Spodziewałem się dymu, ale kto sieje wiatr zbiera burzę ;-). Problem polega tylko na tym, że argumenty, które dostałem, w różny sposób, przeciw moim tezom nie odnoszą się, do tego, co napisałem, w sposób bezpośredni. Jedynie pośrednio dotyczą trasy. Podstawowy błąd polegał na tym, że przeciw temu wpisowi użyte zostały argumenty nie statystyczne, ilościowe, suche fakty, tylko argumenty emocjonalne jak: oklepanie setlisty, wywalanie utworów po 1-2 koncertach, brak zmian u Dave’a, co z tego, że są zmiany, jak to nie są zmiany Dave’a, tylko Martin’a. To nie są pełne elektroniczne wersje, tylko jakieś akustyki, bla, bla, bla…

Błąd tego typu argumentów polega na tym, że nie są to argumenty obiektywne, tylko subiektywne i zależą bardzo od preferencji tego, kto je pisał/mówił, a co za tym idzie nie muszą być podzielane przez wszystkich, nawet tych, którzy się nie zgadzają z tym, co napisałem w poprzednim poście. Ze statystycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, kto śpiewa, nie ma też znaczenia ile dany utwór gościł w setliście, na ilu trasach i czy jest oklepany czy nie (planuję również tematowi „oklepaności” setlisty poświęcić osobny tekst). Z resztą pojęcie „oklepaności” setu jest najbardziej subiektywnym i nieostrym pojęciem. Każdy uznaje zupełnie inne utwory za oklepane i często prywatne rankingi są wzajemnie się wykluczające. Po prostu w tego typu analizach, jak w moim poprzednim wpisie – Sztuka jest sztuka. Przy tego typu analizie, jaką zrobiłem nie ma to żadnego znaczenia. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu moment występu Martina na koncercie, to najlepszy moment na fajka, nie mniej próbując opisać obiektywnie trasę nie można tego pomijać. depeche MODE, to całość, jeden byt i ten zespół ma dwóch wokalistów. Tak, jak ma dwóch kompozytorów i tekściarzy. (już widzę ten grymas skrzywienia na twarzach czytających).

090610_Berlin_18

Po za tym trzeba mieć dużo złej woli, żeby nie zauważyć, że zjawiska, jakie miały miejsce na tej trasie, zdarzały się również na wcześniejszych trasach. Np Here Is The House vs In Sympathy, I Feel Loved vs. Peace, czy Fragile Tension vs. Something To Do (1993).

Poprzedni tekst był próbą uzasadnienia stwierdzenia: „Skoro jest tak dobrze… Od tego momentu postaram się odpowiedzieć na druga część: „…to czemu jest tak źle.”

Uważam, po prostu, że problem leży gdzie indziej, niż to czy grają tę samą setlistę, czy też grają co noc  kompletnie nowy zestaw utworów. Najpierw jednak cytat:

Nie wydaje mi się, żeby mieli zamiar użyć jakichkolwiek starych podkładów. […] Z tego, co mi wiadomo, chcą wykonywać pierwotne wersje starych singli – myślcie o tym, co chcecie.” (Stripped, Jonathan Miller, str. 418)

Kto to powiedział? Jeżeli przeszło Wam przez myśl, że był to Alan, to macie 100% racji.

depechemode

Słowa te padły w 1998 roku, przeszło 12 lat temu i nie straciły nic na świeżości. Uważam, że w tych słowach jest ukryty klucz do tego, aby pojąć, czemu widać taką różnicę w depeche MODE przed i po odejściu Alan’a. Czemu tak często pojawiają się argumenty o ciągłym graniu jednego setu od 1998 roku, mimo, że spoglądając na setlisty przed 1986 rokiem można również takie odnieść wrażenie.

OK, to skoro napisałem, że problemem zespołu nie jest granie tego samego setu w koło od x czasu, że przełamują dawne schematy i z trasy na trasę grają co raz więcej, że setlista przez całą trasę non stop ewoluuje, to w takim razie gdzie jest problem? Już odpowiadam.

