poprzedniej trasie zapoczątkował modę na nowe intra. Spirit Tour przyniosła nowe intro, tylko że poza intrem ten kawałek nic nie wnosi. Dalej jest ta sama choroba, która trawi inne kawałki. Na koncertach które widziałem lub słuchałem do publiki dochodziła tylko perka i wokal, klawisz bardzo mocno schowany w tle, prawie nieistniejący.

Heroes – Jak to ktoś powiedział – 200+ numerów w dyskografii, a Ci się za covery biorą. A tak na poważnie, to numer jest po mojemu za długi i przekombinowany. Ma świetne momenty, ale ma też fragmenty kompletnie skopane. Brzmi jedynie lepiej od Poison Heart, bo jest tam więcej elektroniki. Publika dzieli się na tym numerze na dwie grupy – zaryczaną i szczęśliwą, że depeche MODE składa hołd Davidowi Bowie, oraz tych którzy mają to gdzieś, bo nie znają numeru i nie wiedzą jak się zachować w momencie, gdy stają przed czymś kompletnie nie znanym po raz pierwszy od dawna na koncercie depeche MODE.

I Feel Youpoprzednio już pisałem, że ten numer powinien zejść ze sceny już dawno i zdania nie zmieniłem. Kawałek obdarty z resztek elektroniki, gdzieś na dnie setu… to jest idealny opis tego numeru na tej trasie. Problem polega tylko na tym, że Dave go bardzo lubi i będziemy się męczyć z nim do ostatniej trasy tego zespołu.

Personal Jesus – Po latach stagnacji, jaką dla mnie były dwie bliźniacze wersje z Tour Of The Universe i Delta Machine Tour numer w końcu zyskał nowe oblicze. Świetny zamykacz koncertu może to robić nie ważne gdzie, nie ważne jak, ale robi…

Amsterdam 2017.05.07
Amsterdam 2017.05.07

Tyle o kawałkach jako takich teraz trochę o flow setu. Numery numerami, ale jest parę innych spraw które cieszą i które niepokoją w setliście oraz trasie. O trzech drobiazgach już napisałem.

Zespół składając set postawił w części do Gore’a na numery midtempo. Sprawia to, że publika nie wie jak ma się zachować. Aż do World in My Eyes na podłodze jest flauta przecinana jedynie kilku sekundowymi oklaskami między numerami. Na początku setu po prostu brakuje Walking In My Shoes. Na każdej trasie od początku był ten numer w pierwszej połowie. Były takie trasy na których po odklepaniu 2-3 kawałków dla telewizji, to właśnie ten numer otwierał faktycznie koncert. Ten moment, kiedy Dave unosi statyw do góry i wchodzi klawisz mówił ludziom – „Ok telewizory sobie poszły, wyskakujemy z gajerków i lecimy z koksem! Impreza się zaczyna.”

Numery midtempo, do tego raczej mniej znane i mniej hitowe sprawiają, że do połowy koncertu publika bardziej skupia się na oglądaniu, niż na faktycznej zabawie.

Można wiele powiedzieć złego o oklepanych numerach typu A Question Of Time, It’s No Good, czy Policy Of Truth, to trzeba oddać im sprawiedliwość, że te numery robią koncert. Publika wymęczona na początku koncertu potem z radością czeka na set Gore’a. Tu tego nie ma. Publika nie ma kiedy się zmęczyć i nie ma kiedy zedrzeć gardła. Rozmawiając po koncertach z ludźmi bliżej zespołu słychać, że mają tego świadomość i set być może czekają zmiany. Corrupt jest prawdopodobnie kandydatem do wylotu jeszcze w tej części trasy. Heroes być może spotka ten los po zakończeniu trasy w Ameryce Północnej.

Jeżeli już zespół upiera się przy tym, żeby grać Walking In My Shoes na bis to kawałek ten powinien zamienić się miejscami z Heroes. Najpierw Somebody, potem średnio wolny numer jakim jest Heroes, a potem trzy szybkie numery klasyczne – Walking In My Shoes / I Feel You / Personal Jesus .

Dave dobierając sobie numery w takiej konfiguracji ewidentnie widać, że na swój sposób oszczędza się. Nie dlatego, że nie biega po scenie, ale ze względów wokalnych. Na historycznych koncertach możemy powspominać jego charakterystyczny styl śpiewania i tańczenia ze statywem. Dziś tego praktycznie nie ma. Od pierwszych dźwięków statyw leci na bok, a Dave łamie się co chwila.

To łamanie nie jest bez przyczyny. Gdyby stał przy statywie nie byłby w stanie wyciągać z przepony swojego wokalu i zabrakłoby mu pary. Zginając się sprawia, że może to robić na tym samym poziomie, jak to robił kiedyś śpiewając wyprostowanym przy statywie. Lat nie oszukasz…

W 2013 roku pisałem, że poprzednia trasa oparta była bardzo mocno na niskotonowych barwach

Aranże tej trasy oparte są bardzo mocno na niskotonowych brzmieniach. Linia basowa i dolne środki to pasma istotne dla dobrego odsłuchu line-up depeche MODE na tej trasie. Niestety fanowskie bootlegi mają to do siebie, że najlepiej przenoszą środkowe pasma, więc dopiero bycie na koncercie oddaje prawdziwą jakość dźwięku.

Na tej trasie tego nie ma. Z niezrozumiałych względów nie ma pierdolnięcia basem po kiszkach od początku koncertu i każdego numeru. Dopiero szczęśliwcy, którzy kupili bilety z gołębiami dostają dźwięk jak trzeba. Niestety oni nie widzą praktycznie nic, bo scena od lat jest mała i ledwo widoczna. Dobry obraz na scenę mają Ci, co stoją pod sceną, niestety oni nic ciekawego nie słyszą, bo całe brzmienie z nagłośnienia przelatuje nad ich głowami.

Mam nadzieję, że to poprawią i w dalszej części trasy to minie, bo inaczej po koncercie w Warszawie będą dwie grupy uczestników koncertu i żadna się ze sobą nie dogada.

Trasa dopiero się rozkręca i czekam na zmiany oraz doszlifowanie setu. Poprzednia trasa pokazała, że zespół zmieniał i dostosowywał się, choć nie zawsze po myśli fanów. 12 czerwca jestem na ich koncercie w Hannoverze. Zobaczymy jak się poprawili i czy był to problem setu, czy też techniczny, czy inna publika poradziła sobie z plażą pod sceną.

Nie mniej warto iść na koncerty tak mówi MODE2Joy.pl 😉
Klipy, zdjęcia i Audio: Martini

Sklepik z gadżetami

Jak to na każdej trasie koncertowej zespół przygotował worek gadżetów na których chce dodatkowo zarobić podczas koncertów. Warto się przyjrzeć wszystkim gadżetom promocyjnym… szczególnie, że wiele może już nie dojechać do Warszawy.

Już podczas trzeciego koncertu obsługa musiała zdejmować z wystawy niektóre pozycje, bo brakło. Pewnie były to braki na trasie magazyn centralny – konkretne miasto, gdzie zespół grał. Nie miej dawało to trochę do myślenia.

Czapki, breloczki, szaliki, kubeczki i inne pierdoły

Baseball’e występują w 2 wariantach:

  • Logo srebrne (35 EUR)
  • Logo czarne (35 EUR)

Czapki zimowe występują w 4 wariantach:

  • Czapka z mankietem i czarnym logiem (25 EUR)
  • Czapka z mankietem i srebrnym logiem (25 EUR)
  • Czapka prosta i czarne logo (25 EUR)
  • Czapka prosta i srebrne logo (25 EUR)
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Szalik (25 EUR)

depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Silikonowe bransoletki (7 EUR)

Breloczki występują w 2 wersjach:

  • Logo DM (15 EUR)
  • Młot (15 EUR)
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Plakaty (bardziej kartonowe plansze):

  • Plakat ogólnotrasowy (7 EUR)
  • Plakat z danego koncertu (drukowany w bardzo niskim nakładzie) (25 EUR)
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Kubeczek (jeden model z dwustronnym nadrukiem) (20 EUR)

depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODEMerchandiseMerchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Materiałowe torby na zakupy:

  • Czarne logo na czerwonym mazie + napis Where’s The Revolution (30 EUR)
  • Czerwony maz + napis Spirit (30 EUR)
Ciuchy
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour - Amsterdam 07.05.2017
depeche MODE Merchandise GlobalSpiritTour – Amsterdam 07.05.2017

Bluza dresowa z kapturem (na plecach maz) (70 EUR)

T-Shirty z rozpiską trasy:

  • szara z okładką płyty (35 EUR)
  • czarna z reprodukcją zdjęcia promocyjnego (35 EUR)
  • czarna z logiem SPIRIT (35 EUR)
  • czarna z czarnym logo na tle czerwonego maza (35 EUR)
  • czarna z czerwonym mazem (35 EUR)

T-shirty bez rozpiski trasy (damskie) i (unisex):

  • czarna z logiem SPIRIT (35 EUR)
  • czarna z okładką Construction Time Again (35 EUR)
  • czarna z  napisem – Some Great Reward (35 EUR)
  • czarna z czerwonymi nogami (35 EUR)
  • czarna z szarymi nogami… jeszcze więcej nóg (35 EUR)
  • czarna z 3. fotografiami członków zespołu + czerwone logo depeche MODE na plecach (35 EUR)
  • czarna z fotografią Andy Fletchera (35 EUR)
  • czarna z fotografią Dave’a Gahana (35 EUR)
  • czarna z fotografią Martina Gore’a (35 EUR)
  • czarna z zespołem na motorach (35 EUR)
Tourbook

Tourbookowi poświęcę oddzielny teksty, bo ze wszech miar warto.

_

Po 3 koncertach dało się szybko zauważyć, że nie wszystkie modele są wszędzie. Inne zestawy widać było na fotkach ze Sztokholmu, a inne kombinacje koszulek były w Amsterdamie lub Antwerpii. Jeżeli coś zapomniałem dopisać, to dajcie znać.

Sklep z gadżetami pod halą to jednak nie wszystko, co zespół przygotował na tę trasę…

Podsumowanie Promo Tour – analiza

Przyszła pora na pierwsze podsumowanie trasy promującej album Spirit. Za nami ostatni koncert w ramach tzw Promo Tour, więc możemy pokusić się o pierwsze analizy.

Jeżeli ktoś z Was próbowałby porównywać tę trasę promo do występów zorganizowanych w 2009 czy 2013, to oczywiście pewne podobieństwa są, choć tak naprawdę z trasy na trasę forma promocji, poszukiwania nowych sposobów zaistnienia w mediach i skupieniu uwagi fanów zasługują na uznanie. Na niemuzyczne formy promocji przyjdzie jeszcze pora.

Poczytaj o Delta Machine Promo Tour

Za nami 24 występy dla TV, Sponsorów, Internetu, Wytwórni. Zespół nie bał się eksperymentów, choć dla sprawiedliwości trzeba przyznać, że o ile były to posunięcia nowatorskie z punktu widzenia środowiska depeche MODE, to w branży muzycznej nie są one jakoś wielce odkrywcze. Wystarczy, że wspomnę iż próby z udziałem publiczności robiły choćby takie zespoły jak Tears For Fears i do tego materiał z ich występów jest dostępny w sieci. Oczywiście powód koncertu Tears For Fears były inny, ale patent ten sam.

Wszystko zaczęło się 1 marca występem u Jimmiego Fallona w The Tonight Show, NBC.

Potem już szykowaliśmy się właściwie do koncertu w Berlinie, gdy nagle wybuchła informacja, że zespół coś szykuje dla fanów w Nowym Jorku.

I tak, 6 marca dowiedzieliśmy się, że zespół zaprosił wybraną grupę fanów do Avatar Studios, gdzie zaserwował im 7 kawałków. Chwilę później wiedzieliśmy już, że nie tylko był jeden koncert, ale również wybrana grupa dziennikarzy została zaproszona na drugi występ. Z tego koncertu wypłynęła jedynie informacja o 4 numerach, a kolejność i faktyczna liczba numerów nie są znane.

10 dni później zespół był już w Berlinie i szykował się 4. występu promującego Spirit. Był to pierwszy ever koncert depeche MODE zarejestrowany w technologii 360 stopni. Technologicznie może to i był koncert wywalony na wysokim poziomie, ale publiczność w zgodnej opinii zawiodła. Tzw branża przyszła, zobaczyła i to tyle. Fanów szalejących było niewielu. Różnicę będzie widać parę tygodni później w Szkocji.

Kolejnym koncertem promocyjnym był zapowiedziany wcześniej występ dla francuskiego radia RTL2. Set podobny jak w Berlinie, choć krótszy o 3 numery. Dzięki temu koncertowi poznaliśmy sprzęt, jaki depeche MODE zabrało ze sobą na tegoroczną trasę.

Z Paryża było całkiem blisko do Bazylei, gdzie na koncercie dla bardzo bogatych fanów… Ferrari, zespół zagrał jeszcze bardziej skrócony set i aby być bliżej komercyjnego charakteru imprezy w stosunku do Berlina wywalili 4 numery, ale za to swój debiut miał – Enjoy The Silence.

Występ w Bazylei się odbył – bo musiał, ale tak naprawdę wszyscy czekaliśmy na występ w Glasgow, gdzie po przeszło 30 latach zespół pojawił się ponownie na scenie Barrowland Ballroom. Oczywiście zespół później gościł w tym mieście, ale promocyjnie lepiej brzmiało, że zespół powraca po 33 latach do obiektu, niż to że 2013.11.11 grali w Glasgow po raz ostatni.

Z tego koncertu przeprowadziliśmy dla Was Livebloga, dzięki obecności naszej specjalnej wysłanniczki – GosidM, która z pierwszego rzędu relacjonowała dla Was przebieg całego pobytu i koncertu.

Po Glasgow miał być już tylko jeden występ w szwedzkiej TV i właściwie wszyscy szykowaliśmy się, że to będzie na tyle, gdy tym czasem okazało się, że tygodnie ciszy były jedynie przygotowaniem do kilku niespodzianek.

21.04.2017 - Hollywood, SIR
21.04.2017 – Hollywood, SIR

Zespół przeniósł się na zachodnie wybrzeże, gdzie najpierw wytwórnia zaprosiła grupki fanów na dwie próby, które po złożeniu dziwnie wyglądały jak próba setu na główną część trasy,  na koniec miesiąca zespół zagrał w The Late Late Show with James Corden, a następnie w podziękowaniu za wierne fanowanie depeche MODE nagrodziło specjalnym koncertem fanów z Kalifornii i okolic z niezawodnym radiem KROQ na czele. „The Thank You Show” był podziękowaniem za 3 wyprzedane koncerty w Hollywood Bowl i 4. świeżo ogłoszonego koncertu – i jest to wart odnotowania fakt historyczny, bo żadna kapela do tej pory nigdy nie zagrała na tym obiekcie 4 koncertów pod rząd.

Pisał o tym Barassi:

The Thank You Show” was a special show for local LA people (which were picked at random by the site used to gather all the entries – I had no hand in choices, and I know management were on top of this to make sure scalpers didn’t get any tickets. I was busting Craigslist ads WHILE standing in line for the show!), as a thank you to LA for four sold out nights at the Bowl. I thought this was pretty clear.

Obok koncertu w Glasgow 2017.03.26, koncert w Hollywood 2017.04.26 był najdłuższym występem na Promo Tour. To tyle, jeżeli chodzi o przebieg 2-miesięcznej trasy na 2 kontynentach, w 6 krajach i w 8 miastach.

Przejdźmy na koniec do statystyk:

Zdecydowanie pod tym względem trasę promo wygrał kawałek Where’s The Revolution9 wykonów na 12 występów. W dalszej kolejności najczęściej granymi numerami były A Pain That I’m Used To / Cover Me / Personal Jesus – po 6 wykonań każdy kawałek.

Łącznie na trasie promocyjnej pojawiło się 24 kawałki, z tym że jeden występ nie ma pełnej setlisty, więc zastrzegam, że coś mogłoby ulec jeszcze drobnym korektom. Pełna lista wg liczby wykonań wyglada następująco:

  1. Where’s The Revolution – 9
  2. A Pain That I’m Used To – 7
  3. Cover Me – 7
  4. Personal Jesus – 7
  5. Corrupt – 6
  6. World In My Eyes – 6
  7. Walking In My Shoes – 6
  8. So Much Love – 5
  9. Barrel Of A Gun – 5
  10. Enjoy The Silence – 5
  11. Going Backwards – 4
  12. Home – 3
  13. In Your Room – 2
  14. Everything Counts – 2
  15. Heroes – 2
  16. Little Soul – 1
  17. Scum -1
  18. A Question Of Lust – 1
  19. Poison Heart – 1
  20. Wrong – 1
  21. Stripped – 1
  22. Never Let Me Down Again – 1
  23. Somebody – 1
  24. I Feel You – 1

Dalej w ranking po płytach wyglądał następująco:

  1. Spirit – 7
  2. Violator – 3
  3. Songs Of Faith And Devotion – 3
  4. Sounds Of The Universe – 3
  5. Black Celebration – 2
  6. Ultra – 2
  7. Construction Time Again – 1
  8. Some Great Reward – 1
  9. Music For The Masses – 1
  10. Playing The Angel – 1

Dla precyzji dodam, że Heroes zaliczam do Spirita, jako że kawałek został nagrany na tej samej sesji nagraniowej, choć nie trafił na album, ani stronę B singla.

Na koniec statystyk trzeba odnotować, że spośród 24 zagranych numerów 20 wykonał Dave, a 4 – Martin.

Występy przedtrasowe zakończyły się 26 kwietnia, czyli równo 4 lata po tym, jak depeche MODE zakończyło swoje Promo Tour w 2013.

Ten tekst, to pierwsze z serii opracowań każdej z części trasy, jakich możecie się spodziewać. Podobnie jak to było na Delta Machine Tour na zakończenie każdej z nóg będziemy dla Was przygotowywać podobne analizy ilościowe, jakościowe, a jeżeli damy radę pozyskać, to również finansowe zestawienia Global Spirit Tour.

Wyjściowy set na Global Spirit Tour – analiza setu z 26.04

To będzie raczej próba analizy, niż rozłożenie na części pierwsze koncertowego setu. depeche MODE wyraźnie próbują wyjściowe ustawienie i do 5 maja może się jeszcze sporo zmienić. Nie mniej już teraz mam kilka spostrzeżeń, które niniejszym wyłuszczę.

