To już dwa lata od wydarzenia. Koncert przeszedł już na dobre do sfery wspomnień. Pomyślałem sobie, że można już powoli zająć się tym koncertem od innej strony, niż tylko achy lub totalny hejt. Dziś nie to jednak będzie powodem rocznicowego arta. Chcę Was zaprosić na małą wycieczkę (nie pierwszy raz) na zaplecze wydarzeń, które w sumie dobrze pamiętacie… jeszcze.
Katowałem już Was w tym roku kilkoma tekstami rocznicowymi o koncertach w Polsce od kuchni. Nie mogło więc zabraknąć wspomnienia o ostatnim pobycie zespołu w Warszawie 25 lipca 2013.
Z 4. koncertem depeche MODE w Warszawie, a jeżeli liczyć z niedoszłym z 2009, to 5. nie będzie tak łatwo. Mało jest (jeszcze) wiedzy od zaplecza. Albo inaczej nie wiele tej wiedzy wypłynęło na zewnątrz. Dlatego ten tekst będzie inny od choćby wspominek o Łodziach 2010, czy Katowicach 2006, bo po prawdzie nie dysponuję (jeszcze) dokumentacją w postaci Tour Itinerary z tej trasy, Na szczęście na Tour Itinerary świat się nie kończy i są inne źródła, często na wyciągnięcie ręki. Nie wiem, czy to będzie bardziej wejście na zaplecze koncertu, czy bardziej oprowadzenie po obiekcie przez pryzmat koncertu, sami ocenicie.
2013.07.25 Warszawa // Shake The Disease
Zespół przyjechał do Warszawy z Pragi, gdzie zjechało się pół fanowskiej Europy, aby świętować urodziny Martina, więc dla fanów z Europy koncert w Warszawie nie był opcją pierwszego wyboru na koniec trasy. Tym czasem zespół co raz bardziej myślał już o wakacjach. Trasa musiała się jednak dokonać i karawana przetoczyć. Niestety dało się to lekko odczuć w tym jak zespół dobierał set, albo raczej nie zmieniał… z rozpędu już.
Zespół zamieszkał w hotelu InterContinental, a obsługa została umieszczona w hotelu DoubleTree (nie mam pewności). W castingu na hotel obsługujący koncert startowało jeszcze kilka hoteli, w tym Polonia Palace, ale wybór padł na ten właśnie hotel ze względu na możliwość wyjechania z hotelu bez potrzeby afiszowania tego faktu publicznie. Mówiąc po naszemu fani mieli stać przed głównym wejściem i czekać, gdy tym czasem zespół miał pomykać swoimi vanami na stadion opuszczając obiekt od zakrystii.
Plan Stadionu Narodowego
Kiedy koncert w Pradze przeszedł do historii karawana 9 ciężarówek i 4 autokarów ruszyła w stronę Warszawy. Niecałe 700 km i sprzęt był w Warszawie 24 lipca z rana. Od paru dni na stadionie trwały już prace przy budowie sceny z elementów dostarczonych przez lokalnych dostawców. Zespół wozi ze sobą jedynie elementy niezbędne do zbudowania scenografii i swojego nagłośnienia. Reszta paczek jest dostarczana przez lokalnego dostawcę w zależności od wymagań obiektu. Tak było i na koncercie w Warszawie, gdzie w celu nagłośnienia górnych galerii zostały podwieszone pod dachem dodatkowe paczki. Po koncercie okazało się, że to właśnie fani z biletami z najwyższych sektorów są najbardziej zadowolonymi uczestnikami pod względem doznań akustycznych. Na pozostałych miejscach uczucia były… mieszane.
Dojazd na wysokości płyty stadionu.
Dla Stadionu koncert depeche MODE był największym wydarzeniem 2013 i jest jeszcze często wspominany w rozmowach z pracownikami stadionu. Nie mniej rozmawiając z ludźmi ze stadionu koncert depeche MODE na Narodowym nie zapisał się niczym szczególnym. Wynika to z faktu, że zespół nie miał wygórowanych życzeń. W wielu momentach bierze obiekt z dobrodziejstwem inwentarza. Tak na prawdę od obsługi stadionu prędzej usłyszycie ciekawe historie o innych gwiazdach niż o naszych ulubieńcach. No cóż taka to specyfika Panów…
Mix Zone, Stadion Narodowy.
Ale wracając do koncertu i przygotowań. Ciężarówki na stadion wjechały po wewnętrznej „autostradzie”, która biegnie pod trybunami wokół płyty głównej stadionu na tym samym poziomie. Dzięki temu sprzęt jest wyładowywany bezpośrednio przed sceną. a zespół został wprowadzony z garderoby w taki sposób, że praktycznie to nie było widoczne dla postronnych.
Na pierwszym zdjęciu rzeczona autostrada, na drugim jej fragment i drzwi wejściowe przez które można wejść holu, a następnie albo do szatni, albo wprost na płytę główną stadionu. Zespół zajął pomieszczenia, które podczas meczów zajmuje reprezentacja lub inne zespoły piłkarskie.
Gdyby kogoś zapytać o najważniejsze miejsce na koncercie pewnie wielu z Was wskazałoby scenę, parę osób pokazałoby konsoletę po środku publiki, na pewno nikt nie wskazałby tego miejsca poniżej:
Centrum dowodzenia koncertem na Stadionie Narodowym.
Dokładnie chodzi mi o te pomieszczenia za szybami między górną i dolną galerią. Na wysokości sektora D18 znajduje się pomieszczenie, gdzie spotykają się osoby odpowiedzialne za wydarzenie po stronie stadionu, osoba odpowiedzialna po stronie organizatora – agencji koncertowej i osoba odpowiedzialna za trasę koncertową, czyli Tour Manager. Tu koordynowane i podejmowane są wszystkie decyzje dotyczące wydarzenia. Z tego miejsca wysyłane były dyspozycje dla obsługi pilnującej nas podczas koncertu.
Koncert wystartował, zachwycił i zakończył się. Zespół prosto ze sceny zapakował się do podstawionych busów i udał się do hotelu. W Warszawie ekipa przebywała do 27 lipca (?), odlatując swoim Embraer’em 145 do Wilna. (poniżej ten samolot stacjonujący na lotnisku w Glasgow – 2013.11.10)
Samolot depeche MODE na lotnisku w Glasgow.
Na koniec dla przypomnienia (dla tych, co jeszcze nie widzieli) ciekawy filmik z miejsca w którym w czasie koncertów można przebywać jedynie w charakterze VIP’ów. Kto nie miał okazji zobaczyć, to w niektórych miejscach na stadionie bawiono się tak (na filmie widać ładnie na stadionie fanów i obiekt oraz fragmenty występu supportu – Chvrches):
Jakiś czas temu wspomniałem, że „nie długo ujawnię kolejną mroczną tajemnicę” w wideografii depeche MODE. Wydawnicza historia depeche MODE skrywa jeszcze wiele tajemnic. Być może ujawnienie ich nie zaprowadzi pokoju na świecie, ale ta historia pokazuje, że oficjalna wersja dla fanów i mediów to raczej wypadkowa nie zrealizowanych zamierzeń i planów, niż wynik zaplanowanych i systematycznych działań.
Gdyby kogokolwiek zapytać o pierwszą pracę wykonaną przez Antona Corbijna dla depeche MODE, każdy pewnie wspomni o sesji okładkowej wykonanej dla NME we wczesnych latach 80. Jednak tak na prawdę Anton pojawił się w orbicie zespołu dopiero w okolicach 1986.
depeche MODE // NME 1981
Po co? Pierwsza odpowiedź, bo zespół tego bardzo chciał. Jaka w takim razie była pierwsza praca wykonana przez Antona dla depeche MODE po ponownym zejściu się? Odpowiedź jest oczywista – teledysk do A Question Of Time. Wszędzie, gdzie nie zaglądać, to jest jedyny namacalny ślad ich współpracy. Tyle tylko, że plan był zupełnie inny…
Czytając dostępne biografie można przeczytać taką oto historię – depeche MODE zatrudniają Antona, który przylatuje do USA i gdzieś w pustynnych rejonach Kalifornii kręci dla depeche MODE teledysk z udziałem zespołu. Pojawia się również komentarz Antona, że zespół nie miał za wiele pieniędzy, więc ekipa filmowa, to był praktycznie tylko Anton, który kręcił z łapy sceny z zespołem. Przeważającym argumentem żeby pracować z depeche MODE dla Antona był fakt, ze jeszcze nigdy nie pracował w USA i dzięki chłopakom mógł ziścić to marzenie. Na planie pojawił się statysta na motorze, pani od makijażu i myszka Miki. Wszystko było kręcone przy świetle zastanym. Jedynie podczas kręcenia pod dachem pojawiła się dodatkowa ekipa, aby oświetlić zespół i bobasa(-sy), który potem pięknie baraszkuje na tarczy zegara i ciągnie za włosy kogo się da.
Na razie wszystko, co do tej pory napisałem to prawda… albo inaczej pół prawdy. Te pół prawdy dotyczy scen kręconych na drodze, lub w studio na zegarze. Fakt wygląda to skromnie. A zastanawialiście się dlaczego zespół nie miał budżetu na kręcenie teledysku?
Przecież trasa w 1986 była bardzo dużym sukcesem i wcale nie prawda, że zainteresowanie depeche MODE w USA wystartowało dopiero od trasy w 1987-88 roku, którą zespół podsumował wydaniem dokumentu 101. W 1986 zespół miał: trzy noce w Nowym Jorku + czwarta w Wantagh (to prawie NY), dwie noce w Toronto, dwie noce w San Francisco. One skądś się wzięły. Zespół po 1985 roku zaczynał wyrastać w etykietki „alternatywnego zespołu z Europy” i co raz częściej grał na obiektach, na których gra do tej pory swoje trasy po USA. 1986 to był kolejny szczebel w popularności zwieńczony Pasadeną w 1988.
depeche mode a question of time
Aby zrozumieć to o czym piszę, zapomnijcie na chwilę o plenerowym materiale kręconym przez Antona, a opisywanym przeze mnie powyżej. Teledysk ma jeszcze drugą część… koncertową. W teledysku ujęcia z pustyni przeplatane są urywkami zarejestrowanymi w czasie Black Celebration Tour, gdzieś na jakimś bliżej nieokreślonym koncercie. Jeżeli przyjrzeć się poszczególnym ujęciom w tym teledysku i po porównaniu z materiałem wideo dostępnym z tej trasy, to jakoś tak dziwnie się to układa, że urywki pochodzą praktycznie z całego koncertu. Można to doskonale poznać po stanie rozebrania Dave’a, przemieszczaniu się Martina po scenie.
I tu dochodzimy do ostatnich podwójnych koncertów jakie odbyły się w USA i na całej północno-amerykańskiej trasie – 1986.07.14-15 Irvine Meadows (Laguna Hills). Były to koncerty zamykające trasę po Ameryce Północnej. Kolejnymi koncertami były już występy w Japonii.
depeche MODE // Irvine Meadows 1986Alan Wilder live. USA 1986depeche MODE // Irvine Meadows 1986
No dobra, to co z tym budżetem? Otóż tak na prawdę Anton Corbijn nie został wynajęty przez zespół do nakręcenia teledysku, ale do sfilmowania 2 koncertów w Laguna Hills celem wydania tych koncertów jako wideo koncertowego dokumentującego Black Celebartion Tour. Koncerty zostały nakręcone i… nic się nie wydarzyło. W przeciwieństwie do rejestracji koncertu z Londynu z 1982.10.25 informacja o nakręceniu koncertów nie została publicznie podana nigdzie. Między innymi własnie po to, aby nie powodować takie zamieszania jak w 1982 roku, a po za tym działania PR-owe, to nie była już domena dziewczyn członków zespołu, a wynajętych ludzi przez wytwórnię.
Teledysk był tylko dodatkiem do rejestrowanych koncertów, stąd właśnie informacja o tym, że przeznaczony budżet był minimalny. Zespół chciał upiec 2 pieczenie i po prawdzie prawie im się to udało. Co w takim razie poszło nie tak?
Alan Wilder // Irvine Meadows 1986
Mała dygresja. Przez lata wczesny okres działalności zespołu był/jest stawiany jako wzór. Co roku płyta, co roku trasa. Czasami jak się dobrze człowiek ustawił to jednego roku widział zespół z dwoma trasami koncertowymi. Ludzie od promocji pchali zespół w każde możliwe miejsce do TV, gdzie do niepodłączonych mikrofonów i klawiszy z kurami pod pachą, albo na barkach z węglem udawali, że świetnie się bawią zabawiając zgromadzoną publiczność przy pulpetach i gryczanej.
Efekt takiego życia i tempa był taki, że brytyjska prasa miała odruch wymiotny na kolejne pojawienie się depeche MODE w mediach. Zespół w startując do prac nad Black Celebration był po raz pierwszy bliski rozwiązaniu się. 5 lat pędu między studiem, TV, a sceną zaczęło się już ekipie ulewać.
Co roku trasa i co roku płyta miała również inny efekt. Praktycznie nie było czasu na wydawanie dodatkowego materiału. To, że nie wydano koncertu z Hammersmith Odeon, a potem zapisu z koncertów z Irvine Meadows jest właśnie fakt, że procesy produkcyjne były tak poustawiane, że pojawienie się tych pozycji na rynku mogło się właściwie zbiegać z wydaniem pierwszych singli z kolejnych albumów. Finał tego był taki, że Londyn 1982 uratowano w postaci audio na limitowanych trojaczkach, a resztki koncertu z 1986 na wideo do A Question Of Time.
Depeche MODE // Irvine Meadows 1986
Zauważcie jeszcze jedną prawidłowość. Zarówno Hamburg 1984, jak i Pasadena 1988 pojawiły się w okresie, kiedy zespół miał zaplanowaną przerwę. Gdyby w 1985 i w 1989 ukazały się nowe płyty studyjne, to ani jeden, ani drugi dokument nie ukazałby się na rynku. Po prostu nie byłoby na nie czasu i miejsca. Tak wychwalane tempo koncertowo-promocyjno-wydawnicze po prostu mściło się na zespole… i fanach. Oczywiście nie był to przypadek i tak obrany kierunek działania zespołu miał swoje uzasadnienie. Grana muzyka nie była komercyjnie przyswajalna w taki sposób, jakby tego wytwórnia i zespół chcieli. Media ignorowały istnienie depeche MODE, a pojawianie się w TV, było częściej wynikiem dobrych relacji ludzi od promocji na konkretnych rynkach.
Bez tak częstego jeżdżenia w trasę i zalewania rynku nowymi wydawnictwami zespół mógłby być w zupełnie innym miejscu przez co nie byłoby ani Pasadeny, ani Violatora w 1990, a zespół występowałby na imprezach dla byłych gwiazd lat 80. Brak na naszych półkach Laguna Hills 1986 i Londynu 1982 jest niestety ubocznym efektem sukcesu, na jaki zespół zapracował w latach 80.
Kamery na koncercie depeche MODE // Irvine Meadows 1986
Zdjęcia jakimi przeplatam dzisiejszy tekst pochodzą właśnie z koncertów w Laguna Hills, Część to fotki z wyszperane z płatnych serwisów, ale są też screeny z prywatnych nagrań Alana na VHS, na którym doskonale widać kamerę przygotowaną do rejestracji koncertu.
Bilety na koncert depeche MODE // Irvine Meadows 1986Bilety na koncert depeche MODE // Irvine Meadows 1986
Na koniec jeszcze jedna ciekawostka związana z tym koncertem i po części dlaczego cały temat wypłynął. Otóż cała historia zaczęła się od tego, że grupka fanów weszła w posiadanie ścieżek audio w postaci soundboardów. Bootlegi te istnieją, ale póki co nie wypłynęły nażadnych torrentach, ani nie został upublicznione w inny sposób. Od tego zaczęło się zamieszanie wokół Laguna Hills 1986, a potem zaczęto grzebać w dokumentacji fotograficznej i zapisach wideo, żeby uwiarygodnić to, co znalazło potwierdzenie jedynie jako audio.
To nie jest wszystko, co skrywa mroczna historia niewydanych wydawnictw depeche MODE, ale o tym już w kolejnych, odcinkach…
Wydanie coveralbumu depeche MODE przez Marsheaux na początku tego roku sprawiło wiele radości, miłego zaskoczenia, a nawet lekkiego zamętu. Wiele mieliśmy tzw tribute-albumów na przestrzeni lat. Przez pewien czas był ich tak duży wysyp, że stawało się to szkodliwe gastrycznie. Wiele tego typu projektów miało usta pełne frazesów o oddawaniu hołdu najważniejszemu zespołowi elektronicznemu w historii…
Prawda była jednak z goła inna. Właściciele wytwórni i twórcy zwietrzyli łatwy piniądz do przytulenia. Przecież „ciemni fani to kupią”, że sparafrazuję klasyka. Początkowo tak było… Specyficzną kategorią były tzw. wyścigi narodów typu Polish / Greek / German / Russian Tribute To depeche MODE.
Wydawnictwo Marsheaux jest o tyle intrygujące, że niewiele zespołów porywa się na nagranie własnej wersji całego albumu. Tak samo, jak niewiele zespołów gra całe albumy ciurkiem, szczególnie po latach. Jeżeli dodamy do tego fakt, że dwie greczynki porwały się na album, którego depeche MODE – delikatnie pisząc – nie ceni, to efekt budzi zdecydowanie więcej zainteresowania na wejściu, niż uniesienie brwi.
