Emocje jeszcze nie opadły, chociaż od koncertu w Barrowland Ballroom minęły już cztery dni. Pierwszy raz mogłam zobaczyć depeche MODE w tak kameralnym obiekcie. Nikt nie podaje oficjalnych liczb sprzedanych biletów, ale można przypuszczać, że obecnych było około 1800 osób.

Co prawda obiekt mieści ok 2000-2100 osób, natomiast należy wziąć pod uwagę, że ta liczba musiała być zmniejszona ze względu na obecność ekipy do transmisji live i całego zaplecza technicznego. Tyle gdybania.  To nie był natomiast pierwszy występ zespołu w tym obiekcie – pierwszy raz grali tu 16.10.1984 podczas trasy Some Great Reward.

przed koncertem

Source: Almost Predictable. Almost

Ponieważ sala Barrowland Ballroom znajduje się w sąsiedztwie targu Barras Market (coś a’la krzyżówka warszawskiego Koła i Hali Mirowskiej), który był otwarty do godziny 16.00, fani czekający w kolejce ustawili się z boku budynku.

Wtedy też, około 11.00 odwiedził nas autor bloga Almost Predictable, który uwiecznił nas na zdjęciu.

Po 15.00 depeche MODE przyjechał na soundcheck. Panowie przyjechali dwoma samochodami:  w jednym Martin z Fletchem, a w drugim Dave Gahan, który został gorąco przywitany przez fanów i podpisał kilka płyt.

W okolicach 16.00 kolejka przeniosła się pod właściwe wejście. Pod kasą natomiast ustawiły się osoby czekające po odbiór biletów na miejscu. Jak się później okazało, gdy o godzinie 19.00 drzwi zostały otwarte, osoby te wchodziły równocześnie z fanami stojącymi od rana. I wtedy zaczął się morderczy bieg po schodach na drugie piętro, poprzedzone przepychankami przy wejściu połączone ze sprawdzaniem dowodów i nazwisk na biletach. Miało być tak pięknie (…a wyszło jak zawsze).

koncert i Setlista

Po DJ secie Jamesa Lavelle nastąpił ten właściwy moment, na który czekałam od momentu zakupienia biletu na ten koncert. Oto na scenie, zapowiedzeni  wcześniej przez Lauren Laverne (nie zapominajmy, że występ odbywał się w ramach festivalu 6Music organizowanego przez BBC Radio), pojawili się panowie z depeche MODE. Publika oszalała i tak zostało aż do końca, trwającego nieco ponad godzinę, występu.

Co to był za koncert! Wcześniej mieliśmy okazję obejrzeć transmisje z Berlina czy z Paryża – ale na tamtych występach promocyjnych wśród publiczności dominowali goście zaproszeni przez organizatorów i sponsorów. W Glasgow dominowali fani, których energia udzieliła się też zespołowi. Panowie mieli świetne humory, zagadywali się na scenie, Dave kilka razy zaczepiał Martina.  W zespole panuje dobra atmosfera, chociaż miałam wrażenie, że Andy był trochę z boku całego tego show.

Wracając do koncertu…

Going Backwards – nie ukrywam, że to mój osobisty faworyt z nowej płyty, a do tego świetnie otwiera koncert. Gahan powoli się rozkręca, a jego wokal rozbrzmiewa potężnie dając publice znać, że oto zaczyna się to, na co czekali od dawna.

So Much Love – lubię bardzo. Taki popowy, wpadający w ucho kawałek, który dla mnie wymiata koncertowo i świetnie się go śpiewa Gahanowi w połączeniu z jego scenicznymi ruchami… (drogie panie, wiecie o czym mówię). Jest w tym kawałku coś uwodzicielskiego.

Corrupt – tak! tak! i jeszcze raz tak! Jeden z moich ulubionych na Sounds Of The Universe i na żywo wywołuje ciary. Chcę jeszcze…

A Pain That I’m Used To – już to słyszeliśmy. Czy pasuje do koncertowej całości? Być może, ale nie jest to wokalny popis Gahana.

