Archiwum kategorii: depeche MODE w Polsce

Ciężko być ochroniarzem, kiedy jest się fanem :-)

Ochraniałem depeche MODE. Tak, miałem tę przyjemność być na Tour Of The Universe w Łodzi podczas obydwu koncertów i to bez biletu he he, i jeszcze dostałem za to kilka groszy – Wspomina Tomek. Zapraszamy do przeczytania tekstu o tym jak ktoś kto ma dbać o nasze bezpieczeństwo na koncercie widzi nas i sam koncert. Trudno być jednak ochroniarzem, gdy się jest jednocześnie fanem depeche MODE.

Gdy dowiedziałem się, że będzie podwójna noc w Atlas Arenie – od razu dzwoniłem do mojego znajomego, że mogę jechać tam nawet za darmo – nie muszę dostać wynagrodzenia za te 2 dni pracy przy ochronie – aby tylko tam być NA OBIEKCIE, a nie gdzieś pod płotem czy bramie. Powiedziałem, że nie mam zamiaru robić żadnych zdjęć, czy filmować, chcę tylko patrzeć i obserwować… no i udało się.

090613_Frankfurt_11

Na halę wszedłem ok. 15:00 godziny w dniu pierwszego koncertu również z nadzieją, że zobaczę i usłyszę zespół na próbie… lipa… Próbę mieli wcześniej i udało mi się tylko obejrzeć próbę świateł i projekcji na telebimie. No ale nic, przyszło do ustalania miejsc – gdzie kto będzie stał podczas koncertu. Myślę sobie – jeśli pójdę pod scenę – OK. Będzie czad, ale jak ja wytrzymam plecami do zespołu, więc mówię do lokalnego dowódcy – Szefie! Ja i dwóch kolegów jesteśmy wyznaczeni przez Pana Maćka do zabezpieczenia loży VIP bo znamy angielski i niemiecki.  – no i uwierzył. Takim oto sposobem oglądałem koncercik z b. dobrego miejsca…

100210_Lodz_05

Za drzwiami zimnica, powoli nadszedł czas…   Bramy otwarto, a czarny rój ruszył na halę i bardzo szybko płyta zapełniła się fanami. Nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie wymyślił… Ja na schodach przy sektorze VIP, a w drzwiach pomiędzy korytarzem hali, a halą  na ochronie ze mną jacyś dwaj chłopcy wystraszeni, którzy chyba pierwszy raz byli na takiego formatu imprezie. W mojej szalonej głowie świta myśl, po co moi ziomale mają się cisnąć na płycie daleko od sceny, jak może uda ich się wpuścić i posadzić na porządnych miejscówkach. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, kilka szybko wykonanych telefonów. Potem od kolegi który miał miejsca i bilety w sektorze siedzącym „pożyczyłem” bilet i na korytarzu oddałem kilku znajomym żeby sobie „legalnie” przeszli przez bramkę prowadzącą do sektora VIP – który jak podejrzewałem tej nocy będzie w większości pusty. Tym sposobem przez obie noce VIP-ami byli fani którym pomogłem. Jeden z kolegów wygodnie sfilmował nawet którąś noc. Chłopaki zostali odpowiednio poinformowani, jak się zachować jeśli ktoś przyjdzie z biletem na jego miejsce. Tylko raz przez obie noce jeden fałszywy VIP musiał udać głupiego i przepraszając zmienić miejsce na to obok, oczywiście dowódca chodził i obczajał, czy wszyscy swoje obowiązki wykonują jak należy. Widząc go głośno zacząłem rozmawiać po angielsku, niby sprawdzając bilet ze swoim podstawionym znajomym 😉 Sam natomiast podczas koncertu pilnowałem mojego tajnego nagrywającego z kamerą żeby go nikt nie przyuważył.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Koncerty w Łodzi większość z Was doskonale pamięta. Balony, chóralne ”masterowanie” przed bisami  –  ja na sektorze niby w pracy bawiłem się przednio i w towarzystwie znajomych.

Kiedy zespół grał już ostatni bis zszedłem na dół i usiłowałem dostać się za kulisy. Przecież przydałoby się chociaż przybić piątkę z kimś z naszej trójcy, a poza tym w kieszeni moich bojówek miałem płytkę (singiel) i pisaka bo może akurat któryś mi zrobi maziaja. Niestety lipa. Przecież zespół też ma swoją ochronę i przy kulisach duży pan ze stanowczą miną powiedział mi, że dalej już nie ma przejścia nawet dla nas. Potem uśmiechnął się i powiedział, że oni i tak od razu ze sceny wsiadają do busów i jazda na hotel. Chyba po moich sterczących włosach i wzroku kota ze Shreka domyślił się jakie mam zamiary. Zgodził się jedynie, żebym grzecznie tutaj postał i tylko w oddali widziałem jak zespół zapakował się do aut i odjechali podczas, gdy publika jeszcze skandowała depeche MODE, depeche MODE i rozcierała zmęczone łapki od neverowego machania na finał.

Praca ochroniarza to z jednej strony dużo pracy z ludźmi czasami ślepo zapatrzonymi w swoich idoli, ale też wiele śmiesznych sytuacji. Teraz opowiem Wam czemu ochrona wymaga różnych spraw i co się dzieje, gdy ktoś nie słucha się poleceń – mówi Tomek.

Polecenia ochrony to nie prośba tylko rozkaz.

Koncert J.M Jarre – jakiś upierdliwy typ nie chciał zając swojego miejsca, tylko pchał się pod scenę koniecznie chcąc zrobić zdjęcia, a że nie było na tym koncercie typowych miejsc stojących, tylko krzesełka, więc oczywiście jego zachowanie przeszkadzało innym widzom którzy spokojnie chcieli podziwiać show. Osobnik nie chciał zrozumieć wydawanych poleceń, więc któryś z kolegów zameldował dowódcy, że koleś ma chyba w plecaku alkohol i jakby urządzenie nagrywające. No i pomogło. Kolo miał darmowe zwiedzanie zaplecza podobnie, jak Martini w 2013 podczas koncertu dM w Berlinie.

Golden Circle
Metallica’s SnakePit
Metallica’s SnakePit

Po co jest Golden Circle? Powody są dwa. Pierwszy, aby rozdzielić gdzieś po drodze ludzi. Aby Ci, co są pod sceną nie zostali zduszeniu przez tych co są dalej. Ten sektor nazywa się różnie. Właśnie Golden Circle (GC), choć ta nazwa jest nieprecyzyjna, bardziej precyzyjne jest określenie Front Of Stage (FOS). Golden Circle to raczej miejsca wewnątrz sceny, albo wewnątrz zamkniętego wybiegu. Dla uproszczenia GC jest wewnątrz FOS. Takie GC już w latach 90. miała Metallica promująca np. swój Czarny Album, albo U2 podczas trasy w 2009 i wcześniejszych. U Mety nazywa się to Snake Pit (gniazdo węży), a powszechnie mówi się na to również Inner Circle.

Początkowo FOS był określeniem czysto technicznym, każdy kto miał bilet na podłogę mógł się tam dostać do określonego limitu uczestników koncertu. Z czasem zauważono, że parcie na FOS jest na tyle duże, że może warto na tym zarobić i zaczęto różnicować ceny biletów w zależności, czy ktoś chce stać bliżej czy dalej na płycie. Tak pojawiły się płatne FOSy, czy GC (sic!). Ostatnim wynaturzeniem tego procederu jest płacenie za prawo do wcześniejszego wejścia przed wszystkimi – tzw. Early Entrance i  tak pojawiły się te nieszczęsne GCEE, czy FOS EE.

Dalej Tomek opowiada – Ochraniałem kiedyś koncert Metalliki w Chorzowie. Doczekaliśmy się otwarcia bram i pierwsze czarne postacie wbiegły na murawę z biletami w łapce marząc o przyklejeniu się do barierek – ha ha – rozumiałem ich doskonale, w końcu sam kilka razy tak biegłem starając się jak najszybciej zerknąć na bilet wpuszczałem ich szybko życząc dobrej zabawy. Najśmieszniejsze było to, że dostałem specjalne liczydełko i z mojej strony do FOSu mieliśmy limit wpuszczenia iluś tam osób. Nie pamiętam ilu i nie chce strzelać jakiejś głupiej cyfry… ja  to miałem w dupie – wpuszczałem wszystkich który mieli bilet do tego sektora i oczywiście to liczenie stało się bez sensu…

Zdesperowani fani, albo fani, to już inna grupa ludzi. To do czego są zdolni to temat na inny wpis. Koncert Madonny – wpuszczamy na sektor GC – posiadającym bilety zakładamy te posrane opaski i młode dziewczę ze wzrokiem błagalnym mówi – wpuści mnie pan? – a ja na to – nawet jeśli Cię przepuszczę to tam dalej jest druga bramka i stamtąd Cię pogonią jeśli nie masz biletu, ale po chwili… moment! Biorę od kumpla kilka opasek i mówię – pomogę Ci. Jedną opaskę włożyłem do plastikowego kubeczka na napój i podając tej młodej dziewczynie mówię – teraz weź ten kubek i idź do kibelka TOI TOI, załóż ją i przejdź przez bramę jakby nigdy nic pokazując nadgarstek. Udało się <lol>. Zawsze był ze mnie ochroniarz, jak z koziej dupy trąbka… Mojemu koledze inna lala podobno proponowała żeby się z nią udał do tejże TOI TOJki. Może chciała się mu odwdzięczyć za wstęp… nie skorzystał.

_

Poniżej kilka rad, które warto sobie przyswoić, zanim stanie się pod bramą stadionu. Nie są to wszystkie sugestie, jedynie wybrane spostrzeżenia, na które zwraca uwagę ochrona lub lepiej się do nich stosować, aby nie obejrzeć hali z drugiej strony drzwi.

Przed wejściem do hali

131207_Amsterdam_00Stojąc już w kolejce przy bramce bądźcie cierpliwi – mówi dalej Tomek – ludzie którzy stoją po drugiej stronie i będą sprawdzać potem bilety nie decydują o tym, czy bramki mają być otwarte zgodnie z wyznaczoną godziną… to idzie wszystko od szefa wszystkich szefów, czyli głównego menedżera OCHRONY ZESPOŁU. Ci ludzie w żółtych przeważnie ubrankach to OCHRONA OBIEKTU i to oni dostają wytyczne dotyczące organizacji bezpiecznej imprezy od załogi związanej już z ekipą dM – o tym Ty miałbyś więcej do powiedzenia – zresztą pisałeś o tym w wątku ze swoimi przeżyciami na Służewcu 😉

BILETY
Berlin 2006.07.13
Berlin 2006.07.13

Bilety podczas podróży na koncert, jak i oczekując pod stadionem/bramą przechowujcie ze starannością. Dodam od siebie, że szczególnie należy uważać na wydruki z domowej drukarki. Tego typu bilety najlepiej wyjąć dopiero przed kontrolą. Dalej Tomek nadmienia – trzymajcie je w koszulce foliowej lub w jakiejś tekturowej teczce, którą potem można nawet wywalić, albo napisać na niej jak to kochacie depeche MODE i pokazać w kierunku sceny szanujcie kwity, żeby nie zamokły. Potem nie będzie nieszczęścia, że nie wejdziecie na imprezę, bo bilet będzie nieczytelny / rozmazany / zamoknięty. Ochroniarz w pełni rozumie Wasze intencje i zapewnianiam, że wszystko jest jak najbardziej w porządku, ale sorry nikt nie będzie przecież własną dupą ryzykował dla utraty pracy.

Częstym sposobem na przyśpieszenie odprawy jest takie naddarcie, złamanie perforacji, żeby wystarczył podmuch wiatru, aby oderwać część kontrolną od głównej części biletu. Jedni robią, to bo nie chcą mieć potem porwanego biletu na pamiątkę / na handel. Inni właśnie po to, aby przyśpieszyć przejście przez bramki. Parę razy spotkałem się z sytuacją, kiedy zamotany ochroniarz walczył z perforacją, a w tym czasie najlepsze barierki odlatywały.

Fight Fire with Fire

W obiektach obowiązuje zakaz używania otwartego ognia oraz palenia wszelkich rzeczy które się pali… (tytoń i inne liście), więc akcja z zapalniczkami na balladzie to nie jest dobry pomysł. Większość z nas ma przecież smartfony, a jeśli nie  – to malutka kieszonkowa latarka, czy lampeczka rowerowa da i lepszy efekt i chyba będzie łatwiej ją przemycić i potem odpalić 😉 Inhalacja też jest zabroniona od niedawna, więc e-papierosy też są na cenzurowanym, warto o tym pamiętać również.

130725_Warsaw_05

Picie

Na większości obiektów jest zakaz wnoszenia wszelkich butelek szklanych (napoje, perfumy, itp.), także napojów w puszcze. Jeśli już napój, to bezalkoholowy do 0.5 litra w plastikowej butelce, a i tak na bramce zabiera się zakrętkę.

Takie działanie ma kilka celów:

  • Stadion, czy hala mają swoje interesy – umowy sponsorskie, ajentów, którzy chcą zarobić na napojach i podłej jakości jedzeniu (przeważnie nie dogotowanym, ze względu na słabe moce przerobowe urządzeń gastro). Kanapki czy owoca także nie wniesiecie – polecą do kubła nazywanego „depozyt”…  wiec najeść się przed koncertem stosując oczywiście odpowiednią dietę – po co latać po tojtojkach i walić w muszlę w rytm ukochanej muzyki ;)…
  • (1) Bezpieczeństwo – plastikowy kubek nie doleci do sceny, a otwarta butelka wypróżni się w czasie lotu i też spadnie przez sceną.
  • (2) Bezpieczeństwo – z otwartą butelką w ręce biegnie się pod scenę dużo dłużej, wolniej i po drodze się rozlewa sporą część, więc… biznes się kręci.

Tomek radzi otwarcie: jeśli już wnosicie picie, to… ukryjcie gdzieś dodatkową zakrętkę. Przyda się na pewno.

Co do samego picia, to odradzam piwko czy kawę bezpośrednio przed wbiegnięciem pod barierki, dla tych co chcą zachować swoje dobre miejsce pod sceną przez cały koncert. Słyszałem o przypadkach lania po nogach i walenia w majty. Będziecie mistrzami, jeżeli doniesiecie do kibla i wrócicie w czasie jednego numeru pod scenę. Inaczej sprawa się ma gdy ogląda się show na trybunach. Posiadacze FOS powinni pić tylko tyle żeby nie zasychało w gardle, a nadmiar wody lepiej wydalić przez skórę, niż jako 1. Gdy w grę zaczyna wchodzić 2 lub 3 wtedy pora zastanowić się nad przyjęciem pomocy medycznej. W letnie dni to prosta droga do odwodnienia.  Uwierzcie mi –  idzie wytrzymać z półlitrowym napojem przez cały okres kilku godzin wyczekiwania pod sceną, a potem do ostatniego „Thank you! – We see You next time!”

Dobrym pomysłem jest zabranie soków w małych kartonikach, albo w foliowych woreczkach z zakrętką. Za naszą zachodnią granicą takie napoje są bardzo popularne na koncertach. Ochrona przepuszcza z nimi, a i łatwo opakowanie zutylizować pod nogami potem.

FLAGI, BANERY

Nigdy nie robiliśmy problemów z wnoszeniem flag czy bannerów. Przy bramce zgłaszane to było i oczywiście pokazane. Inaczej z możliwością ich montażu na barierkach czy trybunach. Zwróćcie uwagę, czy rozkładając flagę nie zasłonicie przypadkiem logo jakiegoś ze sponsorów imprezy, wtedy może być problem proponuję po raz kolejny kulturalnie pogadać z ochron.

depeche MODE w Mexico City
depeche MODE w Mexico City

Ochrona może mieć za to uwagi do wnoszenia masztów, drzewców i długich parasoli. Flagi tak pod warunkiem, że potem je przyczepicie do barierek, albo będziecie machać nimi w ręku. Parasol, czy długi drzewiec od flagi traktowane jest jako potencjalna rzecz podwójnego przeznaczenia. Tzn może służyć do machania, ochrony przed deszczem lub słońcem, ale może też służyć do zadawania obrażeń, a z tym już żartów nie ma.

Pieniądze, wartościowe rzeczy.

Dla Pań – żadnych kosmetyków w torebkach, tylko niezbędne rzeczy, jeżeli pieniądze, to chowajcie dobrze (w tłumie przebywają nie tylko fani, którzy przyszli się bawić na koncercie ) – w przypadku kradzieży  ochrona nie będzie mogła zbyt wiele pomóc. Torebki tylko zasuwane na zamek, a nie na jakiś szybki zatrzask. Generalnie bagaż jak najmniejszy, żeby było wygodnie nie tylko Wam, ale i innym ludziom dookoła. Drogie Panie torebkę trzymajcie przed sobą, a nie z boku czy na pośladkach. Licho nie śpi, a i dostęp lepszy, o zabieraniu nadmiarowej przestrzeni wokół siebie nie wspomnę 😉

090613_Munich_02

Relacje, jeszcze raz relacje.

Powiem jedno – ochroniarz to nie Twój wróg. Przykleiłeś się do barierki, to fajnie. Zamiast krzyczeń jakieś Aviva, czy inne Warta coś tam, coś tam! Spróbujcie już po wejściu na obiekt zyskać sobie przychylność ludzi z ochrony – zagadajcie, nawiążcie jakąś przyjazną relacje – czas zleci szybciej w oczekiwaniu na koncert przy rozmowie, a jeśli koleś jest przyjaźnie nastawiony możecie liczyć na jego pomoc nawet już w trakcie show (np. dostarczenie jakiegoś picia) lub pomoc w drapaniu się na scenę, gdy Dave będzie chciał z Tobą odśpiewać Somebody do perkusji Christiana.

060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)

Warto także zwracać uwagę na zachowanie ludzi obok, bo nie każdy może czyta 101dM.pl (Nie? przypis nadredaktora) i jest na koncercie pierwszy raz i nie będzie wiedział, że np. rzucanie flagi czy elementów bielizny na scenę jest zabronione .. (czy kapelusza 😉  hihi –  w Pradze 2006 kapelusz rzuciłem – Gah podniósł i mi odrzucił…  i ja durny zamiast zostawić sobie pamiątkę – to w Spodku powtórzyłem ten wyczyn… kapelingo poleciało dalej i tyle go widziałem …   

_
131123_Hannover_01
Nie jest to koniec rad przedkoncertowych. W trakcie pisania jest już kolejny art o bardzo wielu innych elementach obozowania przedkoncertowego, przeżycia pod sceną, czy utrzymywania swojego organizmu we względnej wytrzymałości. Niedługo ciąg dalszy, a ja dziękuję Tomkowi za współpracę i jego cennych uwagach. Tekst został w dużej mierze napisany przez Tomka, mnie (Martini) zostało w zlepienie go w całość lub dopisanie kilku uwag, czy też podklejenie zdjęć i linków.