A Broken Frame
Album został przyjęty bardzo ciepło przez fanów. W wielu forumowych recenzjach pojawiły się określenia typu – najlepsze covery depeche MODE ever. Słuchając i czytając rozmowy fanów ciężko było nie dostrzec tęsknoty za tym, co boli wielu fanów w stosunku do współczesnego depeche MODE. Brak linii melodycznych, granie na żywo wczesnych utworów innych, niż Just Can’t Get Enough i Photographic. Świeże spojrzenie na klasyki inne, niż tysiące remixów wydawane pod szyldem zespołu, które można rozpoznać jedynie po opisie na okładce, a jednocześnie szacunek dla dorobku.
Ciekawy tego wszystkiego, kim są autorki zamieszania, jak się odnajdują w całej tej sytuacji, co zmienił w ich życiu ten album i co zaprezentują 20 czerwca w Warszawie uciąłem sobie krótką pogawędkę z dziewczynami na chwilę przed przylotem do Polski. Efekt tej rozmowy poniżej. Zapraszam do lektury i komentowania…
Macie już na swoim koncie kilka wydawnictw i nie jesteście nowicjuszkami. Dlaczego zdecydowałyście się na nagranie albumu z przeróbkami depeche MODE?
Chciałyśmy wydać ten album i oferować fanom w czasie naszych koncertów. Potem pomyślałyśmy, że może jednak warto przepracować temat i przepuścić dystrybucję przez naszą wytwórnię. W końcu materiał świetnie się sprawdza. Słuchacze wydaje się, że lubią nagranie bardzo i opinie są więcej niż pozytywne. Decyzja o nagraniu całego albumu A Broken Frame podyktowana również tym, że jest to jeden z najbardziej niedocenianych albumów depeche MODE. Obie bardzo go lubimy i finalny rezultat był w owym czasie na prawdę dobry. Chciałyśmy to docenić.
A tak to prawda. Zespół zapomniał o tym albumie bardzo szybko. Dlaczego uważacie, że A Broken Frame jest niedocenione, albo inaczej, dlaczego uważacie, że ludzie powinni doceniać ten album bardziej?
depeche MODE od początku chciało zedrzeć z siebie etykietkę New Romantics. Oni nigdy nie utożsamiali z tym nurtem, ale właśnie A Broken Frame jest na wskroś nowormoantyczne. Leave In Silence jest najlepszym kawałkiem noworomantycznym kiedykolwiek napisanym. Są tacy, co powiedzą, że tym numerem jest Fade to Grey (Visage) lub To Cut A Long Story Short (Spandau Ballet), albo nawet Planet Earth (Duran Duran) są ikonami tego stylu. My jednak uważamy, że Leave In Silence jest w ścisłej czołówce..
depeche MODE od lat uważa, że A Broken Frame jest pełen młodzieńczej naiwności. W 1982 musieli okrzepnąć po odejściu Vince’a. Poszukiwali swojego brzmienia i wizerunku. Album zrobili w 4 miesiące, a Martin musiał stać się liderem, coś co było bardzo trudne dla niego.
Innym powodem niedocenienia tej płyty jest fakt, że wielu fanów depeche MODE poznało ten album dużo później od wydania, przeważnie gdzieś w okolicach Music For The Masses i później. Dlatego kopiąc w przeszłości i natrafiając na Speak And Spell i A Broken Frame mogą wydawać im się jako słabe na tle późniejszych produkcji.
To nie są Wasze pierwsze covery depeche MODE. Wcześniej nagrałyście interpretację New Life. Macie jeszcze jakieś plany na nagranie kolejnych coverów depeche MODE?
Myślimy, że z nagraniem A Broken Frame wypełniliśmy limit na depeche MODE. Nie chcemy zostać uznane, że robimy coś pod publiczkę i robić przeróbki depeche MODE na wieki. Nagrałyśmy New Life w 2004 na potrzeby greckiego tribiutu dla depeche MODE, a teraz A Broken Frame. Uwielbiamy nagrywać covery, ale teraz po wydaniu tego z depeche MODE musimy na chwilę przystopować. Może coś zrobimy na własne potrzeby, w czasie pracy w studio :-).
No własnie dlaczego wzięłyście się za wczesny okres twórczości depeche MODE? Zespół i większość publiczności docenia mroczniejszy i „bardziej ambitny” okres po 1986.
Uwielbiamy wszystkie ich albumy. Nawet Exciter ma swój urok. Wybrałyśmy jednak A Broken Frame. Zastanawiałyśmy się nad A Broken Frame i Some Great Reward. Wybrałyśmy ten pierwszy ponieważ w naszym mniemaniu był to faktyczny początek depeche MODE. Jest pewna naiwność w tym albumie podszyta mrocznym romantyzmem. Jest zbyt wiele diamentów na tej płycie jak np. Sun And The Rainfall, Nothing To Fear, My Secret Garden i Leave In Silence. Odkryłyśmy, że obie lubimy ten album, więc decyzja o nagraniu była oczywista.
Heh, a zdajecie sobie sprawę jak zachłanni są fani depeche MODE? Powiedziałaś, że myślałyście o Some Great Reward. W Internetach można było przeczytać, że Wasza produkcja to najlepsze przeróbki depeche MODE ever. Nie zdziwię się, gdy ludzie zaczną Was namawiać, abyście zrobiły kolejne covery na koncerty albo do pobrania. Sam jestem bardzo zainteresowany takim projektem… no może z wyjątkiem… Somebody & Blasphemous Rumours 😉
Nie sądzę, żebyśmy już nagrały kolejny cover-album depeche MODE. Nie chcemy, aby na końcu ludzie zaszufladkowali nas jako coverband. Uważamy, że to co najlepsze do odkrycia przez ludzi, to nasza własna muzyka. A Broken Frame traktujemy jako projekt poboczny. Zrodził się jako ciekawy pomysł, a skończył się wspaniałym wynikiem. Jesteśmy z niego dumne i niech tak już zostanie. Zaczęłyśmy już prace nad nowym materiałem na kolejną płytę.
Kiedy pracowałyście nad tym albumem, jakie było Wasze podejście? Chciałyście utrzymać stary klimat na nowym sprzęcie, czy punktem wyjścia była biała kartka papieru? Jak pracuje się nad takim projektem? Czy trudno jest nagrać już nagrane, kiedy coverów tej płyty nie ma wcale tak wiele, a muzyka na żywo istnieje właściwie tylko w wersji, jaką widział ją Martin i reszta.
Traktowałyśmy tę płytę jakbyśmy nagrywały oryginalną muzykę, od muzyki po okładkę. Chciałyśmy odcisnąć na niej kobiecy pierwiastek, traktowałyśmy ten album, jako nasze dziecko. Oryginał był dla nas punktem odniesienia, ale dodaliśmy wiele współczesnego feelingu. To wcale nie było takie proste zrobić ten album od podstaw. Spędziłyśmy wspaniały czas w studio. To był bardzo kreatywny czas w naszym życiu i jesteśmy z tego dumne.
Podoba mi się stwierdzenie „kobiecy pierwiastek”, to jest to, co czułem słuchając tej płyty od samego początku. Wystarczy porównać jak inne jest New Life od A Broken Frame. Różnica jedynie 10 lat, to A Broken Frame pokazuje postęp i ewolucję Waszego gustu i spojrzenia na muzykę.
Dokładnie. New Life zostało nagrane jako kopia oryginału z kobiecym wokalem. Nie miałyśmy wiedzy i sprzętu w tamtym czasie, jaki mamy teraz. Przy A Broken Frame poszłyśmy inną drogą przy każdym utworze. The Meaning Of Love i A Photograph of You ewoluował w coś zupełnie nowego, a przy See You dodałyśmy szczyptę brzmienia Primal Scream.
Zgadzamy się, że A Broken Frame pokazuje nasz postęp. Nasz gust i wizja tworzonej muzyki zmienia się z roku na rok. Mamy swoje standardy w naszym brzmieniu ale zawsze chcemy poprawiać i ulepszać to co tworzymy.
Zostawmy na chwilę muzykę. Wasza i dM okładka nawiązują do siebie również w warstwie wizualnej. Całkiem niedawno odkryłem na nowo prace Brian’a Griffin’a, człowieka, który pozostawał przez długie lata w cieniu prac Anton’a Corbijn’a w oczach fanów. Jaki był Wasz pomysł, aby nawiązać do fotografii z A Broken Frame z 1982? Prace Griffin’a to arcydzieło. Wg mnie Wasze zdjęcia są jednym z tych punktów, które sprawiły, że nie przeszedłem do porządku dziennego nad Waszą produkcją.
Brian Griffin to wspaniały fotograf. Tworzył wspaniałe okładki. Szczególnie okładki Echo And The Bunnymen, depeche MODE i Wang Chung to dzieła sztuki. Oryginalna okładka A Broken Frame była najlepszą w latach 80. Nawet magazyn LIFE zrobił okładkę ze zdjęciem z tej płyty. Chcieliśmy nawiązać do estetyki oryginalnej okładki, ale z klimatem śródziemnomorskim. Możesz odczytywać naszą okładkę, jako kontynuację oryginalnej okładki.
To jest również pierwsza okładka na której pojawiamy się. Kiedy zaczynałyśmy przygodę z zespołem uzgodniłyśmy z wytwórnią Undo Records, że nie pojawimy się na żadnym materiale foto i wideo. Najważniejsza dla nas jest muzyka, ale przez lata uzmysłowiłyśmy sobie, że wizerunek zespołu też ma znaczenie.
Broken Frame 2
Jak przygotujecie się do koncertów? Przeglądacie na nowo przed każdym koncertem poprzednie setlisty i dyskografię, czy gracie jeden ustalony set na trasie?
Coś w tym rodzaju… na każdym koncercie gramy inny set. Mamy stałą listę naszych hitów takich jak Dream Of A Disco, Summer, Inhale i Breakthrough, a następnie dobieramy do tej listy kawałki które uważamy, że ludziom przypadną do gustu, ze wszystkich naszych albumów. Computer Love jest np. utworem, który słuchacze lubią bardzo. Ludzie lubią również, gdy gramy covery takich utworów, jak Promise i Pure. Szczególnie w UK ludzie oczekują, że będzie w secie Pure.
Jaka muzyka kręci Was po za depeche MODE, jakie style, klimaty?
Uwielbiamy starą scenę elektroniczną – John Foxx, DAF, The Human League, OMD, Gary Numan, ale kręcą nas również inne style i nurty. Był czas, że bardzo dużo słuchałyśmy Tori Amos i Kate Bush . Zdarzył się też czas, kiedy bardzo dużo słuchałyśmy EBM – Front 242, Nitzer Ebb, Casandra Complex czy Neon Judgement.
Lubimy bardzo dużo nowych projektów np. FFS – czyli kolaboracji Franz Ferdinand i Sparks. Jesteśmy ogromnymi fankami Sparks.
Muszę powiedzieć o tym mojemu kumplowi, który jest wielkim fanem Sparks. Czy to zespół z którym chciałyście zagrać na jednej scenie?
Szczerze, to bardzo podoba się nam pomysł projektu, w którym wziął udział Franz Ferdinand i trochę zazdrościmy, że to oni wpadli pierwsi na ten pomysł 🙂 Sparks to jeden z najbardziej inteligentnych zespołów na świecie. Ich teksty są genialne. Sparksi są jeszcze bardziej niedocenianym zespołem (niż depeche MODE – przypis MODE2Joy). Mieli wpływ na twórczość tak wielu zespołów i artystów na świecie, ale nigdy nie dostąpili uznania na jakie zasługują.
To prawda. A skoro już mówimy o występach na scenie, to jakim sprzętem posługujecie się na koncertach? Używacie klawiszy z lat 80., czy ich emulacji software’owych?
Od samego początku gramy na dwóch Micro Korgach. Używamy ich również w studio. To są nasze skarby. Na prawdę potężne syntezatory w małej formie. Chłopaki stojący za nami używają różnych kontrolerów, ale nie powiem Ci co to jest, bo za każdym razem przynoszą coś nowego. Chciałybyśmy używać któreś z naszych studyjnych analogowych syntezatorów np. Korg MS 20, czy Korg Mono/Poly or Korg PolySix, ale musimy być elastyczne na trasie.
Kiedy przeczytałem listę sprzętu, który macie na stanie. Moje oczy szeroko się otwarły, a uśmiech zagościł na mym licu. Gdybyście dodały do tej listy jeszcze Yamahę DX-7, Rolanda TR-808, czy Korg DW 8000 to powstałby bardzo reprezentatywny przekrój przez portfolio klasyki sprzętów lat 80. Kolekcjonujecie stare klawisze, czy traktujecie je zadaniowo i podchodzicie do tematu użytkowo. Faceci lubią kolekcjonować zabawki, a kobiety?
Kupujemy analogowe klawisze, ale nie kolekcjonujemy ich. Kolekcjoner kupuje rzeczy dla samej chęci posiadania. Nie kupiłybyśmy TR 808, żeby leżał w gablocie. Uwielbiamy nasze sprzęty, wykorzystujemy je i traktujemy bardzo ostro. 🙂 Chcemy, żeby były częścią naszego muzycznego życia. Nasz kolejny zakup, to Roland Jupiter 8 (jeśli znajdziemy go w odpowiedniej dla nas cenie).
Czy to Wasza pierwsza wizyta w Polsce?
Tak, to jest nasz pierwszy przyjazd do Polski. Chcemy spróbować waszego jedzenia… Tradycyjnego.
Spróbujcie na początek pierogi i bigos. 🙂Jakieś oczekiwania z Waszej strony do fanów, którzy przybędą?
Nigdy nie mamy oczekiwań. Cieszymy się każdym koncertem, który gramy. To będzie pierwszy raz, kiedy zaprezentujemy A Broken Frame na żywo. Co prawda grałyśmy kilka utworów na imprezie promującej wydanie A Broken Frame w lutym w Atenach, ale w Warszawie zagramy prawie wszystkie utwory z A Broken Frame.
Zostajecie na aftershowparty? Jakieś muzyczne życzenia? Co chciałybyście usłyszeć i do czego potańczyć?
Pewnie, że zostajemy na aftershowparty. Uwielbiamy wtapiać się w tłum. Jesteśmy pewne, że muzyka będzie wspaniała i spędzimy cudownie ten czas.
A Broken Frame by Marsheaux is so intriguing that only few bands tried to record their own vision of others album. Only pretty little bands plays entire albums in a raw, especially after so many years. If we add to this the fact that two Greek women covered the album which is – gently writing – underrated by depeche MODE, final effect raises far more interest, than a raised eyebrow only.
Marsheaux latest production was received very warm by the fans. In many forum reviews appeared as the best depeche MODE covers ever. Listening to the fan talks and reviews I heard same story everywhere – discussions about contemporary depeche MODE, luck of melodic lines, playing early works other than Just Can’t Get Enough and Photographic. How fans are missing fresh look on the classics by the band, other than thousands of remixes issued under the name of the band, which can be identified only after the description on the cover, without respect for the acquit.
A Broken Frame
Curious of it all, who are the authors of that buzz. How they find themselves in this situationas, what has changed in their lives latest album and what Laidies will present on June 20th in Warsaw. I got few chats with Marsheaux before arrival to Poland. Feel free to read and comment the effect below…
You have some music recorded over the years and you are not newcommers, why did you decide to record the cover album?
We wanted to release it and sell it during our concerts. Then we thought that would be better if we proper release it through our record company. Finally it worked out really well. People seem to enjoy it a lot and the feedback we got was superb. We decided to cover the entire A Broken Frame because its their most underrated album. We both like it very much and we think the result is really good. We respected it a lot.
Yes, that’s true. Band forgot this album very fast. Why do you think A Broken Frame is that underrated. Or why do you think people should treat this album better?
depeche MODE wanted from the beginning to throw away the label of the New Romantics off them. They never liked the term New Romantics. But A Broken Frame is a deep new romantic album. Leave In Silence is the best new romantic track that ever written. Some will say that Fade to Grey (Visage) or To Cut A Long Story Short (Spandau Ballet) or even Planet Earth (Duran Duran) are the best, but we think that Leave In Silence is on Top.
depeche MODE still thinks that A Broken Frame is a naive album. In 1982 they were looking to stand on their feets after Vince’s departure. They were looking to find their sound and image. They did the album within 4 months and Martin had to be the leader, something that was really difficult for him.
Also another reason is that the majority of the depeche MODE fans discovered them after Music For The Masses. So when they digged into their previous albums they found Speak And Spell and A Broken Frame as the most weak of them.
It’s not your first depeche MODE covers. Earlier you had New Life interpretation. Do you have plans to record some new covers of dM?
We think that with A Broken Frame we are over with depeche MODE. We don’t want people to say that we do it on purpose and cover depeche MODE all the time. We did New Life back in 2004 for the greek depeche MODE tribute and now A Broken Frame. We like doing covers a lot but now after depeche MODE we think we must stop for a while. Maybe will do but for our ears only, when we have fun in the studio ☺.
Why that early period of depeche MODE’s career? Band and most of the public appreciates and underline darker and „mode ambitious” period after 1986.
We love all their albums. Even in Exciter there is a charm. But we chose A Broken Frame. We were between A Broken Frame and Some Great Reward. We chose this as we really think that this is the actual beginning for depeche MODE. There is a naive but strong dark romanticism inside it. There are too many diamonds inside like the Sun And The Rainfall, Nothing To Fear, My Secret Garden and Leave In Silence. We discovered that we both love this album very much so we decided immediately to cover it.
You know how „greedy” depeche MODE fans are. You have said that you thought about Some Great Reward. I read some voices over Internet, that you produced best depeche MODE covers ever. So people will push you to do another cover to hear it live or as download. I’m pretty interested in to hear such a project… maybe except Somebody & Blasphemous Rumors 😉
We don’t think that we’re going to do any other depeche MODE covers. We don’t want in the end people to say that we are a cover band. We think that we have our own great songs for people to discover. A Broken Frame was an one off project. It started really great and finished even better. We are really proud of it and we want it to stay as is. We have started working on our new songs for our forthcoming album.