Zespół próbował zabawić się w pewien trick z fanami. Być może w czasach przedinternetowych coś by z tego wyszło, teraz to już raczej nie możliwe… ale i tak miło, że próbują.

Najpierw dla fanki Liz zagrali 2 numery, a potem resztę setu podzielili na dwie, równe części po 10 kawałków. Po złożeniu wszystkiego razem wychodzi set z 22. kawałkami. Już samo to cieszy. Poprzednia trasa zaczynała się również 22. kawałkami. Dlatego dobrze, że zobaczymy ten set najpierw w Europie (taki europejski egoizm), potem chłopaki mogą sobie ciąć pod byle pretekstem. Stawiam, że set na koniec trasy będzie miał 20 kawałków.

  1. Going Backwards
  2. So Much Love
  3. Barrel Of A Gun
  4. Corrupt
  5. Cover Me
  6. A Pain That I’m Used To
  7. In Your Room
  8. World In My Eyes
  9. Home
  10. A Question Of Lust
  11. Poison Heart
  12. Where’s The Revolution
  13. Everything Counts
  14. Wrong
  15. Stripped
  16. Enjoy The Silence
  17. Never Let Me Down Again
  18. Somebody
  19. Walking In My Shoes
  20. Heroes
  21. I Feel You
  22. Personal Jesus

Po cichu obstawiam, że 26.04 usłyszymy pełen set i radość z uczestniczenia w pierwszym koncercie w Sztokholmie 2017.05.05 będzie jakby mniejsza. Czy tak będzie, przekonamy się niebawem. Nie mniej raczej na pewno nie będzie to set, który widzimy powyżej.

  1. Na pewno Martin zaserwuje jeden numer z nowej płyty – Fail (?) – dlatego nie przywiązywałbym się do A Question Of Lust w tym miejscu.
  2. Zespół testuje jak taki szyk się sprawdza i jestem bardzo ciekawy, czy Dave da mu szansę czy też wygra rutyna.
  3. Przed nami jeszcze próby sceniczne, ze światłem i projekcjami, może się okazać, że te próby zmienią jeszcze kilka miejscówek.

Na pewno kilka spraw zaskakuje lub cieszy (idąc od góry):

  1. Czemu tylko 5 kawałków z nowej płyty? W Nicei 2013.05.04 startowali poprzednią trasę z 8 kawałkami. Hity, hitami, ale jadą promować album… reszta jest tylko dodatkiem.
  2. Kawałek numer 3. Tu powinien być albo numer ze Spirit, albo Walking In My Shoes. Pierwsze trzy numery są zawsze dla prasy i zespół poza promocją nowego albumu dawał tam kawałek, który dobrze wygląda w TV. Przez wiele lat Walking In My Shoes spełniał takie zadanie. Hicior, publika lubi i zna, zespół wyglądał na dynamiczny, jakaś fajna wizualizacja, klaskająca publika i TV miały co dawać w relacjach.
    Po za tym dla bardzo wielu fanów i Januszy koncertowania był to faktyczny początek koncertu, szczególnie jak nie zna się, albo nie lubi numerów z nowej płyty. Pierwsze numery były na przeczekanie, dopiero Walking był tą rozpierduchą pod sceną.
    Wywalenie Walkinga na bis jest dla mnie sporym zaskoczeniem i zerwaniem z pewną rutyną. Na poprzedniej trasie zespół próbował zrobić to jeden raz – grając drugonocny set w Londynie 2013.05.29 wymienili numer ten na In Your Room. Przy kolejnej okazji chłopaki już nie pozwolili sobie na taki „błąd taktyczny” i na drugim Dusseldorfie 2013.07.05 reszta numerów była drugonocna, ale Walking, to Walking, był gdzie miał być i tak było do końca trasy niezależnie czy pierwsza, czy druga noc w danym mieście.
  3. Czemu Cover Me jest tu, gdzie jest. Aż się prosi dać go na zejście przed kawałkami Gore’a tak, jak grają go na Promo Tour. Przy tej konstrukcji numeru, to jak wsadzenie Never Let Me Down Again w środku setu. Niby można i było tak w 1990, 1993 i 1998, ale to strata potencjału numeru z monumentalnym machaniem na koniec i pożegnaniem zespołu z fanami. Tu jest podobnie tylko na mniejszą skalę.
  4. Never Let Me Down Again na koniec głównej części. Przerabialiśmy to już w 1987/88 i w 2009/10, więc nie jest to zaskoczenie. Do tego…
  5. …w 2009/10 Personal Jesus był również zamykaczem koncertu, po tym jak wywalili Waiting For The Night.

Do setu wraca też kilka numerów, które nie były grane na poprzedniej trasie lub wcale:

  1. Currupt – grane teraz na promo, ale tak naprawdę prawdziwy koncertowy debiut jeszcze przed nami.
  2. Everything Counts – kawałek porzucony w połowie Touring The Angel w 2006. Tekstowo pasuje do przesłania Spirit, więc nie dziwne, że numer wraca. Czekamy tak naprawdę na inne kawałki z Construction Time Again – płyty, która była mocno zapomniana przez te lata.
  3. Wrong – ostatni raz w Dusseldorfie 2010.02.27, to cieszy. Oby Dave teraz, mając odsłuchy, nie połykał końcówek linijek i nie fałszował.
  4. Heroes – czy to będzie debiut na miarę Route 66 w 1990, okaże się niebawem. Najbardziej nieznany numer z całego setu. Słyszało go raptem kilkadziesiąt osób, może setka. Do mojego pierwszego koncertu w Amsterdamie 2017.05.07 będzie to chyba numer, na który najbardziej czekam.

Teraz o powrotach takich trochę mniejszych.

  1. Barrel Of A Gun (59/114)
  2. World In My Eyes (5/114)
  3. Home (57/114)
  4. A Question Of Lust (3/114)
  5. Stripped (1/114)
  6. Somebody (4/114)
21.04.2017 - Hollywood, SIR
21.04.2017 – Hollywood, SIR

Każdy z tych numerów był grany na Delta Machine Tour, więc niby nie są to powroty. Jednak każdy z nich był grany przez krótki czas, albo tylko na jednym koncercie – jak to było ze Stripped, który miałem okazję widzieć w Madrycie 2014.01.18. W nawiasie liczba wykonów na poprzedniej trasie vs. 114 koncertów w totalu.

Każdy z tych numerów był albo porzucany w trakcie trasy, albo służył jako zamiennik drugonocny. Nawet „znienawidzone” Home, które po raz ostatni w pełnej elektronice gościło w secie na Touring The Angel – 2005/2006.

Nie ma jeszcze w secie zapowiadanego It’s No Good. Wypadły też takie sztandarowe numery z poprzedniej trasy, jak Policy Of Truth, Black Celebration, A Question Of Time, itp.

Pytanie co zespół przyszykuje na drugą noc w Hannoverze 2017.06.12 – jedynym podwójnym koncercie w Europie.

Do 5 maja wszelkie narzekania na setlistę można sobie jeszcze w buty wsadzić, set może jeszcze przerotować, a patrząc jak rotował set z Delta Machine Tour, to i w czasie trasy może się wiele dziać. depeche MODE mają zarezerwowane jakieś 150 koncertów (o 83 wiemy już teraz), to daje duży potencjał na zmiany w trakcie, szczególnie, że dwa razy odwiedzą Europę i Amerykę Północną.

Global Spirit Tour

Leg 0 – Różne Kraje

Going Backwards
So Much Love (frag. No Tears For The Creatures Of The Night)
Corrupt
A Pain That I’m Used To
World In My Eyes
Cover Me
Little Soul
Where’s The Revolution
Barrel Of A Gun (frag. The Message)
Walking In My Shoes
Enjoy The Silence
Personal Jesus
Home
Scum
In Your Room
Everything Counts
Heroes
A Question Of Lust
Poison Heart
Wrong
Stripped
Never Let Me Down Again
Somebody
I Feel You


Construction Time Again – 1
Some Great Reward – 1
Black Celebration – 2
Music For The Masses – 1
Violator – 3
Songs Of Faith And Devotion – 3
Ultra – 2
Playing The Angel – 1
Sounds Of The Universe – 3
Spirit – 8


2017.03.01 – New York, USA – The Tonight Show Starring Jimmy Fallon
2017.03.06 – New York, USA – Avatar Studios (1)
2017.03.06 – New York, USA – Avatar Studios (2)
2017.03.17 – Berlin, Germany – Funkhaus Nalepastrasse
2017.03.21 – Paris, France – Studios Rive Gauche, RTL2
2017.03.23 – Basel, Switzerland – Baselworld
2017.03.26 – Glasgow, UK – BBC 6 Music Festival, Barrowland Ballroom
2017.03.31 – Stockholm, Sweden – SKAVLAN TV Show
2017.04.21 – Hollywood, USA – SIR Los Angeles (1)
2017.04.21 – Hollywood, USA – SIR Los Angeles (2)
2017.04.24 – Los Angeles, USA – The Late Late Show with James Corden
2017.04.26 – Hollywood, USA – Masonic Lodge at Hollywood Forever Cemetery
2017.05.03 – Stockholm, Sweden – (odwołany)


LEG 1 – EUROPA

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
So Much Love
Barrel Of A Gun (frag. The Message)
A Pain That I’m Used To
Corrupt
In Your Room
World In My Eyes
Cover Me
Home / A Question Of Lust / Shake The Disease / Judas
A Question Of Lust / Home
Poison Heart
Where’s The Revolution
Wrong
Everything Counts
Stripped
Enjoy The Silence
Never Let Me Down Again
Somebody / Strangelove / Judas
Walking In My Shoes
Heroes /
I Feel You
Personal Jesus


LEG 4 – AMERYKA POŁUDNIOWA

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
It’s No Good
Barrel Of A Gun
A Pain That I’m Used To
Useless
Precious
World In My Eyes
Cover Me
Insight / Judas
Home
In Your Room
Where’s The Revolution / Policy Of Truth
Everything Counts
Stripped
Enjoy The Silence
Never Let Me Down Again
Strangelove / Somebody
Walking In My Shoes
A Question Of Time / I Feel You
Personal Jesus


Construction Time Again – 1
Some Great Reward – 1
Black Celebration – 2
Music For The Masses – 2
Violator – 4
Songs Of Faith And Devotion – 4
Ultra – 5
Playing The Angel – 2
Spirit – 4


2018.03.11 – Mexico City, Mexico – Foro Sol
2018.03.13 – Mexico City, Mexico – Foro Sol
2018.03.16 – Bogota, Colombia – Simon Bolivar Park
2018.03.18 – Lima, Peru – Estadio Nacional
2018.03.21 – Santiago, Chile – Estadio Nacional
2018.03.24 – Buenos Aires, Argentina – Estadio Unico de la Plata
2018.03.27 – Sao Paulo, Brazil – Allianz Parque


LEG 5 – AMERYKA PÓŁNOCNA

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
It’s No Good
Barrel Of A Gun
A Pain That I’m Used To
Useless
Precious
World In My Eyes
Cover Me
The Things You Said
Home
In Your Room
Where’s The Revolution
Everything Counts
Stripped
Enjoy The Silence
Never Let Me Down Again
I Want You Now
Walking In My Shoes
A Question Of Time
Personal Jesus


Construction Time Again – 1
Black Celebration – 2
Music For The Masses – 3
Violator – 3
Songs Of Faith And Devotion – 2
Ultra – 4
Playing The Angel – 2
Spirit – 4


2018.05.22 – Anaheim, CA, USA – Honda Center
2018.05.24 – Sacramento, CA, USA – Golden 1 Center
2018.05.27 – San Antonio, TX, USA – AT&T Center
2018.05.29 – Tulsa, OK, USA – BOK Center

2018.06.01 – Chicago, IL, USA – United Center
2018.06.03 – Philadelphia, PA, USA – Wells Fargo Center
2018.06.06 – Brooklyn, NY, USA – Barclays Center
2018.06.09 – Boston, MA, USA – TD Garden
2018.06.11 – Toronto, ON, Canada – Air Canada Centre


LEG 6 – EUROPA

Intro (Cover Me [Alt Out])
Going Backwards
It’s No Good
A Pain That I’m Used To
Precious
Policy Of Truth / Useless /
World In My Eyes
Cover Me
The Things You Said / Somebody
In Your Room
Everything Counts
Stripped
Personal Jesus
Never Let Me Down Again
Somebody /
Walking In My Shoes
Just Can’t Get Enough / Enjoy The Silence
Enjoy The Silence / Just Can’t Get Enough


Speak & Spell – 1
Construction Time Again – 1
Some Great Reward – 1
Black Celebration – 1
Music For The Masses – 2
Violator – 4
Songs Of Faith And Devotion – 2
Ultra – 2
Playing The Angel – 2
Spirit – 3


2018.06.23 – Newport, UK – Isle Of Wight Festival
2018.06.26 – Sopron, Hungary – Volt Festival
2018.06.28 – Odense, Denmark – Tinderbox Festival
2018.06.30 – St. Gallen, Switzerland – OpenAir St. Gallen Festival

2018.07.02 – Barolo, Italy – Collisioni Festival
2018.07.05 – Gdynia, Poland – Open’er Festival
2018.07.07 – Arras, France – Main Square Festival
2018.07.09 – Herouville-St-Clair, France – Beauregard Festival
2018.07.12 – Aix-Les-Bains, France – Musilac Festival
2018.07.14 – Madrid, Spain – Mad Cool Festival
2018.07.17 – Nyon, Switzerland – Paléo Festival
2018.07.19 – Carhaix-Plouguer, France – Vieilles Charrues Festival
2018.07.21 – Paris, France – Lollapalooza Paris
2018.07.23 – Berlin, Germany – Waldbuhne
2018.07.25 – Berlin, Germany – Waldbuhne

Sprzęt depeche MODE na trasie

Dla tych z Was, którzy interesują się sprzętem używanym przez depeche MODE na trasie, dziś kilka cukiereczków z tym związanych. Potraktujcie to jednak jedynie jako wstęp do dłuższych analiz, które dopiero nadejdą.

Trochę to zaskakujące, ale Panowie z depech MODE aż tak bardzo nie zmienili swojego oprzyrządowania (tego widocznego dla publiczności) na obecną trasę. Czekam jeszcze na zdjęcia zza kulis sprzętu, który napędza i wspomaga grę depeche MODE na koncertach. Póki co zapraszamy na zwiedzanie sceny…

Martin Gore

Dwa klawisze firmy Roland model: Edirol PCR 800.

Guitars of Martin Gore
Martin Gore

Gitary i osprzęt gitarowy (struny, kostki, efekty, wzmacniacze itd.) – czekają na opis i pełną identyfikację, choć jak do tej pory wszystkie wiosła są doskonale znane z poprzednich tras.

Andy Fletcher

Dwa klawisze firmy Roland model: Edirol PCR 800, oraz Access Virus Polar z nastawami bass’owymi.

Andy FletcherAndy Fletcher

Zarówno Martin, jak i Andy mają po dwa Edirole na statywach, ale tak na prawdę mają… na jednym. Oba klawisze pełnią dokładnie te same funkcje u obydwu muzyków. Drugi klawisz to właściwie tylko i wyłączne backup na wypadek kłopotów z tym, który zamontowany jest wyżej.

Co to oznacza? Ano to, że obaj Panowie wcale tak dużo nie grają podczas koncertu (co zresztą łatwo można zauważyć oglądając filmy na odbytych już koncertów). Właściwie tylko w nielicznych przypadkach używają górnego i dolnego parapetu do gry równocześnie w tym samym utworze. Prawdziwą skalę tego zjawiska poznamy jednak dopiero, jak zespół ruszy w trasę.

Peter Gordeno

Jeden Access Virus TI, oraz jeden Roland SP RD 2000, plus jeszcze jeden, do tej pory, nie zidentyfikowany sprzęt. Prawdopodobnie to ten sam klawisz, który stał obok Peter’a w czasie Delta Machine Tour.

Peter GordenoPeter Gorden

Peter Godreno jako jedyny nie ma zdublowanego sprzętu. Jego główny klawisz to Access Virus TI, a Roland SP RD 2000 używany jest jako jednostka sterująca, oraz do wykonywania piano akompaniamentów dla Martina (a może i Dave’a?) na tej trasie. Próbkę gry na Rolandzie mieliśmy okazję zobaczyć jakiś czas temu w serwisach społecznościowych firmy Roland.

Klawisze Gordeno, w odróżnieniu do sprzętu Gore’a i Fletcher’a, nie są zabezpieczone podwójnym backupem. Oznacza to, że fabryka za sceną śle mu nastawy do każdego numeru przed wykonem (tzw. presety), ale… nie ma na to rezerwy gdyby coś padło. Jeżeli na koncercie posypią się jakieś klawisze, to możecie być pewni, że to są właśnie klawisze Petera G. Ktoś pomyśli – dlaczego? Otóż jest na to wyjaśnienie czysto techniczne, o którym jeszcze będzie w naszych przyszłych rozważaniach.

Ten Roland Peter’a to właściwie na przedzie to jest jedyna zmiana w sprzęcie zespołu koncertowego. Reszta sprzętów jest identyczna, jak na poprzedniej trasie.

Barwy do klawiatur sterujących idą z software’owych synthów min.: Native Massive V, Native Kontakt (sampler software), Native Absynth, G-Media ImpOSCar.

CHRISTIAN EIGNER

Perkusja Christiana oparta jest na podstawowym zestawie DW Collectors:

  • 24“ × 18“ Kick (Main)
  • 8“ × 5“ Tom
  • 10“ × 5,5“ Tom
  • 12“ × 6“ Tom
  • 14“ × 14“ Floor-Tom
  • 16“ × 14“ Floor-Tom
  • 8“ × 2“ Piccolo Tom (muted, Trigger)
  • 10“ × 2“ Piccolo Tom (muted, Trigger)

Do tego dochodzą tzw. snare-drums:

  • 14“ × 6,5“ Nickel over Brass (Main)
  • 14“ × 7“ Maple Snare (808 Sound)

Naciągi na garkach to: Felle Remo seria Ambassador.