Unfinished business…

Tym określeniem Dave opisał swoje podejście do pracy nad Sounds Of The Universe, gdy startowali z tym albumem w studio. Dla mnie taką niezakończoną sprawą jest temat konferencji prasowej w Paryżu w 2012. Ujął bym to nawet szerzej… całego wprowadzenia do Delta Machine, ściemy związanej z brakiem tytułu, singla, i wielu wielu innych spraw, o których wtedy celowo nie chcieli mówić. Po za tym w tamtym czasie pojawiło się kilka kwestii, które finał swój miały po trasie, a na które mało kto zwracał uwagę.

Obejrzałem ponownie konferencję prasową i myślę, że kilka spraw może być nadal ciekawych… szczególnie kiedy jesteśmy mądrzejsi o 4 lata.

23 października 2012 zespół zaprosił nas na konferencję prasową w sprawie ogłoszenia terminów nowej trasy koncertowej. Tak tak, nie płyty, a trasy 😉

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23

Przebieg konferencji można podzielić na kilka części. Choć mam wrażenie, że sama konferencja była zorganizowana głównie dla tych co się nie dostali na wywiad 1:1, oraz dla gawiedzi fanów. Pytania były momentami zdawkowe, albo zlewające, ale po kolei:

Album o nieznanym tytule – to był główny lejtmotyw tej konferencji – jesteśmy zarobieni, nie mam nic ustalone, nie mamy za wiele do powiedzenia, po za tym co puściliśmy Wam na ekranie. Jak wielka to była wtedy ściema szybko się przekonaliśmy, a fani albo grzebali w klipie, albo załamywali ręce. Angel nie był dla wielu spełnieniem marzeń o pierwszym doświadczeniu z nową płytą. Nie był faworytem jako takim na płycie. Ja należałem do tych pierwszych… mówiąc eufemistycznie.

Dave napisał 5.5 kawałka na nową płytę, a Fletch twierdził, że nadal są bogami syntezatorów.

Martin: Nigdy nie pasowaliśmy do biznesu. Na szczęście mamy lojalnych fanów, więc nie musimy schlebiać (pasować) do przemysłu muzycznego.

W tym kontekście padło pytanie o Ultimate Song, czyli najlepszą nagrany / skomponowany kawałek ever. Oczywiście takiego nie ma, ale na tym albumie jest kilka, które się ocierają o to (ryli?) stwierdził Martin.

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23

Zespół nagrał 20 kawałków…. podobno. 17 razem z dodatkami ukazało się na płytach. Na singlach nie wyszedł żaden b-side, którego potem nie było by na płycie. To, co stało się z 3 numerami? Może to mnie pamięć zawodzi, ale nie pamiętam, żeby ktoś dopytywał się gdzie reszta? Warto o to może zapytać zespół przy okazji najbliższego spotkania z nimi.

I to by było na tyle w temacie płyty. Ani zespół nie był rozmowny, ani zainteresowanie tematem pobocznym też nie było za wielkie. Skupmy się w takim razie na temacie głównym konfy w Paryżu.

Nowa trasa koncertowa

Wiele było spekulacji. Na pewno dowiedzieliśmy się, że – będzie rozgrzewkowy koncert (gdzie? nie było wiadomo jeszcze). Konferencja w Paryżu… hmm ciekawe dlaczego?

Konferencja, a sprawa polska

To było jedno z moich większych zdziwień tej konferencji. Tyle akcentów, jakie poszły w kierunku naszej części Europy, oraz Polski nie było dawno. Oczywiście sami o to zadbaliśmy będąc tam. Nie ma co ukrywać, że po tym, jak wiele padło pytań i jak wielkie zainteresowanie było mediów z Europy Środkowo-Wschodniej, to trudno nie dojść do przekonania, że umysły których fanów, z której części Europy zajmuje ten zespół najmocniej. Francuskich mediów też była spora reprezentacja, ale to jest naturalne. Byli gospodarzami. Tak samo by było, gdyby konfa była w Niemczech, czy we Włoszech. Jakie kwestie dotyczyły Europy Środkowo-Wschodniej i Polski?

  • Grali u nas mimo, że wiedzieli, że stracą kasę
  • Grali bo wiedzieli, że mają tu fanów i jest to inwestycja na przyszłość
  • Teraz to procentuje (co napisałem powyżej)
  • Nie mieli złotej kuli i nie wiedzieli, że sytuacja polityczna się zmieni, a mimo to grali w Europie Wsch.
  • Po prostu chcieli grać koncerty dla ludzi.
  • Mimo wiedzy byli zszokowani reakcją fanów. Fani z bloku wschodniego znali muzykę, teksty. Wszystko to mimo braku dostępu do normalnego rynku muzycznego.
  • Podziemie działało, mixtape’y i listening party miały miejsce.
  • Doskonale pamiętają DM Lipdub For The Masses / Shadow for the Masses (Martin).
  • Nasze szafiarki (Natasza i Agata) nie zawiodły i zapytały się o ciuchy Martina na trasę. Pozostali chłopacy stwierdzili, że na pewno będą „Glittery

Ufff sporo tego. Ale warto pójść dalej.

Konferencja Prasowa 2012.10.23
Konferencja Prasowa 2012.10.23
Nagrywanie koncertów (potocznie nazywane LHN)

To jest kolejna niedokończona sprawa z konferencji. Miałem wrażenie, że zespół nie był przygotowany, albo był zaskoczony, że ludzie to będą pamiętać i będą chcieli. Oni po prostu o ten aspekt nie zadbali zmieniając EMI na Sony Music. Być może Sony nie miało zaplecza, być może nie chcieli płacić firmie powiązanej z konkurencją. Dobrze by było, aby ten temat wrócił na kolejnej konferencji. I mam nadzieję, że wrócić w postaci ogłoszenia zespołu, że na najbliższej trasie pojawią się nagrania z każdego koncertu, niż kolejnych zdziwionych i wymijających wypowiedzi.

  • Andy: Być może.
  • Dave: Czy lubiliście / chcielibyście mieć takie nagrania?
Różne inne ciekawe wątki z konfy.

Ktoś zapytał czy możliwy jest koncert z orkiestrą symfoniczną, jak to kiedyś zrobiła Metallica?

Martin: Oczywiście, że możliwy, ale my pewnie tego nie zrobimy…

Zespół słyszał i docenia akcję niemieckich fanów z powrotem Dreaming Of Me na listę przebojów z okazji 30-lecia wydania singla.

Dla Martina różnica w koncertowaniu dziś i teraz jest taka, że kiedyś był nonstop nawalon, a dziś (podobno) czerpie więcej radości z bycia na scenie. Resztę możecie odświeżyć sobie poniżej:

Ten wpis właściwie mógłby być relacją pisaną zaraz po zakończeniu konferencji w 2012, gdyby nie jeszcze jedna kwestia.

Po konferencji zespół udzieli wywiadów mediom ze świata i okolic i takie niewinne stwierdzenie przykuło na onczas moją uwagę. W oryginale cytuję słowa Dave’a we wpisie depeche MODE sp. z o.o., a tłumaczenie poniżej:

Daniel na pewno był bardzo zaangażowany w tworzenie tej płyty – z procesem nagrywania włącznie, po drodze pomagając w podjęciu wielu decyzji. To, co wydarzyło się miało miejsce w okresie poprzedzającym wydanie Exciter. Daniel, z naszym błogosławieństwem, sprzedał katalog Mute do EMI. W jego rękach pozostała kontrola artystyczna. Tuż przed startem nagrań do Delta Machine, chodziły słuchy że EMI się zwija Nie chcieliśmy tkwić w stanie zawieszenia i ciągać się przez lata po sądach, bo nie zrobiliśmy nic, po za słyszeniem. Obecnie Daniel posiada firmę Mute Artists, ale nie Mute Records (wytwórnię), którą chciał odkupić od EMI po tym jak sprzedał ją parę lat wcześniej, ale bez sukcesów. Został przelicytowany i był bardzo zdenerwowany, o czym ja dowiedziałem się całkiem nie dawno (rok 2012). Chciał to wszystko odzyskać z powrotem, ale w zasadzie powiedzieliśmy mu: „Dan, musimy iść dalej.” My nie chcieliśmy być zapchaj dziurą na której wszystko się trzyma. Musieliśmy zadać sobie pytanie: „Gdzie jest Mute? Czym jest Mute? Kto dystrybuuje? „Więc zdecydowaliśmy się rozejrzeć i Sony dało najlepszą ofertę, z zabezpieczeniem że Daniel będzie z nami nadal. Dzięki temu umowa daje nam pewność, że będziemy mieć kontrolę nad tym, co robimy. Co najważniejsze, w 2015 roku, będziemy w stanie uzyskać kontrolę nad całym naszym katalogiem. Będzie ponownie naszą własnością. Nie będzie w stanie zawieszenia. Po Delta Machine, będziemy mieć pełną kontrolę. Dla nas Daniel jest jednym z najważniejszych elementów części tego, co robimy. On jest od zawsze i chcemy aby tak było dalej.

Wygląda na to, że tak się stało. depeche MODE odzyskało kontrolę nad swoim katalogiem w 2015, pierwsze efekty zaczynamy w jakimś sensie widzieć teraz. Zapowiedź (z przygodami) wydania kolejnej kompilacji może być następstwem tego faktu. Szczególnie, że dla bardzo wielu klipów będzie to pierwsze komercyjne wydanie, a nie jedynie w charakterze promo, jak to do tej pory funkcjonowały.

comping soon... depeche MODE
comping soon… depeche MODE

Problem z katalogiem depeche MODE był (jest?) taki, że Mute będąc małą alternatywną wytwórnią musiało przez lata wspomagać się siłą większych i silniejszych. Na dobrą sprawę co płyta, co rynek, to kto inny był dystrybutorem, zarządzał prawami na różnych rynkach. Prawa do katalogu depeche MODE przechodziły z rąk do rąk. Ten sam tytuł można było zobaczyć z czołówką BMG, EMI, Warner, Virgin, Gefen, Sire i kto tam jeszcze miał siłę i moc wszelaką na lokalnych rynkach.

To powodowało, że zespół przez wiele lat był zblokowany ze swoim katalogiem. Bieda wydawnicza i brak możliwości zażądania twórczością. Pomimo pojawiających się co jakiś czas zapowiedzi a to, że EMI podpisało z BBC porozumienie o dostępie do katalogu nagrań BBC, a to jakieś inne plotki, to nadal nie było widomego śladu.

Wydane parę lat temu remastery uderzały biedną zawartością i poza poprawieniem jakości dźwięku nie miały realnej wartości dodanej jakiej fani oczekiwaliby od zespołu, albo znali z innych wydawnictw, innych zespołów. Jest nadzieja, że zapowiedzi z okresu poprzedniej konferencji prasowej po 4 latach w końcu zaczną przybierać realny kształt. To wszystko w oczekiwaniu na nową konfę…

Warszawa 1985 – Some Great Reward Tour

Kolejna, okrągła, bo 31. rocznica pierwszego koncertu w Warszawie za nami. Co roku staram się poruszać jakiś wątek powiązany z historią koncertu. Te związki są mniej lub bardziej luźne. Dziś będzie to takim trochę luźniejszym związku, ale myślę, że nie mniej interesującym w kontekście pierwszego koncertu depeche MODE w Warszawie.

Koncert w Warszawie zakończył trasę trwającą 7 miesięcy trasę rozbitą na dwa lata. Była to w owym czasie dla depeche MODE najdłuższa trasa koncertowa ever. Najwiecej kontynentów, najdłuższa setlista. Choć tak na dobrą sprawę, to przyjęty model promocji sprawił, że zespół był w permanentnej trasie od 1980 roku, z przerwami na pracę w studio. Dopiero powrót do domu po koncercie w Warszawie sprawił, że zespół mógł zatrzymać się na chwilę i pomyśleć nad przyszłością.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Trasa Some Great Reward unaoczniła, że jeżeli zespół chce grać dłuższe koncerty, być gwiazdą koncertującą na 5 kontynentach i liczyć się gdzieś dalej, niż tylko na alternatywnych listach przebojów, to musi wydłużyć proces produkcji płyt, koncertów, a przede wszystkim mieć więcej czasu na odpoczynek.

Zmęczenie tą trasą było widoczne choćby w tym, że o ile w poprzednich latach chłopaki trzymali się raczej sztywno wymyślonego przed trasą aranżu, to na tej trasie m/w od Japonii zaczęły chłopakom puszczać hamulce. W granych utworach było co raz więcej improwizacji, a z relacji wiadomo, że Martin potrafił nawet szaleć z parapetem niczym z gitarą, przy Somebody końcówka kompletnie nie przypominała tego, co znamy choćby z wideo z Hamburga. Wszystkie części improwizowane, a szczególnie końcówka koncertu bywała spontanicznie modyfikowana.

Może ze zmęczenia, może z radości, że to koniec trasy, może pod wpływem środków mocno dystansujących, aby tylko dociągnąć do końca trasy… nie ważne Porównując koncerty z początku trasy i z końca czasami trudno nie zdziwić się, że to ta sama trasa.

Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor
Warszawa 1985.07.30 (c) Więcor

Również Dave słynący z małomówności, którego listy dialogowe na koncertach mogły być spisane na jednej stronie, im bliżej końca, tym co raz mocniej folgował i pozwalał na co raz dłuższe zapowiedzi (jak na niego oczywiście). Warszawa nie była wyjątkiem i Dave co rusz zagadywał do publiczności, czasami ciągnąc łacha.

Tak było również w Warszawie 1985.07.30. Polscy fani niedość, że mieli okazję usłyszeć jedno z pierwszych koncertowych wykonań Shake The Disease, to zobaczyli zespół, który normalnie tak nie gra 😉

Jest jedna rzecz, która wyróżnia koncert w Warszawie na tle innych występów z tej trasy. Polscy Fani mieli okazję nie tylko wysłuchać jako jedni z pierwszych Shake The Disease, ale niestety mieli również okazję jako ostatni na świecie po raz ostani usłyszeć kilka utworów. Po Warszawie zespół już nigdy nie zagrał – Lie To Me, If You Want, Puppets, New Life, Shout!, See You, Two Minute Warning, Shame, Told You So.

Warszawa 1985.07.30
Warszawa 1985.07.30

Nie umniejsza to faktu, że aranże przygotowane przez zespół (czytaj Alana), były tymi najlepszymi, ta setlista była kompletna i nie miała słabych punktów. Czy dodałbym jakiś inny numer? Pewnie można by się na to silić, ale czytając zestaw utworów mam poczucie, że zespół dał co najlepsze w secie, przygotowaniu utworów i dramaturgii koncertu. Nie boję się tu użyć stwierdzenia, że trasa ta to było Devotional Tour lat 80.

Poczytaj rocznicowe wpisy z minionych lat:

Koncert w Warszawie 2013.07.25 – kilka ciekawostek

To już dwa lata od wydarzenia. Koncert przeszedł już na dobre do sfery wspomnień. Pomyślałem sobie, że można już powoli zająć się tym koncertem od innej strony, niż tylko achy lub totalny hejt. Dziś nie to jednak będzie powodem rocznicowego arta. Chcę Was zaprosić na małą wycieczkę (nie pierwszy raz) na zaplecze wydarzeń, które w sumie dobrze pamiętacie… jeszcze.

Katowałem już Was w tym roku kilkoma tekstami rocznicowymi o koncertach w Polsce od kuchni. Nie mogło więc zabraknąć wspomnienia o ostatnim pobycie zespołu w Warszawie 25 lipca 2013.

Z 4. koncertem depeche MODE w Warszawie, a jeżeli liczyć z niedoszłym z 2009, to 5. nie będzie tak łatwo. Mało jest (jeszcze) wiedzy od zaplecza. Albo inaczej nie wiele tej wiedzy wypłynęło na zewnątrz. Dlatego ten tekst będzie inny od choćby wspominek o Łodziach 2010, czy Katowicach 2006, bo po prawdzie nie dysponuję (jeszcze) dokumentacją w postaci Tour Itinerary z tej trasy, Na szczęście na Tour Itinerary świat się nie kończy i są inne źródła, często na wyciągnięcie ręki. Nie wiem, czy to będzie bardziej wejście na zaplecze koncertu, czy bardziej oprowadzenie po obiekcie przez pryzmat koncertu, sami ocenicie.

130725_Warsaw_05
2013.07.25 Warszawa // Shake The Disease

Zespół przyjechał do Warszawy z Pragi, gdzie zjechało się pół fanowskiej Europy, aby świętować urodziny Martina, więc dla fanów z Europy koncert w Warszawie nie był opcją pierwszego wyboru na koniec trasy. Tym czasem zespół co raz bardziej myślał już o wakacjach. Trasa musiała się jednak dokonać i karawana przetoczyć. Niestety dało się to lekko odczuć w tym jak zespół dobierał set, albo raczej nie zmieniał… z rozpędu już.

Zespół zamieszkał w hotelu InterContinental, a obsługa została umieszczona w hotelu DoubleTree (nie mam pewności). W castingu na hotel obsługujący koncert startowało jeszcze kilka hoteli, w tym Polonia Palace, ale wybór padł na ten właśnie hotel ze względu na  możliwość wyjechania z hotelu bez potrzeby afiszowania tego faktu publicznie. Mówiąc po naszemu fani mieli stać przed głównym wejściem i czekać, gdy tym czasem zespół miał pomykać swoimi vanami na stadion opuszczając obiekt od zakrystii.

Plan Stadionu Narodowego
Plan Stadionu Narodowego

Kiedy koncert w Pradze przeszedł do historii karawana 9 ciężarówek i 4 autokarów ruszyła w stronę Warszawy. Niecałe 700 km i sprzęt był w Warszawie 24 lipca z rana. Od paru dni na stadionie trwały już prace przy budowie sceny z elementów dostarczonych przez lokalnych dostawców. Zespół wozi ze sobą jedynie elementy niezbędne do zbudowania scenografii i swojego nagłośnienia. Reszta paczek jest dostarczana przez lokalnego dostawcę w zależności od wymagań obiektu. Tak było i na koncercie w Warszawie, gdzie w celu nagłośnienia górnych galerii zostały podwieszone pod dachem dodatkowe paczki. Po koncercie okazało się, że to właśnie fani z biletami z najwyższych sektorów są najbardziej zadowolonymi uczestnikami pod względem doznań akustycznych. Na pozostałych miejscach uczucia były… mieszane.

