Aby tradycji podsumowań stało się zadość. Przyszła pora na omówienie wyników finansowych 3 nogi świeżo zakończonej trasy. Na podsumowanie całości przyjdzie jeszcze czas w następnym wpisie. Dziś chciałbym się skupić na 44 koncertach, jakie zespół odbył w Europie na jesieni 2013 i zimą 2014. Tradycyjnie będzie to opracowanie przychodów z biletów.
Na 46 zaplanowanych koncertów zespół zagrał 44. Przyczyny odwołania tych koncertów są dobrze znane, więc nie będę wracał do tematu. Skupiając się na samej 3 nodze i analizując różne współczynniki można powiedzieć, że było całkiem nieźle. Choć letnia trasa w Europie to to nie jest. Nie mniej za 49 012 309,00 mln USD przychodu ze sprzedaży biletów głodem przymierać nie będą. Nie wiem, ile pochłonęły koszty trasy, ale o ile na pierwszej nodze zespół głównie zarabiał na to, aby pokryć koszty produkcji, a w szczególności fakturę jaką wystawił im Anton za produkcję wizualizacji, projekt sceny itp sprawy, to na ostatniej nodze chłopaki raczej finansowo odcinali kupony. Pierwsza noga to 82 084 761.00 mln USD, trzecia to niecałe 8 mln USD powyżej połowy przychodów z biletów 1 nogi.
Jeżeli doliczymy sobie do tego jeszcze fakt, że kasa została zebrana co najmniej na pół roku (albo i więcej) przed startem (ciekawe na jakim % leżały te miliony), czyli w okresie, gdy promocja (dzięki sponsorom) była największa i było ciśnienie na zespół w czasie i po dobrej 1 nodze w Europie. To bardzo mnie interesuje, czy była jakaś korelacja między mniejszymi przychodami z koncertów jesienią i zimą, obcięciem setlisty.
Wszystkie koncerty były w 100% wyprzedane i nosiły dumną metkę Sold Out. Choć myślę, że w przypadku kilku koncertów można by mieć wątpliwości. Przyjrzyjmy się zatem zestawieniu najbardziej licznych koncertów:
Moskwa – 23 531
Antwerpia – 21 024
St. Petersburg – 18 848
Barcelona – 18 127
Praga – 18 033
Te pięć koncertów przekracza poziom 17 tyś widzów. Każdy następny to 16 tyś i mniej. Gdzie znalazła się Łódź? Tuż za Londynem, a przed Kolonią zajmując z frekwencją 15 764 – 12 pozycję na 3 nodze. Cała trasa miała frekwencję 587 724, co daje średnią 13 357 na koncert. Takich koncertów na całej 3 nodze było 18, więc Łódź zdecydowanie w klasie prymusów. Popatrzmy w takim razie na takie miasta, które dawały w zamian uczucie kameralności i wyjątkowości, w grupach po parę tysięcy 🙂
Geteborg – 8 785
Glasgow – 8 739
Leeds – 7 565
Malmo – 6 946
Belfast – 5 767
Każde miasto lepsze od Geteborga miało już 5-cio cyfrową frekwencję.
To teraz popatrzmy na kasę. Tu sytuacja wygląda nieco inaczej. Wiemy, że fani wydali na bilety $49 012 309,00 USD z czego te 9 mln wydano w pierwszych – pięciu miastach:
Moskwa – $2 685 552,00
St. Petersburg – $1 884 045,00
Antwerpia – $1 734 868,00
Amsterdam – $1 453 121,00
Kolonia – $1 414 404,00
Na przeciwległym końcu znajdują się dokładnie te same miasta, co w zestawieniach najniższej frekwencji. Każdy z tych koncertów znajduje się w grupie 14 koncertów, których przychód ze sprzedaży biletów był poniżej 1 miliona USD.
Gothenburg – $803 454,00
Malmo – $619 829,00
Glasgow – $564 206,00
Leeds – $523 669,00
Belfast – $413 820,00
Natomiast średnia na koncert dla tej nogi wynosiła $1 113 916,11. Łódź z przychodem na poziomie $1 238 986,00 zajęła 9 miejsce i znowu powyżej średniej.
Ostatnie zestawienie to przychód ze sprzedaży biletów na głowę, czyli gdzie były najdroższe bilety (wersja dla fanów) lub gdzie, na jakie miasta najbardziej opłaca się sprzedawać bilety (to wersja dla agencji koncertowej). Średnia z całej nogi, to $83,39 na głowę, a najdroższe miasta to:
Moskwa – $114,13
Bratysława – $103,59
St. Petersburg – $99,96
Herning – $98,18
Zurich – $97,75
Po raz trzeci wygrywa Moskwa. Tym razem Łódź grubo poniżej średniej. Na 44 koncerty zajęła 25 miejsce ze średnią $78,60 na osobę. Jednak do podłogi jeszcze daleko, bo 5 najtańszych koncertów na głowę wygląda następująco:
Manchester – $70,05
Leeds – $69,22
Lyon – $67,46
Praga – $65,93
Glasgow – 64,56
Trochę zaskakuje tak niska pozycja Pragi, ale z drugiej strony to dobitnie pokazuje dlaczego tak wielu polskich fanów woli Pragę, skoro nawet tańsza dla Polaków jest od Łodzi.
W kolejnym wpisie przygotuję podobne zestawienie dla całej trasy, znajdę kilka błędów i podsumuję pod względem finansowym The Delta Machine Tour. Przy pisaniu powyższego opracowania korzystałem m.in. z ogólnodostępnych zestawień na Billboard.biz.
Podsumowań ciąg dalszy 🙂 Idąc świecką tradycją przygotowałem zestawienie TOP20 utworów granych najczęściej w historii koncertowej zespołu. Podobne zestawienie ukazało się w marcu 2010. Potem było jeszcze wielokrotnie aktualizowane. Zestawienie to jest tak na prawdę listą najbardziej ogranych numerów w karierze depeche MODE i jest odwrotnie proporcjonalne do zajmowanego miejsca na liście. Dlatego warto czytać je czasami odwrotnie.
Tekst jest napisany w konwencji listy przebojów, co nie znaczy, że cieszę się z faktu, iż jakiś kawałek spada, bo od 3 tras nie był grany. Myślę, że wielu dało by się pociąć, za ponowne wykonanie Everything Counts, Master And Servant, czy The Things You Said w pełnej wersji, a to te numery dołują, na rzecz innych numerów ze składanki największych przebojów, jakim jest ta lista.
Nie robiąc (tym razem) przydługiego wstępu dodam tylko, że nie będzie to proste dodawanie do TOP listy z 2010 wykonań z trasy w 2013 i 2014. Musicie pamiętać, że są to moje opracowania i nawet jak bym były w 99% zgodny z ideałem, to są to nadal moje analizy, na podstawie mojej metodologi, a więc obarczone jakimś błędem. Nie zawsze podsumowanie z 2010 + miniona trasa da poniżej wynik arytmetycznie zgodny. Powrócę do tego zagadnienia na końcu zestawienia.
OK, to popatrzmy jak zmieniła się lista po 7 marca 2014. W nawiasie podaję miejsce i liczbę wykonań z poprzedniego notowania 🙂 Zaczynamy od poczekalni:
30. 227 (28. 227) People Are People – chyba już nikt nie ma nadziei na to, że ten numer zostanie zagrany na żywo. Ten utwór będzie już tylko spadał, do kolejnej 10.
29. 228 (44. 123) A Pain That I’m Used To – to jest numer, który narobił w zestawieniu trochę zamieszania i największy awans w zestawieniu (15 pozycji). Niewielu spodziewało się, że ten numer powróci do setu koncertowego kiedykolwiek. Przeszło 100 wykonań pozwoliło mu na wejście do 3 dziesiątki i chyba tyle tego… nie przypuszczam, żeby numer zawalczył wyżej w przyszłości. No chyba, że podczas trasy The Singles 01 > coś tam.
28. 236 (27. 235) Leave In Silence – Po wykonaniu tego numeru na koncercie w Londynie 2013.11.19Dave skomentował, że to było odważne ze strony Martina. O ile w 2006 Martin rozgrzewał tym kawałkiem zmysły i umysły fanek i fanów, to na tej trasie powitano jedyny wykon z obawą i ulgą… że już nie.
27. 237 (26. 237) Boys Say Go! – Fani domagali się tego numeru i zespół to słyszał, ale czy słuchał fanów…
26. 247 (25. 247) New Life – Nie ruszyło się i już nie ruszy. Może tylko spadać na liście, no chyba, że dotrę gdzieś do setlist z początku kariery i kawałek dorobi się drugie tyle.
25. 257 (24. 257) It’s No Good – Kawałek był próbowany w przerwach na tej trasie i miał wejść do setu podczas jesienno-zimowej nogi. Może dobrze, że nie wszedł. Na kolejnej trasie nie będzie tak oklepany. Przeplatanka co drugą trasę robi dobrze temu kawałkowi. Takie coś powinno spotykać więcej numerów. Aranżacja z Tour Of The Universe osłabiła moją sympatię do tego numeru i w sumie cieszyłem się, że go nie było na świeżo zakończonej trasie.
24. 260 (23. 260) Blasphemous Rumours – Podobnie jak New Life, z trasy na trasę powoli w dół. O ile New Life ma szansę przeskoczyć Blasphemous Rumours, to w przypadku tego numeru wszystko jest jasne i rozpisane już.
23. 260 (22. 260) Something To Do – To samo, co w przypadku Blasphemous Rumours.
22. 278 (21. 274) Somebody – kawałek oczko niżej nie zagrażał i nie zagrozi A Question Of Lust, więc 4 wykonania, to rodzaj zaznaczenia swojej obecności na liście od 1984. Było to raczej umocnienie swojej pozycji. Spadek o jedno oczko wynika z tego, że inni byli lepsi, a nie Somebody gorsze.
21. 320 (20. 317) A Question Of Lust – To zaskakujące, jak numer odsądzany od czci i wiary na poprzednich trasach na tej trasie urósł właściwie do miana bohatera i był stawiany jako przeciwieństwo plumkanego Home. Tylko 3 wykony nie uchroniły jednak A Question Of Lust od spadku po za 2 dziesiątkę. Pamiętajmy jednak, że jest to numer z grona niedoszacowanych, o czym więcej na końcu tego wpisu.
Kończymy poczekalnię i powoli zmierzamy do TOP20, czyli potencjalnego setu, jaki depeche MODE graliby, gdyby czytali to zestawienie. Idąc tym tropem myślenia, 3 dziesiątka, to takie zamienniki na podwójne koncerty w czasie długiej trasy Greatest Hits. 🙂
_
20. 331 (29. 225) Precious – 9 oczek do góry, najwyższy skok na liście. Utwór po tej trasie wdarł się szturmem do TOP20. Ja osobiście pozostaję w nadziei, że po kolejnej trasie tak samo szturmem z niej wypadnie. Np. po przez nie wykonywanie tego kawałka już nigdy więcej.
19. 371 (15. 371) Photographic – 4 pozycje w dół na liście. Podobnie jak A Question Of Lust uważam, że ten numer miał więcej wykonań, niż 371, ale jako, że nie mam dowodów, to jestem w stanie tylko tyle potwierdzić.
18. 372 (14. 372) Master & Servant – Sytuacja podobna, jak w przypadku Photographic, z tą różnicą, że w przypadku tego numery wszystko jest jasne, jeżeli chodzi o wykony. Jeżeli zespół nie weźmie, go na tapetę na kolejnej trasie, to grozi mu wypad po za TOP20.
17. 379 (19. 329) Shake The Disease – Numer, który sukcesywnie pnie się do góry od końca 2005 roku. Niestety styl w jakim to robi pozostawia wiele do życzenia. Na tej trasie dwa oczka w górę. Osobiście wolałbym, żeby już się nie piął, gdyby awans miałby zawdzięczać Martinowi, a nie Dave’owi.
16. 417 (16. 360) Home – 57 wykonań na The Delta Machine Tour pozwoliło na obronienie i ugruntowanie swojej pozycji. Podobnie, jak w przypadku Shake The Disease styl w jakim to się dzieje jest nie najlepszy. 417 wykonów daje mocną pozycję i spokojnie numer może odpocząć na kolejnej trasie… oby.
15. 428 (18. 330) Halo – kolejny warty odnotowania awans o 3 pozycje. Dla jednych zaskoczenie, dla innych nie. Dla jednych aranż na trasę był zaskoczeniem, dla innych nie.
14. 441 (17. 342) Black Celebration – jeżeli Halo, było zaskoczeniem, to co powiedzieć o Black Celebration. Na prawdę nie liczyłem, że kawałek uświetni jeszcze koncerty depeche MODE, a do tego wytrzyma całą trasę. Raczej obstawiałem, że podzieli losy Barrel Of A Gun.
13. 469 (12. 455) In Your Room – spadek o 1, co w tym przypadku oznacza obronę swojej pozycji. Numer od dawna prosi się o zapomnienie. Nie mniej te 14 wykonań na tej trasie były miłymi przerywnikami. Szkoda, że nie rozłożyły się bardziej równomiernie po całej trasie, tylko kumulacja nastąpiła pod koniec trasy.
12. 484 (11. 479) World In My Eyes – 5 wykonów, ale tylko na 1 i 2 nodze. Mogli dołożyć jeszcze ze 3-4 wykony na 3 nodze i byłoby na prawdę git. Nie dogoniłoby to w żaden sposób kawałka z pozycji 11, ale byłoby wtedy świetnym przykładem, jak oczekiwałbym po zespole, aby rotował swoje numery w setliście na całej trasie. Gdyby to przełożyć na sporą grupę kawałków z tego zestawienia, to argument o graniu na każdej trasie byłby żaden, a i pojęcie oklepania byłoby cokolwiek obce.
11. 540 (13. 440) Policy Of Truth – 100 wykonów na Delta Machine Tour, 102 wykony na Tour Of The Universe. W 2009 nieplanowany następca, w 2013 już jako pełnoprawny, planowany i chciany… Obok Walking In My Shoes i I Feel You kawałek, gdzie zespół ciągle poszukuje i próbuje urozmaicić początek. Szkoda, że tylko początek.
10. 596 (07. 548) Behind The Wheel – 48 wykonów na 106 dał w sumie… spadek o 3 pozycje. Czy to dobrze, czy to źle, to już sami oceńcie. Niestety Behind The Wheel mimo, że samo nic nie zawiniło, to miało pecha zastąpić w 2009 Strangelove, a w 2013 Soothe My Soul… i za to głównie mu się dostaje… taka karma. Warto dodać, że Behind The Wheel obok Barel Of A Gun, doczekało się dwóch wizualizacji świetlnych.
Z lata:
Z zimy:
09. 611 (10. 506) Just Can’t Get Enough – w 2005 roku Martin mówił, że grał ten numer z zażenowaniem i wstydem… no cóż na Delta Machine Tour to uczucie najwyraźniej ustąpiło… bece z Andrzeja. Za to mamy jedno oczko wyżej w stosunku do poprzedniego zestawienia.
08. 618 (05. 618) Everything Counts – 3 w dół, to było do przewidzenia, szczególnie, że numer porzucony w 2006 i raczej nie zanosi się na powrót. Kto wie, może… ale to i tak jest nic w porównaniu do…
07. 624 (02. 623) Stripped – które spadło na twarz niczym Morgenstern w tym sezonie. A wystarczyłoby min. 20 wykonań, żeby kawałek nie spadł poniżej 5 miejsca. Szczególnie, że wersja z Madrytu 2014.01.18 była o wiele bardziej treściwa i mięsna, niż ubogi aranż z 2009 i 2010 roku.