Talerze – Zildjian:

  • 15“ A New Beat Hats
  • 13“ K Hybrid Hats
  • 8“ K Splash
  • 18“ A Medium Thin Crash
  • 22“ Oriental China Trash
  • 20“ A Custom EFX
  • 14“ K Mini China
  • 6“ A Custom Splash
  • 24“ K Lite Ride
  • 20“ A Thin Crash
  • 22“ A Swish Knocker

Pałeczki:

  • Calato Regal Tip (wersja custom czyli podpisane tzw. Eigner Signature Custom)

Te graty (perkusja) nie zawszę są montowane wszystkie razem. To pełny zestaw, ale może być montowany tak jak sobie pan Eigner zechce danego wieczoru. Zestaw na trasę będzie dużo bogatszy, niż teraz i ten opis ma charakter bardzo rozwojowy.

Zdjęcia sprzętów zostały zrobione w Paryżu przed koncertem dla RTL2.

Południowoamerykańska trasa a sprawa polska

To chyba będzie najbardziej oczywisty tekst ze wszystkich, ale i takie teksty też powinny powstawać. Będzie o trasie południowoamerykańskiej, ale tak naprawdę to będzie o kolejnej trasie w Europie, w tym (miejmy nadzieję) również w Polsce.

Najpierw chwilka o koncertach w Ameryce Południowej. Z ogłoszonej rozpiski wynika, że zespół planuje zagrać 6 koncertów. Doświadczenie podpowiada jednak, że na tym się nie skończy. Dziury są takie, że swobodnie mogłoby się tam znaleźć drugie tyle. Dla mnie pewniakiem jest na pewno druga noc w Meksyku. Tam nigdy nie grali mniej, niż dwie noce.

Dave w swoich wywiadach od dawna wspominał, że trasa tym razem nie skończy się tylko na odbębnieniu jednej nogi w Europie i jednej nogi w Ameryce Północnej. Marcowe koncerty 2018 wręcz uprawdopodobniają ten scenariusz.

Trasa po Północnej Ameryce kończy się 27 października, a trasa po Południowej Ameryce zaczyna się 11 marca. 4 miesiące przerwy raczej zostaną wypełnione koncertami halowymi w Europie – okres listopad – luty pewnie będzie dla nas czasem wytężonych podróży po Europie. W niedawnym wywiadzie dla iHeart Radio Dave potwierdził te plany (pod koniec wywiadu).

No dobrze, to w takim razie kiedy powinniśmy się spodziewać dobrych nowin? Skoro zespół nie ogłosił tego w okolicach lutego/marca, jak to było na poprzedniej trasie, to kolejny sensowny czas, to start letniej trasy w Europie. To klasyczny sposób ogłaszania koncertów: stoisz pod sceną, a tu na telebimach wyświetla się info, że właśnie ruszyła sprzedaż na jakieś miasto. W każdym razie, zespół nie odwiedził kilku znaczących miast i krajów jeszcze. Pisałem Wam, że lokalny eventim testował ticket alarm z depeche MODE w roli głównej. Nic to, kasę trzeba szykować znowu.

W Polsce obstawiam Łódź, ale byłym miło zdziwiony, gdyby była inna lokalizacja. Gdybać można, ten temat jest już jasny, tylko my o tym nie wiemy. Zespół od dawna zna przebieg trasy, aż do szczęśliwego finału.

A skoro o szczęśliwym finale, to wg wielokrotnych słów Dave’a trasa nie zakończy się po Ameryce Południowej, ale stamtąd zespół pojedzie dalej na północ do USA i Kanady na kwietniowo – majowe koncerty. Dopiero wtedy możemy się zastanawiać nad zwięczeniem trasy. Tradycyjnie (chyba) Afryka, Australia i Azja zostaną pominięte. Jeżeli tak by się stało to szkoda, że zespół ma takie rozumienie słowa Global… Spirit Tour. Oby nie.

Dave również potwierdził, że na próbach grają również Poison Heart i że jest to mocny kandydat do setlisty. Oby, bo jest to mój osobisty faworyt.

Oprócz tego Dave w wywiadzie padają słowa, o rejestracji na Highline Park i parę innych ciekawostek.

Po koncercie w Berlinie + [Spoilery]

[Spoiler] Poprzednim razem zastanawiałem się, czy nie za wcześnie. Tym razem myślę, że już można zadać takie pytania – Co wiemy po koncercie w Berlinie?, Gdzie jest zespół z przygotowaniami do trasy? Dostaliśmy (w końcu) większą próbkę tego, co zespół planuje na najbliższej trasie, choć nadal jest kilka „ale”…

Napiszę od razu swoje osobiste zdanie – Koncert nie zachwycał, ale i po prawdzie nie musiał. Nie o to tu chodziło. W tym miejscu koncertowego grania zespół nie powinien jeszcze zachwycać. Za wcześnie. To, co zobaczyliśmy w piątkowy wieczór nawet nie jest pełnoprawną próbą z udziałem publiczności.

depeche MODE jest znane z tego, że z koncertu na koncert rozkręca się i wchodzi na obroty. Pierwsze koncerty są zawsze najsłabsze, ale też o tyle ciekawe, że zespół nie mając koncertowej rutyny szuka swojego miejsca. Dopiero, jak wejdą na pewien poziom zostają na nim i jadą tak do końca trasy – te same gesty, okrzyki, patenty na garkach, tańce, ruchy, klaski. Dlatego, jeżeli brakowało Wam tego typu zachowań, to spokojnie w Warszawie dostaniecie pełen zestaw koncertowych gestów w wykonaniu depeche MODE. Szczególnie, że pod koniec każdej nogi Panowie są już raczej myślami na plaży i nie silą się na odkrywanie nowych pokładów siebie.

Depeche Mode - live in Berlin 2017.03.17
Depeche Mode – live in Berlin 2017.03.17

To, co już teraz zachwyca:

  • to Corrupt (że jest, ale skoro na koncertach jest Corrupt 2, czyli Where Is The Revolution, to dziwne, żeby nie było oryginału)
  • World In My Eyes z nowym intro i ciekawymi aranżacjami w środku kawałka. Dla mnie jest to jeden z numerów, które muszą być w setliście szczególnie, że na ostatniej trasie było go baaardzo niewielie. Właściwie to na dobrą sprawę wcale. Podobnie jak Stripped.
  • So Much Love z fragmentem kawałka – No Tears For The Creatures of The Night zespołu Tuxedomoon.
  • Cover Me – zachwyca tak po prostu.
  • Walking In My Shoes- za nowe intro z elementami remixu – Random Carpet.
  • Personal Jesus, za powrót do zwięzłości. Zespół zastosował tu ten sam patent, jaki zastosowali w przypadku I Feel You na Tour Of The Universe. Został obcięty cały początek rozbiegowy i od razu jest wejście do konkretów.

Niestety jest też kilka spraw, które mnie niepokoją:

  • Where’s The Revolution – kawałek nadal bez pierdolnięcia, jakie bym oczekiwał po wersji studyjnej. Dave ściąga numer do poziomu, w którym jest w stanie śpiewać go na żywo- czyli nisko i w miarę jednostajnie.
  • Going Backwards – j.w.
  • A Pain That I’m Used To – czy zespół chce, żeby kawałek w oczach fanów podzielił los Precious? Z lubianego kawałka numer stał się tym znienawidzonym. Może nie tak, jak Home, ale zawsze. Raczej nie sądzę, żeby Precious pojawiło się ponownie w secie. Martin przecierpiał już rozwód i spłodził dwie córki, więc teraz nie cierpi, a świętuje Little Soul… Sam A Pain That I’m Used To w tej samej wersji grany chyba jest dlatego, że Panom spodobało się, jak Peter wychodzi na scenę i przez parę minut wymiata na wieśle zostawiając na chwilę rolę pierwszego klawiszowca zespołu Andiemy F.
  • Barrel Of A Gun – aranż bliski temu z ostatniej trasy, ciekawe jak szybko Dave się zmęczy tym numerem i poszuka sobie czegoś nowego.

Poniżej lista kawałków w porządku w jakim zagrali numery w Berlinie:

  • Going Backwards
  • So Much Love
  • Corrupt
  • A Pain That I’m Used To
  • World In My Eyes
  • Cover Me
  • Little Soul
  • Where’s The Revolution
  • Barrel Of A Gun
  • Walking In My Shoes
  • Personal Jesus

Znane, ale jeszcze nie zagrane:

  • Scum
  • In Your Room (devo version)
  • Everything Counts
  • Enjoy The Silence
  • It’s No Good
  • And Then…
  • Heroes

Łącznie mamy 17 kawałków, które wiemy, że były próbowane. W tym momencie pozostaje kwestią otwartą długość setu. Jeżeli przyjąć standardy z minionej trasy wiosennej, to brakuje jeszcze 2 numerów Martina (jeden na środek i jeden na bis). Na poprzedniej trasie startowali z 22 kawałkami w secie, więc brakuje jeszcze trzech numerów od Dave’a. Przyznam się, że ja średnio wierzę w to Heroes już (ale kto wie). Nic nie słychać o I Feel YouNever Let Me Down Again, ale znając Dave’a byłbym spokojny o oba.

Depeche Mode - live in Berlin 2017.03.17
Depeche Mode – live in Berlin 2017.03.17

Oczywiście to tylko spekulacje, bo musimy pamiętać, że nie wszystkie numery muszą być grane z części promocyjnej potem na trasie. Tak było z Soft Touch/Raw Nerve, które gościło potem tylko jako zamiennik na drugich nocach. But Not Tonight miało swoją premierę dopiero we Frankfurcie 2013.06.05 mimo, że właściwie od momentu prób było wiadome iż zespół planuje to grać. Za to When The Body Speaks po szybkim zabłyśnięciu właściwie na początku lipca 2013 znikło. U Martina nie ma reguły w tym przypadku.

W końcu pobicie rekordu, czyli 40 numerów zagranych na trasie, czeka na swój moment. Jeżeli spełnią groźby i zagrają tak długa trasę, to kto wie – tylko oby nie kosztem kawałków śpiewanych przez Dave’a.

Na koniec mała ciekawostka – Daniel Barassi (Webmaster depechemode.com) pochwalił się, że za fakt grania Corrupt powinniście dziękować właśnie jemu. Na pytanie za jakie jeszcze nigdy nie grane numery powinniśmy dziękować posypała się lista.

  • Ghost
  • Lilian
  • Dangerous
  • Sea Of Sin
  • Happiest Girl
  • I Am You
  • Shine

Jest tu jedno ale. Gdyby lista była prawdziwa, to admin serwisu nigdy by nie pochwalił się nią publicznie, albo już wie, że ten numery nie będą grane. Nie jest to pierwszy raz, gdy Sea Of Sin pojawiło się na liście do prób (wczesne spoilery z Delta Machine Tour) przed trasą, a że się nigdy nie pojawiło… no cóż. Trzeba mieć jakąś nadzieję. Jutro koncert w Paryżu, ciekawe, czy coś zmienią.

Spirit – recenzja płyty

Kiedy w 2013 roku pojawiła się na rynku płyta Delta Machine, w jednej z recenzji przeczytałem zdanie, które utkwiło mi w pamięci do dziś.  Jest to dla mnie doskonała, jednozdaniowa recenzja tej płyty.

depeche MODE nagrało bardzo dobry album, o którym za rok nikt nie będzie pamiętał

Sam miałem bardzo… bezemocjonalny stosunek do tej płyty. Po 4 latach wygląda to już trochę inaczej, a i czas na ponowną recenzję Delta Machine po 4 latach jeszcze kiedyś przyjdzie. Ze Spirit jest inaczej. Ta płyta wzbudza emocje, rusza serducho i daje do myślenia, od samego początku… ale nie uprzedzajmy faktów. Zanim przejdę do szczegółów, kilka uwag natury ogólnej o płycie.

Ta płyta jest…

Dwa tygodnie temu, w piątkowy wieczór, gdy skończyłem po raz pierwszy słuchać Spirit, pierwsze, co mnie uderzyło, to pytanie — Ale, że już? Popsuło się coś ze sprzętem? Czemu tak krótko?

Dopiero po chwili spojrzałem na tracklistę i się zdziwiłem. 12 numerów, a ledwie 50 minut. Bardzo szybko pędzi ten album, mimo że wcale szybki nie jest. Numery zostały ułożone w takiej kolejności, że momentami tworzą jedność i to czasami zwodzi… nawet do tej pory.

Druga myśl, jaka mi przyszła, to — Ok nie jest źle, póki co 50/50. Ani mnie nie odrzuca, jak przy Sounds Of The Universe, ani nie pozostawia obojętnym, jak w przypadku Delta Machine. Płyta też nie dała mi od początku takiego kopa, jak Playing The Angel, ale kiedy posłuchałem drugi, trzeci i kolejny, wiedząc już czego się spodziewać i nie oczekując parkietowców rodem z Suffer Well, Soothe My Soul, byłem już jakby spokojniejszy. Płyta sama w sobie ma coś takiego, że mimo iż teksty nie są o niczym, to wprowadza wewnętrzny spokój i siakie takie ciepło. Może to sprawka brzmienia, a może czegoś innego. Tego nie wiem.

Dla lepszego rozpracowania numerów podaję ściągawkę – kto, co i jak:

  1. Going Backwards – muzyka i słowa M. Gore
  2. Where’s The Revolution – muzyka i słowa M. Gore
  3. The Worst Crime – muzyka i słowa M. Gore
  4. Scum – muzyka i słowa M. Gore
  5. You Move – muzyka M. Gore / słowa D. Gahan
  6. Cover Me  – muzyka D. Gahan, P. Gordeno, C. Eigner / słowa D. Gahan
  7. Eternal – muzyka i słowa M. Gore
  8. Poison Heart – muzyka D. Gahan, P. Gordeno, C. Eigner / słowa D. Gahan
  9. So Much Love – muzyka i słowa M. Gore
  10. Poorman – muzyka i słowa M. Gore
  11. No More  – muzyka D. Gahan, K. Uenala / słowa D. Gahan
  12. Fail – muzyka i słowa M. Gore
Spirit w szczegółach

Going Backwards — Pierwszy numer i od razy wyprostował mnie na fotelu… Czy ja dobrą płytę włożyłem do sprzętu? Przecież to nie jest depeche MODE. Oni nie używają takiego instrumentarium. Tak prostego, tak… no właśnie nie wiem jakiego. Może ten numer mógłby się pojawić na solówce Dave’a Gahana, ale nie depeche MODE. Numer bardzo amerykański w swoim brzmieniu. Gdyby nie wokal, to można by spokojnie go podpiąć pod jakieś kowbojsko-bonjoviowskie kawałki, gdzieś z lat 90. „Problem” tylko polega na tym, że to jest dobry numer. Nie dlatego, że go nagrało depeche MODE, tylko tak po prostu. Z innym wokalem, w innym zespole tak samo nagranym miałby u mnie te same oceny. Kawałek ma duży potencjał singlowy i będę bardzo niepocieszony, jak nie wyjdzie na singlu. Gore ma świetne chórki, których od dawna mi brakowało w depeche MODE. Bez wycia i zawodzenia. Szacun. Szkoda tylko, że tak mało w Going Backwards depeche MODE. Jeżeli będzie to koncertowy otwieracz, to będzie on brzmiał jak In Chains na Tour Of The Universe. Dla wielu te numery są zbliżone, szczególnie przez swoją budowę. Z drugiej strony Useless też jest bardzo rockowy i podobne pytania zadawałem sobie w stosunku do tego kawałka. Teraz już takich pytań nie mam. Przyjdzie przywyknąć.

Mnie Going Backwards przypomina za to coś zupełnie innego. Numer podobno został napisany w 2015, więc to raczej zbieg okoliczności, ale początek przypomina główny temat ścieżki dźwiękowej — WestWorld. W USA ten serial narobił wiele zamieszania, u nas z racji, że wyświetlany na płatnej TV był dostępny tylko dla nielicznych.

Daję 5/6

Where’s The Revolutiono tym numerze napisałem już swoje i właściwie zdania nie zmieniłem. Teraz, po kilkudziesięciu przesłuchaniach płyty, mogę powiedzieć, że nie wybrałbym go na pierwszy singiel. Muzycznie numer jest przeciętny (gdyby nie Kraftwerkowy mostek). Jedyne, co sprawia, że numer robi zamieszanie na listach i często jest cytowany, to fakt, że jest pierwszy, no i przez tekst. Jest on mocny i to stanowi o jego sile, a nie muzyka. Gdyby został wydany jako 3 lub 4 singiel, to przeszedłby zauważony tylko przez fanów.

Daję 3/6

The Worst Crime — kolejne zaskoczenie. Ten numer będzie miał swoich amatorów, szczególnie za nastrój i miły dla ucha wokal Dave’a. Ja się trochę męczę przy tym kawałku. To drugi numer, który lepiej by brzmiał na solówce Dave’a, niż na płycie depeche MODE. A przecież autorem jest Martin.

Daję 3.5/6

Scum — od początku to dla mnie petarda. Uwielbiam elektronikę w tym kawałku i pomimo tego, że numer jest agresywny jak na depeche MODE, to siedzi na tej samej półce emocjonalnej, co WrongBarrel Of A Gun i The Dead of Night. Kawałek zaśpiewany z pazurem, z brudną gitarą i ciężką elektroniką. Jeżeli zostanie wzięty na koncerty, to mam nadzieję, że będzie, albo na początku setu, albo po powrocie na scenę w drugiej części. Ten numer prosi się o mocny wydech z płuc i lepiej, żeby Dave nie był wtedy zmachany po wcześniejszym numerze. Mój niepokój budzi też perkusja na koncertach. Tu jest mocarna i płaskie garki podobne do tego, co się zadziało w The Tonight Show trochę niepokoją. Zasób słownictwa na tym kawałku do tej pory raczej przynależny był Bono, niż Gore, ale skoro z tą płytą idziemy w politykę, to tylko czekać, aż przed numerem pojawi się tekst „This IS a Rebel song!

Daję 6/6

You Move – czy Wy też słyszycie Kraftwerk w tym numerze? Główny klawisz, który słychać przez cały numer, żywcem inspirowany tą szacowną kapelą. Takich cytatów na tej płycie jest wiele, ale ten jest oczywisty. Fajny numer środka płyty. Zadziorny, ale bez przesady. Kolaboracja Martina i Dave’a dała bardzo ciekawy efekt i jeżeli miałyby pojawiać się takie kolaboracje obu Panów, to czemu nie. Singiel to raczej nie będzie, ale wstydu też nie ma. Tekst z kategorii wagowej Dave’a, a nie Martina i to słychać, ale ja tu szat nie rozdzieram i lubię ten numer.