Dojazd na wysokości płyty stadionu.
Dojazd na wysokości płyty stadionu.

Dla Stadionu koncert depeche MODE był największym wydarzeniem 2013 i jest jeszcze często wspominany w rozmowach z pracownikami stadionu. Nie mniej rozmawiając z ludźmi ze stadionu koncert depeche MODE na Narodowym nie zapisał się niczym szczególnym. Wynika to z faktu, że zespół nie miał wygórowanych życzeń. W wielu momentach bierze obiekt z dobrodziejstwem inwentarza. Tak na prawdę od obsługi stadionu prędzej usłyszycie ciekawe historie o innych gwiazdach niż o naszych ulubieńcach. No cóż taka to specyfika Panów…

130725_Warsaw_15
Mix Zone, Stadion Narodowy.

Ale wracając do koncertu i przygotowań. Ciężarówki na stadion wjechały po wewnętrznej „autostradzie”, która biegnie pod trybunami wokół płyty głównej stadionu na tym samym poziomie. Dzięki temu sprzęt jest wyładowywany bezpośrednio przed sceną. a zespół został wprowadzony z garderoby w taki sposób, że praktycznie to nie było widoczne dla postronnych.

Na pierwszym zdjęciu rzeczona autostrada, na drugim jej fragment i drzwi wejściowe przez które można wejść holu, a następnie albo do szatni, albo wprost na płytę główną stadionu. Zespół zajął pomieszczenia, które podczas meczów zajmuje reprezentacja lub inne zespoły piłkarskie.

W jednym z takich pomieszczeń tuż przed koncertem Martin spotkał się z dziennikarzem Rolling Stone i udzielił wywiadu, który ukazał się w przede dniu startu trasy po Ameryce Północnej.

Szatnie / garderoby na Stadionie Narodowym
Szatnie / garderoby na Stadionie Narodowym

Gdyby kogoś zapytać o najważniejsze miejsce na koncercie pewnie wielu z Was wskazałoby scenę, parę osób pokazałoby konsoletę po środku publiki, na pewno nikt nie wskazałby tego miejsca poniżej:

130725_Warsaw_18
Centrum dowodzenia koncertem na Stadionie Narodowym.

Dokładnie chodzi mi o te pomieszczenia za szybami między górną i dolną galerią. Na wysokości sektora D18 znajduje się pomieszczenie, gdzie spotykają się osoby odpowiedzialne za wydarzenie po stronie stadionu, osoba odpowiedzialna po stronie organizatora – agencji koncertowej i osoba odpowiedzialna za trasę koncertową, czyli Tour Manager. Tu koordynowane i podejmowane są wszystkie decyzje dotyczące wydarzenia. Z tego miejsca wysyłane były dyspozycje dla obsługi pilnującej nas podczas koncertu.

130725_Warsaw_02 130725_Warsaw_03130725_Warsaw_04 130725_Warsaw_06130725_Warsaw_08130725_Warsaw_07130725_Warsaw_09130725_Warsaw_10

Koncert wystartował, zachwycił i zakończył się. Zespół prosto ze sceny zapakował się do podstawionych busów i udał się do hotelu. W Warszawie ekipa przebywała do 27 lipca (?), odlatując swoim Embraer’em 145 do Wilna. (poniżej ten samolot stacjonujący na lotnisku w Glasgow – 2013.11.10)

Samolot depeche MODE na lotnisku w Glasgow.
Samolot depeche MODE na lotnisku w Glasgow.

Na koniec dla przypomnienia (dla tych, co jeszcze nie widzieli) ciekawy filmik z miejsca w którym w czasie koncertów można przebywać jedynie w charakterze VIP’ów. Kto nie miał okazji zobaczyć, to w niektórych miejscach na stadionie bawiono się tak (na filmie widać ładnie na stadionie fanów i obiekt oraz fragmenty występu supportu – Chvrches):

Tour Itinerary

Poprzedni tekst można traktować jako wstęp do tego wpisu. Postanowiłem jednak rozdzielić tworzywo od twórcy, ponieważ Tour Itinerary [TI] jest pozycją interesującą samą w sobie. Po za tym wiąże się z nią wiele ciekawych historii trasowych.

Book Of Lies 2001 // US
Book Of Lies 2001 // US

Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu Tour Itinerary [TI] w 2001 roku, wtedy nie wiedziałem, że taka mała książeczka, w której były zapisane najważniejsze informacje logistyczne tak się nazywa. Przez wiele lat była to dla mnie pozycja pt ‚Book Of Lies‚ (‚Księga Kłamstw‚). To jest tytuł lub podtytuł, którym SmartArt określa swoje produkcje i takie motto można znaleźć również na stronach tej firmy.

Book Of Lies 2001 // EU
Book Of Lies 2001 // EU

Było to dzień lub dwa po koncercie depeche MODE w Warszawie 2001.09.02, gdy przyleciał do nas kumpel i z trzęsącymi rękoma wyjął tę pozycję. Nikt z nas nie wiedział co to jest, ale nagle w jednej chwili dostaliśmy dostęp do wszystkich hoteli i okolic na właśnie dziejącej się trasie. Byliśmy przestraszeni faktem posiadania tak gorącego znaleziska, że właściwie na spokojnie byliśmy w stanie do niego wrócić dopiero po zakończeniu trasy. Szybkość wydarzeń i fakt, że po koncercie w Warszawie musieliśmy już jechać na koncerty do Berlina i dalej sprawiło, że nie mieliśmy okazji nawet porządnie skopiować tej publikacji na potrzeby wyjazdu. Po trasie znalezisko to miało już tylko znaczenie archiwalne i przydało mi się potem do prowadzenia MODEontheROAD, czy pisania takich tekstów jak ten o Exciter Tour w Warszawie.

BC TourNajstarsze znany mi egzemplarz pochodzi z 1986 roku. Wcześniejszych produkcji tego typu nie znam, choć specyfikacje pojedynczych koncertów mam w swoim posiadaniu, czego fragmenty pisałem w odcinkach o wyżywieniu na trasie. Przewodniki Tour Itinerary wielokrotnie pojawiały się w moich wpisach, jako baza, czy też cichy bohater moich tekstów.

TI mają również swoje życie po zakończeniu tras, być może nawet wtedy staje się jeszcze większym obiektem pożądania, niż w trakcie trasy. Jako, że nakład na każdą trasę jest liczony w liczbach bliskich 100 egzemplarzy, a po drodze coś się wykrusza, to bardzo szybko ceny za pojedyncze egzemplarze osiągają kwoty w okolicach 1000 PLN, choć i za 300-400 PLN da się wyciągnąć takie pozycje. Wszystko zależy ile egzemplarzy zmieniło właścicieli w kierunku do fanów, czyli jak bardzo nasycony jest rynek. W tej chwili najtańsze pozycje są z Devotional Tour. Bardzo dużo egzemplarzy jest w posiadaniu fanów, więc ceny nie osiągają zawrotnych pozycji. Bardzo pożądane są egzemplarze z ostatniej trasy i właściwie wszystko od Violator w dół.

Głównymi autorami upubliczniania tego typu pozycji od lat są byli członkowie ekip koncertowych. depeche MODE nie jest tu wyjątkiem, choć TI od dM wcale nie jest częstą pozycją na ebay’u. Przez co pojedyncze egzemplarze należą do stosunkowo drogich pozycji. Z ostatniej trasy taka pozycja pojawiła się tylko raz i dotyczyła 2 nogi po USA i Kanadzie.

IMG_0463Z TI związana jest jeszcze inna ciekawostka. Na wielu trasach poszczególne nogi trasy mają swoją nazwę kodową. We wszelkich materiałach skierowanych do prasy, czy fanów poszczególne części określa się np jako European Leg, North American Leg, European Winter Leg… tak w przypadku wewnętrznej komunikacji wygląda to już inaczej. Przykładem niech tu będzie trasa z 2005/2006. Touring The Angel liczyła 4 odsłony oznaczane kolejno jako: pain and suffering in various cities in the USA (29.10.2005 – 09.12.2005), Dresden and beyoned….. (12.01.2006 – 03.04.2006), California thru’ DC (24.04.2006 – 21.05.2006), the Final Frontier…….. (02.06.2006 – 03.08.2006).

IMG_0464Warto też zwrócić uwagę, że TI mają różne wielkości. Kwestia poręczności była tu istotna, nie mniej nie wiem jakie było przyporządkowanie. Kto z członków ekipy koncertowej dostawał jaki format.

Oprócz tego każde TI ma zamieszczone dodatki charakterystyczne tylko dla danej trasy. Oprócz wspomnianych wyżej nazw poszczególnych legów, trasa z 1994 miała rozpiskę meczy podczas mistrzostw świata w USA, a trasa z 2001 roku miała również szczegółową rozpiskę lotów prywatnego samolotu zespołu, co nie było już tak eksponowane w 2009/2010. Niektóre TI maja również wpisane motto na dany dzień np przy koncercie w Warszawe 2001.09.02 jest motto – Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you.

313-20121113163559_originalDla odmiany TI z Devotional Tour posiadało aż 5 odcinków mimo, że sama trasa z 1993 roku miała jedynie 3 części. Do tego podziały na odcinki przebiegał inaczej niż faktyczny przebieg trasy. Noga w Europie miała 2 odcinki, a Północna Ameryka 3, przy czym ostatni odcinek był połączony z 3 nogą po Europie z grudnia 1993. Każda część miała swój kolor. Ale to jeszcze nic…

Dla wybrańców Tour Itinerary przybierało bardzo wyrafinowane postacie. Pamiętacie aukcję Alana z 2011 roku? Rok później podobną aukcję zrobił Andy Franks przytulając również konkretny grosz. Pośród dziesiątek pamiątek pojawiła się i taka pozycja. Oprawiona w skórę wersja Tour Itinerary. Na bogato…., ale co będę chłopkom zazdrościł nieswoich pieniędzy…

TI są opracowaniami ze swojej natury bardzo ramowym i dosyć płytko wchodzą w to, co faktycznie dzieje się technicznego na zapleczu koncertów. Raczej dotyczą wszystkiego dookoła, tylko nie koncertów. Ta bardziej szczegółowa dokumentacja powstaje na styku managemant zespołu i organizatorzy koncertów.

Do każdego koncertu musi powstać dokumentacja, która jest wypadkową wymagań zespołu. technologicznych sceny / show, wymogów agencji koncertowej, wymogów gospodarza obiektu, lokalnych regulacji prawnych. Jest to dokumentacja, która powstaje w ślad za umową i riderem technicznym. Czym jest rider techniczny pisałem w ubiegłym roku o tym. Do każdego koncertu powstaje dokumentacja określająca drogi dojazdu ciężarówek, drogi komunikacji ludzi, wózków widłowych wraz z wymiarami tych dróg. Specyfikacje instalacji elektrycznej obiektu, podłączeń i wymogów pożarowych. Niedługo przybliżę Wam jak to wygląda na jednej z największych aren w Polsce.$_12_10 $_12_6 $_12_5

Specyfikacja San Jose Arena.
Specyfikacja San Jose Arena.
Specyfikacja hali.
Specyfikacja hali.

_

Na koniec mała prywata. Posiadam w swoich zbiorach całkiem sporo opisanych powyżej pozycji, nie miej jeżeli ktoś chciałby się wymienić, to chętnie, porównamy co kto ma… Lista moich TI na prv.

Podyskutuj o tym na Forum MODEontheROAD.

Koncert w Katowicach 2006.03.14 – logistyka i kilka ciekawostek

O trzecim w historii koncercie depeche MODE w Polsce źródła piszą niewiele. Poza tym, że był jednym z lepszych koncertów w oczach i pamięci fanów na tej trasie (oraz kiedykolwiek), trudno opisać ten występ od zaplecza, ponieważ pobyt zespołu był zminimalizowany do niezbędnego czasu potrzebnego na zadzianie się wydarzenia.

Po opublikowaniu podobnych opisów dla koncertu w Warszawie 2006.06.09, oraz w Łodziach 2010.02.10-11, czy Warszawie 2001.09.02, tym razem przyszła pora na Katowice.

depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (005)
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (005)

Na każdej trasie są koncerty, które służą jedynie jako punkty przystankowe. Podobnie jak samolot nie zarabia, gdy nie jest w powietrzu, tak samo jest z zespołem. Jeżeli nie gra, to nie zarabia. Zbyt długie przerwy między lokalizacjami sprawiają, że koszty ponoszone na paliwo, transport, hotele, wynagrodzenia rosną powyżej akceptowalnych limitów.

Zespół zawsze planuje lokalizacje, w których chce lub musi zagrać, oraz takie, które są wypełnieniem trasy. A to sponsor chciał, a to organizator/promotor przedstawił dobrą ofertę, albo po prostu trzeba zrobić przystanek gdzieś na trasie między Moskwą, a Berlinem. Zespół nigdy nie wziąłby pod uwagę jakiejś lokalizacji, gdyby nie worek pieniędzy od organizatora. Kiedyś tak było z Polską (teraz już tak nie jest), tak było np. z Horsens na Tour Of The Universe, czy wieloma nic nie mówiącymi miejscami na każdej innej trasie depeche MODE.

depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (011)
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (011)

Wiele lokalizacji, to jedynie punkty w czasie których najdłużej przebywa ekipa techniczna, a pobyt zespołu liczony jest w godzinach. Taka będzie właśnie opowieść o pobycie depeche MODE podczas Touring The Angel w czasie 2 nogi tej trasy w Katowicach.

13 marca 2006

Po koncercie z Grazu 2006.03.13 zespół udał się do hotelu i aż do południa następnego dnia gościł się w tamtejszym Grand Hotel Wiesler. Ekipa techniczna tym czasem całą noc zasuwała koncertowymi autokarami i ciężarówkami do Katowic przez Czechy.

14 marca 2006
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (015)
depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (015)

Około godziny 12:00 ekipa techniczna weszła do hali zamontować nakładkę na szkielet sceny przygotowanej wcześniej przez lokalnego promotora koncertu. Z racji napiętego programu i niewielkich wymiarów hali nad sceną zawieszono jedynie 3 z 6 ruchomych ekranów, które świeciły każdej koncertowej nocy na trasie.

Zespół zjawił się w Spodku dopiero na soundcheck, na potrzeby kilkugodzinnego pobytu zespół miał wynajęte pokoje w hotelu Radisson. Głównie po to, aby się odświeżyć, pociągnąć kreskę pod okiem itp sprawy. Zespół nie spał w Polsce wcale.

060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (024)

O godzinie 19:00 otworzyły się drzwi hali dla fanów. Między 20:00, a 20:30 zagrał support (niech spadnie na niego zasłona milczenia). Pół godziny później zespół pojawił się na scenie. Tuż po 23:00 było już po wszystkiemu. Rozpoczęła się dekonstrukcja sceny. Fani poszli bawić się na after, a zespół szykował się w drogę do Tallina. W kilka chwil po tym jak wybrzmiały słowa pożegnania zespół był już w drodze na lotnisko. W pełnym rynsztunku koncertowym i w spływającym makijażu zespół wyleciał z Polski do Estonii.

15 marca 2006

Tuż po północy depeche MODE zjawili się na lotnisku w Tallinie. Kwaterą główną na czas pobytu w Estonii był hotel Radisson SAS. 15.03 był dniem wolnym na trasie, więc wszyscy mogli odespać i odpocząć po trudach ostatnich dni i częstego przemieszczania się po Europie.

060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (023)
060314_Katowice_24depeche MODE w Katowicach 2006.03.14 (023)

A mnie została jeszcze tylko Warszawa 2013.07.25, ale tu nie będzie tak prosto… za to inaczej… ale to dopiero w lipcu.

Podyskutuj o tym na forum. MODEontheROAD.

Koncerty w Łodzi 2010.02.10-11 – logistyka i kilka ciekawostek

To już pięć lat od momentu, jak depeche MODE zawitało po raz pierwszy do Łodzi. Miała to być 2 wizyta, a wyszło, że była pierwszą i jedyną na tej trasie. Za to podwójną. Dzięki temu koncerty z Łodzi noszą dumne miano pierwszych podwójnych ever koncertów depeche MODE w Polsce. Jak spytać uczestników tych wydarzeń o pierwszą myśl związaną z tymi koncertami, to pada stwierdzenie, że było… zimo… bardzo zimno. Dziś jednak nie będę zajmował się meteorologią, a logistyką.

Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was miało okazję nawet mieszkać w tym samym hotelu, co zespół, ale dla kronikarskiego obowiązku odnotują nawet oczywiste oczywistości. Nie mniej, mam nadzieję udanej lektury.

2010.02.08-09
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)

Zespół zakończył koncert w Kijowie 8 lutego 2010 i aż do 10 lutego przebywał w tym mieście. Ekipa techniczna zaraz po koncercie ruszyła w trasę, by następnego dnia zjawić się w Łodzi. Zostali rozlokowani w tym samym hotelu, co zespół – Andel’s. W tamtym czasie był to jedyny sensowny hotel w mieście, dlatego ekipa i zespół musieli spać w jednym. Na Delta Machine Tour techniczni spali już w zupełnie innym hotelu.

2010.02.10

Po godzinie-trzydzieści lotu zespół zjawił się w Arenie Łódź (jak początkowo nazywała się ta hala) praktycznie tuż przed występem. Soundcheck odbył się około godziny 16:00. Po czym zespół udał się do hotelu.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Od 17:00 swoją próbę miał Nitzer Ebb. Godzinna próba zakończyła główne testy nagłośnienia. Od 18:00 hala otworzyła swoje bramy i fani wlali się do środka.

W okolicach 19:45 na scenę wszedł Nitzer Ebb. Ich koncert trwał 45 minut, po czym nastąpiło generalne sprzątanie i 21:00 fani i ekipa byli gotowi na start koncertu.

Kiedy wybiła 23:00+ zespół był już w drodze do hotelu.

Na koncercie było 15,189 widzów.

Blogerzy dokumentujący trasę rozpływali się w zachwytach po pierwszej nocy.