When you worked on that cover album, did you try to bring the old climate in modern look, or did you start from the scrapbook? How did you work on such concept? Is it hard to re-do the music, when covers of this album are not common, and this music lives only as Martin & Co created.
We wanted to have the original concept to our project, from the cover to the music. We wanted to give our feminine touch to it, we treated it like it was our little baby. We had the original as a reference but we added a contemporary feeling on it. It wasn’t hard to make the music from the beginning. We really enjoyed it in the studio, It was a really creative period of our lives and we love it.
I like what you said about „feminine touch” this is what I felt from the beginning. How New Life is different from your covers of A Broken Frame? Although it was done 10 yrs ago, for me A Broken Frame shows your progress and evaluation of your taste & your vision in music.
Exactly. New Life was almost the same as the original with female vocals. We didn’t have the knowledge and the equipment back then, that we have now. With A Broken Frame we went to a different approching to all tracks. The Meaning Of Love and A Photograph of You turned to a totally different tracks and we added a Primal Scream feeling to See You. We agree that A Broken Frame shows our progress. Our taste and vision in music change year by year. We have some standards in our sound but we always want to improve it.
Let’s leave for a while music. dM’s & yours A Broken Frame are corresponding on visual level too. During recent times I rediscovered visual approach of Brian Griffin, who was hidden behind Anton Corbijns’ works. How did you tryed to play with his keyvisuals of A Broken Frame from 1982? Griffins’ cover photo is masterpiece. IMHO your visuals are one of the points which decided me not to go over your production.
Brian Griffin is a superb photographer. He managed to do great covers. Especially the Echo And The Bunnymen, depeche MODE and Wang Chung covers are state of art. The Original A Broken Frame was the best cover in the 80s. Even Life magazine did a cover with the A Broken Frame artwork. We wanted to make a same approch with the aesthetic of A Broken Frame cover. We gave a mediteranean feeling to it. You can consider it as the continue of the original artwork.
This is our first cover that we appear on it. When we started the band we have agreed with Undo Records not to do any promo shootings or any videos. The important thing was the music but through the years we realised that the image of the band is important as well.
Broken Frame 2
How do you prepare for a concert? Do you review each time the set and discography, or prepare a set for a set of gigs?
Something like that… In each concert we play different songs. We have the list with our hits like Dream Of A Disco, Summer, Inhale and Breakthrough, and then we choose songs that we think that people will like them from all our albums. Computer Love is a song that people like it a lot, people also like when we play cover versions like the Promise and Pure. Especially in UK people demand Pure.
What drives you apart depeche MODE, what kind of music, styles, climates?
We like the old electronic scene like John Foxx, DAF, The Human League, OMD, Gary Numan but we like different styles as well. There was a period that we listened only Tori Amos and Kate Bush for example or other period we listened a lot of electronic body music like Front 242, Nitzer Ebb, Casandra Complex or Neon Judgement.
We like a lot of new staff like the FFS collaboration of Franz Ferdinand and Sparks. We are huge fans of Sparks.
I have to tell this to my friend who is big fan of Sparks 🙂 Is this band who you’d like to play on same stage?
Actually we’d love to do something like what Franz Ferdinand did but they did it first 🙂 Sparks are the most clever band in the world. Their lyrics are genius. Even Sparks are really underated. They have influenced so many bands and artists but never got the credit they deserve.
That’s True. Talking ’bout live acts. What gears do you use on stage? Do you (try to) use same keyboards as in early 80’s or is it an emulation, soft synth’s etc?
We have from the beginning our 2 Micro Korgs. We also use them a lot in the studio. They are our little babies on stage, really impressive synths. The guys behind us use some controllers but can’t say much because every time they bring something different. We’d love to use some of our studio analogue gear like Korg MS-20 or Korg Mono/Poly or Korg PolySix but we want to be flexible when we travel with our equipment.
When I read a list what you use in your band my eyes opened wide. If you would add Yamaha DX-7, Roland TR-808 or Korg DW 8000 you would have pretty wide & representative portfolio of 80’s gears. Do you like to collect old synth’s or just use and when it’s done you look for a new tools. Men like to collect toys, how is with you ladies?
We buy analogue synth but we don’t collect them. A collector buy things just to have them. He wouldn’t buy a TR 808 and leave it in a box for years. We love to live with our gear. We use them, and treat them hard 🙂 We want them to be a part of our music life. Our next buy will be the Roland Jupiter 8 (if we find one in a reasonable price).
Is it your first visit in Poland?
Yes it is our first visit in Poland. We want to taste your food… Traditional food.
Try pierogi and bigos first. 🙂 Any expectations from your side to the attenders?
We never have any expectations. We enjoy every live we’re doing. People like us as well. This will be the first live that we are going to present the A Broken Frame. We did it in Athens on February in a party about the album release, but we’ll play more songs from A Broken Frame in Poland.
Will you stay for the aftershow party? Any musical requests to the dj’s? What would you like to hear & dance to?
Yes of course we’ll stay at the after show party. We love messing around with people. We are sure that the music will be fantastic and that we’ll have great time.
World Violation Tour miała być celebracją największego komercyjnego osiągnięcia w historii depeche MODE. Po opus magnum, jakim był koncert na Rose Bowl dwa lata wcześniej wszyscy się spodziewali, że kolejna trasa wyniesie depeche MODE na kolejny szczyt koncertowej hierarchii i wprowadzi zespół do koncertowej pierwszej ligi. Czy tak się stało, czy depeche MODE umiało wykorzystać swoją szanse postaram się pokazać w poniższym tekście.
World Violation Tour
Trasa po raz pierwszy w historii koncertów zespołu miała wystartować na innym kontynencie, niż Europa. Wielka Brytania została dawno już zapomniana, ale Europa wydawała się naturalnym terenem koncertowym zespołu. Wybór Ameryki świadczył o statusie jaki zespół w przeciągu 2-3 lat dorobił się w USA. W 1988 roku Martin Gore powiedział, że występ na stadionie (Rose Bowl) to dla depeche MODE jednorazowe wydarzenie, jednak w 1990 booking musiał rezerwować największe obiekty w USA, włączając w to stadiony po kilka nocy z rzędu. W Ameryce stadion stał się naturalnym obiektem koncertowym dla zespołu, choć dwa lata wcześniej był to największe osiągniecie ever. Tak krotki czas, a jaka zmiana optyki.
Na próby została wybrana niewielka miejscowość na zachodnim skraju Florydy. To niespełna 50K (wtedy) miasto stało się ich domem na dłuższy czas. W czasie tych prób zespół układał set i szlifował show. Co ciekawe jako pierwszy koncert na trasie podaje się właśnie Pensacola, ale prawda jest taka, że był to rodzaj próby. W Tour Itinerary z World Violation Tour z USA jest jasno rozpisane, że przed 28.05 i po tej dacie to czas prób. W nomenklaturze koncertowej taki występ oznacza się jako Dress Rehearsal, czyli Próba Generalna.
Faktyczną inauguracją trasy był kolejny występ w Orlando 1990.05.30. Oczywiście z punktu widzenia fana koncert to koncert i nie ma znaczenia jak bardzo zespół był gotowy lub nie.
Scena
World Violation Tour
W kategoriach depechowych scena z tej trasy była NAJ, choć kolejna trasa pokazała, że pozwalając szalonemu Holendrowi na nadmiar swobody zespół może otrzymać coś jeszcze bardziej okazałego. No ale mamy rok 1990, a o Devotional nikt jeszcze nie słyszał. W porównaniu do wcześniejszych tras scena z 1990 była tą największą. Najważniejszą zmianą jakościową było wykorzystanie po raz pierwszy w historii ekranów z tylną projekcją zsynchronizowaną z muzyką. Znaczy to tyle, że projektory wyświetlały na ekranach dwa różne filmy, które dawały złudzenie, że postacie przechodzą z ekranu na ekran nadążając za muzyką. Trzeba oddać ekipie, że w tamtym czasie umieli budować klimat. Kurtyny z różą po bokach sceny i kurtyna zasłaniająca główna scenę to widok, który do tej pory łapie za serducho. To jest też element, który obecnie przyczynił się do odebrania z klimatu koncertów zespołu tak o kilka dobrych punktów. O ile kurtyny zasłaniające nagłośnienie były jeszcze w 2001 roku, to kurtyna ze sceny na dobre odeszła po zakończeniu Devo w mroki historii. Wtedy i dziś robi to wrażenie.
Rzut sceny.
O ile na zakończenie lat 80. taka scena wystarczała, to już w rok lub dwa lata później pojawiać się zaczęły sceny z wybiegami i wielopoziomowymi konstrukcjami. Wszystko za sprawą jednej z większych zmian technologicznych w show-biznesie. Muzycy przestali być uwiązani do jednego miejsca na scenie. Pojawienie się odsłuchów dousznych spowodowało, że możliwe stało się budowanie wybiegów wchodzących w publiczność bez utraty kontroli nad tym, co się dzieje z muzyką i na scenie głównej przez wokalistę. Powyżej rzut sceny z World Violation Tour autorstwa Antona Corbijna (plan pochodzi ze zbiorów Andy Franksa).
Oczywiście Dave’a ten problem nie dotyczył, bo aż do 2013 nie używał odsłuchów dousznych, a jedynie korzystał z paczek ustawionych przed nim na scenie. Na wyższych poziomach sceny z 1990 paczki z odsłuchami były ukryte pod podłogą.
Setlista
1990.08.04 Los Angeles
Z setem koncertowym jest temat tyleż prosty, co zawiły. Po zakończeniu Music For The Masses Tour wydawało się, że świat nie będzie już nigdy taki sam. Zespół w końcu przestał grać jeden set przez całą trasę i zaczęli miksować utwory i ich kolejność. Istne szaleństwo jak na zespół elektroniczny tamtych czasów.
Gdy tymczasem set zaproponowany na całej trasie w 1990 był powtarzalny jak zwroty akcji w Modzie na Sukces. Nie będę się rozwodził na tym, co było bazą każdego utworu w wersji live, bo o tym pisałem obszerniej jakiś czas temu.
Warto się jednak przyjrzeć temu co nie zagrano. Właściwie skreślono cały dorobek z przed 1983. No dobra na poprzedniej trasie też to uczyniono, ale liczba utworów z przed 1986 zaskakiwała swoją małością. To było nowe, mroczniejsze depeche MODE, w którym nie było miejsca na cukierkowe i skoczne klimaty ze Speak & Spell i A Broken Frame.
Gdybym był świadomym fanem w tamtym okresie i miał w garści bilet na jakiś koncert, to pewnie byłbym zaskoczony brakiem takich hitów Gore’a jak Somebody, czy A Question Of Lust. Nie to, że jestem wielkim fanem tych kawałków (choć na ostatniej trasie żal z powodu braku tego ostatniego był nad wyraz znaczący pośród fanów), ale z komercyjnego punktu widzenia było to zaskoczenie. Do tego na tej trasie zespół (Gore) przekroczył pewną granicę (kolejną) w świadomości fanów, grając swoje numery jedynie na gitarze. Elektroniczny zespół, a tu taki numer. Potem się chłopak opamiętał na jakiś czas. Niestety od jakiegoś od 1998 wróciło mu i nie widać poprawy.
No i to właściwie tyle… A teraz wyobraźcie sobie, że na onczas istnieje śmigany Internet i fani mogą komentować rozwój trasy, jak to było na Delta Machine Tour, czy Tour Of The Universe. Fala hejtu niesie się po świecie, a depeche MODE przerabia sytuację, jaką miało AC/DC podczas Black Ice Tour. No ale nic, World Violation Tour obrosło swoją legendą, zanim tak na prawdę na to zasłużyło, choć dla mnie była to…
…Niewykorzystana szansa
1990.09.11 Tokio
Do dziś nie mogę zrozumieć, jak płytę o takim potencjale komercyjnym promowała tak krótka trasa koncertowa. Cały koncept promocyjny albumu Violator wyszedł z jednej ręki. Anton Corbijn był odpowiedzialny w 100% za stronę wizualną okładek, teledysków, projekcji i otoczki wokół trasy. Wydano 4 single. Planowany był jeszcze piąty – podwójny, ale skończyło się jedynie na teledyskach zawartych na Strange Too. Ale skupmy się na trasie… Co prawda nad setlistą już się pastwiłem, ale nie zaszkodzi jeszcze.
Mój podstawowy zarzut dotyczy aranży. Po tym, co wyciśnięto z Enjoy The Silence w 1993, czy nawet na kolejnych trasach aranż przygotowany na tej trasie woła o pomstę do nieba. Pozostałe remixy był całkiem niezłe, choć zbyt kurczowe trzymanie się wersji studyjnych nie było zagraniem najwyższego lotu. Jedyne Everything Counts i Never Let Me Down Again zbytniego zamieszania tu nie czynią. Tyle drobiazgów…
1990.11.19 Londyn
Teraz w kwestiach bardziej strategicznych. Zespół w 1990 miał szaloną popularność na całym świecie. Po gigantycznej, jak na depeche MODE trasie koncertowej w 1987 i 1988 redukcja do 88 koncertów w 1990 to jakaś kpina. W samym USA był potencjał na zagranie 2/3 z tych koncertów. depeche MODE mogło swobodnie grać koncerty rozciągnięte w czasie, pomiędzy wydając kolejne single z Clean/Halo włącznie. O powrocie do USA i Europy na 4 i 5 nodze nie wspomnę. Może wtedy zaliczyliby Europę Wschodnią (choć w tamtej sytuacji było to raczej marzenie dla nas). Oczywiście to nie współczesne czasy, ale przy dużo słabszych płytach potrafią 2 razy odwiedzić jeden kontynent, a w czasach gdy im żarło, aż prosiło się zagrać w Ameryce Południowej i kolejny raz w Ameryce Północnej i Europie. Technicznie, to nie był wielki wysiłek wystarczyła wola po stronie zespołu. Rozróby za dM na ulicach i ogólna histeria. Klient był i trzymał kasę w zębach trzeba tylko było po nią sięgnąć. No chyba, że powody były inne…
Aż się prosiło, żeby zwieńczeniem potężnej trasy koncertowej była płyta koncertowa i wideo koncertowe dokumentujące zakończoną trasę. Przez lata chodził przesąd, że brak wideo z World Violation Tour był wynikiem faktu, że było zbyt blisko od wydania 101 (nagranie 88, wydanie 89). Przyznam się, że sam ulegałem temu złudzeniu. Skutecznie podtrzymywałem tę tezę tym, że jedyne nagrania w miarę pro pochodziło z obrazu przekazywanego przez ekipę techniczną hali na ekrany boczne. Oficjalne wyjaśnienie mówiło, że depeche MODE w latach 80-90 wydaje koncert na wideo co druga trasę – Some Great Reward Tour / Music For The Masses Tour / Devotional Tour / Exciter Tour. Od kolejnej trasy lecimy już bez przerw. Tyle oficjalna wersja. Tyle tylko, że jeżeli przyjrzeć się nie deklaracjom i z góry ustalonym wersjom dla prasy, to fakty mówią kompletnie co innego.
1990.11.23 Londyn
Z wyjątkiem Construction Tourna każdej trasie były kręcone profesjonalne materiały z myślą o wydaniu koncertowego wideo. Jakiś czas temu pisałem Wam o tym, jak nie wydano wideo z A Broken Frame. W kolejnym wpisie zajmę się kolejną ciemną kartą niewydanych pozycji w wideografii depeche MODE.
Do tego wszystkiego zerwana została mała, świecka tradycja, że na stronach b singli umieszcza się koncertowe numery z dziejącej się właśnie singli. Od 1982 roku była to stała tradycja (z wyjątkiem Construction Tour).
_
Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jeden, mroczny temat w historii depeche MODE. Powszechnie uważa się, że tą złą i wyniszczającą trasą dla depeche MODE było Devotional Tour z późniejszymi wariacjami. To ta trasa doprowadziła do załamania nerwowego Andiego, na skraj alkoholizm Martina, Alan podjął decyzję o odejściu, a Dave pił każdy muchozol i wstrzykiwał sobie co się dało, a wszyscy bzykali wszystko, co nie chowa się pod ziemią i na drzewo nie ucieka.
1990.11.23 Londyn
W przypadku Dave’a jest to część prawdy. Jego problemy z dragami zaczęły się właściwie ze startem World Violation Tour. Cała trasa, a na pewno europejska noga upłynęła pod szyldem exta.zy i eksperymentów z coraz cięższymi dragami. Dave wychodził na scenę będąc mocno wstawionym i naspidowanym. Skupiał się jedynie na odegraniu tego samego schematycznego show, wg jednej sztancy, Każdy koncert praktycznie wyglądał tak samo, aby nie wprowadzać zbędnego zamieszania w zadżumioną głowę Dave’a.
Doskonale to odpuszczenie sobie trasy widać na przykładzie fryzury, która tylko rosła i o ile kanon depeszowskiego stołka może i był na początku trasy, to z biegiem miesięcy fryzura bardziej przypominała to, co Dave miał w 2001 na głowie. Długie pióra same się nie zapuściły i nie ruszyło to dopiero po zakończeniu trasy.
To również na tej trasie pojawiły się dziary, które do tej pory stanowią wizytówkę Dave’a. Patrz np dziara na lewej ręce przed łokciem z przebitym sercem w koronie cierniowej. Inne z czasem zniknęły, jak tatuaż na lewym przedramieniu.
Romans z Theresą Conroy – osobą odpowiedzialną za kontakty z mediami na trasie, kompanką od strzałów w podświadomość, również wydarzył się na World Violation Tour. Finałem tego był rozwód z Jo i wyprowadzka do Los Angeles.