Jeżeli spojrzy się na setlisty z lat 80. wyraźnie widać, że i wówczas depeche MODE grało z lubością trasę w trasę pewne utwory, wystarczy wymienić:

  • Photographic / Just Can’t Get Enough – od początku historii zespołu do 1986/1988;
  • Master & Servant – cztery trasy z rzędu;
  • People Are People – trzy trasy z rzędu;
  • o Everything Counts nie wspomnę

Podobnych przykładów można by wymienić jeszcze kilka. Oczywiście kiedyś nie było Internetu i uczestnicy koncertów nie znali setów z koncertu na koncert. Zespół mógł sobie pozwolić na  granie jednej setlisty co noc i nadal sprawiał zaskoczenie i radość fanów. A teraz, gdy mieszają w najlepsze nostalgia za dawnymi czasami jest co raz większa. Głosy, że w tamtych czasach sety mógł być identyczny przez całą trasę, jakoś słabo się przebijają. Kluczem od odpowiedzi jest słowo

A R A N Ż A C J A

Co z tego, że mamy rekordy w ilości zagranych utworów na trasie, skoro od 1993 roku słyszymy te same wersje utworów. Kiedyś jak się chciało posłuchać koncertowego New Life, to trzeba było dodać jeszcze, z jakiej trasy. Podobnie było z każdym innym utworem granym na trasie do 1994 roku. Zespół co trasę brzmiał inaczej zachowując nadal swój charakter. A co trasę jakość aranżacji, warsztatu rosła. A wszystko to grając wielokrotnie te same utwory noc w noc. Dzięki temu można było na nowo odkrywać te same kawałki. Zaczęło się to zmieniać w momencie, kiedy remixy utworów wydawanych na singlach przestały być w gestii członków zespołów, lub osób blisko związanych z depeche MODE np. Daniel Miller. Remixy były biblioteką niewykorzystanych pomysłów, które nie były na tyle dobre lub nie pasowały do koncepcji utworu, czy albumu ale były jednocześnie ciekawym spojrzeniem na ten sam utwór. Ostatnim przykładem wykorzystania remixu z singla do aranżacji utworu na koncert, a więc pokazania nowego oblicza jakiejś piosenki było wykorzystanie remixu Home autorstwa AIR. Jeżeli przyjrzymy się temu co się dzieje z Never Let Me Down Again, Enjoy The Silence, Walking In My Shoes, In Your Room, to właściwie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wciąż jesteśmy na tej samej trasie koncertowej z przerwami na nagrywanie nowych utworów. Ciężko też zrozumieć czemu tak mało gra się utworów z płyt po 1997. W 1998 roku można było jeszcze zrozumieć zastosowanie wersji singlowych na trasie, skoro była to trasa promująca składankę z cyklu ‘the best’, jednak kopiowanie i eksploatowanie tych samych patentów przepuszczanych jedynie przez inne efekty – vide solo Gore/Eigner do Enjoy The Silence – sprawia, że co raz trudniej znaleźć zrozumienie w graniu setlisty tak samo brzmiących największych hiciorów z dyskografii zespołu. Ta trasa przyniosła pewną nadzieję w postaci zmienionej wersji Personal Jesus. Choć jednak w przypadku Stripped, ale też i Personal Jesus cały patent polega na uproszczeniu, pozbawianiu utworu kolejnych warstw bogactwa tych kawałków, a nie na przebudowie, nowym spojrzeniu na klasyki, innemu obudowywaniu, wzbogacaniu utworów o nowe warstwy brzmieniowe, co było właśnie domeną Alana.

Alan Wilder live. USA 1986

Alan Wilder live. USA 1986

Aranżacje autorstwa Alana sprawiały, że geniusz kompozytorski Martina można było na nowo odkrywać i zachwycać się co trasę tym samym utworem. Po odejściu Slicka trasy koncertowe z wyjątkiem scenografii i aktualnie promowanych utworów zlewają się w jedną masę, a utwory, które wyróżniały te trasy na tle innych jak np. Clean w 2001, Master & Servant, Strangelove w 2009/2010 są wycinane z zacięciem godnym lepszej sprawy.