MODE2Joy

Blog o depeche MODE, ich muzyce, koncertach, subkulturze, a wszystko subiektywnie i po mojemu.

Dyskografia

Spirit – recenzja płyty

Kiedy pojawiła się na rynku płyta Delta Machine, w jednej z recenzji przeczytałem zdanie, które utkwiło mi w pamięci do dziś.  Jest to dla mnie doskonała, jednozdaniowa recenzja tej płyty.

depeche MODE nagrało bardzo dobry album, o którym za rok nikt nie będzie pamiętał

Sam miałem bardzo… bezemocjonalny stosunek do tej płyty. Po 4 latach wygląda to już trochę inaczej, a i czas na recenzję Delty po 4 latach jeszcze przyjdzie. Ze Spirit jest inaczej. Ta płyta wzbudza emocje, rusza serducho i daje do myślenia, od samego początku… ale nie uprzedzajmy faktów. Zanim przejdę do szczegółów, kilka uwag natury ogólnej o płycie.

Ta płyta jest…

Dwa tygodnie temu, w piątkowy wieczór, gdy skończyłem po raz pierwszy słuchać Spirit , pierwsze, co mnie uderzyło, to pytanie – Ale, że już? Popsuło się coś ze sprzętem? Czemu tak krótko.

Dopiero po chwili spojrzałem na tracklistę i się zdziwiłem. 12 numerów, a ledwie 50 minut. Bardzo szybko pędzi ten album mimo, że wcale szybki nie jest. Numery zostały ułożone w secie tak, że momentami tworzą jedność i to czasami zwodzi… nawet do tej pory.

Druga myśl jaka mi przyszła, to „Ok nie jest źle, póki co 50/50.” Ani mnie nie odrzuca, jak przy Sounds Of The Universe, ani nie pozostawia obojętnym, jak w przypadku Delta Machine. Płyta też nie dała mi od początku takiego kopa, jak Playing The Angel, ale kiedy posłuchałem drugi, trzeci i kolejny, wiedząc już czego się spodziewać i nie oczekując parkietowców rodem z Suffer Well, Soothe My Soul, byłem już jakby spokojniejszy. Płyta sama w sobie ma coś takiego, że mimo iż teksty nie są o niczym, to wprowadza wewnętrzny spokój i takie siakieś ciepło. Może to sprawka brzmienia, a może czegoś innego. Tego nie wiem.

Dla lepszego rozpracowania numerów podaję ściągawkę – kto, co i jak:

  1. Going Backwards – muzyka i słowa M. Gore
  2. Where’s The Revolution – muzyka i słowa M. Gore
  3. The Worst Crime – muzyka i słowa M. Gore
  4. Scum – muzyka i słowa M. Gore
  5. You Move – muzyka M. Gore / słowa D. Gahan
  6. Cover Me  – muzyka D. Gahan, P. Gordeno, C. Eigner / słowa D. Gahan
  7. Eternal – muzyka i słowa M. Gore
  8. Poison Heart – muzyka D. Gahan, P. Gordeno, C. Eigner / słowa D. Gahan
  9. So Much Love – muzyka i słowa M. Gore
  10. Poorman – muzyka i słowa M. Gore
  11. No More  – muzyka D. Gahan, K. Uenala / słowa D. Gahan
  12. Fail – muzyka i słowa M. Gore
Spirit w szczegółach

Going Backwards – Pierwszy numer i od razy wyprostował mnie na fotelu… Czy ja dobrą płytę włożyłem do sprzętu? Przecież to nie jest depeche MODE. Oni nie używają takiego instrumentarium. Tak prostego, tak… no właśnie nie wiem jakiego. Może ten numer mógłby się pojawić  na solówce Dave’a Gahana, ale nie depeche MODE. Numer bardzo amerykański w swoim brzmieniu. Gdyby nie wokal, to można by spokojnie go podpiąć pod jakieś kowbojsko-bonjoviowskie kawałki, gdzieś z lat 90. „Problem” tylko polega na tym, że to jest dobry numer. Nie dlatego, że go nagrało depeche MODE, tylko tak po prostu. Z innym wokalem, w innym zespole tak samo nagranym miałby u mnie te same oceny. Kawałek ma duży potencjał singlowy i będę bardzo niepocieszony, jak nie wyjdzie na singlu. Gore ma świetne chórki, których od dawna mi brakowało w depeche MODE. Bez wycia i zawodzenia. Szacun. Szkoda tylko, że tak mało w Going Backwards depeche MODE. Jeżeli będzie to koncertowy otwieracz, to będzie on brzmiał jak In Chains na Tour Of The Universe. Dla wielu te numery są zbliżone, szczególnie przez swoją budowę. Z drugiej strony Useless też jest bardzo rockowy i podobne pytania zadawałem sobie w stosunku do tego kawałka. Teraz już takich pytań nie mam. Przyjdzie przywyknąć.