Setlista koncertu w Łodzi 2010.02.10

2010.02.11

Drugi dzień pobytu miał praktycznie taki sam schemat jak pierwszy, z tą różnicą, że próba odbyła się bez udziału zespołu, jedynie techniczni przeprowadzili testy aparatury i podkładów. Świadkowie donoszą, że techniczni pomni chóralnych śpiewów Master And Servant [25] poprzedniej nocy przygotowali się na ewentualność, gdyby zespół chciał się odwdzięczyć za poprzednią noc. Zespół jednak nie chciał i musieliśmy obejść się smakiem.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (001)

Nastąpiła również zmiana jednego utworu wcześniej zaplanowanego do grania. Otóż Martin planował zaśpiewać tej nocy Freelove [4], ale zdecydował się na Judas [4]. Chodziło o tekst tego utworu i jakby przewrotne podziękowanie za poprzednią noc i to, co działo się na koncercie 2 nocy. Dzięki temu fani z 2 nocy uczestniczyli w koncercie z jedyną w swoim rodzaju setlistą na tej trasie i jednym z 4 wykonań Judasza na tej trasie.

Około godziny 17.00 swoją próbę zrobił Nitzer Ebb, a drzwi do hali otwarto chwilkę po 18:00. Tej nocy ponownie był komplet na płycie i na trybunach, czyli 15,189.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (002)

Jeszcze tej samej nocy karawana 9 ciężarówek i 3 autobusów opuściła polskie granice i przez Czechy pomknęły do Zagrzebia. Po około 16 godzinach jazdy byli w Chorwacji. Przynajmniej mieli nieco cieplej.

Koncert w mojej opinii lepszy niż pierwszej nocy. Jak wieść niesie został wybrany koncertem halowej trasy pośród ekipy technicznej.

Przeczytaj relację z koncertu autorstwa trasowych blogerów.

Setlista koncertu w Łodzi 2010.02.11.

Oczywiście o to, co się działo po za koncertami dobrze pytać tubylców. Weźmy na ten przykład przypadkowo spotkanego fana, który właśnie przechodził obok mojego biurka z komputrem i z przyjemnością podzielił się swoimi wspomnieniami z tych pamiętnych dni. Serek wspomina, że 11.02 w godzinach popołudniowych Andy Fletcher udał się wraz z pracownikiem EMI Music Polska na „zwiad” do Galerii Łódzkiej zobaczyć m.in., zaopatrzenie w płyty depeche MODE w salonie Media Markt. Niestety, akurat wtedy dział muzyczny przechodził reorganizację. W salonie stoisko było nie w pełni zatowarowane w płyty, na pewno jednak jakieś pozycje depeche MODE tam były – co sądził Andy nie wiadomo. Dave w tym czasie kończył siłkę, więc nie ruszał się przy tych mrozach z hotelu.

depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (003)
depeche MODE w Łodzi 2010.02.10 (003)

Co więcej, po drugim koncercie depeche MODE w Łodzi – snuje dalej swoją opowieść Serekdo pobliskiej hali „Wytwórnia”, gdzie odbywał się oficjalny after party fanów zawitali pracownicy techniczni oraz kucharze. Byli pod ogromnym wrażeniem bawiących się fanów zarówno na afterze, oraz samych koncertach. Jeden z nich opowiadał, że zespół jest bardzo hojny dla swoich pracowników technicznych, i że dobrze płacą im za pracę. Natomiast prezentem świątecznym od zespołu dla ekipy tech. były min. przenośne pamięci zewnętrzne z nadrukowanymi autografami każdego z członków zespołu. Tyle Serek. Ja słyszałem, że to były dyski twarde.

2010.02.12

Zespół nie zabawił długo w Łodzi. Około południa zawinął się na lotnisko, skąd swoim samolotem odleciał do Zagrzebia. Po locie trwającym 1:20 samolot wylądowali na miejscu i aż do 15.02 zespół odpoczywał w ciepłym.

_

Nie spodziewam się, że zespół na kolejnych trasach powtórzy podobny wyczyn. 2 noce w Łodzi miały raczej charakter jednorazowy i był wynikiem problemów zdrowotnych z 2009 roku. Jednak jeszcze mniej spodziewam się, że depeche MODE zagrają więcej niż jeden koncert w różnych miastach w czasie jednej nogi. Nadal będziemy mieć 2 koncerty na różnych nogach. Jeden na stadionie, drugi pod dachem.

A jakie są Wasze wspomnienia z łódzkich koncertów w 2010? Zapraszam do komentowania na forum lub w komentarzach pod tekstem.

Internet w służbie depesza (cz.2)

To jest jeden z tematów, które jakiś czas temu trafiły do szuflady „Na po trasie.” Pierwsze podejście miałem w 2012, ale pomyślałem sobie wtedy, że lepiej poczekać do końca trasy. Ciekawe rzeczy mogą się dzięki temu pokazać. Potem pomyślałem, że może warto poczekać do końca roku 2014. No to mamy 2015 i tekst już jest… O Internetach w służbie depesza… odsłona druga.

Poprzedni tekst – Internet w służbie depesza – powstał jako wynik opisu jednego z narzędzi udostępnianych przez Google użytkownikom ich środowiska, a które używam do codziennej pracy np. Przy blogu lub stronie, czy po prostu po to, aby zautomatyzować sobie pewne procesy wyszukiwania. Mam tu na myśli – Google Alerts. Dziś przygotowałem tekst oparty na bazie innego narzędzia opartego o wyszukiwarkę.

Alerty Google pozwalają na ustanowienie stałego, codziennego wysyłania zapytania do wyszukiwarki określonego hasła (np nazwiska, osoby, ulubionego zespołu depeche MODE), ale bez codziennego pilnowania, aby wykonać konkretną czynność. Narzędzie którym się dziś zajmę pozwala zebrać wszystkie historyczne zapytania do wyszukiwarki i sprawdzić, kto?, co?, ile razy? i w jakim kontekście wpisywał. Co roku to narzędzie staje się sławne, gdy zbliżamy się do zakończenia roku. Google tworzy wtedy zestawienie najpopularniejszych zapytań do swojej wyszukiwarki pod hasłem – Google Zeitgeist / Rok w wyszukiwarce. Jednak najciekawsze kryje się pod hasłem Google Trends – postanowiłem zaprząc zgromadzone dane historyczne wyszukiwarki, aby powiedziały nam coś o nas – fanach i o naszym zespole.

Google udostępnia archiwum wyszukiwań od roku 2004 i od tego roku będę prezentował wyniki poszukiwań. Zacznijmy od obrazu świata…

Analizując wykresy popularności frazy depeche MODE w wyszukiwarce nie trudno zdać sobie sprawę, że największy szum wokół zespołu jest przy okazji wydania kolejnej płyty. Stad nie dziwią 3 szczyty, które się piętrzą. Pewnym zaskoczeniem może być, jednak to, co się kryje za nimi, oraz finalne konkluzje, ale po kolei… idziemy od lewej.

  1. Pierwszy mały szczyt to listopad/grudzień 2004, gdy została zapowiedziana i wydana płyta z Remixami 1981-2004. Bo nie sądzę, żeby trasa ‚djska’ Andiego zrobiła taką furorę w necie.
  2. Kolejny wierzchołek, to lipiec 2005 – ogłoszenie trasy i początek sprzedaży biletów.
  3. Szczyt z października 2005, to wydanie płyty Playing The Angel, start promocji i trasy. W tym zestawieniu jest to najwyższy możliwy poziom zainteresowania Internatów na świecie hasłem depeche MODE.
  4. Luty 2006 – depeche MODE z trasą w Europie
  5. Czerwiec 2006 – depeche MODE znowu z trasą w Europie
  6. Listopad 2006 – zapowiedź kolejnej składanki
  7. Październik 2008 – brew zainteresowania fanów na świecie się lekko uniosła, bo zespół pojawił się w Berlinie na konferencji.
  8. Kwiecień 2009 – trasa rusza w najlepsze i w najlepsze się zatrzymuje… wiadomo co się działo…
  9. Czerwiec 2009 – trasa rusza znowu.
  10. Sierpień 2009 – trasa w USA.
  11. Wrzesień – Październik 2009 – trasa kończy się w USA i zaczyna w Ameryce Południowej.
  12. Potem cisza nawet koniec trasy nie wzbudził za wielkiego zainteresowania.
  13. Kwiecień 2013 – trasa za chwilę startuje.
  14. Wrzesień 2013 – trasa rozkręca się po USA.

Powyższe wyliczenie było dla tych z Was, którzy nie śledzą zbyt uważnie poczynań zespołu lub nie skupiają na tym pamięci. Dla reszty było to odświeżenie. Tak na prawdę nie najważniejsze są te szczyty, a raczej trend.

Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda tak – depeche MODE wzbudza co raz mniejsze zainteresowanie. Co raz mniej ludzi szuka informacji o depeche MODE na stronach wyszukiwarki. Starzejemy się zespół już nie budzi takich emocji jak kiedyś. Na poparcie tych słów niech świadczy ostatnia trasa po Ameryce Północnej i kurcząca się liczba koncertów na tym kontynencie. Była to jednocześnie najbardziej promowana trasa w historii. Zespół nigdy nie miał tak wielu i tak głośnych sponsorów trasowych. Wszystko to być może w obawie o nie sprzedanie się zaplanowanej z rozmachem trasy (szkoda, że na scenę nie starczyło…). Zespół od pewnego czasu próbuje grać w lidze tych, co to po stadionach grają, ale na dobrą sprawę fani ucieszyliby się bardziej, gdyby od początku grali jedynie po zadaszonych obiektach dla mniejszej publiczności i częściej. To skoro mieli tak rozbuchaną promocję, to czemu w powyższych statystykach im spada.

Tak to można wytłumaczyć na pierwszym poziomie. Jednak zaglądając głębiej nasuwa mi się kilka innych odpowiedzi.

  1. Te wykresy nie oddają faktu, że liczba korzystających z wyszukiwarki stale rośnie, a co za tym idzie ludzie wpisujący frazę „depeche mode” rozmywają się co raz bardziej w oceanie tych, którzy mają inne priorytety i prędzej zapytają wtf is depeche mode, niźli zainteresują się ich muzyką.
  2. Druga odpowiedź jest pozornie zaskakująca. Być może fani znaleźli już co mieli znaleźć i nie mają tak wielu potrzeb, jeżeli chodzi o wyszukiwanie. Nie możliwe? To proponuję zastanowić się jak wiele nowych stron o depeche MODE wyszukaliście ostatnio? Czasy wybuchu twórczości fanów w zakresie budowy nowych stron już dawno się skończył. Z jednej strony nie przybywa nowych serwisów, stare ugruntowały swoją pozycję lub odeszły w niepamięć. Kto z młodszych czytelników wie że była kiedyś oficjalna strona depeche MODE w Polsce. Albo jak nazywała się pierwsza strona o depeche MODE w naszym kraju. Z drugiej strony wielu z nas znalazło swoje stałe źródło wiedzy i wiadomości o zespole, dodało do ulubionych lub RSS i tego się trzyma, więc nie szuka…
  3. Fanbase się kurczy, życie zajmuje czym innym. Zespół z powodu swoich błędów i zaniechań oraz swojego wiekowego zaawansowania i fanów nie długo może już grać tylko w Europie. Pisałem z resztą o tym podsumowując ostatnią trasę.

Sama oficjalna domena nie przyciąga ani wielkiego zainteresowania mediów i fanów. Fani szukają wiadomości na ciekawszych nieoficjalnych stronach, a i duże media nie mają na czym żerować, bo zespół znika z pola widzenia mokasynów, czy innych ratlerków zaraz po zakończeniu trasy. Dobrze to widać po statystykach ruchu na depechemode.com. Serwis jest bardzo nisko pod względem oblegania w światowym Internecie. Tako rzecze Alexa… a ja wrócę do statystyk Alexy jeszcze w dalszej części.

Ok zostawmy wyszukania organiczne. Resztę wniosków wyciągniecie sobie sami. Jakby przyszło Wam coś interesującego, to pod tekstem są oczywiście komentarze zapraszam.

Ciekawe wyniki wychodzą, gdy przyjrzymy się skąd pochodzi najwięcej zapytań o depeche MODE.

  • Słowacja
  • Węgry
  • Łotwa
  • Polska
  • Białoruś
  • Czechy
  • Niemcy
  • Włochy
  • Ukraina
  • Chile

Stan na grudzień 2014. Jeszcze w pierwszym półroczu na 10 miejscu była Litwa. Jeżeli przyjąć, że Słowacja to 100, to Polska zajmując 4 miejsce w tym zestawieniu ma 85. Jak widać jesteśmy bardzo wysoko. Zaskoczyło mnie, że wyprzedzamy Niemcy.

Podobnie interesująco wygląda zestawienie miast z których jest największa liczba zapytań o depeche MODE:

  • Budapeszt
  • Bratysława
  • Berlin
  • Praga
  • Warszawa
  • Mexico City
  • Sankt Petersburg
  • Hamburg
  • Santiago de Chile
  • Mediolan

I znowu jeżeli Budapeszt ma wartość 100, to Warszawa będąc na 5 miejscu ma wartość 76.

Inaczej te wyniki prezentuje serwis Alexa, który podaje, że 3 kraje z których pochodzi największy ruch to:

  • USA
  • Izrael
  • Słowacja

Alexa podaje wyniki dla całego Internetu, a Google „tylko” dla swojego środowiska. Choć dla wielu Google = Internet, to na świecie nie wszędzie tak jest. Między innymi dlatego w tym zestawieniu nie ma Rosji, tzn jest ale po za pierwszą 10. W Rosji Google konkuruje z Yandex i tam udział Yandex jest na poziomie 40%, więc obraz obecności fanów depeche MODE w Internetach jest niepełny.

Jak zainteresowanie frazą depeche MODE w środowisku Google rozkładało się na przestrzeni lat na świecie możecie prześledzić na poniższej grafice. Polska też się pojawia.

Na koniec omawiania wyników światowych chciałbym Wam zaprezentować 10 najpopularniejszych fraz powiązanych z depeche MODE. Jakie to ma znaczenie? Dla przeciętnego użytkownika liczy się kontekst, czyli co konkretnie fani szukają o depeche MODE.

Natomiast dla reklamodawców ma to znaczenie wyrażone w pieniądzach. To dzięki tym frazom można lepiej ukierunkować reklamę w Google na fanów depeche MODE.

Status na pierwszą połowę 2014

  • depeche
  • depeche mode
  • lyrics depeche mode
  • depeche mode 2013
  • youtube depeche mode
  • depeche mode tour
  • enjoy the silence
  • depeche mode wrong
  • personal jesus
  • depeche mode live

Status na drugą połowę 2014

  • depeche
  • depeche mode
  • depeche mode lyrics
  • youtube depeche mode
  • depeche mode tour
  • depeche mode 2013
  • enjoy the silence
  • depeche mode wrong
  • personal jesus
  • album depeche mode

Pierwsze dwie frazy mają po 100, pozycja nr 3 – 10, a każda kolejna 5. Znaczy to, że fani, którzy szukają w wyszukiwarce już po wpisaniu „depeche” lub „depeche MODE” znajdują to co chcą.Wg Alexy depeche MODE pojawia się najczęściej w towarzystwie takich słów:

  1. depeche mode 83.90%
  2. depeche mode tour 3.04%
  3. depeche mode live in berlin 1.24%
  4. dm 1.11%
  5. depeche 1.03%

Stan na koniec grudnia 2014.

_

Zostawiamy teraz Świat i schodzimy niżej do Polski, bo tam jest nie mniej ciekawie. Zacznijmy od początku.

Jak widzicie w Polsce jest inny król. Szczyt popularności frazy depeche MODE przypada na czerwiec 2009, czyli czas, gdy ważył się los koncertu w Warszawie i to ten punkt ma wartość 100. Po za tym pewną prawidłowością jest, że swoje szczyty mają również okresy, gdy zespół zjawiał się u nas z wizytą. Dlatego w 2005-2006 obok afery z ujawnieniem przez polskiego fana nieskończonej wersji  teledysku Precious (a co za tym idzie nowego kawałka), momentu wydania singla Precious i albumu Playing The Angel. Swoje szczyty popularności ta fraza przeżywała w marcu i czerwcu 2006. W 2010 najwyższe zainteresowanie przypada na luty i chyba wiadomo dlaczego.

Era Delta Machine zaczęła się w październiku 2013 konferencją prasową i zainteresowanie stale rosło jednak szczyt przypadający na lipiec 2013 to ledwie poziom 89 punktów, czyli o 11 mniej niż najwyższy zasięg jaki był w maju 2009. Koncert w Łodzi to już ledwie poziom 30 punktów i raczej mizernie jak na ponowna wizytę w naszym kraju.

Przyjrzyjmy się teraz w jakich województwach generowane jest najwięcej operacji zapytań do wyszukiwarki. Wg amerykańskiego giganta najwięcej ludzi poszukuje czegokolwiek o depeche MODE w województwie Dolnośląskim. Zaskoczeni?

  • Dolnośląskie
  • Pomorskie
  • Zachodniopomorskie
  • Mazowieckie
  • Łódzkie
  • Lubuskie
  • Wielkopolskie
  • Kujawsko-Pomorskie
  • Śląskie
  • Warmińsko-Mazurskie

Pozostałe 7 województw ma udział poniżej 69 punktów.

I znowu mój komentarz. Nie zawsze fakt wysokiego udziału jakiegoś województwa świadczy, o tym, że z tego województwa pochodzi najwięcej zapytań. Bardzo często zapytania są tak klasyfikowane ponieważ operatorzy internetowi własnie w tym, a nie innym województwie mają swoje centra dostępowe. Np. jeden z operatorów komórkowych swoją bazę ma w województwie łódzkim i właśnie tam kierowany jest ruch Internetu mobilnego. To m.in. dlatego często Google prosi Cię o włączenie WiFi, nawet jak nie korzystasz z niego w czasie buszowania po sieci przez komórkę. Dzięki temu można doprecyzować położenie użytkownika i lepiej oznaczyć w statystykach ruch z jakiej lokalizacji pochodzi zapytanie do wyszukiwarki. Innym problemem są dynamicznie przydzielane adresy IP, czyli łącza ADSL (np. Neostrada). Możemy być przez to lokalizowani jako mieszkańcy Małkini, a jednocześnie miziać po tablecie przy odtłuszczonym late na rynku w Krakowie. Nie zmienia to przy tym faktu, że Dolnośląskie rulez… 😀

Popatrzmy w takim razie po miastach…

  • Gdynia
  • Wrocław
  • Gdańsk
  • Warszawa
  • Łódź
  • Poznań
  • Szczecin
  • Legnica
  • Zielona Góra
  • Katowice

Legnicy się nie spodziewałem 🙂 Katowice mają 75 punktów, a Gdynia 100. Legnica 85. Można też wejść jeszcze głębiej i dowiedzieć się, jakie miasta robią konkretny wynik w danym województwie, ale to już zostawiam Wam. W każdym razie szperanie w każdym z województw daje bardzo fajny obraz tego, gdzie w Polsce są silne skupiska fanów. Oczywiście po uwzględnieniu tego, co napisałem powyżej. Nie mniej jeżeli nałoży się wszystkie miasta z których pochodzi największy ruch w danych województwach i porówna z archiwami np z Celebratora, to obrazy obu zbiorów będą bardzo zbieżne. Tam, gdzie są imprezy i przynajmniej symboliczne miejsca integracji życia fanowskiego, tam fanbase trzyma się w miarę mocno. Generuje to również wyższy, niż gdzie indziej ruch w wyszukiwarce.