06. 628 (09. 528) I Feel You – Mam cichą nadzieję, że przeniesienie na bis tego numeru może oznaczać pożegnanie. Numer jest mocarny, ale tej mocarności co raz trudniej zdzierżyć.
05. 644 (08. 535) Walking In My Shoes – wersja z minionej trasy nadzwyczaj przypadła wielu fanom do gustu. Mimo odejścia od klasycznego początku, to na prawdę fajnie się słuchało i oglądało. Szkoda, że zespół zawsze poprzestaje tylko na początku. Remixy z singli dają o wiele większe pole do popisu… ale do tego trzeba być albo Alanem, albo dostać gotowca w postaci zewnętrznego remixu. Skok z 8 na 5 pozycję na prawdę zasłużony i nie jest to ciągnięcie łacha z mojej strony.
04. 714 (06. 610) A Question Of Time – już nie mogę zdzierżyć tego numeru na żywo. Awans na 4 miejsce to szczyt możliwości. Pierwsza 3. jest nie do ruszenia… chyba.
03. 732 (04. 619) Enjoy The Silence – po poprzedniej trasie Enjoy The Silence ustępowało jednym wykonem kawałkowi z miejsca nr 2. Jednak wystarczył jeden występ na promo tour w Paryżu 2013.03.26, aby zrównać się z…
02. 732 (03. 620) Personal Jesus – które nie dało wyrwać sobie remisu do końca trasy. Awans po spadku Stripped z 2 miejsca ugruntował trudną do ruszenia pozycję.
01. 828 (01. 722) Never Let Me Down Again – Co tu dużo pisać. Był numerem 1 i będzie. Prawie 100 wykonów różnicy… robi różnicę. Ta różnica będzie się powolutku zmniejszać, bo Never Let Me Down Again nie jest oczywistym wyborem (ze względu na długość), na występy promo i do TV, a Personal Jesus i Enjoy The Silence tak. Nie mniej koncerty bez tego kawałka, to nie koncerty, nawet jak numery ograny i bez większych zmian aranżacyjnych od wielu tras.
_
Powyższe zestawienie pomiędzy trasami zmienia się niekiedy równie dynamicznie, jak w czasie trasy. Lecz zmiany te mają inny charakter. Powstają głównie pod wpływem lektury biografii, lub dokumentów źródłowych. Przez lata zgromadziłem wiele materiałów z czasów, gdy do Internetu wpisywało się wszystko ręcznie, a nie kopiowało ze strony na stronę. Stąd tuningowanie strony MODEontheROAD.com ma charakter permanentny, a nie tylko raz na 4 lata. Co za tym idzie lista wykonań każdego z utworów ma charakter orientacyjny i im bliżej czasów nam współczesnych, tym orientacyjność zbliża się do pewności.
Piszę to dlatego, że trasy z punktu 2. dają szalone pole do konfabulacji i wymyślania nieznanych setlist bez pokrycia w faktach, których być może nigdy nie poznamy już.
Np. w przypadku Devotional Tour podaję na swojej stronie brak 16 setlist z amerykańskiej części trasy, przekładając to na utwory chodzi tak na prawdę o brak pełnego opracowania dla Judas / A Question Of Lust / Death’s Door / One Caress / Mercy In You / Get Right With Me. Dodatkowo nie zawsze były grane ostatnie dwa bisy: Fly On The Windscreen i Everything Counts. Wiem, że są strony, gdzie można przeczytać sety z tych 16 koncertów. Sety te są potem multiplikowane na inne strony. Ponieważ nie ma jednak bootlegów, albo nie ma innej dokumentacji na podstawie których można by wpisać w sposób wiarygodny set zdecydowałem się już dawno na niepowielanie tych informacji. Najlepszym przykładem ostatnich kilku miesięcy jest „koncert” z Indianapolis 1993.10.21 Takiego koncertu nigdy nie było. Skąd to wiem? A z tego dokumentu poniżej.
To jest Tour Itinerary z Ameryki Północnej z okresu październik – listopad 1993. Taką broszurę na każdej trasie, każdy członek ekipy koncertowej posiadał na stanie. W 1993 roku, ze względu na długość trasy, broszura ta była wydawana w częściach. Dla Devotional Tour powstały 5 odcinków. Na samą Amerykę 3 sztuki. Ostatnia część zawierała również grudniową Europę. Dlaczego jestem pewien, że nie było Indy? Ponieważ to jest dokument, który drukuje się na końcu przygotowań do trasy, jak już jest wszystko zabookowane, ogłoszone i wszystko wiadomo. Mogła być taka sytuacja, że w spisie tym jest jakiś koncert, a faktycznie nie został ogłoszony, ale w drugą stronę zdarzało się to tylko wtedy, gdy koncerty był przenoszony z nocy na noc, ale koniec końców był grany. Po za tym pod tą datą – 21.10.1993 jest dzień wolny.
To właśnie z tych względów TOP20 2010 i 2014 nie zawsze sumują się i to właśnie z tego powodu część utworów jest niedoszacowana: Photographic, Just Can’t Get Enough, A Question Of Lust, Somebody, New Life, Boys Say Go!, że wymienię tylko kawałki z powyższego zestawienia. Wolę, żeby tego typu zestawienia były niedoszacowane, niż zakłamane przez wymyślanie czegoś, co nie miało miejsca, a ładnie wygląda w zestawieniu.
_
TOP20, a nawet TOP40, oraz inne zestawienia zebrałem na tej podstronie.
O Benie Hillierze, zakończonej trasie, bo mnie naszło coś jeszcze i wróżby z gwiazd na temat przyszłości. To będzie….
Zakończyła się era Bena Hilliera. Kolo nie będzie już produkował kolejnych albumów depeche MODE. Wszystko na razie wskazuje, że producentem lub inżynierem dźwięku kolejnej płyty (płyt) będzie Christoffer Berg. Zakończenie współpracy z Benem oznacza również zakończenie współpracy z 140dB, co jest o tyle istotne, że w tej samej stajni co Ben Hillier jest również Flood i marzenia o kolejnej płycie wyprodukowanej przez niego, jako częściowej recepty na powrót do tzw. starego depeche MODE należy schować na razie do głębokiej szuflady. Oczywiście pewnie znowu może się pojawić jakieś zleconko na wykonanie remixu (jak to było w 2001), ale na więcej nie liczyłbym. Z resztą remix Flooda w 2001 był pierwszym zwiastunem przyszłej współpracy z 140dB. To bym postrzegał jako początek.
Każdy ma swoją ocenę trylogii Hilliera i każdy będzie po swojemu tasował Plaing The Angel, Sounds Of The Universe i Delta Machine. Mamy w historii depeche MODE trylogię Gareth’a Jones’a – Contruction Time Again, Some Great Reward, Black Celebration (tak, pamiętam też o jego wkładzie do Ultra i Exciter) Szkoda, że nie doczekamy się trylogii Flooda. Może w przyszłości. Ja w każdym razie, do póki Gore and Co. grają, nie tracę nadziei.
Po wyprodukowaniu lochy, jaką był poprzedni tekst przyszło mi do głowy, że nie napisałem za wiele o Ameryce Północnej i jej rynku muzycznym. Dlatego wracając myślami do zakończonej trasy ciężko się nie oprzeć wrażeniu, że w Ameryce Północnej zespół ma co raz mniej do szukania. Z trasy na trasę gra co raz mniej i mimo lamentu tych nielicznych fanów z miast gdzie nie dotarli, fanbase zespołu będzie się kurczyć. Nie inwestują, bo za mało chętnych, za mało chętnych bo nie inwestują. W przyszłości czekać będą Północnych-Amerykańskich fanów wybrane koncerty w NY, Kalifornii i coś w Kanadzie. To właściwie tyle. Dlatego tym bardziej dziwi takie traktowanie Ameryki Południowej. Być może w Europie aspirują do bycia w pierwszej lidze, ale w USA dawno już nie są i stoją w rzędzie z tymi, co to mówi się o nich z estyma szacunkiem, ale niczego nowego nie wnoszą.
Mimo szumnych zapowiedzi zespół zlał fanów z Południowej Ameryki i nie dotarł do właściwej Azji. Patrząc na kurczące się rynki i zlewanie regionów świata, gdzie są chciani jedynym pewnym miejscem, gdzie zawsze zagrają jest Europa. Szczęściarze 🙂
Nie wiem co planuje Martin, bo od Dave’a słychać pomruki o kolejnych przedsięwzięciach wydawniczo-koncertowych pod szyldem Soulsavers. Ciekawe to będzie przeżycie być na koncertach z Dave’em na wokalu, gdzie nie poleci żaden numer depeche MODE. 🙂 Czas pokaże.
Andy być może pojedzie zarobić parę dołków na djowaniu, no chyba, że poznali się na nim już wszyscy i ze swoim show nie ma się gdzie pojawiać. Zauważyliście, że jego druga „solowa trasa djska” była właściwie tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie nie grał wczesniej? Praktycznie nie pojawił się w krajach z trasy 2004.
Wydawniczo myślę, że końcówka 2015 i 2016, to będzie czas, gdy powinny się pojawić reedycje koncertowych wydawnictw wideo w starych/nowych formatach pod szyldem Sony. Nie to, że coś wiem, ale tego bym oczekiwał. Mam nadzieję, że wytwórnia sypnie dodatkami, a i zespół udzieli na tę okoliczność kilku słów. Poczekamy zobaczymy…
No i stało się. Trasa Delta Machine to już historia. Nie długo będzie pierwsza rocznica koncertu w Nicei 2014.05.04, a za chwilę będziemy wspominać start promocji albumu po telewizjach świata, bo przecież cały cyrk ruszył właśnie w tym okresie (marzec 2013). Tradycyjnie na początek garść statystyk, a potem będzie tylko ciekawiej :-).
1. Koncerty i geografia.
117 – liczba zaplanowanych występów w totalu (w tym 8 promo + 109 zaplanowanych koncertów trasowych)
114 – liczba faktycznie zagranych występów (w tym 8 promo + 106 faktycznie zagrane koncerty trasowe)
3 – liczba odwołanych koncertów – Istambuł 2013.05.17, Lille 2013.11.07, Kijów 2014.02.26
Wszystkie liczby podaję z uwzględnieniem występów promo. W nawiasach są czyste koncerty z trasy. Touring The Angel wciąż nie pobita, ale różnica 10 koncertów, to już nie tak wiele przy 20 w przypadku Tour Of The Universe. Gdyby chociaż ziściły się plotki o Ameryce Południowej, to dziś The Delta Machine Tour dumnie okupowałaby pozycję drugą, a tak tylko brąz.
Pozostałe statystyki geograficzne wyglądają tak:
3 – kontynenty
34 – kraje
97 – miast
Kraje o największej liczbie koncertów:
22 – USA
17 – Niemcy
8 – Francja / UK
5 – Włochy
Pozostałe kraje to 4 i mniej koncertów. Pierwsze 4 kraje – USA, Niemcy, Francja i UK stanowią 50% całej trasy.
2. Setlista
Długo się zanosiło, że rekordy nie zostały pobite, dopiero pod koniec trasy w tej właśnie konkurencji The Delta Machine Tour sięgnęła po złoto. 40 kawałków zagranych na żywo daje tej trasie pozycję lidera. Nie są to liczby powalające jeżeli porównujemy to z takimi gigantami, jak Perl Jam, czy U2 (ostatnia trasa, to 60+ wykonanych utworów, ale i dłuższa trasa) i myślę, że coś by się jeszcze znalazło ze światowej czołówki, ale jak na depeche MODE, to całkiem sporo.
Poprzednia trasa zakończyła się wynikiem 39 kawałków wykonanych na żywo, co już było rekordem. Przez wiele miesięcy obie trasy szły łeb w łeb, bo Dave’owi nie chciało się zmieniać za wiele, dopiero w końcówce Dave wyrównał dzięki Stripped [1], a Martin przechylił szalę na korzyść The Delta Machine Tour swoim wykonem Blue Dress [13].
To skoro już wiemy, że jest złoto, to teraz zajrzyjmy głębiej i popatrzmy kto i co przyczyniło się do 1 miejsca. Najpierw podział po płytach.
Podział po płytach i częściach trasy. (114 występów)
Albumy
Total
Promo (8)
1 leg (37)
2 leg (24)
3 leg (45)
Delta Machine Playing The Angel Exciter The Singles 86>98 Ultra Songs Of Faith And Devotion Violator Music For The Masses Black Celebration The Singles 81>85 Some Great Reward A Broken Frame Speak & Spell
Jako, że była to promocja The Delta Machine Tour, to najwięcej utworów zostało wykonanych z tego albumu. Przed trasą słyszeliśmy zachwyty, jak to ta płyta jest bardzo koncertowa i praktycznie każdy kawałek nadaje się do grania na żywo, w przeciwieństwie do poprzedniej płyty, gdzie numery koncertowo słabo się sprawdzały. No i? No i dupa… na poprzedniej trasie zespół zagrał… również 10 numerów z jakoby niekoncertowej płyty. […] instrument niestrojny? czy się muzyk myli? […] zapytam za wieszczem. Jest to jedna z najbardziej nie zrozumiałych decyzji tej trasy. To, że wywalają numery z aktualnie promowanej płyty, to już się przyzwyczaiłem (nie oni jedyni). Jednak zawsze było to coś za coś. Nothing Is Impossible za I Want It All, a The Sinner In Me jako zamiennik na drugą noc, Miles Away za Come Back, a ten jako zamiennika na podwójne koncerty. Uważam, że to jeden z największych zawodów tej trasy. Jeżeli Secret To The End i Goodbye nie żarło na koncertach, co w jakiejś mierze było prawdą, to warto było się zastanowić, czy miejsce dla tych kawałków jest najlepsze, czy nie dać czegoś w zamian. W 2006 roku, również pod wpływem fanów Panowie dodali do setu Nothing Is Impossible. Podobnie było z Photographic. Tym razem osobiście nie czułem, aby była taka presja ze strony fanów, a i zespół jakby bardziej impregnowany był na sugestie. Więcej napiszę o tym jeszcze pod koniec wpisu.
Znowu pod koniec trasy były momenty, gdy pojedyncze koncerty były raczej promocją Songs Of Faith And Devotion, niźli Delta Machine. Po trasie w 2010 miałem nadzieję, że więcej się to już nie powtórzy.