Mnie Going Backwards przypomina za to coś zupełnie innego. Numer podobno został napisany w 2015, więc to raczej zbieg okoliczności, ale początek przypomina główny temat ścieżki dźwiękowej – WestWorld. W USA ten serial narobił wiele zamieszania, u nas z racji, że wyświetlany na płatnej TV był dostępny tylko dla nielicznych.

Daję 5/6

Where’s The Revolutiono tym numerze napisałem już swoje i właściwie zdania nie zmieniłem. Teraz, po kilkudziesięciu przesłuchaniach płyty, mogę powiedzieć, że nie wybrałbym go na 1 singiel. Muzycznie numer jest przeciętny (gdyby nie Kraftwerkowy mostek). Jedyne, co sprawia, że numer robi zamieszanie na listach i często jest cytowany, to fakt, że jest pierwszy no i przez tekst. Jest on mocny i to stanowi o jego sile, a nie muzyka. Gdyby został wydany jako 3 lub 4 singiel, to przeszedłby zauważony tylko przez fanów.

Daję 3/6

The Worst Crime – kolejne zaskoczenie. Ten numer będzie miał swoich amatorów, szczególnie za nastrój i miły dla ucha wokal Dave’a. Ja się trochę męczę przy tym kawałku. To drugi numer, który lepiej by brzmiał na solówce Dave’a, niż na płycie depeche MODE. A przecież autorem jest Martin.

Daję 3.5/6

Scum – od początku to dla mnie petarda. Uwielbiam elektronikę w tym kawałku i pomimo tego, że numer jest agresywny jak na depeche MODE, to siedzi na tej samej półce emocjonalnej, co WrongBarrel Of A Gun i The Dead of Night. Kawałek zaśpiewany z pazurem, z brudną gitarą i ciężką elektroniką. Jeżeli zostanie wzięty na koncerty, to mam nadzieję, że będzie, albo na początku setu, albo po powrocie na scenę w drugiej części. Ten numer prosi się o mocny wydech z płuc i lepiej, żeby Dave nie był wtedy zmachany po wcześniejszym numerze. Mój niepokój budzi też perkusja na koncertach. Tu jest mocarna i płaskie garki podobne do tego, co się zadziało w The Tonight Show trochę niepokoją. Zasób słownictwa na tym kawałku do tej pory raczej przynależny był Bono, niż Gore, ale skoro z tą płytą idziemy w politykę, to tylko czekać, aż przed numerem pojawi się tekst „This IS a Rebel song!

Daję 6/6

You Move – czy Wy też słyszycie Kraftwerk w tym numerze? Główny klawisz, który słychać przez cały numer, żywcem inspirowany tą szacowną kapelą. Takich cytatów na tej płycie jest wiele, ale ten jest oczywisty. Fajny numer środka płyty. Zadziorny, ale bez przesady. Kolaboracja Martina i Dave’a dała bardzo ciekawy efekt i jeżeli miałyby pojawiać się takie kolaboracje obu Panów, to czemu nie. Singiel to to raczej nie będzie, ale wstydu też nie ma. Tekst z kategorii wagowej Dave’a, a nie Martina i to słychać, ale ja tu szat nie rozdzieram i lubię ten numer.