Na koniec zostały nam jeszcze najpopularniejsze frazy powiązane z depeche MODE, jakie szukamy w Internetach.

  • koncert depeche MODE
  • forum depeche MODE
  • bilety depeche MODE
  • youtube depeche MODE
  • depeche MODE lyrics
  • depeche MODE Warszawa
  • depeche MODE 2013
  • depeche MODE silence
  • enjoy the silence
  • depeche MODE chomikuj – (wtf?)

I teraz nie trudno zrozumieć, czemu katują to Enjoy The Silence gdzie się da. Przez długie lata była to jedyna piosenka depeche MODE, jaką znał RMF z całej dyskografii.

Oczywiście powyższe wykresy i zestawienia możecie przeanalizować sobie sami. Możecie wyciągnąć z goła inne wnioski. Możecie otrzymywać miesięczne raporty jak się zmienia poziom zainteresowania wybraną frazą w czasie. Możecie też porównać klika fraz. Polecam porównać np frazę depeche MODE z jakimś innym zespołem. Polecam porównać ze sobą który z członków i ex zespołu budzi największe zainteresowanie fanów w Polsce i na świecie. A wszystko pod TYM linkiem. Dla kogoś, kto pracuje w marketingu, analityce i PR ciekawe narzędzie. Jest co robić.

Podyskutuj o tym na forum.

Koncertowe wideo depeche MODE, a sprawa Polska

Nie wiem, czy to nie będzie ważniejsze, niż samo wydanie najnowszego wideo depeche MODE. Wycieczka do Berlina z Polski była nad wyraz okazała. Ilu planowało i wymiękło… nie zliczę. W każdym razie zanosi się, że Berlin będzie najbardziej polskim wydawnictwem z koncertowej dyskografii depeche MODE.

Co prawda nic nie pobije flagi machanej przez Dave’a na One Night In Paris, kto nie pamięta polecam lekturę wspomnień Miniosa z wyprawy do Paryża. Opisał tam historię naszej flagi, która wylądowała na statywie wprowadzając konsternację u Dave’a, ochrony, a najbardziej u rzucającego. Jednak w przypadku Berlina możemy wręcz mówić o zawłaszczeniu przez naszych rodaków sporej części barierek pod sceną. Nie zostało to oczywiście niezauważone. Sam wręcz to odczułem po wielogodzinnym oczekiwaniu w tłumie przed halą i już po wejściu na płytę w postaci niechętnych spojrzeń i komentarzy fanów z Niemiec.

 

Jestem bardzo ciekaw i pod tym względem tego obrazu. Zajawka już wzbudziła uśmiech na mej twarzy, a i niektóre wspomnienia powróciły z szalonej wyprawy do Berlina. Ostatnio jak byłem w Berlinie, to przemierzałem te same ścieżki wokół O2, co w listopadzie 2013.

Berlin
Berlin

Kiedyś rzut flagą na scenę był naszym narodowym sportem, ale obecnie to się już trochę uspokoiło (na szczęście). Inna sprawa, że jeszcze na The Singles Tour 86>98 i później na Exciter Tour Niemcy nie rozumieli tego swoiście okazywanego patriotyzmu, dopiero World Cup 2006 zmienił nastawienie sąsiadów zza Odry do tego sportu. Obecnie równie często na koncertach widuję nasze flagi, co i niemieckie. Pewnie wielu naszych fanów byłoby wniebowziętych, gdyby Dave owinął się naszą flagą, podobnie jak to zrobił z Meksykańską w 2009. O Niemcach zmilczę już…

Jestem bardzo ciekawy, jak Anton pokaże publikę i jak zostanie zmontowany obraz z dźwiękiem. Paryża 2001 bardzo ciężko mi się słucha i ogląda. Dla mnie jest to soundboard z doklejonym obrazem. W 2001 bardzo wyciągnięty wokal Dave’a. Publiczności właściwie nie słychać. Mediolan 2006 i Barcelona 2009, to zupełnie inna już bajka.

2013.11.27 Berlin (003)
2013.11.27 Berlin (003)

Wyprawa do kina na seans może być dla wielu podwójnie bardzo miłym wieczorem, w końcu zobaczyć siebie na wielkim ekranie, na wideo swoich idoli, ulubieńców, czy jak ich tam zwał to wzrost szacunu na dzielni i +10 do atrakcyjności u płci przeciwnej. Można to chyba tylko porównać do uczucia, jakie mają fanki, gdy Dave im śpiewa w twarz, albo do wspólnego śpiewania fana i idola z jednego mikrofonu…

2006.07.13 Berlin (001)
2006.07.13 Berlin (001)

Dla mnie też to będzie ciekawy wieczór w kinie. Ja mam jednak trochę inne wspomnienia, niż spora grupa rodaków pod sceną…. ale o tym w następnym odcinku.

Warszawa 1985 – bootlegi cz.2.

Rok temu popełniłem tekst o tym, co pozostało z koncertu w Warszawie 1985.07.30, czyli o bootlegach. Komentarz-sprostowanie napisał do niego Robert Serafiniak uzupełniając go o swoją część historii. Niby była ona sprzeczna z tym, co napisałem w swoim tekście opierając się na wspomnieniach Wiecora, ale tak się złożyło, że mieliśmy okazję o tej historii porozmawiać…. Zaraz po koncercie depeche MODE w Warszawie 2013.07.25 zadzwoniłem do Serka i właściwie z dnia na dzień umówiliśmy się na spotkanie. Długo rozmawiając ustaliliśmy kilka faktów, choć pewnie i tak historia nie będzie pełna.

Dodam jeszcze dla porządku, że wpis opublikowany rok temu i poniższy nie wykluczają się. Pamiętajcie, że to były czasy komuny i przepływ informacji nie był taki, jak obecnie. Często wiele spraw działo się równolegle bez świadomości bohaterów wydarzeń o istnieniu podobnej historii gdzieś indziej.

Koncert na Torwarze został zarejestrowany przez kogoś, kto w owym czasie miał w swoim posiadaniu półprofesjonalny lub profesjonalny sprzęt. Osoba ta nagrywała praktycznie wszystkie koncerty, jakie w Polsce w owym czasie się działy, jeżeli wierzyć jego słowom, to nie tylko w Polsce (Classix Nouvoux, Clan Of Xymox), ale i na terenie innych demoludów, ale o tym na końcu będzie.

Człowiek ten mieszkający… Powiedzmy w Pabianicach był posiadaczem na tyle dobrego sprzętu, że nagranie przez długie lata krążyło po Polsce w całkiem dobrej jakości, zarówno pokazywane przez samego autora po Polsce – patrz historia z ub roku, jak i już potem po wydobyciu tego nagrania przez fanów.

Resztki plakatu z Warszawy 1985.
Resztki plakatu z Warszawy 1985.

Autor nagrania dysponując właściwie profesjonalnym sprzętem, pod pretekstem, że jest z TVP dostał się na teren Torwaru, wpuszczony przez polską ochronę, co pośrednio potwierdza relacje Więcora, że pierwsze odtworzenia tego video odbywały się na nośniku typu BetaCam, a nie VHS. Przed samym startem koncertu został przyuważony przez angielską obsługę koncertu, co sprawiło, że musiał salwować się ucieczką w publikę i został ukryty przez żołnierzy kompani reprezentacyjnej LWP. Ślad tego faktu mamy na końcu koncertu, gdy zapalają się światła.

Nagrania, jak wiele innych poszło do domowego archiwum i ślad po nim zaginął. Po Polsce chodziła miejska legenda, że nagranie z koncertu istnieje, a podsycane było przez nieliczne prezentacje nagrania przez właściciela. Po paru latach dochodzi do spotkania między autorem nagrania, a znanym i lubianym Robert Serafiniak. Tak o to nagranie video trafia do fanów i zaczyna podróżować już po Polsce. Staje się gorącym towarem wśród zagranicznych fanów ponieważ jest to jedyne nagranie video oprócz Hamburga 84 z Some Great Reward Tour.

Bootleg Audio nr 3
Bootleg nr 3 z Warszawy 1985.07.30
Bootleg nr 3 z Warszawy 1985.07.30

Z czasem wraz kolejnymi kopiami i kasowaniami ja również dostałem masakryczną wersję zaczynającą się już od People Are People i pod koniec lat 90. zrobiłem pierwszy bootleg (krótki bootleg – Some Great Concert in Warsaw), o czym również pisałem rok temu. I tu wracamy ponownie do Serka i bootlegu audio. W latach 90., w czasach, gdy po świecie śmigały całe kartony z kasetami na bootlegi dochodzi do ciekawej wymiany. Pewien Francuz posiadał nagranie z Warszawy 1985.07.30, które, jak twierdził dostał od członka ekipy koncertowej depeche MODE w latach 80. Był to rok 1995, czyli 10 lat po zarejestrowaniu. Nagranie miało jeden defekt… uciętą końcówkę koncertu. Nie mniej było zdecydowanie inne, niż ówcześnie, ale i obecnie istniejące zapisy.

W ubiegłym roku nagranie poszło do zremasterowania i niedługo ujrzy światło dzienne. Na ten moment można powiedzieć, że istnieją dwa nagrania audio oryginalne i trzecie jako transkrypcja zapisu video. Oryginalne wideo jest obecnie nieosiągalne, a przynajmniej do czasu, gdy autor zmieni zdanie, póki co najlepsza kopia to okolice drugiej kopii z matki, która jest w szeroko pojętym kręgu fanów.

Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23
Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23

Na koniec mała ciekawostka z pogranicza konfabulacji i nierealności. Otóż autor wideo z Warszawy 1985.07.30 przechwalając/odgrażając się zasugerował kiedyś, że posiada z wczesnych lat 80. nie tylko warszawskie nagranie depeche MODE. Wg jego relacji ma w swoich zbiorach również zapis urodzinowego koncertu Martina z Budapesztu 1985.07.23. I to już podnosi trochę brew. Niestety póki co, jak wspomniałem, współpraca jest bardzo trudna i szans na potwierdzenie nie ma wiele.

depeche MODE i piłka nożna

Z jednej strony temat cokolwiek oklepany, bo fascynacja piłką nożną dobrze znana, szczególnie tą klubową – Arsenal, Chelsea – to ulubione zespoły Andy’iego i Martina. Aaaa i Alan również ostatnio zamienił fuchę muzyka na blogera i prowadzi blog o Queens Park Rengers (więc jak ktoś harata w gałę na którejś z odsłon gry FIFA 2000-cośtam, to już wie z jaką drużyną w lidze angielskiej pocinać z depechowskiego obowiązku 🙂 ). Ja chciałbym się skupić na piłce narodowej, choć i o klubowej też coś będzie…

Jako, że jesteśmy w samym środku Mistrzostw Świata, to pokusiłem się o pogrzebanie w kilku dokumentach źródłowych. Obok licznych związków piłkarsko-depechowych znalazły się nawet dwa wątki związane z Polską. Ale po kolei…

Andy Fletcher
Andy Fletcher

Przez lata kariery koncertowej zdarzały się takie momenty, że depeche MODE grało trasy w tym samym momencie, co działy się rozgrywki na boiskach jednego z krajów świata. O ile w 1986 i 1990 pewnie zespół oglądał transmisje z meczy rozgrywanych na stadionach Meksyku i Włoch, to jednak nie znalazłem żadnego śladu tej aktywności w prasie typu Bravo, czy innych równie miarodajnych źródłach :-P, czy dokumentach trasowych. Odległość w czasie robi swoje. Potem przyszła niesławna trasa letnia po wszystkich kontynentach tylko nie po Europie w 1994? Zanim jednak przejdę do roku 1994, na chwilę zatrzymamy się w roku 1993, bo tu pojawia się pierwszy wątek polski.

W czasie eliminacji do mundialu w USA nasza narodowa była w jednej grupie z Anglią, jak pamiętacie potem nasi piłkarze obejrzeli te mistrzostwa w TV, a tak oto przy okazji koncertu w Montrealu 1993.09.08 Daryl Bamonte komentował wygrany mecz nad Polską w tych eliminacjach.

Alan, ja i Joal z ochrony udaliśmy się do baru, by obejrzeć mecz Anglia-Polska w eliminacjach Mistrzostw Świata. Anglicy grali doskonale i z łatwością wygrali 3:0. Wygląda na to, że jesteśmy na drodze do mistrzostw USA ‘94! Nie piliśmy zbyt dużo bo koncert przed nami, ale nadrobimy to później…

W sumie to może lepiej pisać o wygranym meczu, niż psuć sobie humor i pisać o tym, że Dave właśnie stracił głos, a Martin musiał ciągnąć koncert do końca, by po 12 kawałkach zakończyć występ. Pełny zapis bloga w polskim tłumaczeniu znajdziecie oczywiście na MODEontheROAD.

Tour Itinerary 1994
Tour Itinerary 1994

I tak oto dochodzimy do roku 1994, gdy Summer Tour trwało w najlepsze na terenie Ameryki Północnej, równolegle w tym samym czasie, co Mistrzostwa Świata w USA. Rozpiska koncertów była mocno skorelowana z terminarzem rozgrywek. Każdy zatrudniony członek ekipy posiadał Tour Itinerary, w którym obok szczegółowej rozpiski koncertów była pełna rozpiska World Cup 94 (zdjęcie obok). Co prawda Anglia nie grała, ale nie tylko Anglicy byli w ekipie koncertowej.

Teraz następuje długa podróż przerwa w czasie, po której zjawiamy się w roku 2006, gdzie pojawia się drugi wątek polski, o którym dosyć obszernie pisałem już parę tygodni temu przy okazji rocznicowego wpisu o koncercie w Warszawie 2006.06.09.

Ale to nie jedyny motyw wspólny, po za tym pewnie inne nacje mogły by znaleźć podobne motywy wspólne, a szczególnie Niemcy, którzy mieli w jednym czasie i trasę, i mistrzostwa. Nie mniej nie jest tajemnicą, że koncert w Berlinie 2006.06.28, został dodany nieprzypadkowo. Był to 4. koncert depeche MODE w Berlinie, a 3. na letniej nodze. Koncert ten mimo, że był pierwszy, został dodany jako ostatni i poprzedzał 2 noce na Waldbuhne w pierwszej połowie lipca (co to był za skwar). Czerwcowy koncert został dodany, z jednej strony, aby depeche MODE mogło zagrać podczas mistrzostw, jako wsparcie licznych wydarzeń około sportowych. Co ciekawe w Tour Itinerary z 2006 roku nie ma już śladu po mistrzostwach, ale… koncert z 28 czerwca widnieje tam od początku, a to oznacza, że był planowany w tym terminie z góry pod FIFA 2006, tylko publicznie został najpewniej ogłoszony dopiero, jak obie lipcowe noce na Walbuhne zostaną wyprzedane.

To tyle, co wynalazłem w archeo, nie można jednak nie wspomnieć, że dla depeche MODE piłka nożna to stały element relaksu od samego początku istnienia zespołu, czego liczne ślady mamy do dziś. Od takich…

…przez takie…

…I takie…

…no i takie.

To tylko kilka przykładów, myślę że Wy znajdziecie ich jeszcze więcej, piszcie…

Koncert w Warszawie 2006.06.09 – logistyka i kilka ciekawostek

W 2010 napisałem tekst opisujący koncert w Warszawie 2001.09.02 od strony logistycznej. Raz, że miałem okazję widzieć wszystko od kuchni, a dwa, że w moich rękach znalazła się dokumentacja, która pozwoliła szczegółowo opisać pobyt depeche MODE i ich ekipy technicznej w Warszawie. Podobnie chciałbym uczynić teraz.

Przebieg drugiego koncertu w Polsce z 2006 każdy m/w zna. Set również, jak nie z koncertu, to z LHN’a, tudzież innego bootlegu wideo. Wielu z Was pamięta całe rozprawy na forach o tym, co powiedział Dave do zgromadzonej publiczności, z „What about pizza?” na czele już zmilczę.

Wzorem wpisu o Exciter Tour w Warszawie postarałem się opisać tę bardziej techniczną, logistyczną stronę Toruring The Angel, podczas 4. części trasy, określanej w nomenklaturze zespołu jako „the Final Frontier……

2006.06.07-08

Zanim depeche MODE zjawiło się w Warszawie najpierw musiał zakończyć się koncert w Aarhus 2006.06.07 w Danii. Zespół po koncercie udał się do hotelu, a ekipa techniczna załadowała 6 ciężarówek i wraz z nimi wyruszyła w trasę liczącą 1208 km do Warszawy na Stadion Legii, gdzie od kilku dni trwał już montaż szkieletu sceny dostarczonej przez lokalnego dostawcę na zlecenie organizatorów koncertu – Odyssey i VivaArt Music. (ta pierwsza chwilę później zamieniła się w Live Nation, ta druga właściwie zakończyła koncertową działalność).

Dla Stadionu Legii było to o tyle ważne wydarzenie, że koncert depeche MODE był ostatnią wielką imprezą plenerową przed rozpoczęciem przebudowy. Niestety o ile warunki do kibicowania poprawiły się, to akustyka jest daleka od przyzwoitości. Pod tym względem stadion przy Łazienkowskiej jest nawet gorszy od Narodowego. A wracając do ekipy technicznej i zespołu….

Po koncercie techniczni ruszyli w drogę do Polski, a zespół poleciał do Kopenhagi, gdzie zostali aż do 9 czerwca. Zespół zatrzymał się w hotelu D’Angleterre, przy ulicy Kongens Nytorov 34. Ekipa techniczna po przyjeździe rozgościła się w hotelu Hyatt Regency przy al. Belwederskiej 23. Obecnie ten hotel nosi już inną nawę (Regent Warsaw Hotel), ale to nie ma w tej chwili znaczenia. 8 czerwca dla ekipy był dniem wolnym, mogli odespać lub przeprać żółto-brązowe fugi…

2006.06.09
09.06.2006 WARSZAWA - STADION LEGII - KONCERT ZESPOLU DEPECHE MODE FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA
09.06.2006 WARSZAWA – STADION LEGII – KONCERT ZESPOLU DEPECHE MODE
FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA
09.06.2006 WARSZAWA - STADION LEGII - KONCERT ZESPOLU DEPECHE MODE FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA
09.06.2006 WARSZAWA – STADION LEGII – KONCERT ZESPOLU DEPECHE MODE
FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA

Dzień koncertu dla wielu polskich fanów miał być podwójnym świętem. Z jednej strony po raz pierwszy w polskiej historii depeche MODE drugi raz jednego roku przyjechało do Polski, z drugiej strony nasza narodowa w piłkę kopaną miała odnieść pierwsze zwycięstwo na Mistrzostwach Świata, jakie odbywały się tuż za miedzą w Niemczech.