_
Trasa z 1990, to było wielkie wydarzenie w historii zespołu. Koncerty były szczytem dla zespołu na onczas, nie mniej ciąży nad tą trasą poczucie niedosytu i pewien niesmak, że można było więcej, mocniej, dłużej. Bez tej trasy zespół nie mógłby zrobić kolejnych kroków i być tu gdzie jest obecnie. Nie mniej żeby usłyszeć pełne spektrum tej trasy wystarczą słownie – 3-4 bootlegi, a potencjał był zdecydowanie na więcej.
Za to wszystko należy się Panom szacunek i dziś z przyjemnością odpalę jakiegoś boota, dla uświetnienia 25 rocznicy startu jednej z ważniejszych tras w historii zespołu.
Okres od 1980 do początku 1982 ma bardzo różne klasyfikacje. Właściwie co fan, to różne podejścia. Każdy opisuje to po swojemu, a najczęściej po prostu wielu kopiuje i powiela to, co jest gdzie indziej. Nie ma co ukrywać, z tym okresem jest problem z usystematyzowaniem i każdy orze jak może. Szczególnie, że oficjalna hagiografia również nie pomaga.
Wczesne setlisty.
Najprościej podzielić ten czas po latach: 1980 i 1981, w 1982 już jest miodzio. depeche MODE jadą w trasę ochrzczoną mianem See You Tour. Dla wielu pierwsza zwarta trasa na miarę tego, do czego się przyzwyczailiśmy przez lata obcowania z zespołem. Właściwie wszystko, co było przed postrzegane jest jako pewnego rodzaju bezkształtna magma. Zbiór koncertów granych bez ładu i składu… no dobra co bardziej rezolutni wspominają coś jeszcze o Speak & Spell Tour. Gdyby się jednak spytać o końkrety, to znowu padłoby kilka odpowiedzi.
Załóżmy na chwile, że do ogarnięcia tego tematu pochodzimy w taki sam sposób, jak w przypadku wydania każdej innej płyty. Niby oczywista oczywistość, ale w przypadku pierwszych dwóch lat istnienia zespołu może to być cokolwiek odkrywcze. Zanim jednak przejdę do meridium sprawy dwie małe dygresje.
Dygresja 1: Pomijam kompletnie temat migracji w zespole. Uważam, że dla potrzeb tego tekstu jest to warunek zbędny. Oczywiście ta kwestia będzie się pojawiać, ale raczej jako dopełnienie i uzupełnienie innych elementów. Również nazwa zespołu nie miała takiego znaczenia dla koncertów. Z Composition of Sound na wizytówce również graliby swoje. Po za tym ruchy kadrowe i nazw pojawiają się głównie w 1980 roku.
Dygresja 2: Poniższy tekst nie mógłby powstać, gdyby nie pojawiające się co raz częściej archiwalne setlisty umieszczane przez fanów i członków ekipy z czasów Composition of Sound i wczesnego depeche MODE. Bootlegów nowych z tamtego okresu jak nie było tak nie ma. Może na to przyjdzie jeszcze czas….
Wczesne setlisty.
Wróćmy do mojej rozkminki. Kolejne etapy w historii depeche MODE wyznaczają płyty, określamy je jako ery. Mówimy Violator era, Black Celebration era, Some Great Reward era. Umownie przyjmuje się, że jest to okres m/w od wydania pierwszego singla z danej płyty, do m/w momentu zaprezentowania kolejnego pierwszego singla z kolejnej płyty. Wychodzi na to, że obecnie jesteśmy w Delta Machine era. Gdyby depeche MODE zagrało koncert za miesiąc z okazji-bez okazji, to ten koncert byłby zakwalifikowany jako koncert gdzieś na dole tabeli dokumentujący trasę Delta Machine Tour. Po pierwsze dlatego, że takie wypadki już się zdarzały w przeszłości patrz Ludwigshafen 1984.06.02 – koncert zagrany był podczas prac nad Some Great Reward, ale z setlistą z Construction Tour. Po drugie zespół użyłby pewnie tych samych aranży co na zakończonej rok temu trasie… Z powodu lenia.
Gdyby te same standardy zastosować do okresu 1980-1982, to można by doszukać się kilku ciekawostek dotyczących koncertowej historii zespołu z przed See You Tour.
1. Random Concerts – Tak nazwałbym czas pomiędzy pierwszym koncertem Trójki z Basildon – w Laindon 1980.05.30, a koncertem w Southend-On-Sea 1981.01.23. Czemu taki okres? Ponieważ jest to okres w którym zespół nie był na prawdę z nikim związany, grał koncerty załatwiane przez samych siebie w okolicach Basildon i Londynu z doskoku. To własnie w tym czasie trojka zmieniła się w czwórkę, a Comosition Of Sound zmieniło się w depeche MODE. No i nie było w tym czasie jeszcze jednego… żadnej płyty.
2. Some Bizzare Tour – Pojawienie się depeche MODE na wydawnictwie płytowym wymusiło na zespole, obok pojawienia się w studio, również zagęszczenia aktywności promocyjnej. Łącznie z pierwszą w życiu trasą koncertową, która zorganizował dla nich StevO. W pierwszym tygodniu lutego 1981 zespól jedzie na mini trasę koncertowa, razem z innymi zespołami ze składanki i gra serię koncertów po za swoim hrabstwem, czy Londynem. Jest to pierwszy w historii wyjazd zespołu do Leeds, czy Sheffield w północnej Anglii. Nie wiele wiadomo, o tej trasie. Nie są znane setlisty, ani nawet wszystkie miasta i kluby w których grali. Trasa po tygodniu zakończyła się. Jednak do tego okresu zaliczyłbym wszystkie koncerty zagrane po tej mini trasie aż do 26 lutego 1981, gdy zespół gra swój ostatni koncert, by zaszyć się w studio i pracować na pierwszym singlem – Dreaming Of Me.
Gdyby spiąć powyższe punkty jedną klamrą, to właśnie to jest ten czas, który na MODEontheROAD oznaczony jest hasłem zbiorczym hasłem Early Gigs.
3. Promocja singli – Stosując zasady obowiązujące przy opisywaniu późniejszej historii koncertowej zespołu, to kolejny okres zaczyna się, gdy zespół po miesiącu siedzenia w Blackwing Studio wydaje swój pierwszy singiel i od końca marca zaczyna promować debiut płytowy w wytwórni MUTE pod szyldem depeche MODE.
Zauważcie, że zespół wydał wszystkie single zanim pojawił się album. Oczywiście wynikało to z faktu, że single pojawiały się sukcesywnie na rynku jak je nagrywano. Decyzje o wyborze kolejnych singli zapadały patrząc po tym, jak publika reagowała na koncertach. Dlatego okres pomiędzy marcem 1981, a połową września 1981 można określić jako swoiste „Singles Tour” Grając właściwie tę samą setlistę zespół tylko inaczej rozkładał akcenty na koncertach. Dla mnie jednak znakiem rozpoznawczym tego okresu jest inny utwór – Television Set.
1980.09.20_Sat.
Jest to swoisty paradoks tego okresu. Praktycznie od samego początku koncertowego istnienia zespołu jako otwierający utwór zespół wykonywał – Television Set. Najstarsza znana pełna setlista pochodzi z koncertu w The Corocs – 1980.09.20, jeszcze jako Composition Of Sound. Do 19 września 1981 numer ten otwiera KAŻDY koncert. Kawałek był tak lubiany przez depeche MODE, że chcieli początkowo wydać go na płycie, a nawet na singlu. Gdyby tak się stało byłby to jedyny utwór napisany przez kogoś z zewnątrz, a wydany na płycie. Gdyby podjęto decyzję, że ten utwór pojawi się jako b-side, co później się zdarzało, to myślę, że dziś zastanawialibyśmy się czemu depeche MODE wydawało perełki jako strony b singli. depeche MODE jako zespół nigdy nie wydało żadnego utworu cudzego, który nie byłby coverem. Pomysł ten zarzucono, głównie z powodu uporu Vince’a, który spełniał się jako kompozytor i tekściarz. Myślę, że ma ta decyzja jeszcze jedno dno. Zespół po prostu nie chciał się dzielić kasą z tantiem. Na bootlegach z tamtego okresu słychać, że kawałek był co najmniej tak popularny jak Enjoy The Silence obecnie (przy zachowaniu wszelkich proporcji oczywiście).
„Porzucenie” tego utworu jako openera miało dwa powody. Pierwszy to taki, że zespół miał świeży materiał ze studia i Speak & Spell Tour wymagało nowego otwarcia. Po drugie zarówno Television Set, oraz Dreaming Of Me to były TE hity, które z racji swoich zasług znalazły swoje miejsce poziom wyżej, jako TE bonusy / wisienki na zakończenie uczty.
Speak & Spell Tour
4. Speak & Spell Tour – z niezrozumiałych dla mnie względów trasę promocyjną debiutanckiego albumu datuje się od koncertu w New Castle 1981.10.31, czyli pierwszym brytyjskim koncercie tej trasy. Tym czasem zespół zanim pojawił się na wyspach odbył pierwszą zwartą wyprawę na kontynent. Dla przypomnienia zauważę tylko, że prawdopodobnie pierwszy koncert po za Wyspami Brytyjskimi odbył się w Hadze 1981.07.25. Te cztery koncerty w Europie i 14 na Wyspach, to jest trzon tego, co nazwałbym trasa Speak & Spell. Z mojego punktu widzenia trasa ta miała 4 nogi, na 2 kontynentach i zakończyła nie 16 listopada w Londynie, ale 23 stycznia 1982 w Nowym Jorku.
Zanim zespół pojechał na See You Tour działo się. Okres między listopadem 1981, a marcem 1982, to był gorący czas. Zmiany kadrowe, ale też pierwsza wizyta w USA. Nie ma pełnych danych o tym, co zespół grał, ale zarówno ostatni koncert z Vince’em, jaki pierwsze 3 koncerty z Alanem zostały zagrane na bazie setu z dopiero co zakończonej trasy. Alan w swoich wspomnieniach rozsiewanych po necie wspominał kiedyś, że takie utwory jak: No Disco miał okazję zagrać raptem kilka razy zaraz po przyjęciu do koncertowej ekipy.
Dla Dave’a pierwsza wizyta w USA była koszmarem z innego powodu. Tuż przed wylotem Dave poddał się zabiegowi usunięcia swoich wczesnych tatuaży. W czasie drogi przez ocean dostał silnej gorączki i nastąpiło zakażenie, co wywołało sepsę. Koncerty dla raptem garstki ludzi musiał grać w wysokiej temperaturze walcząc z grawitacją przy pomocy statywu. Po powrocie z USA zespół zamknął się w studio, dla Dave’a był to czas na wykurowanie się… a Alan dostał wolne.
5. See You Tour – przed tym hasłem chętnie dodałbym „tzw.” czemu? ponieważ bardzo wiele aranży jest dokładnie takie same, jak na trasie z 1981 roku. Zespół wywalił słabe numery z poprzedniego setu i dołożył świeżo wypieczone kawałki z nowej sesji nagraniowej. Na dobrą sprawę różnice między Speak & Spell Tour, a See You Tour są takie same jak między Devotional Tour, a Exotic Tour i US Summer Tour. Decyzja w 1982 i 1994 była czysto polityczna nie musieli jechać, ale postanowili coś udowodnić sobie i światu, czy zarobić w końcu jakąś kasę.
Słuchając bootów z See You Tour właściwie najbardziej znaczący jest fakt powiększenia się koncertowych obiektów, oraz doposażenia w sprzęt pozwalający zagrać koncerty na takich obiektach. Poprawiła się jakość generowanego dźwięku, a co za tym idzie widowisko muzycznie zyskało na tym bardzo.
P.S. Zobaczymy jakie jest Wasze zdanie w tym temacie, ale planuję na nowo przebudować MOTR, aby uwzględnić kilka to, co opisałem powyżej. Zarówno w okresie wczesnym, jak i przy SOFAD era.
Poprzedni tekst można traktować jako wstęp do tego wpisu. Postanowiłem jednak rozdzielić tworzywo od twórcy, ponieważ Tour Itinerary [TI] jest pozycją interesującą samą w sobie. Po za tym wiąże się z nią wiele ciekawych historii trasowych.
Book Of Lies 2001 // US
Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu Tour Itinerary [TI] w 2001 roku, wtedy nie wiedziałem, że taka mała książeczka, w której były zapisane najważniejsze informacje logistyczne tak się nazywa. Przez wiele lat była to dla mnie pozycja pt ’Book Of Lies’ (’Księga Kłamstw’). To jest tytuł lub podtytuł, którym SmartArt określa swoje produkcje i takie motto można znaleźć również na stronach tej firmy.
Book Of Lies 2001 // EU
Było to dzień lub dwa po koncercie depeche MODE w Warszawie 2001.09.02, gdy przyleciał do nas kumpel i z trzęsącymi rękoma wyjął tę pozycję. Nikt z nas nie wiedział co to jest, ale nagle w jednej chwili dostaliśmy dostęp do wszystkich hoteli i okolic na właśnie dziejącej się trasie. Byliśmy przestraszeni faktem posiadania tak gorącego znaleziska, że właściwie na spokojnie byliśmy w stanie do niego wrócić dopiero po zakończeniu trasy. Szybkość wydarzeń i fakt, że po koncercie w Warszawie musieliśmy już jechać na koncerty do Berlinai dalej sprawiło, że nie mieliśmy okazji nawet porządnie skopiować tej publikacji na potrzeby wyjazdu. Po trasie znalezisko to miało już tylko znaczenie archiwalne i przydało mi się potem do prowadzenia MODEontheROAD, czy pisania takich tekstów jak ten o Exciter Tour w Warszawie.
Najstarsze znany mi egzemplarz pochodzi z 1986 roku. Wcześniejszych produkcji tego typu nie znam, choć specyfikacje pojedynczych koncertów mam w swoim posiadaniu, czego fragmenty pisałem w odcinkach o wyżywieniu na trasie. Przewodniki Tour Itinerary wielokrotnie pojawiały się w moich wpisach, jako baza, czy też cichy bohater moich tekstów.
TI mają również swoje życie po zakończeniu tras, być może nawet wtedy staje się jeszcze większym obiektem pożądania, niż w trakcie trasy. Jako, że nakład na każdą trasę jest liczony w liczbach bliskich 100 egzemplarzy, a po drodze coś się wykrusza, to bardzo szybko ceny za pojedyncze egzemplarze osiągają kwoty w okolicach 1000 PLN, choć i za 300-400 PLN da się wyciągnąć takie pozycje. Wszystko zależy ile egzemplarzy zmieniło właścicieli w kierunku do fanów, czyli jak bardzo nasycony jest rynek. W tej chwili najtańsze pozycje są z Devotional Tour. Bardzo dużo egzemplarzy jest w posiadaniu fanów, więc ceny nie osiągają zawrotnych pozycji. Bardzo pożądane są egzemplarze z ostatniej trasy i właściwie wszystko od Violator w dół.
Głównymi autorami upubliczniania tego typu pozycji od lat są byli członkowie ekip koncertowych. depeche MODE nie jest tu wyjątkiem, choć TI od dM wcale nie jest częstą pozycją na ebay’u. Przez co pojedyncze egzemplarze należą do stosunkowo drogich pozycji. Z ostatniej trasy taka pozycja pojawiła się tylko raz i dotyczyła 2 nogi po USA i Kanadzie.
Z TI związana jest jeszcze inna ciekawostka. Na wielu trasach poszczególne nogi trasy mają swoją nazwę kodową. We wszelkich materiałach skierowanych do prasy, czy fanów poszczególne części określa się np jako European Leg, North American Leg, European Winter Leg… tak w przypadku wewnętrznej komunikacji wygląda to już inaczej. Przykładem niech tu będzie trasa z 2005/2006. Touring The Angel liczyła 4 odsłony oznaczane kolejno jako: pain and suffering in various cities in the USA (29.10.2005 – 09.12.2005), Dresden and beyoned….. (12.01.2006 – 03.04.2006), California thru’ DC (24.04.2006 – 21.05.2006), the Final Frontier…….. (02.06.2006 – 03.08.2006).
Warto też zwrócić uwagę, że TI mają różne wielkości. Kwestia poręczności była tu istotna, nie mniej nie wiem jakie było przyporządkowanie. Kto z członków ekipy koncertowej dostawał jaki format.
Oprócz tego każde TI ma zamieszczone dodatki charakterystyczne tylko dla danej trasy. Oprócz wspomnianych wyżej nazw poszczególnych legów, trasa z 1994 miała rozpiskę meczy podczas mistrzostw świata w USA, a trasa z 2001 roku miała również szczegółową rozpiskę lotów prywatnego samolotu zespołu, co nie było już tak eksponowane w 2009/2010. Niektóre TI maja również wpisane motto na dany dzień np przy koncercie w Warszawe 2001.09.02 jest motto – Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you.
Dla odmiany TI z Devotional Tour posiadało aż 5 odcinków mimo, że sama trasa z 1993 roku miała jedynie 3 części. Do tego podziały na odcinki przebiegał inaczej niż faktyczny przebieg trasy. Noga w Europie miała 2 odcinki, a Północna Ameryka 3, przy czym ostatni odcinek był połączony z 3 nogą po Europie z grudnia 1993. Każda część miała swój kolor. Ale to jeszcze nic…
Dla wybrańców Tour Itinerary przybierało bardzo wyrafinowane postacie. Pamiętacie aukcję Alana z 2011 roku? Rok później podobną aukcję zrobił Andy Franks przytulając również konkretny grosz. Pośród dziesiątek pamiątek pojawiła się i taka pozycja. Oprawiona w skórę wersja Tour Itinerary. Na bogato…., ale co będę chłopkom zazdrościł nieswoich pieniędzy…
TI są opracowaniami ze swojej natury bardzo ramowym i dosyć płytko wchodzą w to, co faktycznie dzieje się technicznego na zapleczu koncertów. Raczej dotyczą wszystkiego dookoła, tylko nie koncertów. Ta bardziej szczegółowa dokumentacja powstaje na styku managemant zespołu i organizatorzy koncertów.
