O Benie Hillierze, zakończonej trasie, bo mnie naszło coś jeszcze i wróżby z gwiazd na temat przyszłości. To będzie….

Zakończyła się era Bena Hilliera. Kolo nie będzie już produkował kolejnych albumów depeche MODE. Wszystko na razie wskazuje, że producentem lub inżynierem dźwięku kolejnej płyty (płyt) będzie Christoffer Berg. Zakończenie współpracy z Benem oznacza również zakończenie współpracy z 140dB, co jest o tyle istotne, że w tej samej stajni co Ben Hillier jest również Flood i marzenia o kolejnej płycie wyprodukowanej przez niego, jako częściowej recepty na powrót do tzw. starego depeche MODE należy schować na razie do głębokiej szuflady. Oczywiście pewnie znowu może się pojawić jakieś zleconko na wykonanie remixu (jak to było w 2001), ale na więcej nie liczyłbym. Z resztą remix Flooda w 2001 był pierwszym zwiastunem przyszłej współpracy z 140dB. To bym postrzegał jako początek.

1210_mastering

Każdy ma swoją ocenę trylogii Hilliera i każdy będzie po swojemu tasował Plaing The Angel, Sounds Of The Universe i Delta Machine. Mamy w historii depeche MODE trylogię Gareth’a Jones’aContruction Time Again, Some Great Reward, Black Celebration (tak, pamiętam też o jego wkładzie do Ultra i Exciter) Szkoda, że nie doczekamy się trylogii Flooda. Może w przyszłości. Ja w każdym razie, do póki Gore and Co. grają, nie tracę nadziei.

Po wyprodukowaniu lochy, jaką był poprzedni tekst przyszło mi do głowy, że nie napisałem za wiele o Ameryce Północnej i jej rynku muzycznym. Dlatego wracając myślami do zakończonej trasy ciężko się nie oprzeć wrażeniu, że w Ameryce Północnej zespół ma co raz mniej do szukania. Z trasy na trasę gra co raz mniej i mimo lamentu tych nielicznych fanów z miast gdzie nie dotarli, fanbase zespołu będzie się kurczyć. Nie inwestują, bo za mało chętnych, za mało chętnych bo nie inwestują. W przyszłości czekać będą Północnych-Amerykańskich fanów wybrane koncerty w NY, Kalifornii i coś w Kanadzie. To właściwie tyle. Dlatego tym bardziej dziwi takie traktowanie Ameryki Południowej. Być może w Europie aspirują do bycia w pierwszej lidze, ale w USA dawno już nie są i stoją w rzędzie z tymi, co to mówi się o nich z estyma szacunkiem, ale niczego nowego nie wnoszą.

Mimo szumnych zapowiedzi zespół zlał fanów z Południowej Ameryki i nie dotarł do właściwej Azji. Patrząc na kurczące się rynki i zlewanie regionów świata, gdzie są chciani jedynym pewnym miejscem, gdzie zawsze zagrają jest Europa. Szczęściarze 🙂

Nie wiem co planuje Martin, bo od Dave’a słychać pomruki o kolejnych przedsięwzięciach wydawniczo-koncertowych pod szyldem Soulsavers. Ciekawe to będzie przeżycie być na koncertach z Dave’em na wokalu, gdzie nie poleci żaden numer depeche MODE. 🙂 Czas pokaże.

Andy być może pojedzie zarobić parę dołków na djowaniu, no chyba, że poznali się na nim już wszyscy i ze swoim show nie ma się gdzie pojawiać. Zauważyliście, że jego druga „solowa trasa djska” była właściwie tylko i wyłącznie w miejscach, gdzie nie grał wczesniej? Praktycznie nie pojawił się w krajach z trasy 2004.

Wydawniczo myślę, że końcówka 2015 i 2016, to będzie czas, gdy powinny się pojawić reedycje koncertowych wydawnictw wideo w starych/nowych formatach pod szyldem Sony. Nie to, że coś wiem, ale tego bym oczekiwał. Mam nadzieję, że wytwórnia sypnie dodatkami, a i zespół udzieli na tę okoliczność kilku słów. Poczekamy zobaczymy…