Zespół przyleciał do Warszawy z Kopenhagi (po 1 godzinie 10 minutach lotu) i zamieszkał w hotelu Westin przy alei Jana Pawła II 21. Mając w pamięci wydarzenia z 2001 organizatorzy i zespół skorzystali z terminala lotniczego dla VIPów, wtedy nazywał się Terminal VIP Aviation, obecnie jego nazwa, to Terminal General Aviation. Port ten otwarty ledwo rok wcześniej (2005.07.08) usytuowany jest przy ul. 17 stycznia i dedykowany jest odprawie pasażerów korzystających z prywatnych lub korporacyjnych samolotów.

Wg planu montaż sceny i sprzętu scenicznego miał się rozpocząć po południu poprzedniego dnia. Koncertowa ekipa techniczna na lokalnym szkielecie miała ustawić własne ekrany boczne, oraz 6 ekranów ruchomych pośrodku sceny. Dodatkowo całe nagłośnienie, którym dysponował zespół zostało użyte do nagłośnienia obiektu. Nie wiem, czy jakieś dodatkowe nagłośnienie zostało wykorzystane od lokalnych dostawców, jak to miało miejsce w 2001.

W 2006 roku sprzęt wykorzystywany na trasie pochodził od:

  • Nagłośnienie – Britania Raw
  • Oświetlenie – Neg Earth Lights Lighthouse
  • Obraz – XL Video
Koncert
  • Drzwi otwarto o godzinie 16:00
  • I Support (dj Hirek i dj Mario) 16:30 – 18:30
  • II Support (Patti Yang) 18:50 – 19:30
  • III Support (Timo Maas) 19:50 – 20:50
  • depeche MODE 21:20 – 23:00
  • Cisza nocna 23:30

Tak wyglądał rozkład tego wieczoru na Stadionie Legii.

Koncert się odbył, reprezentacja przewaliła gładko 2:0, a fani poszli się bawić do Proximy i Skarpy na After Show Party.

Ekipa techniczna od razu rozpoczęła demontaż sceny i jeszcze tej samej nocy techniczni ruszyli w podróż liczącą 680 km do Bratysławy. W ten oto sposób licząca 68 osób ekipa koncertowa opuściła Polskę. Zespół tymczasem udał się do hotelu na wypoczynek.

2006.06.10

Dla zespołu i części ekipy technicznej był to dzień wolny. Zespół pozostał w Warszawie, dzięki temu spora grupa fanów mogła spotkać Dave’a i innych członków zespołu na mieście.

2006.06.11

Ten dzień był ostatnim dniem pobytu depeche MODE w Polsce, aż do lutego 2010. Po południu 11 czerwca depeche MODE wyleciało z lotniska dla VIPów w podróż liczącą 55 min. do Bratysławy.

Trasa trwała do 1 sierpnia, choć plany były ambitniejsze z 1 koncertem w Izraelu włącznie. Jakieś plotki mówiły również o planowanej wizycie w Libanie, ale zespół zakończył swoją trasę na Atenach 2006.08.01 z okrojonym do granic przyzwoitości setem.

Zdjęcia pochodzą z serwisu wyborcza.pl

Zazdrość

Parę dni temu otrzymaliśmy list duszpasterski do polskich fanów Depeche Mode napisany przez autorów „Monumentu”. Czytałem list i czytałem i na przemian miałem uczucia satysfakcji, czasem zdziwienia, czasem jeszcze czegoś innego, co było nieokreślone, ale fajne. Nie, nie dotyczy to w żadnym wypadku małego święta, jakim jest wydanie tej książki na rynku polskim. Nic z tych rzeczy. Moje uczucia, jakie mną targały miały bardziej charakter ponadczasowy.

Bycie fanem depeche MODE w naszym kraju, to był przez wiele lat czas głodu wieści z obozu dM, nienasycenia, wiecznie na wstrzymaniu, wiecznie z uczuciem, że jesteśmy pomijani przez wszystkich ważnych tego świata, łącznie z depeche MODE. To wreszcie uczucie, że tam gdzieś są fani w Czechach, na Węgrzech, czy też nawet Wschodnich Niemczech, gdzie mają lepiej, mają dostęp, mają to, czego nam przez wiele lat nie było dane.

Bycie fanem dM (w całej zbiorowości) w Polsce to była przez lata miłość do zespołu podszyta zawodem, tęsknotą, oczekiwaniem, ale też zawiścią. To była miłość bez wzajemności i w poczuciu osamotnienia.

Zazdrościliśmy Czeskim i Słowackim fanom, że u nich, a nie u nas jest Mute (Czechoslovakia), że u nich depeche MODE gra w miarę regularnie – koncerty w 1988, 1993, 1998. Sesja do Strangers powstała w Pradze, a nie w Krakowie, czy Gdańsku.

Jeszcze w wiosną 2003 roku na forum z kreską żywo współuczestniczyłem w dyskusji o niegodziwości losu, gdy okazało się, że Dave ze swoją solową trasą jedzie do Pragi, a Katowice (Spodek był wtedy jedyną nadającą się halą w Polsce do koncertów) pomija szerokim łukiem. Ile było żalu, złych myśli pod adresem braci fanów czeskich i losu.

Kiedy jesienią tego samego roku dostaliśmy wizytę Dave’a i zespołu w Katowicach, to już nikt nie pamiętał tamtych żali i tylko nieliczni pamiętali, że tym razem Dave nie przyjechał do Pragi, ale właśnie do nas i do Bratysławy. HA!!! Sprawiedliwość dziejowa się dokonała.

Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23
Dave Gahan w Budapeszcie 1985.07.23

Węgrom zazdrościliśmy również regularnych wizyt w ich stolicy. Pierwszy koncert w komunistycznej Europie dM w 1985 w Budapeszcie i do tego jeszcze w urodziny Martina. Nie ważne, że w Warszawie był drugi tydzień później i uj, że przez przypadek. Potem dwie noce pod rząd w Budapeszcie w 1988 (szok!!!) pewnie był tam jakich agent ichniejszej bezpieki, który zmusił ich do tego. Potem 1993 rok, a MTV organizuje konkurs dla fanów właśnie na ten koncert.

A najgorsze było to, że jak w 1998 roku byliśmy już wolni i gotowi przyjąć z radością depeche MODE, to oni zamiast tego pojechali do Rosji i to o zgrozo na dwa koncerty. O małych Estonii i Łotwie zmilczę. Istna maskara.

O Niemcach (Wschodnich) nie wspomnę… Bo Ci to nie dość, że się zjednoczyli, to jeszcze dostawali regularne koncerty naszych ulubieńców i mogli jechać na każdy koncert z kilkunastu, jakie zespół grał w ich kraju..

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moje wywody są podszyte szyderą, ale wszystko właśnie przez ten list do polskich fanów. Dlaczego? Bo oto się dowiedziałem, że to my byliśmy obiektem zazdrości, że to od nas wywożono (z zazdrością) „w sposób rabunkowy” dobra kultury w postaci winyli, przy znaczącym współudziale naszych fanów 😉 Dla przypomnienia w NRD „potęga”, jaką był wschodnioniemiecki przemysł fonograficzny zdobył się jedynie na zakup praw do utworów, dzięki czemu fani dostali składankę z ówcześnie najlepszymi utworami. Podobno jednym z powodów były problemy natury cenzuralnej i brak zgody który album wydać. Skończyło się na składance. Tym czasem my mieliśmy 2 albumy wydane przez Tompress (The Singles 81>85 i Black Celebration) i singiel Stripped. Zgroza!!!

Warszawa 1985.07.30
Warszawa 1985.07.30

To nam zazdroszczono pierwszego koncertu w Polsce z lipca 1985 roku. Bo we Wschodnich Niemczech był to koncert w marcu 1988. Dopiero 3 lata po naszym… Zgroza!!!

To o nasze wycinki i plakaty walczyli fani z innych krajów, gdy my traktując te prasówki z… góry z dumą wieszaliśmy plakaty z zachodnioniemieckiego Bravo, czy Popcornu. Pewnie nie zdając sobie sprawy, że nasze Dzienniki Ludowe, Razem, czy inne Światy Młodych były dla wielu fanów zza zachodniej granicy oknami na świat, gdzie posiadanie wywrotowej prasy z NRF-u, jak kiedyś mawiano na Zachodnie Niemcy, mogło napytać biedy nie tylko złapanemu fanowi, czy fance, ale i rodzinie. Takie to były czasy, że za byle kawałek imperialistycznej prasy można było stracić pracę, być wyrzuconym z uczelni, jeśli nie gorzej…

Tak to właśnie jest, że tęskniliśmy za tym co wydało nam się lepsze, zagraniczne, a nie szanowaliśmy (nie szanujemy?) tego, co było (jest) tu na miejscu. Przeczytałem ten list i uśmiechnąłem się, oto w końcu my byliśmy górą. Prawda, że lepiej? 😉

_

Właśnie o tożsamości fanów ze Wschodniej Europy, ich oddaniu, zbieraniu, zazdraszczaniu, Monumemcie i jeszcze paru innych sprawach będziecie mogli niedługo przeczytać w wywiadzie, jaki udzielił mi Denis Burmeister dla bloga MODE2Joy. Rozmowa ukaże się po polsku i angielsku. Będzie to tak szybko, jak ogarnę się z tłumaczeniem z angielskiego na polski i zadam kilka dodatkowych pytań. Pracuję nad wywiadem od tygodni i wychodzi coś ciekawego z tego.

Zanim jednak to nastąpi opublikuję wywiad z autorką innej biografii, która jest od dawna i jednocześnie dopiero wyjdzie (wszystkie czasy są prawdziwe jednocześnie). Porozmawiałem z autorką o biografii, o której praktycznie nic nie słychać, która przy wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki, własnym sumptem napisała i wydała książkę wykorzystując zjawisko Self-Publishingu, dzięki temu mogła wydać, na prośbę czytelników, biografię depeche MODE i oddać ją w Wasze ręce. Biografia, która ukarze się tylko po niemiecku i angielsku. Książka niepozorna, autorstwa fanki, ale napisana z poświęceniem, pasją i chęcią udokumentowania każdego możliwego fragmentu z historii depeche MODE. I nie trzeba za nią płacić, no chyba, że się chce mieć ją w wersji drukowanej na półce. Zainteresowani?

Jeszcze chwila… a jako teaser niech będzie ten numer:

Warszawa 1985 – bootlegi

Co roku w okolicach kolejnej rocznicy przybliżam, odkrywam na nowo, przypominam różne mniej lub bardziej istotne fakty z historii depeche MODE, polskiego ruchu fanowskiego. Było już o miejscach związanych z koncertem, było o tym jak zagraniczne media pokazywały wyprawę depeche MODE za żelazną kurtynę, w tym do Polski, było też trochę filozofii.

Powoli kończą mi się tematy związane z rocznicą pierwszego koncertu w Warszawie, ale na ten rok i na kolejny jeszcze mi starczy weny. Będę musiał się bardzo wysilić, żeby coś zrobić ekstra na 30. rocznicę w 2015. Póki co dziś będzie o bootlegu… a właściwie bootlegach z tego koncertu.

Bootleg Wideo.

Jako pierwszy chronologicznie powstał bootleg w postaci wideo, stając się tym samym pierwszym znanym na świecie depeszowskim/fanowskim bootlegiem wideo z koncertu depeche MODE. Do tej pory jeżeli macie w swoich zbiorach jakieś bootlegi wideo z przed lipca 1985, to na pewno są to pro-shot’y zarejestrowane do domowego archiwum, które potem wyruszyły w świat najpierw na kasetach wideo, potem na CDR’ach, a teraz fruwają on-line.

Do tego koncertu żadnemu fanowi nie przyszło do głowy, żeby zabrać kamerę na koncert i zarejestrować cały występ depeche MODE.

Mam oczywiście świadomość, że przy ówczesnym rozwoju techniki i naszej komunistycznej rzeczywistości na tzw. zachodzie taka akcja nie była by możliwa. Tam taki zawodnik szybko zostałby spacyfikowany przez ochronę lub kogoś z ekipy zespołu.

W latach 80. kamery nawet te amatorskie przypominały te profesjonalne tylko w ciut mniejszej skali. Fajnie to widać na zdjęciach z lat 80. gdzie Alan dokumentuje na swoje potrzeby życie w depeche MODE.

Alan 1984-1985
Alan 1984-1985

Nie to co obecnie, smartfonem możesz zarejestrować cały koncert i w HD. Kiedyś kamery trzymało się na ramieniu, a cały koncert oglądało przez czarno-biały wizjer.

Z rejestracją koncertu w Warszawie jest jeszcze inna ciekawostka. Cały koncert został zarejestrowany na kamerze typu Betacam* w towarzystwie żołnierzy, kamerzysta niepokojony przez nikogo dokonał tego czynu. Widać to dobrze po zakończeniu koncertu, gdy zapalają się światła, a pracująca jeszcze kamera rejestruje kompanów nagrywającego. Dlatego uważam właśnie, że jeżeli rejestracji na prywatny użytek nie podjął się nikt z ekipy koncertu, to w normalnych warunkach nagranie koncertu w Warszawie w 1985 roku nie miałoby prawa się zdarzyć.


Remasterowany fragment koncertu z Warszawy.

To właśnie dzięki postępowi w miniaturyzacji sprzętu domowego dopiero dwa lata później podczas Music For The Masses Tour pojawiają się pierwsze fanowskie bootlegi wideo.

Po zarejestrowaniu koncertu kaseta zaczęła żyć własnym życiem i podróżować po świecie. Zanim jednak kaseta wyruszyła w świat prapremierowy pokaz odbył się w jednym z Warszawskich bloków na Chomiczówce w pokoju wielkości większego kojca. Kilkanaście osób zgromadzone na niewielkiej powierzchni  wpatrzeni w telewizor marki Rubin. Kopie koncertu stały się relikwią podróżującą od domu do domu po całej Polsce, a z czasem po świecie.

Bootleg Audio #1.

Z zapisem wideo koncertu w Warszawie zetknąłem się gdzieś w okolicach 1998 roku. Była to tylko część występu – 11 kawałków od People Are People [83] do końca. Samo nagranie w różnych formach krążyło między fanami od samego początku po koncercie. Kolejne kopie nagrania sprawiały, że obraz stawał się co raz bardziej czarno-biały, jak to na VHS.

Some Great Concert In Warsaw
Some Great Concert In Warsaw

Właśnie gdzieś w okolicy 1998 wspólnie z webmasterem strony Insight (kiedyś istniała pod adresem www.depechemode.pl, zupełnie inna strona niż obecnie) stwierdziliśmy, że może warto zrobić transkrypcję tego nagrania do audio, ponieważ do tej pory nie istniała wersja audio (dziś wiem, że istniała, ale o tym będzie później) pierwszego koncertu depeche MODE w Polsce. Tak oto powstał jedno-płytowy bootleg audio – Some Great Concert in Warsaw.

Po jakiś 2-3 latach takiej samej transkrypcji dokonałem dla pełnej wersji koncertu. Obie wersje (1 płytowa i 2 płytowa) brzmiały fatalnie (2-płytowa jednak trochę lepiej, ostatnio nawet w samochodzie słuchałem tego koncertu), ale wtedy to był cud miód i co tam jeszcze. Ile ja bootlegów za to nagranie dostałem, to były czasy… ale ja nie o tym. Pewnie któraś wersja jest u Was pod postacią płyt albo plików.

Bootleg Audio #2.
Bootleg z Warszawy 1985.07.30
Bootleg z Warszawy 1985.07.30

Na poprzednim akapicie mógłbym zakończyć historię bootlegów z tego koncertu, gdyby nie pewien wpis na forum z kreską z kwietnia tego roku. Otóż podobnie jak to było z bootlegiem z Pasadeny, również i tu pewien fan objawił się, że posiada zapis koncertu z Warszawy do Somebody [79]. Różnica między bootlegiem nr 1, a tym jest taka, że transkrypcja z wideo nie posiada zapowiedzi polskiego konferansjera. Natomiast krótka wersja takową zapowiedź ma. Oczywiście nagranie jest już w dobrych rękach i po remasteringu całkiem niedawno ujrzało światło dzienne na torrentach dla taperów.

Jeżeli dodamy do tego, że istnieje zapis występu supportu z tego koncertu, oraz pokaźna liczba fotografii i tekstów prasowych (a tak!), to wychodzi na to, że koncert ten jest na prawdę dobrze udokumentowany i to lepiej, niż niejeden koncert z zachodu, o USA nie wspomnę…

Z resztą z odzyskiwaniem, czy też próbą dotarcia do najlepszych możliwe kopii nagrań też jest osobna historia. Szczególnie dotyczy to nagrania wideo, które w postaci mastera nie przetrwało, ani pierwszej kopii z mamuśki na VHS, od której zaczęło się powielanie między fanami tego koncertu. Na ten moment wiemy, że istnieje tylko nagranie wideo w okolicach 2-3 kopii z matki.

Przez lata były próby masterowania dalszych kopii nagrania, czego przykładem jest powyższy Shake The Disease [8], aby uratować od zapomnienia występ. Niestety najlepsze jakościowo nagranie tego koncertu jest co prawda w polskich rękach, ale nie w Polsce. Być może uda się przywrócić na 30-lecie koncertu najlepszą z możliwych kopii fanom, jednak póki co idzie to opornie.


Pełny zapis koncertu z Warszawy.

Słuchając po latach koncertu z Warszawy, kilka rzeczy mnie zadziwia, jak miejscami inaczej uczestniczyło się w koncertach niż dziś. Na pewno fascynuje mnie Somebody [79], w czasie którego fani przez cały czas klaszczą. Nie zmienne zostało krzyczenie „depeche MODE” przez naszych rodaków, to mamy do dziś 🙂

Trudno też nie zwrócić uwagi na Just Can’t Get Enough [82], gdzie Martin lub Alan grają jakąś wariację na temat tego utworu do głównego podkładu. Zdecydowanie jest to luźna interpretacja. Z resztą takie granie tego kawałka było charakterystyczne dla depeche MODE pod koniec tej trasy, gdy zespół grał koncerty na co raz większym luzie i w pewnym sensie zlewce.