Do każdego koncertu musi powstać dokumentacja, która jest wypadkową wymagań zespołu. technologicznych sceny / show, wymogów agencji koncertowej, wymogów gospodarza obiektu, lokalnych regulacji prawnych. Jest to dokumentacja, która powstaje w ślad za umową i riderem technicznym. Czym jest rider techniczny pisałem w ubiegłym roku o tym. Do każdego koncertu powstaje dokumentacja określająca drogi dojazdu ciężarówek, drogi komunikacji ludzi, wózków widłowych wraz z wymiarami tych dróg. Specyfikacje instalacji elektrycznej obiektu, podłączeń i wymogów pożarowych. Niedługo przybliżę Wam jak to wygląda na jednej z największych aren w Polsce.
Specyfikacja San Jose Arena.Specyfikacja hali.
_
Na koniec mała prywata. Posiadam w swoich zbiorach całkiem sporo opisanych powyżej pozycji, nie miej jeżeli ktoś chciałby się wymienić, to chętnie, porównamy co kto ma… Lista moich TI na prv.
25 lat temu album ten wywołał radość z komercyjnego sukcesu, jedną z większych konsternacji i zaskoczenie z obranego kierunku w naszej subkulturze, porównywalną jedynie z informacją o tym, że Dave ma długie pióra, a kolejna płyta będzie „rockowa”. Płyta która dziś jest kanonem kiedyś była powodem do ścigania młodych fanów jako wyznacznik obciachu. Album wydany w jednym z ważniejszych okresów dla historii muzyki popularnej na świecie.
Wydanie Violatora można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Trochę napisałem o albumie parę lat temu przy okazji wpisu o tym, jak depeche MODE się skończyło… ile razy i dla kogo, więc tak bardzo do rozterek ówczesnych fanów nie będę wracał. Wystarczy tylko zaznaczyć, że ówcześnie pochwalenie się sympatią do depeche MODE z powodu tego albumu mogło oznaczać oklep. Będę w tym tekście krążył wokół tego motywu, ale trochę od innej strony. Może to pozwoli zrozumieć dlaczego wtedy reagowano na ten album alergicznie w subkulturze i dlaczego w mainstreamie album odniósł sukces, a jednocześnie dlaczego obecnie jest to ikona nie tylko depeche MODE, a muzyki pop w szczególności. Jako, że ten blog głównie skupia się na aspektach koncertowych działalności muzycznej depeche MODE, wobec czego w kolejnych wpisach celebrując 25 lecie Violator temu zagadnieniu poświęcę osobny tekst, bo również jest o czym…
Końcówka lat 80. To przejście do głównego nurtu twórców i producentów muzyki znamienitej grupy ludzi, którzy początkowo tworzyli podziemie djeskie m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji i USA. To Ci ludzie opisując swoje inspiracje muzyczne przedstawiali depeche MODE, jako tych, którzy kształtowali ich gusta muzyczne na alternatywnej scenie muzyki elektronicznej. Ta całkiem liczna grupa przyszłych producentów, remikserów, djów tworzyła zupełnie nową generację. Ludzie Ci nie tworzyli jednej zwartej grupy. Pochodzili z różnych zakątków, tworzyli bardzo różną muzykę. Mieli jedną cechę wspólną chcieli odejść od zaszufladkowania muzyki w gettach styli i gatunków.
O depeche MODE mówi się, że przez całe lata 80. należał do grona jednego z najbardziej innowacyjnych zespołów muzycznych i w wielu momentach wyprzedzał swoje czasy. Przez to był nierozumiany przez manistream w Anglii. Co innego działo się na kontynencie, oraz od drugiej połowy lat 80. również w Ameryce. Angielskie media tego nie rozumiały za grosz, za to ludzie odpowiedzialni za produkcję zwiastowali przyszłą rewolucję w muzyce popularnej.
Wynikała ona z kilku czynników. Z jednej strony praca u boku depeche MODE pozwalała obcować ze sprzętem, który był bardzo czesto na tyle drogi, że nabywcami były wytwórnie płytowe lub ich właściciele. Przez długie lata masa muzyki, jaką słyszymy na płytach depeche MODE powstawała m.in. dzięki temu, że Daniel Miller udostępniał chłopakom swój sprzęt i wiedzę. I w końcu ponieważ depeche MODE tworzyło swoje brzmienia samodzielnie, nie korzystając z gotowych banków brzmień, dzięki temu każdy album to była oddzielna, nowa podróż również z technicznego i technologicznego punktu widzenia. W pewnym momencie dla depeche MODE był to rodzaj obsesji, a dla każdego profesjonalisty rodzaj zawodowego wyzwania.
Z drugiej strony ludzie z otoczenia depeche MODE, tacy jak François Kevorkian byli urzeczywistnieniem nowej fali producentów, którzy pracowali równocześnie dla kapel elektronicznych i rockowych. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Zbiegło się to z nadchodzącą rewolucją i postępującą dostępnością sprzętu, który dekadę temu był jeszcze zbyt drogi (Fairlight) lub po prostu nie istniał. np. samplery (choć samplowano już w latach 40.). To też był czas kiedy sprzęt muzyczny zmieniał swoją postać – z potężnych kloców i szaf przybierał co raz mniejsze postacie, by stracić swoją fizyczną postać w kierunku oprogramowania. Najważniejszym instrumentem w studio stawała się, początkowo, stacja robocza oparta na Amidze, a potem na Mac.
Nowa generacja ludzi, nowy sprzęt, nowe idee, ta mieszanka potrzebowała swojego ujścia i znalazła je w postaci odejścia od sztywnego trzymania się styli w muzyce pop i rock. Jak grzyby po deszczu zaczęły kiełkować nowe projekty oparte np. na mieszance hip-hopu, funky i metalu (patrz Red Hot Chilli Peppers, Faith No More) lub też zespoły rockowe wprowadzały do swoich brzmień elektronikę, która towarzyszyła muzyce nie jako partia klawiszowa, ale wypełniała utwory w postaci teł, loopów i sampli przez cały utwór. A muzycy z różnych scen zaczęli eksperymentować ze stylami zupełnie odległymi od siebie. To tylko kilka przykładów tej zmiany, a było tego więcej… To właśnie w nowej dekadzie – l. 90. – mieszania wszystkiego ze wszystkim – muzycznie depeche MODE i U2 nigdy nie byli sobie tak bliscy, jak między rokiem 1990, a 1997. Po części za sprawą jednego człowieka:
1987 – Joshua Tree – Flood – Inżynier dzwięku
1990 – Violator – Flood – Producent
1992 – Achtung Baby – Flood – Producent
1993 – Songs Of Faith And Devotion – Flood – Producent
1993 – Zooropa – Flood – Producent
1997 – POP – Flood – Producent
Oczywiście po drodze były produkcje dla innych – NIN, Nitzer Ebb, Nick Cave, itd.
Co do samego U2 nie jest tajemnicą, że Bono i Eadge byli pod bardzo dużym wrażeniem Violator, gdy nagrywali Achtung Baby, a w przypadku Enjoy The Silence Bono był nawet zły, że to nie oni nagrali taki numer. Podobnie było z duetem Pet Shop Boys, który nagrywając swoją płytę Behaviour bardzo dużo słuchał Violator’a. Z drugiej strony Flood zapytany w 1992 o brzmienie właśnie nagrywanego Songs Of Faith And Devotion – stwierdził, że depeche MODE nagrywa Achtung Baby 2.
Klasyczne trzymanie się muzycznych gatunków było w odwrocie, a depeche MODE było na czele tej zmiany. Odejście od ścisłego trzymania się utartego szlaku, jakim był styl muzyczny danego zespołu, spowodowało zmiany również w podejściu do konsumpcji muzyki. Tak ważna kiedyś identyfikacja subkulturowa przestawała wystarczać. Odbiorcy muzyki słuchając nowych nagrań zaczęli odkrywać, że nie trzeba być metalem, żeby słuchać Metallicy (patrz Czarny Album), czy grając ciężkiego rocka można powoływać się na inspiracje depeche MODE. To już nie była śmiertelna zbrodnia dla twórców. Problem był pośród zagorzałych fanów, którzy nie byli przygotowani na tego typu zmiany, stąd nagły wybuch słuchaczy Violator, którzy nie mieli problemów, żeby obok na półce stała płyta New Kids On The Block razem z Metallicą, budził zrozumiały gniew i oburzenie tych najbardziej zaangażowanych.
Album, który był jednym z pierwszych redefiniujących wykorzystanie np. gitary w elektronice był okrzykiwany jako komercha i sprzedanie się depeche MODE. To jest pewien paradoks tego albumu, bo z jednej strony jest to kanon całego konceptu bycia depechem – obraz, wygląd, ikonografia (np róża, logo), cała otoczka i klimat. A z drugiej strony zawarta w albumie muzyka, otwierająca się na brzmienia rodem z muzyki country, czy bluesa.
Violator był albumem zwiastującym te zmiany w muzyce elektronicznej, pop i rock. To właśnie po raz pierwszy tak szeroko depeche MODE zastosowało gitarę, jako instrument główny w swoim utworze, a nie jako loop odpalany z klawisza, czy instrument wspierający, efektowy na koncertach (patrz Construction Tour i Music For The Masses Tour). Po raz pierwszy w swojej twórczości zespół wykorzystał również perkusję, która wymagała już odgrywania jako osobna sekcja na koncertach w Clean i Personal Jesus. Potem poszli jeszcze dalej, czego efektem jest zatrudnienie Eignera na pełny etat (ale to inna historia). Te wszystkie zmiany nie dały jednego – uznania w oczach krytyki. depeche MODE mogło stawać na uszach, ale i tak to zespoły przychodzące po nich dostawaly etykietkę innowatorów i prekursorów np. Moby robiąc dokładnie to samo co dM.
Nie mniej efektem wydania Violator, było wejście depeche MODE z poziomu czołowego zespołu alternatywnych stacji radiowych i list przebojów, do radiostacji grających TOP40 i szału na ulicach. Wydawało się, że odpowiedzią na to powinna być gigantyczna w przekazie trasa koncertowa pokroju Zoo TV Tour. Tak się jednak nie stało. Album niósł w sobie potencjał wydania właściwie każdego utworu na singlu, miał zadatki, aby stać się nośnikiem wieloletniej trasy koncertowej i potencjał zarobienia wielu milionów $$$. Stało się jednak inaczej, ale o tym w kolejnym odcinku już o samej trasie koncertowej gdzieś w okolicach Maja.
Kontynuując cykl o firmach pracujących na zapleczu tras koncertowych depeche MODE, tym razem chciałbym Wam przybliżyć firmę dosyć specyficzną. Ani firma, ani produkt właściwie nie jest znana. W tym wpisie zająłem się samą firmą, w następnym wpisie będzie o produktach, jakie zapewnia naszym ulubieńcom. Obie kwestie są godne tego, aby poświęcić im oddzielny tekst.
Raz na jakiś czas pytacie się mnie skąd mam te, czy inne informacje lub też skąd mam dokumenty opisujące zaplecze tras koncertowych, dziś i w następnym wpisie częściowo uchylę kurtynę.
Wiele jest w naszym życiu rzeczy, bez których przez lata spokojnie się obywaliśmy i pewnie wielu obywa się nadal, ale gdy pojawia się ta konkretna rzecz, innowacja nagle się człowiek zastanawia, jak to było możliwe, że do tej pory funkcjonowaliśmy bez tej czy inne zabawki dla dużych dzieci. Ot takie ’First World Problems’. Jest taka firma pracująca w showbiznesie koncertowym, bez której trasy z pewnością by się odbyły, nawet miałyby wspaniały przebieg, ale czy na pewno byłyby tak sprawnie prowadzone na zapleczu, albo wymagałyby zatrudniania ciut większej ekipy, a i okres przygotowania do trasy byłby trochę dłuższy. Koncerty odbyłyby się, jak zaplanowano, ale na pewno więcej pracy miałby tour manager. Z resztą spróbujcie znaleźć tę firmę w Internecie/FB… powodzenia (nie jest to łatwe, ale i nie niemożliwe).
Firma nazywa się Smart Art i pochodzi z Kalifornii, założona została w 1985. Zajmuje się opracowywaniem i wydawaniem szczegółowych opisów tras – dzień po dniu – dla ekip koncertowych. Od pierwszego do ostatniego dnia, gdy ekipa koncertowa jest razem. Zadaniem Smart Art jest zebranie wszystkich detali każdego z koncertów – od dat, godzin, km, litrów, numerów telefonów, kontaktów, adresów, godzin otwarcia baru, czy jest tam fortepian i wszystko, co może się potencjalnie przydać lub jest ważne. Wszystko dla zgrai ludzi mówiących po angielsku, która zjawia się nagle w obcym kraju i chce ogarnąć się przed i po koncercie. Dzięki wydawnictwom Smart Art, nawet po pijaku są w stanie pokazać taksówkarzowi adres, gdzie ma ich zawieźć do hotelu na lulu z drugiego końca miasta.
Firma istnieje 30 lat na rynku i gdzieś od tego czasu (może trochę później) obsługuje również depeche MODE. Wytwarza papierowe książeczki zwane – Tour Itinerary – co można tłumaczyć jako ’Rozkład Jazdy’, a wujek Google tłumaczy to pojęcie jako ’Biuro Podróży’ Ot takie biuro w na papierze i ale tylko…
Smart Notes
…Nie wiem, jak wielu z Was pamięta czasy pagerów, czy sytuacji, gdy dzwoniło się na centralę, aby zostawić wiadomość dla kogoś, kogo akurat nie było w tym momencie pod telefonem… stacjonarnym. W Polsce znamy to głównie z filmów, ale pod drugiej stronie Atlantyku było to bardzo popularne. Sekretarka lub goniec, odbierał wiadomość i przekazywał dalej, żeby trafiła do adresata, który miał przeczytać wiadomość (taki ówczesny SMS), oddzwonić, czy też być w pobliżu telefonu, bo ten ktoś będzie jeszcze dzwonił. Jak to dobrze, że teraz te sprawy załatwia jedno urządzenie. Każdy, kto potrzebował dostawał bloczek ze Smart Notes z predefiniowanymi kontaktami (Książka Telefoniczna) i mógł czynić użytek. Na Devotional Tour i Exotic Tour było to bardzo popularne narzędzie komunikacji.
Delta Machine Tour Itinerary
Czasy się zmieniają i dziś również te narzędzia, albo odeszły do lamusa, albo powoli odchodzą w zapomnienie. Smart Notes już odeszły, a i Tour Itinerary powoli odchodzą w zapomnienie. Ubiegłoroczna trasadepeche MODE to był taki okres przejściowy. Z jednej strony nadal istniały jeszcze wersje drukowane, ale już na ostatniej trasie nasi ulubieńcy mieli Tour Itinerary w postaci aplikacji na iPhone / iPad. Z punktu widzenia zespołu i producenta e-Tour Itinerary to same korzyści, bo pozwala na personalizowanie informacji, jakie w zależności od funkcji, pełni się na trasie. Wersje drukowane miały to do siebie, że wymagały standaryzacji i sprowadzenia do najniższego wspólnego mianownika.
Welcome Book
Te bardziej szczegółowe informacje były przekazywane w postaci różnego typu dodatków i/lub specyfikacji. Były produkowane raczej siłami wewnętrznymi lub przez promotora konkretnego koncertu. W tych szczegółowych dodatkach znajdują się specyfikacje hal, drogi dojazdowe. Materiały te mają często postać laminowanych broszur A4. O ile treść zawarta w nich jest wysoce profesjonalna, to forma wykonania cokolwiek amatorska. Przykład takiej produkcji poniżej… Więcej o Tour Itinerary i tego typu produkcjach w kolejnym wpisie….
O trzecim w historii koncercie depeche MODE w Polsce źródła piszą niewiele. Poza tym, że był jednym z lepszych koncertów w oczach i pamięci fanów na tej trasie (oraz kiedykolwiek), trudno opisać ten występ od zaplecza, ponieważ pobyt zespołu był zminimalizowany do niezbędnego czasu potrzebnego na zadzianie się wydarzenia.
Na każdej trasie są koncerty, które służą jedynie jako punkty przystankowe. Podobnie jak samolot nie zarabia, gdy nie jest w powietrzu, tak samo jest z zespołem. Jeżeli nie gra, to nie zarabia. Zbyt długie przerwy między lokalizacjami sprawiają, że koszty ponoszone na paliwo, transport, hotele, wynagrodzenia rosną powyżej akceptowalnych limitów.
Zespół zawsze planuje lokalizacje, w których chce lub musi zagrać, oraz takie, które są wypełnieniem trasy. A to sponsor chciał, a to organizator/promotor przedstawił dobrą ofertę, albo po prostu trzeba zrobić przystanek gdzieś na trasie między Moskwą, a Berlinem. Zespół nigdy nie wziąłby pod uwagę jakiejś lokalizacji, gdyby nie worek pieniędzy od organizatora. Kiedyś tak było z Polską (teraz już tak nie jest), tak było np. z Horsens na Tour Of The Universe, czy wieloma nic nie mówiącymi miejscami na każdej innej trasie depeche MODE.
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (011)
Wiele lokalizacji, to jedynie punkty w czasie których najdłużej przebywa ekipa techniczna, a pobyt zespołu liczony jest w godzinach. Taka będzie właśnie opowieść o pobycie depeche MODE podczas Touring The Angel w czasie 2 nogi tej trasy w Katowicach.
13 marca 2006
Po koncercie z Grazu 2006.03.13 zespół udał się do hotelu i aż do południa następnego dnia gościł się w tamtejszym Grand Hotel Wiesler. Ekipa techniczna tym czasem całą noc zasuwała koncertowymi autokarami i ciężarówkami do Katowic przez Czechy.