Idźmy dalej. Proponuję teraz popatrzeć na podziały wykonanych utworów między Dave’a i Martin’a oraz – pełna elektronika vs. wersje bare. Najpierw poprzednia trasa:
Podział po wykonaniach i częściach trasy. (104 występy)
Podział po wykonaniach i częściach trasy. (114 występów)
Wokal
Total
Promo (8)
1 leg (37)
2 leg (24)
3 leg (45)
Gahan Gore
26 14
9 2
25 10
21 10
21 11
Razem
40
11
35
31
32
_
Podział elektronika vs „akustyki”. (114 występów)
Total
Pełna elektronika Wersje bare
28 12
Razem
40
Na tej trasie nie było duetów. Mix Dave vs Martin również jest porównywalny, chodź niestety tendencja jest na korzyść Martina. Jednak to nad czym za cholerę nie mogę przejść do porządku dziennego, to postępująca plumkenizacja wykonywanych utworów. Nosz… 31 vs 8 w 2009/2010, a po ostatniej trasie 28 vs 12 ???!!! Byłem i tak wyrozumiały, bo policzyłem A Question Of Lust [3] jako pełna elektronika, a powinienem jako plumkanie. W końcu na trzy wykonania 2 były pianinkowe, ale niech tam. Nie zmienia to jednak faktu, że już 1/3 wykonywanych utworów przez elektroniczny zespół jest kompletnie obrane z tego, za co ten zespół pokochały miliony. Jak żyć? Dave śpiewa m/w tyle samo, choć tendencja jest niestety zniżkowa. Gore za to wali nas w rogi. Smutny to obraz, bo wychodzi na to, że na ostatniej w ich życiu trasie będziemy chodzić na koncerty poezji śpiewanej, a jedynie na bisy chłopaki odpalą klawesyny, żeby zagrać 3 największe hity. Na Touring The Angel był podział elektonika vs „akustyki” 28 do 5. Gdzie te czasy? <się zapytam wznosząc brew w kierunku nieba>
Na koniec tej części jeszcze jedna ciekawostka. Zestawienie wszystkich utworów granych na świeżo zakończonej trasie w kolejności malejącej od najczęściej granych do najmniej, sortowane po Totalu. Zamieściłem takie podsumowanie dla 3 nogi, to zamieszczam i tym razem + pozostałe legi:
Lista wykonów każdego kawałka na całej trasie. (114 występów)
Enjoy The Silence Personal Jesus Heaven Angel Walking In My Shoes Welcome To My World Precious Never Let Me Down Again A Pain That I’m Used To Just Can’t Get Enough A Question Of Time I Feel You Policy Of Truth Black Celebration Halo Should Be Higher _ Soothe My Soul Barrel Of A Gun But Not Tonight Home _ Shake The Disease Behind The Wheel The Child Inside Goodbye Secret To The End Higher Love Slow When The Body Speaks Judas In Your Room Blue Dress Only When I Lose Myself Soft Touch/Raw Nerve World In My Eyes John The Revelator Somebody A Question Of Lust Condemnation Leave In Silence Stripped
Niech każdy popatrzy sobie na to we własnym zakresie i wnioski wyciągnie samodzielnie. Dla mnie to zestawienie pokazuje jak bardzo setlista była stabilna. Na to zestawienie położyłbym dwie linie. Na poziomie 16. kawałka i 20. kawałka. Dlaczego tak? Bo set główny kończył się m/w na 16 numerze, a set jako taki kończył się na 20. kawałku. Po 16 kawałku tego zestawienia następuje spore załamanie częstotliwości wykonywanych utworów. Mamy 2 numery od Gore’a. Wychodzi z tego prawie idealny set z ostatniej nogi. Pozycja nr 20, to również dokładnie 50% wszystkich koncertów zagranych na trasie.
3. Przedstawienie, podsumowanie i inne przemyślenia.
Trasa w oczach wielu fanów składała się z 2 części. Tego, co działo się do zakończenia pierwszej nogi w Europie, oraz 2 pozostałych części w Ameryce Północnej i po raz drugi w Europie. Zarówno trasa promo, jaki pierwsza noga to euforia, radość i właściwie nie zmącony zachwyty. Dwie kolejne nogi, to… powiedzmy eufemistycznie stan daleki od zadowolenia.
Ja bym postawił lekko kontrowersyjną tezę odbiegającą od powszechnego złorzeczenia na jesienno-zimową trasę po Europie. Problem wcale nie leży w tym, że zagrali taką trasę zimą, że poziom zmian był jaki był. Uważam, że chodzi o coś zupełnie innego….
Jeżeli popatrzymy na 3 nogę, jako samoistny byt, to nie jest to ani nadzwyczaj słaba, ani nadzwyczaj odkrywcza seria koncertów. Była to dosyć przyzwoita robota wykonana 45 razy. Ani setlistowo, ani długością koncertów nie zaskoczyli. Ta noga zupełnie nie odbiega od tego, co widzieliśmy na innych trasach w minionych latach. depeche MODE byli dokładnie tacy, jak w minionych latach właściwie od samego zarania koncertowych podbojów.
Zdarzały się nawet gorsze historie na poprzednich trasach. Że wspomnę tylko Touring The Angel na której zespół wykonywał w końcówce trasy set składający się z 18! utworów. Exciter Tour też został skrócony, Tour Of The Universe w Europie na jesieni 2009 miał najpierw 20 numerów, potem 21, a potem znowu 20 i ten stan utrzymał się do końca trasy. Trasa w 2013/2014 była być może ciut spokojniejsza, ale to wszystko.
Problem z The Delta Machine Tour leży w pierwszej nodze i tym, co działo się przed startem trasy. Tak na prawdę wybrykiem natury był set składający się z 23 kawałków. Jak skończył się koncert w Nicei 2013.05.04, to jedna z pierwszych myśli było pytanie jak długo utrzymają taką długość setu. Nawet chciałem o tym napisać dosadniej w swojej recenzji z koncertu w Nicei, ale potem stwierdziłem, że nie będę psuł Wam radochy. Nigdy nie zagrali takiego setu i był to dla mnie od początku stan nienaturalny.
Druga sprawa, to fakt, że Panowie przefajnowali z obietnicami. Naopowiadali kocopałów o gigantycznych planach. Naobiecywali rzeczy, których nie byli w stanie potem spełnić. W tym o wspomnianej już koncertowości nowego albumu. Ten nadmuchany balonik w miarę czasu sflaczał. W myśl zasady, że lepsze jest wrogiem dobrego. Nabraliśmy smaka i wielu, w tym mnie, zaczęło się wydawać, że tak już będzie do końca trasy, a zespół wypracował zupełnie nową jakość. Tym czasem po chwili euforii zostaliśmy po prostu przywołani do porządku i dano nam do zrozumienia, gajowy wrócił i wszystko ma również wrócić do normy.
Bardzo fajnym pomysłem był set B i bardzo podobał mi się pomysł z graniem niektórych numerów ledwie raz lub dwa na trasie. Właśnie o to nam przecież przez lata chodziło, żeby koncerty nie były do siebie podobne, a można to osiągnąć np. limitując liczbę wykonań jakiegoś kawałka. Nie wiem, czy to planowali w każdym razie sprawili tym faktem, że trasa nabierała dodatkowego smaczku i łamała utarte schematy. Dzięki temu set Dave’a przestawał być momentami schematyczny i przewidywalny. Pozostaje tylko żałować, że nie pociągnęli tego pomysłu na regularne koncerty i nie mieszali w sposób bardziej chaotyczny (dla nas) całymi setami. Można by wtedy wydać dwa koncertowe filmy z dwoma setlisatami, albo z dwóch różnych nóg… No dobra teraz to już popłynąłem z tym 😛
Niestety stało się jednak inaczej. Po koncercie w Madrycie 2014.01.18 miałem z kumplem okazję długo rozmawiać z człowiekiem, który bardzo jasno potwierdził to, co napisałem chwilę wcześniej we wpisie pt Kosa. Nasza rozmowa była z człowiekiem, którego mógłbym swobodnie określić jako insider (duński łącznik :-P).
Osobą w 100% odpowiedzialną za wygląd setlisty na 3 nodze był Dave. To on ułożył set pod siebie, to on decydował o zmianach. Andy bardzo chciał zmian i był za tym, aby set wyglądał bliżej tego, co pamiętamy z Touring The Angel, niż to, co było na Tour Of The Universe. Był to jeden z powodów ścięcia między nimi i kultywowania szorstkiej przyjaźni na scenie. Nie dam sobie nic uciąć, czy nie było również innych powodów, ale na pewno temat kształtu setu był punktem niezgody przed startem ostatniej części trasy. Koniec trasy po drugiej Europie też nie był wcześniej planowany i coś się musiało stać w obozie, że podjęto taką decyzję.
Po raz kolejny okazało się, że depeche MODE mają ambicje na bycie stadionowym graczem, niestety po raz kolejny scena mówiła co innego. Wyprawa z halową sceną na stadiony, to jedna z nielicznych słabości tej trasy. Niestety księgowy miał tym razem znowu więcej do powiedzenia od dyrektora kreatywnego.
Najsłabszym punktem koncertów dla mnie była wizualizacja do Precious [106] i pomysł z wysadzeniem szczeniaczka na koniec trasy powinien być znaczącą informacją dla zespołu i Antona, że poziom wytrzymałości na tego typu słodyczy doszedł już do kokardy.
W poprzednim wpisie obiecałem odnieść się do odwołania koncertu w Kijowie, co też czynię. Bardzo dobrze, że ten koncert odwołano, bo mało kto miałby ochotę bawić się w czasie żałoby, gdy parę km dalej krew jeszcze nie wyschła. I nie jest to moje zdanie, tylko ukraińskich fanów. Nie mniej zagranie koncertów w Rosji pozostawiło mnie z wrażeniem, że oto Ci, którzy walczyli o swoje zostali ukarani, a Ci co są agresorami zostali nagrodzeni. Wiem, że dM w politykę się nie bawi, wiem że zobowiązania, kasa i fani z Rosji czekający na przyjazd ulubionego zespołu. Nie mniej niesmak pozostał…. Zdecydowanie rozegrałbym to inaczej np. tak, jak w 2001 robiąc dodatkowy koncert w Niemczech, wraz z imprezą sponsora na zakończenie trasy. Nie ten czas i nie to miejsce.
I to są właściwie wszystkie uwagi i przemyślenia, jakie mam. Po za tym cały koncept płyty, singli, trasy, komunikacji dookoła były na bardzo wysokim poziomie. Może zabrakło 4 singla, ale teraz to już nie jest ważne. Cały przekaz był bardzo spójny i nawet zagrywka z brakiem tytułu, opowiadanie w czasie konferencji, jacy to są zarobieni gładko wpisuje się w cały koncept. Choć już w trakcie pierwszych wywiadów Dave się wysypał, że bardzo dobrze wszystko wiedzieli i mieli dokładnie poukładane.
W tym wpisie zająłem się setlistą dokładniej. Z poprzedniego wpisu wiemy, że 3 wersje setlisty łącznie stanowiły przeszło 60% wszystkich setlist granych na 3 nodze. To fajnie wygląda na papierze, ale chyba jednak ciekawsze jest to, czego nie było lub pojawiło się raz czy dwa.
Ktoś powie, że brakuje tu jeszcze jednego – Soothe My Soul [64], bo właściwie to jedno wykonanie w Berlinie 2014.11.27, to tak, jakby wcale go nie było. Nie mniej z formalnego punktu widzenia numer ten był grany i na 2 i na 3 nodze, więc się liczy. Zdaję sobie jednak sprawę, że nastawienie jest inne i dla wielu ten numer jakby nie był grany na 3 nodze, podobnie jak Goodbye [35]. Jak jeszcze nie znajdzie się na koncertowym wideo, to będzie spory fuck-up.
W porównaniu do poprzedniej trasy, gdzie na jesienno-zimowej nodze w Europie set nie tylko zmieniał skład osobowy, ale też tasował się w obrębie granych numerów, w 2013 i 2014 jesień i zima wyglądały jak sielanka. Czasami miałem wrażenie, że to nie sielanka, spokój, czy stabilizacja, ale wręcz demencja.
Największym zawirowaniem w porządku granych numerów była zamiana Policy Of Truth [101] z Should Be Higher [91]. Początkowo Policy Of Truth [101] było grane przed Should Be Higher [91] i pozostałymi zamiennikami. Czyli tak, jak na wiosenno-letniej trasie w Europie i jesiennej w Ameryce Północnej. Od koncertu w Dublinie 2013.11.09 nastąpiła zamiana i do końca trasy Policy Of Truth [101] kończyło pierwszą część setu Dave’a.
Gorący temat narzekań, czyli Home [57] właściwie zniknął na dobre pojawiając się jedynie na kilku koncertach u Martina. Być może dotarło do niego, że ludzie nie chcą już tego numeru na koncertach. Numer pojawił się jedynie 4 razy. Pytanie tylko, czy lekarstwo okazało się lepsze od choroby. Za to But Not Tonight [59], które początkowo było planowane jako wisienka na torcie ze względu na różne tonacje oryginału i głosu Martina, po ewolucji pod Gore’a stało się obok Shake The Disease [50] jednym z flagowych numerów trasy. Martin wśpiewywał się w ten numer w miarę upływu trasy i na 3 nodze But Not Tonight [59] obok Shake The Disease [50] miały się stać tym, czym One Caress i Dressed In Black na poprzedniej trasie. W moim odczuciu tak się nie stało, a przynajmniej nie w każdym przypadku. Dołożony na koniec trasy Blue Dress [13] nie do końca spełnił to założenie. Już nie będę wspominał, co by mogło być takim killerem, bo napompowany balonik z początku trasy skończył jako sflaczała… sami wiecie co. W każdym razie uczepienie się obranych wersji + geriatryczna maniera śpiewania skutecznie mnie zniechęciły do grzania się Gore’owymi numerami depeche MODE.
Świetnie rozegrany pomysł z tzw. Setem B na 3 części trasy podlegał ciągłym zwrotom. Najpierw z powodu rejestracji wideo koncertowego zespół wykonał jedynie Soothe My Soul [64] i Goodbye [35] – jedyne wykonania na 3 nodze, nie wymieniając przy tym żadnego numeru w secie Gore’a. Zabrakło też kawałków, które zwykle były grane drugiej nocy. Można to jeszcze wytłumaczyć było potrzebami produkcji video, niestety już kolejnych koncertów nie.
2013.11.27 Berlin (010)
Po kolejnym wznowieniu trasy w styczniu 2014 drugiej nocy w Madrycie 2014.01.18 zgromadzona publiczność usłyszała jedyne wykonanie Stripped [1] na Delta Machine Tour. I to było ostatnie wykonanie Setu B na tej trasie. In Your Room [14] zastąpiło Policy Of Truth [101], a po raz ostatni wybrzmiało na tej trasie Home [57].
Z czasem Blue Dress [13] weszło, razem z In Your Room [14], na stałe do setu wypierając żelazne pozycje setlisty. Trasa co raz mniej przypominała promocję albumu, a co raz bardziej greatest hits tour.
I tak oto idea Setu B została uśmiercona przez twórców. Pamiętam z lat 90., jak czytałem relacje z trasy World Vioation Tour o tym, że zespół ma przygotowane różne sety oznaczone różnymi kolorami i dostosowuje je w zależności od potrzeb. Jak to było na prawdę wiecie dobrze. W 2013 i 2014 idea różnych setów została wcielona w życie najpełniej od początku istnienia tego zespołu i co? I na koniec mogliśmy już tylko patrzeć na powolną agonię tej idei.
Lista wykonów każdego kawałka na 3 nodze. (45 koncertów)
Welcome To My World Angel Walking In My Shoes Precious Heaven A Pain That I’m Used To A Question Of Time Enjoy The Silence Personal Jesus Halo Just Can’t Get Enough I Feel You Never Let Me Down Again Black Celebration Policy Of Truth Behind The Wheel Should Be Higher But Not Tonight Shake The Disease Slow The Child Inside Blue Dress In Your Room Judas Home Soothe My Soul Goodbye A Question Of Lust Somebody Condemnation Leave In Silence Stripped
Podział między obu Panów:
Zaśpiewane przez Dave’a: 21
Zaśpiewane przez Martin’a: 11
Podział ze względu na sposób wykonania:
Pełna elektronika: 21
Pseudo akustycznie: 11
_
Powinien pojawić się jeszcze jeden tekst podsumowujący 3 nogę Delta Machine Tour – finansowy. Jest jednak zbyt wcześnie na to. Dlatego póki co zatrzymuję się z podsumowaniem 3 nogi na tym tekście. Pora zabrać się za podsumowanie całej trasy.
Podsumowanie finansowe pojawi się pewnie łącznie, jako część podsumowania całej trasy.
No i stało się, trasa depeche MODE zakończyła się. Kolejna epoka zbliża się do swojego końca, jeszcze tylko epilog w postaci koncertowego wideo i pora zacząć się zastanawiać, co dalej. Na takie rozważania przyjdzie jeszcze czas. Również czas przyjdzie na podsumowanie całej trasy. Dziś, jak to było wcześniej, podsumuję na różne sposoby 3. nogę trasy lub jak kto woli 4 część promocji Delta Machine.