Daję 4/6

Cover Me – Numer, w którym echa Dire Straits (pedal steel guitar) spotykają się z depeche MODE w mrocznej odsłonie ;-). To jest ten kawałek, za który dałbym 50/50 na wejściu. Pierwsza połowa to Soulsavers z zawodzącą gitarą w stylu Dire Straits, by potem porzucić gitarę i zanurzyć się w odmęty ciężkiej, mrocznej elektroniki syntezatorów modularnych. Trudno mi sobie ten numer wyobrazić na koncercie, chyba że na zejście po secie głównym już bez Dave’a na scenie. Chciałbym usłyszeć demo tego numeru, żeby się przekonać kto miał taki pomysł na numer i czy już wtedy on tak brzmiał, czy dopiero wyszło to w czasie produkcji.

Nie wiem, czy numer trafi do finalnego setu, ale koncertowo ze świetną wizualizacją byłby ozdobą. Na próbach był trenowany, 17 marca przekonamy się po raz pierwszy, czy faktycznie da radę.

Daję 6/6

Eternal — jestem na nie. Wiem, że tekstowo to pean na cześć nowo narodzonej córki, ale ja mówię nadal stanowcze nie. Teraz sobie wyobraźcie, że Martin przynosi na sesję Spirit demo Enjoy The Silance i nie ma w pobliżu niego Alana i Flood’a… no właśnie! Niech to będzie memento, dla Was co się dzieje, gdy Gore ma pierwsze i ostatnie zdanie przy produkcji kawałków w studio.

Gore ma ostatnio słabą rękę w dobieraniu sobie numerów do śpiewania na płytach. W moim prywatnym rankingu od Home właściwie nie zaśpiewał niczego godnego uwagi… no może Breathe jest jeszcze przebłyskiem… albo gasnącym kagankiem. Potem już niestety było tylko gorzej.

Daję 1/6

Poison Heart — Typowy numer Dave’a, z typowym tekstem Dave’a w jego kategorii wagowej. Może momentami zbyt infantylne zagrania wokalne, ale jest pewien urok w tym numerze, którego nie można mu odmówić. Jest coś urzekającego w Poison Heart, co sprawia, że chce się do niego wracać. Na solo Dave’a miałby bardzo mocną pozycję, na Spirit też nie jest źle. Chyba się nie przelicytuję, jak powiem, że to jedna z lepszych kompozycji, jaką stworzył ze wsparciem Eignera. Koncertowo numer środka setu tuż przed zejściem na przerwę do szatni albo tuż po wyjściu z niej. Jedno tylko ale, lepiej się chyba jednak kawałek nadaje do zadymionego klubu, niż na stadion, ale warto dać mu szansę. Z odsłuchu na odsłuch rośnie ten numer. Jest coś w nim intrygującego. Początkowo nieoczywistego, z czasem człowiek się nie orientuje, a kawałek obezwładnia muzycznie…

Daję 5.5/6

So Much Love — będzie na koncertach… powinien być… musi! Nie ma na tej płycie za wiele kawałków względnie szybkich do grania. Wiem, że na dzień dobry dostaje się temu kawałkowi za to, że brzmi jak Soft Touch/Raw Nerve. Tylko że to nie jest dobry kierunek. Ten numer ma stopę centralnie zajumaną z New Life. Proponuję posłuchać wersję Remix z singla, a potem So Much Love, po czym jeszcze raz New Life (Remix), a jak to nie pomaga, to New Life z aranżem z trasy 1984/85. Nie tylko to jest pożyczone ze Speak & Spell, w tym numerze coś by się znalazło i z Any Second Now. Nie znaczy, że ten numer był samplowany, ale być może ten sam parapet był używany w So Much Love.

Daję 4/6

Poorman — w warstwie tekstowej kuzyn Everything Counts. Być może umęczony lud pracujący miast i wsi nie niósłby go na ustach, idąc na barykady lub przy budowie muru oddzielającego ich od bratniego Meksyku. Nie mniej, po raz kolejny przyzwoity numer na płycie. Nie jest to arcydzieło i singlem nie powinno być. Po raz kolejny tekst ważniejszy w swojej wymowie niż muzyka.

Mógłby spokojnie się znaleźć na poprzedniej płycie. Tekstowo może by i odbiegał, ale muzycznie jak najbardziej tam.

Daję 3.5/6

No More (This The Last Time) — Muzycznie numer kończy zmagania dla mnie z tą płytą. Mimo że to produkcja Kurta i Dave’a (w tej kolejności), to jednak chyba bardziej depechowy od wielu numerów z tej płyty. Brakuje to tylko czegoś melodyjniejszego i przestrzennego w tle i mogłoby być świetnie. Może się podobać, bo zasługuje. Może jako pożegnalny singiel z płyty, oby nie jako zamknięcie kariery zespołu.

Koncertowo numer powinien kończyć główny set, podobnie jak na poprzedniej trasie Goodbye. Takie wyluzowanie po szybkim secie, zawartym gdzieś pomiędzy Poison Heart a No More.

Daję 4.5/6

Fail — Dużo lepszy numer niż Eternal, ale i tak nie jestem w stanie słuchać Gore’a na głównym wokalu dłużej, niż czas trwania tego kawałka. Gdybym miał obstawiać, to raczej wolałbym Fail w secie Martina, niż Eternal. Kawałek swobodnie mógłby się znaleźć na Counterfit 2, gdzieś koło Lost In The Stars. Na koncercie będą to nudy, szczególnie jeżeli zaserwuje nam go Martin w wersji plumkanej. Epilog dla tej płyty.

Daję 2.5/6

Jak już wspomniałem początkowo, ta płyta była dla mnie 50/50. Za dużo brzmiało mi w niej Sounds Of The Universe, Delta Machine, Counterfeit. Z czasem Spirit zaczął odkrywać więcej, niż bym się mógł na początku spodziewać. Delta Machine mi tego nie dała na początku, mimo że na koniec dnia można ją uznać za całkiem dobrą płytę. Ze Spirit jest inaczej. Płyta daje się polubić od początku i już drugi tydzień zawładnęła domem. Być może część numerów powinna powędrować na stronę b i chyba jestem w gronie tych, co uważają podobnie jak producent, że album powinien mieć 10 numerów. Reszta jako b-side albo bonus na 2 płycie.

Są miejsca, gdzie od muzyki na Spirit ważniejszy jest tekst. Jest to pierwsza od bardzo dawna płyta, kiedy jest to tak widoczne i oczywiste.

Dla mnie sprawdzianem wartości płyty będzie trasa to, jak zespół będzie się z nią „męczył”. Każda płyta od 2001 broniła się czymś innym. Niestety, dla nowych materiałów, największym zagrożeniem jest zawsze set z największymi hitami. Na poprzednich trasach aktualnie promowane albumy różnie sobie z tym radziły. Spirit ma różne warstwy, część z nich odkryjemy tylko w zaciszu pokoju, a część w hali. Część, jedynie podczas solowych występów podczas małej klubowej trasy, a część jedynie w postaci remixu. Ta wielowarstwowość tej płyty jest jej siłą i to, co do mnie przemawia na jednym poziomie, dla Ciebie będzie mniej ważne.

Dawno tak dobrej płyty depeche MODE nie nagrało… chyba od Playing The Angel

Finalnie…

Daję 4.5/6

Where’s The Revolution – recenzja singla

Z siglami depeche MODE od pewnego czasu jest problem. Właściwie to można powiedzieć, że ta przypadłość przybrała już objawy choroby przewlekłej, bo na pewno nie jest to seria przypadków.

Ktoś powie, że ostatnie dobre single depeche MODE wydało w latach 1993-1994. Są tacy, co zaryzykują stwierdzenie, że lata 1997-1998 to był czas, gdy ktokolwiek odpowiedzialny za wydawanie singli po stronie wytwórni miał jakiś spójny pomysł na wydawnictwa pochodne głównego albumu. Kiedyś single miały wszystko, co potrzeba rasowym wydawnictwom promującym album długogrający. Była:

  • ginąca sztuka tworzenia utworów w wersji extended (kto pamięta jeszcze tego typu produkcje),
  • były kawałki koncertowe,
  • były remixy odkrywające inne spojrzenie na zawarte kawałki, potem wykorzystywane do tworzenia aranżacji koncertowych,
  • a przede wszystkim były b-side’y,
  • i spójna koncepcja wydawnicza między sobą i płytą.

Współcześnie są oczywiście przebłyski dobrych wydawnictw, niestety częściej są to produkcje tak złe, że może to i lepiej, że wydawane są tylko 3 single z płyty, albo powstają tzw. podwójne single (patrz Fragile Tension / Hole To Feed). Częściej niestety są to przebłyski pojedynczych kawałków/remixów na danym singlu, niż całej pozycji.

Ile z tego mamy w najnowszym wydawnictwie singlowym? Niewiele. Przyznam się, że trochę nakręcałem się (i was) tym, że będzie b-side Heroes na pierwszym singlu. Czekałem właściwie na niego, bo pierwszy zwiastun płyty jaki jest, każdy swoje zdanie ma.

Słuchając najnowszego singla właściwie przez cały czas się rozglądałem, czy gdzieś nie ma wersji podstawowej, bo ten placek jeszcze w czasie Delta Machine byłby traktowany, jako drugi limitowany tytuł z dodatkowymi remixami (tzw LCD), a nie jako pierwszy podstawowy singiel. Niestety póki co zima…

Live’ów już od dawna nie ma, a ostatni raz jakiś koncertowy kawałek został… eee zostanie opublikowany za miesiąc. To jest już śmiech przez łzy, że czasopismo nadrabia to, co powinno być oczywistością w 2013 i koncertowy kawałek Should Be Higher powinien się ukazać na stronie B tego singla. Szczególnie, że wideo promujące singiel było koncertowe. Tymczasem mamy rok 2017 i najprawdopodobniej oficjalny (i jedyny) fragment zapisu z letniej trasy w 2013 depeche MODE pokaże się w formie tłoczonej. Pewności nie mam, bo może być to również Should Be Higher z Berlina, ale z 2013.11.27, a nie z 2013.06.09. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie może być to większy rarytas, niż placek, który leży obok mnie. A skoro już wspomniałem o singlu Where’s The Revolution, to może warto się nad nich chwilę pochylić.

5 kawałków, wersja singlowa i 4 remixy:

  • remix Ewan Pearson – pewne jest, że zagości na parkietach zlotów, muzycznie bardzo w stylu tego dja. Jeżeli dobrze Wam się kojarzy remix Enjoy The Silence 04, to ten też będzie w Waszym klimacie. Remix ma bardzo dobre momenty, nie mniej w całości tylko poprawnie. Nóżka momentami fajnie chodzi.
  • remix Algiers – najlepszy remix tego singla. Stonowana przeróbka, zrobiona na analogach i fajnych basach. Bardzo fajnie i nienachalnie dopełnia oryginalny wokal. Remix godny słuchania i póki co warty zapisania do archiwum na zimowe wieczory.
  • remix Terence Fixmer – autor od lat na odległej orbicie powiązań z depeche MODE. Francuski twórca wydał 2 płyty z Duglasem McCarthy (Nitzer Ebb). Natomiast Nitzer Ebb dwa razy był otwierającym koncerty depeche MODE, a Alan i Flood byli producentami płyty Ebbhead z 1991. O Recoil nie wspomnę. W każdym razie sam remix totalnie w stylu Fixmer’a, kto zna jego produkcje z Duglasem McCarthy, ten kompletnie nie będzie zaskoczony. Jest nisko, jest momentami mięsiście, niestety im dłużej kawałek trwa, tym co raz bardziej pomysły na remix się rozłażą i zaczyna wiać nudą. Jedni to polubią, inni nie.
  • remix Autolux Remix – zmilczę. To, co ratuje ten singiel, to dwa pierwsze numery z pełnym tekstem i wokalem.  Czego nigdy nie cierpiałem w remixach spod znaku depeche MODE, to branie pojedynczego sampla z utworu, dogrywanie całej reszty kompletnie z dupy, a potem udwanie, że to ma cokolwiek wspólnego z oryginalnym utworem. Taki jest własnie ten remix. Dziękuję…

Co 4 lata po raz kolejny mam nadzieję, że ktoś opamięta się i wyda singiel wg 5 powyższych kryteriów. Złoszczę się jak wytwórnia nie chce wprowadzić do krajowej dystrybucji singli. Ciągle kupuje single, po czym stawiam je na półce, żeby konserwowały się kurzem i czekam na kolejny w nadziei, że będzie lepszy. Winyl już 29 kwietnia, zobaczymy co przyniesie.

Wideo do drugiego singla podobno jest już nagrane i mam nadzieję, że będzie to dużo lepsza wizytówka albumu, niż pierwszy singiel. Where’s The Revolution jest mocny nie ze względu na muzykę, ale ze względu na tekst. Są lepsze wizytówki Spirit. Muzycznie Where’s The Revolution u mnie nie byłby pierwszym singlem. 😉

Daję 3/6

Darrell Ives (1957-2007) – wspomnienie

Chciałbym dziś wspomnieć człowieka, przez którego nigdy się tak nie bałem, jak z jego powodu w całym swoim fanowskim życiu. Człowieka, który zapewniał spokój ducha i nietykalność osobistą zespołowi, a gdy trzeba było wkraczał tam, gdzie zespół miał poczucie zagrożenia… również ze strony fanów.

Darrell po raz pierwszy został odnotowany w świadomości fanów w 1990 roku, gdy rozpoczął pracę u boku zespołu na trasie World Violation, w 1993 jego osoba pojawiła się w tourbooku z trasy Devotional.

Na wizji po raz pierwszy Darrella można zobaczyć w reportażu z przygotowań do koncertu w Nancy – 1993.06.10. Tak od 2 minuty… miał jeszcze wtedy włosy. Później jego łysina była charakterystycznym znakiem rozpoznawczym.

Były żołnierz sił specjalnych był idealnym kandydatem na głównego ochroniarza depeche MODE. Swoją postawą i zachowaniem od początku budził respekt. Jego spojrzenie nie pozostawiało pola do interpretacji. Potem okazywał się świetnym kompanem rozmów przedkoncertowych, podhotelowych i podscenicznych, a przede wszystkim bardzo ciepłym i serdecznym człowiekiem, który zmieniał się w maszynę do ochraniania dosłownie w mgnieniu oka.

Pierwszy raz z Darrellem zetknąłem się w 2001 przed koncertem w Warszawie. Razem z kolegami udało nam się zatrudnić przy koncercie na Służewcu i cały dzień w ukropie pomagaliśmy, aby koncert się odbył. Karaś to nawet faktycznie uratował koncert w Warszawie, bo gdyby nie jego papiery elektryka, to organizator byłby w ciemnej dupie… wiecie niedziela, wakacje… ale ja nie o tym.

Pozwólcie, że zacytuję siebie z moich wspomnień – Exciter Tour In Our Eyes* – z 2001 roku:

Zbliżało się popołudnie i stwierdziliśmy, że pora przebrać się z roboczych ciuchów, bo i tak właściwie wszystko zostało już zrobione i pora wskoczyć w ubrania koncertowe. Pogoda nadal była OKi, choć wiatr się zaczynał wzmagać. Już przebrani wróciliśmy na teren koncertu. Po za tym wiedzieliśmy już, że za chwile nadejdzie pora prób nagłośnienia z zespołem, a potem wbiegną fani i trzeba być gotowym na ten moment. Chwilę później pojawił się Darrell Ives, który zaczął swoją inspekcję. Finałem tego było wymuszenie na organizatorach przesunięcia przednich barierek bliżej sceny, ponieważ wg niego odstęp był za duży i Dave nie miałby wystarczająco dobrego kontaktu z publiką. Chwilę później dostaliśmy esa, że zespół wyjechał z hotelu. Oznaczało to dla nas, iż za chwile zacznie się soundcheck. Nie w głowie było nam szarpanie się z płotem przed sceną, gdy na scenie miał pojawił się zespół. Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki In Your Room [84]. Niestety nie dane nam było w spokoju wysłuchać próby. Darrell podleciał do nas i w krótkich żołnierskich słowach dał nam do zrozumienia, że mamy się nie opierdalać, tylko wziąć się do roboty. Było srogo, kolo mógł samym spojrzeniem złamać człowieka w pół. Chwilę temu przebraliśmy się w czyste ciuchy, a już byliśmy mokrzy. Szarpanina trwała m/w tyle, co próbne In Your Room [84]. […]

Jak to kumpel finezyjnie ujął moszny nam się ze strachu podniosły, a trawa na plecach stanęła na sztorc. Jeżeli dobrze wsłuchacie się w soundcheck z In Your Room, to usłyszycie między słowami nasze przerażone huje-muje i darcie się Darrella. Ale wróćmy do mojej opowieści sprzed lat:

Niechybnie wystawiliśmy się na odstrzał. Darrell Ives podleciał do nas, z pytaniem co my tu w ogóle robimy? Kto nas tu wpuścił? Zerwał nasze wszystkie plakietki trasowe i kazał nam się wynosić ze terenu koncertu. Nie pomogły tłumaczenia, że mamy bilety, że pracowaliśmy tu przez cały dzień itp. Po raz kolejny było bardzo niebezpiecznie, a przed nami całkiem wyraźnie jawiła się wizja nie-obejrzenia koncertu. Darrell poszedł pod scenę i coś zaczął pokazywać lokalnym ludziom z VAM na nas. Właściwie to powoli, ociągając się przemieszczaliśmy się w kierunku z którego mieli za chwilę nadejść posiadacze biletów „VIP”. Skończyło się na tym, że najważniejszy techniczny po stronie polskiej przyszedł do nas za chwilę i przyniósł nam znowu identyfikatory AAA, oraz te wydawane przez zespół. Kazał nam iść na swoje miejsca na krzesełkach i nie wychylać się już, bo i tak mamy już przejebane ;-). Potulnie to uczyniliśmy i do pojawienia się fanów w sektorze VIP nie ruszaliśmy się praktycznie z miejsca.

Najważniejsze, że mieliśmy soundcheck nagrany. Jak ilustrację wklejam zapis z soundchecku i kopię mojej wpleki, która tego dnia uprawniała mnie do wchodzenia na scenę przed koncertem.