14 marca 2006
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (015)
Około godziny 12:00 ekipa techniczna weszła do hali zamontować nakładkę na szkielet sceny przygotowanej wcześniej przez lokalnego promotora koncertu. Z racji napiętego programu i niewielkich wymiarów hali nad sceną zawieszono jedynie 3 z 6 ruchomych ekranów, które świeciły każdej koncertowej nocy na trasie.
Zespół zjawił się w Spodku dopiero na soundcheck, na potrzeby kilkugodzinnego pobytu zespół miał wynajęte pokoje w hotelu Radisson. Głównie po to, aby się odświeżyć, pociągnąć kreskę pod okiem itp sprawy. Zespół nie spał w Polsce wcale.
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)
O godzinie 19:00 otworzyły się drzwi hali dla fanów. Między 20:00, a 20:30 zagrał support (niech spadnie na niego zasłona milczenia). Pół godziny później zespół pojawił się na scenie. Tuż po 23:00 było już po wszystkiemu. Rozpoczęła się dekonstrukcja sceny. Fani poszli bawić się na after, a zespół szykował się w drogę do Tallina. W kilka chwil po tym jak wybrzmiały słowa pożegnania zespół był już w drodze na lotnisko. W pełnym rynsztunku koncertowym i w spływającym makijażu zespół wyleciał z Polski do Estonii.
15 marca 2006
Tuż po północy depeche MODE zjawili się na lotnisku w Tallinie. Kwaterą główną na czas pobytu w Estonii był hotel Radisson SAS. 15.03 był dniem wolnym na trasie, więc wszyscy mogli odespać i odpocząć po trudach ostatnich dni i częstego przemieszczania się po Europie.
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (023)
A mnie została jeszcze tylko Warszawa 2013.07.25, ale tu nie będzie tak prosto… za to inaczej… ale to dopiero w lipcu.
Łamiąca wiadomość: To już pewne. Najnowsze wydawnictwo depeche MODE pojawi się w piątek. Co prawda nie wiem jeszcze który, ale piąty dzień tygodnia jest już zaklepany.
Skąd to wiem? Ano jest taka organizacja, która się nazywa IFPI i ona tak zdecydowała. Mówcie, że nie słyszeliście o takiej organizacji? Nie szkodzi… w skład tej organizacji wchodzą największe światowe wytwórnie fonograficzne. Łącznie 63 wytwórnie, oraz tacy potentaci jaki iTunes i Spotify.
Organizacja ta doszła do wniosku, że nie może być dowolności i nadmiernej swobody w terminach wydawania płyt na świecie, oraz że inne dni tygodnia nie są wystarczająco godne. Jedynie piątek jest wystarczająco Premium i Exclusive.
ifpi
Jak czytamy w dokumencie wydanym po podjęciu tak doniosłej decyzji ma to uchronić słuchaczy przed potrzebą piractwa, oraz potrzebą szukania pirackich kopii. Jeżeli jeszcze nie tarzacie się ze śmiechu po dywanie swojego pokoju, to pełny tekst w oryginale jest do poczytania na stronie IFPI.
Czyżbym tym sposobem rozpoczął sezon na spekulacje o kolejnej płycie depeche MODE? W końcu ujawniłem przybliżony termin wydania płyty… Pamiętajcie – piątek 😛
To już pięć lat od momentu, jak depeche MODE zawitało po raz pierwszy do Łodzi. Miała to być 2 wizyta, a wyszło, że była pierwszą i jedyną na tej trasie. Za to podwójną. Dzięki temu koncerty z Łodzi noszą dumne miano pierwszych podwójnych ever koncertów depeche MODE w Polsce. Jak spytać uczestników tych wydarzeń o pierwszą myśl związaną z tymi koncertami, to pada stwierdzenie, że było… zimo… bardzo zimno. Dziś jednak nie będę zajmował się meteorologią, a logistyką.
Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was miało okazję nawet mieszkać w tym samym hotelu, co zespół, ale dla kronikarskiego obowiązku odnotują nawet oczywiste oczywistości. Nie mniej, mam nadzieję udanej lektury.
2010.02.08-09
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)
Zespół zakończył koncert w Kijowie 8 lutego 2010 i aż do 10 lutego przebywał w tym mieście. Ekipa techniczna zaraz po koncercie ruszyła w trasę, by następnego dnia zjawić się w Łodzi. Zostali rozlokowani w tym samym hotelu, co zespół – Andel’s. W tamtym czasie był to jedyny sensowny hotel w mieście, dlatego ekipa i zespół musieli spać w jednym. Na Delta Machine Tour techniczni spali już w zupełnie innym hotelu.
2010.02.10
Po godzinie-trzydzieści lotu zespół zjawił się w Arenie Łódź (jak początkowo nazywała się ta hala) praktycznie tuż przed występem. Soundcheck odbył się około godziny 16:00. Po czym zespół udał się do hotelu.
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
Od 17:00 swoją próbę miał Nitzer Ebb. Godzinna próba zakończyła główne testy nagłośnienia. Od 18:00 hala otworzyła swoje bramy i fani wlali się do środka.
W okolicach 19:45 na scenę wszedł Nitzer Ebb. Ich koncert trwał 45 minut, po czym nastąpiło generalne sprzątanie i 21:00 fani i ekipa byli gotowi na start koncertu.
Kiedy wybiła 23:00+ zespół był już w drodze do hotelu.
Drugi dzień pobytu miał praktycznie taki sam schemat jak pierwszy, z tą różnicą, że próba odbyła się bez udziału zespołu, jedynie techniczni przeprowadzili testy aparatury i podkładów. Świadkowie donoszą, że techniczni pomni chóralnych śpiewów Master And Servant [25] poprzedniej nocy przygotowali się na ewentualność, gdyby zespół chciał się odwdzięczyć za poprzednią noc. Zespół jednak nie chciał i musieliśmy obejść się smakiem.
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)
Nastąpiła również zmiana jednego utworu wcześniej zaplanowanego do grania. Otóż Martin planował zaśpiewać tej nocy Freelove [4], ale zdecydował się na Judas [4]. Chodziło o tekst tego utworu i jakby przewrotne podziękowanie za poprzednią noc i to, co działo się na koncercie 2 nocy. Dzięki temu fani z 2 nocy uczestniczyli w koncercie z jedyną w swoim rodzaju setlistą na tej trasie i jednym z 4 wykonań Judasza na tej trasie.
Około godziny 17.00 swoją próbę zrobił Nitzer Ebb, a drzwi do hali otwarto chwilkę po 18:00. Tej nocy ponownie był komplet na płycie i na trybunach, czyli 15,189.
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
Jeszcze tej samej nocy karawana 9 ciężarówek i 3 autobusów opuściła polskie granice i przez Czechy pomknęły do Zagrzebia. Po około 16 godzinach jazdy byli w Chorwacji. Przynajmniej mieli nieco cieplej.
Oczywiście o to, co się działo po za koncertami dobrze pytać tubylców. Weźmy na ten przykład przypadkowo spotkanego fana, który właśnie przechodził obok mojego biurka z komputrem i z przyjemnością podzielił się swoimi wspomnieniami z tych pamiętnych dni. Serek wspomina, że 11.02 w godzinach popołudniowych Andy Fletcher udał się wraz z pracownikiem EMI Music Polska na „zwiad” do Galerii Łódzkiej zobaczyć m.in., zaopatrzenie w płyty depeche MODE w salonie Media Markt. Niestety, akurat wtedy dział muzyczny przechodził reorganizację. W salonie stoisko było nie w pełni zatowarowane w płyty, na pewno jednak jakieś pozycje depeche MODE tam były – co sądził Andy nie wiadomo. Dave w tym czasie kończył siłkę, więc nie ruszał się przy tych mrozach z hotelu.
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (003)
Co więcej, po drugim koncercie depeche MODE w Łodzi – snuje dalej swoją opowieść Serek – do pobliskiej hali „Wytwórnia”, gdzie odbywał się oficjalny after party fanów zawitali pracownicy techniczni oraz kucharze. Byli pod ogromnym wrażeniem bawiących się fanów zarówno na afterze, oraz samych koncertach. Jeden z nich opowiadał, że zespół jest bardzo hojny dla swoich pracowników technicznych, i że dobrze płacą im za pracę. Natomiast prezentem świątecznym od zespołu dla ekipy tech. były min. przenośne pamięci zewnętrzne z nadrukowanymi autografami każdego z członków zespołu. Tyle Serek. Ja słyszałem, że to były dyski twarde.
2010.02.12
Zespół nie zabawił długo w Łodzi. Około południa zawinął się na lotnisko, skąd swoim samolotem odleciał do Zagrzebia. Po locie trwającym 1:20 samolot wylądowali na miejscu i aż do 15.02 zespół odpoczywał w ciepłym.
_
Nie spodziewam się, że zespół na kolejnych trasach powtórzy podobny wyczyn. 2 noce w Łodzi miały raczej charakter jednorazowy i był wynikiem problemów zdrowotnych z 2009 roku. Jednak jeszcze mniej spodziewam się, że depeche MODE zagrają więcej niż jeden koncert w różnych miastach w czasie jednej nogi. Nadal będziemy mieć 2 koncerty na różnych nogach. Jeden na stadionie, drugi pod dachem.
A jakie są Wasze wspomnienia z łódzkich koncertów w 2010? Zapraszam do komentowania na forum lub w komentarzach pod tekstem.
To jest jeden z tematów, które jakiś czas temu trafiły do szuflady „Na po trasie.” Pierwsze podejście miałem w 2012, ale pomyślałem sobie wtedy, że lepiej poczekać do końca trasy. Ciekawe rzeczy mogą się dzięki temu pokazać. Potem pomyślałem, że może warto poczekać do końca roku 2014. No to mamy 2015 i tekst już jest… O Internetach w służbie depesza… odsłona druga.
Poprzedni tekst – Internet w służbie depesza – powstał jako wynik opisu jednego z narzędzi udostępnianych przez Google użytkownikom ich środowiska, a które używam do codziennej pracy np. Przy blogu lub stronie, czy po prostu po to, aby zautomatyzować sobie pewne procesy wyszukiwania. Mam tu na myśli – Google Alerts. Dziś przygotowałem tekst oparty na bazie innego narzędzia opartego o wyszukiwarkę.
Alerty Google pozwalają na ustanowienie stałego, codziennego wysyłania zapytania do wyszukiwarki określonego hasła (np nazwiska, osoby, ulubionego zespołu depeche MODE), ale bez codziennego pilnowania, aby wykonać konkretną czynność. Narzędzie którym się dziś zajmę pozwala zebrać wszystkie historyczne zapytania do wyszukiwarki i sprawdzić, kto?, co?, ile razy? i w jakim kontekście wpisywał. Co roku to narzędzie staje się sławne, gdy zbliżamy się do zakończenia roku. Google tworzy wtedy zestawienie najpopularniejszych zapytań do swojej wyszukiwarki pod hasłem – Google Zeitgeist / Rok w wyszukiwarce. Jednak najciekawsze kryje się pod hasłem Google Trends – postanowiłem zaprząc zgromadzone dane historyczne wyszukiwarki, aby powiedziały nam coś o nas – fanach i o naszym zespole.
Google udostępnia archiwum wyszukiwań od roku 2004 i od tego roku będę prezentował wyniki poszukiwań. Zacznijmy od obrazu świata…
Analizując wykresy popularności frazy depeche MODE w wyszukiwarce nie trudno zdać sobie sprawę, że największy szum wokół zespołu jest przy okazji wydania kolejnej płyty. Stad nie dziwią 3 szczyty, które się piętrzą. Pewnym zaskoczeniem może być, jednak to, co się kryje za nimi, oraz finalne konkluzje, ale po kolei… idziemy od lewej.
Pierwszy mały szczyt to listopad/grudzień 2004, gdy została zapowiedziana i wydana płyta z Remixami 1981-2004. Bo nie sądzę, żeby trasa 'djska’ Andiego zrobiła taką furorę w necie.
Kolejny wierzchołek, to lipiec 2005 – ogłoszenie trasy i początek sprzedaży biletów.
Szczyt z października 2005, to wydanie płyty Playing The Angel, start promocji i trasy. W tym zestawieniu jest to najwyższy możliwy poziom zainteresowania Internatów na świecie hasłem depeche MODE.
Luty 2006 – depeche MODE z trasą w Europie
Czerwiec 2006 – depeche MODE znowu z trasą w Europie
Listopad 2006 – zapowiedź kolejnej składanki
Październik 2008 – brew zainteresowania fanów na świecie się lekko uniosła, bo zespół pojawił się w Berlinie na konferencji.
Kwiecień 2009 – trasa rusza w najlepsze i w najlepsze się zatrzymuje… wiadomo co się działo…
Czerwiec 2009 – trasa rusza znowu.
Sierpień 2009 – trasa w USA.
Wrzesień – Październik 2009 – trasa kończy się w USA i zaczyna w Ameryce Południowej.
Potem cisza nawet koniec trasy nie wzbudził za wielkiego zainteresowania.
Kwiecień 2013 – trasa za chwilę startuje.
Wrzesień 2013 – trasa rozkręca się po USA.
Powyższe wyliczenie było dla tych z Was, którzy nie śledzą zbyt uważnie poczynań zespołu lub nie skupiają na tym pamięci. Dla reszty było to odświeżenie. Tak na prawdę nie najważniejsze są te szczyty, a raczej trend.
Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda tak – depeche MODE wzbudza co raz mniejsze zainteresowanie. Co raz mniej ludzi szuka informacji o depeche MODE na stronach wyszukiwarki. Starzejemy się zespół już nie budzi takich emocji jak kiedyś. Na poparcie tych słów niech świadczy ostatnia trasa po Ameryce Północnej i kurcząca się liczba koncertów na tym kontynencie. Była to jednocześnie najbardziej promowana trasa w historii. Zespół nigdy nie miał tak wielu i tak głośnych sponsorów trasowych. Wszystko to być może w obawie o nie sprzedanie się zaplanowanej z rozmachem trasy (szkoda, że na scenę nie starczyło…). Zespół od pewnego czasu próbuje grać w lidze tych, co to po stadionach grają, ale na dobrą sprawę fani ucieszyliby się bardziej, gdyby od początku grali jedynie po zadaszonych obiektach dla mniejszej publiczności i częściej. To skoro mieli tak rozbuchaną promocję, to czemu w powyższych statystykach im spada.
Tak to można wytłumaczyć na pierwszym poziomie. Jednak zaglądając głębiej nasuwa mi się kilka innych odpowiedzi.
Te wykresy nie oddają faktu, że liczba korzystających z wyszukiwarki stale rośnie, a co za tym idzie ludzie wpisujący frazę „depeche mode” rozmywają się co raz bardziej w oceanie tych, którzy mają inne priorytety i prędzej zapytają wtf is depeche mode, niźli zainteresują się ich muzyką.
Druga odpowiedź jest pozornie zaskakująca. Być może fani znaleźli już co mieli znaleźć i nie mają tak wielu potrzeb, jeżeli chodzi o wyszukiwanie. Nie możliwe? To proponuję zastanowić się jak wiele nowych stron o depeche MODE wyszukaliście ostatnio? Czasy wybuchu twórczości fanów w zakresie budowy nowych stron już dawno się skończył. Z jednej strony nie przybywa nowych serwisów, stare ugruntowały swoją pozycję lub odeszły w niepamięć. Kto z młodszych czytelników wie że była kiedyś oficjalna strona depeche MODE w Polsce. Albo jak nazywała się pierwsza strona o depeche MODE w naszym kraju. Z drugiej strony wielu z nas znalazło swoje stałe źródło wiedzy i wiadomości o zespole, dodało do ulubionych lub RSS i tego się trzyma, więc nie szuka…
Fanbase się kurczy, życie zajmuje czym innym. Zespół z powodu swoich błędów i zaniechań oraz swojego wiekowego zaawansowania i fanów nie długo może już grać tylko w Europie. Pisałem z resztą o tym podsumowując ostatnią trasę.
Sama oficjalna domena nie przyciąga ani wielkiego zainteresowania mediów i fanów. Fani szukają wiadomości na ciekawszych nieoficjalnych stronach, a i duże media nie mają na czym żerować, bo zespół znika z pola widzenia mokasynów, czy innych ratlerków zaraz po zakończeniu trasy. Dobrze to widać po statystykach ruchu na depechemode.com. Serwis jest bardzo nisko pod względem oblegania w światowym Internecie. Tako rzecze Alexa… a ja wrócę do statystyk Alexy jeszcze w dalszej części.
Ok zostawmy wyszukania organiczne. Resztę wniosków wyciągniecie sobie sami. Jakby przyszło Wam coś interesującego, to pod tekstem są oczywiście komentarze zapraszam.
Ciekawe wyniki wychodzą, gdy przyjrzymy się skąd pochodzi najwięcej zapytań o depeche MODE.
Słowacja
Węgry
Łotwa
Polska
Białoruś
Czechy
Niemcy
Włochy
Ukraina
Chile
Stan na grudzień 2014. Jeszcze w pierwszym półroczu na 10 miejscu była Litwa. Jeżeli przyjąć, że Słowacja to 100, to Polska zajmując 4 miejsce w tym zestawieniu ma 85. Jak widać jesteśmy bardzo wysoko. Zaskoczyło mnie, że wyprzedzamy Niemcy.
Podobnie interesująco wygląda zestawienie miast z których jest największa liczba zapytań o depeche MODE:
Budapeszt
Bratysława
Berlin
Praga
Warszawa
Mexico City
Sankt Petersburg
Hamburg
Santiago de Chile
Mediolan
I znowu jeżeli Budapeszt ma wartość 100, to Warszawa będąc na 5 miejscu ma wartość 76.