Powrót z trasy USA i Kanadzie poprzedziły dwie wiadomości:
Trzecia noga nie obfitowała w wielkie zawirowania, co było i korzyścią, ale też dawało poczucie stagnacji. Właściwie, to największymi wydarzeniami były – odwołanie koncertu w Lille 2013.11.17 z powodu awarii ogrzewania stadionu i w Kijowie 2014.02.26 z powodu sytuacji politycznej w tym kraju. Więcej o tym jeszcze napiszę w kolejnych wpisach.
Setlista zatrzymała się na zestawie o długości 20 utworów, co było spadkiem o jeden utwór w porównaniu do setlisty z 2 nogi. Nadal hołdowano zasadzie 2 setlist, choć w miarę zbliżania się trasy do końca ta zasada nie wiele przypominała odważne zmiany z maja, czy lipca 2013.
1. Setlista.
Ogółem w ramach setu A na 3 części zagrano 44 koncertów, włączając w to 19-utworowy występ a Abu-Dhabi 2013.11.03 i 21-utworowy występ w Berlinie 2013.11.27. Na trasie królował set 20-utworowy o bardzo dużej stabilności. W obrębie setu A możemy wyróżnić 16 wariacji setlisty, z czego 3 były najpopularniejsze:
Should Be Higher / The Child Inside / But Not Tonight / Behind The Wheel / Shake The Disease [7]
Should Be Higher / Slow / But Not Tonight / Behind The Wheel / Shake The Disease [15]
In Your Room / Slow / Blue Dress / Behind The Wheel / But Not Tonight [5] – w tym Łódź 2014.02.24
Pozostałe wariacje (w sumie połowa wszystkich występów) były grane nie więcej niż 1 lub 2 razy na całej trasie.
Policy Of Truth / Shake The Disease / Home / – / A Question Of Lust [1]
Policy Of Truth / The Child Inside / Shake The Disease / Behind The Wheel / Home [1]
Should Be Higher / Home / Judas / Behind The Wheel / Shake The Disease [1]
Should Be Higher / The Child Inside / But Not Tonight / Behind The Wheel / Condemnation [1]
Should Be Higher / The Child Inside / But Not Tonight / Behind The Wheel / Leave In Silence [1]
Should Be Higher / The Child Inside / Judas / Behind The Wheel / Shake The Disease [2]
Should Be Higher / The Child Inside / But Not Tonight / Soothe My Soul / Shake The Disease [1]
Should Be Higher / Blue Dress / Judas / Behind The Wheel / Shake The Disease [1]
Should Be Higher / Slow / Blue Dress / Behind The Wheel / But Not Tonight [2]
In Your Room / The Child Inside / Blue Dress / Behind The Wheel / Somebody [1]
In Your Room / Slow / But Not Tonight / Behind The Wheel / Shake The Disease [1]
In Your Room / Slow / Blue Dress / Behind The Wheel / Shake The Disease [2]
In Your Room / Slow / Blue Dress / Behind The Wheel / Judas [2]
Zaraz na początku trzeciej nogi doszło do małego przetasowania w setliście. Początkowo Policy Of Truth [101] było grane przed Should Be Higher [91] i pozostałymi zamiennikami. Czyli tak, jak na wiosenno-letniej trasie w Europie i jesiennej w Ameryce Północnej. Od koncertu w Dublinie 2013.11.09 nastąpiła zamiana i do końca trasy Policy Of Truth [101] kończyło pierwszą część setu Dave’a.
Świetnie rozegrany pomysł z tzw setem B na 3 części trasy podlegał ciągłym zwrotom i… degradacji. Do tego stopnia, że właściwie jestem w stanie wyróżnić tylko jeden z koncert, który można określić jako Set B. Inne podwójne koncerty to był Set A w różnych odsłonach. Choćby z powodu rejestracji wideo koncertowego zespół wykonał jedynie Soothe My Soul [58] i Goodbye [35] – jedyne wykonania na 3 nodze, nie wymieniając przy tym żadnego numeru w secie Gore’a. Zabrakło też kawałków, które zwykle były grane drugiej nocy np. Soft Touch/Raw Nerve [6], John The Revelator [4], czy World In My Eyes [5]. O Paryżu 2014.01.31 i Zurichu 2014.02.15 nie wspomnę.
Stripped / Should Be Higher / In Your Room / Judas / Home [1]
2. Rozkład po albumach.
Wszystkich zagranych numerów na tej części trasy było 32 z czego Dave zaśpiewał 21, a Martin wziął na warsztat 11. Taki sam podział był w ujęciu elektronika / plumkanie czyli 21 do 11.
Delta Machine [8]
Playing The Angel [2]
Ultra [1]
Songs Of Faith And Devotion [5]
Violator [5]
Music For The Masses [2]
Black Celebration [5]
The Singles 81>85 [1]
Some Great Reward [1]
A Broken Frame [1]
Speak & Spell [1]
Zabrakło choć jednego utworu z Construction Time Again, Exciter i Sounds Of The Universe.
3. Geografia
depeche MODE zawitało na tej nodze do 41 miast w 21 krajach dając 45 koncertów. Poniżej zestawienie koncertów po odwiedzanych krajach na 3 nodze:
Niemcy [9]
UK [6]
Francja [5]
Hiszpania / Włochy [3]
Szwecja / Rosja / Szwajcaria [2]
Pozostałe koncerty, w tym Polska [13]
To tyle, jeżeli chodzi o zestawienia robione z oddalenia, w następnym wpisie zajmę się grzebaniem i analizowaniem w setlistach 3 części trasy. A jest co robić…
Może się powtórzę, pewnie dla niektórych może to już być nudne, może będzie to oczywista oczywistość nie mniej uważam, że warto zacząć od podstaw. Kogo nudzi ten wpis proponuję zaczekać do kolejnego wpisu, który będzie dotyczyć pierwszej z tras, którą wziąłem na warsztat.
depeche MODE uważa się za (m.in.) tych twórców muzyki elektronicznej, którzy sztukę remixu upowszechnili, albo przyczynili się do tego, że inni zaczęli pchać tę formę muzyczną komercyjnie pod strzechy. Najpierw sami, a potem wybierając tych godnych pośród siebie, którzy robili remixy na strony b singli wydawanych zarówno komercyjnie, jak i promocyjne. W czasach, gdy zespół sam wykonywał remixy utwory te miały o wiele większe znaczenie, niż tylko stworzenie wariacji na temat bazowego utworu, który znalazł się na płycie długogrającej. Z resztą pojęcie finalnej, jak i oryginalnej wersji utworu miały kiedyś znaczenie dosyć względne i umowne. Czasami można się zastanawiać dosyć poważenie co było bazą, a co tylko etapem w tworzeniu muzyki, ale myślę, że wyjdzie to w dalszej części tekstu.
W czasach, gdy zespół sam pracował nad całością wydawanego przez siebie materiału, remixy były często efektem sporów, głosowań, ścierania się różnych wizji nt kształtu, jaki ma przybrać płyta. W zależności od tego, który pogląd wygrywał tego wersja lądowała na płycie. Przegrany dostawał stronę b. Przykłady?
To Have To Hold – utwór istnieje w dwóch wersjach. Ta na płycie jest autorstwa Alana, ta na stronie b singla Never Let Me Down Again, z dopiskiem Spanish Tester, jest bliska demu z jakim Martin przyszedł do studia. Ostatecznie w wyniku sporu o ten utwór (pewnie też głosowania) wersja Alana stała się wersją podstawową. Martinowa stała się remixem, mogło być doskonale na odwrót.
Enjoy The Silence – historia dobrze znana, jak ktoś chce przypomnieć sobie jak brzmi oryginalna wersja tego utworu proponuje posłuchać „remixu” Harmonium z żółtego singla Enjoy The Silence.
Never Let Me Down Again – wersja zamieszczona na płycie brzmi, jakby została ucięta nożyczkami na końcu. Bo tak właściwie jest. Sięgając po singiel z tym utworem znajdujemy remix z dopiskiem Split Mix, który zawiera to, czego pozbawiona została wersja z płyty, czyli końca.
Takich historii jest wiele. Podobnie można napisać o World In My Eyes, A Pain That I’m Used To, czy Fly On The Windscreen. Często tą oryginalną / bazową wersją jest wersja oznaczona jako 12″ mix z dużego singla. Potem przycinano kawałek trochę bardziej, aby zmieścił się na longplay, a potem, docinano jeszcze bardziej, aby miał 3:50 i jako wersja 7″ szedł do radio, czy jako promo do klubów.
To, co my postrzegamy jako remixy było niczym innym, jak zatrzymane na pewnym etapie wersje rozwojowe ze studia nagraniowego. Dzięki remixom możemy przyjrzeć się jak ewoluował dany utwór na różnych etapach pracy w studio. Zespół wiele razy pracował nad kilkoma wersjami utworu równolegle, by potem w drodze głosowania wybrać najlepszy ich zdaniem na płytę. Dzięki temu wersja nr 34 stawała się wersją albumową, a wersje numer 12, 69, 27 i 115 stawały się remixami, choć mogło być przecież kompletnie inaczej. Tak było w czasach, gdy panom z zespołu się chciało. Skończyło się to gdzieś w okolicach 1990, potem udział zespołu kurczył się do albumów oddając pola zewnętrznym remixerom.
Oczywiście były czasy, gdy za opisami remixów stała również jakość. Single słuchało się tak samo, jak albumów. Dla mnie takim przykładem są single Policy Of Truth, czy Walking In My Shoes. Obecnie jest to ruletka i w czasach, gdy remixy stały się lanserką przypadkowych remixerów, których jedyną zasługą jest to, że są z tej samej wytwórni, co depeche MODE magia kupowania singli dawno prysła. No dobrze, ale co to ma wspólnego z koncertami?
W pewnym sensie odpowiedziałem właśnie na to w powyższym akapicie. Od lat trzymam się tezy, że stare single depeche MODE, ale co też pokazuje Delta Machine Tour niektóre współczesne remixy, to baza niewykorzystanych pomysłów na dany utwór, a w przypadku zewnętrznych remixerów innego podejścia do utworów, które potem dostaje druga szansę na koncertach. Czymże są wersje koncertowe, jak nie remixami utworów uznanych, jako podstawowe z tą różnicą, że grane na żywo. Gdyby zrobić taki eksperyment i opublikować wersje koncertowe kawałków granych na trasie World Violation ze studyjnymi wokalami, to swobodnie mogłoby takie wydawnictwo dostać tytuł np The Remixes 83>90.
No właśnie i tu dochodzimy do sedna sprawy. Chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie pomysł, aby rozpracować (z czasami) i opracować setlisty z minionych tras koncertowych w odniesieniu do remixów z jakich zaczerpnięte zostały poszczególne fragmenty tych że wersji. W kolejnym wpisie zajmę się setlistą z World Violation Tour. Mam nadzieję, że za tym pójdą kolejne trasy.
Co jakiś czas odkrywamy różne smaczki z minionych tras dopełniających naszą wiedzę o koncertowej historii depeche MODE. Jedną z największych niewiadomych są faktyczne liczby utworów przygotowanych na każdą z tras. Setlisty grane na trasach, to jedynie wypadkowa pewnych wyborów i upodobań kiedyś czwórki, a potem trójki Panów z depeche MODE.
W 1983 roku depeche MODE próbowało przed trasą Work Hard. Były różne spekulacje, że był grany, że nie był grany. Dziś, po przeszło trzydziestu latach można by już stwierdzić, że ten kawałek nie był grany nigdy na żywo. Zespół próbował go na próbach w Hitchin, ale nigdy nie zdecydował się na włączenie tego numeru do setu koncertowego.
Są też utwory, które próbowane są na trasie, ale finalnie nie wchodzą do setu, bo nie leżą jednak Dave’owi. Pół biedy, gdy kawałek dostaje szansę pojawienia się na trasie na jednym, czy dwóch koncertach. Tak było z Here Is The House, Fragile Tension, czy In Sympathy. Dziś wiemy, że In Sympathy było reanimowane jeszcze na próbach przed koncertami w Nowym Jorku w 2009 jako zamiennik na drugą noc, ale ostatecznie poległ w starciu z dwójką Miles Away / Come Back.
Czasami zdarza się, że info o planach zagrania jakiegoś kawałka wypływa zanim numer został zagrany na żywo, bo jacyś fani przypadkowo mieli włączony sprzęt i nagrali całą próbę 😉 Tak się zdarzyło z Condemnation przed koncertem w Warszawie 2001.09.01, który pojawił się na żywo jako zamiennik na drugiej nocy w Berlinie 2001.09.06. Kto nie słuchał ten może teraz:
I tu dochodzimy do tytułowego I Want You Now. Wiemy, że numer był grany w 1990 jako podstawowy numer z solowego setu Martina. Wiemy, że numer zrobił furorę w triphopowym remixie na trasie w 1994. To jest elementarz tych tras. Ostatnio historia dopisała może nie kolejny rozdział, ale raczej prolog do koncertowej historii I Want You Now.
depeche MODE, Berlin Wsch. 1988.03.07
W 1988 roku podstawowym numerem granym przez Gore’a w swojej części setu było Pipeline. Grane od października 1987 aż do końca drugiej trasy po Europie w marcu 1988. Martin jednak kombinował, co by tu zmienić, aby nie grać tego samego (swojego) setu na dwóch europejskich nogach Music For The Masses Tour. Wybór padł na I Want You Now. Numer był przygotowywany do grania w czasie brytyjskich prób przed koncertami w styczniu 1988. Było to na krótko przed powrotem na kontynentalną Europę, na której spędzili już wcześniej przeszło miesiąc zlewając wcześniej kompletnie Wielką Brytanię.
Stało się jednak inaczej i numer nigdy nie wszedł do setu, a zespół po za kilkoma podwójnymi występami tłukł ten sam set przez obie nogi Music For The Masses Tour w Europie. Wg dzisiejszych standardów zespół naraziłby się na gromy ze strony fanów za oklepaną i monotonną setlistę, oraz brak zmian z syndromem WTF włącznie.
Martin. L. Gore, Sheffield 1988
Czemu Gore nie włączył tego kawałka do setu? Tego nie wiem. Wiem jednak jak brzmiał ten numer. Zanim o brzmieniu I Want You Now cofnijmy się do roku 1985. W owym roku zespół gościł, po za pierwszą ever wyprawą za żelazną kurtyną, również w Japonii. Jednym z punktów programu były trzy koncerty w Tokio, które, aby trochę urozmaicić monotonię występów doczekały się aż 1 zmiany. Zamiast Somebody fani usłyszeli It Doesn’t Matter. Patent na zagranie tego numeru wyglądał prosto. Do podkładu z SomebodyAlan dogrywał akordy z It Doesn’t Matter, a Gore dośpiewywał swoje.
Dokładnie ten sam patent chciano powtórzyć z I Want You Now. Na próbach zespół użył podkładów z Pipeline, cała reszta był dogrywana przez Alana na klawiszach i Martina na gitarze.