World In My Eyes – kawałek „stary, ale jary”. World In My Eyes uwielbiam, nowe intro jest świetne i jest to koncertowy wymiatacz, bez cienia wątpliwości. Czekam na więcej, ten kawałek to zastrzyk energii zarówno dla publiki, jak i dla zespołu. Hicior, którego po prostu nie może zabraknąć, podobnie jak ostatniej trójki numerów na tej setliście.

Cover Me – chwila oddechu po energetycznym World In My Eyes. Przyznaję, że mnie ten kawałek początkowo na albumie nie zachwycił. Ale słysząc go na żywo wpadłam po uszy. Ma piękną depeszową klimatyczną końcówkę. Widać było, że Gahan bardzo lubi ten numer i to też mnie przekonało (ok, to i ten uśmiech rzucony gdzieś przelotem).

Po Cover Me na scenę wychodzi Martin z gitarą i już zgaduję, że nie będzie to Little Soul (mimo że na setliście z Glasgow krążącej w sieci widnieje ten tytuł). Dzięki Ci Gorze! Lecą pierwsze dźwięki i w głowie pojawia się pytanie „What The F*** „? Mógł zagrać wszystko, miał szansę nas zaskoczyć. I proszę…

Home – podczas tego kawałka dostałam od kilku znajomych wiadomości, których słów nie mogę cytować publicznie. Może i Martin nie zaskoczył, wybrał Home, wałkowany tyle razy, że do zliczenia nie starczyłoby palców u rąk wszystkich fanów łącznie. Jednak tu usłyszeliśmy pełną wersję, tak, jak powinien ten numer zabrzmieć. A mogło być plumkanie – ludzki ten Gore 😉 I mimo tego ogólnego narzekania gdzieś tam pojawiającego się w trasie i na forach, publika była zachwycona, śpiewała z Gorem i głośne „o-o-o-o” wypełniło Barrowland.

Where’s The Revolution – na streamie płaski i bez energii, na żywo jakże świetny i porywający numer! Koncertowy wymiatacz, kolejny już obowiązkowy punkt setlisty.

Barrel Of A Gun – dla mnie podobnie jak A Pain That I’m Used To,  a szkoda.

Ostatnie trzy numery to już stały punkt programu. Ale nie można się dziwić, jest koncertowa moc i energia, której nie da się opisać.

Walking In My Shoes – od pierwszych dźwięków nowego intro przechodzą mnie dreszcze i chcę, żeby ten numer nigdy się nie kończył. Gahan w swoim żywiole, publiczność w stanie koncertowej euforii. I ten mój mały moment… (uwieczniony na screenie poniżej)

Personal Jesus – oh yeah! Reach out and touch faith.

Enjoy The Silence – być musi i basta, w końcu dla wielu koncertowych bywalców to jedyny numer, który znają 😉 Ale prawdą jest, że nigdy nie będę wstydzić się śpiewania Enjoya 😉

Było gorąco, było głośno, publiczność dopisała i cała atmosfera udzieliła sie zespołowi. Sala Barrowland nie zawiodła – akustycznie świetne miejsce. Cieszę się, że mogłam być częścią tej koncertowej historii. Teraz czekam na właściwą trasę.

Plotki z kolejki

Uwaga – to są niepotwierdzone i nieoficjalne informacje, które pojawiły się podczas kolejkowych rozmów:

  • To już prawie pewne, że nie będzie koncertu rozgrzewkowego (warm up show), natomiast depeche MODE pojawi się w Sztokholmie około 2 tygodnie przed pierwszym koncertem, żeby posiedzieć w hali i studio.
  • Podobno ma być jeszcze jeden promocyjny lub sekretny koncert w Nowym Jorku 1 kwietnia – jeśli to nie jest prima aprilisowy żart. (EDIT: ten news wydaje się jednak mało prawdopodobny skoro 31 marca zespół ma wystąpić w szwedzkim  SkavlanTV show).

I na koniec kilka zdjęć. Enjoy!