Rok temu to się działo. Pamięta ktoś jeszcze? Pierwsza część trasy (Europa) dopiero co się zakończyła. depeche MODE właśnie wystartowało z Amerykańską częścią grając na podpuchę Fragile Tension.

Nie wiem, czy nie ryzykowne będzie stwierdzenie, że właśnie na koncercie w Toronto skończyła się ta klasyczna trasa koncertowa, jaką znamy z historii występów depeche MODE. Od następnego występu zaczyna się rollercoaster, który trwa aż do 27 lutego 2010. Chwila radości, bo nowy numer, to wkurw, bo wywalili numery dla których było warto jechać tę trasę (mówię tu o hardkorach, a nie o piknikach).

Jedno jest pewne działo się…, na nudę narzekać nie można było. Jak przypomnimy sobie ostatnie kilka tras, wystarczyło rano otworzyć jedno z for i zobaczyć co na co wymienili i był spokój. Na ostatniej trasie takiego komfortu nie było. Oczywiście były momenty „spokoju” i 100% przewidywalności, szczególnie, że byli też tacy, co nam w tym skutecznie pomagali <:beer Jari:>, ale i tak nudno nie było.

Tym się Tour Of The Universe różniło od Touring The Angel, że ta druga była nagłą rewolucją w secie w środku trasy, a ta pierwsza permanentną ewolucją aż do ostatniego koncertu. Że jak? No już wyjaśniam….

Na przełomie 2005 i 2006 depeche MODE wyruszyło w trasę grając właściwie zamiennie jedynie numery Gore’a mącąc raptem 7-oma numerami, a i tak miejscami tylko symbolicznie. Reszta setlisty nie do ruszenia. Przyszedł kwiecień 2006 i zespół zaserwował nam radykalną zmianę setlisty, sporo nowych numerów, sporo zmian w trakcie. Koncerty w Ameryce właściwie nie był podobne jeden do drugiego. A to bisy się wydłużały, a to numery wędrowały to w górę to w dół. No było ciekawie. W Europie już jakby spokojniej, co nie znaczy nudno, ale Panowie dociągnęli do końca. Nie popisali się jedynie pod koniec trasy, gdy z setu zaczęły wypadać numery. To nie było fajne.

W 2009 roku takiego odcięcia nie było. Wszyscy czekali, że przed Amerykami, coś się zdarzy, że jak wrócą do Europy, że zimę w hali uraczą nowym setem… a tu zima. 😉 Zespół nie dokonał jednej radykalnej zmiany, natomiast zastosował metodę pełzającej zmiany setlisty, praktycznie co noc, co 2-3 koncerty  byliśmy raczeni zmianą w secie, a to nowy numer, a to wywalenie, dodanie numeru w setliście. A to przetasowania utworów w górę lub w dół. Co jednak najgorsze wypadały numery, które przywracały nadzieję, że na koncertach jest miejsce również dla harkorów, nie tylko dla pikników.

My w Polsce mieliśmy jeszcze jedną ruletkę. Po odwołaniu koncertu w Wawie, właściwie przez bardzo długi czas wirowała ruletka z terminami  Dlaczego w takim razie dopiero zimą zobaczyliśmy depeche MODE w Polsce? Przez wakacje. Organizatorzy koncertu w Polsce, ale też i w innych krajach bardzo nie chcieli oddawać kaski za bilety, menadżment depeche MODE, też chciał zrobić koncerty w odwołanych krajach ekspresowo. Tylko członkowie depeche MODE stanęli okoniem. Wróble ćwierkały, że w Polsce był planowany koncert na 19.09.2009, ale zespół nie miał ochoty zarywać urlopu (czyt. przerwy między trasami w Europie i Ameryce Pn.) na oddawanie koncertów odwołanych w maju.

Gdyby te koncerty się odbyły, to pewnie w styczniu mielibyśmy tylko jeden koncert. Początkowo na miejsce drugiego koncertu planowane były tradycyjnie Katowice, ale otwarcie hali widowiskowej w Łodzi zmieniły obraz koncertowej mapy Polski raz na zawsze….

No ale wyszło jak wyszło. Pewne chińskie przysłowie mówi: Obyś żył w ciekawych czasach. Zdecydowanie w świecie depeche MODE, to były ciekawe czasy. Porównując do obecnego snu zimowego wtedy, lipcu się działo… Większość zapadłych w sen obudzi się gdzieś na jesieni, gdy EMI/Mute wyda Video ze świeżo minionej trasy (zespół zarejestrował dwie noce w Barcelonie 2009.11.20-21), a potem pojawią się zapowiadane reedycje reedycji, remixy i inne duperele. Oby nadal było ciekawie.