Skąd o tym wiem? Otóż niedawno wypłynęła paczka mniej lub bardziej znanych prób z całego przekroju historii zespołu. Głównie z lat 80. Właściwie znałem większość z tego, co zostało udostępnione. Z wyjątkiem jednej perełki – próby zarejestrowanej przed koncertem w Manchesterze 1988.01.19, która służyła nie tylko ustawieniu sprzętu przed koncertem, ale również testom kandydatów na wejście do setu koncertowego. Martin próbował, próbował i nic… Ech skąd my to znamy…
AKTUALIZACJA:
Nie przypuszczałem, że powyższy tekst ma charakter rozwojowy. Wczoraj [2014.01.26] dane mi było przesłuchać jeszcze jedną próbę z I Want You Now na pokładzie. Tym razem jest to zapis próby z Hamburga 1988.02.06-07. Nie wiem dokładnie kiedy miała miejsce ta próba, ale na pewno przed pierwszym koncertem. Martin zawzięcie próbuje ten kawałek. Mam wrażenie, że plany były na wymianę 2 numerów z setu Gore’a, ale finał był inny. Co ciekawe istnieje zapis z prób przed koncertami w Londynie 1988.01.11-12 i tam po za katowaniem Behind The Wheel zespół odświeża sobie jeszcze Just Can’t Get Enough, które zastępowało na drugiej nocy Plesure, Little Treasure. Jak widać zespół miał świadomość, że wraca na odwiedzane już terytoria i brał pod uwagę zmiany w setliście, aby na stałe wymienić Pipeline, albo jedynie na koncertach drugonocnych. Ciekawe, co pozytywna decyzja na tak dla I Want You Now oznaczałaby np dla Never Turn Your Back On Mother Earth? I czy na 101 dalej słyszelibyśmy Somebody?
P.S. Uprzedzając pytania, nie podam linku do miejsca skąd można pobrać pliki, ale radzę dobrze poszukać na sieci. Kawałki już są do zdobycia, a za chwilę będą dla wszystkich.
Styczeń to taki miesiąc, kiedy głównym zajęciem jest wspominanie minionego roku. Wybiera się, nagradza, podsumowania roku tworzy i takie tam. Na podsumowania depechowe przyjdzie czas jak się trasa skończy i w tym sensie dla fanów depeche MODE rok skończy się 7 marca 2014 w Moskwie. A za podsumowanie roku będzie robić wydawnictwo z zarejestrowanym mixem koncertów w Berlina.
Nie mniej można spokojnie napisać, że rok 2013 był udanym czasem dla depeche MODE w Polsce. Wszystkie single rozbiły bank w podsumowaniach roku wielu stacji radiowych. Dla mnie najważniejsze podsumowanie to LP3, a tam Heaven na 1, Soothe My Soul na 6, a Should Be Higher na 25. I tak dalej i tak dalej… można by wymieniać kolejne podsumowania.
Koncertowo rok 2013, to przede wszystkim koncert depeche MODE w Warszawie. I tu o dziwo koncert ten właściwie może spokojnie bić się o statuetkę koncertu roku w Polsce. Mimo, że Panowie marzyli już tylko o nic nie robieniu, ale fani, ludzie pracujący dla LN w Polsce, sponsor TM, no ekipa koncertowa z chłopakami na czele postarali się, że w kilku podsumowaniach koncert ten był numero uno w 2013, a i przez długi czas będzie na tronie.
Koncert w Warszawie był:
największym koncertem na Stadionie Narodowym w 2013
depeche MODE – 53 181
Beyonce (OWF) – >52 000
Roger Waters – 32 549
Poul McCartney – >30 000
największym (jak dotąd) koncertem biletowanym, jaki zorganizowano na Narodowym
Coldplay – 40 492
Madonna – 38 699
Koncert depeche MODE właściwie przegrał tylko z wydarzeniami niemuzycznymi – Top Gear (58 000) i rekolekcjami na stadionie (57 000). Jeżeli doliczymy do tego mecze, to tylko jeden wyprzedził koncert depeche MODE – mecz Polska – Ukraina (55 565).
Warto jednak, żeby te plusy nie przysłoniły nam minusów i mam nadzieję, że do czasu następnej trasy Warszawa dorobi się hali widowiskowej z prawdziwego zdarzenia, a jak nie, to poczekam na koncert w halach łódzkiej, gdańskiej i czy nowo-otwartej hali w Krakowie (obiekt kosmiczny). Tym czasem już dziś startuje druga odsłona trzeciej nogi w Barcelonie…
Kto późno przychodzi… i takie tam. Tak to jest, gdy zamiast pisać teksty o setliście i publikować gorące newsy jeździ się na koncerty, zajmuje się fochami, albo wszystkim innym, tylko nie blogiem. Teraz to już jest jakby po ptokach i ten tekst należy traktować raczej jako podsumowanie, niż gorące przecieki zza kulis. Ale jak dostaje się kolejnego emila z pytaniem, Co o tym sądzisz?, to trudno nie zareagować 😉 . Będzie też trochę „a nie mówiłem”. No to podsumujmy.
Martin i Dave z zapałem opowiadali o tym, jak to pracowali nad setlistą, opowiadali czyją to zasługą jest tegoroczna setlista i ile to numerów przygotowali. Jeżeli nie pamiętacie to już mówię. Wg członków zespołu do finalnej setlisty trafiło 40 kawałków. Podobno inżynier dźwięku miał się przeżegnać nogą, gdy dowiedział się, że ma tyle zaprogramować numerów.
Jak do tej pory zespół zagrał łącznie 38 kawałków. Niektóre tylko raz, ale nie to jest ważne. Wiadomo, że plumkanie Gordeno nie wliczamy do tych 40 zaprogramowanych. Szybkie przeliczenie setlist wychodzi, że w pełnej elektronice zagranych zostało 28 kawałków (wliczając w to A Question Of Lust [3]). Pozostaje luka – 12 numerów i na tym na razie zatrzymajmy zabawę z matematyką.
Gdzieś w okolicach wyjazdu na koncert do Hannoveru fanów „zelektryzowała” wiadomość, że depeche MODE podobnie, jak to było w 2009 zaszyli się na chwilę, aby dokonać kilku prób nowych (ówcześnie) utworów w setliście.
After that it was off to Scotland for a gig in Glasgow. The band spent the day rehearsing a few songs that have yet to make it into the set list, but fingers crossed they’ll show up soon. It was really interesting seeing how they rework classic tracks on the fly.
Kawałki zostały wprowadzone do setu od koncertu w Mannheim 2009.11.07 i miały urozmaicić set przed zbliżającym się nagrywaniem koncertowego wideo. To wtedy były trenowane Condemnation, Sister Of Night, czy World In My Eyes. Jak to się potem skończyło myślę, że nie trzeba przypominać, a zapominalskich odsyłam do Tour Of The Universe.
Tym razem nadzieje były podobne, tyle tylko, że nic z tego nie wyszło… jak na razie. Nadzieje rosły w związku z wideo nagrywanym w Berlinie… i dalej nic. Między czasie pojawiły się informacje, że te próby w Glasgow dotyczyły głównie dopracowaniu granych już numerów i w setliście z prób nie pojawiły się żadne numery, których nie znalibyśmy z poprzednich tras, co nie znaczy, że były grane na obecnej trasie. Jedynym numerem potwierdzonym, a który mógłby powodować uniesienie brwi był Wrong, który miałby być skromnym reprezentantem poprzedniej, szybko zapomnianej, płyty. To już 29.
Chwilę wcześniej pojawił się zrzut ekranu oprogramowania do sterowania światłami, który stoi na koncertach w gronie konsol i kamer na środku hali. Fotka poniżej:
Jest to zrzut zrobiony najpewniej w czasie amerykańskiej trasy, ponieważ kawałki 6 i 7 latem w Europie i jesienią w Ameryce były grane w tej właśnie kolejności. Jeszcze na pierwszych koncertach 3 nogi tak były te numery ustawione względem siebie. Od koncertu w Belfaście 2013.11.07 numery zamieniły się miejscami. Po koncercie w Phoenix 2013.10.08 wypada z setu Barrel Of A Gun [55], a po koncercie w Las Vegas 2013.10.06 wylatuje Sooth My Soul [58]. To z grubsza tyle. Zdecydowanie jest to amerykański screen.
Z datą 18.12.2013 na blogu trasy pojawił się wpis odkrywający jeszcze więcej, albo to samo, ale ciut inaczej. To jest zdecydowanie screen z Europy. Pierwsze 20 to presety świateł zgodne z setlistą, jaka grana jest obecnie.
Na obu zrzutach ciekawość budzą presety dla kawałków jeszcze nie granych – Stripped, It’s No Good, Wrong i Nothing. Oprócz tego są: World In My Eyes [5], In Your Room [2] i Soft Touch/Raw Nerve [2] – znane z lata, oraz kawałki, które pod drodze się pogubiły, jak Goodbye [35], czy Secret To The End [33].
Wiadomo, że Stripped, It’s No Good i nawet Wrong nie budzą takiej sensacji, jak Ten ostatni numer, czyli Nothing. Trwają spekulacje, czy to jest Nothing z Music For The Masses, czy może Nothing’s Impossible z Plaing The Angel. Już śpieszę z wyjaśnieniem. To jest Nothing z Music For The Masses. Co więcej pisałem nieśmiało już o tym w moich spolierach z przed startu trasy w kwietniu 2013. Tak wtedy mi chodziło właśnie o Nothing. Przyznam się, że gdy dotarła do mnie wtedy ta informacja, to nie uwierzyłem w to, co przeczytałem. Wydawało mi się to wtedy tak nierealne, że nie chciałem tego napisać wprost. Człowiek jest ostrożny nie tam, gdzie trzeba. Dziś mogę tylko nieśmiało napisać, a nie mówiłem?
Samo Nothing też ma pecha przez lata. Kawałek ten przypomina piłkarza, który zaliczyły wszystkie mundiale od czasu udanego debiutu. Zdobył nawet mistrzostwo świata, tyle tylko, że nie zagrał na żadnym meczu ani minuty. Przypomnę tylko, że kawałek był w planach do grania na Devotional Tour.
Te kawałki próbowane po koncercie w Glasgow, to (m.in.) właśnie znane i lubiane It’s No Good, Stripped, czy Heaven, w którym twórczo rozwinęła się końcówka.
To nie jest pierwsza sytuacja, gdy przez przypadek (lub nie) wypływają informacje o zaplanowanych, ale nie granych numerach na trasach koncertowych. Wspominałem już Devotional Tour, ale podobną sytuację jak obecnie mieliśmy przecież w 2009 roku, kiedy to firma produkująca oprogramowanie z którego korzystają chłopaki na trasie – Ableton – chciała się trochę polansować w świecie. Efektem ubocznym był wyciek ustawień perkusyjnych zaprogramowanych na trasę, a jednym z numerów, który był opracowany, a niezagrany był – Barrel Of A Gun.
_
Ja bym na chwilę zastanowił się nad czymś jeszcze. Porównując powyższe screeny z Ameryki i Europy widać, po za ewolucją setlisty, że w miejsce wielu dziur w Ameryce, w Europie pojawiły się nowe-niegrane na tej trasie kawałki. Dlatego zastanawiam się, czy w miejscach dziur z drugiego zrzutu też są wyłączone kolejne numery, czy to są jednak faktycznie puste miejsca. Po odjęciu supportu (pozycja nr 40) zostaje 39 slotów. Nie ma tu jeszcze A Question Of Lust, ale przypomnę tylko, że do wielu numerów Gore’a ekipa używa tych samych nastawów oświetlenia.
Podsumujmy: Welcome To My World, Angel, Walking In My Shoes, In Your Room, Precious, Black Celebration, Behind The Wheel, Policy Of Truth, World In My Eyes, Should Be Higher, Barrel Of A Gun, Higher Love, Only When I Lose Myself, Heaven, Soothe My Soul, A Pain That I’m Used To, John The Revelator, A Question Of Time, Soft Touch/Raw Nerve, Secret To The End, Enjoy The Silence, Personal Jesus, Goodbye, A Question Of Lust, Halo, Just Can’t Get Enough, I Feel You, Never Let Me Down Again, Stripped, It’s No Good, Wrong, Nothing. Razem 32 kawałki. Jakby nie liczyć do 40 brakuje 8.
Nieśmiało napomknę, że w marcu pisałem coś o Come Back, The Sinner In Me, Dream On (podobno próbowany w Abu Dhabi 2013.11.03), Strangelove i mitycznym, jak jednorożec The Things You Said (wersja bare), w co sam już nie wierzę i gdybym miał jeszcze raz zasiąść do tamtego spolierowego tekstu, to pewnie nie napisałbym już o tych numerach i podchodził ostrożnie jak wtedy, gdy ręka mi zadrżała przy Nothing.
Nie liczyłbym też na kolejne numery z Delta Machine, cicho coś wokół 4 singla, a to mógłby być dobry powód na włączenie kolejnego numeru do setu. Z drugiej strony na 25 koncertów przed końcem trasy nie liczę na wielkie zwroty akcji. Obym się mylił, czego sobie i Wam życzę w 2014 roku 🙂 Najlepszego!
Nie, nie będzie o jakimś zajeb.istym bootlegu, który trafił do mnie ostatnio, choć takie się zdarzają i nawet ostatnio wypłynęło kilka perełek na świat burząc przy tym kilka zasiedziałych tez. Napiszę o tym za jakiś czas, bo póki co nie ma ku temu sposobności. Nie będzie to również tekst o nowej formie zabaw agroturystycznych, choć paru typów wysłałbym na zieloną trafkę w celu zrelaksowania się… ale ja nie o tym.
Będzie za to o napięciu i scenach jakich jesteśmy świadkami na koncertach trwającej jeszcze trasy…. a może właściwsze byłoby stwierdzenie, że interesujące jest to, czego nie widzimy lub co się już nie dzieje i dlaczego.
Wszyscy pamiętamy świetną pierwszą nogę obecnej trasy, gdzie jednym z hajlajtów był moment w którym Andy udowadnia, że potrafi grać i przy akompaniamencie Christiana pokazują, jak brzmi sekcja rytmiczna Just Can’t Get Enough. Nie wspomnę już, że reszta zespołu ma niezłą bekę i ciągnie łacha z biednego Andrzeja. Co poradzić… przez lata zapracował sobie na to.
Na 3 nodze wszystko wygląda zgoła inaczej, a z koncertu na koncert spekulacje na temat kosy w ekipie rosną. I będą rosnąć, bo są ku temu powody… zanim jednak o nich mały powrót do nieodległej przeszłości.
17.02.2010 wszyscy znamy ten dzień, jako wielki powrót Alana na scenę, gdzie towarzysząc Martinowi wykonali Somebody. Sam pisałem wtedy jak to piekło zamarzło, a niewykonalne stało się wykonalne. Prawda jest trochę inna. Może dla fanów było to wydarzenie wiekopomne, jednak dla zespołu występ ten był wisienką na torcie, która była poprzedzona dosyć ważnym spotkaniem po latach i wyjaśnieniem kilku ważnych spraw natury finansowej. Nie było wielką tajemnicą, że jednym z powodów, dlaczego Panom zabrało aż 17 lat doprowadzenie do ponownego spotkania na scenie, były sprawy finansowe. Pisałem coś o tym jakiś czas temu. To porozumienie stworzyło kilka chwil szczęśliwości między obecnymi i byłym członkiem zespołu. Nagle niemożliwe stało się możliwe. Pojawiły się remixy, oraz snucie dalekosiężnych planów. Wszystko się skończyło, gdy Alan postanowił sprzedać część wspólnego (jak twierdzą członkowie depeche MODE) dorobku. W mniemaniu Alana miał on do tego prawo. Podobno Martin był temu bardzo przeciwny. Koniec końców w relacjach między Alanem i resztą znowu nastała zima. To jest podobno jeden z powodów, dla których remix I Want You Now w wersji 1994, początkowo ogłoszony, jako część składanki The Remixes 1981-2011 finalnie nie ukazał się. Kto był na występie Alana w Progresji w Warszawie 2010.10.29 i wytrwał do końca, gdy zapaliły się światła miał okazję wtedy zobaczyć pulpit laptopa Alana, gdzie pośród wielu katalogów widniał i ten z napisem I Want You Now. Rozmawiający potem z Mistrzem usłyszeli komentarz nt tego katalogu/remixu, że jest to faktycznie remix wzorowany na wersji I Want You Now z 1994 roku i że na on czas był zrobiony w połowie. Której tego nie wiem…
Wróćmy jednak do 17.02.2010. Tego dnia nie tylko uporządkowano kilka spraw związanych z depeche MODE ltd, ale również Venusnote ltd. Efektem ubocznym tych porządków była karczemna kłótnia, jaka odbyła się między Andym, a resztą zespołu na zapleczu i scenie RAH. Było to na tyle doniosłe wydarzenie, że jeszcze na Mute Short Circuit wspominano o tym. Wtedy w 2010-11 nie zająknąłem się o tym mimo, że blog już istniał, a historia była smakowita, łącznie z wywijaniem niepodłączonymi kablami do sprzętu Andy’iego, dziś przytaczam tę historię nie bez powodu. W 2010 poszło podobno o kasę, jaką otrzymują członkowie zespołu. Podobno wyszło, że Andy dostaje najmniej z całej trójki, choć umowa miała być podobno inna.
