Przez lata, właściwie od roku 1981, depeche MODE w środku setu miało numer na którym Dave, a później również reszta zespołu miali przerwę. Najpierw były to instrumentalne, potem były to numery śpiewane przez Martina z towarzyszeniem Alan’a, ew. Fletch’a. Z czasem pojawiły się dwa numery Gore’a w secie, a jak doliczymy ten na bis, to nawet trzy.

W pewnym momencie jednak stało się coś, co wywołało zaskoczenie i poruszenie, oto elektroniczny zespół pogrywa w czasie koncertu na akustycznej gitarze w sobie Martina Gore’a. Oddając prawdzie, co prawdziwe, to gitara akustyczna pojawiła się też na Construction Tour, ale jako pojedynczy riff, będący efektem samplowania gitary na potrzeby 3. studyjnego albumu. Był to rok 1990. I na tym koniec…

Bo tak na prawdę utwory w wersjach akustycznych już się więcej nie pojawiły. Ani za czasów bytności Alana w zespole, a tym bardziej po odejściu jego. Zaskoczenie?

Tak na prawdę nie ma w języku polskim dobrego określenia na utwory w postaci, jakiej Martin, czasami Dave prezentują na koncertach od 2001. W języku angielskim takie utwory określa się mianem bare, czyli kawałki obdarte ze wszystkiego, co nie jest szkieletem utworu, czyli albo linia melodyczna, albo akordy, bo linia melodyczna była zawarta w wokalu. depeche MODE często prezentuje utwory w wersji bare na gitarę i klawisz udający fortepian lub pianino. Ale to nie są utwory akustyczne, które są grane na gitarę akustyczną i fortepian.

Po mojemu w języku polskim najbliższe określeniu – bare – jest zwrot – oszczędny aranż. Tylko jak to brzmi, chyba wolę używać ekonomiczniejszego zwrotu – bare 🙂 Dobra dosyć tego wykładu językowego.

Stoję na stanowisku, że utwory akustyczne były tylko grane na jednej trasie – World Violation Tour. Dyskutować można o The Bottom Line na Exciter Tour, choć ja uważam, ze jest to wersja bare, a nie akustyczna.

060314_Katowice_18

Niezależnie jak się nazywają wersje grane i śpiewane przez Martina i ile inkarnacji przyjmie jeszcze Home, solowy, środkowy (i końcowy też) set Gore’a, nie są w setliście przypadkiem. Głównym i podstawowym zadaniem nie jest uprzyjemnianie czasu publice. Tak na prawdę te numery nie są dla  fanów, te numery są po to, aby Dave, Andy, Christian mogli spalić fajka, łyknąć coś dobrego, czy najzwyczajniej w świecie zasiąść na tronie, bo przez ostatnie dwa numery żyła im na czole wychodziła nie tylko z powodu wczuwania się w grane utwory. Początkowo był to czas, w jakim Big Muff lub Nothing To Fear było grane, w naszych czasach jest to o wiele bardziej rozbudowane.

Dziś wykony Gore’a stały się pewną instytucją i punktem charakterystycznym dla depeche MODE, ale wystarczy, że weźmiemy współcześnie pod uwagę fakt iż na scenie nie wolno palić. Kiedyś to jeszcze było pół biedy, bo choć zespół na scenie nie jarał, ale z publiki szła taka chmura dymu tytoniowego, że bez fajka w zębach chłopaki i tak byli ujarani. Pamiętać należy, że w większości krajów nie możną palić na scenie (i w hali). Dziś to jest już nie możliwe, więc zasadność istnienia setu solowego urasta do sprawy wręcz krytycznej dla „zdrowego” funkcjonowania zespołu, a numery te będą w secie do końca historii tego zespołu, ponieważ są najlepszym na świecie pretekstem, żeby zniknąć ze sceny i chwilkę odpocząć.

090613_Frankfurt_10

Z resztą łaska fanów na pstrym koniu jeździ. Przykładem niech będzie przytaczany już wykon Home w wersji bare na Tour Of The Universe. Utwór, który na początku trasy był nijaki powodował odruch odwrotny i twarze niektórych fanów były obolałe od facepalmów, z czasem ewoluował tak, że stał się wyczekiwanym i chcianym fragmentem koncertu. Ja jednak poproszę, żeby na Nowej Trasie tego numeru już nie było.

Mimo, że od 2001 roku Martin zaskakiwał nas swoim repertuarem i co trasę właściwie tylko dzięki niemu mogliśmy mieć odrobinę ekscytacji setlistowej do depeche MODE, to nie oszukujmy się, że utwory w wersji bare będą porywać tłumy. Sto razy bardziej radość będzie większa na kawałek Gore’a w pełnej elektronice (czego w 2013 i 2014 Wam życzę), niż co noc nowy kawałek z całej dyskografii zespołu pitolony na parapecie udającym fortepian w interpretacji gościa, który może i muzykiem jest dobrym, ale tego zespołu chyba nigdy nie poczuje już. Tak Panie Gordeno o Panu mówię…..

AKTUALIZACJA 2013.01.21: Pierwotnie tekst został napisany w listopadzie 2009. Nie mniej czując niedosyt i mając poczucie pobieżnego potraktowania tematu zdecydowałem się bardzo mocno przerobić stary tekst i opublikować go ponownie na MODE2Joy.