Daję 4/6

Cover Me – Numer w którym echa Dire Straits (pedal steel guitar) spotykają się z depeche MODE w mrocznej odsłonie ;-). To jest ten kawałek za który dałbym 50/50. Pierwsza połowa to Soulsavers z zawodzącą gitarą w stylu Dire Straits, by potem porzucić gitarę i zanurzyć się w odmęty ciężkiej, mrocznej elektroniki syntezatorów modularnych. Trudno mi sobie ten numer wyobrazić na koncercie, chyba że na zejście po secie głównym już bez Dave’a na scenie. Chciałbym usłyszeć demo tego numeru, żeby się przekonać kto miał taki pomysł na numer i czy już wtedy on tak brzmiał, czy dopiero wyszło to w czasie produkcji.

Nie wiem, czy numer trafi do finalnego setu, ale koncertowo ze świetną wizualizacją byłby ozdobą. Na próbach był trenowany, 17 marca przekonamy się po raz pierwszy, czy faktycznie da radę.

Daję 6/6

Eternal – jestem na nie. Wiem, że tekstowo to pean na cześć nowo narodzonej córki, ale ja mówię nadal stanowcze nie. Teraz sobie wyobraźcie, że Martin przynosi na sesję Spirit demo Enjoy The Silance i nie ma w pobliżu niego Alana i Flood’a… no właśnie! Niech to będzie memento, dla Was co się dzieje, gdy Gore ma pierwsze i ostatnie zdanie przy produkcji kawałków w studio.

Gore ma ostatnio słabą rękę w dobieraniu sobie numerów do śpiewania na płytach. W moim prywatnym rankingu od Home właściwie nie zaśpiewał niczego godnego uwagi… no może Breathe jest jeszcze przebłyskiem… albo gasnącym kagankiem. Potem już niestety było tylko gorzej.

Daję 1/6

Poison Heart – Typowy numer Dave’a, z typowym tekstem Dave’a w jego kategorii wagowej. Może momentami zbyt infantylne zagrania wokalne, ale jest pewien urok w tym numerze, którego nie można mu odmówić. Jest coś urzekającego w Poison Heart, co sprawia, że chce się do niego wracać. Na solo Dave’a miałby bardzo mocną pozycję, na Spirit też nie jest źle. Chyba się nie przelicytuję, jak powiem, że to jedna z lepszych kompozycji, jaką stworzył ze wsparciem Eignera. Koncertowo numer środka setu tuż przed zejściem na przerwę do szatni, albo tuż po wyjściu z niej. Jedno tylko ale, lepiej się chyba jednak kawałek nadaje do zadymionego klubu, niż na stadion, ale warto dać mu szansę. Z odsłuchu na odsłuch rośnie ten numer. Jest coś w nim intrygującego. Początkowo nieoczywistego, z czasem człowiek się nie orientuje, a kawałek obezwładnia muzycznie…

Daję 5.5/6

So Much Love – będzie na koncercie… powinien być… musi! Nie ma na tej płycie za wiele kawałków względnie szybkich do grania. Wiem, że na dzień dobry dostaje się temu kawałkowi za to, że brzmi jak Soft Touch/Raw Nerve. Tylko, że to nie jest dobry kierunek. Ten numer ma stopę centralnie zajumaną z New Life. Proponuję posłuchać wersję Remix z singla, a potem So Much Love, po czym jeszcze raz New Life (Remix), a jak to nie pomaga, to New Life z aranżem z trasy 1984/85. Nie tylko to jest pożyczone ze Speak & Spell, w tym numerze coś by się znalazło i z Any Second Now. Nie znaczy, że ten numer był samplowany, ale być może ten sam parapet był używany w So Much Love.

Daję 4/6

Poorman – w warstwie tekstowej kuzyn Everything Counts. Być może umęczony lud pracujący miast i wsi nie niósłby go na ustach idąc na barykady lub przy budowie muru oddzielającego ich od bratniego Meksyku. Nie mniej, po raz kolejny przyzwoity numer na płycie. Nie jest to arcydzieło i singlem nie powinno być. Po raz kolejny tekst ważniejszy w swojej wymowie, niż muzyka.

Mógłby spokojnie się znaleźć na poprzedniej płycie. Tekstowo może by i odbiegał, ale muzycznie jak najbardziej tam.