Ludzką stronę Darrella moi kumple mieli okazję poznać tej samej nocy w hotelu Bristol. Z relacji wiem, że Darrell podszedł do kumpli w barze hotelowym i przeprosił nas za swoje zachowanie, ale jak to okreslił „był w pracy i sami wiecie… obowiązki„. W ramach przeprosin zaprosił ich spędzenia reszty wieczoru z zespołem, oczywiście pod warunkiem nienarzucania się chłopakom. Skończyło się na łojeniu, Piano Session i przelotnej znajomości z Davem zawartej w hotelowej toalecie… Z resztą tzw Bristolskie Noce czekają jeszcze na swoje spisanie dla potomności.

Zawarta w ten sposób znajomość sprawiła, że potem o dziwo stał się naszym najlepszym kompanem do końca Exciter Tour i w czasie Touring The Angel. Zawsze gdy staliśmy pod sceną lub pod wybiegiem mogliśmy liczyć na chwilę rozmowy z nim. Każda wizyta pod hotelem to było w najgorszym przypadku skinienie powitalne głową z jego strony, a często przybicie piątki. Kilka kurtuazyjnych słów lub nawet pomoc w lepszym ustawieniu się, gdy Dave będzie wychodził z hotelu.

Behind The Wheel - London 2006.04.03
Behind The Wheel – London 2006.04.03

W 2006 roku Dave miał manierę, że w czasie Behind The Wheel, kucał i śpiewał prosto w oczy upatrzonej laski trzymając ją za rękę. W Londynie Darrell stanął tak, że Dave miał okazję odśpiewać wersy Behind The Wheel prosto w oczy piękniejszej części naszej ekipy koncertowej. Dla odmiany poniżej zdjęcia z Berlina na których to się… nie udało 😉

2006.07.13 Berlin (001)
2006.07.13 Berlin (001)

Te drobne gesty sprawiały, że mimo, iż zawsze był w pracy skutecznie ocieplał często aroganckie zachowanie Dave’a do fanów. Czasami przepraszającym spojrzeniem, czasami drobnym gestem ułatwiającym zbliżenie się do idoli. Zawsze jednak pełna profeska. My też wiedzieliśmy, że zachowując się jak nie-fani, nie robiąc głupot, możemy liczyć na więcej, niż rzucające się pod koła i na maskę samochodu kopie Gahana, czy zdesperowanych fanek.

13.07.2006 był ostatnim razem, kiedy widzieliśmy, go osobiście. W sierpniu 2006 zakończyła się trasa promująca album Playing The Angel. Pół roku później, gdy Darrell był na trasie koncertowej w Pink Floyd w Hong Kongu – 16 lutego – dowiedzieliśmy się, że nie żyje.

Nagrobek Darrell’a Ives'a
Nagrobek Darrell’a Ives’a

Był to dla nas szok. Zdrowy wysportowany facet, który spojrzeniem zakrzywiał rzeczywistość i łamał w pół nagle odszedł z tego świata. depeche MODE ustanowiło fundusz powierniczy na rzecz żony i dwójki dzieci.

Dziś mija 10 lat od tego tragicznego dnia.

Darrell Ives
Darrell Ives 1957-2007

* Teksty po raz pierwszy ukazały się w fanzinie [SHAME] w 2001.

Więcej wspomnień o Darrellu możecie znaleźć po TYM adresem. Wspomnienia są po angielsku.

Where’s The Revolution – czyli 3 w 1

Słucham i słucham nowy kawałek i zastanawiam się czy jest on reprezentatywny dla całego albumu, czy też będzie kontrą i zaprzeczeniem materiału, który oficjalnie usłyszymy 17 marca. Muzycznie ten numer składa się dla mnie z 3 części i na szczęście 2 z nich napawają optymizmem, choć każda na innym poziomie. Taki mix tego, co juz znamy od dwóch płyt z klasyką… ale po kolei.

depeche MODE potrafili wypuszczać pierwsze single, które miały być referencją albumu Dream On / I Feel You, albo ich zaprzeczeniem – Barrel Of A Gun / Wrong / Precious. Tym razem otrzymujemy numer z mnóstwem cytatów do poprzednich płyt i po raz kolejny z odniesieniem do wczesnej historii zespołu wyprodukowanej wg współczesnych przepisów.

Tak na marginesie dziś przypada 20 rocznica wydania singla Barrel Of A Gun

Część pierwsza

Słuchając zwrotek nie mogę się opędzić od uczucia, że zespół zaserwował nam kolejną odsłonę ‚Corrupt’ pomieszaną momentami z ‚The Sweetes Condition’. Aż wziąłem tekst do Corrupt i spróbowałem się wpasować z tekstem do zwrotek w ‚Where’s The Revolution’. Pasuje idealnie. Wszystko zależy od tego czy lubisz Corrupt. Jeżeli tak, to jakoś to sobie wytłumaczysz, jeżeli jednak nie trawisz, to… no cóż…

Część druga

Zupełnie innym światem jest znowu refren. Poznaliśmy go jakiś czas temu i krąży po świecie od dawna. Refren bardzo poprawny i nie wzbudza negatywnych emocji na poziomie muzycznym. Elektronikę też już gdzieś słyszałem, nie mniej nie jest to w tym przypadku wada refrenu. To, co mnie jednak smuci, to powtarzalność refrenu. Nie wiem jak zespół nagrywał ten numer, ale wcale się bym nie zdziwił, gdyby powstał jedne refren po czym przy finalnym miksie ktoś wziął i zrobił kopiuj/wklej. w całym utworze. Miks łączący zwrotkę z refrenem totalnie mi się nie podoba…

Część trzecia

Fragment utworu zawarty pomiędzy ‚The train is comming’, a ostatnim powtórzeniem ‚Get On Board’, to miód na moje serce. świetny, minimalistyczny pop przywodzący na myśl takie klasyki, jak Trans Europa Express z dodatkiem w postaci przejścia do Metal Auf Metal. Polecam posłuchanie, kto nie zna. Tak się kiedyś robiło elektronikę. Mimo, że jest to jawne zapatrzenie się przez depeche MODE, to osobiście chciałbym, aby zespół od czasu do czasu mrugnął tak okiem do swojego dziedzictwa i tego skąd muzycznie pochodzi.

_

Na pewno trzeba przyznać, że kawałek ma potencjał koncertowy, choćby po przez fakt, że słychać w końcu w studyjnym nagraniu żywą perkę. Sekcja rytmiczna pracuje w taki sposób, że na koncertach numer powinien być szybko podchwycony przez publikę do miarowego klaskania.

Czytając art o depeche MODE opublikowany w najnowszym Rolling Stone co chwile łapałem się na tym, że wyraża on doskonale to, jakie ja mam odczucia w stosunku do tego numeru i obecnej twórczości depeche MODE.

Z tekstu wynika, że najnowsza płyta jawi się jako dodatek/suplement do Delta Machine, a zespół od prawie dekady powraca muzycznie do swoich początków muzycznych, jak będzie na prawdę przekonamy się w połowie marca.

while still sounding musically like an extension of their last album, 2013’s Delta Machine.

Tekstowo Where’s The Revolution ma silne referencje do obecnej sytuacji społecznej w USA i zwycięstwa obecnego prezydenta. Tam zespół żyje i obok Brexitu te właśnie tematy siedzą w głowie Martina i Dave’a. Czytając tekst również momentami czułem się, że odnosi się do sytuacji w naszym kraju i miłościwie nam panującej pseudoprawicowej partii. W każdym razie fanom o wykrystalizowanych poglądach politycznych tekst może przypaść do gustu, albo będą pomijać go słuchając ten numer. Nie zmienia faktu, że od czasów Black Celebration, a na pewno od czasu Contstruction Time Again zespół nie prezentował tak zaangażowanych tekstów politycznie.

Jeszcze raz… jeżeli ma to być referencja całego albumu, to nie dziwię się, że zespół postanowił odświeżyć Everything Counts na zakończenie koncertów tej wiosny i lata. Pytanie, czy pokuszą się o inne polityczne kawałki ze swojej dyskografii, czy jednak koncerty podporządkują show. Wystarczy popatrzeć na rendery limitowanej wersji Spirit. Odniesienia do płyty z 1983 pchają się same

Spirit
Spirit

Póki co jest umiarkowanie pozytywnie ze sporą dawką na prawdę dobrze wyprodukowanej elektroniki i brzmień dobrze już znanych… tak od dwóch płyt.

P.S. Ci z Was co czekają na placki, wideo itp fanaberie powinni uzbroić się w cierpliwość… będzie, ale nie dziś.

Where’s The Revolution – czyli czego nie było w informacji prasowej

Dostaliśmy wczoraj sporo nowych wieści, kolejne w drodze, a od jutra mamy obcować z nowym singlem Where’s The Revolution. Świat jest piękny, tylko ja znowu mam dziwne uczucie, że taki przekaz był celowy, żeby skryć za zasłoną to czego nie chciano pokazać.

Ciekawe czy ktoś z Was zastanowił się czemu w informacji prasowej o płycie i singlu nie ma specyfikacji tych wydawnictw. Co prawda na Spirit jest jeszcze czas, a fani i tak wyniuchają co mają wyniuchać. Trochę to jednak dziwne, że na godziny przed premierą singla nie wiadomo co będzie zawierać i na jakich nośnikach będzie wydany? Czy będzie singiel w wersji limitowanej i normalnej, czy tylko jeden?

Niestety obawiam się, że jutro nie pobiegniecie dobrego sklepu muzycznego i nie wrócicie z niego z plackami pod pachą. Próbując wydobyć od wytwórni co tak na prawdę się jutro wydarzy ciężko nie odnieść wrażenia, że wydawnictwa na fizycznych nośnikach nie są priorytetem.

Będzie premiera w radio, zobaczymy teledysk, a w aplikacjach typu Spotify i Apple Music zobaczymy 1 numer… słownie jeden numer (obym się mylił).

Moim punktem odniesienia jest Apple Music, bo używam tego streamingu na co dzień, więc odniosę się do tego jak tego typu „single” pojawiają się tam.

Co raz częściej prawidłowością jest że pojawiające się „single” zawierają tylko jeden numer właśnie ten tytułowy i tyle. Nie ma zupełnie pozostałej zawartości typu strony b, live kawałki, remixy itp sprawy. W naszych czasach pojęcie „wydanie singla” oznacza jedynie wpuszczenie klipu do YouTuba i wysłanie promo plików/CD do radia. Istne szaleństwo.

Wczoraj zadałem Sony Music pytanie na temat singla:

Tylko tego typu odpowiedź wyjaśnia tyle, że jak w Niemczech nie będzie singla to w Polsce też nie. Przypomnę, że w 2013 również Sony Music nie planowało w Polsce dystrybucji Heaven, dopiero po „zadymie” ze strony fanów singiel pojawił się w krajowych sklepach. Część fanów zadowoliło się zakupem na ebay, allegro (po zbójeckich cenach), albo w Niemczech, reszta pociągnęła z torrentów. Szkoda znowu, że zamiast nabijać krajowe statystyki część pozycji numer 1 na listach sprzedaży w Niemczech będą zawdzięczać naszym fanom.

Żebym nie był gołosłownym poniżej fragment odpowiedzi, jaką dziś dostał jeden z czytelników bloga (dzięki Sebastian) i podzielił się tym ze mną:

Sony odpisało:
3 lutego ten singiel nie ukaże się na nośniku CD. Być może trafi on do sklepów w późniejszym terminie.

Kto ma wykupione Apple Music, Spotify, Tidal i inne kołchozy streamingowe, ten posłucha, reszta będzie skazana na marnej jakości You Tubowe słuchanie i łaskawość radia.

Tak na marginesie kawałek już hula po sieci i Ci z Was co wiedzą jak znajdą już numer bez trudu…

A wystarczyło pomyśleć, wyciągnąć wnioski z 2013 i zatowarować się pierwszym singlem po kokardę. #szanujęto

Z ostatniej chwili:

Po mojemu – podsumowanie 2016

Jaki był ten rok? Dziwny. Rok temu, kiedy pisałem podsumowanie 2015 było w sumie łatwo (patrząc z perspektywy czasu). Dziś, gdy strzepujemy konfetti po powitaniu 2017 przyszła pora podsumować 2016 i szeroko pojęty depeche MODE Universe.

O czym na pewno nie będzie? Na pewno nie będzie o nowej stronie Alan’a i jego nowej „produkcji”, bo chyba nie na coś takiego czekaliśmy wszyscy. Nie będzie o 35-leciu Speak & Spell, 30-leciu Black Celebration i 15-leciu Exciter. Gdyby nie fani nawet nie byłoby śladu po tych faktach. Oczywiście najbardziej świętowany i wspomniany był krążek Black Celebration. Ani zespół nie był zainteresowany świętowaniem retrospekcji, ani wytwórnia nie była/jest jeszcze na to gotowa.

Dobrze, że znaki na niebie i ziemi wskazują, że przyszłość przyniesie na nowo odkrytą przeszłość.

Wizyta w archiwum #depechemode
Wizyta w archiwum #depechemode

A to prowadzi nas do miejsca 3.

Miejsce 3.

The Video Singles Collection

Video Singles Collection

…bo o nim myślę. Publikacja musiała powstać, bo bez tego kolejnych kroków nie mogło by być. Wybrałem tę pozycję tylko dlatego, że jest zapowiedzią czegoś więcej w przyszłości. O tytule tym napisałem wiele i chyba nie jest to tytuł, który kogokolwiek zaskakuje. Za rok, gdy będę podsumowywał rok 2017 powinniśmy mieć już w rękach kolejna pozycję wydaną przez Legacy Rec. Gdyby miał to być jedynie pojedynczy wyskok, to nawet nie wspomniałbym o tym tytule.

Ulubiony prezent choinkowy wielu fanów depeche MODE jest tu tylko dlatego, że jest obietnicą i z tą obietnicą na przyszłość pozostawiam Was w niedosycie. To jest takie 3+ na zachętę.

Miejsce 2.

Konferencja prasowa.

Kolejne wydarzenie, które jest zapowiedzią przyszłości. Podobno tej dobrej. Mimo niedosytu, jaki zostawiła we mnie konfa, październikowe pojawienie się w Mediolanie było końcem wielkiej niewiadomej. Niewiadomej, którą byliśmy raczeni przez cały 2016. Mimo, że o płycie więcej dowiedzieliśmy się z wywiadów, niż z samej konfy, to jednak ona była tym punktem ogniskującym nasze umysły pewnego październikowego dnia 2016.

Miejsce 1.

101dM.pl / MODE2Joy.pl / dMUniverse.pl

Ponieważ jest to ranking bardzo subiektywny, więc teraz pojadę prywatą. Najważniejszym wydarzeniem dla mnie jako fana było to, że zdarzyła się taka historia, jak zmiana właściciela 101dM i dMUniverse. Obie strony dołączyły do MODE2Joy i razem stały się jednym z istotniejszych elementów mojego zaganianego życia. Dzięki temu na 101dM i MODE2Joy parę spraw wydarzyło się po raz pierwszy – Przejście na nową platformę blogową, pierwszy LiveBlog, Zespół pracujący przy stronach.

Przede wszystkim mieliście okazję jako pierwsi przeczytać o wielu istotnych sprawach właśnie na 101dM. Możemy Wam powiedzieć, że postaramy się, aby było tylko lepiej. Więcej LiveBlogów, relacji z koncertów (również na żywo), zdjęć, filmów.

Dzięki wszystkim, którzy choć trochę przyczynili się do rozwoju strony – Lillian, dMGosia, MadaFaka, devotee, Więcor, Jari, ToM, a przede wszystkim dMMati, który oddając mi swoje serwisy jednocześnie wykazywał się anielską cierpliwością i  bardzo mi pomagał w bezbolesnej przemianie 3 serwisów do postaci, jaką znacie teraz. Dziękuję i zapraszam po jeszcze…

_

Rok 2016 to była dla fanów depeche MODE taka przejściówka. W świecie technologii to bardzo modne ostatnio słowo. W motoryzacji znane od lat. Dla nas – fanów – również był to rok zgrzytania zębami i nerwowego oczekiwania na rok 2017, który właśnie skończyliśmy witać. To będzie bardzo ciekawy rok. Rok w którym zespół zawita do Polski, dowiemy się o kolejnej wizycie w naszym kraju, a przede wszystkiem usłyszymy kolejną porcję muzyki spod szyldu depeche MODE.

W wywiadzie dla Musicweek Dave powiedział:

Spirit is a special album. If this was the last one that we made, I would be pretty happy.

Spirit to specjalny album. Jeżeli miałby to być ostatni, który zrobiliśmy, byłbym na prawdę szczęśliwy.

A jakie są Wasz najważniejsze wydarzenia ze świata depeche MODE w 2016? Czego oczekujecie po 2017? Piszcie w komentarzach.

Rock & Roll Hall of Fame

Kiedy padło info, że dM są nominowani, kompletnie nie wzbudziło to we mnie entuzjazmu. Ot po prostu dM startuje w kolejnym wyścigu, w którym i tak nie mają najmniejszych szans.

Nigdy nie byłem fanem startów depeche MODE w żadnym z konkursów, bo tak na prawdę fakt przyznania takiej nagrody nic nie znaczył. Ot kolejny spęd i show w TV. Dotychczasowe historie z przyznawaniem w miarę znaczących nagród dla depeche MODE również nie nastrajają pozytywnie.

Chyba najbardziej znacząca jest ta historia z nagrodą za „Najbardziej wpływowy zespół 20-lecia”, którą chciano uszczęśliwić zespół podczas Brit Awards w 2013. Panowie wstępnie przyjęli nagrodę, po czym dowiedzieli się, że część w której zostanie wręczona nagroda nie zostanie puszczona na żywo.

Później w The Sun Dave tak to tłumaczył:

Then we heard through the grapevine ITV wouldn’t broadcast our segment. So we said, ‘If they won’t play us on air, then we’re not going to be their most influential band.’ How many other bands have had as many hits as us worldwide and been around for as long? Fuck them then and bollocks to it.

Potem usłyszeliśmy od ITV, że nie będzie transmitowany nasz segment. Dlatego powiedzieliśmy: „Jeśli nie puszczą nas na wizji, to nie będziemy się ich ‚Najbardziej Wpływowym Zespołem’”. Jak wiele innych zespołów miało tyle hitów, co my na całym świecie i są tak długo na scenie? Pieprzyć ich i jebać to.

