No musi, musi być zawsze coś… jak nie Loudness War, to wideo nakręcona jak na YT. Nie może być tak, że dostajemy pełny pakiet w jakości i standardzie, jakim wydają to zespoły i gwiazdy światowego formatu do jakich aspiruje depeche MODE.

Poprzednie wideo z Barcelony miało skopany obraz na DVD, za to na BD przynajmniej była igła. Tym razem nie będzie BD. W sumie nie powinno mnie to ziębić w końcu muzykę powinno się słuchać, a nie oglądać. Jakoś nigdy mnie nie grzały wszystkie historie z 38.1, DTS i inne zabawy w kodowanie. Muzykę się słucha w stereo, a głośniki są przed oczami na scenie, jak na rasowym koncercie.

W pierwszym momencie wieść o braku BD nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, do momentu, kiedy znajomy nie uświadomił jednego drobnego, ale istotnego szczegółu. Bardziej od faktu, czy jest BR, czy go nie ma powinniśmy się martwić, czy wideo z Berlina dostało regionalizację, czy nie.

Już wyjaśniam. W czasach, gdy wprowadzano format DVD postanowiono, że świat zostanie podzielony na regiony. Europa trafiła do regionu 2. Czarna sława regionalizacji ma się stąd, że wytwórnie filmowe i płytowe dostały doskonałe narzędzie do manipulowania datami premier, cenami, zawartością itp. Wytwórnie zapewniły sobie zbyt dzięki temu, że kupując płytę DVD w Stanach przez wiele lat nie można było jej odtwarzać w europejskim odtwarzaczu DVD. Nośniki w USA były zwykle dużo tańsze, niż w Europie i wielokrotnie Europa była na końcu łańcucha wydawniczego. Dzięki regionalizacji wytwórnie broniły się przed tzw importem równoległym lub prywatnym importem. W czasach BD poczyniono ten sam ruch.

Video z Barcelony 2009

Video z Barcelony 2009

Jest jednak jeden efekt regionalizacji, który dla nas Europejczyków był pozytywny. Otóż tytuły wydawane w Ameryce Pn. były kodowane przeważnie jako NTSC, a w Europie obowiązujące system kodowania obrazu PAL. Nie wchodząc w szczegóły PAL jest lepszy, czytaj gęstszy, bogatszy w szczegóły (625 linii), a NTSC dla Europejczyków gorszy (525 linii). No dobrze, ale co to ma za znaczenie kodowanie rodem z czasów telewizji analogowej. Otóż ma.

Poprzednie produkcja z Barcelony w formacie DVD została wydana jako Region 0 w NTSC. Czyli jakość obrazu została sprowadzona do najniższego wspólnego mianownika. Mimo, że egzemplarze były tłoczone w Europie na nasz rynek, to były tłoczone z jednej i tej samej matrycy przygotowanej na cały świat. Dzięki temu ograniczono koszty. Amerykanie może i byli zadowoleni, co bardziej wk… europejczycy musieli pognać do sklepu po drugi egzemplarz na BD.

Jeżeli ten sam fuckup zostanie zrobiony tym razem, to przy braku BD będzie to jawne dymanie fanów. A co do samego braku BD. No cóż… W obecnych czasach, gdy formaty fizyczne umierają powoli i dystrybucja przenosi się na serwery serwisów online rozważania o braku tego, czy innego formatu tracą rację bytu. Niestety dla takich ludzi jak ja… którzy jeszcze kupują fizyczne formaty.

2013.11.27 Berlin (001)

2013.11.27 Berlin (001)

Kopie przygotowane do dystrybucji w kinach są w jakościach spokojnie pozwalających na cieszenie się wysoką jakością obrazu w domowym zaciszu. Nie zdziwiłbym się, gdyby powód był zupełnie inny, niż słynne już słowa Antona Corbijna, który preferuje oldschool kosztem Bluray Disc.

Począwszy od One Night In Paris wszystkie koncerty zostały nagrane w jakościach znakomicie większych, niż obecnie promowany format 4K, Sony Music, aby w pełni przejąć dystrybucję katalogu depeche MODE powinno wydać również koncerty wideo pod swoim szyldem. Są tytuły dogorywające jedynie na VHS. Są tytuły, które nie ukazały się jeszcze na BD. Za chwilę dyskusyjne stanie się wydawanie czegokolwiek na DVD, a zasadnym będzie pytanie o format 4K, czy jak inni nazywają ten format UHD.

Jestem dziwnie spokojny, że do czasu zakończenia sprzedawania i dystrybucji Live In Berlin po kinach, Pay per View, do póki cyfrowi dystrybutorzy nie zarobią swojego, do tego czasu konsumenci będą musieli „cieszyć się” jedynie DVD. A za rok, dwa zobaczymy ten koncert na BD w FullHD, a nawet 4K. Jeżeli tytuł obecnie będzie wydany w Europie w NTSC, to jestem dziwnie spokojny, że fani czuli na punkcie obrazu pognają dwa razy do sklepu, jeszcze dziękując za podwójną szansę zakupienia… tego samego. Czyż nie?