Zaskakiwać może też świetna znajomość Shake The Disease [8], ze śpiewem publiki do samego końca utworu, a nawet dłużej. Z drugiej strony co się dziwić Shake The Disease [8] królowało wtedy na Liście Przebojów Programu 3.

Jestem daleki traktowania tych nagrań jako relikwii, nie mniej będąc częścią subkultury, pewnie tak, jak wielu, chętnie postawiłbym kompletną antologię koncertów depeche MODE w Polsce, z pełną dokumentacją, jaka została wytworzona do tych występów. Może przyjdzie na to czas po zakończeniu trasy, bo póki co obecna trasa zatrzymała wiele toczących się projektów i często słychać, również z moich ust, aaaa to zostawmy na po trasie… oby nie na długo.

_

P.S. Tekst powstał w przy współpracy z Więcorem, który podzielił się wspomnieniami i wnosił uwagi do powstającego tekstu, za co mu wielkie dzięki.

* System Beta był konkurencją dla VHS. Beta przewyższała jakością zapisu VHS, jednak to VHS wygrało ponieważ było tańsze. W myśl zasady gorszy pieniądz wypiera lepszy. Szybciej upowszechnił się VHS. System Beta stał się standardem dla TV. Stąd tym bardziej na podziw, ale i do zastanowienia jest sprawa pojawienia się tego sprzętu na koncercie. Ale to już są teorie spiskowe…

Warszawa 1985 – trasa, świat, media…

W tekście z przed 2 lat próbowałem przybliżyć lokalną otoczkę pierwszego koncertu w Warszawie z poziomu lokalnego, miasta, hoteli, klubów. Jeszcze wcześniej opowiadałem o tym koncercie jako końcu pewnej epoki w historii depeche MODE. W tegorocznym wpisie przyszła pora na zajęcie się otoczką międzynarodową koncertu, trasy itp.

W 2009 napisałem, że koncert w Warszawie stał się z jednej strony punktem narodzin naszej subkultury, ale jednocześnie była to data (może bardziej okres) zamykający młodzieńcze lata w historii depeche MODE. Stało się to przez przypadek i jakby przy okazji. Nie było to dlatego, że depeche MODE upodobało sobie Polskę, wprost przeciwnie. Patrząc na historię tego okresu trudno nie ustrzec się przemyśleniom, że wizyta w Warszawie w lipcu 1985 roku to był jeden wielki przypadek. Nie zmienia to jednak faktu, że tym koncertem zamykali trasę promującą Some Great Reward, zamykali pewien rozdział, następna była już w kolejce składanka podsumowująca pierwsze 5 lat działalności zespołu.

W samym zespole atmosfera była również niewesoła. Ekipa miała poczucie dojścia do pewnego punktu, który wymagał od nich zmiany brzmienia i podejścia do tworzonej muzyki lub… rozpad. Przełom roku 1985/1986 był pierwszym poważnym kryzysem dla zespołu i chłopaki nigdy nie byli tak blisko wyprowadzenia sztandaru, jak wtedy. Po raz pierwszy w historii, ale nie ostatni. Efektem tego kryzysu był album Black Celebration – jeden z najmroczniejszych albumów w historii zespołu. Co “gorsza” Daniel Miller miał poważne obawy, że po bardzo przebojowym albumie z 1984 roku, kolejny album nie miał potencjału komercyjnego. A kolejny koncert po Warszawie 1985.07.30, to był otwierający Black Celebration Tour występ w Oxford 1986.03.29.

Ale wróćmy do Warszawy i Some Great Reward Tour. Wtedy trasa ta była najdłuższą trasą zespołu w historii obejmowała cały świat, no prawie… Setlista była najdłuższa ever… Powrót po latach do USA i to z sukcesem! Było jedno ale… nie wiem który z Panów (pewnie Martin, jako że mieszkał w Berlinie) miał chęć wybrania się za żelazną kurtynę, a konkretnie do ZSRR. Dla mieszkańców zażelaznokurtynowej krainy wyjazd w nasze rejony był uznawany za szczyt heroizmu i dawał +10 do szacunu na dzielni, a ponieważ wybrać się do ZSRR było szczególnie trudno, bo trzeba było zdać egazmin z czujności i moralności ploretariackiej, co by nie nawywijać jak Rolling Stones w latach 60. w Warszawie, to było tym bardziej trudno i jeszcze większy rispekt na kwadracie. Podobnie, jak Rolling Stones – dM nie mogli wywieźć ani grosza z naszej umęczonej przez Regana Ojczyzny, więc musieli zostawić kasę w Polsce, albo w barze, albo gdzie się dało np w Desie. Wyszła więc z tego wycieczka turystyczna połączona z potańcówką w podrzędnej tancbudzie, a wszystko płatne w Karolach i Ludwikach z których mogli co najwyżej zrobić sobie piekło-niebo, które dla nich miały wartość paciorków za które Holendrzy kupili Manhattan od Indian.

Finał był taki, że pomimo licznych starań zespół nie uzyskał zgody na koncert w Moskwie. Wszystko było właściwie już zaplanowane i po koncercie w Atenach 1985.07.26 zespół miał lecieć do radzieckich towarzyszy z wizytą przyjaźni i pozdrowieniami od uciemiężonej klasy robotniczej Wielkiej Brytanii, z której przecież sam się wywodził. Niestety dla najważniejszego z socjalistycznych krajów miłujących pokój i przyjaźń między narodami depeche MODE nie spełniali wysokich standardów ideologiczno-artystycznych (byli zbyt awangardowi? Martin ubierał się zbyt postępowo?), a jedna Construction Time Again nie była wystarczającą laurką opisującą ciężką dole robotników w UK i aspekty walki o światowy pokój na ziemi.

Koncert nie doszedł do skutku, podobnie jak wizyta w bratnim Berlinie Wschodnim, więc zapadła decyzja, że zespół pojedzie tylko do Budapesztu 1985.07.23 i właśnie Warszawy 1985.07.30. I tak przypadek i wroga postawa radzieckich towarzyszy sprawiła, że PAGART ściągnął do Polski kapitalistyczny zespół, który zawitał na Torwar by zaprezentować swoją twórczość polskim, młodzieżowym przodownikom pracy. Oczywiście na koncert postanowił się wybrać również wywrotowy element, ale bijące serce partii i aktyw dokonały prewencyjnego pałowania na Torwarze, dzięki temu potem prawie nie pojawiły się żadne nieprzychylne komentarze i recenzje jakoby nagłośnienie na koncercie było fatalne i stojąc z tyłu hali praktycznie słychać było tylko dudnienie.

Również w samej Socjalistycznej Polsce istniał sprzyjający klimat by gościły zagraniczne gwiazdy. Po zniesieniu stanu wojennego zachodnie gwiazdy zjawiały się w naszym kraju nie tylko w czasie Festiwalu w Sopocie, szumnie nazywanym międzynarodowym, ale też tak normalnie, jak to w kraju z przejściowymi problemami w zaopatrzeniu. W końcu normalizacja postępowała…

Dla depeche MODE decyzja o tym, aby wybrać się za żelazną kurtynę było przede wszystkim podyktowana tym, że dawało to większy szum i zauważenie w mediach w ich rodzimym kraju. W tamtym czasie zespołowi jeszcze zależało i walczyli o zauważalność medialną w UK, na szczęście potem przestali się już łudzić. Zespół miał zagwarantowane zwrócenie uwagi brytyjskiej prasy nie tylko muzycznej, również w TV członkowie depeche MODE mieli zagwarantowane przynajmniej 1-2 pytania typu: “No i jak i jak tam jest? Widzieliście dużo niedźwiedzi na ulicach?” Choć nie sądzę, żeby na ulicach pokazywano ich i szeptano potem:

  • To Ci co byli w Warszawie Pani kochana.
  • No niech Pani nie mówi i przeżyli???!!!

A i potem dzięki temu nasi, dziennikarze (z bloku wschodniego) mieli łatwiejszą robotę, bo mogli przeprowadzając wywiad spokojnie zapytać o wspomnienia z pobytu w 1985 roku. Zawsze to było miłe i fajnie się, gdy potem czytało, jak mówili ładnie o nas. Bo pytania z cyklu: ‚Czy przygotowaliście coś specjalnego dla polskich fanów?’ od dawna już na nich nie działają i raczej świadczą o niskim przygotowaniu dziennikarza do rozmowy.

PS. Jeżeli są jeszcze jakieś znane materiały z mediów o których tu nie wspomniałem, to prosiłbym napisanie w komentarzach MODE2Joy, lub na profilu na FB.

depeche MODE we Wrocławiu? nie sądzę….

Dziś Gazeta Wrocławska podała informację, że depeche MODE mieliby zagościć we Wrocławiu, to bardzo miło, ale… nie sądzę żeby była to prawda.

  1. depeche MODE jest w stajni Live Nation, podobnie jak U2. Live Nation sama w Polsce reprezentuje swoje interesy, a nie firma SMG.
  2. Oferty na występy U2, Bon Jovi, Aerosmith, depeche MODE lub Take That, to raczej informacja po potencjalnej możliwości zorganizowania koncertów zespołów, które zapowiadają lub oczekuje się, że będą w 2013/2014 koncertowały.
  3. Jesteśmy za małym krajem jeszcze…, aby udźwignąć dwa koncerty stadionowe w czasie jednego sezonu (letniego). Jeżeli prawdą jest, że ma być koncert depeche MODE na Narodowym (choć są obawy, że tam się koncert nie zapełni), to bez sensu jest robienie drugiego we Wrocku.
  4. Czy wyobrażacie sobie żeby nie było koncertu w Pradze? Ja na pewno nie, a organizując koncert we Wrocławiu staje się nie logiczne organizowanie koncertu w Pradze. Jeżeli podejmiemy ten tok rozumowania i w PL miały by być dwa koncerty, w tym jeden we Wro, to oznacza, że Czesi zostają bez koncertu.

Uważam, po prostu, że jeżeli koncert depeche MODE miałby się odbyć we Wrocławiu, wtedy nie odbędzie się w Wawie. Dwóch nie będzie.

Informacja dzisiejsza wypływa po informacji o rozmowach na temat możliwego koncertu w Warszawie. Dla mnie jest to przede wszystkim info, że casting trwa i prowadzone są teraz zacięte negocjacje, a taka PRowa kulka może być formą nacisku na Warszawę lub Wrocław – patrzcie jest jeszcze inna strona i jak będziecie za bardzo się stawiać w negocjacjach, to wybierzemy konkurencję.

Stadion Miejski we Wrocławiu.
Stadion Miejski we Wrocławiu.

Nie oszukujmy się o ile do Euro2012 miasta / stadiony współpracowały, grały do jednej bramki, tak teraz stały się konkurentami o organizację dużych widowisk. Mecze piłkarskie nie są przedstawieniem najważniejszym, to z czego się będą stadiony utrzymywać nie pochodzi wcale od piłki nożnej.

Czas pokaże robi się co raz ciekawiej 🙂

12 ciekawostek, których możesz nie wiedzieć o koncercie w Warszawie i Exciter Tour.

Pewnie drugie tyle rzeczy nie wiem i ja, jeżeli nie więcej. Pewnie po przeczytaniu tego tekstu jakiś mądrala powie, że przecież to wszystko od dawna jest znane (czyżby?). Może kogoś zaskoczę. Ale napisałem ten tekst ponieważ, wiele z tych punktów gdzieś zanikło lub nie istnieją w świadomości ludzi. Dlatego postanowiłem je przypomnieć.

Zaczynamy od końca…

  1. Exciter Tour miała być kontynuowana w 2002 roku. Trasa zakończyła się późną jesienią 2001 roku, choć były plany na kontynuację trasy, lub koncertów pod nowym szyldem w 2002 roku. Dave bardzo chciał zagrać serię koncertów w czasie letnich festiwali. Głównym oponentem był tu Martin, któremu urodził się syn, oraz chciał zająć się pracą nad solowym projektem. Swoje plany Dave zrealizował rok później promując płytę Paper Monsters. To pozwala zrozumieć również dlaczego depeche MODE pojawiło się ponownie, po wielu latach na festiwalach w 2006 roku i w 2009.
  2. depeche MODE w Europie podróżowało prywatnym samolotem – Zespół w tym czasie poruszał się wynajętym samolotem Boeing 737-200 o numerze bocznym , lot ten miał numer EAF 2354.

    Samolot depeche MODE podczas Exciter Tour
    Samolot depeche MODE podczas Exciter Tour
  3. Na każdej trasie, a nawet części trasy zespół posiada specjalną książkę tzw TOUR ITINERARY. W 2001 roku książka nazywała się Book Of Lies. Motto na dzień 02.09.2001 brzmiało – Alcoholic is someone you don’t like who drinks as much as you. Po tym co działo się w czasie pobytu w Warszawie, zdanie pasuje jak ulał.
  4. Kessler podczas nieoficjalnego spotkania w hotelu Bristol z fanami twierdził, że depeche MODE odwiedziło Polskę w 1983 roku. Po nieśmiałych protestach ze strony naszych fanów, Martin skomentował to jednoznacznie: Słuchaj ich oni wszystko wiedzą.
  5. Martin wylądował w szpitalu z powodu problemów z niewydolnością śledziony – alkohol, a Dave był na spotkaniu AA.
  6. Tylko dwa koncerty z tej trasy nie mają nagranych bootlegów. Nagrania z tych występów nie wypłynęły na światło dzienne – nie ma koncertu z Los Angeles 2001.06.04 i Las Cruses 2001.07.19. Wszystkie inne koncerty zostały przez fanów zarejestrowane i udostępnione.
  7. Zespół Technique to duet który później w 1/2 stał się podstawą dla zespołu Client. Zespół Technique tworzyły Kate Holmes i Xan Tyler. Natomiast Client narodził się po odejściu tej drugiej. Tym samym duet przekształcił się w „Client A” Kate Holmes i „Client B” Sarah Blackwood. Managerem tego zespołu był Client F, czyli Andy Fletcher, który założył na ten cel swoją wytwórnię Toast Hawaii. Reszta to już historia…
  8. Występ depeche MODE w Warszawie 2001.09.02 odbył się w ramach festiwalu – TP SA Music & Film Festival. Sam festiwal zaczął się w maju, a skończył właśnie we wrześniu. Oto twórcza metoda na pozyskanie bogatego sponsora i rozciąganie definicji festiwalu. Więcej w archiwalnym wpisie TUTAJ.W czasie soundchecku Peter Gordeno prawdopodobnie zagrał fragment Walca cis-moll op. 64 nr 2 Fryderyka Chopina, a następnie Dave w towarzystwie Peter’a zaśpiewał po raz pierwszy na tej trasie Condemnation [9], które potem oficjalnie zaprezentował na 2 nocy w Berlinie 2001.09.06. Sam utwór przeszedł gładko w utwór Elvisa – Loveletters również zaśpiewany przez Dave’a z klawiszami Gordeno.

  9. Podobno Dave się przeziębił w Warszawie. Dave nie zważając na warunki pogodowe bardzo mocno obnażył się w Warszawie. Już na koncercie podczas drugiej nocy w Berlinie 2001.09.06 Dave śpiewał przez nos, natomiast koncert w Lipsku 2001.09.09 3 dni później został skrócony. Dave był w słabej kondycji.
  10. A skoro już mówimy o obnażaniu się Dave’a w czasie koncertu w Warszawie 2001.09.02, to czasami pojawiają się głosy kwestionujące autentyczność jakiegoś zdjęcia, czy filmu z Warszawy. Punktem sporu jest ubiór Dave’a na koncercie. Rzeczywiście Dave trochę zamieszał w tym temacie i stąd brak zrozumienia dla autentyczności jakiś materiałów.
    Dla wyjaśnienia:

    • Do Dream On [85] Dave występował w marynarce.
    • Następnie po zdjęciu marynarki występował w czarnej koszulce na ramiączka.
    • Od I Feel You [84] Dave śpiewał z nagim torsem, aż do Personal Jesus [84].
    • Od Clean [75] Dave śpiewał w białej koszulce na ramiączka do końca koncertu.
  11. Dlaczego I Feel Loved [50] wypadło z setu? depeche MODE grało ten utwór przez całą część po Ameryce Północnej. W Europie poleciał ten utwór jedynie na 8 koncertach. Dało to łącznie 50 wykonań, w tym na koncercie w Warszawie 2001.09.02. Główną przyczyną usunięcia tego utworu były problemy kondycyjno-wokalne Dave’a. Setlista została tak ułożona, że pod koniec koncertu, gdy doskwiera zmęczenie, była seria 3 szybkich numerów – It’s No Good [83], I Feel Loved [50], Personal Jesus [84]. Po za tym samo I Feel Loved [50] jest trudnym, bo szybkim numerem do zaśpiewania, miejscami jest mało miejsca na złapania oddechu. Stąd decyzja o usunięciu tego utworu z setlisty i do tego braku zmiennika.

Jest jeszcze parę ciekawostek, ale to może już na inną okazję 🙂 Jeżeli macie pytania lub inne informacje, z którymi chcielibyście podzielić się z innymi fanami, piszcie je w komentarzach lub na FanPage’u MODEontheROAD na FB lub na profilu MODEontheROAD na Goolge+.

Edit: Kolejna część wspomnień z 2001 roku jest już na MODEontheROAD.pl -> Exciter Tour In My Eyes: Budowa sceny.

Exciter Tour in My Eyes – Prolog

Płyta Exciter wywoływała u mnie i nadal wywołuje mieszane uczucia. Wiele lat po wydaniu tej płyty nadal budzi ona kontrowersje. Być może jest to właśnie jej siła, że nie pozostawia ludzi obojętnymi. Również trasa koncertowa wywoływała ówcześnie żywe dyskusje i mieszane uczucia. Jednak dla mnie ta trasa były pod wieloma względami jedyna i naj… i taka pozostanie na zawsze. Nie przebiła jej żadna późniejsza trasa również dlatego, że historie, które były moim udziałem w 2001 nie wydarzą się już nigdy potem.

Zanim wyruszyliśmy w trasę już m/w od marca planowaliśmy wyjazd. W miarę, jak na sieci pojawiały się przecieki, a management dM odsłaniał plan przyszłej trasy, nasza lista pęczniała, a my szykowaliśmy się finansowo i logistycznie, aby przeżyć łącznie miesiąc w podróży z i za depeche MODE.