Myślę, że wielu z Was pamięta jazdy Dave’a z BBC w 2001 i generalne zniechęcenie do mediów z Wysp. Kiedyś napisałem, że dla mediów na wyspach depeche MODE skończyło się w 1981. Dlatego tak bardzo Brytole byli zdziwieni jak depeche MODE powróciło w glorii chwały w 1988 z trasy po USA.

No to skoro tak USA ich lubi, to czemu teraz lub w przyszłości nie mieliby się dostać do R&RHoF? Bo to są inne czasy i inne audytorium. Środowisko skupione wokół Hall of Fame jest dosyć konserwatywne (muzycznie) i zespoły pokroju dM nigdy nie byly głęboko poważani przez nich. Nie tylko przy takich okazjach, powiedzmy, że kolejność nie była właściwa. Najlepiej o tym rozjeździe między tzw przemysłem, a muzykami niech świadczy wypowiedź Nila Tennanta z Pet Shop Boys, który wypowiadając się w temacie nagrody za „Całokształt osiągnieć” jasno dawał do zrozumienia, że na ich miejscu już dawno powinno być depeche MODE. Nagrodę przyznano. W TV show się odbył, ale niesmak pozostał…

Dave Gahan + Martin Gore, Music Cares 2011
Dave Gahan + Martin Gore, Music Cares 2011

Branża, część mediów, ma od zawsze problem z depeche MODE, najpierw z brakiem  odpowiednich instrumentów, a potem jak droga obrana przez dM stała się oczywistością, to nikt nie chciał się przyznać do błędu i tak już zostało.

Najlepiej skomentował to sam Dave:

Byliśmy tym zespołem, którego nikt nie rozumiał.
Potem byliśmy tymi, których wszyscy naśladowali.
Byliśmy zespołem o którym wszyscy mówili: „Wpływ na nas mieli…”

Kompletnie mnie to nie grzeje, czy kiedykolwiek zespół dostanie tego typu nagrodę. Z resztą jeżeli spojrzy się do ilu byli nominowani, ile nagród faktycznie dostali, a o ilu się mówiło, że będą zgłoszeni, a przede wszystkim jakie to ma znaczenie po latach, to sami możecie sobie odpowiedzieć na wagę tego typu konkursów piękności.

Na tej samej liście, co depeche MODE do głosowania zostali zgłoszeni Panowie z Kraftwerk. Z całym szacunkiem dla dM, ale Kraftwerk nawet nie powinien wystartować w tym wyścigu, tylko głównym wejściem powinni zostać wniesieni w lektyce podpartej na 4 okazałych niewolnikach, wachlowani przez całe 7 dziewic (jedna ma zwolnienie) i karmieni najlepszymi specjałami kuchni z Zagłębia Ruhry, aby przez aklamację zostać wprowadzonymi do panteonu. Oni byli przed dM i bez ich wkładu nie było by depeche MODE, OMD itp. Trochę nieświadomie stali się współtwórcami Hip-Hopu… można to lubić lub nie, ale tak to się wtedy zaczęło.

Dave Gahan, Music Cares 2011
Dave Gahan, Music Cares 2011

Pewnie depeche MODE są kolejni w kolejce, tego nie wiem. Ktoś kiedyś mądrze napisał, że o ile Kraftwerk wprowadził elektronikę do świadomości publicznej, to depeche MODE uczyniło muzykę opartą na elektronice komercyjnie zauważalną. To stwierdzenie padło przy okazji Construction Time Again.

Dla wielu z mainstreamu depeche MODE to problem i sprawę by rozwiązało albo wybuch skandalu skazujący dM na niesławę, śmierć całego zespołu, albo zapomnienie… w przeciwnym wypadku jeszcze długie lata taka dyskusja będzie powracać wiele razy… póki co 20.12 ogłoszenie wyników, ale my fani dM mamy już raczej spokój…

Alan Wilder // Irvine Meadows 1986
Alan Wilder // Irvine Meadows 1986

Jak się nagrywa płytę cz.3. – poradnik dla początkujących.

Trzecia odsłona procesu nagrywania płyty, na przykładzie znanych i lubianych – czyli depeche MODE. W poprzednich odcinkach wybraliśmy producenta, a potem weszliśmy do studia. W tym odcinku przyszedł czas na dokonanie finalnego mixu, zrobienie masteringu, wytłoczenie i wysłanie płyt do sklepów, żebyś mógł nabyć album i zapodać go do swoich uszu.

Nareszcie! Pół roku siedzenia w studio zaowocowało nagraniem świeżutkiego albumu. Cytując jednego z członków zespołu: ’Nasz najnowszy album plasuje się gdzieś między Violator, a Sounds Of The Universe ze szczyptą dekadencji i mroku z A Broken Frame.’ Napisaliśmy, że nagraliśmy… technicznie rzecz biorąc, została dokonana rejestracja. Z finalnym nagraniem nie ma ten materiał jednak jeszcze zbyt wiele wspólnego. Teraz zaczyna się etap prac nad płytą, tyleż interesujący, co mało znany i niedoceniany przez wielu. Można tu skopać album, ale też zmienić spojrzenie na efekt prac w studio.

Outtake’i

Zanim pójdziemy dalej, chcielibyśmy na chwilę zatrzymać się przy jednej kwestii. Podczas produkcji każdego kawałka powstaje wiele wersji, wiele podejść do utworu. Często na skutek rozbieżnych wizji artystów, producenta, właścicieli wytwórni. Zanim zostanie wybrana ta jedna, która stanie się hiciorem wszech czasów, zespół musi się zmierzyć z bólem egzystencjalnym, ślepymi uliczkami, czy też niemożnością dobrania do jakiegoś motywu innych składowych utworu. Często zespoły muszą odrzucić to, co stworzyły i wrócić do dema, aby na nowo stworzyć swoje arcydzieło.

Paradoksalnie bardzo dobrze ten proces opisał Flood w swojej historii o Enjoy The Silence. W drugiej połowie filmu jest fragment o tym, jak to Flood i Alan po tygodniach pracy nad numerem, fochach Martina, zostawili to co stworzył i na bazie dema zaczęli tworzyć hicior jaki znamy. Poniżej, ta sama historia co z poprzedniego odcinka, ale opowiedziana na innym evencie.

Zostawmy Enjoy The Silence w spokoju, bo co prawda wątek tego numeru jest dobrze udokumentowany i opracowany, nie mniej jednak są inne utwory, które przeszły podobne koleje losu. Warto tu wspomnieć kilka wersji Behind The Wheel. Wersja z płyty a wersja z singla, to bardzo dobry przykład na ocalenie różnych wizji jednego kawałka od zapomnienia. Oczywiście powszechnie uważa się wersję z albumu za tę lepszą.

Innym przykładem jest World In My Eyes. Jedna z wersji stała się tą albumową, natomiast wizja utworu proponowana przez Daniela Millera nie zyskała uznania i powędrowała na długie lata do szuflady. Dopiero składanka remixów z 2004 pozwoliła ujrzeć mu światło dzienne, już jako World In My Eyes (Daniel Miller remix).

Niektórzy z Was czytali już tę myśl wielokrotnie, nie mniej dla dopełnienia i precyzji tej historii warto przytoczyć ten wątek ponownie. Otóż do 1993 depeche MODE w znaczącej części tworzyło remixy na swoje single. Wiele z nich zostało takimi samymi ikonami, jak klasyki z płyt. Osobiście na równi z albumami cenię single   Policy Of Truth i właśnie World In My Eyes, oraz Stripped, Walking In My Shoes. Klasyka w każdym calu.

Kawałki te nazywa się remixami, choć tak na dobrą sprawę, to bank niewykorzystanych motywów i pomysłów z procesu tworzenia albumu. Bywało że zespół tworząc płytę dorabiał się jakiegoś fajnego motywu, linii bassowej, ale nie pasował on do całości produkcji. Taki zapis nie szedł do kosza, ale na jego bazie  budowano alternatywną wersję utworu, która potem lądowała na stronie b singla jako remix zatytułowany np Mode To Joy. Czasami spór na temat finalnej wersji utworu był tak silny, że tylko rzut kostką decydował o tym, który numer faktycznie będzie określany jako wersja finalna, a który stanie się remixem na stronie b.

Najbardziej zastanawiającą historią jest ta o Happiest Girl i Sea Of Sin. Do tej pory nie znamy wersji oryginalnej, takiej bez dopisku. Na singlach są tylko remixy. Pytaniem jest czy w ogóle wersja nie zremixowana istnieje?

Alan dopóki był w zespole korzystał z tych motywów, tworząc aranże do wersji koncertowych. Są one niczym innym jak remixami, wykorzystaniem niezastosowanych motywów, ukrytych na stronach b singli. Opus magnum sięgania do tej biblioteki jest trasa Devotional. Zachęcam porównać Enjoy The Silence z 1990 i 1993 z remixami singlowymi, podobnie World In My Eyes z 1993 i strony b. Tak na marginesie, w 1998 roku zespół wykorzystał wersję z 1993 obdzierając ją z kilku charakterystycznych motywów, a uwypuklając za to te, które na Devotional Tour były ukryte w drugim szeregu.

Tym w dużej mierze różni się depeche MODE z Alanem i bez – różnorodnością koncertowych wersji, które były zaczerpnięte jako efekt uboczny ich kreatywności i mnogości outtake’ów. Obecnie brak własnych remixów na stronach b sprawia, że na scenie w dużej mierze słyszymy od paru lat zbliżone do siebie wersje Never Let Me Down Again, Enjoy The Silence, Personal Jesus, I Feel You, Behind The Wheel. Są one bardziej lub mniej obdartymi z warstw- wersjami singlowymi,  z dłuższą, lub krótszą wstawką gitarową czy perkusyjną.

Oczywiście są też  wyjątki, takie jak Halo z 2013/2014, A Pain That I’m Used To 2013/2014, Home2005/2006. Jaskółki, których autorami nie są członkowie zespołu, tylko wynajęci ludzie. O koncertowaniu będzie jeszcze na końcu. Tymczasem zachęcam do  posłuchania remixów ze stron b, które jak już wspomnieliśmy, w wielu przypadkach nie są remixami, tylko efektem ubocznym zmagań twórczych w studio podczas tworzenia finalnej wersji. A skoro o niej mowa, to warto zająć się…

Delta Machine - Anal
Delta Machine – Anal
Finalnym MIXem.

Skończyliśmy nagrywanie. Obecnie mamy kawałki w postaci zbiorów nagranych ścieżek dźwiękowych. I fajnie. Tylko tak… Mamy te ścieżki, puszczamy je sobie razem i cholera… coś tu nadal nie gra. Wyobraźcie sobie scenę. Pełno instrumentów, muzyków, sprzętu różnego typu – efekty, wzmacniacze, jakieś ścianki z tysiącem migających światełek. Teraz ustawcie je w swojej wyobraźni na skraju sceny,  z tym samym poziomem głośności. Jednym włącznikiem odpalcie całość- zagra Wam ściana dźwięku. Wszystko gra tak samo głośno, razem, w jednym momencie- robi się jakaś taka nieznośna kakofonia. Niby mamy te efekty, wszystko jest super, ale to nadal nie to, o co nam chodziło przed wejściem do studio. W tym momencie pieczę nad naszym materiałem muzycznym przejmują: producent i producenci aranżacyjni, którzy są odpowiedzialni za tzw. mix. Czym jest ten mix?

Mix jest ustawieniem wszystkich elementów na scenie tak, aby każdy z nich zagrał w odpowiednim czasie, z odpowiednią głośnością i długością wybrzmienia, odpowiednią wibracją, ale również ciszą. Mix- to uszeregowanie elementów. Dzięki niemu to, co ma być na pierwszym planie brzmi najgłośniej, a bohaterowie drugiego planu nie zagłuszają tych z przodu. To wtedy kształtuje się charakter utworu. Wtedy też zapadają decyzje jak mają zaczynać się i kończyć poszczególne zwrotki. Generalnie rzecz ujmując mix to taka ‚ekipa sprzątająca’, której zadaniem jest ustawienie wszystkiego w należytym porządku. To od pracy tych ludzi zależy, jak ostatecznie wygląda dany utwór. Oni decydują co wybija się w utworze na pierwszy plan, co schodzi na dalszy, ale jest nadal słyszalne w utworze. Kiedy wchodzą wokale, poszczególne instrumenty solowe, w którym momencie coś w utworze się pojawia, kiedy zanika. Czasem decydują ostatecznie o wyrzuceniu czegoś, co zostało wcześniej nagrane,  coś jeszcze na tym etapie prac mogą dodać. Ich praca polega na wielogodzinnym słuchaniu i przesuwaniu w stosownym momencie tych wszystkich suwaków na stole mikserskim tak, aby na samym końcu procesu otrzymać to, co znacie z komercyjnych wydawnictw. No, prawie to…

Bardzo dobrze proces mixowania pokazano na filmie ‚Usual thing, try and get the question in the answer’ na DVD dokładanym do limitowanego boxa. Tak mniej więcej od 33:30 możecie zobaczyć, jak przebiega proces mixowania utworu. To jedna z mniej ekscytujących części nagrywania albumu.

To wtedy dogrywa się braki, które wychodzą w czasie procesu mixowania. Na drugim filmie ‚Making The Universe’ od 30:00 do 37:30 minuty, pokazana jest walka z Wrong – w szczególności z końcówką. Kawałek ten, ze studia wyszedł z innym zakończeniem, niż które finalnie słyszymy na płycie. Na początku mamy pracę w studio, a potem w ujęciach, na których pojawia się się Daniel Miller, mamy już finalny proces mixu kawałka.

depeche MODE w Studio 1984
depeche MODE w Studio 1984

To właśnie podczas takiego mixu w 1984 zgubiono część dźwięków w końcówce Master & Servant, przez co numer brzmi jak brzmi. O tym więcej możecie dowiedzieć się na filmie nagranym do remastera Some Great Reward.

W czasie mixu przygotowuje się różne wersje utworów. Jedne kończą się spokojnym wyciszeniem, gdy w tle numer idzie jakby miał jeszcze grać z godzinę. Kawałek może być nagle urwany, a może mieć również rozbudowane outtro (końcówkę). Dwa przykłady:

  • Dreaming Of Me w wersji singlowej (3:47) spokojnie się wycisza
  • Dreaming Of Me w wersji albumowej (4:02) kończy się wokalizą i ostrym zjazdem klawisza.
  • Never Let Me Down Again w wersji Split Mix (9:36) to w rzeczywistości pełna wersja numeru z czterominutową częścią instrumentalną.
  • Never Let Me Down Again w wersji singlowej (4:24) jest pozbawioną początku i wyciszonym na końcu, przed wejściem sekwencera Split Mixem. Podobnie wersja albumowa, która jest niewiele dłuższa (20 sek) i ma dodane na końcu szumy jako przejście do kolejnego kawałka.

Mix może zyskać uznanie,  można nim spaprać utwór. W 1993, gdy nagrywano 3. płytę Nirvanny, to właśnie on był tym punktem przez który wydanie płyty zostało opóźnione. Pierwotny mix nie zyskał uznania wytwórni i cały album został na nowo zmontowany przez nowy zespół producencki, a w szczególności dwa single – Heart-Shaped Box i All Appologies.

Wszystkie te decyzje zapadają właśnie w procesie mixu. Na dobrą sprawę  można go porównać do procesu montażu filmu. Wszystkie sceny nakręcone na planie są docinane, montowane, skracane, układane w odpowiedniej kolejności. To tu decyduje się, czy scena łóżkowa w Pretty Woman zakończy się na pocałunkach, a potem przeskoczymy już do po łóżkowego fajka, czy też zobaczymy w detalach jak Julia Roberts traci wianek… a nie ona już go straciła… tak ze 30 razy wcześniej. Ale my nie o tym…

Mix nie jest tak kreatywnym procesem, jak czas nagrywania utworu w studio. W sporej części jest to mozolna praca, polegająca na ustawianiu poszczególnych ścieżek co do milisekundy. Mixem można to i owo poprawić, ale z gówna bata nie ukręcisz, jak mawiał poeta. Dlatego kiedy w czasie sesji Delta Machine ogłoszono, że Flood ma zostać inżynierem dźwięku, odpowiedzialnym za mix albumu, to  nie skakałem z radości, doceniając oczywiście fakt, że tak doświadczony i uznany człowiek podjął się tego zadania,, jakby miał zostać co najmniej producentem. To nie ta rola, nie takie zadanie. Jeszcze bardziej żmudną formą postprodukcji jest…

vince-clark-2square-veryrecords-interview-body-image-1465313348

Mastering

Było demo,  studio,  producent, realizator dźwięku, nawet inni koledzy realizatorzy, był mix i co? Jeszcze nie ma albumu? Jest. Ale nadal wymaga on jeszcze jednego procesu, który fachowo nazywa się masteringiem. Co ciekawe – na tym etapie też można jeszcze utwór wynieść ku górze, albo sprawić, że publiczność będzie kręcić nosem, a może uchem – bo to ono dozna największych szkód, jeżeli proces masteringu zostanie położony. Czym jest proces masteringu?

Znowu użyjemy metafory filmowej. Po zakończeniu montażu mamy już właściwie zrobiony film. Tyle tylko, że na planie nigdy nie panują takie same warunki. Raz jest ciut jaśniej, raz ciut ciemniej, bo chmura naszła. Raz światło było o 10 stopni w prawo od kamery, a raz na obiektyw padł paproch. Scen nie nagrywa się po kolei, a w różnej kolejności. Wszystko to sprawia, że na zmontowanym filmie, kolory są nie zawsze spójne w następujących po sobie scenach,  obraz bywa czasami lekko zaszumiony- za jasny, za ciemny, przepalony. Wtedy właśnie poprawia się kolory, natężenie, ciepłotę barw i wiele innych elementów. A mówimy tylko o obrazie, bez zajmowania się udźwiękowianiem.