Alexa podaje wyniki dla całego Internetu, a Google „tylko” dla swojego środowiska. Choć dla wielu Google = Internet, to na świecie nie wszędzie tak jest. Między innymi dlatego w tym zestawieniu nie ma Rosji, tzn jest ale po za pierwszą 10. W Rosji Google konkuruje z Yandex i tam udział Yandex jest na poziomie 40%, więc obraz obecności fanów depeche MODE w Internetach jest niepełny.
Jak zainteresowanie frazą depeche MODE w środowisku Google rozkładało się na przestrzeni lat na świecie możecie prześledzić na poniższej grafice. Polska też się pojawia.
Na koniec omawiania wyników światowych chciałbym Wam zaprezentować 10 najpopularniejszych fraz powiązanych z depeche MODE. Jakie to ma znaczenie? Dla przeciętnego użytkownika liczy się kontekst, czyli co konkretnie fani szukają o depeche MODE.
Natomiast dla reklamodawców ma to znaczenie wyrażone w pieniądzach. To dzięki tym frazom można lepiej ukierunkować reklamę w Google na fanów depeche MODE.
Status na pierwszą połowę 2014
depeche
depeche mode
lyrics depeche mode
depeche mode 2013
youtube depeche mode
depeche mode tour
enjoy the silence
depeche mode wrong
personal jesus
depeche mode live
Status na drugą połowę 2014
depeche
depeche mode
depeche mode lyrics
youtube depeche mode
depeche mode tour
depeche mode 2013
enjoy the silence
depeche mode wrong
personal jesus
album depeche mode
Pierwsze dwie frazy mają po 100, pozycja nr 3 – 10, a każda kolejna 5. Znaczy to, że fani, którzy szukają w wyszukiwarce już po wpisaniu „depeche” lub „depeche MODE” znajdują to co chcą.Wg Alexy depeche MODE pojawia się najczęściej w towarzystwie takich słów:
depeche mode 83.90%
depeche mode tour 3.04%
depeche mode live in berlin 1.24%
dm 1.11%
depeche 1.03%
Stan na koniec grudnia 2014.
_
Zostawiamy teraz Świat i schodzimy niżej do Polski, bo tam jest nie mniej ciekawie. Zacznijmy od początku.
Jak widzicie w Polsce jest inny król. Szczyt popularności frazy depeche MODE przypada na czerwiec 2009, czyli czas, gdy ważył się los koncertu w Warszawie i to ten punkt ma wartość 100. Po za tym pewną prawidłowością jest, że swoje szczyty mają również okresy, gdy zespół zjawiał się u nas z wizytą. Dlatego w 2005-2006 obok afery z ujawnieniem przez polskiego fana nieskończonej wersji teledysku Precious (a co za tym idzie nowego kawałka), momentu wydania singla Precious i albumu Playing The Angel. Swoje szczyty popularności ta fraza przeżywała w marcu i czerwcu 2006. W 2010 najwyższe zainteresowanie przypada na luty i chyba wiadomo dlaczego.
Era Delta Machine zaczęła się w październiku 2013 konferencją prasową i zainteresowanie stale rosło jednak szczyt przypadający na lipiec 2013 to ledwie poziom 89 punktów, czyli o 11 mniej niż najwyższy zasięg jaki był w maju 2009. Koncert w Łodzi to już ledwie poziom 30 punktów i raczej mizernie jak na ponowna wizytę w naszym kraju.
Przyjrzyjmy się teraz w jakich województwach generowane jest najwięcej operacji zapytań do wyszukiwarki. Wg amerykańskiego giganta najwięcej ludzi poszukuje czegokolwiek o depeche MODE w województwie Dolnośląskim. Zaskoczeni?
Dolnośląskie
Pomorskie
Zachodniopomorskie
Mazowieckie
Łódzkie
Lubuskie
Wielkopolskie
Kujawsko-Pomorskie
Śląskie
Warmińsko-Mazurskie
Pozostałe 7 województw ma udział poniżej 69 punktów.
I znowu mój komentarz. Nie zawsze fakt wysokiego udziału jakiegoś województwa świadczy, o tym, że z tego województwa pochodzi najwięcej zapytań. Bardzo często zapytania są tak klasyfikowane ponieważ operatorzy internetowi własnie w tym, a nie innym województwie mają swoje centra dostępowe. Np. jeden z operatorów komórkowych swoją bazę ma w województwie łódzkim i właśnie tam kierowany jest ruch Internetu mobilnego. To m.in. dlatego często Google prosi Cię o włączenie WiFi, nawet jak nie korzystasz z niego w czasie buszowania po sieci przez komórkę. Dzięki temu można doprecyzować położenie użytkownika i lepiej oznaczyć w statystykach ruch z jakiej lokalizacji pochodzi zapytanie do wyszukiwarki. Innym problemem są dynamicznie przydzielane adresy IP, czyli łącza ADSL (np. Neostrada). Możemy być przez to lokalizowani jako mieszkańcy Małkini, a jednocześnie miziać po tablecie przy odtłuszczonym late na rynku w Krakowie. Nie zmienia to przy tym faktu, że Dolnośląskie rulez… 😀
Popatrzmy w takim razie po miastach…
Gdynia
Wrocław
Gdańsk
Warszawa
Łódź
Poznań
Szczecin
Legnica
Zielona Góra
Katowice
Legnicy się nie spodziewałem 🙂 Katowice mają 75 punktów, a Gdynia 100. Legnica 85. Można też wejść jeszcze głębiej i dowiedzieć się, jakie miasta robią konkretny wynik w danym województwie, ale to już zostawiam Wam. W każdym razie szperanie w każdym z województw daje bardzo fajny obraz tego, gdzie w Polsce są silne skupiska fanów. Oczywiście po uwzględnieniu tego, co napisałem powyżej. Nie mniej jeżeli nałoży się wszystkie miasta z których pochodzi największy ruch w danych województwach i porówna z archiwami np z Celebratora, to obrazy obu zbiorów będą bardzo zbieżne. Tam, gdzie są imprezy i przynajmniej symboliczne miejsca integracji życia fanowskiego, tam fanbase trzyma się w miarę mocno. Generuje to również wyższy, niż gdzie indziej ruch w wyszukiwarce.
Na koniec zostały nam jeszcze najpopularniejsze frazy powiązane z depeche MODE, jakie szukamy w Internetach.
I teraz nie trudno zrozumieć, czemu katują to Enjoy The Silence gdzie się da. Przez długie lata była to jedyna piosenka depeche MODE, jaką znał RMF z całej dyskografii.
Oczywiście powyższe wykresy i zestawienia możecie przeanalizować sobie sami. Możecie wyciągnąć z goła inne wnioski. Możecie otrzymywać miesięczne raporty jak się zmienia poziom zainteresowania wybraną frazą w czasie. Możecie też porównać klika fraz. Polecam porównać np frazę depeche MODE z jakimś innym zespołem. Polecam porównać ze sobą który z członków i ex zespołu budzi największe zainteresowanie fanów w Polsce i na świecie. A wszystko pod TYM linkiem. Dla kogoś, kto pracuje w marketingu, analityce i PR ciekawe narzędzie. Jest co robić.
Przeczytałem rozmowę z Antonem zamieszczoną w grudniowym Sonic Seducer i mam wrażenie, że artysta nic nie zrozumiał z całego zamieszania. Fotograf broni się argumentami, które mają się nijak do zarzutów jakie fani wysuwają pod adresem jego i wytwórni pracy.
Na szczęście pojawiło się w tym wywiadzie również kilka ciekawostek, które mnie osobiście cieszą i nie mam nic na przeciwko.
Zacznę od pozytywów. Video Live in Berlin, to głównie 2 noc z dogrywkami z pierwszej. Cieszy mnie to, gdyż byłem na 2 nocy i dzięki temu mogłem zobaczyć ten sam koncert jak by z 2 perspektyw. Inna sprawa, że niektóre momenty widziałem po raz pierwszy… 🙂
Ciesz również fakt, że dzięki Antonowi mamy dodatkowy numer w wydawnictwie, bo gdyby nie on, to byłby pełen pokaz sztampy. Szkoda jednak, że obok ratowania ulubionego kawałka od zapomnienia Anton nie umieścił na plackach wizualizacji z muzyką, jak to było uprzednio w zwyczaju. Wtedy na pewno jego praca została był zachowana dla potomnych i uratowana od zapomnienia.
Nie mogę niestety łyknąć tłumaczeń o wydaniu na DVD, za miast na lepszych nośnikach. Już samo wydanie w iTunes jest zaprzeczeniem tezy Antona. Po za tym mam wrażenie, że Anton myli dwa systemy walutowe.
To, że lubi obraz zaziarniony, brudny, miejscami nawet twardo, albo niby amatorsko zmontowany, to jestem w stanie wybaczyć i zrozumieć. W końcu przez lata to właśnie na takich obrazach depeche MODE się wychowałem. Ta estetyka jest mi bardzo bliska. Problem jest tylko taki, że są to efekty, które nakłada się na obraz w czasie kręcenia lub postprodukcji. Tego Anton nie musi udowadniać.
depeche MODE Katowice 2006.03.14 (012)
Kto był na Touring The Angel i miał okazję obserwować jak ciekawie były wykorzystywane kamery w czasie tej trasy, ten wie o czym mówię. Łącznie z tym, że wiele efektów, które obecnie „miszczowie kreatywnych” fotek rodem z kołchozów socjalnych nakładają zanim zdążą jeszcze wyjść z toalety lub windy, na owej trasie był robione na żywo, przy wykorzystywaniu materiałów z okolic korali, łańcuchów i firanek. Dawało to efekty powalające. Szkoda tylko, że zostało to zepsute przy postprodukcji wideo z Mediolanu. Nie trzeba było dodatkowo urozmaicać kompresją do jakości DVD. Przecież Anton mógł spokojnie „pobrudzić” wideo, a potem wydać je jako FullHD na BD. Jedno drugiemu kompletnie nie przeszkadza.
W tym przypadku Corbijn myli efekt zderzenia technologii z wyrazem artystycznym. Przecież nawet na tym obrazie nie ma ziarna są jedynie artefakty i pikseloza.
Okrojona wersja wywiadu w angielskim tłumaczeniu TU, a pełna wersja w języku niemieckim w papierowym wydaniu.
Dobra kończę już z tym tematem, bo co było do powiedzenia to już zostało… Pozostaje tylko czekać na opamiętanie 🙂
Czytam fora, czytam sieć i hejt się niesie aż miło, czy tak trudno było przewidzieć, że odwalając taką popelinę i waląc w rogi tych, co jeszcze kupują płyty na fizycznych nośnikach, dostaniesz drogie Sony Music podziękowania?
Screen z video koncertowego.
Fani wklejają screeny obrazu jaki mają na swoich sprzętach dzięki najnowszemu wydawnictwu z pod szyldu depeche MODE. Część się tarza ze śmiechu, reszta wściekła zagrzyta zębami patrząc w ekran.
Ja wiem, że polityka wydawnicza, ja wiem, że artysta miał swoje prawa, ale do cholery wydawać na cały świat w jednej gęstości linii (NTSC), gdy pół świata używa formatu PAL? Serio?
Poprzednicy z EMI odp… zrobili ten sam numer, ale przynajmniej mieli na tyle skrupułów, że wydali równolegle Bluray Disc, tym razem paru mądraliśnkich poszło już po bandzie.
Dla uporządkowania. Obraz jaki widzicie drodzy fani powyżej jest wynikiem 2 spraw.
Jedna sprawa, to fakt, że nie wydano w FullHD, Ci co mają konto w sklepach online np w używanym japku mogą od 18.11 kupić wersję HD (720). Jakoś się przemęczą. Jak donoszą fani, co już kupowali tamże, aby móc obejrzeć dokument aLive In Berlin (bo tylko taki jest dostępny) trzeba odpalić film na sprzęcie zarejestrowanym w Apple. Czy tak jest nie wiem. Nie zmienia to nadal faktu, że zakup boxa z DVD, to pomyłka! Sony na prawdę przemyślany strzał w stopę. Brawo!
Ale to jeszcze nie wszystko. Wielu z fanów jest już w posiadaniu tych trefnych boksów i obcierając zasmarkaną buzię dochodzi do dziwnych wniosków i wcale nie bez podstaw…. że obok wkurwu za „artystyczną” decyzję o wydaniu koncertu jako oldschool DVD, może posłać pod adresem wytwórni i Antona jeszcze jedną… uwagę. Zdjęcia oczywiście są autorstwa Antona, ale jakość zdjęć na okładkach bardzo zastanawia. Zdjęcia na pewno nie były robione przez Antona w Berlinie, bo tam był zarobiony stojąc za jedną z kamer.
Zdjęcia był robione najpewniej w Amsterdamie. A ta dająca do myślenia jakość może być efektem użycia sprzętu dla kreatywnych baristów i miszczów Instagrama. I teraz nie wiem, czy to faktycznie zabawa w amatora level hard, czy też po prostu ktoś chciał przyciąć na kosztach. Taki człowiek, jak Anton Corbijn się ceni i inaczej kosztuje jego praca, gdy działa przy użyciu Hasselblada, a inaczej się ceni, gdy używa Smartfona.
depeche MODE, Amsterdam 2013.12.02
Na prawdę nie dziwię się, że fotografie na okładce video z Berlina zajmują „aż tyle miejsca”, skoro jakość była wynikiem pracy na sprzęcie poweruserów Facebooka.
Nie jest to oczywiście pierwszy raz i żeby była jasność nie mam pretensji do fotografa, że zdjęcia robione w Amsterdamie wykorzystano do wydawnictwa sygnowane innym miastem. To ani nie pierwszy raz, ani nic nadzwyczajnego.
Zdjęcia do One Night In Paris robił Anton w Birmingham, a zdjęcia ilustrujące koncertowe produkcje z Touring The Angel były robione w Dusseldorfie.
To co mnie na prawdę wpienia, to fakt, że po raz kolejny jesteśmy waleni w rogi. I przy byle okazji słuchamy głodnych kawałków o tym jak zespół, managementy i kolejna wytwórnia przykłada wagę do jakości. Piepszonego wideo z World Violation Tour nie można wydać, bo jakość. Wideo z Kolonii z The Singles Tour 8698 nie można wydać, bo zespół nie był zadowolony z jakości i finalnego efektu. Tym czasem koncert z Barcelony w 2009 nakręcony w sposób jaki tysiące fanów rejestruje go swoich telefonach i pakuje na YouTube. Do tego celowo zwalona jakość finalnego produktu. Teraz jest jeszcze gorzej. Fani muszą sami brać sprawy w swoje ręce. Przykładów w Polsce i w Europie aż nad to. Żal!!!
Ale to jeszcze nie koniec. Niemieccy fani, którzy włączyli koncert Live In Berlin z napisami mogli się dowiedzieć, że w czasie Enjoy The SilenceDave krzyczy do fanów i Martina: Mr. Martin Hej! Gore, ale to jeszcze nic. Po odpaleniu napisów w czasie tej samej sceny na aLive in Berlin możemy przeczytać: Mr Martin Ja! Loooos. <lol>
Na prawdę trudno było zrozumieć, że fani depeche MODE są inni niż cała masa? Wystarczyło przekonać się po singlach z ostatniej płyty. Jesteśmy jedną z niewielu grup, które nadal kupują single. Tym czasem, żeby dostać je trzeba było kupować w Niemczech, czy w UK. Wielu chce i jest w stanie wyłożyć swoje cenne pieniądze na to, żeby kupić wydawnictwo w jakości, jaka pozwoli nam cieszyć się z tego, że zrobiliśmy dobrze i nie mamy poczucia oszukania. Na prawdę czy to tak wiele?
Jeżeli się łudziliście, że najnowsza produkcja spod szyldu depeche MODE, to będzie arcydzieło, bo w kinie obraz był jak igła, to teraz możecie się zastanowić, kto tu kogo robi w… jajo…
Potwierdziły się moje obawy o których pisałem Wam ostatnio. Możecie przestać się łudzić i poczekać na najnowsze wydawnictwo od depeche MODE, jeżeli ktoś wam wykosztuje się i kupi w prezencie w innym przypadku chyba szkoda pieniędzy. Poniższa specyfikacja mówi wszystko:
DVD video NTSC – region (0) Region FREE DVD audio DOLBY DIGITAL 2.0 i 5.1 BLU-RAY AUDIO – region (1,2,3) Region FREE
Bez dobrej jakości dysku w formacie BluRay właściwie, można odpuścić sobie czerpanie satysfakcji z tej produkcji. Obraz z kina był podrasowany pod potrzeby projekcji i ma się nijak do tego, co zobaczymy na plackach. Jak ktoś nie pamięta, to niech obejrzy sobie choć fragment Barcelony 2009 na DVD, jeżeli taki obraz mu odpowiada, to proszę, ja zadowolę się chyba tylko plackami z audio, a na video poczekam na lepsze czasy.
Placki były tłoczone w Singapurze dla całego świata z jednej sztancy. Podobnie poligrafia. Czyli podobnie jak zrobiło EMI w 2009, gdy placki były z jednej tłoczni w Holandii.
Na prawdę nie dziwię się, że do promocji zaprzęgnięto outdoor, bo przy tym co odwalono spora dawka reklamy będzie potrzebna. Jak pierwsi fani zaczną kupować i wściekać się, to bez wsparcia reklamowego szybko siądzie sprzedaż. Co miałem zobaczyć już widziałem na żywo i w kinie. Starczy mi.
