W branży muzycznej (przyznam spodziewaną) informacją dnia jest sprzedaż labelu EMI do Universal, a publishingu do Sony. Tak o to po kilku latach rewolucji cyfrowej w branży z wielkiej piątki mejdżorsów została tylko trójka. Dzisiejszy dzień był też interesujący z innego powodu, ale o tym w drugiej części tego wpisu.

O tym, że EMI jest zagrożone sprzedażą mówiło się właściwie od czasów wybuchu kryzysu w 2007 roku. Wtedy to za pieniądze banków jeden funduszy inwestycyjnych przejął własność EMI. Finał był taki, że w momencie, gdy wybuchł kryzys fundusz popłynął, a faktyczne właścicielstwo nad EMI przejęła grupa CITI.

Kwestią czasu była już tylko informacja o tym, że papiery EMI zostaną sprzedane komuś kto pozwoli grupie CITI odzyskać umoczoną kasę. Wszyscy wiemy, jak banki w naszych czasach poszukują kasy.
Co to dla nas depeszy może oznaczać? Ano i nie wiele i dużo, zależy jak się na to patrzy. Spora część starego katalogu leży  w rękach EMI, choć wszystko wydane, wznowione lub reedytowane po 2001 roku jest już opatrzone klauzulą: „under exclusive licence of Venusnote Ltd„, przez co depeche MODE jedynie łaskawie „pozwalało” wydawać swoją twórczość przez podmioty trzecie.
Obecna sytuacja jest taka, że Venusnote = depeche MODE i po wydaniu Sounds Of The Universe pozostaje bez wytwórni. Jest trochę jak panna na wydaniu (ponownym) z bogatym posagiem do przejęcia. Może łapy położyć na tym nadal Universal (EMI) lub zupełnie ktoś inny. Może też depeche MODE wydać się samo i Venusnote może stać się w końcu wydawcą, a nie tylko formą zarządzania i ładu prawnego dla projektu o nazwie depeche MODE.
Zanim jednak dotarła do mnie informacja o sprzedaniu EMI. Treść tego wpisu na blogu miała wyglądać trochę inaczej. Też miało być o zmieniającym się rynku muzycznym, ale trochę z innej strony…
W 2010 roku przy okazji rozważań nad Video z Barcelony (2009), na tym blogu, ale też na PFDM, prowadziłem rozważania i dyskusje nt wydanego dvd/br. Jedną z moich konkluzji była myśl o tym, że to jest jedno z ostatni wydawnictw depeche MODE w postaci fizycznej. Spotkało się to z głębokim nie zrozumieniem, bo przecież płyty (niektóre się kupuje), a tylko frajer płaci za pliki, które można ściągnąć z zaprzyjaźnionych serwisów.
Moje argumenty (sprzed roku) o tym, że gry i oprogramowanie właściwie w większości podbiera się z sieci w postaci aplikacji dedykowanych dla danego środowiska. Kto ma telefon pędzony na Androidzie lub iOS ten wie o czym mowa. Właściwie już nikt nie kupuje pudełkowych wersji, chyba że częścią instalacji jest opasła literatura i program kosztuje „many milion dollars„. Dzieje się tak, bo jest to na rękę producentom i dystrybutorom aplikacji, dzięki temu w pewnym sensie odzyskują kontrolę nad sprzedażą i dystrybucją oprogramowania.
Film w wypożyczalni fizycznie wypożyczyłem baaaardzo dawno temu, za to wiele tytułów zobaczyłem w postaci VOD lub na serwisach typu FilmWeb. Nie wspomnę bijącym rekordy popularności formacie mkv ;-), ale to inna historia. Dystrybucja na fizycznych nośnikach dla tzw szarej masy lub ciemnego ludu przestaje istnieć.
To samo czeka nas i to bardzo szybko w temacie muzyki. Na Spiders Web znalazłem dziś bardzo pouczający artykuł. Jako, że ten serwis należy do bardzo dobrze poinformowanych uznałem, że trzeba wrócić do tematu z przed roku. Komu nie chce się czytać napiszę w skrócie, że w przyszłym roku możemy zostać zmuszeni do przejścia na zakupy cyfrowe muzyki. Ponieważ wydawcy chcą uchronić się przed sytuacją, gdy wydając albumy na fizycznych nośnikach przestaną na tym zarabiać. Chcą zrobić uderzenie uprzedzające i póki jest to jeszcze rynek dochodowy (z tendencją spadkową), to chcą przestać wydawać tytuły na płytach CD. To wszystko ma się stać w przyszłym roku. Na CD mają być wydawane jedynie wersje kolekcjonerskie.
Tłumacząc to z polskiego na depeszowe. Następna płyta depeche MODE jako podstawowa wersja wydana będzie jedynie w formacie cyfrowym. Natomiast na CD/DVD wydany zostanie jedynie box typu Super DeLux lub Uber Super Delux. A jeszcze inaczej mówiąc karton zostanie, a plastik i wydawnictwa typu „Polska Cena” zamienią się w ciąg bitów. Zdecydowanie na pewno ten los czeka single. Być może co jakiś czas po prostu będziemy otrzymywać box ze zbiorem singli z danej dekady lub na zakończenie okresu promocji danego albumu. To samo czeka również koncerty video, choć w naszym kraju potrzeba trochę bardziej stabilnych i szybszych łączy.
Z jednym nie mogę się zgodzić w przytaczanym tekście ze Spiders Web:
Zresztą i to nie na zawsze – nawet najwięksi audiofile w końcu przekonają się do bezstratnych formatów cyfrowych.
Otóż prawdziwi audiofile słuchają z winyli, a CD uznawane jest za coś gorszego.
No nic czas pokaże czy i jak szybko te czasy nadejdą. Renesans winyli pokazuje, że niektóre pogłoski o śmierci mogą być mocno przesadzone.