Na dobrą sprawę te same procesy, ale pod inną nazwą zachodzą w momencie masteringu dźwięku w studio. Mamy 11 wspaniałych kawałków, jeden lepszy od drugiego, co drugi to hit i koncertowy killer. Problem polega na tym, że po zmiksowaniu tych numerów musimy zdecydować o kolejności na płycie i do tego wszystkiego sprawić , aby z 11 samodzielnych numerów stało się albumem. Pamiętacie analogie ze sceną z opisu mixu? To teraz przełóżmy ją na kawałki, jako całość. Numery muszą mieć ten sam poziom głośności, tę samą dynamikę, utwory poddaje się procesowi korekcji, ustawia się poziomy, limity, progi, zejścia, wejścia.

Wszystko to po to, aby na końcu album był, jak jedna pięść, jak „Tommy Lee Jones w Ściganym…”

Formaty

Jeżeli dotrzymałeś do tego etapu, to gratulujemy samozaparcia i wytrzymałości 😉

Rozpoczął się ostatni etap, czyli decyzji w jakich formatach wydać nasze arcydzieło. Jakie ma to znaczenie dla Ciebie drogi słuchaczu? Ano takie, że decydując się na zakup stosownego formatu decydujecie sie na pewnego rodzaju wrażenia odsłuchowe. Krótkie uogólnienie poniżej:

  • Kupując vinyl otrzymacie nagranie cieplejsze i bardziej miękkie.
  • Płyta CD daje wrażenia bardziej surowe
  • Pliki w formatach stratnych i bezstratnych to nagrania zimne i bardziej metaliczne. Oczywiście do tego dokładamy jeszcze kompresje która niszczy jakość odsłuchu.

To są oczywiście tylko uogólnienia, bo do tego dochodzi jakość sprzętu, który może pogorszyć wrażenia odsłuchowe. Nie mniej nie będziemy się zajmować odwieczną walką, co lepiej słuchać – sprzęt, czy muzykę. Wystarczy napisać, że w znakomitej większości my jako konsumenci nie słyszymy znaczącej masy dźwięków, które powstają w procesie nagrywania płyty studyjnej. Właśnie dlatego, że na końcu procesu jest nasza wygoda i łatwość odsłuchu nagranej muzyki.

360891915_1280x720

_

I to właściwie tyle można by powiedzieć. To koniec? W pewnym sensie tak. Zespół nagrał i wydał hit. 4 single na jedynkach Bilboardu, a ludzie wciąż nie mają dosyć. Trasa koncertowa wyprzedana do czerwca 2020, a ludzie walą drzwiami i oknami.

My też nie mamy dosyć i już zapraszamy na kolejny odcinek, tym razem o tym jak wygląda koncertowanie zespołu, od strony sprzętowej. Jak i ile faktycznie panowie grają na żywo i czy bliżej im do zespołu rockowego, czy jednak nadal są zespołem elektronicznym. Sekrety i tajniki grania depeche MODE na żywo, już w kolejnym odcinku sagi…

———————-

AAAAaaaa nie. Kilku tematów nie poruszyliśmy w tak skrótowym opisie całego procesu, jakim jest nagrywanie płyty długogrającej. Na pewno warto poczytać czym jest „Loudness War”. Dowiecie się czemu nienawidzicie reklam, które wchodzą w przerwie filmu. Tekst nr 1 i tekst nr 2 (teksty po angielsku).

Video Singles Collection – recenzja

Teoretycznie o VSC napisałem już sporo, dziś przyszła pora na wrażenia obcowania z przeszło 6. godzinami retrospekcji. Nie było to ani traumatyczne wrażenie, ani tym bardziej nie zakończyło się zgrzytaniem zębów. Było poprawnie… pod każdym względem.

Zacznę najpierw od tego za co przede wszystkim jechałem ten projekt. Jakość nagrania. Od razu zastrzegam, że to o czym piszę może się nie zadziać u Ciebie. Wszystko zależy od tego na jakim sprzęcie oglądasz kompilację. Mój zestaw to telewizor 55” i DVD z 2009 wszystko spięte po HDMI, audio wypuszczane na zewnętrzny wzmacniacz i wolnostojące kolumny (2.0). Z zasady nie słucham niczego na płasko nagłaśniających głośnikach wbudowanych we współczesne TV.

Behind The Wheel
Behind The Wheel
Obraz

Bałem się, że będzie źle, no i było, nie mniej nie zawsze i nie wszędzie. Im bliżej współczesnym nam produkcjom, tym było co raz lepiej. Spory skok jakościowy widać gdzieś od klipów z 97 roku, a na prawdę już dobrze było od Freelove. Choć do ideału było nadal bardzo daleko i zdania nadal nie zmieniam, że materiał powinien być wydany co najmniej w Full HD. Wtedy wymagałoby to zastosowania innego nośnika, bo 3 płyty DVD już tego by nie uciągnęły.

Mój sprzęt całkiem nieźle dał sobie radę skalując do Full HD i umiejętnie poradził sobie z formatem 4:3. W niektórych momentach musiałem celowo przestawiać obraz na 4:3 żeby zobaczyć jak faktycznie wyglada materiał, po czym szybko wracałem do formatu panoramicznego nic nie tracąc.

Poniżej możecie zobaczyć które faktycznie klipy są w jakim formacie. Co ciekawe nie mówimy tu tylko o formatach 4:3, ale również 16:9 i 16:10, czy 1:1. Nie zawsze format panoramiczny oznaczał to samo w przypadku teledysków depeche MODE.

Video Singles Collection cz1
Video Singles Collection cz1
Video Singles Collection cz2
Video Singles Collection cz2
Video Singles Collection cz3
Video Singles Collection cz3

Gorzej było z jakością obrazu. Właściwie cała wczesna produkcja aż do Enjoy The Silence nadaje się do kosza. W zaziarnionych produkcjach Antona tworzyły się drobne artefakty na całym obrazie i nie pomagało zmniejszenie proporcji do 4:3.

Jestem fanem ziarna i lubię ten efekt, nie mniej zaniżona jakość nagrań wyświetlana na współczesnych sprzętach nie daje takich wrażeń, jak ten sam obraz oglądany na telefonach, komputerach, czy telewizorze CRT.

Audio.

Nie słucham dźwięku w konfiguracjach 5.1, czy 7.1, więc brak tego tematu nie spędzał mi snu z powiek. Przyzwoite stereo i tyle.

Co mi sie podobało?

(„ale” będzie w części co mi się nie podobało)

1. Przede wszystkim sam pomysł na kompilację. Zebranie „prawie” wszystkiego do kupy. Do tego zmuszenie członków zespołu do obejrzenia swoich starych nagrań, żeby przypomnieli sobie, że ich dyskografia sięga dalej, niż do 1986 roku, ale…

Gdybyśmy mówili o kompilacji audio, to pewnie nawet bym nie spojrzał na takie wydawnictwo. Nie mam zamiaru już płacić Wytwórni/depeche MODE po raz 38 za Just Can’t Get Enough, albo Somebody. Co innego jest z kompilacją video. Od 1998 roku minęło trochę czasu, przybyło klipów. Co prawda niedługo możemy się spodziewać reedycji Strange i Strange Too, a od kompilacji The Best of vol.1 jakiś czas minął. Do tego wznowiona w 1998 składanka The Videos 81>85 (Some Great Videos) już dawno zarosła kurzem z racji braku odtwarzacza VHS. Dla wielu ludzi to tak, jakby nigdy nie zostały te klipy wydane, więc dobrze, że się ukazała.

2. Podobała mi się idea komentarza robionego przez członków zespołu do swoich poczynań sprzed lat, ale…

3. Podoba mi się idea, że to pierwsze wydawnictwo z serii i że będą kolejne.

4. Lubię wydania kartonowe, ale… . Tak lubię z tego samego powodu, dlaczego dla innych jest to wada. Lubie wydawnictwa wydawane w kartonie ponieważ są nietrwałe. Obok tego, że jestem słuchaczem muzyki, jest we mnie żyłka kolekcjonera, zbieracza. Kiedyś było tak – podstawowe wydania wychodziły w plastiku, a wydania kolekcjonerskie w kartonie. Limitów zawsze było mniej, zawsze były bardziej wrażliwe. Ponieważ dbam o moje egzemplarze, a ktoś nie, dzięki temu z dnia na dzień kolekcjonerskich wydań robi się co raz mniej, przez co mój egzemplarz wirtualnie zyskuje. Wystarczy zainteresować się tym jak cenione są remastery z pierwszej serii z płytami SACD, albo jaki pare lat temu był szał na japońskie boxy z serii X.

Teraz się to zmieniło i niestety dla tych, co nie podzielają mojego zachwytu dla kartonu nastały ciężkie czasy.

Suffer Well
Suffer Well
Co mi się nie podobało?

Lecimy po kolei ze wszystkimi „ale”, potem będą niepodobania bez „ale”.

1. Przywitałem z radością samą ideę, bo dotychczasowe podejścia były zawsze niepełne i obarczone błędami. Tym razem miała to być najpełniejsza możliwa kompilacja. Takie przypomnienie z pierdolnięciem – Wracamy! i nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Zawartościowo w podstawowej formie składanki faktycznie tak jest w 98%. Do pełni szczęścia zabrakło 3 teledysków. O ile w kwestii Pimpf mogę zrozumieć argument, że to żaden singiel, tylko etiuda nakręcona pod potrzeby dokumentu Strange, to w przypadku Clean i Halo jedyną odpowiedzią na brak tych kawałków jest myśl, że jest to celowa robota, aby za parę lat, gdy wyjdą oba dokumenty firmowane nazwiskiem Antona Corbija fani polecieli z kasą w garści i zanabyli oba tytuły. Zarówno Halo, jak i Clean były singlami promo i oba były wydane na fizycznych nośnikach. Oba klipy śmigały po MTV. Dziwne, że w przypadku One Caress wydanie jako US Promo kwalifikowało do pojawienia się w składance, a Halo i Clean już nie. Ja pewnie kupiłbym Strange i Strange Too, ale gdyby oba numery znalazły się na VSC, wówczas grupa zainteresowanych takim wydatkiem znacząco by spadła. Nie mniej z formalnego punktu widzenia pół gwizdki mniej.

2. Podobała mi się idea komentowania przez członków zespołu. Problem polega na tym, że cały pomysł został zwalony dokumentnie. Nie jest dla mnie problemem, że zespół komentuje oddzielnie, w końcu Panowie mieszkają w różnych częściach świata i specjalna wyprawa tylko po to, żeby wspólnie obejrzeć 55 klipów mija się z celem. Po za tym komentowanie w grupie ma ten minus, że zawsze jest taka osoba której komentarze wybijają się ponad inne, przez co reszta się, albo wycofuje, albo daje zdawkowe odpowiedzi. Nie mniej oczekiwałem, że:

  1. Zespół skomentuje wszystkie klipy. Doczekamy się choć jednego komentarza do każdego numeru.
  2. Rozumiem, że każdy ma inną pamięć. Dlatego Dave wiedział skąd były laski na Just Can’t Get Enough, a reszta Panów nie. Co mnie zaskoczyło, to jakość pytań i odpowiedzi. Im bliżej nam współczesnych czasów, tym powtarzalność pytań była zadziwiająca. Tak trudno się lepiej przygotować do wywiadów? Martin za to królował w jakości odpowiedzi. Najczęstszą odpowiedzią było „I don’t know / I don’t remember.” (Nie wiem / Nie pamiętam). Słabe to było. Mam wrażenie, że w kilku momentach dla nich ten projekt był po prostu męką.
  3. Mogę przypuszczać, że komentarzy było więcej i Panowie skomentowali więcej klipów, ale tylko te nadawały się do zamieszczenia. Mogło tak być. Można było się też lepiej przygotować do zadania bardziej wciągnąć zespół w rozmowę. Raziły również odpowiedzi nie na temat, albo o innych teledyskach. Tylko po to, żeby coś powiedzieć.
Enjoy The Silence
Enjoy The Silence

4. Jak już wspomniałem karton dla mnie jest ok. Nie mniej dostrzegam pewne „ale”, które można było przewidzieć od razu. Bardzo lubiłem kartonowe wydania od EMI, ponieważ co prawda opakowanie i folder były z kartonu, ale sama płyta leżała zawsze na plastikowej tacce. Łatwość wyjęcia o niebo lepsza od tego co nam zaserwowało Sony Music przy tym tytule. Fatalnie się wkłada i wyjmuje płytę. Rysy na płycie w standardzie.

Opakowanie od VSC to istny lep na odciski palców, które widać od początku zetknięcia się palców z opakowaniem. Dlatego jeżeli, drogi czytelniku jeszcze nie nabyłeś, mam kilka rad jak obchodzić się z tego typu pozycjami:

  • Umyj ręce. Do kartonu nigdy nie podchodzi się z brudnymi, tłustymi rękami.
  • Rozcinając folię natnij tylko grzbiet przez który wyjmujesz wewnętrzną część. Lepiej wyciapać folię, niż karton. Wiem, że propozycja wygląda równie interesująco, jak pilot od telewizora w foliowym kondonie, ale cóż… coś za coś.
  • Naszykuj sobie od razu 3 plastikowe pudełka na CD i przełóż tam wszystkie placki, a oryginalne opakowanie odłuż na półkę, żeby w spokoju się kurzyło. To dla tych co zamierzają oglądać ten tytuł więcej niż raz.
Pozostałe rzeczy słabe.

Brak napisów. Wiem, że dla wielu nie jest to problem. Wiem też, że dla wielu jest to bardzo duży problem. Wolę jednak, że potraktowano wszystkich po równo, niż kogoś wyróżniono. Tu pojawia się wyższość formatów cyfrowych, typu streaming/VOD, że miejsca na napisy zawsze jest bez liku. Wersje pudełkowe, to zawsze kompromis, zawsze ograniczenia.

Z bonusów właściwie jedynym godnym uwagi momentem jest alternatywna wersja Stripped. People Are People (12”) znane od Some Great Videos. But Not Tonight, to właściwie wersja Extened z inaczej zmontowanym teledyskiem. Jego unikatowość polega jedynie na tym, że nigdy nie pojawił się na żadnym placku, bo na YT, a kiedyś na MTV można było spokojnie go zobaczyć. Soothe My Soul – ktoś musiałby mi powiedzieć gdzie są te dodatkowe wstawki, bo sam teledysk w oryginale nie zapada w pamięci. Wydłużona wersja tym bardziej.

Stripped (Alternative Cut) – człowiek tyle lat ogląda wersję ostateczną, że po obejrzeniu klipu z alternatywnymi wstawkami mam wrażenie, że są to ciała obce w tym klipie.

Ostatnia scena z Davem została nakręcona na ulicy obecnie znanej jako aleja 17 Czerwca 1953 w Tiergarten. Oczywiście po zachodniej stronie miasta. Ujęcie jest z zasiekami i Murem Berlińskim w tle.

Brama Brandenburska / aleja 17 czerwca 19853
Brama Brandenburska / aleja 17 czerwca 1953 (zdjęcie współczesne)

Te dodatkowe ujęcia mają znaczenie historyczne, bo do samego klipu nie wnoszą nic. Klip był kręcony w Berlinie Zachodnim (podobnie jak Master & Servant), ale do póki nie pojawiała się wersja alternatywna właściwie nie było to istotne. Ot klip z mrokiem, ekranami, rozbijanymi samochodami i dymem w roli głównej. Chyba tak powinno pozostać.

Zdecydowanie brakuje mi tu wypowiedzi Alana, Vince’a, reżyserów klipów, Daniela Millera.

Wszystko, co powyżej Wrong zostało pominięte w komentarzach, a ja chętnie bym się dowiedział co Panowie sądzą o takim Hole To Feed na ten przykład.

Tak na dobrą sprawę z jednej strony niby jest wszystko, niby dobrze wydane i jest wszystko co obiecali w zapowiedziach. Mam nadzieję, że kolejne pozycje z tej serii okażą się ciekawszymi pozycjami. Obejrzałem raz. Drugi raz płyty zagoszczą w sprzęcie, aby zrypać wszystkie klipy do plików. I to będzie na tyle. Później rozpocznie się proces konserwacji kurzem, obok innych kolekcjonerskich wydań… takie hobby. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest po łebkach i tylko tyle żeby odhaczyć, że jest. Obiecano, dowieziono, ale niesmak pozostał.

Daję 3/6

Video Singles Collection – unboxing

Taka teraz moda, że się robi unboxingi wszystkiego. Nie będę gorszy, zrobię i ja. Dla tych co nie kupili jeszcze…

Okładka
Video Singles Collection - okładka
Video Singles Collection – okładka
Video Singles Collection - okładka
Video Singles Collection – okładka
Opakowanie na płyty
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Video Singles Collection - wewnętrzna okładka
Video Singles Collection – wewnętrzna okładka
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Video Singles Collection - opakowanie na płyty
Video Singles Collection – opakowanie na płyty
Płyty
Video Singles Collection - płyty
Video Singles Collection – płyty
Książeczka
Video Singles Collection - książeczka 1
Video Singles Collection – książeczka 1
Video Singles Collection - książeczka 2
Video Singles Collection – książeczka 2
Video Singles Collection - książeczka 3
Video Singles Collection – książeczka 3
Video Singles Collection - książeczka 4
Video Singles Collection – książeczka 4
Video Singles Collection - książeczka 5
Video Singles Collection – książeczka 5
Video Singles Collection - książeczka 6
Video Singles Collection – książeczka 6
Video Singles Collection - książeczka 7
Video Singles Collection – książeczka 7
Video Singles Collection - książeczka 8
Video Singles Collection – książeczka 8
Video Singles Collection - książeczka 9
Video Singles Collection – książeczka 9

W następnym wpisie recenzja wydawnictwa.

Jak się nagrywa płytę cz.2. – poradnik dla początkujących.

W poprzedniej części skupiliśmy się na pojęciach 'demo’, 'studio’, 'producent’. Pora więc zabrać się za nagrywanie naszego wymarzonego krążka, który podbije listy przebojów i uczyni nas sławnymi (lub jeszcze bardziej sławnymi) i bogatymi (lub jeszcze bardziej bogatymi).

Podobnie jak poprzedni tekst, ten jest wynikiem współpracy Jariego i mojej.

Sesja Przedprodukcyjna.

Czyli już nie demo, ale jeszcze nie właściwie nagranie. Czasami zespół zanim wejdzie do studia spotyka się na sesji (sesjach) przedprodukcyjnej i pracuje nad materiałem w dosyć specyficzny sposób. W poprzednim odcinku wspomnieliśmy, że zespół po odsłuchaniu dem decyduje o tym, w jakim kierunku mają iść poszczególne utwory. Który ma być balladą, a który parkietowcem, czy spocząć na dnie szuflady lub skończyć jako b-side. Na następne spotkanie zespół zjawia się, aby pracować nad demami, albo każdy z członków zespołu przychodzi ze swoimi wizjami numerów pracując w domowym zaciszu. Tak rodzą się różne wersje tych samych kawałków, o czym pisaliśmy w poprzednim tekście.