Mamy rok 2013. Koncerty w Europie i nie trudno nie zauważyć, że w zespole sytuacja jest zawiesista. Andy i Dave wyraźnie się unikają na scenie. Nie wiem, czy ta kosa mogła być powodem zakończenia trasy na Moskwie 2013.03.07 i wbrew wcześniejszym planom ciągnięcia wszystkiego, aż do wakacji 2014. Z moich źródeł wynika (choć nie dam sobie niczego uciąć), że w czasie koncertów w Berlinie doszło w zespole do bardzo poważnej kłótni. Co prawda przechadzając się korytarzami zaplecza sceny w berlińskiej hali nie zauważyłem śladów pazurów na ścianach, połamanych mebli i taczek wypełnionych rwanymi kłakami, ale to może dlatego, że skupiałem się wtedy na trochę innych sprawach. Nie znam również powodu kłótni, nie mniej kosa ta nie pozostaje bez wpływu na relacje między członkami zespołu na scenie.
Zanim 3 część trasy ruszy na dobre pora dokończyć podsumowanie północnoamerykańskiej trasy. Pojawiły się publicznie informacje o przychodach jakie wygenerowała sprzedaż biletów na koncerty depeche MODE. Z jednej strony widać jak co raz bardziej nieistotnym rynkiem staje się dla depeche MODE Ameryka Północna. Co raz bardziej spadające przychody i co raz uboższe trasy na tym kontynencie. Tym bardziej dziwią wszelkie plotki, które docierają zewsząd o zakończeniu trasy na Moskwie. Ale o tym będzie na końcu.
Patrząc tylko na te 32 koncerty wychodzi na to, że trasa sprzedała się w 98%. Na 1 123 932 biletów sprzedało się 1 111 391, co dało łączny przychód brutto 82 084 761.
Na tym tle trasa po USA i Kanadzie wygląda prze blado i jest tylko cieniem tej sławy, którą zespół zbierał w gotówce od co najmniej 1987 roku. W każdym razie II część trasy Delta Machine, to przy I części trasy ubogi krewny. Raptem 22% tego, co organizatorzy koncertów zgarnęli w Europie. Ogólne szczegóły wyglądają następująco. Publiczność wyniosła 277 724 ludzi, dzięki którym przychód ze sprzedaży biletów był na poziomie $17 853 019.
W USA i Kanadzie sprzedano 100% biletów, co nie powinno dziwić. Przy tak ograniczonej liczbie koncertów prawdopodobieństwo nie sprzedania jakiegoś koncertu było niewielkie.
Przyjrzyjmy się zatem najliczniejszym koncertom pod względem frekwencji:
Chicago – 22 773
San Diego – 19 405
Mountain View – 19 192
Dallas – 16 220
Toronto – 16 110
Te pięć koncertów jako jedyne przekraczają poziom 15 000 widzów. Dla porównania na przeciwległym biegunie znalazło się pięć miast, które nie przekroczyły liczby 10 000:
Atlanta – 9 868
St. Paul – 7 693
Santa Barbara – 4 959
Atlantic City – 3 803
Las Vegas – 2 549
Sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy przyjrzymy się koncertom na których organizatorzy ściągnęli najwięcej kasy:
Los Angeles 1 – $1 418 372.67
Los Angeles 2 – $1 418 372.67
Los Angeles 3 – $1 418 372.67
Nowy Jork – $1 303 305.00
Chicago – $1 066 824.00
San Diego – $1 019 015.00
Na przeciwległym biegunie są miasta o wspomnianych już wcześniej małych frekwencjach. Wszystkie koncerty zaliczyły przychód poniżej pół miliona dolarów. Nie mniej i tak nie ma tego co zestawiać z Europą. W stosunku do europejskich koncertów Los Angelesy plasuje się w stanach dolnych zestawienia.Przyjrzyjmy się w takim razie ile, uśredniając, jeden fan przyniósł na koncert kasy kupując bilety. Tu sytuacja wygląda trochę inaczej, choć Los Angelesy i w tym zestawieniu na czołowych pozycjach:
Las Vegas – $167.47
Los Angeles 1 – $96.80
Los Angeles 2 – $96.80
Los Angeles 3 – $96.80
Atlantic City – $94.20
Santa Barbara – $90.18
Wychodzi na to, że pomimo, iż Las Vegas 2013.10.06 miało najmniejszą widownie, to chętni, aby obejrzeć depeche MODE musieli na głowę zapłacić najwięcej. Jeżeli jednak zestawi się powyższe wartości z Europą, to z wyjątkiem Las Vegas 2013.10.06, wszystkie pozostałe koncerty na głowę są poniżej pierwszej piątki. Zliczając do kupy Europę z Ameryką Północną wychodzi na to, że sprzedaż biletów była na poziomie 99% – 1 389 115 na 1 401 656 kwitów. Organizatorzy z 54 koncertów przytulili $99 937 780.
Dla przypomnienia jeszcze raz chciałbym napisać, że powyższe kwoty to jest przychód organizatorów koncertów, a nie depeche MODE i nie ma tu strony kosztowej, bez której nie wiadomo, czy organizator dołożył do interesu, czy wyszedł na swoje. Zespół jest na bezpiecznej pozycji, bo w kontrakcie ma zapisaną z góry ustaloną kwotę, którą przeważnie trzeba przelać na konta Fruity Generation LLP zanim zespół pojawił się w danym mieście. Nie są to małe kwoty i pewnie zespół przebije zyski z lata w Europie na luzie, ale o tym przekonamy się gdzieś w marcu – kwietniu 2014 gdy zespół zakończy trasę (?).
P.S. A skoro już mówimy o zakończeniu trasy i kolejnej paczce spekulacji. My spekulowaliśmy o tym, czy dM przyjedzie do Europy na lato 2014 i co za tym idzie czy odwiedzi Polskę, tym czasem od jakiegoś czasu po forach hula coś zupełnie przeciwnego. Wg tych plotek koncert w Moskwie będzie ostatnim koncertem na Delta Machine Tour. Jeżeli to prawda, to ciężko im będzie obronić się, gdy przyjdzie do wywiadów z południowoamerykańskimi mediami lub fanami. Mówi się, że głównym powodem tej sytuacji jest słaba dyspozycyjność głosowa Dave’a.
Ale to jeszcze nic. Jestem w stanie zrozumieć takie przesłanki, tyle tylko, że podobno to nie są jedyne powody. Nie jest tajemnicą, że Dave pracuje nad 3 solową płytą. W wywiadach opowiada, że nagrywa dema, pomysły na kawałki i podobno na 2014 ma zakontraktowane studio. Wróble ćwierkają, że w roku 2014 uraczy nas nowym albumem Gahana. Jeżeli jeszcze okaże się, że pójdzie za tym trasa, to… uważam, że jest to świństwo. Bo wychodzi na to, że z czysto egoistycznych przesłanek Dave doszedł do wniosku, że zaśpiewał i przytulił swoje, odwalił pańszczyznę i można zakończyć trasę. Teraz już można w spokoju zająć się swoim ogródkiem, zostawiając swoje deklaracje bez pokrycia. Ciekawe ilu fanów Meksyku, czy Argentynie toczy pianę ze wściekłości….
To skomplikowane… tak bym odpowiedział, gdyby padło w mojej obecności pytanie o właśnie zakończony II leg DMT. Człowiek myślał, że po trasie amerykańskiej z 2009 nic gorzej nie będzie, do tego na prawdę dobra trasa wiosenno-letnia po Europie dawały nadzieje, że powtórki z jesieni 2009 nie będzie. Tym czasem nie umiem napisać inaczej, jak to, że DMT w Ameryce Północnej to był krok wstecz w stosunku do Europy dla depeche MODE.
Również niektórzy z nas będą mieć pewnie ambiwalentne odczucia, porównując trasę po Ameryce z 2009 i z 2013. W 2009 trasa po drugiej stronie Atlantyku była ciągiem dalszym nieszczęść, jakie zespół dostawał od losu w Europie. Ciągłe problemy z głosem i regulacje o ciszy nocnej powodowały skracanie setu… albo wręcz odwoływanie koncertów. Urazy, padający sprzęt nie pomagały w tym. To właśnie z tych powodów zespół rozpoczął miksowanie setlisty usuwając dawno nie grane killery i wkładając w to miejsce numery cieszące się mniejszym poważaniem wśród fanów. A jak było w 2013?
Można powiedzieć… podobnie, ale nie tak samo. Również problemy z przepisami o ciszy nocnej, również problemy wokalne, ale jest parę spraw, które odróżniają właśnie zakończoną część trasy. O ile w 2009 roku skracanie setlisty było reaktywne tzn. zespół reagował w czasie koncertu na zajeżdżany wokal Dave’a, co dodatkowo zmuszało ich do odwoływania koncertów. Tym razem skracanie setu było prewencyjne. Dave nauczony doświadczeniem, w momencie, gdy pojawiały się pierwsze oznaki słabnięcia wokalu, przestał forsować swój głos, wolał skrócić set, wpuścić Martina na 4 solowy numer, niż pozwolić na całkowity zanik w czasie występu i doprowadzić do sytuacji, jakie miały miejsce w 1993, czy podobnie w 2006.
Z dwojga złego lepiej być na okrojonym koncercie z w miarę śpiewającym wokalistą, niż dowiedzieć się, że koncert na który wywaliłem grube pieniądze został odwołany. A ta trasa, w przeciwieństwie do 2009 roku uchroniła nas przed takimi dylematami.
Nie można też nie zauważyć, że chemia w zespole jest na prawdę dobra, to w jakiej kondycji jest zespół, jak przebiegają interakcje wewnątrz i na zewnątrz zespołu nie przypomina kompletnie tego, co było w 2009 roku. Tyle tytułem wstępu zajrzyjmy w takim razie w detale.
Pierwsze niemiłe zaskoczenie wydarzyło się zaraz na początku trasy, oto Martin udzielając wywiadu oznajmił, że set tłuczony w Europie był stanowczo za długi i zbyt powolny. Pomóc na to może jedynie wywalenie Secret To The End [33] i Goodbye [34]. Dlatego dla trasy amerykańskiej standardem był koncert o długości 21 utworów i jako taki będę traktował jako punkt odniesienia.
Podobnie, jak to było w Europie zespół miał w zapasie 2 setlisty, które były odpalane wg z góry ustalonego planu: Set A wszystkie pojedyncze i pierwsze koncerty. Set B na każdym drugim koncercie w danym mieście lub okolicy. Oczywiście królował Set A, a Set B usłyszeliśmy jedynie 2 i pół raza: Wantagh 2013.09.08, Los Angeles 2013.09.29, Austin 2013.10.11.
1. Setlista
Ogółem w ramach Setu A – czyli na 20 koncertach pojawiło się 7 wariacji setu z czego tak na prawdę liczyła się tylko jedna wersja setlisty:
The Child Inside [16 wykonań] i But Not Tonight [18 wykonań] królowały w części zarezerwowanej przez Martin’a. Również nieśmiertelne Home pojawiło się w 18 koncertach zagranych w ramach Setu A :
Killery grane w Europie praktycznie zniknęły. Higher Love pojawiło się jedynie 4 razy w czasie całej trasy, a When The Body Speaks tylko 2. Only When I Lose Myself nie pojawiło się na koncercie wcale, a pozostałe utwory to znowu pojedyncze epizody tej trasy.
O ile w podobnym podsumowaniu po zakończeniu Europejskiej trasy nie zajmowałem się kwestią długości setlisty, to z racji dużych zmian w tej części nie można nie wspomnieć i o tym stałym fragmencie gry. Pisałem już, że zaraz na starcie zespół ściął set do 21 utworów, jak się jednak okazało nie było to ostatnie słowo. Na 24 zagrane koncerty:
17 miało set złożony z 21 utworów
2 miały set złożony z 20 utworów
2 miały set złożony z 19 utworów
2 miały set złożony z 15 utworów
1 miał set złożony z 18 utworów
2. Rozkład po albumach
Redukcja selisty oznaczała pozbycie się również kilku numerów. Czy na zawsze, to się okaże, jak skończy się trasa. Nie mniej na 35 utworów zagranych w Europie, jedynie 30 utworów zostało ponowionych po drugiej stronie Atlantyku. Swojego miejsca w secie nie znalazły takie utwory jak: Secret To The End, Goodbye, In Your Room, Soft Touch/Raw Nerve oraz Only When I Lose Myself.
Ogólnie w Ameryce zagrano 31 utworów. Tym utworem robiącym różnicę było Condemnation w wykonaniu Martina oczywiście w wersji bare.
Nie można też nie wspomnieć, o tym, że takie A Question Of Lust, które w Europie pojawiło się tylko raz z Nicei 2013.05.04, w Stanach też pojawiło się tylko raz, i również w wersji bare. Martin zaśpiewał 10 utworów, Dave 21.
Delta Machine – 6
Playing The Angel – 3
Exciter – 1
Ultra – 2
Songs Of Faith And Devotion – 5
Violator – 5
Music For The Masses – 2
Black Celebration – 4
The Singles 81>85 – 1
Some Great Reward – 1
Speak & Spell – 1
Brakuje 3 płyt do pełni szczęścia.22 utwory pojawiły się w pełnej elektronice, 8 było jedynie z akompaniamentem Petera Gordeno. Więcej o rotacji setlisty w kolejnym wpisie podsumowującym północno-amerykańską część Delta Machine Tour.
Dziś rano przy goleniu naszła mnie taka myśl, że granie The Child Inside, to reakcja Martina na focha fanów za wywalenie z setu dwóch numerów z Delty. 😉
Nie wiem tylko, czy ta reakcja to foch i komentarz do zachowania fanów, czy też próba kompensacji numerem z Delty wywalenia dwóch numerów z Delty. Cały czas nie ma zapowiadanego wywiadu z Gorem, więc nie wiadomo, czy skomentował fakt skrócenia setlisty. Być może jęki fanów do niego dotarły i teraz próbuje właśnie w taki sposób zareagować.
W przypadku But Not Tonight sprawa jest raczej jasna. W przed amerykańskich wywiadach Martin dawał do zrozumienia, że ten numer ustawia pod Amerykanów i teraz to realizuje.
Być może sprawa jest też prozaiczna i mamy po prostu do czynienia ze znudzeniem i zmęczeniem kawałkami katowanymi w Europie. Że też Home mu się tak nie znudzi.
Taka postawa u Gore’a to nic niespotykanego, że przytoczę Devotional Tour na ten przykład, gdzie w Europie namiętnie katował Judas w połączeniu z Death’s Door, gdy tym czasem w Ameryce podstawą Gorowej setlisty były kawałki A Question Of Lust i One Caress.