Nigdy wcześniej i nigdy później nie miałem okazji być tak blisko depeche MODE i wraz z moimi kumplami tworzyć lub towarzyszyć wydarzeniom, które miały wpływ na bieg wydarzeń wielu fanów depeche MODE w Polsce, a nawet Europie. Wiedza i doświadczenie nabyte podczas tej trasy pozwoliły nam w przyszłości lepiej planować i organizować wiele przedsięwzięć trasowych i około trasowych przy okazji koncertów depeche MODE w kolejnych latach. Nie będę ukrywał, że również dzięki temu, iż miałem okazję doświadczyć wielu historii, przeżyć na tej trasie, to na kolejnych trasach odpuściłem sobie masę akcji, po prostu nie musiałem już. Nie czułem większej potrzeby wystawania pod hotelami, wbijania się na imprezy z ekipą depeche MODE, czy wielu innych fanowskich akcji. Zostawiłem to już innym, którym do tej pory nie było to dane.

Bilety na trasę Exciter
Bilety na trasę Exciter

Plany na początku były ambitne: Tallin, Ryga, Wilno, Warszawa, Praga, Berlin, Berlin, Hamburg, Lipsk, Monachium, Monachium, Oberhausen, a później doszło jeszcze Mannheim. Ostatecznie wygrał wariant niemiecki, co i tak było sporym przedsięwzięciem zważywszy, że poprzednie wyprawy na koncerty depeche MODE ograniczały się do wersji najłatwiejszych, czyli wyjazd na jeden koncert, przeważnie tam i z powrotem. Tym razem o wszystkim musieliśmy myśleć sami. Jak to nam wyszło, oraz gdzie warto się zatrzymać będąc w danym mieście przeczytacie na następnych stronach. Patrząc z perspektywy roku 2011 wiele z tego, co wtedy się działo i jak to robiliśmy wygląda dziś co najmniej dziwnie. Jest to o tyle istotne, że wtedy nie istniały tanie linie, bilety za 1 PLN, net tylko przez modem o prędkości 56k, a bilety często zamówić można było jedynie faxem. Jako biedni studenci możliwości mobilne mieliśmy dosyć ograniczone, więc zostawały właściwie dwie opcje, albo naście godzin autokarem, albo na bogato intercity i dalej ICE. Wyszło na to, że całą drogę na koncerty przemierzyliśmy kolejami polskimi i niemieckimi. Z pełnych kosztów, jakie ponieśliśmy to właśnie bilety kolejowe były tymi najbardziej kosztownymi elementami budżetu. Pewnie, że chcieliśmy zapłacić jak najmniej, ale problem był jeden – czas – właściwie nie było alternatywy dla szybkiego przemieszczania się za zespołem, szczególnie, jeżeli chcieliśmy zregenerować siły, szybko dojechać i być na stadionie, czy pod halą o czasie pozwalającym być blisko sceny. Dla zobrazowania skali finansowej problemu wystarczy, że powiem, iż trasa w 2006 roku na osobę kosztowała mnie ¼ tego, co w 2001 roku, a miałem okazję również odwiedzić m.in. Londyn. Wróćmy jednak do 2001 roku…

Z planów wyjazdu na wschód wyszło nie wiele i finalnie Warszawa okazała się pierwszym miastem na naszej trasie. Z jednej strony żałowaliśmy, że nie możemy uczestniczyć w powitaniu depeche MODE w Europie oraz w koncertach w Tallinie, czy Wilnie, z drugiej strony pocieszaliśmy się, że skoro depeche MODE przyjeżdża po tylu latach do Polski, to jako Polacy powinniśmy rozpocząć podróż z depeche MODE od naszego kraju. Pomysł wyjazdu na wschód zrealizowaliśmy w 2006 roku w szczątkowej w postaci wyjazdu do Wilna… i do tej pory żałuję tego wyjazdu.

Aby zacząć od początku trzeba się cofnąć do maja 2001 gdy trasa została oficjalnie ogłoszona. Oczywiście pomiędzy osobami najbardziej zaangażowanymi informacja ta krążyła już od jakiegoś czasu. Wszystkim zainteresowanym wieści o zbliżającej się trasie przybliżały ówcześnie Insight Site i ModernMode (przypis: obecnie ModernMode to depechemode.pl, a Insight Site nie istnieje). W tym czasie MODEontheROAD dopiero raczkowała, ale nie to było istotne. Najważniejsze, że depeche MODE po 16 latach znowu zawitało do naszego kraju.

Do koncertu przygotowywaliśmy się długo, oj długo. Wiele piwa i wódki upłynęło na rozmowach o tym jak się ubrać, gdzie najlepiej stanąć, jak przemycić sprzęt foto i audio itp., a i tak wiele z tego co przeczytacie później było czystą improwizacją.

Dla mnie był to o tyle szczególny czas, że przygotowania do wydarzenia, jakim był koncert depeche MODE w PL, oznaczały masakryczna pęd i często robienie wielu rzeczy na raz. To były takie czasy, że człowiek udzielał się na wielu polach równolegle angażując się często ad hoc, nie zdając sobie sprawy ile tak naprawdę to pochłonie i ile kosztuje. Dobrze, że przygotowania do koncertu były w czasie wakacji, dzięki temu było i ciepło, i jakby czasu więcej, no i szkoła była jeszcze przede mną i nie zajmowała mi głowy. Finał był taki, że w okresie poprzedzającym koncert równolegle zajmowałem się przygotowaniami do zlotu (aftera) w Hybrydach, finalizowaliśmy i drukowaliśmy 5 numer fan-zine [SHAME], który miał wyjść właśnie na koncert w Wawie, na MotR i SHAMESite działał wspólny serwis poświęcony nadchodzącemu wydarzeniu (czyli jak bez problemu dotrzeć i przeżyć dzień w Warszawie i zobaczyć koncert), który był non-stop aktualizowany, szykowaliśmy naszą trasę po Niemczech (hotele, przejazdy itp), pomagaliśmy zdobyć wielu fanom bilety na koncert do niesławnego sektora VIP, a do tego normalna praca na 8h od poniedziałku do piątku. Każde z tych przedsięwzięć robiłem z trochę inną ekipą ludzi. Telefon się grzał, a czasu było ciągle tyle samo.

Fanzine [SHAME]
Fanzine [SHAME]

Czym był i co to był za zlot w Hybrydach, czy fan-zin [SHAME] nie muszę raczej opowiadać, bo to można w miarę łatwo sobie wyszukać, o trasie za depeche MODE będzie dużo w kolejnych odcinkach tych wspomnień. Na chwilę chciałbym się zatrzymać nad tymi biletami do sektora VIP. Był to czas, że biletu nie można było kupić on-line, a raczkujące bileterie, empiki i inne tego typu przybytki zaskakująco szybko wypsztykiwały się z dobrych biletów, oczywiście masa była tych stojących w odległych sektorach. Osobą, która wiedziała, jak dotrzeć do źródła z dobrymi miejscówkami był Jack. Człowiek, który z racji swoich prac wiedział, gdzie się zakręcić, aby nabyć bilety możliwie blisko sceny. Tak się dziwnie złożyło, że aby być możliwie blisko sceny należało być w sektorze VIP, który był utkwiony przed sceną. Jako, że najlepsze są najprostsze sposoby, dlatego wybraliśmy się po prostu do centrali VIVA Art Music. Tam okazało się, że dystrybucja biletów dopiero startowała, lub miała wystartować. To w centrali tej agencji leżały bilety na najlepsze miejsca. Niewiele myśląc szybko obdzwoniliśmy bliskich znajomych i zebraliśmy zamówienia na jakieś 20 biletów. Z takim zamówieniem wybraliśmy się do agencji koncertowej. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że pracownicy agencji wyrażali obawy o sprzedanie się koncertu. W każdym razie to, albo od nich, albo my zaproponowaliśmy, że popytamy wśród znajomych, czy nie są chętni na kupno biletów VIP. Okazało się, że znajomi, którym za pierwszym razem pomogliśmy nabyć bilety też mają znajomych (???), a ci znajomi mają podobne potrzeby jak my (???)… dziwne 😉 Nasze drugie „zdziwienie” powstało, gdy zanim zdążyliśmy się obejrzeć, a dziesiątki ludzi dzwoniło do nas, czy nie możemy im pomóc zdobyć jakiekolwiek bilety na koncert, a jak się okazywało, że my możemy ale tylko załatwiamy te najlepsze, to często klękali z wrażenia.

Początkowo w robocie kryłem się jak dzwonił tel, w sprawie biletów, bo to nie wypada, ale potem to już nawet nie wychodziłem z pokoju, bo tyle tego było, że nie wyrabiałem. Jack miał podobnie. Nagle się okazywało, że długie chwile spędzałem na tym, aby przekonać do siebie mamę jakiejś młodej fanki, iż nie jest to żaden wałek i może zawierzyć obcemu człowiekowi wysyłając w nieznane pieniądze, albo czekałem na osobę, której nigdy na oczy nie widziałem pod SGH lub Rotundą, żeby wziąć kasę. A przecież bilety mogłem dopiero przywieźć na następny dzień. Listonosz bywał u mnie po 3 razy dziennie z plikami kasy i przekazów, a bilety potem zwykłą pocztą szły do ludzi w Polskę i za granicę. Jeszcze w dniu koncertu umawiałem się z ludźmi na obiór biletów, pracując jednocześnie na Służewcu przy budowie sceny.

Niedoczas był permanentny, siły nie wiem skąd braliśmy, a jeszcze bieganie do radia, aby promować zlot, albo występować w charakterze tzw przeciętnego fana, na których było w tym czasie zapotrzebowanie w mediach. Gdzieś tam po drodze trzeba było rozkręcać szybko rozwijającą się stronę MODEontheROAD, której dni chwały miały dopiero nadejść 😛

CDN…

To jest zajawka całego cyklu tekstów, które traktują o wspomnieniach moich i moich znajomych w czasie Exciter Tour. Cykl będzie miał swoją kontynuację na stronie MODEontheROAD

10 lat na półce – Warszawa 02.09.2001 – ciąg dalszy…

Niespełna dwa tygodnie temu opublikowałem tekst nt odnalezionego zapisu z powstawania sceny przed koncertem depeche MODE w Warszawie 02.09.2001, oraz fragmentów samego koncertu. Dziś chciałbym przybliżyć Wam, kilka szczegółów, które są efektem bliższego zapoznania się z tym materiałem.

Przeczytaj cz.1 o nieznanym zapisie koncertu z Warszawy.

Jestem już po pierwszym kilku sesjach z tym materiałem. Nie są to długie sesje, bo łączny zapis tego co działo się przed koncertem, jak w czasie samego koncertu ma ok. 25 min. Po wyczyszczeniu materiału do postaci pokazowej nagranie może nieznacznie jeszcze się skrócić, ale to będzie kosmetyka.

Większą część stanowi sam koncerty, którego zapis zaczyna się w okolicach Dream On [85], a kończy się podczas Never Let Me Down Again [84].

Jak już wspominałem w poprzednim tekście koncert został zarejestrowany z dosyć niecodziennej pozycji, bo nagrywany był na stanowisku akustyków, którzy swoje miejsce pracy mają na przeciwko sceny, m/w po środku widowni. Stąd niecodzienne ujęcia zarówno sceny, jak i zabezpieczonej przed deszczem konsolety dźwiękowców.

IMAG0059

Dla kronikarskiej obowiązku trzeba też dodać, że zarówno film z budowy sceny, jak i materiał z koncertu nie były nagrywane przez fana, który skupiałby się na jak najwierniejszym zapisie występu depeche MODE, a raczej koncert był pretekstem do zarejestrowania osprzętu koncertowego, jakim w owym czasie dysponowało depeche MODE. Stąd liczne wycieczki kamery na migające światełka na konsolecie, filmowanie okablowania, czy innego muzycznego sprzętu koncertowego. Dla tych, co zainteresowani są tym aspektem działalności depeche MODE, będą mieli kilka miłych momentów do obcowania.

Reszta znajdzie również wiele smakowitych obrazów dla siebie. Ponieważ członek ekipy technicznej skupiał się wielokrotnie na filmowaniu jedynie telebimów podwieszonych po bokach sceny, dzięki czemu momentami powstaje taki swoisty mulitcam z koncertu w Warszawie.

Dla przypomnienia w czasie koncertu pracowały 3 kamery: dwie umieszczone na scenie na jej bokach, które filmowały odpowiednio Andy’iego i Martina, oraz jedna kamera u podnóża sceny, która skupiała się głównie na filmowaniu Dave’a. Oczywiście wszystkie trzy kamery filmowały również innych członków koncertowego teamu.

To nie jest ostatni wpis dotyczący tego video-bootlegu, tuż przed zlotem pojawi się jeszcze jeden tekst nawiązujący do opisywanego dziś nagrania. Natomiast dziś na Fan Page’u – MySecretGardenPartyPL prezentujemy pierwszą zajawkę z tego materiału. Od tego piątku oraz przez 3 kolejne piątki będziemy prezentować kolejne krótkie filmiki zaostrzające Wam apetyt przed nadchodzącym zlotem. Po za kończeniu zloty planujemy umieścić, finalną, zmontowaną wersję tego zapisu dostępną wszystkim…

10 lat na półce – nieznane nagranie dM z koncertu w Warszawie 2001

Dzisiejszy wpis powinien zawierać treść odnoszącą się do koncertu depeche MODE z 1985 roku. W końcu dziś mija 26 lat od tego dnia. Niestety, tak po prawdzie dwa teksty które na tym blogu powstały nt tego koncertu póki co wyczerpują ten temat, choć zapewne jest wiele jeszcze do opowiedzenia. Dzisiejszy tekst jest zapowiedzią tego, co się wydarzy we wrześniu. W 10 rocznicę 2 koncertu depeche MODE w Warszawie.

Mniej, lub bardziej zorientowani wiedzą, że fani z różnych miast szykują imprezy rocznicowe z okazji 10-lecia koncertu depeche MODE w Warszawie. Np. w klubie Proxima odbędzie się zlot ogólnopolski – Masters of Secret Garden Party, który obok innych powodów rocznicowych jest również przygotowywany z myślą o tym co wydarzyło się na Służewcu w 2001 roku.

Przygotowywane jest również rocznicowe DVD z koncertem ze Służewca w wersji multicam i multiaudio. Zostały zebrane najlepsze wersje wszystkich dostępnych nagrań wideo i audio, oraz pisane są obecnie wspomnienia fanów z pobytu depeche MODE w Warszawie, ale tylko te dotyczące wydarzeń przed i po koncercie zespołu. To wszystko posłuży do stworzenia tego unikatowego wydawnictwa.

Również ja przygotowując się do tej rocznicy przygotowuję specjalne materiały na MODEontheROAD.pl. Są to zdjęcia i teksty powstałe w tamtym czasie, a które albo zniknęły z Internetu, albo nigdy nie były publikowane. Część tekstów już się pojawiła na stronie, ale jest to tylko zajafka tego, co można będzie się spodziewać od drugiej połowy sierpnia.

No dobrze, ale co z tym nigdy nie widzianym filmem, do którego zmierzam w tak nieumiejętny sposób. Otóż przy okazji odzyskiwania dla przyszłych pokoleń klisz i tekstów z otchłani zapomnienia w zbiorach kumpla znalazła się kaseta, w której posiadanie wszedł ok. 10 lat temu.

Jest to kasetka formatu miniDV. Ma 120 min. i była użyta tylko dwa razy, ogląda może ze 3. Na kasecie jest nagrany m.in. występ depeche MODE ze Służewca. No i co jest takiego unikatowego w tym?

Najpierw mała dygresja. depeche MODE nigdy nie wożą ze sobą całego potrzebnego sprzętu. Spora część jest brana od lokalnych poddostawców. Tak jest taniej. Nie zmienia to faktu, że w raiderze technicznym jest szczegółowa specyfikacja tego, co organizator koncertu musi zapewnić zespołowi, aby koncert był na odpowiednim poziomie.

Przeczytaj o innych szczegółach technicznych pobytu depeche MODE w 2001.

W przypadku Służewca m.in. lokalna była scena, oraz dodatkowe nagłośnienie, które pozwalało obsłużyć cały teren koncertu. Zespół w tamtym czasie używał nagłośnienia angielskiej firmy Britannia Row. W owym czasie takie nagłośnienie w Polsce posiadała tylko jedna firma. Nagłośnienie, jakie depeche MODE miało ze sobą pozwalało jedynie obsłużyć występ halowy, a nie outdoor, jakim był tor wyścigów konnych. Dlatego, aby nagłośnić kolejną część za tzw. „sektorem VIP” polskie paczki Britannia Row zostały dostarczone na miejsce koncertu. Właściciel, czy też obsługa tej firmy postanowiła nagrać dla celów testowych obszerne fragmenty koncertu dM na Służewcu, aby mieć dokumentacje wykorzystania ich sprzętu, oraz w ten sposób zarejestrować sprzęt jakim dysponował zespół na trasie.

Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02
Budowa Sceny, koncert w Warszawie 2001.09.02

Zarejestrowany materiał jest o tyle unikatowy, że był nagrywany z poziomu konsolety ustawionej na środku publiki ponad głowami fanów, m/w na równi z zespołem. W fanowskich bootlegach z koncertu jest to niespotykana perspektywa, ponieważ żaden fan nie ryzykowałby utraty sprzętu i pewnie nie miałby takich technicznych możliwości. Jeżeli takie nagrania wypływają, to są efekty rejestracji przez członków osobistej obsługi koncertu lub też przez takich ludzi jak w/w wymienieni.

Jak widać na załączonym obrazku na kasecie jest również zarejestrowany, w jakiejś części, koncert Tangerine Dream z 2001.08.31, który miał miejsce u podnóża mostu Świętokrzyskiego, który rok wcześniej został otwarty. Dlatego nie jest mi znana długość faktycznego zapisu występu depeche MODE. Kaseta dziś idzie do przekonwertowania na format z naszych czasów, bym mógł powiedzieć coś więcej nt tego wykopaliska.

Planujemy, iż przekonwertowany zapis będzie miał swoją premierą właśnie 3 września na zlocie fanów depeche MODE w Warszawie [FB], niezależnie od długości zapisu. Chcemy, w ten sposób, podzielić się tym zapisem ze wszystkimi przybyłymi fanami.

Być może wcześniej umieszczę jakąś zajafkę koncertu na YouTube w celach poglądowych. Na prawdę świetny prezent urodzinowy się zdarzył 😛

A żeby nie było, że tak nic w temacie dzisiejszej rocznicy, to zapraszam do lektury wspomnień fana o nicku daRek, który miał tę niepowtarzalną okazję być w 1985 roku na Torwarze. Tekst pierwotnie ukazał się na stronach Polskiego Forum Depeche Mode.