Przepracowane dema mają bardzo często nałożone stopy i basy, loopy pożyczone z innych numerów innych artystów. Po co? Ponieważ jakaś sekcja rytmiczna bardzo pasuje do klimatu utworu lub zespołowi zależy nad osiągnięciem podobnego efektu. W 1984 rok zespół był pod silnym wrażeniem lini bassowej z kawałka RelaxFranky Goes To Hollywood. Bardzo chcieli uzyskać tak mięsisty bass w Master & Servant. Czy im się udało? Oceńcie sami. Inny przykład stopa z sesji przedprodukcyjnej w Never Let Me Down Again zajumana z Led Zeppelin ostała się tam już na zawsze. Alan przyznał się do tego dopiero po latach.

Sesje przedprodukcyjne to jest w naszych czasach styl pracy Dave’a. Najpierw komponuje utwór w postaci demo, dokłada tekst, albo na odwrót. Z tak przygotowanym materiałem spotyka się na sesji z A. Phillpotem i Ch. Eignerem i tam powstają wstępnie przetworzone wersje dem. Dopiero z takim materiałem Dave udaje się do studia i prezentuje je Martinowi i Andiemu. To jest właśnie powód dlaczego w książeczkach przy kawałkach Dave’a lista płac jest zawsze dłuższa, niż przy numerach Martina.

Poniżej dwie wersje Comeback. Jedna jest demem powstałym przy współpracy Dave’a i kolegów, druga jest outtake’iem ze studia. Najprawdopodobniej jest to wyciek kawałka między jedną a druga sesją nagraniową, albo wersja przez finalnym mixem.

No ale nic, pora zacząć nagrywać…

Nagrywamy.

W studio muzycznym, jak już zauważyliśmy, stoi taki dziwny mebel z różnymi suwaczkami i tysiącami migających diod, który określiliśmy mianem stołu mikserskiego (zamienna nazwa – konsoleta). I tak jak wszelkiej maści pojazdy typu samochód i samolot potrzebują kogoś kto je obsłuży, tak i do obsługi tego mebla potrzebny jest ktoś kto wie co z nim konkretnie zrobić. Oczywiście można potraktować to urządzenie jako stół pod żurek czy pulpety i gryczaną, ale chyba nie o to nam chodzi. W tym momencie do głosu dochodzi osoba wykonująca piękny zawód realizatora dźwięku. Czasem zdarza się, że realizatorem dźwięku i producentem jest jedna i ta sama osoba. Dużo częściej spotykaną kombinacją jest obecność osobnego dźwiękowca, którego zadaniem jest bycie przedłużeniem producenta od spraw czysto technicznych związanych z rejestracją. Przykład tak działającego teamu: muzyk śpiewa, producent uznaje, że fajnie jakby za wokalem ciągnęło się takie echo (bo tak będzie fajnie i już, a on się przecież zna), realizator nagrywa ten wokal i nakłada na niego stosowne efekty pogłosowe (rewerb, delay itd).

Czasami producent i inżynier dźwięku tak dużo pracują razem, że w końcu powstaje grupa producencka. Np 140dB, która była odpowiedzialna za powstanie Playing The Angel, Sounds Of The Universe i Delta Machine. Ben Hillier nie był sam w procesie produkcji, obok niego członkowie 140dB i jednocześnie pracowali przy płytach dM to Rob Kirwan – jako Mix Engineer, oraz Flood – jako człowiek od Mixu. O pracy tego ostatniego będzie jeszcze wiele w następnej części.

Jeżeli nagrywany utwór jest utworem czysto akustycznym (np. z towarzyszeniem tylko gitary lub fortepianu) to sprawa jest w zasadzie banalna. Pan muzyk siada do instrumentu, włączamy przycisk 'record’, gość gra co ma grać, potem przycisk 'stop’ i po sprawie. Ewentualnie robi się to kilka razy, odsłuchuje i wybiera najlepsze podejście, tzw. take’i i pozostawia do dalszej obróbki już czysto technicznej. Do takiego instrumentalnego podkładu dogrywa się głos wokalisty. Łączy się to w jedną spójną całość w procesie zwanym miksem (o tym potem) i po sprawie. Można przyjąć, że mamy hit. W tym momencie panowie muzycy i wokalista mają już wolne, a do pracy siadają nadal producent, realizator i kilku innych gości, o których jeszcze będzie czas wspomnieć. Nieco bardziej skomplikowana jest czynność polegająca na nagraniu utworu składającego się np. z 30 ścieżek dźwiękowych (każda ścieżka to pojedynczo zarejestrowany instrument grający w dany utworze lub np. głos wokalisty). Jeżeli nasz utwór składa się z partii perkusji, basu, instrumentów smyczkowych, gitar, dźwięków syntezatora, wszelkiej maści ozdobników dźwiękowych, wokali itd. to każdy z tych instrumentów trzeba zarejestrować. I tu musimy zatrzymać się na chwilę, bowiem historia muzyki rozrywkowej doczekała się dwojakiej formy takich nagrań. Jedną z nich jest nagrywanie na tzw 'setkę’ czyli wszyscy muzycy grają cały utwór i tak to rejestrujemy (oczywiście każdy instrument na osobnej ścieżce). Przewagą tego typu nagrania jest w miarę klarowne zachowanie 'ducha zespołowości’ utworu, a także dość szybki proces nagraniowy, bo nawet jeżeli jeden z muzyków coś zagrał nie do końca dobrze, to potem dogrywa się tylko tę właśnie ścieżkę, mając pozostałe już zarejestrowane. Taka forma nagrania była dość popularna w przeszłości i wynikała z dość prozaicznego powodu – oszczędności, ale nie czasu, a taśmy nagraniowej. Rewolucja cyfrowa dała muzykom i realizatorom możliwość niezliczenie wielokrotnego nagrywania i kasowania bez żadnych strat finansowych (no chyba, że bierzemy pod uwagę koszt wynajęcia studio liczony w stawkach za każdą godzinę).

depeche MODE w Hansa Studio, 1986.
depeche MODE w Hansa Studio, 1986.

Druga forma rejestracji utworu to tzw. ‚step recording’ czyli krok po kroku nagrywamy poszczególne rzeczy, sklejamy jedną ścieżkę dźwiękową z często 100 różnych podejść (po angielsku: Take). Abo w jednym fajnie zagrano coś tam, a w innym wyszła facetowi ‚solówka życia’) itd. To dość żmudny proces nagraniowy niemniej jednak dający dużo większą swobodę twórczą i możliwość sięgnięcia absolutu, czyli zrealizowania najbardziej karkołomnych dźwiękowo i aranżacyjnie pomysłów. Taki proces po stronie producenta można sprowadzić do absurdu np montując wokal z pojedynczych sylab lub liter. Tak się dzieje np przy słabych wokalistach, gdzie trzeba bardzo dużo poprawiać w procesie postprodukcji. Pamiętacie historię z Mandaryną? depeche MODE takie ‚wpadki” wcale nie są obce. Np. kawałka Sister Of Night Dave tak na prawdę nigdy nie zaśpiewał… w zasadzie nigdy nie zaśpiewał ani w studio, ani na koncercie. Jeżeli ktoś z Was zachwyca się artyzmem wokalu w tym numerze, to powinien dobre wino posłać do Tima Simenona – Producenta, Q i Garethowi Jonsowi i ponownie Timowi za Mix, oraz całemu stadu inżynierów dźwięku, którzy przewinęli się przez studia nagraniowe przy tej płycie. To Ci panowie sklejali ten numer z dziesiątków podejść wokalnych Dave’a, czasami klejąc do siebie pojedyncze wyrazy. Nie będę daleki od stwierdzenia, że spora część wokali Dave’a powstała właśnie w taki sposób. Szczególnie tych z pierwszej połowy 1996.

A skoro już o śpiewaniu Dave’a, ale tym prawdziwym, to proponuję posłuchać jak można wokalnie podchodzić w różny sposób do tego samego utworu. Kilka prób zaśpiewania tego samego numeru potem służy do wyboru najlepszego z nich, albo jako dawcy do sklejek, czyli tego co się zadziało na Ultra. Poniżej 3 różne wokalne podejścia do Enjoy The Silence.


vocal take 3


vocal take 4

A wracając do samego procesu… W praktyce wygląda to tak, że każda rejestrowana ścieżka to efekt wielu godzin pracy nad ową ścieżką, precyzyjne wycinanie często nawet sekundowych fragmentów, doklejanie ich do siebie, nakładanie kolejnych rejestrowanych fraz itd. Ta forma rejestracji utworu daje dużo miejsca do tzw. eksperymentu. W przypadku nagrań na 'setkę’ tego miejsca na eksperyment jest dużo mniej. Gdyby odnieść te dwie formy nagrań do bohaterów naszej strony czyli depeche MODE – to Somebody i Moonlight Sonata były nagraniami 'na setkę’ (fortepianik, wokal i jakieś efekty dźwiękowe w tle), a np. Walking In My Shoes nagraniem typu 'step’. Jako ciekawostkę możemy podać, że np. fortepian w Walking In My Shoes przeszedł przez 28 różnych efektów dźwiękowych włącznie z puszczeniem go ‚od tyłu’ na samplerze, aby osiągnąć takie brzmienie jakie znacie z płyty. Do tego sam numer został zbudowany na nałożonych na siebie 3 gitarach, które na końcu zabrzmiały jako jeden dźwięk Martinowej gitary.

Steve Lyon w Studio
Steve Lyon w Studio

Ponieważ na etapie dyskusji nad demami określa się, który numer będzie jaki – więc teraz należy nagrać tzw. bazę czyli podkład rytmiczny. Przyjmuje się, że mówimy tu o liniach perkusji i basu, bo to one nadają tempo danemu utworowi i poniekąd narzucają klimat dalszych nagrań, niemniej jednak czasem taką bazą może być jakiś charakterystyczny loop czy sekwencja, która sama w sobie niesie pokład rytmiki i atmosfery utworu. Przykładem takich utworów opartych na charakterystycznym loopie (loop – pętla rytmiczna lub melodyczna, czyli fragment zarejestrowanego materiału dźwiękowego dający się odtworzyć w sposób ciągły (koniec tego fragmentu dźwiękowego jest jednocześnie jego początkiem) są np. It Does Not Matter Two (utwór bazuje na sekwencji złożonej z wokalizy nadającej tempo utworu) czy Black Day (no tu każdy chyba już słyszy co jest ową bazą rytmiczną). Powiedzmy, że ten etap mamy za sobą, pora dodać kolejne instrumenty mające być obecne w tym utworze: nagrywamy więc ścieżki gitarowe, syntezatorowe, instrumenty smyczkowe itd). Mówimy tu o step recording’u więc i o wcześniej wspomnianym eksperymentowaniu z samymi ustawieniami instrumentów, doborem stosownych barw dźwiękowych, czy tworzeniem nowych, nigdy nie spotykanych brzmień. I w tym momencie do naszych starych znajomych czyli producenta i realizatora dochodzą programiści instrumentów (w przypadku instrumentów elektronicznych), dodatkowi technicy dźwiękowi, oraz… sami muzycy i producent. Ach ten producent, wszędzie musi być! No musi. Dlatego jest producentem. No więc siedzą sobie panowie i brzdękają, próbują, kręcą gałeczkami od instrumentów, coś tam klepią w komputerach i nagle… eureka, to jest to! Mamy to, tego szukaliśmy od 4 dni, tak ma brzmieć ta gitara i taką melodię ma zagrać do tego co już sobie nagraliśmy. To bardzo częsta sytuacja w studio – i na tym właściwie całą ta zabawa polega. Taki klarowny przykład tego co przed chwilą opisaliśmy, jest sytuacja z sesji nagraniowej Enjoy The Silence gdzie najpierw Martin przyniósł do studio jakiegoś gniota w postaci demo, potem 5 dni toczyła się wojna o to jak ten utwór ma brzmieć (słynny foch Alana, że albo będzie perkusja, albo on idzie i nie wraca) i ostatecznie eksperymenty z poszczególnymi ścieżkami pojawiającymi się w tym utworze. Proces ten fajnie zobrazował Flood podczas jednej ze swoich prezentacji…

Zespół kilka godzin szukał odpowiedniego brzmienia i przede wszystkim instrumentu, aby nagrać ten słynny motyw znany wszystkim. W czasie kiedy wszyscy w pocie czoła oddani byli pracy twórczej niejaki Martin Gore, nudząc się jak mops na kanapie, coś tam sobie brzdąkał na gitarze i nagle… no tak: eureka!. Alan i Flood w jednym momencie skumali, że to co bezwiednie i właściwie bezmyślnie gra Martin jest tym czego szukają od wielu godzin – ’siadaj tu sobie chłopie i graj to co grałeś przed chwilą, a my to zarejestrujmy, bo to w ch*j dobre jest, będzie hit i kasiorka i laski pod sceną bez staników. Graj!!!’. Oczywiście cała sytuacja miała pewnie nieco inny przebieg, ale do tego można ją streścić. Efekt finalny znacie. A to co przed chwilą opisaliśmy, może nadal nieco enigmatycznie, zrozumiecie pod odsłuchaniu Enjoy The Silence (Harmonium Mix) – który jest de facto demem tego numeru i finalnej wersji z płyty. To wręcz modelowy przykład pokazujący co po drodze może stać się z utworem jak usiądą nad nim muzycy, producent, realizator, programista i cały ten sztab ludzi pracujący w studio razem z zespołem.

Wracając jeszcze do poszczególnych funkcji pełnionych w studio to bardzo często osoby będące producentami mogą pełnić też role realizatorów, programistów, a nawet współ-kompozytorów. Idealnym przykładem takiej wielozadaniowej osoby jest właśnie Alan Wilder, który w zespole pełnił często rolę drugiego producenta (takiego kierownika z ramienia zespołu), drugiego realizatora, muzyka i programisty. Mając jasną wizję tego do czego dąży zespół (jako muzyk i producent) mógł z łatwością nagrać poszczególne rzeczy (jako realizator) wcześniej przygotowując instrumenty czy efekty dźwiękowe (jako programista).

Przeglądając książeczki do płyt jeżeli natkniecie się na zapis: Production – Flood & depeche MODE, to zawsze przed 1995 oznaczało, że faktycznym producentem pyty byli Flood i Alan. Pozostali Panowie albo wykonywali zlecone zadania – zaspiewaj, albo przynosili dema i dogrywali swoje partie, albo grzali kanapę.

Tak mniej więcej wygląda proces nagrania albumu. Czy to koniec tej opowieści? A skąd! W kolejnym odcinku omówimy sobie proces mixu, masteringu i jeszcze kilka innych tematów związanych z procesem nagrywania albumu.

Na koniec dwa archiwalne filmy z pracy w studio:

Video Singles Collection – składanka z XX wieku.

Mogę napisać, że to było do przewidzenia. Mogę napisać… szkoda. Można zacisnąć zęby i pójść do sklepu, położyć jednostki w kasie, po czym pobiec do domu z nadzieją, że przynajmniej zawartość będzie warta pieniędzy i zrekompensuje niedostatki techniczne. Można w końcu przełknąć gula, olać temat i poczekać w najlepszym wypadku aż św. M. przyniesie VSC w worku za rok w jakieś promocyjnej cenie.

Skąd ten nagły przypływ pesymizmu? A no stąd, że w sieci pojawiła się specyfikacja VSC i człowiek ma wrażenie, że ktoś tam na prawdę nie umie uczyć się na błędach. W XXI w. wydawać materiał w rozdziałce 720×480 przy 525 liniach (NTSC)??? Ja rozumiem, gdyby to wydawnictwo było przeznaczone na rynek amerykański, ale tytuł został wytłoczony przez Sony DADC w Europie.

Video Singles Collection.
Video Singles Collection.

Pisałem już kiedyś o tym czemu oglądanie na telewizorze HD materiał nagrany w NTSC będzie dużo gorszy niż ten sam materiał, ale wydany w PAL. W sumie pogodziłem się z tym, że tytuły spod szyldu Legacy Rec. nie będą skalowane do HD. Trudno… Tak, jak nie ma sensu walczyć z tym, że spora część materiału będzie wydana w formacie 4:3. Tak się kiedyś nagrywało i walka z tym, to tak jakby mieć pretensje, że na klipach Antona jest ziarno. No jest… do przeżycia.

Nie mogę jednak zrozumieć tego równania do najniższego, wspólnego mianownika, jakim jest sztuczne zaniżanie jakości nagrań, żeby tylko w Ameryce mogli to zobaczyć na swoich bańkach. Przy modzie w USA na gigantyczne ekrany oglądanie VSC na 70 calach musi być sportem dla masochistów. Jak to jest, że w Ameryce fanbase amerykański z roku na rok spada. Poprzednia trasa po USA była mizerna i z ciętą setlistą. Nadchodzaca trasa raczej nie będzie lepsza, a jednak to pod ten kontynent, a nie Europę robi się takie wydawnictwa. Europa ma cały czas potężną rzeszę fanów, co pokazało kolejne ogłoszenie trasy koncertowej. Nie znamy płyty, nie wiemy czy muzyka jest dobra, czy nie, a trasa jest w większości sprzedana. Tym czasem z uporem maniaka wydaje się video w specyfikacji z 2 połowy XX w. Mam szczerą nadzieję, że przynajmniej wersja cyfrowa udostępniona do sprzedaży w sklepach online bedzie w HD, podobnie jak to było w 2014.

Życie fana jest ciężkie i co rusz wystawione na test swojego oddania. Fani Apple wiedzą o czym piszę po ostatniej premierze MacBooków Pro. Również fani depeche MODE będą musieli ponownie poddać się testowi wiary sięgając do kieszeni przy kasie z VSC w ręku.

Taka polityka to czysta droga do napędzania piractwa i szukania na torrentach wersji HD i dalszy zgon sprzedaży pudełkowej w klasycznych sklepach. Dziwię sie, że tak prostych rzeczy w tym biznesie nadal nie rozumieją. Sony robisz to źle… nadal.