Daję 3.5/6

No More (This The Last Time) – Muzycznie numer kończy zmagania dla mnie z tą płytą. Mimo, że to produkcja Kurta i Dave’a (w tej kolejności), to jednak chyba bardziej depechowy od wielu numerów z tej płyty. Brakuje to tylko czegoś bardziej melodyjniejszego i przestrzennego w tle i mogło by być świetnie. Może się podobać, bo zasługuje. Może jako pożegnalny singiel z płyty, oby nie jako zamknięcie kariery zespołu.

Koncertowo numer powinien kończyć główny set, podobnie jak na poprzedniej trasie Goodbye. Takie wyluzowanie po szybkim secie, zawartym gdzieś pomiędzy Poison Heart, a No More.

Daję 4.5/6

Fail – Dużo lepszy numer niż Eternal, ale i tak nie jestem w stanie słuchać Gore’a na głównym wokalu dłużej, niż czas trwania tego kawałka. Gdybym miał obstawiać, to raczej wolałbym Fail w secie Martina, niż Eternal. Kawałek swobodnie mógłby się znaleźć na Counterfit 2, gdzieś koło Lost In The Stars. Na koncercie będą to nudy, szczególnie jeżeli zaserwuje nam go Martin w wersji plumkanej. Epilog dla tej płyty.

Daję 2.5/6

Jak już wspomniałem początkowo, ta płyta była dla mnie 50/50. Za dużo brzmiało mi w niej Sounds Of The Universe, Delta Machine, Counterfeit. Z czasem Spirit zaczął odkrywać więcej, niż bym się mógł na początku spodziewać. Delta Machine mi tego nie dała na początku, mimo że na koniec dnia można ją uznać za całkiem dobrą płytę. Ze Spirit jest inaczej. Płyta daje się polubić od początku i już drugi tydzień zawładnęła domem. Być może część numerów powinna powędrować na stronę b i chyba jestem w gronie tych, co uważają podobnie jak producent, że album powinien mieć 10 numerów. Reszta jako b-side, albo bonus na 2 płycie.

Są miejsca, gdzie od muzyki na Spirit ważniejszy jest tekst. Jest to pierwsza od bardzo dawna płyta, kiedy jest to tak widoczne i oczywiste.

Dla mnie sprawdzianem wartości płyty będzie trasa, to, jak zespół będzie się z nią”męczył”. Każda płyta od 2001 broniła się czymś innym. Niestety, dla nowych materiałów, największym zagrożeniem jest zawsze set z największymi hitami. Na poprzednich trasach aktualnie promowane albumy różnie sobie z tym radziły. Spirit ma różne warstwy, część z nich odkryjemy tylko w zaciszu pokoju, a część w hali. Część, jedynie podczas solowych występów podczas małej klubowej trasy, a część jedynie w postaci remixu. Ta wielowarstwowość tej płyty jest jej siłą i to co do mnie przemawia na jednym poziomie dla Ciebie będzie mniej ważne.

Dawno takiej płyty depeche MODE nie nagrało.

Finalnie…

Daję 4.5/6

3 Comments

  1. Krizz

    Przeczytałem z zaniteresowaniem Martini i powiem Ci, że zaskakująco baardzo zbliżoną mam opinie co do tej płyty. Identyczne oceny mam prawie w 90% utworów, pozostałe 10% muszę spojrzeć przez Twój pryzmat z ciekawości. Cover Me w instumentalnej części pachnie wspaniałymi dawnymi klimatami… I on ma u mnie najwyższe oceny a drugi jest Going ale tak jak napisałeś – dobry numer, niekoniecznie DM.

  2. Wolf

    Bardzo dobra recenzja, najbardziej rzeczowa jakie można znaleźć w necie, nie zgadzam się ze wszystkim ale nie o to chodzi. Ja zostałem porażony pierwszy raz 28 września 1987r. trochę się zatem znam. Płyta mieści się u mnie w pierwszej 6, bez wskazywania miejsca bo to zależy od nastroju, miejsca i czasu. Kilku innych „znawców” powinno przeczytać. Dobra robota.

Dodaj komentarz

Serwis zarządzany, prowadzony przez Ultra Interactive