Wieść się już rozniosła, jest nowe forum… ooooOOOO!!!! Będzie niszowo. Jak czytacie MODE2Joy, czy przeglądacie MODEontheROAD, to wiecie, że nie są to serwisy wielce zaangażowane w zachwyty nad pięknem nowej fryzury Dave’a, czy nowym lakierem Martin’a. Bardziej interesuje nas piękno brzmienia klawiszy użytych do nagrania dźwięku w 30 sekundzie Halo, bądź jakość bootlegu z koncertu w Lille 1993.05.19 (nota bene bardzo dobry bootleg :-))) )
Forum poszerza to, co widzicie na MODEonthROAD, albo czego Wam tam brakuje i chcecie, żeby było. Chcemy zawierać aby pojawiały się tam tematy, których nam brakowało w innych miejscach, albo nie zawsze można było o tym rozmawiać, bo pewne tematy istotne dla nas i nam podobnym były spychane na plan dalszy i nie przebijały się przez wojny i wojenki podjazdowe. Mieliśmy tego dosyć już od jakiegoś czasu, zbyt wielu wartościowych ludzi odeszło z innych miejsc przez co świat stał się uboższy. Nie wszyscy są na Facebooku, czy Google+, więc takie miejsce ogólnodostępne uważamy, że się przyda.
Forum przejdzie jeszcze pewne zmiany, ale główny kształt już przyjęło. Forum dostępne jest pod adresem http://www.forum.modeontheroad.com/ .
Nie walczymy na odsłony, ściganie się w rankingach, robimy nasze serwisy, to ten temat nas kręci. Mamy swoje zdanie i chcemy się nim dzielić i słuchać opinii innych, którzy wiedzą od nas więcej.
Nie wiem, czy to nie będzie ważniejsze, niż samo wydanie najnowszego wideo depeche MODE. Wycieczka do Berlina z Polski była nad wyraz okazała. Ilu planowało i wymiękło… nie zliczę. W każdym razie zanosi się, że Berlin będzie najbardziej polskim wydawnictwem z koncertowej dyskografii depeche MODE.
Co prawda nic nie pobije flagi machanej przez Dave’a na One Night In Paris, kto nie pamięta polecam lekturę wspomnień Miniosa z wyprawy do Paryża. Opisał tam historię naszej flagi, która wylądowała na statywie wprowadzając konsternację u Dave’a, ochrony, a najbardziej u rzucającego. Jednak w przypadku Berlina możemy wręcz mówić o zawłaszczeniu przez naszych rodaków sporej części barierek pod sceną. Nie zostało to oczywiście niezauważone. Sam wręcz to odczułem po wielogodzinnym oczekiwaniu w tłumie przed halą i już po wejściu na płytę w postaci niechętnych spojrzeń i komentarzy fanów z Niemiec.
Jestem bardzo ciekaw i pod tym względem tego obrazu. Zajawka już wzbudziła uśmiech na mej twarzy, a i niektóre wspomnienia powróciły z szalonej wyprawy do Berlina. Ostatnio jak byłem w Berlinie, to przemierzałem te same ścieżki wokół O2, co w listopadzie 2013.
Berlin
Kiedyś rzut flagą na scenę był naszym narodowym sportem, ale obecnie to się już trochę uspokoiło (na szczęście). Inna sprawa, że jeszcze na The Singles Tour 86>98 i później na Exciter Tour Niemcy nie rozumieli tego swoiście okazywanego patriotyzmu, dopiero World Cup 2006 zmienił nastawienie sąsiadów zza Odry do tego sportu. Obecnie równie często na koncertach widuję nasze flagi, co i niemieckie. Pewnie wielu naszych fanów byłoby wniebowziętych, gdyby Dave owinął się naszą flagą, podobnie jak to zrobił z Meksykańską w 2009. O Niemcach zmilczę już…
Jestem bardzo ciekawy, jak Anton pokaże publikę i jak zostanie zmontowany obraz z dźwiękiem. Paryża 2001 bardzo ciężko mi się słucha i ogląda. Dla mnie jest to soundboard z doklejonym obrazem. W 2001 bardzo wyciągnięty wokal Dave’a. Publiczności właściwie nie słychać. Mediolan 2006 i Barcelona 2009, to zupełnie inna już bajka.
2013.11.27 Berlin (003)
Wyprawa do kina na seans może być dla wielu podwójnie bardzo miłym wieczorem, w końcu zobaczyć siebie na wielkim ekranie, na wideo swoich idoli, ulubieńców, czy jak ich tam zwał to wzrost szacunu na dzielni i +10 do atrakcyjności u płci przeciwnej. Można to chyba tylko porównać do uczucia, jakie mają fanki, gdy Dave im śpiewa w twarz, albo do wspólnego śpiewania fana i idola z jednego mikrofonu…
2006.07.13 Berlin (001)
Dla mnie też to będzie ciekawy wieczór w kinie. Ja mam jednak trochę inne wspomnienia, niż spora grupa rodaków pod sceną…. ale o tym w następnym odcinku.
No musi, musi być zawsze coś… jak nie Loudness War, to wideo nakręcona jak na YT. Nie może być tak, że dostajemy pełny pakiet w jakości i standardzie, jakim wydają to zespoły i gwiazdy światowego formatu do jakich aspiruje depeche MODE.
Poprzednie wideo z Barcelony miało skopany obraz na DVD, za to na BD przynajmniej była igła. Tym razem nie będzie BD. W sumie nie powinno mnie to ziębić w końcu muzykę powinno się słuchać, a nie oglądać. Jakoś nigdy mnie nie grzały wszystkie historie z 38.1, DTS i inne zabawy w kodowanie. Muzykę się słucha w stereo, a głośniki są przed oczami na scenie, jak na rasowym koncercie.
W pierwszym momencie wieść o braku BD nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, do momentu, kiedy znajomy nie uświadomił jednego drobnego, ale istotnego szczegółu. Bardziej od faktu, czy jest BR, czy go nie ma powinniśmy się martwić, czy wideo z Berlina dostało regionalizację, czy nie.
Już wyjaśniam. W czasach, gdy wprowadzano format DVD postanowiono, że świat zostanie podzielony na regiony. Europa trafiła do regionu 2. Czarna sława regionalizacji ma się stąd, że wytwórnie filmowe i płytowe dostały doskonałe narzędzie do manipulowania datami premier, cenami, zawartością itp. Wytwórnie zapewniły sobie zbyt dzięki temu, że kupując płytę DVD w Stanach przez wiele lat nie można było jej odtwarzać w europejskim odtwarzaczu DVD. Nośniki w USA były zwykle dużo tańsze, niż w Europie i wielokrotnie Europa była na końcu łańcucha wydawniczego. Dzięki regionalizacji wytwórnie broniły się przed tzw importem równoległym lub prywatnym importem. W czasach BD poczyniono ten sam ruch.
Poprzednie produkcja z Barcelony w formacie DVD została wydana jako Region 0 w NTSC. Czyli jakość obrazu została sprowadzona do najniższego wspólnego mianownika. Mimo, że egzemplarze były tłoczone w Europie na nasz rynek, to były tłoczone z jednej i tej samej matrycy przygotowanej na cały świat. Dzięki temu ograniczono koszty. Amerykanie może i byli zadowoleni, co bardziej wk… europejczycy musieli pognać do sklepu po drugi egzemplarz na BD.
Jeżeli ten sam fuckup zostanie zrobiony tym razem, to przy braku BD będzie to jawne dymanie fanów. A co do samego braku BD. No cóż… W obecnych czasach, gdy formaty fizyczne umierają powoli i dystrybucja przenosi się na serwery serwisów online rozważania o braku tego, czy innego formatu tracą rację bytu. Niestety dla takich ludzi jak ja… którzy jeszcze kupują fizyczne formaty.
2013.11.27 Berlin (001)
Kopie przygotowane do dystrybucji w kinach są w jakościach spokojnie pozwalających na cieszenie się wysoką jakością obrazu w domowym zaciszu. Nie zdziwiłbym się, gdyby powód był zupełnie inny, niż słynne już słowa Antona Corbijna, który preferuje oldschool kosztem Bluray Disc.
Począwszy od One Night In Paris wszystkie koncerty zostały nagrane w jakościach znakomicie większych, niż obecnie promowany format 4K, Sony Music, aby w pełni przejąć dystrybucję katalogu depeche MODE powinno wydać również koncerty wideo pod swoim szyldem. Są tytuły dogorywające jedynie na VHS. Są tytuły, które nie ukazały się jeszcze na BD. Za chwilę dyskusyjne stanie się wydawanie czegokolwiek na DVD, a zasadnym będzie pytanie o format 4K, czy jak inni nazywają ten format UHD.
Jestem dziwnie spokojny, że do czasu zakończenia sprzedawania i dystrybucji Live In Berlin po kinach, Pay per View, do póki cyfrowi dystrybutorzy nie zarobią swojego, do tego czasu konsumenci będą musieli „cieszyć się” jedynie DVD. A za rok, dwa zobaczymy ten koncert na BD w FullHD, a nawet 4K. Jeżeli tytuł obecnie będzie wydany w Europie w NTSC, to jestem dziwnie spokojny, że fani czuli na punkcie obrazu pognają dwa razy do sklepu, jeszcze dziękując za podwójną szansę zakupienia… tego samego. Czyż nie?
I nie chodzi o to, że na tydzień zostałem zamknięty w miejscu odosobnienia i cierpiałem na samotność. Po prostu w ostatnich tygodniach miałem okazję ponownie posłuchać kilkadziesiąt razy z rzędu Playing The Angel. Okazja ku temu była, w końcu 9 lat stuknęło i przez chwil kilka miałem wrażenie, jakbym przeniósł się do pierwszych dni październikowej premiery w 2005 roku. Szczególnie, że dane mi było słuchać ten album jakby pierwszy raz, jakby na nowo.
Mimo mojego zjechania poczynań Sony Music, ciekawość wzięła górę nad ogólnym sfochowaniem. Byłem bardzo ciekaw jak brzmią BluSpec’i. Jednak o ile remastery wydane w Europie bronią się jakoś i nie miałem potrzeby, aby dublować te wydawnictwa, to pierwsze wydanie Playing The Angel w wersji deluxe woła o pomstę do nieba. Głośno zmasterowane nagranie miało kompensować braki dynamiki, co przy dłuższym odsłuchu powoduje ogólne zmęczenie hałasem. Obok takich płyt, jak Metallica – Death Magnetic, czy Red Hot Chilli Peppers – Californication (nigdy nie rozumiałem zachwytu nad tą płytą i późniejszymi wytworami RHCP) – Playing The Angel jest dla mnie jednym z najgorszych przykładów Loudness War. Z resztą a poropos depeche MODE i Loudness War polecam ciekawe zestawienie można dowolnie filtrować i wybierać ulubione zespoły, albumy i nośniki. Wnioski są tyleż smutne, co krzepiące… dla vinyli. 🙂
Playing The Angel – zawartość (bluspec)
No dobra to co z tym BlueSpec i jak się ma do tego Playing The Angel 9 lat po wydaniu albumu? No cóż, audio czy innym filem nie jestem, więc nie mam zamiaru się rozwodzić nad tym czy jest scena, czy jedynie nieheblowane dechy, są mądrzejsi ode mnie. Ja wiem jedno po latach na nowo odkryłem ten album i tygodniowy powrót do roku 2005 to była w końcu przyjemna podróż. Szkoda, że tak nie został wydany ten album na onczas. Szkoda, że tak fatalnie wydawane są nagrania w Europie i aby posłuchać muzyki w na prawdę wysokiej jakości trzeba płacić ciężkie pieniądze i ściągać płyty z Japonii. Pierwsze wydanie Playing The Angel stało się u mnie już jedynie łapaczem kurzu, a Japońska wersja jest tą podstawową. Nagranie oczywiście nie jest pozbawione wad i nie wyzbyło się swojego grzechu pierworodnego, ale o tym jeszcze będzie na końcu.
Nie tylko uszami…
Warto zwrócić uwagę na świetną oprawę poligraficzną. Album został wydany w kartonie. Wydawnictwo jest częścią większej serii i wszystkie są wydane w klasycznych okładkach, jednocześnie tworząc wspólnie zamknięty koncept. W jakiś sposób nawiązują do formy w jakiej została wydana Delta Machnie w wersji deluxe.
Playing The Angel – zawartość (bluspec)
Poligrafia jest nieco zmieniona, nie tylko dlatego, że to japoniec, ale całe wydawnictwo stylizowane jest na vinyla (szczególnie tył) łączenie z foliami ochronnymi na płytę i kopertę. Uprzedzając pytania to wydanie nie posiada dodatkowej płyty w formacie DVD, jaka była wydana oryginalnie w 2005. Z resztą, gdyby chcieć dochować standardów jakościowych, to druga płyta powinna być wydana jako BR, a nie DVD.
Nie mniej pewne sprawy pozostały u mnie nie zmienne. Nadal nie jestem w stanie zaakceptować Precious na tym albumie. Dla jasności to nie jest zły numer, ale jego cukierkowe brzmienie nie pasuje do całego albumu. Ten numer świetnie obronił by się jako samodzielny singiel promujący składankę wydaną w 2006. Lukę po Precious za to doskonale wypełnia mi Newborn. Tym czasem przereklamowany i tak oczekiwany ówcześnie Martyr to numer godny jedynie b-side’u. Moja prywatna wersja Playing The Angel przez lata była właśnie tak skonstruowana, że zamiast Precious był w rozpisce Newborn. Ze współczesnego depeche MODE ta płyta doczekała się u mnie najmniejszej ingerencji w tracklistę. Tylko jeden numer i to po mimo upływu lat od wydania Sounds Of The Universe i Delta Machine. Playing The Angel jest moją ulubioną częścią trylogii Bena Hilliera.
Z drugiej strony są na tej płycie numery takie, jak Damaged People, Lilian, czy Macro, które tolerowałem, ale nic mnie tam się nie urywało na pierwsze, czy drugie takty tych numerów. Po odsłuchu ponownym tych numerów myśli me jakby cieplejsze się stały. Jest jednak numer, który gdyby nie to japońskie wydanie, nigdy nie stałby się perłą. Mam tu na myśli The Darkest Star. Stał się on numerem z półki tych, o których po przesłuchaniu, człowiek myśli tylko, aby ponownie zatopić się w fotelu ze słuchawkami i każda próba przerwania uczty może się źle skończyć dla przerywającego – łącznie z podważeniem dobrego prowadzenia się tej osoby słownie, a nawet czynem…
Playing The Angel (bluspec)
Numer ten w wersji z 2005 był zwieńczeniem zmęczenia podczas słuchania tej płyty. W wersji 2014 człowiek odkrywa ile w każdej warstwie się dzieje, jak mrocznie i zadziornie pulsuje cały tył utworu. Żeby jednak nie było tak słodko, to na zakończenie jeszcze o tym grzechu pierworodnym.
Matka jest tylko jedna
Ta prosta prawda ma zastosowanie i tutaj. Jak raz spieprzyli mastering, tak pomimo faktu, że jest dużo lepiej, to nadal do ideału brakuje trochę.
Porównałem sobie wykresy 2 numerów na przestrzeni czasu, jak się zmieniały. To porównanie może zrobić każdy. Ja wziąłem na warsztat Precious i Suffer Well. Numery nie dość, że zostały wydane na singlach, to potem trafiły na składankę The Best Of. Jest z czego brać.
Suffer Well:
Najgorsza wersja jest na albumie z 2005, podobnie sytuacja ma się z wersją z singla, tu praktycznie nie ma zmian.
Duże zaskoczenie może być przy wersji z 2006 z The Best Of. Kawałek został znormalizowany tak, aby trzymał poziom głośności reszty. Dlatego gdybyście puścili ten numer z albumu z 2005 i zaraz obok ze składanki, to ten drugi może wydać Wam się cichszy. To jest nadal ta sama wersja, ale dociągnięta (obniżona) do poziomów głośności pozostałych numerów ze składanki. Dlatego właśnie nagranie to nie drażni tak, jak wersja z 2005. Nie zmienia to nadal faktu, że krańcowe wartości nagrania są ścięte… tylko ciszej…
Kawałek w wersji z 2014 został nieco poprawiony, ale na moje ucho punktem wyjściowym była ta sama matka. Jest więcej dynamiki, więcej przestrzeni w nagraniu, a nawet bardziej selektywnie. Niestety nadal gdzieś na końcu niesmak zostaje ten sam.
Suffer Well – album 2005Suffer Well – Best of 2006Suffer Well – album 2014
Precious:
Właściwie mógłbym napisać o nim to samo, co powyżej, ale jest jednak pewna różnica. W 2005 roku została wydana również wersja na Amerykę dla potrzeb promocji radiowej. Utwór ten został na nowo zmiksowany i pod nazwą US Radio Version brzmi nieco inaczej, zarówno pod względem muzycznym, jak i przyjemności odsłuchu. Również dołożona 2 wersja opatrzona dopiskiem – Album Version – brzmi jakby lepiej. Być może jest to normalizacja, aby oba utwory na tym promo miały takie same poziomy głośności, a być może to już tylko moje złudzenie spowodowane licznymi odsłuchami tego samego numeru.
US Precious
W każdym razie z jednej strony nadal mam gorzką satysfakcję, że jednak wyszło na moje, gdy pisałem, że nowe reedycje od Sony można sobie darować, z drugiej strony kupując Playing The Angel BlueSpec zyskałem w końcu wersję, dzięki której album ten w końcu stał się słuchalny na tyle, że można pociągnąć ten album ciurkiem bez protestów organizmu broniącego się przed sponiewieraniem kakofonią dźwięków. Jest to jedyny wyjątek. Patrząc na Playing The Angel A.D. 2014 uważam, że warto wejść w posiadanie tego krążka i tylko tego. Oczywiście kolekcjonerzy powinni nabyć wszystko i to w jedynie słusznej postaci 2 boksów. 🙂
Precious – album 2005Precious – best of 2006Precious – album 2014
Żeby się tylko nie okazało, że za 10 lat boksy te będą tak samo poszukiwane jak Xy od Alfa Records.