Za wstęp niech posłużą słowa Gahana: „This tour, we’ve got some ambitious plans. We’re starting out pretty large in Europe, going to some big stadiums for a bunch of shows, and then we come back to the States and go into more reasonable sized venues, lots of arenas, and that brings us close to Christmas. We’re already now planning another European leg and then definitely South America and possibly Asia. Then I think we’re planning to come back to America, and some more festivals in Europe in the summer of 2014.”
To był marzec tego roku. Od tamtej pory minęło pół roku. Na razie poznaliśmy jakieś 3/5 lub 50% tego, co Panowie planują. Mowa jest o końcu trasy na sierpień 2014. Ile i jakie części będą jeszcze to się okaże myślę, jak depeche MODE wróci do Europy na jesieni. Plan jest bardzo ambitny. Wzorem lat ubiegłych koncerty będą dobrym momentem, żeby ogłaszać kolejne koncerty. A po za tym – wrócić ponownie do Ameryki Północnej, zagrać w Ameryce Południowej, najechać Azję i jeszcze ponownie Europę. Brakuje jeszcze tylko Australii z przyległościami, Arktyki i Afryki na koncertowej mapie i byłby komplet. Na te analizy i spekulacje przyjdzie czas, tematem dzisiejszej notki jest potencjalna możliwość zorganizowania 3 koncertu w Polsce.
Status na dziś. Zespół zapowiedział, że w 2014 chcą powrócić do Europy na serię koncertów (głównie festiwalowych) i w ten sposób zakończyć trasę The Delta Machine. No i fajnie. Tylko co to znaczy dla polskich fanów i czy w ogóle coś znaczy. Zespół przytulił godne pieniądze za letnią trasę, więc apetyty na kolejny grosz ma spore. Co ciekawe, nie pierwszy raz słychać, że na festiwalach to się nie skończy, tylko w ramach 3 wizyty w Europie zespół da również kilka pełnych koncertów. Ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec.
Zastanówmy się wobec tego, czy jest jakaś szansa na 3 koncert w Polsce, a jeżeli tak, to gdzie i dlaczego nie. Gdy pada informacja o festiwalach w kontekście Polski, to natychmiast padają nazwy 3-4 największych festiwali – Orange Warsaw Festival, Opener Festival, Coke Live Music Festival, Selector Festival. Problem jest tylko taki, że nie jestem wcale pewien, czy to właściwe typy. Ale po kolei…
Opcje mamy 3:
Nie ma koncertu depeche MODE w Polsce, na kolejne koncerty latem będziemy musieli się udać do Niemiec, Czech, Belgii, Hiszpanii, Włoch, czy co tam jeszcze…
Występ na jednym z festiwali.
Pełny występ na stadionie lub hali.
Ad.1.
3 trasa po Europie może być bardzo skromnym przedsięwzięciem. przypomnę tylko, że niedawno zakończona trasa na naszym kontynencie trwała 3 miesiące – do maja do lipca. Przy rozstrzale dni koncertowych i przerw, jakie od obecnej trasy ma zespół, potencjalna liczba koncertów może być bardzo mała. Jeżeli Europa ma być w wakacje, to rozmawiamy o lipcu – sierpniu. Pytanie czy pełne dwa miesiące, czy też fragmenty tych miesięcy. Czy zespół będzie miał jeszcze siłę, bo chętnych do zrobienia kolejnego koncertu w każdym z krajów Europy będzie sporo, a Niemcy na pewno nie odpuszczą.
Ad.2.
No dobrze załóżmy, że jednak koncert w Polsce będzie i będzie to niestety festiwal. To który? Orange? Opener? Coke? Selector? Wg mnie żaden z nich. Już wyjaśniam.
Sponsorem obecnej trasy jest T-Mobile, więc z założenia należy skreślić OWF jako, że w grę wchodzi tu konflikt 2 sponsorów z tej samej branży. depeche MODE jest „skażone” T-Mobile, więc dla Orange to zuooooo!!! Nie wspomnę już o tym, że OWF jest w przyszłym roku w maju, więc tym bardziej nie ma szans.
Uważam również, że depeche MODE nie wystąpi na Opener, Coke i Selector. Wszystkie te festiwale robi ta sama agencja koncertowa – Alter Art, której naturalnym konkurentem jest agencja koncertowa w stajni której siedzi depeche MODE, czyli Live Nation. Nie znam szczegółów umowy między dM, a LN, ale nie sądzę, żeby LN pozwoliło sobie na występ dM u konkurencji. Zastanówmy się w takim razie co w zamian. Jedyny pomysł, jaki mi przychodzi do głowy, to Impact Festival. Ten sam, w ramach którego w tym roku wystąpił Rammstein, a rok wcześniej Red Hot Chilli Peppers. Impreza młoda, bo 2-letnia, odbywająca się w Warszawie, na Bemowie, na terenie lotniska aeroklubu warszawskiego. Kto był, ten wie, widział lub słuchał u płotu. Line-up z tego roku i ubiegłego roku. Festiwal ma tę specyfikę, że pierwszego wieczoru gra się „ciut” mocniej, drugiej nocy występują kapele grające lżej z IAMX na ten przykład, który spokojnie mieści się w nurcie tak uwielbianym przez fanów depeche MODE – synthpop i pokrewne.
Nie za bardzo widzę możliwość, aby w Polsce depeche MODE pojawiło się na innym festiwalu, niż tym organizowanym przez LN, a obecnie jest to jedyny fest pod skrzydłami tej firmy.
Ad.3.
Spełnieniem marzeń byłby oczywiście pełnowymiarowy koncert. Pytanie tylko, czy LN pójdzie na masę i wsadzi nam koncert na Stadion Narodowy, czy otrząsną się z szatana i poszukają innej lokalizacji oddającej lepiej jakość dźwięku. Oczywiście nie wolno zapomnieć o Atlas Arenie i Ergo Arenie, ale obawiam się, że latem hala może nie przejść.
_
Jak widać potencjalna szansa jest pytanie, czy LN PL podejmie wyzwanie i czy będzie wola po stronie depeche MODE na przyjazd do naszego kraju. Gdyby tak się stało, to mielibyśmy skromny rekord 3 koncertów dM na jednej trasie w Polsce.
Ostatnim punktem podsumowania pierwszej część trasy po Europie będzie kasa. Wiele razy próbowałem depeche MODE „zajrzeć do portfela”, a to sprawdzając jak ile kosztowała trasa w 1988 roku, albo też jak (w przybliżeniu) wyglądał/wygląda ich biznesy od kuchni. W marcu tego roku napisałem, że na potrzeby tej trasy powstała spółka komandytowa, której zadaniem będzie rozliczenie tej The Delta Machine Tour. Spółka ta nazywa się Fruity Generation LLP. To właśnie do niej wpływają wszelkie dochody zespołu związane z biletami, gadżetami, oraz innymi prawami wynikającymi z umów sponsorskich itp. Spółka po zakończeniu trasy jest zamykana.
Zanim jednak jakakolwiek kasa trafi do tej spółki najpierw agentury muszą sprzedać bilety i zorganizować koncert. Niedawno pojawiły się dane opisujące jak sprzedały się się poszczególne koncerty i jaki dały przychód brutto (Gross Revenue). Mowa tu tylko o samych biletach. Są to przychody agencji koncertowych, które po odjęciu kosztów organizacji przedsięwzięcia, podatków, spełnienia zachcianek zespołu zawartych w raiderze technicznym, odpaleniu działy dla siebie, resztę (często stałą część) płacą zespołowi. Jaka to jest część tego nie wiem. W 1988 roku było ok 35% kosztów organizacji koncertu. Ile jest to obecnie nie mam pojęcia. Może taki sam %, może większy….
Posiadane dane zawierają opublikowane zestawienia z 32 koncertów tej trasy. Wyjątkiem są festiwale Werchter, Bilbao, Lisbonie oraz koncerty w Locarno i Nimes. Patrząc tylko na te 32 koncerty wychodzi na to, że trasa sprzedała się w 98%. Na 1 123 932 biletów sprzedało się 1 111 391, co dało łączny przychód brutto 82 084 761. Jest to sumaryczny przychód z różnych agencji. Największą część ma w tym oczywiście Live Nation i Marek Leiberberg Concert Agentur.
Czemu 98%? Ponieważ na 32 koncerty 5 sprzedało się w stopniu mniejszym, niż 100%. Wg tego zestawienia wszystkie pozostałe koncerty (w tym Warszawa) była „sold out”. I tak:
Sofia – bilety w sprzedaży: 26 300 / bilety sprzedane: 18 892 (72%). Przychód brutto: $926 320.
Jak w całym tym interesie wypadła Warszawa? Bardzo dobrze, czyli jak pozostałe 27 koncertów…
Warszawa – bilety w sprzedaży: 53 181 / bilety sprzedane: 53 181 (100%, sold out). Przychód brutto: $2 894 152.
Koncert w Warszawie był 6 największym koncertem z tej nogi. Lepsze od niego były tylko:
Paryż – 67 103
Berlin – 66 388
Monachium – 62 976
Mediolan – 57 919
Rzym – 56 007
Jednak największy przychód wygenerowały koncerty zestawione poniżej, a Warszawa uplasowała się na 16 miejscu:
Paryż – $5 332 840.00
Berlin – $5 113 262.00
Monachium – $4 956 599.00
Sztuttgart – $4 956 599.00
Berno – $4 013 227.00
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja, gdy zestawi się ze sobą przychód na głowę. Wychodzi na to, że najbardziej przychodowe (efektywne) koncerty na jednego fana, to:
Stuttgart – $136.83
St.Petersburg – $123.12
Moskwa – $118.62
Berno – $102.27
Mińsk – $97.81
Warszawa zamyka stawkę i sytuuje się na miejscu 27, czyli 6 od końca z przychodem na głowę $54.42. Ze wszystkich zestawień, to ostatnie jest najważniejsze, ponieważ pokazuje ile jedna osoba (średnio) dołożyła się do organizacji koncertu. Dzięki temu widać, że Warszawa miała jedne z najtańszych biletów na tej trasie w stosunku do liczby bawiących się na koncercie.
Wiem, że to może budzić wewnętrzny sprzeciw wielu osób, bo bilety dla wielu fanów były bardzo drogie lub wręcz nieosiągalne, ale w zestawieniu z resztą Europy były dużo tańsze. Poniżej Warszawy znalazły się takie miasta jak:
Mediolan – $53.76
Bukareszt – $51.77
Sofia – $49.03
Ateny – $47.41
Belgrad – $39.78
Nie znam jednak stron kosztowych poszczególnych koncertów, więc nie jestem w stanie powiedzieć, z którego koncertu organizatorzy (i zespół) wycisnęli największe soki, przy najniższych kosztach.
Pozostałe wartości znajdziecie przy opisach poszczególnych koncertów na MODEonheROAD.com. Przykład TU.
In Chains Wrong Hole To Feed Walking In My Shoes It’s No Good A Question Of Time Precious World In My Eyes Fly On The Windscreen Freelove / Clean / Dressed In Black / Sister Of Night / Jezebel / Insight / Judas Home Miles Away/The Truth Is / Come Back Policy Of Truth In Your Room I Feel You Enjoy The Silence Never Let Me Down Again Somebody / Shake The Disease / A Question Of Lust / Dressed In Black / One Caress Stripped Behind The Wheel / Photographic Personal Jesus Waiting For The Night
Przez uproszczony set rozumiem usunięcie zdublowanych numerów typu It’s No Good i Dressed In Black, które były grane w różnych miejscach setu w czasie trasy.
Welcome To My World Angel Walking In My Shoes Precious Black Celebration Policy Of Truth Should Be Higher Barrel Of A Gun Higher Love / Only When I Lose Myself The Child Inside / When The Body Speaks / Judas / Shake The Disease Heaven Soothe My Soul A Pain That I’m Used To A Question Of Time Secret To The End Enjoy The Silence Personal Jesus Goodbye A Question Of Lust / Home / But Not Tonight / Somebody Halo Just Can’t Get Enough I Feel You Never Let Me Down Again
Uproszczona Setlista B na Europę:
Welcome To My World Angel Walking In My Shoes Precious Behind The Wheel World In My Eyes Should Be Higher John The Revelator Only When I Lose Myself When The Body Speaks Heaven Soothe My Soul A Pain That I’m Used To Soft Touch/Raw Nerve In Your Room Enjoy The Silence Personal Jesus Goodbye Home / Somebody Halo Just Can’t Get Enough I Feel You Never Let Me Down Again
To tyle, jeżeli chodzi o rotację między trasami. Zespół wymienił całkiem sporo, choć nie trudno nie zauważyć, że spora cześć utworów, to kotłowanie się we własnym sosie od lat. Zdecydowanie brakuje w tegorocznej setliscie killerów na miarę Master & Servant, Strangelove, czy Fly On The Windscreen. Nic nie ujmując takim numerom, jak Barrel Of A Gun, John The Revelator i A Pain That I’m Used To, to jednak nie ta liga i na swój szacun jeszcze muszą zasłużyć. Setlista na obecnej trasie jest bardzo równa, a przez to spójna. Poprzednia setlista podlegała ciągłym zmianom, przez to nie miało się pewności, co zostanie, a co nagle zostanie wycięte.
30 lipca chłopaki trzepnęli drzwiami z głośnym – Narta! Z przekazów między koncertowych fani donosili, że dla ekipy koncertowej najważniejszym dniem w lipcu będzie ten, w którym będą mogli od siebie i koncertów odpocząć.
Panowie zaczęli swój upragniony urlop, wobec czego mamy idealny czas do 22 sierpnia, aby podsumować 3 miesiące trasy. Po dwóch miesiącach grania promo, po stacjach TV i Internecie zespół rozpoczął drugą część promocji płyty – czyli trasę po Europie (albo jak kto woli pierwszą część trasy koncertowej).
Zaczęliśmy w Nicei 2013.05.04 koncertem rozgrzewkowym, lub jak kto woli próbą z udziałem publiczności, po której nastąpiło lekkie tasowanie setlisty po stronie Gore’a, by oficjalnie wystartować w Tel-Avivie 2013.05.07.
W porównaniu do poprzedniej trasy europejska część przeszła właściwie bez problemów. Zespół został zmuszony do odwołania jednego występu w Istambule 2013.05.17 z powodu strajku na granicy. W Szwecji festiwalowy występ na Love & Peace Festival został zamieniony w regularny koncert w Sztokholmie 2013.06.27 w legendarnej już Globe Arena. Więcej problemów nie odnotowano… i bardzo dobrze.
depeche MODE przygotowało dwie setlisty kodowo oznaczane Setlist A i Setlist B. Pierwsza była przeznaczona do regularnego grania na większości koncertów. Druga setlista grana była jedynie w miastach, gdzie zespół występował drugą noc z rzędu. Obie setlisty podlegały ciągłym modyfikacjom. Oprócz tego zespół miał przygotowany set do grania na festiwalach, który wykorzystał 3 razy. Łącznie w Europie depeche MODE dało 37 koncertów w 3 miesiące, co daje średnio 12 koncertów na miesiąc.
Gdyby na chwilę zapomnieć o istnieniu Setu B, to ta trasa (jak dotąd) nie różniłaby się za wiele od schematów znanych z jesieni i zimy 2005/2006, czy nawet tego, co działo się w wiosną 2009 w Europie. Na szczęście wszystkie nowe kawałki leżały Dave’owi do śpiewania i nie musiał wymieniać nowości na starocie. Setlist A podlegał ciągłym zmianom, ale nie wykraczało to po za patenty z poprzednich tras i rola dawcy zaskoczeń należała głównie do Martina.
Przejdźmy zatem do szczegółów:
1. Setlista
Ogółem w ramach Setu A pojawiło się 12 wariacji, z czego 3 były najpopularniejsze:
Jak widzicie Higher Love i Home królowały i sumarycznie te 3 wariacje stanowiły 50% zagranych koncertów w obrębie setu A. Pozostałe wariacje wyglądały następująco:
The Child Inside / Shake The Disease / Somebody [1]
Tylko 3 koncerty Martin zagrał bez udziału Home w setliście.
Ten prosty i schematyczny układ burzy jednak Setlista B przygotowana na granie w miastach, gdzie zespół przebywał 2 noce. Pamiętać należy też, że na tej trasie „dwie noce z rzędu” oznacza również koncerty z jednodniowym odstępem. Zespół przyjął standard, że odstęp między jednym, a drugim koncertem to minimum 1 dzień. Do wyjątkowych sytuacji należą koncerty grane dzień po dniu. Set B został zagrany jedynie dwa razy – w Londynie 2013.05.29 i Dusseldorfie 2013.07.05.
Set B podlegał zmianom i właściwie oba koncerty różnią się porządkiem utworów:
Pozostałe utwory w ramach Setlisty B pozostały nie zmienne. Próbowałem opracowywać obie setlisty w postaci zbiorczej, ale po 2 koncercie w Dusseldorfie rozdzieliłem sety. Ponieważ liczba wariacji była tak duża, że prowadzenie strony The Delta Machine Tour stało się nieczytelne. Dodatkowo zespół tylko na tych koncertach grał Soft Touch/Raw Nerve.
2. Rozkład po albumach
Wszystkich zagranych na tej części trasy utworów było 35, z czego Dave zaśpiewał 25, a Martin 10. 27 było w pełnej elektronice, a 8 w wersji bare.
Delta Machine [9]
Playing The Angel [3]
Exciter [1]
The Singles 86>98 [1]
Ultra [2]
Songs Of Faith And Devotion [5]
Violator [5]
Music For The Masses [2]
Black Celebration [4]
The Singles 81>85 [1]
Some Great Reward [1]
Speak & Spell [1]
Daje to tej trasie 2 miejsce na liście tras depeche MODE pod względem liczby wykonanych utworów. Tour Of The Universe pozostaje niepobite z liczbą 39 utworów. Różnica jest taka, że The Delta Machine Tour nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a Tour Of The Universe już nic nie powie. 😉
3. Geografia
depeche MODE zawitało na tej trasie do 35 miast z 24 krajów. Najliczniej reprezentowani byli:
Niemcy [8]
Francja [4]
Włochy [2]
UK [2]
Rosja [2]
Pozostałe kraje, to 19 pojedynczych koncertów.
To tyle, jeżeli chodzi o tzw słupki-głupki. W suchych liczbach wygląda to wszystko ciekawie i uporządkowanie, ale oprócz słupków są również emocje, które podpowiadają mi, że moje największe zaskoczenia na tej trasie (na plus), to Higher Love i But Not Tonight, Barrel Of A Gun i nieustannie Walking In My Shoes.
Koncert depeche MODE w Warszawie już za nami, jeszcze przez kilka tygodni (najpewniej do startu trasy w Ameryce Północnej), będziemy przeżywać i wspominać to wydarzenie. Pewnie powstanie (już powstał) projekt stworzenia multicamu, albumów ze zdjęciami, czy innych tablic pamiątkowych upamiętniających pobyt bogów klawisza na ziemi ojczystej.
Miło jest słyszeć i czytać wiele pozytywnych opinii fanów, oraz mediów, które w końcu potrafiły docenić i uczcić przyjazd depeche MODE do Polski. Być może to fakt zaprzęgnięcia nowej wytwórni, która w końcu potrafiła ogarnąć potencjał, jakim jest koncert depeche MODE w naszym kraju. Być może to z powodu tego, że duży, globalny sponsor pojawił się na tej trasie. Pewnie to prawda, ale ja dziś nie o tym…
Nie mam zamiaru się rozwodzić nad kondycją zespołu, fajnością i porównaniami do np pierwszego koncertu na trasie. Na to przyjdzie pewnie jeszcze czas, a na pewno na swój specyficzny sposób coś o tym napiszę w kilku najbliższych tekstach podsumowujących zakończoną właśnie nogę.
niektórzy dopiero na zimowej trasie posłuchają pełnego spektrum dźwiękowego zespołu. Plenery to jednak nie to samo.
wtedy odnosiło się to do bootlegów, ale dziś napisałbym jeszcze raz to samo, w kontekście nagłośnienia.
Nie była to moja pierwsza wizyta na Stadionie o nazwie prawie tak długiej, jak najdłuższe niemieckie słowa. Do tej pory były to jednak mecze naszej narodowej reprezentacji kopanej lub akcje typu Noc Muzeów. Trzeba tu podkreślić dobitnie ten obiekt ma świetną widoczność z każdego krzesełka. O ile na mecze i inne widowiska sportowe ten obiekt nadaje się wyśmienicie i tak na prawdę tam nie ma złych miejsc. To niestety organizowanie koncertów na Narodowym, a tym bardziej płacenie za nie to pomyłka.
Podobno akustyka na Narodowym w dniu koncertu depeche MODE była najlepsza ze wszystkich koncertów, które odbyły się do tej pory. Jeżeli to jest prawda, to serdecznie gratuluję wrażeń fanom Coldplay, czy Madonny.
Ja ze swojego doświadczenia koncertowego mogę stwierdzić, że lipcowej nocy byłem na najsłabszym akustycznie koncercie depeche MODE na tej trasie. Nic nie pobije akustyki hali w Nicei, a i Dusseldorfmoże być spokojny. W czerwcu tego roku byłem na koncercie depeche MODE na Stadionie Olimpijskim w Berlinie. Już słuchając supportu w Berlinie obawialiśmy się, że koncert będziemy słuchać dwa razy. Pierwszy raz gdy dociera do nas z głośników, a drugi raz, gdy wraca odbity od trybun. Było jednak inaczej i pomimo tego, że był to koncert na stadionie z zadaszonymi trybunami. Tak na dobrą sprawę wcale nie było tak źle. To co działo się w Warszawie biło na głowę Berlin in minus. Przez cały koncert w Polsce miałem wrażenie, że słucham tego samego koncertu odpalonego z dwóch taśm puszczonych w jakiejś tubie z niewielkim opóźnieniem względem siebie. Jeżeli dla kogoś koncert w Warszawie był pierwszym koncertem depeche MODE na tej trasie, to ja serdecznie współczuję i mam nadzieję, że doznania odbierane innymi zmysłami zrekompensowały wrażenia wypaczone przez wrażenia docierające przez zmysł słuchu.
Sprzęt tej samej firmy i klasy, w obu przypadkach nagrania robione z trybun, w obu przypadkach jest echo, ale różnica w skali tego zjawiska jest powalająca na niekorzyść Warszawy.
Pierwsza i podstawowa różnica to brak dachu na stadionie w Berlinie. Na prawdę nie wiem po co zamykany jest dach na koncertach na Narodowym. Odbicia, jakie to powoduje sprawiają, że koncerty na warszawskim stadionie zamienia się w kakofonię dźwięku, bez wyraźnie słyszanych instrumentów, zaniku dołów, w permanentnym reverbie, a praca inżyniera dźwięku to na prawdę wyzwanie. Czy kilka kropel wody to na prawdę taki wielki i ważny powód, by psuć ludziom koncerty za które dojeni są na grube setki??!! Kupując bilet płacę za najwyższą jakość obrazu, muzyki i widowiska, tym czasem jedną niezrozumiałą decyzją wychodzi na to, że jestem pozbawiany części tego za co płacę.
Koncert w wielu miejscach ratowała publiczność, szczególnie w momentach… kiedy muzyka nie grała, lub była tylko tłem do chóralnych śpiewów fanów. Wymienienie Shake The Disease, Enjoy The Silence, Policy Of Truth, Should Be Higher to będą truizmy w tym momencie. Z resztą próbkę tego możecie posłuchać poniżej – audio występu w Warszawie:
Nie oszukujmy się jednak, nawet gdyby dach był otwarty, to forma obiektu niezbudowanego do obsługi widowisk muzycznych sprawia, że uczestniczenie w koncertach na tym obiekcie, to nadal pomyłka. Dlaczego koncerty stadionowe depeche MODE w 2009 roku najlepiej wypadały na obiektach typu Olympia Stadion w Monachium? Dlaczego U2 grając swoją ostatnią trasę zdecydowało się nagrać koncertowe wideo na starutkim stadionie Rose Bowl w Pasadenie (my fani depeche MODE doskonale znamy ten obiekt) mimo, że wcześniej grali na światowej klasy obiektach typu Wembley, San Siro? Ponieważ światowe to one może są, ale dla widowisk piłkarskich, ale dla muzyki granie na nich, to istna męczarnia i dla technicznych, i dla publiczności. Jedyny powód to możliwość upchnięcia w jednym miejscu największej możliwej liczby widzów i opędzenie dzięki temu np. nie 15-20 tysięcy biletów, jak to jest w przypadku hali, ale 40-50 tysięcy. Keszi, keszi…
Gdyby U2 wpadłoby na „genialny” pomysł nagrania wideo z koncertu w Polsce, to nigdy nie wybrałoby Stadionu Narodowego, ani tym bardziej Legii, Lechii, czy Lecha. Prędzej zagraliby i nagraliby materiał na Śląskim. Dlaczego? Bo zarówno Śląski, jaki Rose Bowl, to stadiony otwarte, bez stromych, wysokich trybun, z rozłożystymi koronami. Przede wszystkim jednak bez dachu, gdzie dźwięk może się swobodnie rozchodzić na boki i w górę, gdzie ilość załamań fali dźwiękowej jest znakomicie mniejsza niż na stadionach klasy Narodowego.
Właśnie dlatego do tej pory wspominam z przyjemnością koncert U2 na chorzowskim stadionie, a w przypadku Narodowego poważnie się zastanowię nad ponownym pójściem na koncert na tym obiekcie. I to po mimo tego, że podobno akustyka na depeche MODE była najlepsza z możliwych. A znajomi, którzy byli na Madonnie i Paulu McCartney’u, właśnie fatalną jakością nagłośnienia argumentowali wcześniejsze wyjście z tych koncertów.
Dopóki Warszawa nie dorobi się hali koncertowej z prawdziwego zdarzenia, gdzie obiekt będzie budowany od początku z myślą o akustyce koncertowej i widowiskach niesportowych, to na prawdę lepiej wyłożyć parę groszy więcej i bujnąć się do Łodzi, Gdańska, Berlina, Pragi, czy innego miejsca z halą, niż wybrać się na koncert w Warszawie na Narodowym. To będą zdecydowanie lepiej wydane pieniądze. Szczerze polecam Palais Nikaia w Nicei, jak do tej pory najlepszy obiekt na jakim dane mi było słyszeć występ depeche MODE.
Obawiam się jednak, że na halę widowiskową w Warszawie poczekamy jeszcze przez długie lata. W tym mieście mamy dwa stadiony z codzienną walką o utrzymanie się, gdzie jeden ma akustykę gorszą od drugiego. Kto bywał na Orange Warsaw Festiwal, na Legii, ten wie o czym mowa. Jednym z argumentów przenosin festiwalu z Legii na Narodowy było właśnie nagłośnienie koncertów. Podobno w tym roku było najlepiej w stosunku do lat 2012 i 2011, no to jak źle musiało być na Legii, jeżeli Narodowy jest też fatalny.
Niestety najbardziej zainteresowani niepowstaniem koncertowego obiektu w Warszawie są własnie zarządzający Narodowym i Legią, oraz… Atlas Areny w Łodzi. Powstanie obiektu koncertowego na powiedzmy 20+ tysięcy w Warszawie może oznaczać, że spora część wydarzeń odpłynie z tych obiektów do nowej hali. Atlas Arena zbudowała swoją markę m.in. dlatego, że nie ma alternatywy dla tego obiektu w centrum Polski. Wystarczy popatrzeć na Ergo Arenę, która klasą dorównuje łódzkiemu obiektowi, jednak liczba pierwszoligowych koncertów na tym obiekcie, to wciąż jedynie ułamek tego, co dzieje się w Łodzi.
Dla Pani Prezydent również budowa takiego obiektu nie jest na liście priorytetów w Warszawie. Dlatego będziemy jeszcze przez długie lata skazani na stadiony, które więcej robią złego, niż dobrego w temacie koncertów.
Na koniec dedykuję wszystkim organizatorom i fanom muzyki koncertowej, aby mieli okazję być na tak nagłośnionym koncercie, jakim był niedawny występ Kraftwerk w Poznaniu. Ten zespół pod względem jakości nagłośnienia bije na głowę każdy koncert na jakim byłem… od koncertu Kraftwerk w Krakowie w 2008. 😛
I to był opener… można? można!!! Kolejna próba Narodowego na The Wall 20 sierpnia.
Po pierwszych reakcjach na Halo w wersji 2013 było od ściany do ściany, jednym się podobało bardzo innym mniej. Z czasem większe dyskusje ucichły i wszyscy przeszli nad tym numerem do porządku dziennego, bo nawet jak się nie podoba, to nie drażni. Oczywiście są tacy, którym tęskni się klasyka w wersji 2001, albo jeszcze starsza.
W jednej sprawie chyba wszyscy są zgodni. Wizualizacja do Halo, to jedna z najlepszych autorstwa Corbijna na tej trasie. A ja zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jedna z lepszych od kilku tras. Żadne pieski i kotki nawet nie stały przy symbolicznej, retrospektywnej wizualizacji do jakby nie było kultowego utworu.
Początkowo, tak jak wielu myślałem, że jest to montaż archiwalnych filmów z przebitkami na których pomyka pewna dziewoja. Wszystko ładnie zmiksowane, aby wyglądało na zgrabną całość i jedność. I materiał archiwalny.
Nawet na bazie takich przemyśleń wysunąłem hipotezę, że wizualizacja ta, a co za tym idzie utwór, może podzielić los Peace na poprzedniej trasie. Przyglądając się jednak samym wizualizacjom na koncertach moje wątpliwości zostały w 100% rozwiane. Nic nie grozi ani Halo, ani wizualizacji <kamień z serca :-P>
Wszystkie ujęcia wykorzystane w tym klipie są współczesne i były kręcone tej zimy… (w każdym razie na początku tego roku) w Berlinie.
Tym czasem dokładniejsze przyjrzenie się ujęciom ładnie pokazuje, że są to świeże zdjęcia. Ujęcia pod Murem Berlińskim były kręcone przy ocalałym, oryginalnym fragmencie tej budowli przy Bernauer Strasse (Mitte), a cały kompleks nazywa się Mauerpark. Prawdopodobnie ujęcia były robione od wewnętrznej strony muru, który stoi przy samej ulicy w kilku sporych odcinkach. Od strony ulicy byłoby to nie możliwe, gdyż za dużo tam jest samochodów i turystów, oraz za mało miejsca. Podobny fragment muru stoi tuż przy O2 Arena, gdzie w listopadzie zagra depeche MODE dwie noce. Potocznie to miejsce nazywane jest East Side Gallery.
Druga scena pochodzi z Reichstagu, z placu na którym kiedyś pasły się króliki, a ludzie uprawiali warzywa, a dziś nazywa się Plac Republiki (Platz der Republik). Dziś jest to miejsce wycieczek, stanowienia prawa, koncertów i pikników. Jeżeli przyjrzeć się poniższej rycinie z koncertu, to widać tam obecną flagę Niemiec, oraz w tle żurawie na jednej z budów tego miasta.
Trzecia scena powstała opodal Alexanderplatz, co ciekawe nie w miejscu najbardziej znanym, czyli od strony zegara słonecznego, Alexy lub u podnóża wierzy telewizyjnej, czy paru innych charakterystycznych dla dawnego centrum Berlina Wschodniego miejsc. Ujęcie było kręcone od strony fontanny Neptuna na Spandauer Strasse. W tle widać podstawę wieży TV.